ŻalinŻalin to metafora życiawszystko tu prowizoryczneniby zamknięte a otwarteniby okrzepłea ulotnematerialnea bezcielesnemakieta niedokończonych iluzjijeśli różeto bez rumieńcówkomin bez dymuchata bez ludziludzie bez uśmiechuokna bez szybtylko Chrystus w koślawej kapliczceprzywiązany przez parafiandrutem do krzyżacierpi jak trzebapo ludzku
Dopo la diaspora del gruppo etnico, la lirica lemka ha espresso con toni ineditamente forti, oltre che autentici e variegati, l'assoluto e incondizionato attaccamento alla terra delle origini, l'amata Łemkowyna per le carte geografiche Łemkowszczyzna. essa al contempo universale, partecipe di tutto quanto sia umano: di ogni cosa possa commuovere individui di qualsiasi nazionalit e lingua. La sublimazione del rimando al fatto storico e ai suoi risvolti pi intimi e particolari messa in atto dagli autori compiuta a decantare i principi morali a fondamento del riscatto del male di ogni tempo: il rispetto per il prossimo, l'amore per il creato, il senso del sacro.Nasce da qui la decisione di consegnare al lettore questa parte del repertorio poetico lemko, in un'antologia volta a farne approdare in Italia i primi saggi. Di questo patrimonio letterario monito a favore di un comportamento etico salvifico per l'umanit e dell'intera comunit lemka costituita oggi da alcune migliaia di individui, si intende contrastare l'oblio trasmettendone i valori pi caratteristici ben oltre i confini geografici originari e invogliando ad una loro pi approfondita conoscenza.Fanno da contrappunto ai brani scatti paesaggistici nonch dettagli architettonici, elementi del folclore e momenti di vita quotidiana immortalati dalla penetrante e ricettiva sensibilit di Simona Ottolenghi e Roberto Gabriele nella terra patria di Nikifor ed Andy Warhol.Silvia Bruni (dalla Postfazione)
Jest 1689, drugi rok ery genroku, 27 dzień marca. Matsuo Bash wyrusza ku północnym rubieżom Archipelagu, na włóczęgę po drogach nieznanych albo zapomnianych już przez nowoczesny intelektualny świat stolicy Edo. To jego czwarta i ostatnia wielka wyprawa, którą spisał trzy lata później, a której krótkie fragmenty czytamy w Książce do pisania. Kończy tę podróż na początku września, w miejscowości gaki, niedaleko Kyto, cesarskiej stolicy, symbolu kultury klasycznej, po pięciu miesiącach mozolnego trudu pieszej wędrówki. Przechodzi 600 ri, czyli 2400 km to jedna z najdłuższych dróg opisanych w literaturze japońskiej. A dla samego Bash jest to niezwykła wędrówka, znak drogi jego życia bo podejmuje ją na ostatnim jego etapie.Agnieszka Żuławska-Umeda
Podczas mojej drogi dos´wiadczyłem wsze?dzie trudnych stron bycia migrantem, bycia Innym – w Polsce, Iraku, w Niemczech. Dostrzegłem takz˙e, z˙e nie tylko wie?kszos´ci trudno zaakceptowac´ Innego, ale tez˙ odrzucony Inny hoduje i piele?gnuje swoje odrzucenie. To bardzo cze?sta postawa u emigranto´w, kto´ra rodzi polityczny radykalizm, postawy „anty-”. Dos´wiadczyłem tego zaro´wno w s´wiecie arabskich emigranto´w, radykalnie odrzucaja?cych kulture? Zachodu, jak i ws´ro´d Polonii. […] Tak, poniz˙enie, samotnos´c´, obcos´c´, oboje?tnos´c´ sa? stałymi dos´wiadczeniami emigranto´w. Jednak nie jest to pełna prawda o społeczen´stwach, kto´re nas przyjmowały. To prawdziwe rany, ale nie cała prawda. Obok nieche?ci, odrzucenia, spotkała mnie takz˙e ciekawos´c´, che?c´ zrozumienia, pomoc, sa?siedztwo, przyjaz´n´.
