Chcę się wytłumaczyć z przeszłości? Może. Chcę ją przede wszystkim zrozumieć. Chcę, aby ci, którzy dziś są młodymi ludźmi, dowiedzieli się z jeszcze jednej opowieści jak było naprawdę. Naprawdę w moich oczach. Przecież byłam i jestem cząstką tego pokolenia, które to o czym piszę doświadczyło. Opowiedzieć, jak było, czyli jak ja to widziałam i jak zapisałam w swojej pamięci? Wiem, wiem, każdy człowiek to inna prawda. Ale prawda. A ty czytelniku weź sobie z tej prawdy to co przylega do twoich ran lepiej i zrób sobie okładzik na twój bolący czyrak. I tak każdy z nas, choćby nie wiem co przeczytał, musi sam przeciąć swój ropień. Gdyby czegoś zdołał nas nauczyć Homer, Szekspir, Camus to bylibyśmy aniołami. Nuda.
Piotr Piaszczyński urodził się w 1955 r. w Olsztynie. W 1978 ukończył polonistykę na toruńskim UMK. Jest poetą, tłumaczem, publicystą i felietonistą, autorem utworów dla dzieci. Debiutował wierszami w miesięczniku Poezja w 1975 r. Opublikował kilka zbiorów poetyckich; ostatni to Po sezonie (SPP Olsztyn, 2018), a także książkę eseistyczną Szkice małe i mniejsze. Poezje, szkice, recenzje i przekłady ogłaszał m.in. na łamach Twórczości, Zeszytów Literackich, warszawskiej i paryskiej Kultury, Odry, Europy, Kwartalnika Artystycznego, Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Tygodnika Powszechnego. Nie otrzymał nigdy żadnej nagrody literackiej ani jakiegokolwiek twórczego stypendium. Jego utwory były tłumaczone na bułgarski, francuski oraz niemiecki. Od 1990 r. mieszka w Niemczech, w miasteczku Eitorf nieopodal Bonn i Kolonii.
- Przestrzegaliście żydowskich przepisów pokarmowych - ciągnął sędzia monotonnym głosem - jadaliście tylko mięso owiec, krów, jagniąt i cieląt, jadaliście tylko mięso zwierząt przeżuwających i parzystokopytnych, nie jadaliście mięsa świni ani innych zwierząt nieparzystokopytnych i nieprzeżuwających, jadaliście ryby tylko pokryte łuskami i obdarzone płetwami, innych ryb nie jadaliście, czekaliście sześć godzin między potrawami mięsnymi a potrawami mlecznymi, gotowaliście i spożywaliście w oddzielnych naczyniach mięso, w oddzielnych naczyniach mleko, nie pijaliście wina dotkniętego ręką chrześcijanina, gdyż uważaliście je za nieczyste.- Przyznajemy się do winy ze skruchą.- Wkładaliście w sobotę odświętną odzież i świeże koszule, przykrywaliście stół obrusem i zapalaliście świece w piątek wieczór o zachodzie słońca.- Przyznajemy się do winy ze skruchą.(fragment książki)
Vers la fin de l’année 1918, je passais mes derniers mois a Pétersbourg. J’?y attendais, muni de papiers illégaux, la possibilité de revenir en Pologne. […] Je parcourais les rues de cette ville, «?la plus abstraite des toutes?», en proie a la terreur révolutionnaire, parmi les gens souffrant de la famine. […] Pres de la statue de Pierre le Grand et des colonnes blanches du Sénat, j’?ai vu un vieux cocher barbu. En descendant du pont, perché sur la banquette d’un fiacre tout délabré, il poussait son cheval – rien que la peau sur les os. La pauvre bete traînait ses jambes a grand-peine. Je n’?ai pas pu me retenir?: je lui ai demandé pourquoi il attelait encore ce cheval qui était a l’article de la mort. Lentement, le cocher a tourné vers moi la tete et j’?ai vu que lui-meme était décharné comme un squelette ; seuls ses yeux luisaient d’un éclat étrange dans son visage émacié, sous le bord d’une casquette élimée. Il m’?a toisé et calmement, presque sans émotion, m’?a répondu?: «?Nous allons tous mourir?».
