?Zwierzęta z lasu dziewiczego? Arkadego Fiedlera to literacki zapis relacji z dwóch przedwojennych wypraw autora do puszczy w Ameryce Południowej. Wraz z Fiedlerem podążamy tropem jej mieszkańców. Podpatrujemy zwyczaje ostronosa, pancernika, anakondy czy mrówkojada. Pisarz, sam pod ogromnym wrażeniem zwierzęcego świata południowoamerykańskich lasów, wciąga nas w jego barwny, dziki i nie do końca pojęty przez człowieka klimat.
Ten niezwykle przyjazny podręcznik podyktowany został przez osobiste doświadczenia Autorki. Gdy usłyszała przed laty diagnozę nowotworu, zamiast pogrążyć się w smutku, znalazła sposób na przezwyciężenie choroby. Przedstawia tu metody, które doskonale zdały egzamin w przypadku jej walki z rakiem; od lat dzieli się nimi poprzez powołaną przez siebie fundację na wykładach, warsztatach, w książkach i skryptach. W pierwszych słowach zwraca się do Czytelnika z apelem o postawę dzielności: PAMIĘTAJ, DIAGNOZA RAKA TO NIE WYROK ŚMIERCI, tylko swoiste wołanie organizmu, że coś z nim jest nie w porządku, że uczyniłeś coś niewłaściwie i przestał dobrze funkcjonować. A zatem zastanów się nad tym spokojnie, bo sam najlepiej znasz prawdę. I kiedy już odpowiesz na owo SOS organizmu i zdecydujesz się podjąć „samonaprawę”, skorzystaj z tego poradnika, bo jest doskonałym źródłem skutecznych metod uzdrawiania: odpowiedniej diety, prostych domowych zabiegów, gimnastyki i spędzania wolnego czasu, a także zmiany sposobu myślenia na temat swojej choroby. Nie bój się więc, nie panikuj, uwierz w naturalną moc samouzdrawiania organizmu i przystąp do działania, opierając się na wyłożonych tu zasadach, które pomogły już niejednej osobie wrócić do pełnego zdrowia.
Wybrany fragment książki
WPROWADZENIE
Choroba nowotworowa nie jest infekcją z zewnątrz. Choroba nowotworowa jest skutkiem nieprawidłowości kumulowanych w organizmie człowieka - nieprawidłowości w funkcjonowaniu organizmu na poziomie mentalnym, energetycznym i fizycznym na skutek działania czynników wewnętrznych i zewnętrznych. Choroba jako skutek ujawnia się na poziomie fizycznym po upływie pewnego czasu, który dla każdego jest inny.
Kumulowane w organizmie nieprawidłowości skutkują chorobą nowotworową albo innym przewlekłym zaburzeniem, często nazywanym chorobą cywilizacyjną. W niniejszym poradniku skupiam się na chorobie nowotworowej, którą sama przeżyłam. Chcę się podzielić moją skromną wiedzą, doświadczeniem i przemyśleniami, które mogą zainspirować Czytelnika do znalezienia własnej ścieżki pokonania choroby.
Co wewnątrz to i na zewnątrz. To, co manifestuje się jako choroba w skądinąd zdrowym jak dotychczas organizmie, można skutecznie odwrócić tylko w jeden jedyny sposób: dzięki rozpoznaniu i likwidacji przyczyn oraz podniesieniu odporności organizmu, aby wygenerował siły do skutecznego samouzdrowienia.
Drogi Czytelniku,
Jeśli już usłyszałeś diagnozę raka, nie wpadaj w panikę. To SOS organizmu, to swoiste wołanie o pomoc! Wołanie, abyś wreszcie coś zrobił dla siebie w duchu harmonii z naturą, wołanie o pomoc, albowiem naturalny system samoregulacji i samoleczenia rozregulował się i nie funkcjonuje poprawnie.
Zastanów się spokojnie, bez wsłuchiwania się w dogadywanie z zewnątrz. Zrelaksuj się - w ciszy i spokoju słuchaj głosu swojej intuicji i rozmawiaj uczciwie ze sobą. Przecież prawdę znasz sam najlepiej!
