Przygotujcie się na największy show Kuby Wojewódzkiego.L'enfant terrible polskiego show biznesu.O jego medialnej osobowości powstały już prace naukowe, a typowa dla niego bezczelność stała się telewizyjną dyscypliną olimpijską.Pogromca osobowości płaskich i bez charakteru.Wyznawca zasady, że przeginanie pały to takie samo prawo obywatelskie jak udział w wyborach.Bohater kultury pop, gość z krainy próżności.Od dziecka lubił szokować, a rzeczywistość dawała mu do zabawy niezbędne gadżety i okoliczności. Chciał zostać aktorem, ale znawcy sceny prognozowali mu rolę halabardnika albo aktora grającego kroki za sceną. Został więc królem błaznów. Jego autobiografia to skarbnica błyskotliwych bon motów, genialnych ripost, ciętych komentarzy. Kronika medialnego żywota, którego intensywnością można spokojnie obdzielić kilku celebrytów, a gażą za odcinek talk show wykarmić powiat. To też opowieść człowieka zasmuconego kondycją myślenia społeczeństwa, które głowy używa głównie do potakiwania.Człowiek-kameleon, właściciel ego widocznego z kosmosu, genialny publicysta, człowiek instytucja, ojciec chrzestny i grabarz wielu karier.Kim jest Kuba Wojewódzki?Bezczelna, irytująca i bulwersująca najlepsza autobiografia celebryty.Kuba Wojewódzki. Urodził się w 1963 r. W tym samym roku utworzono Zalew Zegrzyński. Dziennikarz, aktor, pisarz praworęczny. W dzieciństwie wyglądał tak, jakby go rodzice kupili na wyprzedaży garażowej. Ma wszystkie zalety, których nie chciał oraz wady, do których się przyzwyczaił. Ironista z zawodu, prześmiewca z powołania. Jego poczucie humoru smakuje jak rosyjskie pestycydy. Specjalista od cudzych porażek. Ma tak przerośnięte ego, że w kinie zasiada na trzech miejscach jednocześnie.Pracował we wszystkich najważniejszych telewizjach, bo chciał. Nie pracował we wszystkich najważniejszych stacjach radiowych, bo nie chciał. Wybierany na różne stanowiska w różnych mediach. Posiadacz legendarnej fryzury sprawiającej wrażenie, jakby codziennie majstrował przy wysokim napięciu. Alkoholik lub jak wolą inni, całoroczny degustator. Był jurorem we wszystkich możliwych programach z jurorami. Mistrz świata w seksie przedmałżeńskim. Czasami sprawia wrażenie, jakby nie miał bezpośredniego połączenia między mózgiem a językiem. Mówi w pięciu językach, niestety nie jest w stanie porozumieć się w żadnym z nich. Jedyne ćwiczenia jakie uprawia to liczenie pieniędzy. Z zawodu kawaler. Mieszka w Warszawie.Książkę czyta Kuba Wojewódzki
Przygotujcie się na największy show Kuby Wojewódzkiego.L'enfant terrible polskiego show biznesu.O jego medialnej osobowości powstały już prace naukowe, a typowa dla niego bezczelność stała się telewizyjną dyscypliną olimpijską.Pogromca osobowości płaskich i bez charakteru.Wyznawca zasady, że przeginanie pały to takie samo prawo obywatelskie jak udział w wyborach.Bohater kultury pop, gość z krainy próżności.Od dziecka lubił szokować, a rzeczywistość dawała mu do zabawy niezbędne gadżety i okoliczności. Chciał zostać aktorem, ale znawcy sceny prognozowali mu rolę halabardnika albo aktora grającego kroki za sceną. Został więc królem błaznów. Jego autobiografia to skarbnica błyskotliwych bon motów, genialnych ripost, ciętych komentarzy. Kronika medialnego żywota, którego intensywnością można spokojnie obdzielić kilku celebrytów, a gażą za odcinek talk show wykarmić powiat. To też opowieść człowieka zasmuconego kondycją myślenia społeczeństwa, które głowy używa głównie do potakiwania.Człowiek-kameleon, właściciel ego widocznego z kosmosu, genialny publicysta, człowiek instytucja, ojciec chrzestny i grabarz wielu karier.Kim jest Kuba Wojewódzki?Bezczelna, irytująca i bulwersująca najlepsza autobiografia celebryty.Kuba Wojewódzki. Urodził się w 1963 r. W tym samym roku utworzono Zalew Zegrzyński. Dziennikarz, aktor, pisarz praworęczny. W dzieciństwie wyglądał tak, jakby go rodzice kupili na wyprzedaży garażowej. Ma wszystkie zalety, których nie chciał oraz wady, do których się przyzwyczaił. Ironista z zawodu, prześmiewca z powołania. Jego poczucie humoru smakuje jak rosyjskie pestycydy. Specjalista od cudzych porażek. Ma tak przerośnięte ego, że w kinie zasiada na trzech miejscach jednocześnie.Pracował we wszystkich najważniejszych telewizjach, bo chciał. Nie pracował we wszystkich najważniejszych stacjach radiowych, bo nie chciał. Wybierany na różne stanowiska w różnych mediach. Posiadacz legendarnej fryzury sprawiającej wrażenie, jakby codziennie majstrował przy wysokim napięciu. Alkoholik lub jak wolą inni, całoroczny degustator. Był jurorem we wszystkich możliwych programach z jurorami. Mistrz świata w seksie przedmałżeńskim. Czasami sprawia wrażenie, jakby nie miał bezpośredniego połączenia między mózgiem a językiem. Mówi w pięciu językach, niestety nie jest w stanie porozumieć się w żadnym z nich. Jedyne ćwiczenia jakie uprawia to liczenie pieniędzy. Z zawodu kawaler. Mieszka w Warszawie.
