ICH TROJE 2002 Odbieram telefon Dziadek umiera krzyczy babcia Co? mówię Dziadek umiera. Wołaj tatę, niech przyjeżdża. Rozłącza się Po latach zapyta mnie, kto odebrał ten telefon Ja, czy siostra Ja odpowiadam nie pamiętasz? Pamiętam, że wsiadłem do samochodu Radio było włączone Leciało Wstań powiedz nie jestem sam Ich Troje I tylko to pamiętam
W serii Skarby Literatury Złotego Wieku w Al-Andalus prezentujemy dzieła głównie choć nie wyłącznie żydowskich twórców żyjących na terenie Półwyspu Iberyjskiego pod panowaniem muzułmańskim w czasach świetności i rozkwitu kulturalnego tego regionu.Niniejszy tom poświęcony jest twórczości lirycznej jednego z najbardziej cenionych poetów liturgicznych, Moszego ibn Ezry (1055/1060?po 1138),który zasłynął również jako teoretyk literatury hebrajskiej i autor dwóch monumentalnych dzieł na temat poetyki. Tom zawiera szeroki wybór wierszy prezentowanych przez pryzmat rozważań teoretycznych Ibn Ezry w pięknych i pełnych poszanowania dla wyrafinowanych zasad sztuki poetyckiej epoki przekładach Barbary Gryczan.Życiorys autora odzwierciedla zarówno blaski złotego wieku w Al-Andalus, jak i cienie jego schyłkowego okresu, który nieuchronnie nadchodził. Pierwsza połowa życia Ibn Ezry była bowiem naznaczona pasmem sukcesów odnoszonych wśród elit Grenady czasem dostatku, intelektualnych wzlotów i beztroskich uciech. Udokumentowana została w wirtuozerskiej liryce dworskiej, hołdującej najbardziej wyrafinowanym zasadom poetyki arabskiej i hebrajskiej, dzięki czemu Ibn Ezra zyskał miano księcia poetów. Natomiast druga połowa życia, którą spędził jako wygnaniec w północnej, chrześcijańskiej części półwyspu, była przepełniona tęsknotą i rozgoryczeniem wynikającymi z samotnej tułaczki oraz utraty nie tylko kontaktów z rodziną, lecz także domu i majątku. W tym okresie zatem powstawały głównie przejmujące elegie i lamentacje, w których Al-Andalus stawała się mitycznym rajem utraconym. Jedyne pocieszenie znajdował wówczas poeta w modlitwie, a owocem jego duchowych poszukiwań są wspaniałe utwory liturgiczne, przeważnie o charakterze pokutnym, które na stałe weszły do sefardyjskich modlitewników. Ibn Ezra śmiało łączył w nich rygorystyczne wymogi arabskiego metrum z hebrajską tradycją poezji religijnej, wprowadzając do synagogi w pełni stroficzne i sylabotoniczne dzieła o niezwykłej sile wyrazu.Prezentowany tom ukazuje przekrój twórczości poety totalnego mistrza kunsztownej formy oraz głębokiej osobistej refleksji, którego głos jest doskonałym świadectwem tamtych czasów w całej ich złożoności. Zapraszamy do lektury!
Laureatka Konkursu im. Anny Świrszczyńskiej na Książkowy Debiut Poetycki 2025 Łódź miejsce urodzenia, moje miejsce na ziemi (nie tylko tej obiecanej): tu stoję, tu jestem, stąd pochodzę i stąd wychodzę. I łódź, którą płynę i którą wypłynęłam w świat. Jak się te łodzie/Łodzie mają do siebie? W ostatnim domykającym wersie książki: Łódź się przechyla wypada za burtę cóż to oznacza? Przekonajmy się, spróbujmy. Odczytajmy. Czytajmy Bronisław Majz Lutomierskiej na Bałutach
Każdej księgi jesteśmy przeżytą śmiercią jednej i tej samej księgi, mawiał. Zgłoska nas wiąże i zarazem zrywa nasze więzi. Której z nich będę zawdzięczał pewnego dnia mą wolność?Jednej tylko. Twojemu rozszarpanemu imieniu. Bóg zabił Imię, które Go zabiło.Drapieżna, o jakże drapieżna wolność. Jeśli El, lub ostatnią księgą, postawiłem ostatnią kropkę Księgi Pytań, to wraz z Księgą Podobieństw kończy się być może księga pewnego życia w księdze; lecz dokąd się zapuściłem?Wszelkie życie zderzone z wiecznością jest tylko krótkim życiem bez znaczenia. To nie życie nas pokona, lecz my je. Umrzemy z naszych rąk, naszej nicości i naszej winy.Każdy z naszych gestów jest skierowany przeciw życiu, jakkolwiek staramy się przekazać coś przeciwnego.W naszym pragnieniu życia udajemy, że nie wiemy, iż ciało i duch, za pośrednictwem zmysłów i myśli, są tylko uświęconymi chwilami śmierci; że wiedza jest tylko przynętą czuwającej pustki.A gdyby w tym leżało wyjaśnienie grzechu pierworodnego: wypalać aż do wiekowych pni zalesione aleje życia; zatykać popiołem, zgarnianym szuflami, coraz głębszy otwór śmierci?, pisał reb Assayas.Reb Simhon: Nie donosi się do końca. Znosi się zupełnie.
