Felietony Wojciecha Tomczyka są przenikliwe i zarazem ostre jak brzytwa. Nieważne, czy tekst dotyczy dramatu Becketta, Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni czy popularnych w latach 90. konkursów audiotele — za każdym razem jest doskonałą anegdotą, polemiką czy ironicznym komentarzem do polskiej rzeczywistości. W Felietonach ożywają serialowe historie, które w czasach PRL-u przeżywała cała Polska, wracają szalone lata 90., nie zabrakło miejsca na niejeden celny komentarz o współczesnych teatrze, operze i filmie. Ale Tomczyk nie stroni od kwestii politycznych i społecznych, w których kultura jest zanurzona. W efekcie książka to portret polskich marzeń: wielkich i niedużych, wzniosłych i przyziemnych, roztropnych i tych mniej, zawsze jednak tak bardzo — naszych.
Cała trudność w czytaniu Tomczyka polega na tym, że człowiek nie wie: śmiać się czy przepisywać i za swoje podawać. To jest, niestety, fenomenalne.
– Robert Mazurek
Chiński mur, Rembertów, sprawiedliwość, melancholia. Jakże dowcipnie Tomczyk zmierza w te różne strony.
– Jacek Braciak
Książka Philippe de Villiers to śledztwo historyczno-polityczne na temat prawdziwych fundamentów Unii Europejskiej, które czyta się jak thriller.Pewnego dnia były minister spraw zagranicznych Francji, który wiedział wszystko o wszystkich, podsunął autorowi niepokojącą myśl: Filipie, wystarczy, że pociągniesz za nić kłamstwa, a wszystko wyjdzie na jaw. Wiele lat później Philippe de Villiers, znakomicie obeznany z europejską polityką i dyskretnie wspierany przez wysokich urzędników z Brukseli oraz świat akademicki, postanowił pociągnąć za nić i opisać to, czego się dowiedział.Poszukiwania prowadził w różnych zakątkach świata w Stanfordzie, Berlinie, a nawet Moskwie; wszędzie, gdzie można było znaleźć świeżo odtajnione dokumenty. Archiwa przemówiły, świadcząc przeciwko Unii Europejskiej i jej Ojcom Założycielom. Maski opadły, a wraz z nimi prysły zakłamane mity.Autor konsekwentnie dokumentuje fakty, takie jak apokryficzne wspomnienia, amerykańska agentura, przepływy dolarowe, wyczyszczone życiorysy i skrywane przynależności, a wreszcie - wielkie zdrady. Założyciele Unii Europejskiej pracowali na rzecz obcych interesów, w dodatku doskonale wiedzieli, co robią. Chcieli Europy bez korzeni, bez duszy, bez ciała. Tej, która stoi dziś przed naszymi oczami, każdego dnia coraz bardziej naga.
Program amerykańskich lotów kosmicznych Apollo powstał w czasach, kiedy wydawało się, że ludzkość jest o krok od kolonizacji kosmosu, i trwał szaleńczy wyścig o pierwszeństwo we wszechświecie. W ciągu trzech lat, między 1969 a 1972 rokiem, dwudziestu czterech mężczyzn wyruszyło w najdłuższą, najniebezpieczniejszą i najbardziej niezwykłą podróż w dziejach: poza orbitę Ziemi. Dwunastu z nich postawiło stopę na Księżycu. Kosmiczni kowboje, bohaterowie pierwszego naprawdę globalnego wydarzenia medialnego, śledzonego na żywo przez setki milionów widzów na całym świecie. Od niemal pół wieku nikt nie powtórzył ich wyczynu.
Smith postanowił dowiedzieć się, jak potoczyły się losy zdobywców Księżyca. Czy udało się im wrócić na Ziemię, czy już na zawsze zostali z głową z chmurach? Czy poznali odpowiedzi na palące pytania ludzkości, czy może przywieźli z kosmosu tysiące nowych wątpliwości? I co robić, jeśli najważniejsze wydarzenie w swoim życiu można już tylko oglądać we wstecznym lusterku?
