Dzieło to prezentuje w prosty i interesujący sposób całość orędzia chrześcijańskiego, ukazując zagadnienia wiary chrześcijańskiej przeznaczone współczesnego człowieka. Kompendium z odwagą podejmuje wielkie problemy współczesności, odwołując się do rozwoju nauk, roli sumienia oraz praw człowieka. Dzieło jawi się jako aktualny, pewny i solidny sposób ukazania wiary chrześcijańskiej dzisiaj – przyjmując jakby formę dialogu między mistrzem a uczniem. Zawiera 15 pięknych reprodukcji dzieł sztuki, pochodzących z różnych epok i stylów sztuki chrześcijańskiej, opatrzonych komentarzami, które stanowią swoiste introdukcje do poszczególnych części dzieła.
NIESAMOWITE ODPOWIEDZI NA NIEZWYKŁE PYTANIA
Jaką modlitwę należy odprawić, żeby wiedzieć, czy ktoś jest opętany?
Dlaczego Bóg dopuszcza, żeby istniały opętania?
Czym jest modlitwa o uwolnienie?
Czy w czasie egzorcyzmu opętany ujawnia grzechy obecnych?
Czy opętany może zabijać?
Co czynić w wypadku zupełnego braku egzorcysty?
Czy można egzorcyzmować niekatolika?
Czy rzeczywiście demon mści się na egzorcystach?
Czy egzorcyzmowany może ponownie zostać opętany?
Czy istnieją zjawy?
Jakie jest największe zło?
Czy istnieje zło, które nie może być odpuszczone?
Czy człowiek znajdujący się w piekle, może nadal kochać swoją matkę?
Czy Bóg nie mógłby wypuścić potępionych z piekła zwykłym aktem łaski?
Czy gdyby demon w tej chwili się nawrócił, uzyskałby przebaczenie?
Dlaczego kochający Bóg pozwala na istnienie cierpienia? Czy kochający Bóg może posłać ludzi do piekła? Czy możliwe, by istniała tylko jedna prawdziwa religia? Dlaczego tak wiele wojen było toczonych w imię Boga? To tylko kilka pytań i wątpliwości, z którymi zmagają się współcześni nawet żarliwie wierzący ludzie. Timothy Keller zestawił listę najczęściej wyrażanych wątpliwości, z jakimi sceptycy przychodzą do jego kościoła. W książce tej rozprawia się po kolei z każdą z nich. Sięga po dzieła literatury i filozofii, osobiste rozmowy oraz zasady logiki, by wykazać, że wiara w Boga chrześcijaństwa jest jak najbardziej racjonalna, wyznawana przez ludzi rozsądnych, uczciwych intelektualnie i głęboko przejęty losem szczerze poszukujących prawdy. Timothy Keller kieruje swoją książkę do ateistów, agnostyków i sceptyków, przedstawiając solidne i racjonalne fundamenty, na których ludzie wierzący mogą oprzeć swą wiarę w obliczu licznych ataków, jakim w Wieku Sceptycyzmu poddana jest religia. Książka Bóg czy są powody by wierzyć? przeciwstawia się tej sceptycznej ideologii i jej korzeniom, wskazując na prawdziwą istotę i cel chrześcijaństwa. „Służba Tima Kellera w Nowym Jorku prowadzi całe pokolenie poszukujących i sceptyków ku wierze w Boga. Dziękuję Bogu za tego człowieka". Billy Graham „W odróżnieniu od wielu kościołów z amerykańskich przedmieść, Kościół Odkupiciela jest zaskakująco tradycyjny. Daleka od tradycji jest natomiast umiejętność, z jaką dr Keller posługuje się językiem mieszkańców wielkiego miasta. (...) Obserwując jego szacunek dla wiedzy i sprawność przekazu, łatwo pojąć, jak zdobył sobie tak wielki posłuch". The New York Times
Nowy Katechizm w małym formacie, o wymiarach 13,5 x 18,5 cm., jest bardzo praktycznym wydaniem ze względu na format i broszurową oprawę.
Katechizm Kościoła Katolickiego - pierwszy po Katechizmie Soboru Trydenckiego (1566) jednolity i autorytatywny wykład prawd wiary i moralności. Opracowany po Soborze Watykańskim II Katechizm Kościoła Katolickiego przedstawia wiernie i w sposób uporządkowany nauczanie Pisma Świętego, Tradycji i Urzędu Nauczycielskiego Kościoła, a także duchowe dziedzictwo Ojców i Świętych Kościoła. Treść ujęta w nowy sposób odpowiada na pytania naszej epoki. Katechizm nie jest dokumentem magisterium Kościoła w tym samym sensie co np. encyklika czy konstytucja apostolska - zawiera bowiem prawdy już gdzie indziej podane i wyjaśnione, ale zawarte w nim treści posiadają zasadniczo status obowiązującej doktryny - zwłaszcza, że Katechizm Kościoła Katolickiego jest zatwierdzony przez Stolicę Apostolską, a w swym pełnym wydaniu zawiera szczegółowe przypisy powołujące się na tekst Pisma Świętego lub nauczanie Tradycji Kościoła.
Składamy się z niezliczonych wersji siebie: „ja, którym nie chcę być”, „ja, którym udaję, że jestem”, „ja, którym myślę, że powinienem być”... Na szczęście istnieje jeszcze jedno „ja” – ja taki, jakim chciałby widzieć mnie Bóg, Boża wersja mnie. Jak stać się taką wersją samego siebie? Co nas przed tym powstrzymuje?
