Nie sposób usunąć ich z ludzkiego świata. Monstra, potwory, dziwolągi...
Zawsze gdzieś w końcu je dojrzymy – co więcej, będziemy ich szukać, gdyż ich natura intryguje nas i pociąga. Wystawimy je na pokaz, tłumacząc, że to potrzebne, gdyż odstępstwo wskazuje regułę, bo nieforemność uczy, czym jest forma. Dzieje się tak, jakby monstra chciały udowodnić, że do czegoś są nam potrzebne, jakby chciały powiedzieć, że bez nich nie określimy naszej własnej natury i nie zrozumiemy świata, który chcemy uporządkować i rozjaśnić.
Ciało jako inny, obcy, wykluczony, ciało jako przestrzeń napięcia między toż-samością a innością, ciało poza innością i tożsamością. Ciało-tekst ? otwarte. Ciało o zmiennej intensywności, bez ustanku pulsujące między tym, co obce a tym, co toż-same. Ciało ustanawiające granice, by w kolejnym kroku je znieść, mówiące: ?ja?, by zaraz temu zaprzeczyć, tworzące wnętrze i rozpływające się w zewnętrzności pofałdowanej powierzchni. Ciało radykalnie zróżnicowane, to zwierzęce, to ludzkie, to przestrzenne, to wirtualne, to duchowe, to materialne, to kobiece, to męskie, to dojrzałe, to dziecięce, migocące różnicami, stające-się-innym, a w efekcie niedostrzegalne, zlewające się ze światem w działaniu. Ciało tętniące życiem, ciało różnicujące świat i jednocześnie go zmieniające. Ciało będące podstawą myślenia o tożsamości, inności, podmiotowości, wspólnocie, etyce czy polityce i otwierające te kategorie na to, co nadchodzi
Oko było dla Leirisa, Artauda, Blanchota, a przede wszystkim Bataille’a przedmiotem fascynującym i zarazem odrażającym, źródłem rozkoszy i przerażenia – prawdziwym obiektem sacrum. Jako symbol boskiego porządku i rozumowego poznania stało się celem gwałtownych ataków, w których było obserwowane, otwierane, tłamszone, ściskane, miażdżone, wywracane na nice, wyłupywane, wtłaczane w różne mniej lub bardziej przystosowane do tego miejsca, a także przypisywane rzeczom i tworom, u których znaleźć się go nie spodziewano. Jednocześnie jednak – stale zyskiwało na sile i znaczeniu. Sytuując się na przecięciu literatury, sztuki, filozofii i antropologii, Historie oka opowiadają o przemianach, jakie zaszły – głównie w pierwszej połowie XX wieku – na płaszczyźnie ludzkiego postrzegania, pisania o tym postrzeganiu i szerzej: myślenia o człowieku i ludzkiej podmiotowości.
Bataille’owskie rozróżnienie trzech postaci erotyzmu: erotyzmu ciała, erotyzmu serc i erotyzmu sacrum – jest jednym z podstawowych pojęć współczesnej antropologii.
W pierwszym przypadku człowiek odnajduje swój pierwotny związek z przyrodą przede wszystkim za sprawą erotycznego upojenia, które jest chwilowym unicestwieniem granic własnego ja i utożsamieniem z pierwotnym bytem natury. Erotyzm, choć w pewnym sensie nieodłączny od doświadczenia prokreacji, jest samoistnym „eksperymentowaniem psychicznym”, powiada Bataille, w poszukiwaniu sensu życia.
Erotyzm serc – to romantyczna koncepcja fuzji bliskich dusz. Głębokim sensem trzeciej postaci erotyzmu, erotyzmu sacrum, analizowanego przez Bataille’a na podstawie obrzędów i rytuałów religijnych, ale także literatury, poezji, teatru etc., jest obalanie wszelkich struktur zamykających człowieka w wąskich ramach egzystencji (ramy społeczne, jednostkowa osobowość, ubiór, modele zachowania, itp.) w poszukiwania nieskończonej i niczym nieograniczonej jedności z bogiem. Erotyzm sacrum, będący zarazem doświadczenie estetycznym, etycznym i religijnym, jest definitywnych wykraczaniem człowieka poza siebie i swe ograniczenia.