„Zapomnijcie o „flower power”, Beatlesach i Beach Boysach. Zapomnijcie o prezydencie Kennedym, „napadzie stulecia”, swingującym Londynie i wojnie w Wietnamie. To, co naprawdę sprawiło, że lata 60. były wyjątkowe, to lądowanie człowieka na Księżycu. Gdy Andrew Smith zaczął pracę nad swoją książką, trzech spośród dwunastu mężczyzn, którzy brali udział w tej misji, już nie żyło. Postanowił więc spotkać się z pozostałą dziewiątką, by zdążyć oddać im głos. Dzięki temu powstała poruszająca książka o niezwykłym amerykańskim akcie optymizmu, jakim była wyprawa na Księżyc.” „The Guardian”
„Smith doskonale łączy zapis rozmów z astronautami z politycznym i kulturowym kontekstem odbytych przez nich misji. A robi to z wdziękiem i lekkością – jego wciągająca opowieść pełna jest wspaniałych historii, a niemal każdy akapit książki zachwyca błyskotliwością.” Christopher Sylvester, „The Sunday Times”
„Misją Smitha – doskonale zrealizowaną w tej intrygującej książce – było opisanie życia ludzi, którzy jako jedni z pierwszych wyprawili się w kosmos. Wspaniała zbiorowa biografia napisana z talentem, pasją i poczuciem humoru.” „The Observer”
„Dziś lądowania na Księżycu nie wzbudzają w nas już tylu emocji co kiedyś. Dzięki tej książce uda ci się jednak choć na chwilę poczuć to, co czuli świadkowie tamtych przełomowych wydarzeń sprzed kilku dekad. W swej wciągającej opowieści Smith oddaje głos dziewięciu mężczyznom, którzy jako pierwsi stąpali po Księżycu […]. Autor słucha ich uważnie i ze zrozumieniem, ale nie popada w sentymentalizm. Zaraża nas także swoją fascynacją dla tego okresu w historii […]. Intrygująca, zaskakująca, zabawna i niezwykle poruszająca książka.” Sinclair McKay, „Daily Telegraph”
„Smith jest doskonałym narratorem – czujnym, niepozbawionym czułości dla opisywanego tematu, mającym dostatecznie dużo wiedzy, by szczegółowo opisać program Apollo, ale nie znużyć czytelnika.” David Honigmann, „The Financial Times”
„Uwielbiam „Księżycowy pył”. To nie tylko rewelacyjna opowieść o mężczyznach, którzy stąpali po Księżycu, lecz także o całej szalonej koncepcji wysłania człowieka w kosmos. Wspaniała!” William Leith, „Evening Standard Books of the Year”
„Fascynująca, wspaniała książka.” David Bowie
Ze wstępu Autorki do książki:
Co natomiast widać „Z mojego okna”? Życie! Życie widać! Wszystkie kolory tego życia, smaki, zapachy. Blaski i cienie. Tych cieni, bywa że jest sporo. Ale i radości. Czytelnicy lubią radości.
Lubią też, gdy mogą identyfikować się z małymi tęsknotami, uśmiechami losu, sprawami codziennymi i powszechnymi. Ale ważne też dla nich jest, że problemy – rodzinne, społeczne, większe i mniejsze, są doświadczeniem wielu z nas. A może nawet wszystkich. I fakt, że coś się wali i pali, i nie wychodzi, i jest kiepsko czasem, nie powoduje… końca świata. Nadal jesteśmy fajnymi ludźmi, nadal się rozwijamy, nadal popełniamy błędy i nadal kochamy. I nadal jesteśmy na dobrej drodze. Chociaż wyboistej.
„Z dziejów honoru w Polsce” to wybór dzieł publicystów, filozofów i pisarzy XX w. bardzo celnie skomentowany przez autora.
Są tam: Kula, Elzenberg, Malewska, Kott, Szczepański, Herling-Grudziński. Piszą o tym, jak się odnaleźć w nowym, niewspaniałym
świecie. Jak po przegranej nie czuć się pokonanym, jak ochronić kulturę i siebie przed barbarzyńcami, jak zachować twarz.
Ostatnia część eseju to wybór poezji Herberta, Miłosza, Norwida. Poeci i autor wyboru mówią o „tajemnicy ludzkiej godności,
o spokoju w desperacji, nadziei w beznadziejności, o dumie potrzebnej i dumie niepotrzebnej, o pogardzie dla procederu
szpiclów i katów, o geście solidarności z poniżonym i bitym". I o tym, że pociechy spodziewać się nie należy, a jedyną nagrodą
będzie świadomość, że było się wiernym. O tym jest ta książka.
Dramatyczne powojenne dylematy polskich intelektualistów wobec stalinizmu, pogodzenie się z historią, ugoda, opór, uwiedzenie
komunizmem. Te pytania Adam cały czas stawia też sobie. Pisze przecież tę książkę w więzieniu… a wystarczyłoby kilka słów
i mógłby się znaleźć na wolności. Czytałem tę książkę w Paryżu w 1985 roku ze ściśniętą krtanią.