Dziś w Rocie widzi się przede wszystkim piewcę wielkiej epoki cesarsko-królewskiej Monarchii. Widzi się konstruktora jej wielkiego mitu. To oczywiste nie tylko najbardziej znany Marsz Radetzky'ego, ale tysiące innych utrwalonych słów pisarza świadczą o pozytywnych emocjach, które budziła w nim monarchia.Ale czy w oczach pisarza ten świat podwójnej monarchii doprawdy był tak idylliczny, tak sielankowy?No niezbyt. Raczej, ku naszemu zaskoczeniu, chciałoby się nucić Ale to już było. Bo jakże tamten świat w gruncie rzeczy przypomina nasz dzisiejszy, ten znany nam dokładnie.Więc najpierw uchodźcy, uchodźcy ze wchodu. Zwykle Żydzi uciekający przed pogromami, ale i wraz z nimi mnóstwo innych nacji. I przemytnicy tego ludzkiego towaru, całe wielkie kompanie, firmy specjalizujące się w przerzucie nieszczęśników ze wschodu przez Europę środkową do Brazylii, Kanady czy Stanów Zjednoczonych.I jest potężny antysemityzm (genialna scena w pociągu, gdy dziennikarz żydowskiego pochodzenia agresywnie zaczepiany przez współpasażerów udaje, że nie zna żadnych żydowskich słówek, że jest tylko z Wrocławia, że nigdy przenigdy Izraelitą nie był).I do tego jest świat najzwyczajniejszego szowinizmu solidnie wymieszanego z ksenofobią i nacjonalizmem, gdzie wielkie kawiarnie mają szyby oklejone absurdalnymi patriotycznymi i dbałymi o czystość języka napisami, jak na przykład: Nie mów adieu, lecz do zobaczenia!.I jest walka kobiet o ich prawa społeczne i polityczne, choćby te najprostsze, jak prawo do godnej pracy. I wielka chęć obyczajowego wyzwolenia się spod presji konserwatywnego patriarchatu.I jest bieda wielkomiejska. I jest bieda prowincjonalna.I są śliskie postacie, biorące każdy zakręt polityczny z mistrzostwem narciarza mijającego tyczki slalomu.I jest kobieta i jest mężczyzna z ich odwiecznymi gierkami. Kiedy ona chce być doceniona, to jednak chce też kogoś podziwiać. A on rozwija skrzydła, licząc na to, że ona to dostrzeże.Raj?Ale cóż w tym wszystkim miałoby być rajskiego, cóż niezwykłego?Witold Bereś, Miłość i rewolucja
Na przestrzeni dwudziestu lat moje życie było związane z Tłomackiem 13. Z tego powodu pozwalam sobie pisać o siedzibie Żydowskiego Związku Literatów i Dziennikarzy. Przeżyłem tam wiele radości i niemało goryczy. Bywało, że wściekałem się na Budę, ale teraz nie biorę tego pod uwagę. Teraz pragnę tylko jednego: wywołać z niebytu osoby, które przewinęły się przez Tłomackie 13. [] Przelanie wspomnień na papier wymaga mocnego skupienia. Silnej koncentracji umysłu. Trzeba wywołać z głębi pamięci postacie, osoby i środowiska, w którym te osoby się obracały. Należy też mocno wytężyć słuch, żeby wyłowić głosy tych osób. Kiedy to czynię, ciarki przechodzą mi po plecach. Rwą się myśli. Nie ma ich. Nie ma już tych ludzi, nie ma tych domów, nie ma ulic. Spoglądam w przeszłość przez dziury rozdartej duszy. Ale muszę przecież coś wypatrzyć, coś zobaczyć, bo pragnę coś opowiedzieć.Zusman Segałowicz
Teksty zebrane w tej książeczce zostały nie tyle napisane, co wykrzyczane z rozpaczy, gniewu i bezsilności. Są owocem bardziej reakcji fizjologicznej niż operacji intelektualnej. Nie angażując się bezpośrednio w politykę, tylko w ten sposób mogłem wyrazić swój bunt i niezgodę, na to, co dzieje się w naszym kraju.Próbowałem w nich powiedzieć, co czuję, opisać skalę zniszczeń, wyrazić ból i niedowierzanie, że z cieszącego się wolnością, podziwianego za swe osiągnięcia kraju mogliśmy w ciągu kilku zaledwie lat stać się zapyziałą dyktaturą i pośmiewiskiem Europy. Niech teksty te będą zapisem toczącej nas choroby. Oby mogły też być lekarstwem aplikowanym jako odtrutka.Jerzy Illg
Frymografia jest wielowątkowym esejem o postrzeganiu świata i osobistym przeżywaniu fotografii. Korzystając z pretekstu, jakim są zdjęcia, autor opisuje subiektywną relację z rzeczywistością za pośrednictwem aparatu. Kieruje obiektyw na rzeczy duże i małe. Na miejsca i na człowieka. Także na siebie. Prawdziwym bohaterem książki jest życie.W swej ascetycznej prozie Bogdan Frymorgen przenosi nas w czasie i przestrzeni, żongluje historią i współczesnością, opowiada o rytuale przejścia z fotografii amatorskiej do dojrzałej. Frymografia śledzi powstawanie stylu i towarzyszy zdjęciom w ich wielorakich odsłonach. W kilkudziesięciu skromnie ilustrowanych opowieściach wyłania się obraz fotografa pełniącego misję. Frymorgen służy fotografii tak sam siebie określa.Jest dziennikarzem z wieloletnim