Monografia Przybyłem tu, by umrzeć zajmuje się relacjami z egzekucji opublikowanymi w Anglii w XVI i XVII wieku. Zarówno relacje, jak i egzekucje odgrywały wówczas istotną rolę – przywracały naruszony przez skazańca porządek prawny, społeczny i polityczny. Skazaniec, otrzymując prawo głosu, miał dokonać ostatniej spowiedzi, by umrzeć „dobrą śmiercią” oraz podkreślić słuszność wyroku. Jednak wśród kilkuset opublikowanych w tym czasie relacji znajdujemy stosunkowo liczne przykłady przełamania tej konwencji. W efekcie można zauważyć proces wyłaniania się jednostki: oto zamiast wygłosić skostniałą formułę spowiedzi i przyznania się do winy, skazaniec występował w imieniu własnym, koncentrując się na indywidualnym przekazie. W zachowanych angielskich relacjach chodziło więc nie tyle o to, co władza czyniła z ciałem skazańca, ile raczej – co skazaniec czynił z ostatnimi chwilami swojego życia. Skazaniec zaś, nie mając przecież wpływu na to, co stanie się z jego ciałem, korzystał z przysługującego mu prawa głosu, by „napisać siebie”, pozostawić głos jednostki świadomej swojego zindywidualizowanego istnienia – i w efekcie przemienić się w obywatela świadomego istnienia opinii publicznej i umiejącego ten fakt wykorzystać.
Nagroda „Literatury na Świecie” przyznana w kategorii „Translatologia, Leksykografia i Literaturoznawstwo”
W Anglii pod panowaniem Tudorów i Stuartów rozwinęła się nowa odmiana wypowiedzi publicznej – mowa pożegnalna skazańca. Z początku wymuszane przez władzę, schematyczne i skonstruowane według określonego wzorca, z czasem ewoluowały, zaspokajając zapotrzebowanie odbiorców na sensacyjne informacje lub dostarczając wiadomości o skazańcu i okolicznościach przestępstwa. Mowy te, wpierw odnotowywane przez świadków egzekucji w prywatnych dziennikach, pamiętnikach lub korespondencji, a przez urzędników Korony – w dokumentach procesowych, wywoływały takie zainteresowanie wśród odbiorców, że ich publikacja z czasem stała się normą, przyczyniając się do stworzenia nowego gatunku popularnego piśmiennictwa.
Retoryka umierania to bardzo ciekawe przedsięwzięcie. Tom zawiera obszerny wstęp Olgi Kubińskiej, wybitnej znawczyni kultury i literatury renesansowej Anglii, oraz 34 przekłady mów wygłaszanych przed egzekucją w latach 1583–1697. Teksty te są wspaniałym materiałem do studiów nad mentalnością, zachowaniami prywatnymi i społecznymi, religijnością i polityką tych niesłychanie intensywnych i ciekawych czasów.
Marta Gibińska
„Cóż mnie łączy z Żydami? Prawie nic mnie nie łączy nawet z samym sobą”. Ta autoironiczna i zarazem niebywale trzeźwa deklaracja osobności – jedna z wielu autocharakterystyk Kafki – staje się w komiksie Davida Mairowitza i Roberta Crumba metaforą jego całego życia. Komiks ten jednak nie jest typową biografią. Ważniejsze od kronikarskiej dokładności są dla jej autorów Kafkowskie tematy, obsesje i kompleksy. Dlatego w opowieści Mairowitza i Crumba zdarzenia historyczne przenikają się ze światem imaginacji Kafki, a on sam często pojawia się w rolach, na które skazywał swoich ludzkich i nie-ludzkich bohaterów. Mairowitz i Crumb sceptycznie (czasem wręcz prześmiewczo) odnoszą się do konserwatywnej „kafkologii”, pokazując, że Kafka to również humor i erotyzm.