Seweryn Blumsztajn
W czasach, gdy władze Rzeczypospolitej zamierzają każdemu obywatelowi wpisać do paszportu słowa: „Bóg, honor, ojczyzna”, warto
przypomnieć, co Adam Michnik za komuny pisał o honorze.
Karol Modzelewski
Wydanie wznowione
zawierające aneks – trzy szkice z „Wyznań nawróconego dysydenta”
wydanych w 2003 r. nakładem wydawnictwa Zeszyty Literackie.
Spotkanie Jewgienija Zamiatina to zbiór niepublikowanych dotąd w Polsce, tekstów Zamiatina w przekładzie Krzysztofa Tura.Twórczość Jewgienija Zamiatina charakteryzowała się odwagą i nowatorstwem, zachowując przy tym wysokie walory artystyczne. Był prekursorem.Już we wczesnych utworach Zamiatin dał się poznać jako godny następca Gogola - podobnie jak autor ""Rewizora"" wyczulony był na jałowość i pustkę powszedniości, bez litości dla ich przywar portretował swoich bohaterów. Rewolucja i wojna domowa były dla niego wyrazem apokaliptycznego rozpętania żywiołów, które opisywał z właściwym sobie gorzkim poczuciem humoru.W przygotowywanym zbiorze tekstów znajdzie się to, co Zamiatin wydał i pisał w Paryżu w latach 1932-1937, tzn. nieskończona powieść Bicz Boży, cztery satyryczne opowiadania m. in. Zegarek i szkice publicystyczne.
Słyszymy Tymoteusz Karpowicz – myślimy poeta. Przypominamy sobie jego utwory dramatyczne, nieliczne prozy. Ale ilu spośród nas – wyłączając niewielkie grono specjalistów – autora Rozkładu jazdy kojarzy z twórczością eseistyczną? A bez wątpienia – i książka ta jest na to dowodem – Karpowicz był eseistą fascynującym, zaskakująco przystępnym – co odróżnia go od Karpowicza poety – który jak mało kto potrafił wprowadzić czytelnika w skomplikowany świat tekstów poetyckich. Redaktorka tomu Joanna Roszak nazywa go wręcz „suflerem”. I rzeczywiście – wędrówka w towarzystwie Karpowicza po poezji Wisławy Szymborskiej czy Rafała Wojaczkach, ale i po innych tekstach kultury – choćby spektaklach Jerzego Grotowskiego – staje się nie tylko łatwiejsza, ale przede wszystkim wyjątkowo interesująca.
Ale tajemnicy Königsberga/Kaliningradu nie wyraża osiemnastowieczny filozof Kant, lecz Hannah Arendt, kobieta dwudziestowieczna. Przyszła na świat dwa wieki później, w 1906 roku, jeszcze w „epoce bezpieczeństwa”, ale rychło wciągnął ją wir tego nieszczęsnego stulecia. Widziała zmierzch dnia, którego świt
oglądał Kant.
„Pierwsza eksplozja – pisze Hannah Arendt o 1 sierpnia 1914 roku – była jakby początkiem reakcji łańcuchowej, której do dziś nie można przerwać… Niczego, co wydarzyło się od I wojny światowej, nie udało się naprawić, żadnemu z nieszczęść, nawet II wojnie, nie umieliśmy zapobiec. Każde wydarzenie miało jakość katastrofy i każda z tych katastrof była ostateczna”.
Karl Schlögel
Od Hannah Arendt, poprzez Paula Celana i Györgya Lukácsa, aż po Siergieja Diagilewa czy Harry’ego Kesslera – Karl Schloegel odkrywa na nowo wspaniałą tradycję europejskiej kultury w dobie kryzysu współczesnego świata.
