Zbiór klasycznych tekstów Leszka Kołakowskiego
Książka jest zbiorem tekstów z lat 1967-1981. Składa się z czterech części: Kłopoty z kulturą, Kłopoty z chrześcijaństwem, Kłopoty z socjalizmem i Kłopoty z Polską. Wszystkie teksty mają na celu przedstawienie dylematów filozoficznych i politycznych, zmuszających nas do opowiedzenia się za jedną z dwóch opcji, z których żadna nie jest zadowalająca.
”Nie jest prawdopodobne, by diabeł mógł zniknąć z życia ludzkiego; mimo wszystkich przebrań, w jakich się pojawia, i mimo okresowych upadków stał się bodaj trwałym składnikiem kultury. Jeśli religia zawsze była próbą wyposażenia całości życia ludzkiego w sens - żądanie, którego nauka spełnić nie może - diabeł jest zapewne nieusuwalnym składnikiem sensownego świata. Wątpliwe jest także, czy powinniśmy sobie życzyć jego zniknięcia. Obecność jego utrzymuje
w nas wrażliwość na zło; sprawia, że jesteśmy czujni i sceptyczni w obliczu optymistycznych nadziei na totalne zbawienie wszystkiego i na ostateczne pogodzenie wszystkich energii działających w świecie.”
(fragment książki)
Redaktorzy tomu - obecnie doktoranci w Instytucie Filozofii UMK w Toruniu - w ramach działalności Koła Naukowego Filozofii Praktycznej podjęli się zorganizowania konferencji naukowej pt.: „Białe ściany czy orszak Dionizosa? Zrozumieć szaleństwo - między psychologią a filozofią", która odbyła się w dniach 22-23 kwietnia 2010 roku.
Szczególnie mocny akcent chcieliśmy położyć na interdyscyplinarność omawianego problemu, co potwierdziły napływające do nas propozycje wystąpień. Kluczowym zadaniem konferencji stało się więc wyeksponowanie polifoniczności paradygmatów, w ramach których zachodzi naukowy namysł nad zjawiskiem szaleństwa. Ramy merytoryczne przygotowanego programu skierowały naszą uwagę na następujące kwestie: zjawisko szaleństwa w kulturze (przejawiające się jako np. praktyki magiczne, rytuały czy popędy), w religii (jako przeżycia mistyczne, droga do sacrum, ekstatyczne połączenie z bóstwem), w sztuce (jako kategoria piękna dionizyjskiego czy jako „szał twórczy"), a także szaleństwo przejawiające się w relacjach międzyludzkich (jako negatywnie aksjologiczny stosunek wobec określonych grup społecznych, np. trędowatych czy prostytutek). Uwidacznia się ono także pod postacią ascetycznej ucieczki od bodźców cywilizacji, wizjonerskich, pełnych symboliki stanach nadświadomości, wywołanych za pomocą środków halucynogennych, praktykowanych przez ludzi chcących wyzwolić się z okopów Kartezjańskiego „cogito".
O szaleństwie mówiono już wiele i różnymi językami, za każdym razem pozostawiając słuchaczy z dużym niedosytem. Niedosyt ten wzbudził w nas, redaktorach niniejszej książki, ogromny zapał do kroczenia ścieżką kolejnych spekulacji, do postawienia pytań na nowo i dotarcia do nowych odpowiedzi.
Wznowienie dzieła opublikowanego w 1924 roku. Autor skupia się w nim na opisie kultury ludowej: obyczajów, stroju, obrzędowości dorocznej i życia codziennego mieszkańców podkrakowskich wsi. Znajdziemy tam również znamienne komentarze dotyczące kuchni, świadomości medycznej i... nadużywania trunków. Wnioski Udzieli zostają uzupełnione o teksty zasłyszanych w chłopskich chałupach ""opowieści wieczornych""; a także aneks prezentujący fotografie wykonane w początkach XX wieku.Książka została opracowana w konwencji reprintu i wzbogacona o dodatkowy materiał ilustracyjny; a także wstęp napisany przez dyrektora Muzeum Etnograficznego w Krakowie, Antoniego Bartosza. W wydaniu Bony użyto czcionek z epoki.Krakowiacy to gratka dla współczesnych Galicjan, barwna ciekawostka antropologiczna, oraz jedna z niewielu książek, które skupiają się nie na opisie miasta, a na analizie charakteru jego mieszkańców.
Mineke Schipper (ur. 1938), wybitna holenderska badaczka światowych literatur w kontekście ich ludowych i mitycznych źródeł, w tej książce zebrała niemal z całego świata opowieści o pochodzeniu pierwszych ludzi. Zestawiła je i uporządkowała, by pokazać, jak zdumiewająco podobne są mity i historie nawet tych kultur, które nigdy nie miały ze sobą styczności. Wiele z nich ma swojego Adama i swoją Ewę, niebo i raj początku. Nieustannie powtarza się upadek i wygnanie w świat pracy i znoju. Wszędzie ujawniają się problemy relacji między mężczyzną a kobietą, podziału ról, kwestie pierwszeństwa (rozmaite wersje „żebra Adama”), delikatna sprawa kazirodztwa pierwszych ludzi, wreszcie rzecz podstawowa – skąd się wzięło samo to, co było na początku? Ta kolekcja owoców żywej i zaskakującej wyobraźni rozmaitych ludów przypomina nieco zbiory Lévi-Straussa, ale zainteresowania Schipper są raczej literacko-filozoficzne niż antropologiczne: chcąc się dowiedzieć, dokąd zmierzamy, powinniśmy najpierw zbadać, skąd przychodzimy, z jakiego świata mitów i opowieści, który przecież do dziś wywiera na nas ukryty wpływ.
Książka adresowana jest do tych, którzy poszukują prawdy, a nie mają czasu na studiowanie bogatej, obszernej literatury rozrzuconej w naukach przyrodniczych, filozoficznych i teologicznych. Autor chciałby trafić szczególnie do ludzi zagubionych i wątpiących. Być może potrzeba im jedynie wsparcia słownego - jednego argumentu?
Od wielu lat zastanawiałem się nad światem, który mnie otacza. Skąd się wziął, dlaczego jest taki, jaki jest? Jaki jest sens jego istnienia i rola człowieka we Wszechświecie? Źródłami moich poszukiwań były nauki przyrodnicze, filozofia i teologia. W głębokim przekonaniu, że prawda istnieje, choć odbierana jest subiektywnie, oczekiwałem zgodności pomiędzy wymienionymi naukami. Nie rozczarowałem się. Tę zgodność odnalazłem, choć z małymi wyjątkami. Główna teza spójności nauk jest widoczna i zgodna z nauczaniem Jana Pawła II, który w encyklice Fides et ratio (1998) stwier-dził: „Wiara i rozum (fides et ratio) są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy [...] Nie ma więc powodu do jakiejkolwiek rywalizacji między rozumem a wiarą: rzeczywistości te wzajemnie się przenikają, każda zaś ma własną przestrzeń, w której się realizwe". Obecna nauka mówi, że czas i przestrzeń są atrybutami materii. Ta teza daje możliwość wytłumaczenia wielu zjawisk fizycznych, ale jest przeciwna zagadnieniom teologii. Pozwoliłem sobie inaczej spojrzeć na substancję materii oraz na definicję stwarzania. To z kolei zmusiło mnie do rewizji całego światopoglądu. Szukając i analizując, wiązałem ze sobą informacje i tak powstawała „budowla" o dość stabilnej konstrukcji. Oczywiście, dalej pozostają niejasne zagadnienia ad deliberandum (do rozważenia), ale jedno wiem: nic generalnie nie może zburzyć mojej „budowli" wiary. Tą refleksją i radością wiary chciałem się z czytelnikami podzielić.