W latach 90. ubiegłego wielu światy gangsterów i ówczesnych celebrytów mieszały się ze sobą praktycznie na co dzień. Aktorzy, sportowcy, gwiazdy estrady, a nawet dziennikarze i politycy nie widzieli niczego złego w pokazywaniu się w towarzystwie znanych przestępców. Czuli się nawet w pewien sposób nobilitowani, że znają kogoś z miasta. Gdyż dzięki temu mogli choćby liczyć na odzyskanie skradzionego samochodu, zmobilizowanie do efektywnej pracy ekipy remontowej czy dostawę kokainy.Gotowe na wszystko modelki, aktorki i piosenkarki dzięki gangsterom robiły kariery, które w żaden sposób nie było proporcjonalne do ich talentu.- Lgnęli do nas tacy ludzie, że czasami sam się dziwiłem, że nie boją się kompromitacji wyznaje Sokołowski.Oto prawdziwy obraz Polski lat 90. widzianej oczyma nie tylko Masy.Opowiadamy też o innych ówczesnych celebrytach z przestępczego świata, których pseudonimy i nazwiska stale gościły wówczas na pierwszych stronach gazet, byli powszechnie rozpoznawalni.
Zmarnowana kariera jednego z największych talentów w historii polskiej piłki
Wielki talent.
Rekordowy transfer.
Nałóg, który zniszczył wszystko.
Świetny występ w młodzieżowych mistrzostwach świata w Kanadzie w 2007 roku pokazał, jak wielki drzemie w nim talent. Stawiano go w jednym szeregu z Sergio Agüero, chciały go u siebie Inter i Atlético, ale za rekordowe 4,2 miliony euro trafił do CSKA Moskwa. Stolica Rosji miała być trampoliną do wielkiej kariery Dawida Janczyka. Okazała się przekleństwem, które zapoczątkowało jego upadek…
"Moja spowiedź" to rozliczenie się z przeszłością jednego z największych talentów w historii polskiego futbolu. To opowieść o samotności, niewłaściwym towarzystwie, wizytach w najlepszych nocnych klubach, łatwych pieniądzach, braku cierpliwości. I o nałogu, który może rozpocząć się od jednego drinka.
Miał wszystko, by zostać drugim Lewandowskim. Dziś już nawet nie odcina kuponów od dawnej sławy. Walczy o powrót do normalnego życia.
Nie pierwsza i nie ostatnia autobiografia upadłego piłkarza, ale inna niż wszystkie, bo jakże świeża. Ta kariera wciąż powinna trwać, a Dawid Janczyk wraz z dawnymi kolegami właśnie powinien tłumaczyć się z nieudanych mistrzostw świata. Tymczasem gdzieś w zapomnieniu próbuje poskładać swoje życie na nowo, nie ma co ukrywać – bez specjalnego powodzenia. Interesujący obraz zagrożeń czyhających na piłkarzy w XXI wieku.
Krzysztof Stanowski, Weszło!
Biografię Dawida Janczyka przeczytałem jednym tchem i... do tej pory tego tchu nie mogę złapać. Bo to przerażająca, ale i w jakimś sensie fascynująca historia, dowód na to, jak szybko można ze szczytu spaść na dno. Przeczytajcie koniecznie. Ku przestrodze. Jedna z najlepszych pozycji okołosportowych na polskim rynku od lat.
Piotr Koźmiński, „Super Express”
Książka, którą trzymacie w rękach, jest zaprzeczeniem lektur czytanych dla przyjemności, dla zdobycia wiedzy czy poznania kilku zabawnych anegdot. To nie znaczy, że jest niepotrzebna. Wchodzi pod skórę, swędzi i boli. Młody piłkarzu, przeczytaj ją i potraktuj jako przewodnik - czego nie wolno ci zrobić, gdy pewne rzeczy na boisku przyjdą za łatwo i za szybko.
Tomasz Smokowski
Przerażający obraz samotnego człowieka, któremu wszyscy chcieli pomóc i który akceptował jedynie „pomoc” butelki i niewłaściwych ludzi. Wiedziałem, że z Dawidem jest źle, ale nie, że aż tak…
Tomasz Ćwiąkała, Eleven Sports
Wtedy w Kanadzie myślałem, że kto jak kto, ale Dawid jest skazany na sukces, że osiągnie naprawdę bardzo wiele. Alkohol to straszny nałóg. Bardzo mi żal Dawida, bo stracił nie tylko piłkę, ale i całe życie. Bo to piłka była jego życiem. On kochał grać.