Antoni Zając wie chyba wszystko, co dziś można wiedzieć o Leo Lipskim. W jego osobie Niespokojni, powieść na przemian genialna i drażniąca, znaleźli wreszcie idealnego czytelnika. Anarchiwa i kryptografie po prostu kipią od najrozmaitszych odkryć: archiwalnych, interpretacyjnych, literaturoznawczych i filozoficznych. Zgłębiając tajniki przedziwnej powieści Lipskiego z tak niebywałą znajomością rzeczy, Zając napisał zarazem wielką, bardzo mądrą książkę o niepokoju, utracie i miłości no i o samym pisaniu. Adam Lipszyc Osiadły w Tel Awiwie tuż po ii wojnie światowej, schorowany i biedny, Leo Lipski miał jeden cel: ukończyć i wydać Niespokojnych powieść z czasów krakowskich, wyłącznie prawie erotyczną, w której cień katastrofy kładzie się na przedwojennym świecie młodości. Jej widmo odbiera piszącemu dostęp do czystych wspomnień naznacza piętnem zniszczenia rzeczywistość, która o swoim przyszłym losie nic jeszcze nie wie albo dopiero zaczyna go przeczuwać. Lipski dąży do rejestracji ulotnych, trudno uchwytnych w języku aspektów istnienia, które czynią je żywotnym i utrzymują w ruchu, sprawiając, że jest ono niespokojne, nieustępliwie pragnie bycia w świecie. Niespokojni to literackie archiwum przedwojennego życia, widzianego z perspektywy zmartwiałej, pogrążonej w kryzysie teraźniejszości. Pisarz posłużył się nie tylko wspomnieniami, lecz także własnymi utworami pisanymi w latach trzydziestych, czasem cytując ich długie fragmenty. Próbował w ten sposób zrekonstruować swój niewydany przedwojenny debiut.
Tylko liście Bezchmurnie Ani śladu deszczu, wiatru, mgły. Ani jednej typowo jesiennej chwili. Na termometrze stopni plus dwadzieścia trzy Dziwne Zaduszki w ten annus horribilis. Tylko liście rdzawozłote, tylko liście Tylko liście rzeczywiście się właściwie zachowały i z każdego spadły drzewa, pod stopami nam szeleszcząc martwo teraz 2022
Ilekroć jadę na Kurdwanów ulicą Starowiślną, czuję, jak za gmachem Poczty Głównej głowa automatycznie odchyla mi się w lewo: do okna. I gdy na następnym przystanku tramwaj staje, od razu widzę: to ONA. Moja kamienica. Odkąd ze szpitala Narutowicza mama przywiozła moją trzykilogramową istność, mieszkałem tu niemal siedem lat. To była wtedy wieczność. Opowiadałem o tym domu już parę razy, toteż sądziłem, że wiem o nim wszystko. Tymczasem jesienią 2020 roku napisał do mnie z Zurychu Ami Toren. Nienaganną angielszczyzną donosił, że w wychodzącym w Tel Awiwie hebrajskim piśmie o polskim tytule Nowiny Krakowskie przeczytał mój apel o informacje na temat kamienicy w Krakowie, przy ul. Dietla 99. Pytał, czemu mnie to interesuje.
