Najbardziej bezpośrednie formy nekroprzemocy wymierzone są w martwe ciała. Zbyt często umarli stają się obiektem nekropolityki, która nie ogranicza się jak pisał przed laty Foucault do prawa skazywania na śmierć i zezwalania na życie czy skazywania na życie i zezwalania na śmierć, lecz obejmuje swoim zasięgiem również zwłoki. Decyduje o ich istnieniu w sferze publicznej albo nadaje im status politycznego odpadu. Jednak nekroprzemoc to także mniej uchwytne, choć nie mniej powszechne nadużycia symboliczne. Literatura i sztuka dostarczają niezliczonych tego przykładów. Autorki i autorzy zgromadzonych tu tekstów na rozmaite sposoby pytają o obszary panowania nekroprzemocy. Odpowiedzi, jakich udzielają, pokazują, że nasze (jeszcze żywych) kontakty z nimi (już umarłymi) rzadko są bezinteresowne.
Sokrates jest figurą paradoksalną. Od dwóch i pół tysiąca lat prowokuje do nieustającego ruchu myśl kolejnych pokoleń filozofów. Napisano o nim więcej niż o jakimkolwiek innym filozofie. Jednocześnie nadal pozostaje postacią bardzo tajemniczą, taką, o której możemy powiedzieć wszystko i nic.
Perspektywa autora sytuuje się gdzieś „pomiędzy” licznymi dotychczasowymi obrazami Sokratesa. Ukazuje go jako filozofa mieniącego się pełnią barw. Jako przepełnionego wolą mocy „nietzscheańskiego” zawadiakę, który wypełnia antyczną maksymę melete thanatou. Jest po części mędrcem, po części błaznem, mistagogiem, postacią iście tragiczną, wielkim ironistą, prawdziwym wychowawcą, trochę sofistą i retorycznym blefiarzem, a trochę chutliwym satyrem i logosowym chuliganem, krążącym pomiędzy życiem i śmiercią.
Wbrew wielu dotychczasowym próbom Sokratesa nie warto za wszelką cenę rozgrzeszać. Wygładzając powierzchnię i tuszując pęknięcia marmurowego posągu, którym stał się przez wieki, często odbiera się mu to, co najcenniejsze. Kastruje z pasji, która w Platońskim Sokratesie nieraz wręcz buzuje. Dlaczego odzieramy go z tego, co arcyludzkie?
Drobiazgowe i najpełniejsze kalendarium życia Franza Kafki, obejmujące najbliższe środowisko pisarza - rodzinę, przyjaciół - genezę twórczości, karierę zawodową, podróże oraz najważniejsze dla Kafki wydarzenia kulturalne i polityczne. Stach streszcza także wszystkie listy i wpisy do pamiętnika, które przybliżają relacje Kafki, pokazują zadziwiające paralele, sprzeczności i powiązania.
Książka zawiera nigdy i nigdzie przedtem niepublikowane opowiadania Stanisławy Przybyszewskiej (1901-1935), od roku 1921 aż do śmierci związanej z Wolnym Miastem Gdańskiem, którego, jak potwierdzają ustalenia biograficzne, niemal w ogóle nie opuszczała, poświęcając się pracy literackiej. Podstawę wydania stanowią rękopisy i powstałe za życia pisarki maszynopisy, przechowywane w Archiwum Polskiej Akademii Nauk. Zbiór ma na celu przywrócenie pamięci o zamieszkałej w międzywojennym, niemieckojęzycznym Gdańsku wybitnej polskojęzycznej pisarce, stanowiąc kontynuację projektu wydania drukiem wszystkich jej niepublikowanych dzieł, w ramach którego ukazały się Cyrograf na własnej skórze i inne opowiadania (2015), Asymptoty (2018) i Twórczość Gerarda Gasztowta (2019).