Bartosz Białkowski
Nie oceniałem jego obrazków, były taką samą częścią mojej codzienności jak meble w mieszkaniu, firanki w oknach czy kolor ścian. Jednak słuchając mimochodem tego, co ojciec mówił o różnych wydarzeniach czy faktach artystycznych, zacząłem orientować się, jak ważne jest rozróżnianie tego, co brzydkie, a co ładne. Nie potrafię powiedzieć, czy wieloletnie obcowanie ze sztuką, którą tworzył, ukształtowało mój gust, ale z całą pewnością pozwoliło mi docenić to, co robił. Jakby na przekór oficjalnie dominującej szarzyźnie i braku fantazji tamtych lat, jego obrazy uderzały feerią kolorów i śmiałością ich zestawiania. Mam to szczęście, że mimo dość lekceważącego podejścia Kazimierza Manna do archiwizacji swoich prac, udało mi się część z nich uratować i wszystko, co wisi u nas na ścianach, to właśnie jego dzieła. Kim był? [fragment książki] Kazimierz Mann (1910–1975) był artystą, lwowiakiem, więźniem stalinowskiego więzienia, bywalcem SPATiF-u, synem, mężem, ojcem. Ze wspomnień jego syna Wojciecha wyłania się postać człowieka niezależnego, zbuntowanego wobec peerelowskiej rzeczywistości, żyjącego po swojemu, ale zawsze na pierwszym miejscu stawiającego najbliższych. Artysta to wzruszająca i zabawna opowieść nie tylko o niezwykłym człowieku, jego talencie i poruszających wyobraźnię dziełach, ale także o sile pamięci i rodzinnych więzi.
Autor wspomnień, jako nastoletni chłopak, mieszkając przy słynnym warszawskim bazarze Kercelego, poznał środowisko tamtejszych handlarzy, cwaniaków, ale też ludzi ciężkiej pracy. Tak jak całe społeczeństwo, w 1939 roku stanęli oni w obliczu wojny. Specyfika środowiska, przejawiająca się pewną brawurą, ale też jasnymi zasadami przyjaźni i współdziałania, w czasie wojny nie zniknęła, zmieniły się tylko warunki już nie bazar, ale granica getta stała się najważniejszym terenem działania. Sam Bernard Konrad Świerczyński ocalił życie co najmniej kilkunastu osobom. W 1972 roku został uhonorowany medalem Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata.
Przyszła pora by ruszyć w świat i porzucić swój dach po to, aby uchwycić to, co mam przed oczami, kraj tak bliski, że żadne jego sekretne miejsca nie są mi znane , o sieci wiejskich dróg otwartych na tajemnicę, zanurzonych w głębokiej ciszy, cudownie pustych.Tutaj nikt wam nie mówi jak się macie zachowywać, co myśleć ani nawet jaki obrać kierunek.2014. To był ciężki rok. Spadłem z dachu, na którym robiłem z siebie błazna. Upadłem na krawędź nocy, rozbiłem się na Ziemi. Wystarczyło 8 metrów, żebym połamał żebra, kręgi, czaszkę. Upadłem na stos kości. Długo żałowałem tego upadku, ponieważ do tej pory dysponowałam fizyczną maszyną, która pozwalała mi żyć na pełnej petardzie. Dla mnie godna egzystencja przypominała tablice rozdzielcze syberyjskich ciężarówek: wszystkie wskaźniki bezpieczeństwa palą się na czerwono, ale maszyna pruje dalej. Wspaniałe zdrowie? Prowadzi do upadku, przez dziesięć metrów przybyło mi pięćdziesiąt lat. W szpitalu wszyscy się do mnie uśmiechali. Francuski system opieki zdrowotnej ma tę cudowną cechę, że nikt nie czyni cię odpowiedzialnym za to, co się stało. Nikt mi niczego nie wypominał, po prostu mnie ratowano. Medycyna na najwyższym poziomie, troska pielęgniarek, miłość moich najbliższych, czytanie Villona-punka to wszystko mnie ocaliło. Drzewo za oknem wdmuchiwało mi swoją wibrującą radość i cztery miesiące później byłem już na zewnątrz, koślawy, obolały, z cudzą krwią w żyłach, ze zniekształconą czaszką, porażonym brzuchem, zagojonymi płucami, kręgosłupem poskręcanym śrubami, zdeformowaną twarzą. Życie już mniej swingowało. Powinienem teraz okazać się wierny mojej przysiędze z nocy boleści. Uwięziony na wąskim łóżku głośno sobie powiedziałem: Jeśli z tego wyjdę, przejdę Francję na piechotę. Widziałem siebie na kamienistych, dzikich ścieżkach! Pragnąłem wędrować po ukrytych dróżkach, okolonych żywopłotami, po darni z jeżyn i śladach kolein otaczających porzucone wsie. Daleko od głównych dróg istnieje Francja ukryta w cieniu, chroniona przed zgiełkiem, której oszczędzone zostało planowe zagospodarowanie, niszczące każdą tajemnicę. Ciche wsie, jarzębina i przestraszona sowa. Mógłbym wymienić dziesiątki powodów wędrowania po wsi. Na przykład ten, że spędziłem dwadzieścia lat na podróżowaniu między Ułan Bator a Valparaiso, a jest absurdem poznawanie Samarkandy, gdy istnieje Indre-et-Loire. Ale prawdziwy powód tej ucieczki na wieś trzymałem schowany w formie zwitka papieru na dnie mojej torby.Wędrując piechotą przez Francję, między kwietniem a listopadem 2015 r. Sylvain Tesson poznaje kraj dziki, dziwny i nieodkryty. Ta wędrówka jest też dla niego okazją do ponownego wejrzenia w głąb siebie po strasznym wypadku, który o mało nie zakończył jego życia w kwietniu 2014 r. I oto widzimy go wędrującego ścieżkami, którymi prawie nikt więcej nie chodzi, przez rozległe, zapomniane tereny, które cudownie uniknęły ataku urbanizmu i technologii, za to pod jego piórem jawią się przepełnione namiętnym, niespokojnym i fascynującym życiem.