Ponieważ moja świadomość ściśle przekłada się na życie i sposób życia, wprowadziłem do opracowania zagadnienia etyczne oraz aktualne problemy, którymi żyje człowiek. Zbierając przez lata informacje i robiąc odręczne notatki (na podstawie których powstało to opracowanie), rzadko wykonywałem przypisy. Dzisiaj tego żałuję. Proszę więc przyjąć, że oprócz kilku własnych uwag, wszystko to są myśli cudze. Do niektórych się przychylam i akceptuję, a do innych odnoszę krytycznie. Pogrubioną kursywą zaznaczam te myśli, które wypływają z własnych przemyśleń i są moją propozycją. Być może nie jestem pierwszym autorem tych myśli, ale chcę lu ten sposób wystawić się na krytyczną dyskusję czytelników gdyż „tylko oczyma drugich możemy dostrzec własne błędy" (przysłowie chińskie). Być może będę musiał zrewidować swoje własne przekonania. Wiele mądrych zdań tu zawartych ma swoich anonimowych autorów. Zależało mi na przekazanw wszystkiego, co uznałem za ciekawe i mądre. Niektóre zagadnienia poddaję mojej ocenie i krytyce.
Zapraszam do przygody intelektualnej tych, którzy mają potrzebę zbudowania sobie własnej „budowli" wiedzy i ewentualnie wiary. „Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie" (I Tes 5,21). „I poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli" (J 8,32). Chciałbym trafić szczególnie do ludzi zagubionych i wątpiących, bo być może potrzeba im jedynie jednego argumentu - wsparcia słownego.
Zazdroszczę tym, którzy „nie widzieli", „nie badali", a uwierzyli, gdyż oni są błogosławieni (zob. J 20,29). „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom" (Mt 11,25; por. Łk 19,21). Prawdy można szukać, ale można też przyjąć jak np. z modlitwy apostolskiego Credo: „Wierzę u) Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi". Ci „prostaczkowie" najlepiej odbierają misteria mszy, rnimo że nie wmwą pojęciowo teologicznego sensu Liturgii. Łączy ich czysta miłość i potrzeba całkowitego oddania się
Bogu. Lubię patrzeć na rozmodlone twarze ludzi. Udziela mi się ich błogostan.
Tekst ten ze względu na tematykę i stosowane pojęcia może być trudny w odbiorze, choć staram się, gdzie mogę, wyjaśniać użyte przez siebie pojęcia.
W PS (Pismo Święte) napisano „Nie ma, bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć" (Mt 10,26; por. Łk 12,2; J 4,22).
Gdzie mogę, cytwę słowa Pisma Świętego. Chcę, przy tej okazji pokazać bogactwo myśli, jakie kryje ta jedyna i niepowtarzalna Księga. Zapewniam, że prawie na każdy temat można znaleźć w PS jakieś uwagi, odniesienia, nauki. Zachęcam do zapoznania się z PS, a zwłaszcza z Nowym Testamentem. Stary Testament bowiem, który jest teologicznym i epistemologicznym wprowadzeniem do Nowego Przymierza można odczytać opacznie i zupełnie błędnie bez odpowiedniego przygotowania. Pismo Święte inaczej odczytwe się po pogańsku, a inaczej z wiarą. Kościół prawie do XX wieku niechętny był udostępnianiu Starego Testamentu (patrz: konstytucja Pawła IV Dominici gregis custodiae z 24 marca 1564 roku), dlatego też tekst ten długo nie był tłumaczony na języki narodowe. Kościół uważał bowiem, że wierni nie są jeszcze do tego właściwie przygotowani i jest ryzyko, że zamiast znajdować w Piśmie Świętym Słowo Boże, będą szukali potwierdzenia dla usprawiedliwienia swoich nędznych uczynków. Uważam podobnie. Przy pomocy wyrywkowych zdań z Biblii, wyrwanych z kontekstu, można usprawiedliwić każdą zbrodnię. Szkoda, że na religii nie uczą egzegezy biblijnej (objaśnianie filologiczne tekstów, interpretacja i komentowanie tekstów biblijnych). Nowy Testament nie wymaga tak ogromnej wiedzy towarzyszącej, dlatego zachęcam do rozpoczęcia lektury Pisma Świętego właśnie od tej części Biblii. Każde następne czytanie jest głębsze od poprzedniego. Z Biblii można bez prze-rwy czerpać nowe pokłady luiedzy religijnej, ale nie jest to księga przeznaczona do pośpiesznego czytania.
Żadna filozofia nie jest na tyle fałszywa, aby nie zawierała odrobiny prawdy. Opiera się ona na naturalnym świetle rozumu (intelligibile - to, co jest poznawalne tylko rozumomo). Jest to wiedza naturalna. Nie odwołuje się ona do wiary, objawienia czy innych pozarozumowych czynników. Warto zapoznać się z poglądami filozofom, skorzystać i odnieść się do ich irartościowych myśli, odkryć, sugestii czy sentencji, np. „Zastanawiaj się nad słomami wychodząc od rzeczy, a nie nad rzeczami wychodząc od słów" (Miso-nos z czasów jeszcze przedsokrateńskich). W stwierdzeniu tym chodzi o to, aby abstrakcyjnych teorii nie wprowadzać u; świat rzeczywisty, lecz odwrotnie. Rzeczy są takie, jakie są, a nie takie, jakie byśmy chcieli. Nie wolno naginać rzeczywistości do teorii abstrakcyjnych.
Staram się pisać krótko i rzeczowo (łac. magnum in parvo - wiele w małym). Sam osobiście nie znoszę długich dywagacji na tematy, które można wiązać kilku zdaniach. „Jeżeli nikt mnie o to nie pyta, wiem. Jeżeli pytającemu usiłuję wytłumaczyć, nie wiem" (stu. Augustyn z Hippony 354 - 430).
Wiele tematów ma charakter wywoławczy (np. masoneria, dzieci). Na każdy z nich można napisać osobne, grube tomy. Ja wmwę te zagadnienia tylko encyklopedycznie, aby pokazać problem jako ciekawy z punktu widzenia całości opracowania. Zachęcam tym samym do dalszych poszukiwań, refleksji i reasumpcji (ponowne rozpatrzenie) poglądom
Ważną rzeczą dla mnie jest efekt końcowy tej lektury. Jeżeli czytelnik u; swoim sercu odkryje i uzna, że jest Przyczyna Sprawcza (a jest to pierwszy, wielki krok) to należy być konsekwentnym i pójść dalej. Jeżeli jest, to na pewno czegoś od nas oczekuje. Nieroztropnością byłoby nie zainteresować się tym. Tu chodzi przecież o nasze życie i to życie wieczne. „Zacząć jest łatwo, wytrwać jest sztuką" (przysłowie niemieckie). Przyjęte prawdy winny rzutować na postawę człowieka. W przeciwnym razie ziarno może i zakiełkowało, ale na skalistym gruncie „Posiane na miejsce skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia, zaraz się załamie" (Mt 13,21).
Gdyby nie cierpliwość i wsparcie mojej drogiej żony Krystyny oraz wiary we mnie ukochanej matki, książka ta nigdy by nie powstała.
Pragnę złożyć podziękowanie ks. prof. dr. hab. Danielowi Olszewskiemu za życzliwą, bezinteresowną recenzję oraz cenne uwagi dotyczące zagadnień teologicznych. Szczególnie jestem wdzięczny za przeprowadzone rozmowy, które utwierdziły mnie - „reprezentanta współczesnego pokolenia wierzących" w sens podejmowania tej tak aktualnej problematyki.
Szczególne wyrazy podziękowania należą się pani mgr Ewelinie Mączyńskiej za korektę stylistyczną tekstu oraz własne, bardzo cenne uwagi merytoryczne. Jej tempo pracy, wyczucie problematyki i języka zyskały sobie mój niekłamany podziw.
Podziękowania należą się również ks. Leszkowi Skorupie, dyrektorowi wydawnictwa „Jedność" i jego pracownikom za życzliwe podejście i pomoc w wydaniu tej książki.
