Książki o różnych religiach: chrześcijaństwo, islam, judaizm, historia religii i teologia, księgi kanoniczne i teksty święcone, religie Dalekiego Wschodu, religie pierwotne i starożytne, sekty, sanktuaria i cmentarze. Praktyczne przewodniki odnośnie wiary, kazania dla dzieci. Ksiązki o Maryi, o świętych, pisma święte nowego i starego testamentu, ewangelie, śpiewniki - zapraszamy.
Zanurz się w odczuciach autorki, prawdziwych opowieściach które przybliżą Ci sposób myślenia, nakazy i zakazy tej religii. Od codziennego życia, przez kwestie doktrynalne po intymne Marta maluje obraz Świadków Jehowy w sposób precyzyjny, poruszający i angażujący czytelnika.Marta Paw wychowała się w rodzinie Świadków Jehowy od pokoleń, odeszła z organizacji w wieku 33 lat. Niezależna, optymistka, zamknęła ten rozdział życia silniejsza mimo braku kontaktu z rodziną. Na co dzień pracuje w międzynarodowym koncernie na stanowisku managerskim, przygotowuje doktorat, a w wolnym czasie podróżuje i pisze.
Zasób zachowanych listów Matki Magdaleny Mortęskiej jest niewielki. Byłoby jednak wielką szkodą nie przyjrzeć się im wcale, skoro w liście osobowość nadawcy odbija się w sposób mocniejszy niż w jakiejkolwiek innej formie literackiej. Być może zatem nawet tych kilka niewielkich, izolowanych listów, które nie mogą się złożyć ani na jakąś historię zewnętrzną, ani na dzieje wewnętrzne autorki kryje w sobie jakąś prawdę o piszącej. Matka Magdalena Mortęska jako pierwsza w Polsce kobieta prowadziła systematyczną działalność wydawniczą. Zachęcała do tłumaczenia starochrześcijańskiej i współczesnej literatury ascetycznej, łożąc na wydanie tych przekładów. Opierając duchowość zakonną na pracy intelektu, uformowała w tym duchu polskie mniszki benedyktyńskie, dzięki czemu także i szkoła klasztorna stała się miejscem nie tylko wychowania, ale i wykształcenia. U współczesnych cieszyła się wielkim autorytetem zarówno ze względu na pobożność i dzieło reformy, jak i z powodu nieprzeciętnego intelektu i zmysłu prawnego.Magdalena Mortęska OSB (1554 - 1631) - polska zakonnica ze zgromadzenia Mniszek Zakonu św. Benedykta (benedyktynek) klasztoru benedyktynek w Chełmnie, mistyczka i założycielka Kongregacji chełmińskiej, autorka dzieł religijnych oraz Służebnica Boża Kościoła katolickiego.
Na ogół wstęp do książki pisze ktoś znany, ważny, uczony lub mądry a najlepiej, żeby miał wszystkie te przymioty. Taki autor na ogół podnosi wartość dzieła. Na szczęście wywiadowi z o. Leonem Knabitem, który sam w sobie jest człowiekiem wielkiej wartości, żaden ważny ani szczególnie wybitny człowiek nie musi dodawać prestiżu. Z tego powodu mogę napisać wstęp, choć zawodowo robię rzeczy bardzo odległe od pisania wprowadzeń do mądrych książek.Kiedy tylko zacząłem w miarę świadomie spoglądać na świat, okazało się że jednym z moich bliskich jest dziwna postać w czarnym ubraniu z kapturem, którą nazywano mnichem albo benedyktynem z Tyńca. Dość szybko też zorientowałem się, że jest on dość dziwny, bo ma dwa imiona: moja Babcia, którą wtedy szanowałem najbardziej na świecie, a nawet zdecydowanie chciałem się z nią żenić, mówiła do niego zdrobniale: „Stefanku”, mimo że był najwyższy w rodzinie. Traktowała go też jak syna i kochała chyba na równi ze mną, z czym z trudem się godziłem. Inne osoby, nie z rodziny, częściej mówiły o nim: „ojciec Leon”. Wtedy już rozumiałem, że to brat Mamusi i jest moim Wujkiem. Przez dłuższy czas natomiast nie bardzo wiedziałem, dlaczego, skoro mam swojego Tatusia Zbysia, to brat Mamusi, wujek Stefanek, to także ojciec i do tego Leon.