Reportaż wojenny z wnętrza kobiecego świata
On był ciągle w drodze, w centrum krwawych wydarzeń. Spotykał się z wojskowymi dowódcami, mordercami i lokalnymi watażkami. Kolekcjonował pamiątki od nich, a po powrocie do kraju otrzymywał dziennikarskie nagrody.
Ona – ciągle w domu; skulona pod kuchenką, we wnęce szafy, w łazience. Tu spotykała się z tymi samymi dowódcami, mordercami i lokalnymi watażkami. Kolekcjonowała w sobie lęki i wyobrażenia śmierci męża, a po jego powrocie – obrazy tortur i gwałtów.
Jej mąż był najsłynniejszym polskim korespondentem wojennym, ale to u niej zdiagnozowano zespół stresu bojowego, z którego leczyła się w klinice. Grażyna i Wojciech Jagielscy – razem przeżyli 53 wojny. Najtrudniejsza okazała się ta ostatnia, rozegrana między nimi. Jej opis, sporządzony przez Grażynę Jagielską, to jedna z najbardziej sugestywnych i poruszających w polskiej literaturze relacji z pogrążania się w chorobie psychicznej i stopniowego z niej wychodzenia.
Inspirując się książką, Ewa Bukowska nakręciła film 53 wojny z niezwykłą rolą Magdaleny Popławskiej.
Autobiografia Krzysztofa Pomiana (ur. 1934 w Warszawie), historyka idei i filozofa kultury, jednego z najwybitniejszych postaci w polskiej i europejskiej Rpublique des Lettres.Od ""wściekłych"" października 1956, Leszka Kołakowskiego i Uniwersytetu Warszawskiego, poprzez rok 1968, intelektualny Paryż ostatnich dekad XX wieku, Gallimarda, ""Le Dbat"", Kota Jeleńskiego, ""Kulturę"" Jerzego Giedroycia, Solidarność, Einaudiego, Wenecję, aż po przełom roku 1989, Europę, jej narody i muzea...Przyjaźń zawsze odgrywała istotną rolę w moim życiu i postrzeganiu samego siebie. Nie widzę siebie bez najbliższej rodziny i bez rodziny z wyboru: przyjaciół i przyjaciółek. Kilka przyjaźni zachowałem z dzieciństwa przez wszystkie późniejsze lata. Inne nawarstwiały się stopniowo z biegiem czasu. Każdej wiele zawdzięczam. Ale szczególnie dużo zawdzięczam tym nielicznym osobistościom, które stały się dla mnie nauczycielami i wzorami. Mistrzami. Również one weszły przeważnie do kręgu przyjaciół, choć zazwyczaj z zachowaniem dystansu narzuconego ich wiekiem i pozycją.Ta książka jest o przyjaciołach i mistrzach ale nie tylko. Mówię też o wydarzeniach i przedsięwzięciach, w jakich uczestniczyłem, oraz o niektórych wybitnie ważnych lekturach. Tym sposobem opowiadam o sobie, nie wprost jednak, lecz pokazując własne życie rozszczepione niejako przez pryzmat konfrontacji z innymi osobami. Jest więc ta książka odmianą autobiografii autobiografią zapośredniczoną.
Polscy żeglarze uznają tę książkę za kultową.
Autor opowiada w niej o polskich statkach, na których pełnił służbę, ciekawych rejsach, marynarskim życiu. To zbiór 37 świetnie napisanych morskich opowieści, rozśmieszających i wzruszających, o wytrawnych wilkach morskich, wspaniałych romantykach, dla których morza, statki i podróże stanowiły sens i treść życia.
Przede wszystkim jednak książka ta jest poświęcona słynnemu kapitanowi żeglugi wielkiej Mamertowi Stankiewiczowi, który był dla autora niedoścignionym wzorem, mentorem i nauczycielem. W pamięci marynarzy pozostał jako doskonały nawigator i człowiek wielkiej klasy, a także przełożony, który nigdy nie zadrasnął ich godności osobistej.