Wstęp do książki
Rzeczywistość w świetle nauki filozofii i wiary
Spis treści:
Wstęp
1. Dialog nauk przyrodniczych i teologii
2. Ontologia - nauka o bytach
2.a. Materia
3. Postać świata
4. Świat duchowy
4.a. Byt duchowy
4.b. Bóg - Jahwe - Adonaj - Elohim
Chrystus, Duch Święty
Łaska Boża, Dar Boży
Sprawiedliwość Boża
4.c. Anioł
4.d. Szatan
5. Człowiek
5.a. Dusza ludzka
6. Epistemologia
6.a. Panteizm
6.b. Ewolucjonizm, ewolucja
6.c. Reinkarnacja, inkarnacja
7. Wiara
7.a. Biblia - Pismo Święte
7.b. Modlitwa
7.c. Mistyka
7.d. Cuda
8. Kościół, wierzenia
8.a. Kościół katolicki
8.b. Kapłaństwo
8.c. Celibat
9. Etyka chrześcijańska
9.a. Miłość
9.b. Cierpienie
9.c. Dzieci
9.d. Grzech
9.e. Spowiedź
9.f. Judasz
10. Aktualne zagadnienia
10.a. Sposób życia
10.b. Rzeczywistość wirtualna, telewizja, gry komputerowe
10.c. Ekumenizm
10.d. Scjentyzm, sekty scjentologiczne
10.e. New Age
10.f. Teologia wyzwolenia
10.g. Masoneria (wolnomularstwo)
10.h. Antropozofia
10.i. Świadkowie Jehowy
10.j. Bogoiskatielstwo, bogotworiczestwo
10.k. Christian Science
11. Podsumowanie
Spójność nauk
Idealizm energetyczny
Stworzenie Świata
Subiektyiuny ogląd Świata
Piękno Świata
Możliwości poznawcze Świata
Wiara
Droga do Boga
Człowiek
Troska o Kościół
Aktualne niebezpieczeństwa
Pogląd na życie we wszechświecie
12. Właśnie inaczej, antynomie, paradoksy, aforyzmy
13. Nazwiska występujące w tekście
14. Literatura
Niniejsza książka jest próbą spojrzenia na politykę tak, jak ją widział św. Tomasz z Akwinu, ale też poniższa praca będzie próbą zobaczenia, w świetle jego nauczania, wskazówek moralno-etycznych, jakimi może, nawet powinien kierować się również współczesny mąż stanu. Działanie polityczne jest bowiem przez Akwinatę oceniane jako jedna z najtrudniejszych, ale i najbardziej wzniosłych aktywności człowieka. Widać to choćby po szacunku, z jakim w De regno odnosi się do osób piastujących funkcje publiczne. Politykę cenił bardzo wysoko jako kwintesencje działania moralnego człowieka. To właśnie polityka jako sfera działań człowieka jest przedmiotem zainteresowania Autora, przy czym chce on na nią spojrzeć tak, jak ją widział św. Tomasz. Jest to więc spojrzenie teologiczne - przez pryzmat łaski i wiodące ku perspektywie nadprzyrodzoności, co bynajmniej w De regno nie wyklucza, a wręcz przeciwnie, odwołuje się do bardzo realnego spojrzenia na naturę człowieka i ludzkiej społeczności, w zgodzie z klasycznym już scholastycznym stwierdzeniem, że: „Gratia non tollit, sed perficit naturam". Świat łaski nie tylko, że nie znosi potrzeby dostrzegania wagi rzeczy naturalnych, ale wręcz chce je udoskonalać, uwznioślać. De regno czyli rzecz o ludzkim działaniu, rządzeniu - taki zresztą tytuł nadaje Tomasz w sposób bardzo świadomy swemu dziełu poświęconemu polityce. To właśnie działanie jest tu najistotniejsze dla Akwinaty, o czym zresztą dowiemy się z lektury niniejszego opracowania. Dlatego też jest to studium antropologiczno-etyczne. Taki sposób patrzenia na świat ludzkich odniesień pozwala uniknąć ciasnego schematyzmu i zawiera w sobie pewien dynamizm działania. Działania człowieka, które może współgrać z działaniem samego Boga. Świat polityczny jest bowiem dla św. Tomasza otwarty, także na działanie łaski. W tej i nie tylko tej kwestii Akwinata jest prawdziwym rzecznikiem społeczeństwa otwartego.
Aberagiba to niezwykle inspirująca, w wielu miejscach ekscentryczna, a zarazem wyjątkowo ważna opowieść o współczesnych ludziach ? uwikłanych, zagubionych.
Aberagiba nie jest jednak instrukcją obsługi człowieka. Nie jest też przewodnikiem po terapii świadomego modelowania. To próba uświadomienia nam wszystkim naszej strasznej choroby ? tego, że jesteśmy, fizycznie, psychicznie, emocjonalnie i duchowo utorowani aspołecznym zniewoleniem. Możemy więc bez żadnych wyrzutów sumienia dopuszczać się tutaj, na Ziemi, najstraszniejszych zbrodni. Możemy jednak również, o ile tylko byśmy tego zapragnęli, zostać LUDŹMI KOCHANYMI, czyli takimi, jakimi zawsze pragnęliśmy być.
Ta pełna erudycji książka zmusza do wytężonej, długotrwałej i ciągłej uwagi. Jednocześnie jednak kipi miłością do życia, zachwytem, uwielbieniem i oddaniem.
Tomek Wojtek Łągiewka zadebiutował już jako malarz i reżyser, teraz debiutuje jako filozofujący pisarz. W przygotowaniu kolejna książka.
Patroni:
"Nieznany Świat"
Sophisti.pl
Pozycja wznowiona po 30 latach w dwusetną rocznicę śmierci Immanuela Kanta!
Jeden z najważniejszych tomów serii BIBLIOTEKA KLASYKÓW FILOZOFII. Klasyczne tłumaczenie, wstęp i komentarze Jerzego Gałeckiego. Zawiera poglądy etyczne, jakie Kant wyznawał w tzw. krytycystycznym okresie swej twórczości i którym zawdzięcza swą sławę i dominujące stanowisko w dziejach filozofii.
Książka jest zbiorem komentarzy do Erystyki Schopenhauera. Autorzy w przystępny sposób wyjaśniają istotę argumentów erystycznych i taktyk argumentacyjnych opisanych przez filozofa. Omówieniu każdego chwytu towarzyszy analiza przykładów zaczerpniętych z języka mediów, polityki, prawa czy codziennych rozmów. Dodatkowo prezentują kilkadziesiąt forteli argumentacyjnych nie wymienionych przez Schopenhauera, ale bardzo skutecznych i chętnie wykorzystywanych. Starają się również pokazać, jak nie dać się złapać w erystyczną pułapkę zastawioną przez bezpośredniego rozmówcę, specjalistę od marketingu lub sprytnego polityka.
Asztawakragita czyli pieśń Asztawakry to indyjski dydaktyczny poemat filozoficzny, nauczający w duchu systemu adwaita wedanty, że jedyną wartością wyzwalającą człowieka jest poznanie. Poemat ten, skomponowany w stylu humanistycznym, jest równocześnie wysokiej klasy dziełem literackim. Autor poematu jest anonimowy. Utwór pochodzi prawdopodobnie z XIV wieku.
Religijno-filozoficzny poemat został ujęty w postać dialogu między mędrcem Asztawakrą a jego uczniem, legendarnym królem Dżanką. Toczy się wokół dwóch zasadniczych problemów: poznania i wyzwolenia. Poznanie, które osiąga się wraz z odkryciem prawdy, prowadzi do wyzwolenia, jakie daje joga. Wyzwolenie zaś jest specyficznym rodzajem szczęścia.
Wyznania buddyjskiego ateisty opowiadają o trzydziestosiedmio-letniej wędrówce po tradycji buddyjskiej. Rozpoczynają się od mojego spotkania w Indiach z Dalaj Lamą, gdy miałem dziewiętnaście lat, a kończą przemyśleniami pięćdziesięciosześcioletniego świeckiego, bezwyznaniowego buddysty mieszkającego na francuskiej wsi. Ponieważ nie wychowałem się w rodzinie buddyjskiej, jest to historia o nawróceniu. Opowiada o moim zafascynowaniu buddyzmem, a także o walce, by dojść do ładu z jego doktryną - na przykład z reinkarnacją - którą trudno mi zaakceptować, oraz z autorytarnymi instytucjami religijnymi, które opierają się krytyce i nowoczesności. Moje osobiste zmagania odzwierciedlają być może szerszy konflikt kulturowy pomiędzy światopoglądem tradycyjnej azjatyckiej religii a instytucjami współczesnego laickiego świata.
