Niektóre z zamieszczonych tu tekstów (niech będzie felietonów)pochodzą sprzed lat piętnastu i dwudziestu, a więc z epoki, która dla wielu czytelników jest już na poły prehistoryczna. A jednak nie czuję się sprzedawcą towarów przeterminowanych, autorem, który nie nadąża za współczesnością. Formy myślenia, odczuwania, działania, jakie dawniej krytykowałem, i dzisiaj wykazują jadowitą żywotność. Również te, które były mi najbardziej bliskie, pozostają takimi nadal. Nie o współczesność mi zasadniczo chodziło, tylko o rzeczywistość, której nie daje się zredukować do tego, co ma datę dzisiejszą. Wyjaśnienia domaga się podtytuł książki. W polskiej krytyce literackiej znany jest termin powieść utajona. Złośliwi czytelnicy mówią o powieściach utajonych tak głęboko, że z wyjątkiem autorów nikt ich na oczy nie widział
Carlos Castaneda (1925-98) - amerykański (urodzony w Peru) antropolog, psycholog, autor bestsellerów takich jak Nauki Don Juana, Podróż do Ixtlan, Odrębna rzeczywistość, w sumie wiele milionów sprzedanych egzemplarzy, przełożonych na 17 języków. Minęło 30 lat, odkąd Castaneda opublikował „Nauki don Juana”, pierwszy tom opowieści o jego niezwykłym szkoleniu u indiańskiego czarownika Yaqui. W ośmiu następnych książkach Castaneda nie ujawniał wielu ćwiczeń, których go nauczono. Tutaj w Magicznym treningu energii jednak odsłania tajemne praktyki tradycji, która, jak twierdzi, sięga 27 pokoleń, przedstawiając układy fizycznych ruchów, odkrytych przez szamanów dawnego Meksyku. Celem tych ćwiczeń jest między innymi rozbudzenie i przywrócenie energii w ciele człowieka, uzyskanie wewnętrznej ciszy, podwyższonej świadomości i optymalnego stanu istnienia. Wszystkie te sekwencje ruchów są dokładnie opisane i zilustrowane ponad 450 fotografiami. Oprócz tych praktycznych ćwiczeń w tej wyjątkowej książce zawarte są niedostępne gdzie indziej elementy starożytnej wiedzy dotyczącej naszej „energetycznej anatomii”. Dlatego też jeśli ćwiczenia te mogą wydawać się zbyt wymagające, to warto zapoznać się z samą tą wiedzą.
Intelektualne credo Umberta Eco!
Niedościgniona erudycja i zmysł obserwacji czynią z Umberta Eco jednego z największych myślicieli naszych czasów. W tekstach, przygotowywanych w latach 2001-2015 jako wykłady inaugurujące jeden z największych włoskich festiwali kulturalnych, La Milanesiana, powraca ze swoimi ulubionymi tematami: początkami naszej cywilizacji, ewolucją kanonów piękna, różnorodnymi formami ekspresji artystycznej, fałszowaniem Historii i obsesją spisku, umiejętnie mieszając ze sobą filozofię, literaturę, historię sztuki i kulturę popularną. Wzbogacona ilustracjami wybranymi przez autora, obrazującymi jego myśli, książka „Na ramionach olbrzymów” jest kwintesencją intelektualnego świata Umberta Eco – nasyconego celnymi spostrzeżeniami, ale niepozbawionego ironii i humoru. Jego wizjonerska myśl dzisiaj wydaje się potrzebna bardziej niż kiedykolwiek nam wszystkim, którzy, jak karzełki usadowione na ramionach olbrzymów, próbujemy zrozumieć i opisać współczesny świat.
Hitowy autor w swojej najlepszej pisarskiej formie. Zaskakuje, rozśmiesza, demaskuje mity, czasem oburza. Jeśli więc chcesz wiedzieć:
- jakich mężczyzn wybierają kobiety?
- czego mężczyźni boją się najbardziej?