Najczęściej na drodze stają nam nasze własne lęki – boimy się poddać Bożemu prowadzeniu, aby nie stracić „kontroli” nad swoim życiem... Tymczasem – jak wyjaśnia autor – Bóg chce nas udoskonalić, a nie wymienić na „lepszą wersję”.
Nawet nasze słabości mogą nam pomóc odkryć ukryte talenty oraz otworzyć drogę do duchowego wzrostu – trzeba tylko zaufać Bogu, który zna nas lepiej niż my sami...
Czy chrześcijaństwo jest przestarzałe? Czy inteligentny, wykształcony człowiek może wierzyć w Biblię? A może to ateiści maja rację? Czy chrześcijaństwo zostało obalone przez naukę? Zdyskredytowane jako rzekoma siła działająca na rzecz dobra? Skompromitowane jako fałszywa latarnia moralności?Prowokująca i fascynująca książka zarówno dla poszukujących, sceptyków, jak i wierzących. Znakomita rozprawa z mitami ateizmu!Dinesh DSouza jest amerykańskim pisarzem. Wykłada na Uniwersytecie Stanforda. W latach 1987-1988 był doradcą prezydenta Ronalda Reagana. Razem z żoną i córką mieszka w Kalifornii. Jest autorem kilkunastu książek, m.in wydanych również w Polsce ""Listów do młodego konserwatysty"".
Świadectwo znanego włoskiego egzorcysty, opisującego swoje doświadczenia z przypadkami dręczenia i opętań demonicznych. Ojciec Benignus (Fra Benigno) pierwszą część swojej książki poświęca wprowadzeniu czytelnika w groźną rzeczywistość wpływów demonicznych. Wyjaśnia, w jaki sposób, w świetle teologii, opętanie i dręczenie diabelskie jest w ogóle możliwe, a także jakie okoliczności sprzyjają występowaniu tych zjawisk. Druga, dłuższa część książki to już dokument spotkań z ciemną stroną duchowych zjawisk. Ojciec Benignus zdaje rzeczową relację ze spotkań z ludźmi opętanymi lub udręczonymi przez szatana i przedstawia proces uleczenia za pomocą egzorcyzmów. Opisywane historie mogą szokować i budzić lęk. Autor, chociaż jest gruntownie wykształconym teologiem, pisze językiem przystępnym i zrozumiałym. Książkę, mimo że jest oparta wyłącznie na faktach i udokumentowanych rzeczywistych sytuacjach, czyta się jak dobrą powieść – i to powieść grozy. Głównym celem autora nie jest jednak chęć szokowania czytelników. Autor pragnie raczej podkreślić, że ciemna strona duchowych sił to rzeczywistość, że jak w tytule, Szatan istnieje naprawdę, i w określonych sytuacjach może zagrozić nam bardziej niż zwykle. W tym wymiarze książka może stanowić przestrogę dla czytelników, by byli ostrożni, a jeżeli już przez swoje zachowania narażą się na duchowe niebezpieczeństwo – by szukali odpowiedniej pomocy w Kościele.
Wstęp do książki napisał kardynał Salvatore de Giorgi, przewodniczący Episkopatu Sycylii.
W mglisty poranek Hape Kerkeling - znany niemiecki komik, zaprzysięgły piecuch - wyrusza w drogę. Czeka go sześć tygodni marszu legendarnym Szlakiem Jakubowym, przez ośnieżone szczyty Pirenejów, Kraj Basków, Nawarrę... Sam na sam ze sobą i jedenastokilogramowym plecakiem zmierza do grobu apostoła Jakuba. Z humorem i wyjątkowym zmysłem dostrzegania tego, co szczególne, Kerkeling opisuje swoje przeżycia. Poznaje zarówno tubylców, jak i współczesnych pątników. Doświadcza samotności i ciszy, wycieńczenia i wątpliwości, ale również gotowości do niesienia pomocy. Zawiera przyjaźnie, przeżywa chwile wynagradzające wszystkie wyrzeczenia i na swój sposób odkrywa zaskakującą bliskość Boga.
W Niemczech sprzedano ponad 2 000 000 egzemplarzy tej książki!
Fragment książki Na szlaku do Composteli
18 czerwca 2001 - Santo Domingo de la Calzada
Jest czwarta nad ranem. Dotychczas nie zmrużyłem oka. Wszystko mnie swędzi, chyba coś mnie pogryzło.
Chociaż skrupulatna zakonnica wie teraz, ile owieczek ma pod opieką, i prawdopodobne smacznie śpi, to jednak jagnię w łóżku numer siedem nie może zasnąć od czasu wieczornej odliczanki, tym bardziej że w pokoju wciąż jest za jasno. Wszystko jest, jak by to powiedzieć, ...syfiaste. Trudno spać w jednym pokoju z siedmioma lokatorami i słyszeć pięćdziesiąt innych osób w pozostałych salach, a jeszcze trudniej czuć ich obecność i zapachy. Na domiar złego moje łóżko stoi tuż przy drzwiach jedynej toalety. Koszmar. Co pięć minut ktoś idzie do klopa i bez przerwy rozlega się łoskot spuszczanej wody. Albo ktoś chrapie, albo wzdycha z braku powietrza, albo mówi przez sen. A jakże - „intensywne spotkanie w schronisku dla pielgrzymów", jak ujmuje to eufemistycznie mój przewodnik.