„Rok 1926 był dobrym momentem na wizytę w Związku Radzieckim – rozkwit NEP-u, czas poluzowania gospodarczego i w związku z tym rozbudzenie życia obywatelskiego po czasie wojny domowej, głodu i terroru. Jak wszyscy myślący młodzi ludzie wówczas w Europie, Roth był bardzo zaciekawiony sowieckim eksperymentem. Teorie i doktryny polityczne bolszewików mniej go interesowały wszelako niż konkret ludzkiego życia. Znał dobrze wszystkie hasła, ale żeby ocenić wiarygodność rewolucji, chciał zobaczyć jej codzienność. (…) Roth jest mistrzem krótkiej formy literackiej (…) Pisze w swoich korespondencjach z Rosji o sprawach, o których zwykle mówi się, patrząc z dystansu na kształtowanie się nowego świata w krainie rządzonej przez bolszewików – na przykład o rewolucji obyczajowej i emancypacji kobiet, ale też o tym, co można zobaczyć, patrząc tylko z bliska, będąc na miejscu – na przykład o muchach w Astrachaniu (pasjonująca lektura!). A każdy temat opowiedziany jest bez zbędnego słowa, bo ograniczona długość tekstu narzuca dyscyplinę. Tłumaczenie Małgorzaty Łukasiewicz wspaniale oddaje wymuszoną przez gazetową objętość felietonu muskularność prozy Rotha”.
(Jan T. Gross, „Rosyjska lokomotywa nie gwiżdże, ale wyje…”)
Młodzi przedsiębiorcy powtarzali jak mantrę, że praca przyszłości nie będzie pracą na etacie. Na co komu etat? Nuda, sztywne zasady, posłuszeństwo. Świat nie potrzebował etatu potrzebował fuchy. () Fucha stała się hitem kapitału podwyższonego ryzyka, gorącym tematem na ustach wszystkich oraz gotową odpowiedzią na bolączki współczesnej gospodarki. Z czasem gdy do ogólnej świadomości zaczęły przebijać się historie o wyzysku pracowników () zapoczątkowano bardzo potrzebną dziś dyskusję na temat potrzeby ochrony pracowników w obliczu transformacji technologicznej. () Fuch-ekonomia dotknęła wielu ludzi: biednych, bogatych, mających władzę, jak i tych pozbawionych praw Każdą z tych grup na swój sposób.Z przedmowyGig economy to jeden z wielkich trendów przekształcających globalną gospodarkę, który z czasem będzie również coraz mocniej wpływał na polski rynek pracy. Jak na razie jednak w Polsce nie ma on nawet dobrej nazwy. Czasem można spotkać się z zupełnie nieadekwatnym określeniem rynek umów krótkoterminowych, czasem z pojęciem uberyzacja. Ten niedorozwój warsztatu pojęciowego pokazuje jak mocno jest zapóźniona polska debata nad sprawami gospodarczymi. Na świecie zaczął się proces, który może doprowadzić do największych zmian na rynku pracy od czasów rewolucji przemysłowej, a my nie wiemy nawet jak go prawidłowo nazwać. ()Książka opisuje ten trend z perspektyw osób, które biorą w nim udział. Autorka połączyła narrację dotyczącą konkretnych, ludzkich przypadków z twardymi danymi statystycznymi. Pokazuje zarówno dobre i złe strony nowego trendu na rynku pracy, nadzieje i rozczarowania, inspirujące przykłady oraz patologie. Uchwyciła wszystkie aspekty z tym związane: ekonomiczne, prawne, społeczne i polityczne. Książka może zainicjować w Polsce dyskusję o ważnym problemie ekonomicznym dyskusję, której brakowało.Hubert Kozieł, Rzeczpospolita
W całej udokumentowanej historii ludzkości nigdy nie zdołano ustanowić takiego porządku społecznego, który by nie prowadził do zinstytucjonalizowanego gwałcenia wolności, pokoju i sprawiedliwości - czyli takiego porządku, w którym człowiek mógłby w pełni realizować swoje możliwości. Brak powodzenia na tym polu jest konsekwencją faktu, że myśliciele nigdy nie pojęli wystarczająco jasno i wyraźnie trzech rzeczy, a mianowicie: 1 - jaka jest ludzka natura, 2 - jakiego społeczeństwa potrzebuje człowiek, by realizować w pełni swoje możliwości, 3 - w jaki sposób zbudować takie społeczeństwo i zapewnić mu trwanie.
Tam w kościele modli się po polsku, a w domu rozmawia „po prostemu.”
Gdzie jest to magiczne „Tam?” Gdy ruszasz w wędrówkę po Grodnie z Wiktorem Szałkiewiczem, wszystko może się zdarzyć. W piątkowe popołudnie rabin obwieszcza nadejście szabatu. Ściskasz dłoń króla Stefana Batorego, a chwilę potem ubogi Żyd częstuje cię śledziem wprost z beczki. Na Wysokim Rynku grają „Czerwone Gitary” – tak głośno, że gipsowemu Leninowi odpada wskazujący palec. Patrzysz, jak Niemnem suną do Prus Wschodnich ciężkie wiciny, idziesz dalej.