Regard contradictoire?: Rozanov-Mauriac
Jerzy Guranowski – poeta swoich czasów
Przełom XIX i XX wieku został naznaczony w literaturze polskiej nazwiskami wielu wybitnych twórców, a aura fin de siecle’u i ogarniającego go spleenu przełożyła się na strofy utrwalone w tysiącach tomików poetyckich. Dziś pamiętamy zaledwie kilkadziesiąt nazwisk spośród ich autorów, ale klimat liryczno-dekadenckiej Młodej Polski, o którym Tadeusz Boy-Żeleński pisał po latach, że „poezja była w powietrzu”, tworzyli także ci pomniejsi. Poetae minores Młodej Polski to setki nazwisk niemalże albo wręcz zupełnie zapomnianych, pozostających w cieniu Kazimierza Przerwy-Tetmajera, Jana Kasprowicza czy Leopolda Staffa, poetów często podążających tropem swoich mistrzów, dedykujących im wiersze, zwracających się z prośbą o napisanie wstępu do wydawanego własnym sumptem tomiku, ale próbujących też odnaleźć indywidualną drogę twórczą. Jednym z nich był Jerzy Guranowski.
Tom opowiadań, montaży, jak je nazywała Debora Vogel, zrodził się nie tylko z (dziś zaginionej) korespondencji z Schulzem, ale również z jej własnych, oryginalnych teorii estetycznych. Vogel fascynowała się konstruktywizmem w malarstwie i modernizmem w literaturze, ale w głębi duszy pozostała chyba artystką liryczną. Swym tekstom starała się nadać cechy gazetowego reportażu, kompozycji złożonych z pojedynczych szybkich ujęć, jak gdyby niepoddanych selekcji. Jej bohaterowie, umyślnie schematyczni i podobni do manekinów, spacerują ulicami wymyślonego, geometrycznego miasta, które przypomina na przemian Paryż i Lwów. A jednak, choć wyzbyci cech indywidualnych, owi zajęci życiem kelnerzy, fryzjerki, ondulowane damy robotnicy i żołnierze, są bardzo ludzcy, kiedy wsłuchują się w słowa wszechobecnego tanga. Niniejszy tom jest wznowieniem przedwojennego wydania, wzbogaconym o dalsze utwory Debory Vogel, pisane w jidysz i nigdy wcześniej nie publikowane. Książka ilustrowana jest pracami Henryka Strengi. Autorką posłowia jest Karolina Szymaniak
Postanowiłam przelać na papier swoje wspomnienia, mimo że wiem, iż jest to zadanie nielekkie, połączone z bólem i cierpieniem. Ale czuję, że powinnam, bo jestem to winna nie tylko moim dzieciom, ale też historii.Gdy spojrzę wstecz, w przeszłość, widzę ich wszystkich, pojawiają się jak w kalejdoskopie. Widzę ciocię Frumę, starszą siostrę mojej mamy, mądrą, okazałą kobietę, matkę dwojga dzieci. Widzę jej syna, mego kuzyna Lusia, starszego ode mnie o rok. Ma krótki wzrok, jest chudy, jak na swój wiek wyrośnięty, bystry i inteligentny. A tuż obok jego młodsza siostrzyczka Betka. Ma zaledwie dwa latka, uśmiechniętą buzię, niebieskie oczy i masę niesfornych loczków miodowego koloru. Wspominam moją ciotkę Donię, która tak ładnie umiała śpiewać, i jej pięcioletnią córeczkę Niusię, ładną i zaradną dziewczynkę. Jej małego braciszka Bena pamiętam jako zaledwie półroczne niemowlę. A słodki Lesio, blondyn o mądrych oczach, ma tylko sześć lat, a już umie czytać.Widzę ich wszystkichPamiętam, że to my, całe stadko rozbawionych wnuków, byliśmy źródłem radości i pociechy dla naszego dziadka Jakóba Habera z Horodenki. Był on przekonanym syjonistą i wierzył, że kiedyś w końcu uda mu się pojechać z rodziną do Ziemi Świętej. Marzył, że tam młode pokolenie zazna życia spokoju, z dala od nieprzyjaznego otoczenia, a on sam zostanie pochowany w Jerozolimie.Właśnie jego miałam w pamięci, gdy stanęłam jak skamieniała, dotarłszy po raz pierwszy do Ściany Płaczu w 1967 roku. Stojąc przed monumentalnym murem Starej Świątyni, patrzyłam na olbrzymie kamienie i wyrastające spomiędzy nich wątłe źdźbła zielonej trawy, czując jakąś magnetyczną siłę przyciągającą mnie ku nim. Nie mogłam opanować łez, gdy procesja tych wszystkich drogich mi osób przesuwała się przed oczyma mojej wyobraźni. Niestety, tylko ja jedna z nich wszystkich przeżyłam i mogłam przyjechać do ojczyzny naszych przodków sprzed dwóch tysięcy lat. Tylko ja jedna mogę opowiedzieć o ich życiu i śmierci.