- dlaczego lubią grać w biliarda i oglądać football?
- i … czy mężczyzna jest w ogóle światu potrzebny?
tę książkę musisz mieć!
Książka Janusza L. Wiśniewskiego to próba zbudowania pomostu pomiędzy naukową teorią i „głosem serca”, tym, co udowodnione, i tym co odczuwane. Autor demaskuje mity, podważa stereotypy, oburza, rozbawia. Porcja zaskakującej wiedzy o nas samych. Pełna intrygujących faktów, ale też osobista refleksja naukowca. Naukowca z duszą poety.
„Gra wstępna” to wybór 62 felietonów, które cyklicznie ukazywały się w „Notatniku erotycznym” na łamach czasopisma „Twój Styl”. Odnajdziemy w nich charakterystyczny dla Jastruna styl: błyskotliwy paradoks, ciętą ironię, refleksje nad przemijaniem – ale nade wszystko erotykę, wokół której wiruje cały ludzki świat. Są tu ironiczne migawki ze sceny politycznej, odgłosy krajowych i światowych skandali. Możemy obserwować, jak w ciągu lat, gdy pisane były te teksty, zmienia się Polska i świat, jak nowe środki łączności zmieniają nasze życie erotyczne.
Poznaj świat, do którego dostęp mają tylko nieliczni! Watykan – miejsce od wieków wzbudzające emocje, mające swoje sekrety, niedostępne. Rozbudzające wyobraźnię pisarzy i reżyserów. Wielu próbowało zgłębiać jego tajemnice. Magdalena Wolińska-Riedi, jako jedna z nielicznych kobiet, mieszkała za Spiżową Bramą przez prawie dwadzieścia lat. Teraz opowiada czytelnikom o tym, jak wygląda codzienne życie w najmniejszym państwie świata. Zdradza zaskakujące fakty i ciekawostki. Tłumaczy, jak działa system karny, administracyjny, opieka medyczna. Jak wygląda watykański paszport, ile cel ma tamtejsze więzienie i czy dzieci mogą zapraszać kolegów i robić w watykańskim mieszkaniu imprezy? Watykan to nie tylko siedziba najwyższych władz Kościoła katolickiego, to również miejsce życia blisko czterystu obywateli, z czego stu świeckich, których sąsiadem jest sam papież. Magdalena Wolińska-Riedi – znana dziennikarka, obywatelka Watykanu. Powyższy opis pochodzi od wydawcy.
Historia czarownic ? od procesów czarownic po wypowiedzi Donalda Trumpa. Fascynujący, erudycyjny esej poświęcony figurze czarownicy będącej zazwyczaj narzędziem wykluczenia kobiet, ale niekiedy też ich orężem w walce z patriarchatem. Analiza mechanizmów wykluczania kobiet (odważnych, starszych, bezdzietnych etc.), które nie chciały wpisać się w tradycyjne modele społeczne. Przykłady z historii, literatury, filmu, pop-kultury, polityki oraz życia codziennego w Europie i Stanach Zjednoczonych. Książka, która łączy pasjonującą analizę historyczno-antropologiczną z osobistą, niepozbawioną zaangażowania, refleksją.
Kiedy przeciętny człowiek mający przeciętną pracę pragnie zdobyć własny kąt, aby ustabilizować się i założyć rodzinę, nie ma innego wyjścia, jak tylko wziąć bankowy kredyt hipoteczny na kilkadziesiąt lat. Tak dzieje się w Polsce i w innych krajach Zachodu. W rezultacie współczesne społeczeństwa faktycznie składają się w przeważającej mierze z bankowych niewolników, którzy zmuszeni są pracować i oddawać dużą część swoich zarobków bankom w zamian za dach nad głową, który owe banki im skredytowały. Czym się to różni od sytuacji niewolników żyjących w domu należącym do pana bądź feudalnych chłopów zgromadzonych w czworakach? Tylko zewnętrzną formą, mechanizm bowiem jest ten sam. Nie pracujemy na siebie, ale na kogoś innego. Na kogo? Odpowiedź na to pytanie można znaleźć w tej książce. Czas niewolników to opowieść o tym, jak nasz świat w ciągu ostatnich dwóch stuleci został zagarnięty przez niewielką grupę ludzi działających poprzez ukryte w cieniu instytucje. To książka dla niewolników – o ich panach.