Przed dworcem kolejowym widzisz tyle taksówek, że zaczynasz się zastanawiać, czy – aby nie skisnąć z nudy – jedni taksówkarze nie wożą przypadkiem innych taksówkarzy? Na peronie, łowiąc nozdrzami wiatr dolatujący „z Polszczy”, kłębi się tłum przemytników. W jednej walizce trzydzieści par banalnych kalesonów, w innej odświętne spodnie Jana Nowaka-Jeziorańskiego, w kolejnej papierosy, mydło włoskie i maść na korzonki …
Grodna i okolicznych miasteczek, opiewanych przez Orzeszkową i Czeczota, Mickiewicza i Kondratowicza daremnie szukać na mapie. Chyba, że mówimy o mapie pamięci Wiktora Szałkiewicza. Wtedy - owszem, wtedy – tak.
Michał Androsiuk
„Fizycy, o ile wiemy, nie pokusili się jeszcze o zbadanie mocy wybuchu, do którego dochodzi, kiedy niewłaściwa książka trafia w ręce właściwego czytelnika” – czytamy we wstępie do Przewodnika dla dryfujących. Zbioru sytuacjonistycznych tekstów o mieście pod redakcją Mateusza Kwaterko i Pawła Krzaczkowskiego.
Książka prowadzi czytelników szlakiem, który przetarli dawni psychogeografowie z Międzynarodówki Letrystycznej i Sytuacjonistycznej – od pierwszych eksploracji (i modyfikacji) przestrzeni miejskich aż po rewolucyjną krytykę urbanistyki. Ostatnia część poświęcona jest manifestom architektów, którzy „otarli się” o Międzynarodówkę Sytuacjonistyczną i w swojej pracy pozostawali pod wpływem Guy Deborda, Constanta oraz innych miejskich poszukiwaczy przygód.
Alarm dla Kościoła. Nowa reformacja to dzieło głośnych i wyrazistych publicystów oraz pisarzy katolickich, którzy zmierzyli się z tematem największego od kilkuset lat kryzysu kościoła w Polsce i na świecie. Autorzy (m.in. Paweł Lisicki, Paweł Milcarek, ks. Tadeusz IsakowiczZalewski, Tomasz Terlikowski, ks. Jerzy Szymik, ks. Dariusz Kowalczyk, Grzegorz Górny, o. Jacek Salij, ks. Andrzej Kobyliński, Tomasz Rowiński) w kilkunastu bardzo mocnych wywiadach nie tylko diagnozują największe skandale i nadużycia oraz wskazują na upadek autorytetów, ale proponują również drogi wyjścia z sytuacji faktycznego chaosu, w którym kościół się obecnie znalazł.
Carlos Castaneda (1925-98) - amerykański (urodzony w Peru) antropolog, psycholog, autor bestsellerów takich jak ""Nauki Don Juana"", ""Podróż do Ixtlan"", ""Odrębna rzeczywistość"", w sumie wiele milionów sprzedanych egzemplarzy, przełożonych na 17 języków. Ale też mag, używający środków odurzających, piszący o nich, mający swoich wyznawców, wielbicieli ale też i fanatycznych wrogów. W 1960 miał on spotkać szamana z plemienia Yaqui o imieniu don Juan Matus. Jego doświadczenia z don Juanem stały się dlań bodaj najważniejszą życiową inspiracją. W książce ""Aktywna strona nieskończoności"" została napisana po 13 latach od tego pierwszego spotkania. Jest to w zasadzie ostatnia (kolejne to już w pewnym sensie rekonstrukcje jak ""Koło czasu"") i bodaj najbardziej osobista opowieść Carlosa Castanedy, wydana zresztą dopiero po jego śmierci. Czy Don Juan w ogóle istniał, czy był tylko niezwykłym wytworem wyobraźni autora - właśnie w tej książce znajdziemy szereg wyjaśnień.