,,W tej niezwykłej i wzruszającej książce jest wiele rzeczy godnych podziwu. Te wspomnienia, napisane przystępnym, a zarazem pełnym elegancji językiem, przywołują dzieje pojedynczych osób wplątanych w wir potężnych historycznych wydarzeń. W intymnej i porywającej opowieści autorka ukazuje biografię własną i swojej matki na tle straszliwych tragedii drugiej wojny światowej i Holokaustu, z niezwykłą wrażliwością śledząc cień nieuchronnej traumy, jaka zaciążyła na ich życiu w powojennych dziesięcioleciach. Powściągliwość i łagodne poczucie humoru stanowią kontrapunkt dramatu - narracji o cudownym ocaleniu, a zarazem wnikliwie obserwowanej opowieści - relacjonowanej z punktu widzenia uczestniczki wydarzeń - o relacji między matką i córką. To piękne połączenie biografii i historii z pewnością znajdzie oddźwięk u czytelnika"".David Rechter profesor historii nowożytnej Żydów, uniwersytet w Oksfordzie
Od czasu zakończenia II wojny światowej istnieje w Polsce kwestia cmentarzy żydowskich. Kwestię tę można najogólniej ująć jako problem ich znikania lub znaczącego pomniejszania ich obszaru tak w wymiarze jednostkowym, jak i łącznym albo jako proces niszczenia cmentarzy żydowskich i eliminowania ich z przestrzeni. Małgorzata Bednarek dokonuje wnikliwej analizy historyczno-prawnej tego zjawiska.Desakralizacja i zabudowa cmentarzy domami mieszkalnymi, urzędami, szkołami, zakładami przemysłowymi i usługowymi jest tym prostsza, iż zdecydowana większość cmentarzy żydowskich nie stanowi własności gmin wyznaniowych żydowskich i Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich. Cmentarze żydowskie zostały bowiem upaństwowione na podstawie przepisów Dekretu 1946 o majątkach opuszczonych i poniemieckich. Skarb Państwa stał się ich właścicielem wskutek tzw. przemilczenia w dniu 1 stycznia 1956 r. Następnie cmentarze żydowskie, z wyjątkiem tych, które znajdowały się w zarządzie państwowych osób prawnych o ponadlokalnym zasięgu działania, stały się przedmiotem własności gmin (j.s.t.). Nastąpiło to w dniu 27 maja 1990 r. Państwowe i komunalne osoby prawne natomiast stały się użytkownikami wieczystymi cmentarzy żydowskich znajdujących się w ich zarządzie w dniu 5 grudnia 1990 r. W rękach gmin wyznaniowych żydowskich i Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich znajdują się tylko nieliczne cmentarze. []Traktowanie cmentarzy żydowskich jak zwykłych nieruchomości, mimo iż pod powierzchnią ziemi znajdują się groby i szczątki ludzkie, doprowadziło do bezpowrotnego zniszczenia wielu cmentarzy. Nawyk traktowania cmentarzy żydowskich jako terenów inwestycyjno-budowlanych jest tak trwały, że nie pomaga w tym względzie ani nowy ustrój w Polsce, ani nowa ustawa zasadnicza (Konstytucja RP), ani zmiany wprowadzane do ustawodawstwa zwykłego, jak np. wprowadzenie do ustawy o ochronie zabytków przepisu mówiącego, że każdy cmentarz jest zabytkiem, niezależnie od stanu jego zachowania.Przeznaczanie terenów cmentarzy żydowskich na cele inwestycyjno-budowlane oraz realizacja procesu budowlanego odbywają się w warunkach permanentnego łamania obowiązującego w Polsce prawa, przy czym prawo naruszają w pierwszym rzędzie organy władz publicznych, co jest szczególnie naganne i niepokojące. W pierwszym rzędzie nie stosuje się przepisów Ustawy 1959, w tym zwłaszcza jej art. 6 normującego zagadnienie zmiany przeznaczenia terenów cmentarnych.