Znaczy Kapitan, jest jedną z najchętniej czytanych polskich książek.
Znalazł się w wykazie tytułów „Kanonu na koniec wieków” dziennika Rzeczpospolita.
Czyta Adam Szyszkowski
Autobiografia jednego z najoryginalniejszych twórców światowego kina, autora takich arcydzieł jak Nie oglądaj się teraz, Walkabout czy Człowiek, który spadł na ziemię. Roeg to reżyser z pasją burzący porządek klasycznej narracji, mistrz montażu, wybitny stylista. Nurkując z kamerą w głąb ukrytych obsesji, dręczących wspomnień, niezaleczonych zbiorowych i jednostkowych traum czy seksualnych fantazji ów alchemik kina zniósł na ekranie podział na przeszłość i teraźniejszość, dowiódł, że kino jest kapsułą czasu. Przez lata zmagał się z odrzuceniem i niezrozumieniem, był cenzurowany i zmuszany do rezygnacji z pracy nad niektórymi projektami; konsekwentnie jednak podążał drogą outsidera. Jego filmy długo funkcjonowały poza kanonem i zostały zbyt późno docenione, dziś jednak cieszą się statusem kultowych jako zachwycające wizualnie, wciągające, prowokacyjne baśnie dla dorosłych. W spisanej z perspektywy czasu autobiografii dawne dramaty stają się anegdotami i wspaniale podkreślają urok tej osobistej opowieści o życiu, kinie, stylu i czasach, w których filmy wciąż jeszcze smakowały rewolucją.Książka ukazała się we współpracy ze Stowarzyszeniem Nowe Horyzonty z okazji retrospektywy Nicolasa Roega zorganizowanej podczas 18. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Nowe Horyzonty we Wrocławiu.
Stanisław Kuczkowski w książce „Dzieciństwo - Młodość” wspomina Stasia Kuczkowskiego i Staszka Kuczkowskiego. Ich świat – czy też swój widziany ich oczami: swoją przeszłość, a ich teraźniejszość. Świat w oczach kilku- i kilkunastoletniego dziecka oraz młodego człowieka, studenta Politechniki Warszawskiej. Na początku wyolbrzymiony i jeszcze w proporcjach, które z wiekiem się zmniejszają, ale też dużo intensywniejszy – bo dzięki delikatnej skórze i bezbronnemu umysłowi doznania są intensywniejsze, a dzięki cechom młodzieńczego charakteru jeszcze nieprzefiltrowane przez rozmaite izmy. Z czasem ten świat się rozszerza i doznań jest więcej – również tych bolesnych.
Książka jest podzielona na dwie części – „Dzieciństwo” oraz „Młodość” – i gromadzi wspomnienia wydobyte z pamięci, czasami wyblakłe, czasami niewyraźne, oprawione w ramki listów i notatek.
Pierwsze wydanie bez skreśleń i cenzury.
Ostatnia część kultowej trylogii Stanisława Grzesiuka. Pisana pod koniec życia Autora, świadomego jak niewiele czasu mu zostało.
Opowieść, bez której nie sposób zrozumieć barda warszawskiej ulicy. Przewrotny Los chciał zepchnąć go na margines życia, ale on do końca pozostał jego królem.
Stanisław Grzesiuk, pisząc tę książkę, wiedział, że umiera i nie ma już czasu. Wszystkie fragmenty, które wskazywano mu do poprawy, usuwał. Miał pomysły na nowe książki… miał umówione kolejne spotkania z czytelnikami…
Po latach tekst porównano z rękopisem i przywrócono fragmenty usunięte przez Autora i wydawcę przy pierwszej publikacji. Dopiero dziś poznajemy najbardziej osobistą książkę Stanisława Grzesiuka.
Stanisław Grzesiuk (1918–1963) – pisarz, pieśniarz, zwany bardem Czerniakowa. Urodzony w Małkowie koło Chełma. Od drugiego roku życia mieszkał w Warszawie, gdzie spędził dzieciństwo i młodość. W trakcie okupacji aresztowany i wysłany na roboty przymusowe do Niemiec, następnie do obozów koncentracyjnych. W lipcu 1945 roku wrócił do kraju; leczył się na gruźlicę płuc, która była konsekwencją pobytu w obozie. Autor autobiograficznej trylogii "Boso, ale w ostrogach", "Pięć lat kacetu", "Na marginesie życia". Pochowany na cmentarzu wojskowym na Powązkach. Obok Stefana Wiecheckiego zaliczany do grona najbardziej zasłużonych twórców kultury warszawskiej ulicy.