Co uczyniłeś niewłaściwie, skoro tak fantastyczny organizm nagle przestał właściwie funkcjonować? Fenomenalny system immunologiczny dopuścił do „transformacji" i nieopanowanego namnażania się komórek nowotworowych. Twoje myśli, przekonania, negatywne wibracje, słowa i czyny, twoja samoocena i stosunek do otoczenia, twój styl życia, sposób odżywiania i tak dalej... co wymaga zmiany w pierwszej kolejności?
Twierdzę, że skoro mój organizm funkcjonował dobrze i nagle przestał, to znaczy, że wiele do tej pory robiłam niewłaściwie. Bezpiecznie więc będzie poddać krytycznej analizie wszystkie sfery życia i... wprowadzić zmiany. Wszystko zacząć robić inaczej dla dobra najbliższej sobie osoby, a więc siebie samego... i innych, szczególnie tych, którzy nas kochają.
Mam głęboką nadzieję, że niniejsze Yademecum okaże się w tym pomocne.
„Mam marzenia” to autobiografia Mieczysława Karaszewskiego. Przyszły dziadek, mocno przywiązany do wartości rodzinnych, postanowił opisać wnuczce historię swojej rodziny. Wrócić do bolesnych, opowiedzianych przez Rodziców czasów wojny, napisać o swoim dzieciństwie i młodości, czasach studenckich, pierwszych krokach zawodowych i satysfakcjach płynących z życia rodzinnego, a także o fascynacji podróżami. Książka zawiera przesłanie poparte cytatami cenionych przez autora pisarzy i filozofów pełne optymizmu i wiary w sukces możliwy do osiągnięcia poprzez konsekwentne przezwyciężanie trudności i dążenie do obranych celów. Mottem książki jest wiara w marzenia i ich realizację, mimo wszystkich przeciwności losu.
Mieczysław Karaszewski urodzony w 1953 roku w Nysie, którą opuścił jedynie na czas studiów we wrocławskiej Akademii Rolniczej i gdzie mieszka nadal. Upływ czasu i zbliżająca się „sześćdziesiątka” skłoniły Autora do obejrzenia się wstecz i dokonania bilansu życia.
Poruszające świadectwo człowieka, który miał ciężki wypadek samochodowy, umarł… i powrócił po ośmiu godzinach do życia, w chwili kiedy dwóch sanitariuszy wiozło jego ciało do kostnicy! Przez te osiem godzin dane mu było zobaczyc Niebo, spotkac Jezusa, aniołów i zbawionych ludzi oraz doświadczyć obecnosci Boga, co na zawsze zmieniło jego życie. Bóg pozwolił mu zobaczyć także otchłań piekła, aby mógł służyć ludziom przestrogą...
Jezus powiedział: „Wracasz”. Westchnąłem, lecz Jezus mnie upomniał: „Wola mojego Ojca nigdy nie jest smutna i bolesna. Wstań. Musisz wrócić. Powrócisz do Nieba. Aniołowie będą cię odwiedzać i wspierać”.
fragment książki
Druga część korespondencji obejmuje 480 listów z ostatniego etapu życia Edyty Stein w latach 1933–1942.
Dotyczą jej życia i działalności w klasztorze karmelitanek w Kolonii, ucieczki przed nazistami do Holandii i pobytu w Karmelu w Echt, aresztowania przez gestapo i deportacji do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, gdzie zginęła w roku 1942. Opublikowane listy wraz z tekstami z pierwszego tomu ukazują portret wielkiej myślicielki i współczesnej świętej.
Ludzie przyglądali się Kevinowi od zawsze. Jedni ukradkiem, inni natarczywie. Niektórzy robili mu zdjęcia. Chłopak bez nóg, do tego śmigający na deskorolce, budził sensację. Wreszcie Kevin stracił cierpliwość i zaczął fotografować tych, którzy się na niego gapią. Po zrobieniu kilkuset zdjęć stwierdził, że reakcje gapiów są zawsze takie same, niezależnie od wieku, rasy, płci. Kupił więc profesjonalny aparat, spakował plecak, trzy pary zapasowych kółek do skateboardu, i pojechał w świat, podglądać gapiów spoza USA.
Z tej trwającej kilka miesięcy podróży przywiózł tysiące zdjęć ? tak powstała wystawa ?The Rolling Exhibition?, o której napisano: ?15 krajów, 31 miast, 32 tysiące zdjęć, jedno spojrzenie?. A swoje przygody opisał w tej książce.