Książka ta zawiera pewne elementy autobiograficzne, czasami dokładne, a czasami nie. Opisane osoby są niekiedy złożone z cech kilku osób, a niekiedy z żadnej. Nie ma postaci absolutnie prawdziwej, a jednak nie ma i fałszywej. Jest starość zagrożona epidemią, jej wyjątkowość w tym okresie, jest zadziwienie, że pomimo galopującej technologii nic i nikt nie potrafi sobie jeszcze poradzić ani ze starością, ani z coronawirusem.Maria Lewińska
Te teksty są dokumentem ogromnej wrażliwości. I odwagi.Niewiele jest takich wyznań w literaturze. Są jakby światłemrzuconym na te obszary naszej osobowości, o którychzwykle nie chce się wiedzieć ani o nich pamiętać. Są pisanekrwią serca, a ich przekaz wzmacnia piękny, pełen subtelności,wyrazisty język.
Seit dem Ende des Zweiten Weltkrieges errichtet Europa unaufhorlich Denkmaler und verschiedene Zeichen der Erinnerung an seine Soldaten und Kmpfer, wie auch an die zivilen Opfer all jene, die aus irgendwelchen Grnden als feindlich der deutschen Herrschaft gegenuber betrachtet wurden, oftmals aufgrund dessen, dass sie Patrioten waren oder die Elite ihrer Nation darstellten. Inspiration fur das Buch war die Reflexion uber die grossen Massenverbrechen, die an der Zivilbevolkerung begangen wurden, und gewidmet ist es in erster Linie denjenigen, die nicht dafur ermordet wurden, was sie getan hatten oder was sie gegen die Invasoren htten tun knnen, sondern dafur, wer sie waren aufgrund der Nationalitat, ethnischen Herkunft, des religiosen Glaubens, der Andersartigkeit ihrer sexuellen Orientierung oder des Stigmas einer psychischen Krankheit oder Behinderung.- aus dem Vorwort
Autorzy zebranych tu szkiców przyglądają się [...] wielkiej rozmaitości gatunków literackich: są tu wykłady z mesjańskiej teologii, powieści, opowiadania, tomy wierszy i radykalne eksperymenty poetyckie, są dramaty, eseje, aforyzmy, a nawet baśń. Interpretują teksty pisarzy różniących się od siebie pod wieloma względami: zasłużonych reprezentantów hiperkanonu i wydobywanych z mroków członków kanonu cieni, pisarzy krajowych i emigracyjnych, mających żydowskie korzenie i niemających, religijnych i zeświecczonych, przewrotnie eksponujących swą żydowskość i bacznie ją ukrywających, zmagających się z ciążącym im dziedzictwem judaizmu i żarliwie dobijających się do jego wrót, wiernych odziedziczonej tradycji religijnej i proponujących własne postsekularne teologie literackie.- Piotr Bogalecki, Adam Lipszyc
Celne obserwacje Rotha wyzbyte komunałów czy zbędnych słów, przekazują pewną wizję świata. To wizja nawarstwiania się kultur i tradycji, które współistnieją w śladach pozostałych po minionych epokach.W Marsylii, tym tyglu historii tydzień temu byli Fenicjanie, przedwczoraj Rzymianie, wczoraj Germanie, dziś Francuzi. Daje się tu wyczuć potężną siłę napędową wieków i odnajduje sens w chaosie migracji. Ludy napływają i odpływają wedle równie elementarnej, równie niewytłumaczalnej zasady jak ta, która rządzi ruchem wód morskich. Co znaczy obcość? Obcość jest blisko. Co znaczy bliskość? Zniknie z kolejną falą. Roth jest przekonany, że intelekty i kultury nie giną. Rasy nie giną. Wśród nas, może w każdym z nas żyją ludy, które na pozór znikły z powierzchni Ziemi, ale właśnie tylko z powierzchni. () Nie ma nic, co tylko bezwzględnie nadchodzi, i nic, co ostatecznie ginie. W przyszłości jest przeszłość. Możemy stracić starożytność z oczu, ale nie z krwi. Kto widział rzymską arenę, grecką świątynię, egipskie piramidy i nieporadne narzędzia z epoki kamiennej, musi to wiedzieć. Nikt nigdzie nie jest obcy. Słońce jest jedno Anna Wasilewska, Biel, zieleń i błękit.