Józef Białek
Działacz podziemia antykomunistycznego, wydawca nielegalnych książek i publikacji w czasach PRL. Właściciel firmy Wektory i działającego od wielu lat pod tym samym
szyldem wydawnictwa. Wydawca miesięcznika, a następnie kwartalnika „Opcja na prawo”. Działacz społeczny i polityk.
Założyciel Dolnośląskiego Towarzystwa Gospodarczego (obecnie DIG), współzałożyciel Towarzystwa Prywatyzacyjnego, współzałożyciel stowarzyszenia przedsiębiorców „Forum Polskie”, przed laty prezes dolnośląskiego oddziału Unii Polityki Realnej. Założyciel
i wieloletni prezes lokalnego trzecioligowego klubu sportowego.
Czyńcie sobie Ziemię kochaną
Czy Biblia usprawiedliwia wycinanie lasów? Skąd się wziął mit, że ekologia to lewacka mrzonka, z którą katolikom jest nie po drodze? Po co papież mówi o zmianie klimatu? I co zrobić z argumentem, że człowiek jest koroną stworzenia i wolno mu do woli eksploatować Ziemię?
O. Stanisław Jaromi przekonuje, że chrześcijaństwo od zawsze było „zielone”. Pisze o idei kosmicznego braterstwa, grzechach ekologicznych i męczennikach Ziemi. Pokazuje też, że dylemat: albo interes człowieka, albo ochrona środowiska, jest wielkim nieporozumieniem. Świat jest naszym wspólnym domem – od nas zależy, czy będzie gościnny i przyjazny dla wszystkich.
Przyszłość Ziemi to sprawa naszych codziennych, prostych wyborów. Mamy wszystkie atuty – technologię, naukę, kreatywność – żeby ten świat czynić lepszym, a więc róbmy to!
o. Stanisław Jaromi OFMConv – przewodniczący Ruchu Ekologicznego św. Franciszka z Asyżu – REFA, szef portalu www.swietostworzenia.pl, delegat franciszkanów ds. sprawiedliwości, pokoju i ochrony stworzenia, w 2016 otrzymał tytuł Człowieka Roku Polskiej Ekologii.
Powyższy opis pochodzi od wydawcy.
Dajcie się zainspirować. Nic tak nie poprawia humoru jak satysfakcja i radość, że zrobiło się coś dobrego. Że się komuś pomogło. Że dzięki nam wzrosła suma szczęścia. Nie trzeba wiele, żeby świat stał się bardziej przyjazny dla ludzi i zwierząt. I nie znaczy wcale, że należy rewolucjonizować swojego życie. Wystarczy odrobinę więcej współczucia.
Ta książka daje siłę i pomoże stworzyć lepszy świat dla przyszłych pokoleń. A pierwszy krok bywa banalnie prosty.
Marc Bekoff, światowej sławy etolog, mówi, że lepsze traktowanie zwierząt nie tylko dobrze wpływa na naszą planetę, ale i na nas samych. Pokazuje, że zwierzęta kochają, tęsknią i się złoszczą, że są zdolne do reakcji motywowanych współczuciem, okazują sobie życzliwość i empatię, że – zupełnie jak my – wyraźnie odróżniają dobro od zła.
Manifest zwierząt powstał dla wszystkich – zwierząt i ludzi. Przedstawia sześć zasad, na których skorzysta każdy, bo humanitarne traktowanie zwierząt może przynieść obopólne korzyści.