„Przygotowany przez Katarzynę Sonnenberg zbiór tekstów pióra trzech czołowych prozaików japońskich okresów Meiji i Taishó, a mianowicie Moriego Ogaia, Natsumego Sósekiego i Nagaia Kafu, został pomyślany jako kompendium umożliwiające bezpośrednie wniknięcie w sferę ich zagranicznych kontaktów intelektualnych, doświadczeń i bezpośrednich obserwacji Zachodu. Teksty te prezentują literackie reminiscencje z podróży pisane z perspektywy przeszłych doświadczeń, przemyślanych i zreinterpretowanych już na gruncie japońskim w warunkach wyrazistego uświadomienia sobie nadal utrzymującego się wówczas dystansu i kontrastów między oboma światami. Jednakowoż były to już czasy, kiedy właśnie sama praktyka pisarska wszystkich trzech twórców zdołała je znacznie do siebie przybliżyć. Wybrane do analizy fragmenty spuścizny literackiej kryją w sobie zauważalne bogactwo spostrzeżeń, nie tylko literackich, ale także społecznych, kulturowych i obyczajowych. Dowodzą niewątpliwej erudycji i entuzjazmu poznawczego autorów, którzy potrafili niezwykle głęboko wniknąć w treść, język i styl literatury Zachodu".
Z recenzji prof. Romualda Huszczy
Po chwili z lewej strony wynurza się dzwonnica. Uderzano w dzwon na tej wieży, kiedy tarcze z żelaza i metalowe hełmy migotały jak fale jesiennych upałów, zwiastując, że wróg nadciąga z daleka. Uderzano weń także, kiedy w czarną, bezgwiezdną noc więzień uciekinier wypatrywał odstępu między wartownikami kroczącymi po obwarowaniach, by umknąć przed światłem rzucanym przez odwrócone pochodnie i zniknąć w mroku. I kiedy hardy lud sprzeciwiał się rządom króla i niczym mrowie napierał na Tower z wrzaskiem i jazgotem, uderzano w ten dzwon na wieży. Uderzano weń zawsze w sytuacji zagrożenia. Czasem uderzano gorączkowo, czasem uderzano zapamiętale. Uderzano także, gdy pojawiał się tu protoplasta rodu i zostawał stracony. Uderzano i wtedy, gdy przybywał człowiek święty i ponosił śmierć. Co stało się z tym dzwonem, który niezliczone razy rozbrzmiewał w oszronione poranki, w śnieżne wieczory, w deszczowe dni i wietrzne noce?
(Natsume Sóseki, Londyńska Tower)
900 dni przygotowań, 30 000 kilometrów, 3 sztuki, 3 cele artystyczne, 7 śmiałków
Sztuka jest jak dzika przyroda: nieprzewidywalna, nie zna granic i stanowi nieskończone źródło inspiracji
12 lutego 2017 roku rozpoczął się pierwszy w historii artystyczny rejs polskich twórców do Antarktyki - Trzy Sztuki w Antarktyce. To bezprecedensowe przedsięwzięcie w polskiej kulturze, sztuce i świecie mediów było na bieżąco transmitowane na antenie Programu Trzeciego Polskiego Radia. Uczestnicy, między innymi muzyk Adam Nowak, dziennikarz Paweł Drozd oraz fotograf i pomysłodawca wyprawy Bartosz Stróżyński, postawili przed sobą kilka bardzo ambitnych celów artystycznych. Filarami projektu były film, muzyka i fotografia. W trakcie wyprawy zrealizowano pierwszy w historii koncert polskiego artysty w Antarktyce, powstał film dokumentalny oraz wystawa fotografii, które autor prezentuje także w tej książce.
Publikacja stanowi nie tylko syntezę działań artystycznych, ale także przedstawia kulisy przedsięwzięcia od momentu powstania idei przez kilkuletni bagaż doświadczeń autora prowadzących do spełniania artystyczno-podróżniczego marzenia. Zanim myśl o wyprawie przerodziła się w projekt, a projekt w ekscytującą przygodę i misję artystyczną, musiało upłynąć sporo wody i kilka lat przygotowań, zbierania ekipy, poszukiwania sprzętu i sponsorów. Książka to także, a może przede wszystkim, historia uczestniczących w wyprawie ludzi, ich osobiste doświadczenia, wzloty i upadki, sukcesy i porażki. Autor dzieli się z czytelnikami wspomnieniami, słowami i obrazami. Nawet uczestnicy rejsu mogą być zaskoczeni niektórymi fragmentami tej książki!
Wyprawa Trzy Sztuki w Antarktyce miała wpłynąć na ludzi niecodziennymi, trochę ekstrawaganckimi działaniami artystycznymi i przy ich okazji skierować uwagę odbiorców na Antarktykę, zostawić w nich jej ślad i energię tego miejsca. Jeśli choć najdrobniejsze ziarenko, cokolwiek, co jest związane z Antarktyką, zostało zasiane w ludzkich duszach, to najważniejszy cel wyprawy został osiągnięty.
Bartosz Stróżyński - pochodzi z Wołowa, na stałe osiadł w Poznaniu. Z wykształcenia finansista, z powołania fotograf i filmowiec podwodny, kompozytor, autor tekstów, producent projektów multimedialnych. Autor książki AntArktyka. Podwodne zauroczenie wydanej przez National Geographic w 2014 roku. Pomysłodawca i producent przedsięwzięcia Trzy Sztuki w Antarktyce.