Robert Crumb jest Breuglem dwudziestego wieku – „Time”
Nikt nie mógłby zrobić tego lepiej od Crumba – „Libération”
Historia rozwoju przestrzennego rezydencji położonych na skraju lasu ciągnącego się wzdłuż gdańskiej ulicy Polanki, w których przez kilka stuleci koncentrowało się życie towarzyskie i artystyczne gdańskich elit mieszczańskich.
„Granice większości historycznych dworów przy Polankach zostały po wojnie zmienione. Utrzymała się wprawdzie linia regulacyjna ulicy Polanki, ale przebieg granic w sąsiedztwie wzgórz został przesunięty. Parki leśne Dworów I, III i IV przejął Zarząd Lasów Państwowych i prowadzi tam gospodarkę leśną. Korekty przebiegu granic związane z aktualnymi potrzebami użytkowników naruszyły ład przestrzenny dawnych rezydencji (Dwory I, III, IV, V). Istotna sprzeczność z pierwotnymi rozwiązaniami architektonicznymi oraz adaptacje do nowych funkcji mieszkalnych (Dwór I), wychowawczych (Dwór III), szpitalnych (Dwory IV, V) oraz wojskowych (Dwory II i V) wymusiły zmiany rozplanowania zabytkowych budynków. Brak konserwacji i bieżącej troski, wymuszał kolejne remonty. Dwory IV i V pozbawiono rokokowych sztukaterii, Dwory I i II zmieniły rozplanowanie, wszystkie utraciły część zabytkowej stolarki, a Dwór III rozebrano. […] Współczesny obraz zespołu dworów przy Polankach nie przedstawia się optymistycznie, co nasuwa refleksje zbliżone do tych zapisanych przed dwustu laty we wspomnieniach Joanny Schopenhauer: «Ciche, opustoszałe, na powolne zniszczenie wydane, stoją obecnie tak niegdyś miłe wiejskie domy. Chwasty i pokrzywy rozpierają się na ogrodowych ścieżkach; wielka ich ozdoba, stare, wspaniałe drzewa, w większej części powycinano lub wyniszczono. Zamilkł miły plusk i szmer wodotrysków. Przewody i wodociągi rozbite, a miejsca po nich zabagnione.»"
(fragment książki)
Ostatnia podróż, ostatnie spotkanie, ostatni list... Opowiadania i eseje Lipowskiego spaja aura smutku i żalu, przeczucia nieuchronnie zbliżającego się końca – czy to końca życia, czy tylko jego etapu. Ich bohaterowie mierzą się z przeszłością i teraźniejszością, z samotnością i zapomnieniem, z wojną i chorobą, ze starością i śmiercią. Metafizyczny lęk łączy się tu ze strachem o życie, ból przedwcześnie przerwanej miłości z bólem utraty żony, z którą po kilkudziesięciu latach małżeństwa stanowi się jeden organizm.
Lipowski opisuje te tragedie z czułością i empatią. Postaci literackie rysuje subtelnie, lecz dobitnie. W postaciach historycznych dostrzega zaś to, czego często nie zauważamy – zwykłych ludzi.