Siła tej książki polega na zachęcaniu do życzliwości zarówno człowieka wobec zwierząt, jak i wobec tych ludzi, którzy patrzą na świat nieco inaczej. Jedno jest pewne: im lepiej nauczymy się rozumieć zwierzęta, tym lepiej zrozumiemy samych siebie. A to sytuacja, w której nie ma przegranych.
Dlaczego czasem łapiemy się na tym, że konfrontując się ze sporami wokół poprawności politycznej, przemocy symbolicznej czy #metoo, przyznajemy rację obu stronom albo w ogóle nie wiemy, co myśleć? Na jakich mitach opiera się nasza wyobraźnia, jakie paradoksy kłębią się pod powierzchnią naszej codzienności?
W pasjonującej książce Agata Sikora szuka odpowiedzi na pytania, które nurtują dziś wiele osób o lewicowo-liberalnych poglądach. Odwołując się do świadectw wrażliwości różnych epok – od liryki trubadurów przez „Deklarację Praw Kobiety i Obywatelki”, musical Hair, powieść i serial Opowieść podręcznej po stand-up Nanette – pokazuje, jak rodziła się i ewoluowała liberalno-lewicowa wrażliwość, które emocje mogły być w jej ramach wyrażane, a które zostały wypchnięte poza jej nawias. Autorka rozpoznaje kulturowy klincz, w jakim tkwimy, rozdarci między dążeniem do autentyczności a oświeceniową koncepcją racjonalnego podmiotu; między polityką tożsamości a uniwersalistycznym liberalizmem. A potem, zdając sprawę z własnych wątpliwości, próbuje wskazać ścieżki, które mogą nas z tego klinczu wyprowadzić.
Oryginalność pisarstwa Agaty Sikory przejawia się nie tylko w błyskotliwych, erudycyjnych analizach zjawisk kultury, ale też w wyjątkowej umiejętności problematyzowania własnych doświadczeń – życia w Polsce i wielokulturowym Londynie, łączenia freelancerskiej pracy intelektualnej z wychowywaniem małego dziecka, zderzeń i spotkań z innymi punktami widzenia. Dzięki temu jej książka jest czymś więcej niż esejem – jest zmianą.
"Zrozumieć Rosję. Święte szaleństwo w kulturze rosyjskiej" profesor Ewy Thompson to książka, która przekracza granice dotychczasowych badań nad fenomenem jurodiwych. Badaczka konfrontuje utrwalony przez literaturę i hagiografię portret świętego szaleńca ze społecznym i politycznym kontekstem ich działalności w przedrewolucyjnej Rosji. Thompson polemizuje z poglądem, jakoby zjawisko Bożego szaleństwa, bujnie rozwijające się na Rusi, a później w Rosji aż do czasów rewolucji październikowej, wyrastało w sposób jednoznaczny z chrześcijaństwa. Dowodzi, że jurodiwi mają nawet więcej wspólnego z syberyjskim, tureckim czy fińskim szamanizmem, a ich działalność stanowi przykład specyficznego rosyjskiego zjawiska, jakim jest dwuwiara. Pamięć o tym szczególnym uwarunkowaniu rosyjskiego społeczeństwa pozwala w pełniejszy sposób zbliżyć się do zrozumienia fenomenu nie tylko historycznej, lecz także współczesnej Rosji.
Odkrywcza, jak każda książka tej Autorki. Odsłania niebezpieczne związki szaleństwa i szamaństwa w moskiewskiej tradycji kulturowej i politycznej. Foucault w Czechowowskiej „Sali numer 6”? Nie, to Ewa Thompson otwierająca oczy czytelników na rosyjską geoantropologię przemocy.
- prof. Andrzej Nowak
W oparciu o głębokie historyczne i literackie studia, prof. Thompson bada szamanistyczne koneksje rosyjskich świętych szaleńców, których pewne cechy
związane były z syberyjską, fińską i turzańską kulturą. Jej znakomita praca zadaje wielopoziomowe pytania, nigdy przedtem nie postawione i dotyczące
paradoksów rosyjskiego charakteru.