Spotkanie z tradycyjnymi formami buddyzmu skłoniło mnie do stawiania z coraz większą stanowczością następujących pytań: Kim był Siddhattha Gotama, czyli Budda? W jakim świecie żył? Co było nowe i oryginalne w jego nauczaniu? Zacząłem sobie uświadamiać, że wiele z tego, co przekazywano mi w dobrej wierze jako „buddyzm", jest doktryną i praktykami rozwiniętymi wieleset lat po śmierci Buddy, w warunkach całkiem odmiennych od tych, w jakich żył. Przez całe swoje dzieje buddyzmwykazywał zadziwiającą zdolność do adaptacji w nowych warunkach i przyjmowania form odpowiednich do potrzeb nowych zwolenników. A jednak właśnie ta umiejętność przywdziewania nowych szat często przesłaniała początki tradycji i postać jej założyciela. W dzisiejszych nurtach buddyzmu nieczęsto zgłębia się traktaty Siddhatthy Gotamy, a jego postaci nadaje się czasem rangę bóstwa.
Wędrówka do początków buddyzmu doprowadziła mnie do przebadania kanonu palijskiego, czyli zbioru nauk utrwalonych w starożytnym języku palijskim i przypisywanych Siddhatcie. I choć teksty te nie są dokładnym zapisem słów Buddy, to zawierają wczesne elementy jego nauk i pozwalają na wgląd w skomplikowaną strukturę społeczno-polityczną jego świata. Poszukiwania zaprowadziły mnie też do Indii, gdzie odwiedziłem miejsca wymienione w kanonie palijskim - miejsca, w których przed dwoma i pół tysiącem lat żył i nauczał Budda. Moje badania oraz podróże w teren, podczas których posługiwałem się bezcennym Słownikiem palijskich nazw własnych (Dictionary ofPali Proper Names) G.P. Malalasekery, pozwoliły mi zrekonstruować życie Buddy, ukształtowane przez jego relacje z patronami, rodziną i uczniami oraz napięcia społeczne i polityczne tamtych czasów.
Wielu ludzi, którzy pojawiają się w mojej książce, to mnisi buddyjscy. Warto zaznaczyć, że określenie „mnich" (lub „mniszka") nie oznacza tego samego co w kulturze chrześcijańskiej. Palijskim odpowiednikiem „mnicha" jest bhikkhu, co dosłownie oznacza „żebrak". „Mniszka" to bhikkhuni, czyli „żebraczka". A więc bhikkhu albo bhikkhuni to osoba, która porzuciła życie w społeczeństwie po to, aby poświęcić się praktykowaniu nauk Buddy. Otrzymując święcenia, bhikkhu lub bhikkhuni składa ponad dwieście ślubo-wań (wiele z nich precyzyjnie określa postępowanie). Mnisi poświęcają się życiu w czystości i ubóstwie; zarazem - przynajmniej w tradycyjnym ujęciu - są zachęcani do wędrownego życia i utrzymywania się z jałmużny. Bhikkhu i bhikkhuni prowadzą
życie w prostocie, samotności i kontemplacji, a oprócz tego często nauczają, jeśli są o to proszeni, udzielają porad i sprawują opiekę duszpasterską nad tymi, którzy są w potrzebie. W buddyzmie nie ma rozróżnienia między „mnichem" a „kapłanem".
Byłem mnichem buddyjskim (najpierw nowicjuszem, potem bhikkhu) przez dziesięć lat; odkąd zrzuciłem mnisze szaty, jestem żonatym człowiekiem, świeckim. Ponieważ nie należę do żadnej konkretnej buddyjskiej tradycji ani instytucji, jestem „bezdomny" w buddyjskim świecie. Zostałem niezależnym nauczycielem i podróżuję wszędzie tam, gdzie ludzie chcieliby się dowiedzieć tego, czego się nauczyłem.
Wyznania buddyjskiego ateisty zostały napisane z perspektywy zaangażowanego człowieka świeckiego, który stara się swoim życiem uosabiać wartości buddyjskie w nowoczesnym, zlaicyzo-wanym świecie. Nie interesuje mnie przestrzeganie dogmatów i tradycyjnych zinstytucjonalizowanych azjatyckich form buddyzmu - jakby miały uniwersalną wartość niezależnie od uwarunkowań, z których wynikają. Dla mnie buddyzm jest niczym żywy organizm. Jeśli ma rozkwitnąć poza gettami osób wierzących, będzie musiał sprostać wyzwaniu, jakim jest zrozumienie i zaakceptowanie otoczenia całkiem odmiennego od tego, w którym się narodził.
Ponieważ książka jest przeznaczona dla różnorodnych czytelników, pominąłem znaki diakrytyczne w języku pali. Zamieściłem je natomiast w przypisach, załącznikach i glosariuszu.
Stephen Batchelor
Akwitania,
we wrześniu 2009 roku - Z przedmowy do książki "Wyznania buddyjskiego ateisty"
Fragment książki Wyznania buddyjskiego ateisty
Rozdział 13
W Dźetawanie
Fotografowanie miejsc, w których żył i nauczał Budda, nastręcza trudności, bo wszystkie wyglądają dziś bardzo podobnie. Oprócz Radźagahy, z tamtejszym dramatycznie wyglądającym kręgiem wzgórz, pozostałe są położone na monotonnej równinie; fundamenty klasztorów i stup, z których większość wzniesiono kilkaset lat po śmierci Buddy. Większość odkryli dopiero w XIX wieku brytyjscy urzędnicy i pracownicy Kompanii Wschodnio-indyjskiej, którzy w wolnym czasie bawili się w archeologów. Te zakątki przestały być celem pielgrzymek przed ośmiuset laty, buddyzm został wyparty z Indii. Dziś są własnością Archeologicznego Instytutu Indii, instytucji świeckiej, która sprawuje nad nimi pieczę jako nad miejscami publicznymi i ledwie toleruje pielgrzymów buddyjskich.
Park Jeleni w Isipatanie (Sarnath), gdzie Budda wykonał obrót kołem Dhammy, jest dziś popularnym skupiskiem trawników, rabat kwietnych i drzew, oddzielonym żelaznymi balustradami od kurzu, kalek, namolnych sprzedawców i żebraczek z zasmarkanymi dziećmi. Po kompleksie monastycznym pozostały tylko posadzki, resztki murów i trzony małych stup - wszystko wzniesione z jednolitej czerwonobrązowej cegły.
W parku dominuje stupa Dhakemh, cylindryczna wieża szeroka na dwadzieścia siedem metrów i wysoka na trzydzieści. Upamiętnia podobno miejsce, w którym Gotama nauczał Czterech Szlachetnych Prawd, czyli wprowadził koło Dhammy w ruch. Na trawniku przed stupą zebrała się grupka młodych Tybetańczyków. Obserwuję mężczyznę z czerwonymi wstążkami wplecionymi we włosy: przyczepia kamyk na końcu długiego białego szala ofiarnego. Następnie, z głośnym stęknięciem, ciska szal do góry, celując w jedną ze zdobnych niszy u góry stupy. Szal frunie łukiem jak jedwabna kometa i ląduje w szczelinie. Przyjaciele wiwatują radośnie i klepią mężczyznę po plecach. Zastanawiam się, jak urzędasy Archeologicznego Instytutu Indii zdejmą ten szal.