Po latach lektur zarówno świadectw Żydów, którzy w Polsce przeżyli wojnę, jak i tekstów autorstwa nie-Żydów odsłonił się przede mną obraz, z którym nie oswoiłem się do dzisiaj i który mnie przeraża – obraz głębi i zasięgu antysemityzmu polskiego społeczeństwa podczas okupacji. No i złączone z nim i równie bulwersujące zjawisko (napisałem na ten temat oddzielną książkę, pod tytułem Strach): jak można było w Polsce być antysemitą po wojnie?!
Nie wiem czy przeświadczenie, że takie pytanie jest urgujące wymaga w ogóle uzasadnienia, już choćby dlatego, że przecież połowa, z grubsza biorąc, trzech milionów polskich Żydów została wymordowana w miejscu zamieszkania, albo tuż obok, to znaczy na widoku okolicznej ludności. Czyż tego rodzaju krwawy spektakl, którego byli świadkami, nie powinien był raz na zawsze wyleczyć Polaków z antysemickich uprzedzeń? Ale żeby nie potraktowali Państwo mojego zdumienia za dowód pięknoduchostwa oderwanego od realiów i konkretów życia społecznego, pozwolę sobie zacytować polskiego chłopa, który większą część okupacji spędził w podrzeszowskiej wsi, z której pochodził, a poza tym, zasłużył się literaturze polskiej jako jeden z ważniejszych poetów XX wieku.
Arktyka baśń i marzenie XIX wieku. Bieguna północnego nie dało się wówczas osiągnąć, ani nawet sobie wyobrazić, więc wciąż wyprawiano się do niego: w pustkę, ciemność, mróz, wicher i lód, gdzie wmarznięte okręty tkwiły nieraz latami. Zbiegały się tu interesy mocarstw i osobiste ambicje, mistyka i technologia; szukano wiedzy, technik przetrwania i sensu egzystencji. Wobec próżni każdy daje własny występ: relacje z tych występów drukowano masowo, przetwarzano w fikcji, słowie i obrazie; nic dziwnego w końcu, że na przykład małe rodzeństwo Bront w zabawach i fantazjach przybierało imiona sławnych polarnych zdobywców: bohaterów dziecięcej wyobraźni To książka niezwykła! Książka znakomita! [] Tomasz Kubikowski napisał utwór z pogranicza gatunków. Ta książka jest opowieścią, powieścią, esejem, relacją z podróży; sama jest pasjonującą wyprawą do bieguna opowiadania, niezwykle udaną podróżą po tajemnych fiordach i cieśninach (samo)świadomości. Krzysztof Rutkowski Temat do rozmyślań nad tym, [] jak przetrwać w otaczającym nas świecie, jak ułożyć sobie relacje z innymi przedstawicielami naszego gatunku (a też przyrodą ożywioną i nieożywioną) i jak w ogóle pojąć, co i dlaczego się z nami dzieje. Joanna Szczęsna, Dwutygodnik Jest to dzieło zdumiewające i w jakiś sposób totalne. Teoretyczny szkielet, który zresztą odsłania się stopniowo, obleczony został w ciało niezliczonych postaci o mniej lub bardziej dramatycznych losach. Niebywała galeria postaci Ross, wielki przegrany; Parry; Franklin; Kane. No i oczywiście Nansen, bohater główny. [] Niemal powieść przygodowa i kawał historii kultury. Lektor, Tygodnik Powszechny
Krajobraz światłoczuły ten koncept w tytule przekazuje jednocześnie kilka znaczeń. W świetlistości piękno rzeczy ulega spotęgowaniu, gdyż jawią się one w pełnych kształtach i barwach, opisywane pejzaże przyciągają światło, nie tylko reprezentują same siebie, ale też zawierają w sobie emocje patrzącego zachwyt i dziękczynienie, a nade wszystko pozwalają przetrwać chwilom, tak przecież ważnym, choć ulotnym. Mgnienia fascynacji objawiają się zatem w blasku. Domeną cienia są natomiast doznania utraty, kiedy u Eligiusza Dymowskiego radosne obietnice lata przechodzą w jesienny smutek. Fragment Wstępu Wojciecha Ligęzy