Swoją wewnętrzną siłę zawdzięczał być może konieczności pokonania oporu materii – jako mały chłopiec był wątły, źle się rozwijał i lekko utykał, wydawało się wręcz, że nie nadaje się do życia (po latach zdiagnozowano u niego genetyczną polineuropatię). Wyczuwając rozczarowanie ojca tym swoim cherlawym zdrowiem – a był to czas kultu tężyzny fizycznej – w wieku pięciu lat stał się, jak wspomina, “cudownym dzieckiem” zdobywającym poklask układaniem wierszy. I szybko nauczył się sprawować rząd dusz, jak na poetę przystało. Z posłowia Poezja i skandal Anny Pawlikowskiej Erich Fried (1921–1988) Jeden z najważniejszych współczesnych poetów języka niemieckiego, urodził się w Wiedniu w zasymilowanej zamożnej rodzinie żydowskiej. Gdy po anszlusie udało mu się opuścić Austrię w obawie przed prześladowaniami, zamieszkał w Anglii i przyjął brytyjskie obywatelstwo, nigdy jednak nie porzucił ojczystego języka. Od najwcześniejszych lat był głęboko przejęty niesprawiedliwością dotykającą wiele ludzi i społeczności, stąd też jego twórczość zawsze nosiła piętno politycznego zaangażowania o głęboko humanistycznych korzeniach. Przybierało ono nieraz formy skrajne, ściągając na głowę autora nie tylko gromy ze strony zszokowanych krytyków i publiczności, ale też nawet sądowe oskarżenia. Pomimo swoich zdecydowanych poglądów nie pozwalał sobie na zasklepianie się w nich, nieustannie gotów do rozmowy, dialogu, do spojrzenia z perspektywy drugiego człowieka. Siła poezji Frieda kruszyła serca także tych, którzy uznawali jego postawę polityczną za zbyt prowokacyjną. Wiersze z tomów Liebesgedichte czy Es ist was es ist weszły na stałe do kanonu niemieckiej liryki XX wieku. Od 1990 roku przyznawana jest w Wiedniu ważna nagroda poetycka jego imienia.
Jak zwięźle określić premierową po kilku dekadach powieść Kalmana Segala? Cóż, spróbujmy: to proza zachwycająca i przerażająca zarazem. Modlitwa i przekleństwo. Powieść balsam i powieść potwór, która zaczyna się jak sielanka, by przejść w tragedię z domieszką horroru, zwieńczoną pesymistycznym epilogiem. Książka niejednorodna i niejednowymiarowa, zbudowana z nakładanych na siebie kolejnych historii, idei, narracji, stylów jak kolejnych kręgów dantejskiego piekła. Istna Bachtinowska polifonia, w której głos samego autora będzie tylko jednym z kilkunastu (ba, nawet kilkudziesięciu!) głosów równouprawnionych do snucia swoich opowieści; a wszystkie te głosy, wszystkie te osoby dramatu żyją i umierają czasem przeszłym, jak stwierdzi w powieści jedna z nich.Jest to także, co najważniejsze, niewątpliwe opus magnum Segala, ostatni jego epicki utwór napisany po polsku, podsumowanie doświadczeń życiowych i artystycznych. Książka do tej pory a mija już prawie pięćdziesiąt lat! nieznana; co prawda kilka drobnych jej fragmentów wydał autor pod koniec życia w Izraelu jako osobne opowiadania w jidysz (a parę z nich przełożyła na polski Magdalena Ruta), lecz dopiero teraz, gdy wszystko złożone jest w całość i umieszczone w oszałamiająco szerokim kontekście, robi ona kolosalne wrażenie.- dr hab. Tomasz Chomiszczak,prof. Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie
Mój Kot składa się z dni tygodnia:poniedziałek, wschodząca pochodnia.Poniedziałek, ryzykant i śmiałek.Wtorek, amorek, różowy podwieczorek,z renesansową wizją świata,po prostu pół Kota, pół wariata.Pieśni, tańce, madrygały i balety,z Kota płyną barytony i falsety.We środę dzień swawolny i psotny,Kot jest filuterny i wielokrotny.Gimnastyka poranna, komputer, sport,na stole tenisowy kort, kursy łapania myszy
Cytaty mają szczególne znaczenie ze względu na to, że notujemy wyłącznie własne słowa, niezależnie od tego, kim jest ten, kto je napisał. To kim jest ten, to sam cytujący, ale pod inną postacią, w innej epoce, w innych okolicznościach.Oto, bez wątpienia, jedyna książka Marcela Cohena, którą zaleca się czytać, zaczynając od początku.Eric Pesty
„Jeżeli wierzyć pierwszym zdaniom powieści Juliana Stryjkowskiego (a nie ma powodu, żeby nie wierzyć), austeria starego Taga „stała na skraju miasta, przy dulibskim szlaku, wiodącym na Skole, na Karpaty, w pustkowiu prawie, daleko dość od szkoły i bóżnicy”. A może nie tak daleko, skoro z jej ganku widać było unoszącą się tuż nad miastem łunę pożaru? Tak jakby znajdowała się nie na obrzeżach, ale w środku miasta, między szkołą, rynkiem a bożnicą, przy skrzyżowaniu ruchliwych ulic. A zresztą, czy to ważne? Kto potrafi precyzyjnie wymierzyć, ile kroków i ile godzin dzieli go od katastrofy?