Mojapodróż nie obfituje w okazje do robienia wspaniałych zdjęć, odsłania mi natomiast topografię świata, w którym żył Budda. Czytałem wiele o Sawatthi, Radźagasze i Wesali, nie miałem jednak pojęcia, gdzie dokładnie się znajdują i jak są usytuowane względem siebie. Znałem idee Buddy, ale brakowało mi poczucia tego, w jakich warunkach funkcjonował jako człowiek. W miarę jak świat konkretów stawał się dla mnie coraz bardziej namacalny, uświadamiałem sobie jego społeczno-polityczne oblicze. Miasta i miasteczka przestały być kropkami na mapie, a stały się ośrodkami władzy i polami konfliktu zaludnionymi przez konkretne postacie napędzane ambicjami i lękiem: zawierano małżeństwa, rodzono dzieci, rywalizowano, umierano. Wypatrywanie malowniczych scenerii przerodziło się w poszukiwanie historycznego Buddy. Moim oczom zaczął się powoli ukazywać człowiek zwany Siddhatthą Gotama.
Budda pozostał z pięcioma towarzyszami w Parku Jeleni w Isipatanie przez trzy miesiące pory deszczowej. Z pewnością dyskutowano wtedy o elementach jego nauczania. Przyciągnął niewielką grupę zwolenników, w większości krewnych i przyjaciół młodego bramińskiego kupca o imieniu Jasa. Mając uczniów, Budda stanął przed zadaniem zorganizowania społeczności. Musiał zająć się takimi praktycznymi kwestiami jak warunki bytowe. Powstało pytanie, jak sprawić, aby w tamtych czasach nasyconych fermentem religijnym jego idee się zakorzeniły i przetrwały. Należało znaleźć patronów: ludzi na tyle wysoko postawionych, aby mogli otoczyć opieką jego wspólnotę, dostatecznie bogatych, aby zaspokoić jej codzienne potrzeby.
Gdy tylko okres monsunów dobiegł końca, Gotama i jego zwolennicy opuścili Park Jeleni, przekroczyli Ganges i ruszyli na wschód przez Uruwelę (Bodhgaję) do Radźagahy, stolicy Magadhy, położonej wśród wzgórz siedziby króla Bimbisary. Gdy Bimbisara dowiedział się o powrocie Buddy, poszedł go wysłuchać. Pod koniec wystąpienia król „wyzbył się wątpliwości, zyskał nieustra-szoność i stał się niezależny" w swoim rozumieniu tego, czego nauczał Budda, a zatem wkroczył w strumień ścieżki środka. Bimbisara stwierdził, że spełniły się jego życiowe ambicje. Zaoferował Buddzie opuszczony lasek zwany Zagajnikiem Bambusowym w pobliżu gorących źródeł, na przedmieściach Radźagahy. Tam można było założyć wspólnotę. Wkrótce potem Śariputta i Moggallana, dwaj uczniowie znanego miejscowego guru Sandźai, stali się zwolennikami Buddy po wysłuchaniu nauk o współzależnym powstawaniu. Reszta uczniów poszła w ich ślady, zostawiając Sandźaję samego, „plującego gorącą krwią".
Było to niebywałe osiągnięcie w przypadku trzydziestopięcioletniego mężczyzny z wiejskiej prowincji konkurencyjnego królestwa Kosali. Gotama zyskał opiekę jednego z najpotężniejszych władców, a wśród jego uczniów znaleźli się nawróceni bramińscy kapłani, z których niejeden był wcześniej szanowanym nauczycielem. Pewnego dnia do Radźagahy przyjechał w interesach zamożny bankier z Sawatthi o imieniu Anathapindika. Słowa Gotamy wywarły na nim tak wielkie wrażenie, że stał się jego uczniem. Przed powrotem do Kosali zaoferował mu schronienie w Sawatthi - on i jego uczniowie mogliby tam spędzać porę deszczową. Gotama przyjął propozycję - tym samym postanowił wrócić w rodzinne strony i założyć siedzibę w stolicy państwa, którym władał król Pasenadi.
Pomimo swojego entuzjazmu i zamożności Anathapindika dopiero po kilku latach zdołał znaleźć zakątek, który nadawał się na bazę dla Buddy i jego mnichów. Tymczasem Gotama wrócił do Kapilawatthu i pogodził się ze swoją rodziną. Ojciec, Śud-dhodana, przyjął jego nauki. Ośmioletni syn wstąpił w nowicjat. W następnym roku kilku arystokratów z rodu Sakjów - w tym kuzyni Ananda, Anuruddha i Dewadatta - dołączyli do mnichów. Podczas kolejnej wizyty w domu Budda rozsądził spór o czerpanie wody z rzeki Rohini, dzięki czemu zapobiegł wrogim działaniom między Gotamami i Kolijami, którzy byli rodem jego kuzyna Dewadatty. Wyglądało na to, że odtąd wszystko potoczy się dobrze.
Liczni członkowie rodu Sakjów prosili o możliwość przystąpienia do wspólnoty, w tym macocha i ciotka Buddy, Padźapati. Budda odmówił macosze, która okazała jednak determinację. Ogoliła głowę, włożyła żółte szaty i razem z kilkoma innymi kobietami od Sakjów ruszyła za Buddą do Wesali, gdzie kolejny raz poprosiła o wyświęcenie jej na mniszkę. Tym razem ją przyjął i zgodził się założyć wspólnotę bhikkhuni. Po raz pierwszy w Indiach kobietom pozwolono dołączyć do zakonu wędrownych mnichów na tej samej zasadzie co mężczyznom. Było to ryzykowne posunięcie ze strony Buddy, groziło bowiem zrażeniem nie tylko świeckich patronów, ale też własnych mnichów - zwłaszcza tych, którzy pochodzili ze stanu bramińskich kapłanów.
Po śmierci Suddhodany, zarządcy krainy Sakjów, rola, której w przeszłości wyrzekł się Siddhattha, przypadła jego kuzynowi Mahanamie. Niewiele o nim wiadomo. W kanonie palijskim został zaprezentowany jako człowiek o wybujałych ambicjach Politycznych. Wygląda na to, że spiskował ze swoją matką, aby nakłoniła jego brata Anuruddhę i politycznego rywala Bhaddiję do ^stąpienia do mniszej wspólnoty Buddy w Radźagasze, bo dzięki temu zostałby głową klanu Gautamów i ze słonecznego siedziska przewodniczył Zgromadzeniu Kapilawatthu. Podejrzewam, że był słabym i próżnym człowiekiem, który usiłował wykorzystać reputację kuzyna do własnych celów, nie potrafił jednak narzucić swojego autorytetu rozległej rodzinie.
Anathapindika nie szczędził grosza, żeby przygotować w Sawatthi odpowiednią siedzibę dla Gotamy. Za zawrotną kwotę kupił podmiejski gaj od księcia Dżety, brata (albo kuzyna) Pase-nadiego. Pod baldachimem z liści stworzył „mnisze cele, dormito-ria, ogrzewane sale, magazyny, ubikacje, przestrzeń do spacerów pod dachem i na dworze, studnie, łazienki, sadzawki i szopy". W samym sercu tego kompleksu stanęła Wonna Chata dla Sid-dhatthy. Zarażony entuzjazmem Anathapindiki książę Dźeta dostarczył drewna na budynki i przeznaczył wszystkie pieniądze uzyskane ze sprzedaży terenu na wspaniałą, wielopoziomową bramę. Mówi się, że wystawne uroczystości poświęcenia tego miejsca trwały miesiącami, a kosztowały tyle co same przygotowania. Z powodu swojej szczodrości Anathapindika zbankrutował i ostatnie lata życia spędził w ubóstwie.
Dźetawana stała się siedzibą Gotamy. Spędził tam dziewiętnaście pór deszczowych i wygłosił osiemset czterdzieści cztery mowy, a więc więcej niż gdziekolwiek indziej. W miarę jak mnichom przybywało lat, a wspólnota się rozrastała, Dźetawana przeobraziła się ze schroniska z okresu monsunów w klasztor z administracją. Długi środkowy okres w działalności Gotamy zbiega się z jego pobytem w Sawatthi, można zatem przypuszczać, że właśnie tam jego idee zostały dopracowane, ujęte w spójną całość, zapamiętane, były praktykowane we wspólnocie i wreszcie krzewione. Dźetawana stała się bazą dla działalności Gotamy, centrum, z którym łączyły się inne powstające ośrodki.