- prof. Olga M. Cooke
Ewa Thompson (ur. 1937) – profesor slawistyki na Uniwersytecie Rice (Houston), autorka książki "Trubadurzy imperium. Literatura rosyjska i kolonializm" (2000). Jej książki i artykuły są tłumaczone na język polski, ukraiński, białoruski, rosyjski, włoski, chorwacki, czeski, węgierski i chiński. Praca "Zrozumieć Rosję. Święte szaleństwo w kulturze rosyjskiej" została przetłumaczona na chiński i opublikowana w Hongkongu w 1995, w Pekinie w 1998 oraz 2015 roku. Laureatka nagrody Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie za upowszechnianie kultury i literatury polskiej w świecie (2015).
W gruncie rzeczy jest to książka przerażająca. Mówi bowiem o metodach zniewalania jednych przez drugich - rządzonych przez rządzących. Temat ten znany jest od tysięcy lat. Dawniej zniewalano przemocą fizyczną, a dzisiaj mechanizmy są bardziej subtelne. Mało kto zauważa, że współcześnie do zniewalania społeczeństw służą nie tylko coraz bardziej wyrafinowane techniki manipulacji, podporządkowane politykom media, ale także stanowione przez nich, bez instytucjonalnej kontroli społecznej, prawo. Dawniej ludzie pozwalali na to, bo się po prostu bali o własne życie, dzisiaj bo nie interesują się tym, co robi władza.Już nie tylko bardziej uważni obserwatorzy życia publicznego zauważają, iż całe społeczeństwa, w tym polskie, są instrumentalnie wykorzystywane przez rządzących. Dawniej zniewalano przemocą fizyczną, a dzisiaj mechanizmy są bardziej subtelne. Mało kto zauważa, że do zniewalania społeczeństw służą nie tylko coraz bardziej wyrafinowane techniki manipulacji, podporządkowane politykom media, ale także stanowione przez nich, bez instytucjonalnej kontroli społecznej, prawo.Politycy stanowiąc je dbają o to, aby zapewniało im ono bezkarność. Aby umożliwiało wykorzystywanie publicznego mienia dla ich własnych korzyści - zgodnie z prawem przeciwko obywatelom. Martin Luther King apelował mocnymi słowami do amerykańskiej społeczności: Nigdy nie zapominaj, że wszystko, co Hitler uczynił w Niemczech, było legalne.Zmanipulowani Polacy są powszechnie przekonani, że jeśli władze na różnym szczeblu podejmują działania zgodne z prawem, to wszystko jest w porządku. Wierzą, że przestrzeganie prawa prowadzi do stanu społecznej sprawiedliwości, o której mowa w Konstytucji RP: Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. Autor książki, którą trzymacie Państwo w rękach, udowadnia na konkretnych przykładach, że jest inaczej. Proponuje także, co konkretnie w polskim prawie należy zmienić.
Prezentowana publikacja jest pierwszym na rodzimym rynku wydawniczym opracowaniem poświęconym w całości programom telewizyjnym o książkach. Czytelnik znajdzie tu dokumentację, informacje i dane dotyczące pełnego repertuaru programów proksiążkowych, które wyemitowano w latach 2003-2018 na kanałach polskich stacji telewizji publicznej, prywatnej, regionalnej, edukacyjnej, satelitarnej, kablowej oraz internetowej. Wydawnictwo zawiera także charakterystykę najważniejszych z nich, przybliżając sposób, w jaki promowano i/lub starano się promować (realizowany scenariusz, wykorzystane środki i formy służące promocji) książki oraz czytelnictwo w tej szczególnej grupie programowej.