stażem, londyńskim korespondentem radia RMF FM. Ma na swoim koncie kilka wystaw i albumów. Zajmuje się też nadzorem projektów fotograficznych i literackich. Ojciec i mąż, od niedawna dziadek, ciekawy świata podróżnik. Wszystkie te aspekty znajdują odzwierciedlenie w tekstach. Zdjęcia i proza Frymorgena uniwersalizują człowieka. Opisują jego kondycję w różnych kontekstach. Miejsce akcji nigdy nie jest wyłącznie miejscem. Czas przestaje być linearny. Fotograf tylko pozornie fotografuje. W rzeczywistości porządkuje świat na swoich zasadach.Aparat to młotek, a zdjęcie to gwóźdź podkreśla Frymorgen, stroniąc od fetyszyzowania technicznego aspektu współczesnej fotografii. Unika stereotypów w tej książce nie znajdziecie wiele informacji o sprzęcie. Autor wprowadza natomiast pojęcia kadru pierwotnego i pre-wizualizacji które pomagają mu w uzyskaniu twórczej konsekwencji. Fotografia jest też dla Frymorgena formą terapii. To narzędzie do godzenia się lub rozliczania z przeszłością. To także kryształowa kula, o czym dowiadujemy się często dopiero po latach.Frymografia opowiada również o szukaniu kontaktu z przeszłością: to Lanckorona widziana oczami prababki czy Chorwacja rozliczana z wojennych grzechów surowym obiektywem dziennikarza. To Londyn miasto Frymorgena które sam nazywa potworem i tak je fotografuje. Plac w Marrakeszu staje się dla niego partią szachów, a mazurska wioska opowieścią o nieuchronnych zmianach. Frymorgen, zabiera nas także dosłownie w podróż dookoła świata, choć robi to przewrotnie. Różnicuje swój styl poetycka proza opowiadań przeplata się z reportażowym spojrzeniem. W tle zawsze jest obraz zawsze inny tętniący muzyką, ogłuszający pustką czy ociekający terrorem.Frymorgen umiejętnie dobiera słowa. Podobnie jak w swojej fotografii, także w pisarstwie wyznaje zasadę: mniej to więcej. W końcu rozlicza się sam ze sobą, pisząc o kosztach, jakie z uwagi na jego pasję poniosła cała rodzina. To szczera i odważna proza, w której dużo jest światła i cienia.
Zawsze w takich chwilach człowiek liczy na to, że ktoś pomoże mu podjąć trudną decyzję. Patrzyliśmy bezradnie na Senę. Choć zazwyczaj dostawała szału w przychodni - nie lubiła wizyt u weterynarza - tym razem spokojnie leżała na metalowym stole. ""Daj nam jakiś znak. Powiedz, że to słuszne, co zamierzamy zrobić"" - szeptała do ucha Seny żona, wciągając w siebie cały jej zapach. Głaskaliśmy ją po głowie. Chwilami nasze dłonie spotykały się w przelotnym uścisku, choć oczy unikały spojrzenia. Wiedzieliśmy, że pomoc znikąd nie nadejdzie. Decyzja należała do nas.[fragment książki]
Wiosną 2008 roku odbyliśmy z Agnieszką Taborską pielgrzymkę do źródeł bluesa, czyli pojechaliśmy do Delty Missisipi. [...]. Przejechaliśmy Deltę wzdłuż i wszerz. Szukaliśmy ostatnich juke jointów, niegdyś popularnych wiejskich barów, w których grywano muzykę i serwowano drinki. Tropiliśmy kluby bluesowe i miejsca kultu sławnych śpiewaków i śpiewaczek. Przekroczyliśmy nawet Missisipi, by dotrzeć do miejscowości Helena w Arkansas, gdzie mieści się radiostacja nadająca nieprzerwanie od 1941 roku program King Biscuit Time, w którym na żywo występowali tacy artyści, jak wirtuoz harmonijki ustnej Sonny Boy Williamson II, gitarzysta Robert Lockwood jr i pianista Pinetop Perkins. Odwiedziliśmy plantacje bawełny (a raczej to, co po nich zostało), w których pracowali niegdyś Muddy Waters i Charley Patton. [...] trafiliśmy na bluesowe urodziny jako jedyni nie-Afroamerykanie. No i poczuliśmy bluesa.Marcin Giżycki [fragment książki]
W przedmowie do swojego przekładu Księgi Psalmów pisze Czesław Miłosz, że decydującym powodem podjęcia tej pracy było zapoznanie się z mikrofilmem dwujęzycznego, polsko-hebrajskiego wydania Biblii z przekładem Izaaka Cylkowa. Na wydanie to zwrócił mu uwagę kolega z uniwersytetu w Berkeley, znakomity logik i matematyk Alfred Tarski. Poeta uważa, że jest to przekład zarówno poetycko piękny, jak i bardzo wierny (co przecież tak rzadko idzie w parze). Miłosz podkreśla, że Cylkow stara się zachować kolejność słów oryginału. Zauważa, że Cylkow, ""wrażliwy na modulację hebrajskiej frazy, nieco inaczej kształtuje werset niż czynią to Biblie, zarówno katolickie jak i protestanckie, zawsze... ulegające wpływowi składni łacińskiej. Przyznając się do tego, iż stale odwołuje się do jego rozwiązań, swój własny przekład określa jako ciągłą z nim rozmowę"".- pisze we wstępie do tłumaczenia Tory Cylkowa Henryk Halkowski.