Zwiedziwszy już wiele odległych krain, Ossendowski wraz z żoną Zofią wyrusza w kolejną podróż - nie mniej barwną i nie mniej egzotyczną niż te poprzednie. Tym razem podróżnicy wędrują po Afryce Północnej. Są to jednak tereny zajęte przez francuskich kolonizatorów. Ogląda więc pisarz wielkie, tętniące życiem miasta, zamieszkiwane przez różne warstwy społeczne - od bogaczy żyjących w pałacach po żebraków nocujących w podmiejskich jaskiniach, i rozrzucone wśród skał wiejskie siedliska.
Niezwykła historia nawrócenia Rogera Morneau, autora książki ""Niesamowita moc modlitwy"". Doświadczenia i pytania stawiane w dzieciństwie i podczas wojny sprawiły, że Roger Morneau odwrócił się od Boga, a nawet zaczął Go nienawidzić. Po wojnie przyjaciel Rogera wprowadził go do tajnego zgromadzenia czcicieli demonów. Jest to niezwykła opowieść o zetknięciu się z nadziemskimi mocami i ratunku zesłanym przez Boga, którego Morneau nie znał. Oto własna opowieść Rogera Morneau o Bożym ocaleniu z przerażającego świata satanizmu. - Spójrz prawdzie w oczy, Morneau, nie jesteś panem samego siebie. Życzyłbym ci, żebyś był, ale tak nie jest. Duchy sprawują nad tobą całkowitą władzę , im szybciej to sobie uświadomisz, tym lepiej na tym wyjdziesz. Roland zaczął nerwowo chodzić po pokoju, załamując ręce. - Mam do wykonania najtrudniejsze zadanie w swoim życiu. To, co muszę ci przekazać, wolałbym powiedzieć wrogowi, a nie staremu przyjacielowi. W tym momencie Roland zaczął się obficie pocić, chociaż w pokoju wcale nie było gorąco. - Morneau, twoje dni są policzone. Długo nie pożyje też ta młoda para, która odwiodła cię od naszego pana. Jednak muszę ci powiedzieć, że możesz zapobiec planowi zniszczenia zainicjowanemu przez duchy, jeśli zgodzisz się w tej chwili pójść ze mną do najwyższego kapłana. On sprawi, że odzyskasz względy u duchów i wszystko dobrze się skończy. W ten sposób nic nikomu się nie stanie. Musiał przerwać na kilka sekund. Z czoła spływały mu wielkie krople potu, więc wytarł twarz chusteczką. -Najwyższy kapłan pragnie, żebyś jasno zdał sobie sprawę szczególnie z jednej rzeczy. Otóż nikomu nie udało się opuścić tajnego zgromadzenia czcicieli duchów i ujść z życiem. Duchy przyprowadziły nas do tego zgromadzenia i musimy im teraz być posłuszni.
Usłyszałem szum morza i rozpocząłem wędrówkę. Obrazy były mocne i bezpośrednie: pozbawione refleksji. Do tej pory lśniły jak światło w lustrze – teraz widziałem samo światło, i to bardzo blisko. Oddech był szybszy, energiczniejszy. Każde tchnienie jest rozkoszą; tu sobie to uświadomiłem. Czułem je jako łagodny dotyk przepony. Ten dotyk był rytmiczny, był ruchem wahadła, które głaskało, ocierało się, delikatnie gubiąc się następnie w bardzo dalekim odchyle. Wróciło i znów się otarło, nieco głębiej i pieszczotliwiej. Kontynuowałem wędrówkę po ziemi, słyszało się szelesty; to było rozkoszne, przyjemne. Wahadło kołysało się i powracało; jego rozmach się zwiększył. Teraz ja wzbijałem się wraz z nim; physis odgałęziła licznik. Wsiadłem do ciężarka wahadła jak do gondoli huśtawki w kształcie statku; miała formę sierpa księżyca. Kil był ostro wyszlifowany, z ledwością dotykał skóry. To powiew ją głaskał. Wrażliwość ulegała spotęgowaniu, gdy huśtawka jechała w górę – na samym szczycie dochodził zawrót głowy. Zmuszał do śmiechu, a później opadał ze świstem. Ruchu nie dało się już zatrzymać, a także kontrolować; osiągnął stopień, w którym grozi (z rozdziału Karp po polsku).