Nagradzany w wielu prestiżowych konkursach fotograficznych, między innymi w International Photography Awards, Por el Planeta Competition, GDT European Wildlife Photographer of the Year oraz Wielkim Konkursie Fotograficznym "National Geographic". Uczestnik licznych wypraw fotograficznych, między innymi Elysium - Shackleton's Antarctic Visual Epic.
Zafascynowany Arktyką i Antarktyką. Specjalizuje się w fotografii zimowej, fotografii wodnych ssaków, fotografii podwodnej gadów i fotografii podwodnej rzek. Autor artykułów o nurkowaniu i fotografii podwodnej publikowanych w kraju i za granicą. Jego prace pojawiają się w wielu prestiżowych magazynach, między innymi w "National Geographic", miesięczniku fotograficznym "Foto", "Scuba Diver Through the Lens", "Scuba Diving Magazine", "X-Ray Mag", "Sport Diver".
www.fimufo.com
Jak być rękami i nogami Jezusa dla świata wokół nas?
Każdy chrześcijanin jest powołany do głoszenia Ewangelii, jednak często nie wiemy, jak to robić jak swobodnie dzielić się naszą wiarą z innymi ludźmi, tak by i oni mogli poznać i pokochać Jezusa Chrystusa.
Nick Vujicic jeden z najsłynniejszych światowych ewangelizatorów doskonale rozumie trudności, których doświadczają ludzie pragnący głosić Dobrą Nowinę. Przekonuje jednak, że każdy z nas może znaleźć sposób ewangelizacji pasujący do naszej osobowości i sytuacji życiowej. W swojej najnowszej książce Nick dzieli się wieloma praktycznymi wskazówkami i pomysłami, podpowiadając, jak dzielić się Ewangelią słowem i czynem w świecie, który tak bardzo potrzebuje Bożej miłości.
Nick stawia sprawę jasno: Skoro Bóg może uczynić swymi rękami i nogami człowieka bez kończyn, to z pewnością może posłużyć się każdym ochoczym sercem!. A zatem do dzieła!
Brytyjczyk Jerry Moffatt – legenda wspinaczki lat 80. Niepokorny, ambitny, niedający za wygraną mistrz skały i zawodnik. W wieku 17 lat, po latach niepowodzeń w szkole, wybrał własny sposób na życie. Stawiając wszystko na jedną kartę, dopiął swego – zapisał się na kartach historii wspinaczki nie tylko brytyjskiej, ale też światowej. Książka Jerry’ego pt.: Revelations, której tytuł nawiązuje wprost do słynnej wśród wspinaczy drogi Revelations (8a+) w Raven Tor, opowiada o robieniu cyfry, wygrywaniu zawodów, pracy nad sobą, podnoszeniu poprzeczki i łamaniu zasad grawitacji. O ambicji i spełnianiu marzeń. O trudnych początkach, z kredą krawiecką zamiast magnezji. O skórze spalonej słońcem i białych podkolanówkach z koniecznie dwoma paskami. O sukcesach. I wreszcie o schodzeniu ze sceny. Przeczytacie w niej też o treningu, diecie i systematycznej pracy nad tym, by zostać najlepszym wspinaczem w historii.
Bohaterowie tej opowieści są bohaterami prawdziwymi, tak jak prawdziwą była rodzina Herzogów [czytaj: hercogów], w której przyszli na świat: Franek, nazywany w domu Kika, i młodszy od niego o trzy lata Staszek, o przezwisku Siupajdana. Młodszy od Staszka o dwa lata Stefek, którego nazywano Maćkiem, i najmłodszy – Józek, zwany Organistą. Czterej bracia, ale też czterej „chorzy na Polskę” młodzi legioniści, którzy stali się symbolem rodzinnego zaangażowania w walkę o niepodległość Ojczyzny.
„Miałam wspaniałych braci” – wspomina Helenka, ich siostra, której barwna opowieść pozwala poznać bliżej tych, którzy wierzyli, że „chcieć to móc” i nie wahali się oddać własnego życia, byleby tylko móc przywrócić je tej, którą tak bardzo kochali.