Spędziłem zatem dwa lata w Studiu Nieużyteczności. Były to lata intensywne i radosne; dla mnie studiowanie i życie były jednym i tym samym niewyczerpanie interesującym przedsięwzięciem, moi przyjaciele stawali się moimi nauczycielami, moi nauczyciele – przyjaciółmi…
Zbiór esejów wybitnego belgijskiego myśliciela, który z charakterystycznym sceptycyzmem, niezwykłą przenikliwością i cierpkim humorem przygląda się problemom współczesnej kultury, historii i polityki.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, pochodzącego z Funduszu Promocji Kultury
Ars longa, vita brevis – sztuka długa, życie krótkie – sentencja Hipokratesa, pierwotnie odnosząca się do medycyny, weszła trwale do kultury jako fundament myślenia o sztuce. Sztuce w późniejszym rozumieniu, pojmowanej jako twórczość artystyczna. Jako maksyma przyjęła się w wersji skróconej, niosąc przesłanie apologetyczno-konsolacyjne: choć życie nasze jest krótkie, sztuka nadal trwa. Jej pełne brzmienie ma jednak sens odmienny, nieoparty na prostym przeciwstawieniu, bogatszy: Ars longa, vita brevis, occasio praeceps, experimentum periculosum, iudicium difficile – sztuka długa, życie krótkie, okazja ulotna, doświadczenie niebezpieczne, sąd niełatwy. Te zapomniane człony słynnej sentencji ofiarowują pojęciowe ramy niespodziewanie przylegające do sztuki współczesnej, w której mało wiary w trwałość i trwanie, a więcej ulotnych okazji i niebezpieczeństwa doświadczeń. Dlatego i sąd o niej tak trudny. Idąc tropem Hipokratesowych kategorii, widzimy, że nawet optymistyczna ars longa rodzi się wśród buntów, niepowodzeń, nieporozumień, niemożności, które wszak dzieje sztuki współtworzą. I paradoksalnie, chociaż awangardy narzuciły progresywny, agresywny i transgresywny obraz twórczości, to właśnie w sztuce XX wieku utrata i niespełnienie stały się jej niezbywalną częścią, niemal wyznaczając najważniejsze osie jej rozwoju.
Podczas gdy tematem tej książki są rezonanse między sferą wizualną, muzyczną i filozoficzną na początku XX stulecia, a także migracje idei i pojęć pomiędzy tymi sferami, podejmowanym problemem jest współczesne wycofanie się z narracji i dyskursów spajających, scalających i dokonujących syntezy doświadczenia bycia człowiekiem w obrębie poszukiwań estetycznych. Dzięki takiemu zestawieniu tematu i problemu jednocześnie wydobyty zostaje kontrast pomiędzy utopijnymi nadziejami wobec projektu i idei człowieka w awangardach początku XX wieku a współczesnym dyskursem wokół sztuki jako dziedziny odnoszącej się do tego, co ludzkie i nieludzkie, w sposób zdystansowany, chłodny, często ironiczny bądź sceptyczny.
Książka przywołuje twórczość awangardowych artystów początku XX wieku oraz ich romantycznych prekursorów, Euge`ne’a Delacroix, Fryderyka Chopina, Wassilego Kandinskiego, Paula Klee, Antona Scho¨nberga, Pierre’a Bouleza. A jednak im bardziej spoglądamy na nich z dystansem, tym bardziej rola pojedynczych osób zaczyna przypominać dyrygowanie falom, bo myśl ma siłę żywiołu.
Teatr jest bodaj najbardziej zawiłą ze sztuk, jakie człowiek stworzył. Jurij Łotman nazywa go „encyklopedią semiotyczną", przez co implikuje - i słusznie - że w teatrze mieszczą się wszelkie znane człowiekowi systemy znakowe i formy komunikacji. Jego twórca (zazwyczaj: twórcy), czyli autor „komunikatu" czy - jak kto woli — dyskursu, który wcale nie musi być wykonawcą, chcąc coś odbiorcy przekazać, organizuje swoją wypowiedź w niecodzienny sposób. Zamiast mówić wprost, wybiera tę niezwykłą formę wypowiedzi - dlaczego? Ano również dlatego, że tekst artystyczny ma większą pojemność czy nośność informacyjną i może więcej powiedzieć niż przekaz nieartystyczny. Zdolność ta wynika między innymi z elastyczności czasu scenicznego i z niespotykanej gdzie indziej intensywności zwielokrotnienia synek-dochicznego1. Dzięki temu w ciągu dwóch godzin na scenie można ukazać nie tylko całe życie jednostki, ale i los człowieczy w ogóle.
Ta książka opowiada o naszych obyczajach zobrazowanych w filmie ubiegłego wieku. O tym, jak żyli Polacy, zwłaszcza w miastach. Jak wyglądały ich codzienne, materialne sprawy. Jak mieszkali i jak się ubierali. Jaki był ich stosunek do pracy i pieniądza, do polityki i erotyki. W jakim języku przywykli się porozumiewać. Jak się kochali i nie kochali. (...)