Antologie towarzyszą żydowskiej tradycji piśmienniczej od jej zarania. Można zaryzykować pogląd, że odkąd Żydzi zaczęli pisać, zaczęli układać swoje teksty w zbiory. […] Po Zagładzie doszło jeszcze jedno wyzwanie – zbierać, tłumaczyć i komentować, by większa część żydowskiej Atlantydy nie przepadła. Żeby czytały dzieci i wnuki. Wydaje się, że wszystkie te cele przyświecały Belli Szwarcman-Czarnocie, kiedy układała swoją antologię. Jej przekłady żydowskiej prozy i poezji oraz towarzyszące im komentarze ukazywały się przez lata na łamach „Midrasza”. Już wcześniej tworzyły bibliotekę. Teraz, dla wygody, biblioteka jak Biblia staje się pojedynczym tomem. […]. Można ją czytać po kolei i na wyrywki, jak kto lubi. […] Mam dla was historię to żydowskie życiopisanie. Niech trwa i pączkuje. Ze wstępu Piotra Pazińskiego
[Jakub] Ciećkiewicz jest jak nieco szalony filmowiec, który poraża nas serią obrazów, zagadkowych, intrygujących, dziwnych i ma ten dar, który w eseju o sztuce fotografii opisał kiedyś Roland Barthes: potrafi w budowanych obrazach umieszczać dla czytelnika punctum, owo ukłucie, które ma przyprawić oglądającego/czytającego o drżenie, a być może i zachwyt. Krzysztof Lisowski
Antychryst, późny tekst Josepha Rotha, wówczas już wygnańca z hitlerowskich Niemiec, nie jest podobny do niczego, co ten wcześniej napisał; nie jest ani powieścią, ani felietonową obserwacją. Obcy jest mu też charakterystyczny styl Rotha, czyli ostry niczym brzytwa groteskowy realizm, portretujący rzeczywistość w szybkim ekspresjonistycznym skrócie. Bo też Antychryst to zupełnie inny gatunek literacki, wywodzący się z rejestru religijnego. Jego prototypem jest Księga Objawienia, czyli dzieło obwieszczające nadejście końca świata. To tam pojawia się tytułowy Antychryst jako Bestia o imieniu 666, która wychodzi z morskich otchłani, by zalać świat błotem bluźnierstwa i kłamstwa. Antychryst-Arcywróg pojawia się jako oszust, którego uwodzicielska siła polega na tym, że zaspokaja on powszechne pragnienie sprawiedliwości, ale czyni to na opak i perwersyjnie: to duch, który zawsze dobra pragnąc (bądź twierdząc, że go pragnie), zawsze czyni zło. ze wstępu Agaty Bielik-Robson
Wśród wierszy Gałczyńskiego mam „swoje” wiersze. Gdy natrafiam na nie w książce, wspominam ich wygląd pierwotny. Ich ojcostwo i macierzyństwo skupione są w jednej osobie, w osobie Poety. Oprócz jednak rodziców i piastunka patrzy na dorastające dziecko trochę jak na swoje. Byłem piastunką kilku nie najmniej ważnych satyrycznych wierszy Gałczyńskiego, pamiętam je, jak były noworodkami, niepodobnymi, oczywiście tylko zewnętrznie, do tych, które dziś znajdujemy w książkach. Wiersze Gałczyńskiego, gdy się rodziły, miały kolor zielony, kolor zielonego atramentu, kształt wielkich i bardzo czytelnych liter, z których specjalną uwagę zwracało „z”, ciągnące za sobą długi ogonek.
Miałem kilka listów od Gałczyńskiego i autografy tych jego „moich” wierszy. Zabrała je wojna. Mam je już tylko w pamięci, widzę je dobrze, pisane na dużych, nieliniowanych kartkach papieru formatu staroświecko zwanego kancelaryjnym, zawsze ręcznie i zawsze chyba zielonym atramentem. Nawet do ostatnich czasów, już w okresie realizacji planu sześcioletniego, gdy tak trudno było wybierać co się chce, Poeta w niewiadomy mi sposób umiał zaopatrzyć się w zielony atrament. Nie wynaleziono jeszcze sposobu kopiowania obrazów z ludzkiej pamięci. Takiego na przykład sposobu, że kładzie się na noc papier do odbitek fotograficznych pod głowę, a rano wyjmuje się z ramek kopię obrazu zachowanego już tylko w ludzkim mózgu. Gdyby taki wynalazek uczyniono, mógłbym ozdobić to wspomnienie licznymi autografami Gałczyńskiego. W mojej redaktorskiej praktyce rękopisy (zawsze rękopisy) dwóch autorów tak odbiły się w pamięci. To rękopisy Tuwima i Gałczyńskiego.