Wspierając Gotamę w tak spektakularny, a nawet ostentacyjny sposób, król Pasenadi, Anathapindika oraz inni arystokraci,
kupcy i wojskowi z Sawatthi pomagali człowiekowi, który pod wieloma względami był buntownikiem. Gotama odrzucał wszelką ideę Boga i Jaźni, otwarcie krytykował system kastowy, drwił z wiary braminów i innych nauczycieli oraz przyjmował do swojej wspólnoty kobiety na równi z mężczyznami. Być może patroni udzielali Gotamie pomocy między innymi dlatego, że był „jednym z nich", to znaczy arystokratą z Kosali, z którego osiągnięć byli dumni, jednak ich długotrwale oddanie dla niego wskazuje, że naprawdę przyjmowali jego nauki.
Sukces działalności Gotamy zależał od utrzymania serdecznych stosunków z prostackim królem Pasenadim. Gdyby monarcha obrócił się przeciwko Gotamie, całe przedsięwzięcie stanęłoby pod znakiem zapytania. Zachowane dialogi między nimi wskazują, że znali się dobrze, gdyż rozmawiali szczerze i bez nadmiernej oficjalności. Niekiedy można sądzić, że król droczy się prowokacyjnie z Gotama, jakby poddawał go sprawdzianowi. Gotama z kolei odpowiada ostrożnie, roztropnie - pilnując się, aby nie mówić niczego, co król mógłby uznać za atak.
Pewnego razu obaj obserwowali zgromadzenie religijne. Pasenadi wskazał na obecnych mnichów i ascetów, a następnie spytał Gotamę, czy jego zdaniem ci ludzie są „oświeceni". „Trudno orzec - stwierdza Gotama. - Tylko gdy przebywamy z kimś długo i zwracamy na niego uwagę, możemy poznać go na tyle, aby odpowiedzieć na to pytanie. Jak silny jest człowiek, dowiadujemy się wtedy, gdy widzimy go w obliczu przeciwności losu. Podobnie
0 jego mądrości możemy się przekonać, gdy z nim rozmawiamy". Odpowiedź ta wyraża przekonanie, że człowieka tworzy conti-nuum słów i czynów w określonym czasie, nie można go więc zredukować do zamrożonej „jaźni", która jest „oświecona" albo „nieoświecona".
„To moi szpiedzy - wyznaje Pasenadi. - Rozesłałem ich wszędzie. Gdy już przekażą wieści, pozwolę im zmyć z ciała kurz i brud, przystrzyc włosy i brodę, wdziać ładne szaty i oddać się przyjemnościom. Zapewnię im wszelkie uciechy cielesne, jakich zapragną". Gotama nie skrytykował króla. Nie zasugerował, że przebieranie szpiegów za mnichów jest niewłaściwym postępowaniem. Odparł tylko: „W przebraniu ludzi zdyscyplinowanych ludzie niezdyscyplinowani przemierzają krainę". Sens tych słów wydaje się jednoznaczny. Pasenadi dał do zrozumienia, że nawet wśród mnichów Gotamy mogą być szpicle. Że Gotama jest obserwowany. Że musi uważać na to, co mówi. Że nigdy nie będzie pewien, z kim naprawdę rozmawia i do czyich uszu ostatecznie trafią jego słowa.
Największym zmartwieniem Pasenadiego był brak potomka, a więc dziedzica. Choć wziął za żonę siostrę króla Bimbisary (prawdopodobnie była to część dynastycznego sojuszu z Maga-dhą, bo jego siostra została z kolei żoną Bimbisary), nie wiemy nic o tej królowej ani o dziecku narodzonym z ich związku. Jakiś czas potem Pasenadi wracał z wyprawy wojennej. Gdy przejeżdżał obok ogrodu wytwórcy girland, usłyszał kobiecy śpiew dochodzący zza muru. Wszedł na dziedziniec. Wtedy córka wytwórcy,
0 imieniu Mallika, przerwała pieśń, chwyciła konia za wodze
1 zaprosiła zdrożonego króla do środka. Popołudnie spędził na odpoczynku, z głową na jej kolanach. Był odurzony jej urodą i inteligencją. Wieczorem przysłał po nią rydwan. Odjechała do pałacu i zamieszkała tam jako królowa.
Z pewnością wielu ludzi na królewskim dworze, szczególnie kapłani bramińscy, było zgorszonych związkiem króla z dziewczyną z niskiej kasty. Być może obwiniali za to Gotamę, który odrzucał system kastowy i tym samym utorował królowi drogę do takiego mezaliansu. Mallika też przyjęła nowatorskie nauki Gotamy. Dworzanie z pewnością byli jeszcze bardziej wstrząśnięci pogłoskami o seksualnych wyczynach małżeńskiej pary. Pasenadi podglądał żonę w kąpieli. Pewnego ranka zobaczył, że pies pociera ją pyskiem. Zamiast go odpędzić, Mallika pozwoliła, aby ją dosiadł od tyłu. Gdy potem król jej to zarzucił, odparła,
że mu się przywidziało w półmroku. „Ty idź do łaźni - zaproponowała - a ja ci powiem, co stąd widzę". Król spełnił życzenie. „Widzisz mnie?!" - zawołał. „Tak! - odkrzyknęła. - Dlaczego się pieprzysz z tą kózką?!".
Również Gotamę oskarżano o niewłaściwe zachowania seksualne. Widziano, jak mniszka Sundari wchodzi wieczorem do Dźe-tawany skropiona perfumami i przystrojona kwiatami. Wyszła dopiero o świcie. Po pewnym czasie w ogóle zniknęła. Jej współ-towarzyszki oskarżyły Gotamę nie tylko o to, że z nią sypiał, ale że ją zamordował, a zwłoki ukrył pod stertą śmieci. Król Pasenadi nakazał przeszukanie terenu. Zwłoki znaleziono nieopodal Wonnej Chaty. Potem obnoszono je po mieście, a ludzie skandowali: „Patrzcie, oto czyny mnichów od Śakjów!" Ananda był tak przejęty całą sprawą, że zasugerował Gotamie natychmiastowe odejście z Sawatthi. Gotama kazał mu się uspokoić i zaręczył, że w ciągu kilku dni wszystko się wyjaśni.
Ostatecznie to zapewnienia Anandy przekonały Pasenadiego o niewinności Gotamy. Wydaje się, że Ananda był jedyną osobą, której władca ufał. Wkrótce potem szpiedzy królewscy podsłuchali rzeczywistych morderców, którzy w stanie upojenia alkoholowego wdali się w kłótnię. Aresztowani zabójcy wyznali, że zostali wynajęci przez mnichów, co było elementem planu mającego na celu zdyskredytowanie Gotamy.
W końcu Mallika zaszła w ciążę i urodziła córeczkę. Pasenadi usłyszał o tym w trakcie wizyty u Gotamy w Wonnej Chacie. Wpadł we wściekłość, że kobieta, którą wyciągnął z nizin społecznych i wziął za żonę, zawiodła go. Gotama usiłował go pocieszyć: „Niewiasta może się okazać lepsza od mężczyzny. Być może będzie mądra i cnotliwa, będzie oddaną żoną, będzie szanować teściową". Z czasem Pasenadi całym sercem pokochał swoją córkę Wadźiri. „Gdyby cokolwiek się jej stało - wyznał później żonie - moje życie nie byłoby już takie samo. Przytłoczyłyby mnie smutek, ból, żałoba i rozpacz". Jednak bez względu na miłość do córki król wciąż nie miał męskiego potomka. Mallika nie urodziła więcej dzieci.
Potrzebował więc drugiej żony. Tym razem postanowił ożenić się z dziewczyną z prowincji Śakjów. Być może uznał, że związek z „krewniaczką" Siddhatthy Gotamy zwiększy szansę na narodziny następcy tronu. Tak czy owak, decyzja o poszukiwaniu oblubienicy z prowincji Śakjów z pewnością stanowiła zaszczyt dla Gotamy. A ponieważ wybranką okazała się Wasabha - córka Mahanamy, zarządcy i kuzyna Gotamy - małżeństwo to wywyższało Gotamę, bo czyniło z niego członka rodziny królewskiej.