Mam wrażenie, że wyczuwam dusze innych ludzi, ich troski, pragnienia, tęsknoty. To prawdziwa katorga, jeśli chce się po prostu spać. Nie mam pojęcia, jak się przed tym obronić! Jestem zbyt otwarty!
Schroniska pielgrzymkowe powstały z myślą o tych, którzy nie mają pieniędzy. Dla tych, którzy są kompletnie bez grosza.
To najtańsza możliwość spędzenia urlopu, bo takie noclegi nic nie kosztują. Moja babcia zawsze mawiała: „Darmocha to chłam".
Na dodatek zrobiło się zimno! Chyba postradałem zmysły, decydując się na taki nocleg. Ileż ja mam lat? Piętnaście? Przecież nawet jeszcze w szkole nie cierpiałem schronisk młodzieżowych.
Niby czemu dwadzieścia lat później miałoby to być fantastycznym przeżyciem? Ta ciasnota! Te łazienki! No i pokoje... czy raczej klitki. Szkoda słów. Nie muszę tarzać się w grzybicy innych ludzi, żeby doznać olśnienia! Chociaż podobno grzybica świeci w podczerwieni!
Koniec z tym! Mogę pozwolić sobie na płatny nocleg, więc odtąd znowu będę sypiał w hotelach. Nie potrafię i nie chcę udawać biedaka. Hans Peter, bądź sobą! Ten gość tutaj to nie ty!
Ponieważ i tak nie ma szans na sen, wstaję i pakuję swoje manatki. Annę, jako jedna z niewielu, smacznie śpi. Wychodzę więc bez pożegnania. Wkrótce na pewno wzejdzie słońce. Pośpiesznie przemierzam pokręcony labirynt klasztornych korytarzy i otwieram wielką furtę, która prowadzi do murowanego łącznika do miasta. Bezmyślnie pozwalam na to, by drzwi za mną się zatrzasnęły, i stoję w ponurym tunelu, który 2 jednej strony kończy się drewnianymi wrotami wychodzącymi na ulicę, a z drugiej żelazną furtą wiodącą do klasztornego °grodu. Obydwie bramy są zamknięte na amen. No, jasne, przecież to hiszpański konwent sióstr zakonnych! Również droga powrotna do budynku jest odcięta, bo zamek można otworzyć tylko od środka. Utknąłem w klasztornych murach! A od ulicy dzieli mnie tylko jeden krok.
Miejmy nadzieje, że mniszki to ranne ptaszki. Siedem bitych godzin w łóżku bez zmrużenia oka. Czuję się, jakby wyjęli mnie z wyżymaczki. Cholera jasna!
Nie będę już nigdy nocował w klasztorze ani na podłodze; chyba że nie będzie innej możliwości! Wolę już czuwać lub zdrzemnąć się gdzieś na ławce. Nie wierzę, że Shirley MacLaine spędziła chociaż jedną noc w takim refugio. A jeśli tak, to naprawdę jest szurnięta! Chcę stąd wyjść! Naprzeciwko jest przemiły pensjonat, od którego dzieli mnie tylko pięć metrów.
Kiedy, na miłość boską, otwierają ten klasztor? Koszmar. Zupełnie jak więzienie! Zobaczymy, ile jeszcze będę siedział w tym przedsionku raju. Ani nie jestem w środku, ani na ze-
wnątrz. Zwyczajnie utknąłem. Tym razem dosłownie. Marznę tak upojne dwie godziny.
Punkt szósta jedna z zakonnic wybawia mnie z opresji i wypuszcza na wolność. Ja jednak nie mknę w siną dal, tylko idę wprost do pobliskiego pensjonatu. Tam wykończony padam na świeżo zasłane, czyściutkie, bielusieńkie łóżko i śpię kamiennym snem do jedenastej.
Gdy otwieram oczy, słońce stoi już bardzo wysoko i praży niemiłosiernie. Postanawiam odpocząć jeden dzień w Santo Domingo. Dalszy marsz w tej spiekocie i tak byłby szaleństwem. Włóczę się więc beztrosko cienistymi zaułkami tego cudownego hiszpańskiego miasta i trochę żałuję, że nie mogłem porządnie pożegnać się z Annę.
Nagle w oknie wystawowym jakiejś apteki dostrzegam przypadkiem swoje odbicie. Parskam śmiechem. Niezłe dziwadło! Chude, zarośnięte indywiduum w wyświechtanej, brudnej czapeczce. Nic dziwnego, że Annę się mnie boi! Muszę sobie zaraz kupić nowy kapelusz!
Szukam więc odpowiedniego sklepu i wreszcie znajduję go na obrzeżu starówki. Sympatyczny, żwawy staruszek sprawia takie wrażenie, jakby za szklaną ladą swego wielobranżowego salonu czekał na mnie od lat. Po krótkiej rozmowie natychmiast przystępuje do mierzenia mojej głowy. Nietypowy rozmiar nie pozostawia mi zbyt wielkiego wyboru i po krótkiej naradzie ze sprzedawcą wybieramy zielony bawełniany kapelusz z szerokim rondem.
Gdy decyduję się wyjść stąd już w nowym nakryciu głowy, sklepikarz zaskakuje mnie pytaniem:
- Czy mógłbym zatrzymać pański stary kapelusz? I tak nie będzie pan przecież go już nosić.