26 kwietnia 1986 roku w Czarnobylu miała miejsce największa w dziejach katastrofa elektrowni jądrowej. Natychmiast rozpoczęła się gigantyczna akcja ratunkowa, a przez kolejne miesiące lekarze i niektórzy działacze partyjni z ogromnym poświęceniem walczyli o to, by zminimalizować wpływ eksplozji na zdrowie ludności zamieszkującej skażone tereny. Jednak równocześnie trwały inna akcja - propagandowa - a jej stawką były nie tylko interesy Związku Radzieckiego, lecz także wszystkich państw wykorzystujących energię jądrową.Kate Brown spędziła lata, wertując dokumenty w archiwach, przeprowadziła setki wywiadów z mieszkańcami Strefy Wykluczenia, z politykami, radzieckimi i zagranicznymi specjalistami od atomu. W efekcie szczegółowo opisała wydarzenia, które nastąpiły po katastrofie, ale przede wszystkim przygotowała wstrząsającą relację z tego, jak (i dlaczego) rządzący, ludzie nauki i media całego świata wspólnie wykreowali tę opowieść o Czarnobylu, którą znamy do dziś.
Człowiek nie jest wolny od zawiści, bez względu na miejsce, czas i środowisko, w którym się znajduje"" - otwarcie i bez ogródek pisze o. Zbigniew Frankowski w swej debiutanckiej książce pt. ""Zawiść. Utajone cierpienie"". Niezwykle szczegółowo analizuje każdy niemal aspekt tej emocji, starając się odpowiedzieć na wiele pytań z nią związanych: Jak często stykamy się z zawiścią? Czy jest konieczne przechodzenie przez przykry proces poznawania tej emocji? A może lepiej zdystansować się od niej w skuteczny sposób? Pełna przykładów z życia codziennego, książka o. Frankowskiego jest owocem jego długoletnich studiów nad tym zagadnieniem, wielogodzinnych spotkań z różnymi osobami i żywych dyskusji na temat zawiści, dlatego może być pomocna w radzeniu sobie z okolicznościami zawiści, które rzeczywiście bywają niezmiernie przykre, a czasami wręcz paraliżujące.
Eseje o japońskim druku i drzeworycie
Na Zachodzie drzeworyt japoński analizowany jest głównie przez pryzmat gatunków poświęconych scenom rodzajowym lub portretom. Tymczasem medium to obejmowało znacznie szerszą, mniej znaną tematykę i służyło rozmaitym celom. Niniejszy zbiór ośmiu esejów przybliży Czytelnikowi takie zagadnienia, jak wpływ zachodniej sztuki na drzeworyt japoński, jego rola w propagandzie, odbitki erotyczne dla armii na froncie czy związek pomiędzy sposobem przedstawiania żołnierza u progu XX wieku a klasycznym ujęciem samuraja. Jeden rozdział poświęcony jest książkom, które także miały swój niebagatelny udział w rynku wydawniczym okresu Edo.
Gyula Krúdy doczekał się miana pisarza pisarzy. Jak ktoś wyliczył – ośmiu na dziesięciu pisarzy węgierskich kocha Krúdyego. Światowa recepcja jego twórczości z roku na rok jest coraz szersza. Jego nowele i niektóre powieści przełożono na wiele języków. Prezentowany polskiemu czytelnikowi tom wspaniałych krótkich utworów domaga się uwagi. Uniwersum, jakie wyłania się z tej prozy, współistnieje ze światem Brunona Schulza: oba światy nawadniane są silnym autobiografizmem, znajdujemy tu wątki erotyczne, surrealistyczne przekształcenia, nawraca topos małego miasteczka z jego „drętwiącą nudą” i charakterystycznymi postaciami osadzonymi w zmitologizowanej przestrzeni rynku, gospody, cukierni, szkoły tańca, domu uciech. Oprócz opowiadań w tomie znalazła się garść tekstów publicystycznych, które pokazują, że Krúdy nigdy nie przestawał być lirykiem, ale też ilustrują tak znamienne dla jego pisarstwa przenikanie się materii rzeczywistości z materią fikcji literackiej.
Dużym walorem tekstów zawartych w książce jest sposób pisania. Wyraźnie ujawnia się autorski podmiot: niejednokrotnie refleksja nad utworami łączy się z dygresjami autobiograficznymi, które wyjaśniają tryb lektury. To bardzo uczciwe postawienie sprawy. Autorka nie skrywa się za swoimi tekstami, pisze całą sobą, swoją osobowością, emocjami, doświadczeniem. Mamy tu różne gatunki: esej, szkic krytycznoliteracki, analizę porównawcza, polemikę, wywiad, a nawet... autokrytykę. Dzięki temu książka jest urozmaicona, nie tylko poznajemy dzieła poszczególnych twórców, ale śledzimy też rozwój myśli autorki, jej zmagania z czytanymi tekstami, wnikanie w słowa, poszukiwanie śladów światopoglądowych zmagań poetów i prozaików.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?