Zbiór esejów, w których punktem odniesienia jest tożsamość literacka Brunona Schulza, rozumiana nie jako ciągłość pamięci, lecz jako migotliwa i nigdy niedokończona gra między stylem, wyobraźnią i egzystencją pisarza.
Morze wyrzuciło nam Bonifacia na brzeg niczym prezent. Mimo że brzmi to jak baśń, zdarzyło się naprawdę, czyniąc z włoskiego imigranta pierwszego donatora Biblioteki Gdańskiej. Trudno uwierzyć, że mimo kolejnych wojen, pożarów i zmian władzy księgozbiór Biblioteki Gdańskiej trwa od 1596 roku, wciąż służąc czytelnikom, [] to dobro wspólne i prawdziwy powód do dumy wszystkich gdańszczanek i gdańszczan. Gromadzonych przez wieki zbiorów dziś nie dałoby się kupić za żadne pieniądze, w żadnym antykwariacie świata. Przy ulicy Wałowej mieszka wiedza o przeszłości naszej i naszego miasta, bez niej nie bylibyśmy sobą. A i myśl o przyszłości napawałaby większym lękiem. Niech Biblioteka Gdańska trwa bezpiecznie i pomnaża księgozbiór dla tych, którzy przyjdą po nas.Aleksandra DulkiewiczTo niezwykle trudne zadanie wybrać dziesięć obiektów bibliotecznych spośród ponad miliona pozycji inwentarzowych zgromadzonych w Bibliotece Gdańskiej. Jakie przyjąć kryteria, czy kierować się unikatowością, czy walorem artystycznym, a może wartością dla nauki? Wyłonione obiekty wydają się spełniać wszystkie te wymogi z nawiązką są spektakularne pod każdym względem. Zadziwiają artyzmem wykonania, stanowią unikalne źródła do badań i odzwierciedlają stan wiedzy minionych epok, ale przede wszystkim mają gdańską proweniencję i dotyczą samego miasta.Zofia Tylewska-OstrowskaJeżeli bibliotekarze rzeczywiście są wielką rodziną przez chwilę w to uwierzymy dziećmi mistrza Bonifacia, tajnym stowarzyszeniem z Kodu da Vinci, to strzegą właśnie tego miejsca: magazynu. Czerwonego budynku z rzędami na wpół ślepych okien. Z zewnątrz wygląda niepozornie. Przypomina fabryczny skład lub spichlerz. [] Ten dom to ceglana skorupa. W środku nie ma murowanych ścian ani stropów. Zamiast nich tkwi ruszt. Siedmiopiętrowy żelazny regał z wąskimi schodami prowadzącymi na kolejne poziomy z kilometrami blaszanych półek. [] Można odnieść wrażenie, że znajdujemy się na statku, wewnątrz kadłuba. Frachtowiec Bonifacia wciąż płynie. Drży pod stopami.Marcin Wicha
Autor analizuje rolę Gdańska w historycznym, mentalnym i politycznym dyskursie polsko-niemieckim, a także bada przeszłość Gdańska i jego ponadregionalne znaczenie historyczne. Gdańsk w książce Loewa ukazany został jako miejsce ścierania się wpływów dwóch narodów. Dramatyzm jego dziejów oraz zakorzenienie w literaturze światowej czy we współczesnej ikonografii politycznej wciąż przyczyniają się do tworzenia nowych impulsów mitotwórczych.
Jak myśleć o życiu i śmierci, o utracie i nadziei w postapokaliptycznym i posttraumatycznym świecie? Jak nie tracąc z oczu globalnych i planetarnych wyzwań „naszego dzisiaj”, móc myśleć także o materialnych, konkretnych, usytuowanych, wręcz intymnych szczegółach i związkach, w które wchodzi życie w swoich jednostkowych przejawach i formach? Jak tworzyć odpowiedzialne relacje ze światem, jak o nim opowiadać i myśleć? Jak myśleć o człowieku inaczej niż przez pryzmat autonomiczności, samowystarczalności, atomizacji czy jednostkowości? Jak pomyśleć człowieka jako „bycie ze świata”, uchwycić ruch antropo-de-centralizacji, immanentnej relacyjności, sieci współzależności? Na te pytania autorka próbuje odpowiadać współ-myśląc z tekstami współczesnych myślicielek posthumanizmu przede wszystkim Karen Barad, Rosi Braidotti, Vinciane Despret, Natalie Jeremijenko, Erin Manning i Michaela Mardera.