Prośba wydaje mi się wprawdzie dziwna, ale skoro nalega... Muszę jednak najpierw zaspokoić ciekawość:
- Co pan zamierza z nim zrobić?
Trochę zażenowany spogląda w sufit:
- Ach, wie pan, zbieram znoszone kapelusze pielgrzymów! Szczęka mi opada, gdy podążam za jego wzrokiem: Nad
nami wisi około setki starych czapek i kapeluszy. Sprzedawca podaje mi flamaster:
- Musiałby go pan podpisać... z datą. W przeciwnym razie będzie bezwartościowy. Ma pan coś przeciwko temu?
Umieszczam więc autograf i datę na swojej spłowialej ba-seballówce, nie mogąc powstrzymać się od komentarza:
- Może uzna pan to za szpanerstwo, ale... to nie pierwszy autograf, jaki daję. W Niemczech jestem postrzegany jako... hm.... gwiazda, to zbyt wiele powiedziane, ale...
- Pan jest znany? To wspaniale. Dzięki temu moja kolekcja będzie jeszcze bardziej wartościowa! - Natychmiast dokonuje dokładnych oględzin nowego eksponatu i jak mały chłopiec cieszy się z czytelności mojego charakteru pisma! - Będę to pokazywać wszystkim Niemcom. Ta czapeczka zawiśnie na honorowym miejscu!
A ponieważ handluje nie tylko kapeluszami, lecz także kosmetykami, daje mi w prezencie dwie tubki kremu Yves Rocher i żegna mnie słowami:
- To zabawne, że wszyscy Niemcy mają tak wielkie głowy jak pan. Za dużo, za dużo myślicie!
I ma rację. Ta przeklęta myśląca maszyna, która bez przerwy usiłuje kontrolować żołądek i serce.
Spróbuję teraz wyłączyć głowę. Pstryk i już. Pójdę do katedry i zaczekam na pianie koguta. Stop, szlaban na myślenie. Dzisiaj liczy się tylko serce!
Podczas mszy w katedrze podobnie jak inni pielgrzymi całuję relikwię świętego Hieronima; nie mam pojęcia, po co. Dziś przecież nie myślę.
Hiszpanie potrafią celebrować mszę! Ale kogut znów milczy jak zaklęty!
Wciąż ciągnie mnie do kościołów, oczywiście również dlatego, że to jedyne chłodne miejsca - żadna klimatyzacja nie może się z nimi równać. Podczas mszy szlifuję przy okazji swój hiszpański; nawet jeśli nie wszystko rozumiem - do czego nota bene niechętnie się przyznaję - wizyta w świątyni działa na mnie krzepiąco.
W drodze powrotnej do hotelu nagle słyszę głośny klakson. Obok mnie zatrzymuje się samochód. To sprzedawca kapeluszy zaprasza mnie do swojej hacjendy na butelkę wina no/a. Serce mi się raduje: chętnie bym z nim pojechał. Ale taka biesiada oznaczać może długą noc, a ja chcę jutro rano wyruszyć dalej. Dziękuję więc za zaproszenie i uprzejmie odmawiam.
Trochę rozczarowany sklepikarz odjeżdża, tymczasem ja wkurzam się na siebie: Dlaczego z nim nie pojechałem? Przecież miałem na to ochotę. Znowu w podjęciu decyzji przeważyła durna głowa!
Mały plac katedralny jest najpiękniejszym zakątkiem w mieście. Siadam więc na schodach ratusza naprzeciwko świątyni i obserwuję wieczorną krzątaninę gołębi. Wśród nich rzuca mi się w oczy jednonogi, śnieżnobiały osobnik, który z powodu kalectwa nie nadąża za pierzastymi kolegami. Porusza się niezdarnie, ale zarazem tchnie - o ile to w przypadku ptaka w ogóle możliwe - dumą i dostojeństwem. Jestem pod wrażeniem. W pobliskiej piekarni kupuję trochę chleba i ostrożnie próbuję nawiązać z nim kontakt. Podczas gdy pozostałe gołębie płochliwie przede mną uciekają, biały inwalida podchodzi coraz bliżej, aż wreszcie je mi z ręki.
Potem syty radośnie grucha. Dobrze wiedział, że jeśli minio kalectwa chce przeżyć, nie pozostaje mu nic innego, jak zbliżyć się do niebezpiecznie wyglądającej wielkiej istoty. Dzielny gołąb. Wmawiam sobie, że wzbudził podziw i zazdrość wśród swoich kompanów.
Mój wszechwiedzący przewodnik mówi, że pielgrzymka tym szlakiem to droga ku oświeceniu.
Ja jednak jestem przekonany, że to droga bez gwarancji takiego oświecenia. Tak samo jak urlop nie daje gwarancji odpoczynku. Owszem, nie robię sobie zbyt wielkich nadziei, ale oświecenie nie byłoby takie złe! Cokolwiek by to oznaczało!
Wyobrażam sobie oświecenie jako bramę, przez którą trzeba przejść. Prawdopodobnie nie wolno się jej bać, a jednocześnie nie powinno się jej chcieć przekroczyć za wszelką cenę. Może im obojętniej się te podwoje mija, tym szybciej i łatwiej dokonuje się oświecenie?
Lepiej nie tęsknić za tym, co znajduje się za bramą, i nie nienawidzić tego, co jest przed nią. To nieistotne. Może radość życia to właśnie obojętność? Żadnych oczekiwań, żadnych obaw.