Oto historia życia Longina Marianowskiego.
Warszawiak od pokoleń, absolwent warszawskiej Akademii Medycznej, ginekolog-położnik, który od studenta piął się do tytułu profesora.
Długo bił się z myślami, na ile ta autobiografia ma być piękną pamiątką pozostawioną pokoleniom najbliższych, również lekarzy, na ile ma być rozrachunkiem. Wygrało to drugie, bo chyba wszystkim, a jemu szczególnie, bardziej jest to potrzebne. I dlatego świadom swych dokonań, opowiada również o walce z przeciwnościami.
Oto po raz pierwszy prawdziwy indyjski jogin prezentuje publiczności Zachodu historię swojego życia. Barwnie opisując okres wielu lat duchowego treningu u mistrza jogi Śri Jukteswara z Serampore w Bengalu, Jogananda odsłania fascynujący i mało znany obraz współczesnych Indii. Ponadto z naukową przejrzystością wyjaśnia subtelne, ale dające się określić prawa, dzięki którym jogini mogą czynić cuda oraz osiągać pełną samokontrolę.
Brata Modestino z Pietrelciny nie trzeba przedstawiać. Znają go wszyscy pielgrzymi przybywający do San Giovanni Rotondo. Mimo podeszłego wieku pełni wciąż obowiązki furtiana klasztoru kapucynów i z uśmiechem przyjmuje wiernych, którzy każdego dnia godzinami w długiej kolejce czekają, by prosić go o modlitwę, radę czy po prostu spotkać ukochanego ucznia Ojca Pio. A brat Modestino wręcza im różańce i zachęca do modlitwy każdego wieczora o dwudziestej pierwszej, w duchowej łączności z nim, klęczącym u grobu Stygmatyka.
Książka jest poruszającym świadectwem brata Modestino z Pietrelciny o Ojcu Pio - najwspanialszym z jego rodaków. Autor w prostych słowach przywołuje z pozoru najzwyklejsze wydarzenia, które stają się cennymi pamiątkami życia ukochanego Ojca Pio i jego słów, głęboko zapadających w serce.
W sposób szczególny kładzie też nacisk na pełne uczestnictwo pierwszego stygmatyzowanego kapłana w męce Jezusa, a także na opis "tych dni pełnych smutku", gdy wokół ciała Ojca Pio gromadziły się nieprzebrane tłumy jego duchowych dzieci przybyłych z najdalszych zakątków świata.
Pierwsze wydanie książki brata Modestino ukazało się w Polsce w 2001 roku w serii "Biblioteczka Głosu Ojca Pio". Niniejsze drugie wydanie zostało przygotowane w oparciu o wspomnianą wersję, z uwzględnieniem koniecznych poprawek, oraz dostosowane edytorsko do międzynarodowej serii wydawniczej Edizioni "Padre Pio da Pietrelcina".
„Jadę na Kołymę, żeby zobaczyć, jak się żyje w takim miejscu, na takim cmentarzu. Najdłuższym. Można się tu kochać, śmiać, krzyczeć z radości? A jak tu się płacze, płodzi i wychowuje dzieci, zarabia, pije wódkę, umiera? O tym chcę pisać. I o tym, co tu jedzą, jak płuczą złoto, pieką chleb, modlą się, leczą, marzą, walczą, tłuką po mordach…
Gdy ląduję, w aeroporcie pod Magadanem czytam wielki napis: WITAJCIE NA KOŁYMIE – W ZŁOTYM SERCU ROSJI”.
Jacek Hugo-Bader
Opracowali Bill Morgan i David Stanford.