Gdańskie korespondencje Adama Czartkowskiego do „Kuriera Warszawskiego” z lat 1931–1939 to fascynująca lektura, w najlepszych momentach porywająca kronika Wolnego Miasta Gdańska zmierzającego do katastrofy. Autor, pracujący od 1928 roku w Polskim Gimnazjum Macierzy Szkolnej, okazuje się skrupulatnym obserwatorem wydarzeń wewnątrzgdańskich i okołogdańskich. Przez osiem lat nie tylko pisze o czystej faktografii wydarzeń w Wolnym Mieście, lecz także stara się je przybliżać i wyjaśniać polskim czytelnikom. Świetnie znający język niemiecki Czartkowski wykazuje się doskonałą orientacją zarówno w sprawach polsko-niemieckich, jak i przede wszystkim gdańskich. Wie, kto jest kim w tym małym państwie, które nie do końca jest państwem, ale jest również więcej niż tylko miastem. Czyta wszystkie ważniejsze niemieckie gazety wychodzące w Wolnym Mieście. Zna zarówno gdańskich Niemców, jak i Polaków, przy czym cechuje go perspektywa przybysza i człowieka o szerokich horyzontach, dzięki czemu jego obserwacje często bywają odkrywcze – Czartkowski nierzadko dobrze przewiduje przyszły bieg zdarzeń w rządzonym coraz bardziej autorytarnie Wolnym Mieście.
Peter Oliver Loew
Symbolizowanie i interpretowanie – dwa nierozłączne działania. Stwierdzamy dziwność jakiejś wypowiedzi – trzeba ją interpretować. Ale jak? Na podstawie struktury językowej i logicznej, uwzględniając ukierunkowanie przywołania oraz stopnie określoności sensu. Będąca drugą częścią dyptyku (pierwszą są Teorie symbolu), książka Symboliczność i interpretacja nie oddziela teorii od historii: ogólna „symboliczność języka” zostaje w niej zweryfikowana i dopełniona „strategiami interpretacji”, przy czym uprzywilejowanymi źródłami przykładów są egzegeza patrystyczna i filologia klasyczna.
Symboliczność i interpretacja jest w zamierzeniu syntetycznym spojrzeniem na to, co stanowi jedno z najważniejszych ludzkich działań – na interpretowanie symboli.
Asymptoty obalają mit, wedle którego Przybyszewską interesowała wyłącznie rewolucja francuska. Tematyką powieści, nigdy dotąd niepublikowanej, jest współczesna, akcja rozgrywa się w kosmopolitycznym środowisku naukowych elit dwudziestolecia międzywojennego. Jej główny motyw to studium rozpadu małżeństwa Edy i Charlesa, bakteriolożki o międzynarodowej sławie i wypalonego zawodowo publicysty.
Powieść stanowi popis erudycji Przybyszewskiej, zawiera liczne dyskusje o literaturze epoki i aktualnych wydarzeniach politycznych. W warstwie psychologicznej autorka podnosi kwestię depresji i dalekosiężnego wpływu stresu pourazowego na człowieka, relacji dorosłej córki z ojcem, problemów pojawiających się w związkach słabych emocjonalnie mężczyzn z silnymi kobietami-intelektualistkami oraz wpływu problemów dorosłych na daleką od niewinności psychikę dzieci.
Procesy przeciw pornografii literackiej, a później również filmowej i artystycznej, które rozpoczęły się od słynnej sprawy Pani Bovary i trwały przez prawie cały wiek XX, dotykają problemu prawnych, formalnych i gatunkowych wyznaczników pornografii. Czy dzieła pornograficzne mają jakąś wspólną cechę? Pomimo rozlicznych problemów definicyjnych można wyodrębnić jedną – pornografia nie jest i nie była nigdy formą seksualności spotykaną w naturze. Innymi słowy – pornografia jest dziedziną kultury. Dlatego celem tej książki jest potraktowanie pornografii jako kategorii kulturowej, przyjrzenie się jej z dystansu, ograniczenie obiegowej oczywistości, zanalizowanie teoretycznego i praktycznego kontekstu oraz naszkicowanie chociaż w uproszczony sposób jej historii. Praktycznym celem jest zaś zaproponowanie metodologicznej podstawy porn studies, a także pokazanie, jak w krytyczny sposób czytać pornografię literacką.