Obawy prowadzą do rozczarowań. Rozczarowania budzą obawy, a obawy to kolejne oczekiwania. Nadzieja powoduje strach, strach zaś rodzi nadzieję. Obojętność? Hm, filozofii mi się na starość zachciało...
Obejrzałem na mapie jutrzejszą trasę. Nie powinna być zbyt męcząca. Zajmie około siedmiu i pół godziny.
Konkluzja dnia:
Otwórz serce i ucałuj dzień!
Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny- klasyczne dzieło duchowości maryjnej!
Ulubione nabożeństwo maryjne św. Jana Pawła II!
Święty Ludwik Maria Grignon de Montfort był autorem wielu dzieł, ale chyba najznakomitszym jest traktat O doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. Powstałe w 1712 r. dzieło przez ponad wiek nie było czytane. Taki obrót sprawy miał przepowiedzieć sam autor, twierdząc, że szatan tak bardzo obawia się zbawiennego wpływu nabożeństwa,
iż zrobi wszystko, by nikt do niego nie dotarł.
W 1842 r. traktat odkryto przypadkiem w starym kufrze w domu zakonnym w Saint Laurent-sur-Sevre. Przesłano go do Rzymu, gdzie właśnie toczył się proces beatyfikacyjny autora. Komisja papieska, po gruntownym zbadaniu traktatu orzekła, że jest on wolny od wszelkich błędów. Od tego momentu zaczęły się ukazywać coraz to nowe wydania w różnych językach, a samo nabożeństwo stawało się coraz bardziej popularne.
Lektura traktatu jest cennym duchowym doświadczeniem. Im częściej po niego sięgamy, tym bardziej przemienia on nasze serca. Osnowę dzieła stanowi dewiza św. Ludwika Marii de Montfort : Wszystko dla Jezusa przez Maryję. I to właśnie Maryja jest w tym, już klasycznym dla katolickiej duchowości dziele, przewodniczką w drodze do Boga. Nie dziwi więc fakt, iż święty Jan Paweł II, wielki orędownik modlitwy maryjnej, przejął z Traktatu hasło Totus Tuus (dosł. „Cały Twój”), jako swą dewizę biskupią a później papieską.
Pustelnik Jano przekazuje w ręce Czytelnika swą mistyczno-filozoficzną książkę, zakotwiczoną w klimacie ziemi bieszczadzkiej. Jest to autobiografia, w której Jano, oprócz swego szczególnie ciekawego życia, prezentuje również sylwetki ludzi, których napotkał na swojej drodze; dużo miejsca poświęca bohemie bieszczadzkiej – artystom i zakapiorom – oraz Bieszczadzkim Zlotom Leśnych Ludzi.
Głównym tematem książki są doświadczenia mistyczne (widzenia i ekstazy) Pustelnika Jano, oparte na fenomenie Christophorosa, skonfrontowane z naukami zawartymi w Biblii oraz duchowością największych mistyków chrześcijańskich: św. Jana od Krzyża, św. Teresy z Avila i św. Faustyny. Pustelnik Jano zajmuje się również studiowaniem dzieł wybitnych filozofów, dając swą oryginalną interpretację idei w nich zawartych. Zgłębia przemyślenia Pascala, Nietzschego, Simone Weil i Bierdiajewa.
Książka adresowana jest do Czytelników lubiących literaturę zmuszającą do myślenia oraz głębszej refleksji.
Ponoszę konsekwencje wyborów, których dokonałem. Moja odmowa aborcji była oczywista. Prof. Bogdan Chazan Dla krytyków - ta rozmowa jest wyjaśnieniem. Dla wspierających - podziękowaniem. Dla wszystkich - zaproszeniem do dyskusji bez uprzedzeń. Takiego sporu nie było w Polsce od czasu wprowadzenia regulacji prawnych dotyczących usuwania ciąży. W kwietniu 2014 roku profesor Bogdan Chazan jako dyrektor szpitala odmówił wykonania zabiegu aborcji. Decyzja Lekarza wywołała medialną burzę. Problem stanął na ostrzu noża. Okazało się, że ostatnie dwie dekady były czasem klarowania się poglądu Polaków na ten trudny temat. Profesor Chazan również przebył długą drogę, zanim stał się symbolem bezkompromisowej walki o prawo do życia dzieci nienarodzonych. Ta książka stanowi odpowiedź na postawione Profesorowi zarzuty i zawiera szczegółowy opis krytycznego przypadku. Jednak, przede wszystkim, Bogdan Chazan składa w niej świadectwo powołania lekarza i podejmuje trudne, lecz bardzo aktualne tematy, takie jak antykoncepcja, opieka medyczna nad kobietą w ciąży, diagnostyka prenatalna, poród a także aborcja.
„Największym zwycięstwem diabła jest przekonanie nas, że on nie istnieje”. Przez wiele lat ojciec Amorth powtarzał te słowa, przestrzegając współczesność, która już dawno temu zabiła zarówno Boga, jak i Jego nieprzyjaciela.
W tej ostatniej książce, napisanej ze szczególnym oddaniem, słynny egzorcysta streszcza całą swoją myśl, kreśląc niejako rysopis diabła, niezwykle przydatny dla rozpoznania i wypędzenia Złego, który zakrada się w nas i wokół nas.
W swoim śledztwie dokumentuje liczne przypadki opętania i szatańskiej machinacji w różnych miejscach, które nie budzą podejrzeń współczesnego społeczeństwa.