Między esejem a poezją leży słabo znany ląd, na którym Krzysztof Siwczyk wyznaczył brawurowo swoje on the road. Życie codzienne od Polski późnogierkowskiej po Polskę dzisiejszą (historia opowiedziana przez przedmioty i zmieniające się pejzaże miasta) i życie niecodzienne tych, którzy muzyką i słowem (wyobraźnia językowa nie ma tu granic) próbowali wydrzeć z tego kiepawego świata choć kawałek siebie i uchronić się przed szarym znicestwieniem. Czytajcie, gitarzyści i szarpidruty, poeci i wierszokleci, palacze traw i palacze w kotłach, pacykarze i malarze nieba, postpunkowcy i posthippisi, urzędnicy i nierządnicy, to o was ta książka.Marek Bieńczyk
Lou souleu me fai cant. Słońce śpiewać mi każe. Ta dewiza Mistrala rozjaśnia tajemnicę całej poetyckiej twórczości Południa. []Krytyka uważa ten poemat za najbardziej dojrzały spośród dzieł Mistrala, zarówno pod względem formy, jak rozległości poruszanych tematów i wątków, zawsze jednak związanych z rzeką. Mnogość świetnie zarysowanych postaci: żeglarzy, ludzi rzeki, Wenecjanek, domniemanego następcy tronu holenderskiego, ślicznej dziewczyny z Malatra, kupców, żywe dialogi. Akcja poematu toczy się około roku 1820. To kopalnia legend, obyczajów, opisów pejzaży; postaci historyczne sąsiadują z mitami, opisy uczt i jarmarku przeplatają się z czysto technicznymi opisami łodzi, zaprzęgów a rzeka zamieszkana przez nimfy, Dracha, ptactwo, zwierzęta i ryby płynie nieporuszona, pod zmiennym niebem, w słońcu, we mgle, wietrze, ulewie, wśród powodzi i suszy.Jak oznajmia Mistrz Apian: es lou roudan dóu mounde, sus la ribiero tout pu se vire. [na rzece można zobaczyć wszystko: Rodan to ślad świata]. Można by też powiedzieć, że to koleina świata, bruzda świata, bo w czasie podróży rzeka staje się miejscem spotkań zjawisk i zdarzeń przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Po drodze pozdrawia się tych, którzy władali Rodanem (que sus Rose -de-rng an fan l'empri); Mistral wymienia Hannibala, Cezara, Bosonidów, Karola Wielkiego, książąt Orange, Dianę z Poitiers, świętego Ludwika, papieży wygnanych z Awinionu, Napoleona, pokonanego w drodze na Elbę Przeciwstawia im dumnych prowansalskich pasterzy, którzy idą z kosturem w ręku, grając na piszczałce. Po szreni zległej na szerokich halach pną się do góry, zdobywają szczyty!.(ze wstępu)
Bohater tej książki był kiedyś znany światu. Specjaliści wiedzą sporo o jego poezji. Jerzy Zagórski był stosunkowo dobrze znanym poetą, a przed wojną należał do czołówki. Jego sława jednak minęła względnie szybko. Literaturoznawcy opisali jego dzieło poetyckie i zinterpretowali je wnikliwie. Poezja Zagórskiego znalazła swojego monografistę, interesowali się nią i pisali o niej ważni badacze. Napisano o niej dość. Nie chcę niczego powtarzać. Nie będę opowiadał o poezji opowiem o jej utracie.Jerzy Zagórski był interesującym poetą, sprawnym pisarzem (eseistą, prozaikiem), wziętym tłumaczem, śmiałym publicystą, ambitnym dramaturgiem. O tym jednak przekonywał nie będę. Był Jerzy Zagórski przede wszystkim jak to inaczej powiedzieć? odważnym człowiekiem. I wierzę, że o tym warto mówić. Odwaga ma bowiem wiele odcieni i rzadko jest jednoznaczna. Tylko pozór każe nam myśleć o niej patetycznie.[fragment książki]