Magdalena Mortęska urodziła się w roku 1554 jako córka senatora stanów pruskich Melchiora Mortęskiego i Elżbiety Kostczanki. Już jako dziecko postanowiła poświęcić się Bogu. W tym stuleciu klasztory były w takim upadku i pogardzie, że kiedy oznajmiła swój zamiar, jeden z dworzan jej ojca wykrzyknął oburzony: „Prędzej niech ja złą śmiercią zginę, niż byś wasza miłość, tak zacnego będąc rodu, zakonnicą być miała!” (…)Z domowej jeszcze pobożności ksieni Magdalena wyniosła kult Męki Pańskiej, o której w klasztorze napisała rozmyślania i której tematyka często wracała w jej rozmowach i konferencjach. W tej tajemnicy stale przebywała myślą modlitewną, ona też była dla niej motywacją do ubóstwa, do unikania ludzkiej chwały, itd. Ta motywacja okazała się skuteczna i czynna przez całą długość życia ksieni Magdaleny. Jej tęsknota do umiłowanego Pana karmiła się szczególnie chętnie epizodem obietnicy udzielonej na krzyżu „Dobremu Łotrowi”: Dziś ze mną będziesz w raju (Łk 23,43). Mówiąc kiedyś o tym ? jak wspomina zakonnica notująca jej nauki ? „przydała i to: że mi się zda, jakoby się obejrzał i skłoniuł łaskawie i z dziwną miłością. Co to za dziś tak szczęśliwe? ? i oto jeszcze w tym żywocie przypuszcza mię do raju serca swego Boskiego…” (Małgorzata Borkowska OSB)Magdalena Mortęska zrozumiała, że śmierć Chrystusa, właśnie dlatego że została przyjęta z posłuszeństwa i miłości, staje się drogą ku pełni chwały. Cierpienie i męka Chrystusa chronologicznie trwały niewiele godzin, ale Magdalena rozumie, że jest to kulminacyjny moment ziemskiego życia Jezusa. Za każdym razem, kiedy sprawuje się Eucharystię i sprawuje się zwłaszcza sakrament pojednania, głosi się sens i owoc tego cierpienia.Czytając rozmyślania, czujemy jakby Magdalena nie chciała pogodzić się z faktem pewnego ograniczenia naszej „biblijnej” wiedzy o Jezusie. Korzysta z apokryfów, przekazów świętych, prawdopodobnie znała listy św. Katarzyny Sieneńskiej, które w przekładzie polskim nie były jeszcze opublikowane, także biografie św. Katarzyny, zna też apokryfy bliżej nieokreślone, gdzie jest mowa o zemdleniu Matki Bożej pod krzyżem oraz o ilości razów, które spadły na Chrystusa. (…)
Ewangeliczna przypowieść o talentach wraca na myśl w klasztorze. Poza klasztorem łatwo nią się posłużyć na opak: czy życie zakonne nie jest oczywistym zakopaniem talentu? Na szczęście, odpowiedź nasuwa się od razu, wskazując na św. Benedykta ? a w Polsce matkę Mortęską.Magdalenę przygotowywały do jej misji wielkie zdolności umysłu, logicznego już z natury, a kształtowanego w młodości przez lekturę ówczesnych autorów jezuickich. Nadto miała w sobie wielką gorliwość i konsekwencję w dążeniu do raz obranego celu. Głosiła i reprezentowała pobożność konsekwentną i aktywną, wymagającą stałej uwagi i stałej pracy wewnętrznej, wedle znanego powiedzenia, przypisywanego św. Ignacemu Loyoli, że należy pracować tak, jakby wszystko zależało od naszej pracy, a modlić się tak, jakby wszystko zależało od łaski Bożej. Opierając życie zakonne na wierności złożonym ślubom, starła się przede wszystkim o to, żeby mniszki dobrze rozumiały, co ślubują ? i jeśli się na ślubowanie decydują, to żeby resztę życia spędziły, chwila po chwili, na realizowaniu tego, do czego się zobowiązały...