Kim jest zły duch? Jak działa w świecie? A zwłaszcza gdzie się ukrywa w naszych czasach? Jak udaje mu się opętać duszę i co się dzieje, kiedy osoba zostaje opętana?
Magowie, jasnowidze, wróżbici, okultyści są mrocznymi bohaterami wielu historii, ale są nimi również matki, nastolatki, nieskazitelni pracownicy, ludzie Kościoła i ludzie władzy.
Autor dostarcza wielu wskazówek pozwalających rozpoznać, kiedy dana osoba stacza się w przepaść szatana i satanistów.
Intrygujący rozdział poświęca Kościołowi: walka dobra ze złem będzie bardzo zacięta, ale końcowe zwycięstwo Chrystusa zapoczątkuje nowy czas, w którym władca ciemności zostanie pokonany.
W książce tej o. Leon prostym, zabawnym językiem mówi o podstawowych prawdach wiary - o miłości Pana Jezusa do dzieci, o Mszy Świętej, o Matce Bożej i św. Teresce, o modlitwie, o cudach, o niebie, o przykazaniach, a także o zwierzątkach i o zabawie. Wszystko to jest przeplatane ciekawymi historyjkami oraz pięknie zilustrowane przez Artura Nowickiego.
Ta niezwykła książka daje nadzieję i otuchę, otwiera przed nami inne wymiary, pokazując, że jesteśmy otoczeni opieką aniołów, które zapewniają nam pomoc, jeśli tylko je o to poprosimy i chcemy słuchać.
Lorna Byrne - współczesna mistyczka, kobieta, której przez całe życie towarzyszyły anioły - opisuje swoje losy: dzieciństwo w ubogiej irlandzkiej rodzinie, młodość i szczęśliwe, choć często bardzo trudne lata życia małżeńskiego. Od dziecka widywała anioły i duchy zmarłych, co sprawiło, że była przez otoczenie postrzegana jako dziwaczka, a czasami wręcz jako dziecko opóźnione w rozwoju. Wcześnie musiała przerwać naukę i rodzice posłali ją do pracy, ale stopniowo jej życie zaczęło się układać. Anioły zawsze kierowały ją na właściwą drogę, choć los nie szczędził jej bolesnych doświadczeń.
Dziś autorka służy pomocą ludziom, którzy przyjeżdżają do niej, szukając uzdrowienia i pocieszenia, ale również duchowych wskazówek. A jej książka, jak sama pisze, ma nam uświadomić, że anioły są przy nas zawsze i jeśli otworzymy się na ich głos, będziemy podejmować trafniejsze wybory życiowe i łatwiej przetrwamy nawet najtrudniejsze chwile.
W swojej nowej książce Deepak Chopra stara się odpowiedzieć na odwieczne pytanie człowieka: co dzieje się z nami po śmierci? I twierdzi – odwołując się do wielu dowodów, najnowszych odkryć naukowych oraz wielkich tradycji religijnych – że na końcu naszego życia wkraczamy w nowy etap tej samej duchowej podróży, w której jesteśmy obecnie. Jest to w istocie fascynująca podróż na wiele poziomów świadomości. Płynie stąd najdonioślejsze przesłanie: rozumiejąc istotę tej podróży, możemy bez lęku przejść na drugą stronę, a to, kogo spotkamy w życiu po śmierci, i czego doświadczymy, będzie odzwierciedleniem naszych obecnych przekonań, oczekiwań i poziomu naszej świadomości. Tutaj i teraz kształtujemy to, co wydarzy się w życiu po śmierci. Przybliżając życie po śmierci do chwili obecnej, Deepak Chopra otwiera przed nami ogromne nowe, twórcze perspektywy. A kiedy pojmiemy, że to wszystko jest jedną rzeczywistością, odrzucimy nasze irracjonalne lęki i zyskamy niezwykłe poczucie własnej wewnętrznej mocy.
Droga do radości i duchowego optymizmu
Kolejna książka Deepaka Chopry – tym razem w formie lekkiej fabularnej opowieści - wskazuje nam, jak odnaleźć drogę do nadziei, radości, a nawet oświecenia.
Mickey Fellows, wzięty komik z Los Angeles, żyje pozornie beztrosko i swobodnie, ale w istocie jego rzeczywistością rządzi strach przed utratą popularności, egocentryzm i uzależnienie od aplauzu widzów. Po śmierci ojca Mickey spotyka tajemniczego mężczyznę, Francisca, który w rozmowach i wspólnych wycieczkach uświadamia mu prawdę o jego życiu. Mickey początkowo się buntuje i odrzuca gorzkie prawdy Francisca, ale w końcu pojmuje, że poczucie humoru, które dotąd było jego narzędziem pracy, może przynieść mu o wiele więcej – zrozumienie sensu życia, radość, optymizm i autentyczne więzi z ludźmi.
Tę fabularną część autor podsumowuje, podając dziesięć zasad duchowego optymizmu. Historia jego bohatera dowodzi bowiem, jak ważny jest dystans do siebie, dostrzeganie nowych szans w życiowych trudnościach, odczuwanie wdzięczności za to, co jest, a także naturalne, płynące z wnętrza poczucie humoru. Jak mówi Chopra, szczęście tkwi w duszy każdego z nas – i tylko czeka, żebyśmy je odkryli.