Jacka Kerouaca i Allena Ginsberga — pisarzy, ikony kultury, najbardziej znanych przedstawicieli „beat generation” — łączyła nie tylko wrażliwość artystyczna, ale także głęboka, wieloletnia przyjaźń. Dzięki ogromnemu zbiorowi korespondencji przyjaźń ta ukazuje się w swej fascynującej pełni. To barwna, intrygująca, żywa, zaskakująca niezwykłą spostrzegawczością i intensywnością przeżycia rozmowa dwóch indywidualności. Ponad dwieście opublikowanych listów, chociaż są tylko częścią wielkiego zbioru, który powstawał od 1944 roku, pozwala prześledzić kształtowanie się w ciągu ponad dwudziestu lat poglądów estetycznych, filozoficznych i politycznych dwóch niezwykłych postaci — twórców, którzy wyznaczyli kierunek artystyczny całemu pokoleniu.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Te listy bywają chaotyczne, wizjonerskie i nieprzeniknione, jak można się było spodziewać, znając twórczość ich autorów. Ale są także przenikliwe i cięte, zabawne i czułe, plotkarskie i intymne, radosne i błahe, i całkowicie
szczere, gdy mówią o niebotycznych ambicjach dwóch nienasyconych pisarzy.
The New York Times
Tom korespondencji Kerouaca i Ginsberga stanie się niezbędny na półce każdego fana. To kopalnia, z której
czytelnicy i uczeni będą wydobywać złoto przez dziesięciolecia.
San Francisco Chronicle
Nick Vujicic cierpi na fokomelię – rzadkie schorzenie objawiające się brakiem kończyn. Jednak ten niezwykły młody człowiek pokonał niewyobrażalne ograniczenia wynikające ze swojej niepełnosprawności. Dziś prowadzi aktywne i spełnione życie, podróżuje po całym świecie i występuje jako mówca motywacyjny, niosąc nadzieję i inspirację milionom ludzi. Nick angażuje się w działalność charytatywną, a równolegle kieruje własną firmą, prowadzi szkolenia biznesowe, przemawia na międzynarodowych konferencjach i spotyka się z głowami państw.
Fragment książki Bez rąk bez nóg bez ograniczeń
Jeśli sam nie doświadczasz cudu, bądź cudem dla innych!
Jeden z najbardziej popularnych filmów z moim udziałem prezentowanych na YouTubie przedstawia sceny, na których jeżdżę na desko-rolce, uprawiam surfing, gram na instrumencie, uderzam piłeczkę golfową, upadam, powstaję, przemawiam przed publicznością i - to najlepsze! - odbieram uściski od przytulających mnie osób.
No cóż, to zupełnie zwykłe zajęcia i czynności, które może wykonać niemal każdy, prawda? A zatem jak myślisz, dlaczego to nagranie zaliczyło już miliony odsłon? Mam pewną teorię: internauci chętnie je oglądają, ponieważ widać na nim, że pomimo niepełnosprawności żyję tak, jakbym nie miał żadnych ograniczeń.
Ludzie często wyobrażają sobie, że osoba z wysokim stopniem niepełnosprawności jest bierna, przygnębiona i wycofana. Lubię przełamywać ten stereotyp, pokazując, że prowadzę ekscytujące życie i jestem człowiekiem spełnionym. Spośród setek komentarzy zamieszczonych pod tym nagraniem chcę tutaj przytoczyć jedną, typową uwagę: „Kiedy widzę, że taki facet może być szczęśliwy, zastanawiam się, dlaczego tak często użalam się nad sobą, dlaczego nie czuję się wystarczająco atrakcyjny, inteligentny itp., itd. Jakim prawem pozwalam sobie na takie myśli, skoro ten gość żyje bez kończyn, a mimo to jest SZCZĘŚLIWY?!".
Wszyscy nieustannie zadają mi to pytanie: „Nick, jak ty to robisz, że udaje ci się być tak szczęśliwym?". Najkrótsza odpowiedź - którą podzielę się od razu, bo może będzie ona dla Ciebie zachętą w Twoich zmaganiach — brzmi następująco:
Odnalazłem szczęście, gdy zdałem sobie sprawę, że pomimo wszelkich ułomności jestem doskonałym Nickiem Yujicicem. Jestem Bożym stworzeniem, zaprojektowanym zgodnie z Jego planem względem mnie. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie ma już miejsca na pracę nad sobą i poprawę. Staram się być lepszy, żeby lepiej służyć Bogu i ludziom. Jednak wierzę mocno, że moje życie nie jest skrępowane żadnymi ograniczeniami. I pragnę, żebyś poczuł to samo na myśl o swoim życiu — niezależnie od tego, z jakimi przeciwnościami musisz się jeszcze zmierzyć.