To znakomita praca, bogata w wiedzę, frapująca interpretacyjnie. Zamysł autorki polega na ujęciu pornografii nie jako wstydliwych marginesów kultury, lecz jako moralnego i estetycznego wyzwania idącego z marginesów ku centrum.
(Przemysław Czapliński)
Pracę Ewy Stusińskiej uważam za pionierskie i oryginalne opracowanie zagadnienia trudnego, dotąd tak rzetelnie i twórczo niepodejmowanego na naszym gruncie.
(Krzysztof Kłosiński)
Autobiografia Krzysztofa Pomiana (ur. 1934 w Warszawie), historyka idei i filozofa kultury, jednego z najwybitniejszych postaci w polskiej i europejskiej Rpublique des Lettres.Od ""wściekłych"" października 1956, Leszka Kołakowskiego i Uniwersytetu Warszawskiego, poprzez rok 1968, intelektualny Paryż ostatnich dekad XX wieku, Gallimarda, ""Le Dbat"", Kota Jeleńskiego, ""Kulturę"" Jerzego Giedroycia, Solidarność, Einaudiego, Wenecję, aż po przełom roku 1989, Europę, jej narody i muzea...Przyjaźń zawsze odgrywała istotną rolę w moim życiu i postrzeganiu samego siebie. Nie widzę siebie bez najbliższej rodziny i bez rodziny z wyboru: przyjaciół i przyjaciółek. Kilka przyjaźni zachowałem z dzieciństwa przez wszystkie późniejsze lata. Inne nawarstwiały się stopniowo z biegiem czasu. Każdej wiele zawdzięczam. Ale szczególnie dużo zawdzięczam tym nielicznym osobistościom, które stały się dla mnie nauczycielami i wzorami. Mistrzami. Również one weszły przeważnie do kręgu przyjaciół, choć zazwyczaj z zachowaniem dystansu narzuconego ich wiekiem i pozycją.Ta książka jest o przyjaciołach i mistrzach ale nie tylko. Mówię też o wydarzeniach i przedsięwzięciach, w jakich uczestniczyłem, oraz o niektórych wybitnie ważnych lekturach. Tym sposobem opowiadam o sobie, nie wprost jednak, lecz pokazując własne życie rozszczepione niejako przez pryzmat konfrontacji z innymi osobami. Jest więc ta książka odmianą autobiografii autobiografią zapośredniczoną.
Życiorysu Williama Szekspira w tej książce nie będzie. Nie rozwiążemy zagadki Czarnej Damy ani nie ustalimy tożsamości tajemniczego pięknego młodzieńca z sonetów. Nie będziemy się zajmować ulubionym tematem żurnalistów: „kto właściwie napisał Szekspira?”. Zamiast tego o wielkim poecie i dramatopisarzu będziemy mówić jako o mistrzu słowa i żartu, zwłaszcza żartu frywolnego, będącego nie prostackim świntuszeniem dla rozbawienia gawiedzi, lecz grą słowną, która z jednej strony zaskakuje otwartością i śmiałością, z drugiej zaś wręcz oszałamia wyobraźnią oraz inwencją, a także bawi nietuzinkowym poczuciem humoru, w którym miłość niebiańska sąsiaduje z ziemską i dobrze w tym sąsiedztwie się czuje. Autor ma nadzieję, że jego książka zainteresuje nie tylko tłumaczy i reżyserów, lecz także każdego, kogo ciekawi epoka renesansu i to, w jaki sposób przekłada się ją na współczesny nam język.
Bywa, że dziwa
Jest urodziwa –
Lady Godiva prawdziwa;
Dziwa sędziwa,
Nawet godziwa,
Rzadko się do niej umywa.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?