Jedną z najświętszych w klasztorze benedyktyńskim praktyk jest lectio divina ? modlitewne czytanie słowa Bożego. Określam ją w taki lakoniczny sposób, jednak ciężar i potencjał lectio są niezmierzone. Wyobraźmy sobie, że mamy okazję porozmawiać z kimś niezwykle potężnym. Jak w takiej sytuacji będziemy się zachowywać? Oczywiście chcielibyśmy „z pokorą i szacunkiem”. A jeśli naszym rozmówcą jest sam Bóg? Co wtedy?W praktyce wiemy, że różnie bywa. Czasem mamy dużo sił i ochoty, jesteśmy otwarci i pojętni, czytanie Pisma Świętego cieszy nas jak nic innego na świecie, daje dużo światła i pokoju. Obok tych, nielicznych przecież, chwil bardzo często naszym udziałem jest zgoła odmienny stan. W najlepszym przypadku jest zwyczajnie ? bez uniesień, ale i bez trudu, po prostu czytamy i mniej więcej rozumiemy, co Autor miał na myśli; ale bywają i chwile, w których jest nam naprawdę trudno wytrwać nad otwartą Księgą i wszystko w nas krzyczy, że powinniśmy ją zamknąć i wreszcie zrobić coś konkretnego. Czasem przysypiamy, bądź to, co właśnie przeczytaliśmy, budzi nasz głęboki sprzeciw.Wszystkie te sytuacje są normalne. Żyjemy w świecie i jesteśmy podatni na jego falowanie. Nasze emocje i pragnienia też czasem dają się mu ponieść, daleko od brzegu, którym jest Bóg. Cóż mamy czynić? Po prostu czytać. Orygenes radził, że bez względu na wszystko nie wolno zaniechać lektury Pisma, bo my czasem go nie pojmujemy, ale złe duchy wobec Bożego słowa pierzchają w popłochu. Biblia przemienia nas, sprawia, że serce ludzkie dojrzewa i otwiera się jak kwiat. Ten proces ukryty jest przed naszymi oczami.
Oddajemy w ręce Drogich Czytelników tomik homilii okolicznościowych o. Włodzimierza Zatorskiego OSB, doświadczonego kaznodziei i rekolekcjonisty. Autor za pomocą kazań opisuje jak bardzo sakramenty i liturgia są uobecnieniem Boga oraz Jego działania na ziemi. Przypomina w ten sposób teologiczne pojęcie łaski, bo to właśnie przez nią człowiek może mieć swój udział w nadprzyrodzonym życiu Trójcy. I tak realizuje się powołanie człowieka do wieczności. Całość przekazu można by wyrazić sentencją: „Miłość karmi się obecnością”, bo przez sakramenty Bóg, który jest miłością (por. J 4,8), pragnie być obecny w życiu ziemskim człowieka od jego narodzin po śmierć. Liturgiści powiedzieliby od chrztu do pogrzebu. Adresatami homilii są Adam i Ewa. To tylko pozornie fikcyjne imiona, gdyż pod nimi kryją się konkretni ludzie znani Autorowi. Czytelnikom daje to szansę odnaleźć cząstkę siebie w nich, wstawić w miejsce ich imion własne. Nawiązanie do pierwszych rodziców z Księgi Rodzaju każe myśleć o początku, o źródle, o podstawach, a przede wszystkim o tym, co zgodne z zamiarami Stwórcy. Homilie ojca Włodzimierza to zbiór cennych porad życiowych i wyjaśnień niektórych prawd wiary. Mogą być przydatne do modlitewnych rozmyślań. Kaznodziejom pomogą przy układaniu dobrych homilii.
Żyjemy dzisiaj niewątpliwie w czasach wielkich przemian. Z jednej strony załamują się tradycyjne więzi ? poczynając od rodziny poprzez lokalne społeczności, aż do poczucia przynależności narodowej i patriotyzmu. Coraz częściej neguje się i odrzuca klasyczne europejskie wartości, które mają swój rodowód w Biblii i chrześcijaństwie oraz w kulturze antycznej greckiej i rzymskiej. Stopniowo narasta poczucie chaosu. Z drugiej jednak strony następuje proces jednoczenia się Europy. Znikają granice, a z nimi, mamy nadzieję, znikną wzajemne niechęci. Budzi się jednak niepokój, że narody utracą swoją własną oryginalność. Europa i Europejczycy potrzebują nowej tożsamości. Wokół czego? Czy tylko wokół ekonomicznych interesów? Jaka ma być ta jedność? Przy takich pytaniach warto sięgnąć do źródeł, początków tworzenia się kultury europejskiej. Tutaj odnajdujemy Regułę św. Benedykta jako jeden z podstawowych tekstów. Została ona napisana w momencie, gdy upadała kultura antyczna, powstawało ogólne zamieszanie, z którego miał się zrodzić późniejszy nowy porządek. W wymiarze duchowym i kulturowym w dużym stopniu budowali go mnisi (w tym czasie byli nimi właściwie benedyktyni) swoją wiedzą, pracą i duchem.