W pierwszej wojnie światowej imię boskie i św. symbole chrześcijaństwa osiągnęły niebywałe dotychczas rozpowszechnienie ilościowe. W odróżnieniu od drugiej wojny, wszystkie narody powoływały się jeszcze na imię Boga, Jego wolę i pomoc. Sztandary wojsk rosyjskich głosiły: S Bogom, za Caria i otieczestwo (Z Bogiem, za cesarza i ojczyznę). Nie tylko sztandary, ale na klamrze każdego żołnierza nieprzyjacielskiego widniało: Gott mit uns Bóg z nami. (Tylko te klamry utrzymały się też w drugiej wojnie...) Miliony krzyżów chrześcijańskich pokryły ziemię, przy tym panował zwyczaj, aby nawet na mogiłach poległych wrogów ustawiać znak krzyża, z godnym napisem. Poza nabożeństwami w świątyniach, dziesiątki tysięcy celebrowano pod gołym niebem w modłach polowych. Miliony poświęconych medalików, krzyżyków, świętych obrazków, szkaplerzy pokryło ciała żywych i poległych w bojach.Prawosławny cesarz rosyjski, gdy wyjeżdżał do armii walczącej, to nie inaczej jak w asyście licznego duchowieństwa, w otoczeniu św. ikon cudotwórczych, osobiście wystając godzinami wszystkie długotrwałe nabożeństwa, które zabierały więcej czasu niż narady w sztabach.Nie mogło być wątpliwości, że wtedy papież z Rzymu wzywał do pokoju: chrześcijan.Józef Mackiewicz
Druga strona grzechu pozostaje na granicy powieści i eseju. Jest swoistym traktatem usiłującym rozstrzygnąć zagadkę bytu w oparciu o intuicję, penetrację somnambuliczną, zmysły i wiedzę z zakresu fizyki kwantowej. Tłem narracji jest biografia autorki, w tym jej wieloletnia emigracja, nazwijmy to zarobkowa, choć w istocie była ona penetracją i nowych światów, i samego siebie, którego lepiej widać zarówno w oderwaniu od pieleszy kulturowych, jak i w sferze nowych, nieraz traumatycznych doświadczeń.
Cztery gastarbeiterskie powieści Łucji Fice stworzyły mocny fundament pod Drugą stronę grzechu, ale zarazem były cennym dokumentem emigracji poakcesyjnej (która stała się losem blisko trzech milionów Polaków od 2004 roku).
dr Stefan Pastuszewski
Redaktor czasopisma „Akant”
„Nic nie jest takie, na jakie wygląda” – napis na budynku CIA.
Książki tej nie da się jednoznacznie przyporządkować do jednego gatunku literackiego. Łucja Fice z niesłychaną gracją i lekkością przechodzi z jednej formy do kolejnej: z powieści, przez esej i poezję, skończywszy na rozważaniach natury filozoficznej i naukowej.
Autorka odnosi się do swoich przeżyć, przemyśleń i dzieli się z czytelnikiem nietuzinkową intuicją, starając się wyjaśnić pewne zjawiska, z pozoru niewyjaśnialne. Poszukuje sensów, odkrywa własną duszę, dzieli się z innymi swoją wrażliwością i głębią postrzegania.
Każda karta „Drugiej strony grzechu” to jak podróż w nieznane bez przewodnika. Należy się w nią zagłębić, by zastanowić się choć przez chwilę nad otaczającym nas światem i zrozumieć jego sens w momencie, kiedy utraci się tych, których się kocha najbardziej.
Od redakcji
Haft na styku światów
Być może grzechem jest prowadzić takie rozważania. To, co jest – objaśnia nam fizyka. To, dlaczego jest – metafizyka. A to, jak jest? W jaki sposób nasz wewnętrzny świat przyswaja, absorbuje świat zewnętrzny? Jak powstają nasze spostrzeżenia, nasze refleksje? Co dzieje się w nas, kiedy patrzymy? Co dzieje się w nas, kiedy zamykamy oczy? To wszystko objaśnia nam – a przynajmniej próbuje – ta powieść. Zdarzenia dzielą się na codzienne, niecodzienne i te, które się nie zdarzyły. Pomiędzy fizyką a metafizyką rozciąga się bezkres, który próbuje wypełnić ta powieść. Bezkres emocji, empatii, gestów dokonanych i niedokonanych, zdarzeń które miały miejsce, miały mieć miejsce – były oczekiwane, nigdy nie miały miejsca, a mogły – tak sugeruje bohaterce po latach jej refleksja.