Artyści pojawiający się w tej książce, poczynając od tych, którzy malowali zwierzęta w grocie Altamiry, twórców Damy z Elche, budujących muzułmańską Alhambrę czy katolicki Escorial, po El Greca, Velzqueza, Goyę, Dalego, Picassa, Torresa są dzięki swojej sztuce stale wśród nas obecni i prowadzą z nami dialog poza czasem. Ta książka jest próbą ożywienia i powrotu do takiego dialogu. Moją powinnością jest, jak ją rozumiem, pamięć o tych niezwykłych artystach i ludziach tworzących dzieła, które pomagają nam po wiekach codziennie zrozumieć siebie samych i stale zmieniający się otaczający nas świat. Starałam się pokazać dzieła sztuki jako konsekwencję miłosnego uszczęśliwiającego stosunku do świata ziemskiego i niebiańskiego, spojrzeć na sztukę jak na jedną z najgłębszym tajemnic ludzkiego życia i ratunek, zwłaszcza w czasach okrutnej pandemii. Wenecja, która w 2021 roku obchodzi 1500 lat istnienia, najlepiej dowodzi, jaką życiodajną potęgą jest sztuka. Książkę ilustrują kolaże specjalnie wykonane do niej przez Grzegorza Kozerę, mistrza tego gatunku.Teresa Grzybkowska
Okruchy większej całości są podróżą w krainie pamięci naznaczonej psychiczną chorobą ojca i matczynym sklejaniem rodziny. Wchodzimy w labirynt malowany emocjami dziecka, ale naszym przewodnikiem jest dojrzały mężczyzna. Frymorgen emigruje w przeszłość z fotograficzną precyzją. Odwiedza wiejski krajobraz PRL-u eksponując w kadrze jego obrazy, zapachy i dźwięki. Nie poleruje wspomnień. Zachowuje proste, lakoniczne pióro. To jego debiut literacki. Zawodowo od lat zajmuje się dziennikarstwem. Jest brytyjskim korespondentem radia RMF FM. Jak podkreśla autor, do pisania skłoniła go pandemia, a zainspirowała psychoanaliza jungowska, której poddał się w dorosłym wieku. Z krótkich miniatur wyłania się celebracja życia. Z wdzięcznością miesza się szorstka ocena przeszłości. Frymorgen zaznacza w tekście, że pamięć nie jest bliźniaczą siostrą prawdy. Okruchy są bardzo subiektywnym śladem pozostawionym na własnym kawałku ziemi. A może uniwersalnym świadectwem człowieka?
Życie gospodarcze i muzyczne krakowskich Żydów, działalność wielkich przemysłowców w XIX w., międzywojenne debaty o kwestii żydowskiej, problem donosicielstwa w czasie II wojny światowej omówienie tych i innych tematów znajdzie czytelnik w niniejszym tomie.Zebrane w nim artykuły prezentują najnowsze kierunki badań nad Żydami krakowskimi, w szczególności realizowane obecnie projekty badawcze, stąd ich duże zróżnicowanie tematyczne. Chronologicznie obejmują okres od XVIII w. do II wojny światowej.Teksty mają różny charakter począwszy od prezentacji ogólnych założeń trwającego projektu, poprzez studia przypadku lub ujęcia monograficzne, a skończywszy na próbie przeglądowego, syntetycznego ujęcia stanu badań. Ich autorami są zarówno młodzi badacze, jak i doświadczeni naukowcy. Część artykułów wykorzystuje nowe źródła, dotychczas niemal nieobecne w obiegu naukowym, jak np. pinkas krakowskiego bet dinu czy akta gospodarcze.Artykuły zostały napisane na bazie referatów wygłoszonych w ramach seminarium Żydzi krakowscy dzieje i kultura, organizowanego od 2018 r. przez Ośrodek Studiów nad Historią i Kulturą Żydów Krakowskich UJ. Istniejący od 2009 r. OSHKŻK UJ ma na celu prowadzenie prac badawczych dotyczących dziejów krakowskich Żydów, wydawanie publikacji im poświęconych, a także integrację środowiska naukowego.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?