Przeszło sto lat temu, w pierwszych dniach Wielkiej Wojny i ostatnich dniach c.k. monarchii, owa galicyjska karczma z polsko-żydowsko-rusińskiego pogranicza, może najbardziej emblematyczna żydowska gospoda w polsko-żydowskiej literaturze, a na pewno w literaturze tworzonej już po II wojnie światowej i po Zagładzie, była pełna ludzi. «Dziś izba austerii była pełna», mówi Tag, a jego «dziś», wypowiedziane w czasie teraźniejszym – jak to w monologu wewnętrznym, który rozwija się tu i teraz, nawet gdy odnosi się do przeszłości i operuje wspomnieniem – osobliwie dźwięczy w uszach. Faktycznie, można powiedzieć, że w karczmie Taga zgromadził się cały świat. No, prawie cały. Kogóż tu nie ma? Są uciekający przed rosyjskim wojskiem i kozakami żydowscy drobnomieszczanie, rzemieślnicy i drobni kupcy, zróżnicowani pod względem obyczaju, majątku i pobożności wierni poddani starego cesarza, którego państwo właśnie przestaje istnieć. Są ich frywolne żony i dorastające córki, jest grupa chasydów ze swoim milczącym cadykiem, religijnymi żonami i gromadką dzieci, są wolnomyśliciele i przyszli rewolucjoniści, są emigranci-tułacze, którzy wiedzą, co to pogrom. Jest też kilka nieżydowskich postaci: rusińska służąca, ksiądz katolicki, węgierski żołnierz. Istna arka Noego!”
Z przedmowy Piotra Pazińskiego
Edmond Jabes – żydowski poeta i teozof piszący po francusku – urodził się w Kairze w 1912 r. Do 1967 mieszkał w Aleksandrii, mieście, którego duchowy klimat przesycony żywą tradycją filozoficznych sporów, Kabały i myśli gnostyckiej pozostawił znaczący ślad w jego twórczości. Po fali zamieszek antysemickich w 1967 r. przeniósł się na stałe do Francji. Na jego dorobek poetyki składa się kilkanaście tomów. Za najważniejsze dzieło uważana jest siedmiotomowa Księga pytań (Księga Pytań, Księga Jukiela, Powrót Księgi, Jael, Elja, Aeli, El, albo ostatnia Księga). Dzieło to jest w równej mierze medytacją nad pismem jako aktem tworzenia, jak konfrontacją literatury z jej własną utopią. Jabes jest przede wszystkim poetą poezji. Zadaje pytania samej istocie słowa. Pismo tworzy się, a zarazem samo się niszczy. Ryzykiem każdego słowa jest powrót do milczenia, z którego się rodzi. Podstawowe wątki rozważań poety to istota judaizmu („Judaizm i pismo to zawsze to samo oczekiwanie, ta sama nadzieja, ta sama zagłada”), odwieczna trwoga pisania, groza holokaustu, lęk pustyni, refleksje o początku i końcu, wreszcie relacja między słowem poetyckim a przesłaniem odczytywanym w tekstach świętych Ksiąg. W całym poetyckim dziele Jabesa jest obecny obraz Księgi Początku – Biblii; Księgi, której nie wybiera człowiek, ale która wybrała człowieka, aby mu nadać tożsamość. Jacques Derrida pisze w studium o twórczości Edmonda Jabesa: „W słowie i piśmie tylko poeta i Żyd są autochtonami”. Żyd to wieczny wygnaniec. Księga jest dla wygnańca tym, czym wszechświat dla Boga. Bóg objawia się w każdej księdze wygnania. Pisanie to błądzenie, wieczna tułaczka. Nieobecność jest w niej wołaniem, pustka – miejscem spotkania, unicestwionym słowem, które stale i od nowa rodzi słowo. Edmond Jabes zmarł w Paryżu w 1991 r. Wydawnictwo Austeria wydało cały siedmiotomowy cykl Księgi Pytań.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?