Ze Wstępu
Miałem w życiu wielu bohaterów, pierwszym był mój ojciec, a najnowszym jest Deepak Chopra. Między nimi pojawił się jeden bohater, który przekazał mi wiedzę o śmiechu, nazywał się Del Close.
Del Close był jednym z założycieli Second City Theatre w Chicago. Zyskał miano ojca współczesnego komizmu improwizowanego, był liderem amerykańskiego boomu satyry, twórcą happeningu, filozofem, teoretykiem, wspaniałym nauczycielem, a co najważniejsze, był zabawny - i znał się na tym, co zabawne. Bili Murray, John Belushi, Chris Farley, Stephen Colbert, Amy Poehler, ja oraz wielu innych skorzystało z jego nauk i filozofii, według której komizm równa się prawda, a prawda równa się rozwój duchowy. Innymi słowy, „cha-cha" jest związane z „a-ha", dźwiękiem wydawanym po uświadomieniu sobie prawdy.
Mówi się, że prawda może dać wolność, ale w moim odczuciu na początku prawda może być bardzo bolesna. Jak to kiedyś ujął Lenny Bruce, równanie dla komizmu wygląda następująco: „śmiech = ból + czas". Drugi składnik dodawania Del nazwałby „dystansem"; Deepak -„oddzieleniem się". Obaj zgodziliby się, że oświecenie można zyskać, lekkim krokiem podążając za światłem.
Śmiech wprawia w dobry nastrój. Wartka i zabawna akcja książki Dlaczego Bóg się śmieje? przedstawia duchową/leczniczą naturę śmiechu, jak również światopogląd oderwania się, wdzięczności i odważnego poszukiwania prawdy, które sprzyja takiemu śmiechowi i płynącemu z niego wewnętrznemu spokojowi.
Mój pierwszy bohater, ojciec, mawiał: „Nic nie jest tak złe, że nie może być powodem do śmiechu". Ten wrażliwy człowiek umiał zachować poczucie humoru w najczarniejszych chwilach. Mój ojciec przeżył kryzys w latach 30., „dziwną wojnę" w 1939 roku, drugą wojnę światową, zimną wojnę, a także własną wojnę z chorobą Alzheimera. Jednak nawet cierpiąc na demencję, potrafił dostrzec komizm we własnym stanie: tak mocna i z natury ludzka jest potrzeba śmiechu.
W eseju Śmiech Henri Bergson napisał, że śmiech jest autonomiczną odpowiedzią z głębi gadziej części naszego mózgu, reakcją na uświadomienie sobie własnej śmiertelności. Na kartkach niniejszej książki Deepak zdołał znakomicie to ukazać w postaci Mickeya Fellow-sa, komika zmuszonego stawić czoło swoim największym lękom. Deepak pokazuje nam, że podczas gdy na świecie panuje ciemność, komizm jest światłem przewodnim. Zachęca nas do medytowania nad światłem, a nie nad ciemnością.
Dlaczego Bóg się śmieje? Łapie dowcip.
MIKE MYERS
W jaki sposób los człowieka jest złączony z losem Wszechświata?
Jaki jest bilans kilku wieków współistnienia chrześcijaństwa i nauk przyrodniczych?
Dlaczego Wielkie Pytanie nie powoduje, że inne pytania są małe?
Chrześcijaństwo stworzyło system wartości, który – zrośnięty z europejską kulturą – legł u podstaw ideałów do dziś kształtujących wiele postaw współczesnego człowieka. Nauki empiryczne nie tylko doprowadziły do eksplozji nowoczesnej techniki, zmieniającej oblicze świata, ale wytworzyły specyficzny styl myślenia; styl, który – choć w swej istocie dostępny dla nielicznych – stał się obowiązującą regułą niemal dla wszystkich. Niestety, wraz z powstaniem empirycznej metody badania świata drogi myśli religijnej i myśli naukowej rozeszły się. Co zrobić, by myśl teologiczna współgrała ze współczesnymi naukami, których symbolem jest „nowa fizyka”?
Nie chciałbym stwarzać wrażenia, iż uważam, że głównym zadaniem Kościoła jest patronowanie nauce czy też penetrowanie środowisk naukowych przez odpowiednio wykształconych duchownych. Sądzę natomiast, że uczestniczenie w życiu naukowym współczesności i rozumienie jego przejawów, w stopniu większym niż obecnie, jest jednym z elementów misji Kościoła. Nawet brak wystarczającej liczby duchownych nie powinien usprawiedliwiać rezygnacji z wypełniania tej misji.
Ks. Prof. Michał Heller – wybitny filozof, teolog i kosmolog, który w matematycznych równaniach teorii naukowych potrafi dostrzec dzieła sztuki, a wielkich fizyków uważa za genialnych artystów, tworzących swe kompozycje z liczb i matematycznych formuł. W 2008 roku otrzymał Nagrodę Templetona, przyznawaną osobowościom, które wnoszą „wyjątkowy wkład w postęp badań i odkryć dotyczących rzeczywistości duchowej”. Autor kilkudziesięciu książek, m.in. Filozofia przypadku (CCPress 2012), Bóg i nauka. Moje dwie drogi do jednego celu (CCPress 2013), Granice nauki (CCPress 2014).
Jakie są ewolucyjne źródła moralności i religii?
Gdzie można odnaleźć biologiczne fundamenty humanizmu?
Czy ludzie potrzebują religii, by zachowywać się moralnie?