Na początku naszej wspólnej podróży poświęć kilka chwil, żeby pomyśleć o ograniczeniach, które sam sobie narzuciłeś lub które narzuciło Ci otoczenie. I pomyśl też, co by było, gdybyś uwolnił się od tych ograniczeń. Jak wyglądałoby Twoje życie, gdyby wszystko było możliwe?
Oficjalnie jestem niepełnosprawny, lecz czuję się pełnowartościowym człowiekiem, brak kończyn zaś uznaję za okazję do zrobienia czegoś dobrego dla tego świata. Niepełnosprawność daje mi wyjątkową szansę dotarcia do wielu potrzebujących. Pomyśl tylko, jakie możliwości otwierają się przed Tobą! Zbyt często wmawiamy sobie, że nie jesteśmy wystarczająco inteligentni, atrakcyjni lub utalentowani, żeby realizować swe marzenia. Bezkrytycznie przyjmujemy to, co mówią o nas inni, i pozwalamy zamknąć się w klatce najróżniejszych ograniczeń. Co gorsza, kiedy uznajemy się za niepełnowartościowych i niegodnych, w pewnym sensie ograniczamy Boga, dyktując warunki, na jakich pozwalamy Mu przez nas działać. A przecież jesteśmy Jego dziełami — On powołał nas do istnienia w określonym celu. Dlatego nie wolno nam akceptować narzuconych ograniczeń i krępować Bożej miłości.
Mam wybór - i Ty też masz wybór. Możemy skupić się na rozczarowaniach i brakach, możemy wybrać zgorzknienie, złość lub smutek. Ale możemy też postanowić, że nawet gdy przeżywamy trudne chwile lub stykamy się z niesympatycznymi ludźmi, wyciągniemy z tego doświadczenia jakąś naukę i pójdziemy dalej, biorąc w swoje ręce odpowiedzialność za własne szczęście.
Jeśli jesteś Bożym dzieckiem, jesteś też piękny i drogocenny, a Twoja wartość przewyższa wszelkie skarby i kosztowności tego świata. Zostałeś ukształtowany tak, by idealnie odpowiadało to Twemu życiowemu powołaniu. Jednocześnie powinieneś stale dążyć do tego, by być lepszym człowiekiem, przełamywać ograniczenia i odważnie realizować marzenia. Chcę Ci powiedzieć, że niezależnie od warunków i okoliczności, w jakich żyjesz, możesz zmienić ten świat na lepsze — masz misję, która może wypełnić Twoje życie do ostatniego tchnienia.
Nie mogę położyć ręki na Twoim ramieniu, żeby dodać Ci otuchy, ale mogę mówić szczerze, prosto z serca: nawet jeśli dziś nie widzisz dla siebie żadnych perspektyw, jest nadzieja! Nawet jeśli obecnie przeciwności wydają się przytłaczające, nadejdą jeszcze pogodne dni. Możesz przezwyciężyć wszelkie przeszkody! Samo pragnienie zmiany jeszcze niczego nie zmieni, ale jeśli postanowisz działać, Twoja decyzja doprowadzi do pozytywnych zmian!
Wszystko współdziała dla dobra - jestem tego pewien, ponieważ przekonałem się o tym osobiście. Czy z życia bez kończyn może wyniknąć coś dobrego? Wystarczy na mnie spojrzeć, żeby zrozumieć, że zmierzyłem się z ogromnymi wyzwaniami i pokonałem liczne przeszkody. Właśnie dlatego ludzie inspirują się moim przykładem i chętnie mnie słuchają, gdy dzielę się wiarą i przekonuję ich, że są kochani, podtrzymując w nich nadzieję.
To jest mój wkład. Ty też musisz docenić swoją wartość, musisz uświadomić sobie, że masz do zaoferowania coś cennego. Jeśli dziś przeżywasz frustrację, nie martw się. Poczucie frustracji oznacza, że oczekujesz czegoś więcej. Bardzo dobrze. Nierzadko to właśnie problemy i trudności, z którymi się borykamy, pokazują nam, do czego naprawdę powinniśmy dążyć i jacy winniśmy się stawać.
Bez rąk bez nóg bez ograniczeń
Spis treści:
Wstęp
Jeśli sam nie doświadczasz cudu, bądź cudem dla innych!
Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń!
Niezachwiana pewność w sercu
Pokochaj siebie w swej perfekcyjnej niedoskonałości
Postawa to podstawa!