Narracje naukowe, filozoficzne czy interwencje artystyczne opowiadają nam o świecie i mogą to czynić na różne sposoby. Eseje z tego zbioru są próbą wypracowania teorii, konceptualizacji, wizji, utopii czy opowieści o świecie, które rozpoznając specyfikę „naszego dzisiaj”, eksperymentują z myśleniem o „naszym jutrze” (czasem podważając sam linearny obraz czasu) i zmierzają ku praktykom zmiany codziennego etosu.
Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „Narodowy Program Rozwoju Humanistyki” w latach 2016–2019.
Książka „Cmentarze przy Wielkiej Alei w Gdańsku. 1867 – 1945” przedstawia dzieje rozległego założenia cmentarnego, które powstało u schyłku lat 60. XIX stulecia w rejonie Wielkiej Alei czyli obecnej alei Zwycięstwa. Historia cmentarzy została przedstawiona na szerokim tle kultury funeralnej Gdańska w XIX w. Dzieje tych obiektów bezpowrotnie zniszczonych po II wojnie światowej zasługują na uwagę z powodu powiązania z historią miasta, jego rozwoju przestrzennego, poza tym przybliżają różnorodne zjawiska związane z historią społeczną, mentalnością i obyczajowością w XIX wieku.
---
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu jedna z najbardziej ruchliwych arterii współczesnego Gdańska otoczona była cmentarzami. Dziś pozostałości po nich dostrzec potrafi jedynie wprawne oko badacza: pojedyncze płyty nagrobne skryte pod gęstymi zwojami bluszczu, tu i ówdzie zachowany bieg cmentarnych alejek czy układ drzew posadzonych wzdłuż ogrodzenia nekropolii.
Anna Krüger rusza tropem zaginionych gdańskich cmentarzy i pieczołowicie rekonstruuje kulturę funeralną drugiej połowy XIX i pierwszej połowy XX wieku. Autorka nie tylko kreśli dzieje największego założenia cmentarnego w mieście, wskazując ślady nieistniejących już miejsc pochówku dawnych gdańszczan, ale także przybliża czytelnikom ówczesne obyczaje związane z przeżywaniem śmierci i żałoby: z uwagą czyta rozporządzenia dotyczące konserwacji i przechowywania zwłok, śledzi losy pracowników cmentarnych, wertuje katalogi firm kamieniarskich, przegląda dawne czasopisma w poszukiwaniu nekrologów, a także opisuje trendy w modzie żałobnej. Ta książka to studium miasta oglądanego zza cmentarnej bramy – za którą najważniejsze problemy i podziały społeczne, etniczne oraz religijne wcale nie tracą na znaczeniu, a wręcz przeciwnie, stają się nieraz jeszcze bardziej uderzające.