Jeden Bóg na niebie wie, jak powstałej w końcu 1918 r. Eskadrze Kościuszkowskiej udało się przez lata II RP przetrwać ze swoją tradycją. Inne lotnicze jednostki traciły je nadzwyczaj szybko. Jednak dzięki podkreślającej braterstwo broni odznace i sławie walczących o Polskę amerykańskich lotników, tradycja ta doczekała momentu, gdy ponownie zagościła w sercach i zapisała się na kartach historii. Dzięki młodzieńczej fantazji i uporowi Mirosława Fericia, naprzykrzającego się umęczonym walką kolegom, jednostka stworzyła unikatowy dokument, z którego w dużej mierze korzystał pierwszy i najbardziej znany piewca wielkości 303 Dywizjonu Myśliwskiego, Arkady Fiedler. Z tego przechowywanego w Londynie źródła przez dziesięciolecia, aż po dziś, nie wyłączając autorów tej pozycji, czerpano i nadal czerpie się natchnienie do pisania książek, artykułów, tworzenia filmów i animacji, by odkrywać losy lotników Dywizjonu 303.Książka, która trafia do ręki czytelnika, to opowieść o pilotach rozsławionych przez Arkadego Fiedlera: Witoldzie Urbanowiczu, Janie Zumbachu, Josefie Frantiku... I ich następcach: Bolesławie Gładychu, Eugeniuszu Horbaczewskim, Władysławie Śliwińskim... Ale także o połamanych przez sojuszników życiorysach lotników, którzy po wojnie musieli podjąć dramatyczną w swoim wyborze decyzję: wracać do wymęczonego wojną i okupowanego przez Sowietów kraju, czy zostać emigracyjnym tułaczem. Lotnicy częściej niż żołnierze innych formacji stawiali na emigrację, bo nie mieli gdzie wracać, gdy ich ukochane miasta i wsie znalazły się poza granicami Polski; bo zdawali sobie sprawę z wszechogarniającego codzienne życie komunistycznego terroru. Ci, którzy ostatecznie znaleźli się nad Wisłą, stawali przed kolejnymi dylematami: postawić na konformizm i sprzedawać kolegów za garść reglamentowanych przywilejów, czy zachować twarz, by dla ideałów narażać na represje siebie i rodzinę.Jednostka miała też szczęście do ludzi, którzy w niej służyli, a później zapisali się w historii nie tylko lotnictwa, i nie tylko Polski. Ta książka jest też o nich, o ludziach rzadko kojarzonych z kościuszkowskimi kosami byli wśród nich i Ludomił Rayski, i Roman Czerniawski, i Merian Cooper, i Stanisław Latwis, i Janusz Meissner, i Bohdan Arct, i Artur Horowicz. Marsza lotników odgrywanego podczas lotniczych uroczystości zawdzięczamy lotnikom Kościuszkowskiej Eskadry. Najdroższy polski przedwojenny film opowiada właśnie ich historię. Kinową legendę o King Kongu, która co rusz odkrywana jest w coraz to nowszych wersjach, wymyślił i zrealizował walczący w jej szeregach lotnik. Zagorzałą dyskusję na temat polskiego przemysłu lotniczego przed wojną rozpoczyna się od nazwiska byłego kościuszkowca. Sukces inwazji na Normandię, która umożliwiła zakończenie wojny w Europie, jest w dużej mierze zasługą lotnika związanego z tą jednostką. Gdy czytelnik zachwyca się grafikami w dziełach pisarzy lub poetów, rzadko kojarzy, że wyszły one spod ręki lotnika służącego w Dywizjonie 303.Te wszystkie nici zmierzające do kłębka z napisem kościuszkowska legenda znaleźć można w książce God save the 303 Squadron!. Główną osią narracji książki jest bowiem podążanie autorów za rodzącą się, i wciąż darzoną niebywałą miłością Polaków, sławą kolejnych wcieleń Kościuszkowskiej Eskadry. Jest odsłonięciem potencjału, którego w dzisiejszych czasach nie powinniśmy lekceważyć, ani tym bardziej zmarnować. Ignorowanie siły legendy już raz obróciło się przeciwko Polakom, gdy partia Britain First wykorzystała symbol 303 w kampanii wymierzonej także w naszych rodaków.
Zofia Kozłowska-Budkowa (1893-1986), jedna z największych indywidualności polskiej mediewistyki XX w., przez ponad siedemdziesiąt lat związana z Uniwersytetem Jagiellońskim i Zakładem Nauk Pomocniczych Historii (od 1954 r., jako profesor), uczennica Stanisława Krzyżanowskiego, Franciszka Bujaka i Władysława Semkowicza, wybitna specjalistka w zakresie średniowiecznej dyplomatyki, paleografii oraz dziejopisarstwa ze szczególnym uwzględnieniem rocznikarstwa, pionierka nowoczesnych studiów nad historią Uniwersytetu Krakowskiego i elit intelektualnych, autorka należących do kanonu polskiej historiografii opracowań (Repertorjum polskich dokumentów doby piastowskiej, 1937) i edycji źródłowych (Najdawniejsze roczniki krakowskie i kalendarz, 1978).Wspomnienia z lat 1893-1923 to ostatnia większa praca Uczonej, przygotowana w postaci maszynopisu w roku jej dziewięćdziesiątych urodzin. Odtworzone w niej pierwsze trzydzieści lat życia Zofii Kozłowskiej uczennicy, a następnie słuchaczki Uniwersytetu Jagiellońskiego składają się na fascynującą panoramę epoki przełomu stuleci, pierwszego światowego konfliktu zbrojnego i odzyskania przez Polskę niepodległości. Autorka, będąca nie tylko obserwatorem, ale także uczestnikiem wielu opisywanych wydarzeń, sumiennie, a przy tym niezwykle barwnie, ocaliła we Wspomnieniach obraz dawnej codzienności, czasu lat dziecinnych spędzonych w ziemiańskich dworach, nauki w szkołach Kielc i Rygi, dojrzewania, spotkań z Ignacym Paderewskim i Henrykiem Sienkiewiczem, wreszcie fascynacji polityką i Uniwersytetem
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?