Dwoje dojrzałych ludzi, kobieta i mężczyzna, oboje z bagażem pamięci o wspólnym życiu. Mężczyzna wychodzi do pracy, kobieta patrzy w lustro. Kobieta wyjeżdża do pracy, mężczyzna umiera. Kobieta wraca i parzy kawę tak, jak ją uczył zmarły mąż.
Haft na styku światów – swoiście pojęty monolog wewnętrzny, gdzie opowieść o życiu dwojga ludzi oplata koronka zamyślenia o nim, a który prowadzi kobieta. Ze strony na stronę coraz rozleglejsza koronka, bo buddyzm sąsiaduje tam z mechaniką kwantową, a krążące w umyśle potencjały, z których potem wywodzą się nasze myśli – z magią najbardziej osobistych wspomnień. „Jesteśmy wszyscy jak cząsteczki patrzące na siebie. Oby patrzeć z sercem”. Ostatnie zdania tej opowieści są jej najlepszą syntezą – o tym właśnie ona jest.
Alski
Patroni: Związek Pisarzy Polskich na Obczyźnie, Związek Literatów Polskich Oddział w Zielonej Górze
Niniejsza książka jest napisana zarówno dla ateistów, jak i dla osób wierzących w religie oraz dla wszystkich niezdecydowanych, dla których koncepcja Boga jest istotnym i wartym dyskusji tematem. Autorem jest były muzułmanin, który porzucił islam i dzieli się argumentami, jakie pomogły mu powziąć decyzje o rozstaniu z religią.
Być może najgłębszym sensem powieści jest schodzenie do podziemi, gdzie kłębią się opowieści, lęki i przeczucia. Uchodzimy z miejsc, z historii, z pamięci.
Wit Szostak napisał po trosze dziennik, po trosze esej, zbiór opowieści i zmyśleń, po trosze powieść. Wielość znaczeń prowadzi nas tropami słów, losów, namiętności i miłości. To literatura, która pozostaje w nas.
Kiedy starożytni Rzymianie chcieli podkreślić, iż coś zostało opowiedziane od początku do końca, mówili: Ab ovo usque ad mala (co tłumaczy się dokładnie: od jaja do jabłka).My mówimy od A do Z. I tak właśnie ułożony został zbiór felietonów napisanych przez filologa klasycznego, neolatynistę, tłumacza z greki i łaciny. Autor z ogromną erudycją i poczuciem humoru opowiada o różnych zagadnieniach, pojęciach i zjawiskach wywodzących się z kultury śródziemnomorskiej zakorzenionych w tradycji europejskiej, a których pochodzenie nie jest wcale powszechnie znane i okazuje się zaskakująco ciekawe. W tym swoistym przewodniku po kulturze czytelnik znajdzie i zagadki starożytne, i średniowieczne erotyki, i fałszerstwa literackie, i wiele innych ciekawych zagadnień.
Felietony teatralne 2008-2017
Konserwatysta to człowiek, który sprzeciwia się zmianom – tak długo, aż staną się nieuniknione. Nie wymyśliłem tego zdania. Nie mogę sobie przypomnieć, gdzie je słyszałem, ani wyśledzić źródła. Aliści podpisuję się pod nim chętnie; wyraża to, co mi jest bliskie.