Wszystko potoczyło się dobrze. Wasabha urodziła syna, księcia Widudabhę. Gotama był teraz osobistym nauczycielem Pase-nadiego i krewnym następcy tronu. Wyniknął jednak poważny problem: Wasabha nie była „szlachcianką", lecz nieślubną córką Mahanamy i niewolnicy o imieniu Nagamunda. Obsesyjnie dumni Śakjowie nie zezwoliliby żadnej swojej kobiecie, aby zmieszała „czystą krew" z krwią mężczyzny spoza ich klanu, nawet mężczyzny o tak wysokiej pozycji jak król z Sawatthi. Mahanama znalazł się w potrzasku. Nie mógł odmówić królowi poszukującemu żony, nie mógł też spełnić jego życzeń bez narażenia się na konflikt z własnym rodem. Musiał wysłać królowi niewolnicę, która odtąd udawała arystokratkę.
Jeśli wziąć pod uwagę, że krewki Pasenadi miał na usługach rozległą siatkę szpiegowską, zastosowany fortel był brawurowym i niebezpiecznym posunięciem. Prawdopodobnie Gotama nie został wprowadzony w tajniki oszustwa, ale trudno sobie wyobrazić, że nie wiedział, co się stało, gdy plan został już zrealizowany. Sam również znalazł się w bardzo trudnej sytuacji: gdyby zdemaskował oszustwo, dzieło jego życia stanęłoby pod dużym znakiem zapytania; zachowując milczenie, był wspólnikiem. Wskutek ambicji, kłamstw i dumy krewnych jego pozycja w Sawatthi stała się zagrożona. Można przypuszczać, że każdego dnia boleśnie uświadamiał sobie niepewność swojej egzystencji
w Dźetawanie. Los jego wspólnoty zależał od umiejętnego postępowania niewolnicy.
Jest już ciemno, gdy docieram do Sahet-Mahet, podupadłej wioski w Uttar Pradeś, położonej najbliżej ruin Sawatthi. Uzbrojony strażnik otwiera ciężką żelazną bramę hotelu Lotus Nikko - nowego i, sądząc po wyglądzie, w pośpiechu wzniesionego budynku, aby czerpać zyski z rosnącej liczby pielgrzymów buddyjskich. Z głębi dociera dudnienie generatora, a do tego rytmu dostrajają się lampy błyskające jakby ze współczuciem. W jadalni jest pełno pucołowatych Koreanek: ondulacje w loki, jednolite luźne szare spodnie i bluzy. Podśpiewują i śmieją się, pochłaniają porcje kichmi i ryżu z plastikowych pudełek rozstawionych na stole. Gdy się okazuje, że ta grupka pochodzi z Songgwang-sa, mojego dawnego klasztoru, następują ukłony i cmokanie. Czcigodny Hyong-bong, znajomy stary mnich i uczeń Kusuna Sunima, obwozi te bosalnim po Indiach - z zawrotną koreańską prędkością zaliczają różne miejsca na „buddyjskim szlaku".
Nazajutrz z samego rana Khan wiezie mnie tam, gdzie dawniej stało miasto. Jest cicho i pusto. Wspinam się na najwyższe mury - być może w tym miejscu stał pałac króla Pasenadiego. W oddali dostrzegam krąg niemal złączonych kopców -zapewne dawnych wałów obronnych. Jeszcze dalej rozciągają się we wszystkich kierunkach, aż po mglisty widnokrąg, pola gdzieniegdzie upstrzone drzewami. Nie ma śladu po rzece Aci-rawati, która w czasach Gotamy uczyniła z miasta gwarny port. Po niegdyś potężnej stolicy królestwa Kosali pozostały tylko niezbadane przez archeologów nieużytki znaczone gruzami, zamieszkane przez szakale i pawie. Przez obiektyw aparatu fotograficznego obserwuję kolonię bocianów barwionych siedzących pod puchowcem wyrosłym wśród ruin. Co kilka minut któryś zrywa się do lotu i z wysiłkiem wzbija w niebo niczym białoróżowy pterodaktyl. Ruiny Dźetawany znajdują się w odległości mniej więcej półtora kilometra. Luksusowy park Anathapindiki jest dziś miejscem wykopalisk otoczonym nieskazitelnymi trawnikami i rabatami kwietnymi, odgrodzonym żelaznymi balustradami od tłumu zawodzących żebraków oraz sprzedawców świecidełek religijnych i napojów. Między stertami cegieł wiją się ścieżki, niektóre szersze od innych: widać posadzki, ściany i studnie dawnych klasztorów i świątyń. Dominująca budowla na podwyższeniu pośrodku parku została zidentyfikowana jako miejsce, w którym dawniej stała Wonna Chata. Jest to punkt, do którego podążają pielgrzymi; wcierają w cegły małe kwadraciki pozłoty, błyszczące w słońcu i trzepoczące na wietrze. Na uświęconym wierzchu siedzą ubrani na biało Cejlończycy; recytują nosowo po palijsku z dłońmi złożonymi do modlitwy. Zostawiają po sobie dogasające laski indyjskich kadzideł, płatki kwiatów i świece.
Ignorując zakazy, rozwijam bambusową matę i siadam ze skrzyżowanymi nogami na trawniku, w cieniu miodły indyjskiej. W ciągu kilku minut dołącza do mnie pół tuzina nędznych wyły-siałych kundli. Siadają przede mną i starannie liżą sobie strupy. Zamykam oczy - żeby odciąć się od widoku tych nieszczęsnych stworzeń i zarazem skupić na oddechu. Zastanawia mnie, że ani wśród ruin Sawatthi, ani tutaj, w Dźetawanie, nie zachowała się żadna stupa. Można by oczekiwać, że w miejscu, w którym Gotama przekazał sedno swoich nauk i spędził wiele pór deszczowych, przetrwają jakieś relikty. Ale o dziwo, Sawatthi nie figuruje wśród ośmiu miejsc, z których po śmierci Gotamy jego uczniowie zażądali relikwii. Dlaczego? Czy pod koniec życia Siddhattha Gotama był tak skompromitowany w oczach tutejszych mieszkańców, że nie chciano upamiętnić jego działalności?
Wyznania buddyjskiego ateisty
Spis treści:
Przedmowa
CZĘŚĆ PIERWSZA: MNICH
Buddyjski antytalent (I)
W drodze
Seminarzysta
Piskorz
Bycie-w-świecie
Wielkie wątpienie
CZĘŚĆ DRUGA: CZŁOWIEK ŚWIECKI
Buddyjski antytalent (II)
Siddhattha Gotama
Szlak Północny
Pod prąd
Wytyczanie ścieżki
Przyjąć cierpienie
W Dźetawanie
Ironiczny ateista
Zemsta Widudabhy
Bogowie i demony
Z uwagą kroczyć ścieżką
Świecki buddysta
ZAŁĄCZNIKI
I. Kanon palijski
II. Czy Siddhattha Gotama był w Takkasili?
III. Obracając kołem Dhammy
IV. Mapa: Indie za czasów Buddy
Przypisy
Glosariusz
Bibliografia
Podziękowania
Koncepcja społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstwa (Corporate Social Responsibility) to filozofia działania oparta na zasadzie poszanowania interesów wszystkich podmiotów funkcjonujących w organizacji i jej otoczeniu.
W książce wyjaśniono pojęcia i zagadnienia z zakresu społecznej odpowiedzialności. Wskazano, jak można je włączyć do strategii przedsiębiorstwa, aby stały się narzędziem rozwiązywania problemów, minimalizowania ryzyka i poprawy reputacji firmy.
Dzięki lekturze można:
- zrozumieć koncepcję społecznej odpowiedzialności oraz jej powiązania z innymi koncepcjami z zakresu zarządzania,
- poznać standardy i modele zarządzania społeczną odpowiedzialnością,
- dowiedzieć się, jak przedsiębiorstwa mogą umiejętnie tworzyć relacje z interesariuszami,
- poznać narzędzia zarządzania społeczną odpowiedzialnością oraz ich praktyczne zastosowania.
Niezastąpiona instrukcja świadomego życia i osobistego rozwoju!