Jeśli to prawda, że recepcja szkolna stanowi margines marginesu, szary koniec historii literatury, to jest to margines nader szeroki, a historia wciąż pozostaje nienapisana. By objąć ten obszar, literaturoznawczyni musi wejść trochę po omacku i na własne ryzyko na pole historii, nauk społecznych i politycznych oraz dydaktyki. A nie bardzo jest się na kim wzorować. Zaledwie paru polskich autorów doczekało się monografii recepcji szkolnej. Schulz w kanonie jest zatem próbą nakreślenia własnej teorii badań nad recepcją i wcielenia jej w życie. Choć Katarzyna Warska skupia się na recepcji Schulza, nieuchronnie pisze historię polskiej powojennej polonistyki szkolnej i dalej: kreśli obraz byłej i obecnej rzeczywistości szkolnej i pozaszkolnej społecznej i kulturalnej. Tytułowy kanon daje pisarzowi uprzywilejowaną pozycję w historii literatury, ale też go upolitycznia. Sprawia, że jego dzieło staje się w rękach władzy narzędziem przemocy symbolicznej wobec uczniów. Siła opresji ma dwa kierunki: lektury szkolne zastygają jak magma i zaczynają funkcjonować pars pro toto jako swoje kanoniczne odczytania. Ale szkolny Schulz ma też zalety. Otwiera szkołę na Innego: na Żyda, którego los stał się symbolem, na nienormatywnego seksualnie, z czym nawet jego wielcy zwolennicy nie zawsze umieli się pogodzić, na nieśmiałego i wycofanego, wbrew powszechnym szkolnym nakazom bycia silnym i najlepszym w rywalizacji, na prowincjusza, którego nigdy nie uwiodła metropolia, a który uwodzi świat, a w końcu na nauczyciela, który cierpiał katusze z powodu wykonywania tego zawodu, ale dla wielu swych uczniów był mistrzem i życiowym drogowskazem.
W Filozofii sztuki (1865) Hippolyte Taine bada w sposób całościowy historię sztuki europejskiej na przestrzeni wieków. Filozofia sztuki nie jest jednak pracą wpisującą się w obszar krytyki sztuki, ale szeroko pojętej estetyki, a więc służyć ma rozpoznaniu, zrozumieniu i odkryciu zasad wartościowania Piękna. Zastosowana w tym celu metoda krytyczna i historyczna zakłada, że doskonałe, czyli mimetyczne dzieło sztuki nie jest wynikiem zbiegu przypadkowych okoliczności, czy nagłym przebłyskiem geniuszu, ale efektem ściśle określonych warunków. Analiza tych warunków, która prowadzić ma do zrozumienia dzieł sztuki i dostarczyć narzędzi ich hierarchizacji, jest głównym tematem tej pracy.
W roku 1945 Gdańsk stał się nowym miastem w podwójnym znaczeniu. Przestrzeń miejska została w znacznym stopniu zniszczona, a nowi osadnicy zastąpili starych mieszkańców. Z kolei rok 1970 ujawnił poważny kryzys miasta portowego – młodzi stoczniowcy i inni gdańszczanie byli rozgoryczeni problemami gospodarki niedoboru i niezrealizowaną obietnicą stabilizacji. Między tymi latami rozpościera się rozległa panorama życia codziennego w Gdańsku. Autor książki analizuje metody kształtowania społeczeństwa, takie jak tropienie sabotażu, mobilizacje wyborcze, dyscyplinowanie młodzieży i próby kontroli życia prywatnego. Prezentuje również warunki życia gdańszczan – przymusowy kwaterunek i jego skutki, problemy z zaopatrzeniem, nierównomierny rozwój miasta portowego oraz ścieranie się obyczaju miejskiego z wiejskim. Na podstawie licznych archiwaliów, listów, rozmów, prasy i powieści powstał barwny obraz życia w wyjątkowym miejscu, jakim był powojenny Gdańsk.
W drugim wydaniu dodany został nowy rozdział o powojennej integracji Trójmiasta.
„Niebezpieczeństwa onanizmu” Jacques’a Louisa Doussina-Dubreuila to – jak sam tytuł wskazuje – zatrważająca opowieść o zgubnych skutkach nałogu, który od niepamiętnych czasów wyniszcza nasze społeczeństwa.