Skarby Literatury Złotego Wieku w Al-Andalus. Antologia. Tom 5 W Kiedy wieczór zapada, niechybnie mnie czekaj prezentujemy wybór poezji arabskiej pochodzącej z XI-wiecznej muzułmańskiej Hiszpanii (Al-Andalus). Tom zawiera oryginalne arabskie wersje utworów oraz opatrzone komentarzem polskie przekłady literackie sporządzone przez Mateusza Wilka. Poezja złotego wieku Al-Andalus zrodziła się w epoce niepokoju po rozpadzie kalifatu kordobańskiego, w czasach walki o władzę i postępującej rekonkwisty. Znajdziemy w niej zatem nie tylko liczne głosy rozczarowania i goryczy, lecz także opisy splendoru dworów XI-wiecznych emirów Sewilli i innych miast regionu. Zebrane tu poezje układają się w wielogłosową opowieść o muzułmańskiej Hiszpanii w epoce przełomu od szoku, jakim był upadek kalifatu, poprzez stosunkowo krótki rozbłysk kultury dworskiej, aż po definitywny koniec złotego wieku. Tom oferuje reprezentatywny wybór różnorodnej twórczości tamtych czasów: elegie przeplatają się tu z erotykami, panegiryki z satyrami i poezją metafizyczną. Znajdziemy w nim wiersze najsłynniejszych poetów tego okresu, jak Ibn Zaydun, Al-Mu?tamid czy Ibn ?afaga, ale również autorów mniej znanych, w tym poetek, których twórczość śmiała, bezkompromisowa, nieraz zaskakująco bezpośrednia do dziś zadziwia intensywnością wyrazu. Antologia stanowi zaproszenie do świata literatury zrodzonej na pograniczu kultur i religii niezwykle różnorodnej pod względem formy i tematyki, a przy tym wciąż żywej i poruszającej. Zapraszamy do lektury! Seria powstała w ramach grantu Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki (NPRH; Uniwersalia 2.2) przyznanego na realizację projektu Hebrajska poezja złotego wieku w al-Andalus. Antologia (20182024; nr 22H/18/0199/86), kierowanego przez Marzenę Zawanowską.
Skarby Literatury Złotego Wieku w Al-Andalus. Antologia. Tom 2 W serii Skarby Literatury Złotego Wieku w Al-Andalus prezentujemy dzieła głównie choć nie wyłącznie żydowskich twórców żyjących na terenie Półwyspu Iberyjskiego pod panowaniem muzułmańskim w czasach świetności i rozkwitu kulturalnego tego regionu. Niniejszy tom poświęcony jest twórczości lirycznej wielkiego żydowskiego poety i filozofa Szlomo ibn Gabirola (1021/22po 1050?), w średniowiecznej Europie znanego też jako Awicebron. Obejmuje bogaty wybór jego wierszy w pięknych i pełnych poszanowania dla wyrafinowanych zasad sztuki poetyckiej epoki przekładach Barbary Gryczan. Przepełnione dowcipem, ale także goryczą liryki dworskie i pieśni wina przeplatają się tu ze zjadliwymi, nierzadko brutalnymi satyrami. Obok nich zaś pojawiają się również utwory będące wyrazem głębokiej filozoficznej zadumy lub mistycznych uniesień. Uważany za geniusza Ibn Gabirol od najmłodszych lat otaczany był opieką najbardziej wpływowych ludzi epoki. Jako pełen pogardy dla otoczenia narcyz, tracił jednak ich protekcję równie szybko, jak ją pozyskiwał. Rozgoryczenie, u którego podstaw leżała zapewne nękająca go przewlekła choroba, w końcu sprawiło, że w wieku niespełna trzydziestu lat zdecydował się na pustelniczy żywot, po czym słuch o nim zaginął. Mimo to zdążył pozostawić po sobie imponujący dorobek intelektualny. Nic zatem dziwnego, że przez stulecia jawił się jako postać na wpół legendarna, a jego dzieło wywarło ogromny wpływ na późniejsze pokolenia. Prace filozoficzne Ibn Gabirola, pisane po arabsku i tłumaczone na łacinę, zyskały w średniowieczu ogromną popularność, cechował je bowiem tak uniwersalny charakter, że autora uważano za uczonego muzułmańskiego albo chrześcijańskiego. Najbardziej ponadczasowy charakter zachowała jednak jego liryka równie intelektualna, co emocjonalna, a przede wszystkim na wskroś osobista. W poezji Ibn Gabirol potrafił bowiem przekuć swoją udrękę oraz poczucie wyobcowania na utwory o niespotykanym wcześniej poziomie ekspresji. Do dziś poruszają więc one czytelnika siłą wyrazu i zaskakują uniwersalnością treści. Zapraszamy do lektury! Seria powstała w ramach grantu Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki (NPRH; Uniwersalia 2.2) przyznanego na realizację projektu Hebrajska poezja złotego wieku w al-Andalus. Antologia (20182024; nr 22H/18/0199/86), kierowanego przez Marzenę Zawanowską.