Cenię to, co i dla konserwatystów jest ważne. Ciągłość myślenia o kulturze – i nie tylko o niej. Uwzględnianie w myślowej robocie tego, co ktoś już wykombinował, niezakładanie, że każde własne myślątko ma wymiar odkrycia. Niechęć do uproszczeń, do zerojedynkowych wizji świata, do sloganów i manipulacji. Sympatię do stwierdzenia To nie jest takie proste. Cenię tradycję – intelektualną, estetyczną, etyczną – choć pilnuję się, by jej nie absolutyzować. Zwłaszcza wtedy, gdy ma tendencję (a ma często) do przekształcania się w rutynę, w lenistwo poznawcze, w bezmyślne tak było zawsze, więc tak jest normalnie. Nie nudzę się z założenia czymś, co wydaje się staroświeckie; nudzę się czymś staroświeckim,jeśli rzeczywiście jest nudne. A bywa, i nierzadko. O wiele bardziej alergicznie reaguję jednak na ekstatyczne (i nieuleczalne mimo tylu pouczających nieszczęść) ubóstwienie postępu. Owego przodem do przodu (a tył też do przodu), jak mawiał lokaj i zamordysta Edek u Mrożka. Na kult nowinek, których wartością ma być samo to, że są nowe, a nie to, czy cokolwiek ważą w konfrontacji ze starym. Sam fakt konfrontacji ma im gwarantować fory. Jeżę się na wszystkie te mody artystyczne i intelektualne, stadne zachowania, które sprawiają, że w kulturze coś się gremialnie nosi, coś się ceni, coś jest obowiązkowo ważne. Na nowoczesny żargon, który łączy akolitów w koła wtajemniczonych pełnych wyższości nad resztą zjadaczy kultury. Na łatwość ogłaszania radykalnych przełomów, otwierających się epok i modernizacyjnych przepracowań, które heroldowie postępu skłonni byliby wpoić zacofanym współziomkom w drodze edukacji surowej i bezwzględnej.Dla dobra edukowanych, rzecz jasna.A nasz teatr cielęcym zachwytem nad każdą radykalną nowością i łatwością stemplowania wszelkiej tradycji pieczątką „ramotka” grzeszy namiętnie i powszechnie. Pewnie grzeszył zawsze, dziś nastąpiło jednak w tym względzie potężne wzmożenie. Co więc ma w świecie sceny konserwatysta do roboty? Ano to, co w zdaniu na początku. Może oprotestowywać zmiany, może też oceniać, które są rzeczywiście nieuniknione – bo odbiór kultury się zmienia, choć niekoniecznie w doktrynerską, postępową stronę. Może patrzeć, jak to, co wymyślili młodzi, gra z tym, co było dawniej, dostrzegać nieoczekiwane indukcje i filiacje. Tudzież może samego siebie do niektórych zmian przekonywać, swój tradycjonalistyczny łeb na nie otwierać. Piszę o teatrze od czterdziestu lat, obserwuję go jeszcze dłużej.
Powiedziałem sobie kiedyś, że gdy się przyłapię na tym, iż wspomnienia z przeszłości będą mi przysłaniały i dezawuowały każdy dzisiejszy artystyczny twór – poszukam sobie innego zajęcia. Jeszcze do tego nie doszło. Pisywałem recenzje w wielu czasopismach – w „Teatrze”, w „Twórczości”,
w „Polityce” (najdłużej, 16 lat), w „Przekroju”, w „Zwierciadle”; „Dialogu”, w którym pracuję od 1984 roku nie liczę, bo recenzji sensu stricte pismo nie zamieszcza. W 2008 roku Mieczysław Orski namówił mnie na pisanie do wrocławskiej „Odry”. Pomyślałem sobie wtedy, że, mając trochę więcej miejsca, niż go zwykle daje dziś prasa, spróbuję komentować życie sceniczne, podkładając pod opisy współczesnych dzieł swoją pamięć, swoje doświadczenie, swoją edukację z lat siedemdziesiątych, czasu bardzo specyficznego w polskim teatrze i bardzo odmiennego od zdarzeń dzisiejszych.
Jacek Sieradzki
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?