Frans de Waal, światowej sławy prymatolog, kontynuuje biologiczne dociekania na temat ewolucyjnych źródeł mechanizmów społecznych i kulturowych. Tym razem sięga do badań nad zachowaniem zwierząt, by lepiej zrozumieć funkcję religii we współczesnym świecie. Szczególną uwagę de Waal poświęca bonobo, pokojowemu i empatycznemu gatunkowi małpy człekokształtnej, która pod względem zachowania być może najbardziej przypomina wspólnego przodka ludzi i ich najbliższych krewnych wśród naczelnych.
Konfrontując ateistę z bonobo, de Waal przygląda się dyskusji na temat biologicznych podstaw moralności i religii oraz domniemanej wojnie między nauką i religią. Odrzuca dogmatyzm neoateistów. Sięga do bogatej tradycji humanizmu, by szukać odpowiedzi na pytanie o to, czego współczesny świat może się nauczyć od religii, nawet jeśli ostatecznie miałby ją odrzucić.
Książka znalazła się na liście dziesięciu najlepszych książek naukowych czasopisma „New Scientist”w 2013 roku.
Frans de Waal jest profesorem psychologii na Uniwersytecie Emory i dyrektorem Living Links Center w Atlancie. W 2007 r. magazyn Time uznał go za jedną ze stu osób, które kształtują nasz świat. Jest autorem kilkunastu książek i kilkuset artykułów naukowych, publikowanych w najbardziej prestiżowych czasopismach. W 2013 roku nakładem Copernicus Center Press ukazała się jego książka Małpy i filozofowie. Skąd pochodzi moralność.
Doktryna stworzona przez Karola Darwina od początku była zapowiedzią filozoficznych emocji. Jej powstanie stawiało pod znakiem zapytania ustalone od wieków metafizyczne dogmaty. Zadrżały bezpieczne podstawy niezmiennego porządku rzeczy. Doszło do zgorszenia arystotelików i purytańskiej Anglii. Czy nie ma ucieczki od tragicznej historii ewolucji? A może gdzieś pod jej powierzchnią tli się światełko nadziei?
W swojej książce Ernan McMullin dowodzi, że traktowanie ewolucji i stworzenia świata przez Boga jako dwóch wykluczających się idei jest wyrazem niezrozumienia tych pojęć. Głębokość historycznej refleksji, rzeczowość i szerokość spojrzenia Autora sprawią, że każdy Czytelnik da się porwać tej filozoficznej odysei.
Jedną z najbardziej charakterystycznych cech nowopowstałej wiary chrześcijańskiej, rozprzestrzeniającej się w Basenie Śródziemnomorskim przed blisko dwoma tysiącami lat, stanowiło wyobrażenie Boga jako „Stwórcy” wszechświata, odpowiedzialnego za wszystko, co istnieje. Odrzucone zostały popularne w tym czasie dualizmy, przedstawiające świat jako arenę walki między równomiernie rozłożonymi mocami dobra i zła. Materia miała być odtąd traktowana już nie jako niezależne źródło cierpienia i grzechu, lecz jako dzieło Bożego stworzenia. Zamiast być wiecznym, jak utrzymywało wielu greckich filozofów, kształtowany przez Boga wszechświat wyłaniał się w sposób stopniowy.
Ernan McMullin (1924-2011) – światowej sławy filozof nauki, profesor University of Notre Dame. Zajmował się m.in. relacjami między kosmologią i teologią oraz rolą wartości w nauce. Był znawcą życia Galileusza. Autor wielu książek i artykułów naukowych.
Jedna z najbardziej żywiołowych współczesnych dyskusji toczy się wokół wzajemnych relacji nauki i religii. Światowej sławy filozofowie, Daniel Dennett i Alvin Plantinga, prowadzą pasjonującą polemikę i prezentują własne stanowiska w sporze na temat możliwości pogodzenia współczesnego, naukowego obrazu świata z wierzeniami religijnymi.
Postaci obydwu autorów – liderów przeciwnych obozów - sprawiają, że książkę należy traktować jako cenne dzieło nie tylko filozofii, ale również szeroko rozumianej kultury. Dennett to wojujący ateista, zaliczany do grona „Nowych Jeźdźców Apokalipsy”, Plantinga - jest czołowym zwolennikiem teizmu i najbardziej znanym współczesnym filozofem religii. Logika argumentacji obydwu uczonych inspiruje, a styl prowadzenia dyskusji dowodzi, że wbrew medialnym przekazom nawet na tak emocjonalnie angażujące tematy prowadzić można rzeczową i merytoryczną dyskusję.
Książka - dzięki afirmacji krytycznego myślenia i racjonalnego uzasadniania swoich przekonań -ujmie każdego Czytelnika, niezależnie od przyjmowanego światopoglądu.
Daniel Dennett – amerykański filozof, specjalizujący się głównie w filozofii umysłu i filozofii nauki. Jeden z czołowych zwolenników teorii darwinizmu naturalnego. W 2015 roku nakładem Copernicus Center Press ukaże się jego książka Dźwignie wyobraźni oraz inne narzędzia myślowe.
Alvin Plantinga – amerykański filozof uważany za jednego z najważniejszych współczesnych chrześcijańskich filozofów analitycznych. Jego metoda uprawiania filozofii - bardzo rygorystyczna i skrupulatna - stała się wzorem dla wielu innych naukowców. W Polsce ukazała się jego książka Bóg, wolność i zło.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?