In my mind I count all the names, browse through all the faces. The children, grandchildren, now even great grandchildren and even the little grandson of a granddaughter, so a great great grandson. Cousins… a great clan. One big Israeli family. From Jerusalem to the Negev desert. They are far away, and to tell you the truth, I visit them less and less often. And as far as the great grandchildren are concerned, I can’t say I know them. But I have them, and they have themselves. They are alive. All this because their ancestor, the family sage, Warsaw lawyer Zerach Warhaftig, father, grandfather and great grandfather, was on Sugihara’s list. The now famous and at the time life-saving visas were issued by the Japanese consul to him, his wife and half-year-old son in Kaunas. Together with other immigrants they traversed Siberia and reached a welcoming Japan before traveling further on to America and, finally, once the war was over, settling down in Jerusalem. A trip around the world. And with a great sense of timing – in 1948, Zerach Warhaftig, together with thirty other founding fathers and mothers, signed Israel’s declaration of independence. He served the country for another half a century as a politician, lawyer and professor. He was the first to write the story of the Jewish refugees who emigrated from Kaunas and of the noble personage of the Japanese consul who saved people’s lives by breaking with procedures. Personally, Zerach was my uncle, the brother of my grandmother, one of the most important people in my life. In his Jerusalem apartment, I absorbed Judaism and Hebrew, we spoke about family and Jewish history. If not for him, I wouldn’t be a translator or a rabbinic literature lecturer today. And so, I too am greatly in debt to Chiune Sugihara.
Piotr Paziński
W serii Skarby Literatury Złotego Wieku w Al-Andalus prezentujemy dzieła głównie – choć nie wyłącznie – żydowskich twórców z Półwyspu Iberyjskiego pod panowaniem muzułmańskim, w czasach wyjątkowej świetności tego regionu i jego rozkwitu kulturalnego.
Niniejszy tom poświęcony jest jednemu z najwybitniejszych żydowskich przedstawicieli epoki, Szmuelowi ha-Nagidowi (993–1056). Ze względu na pełnione przez niego funkcje zaufanego wezyra i dowódcy wojskowego na dworze berberyjskich władców Grenady przypisuje się mu często miano najbardziej wpływowego Żyda na arenie politycznej średniowiecznego świata. W kontekście naszej antologii ważniejsze jest jednak to, że był on nie tylko niedościgłym strategiem, lecz również mistrzem pióra.
Tom zawiera obszerny wybór utworów tego niezwykłego poety. Starannie przygotowane, opatrzone aparatem krytycznym i komentarzem tłumaczenia mają na celu przybliżyć polskiemu gronu czytelniczemu wyjątkowe dziedzictwo Al-Andalus. Zaliczają się do nich zarówno porywające poematy wojenne, pełne naturalistycznych opisów pól bitewnych, jak i wiersze przyjaźni; poezja dydaktyczna dedykowana synowi i poruszające elegie na śmierć brata; liryki miłosne, w tym odważne homoerotyki, oraz utwory biesiadne, wychwalające uroki wina i piękno przyrody. Całość składa się na jedyną w swoim rodzaju poetycką autobiografię, która pozwala zajrzeć za kulisy wielkiej polityki tamtych czasów, a także – może przede wszystkim – w głąb serca jednego z najbardziej wpływowych ludzi epoki. Wybór dzieł bohatera tomu dopełniają m.in. prekursorskie liryki epoki pióra Dunasza ben Labrata i jego (nieznanej z imienia) żony, a także wiersze Kasmuny bint Ismail, najprawdopodobniej córki Ha-Nagida, które są – według obecnego stanu wiedzy – jedynymi zachowanymi utworami średniowiecznych poetek żydowskich.
Zebrane w antologii utwory odsłaniają fascynujący świat, w którym poezja była zarówno przestrzenią intymnych wyznań, jak i kroniką epoki oraz orężem. Zapraszamy do lektury.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?