Zewsząd słychać dziś głosy mówiące o kryzysie Kościoła i teologii. Wydaje się, że nic nie jest już pewne i trwałe. Wszystko poddaje się pod dyskusję i opatruje znakiem zapytania. Z drugiej jednak strony, właśnie głębia tego kryzysu rodzi w nas największe nadzieje, ponieważ zmusza nas do postawienia najbardziej podstawowego pytania: co jest fundamentem i istotą naszej wiary? Przecież nie idea czy zasada, a już na pewno nie struktury społeczne i kościelne. Fundamentem i istotą naszej wiary jest Imię, Osoba: Jezus Chrystus. Punktem wyjścia i ośrodkiem kryzysu jest zatem — nie od dzisiaj — pytanie: za kogo uważacie Chrystusa?Tezie, że współczesny kryzys jest ostatecznie kryzysem chrystologicznym, tylko pozornie można przeciwstawić pogląd, że Osoba Jezusa z Nazaretu budzi obecnie coraz większe zainteresowanie. Jezus z Nazaretu stał się znowu, niemal z dnia na dzień, postacią nadzwyczaj aktualną. Świadczą o tym nowe nurty i ruchy religijne, jak również powieści i wszelkiego rodzaju książki, które popularyzują informacje na temat rzeczywistych i rzekomych wyników badań nad Jego życiem i Osobą, a które znajdują się na księgarskich listach bestsellerów. Dyskusja wykracza daleko poza obszar Kościołów i ich teologii; oprócz teologów wszystkich wyznań chrześcijańskich uczestniczą w niej również autorzy żydowscy i marksistowscy. Interesują się nią przede wszystkim ci, którzy reprezentują stanowisko: Jezus — tak, Kościół — nie! Stąd w centrum ich zainteresowań znajduje się nie Chrystus, wyznawany przez Kościoły jako odwieczny Syn Boży, który stał się człowiekiem, aby nas zbawić przez swoją śmierć, lecz człowiek, Jezus z Nazaretu i — jak to się często dziś mówi — Jego „sprawa”. Fascynuje nie kościelna wiara w Jezusa, lecz wiara samego Jezusa, Jego bezgraniczne zaufanie wobec Boga i bezwarunkowe działanie na rzecz człowieka. Ośrodkiem zainteresowania jest nie zmartwychwstały Pan, lecz Jezus, który jest naszym Bratem, jak Go dziś nazywają głównie żydowscy teologowie i filozofowie religii. Krótko mówiąc: na płaszczyźnie opinii publicznej miejsce klasycznej chrystologii w dużym stopniu zajęła dziś „jezusologia”. Rozróżnienie pomiędzy tradycyjną chrystologią i współczesną „jezusologią” stanowi zarazem cechę odróżniającą nastawienie kościelno?strukturalne i konserwatywne od zaangażowanego społecznie i progresywnego.
Śmierć i zmartwychwstanie w świetle Pisma Świętego i w życiu Kościoła.W książce między innymi:1) Przygotowanie starotestamentowe2) Zmartwychwstanie Jezusa3) Płótna w pustym grobowcu4) Zjawienia Zmartwychwstałego5) Eucharystia z zmartwychwstanie
50 świętych patronek wybranych do modlitewnika łączy to, że w szczególny sposób są kojarzone z codziennymikobiecymi troskami i zadaniami. O ich pomoc od wieków proszą kobiety z całego świata,zachęcone licznymi świadectwami skuteczności ich orędownictwa w najtrudniejszych życiowychsprawach. Za ich wstawiennictwem dokonują się uzdrowienia i nawrócenia. Są wspomożycielkami wsprawach trudnych i beznadziejnych, opiekunkami najsłabszych i tych, którzy szczególnie potrzebująpomocy. Nieustannie modlą się w intencji kobiet będących ofiarami różnych form przemocy, niesprawiedliwościi dyskryminacji. Ich życiorysy stanowią jednak przede wszystkim inspirację do pięknegożycia. Święte patronki wspierają w pierwszych chwilach macierzyństwa, pokazują sposoby na szczęściew małżeństwie, pomagają wychowywać dzieci mądrze i z miłością. Uczą rozwiązywania konfliktóww rodzinie, odważnego świadczenia o miłosierdziu Boga i ofiarnej służby na rzecz drugiego człowieka.Umiłowane przez Boga to piękny zbiór modlitw o wstawiennictwo wyjątkowych świętych kobietKościoła katolickiego, połączony z krótkimi biografiami każdej z nich. To porywająca lektura duchowa,która może stanowić dla współczesnych kobiet wsparcie na co dzień, jak i w szczególnych potrzebach.