Bezręki, ale nie bezbronny
„Upadnij siedem razy, wstań osiem"
Obcy w obcym kroju
Ufaj ludziom (ale ostrożność nie zawadzi),
Chwytaj wiatr w żagle
Obłędne reguły
Niech hojność będzie Twoją misją.
Podziękowania
W najnowszej książce "papież Polak" Autor odsłania kulisy racy reportera TVP podczas trzech pierwszych pielgrzymek papieskich do Polski. Zdradza sekrety realizacji swoich filmów dokumentujących życie i pontyfikat Jana Pawła II. Wspomina także rozmowy, które przeprowadził z papieżem, w tym tę najważniejszą na pokładzie samolotu PLL Lot na wysokości 10 tysięcy metrów. Ujawnia też, o czym generał Jaruzelski rozmawiał w cztery oczy z Ojcem Świętym podczas wizyty w Watykanie.
Rok 1994 – w Algierii toczy się wojna domowa między islamskimi fundamentalistami a siłami rządowymi. Mieszkańcy małej, zagubionej na pustyni wioski padają ofiarą Zbrojnej Grupy Islamskiej. W masakrze giną rodzice mieszkających od lat we Francji braci Schillerów. Ich żałoba okazuje się jednak tylko preludium do innego, większego cierpienia spowodowanego odkryciem, że powszechnie szanowany ojciec, były bojownik o wolność Algierii, noszący tytuł szejka, był członkiem SS i zbrodniarzem.
Poznawanie rodzinnych tajemnic doprowadza jednego z braci do samobójczej śmierci, zaś drugiemu otwiera oczy na straszliwe podobieństwo starych i nowych zbrodni, filozofii nazizmu i współczesnego fundamentalizmu.
Przerażająco szczera, oparta na autentycznej historii książka, w której splatają się Shoah, „brudna wojna” tocząca się w Algierii w latach 90. oraz sytuacja na wymykających się spod kontroli paryskich przedmieściach, skłania do bolesnej refleksji. Budowane przez autora analogie nie pozostawiają złudzeń - nad współczesnym światem wisi groźba powtarzającej się historii, a w na pozór spokojnych miasteczkach wciąż żyją duchy dawnych zbrodniarzy.
Książka ta to świadectwo o jednej z największych tragedii, które wstrząsnęły kontynentem afrykańskim w ostatnich dwudziestu latach, konfliktu na tle etnicznym w regionie Wielkich Jezior (Ruanda, Burundi, Demokratyczna Republika Konga – dawniej Zair). Okrutna bratobójcza wojna między plemionami Tutsi i Hutu wybuchła 6 kwietnia 1994 roku, po zabiciu prezydentów Ruandy i Burundi. Zbrojny konflikt, w którym niestety uczestniczyły również grupy składające się w dużej mierze z chrześcijan, doprowadził do przelewu krwi prawie miliona osób i skazał dwa miliony ludzi na wygnanie. Wspólnota międzynarodowa patrzyła na toczącą się wojnę z obojętnością i zachowywała się biernie.
Autorem tego przejmującego świadectwa jest ruandyjski ksiądz, Joseph Sagahutu, uciekinier przed reżimem Armii Patriotycznej Ruandy gen. Paula Kagame, jedyny ocalały z rzezi w Kalimie (Kongo) 2 marca 1997 roku.
Z nastaniem lat osiemdziesiątych setki tysięcy młodych Polaków opuściło ojczyznę, aby znaleźć lepsze jutro. Dla wielu jedynym drogowskazem był przypadek. Krok po kroku brnęli wytrwale do wymarzonego zachodniego szczęścia. Los wiódł każdego własnym szlakiem, często wyboistym, budując ich życiorys. ""Czy było warto?"" to współczesna odyseja, która wiedzie przez trzy kontynenty, a dzieje bohaterów są jak pociąg w podróży - jadą w nim osobliwi podróżni, mijają się, schodzą i rozchodzą życiowe drogi poszukiwaczy dobrobytu i sensu życia. To książka o Kolumbach lat 80. - ryzykantach, którzy mieli odwagę wystawić się na próbę i na własnej skórze sprawdzić famę o zachodnim świecie. Czy znaleźli to, czego szukali?
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?