Praca wydana po raz pierwszy w 1825 roku przytacza liczne świadectwa spisane przez nadobnych młodzieńców, którzy powierzają uczonemu doktorowi sekretne szczegóły swoich niecnych praktyk oraz przerażające spustoszenia, jakie zwyczaj ten poczynił w ich życiu psychicznym i fizycznym. Powołując się na najuczeńszych mężów, od starożytnych po współczesnych, autor wyjaśnia, jak wykrywać onanistów, jak czuwać nad ich cnotą i jakie kuracje im aplikować. Opowiada też, jak wielką pomocą służy w tych zabiegach religia. Nade wszystko zaś przytacza niezliczone przykłady straszliwych dolegliwości, jakie wynikają z nałogu masturbacji – nałogu wiodącego wprost ku śmierci.
Czytelnicy szlachetni i czuli! Wy, których ucho nigdy nie posłyszało ani słowa swawolnego, ani sprośnej frazy, miejcie odwagę mię wysłuchać! Miłość przypomina Marsa, w boju potrzeba osiłków. Wdzięk, dowcip i talenty się przydają, ale tylko moc miłość spełnić zdoła. Przeto wypełniając obowiązki gorliwego medyka, ku chwale Ojczyzny i Miłości za pióro chwytam, by najbardziej odpowiednie środki dla pobudzenia miłosnych wyczynów wykazać. Nie zamierzam zachęcać do rozpusty i libertyństwa. Odsłaniam sekrety sztuki wyłącznie dla wspomożenia zmrożonych mężów i małżonek wzdychających próżno w małżeńskim łożu. Ze wszystkich środków wywołujących miłosne podniecenie najskuteczniejszym jest biczyk zatem skutkom jego zażywania główną część mego dzieła poświęcam.
Człowieka od zwierzęcia odróżnia to, że pije, nie czując pragnienia, i uprawia miłość w każdym czasie. 27 kwietnia 1784 roku Beaumarchais wyjawił tę fizjologiczną prawdę osłupiałej publiczności w teatrze, chcąc jedynie błysnąć dowcipnym aforyzmem w swym olśniewającym Weselu Figara. Do dziś nic się nie zmieniło i nie zmieni się dopóty, dopóki świat będzie istniał.
„Podejmuje on wieczny temat, który dotyka samych trzewi ludzkości. Przedstawiony tak, jak go pojmuje doktor Jules Guyot, który z niezwykłą zręcznością pióra jasno ukazał doświadczalną stronę miłości, stanowi prawdziwy podręcznik małżeński".
Doprawdy wstyd, Czytelniku, że od kiedy pierdzieć począłeś, nie wiesz nawet, jak to robisz i jak to robić powinieneś. Sprawa ta, analizowana przeze mnie rzetelnie, dotąd zaniedbana była wielce nie dlatego, że niegodna uwagi, ale z powodów innych: zdawało się bowiem, iż żadnej metodzie nie podlega, i nowych w tej materii nie poczyniono odkryć. To błąd. Znacznie bardziej, niż zwykliśmy mniemać, potrzebna jest wiedza, po co pierdzimy. Pryncypia owej sztuki przedkładam przeto zainteresowanym. Sztuka pierdzenia ukazała się we Francji w roku 1751. Szybko zdobyła ogromną popularność, a jej najbardziej rubaszne ustępy czytano na salonach po spożyciu ostatniego dania wystawnej kolacji. Lektura dzieła, wzbudziwszy śmiech, ułatwiała trawienie. Dziś jego przenikliwość docenią nie tylko amatorzy owej pożytecznej sztuki, ale i wszyscy, którzy lubią podróżować po krainie absurdu.