Tom drugi koncentruje się na specyfice obserwacji, interpretacji i percepcji katolickich misjonarzy i świeckich katolików, którzy zetknęli się z buddyzmem tybetańskim nurtu gelug-pa.
Książka ks. Nadbrzeżnego potwierdza, iż filozofowanie w kontekście teologii może być pasjonujące. Kryje w sobie odpowiedź na pytanie: czy kategoria zbawienia jest uwodzicielska? Ułuda świadomie nie stwarza więzi, nigdy nie osiąga poziomu trwałych zobowiązań. Tymczasem z treści książki wyłania się koncepcja zbawienia jako realnej i głębokiej więzi. U Tillicha przyjmuje ono postać więzi metafizycznej z Nowym Bytem, u Schillebeeckxa urzeczywistnia się w świecie odpowiedzialnych relacji międzyludzkich.
ks. dr hab. Joachim Piecuch, prof. UO
Autor książki przezwycięża soteriologiczny dualizm, odrzuca zarówno ateistyczne, jak i wyłącznie transcendentne soteriologie. Świetnie pokazuje, jak w myśleniu Tillicha i Schillebeeckxa rozgrywa się subtelna gra, w której to, co ludzkie, i to, co ostatecznie boskie, spotykają się ze sobą, a przynajmniej mogą się spotkać tu i teraz, w życiu indywidualnym i zbiorowym.
dr hab. Krzysztof Mech, prof. UJ
ks. Antoni Nadbrzeżny – prezbiter archidiecezji lubelskiej, doktor habilitowany teologii, profesor nadzwyczajny na Wydziale Teologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, doktor filozofii. Studiował teologię i filologię niderlandzką na KUL-u oraz filozofię na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. Rozprawę doktorską z filozofii zatytułowaną Egzystencjalna soteriologia Paula Tillicha i Edwarda Schillebeeckxa napisał pod kierunkiem prof. dr. hab. Karola Tarnowskiego. Jego zainteresowania naukowe dotyczą współczesnej niderlandzkiej i flamandzkiej myśli teologicznej, filozoficznej i religijnej.
Stosunkowo niewielka objętościowo książka prof. Wolnego-Zmorzyńskiego wręcz eksploduje treścią tyleż gęstą, co budzącą emocje; treścią prowokującą, ale w pozytywnym sensie, wyznaczanym przez upór i konsekwencję badacza w sprawdzaniu, dowodzeniu postawionych hipotez [...]. Kazimierz Wolny-Zmorzyński dokonał wyjątkowo metodycznej, komplementarnej wiwisekcji tekstów Nowego Testamentu, biografii jego ""autorów"", języka, kontekstów historycznych - wszystko w sposób przemyślany, uporządkowany pod kątem ""ekscentrycznej"" hipotezy, którą przedstawił na początku tym m.in.zdaniem: ""Ewangelii Nowego Testamentu nie traktuję jako dzieła literackiego, ale jako dzieło dokumentarne, w którym czytelnik znajduje prawdziwe szczegóły z życia Jezusa Chrystusa, dowiaduje się także dzięki nim o zwyczajach i mentalności ludzi początków nowej ery"". Czy prof. Wolny-Zmorzyński nie jest nadinterpretatorem? Gwarantuję, że tak nie jest, stanowi [...] jego rozciągająca się na kilka dekad praca naukowa jako czołowego polskiego genologa dziennikarskiego i badacza reportażu.- z recenzji prof.dr.hab.Andrzeja Kaliszewskiego UJ
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?