Książka jest cennym uzupełnieniem rozważań ze znanego dzieła Ericha Fromma Mieć lub być.
Prezentuje możliwości i sposoby osiągania przez człowieka autentycznego poczucia istnienia; świadomego rozumowania i kochania oraz produktywnego działania. Autor krytykuje fałszywe ścieżki zdobywania świadomości oraz orientację ku posiadaniu. Sens istnienia oraz cele życia człowieka wiąże z racjonalnym rozpoznaniem natury ludzkich potrzeb.
Świadomość, wola, praktyka, tolerancja dla lęku oraz nowych doświadczeń; wszystko to jest potrzebne, jeśli ma się powieść przemiana człowieka. W pewnym momencie energia i kierunek sił wewnętrznych zmieniają się tak, że zmienia się również poczucie identyczności danej jednostki. W świecie, w których dominującą cechą egzystencji jest modus posiadania, naczelne motto brzmi: "Jestem tym, co mam". Po dokonanej transformacji przybierze ono postać: "Jestem tym, co robię [...]", lub po prostu: "Jestem tym, kim jestem".
(z fragmentu książki O sztuce istnienia)
Autor, znany fenomenolog niemiecki, podejmuje próbę przedstawienia miłości erotycznej jako zasady stawania się człowiekiem i jednocześnie jako panaceum na postmodernistyczną atomizację społeczeństwa. Miłość pary, której nie należy redukować do samego pożycia seksualnego, jest dla filozofa antropologicznym wyznacznikiem, który w toku ewolucji oddzielił człowieka od hordy zwierzęcej. W tym kontekście staje się medium międzyludzkiej komunikacji, w której odnajdujemy samych siebie i własną egzystencję. Konstruując swoją koncepcję miłości - z dala od dualizmów jednostki i społeczeństwa oraz świadomości i języka, odwołując się wszakże do bogatej wiedzy biologiczno-antropologicznej, wpisuje się autor książki we współczesną debatę na temat sił nośnych ludzkiej cywilizacji (szczególnie zachodniej - w kontekście kryzysu rodziny i rozpadu prymatu więzi heteroseksualnych).
Książka składa się z ośmiu wykładów poświęconym filozofom i socjologom, dla których religia i religijność były znaczącymi obszarami zainteresowań naukowych. Tę racjonalność autor ujmuje w rozmaitych uwikłaniach i kontekstach społecznych. Jest to znakomity podręcznik akademicki nie tylko dla studentek i studentów filozofii, ale także socjologii (zwłaszcza do przedmiotu socjologia religii), religioznawstwa i kulturoznawstwa.
Książka prezentuje nowe kierunki interdyscyplinarnych badań nad populacjami ludzkimi. Zawiera kompleksowe spojrzenie na biologiczne (rozwojowe, morfologiczne) i kliniczne aspekty funkcjonowania organizmu ludzkiego. Koncentrując się wokół najnowszej definicji zdrowia, podejmuje próbę zebrania funkcjonujących definicji zdrowia oraz metod umożliwiających jego prawidłowy pomiar. Spośród parametrów zdrowia charakteryzuje istotne czynniki środowiskowe (m.in. demograficzne i społeczno-ekonomiczne).
Autorzy podkreślają znaczenie środowiska, w którym wzrasta i funkcjonuje organizm człowieka, jego wpływ na rozwój, a także na cechy morfologiczne, fizjologiczne i psychiczne. Ten ewolucyjnie wypracowany system wzajemnych interakcji człowiek-środowisko wpływa na stan biologiczny populacji ludzkich - ich dobrostan fizyczny, umysłowy i społeczny. Spośród zagadnień szczegółowych książka zawiera opracowania na temat znaczenia diety dla prawidłowego rozwoju dzieci - od propagowania karmienia naturalnego po propedeutykę nadwagi i otyłości.
Autorzy dokonują próby uchwycenia fenomenu ducha Europy formującego się na skrzyżowaniu religii, filozofii i nauki, przejawiającego się w konkretnych praktykach i postawach. Punktem wyjścia podjętych rozważań jest określenie podstawowych wartości konstytuujących aksjologiczną mapę Europy, ściśle związanych z tradycją chrześcijańską, która spleciona jest u swych źródeł z tradycją judaizmu oraz myślą grecką i rzymską. Nośnikami owych wartości są postaci poświadczające je swym życiem, czym zasłużyły na miano patronów Europy. Tradycja europejska, zgodnie z ustaleniami a torów, rodziła się na styku różnych kultur, w warunkach wstrząsu i kryzysu, dynamizującego jej rozwój. Książka kierowana do teologów, filozofów, etnologów i filologów.
Autor w swojej książce, czerpiąc z mądrości wieków, a szczególnie z olbrzymiej wiedzy św. Tomasza z Akwinu, zachęca nas do zdobywania cnót, czyli dobrych przyzwyczajeń, byśmy byli zdolni przeciwstawić się wadom w nas tkwiącym. Jego opracowanie jasno określa naturę poszczególnych cnót, ukazuje rolę cnót w życiu człowieka, ich znaczenie w dziele wychowywania do dojrzałości osobowej oraz w zarysie omawiane cnoty i im przeciwstawne wady.
Opowieść o nadziei, która rozświetla mrok wojny toczącej się na Bliskim Wschodzie
Tych historii nie usłyszysz w wieczornych wiadomościach…
Tych ludzi nigdy nie zapomnisz…
W samym środku nieustannych debat, protestów, zamieszek, samobójczych ataków i przerywanych negocjacji jeden człowiek dokonuje wielkich zmian.
Niegdyś znany z przemycania Biblii za Żelazną Kurtynę, od trzydziestu lat Brat Andrew poświęca swój czas zupełnie nowej misji. Odwiedzając Liban, Izrael i Zachodni Brzeg Jordanu, dociera do przywódców lokalnych kościołów i zachęca ich, by nie uciekali przed falą przemocy, ale umacniali swoje wspólnoty, które staną się zalążkiem zmian. Jego misją jest zanieść światło nadziei braciom znajdującym się w samym centrum walk, w tym najbardziej niespokojnym regionie świata.
BRAT ANDREW zaczął potajemnie przewozić Biblie do krajów bloku wschodniego w 1955 roku. Z tamtej inicjatywy narodziła się organizacja Open Doors International. Brat Andrew jest autorem i współautorem wielu książek, w tym Bożego przemytnika i Prześladowanych za wiarę.
AL JANSSEN jest autorem i współautorem ponad dwudziestu pięciu książek. Jest członkiem zarządu Open Doors USA oraz kierownikiem ds. public relations w Open Doors International.
Znakomity podręcznik wprowadzający w problematykę psychologii starościcałościowo ujmuje tematykę wieku starszego przewidzianą programem studiów na kierunku psychologiaprzybliża problemy psychologiczne osób starszych związane z zaburzeniami zdrowia psychicznego i somatycznegoukazuje potencjalność człowieka w podeszłym wieku jego ciągłą zdolność do zmagania się z problemami życia codziennegopodręcznik dla studentów psychologii, pedagogiki, medycyny oraz dla profesjonalistów i wolontariuszy wspierających osoby starszedr hab. Stanisława Steuden, prof. Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (Katedra Psychologii Klinicznej i Osobowości Zakład Psychologii Klinicznej Dorosłych); specjalistka z zakresu psychologii klinicznej i psychologii osobowości.Praca poświęcona jest problematyce, której waga zarówno w Polsce, jak i na świecie systematycznie wzrasta. Dzieje się tak przede wszystkim za sprawą zwiększającej się we wzmożonym tempie liczby ludzi starszych w wysokorozwiniętych krajach, a także z powodu postępu wiedzy w naukach medycznych i społecznych, w tym również psychologii. Monografia Stanisławy Steuden odzwierciedla powyższy fakt i tym samym wpisuje się w jeden z najprężniej rozwijających się nurtów współczesnej nauki o człowieku, do jakich należy psychogerontologia.Z recenzji dr hab. Marii Straś-Romanowskiej, prof. Uniwersytetu Wrocławskiego
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?