Książka Henriego Lewiego to jak dotąd jedyna napisana i opublikowana w języku francuskim monografia twórczości literackiej Brunona Schulza. Proza Schulza została tu określona jako w dwojakim sensie biała. Po pierwsze dlatego, że przemilcza dramat osobistych losów pisarza, po drugie, bo przemilcza dramat jego rodziny, polskich Żydów i całej ówczesnej Polski. Zarówno życie osobiste, jak i rzeczywistość lat trzydziestych są dla Schulza źródłem cierpienia. Wstydliwy sekret utworów Schulza powiada Lewi to jego epoka. Związany z nią, wymazuje ją, wymazując przy tym samego siebie. Za chwilę zaś autor studium pyta: Jak można oddzielić ten indywidualny los, chorobę i śmierć ojca, od choroby i śmierci zbiorowej?. A jednak, jak twierdzi Lewi, w nieco głębszej warstwie utworów Schulza można rozpoznać marzenie mesjańskie, które nadaje im charakter religijny i eschatologiczny. Najważniejsze mity biblijne, którymi karmi się ta proza, to przecież mity zbiorowego zbawienia przez ważne dla tradycji żydowskiej charyzmatyczne osobowości: Józefa i Mojżesza. Wobec tych bohaterów, tak jak wobec samych Żydów, postawa Schulza jest ambiwalentna zarazem ironiczna i pełna nadziei.
Najbardziej poruszająca książka ostatniego czasu. Autobiografia redaktora naczelnego magazynu Elle. Jean-Dominique Bauby w wyniku wylewu doznał paraliżu całego ciała. Jego oknem na świat stała się lewa powieka, którą wymrugał opowieść o cierpieniu, samotności, miłości i śmierci. Tworzenie książki stało się walką o istnienie. Poczucie humoru, ironia i dystans wobec otaczającego świata i własnych przeżyć spowodowały, że jego opowieść jest wzruszającą afirmacją życia. Jean-Dominique Bauby zmarł nagle, trzy dni przed ukazaniem się Skafandra i motyla. Książka rozeszła się we Francji w nakładzie 800 000 egzemplarzy, przełożono ją na kilkadziesiąt języków.
Światłocienie zła to filozoficzne świadectwo obecności zła – „epifanii zła” – w naszym świecie. Autor rozważa „światłocienie zła” biorąc sobie za przewodników takich autorów jak Heidegger, Schelling, Nietzsche, Ricoeur, Arendt, Bauman, Lévinas i – czego nie da się ukryć – niżej podpisany. Poprzez interpretację ich tekstów prowadzi nas w środek dziejowego „jądra ciemności”. Podejmuje zadanie hermeneutyczne, przynależnie do „sztuki rozumienia” znaczeń i sensów językowych – chce zrozumieć rozumienie zła prezentowane przez współczesną myśl filozoficzną. Praca jest więc pracą o „epifanii zła”, a ponadto jest pracą o „hermeneutyce zła” – pracą wpisującą się w historię samej hermeneutyki.
Józef Tischner
Jest to książka o tym, w jaki sposób dzieła sztuki czy – szerzej – wytwory kultury wizualnej brały udział w walce ideowej, ideologicznej, a nawet wprost politycznej w Wolnym Mieście Gdańsku. Z jednej strony walkę tę prowadzono na froncie polsko-niemieckiego sporu o narodową tożsamość, a w konsekwencji państwową przynależność Gdańska, z drugiej – na froncie wewnątrzniemieckiego sporu tradycjonalistów z modernistami. Autora interesują w tym kontekście nie tylko obrazy malarskie czy graficzne, rzeźba i architektura, ale także pocztówki i znaczki pocztowe, banknoty, numizmaty, odznaki, druki urzędowe, plakaty, fotografie prasowe, ilustracje w książkach i czasopismach, wreszcie – co w Gdańsku szczególnie ważne – konserwacja i restauracja zabytków. Przypatruje się również tym dziedzinom, które nie wytwarzają wizualnych przedmiotów, ale konstruują ich interpretacje, a więc: historiografii, krytyce, popularyzacji. Całość poprzedza obszerny prolog, który ukazuje prehistorię gdańskiej walki obrazów – od przejęcia miasta przez państwo pruskie w końcu XVIII wieku aż po powstanie Wolnego Miasta Gdańska
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?