Jaka była i jest moja Litwa? A dokładniej mówiąc: moje Litwy, gdyż jawiła się ona w moim życiu w różnych jego okresach i w zmieniających się z czasem przebraniach i odsłonach. Poprzez wielorakie, powikłane związki literatury z rzeczywistością; tego, co wyobrażone z tym, co zobaczone i dotknięte; świata przetworzonego w fikcję, nierzadko poddanemu rytmowi poetyckiej składni, a z drugiej strony realnych faktów i konkretnych postaci; dokumentów historycznych, odsyłających ten kraj w zamgloną przeszłość, a także dotkliwej, raniącej aktualności, która wdzierała się i nieustannie wdziera z ekranów telewizora, z mediów społecznościowych, z gazet, z zasłyszanych wieści. Przejechałem Litwę wielokrotnie, wzdłuż i wszerz, zaglądając nawet do jej mniej znanych zakątków. Zwiedziłem jej zabytki, przeczytałem o niej dużo i sporo napisałem. Znalazłem również w tym kraju wielu oddanych przyjaciół. A jednak w tych wędrówkach imaginacyjnych i rzeczywistych najważniejsze pozostały dla mnie szlaki wyznaczone przez kilka lektur. Pewnie zbiegiem okoliczności owe wtajemniczenia w Litwę odbywały się u mnie wpierw poprzez opowieści inicjacyjne wygnańców, przywołujących pamięcią swoje dzieciństwo i młodość, które osnuwa rzednąca z upływem czasu mgła nostalgii. Poprzez Pana Tadeusza, Dziurę w niebie i Dolinę Issy. Przy czym niezależnie od przygód poznawczych głównych bohaterów równie ważną rolę odgrywało dla mnie społeczno-kulturowe tło, na którym się pojawili.
Twórczość Paula Celana jest efektem potężnej traumy oraz próbą osadzenia się w systemie jej destrukcyjnego działania. Stąd bierze się również myślenie o charakterze wpływu, jaki Celan wywarł na tych, którzy przyszli po nim. Oddziaływanie poety na późniejszych twórców związane jest z traumatyzującą siłą przekazu jego wierszy. Jest w pisarstwie autora Maku i pamięci coś hipnotyzującego i zagarniającego, jakiś krystaliczny odłamek, który tkwi głęboko w podskórnym doświadczeniu literatury drugiego (i trzeciego) pokolenia, a działanie owego odłamka jest symptomatyczne i odczuwalne []. Można powiedzieć: Celan to ciało obce literatury po Zagładzie, które wniknęło głęboko w tkankę tekstową i pozornie się z nią zrosło. Wystarczy jednak naruszyć to miejsce i okaże się, że w istocie chodzi o obszar wciąż bolesny i niezasklepiony. []
Dzięki wyjazdom Polaków na Zachód zaprzyjaźniłem się między innymi z Józefem Opalskim, który przyjechał z Krakowa do Neapolu, żeby uczyć polskiego na tutejszym uniwersytecie, i miał odwagę się ze mną spotkać.
Niewątpliwie to zwrócenie wstecz stanowi rodzaj przywileju nabytego przez Renato Gabrielego mozolnym trudem i zgłębianiem wiedzy, ale nade wszystko doświadczeniem, cierpieniem, bólem niekoniecznie osobistym, gdyż z zasady poeta jest szczególnie predystynowany do dźwigania bólu świata i cierpień innych, aby mógł stać się męczennikiem a zarazem medium wydobywając na światło istotę tragiczności czasu przeznaczonego na nasze ziemskie przejście.
Fotografia z 1902 roku, na niej kamienica. I jej mieszkańcy, którzy niebawem znikną z pamięci. Dziadek wiedział tylko, że jego ojciec kupił kamienicę od Żyda, który potem wyjechał do Berlina. Nawet nazwisko poprzednich właścicieli domu nie zachowało się w rodzinnej pamięci. Gdy więc Michał Kuźmiński odkupił od niemieckiego antykwariusza starą fotografię rynku Golubia w ówczesnych Prusach Zachodnich, a widoczni na niej ludzie jakby na moment wrócili do życia wiedział już, że nie może przestać szukać. Z metryk, ksiąg wieczystych, archiwaliów i map, z odkrytych wspomnień i świadectw, odtworzył losy Israela Isacsohna i jego rodziny.To mikrohistoria na tle epoki o kupcu, który w XIX wieku budował w miasteczku swoją pozycję; o jego dzieciach, które przeżyły I wojnę światową i hiperinflację; o wnukach, które dosięgnęła Zagłada; i o odysei ocalałych. O oglądanej przez pryzmat maleńkiego Golubia i metropolitalnego Berlina katastrofie tamtego świata. I o poszukiwaniu jego okruchów.
Na krakowskim Kazimierzu, pustka po Żydach, którzy zostali wymordowani podczas II wojny światowej jest szczególnie widoczna i odczuwalna. Kazimierz obecnie jest pełen ludzi, gwaru, śmiechu, muzyki, zabawy do późnych godzin wieczornych, ale tak naprawdę jest jednak pusty, nie ma tu bowiem dawnych mieszkańców ani ich potomków, zniknął świat, który tworzyli, świat, który można odnaleźć na kartach ksiąg i w opowieściach nielicznych już świadków. Resztki tego świata zachowały się jeszcze wśród niewielkiej społeczności spotykającej się w szabat i w inne święta żydowskie w Synagodze Remu. Ten świat świat pełen muzyki, miał w sobie Leopold Kozłowski Kleinman i dopóki żył dzielił się nim obficie z nami którzy mieliśmy szczęście być przy nim. Jeśli zdarzy ci się trafić na krakowski Kazimierz idź na ul. Szeroką. Stań i nadstaw ucha. Jeżeli tylko zatrzymasz na chwilę pęd życia, ściszysz bicie serca, przy odrobinie szczęścia, możesz usłyszeć głos i melodie tego zaginionego żydowskiego świata. Jeżeli jednak ten eksperyment się nie powiedzie, możesz otworzyć tę książkę i wtedy już na pewno usłyszysz ten głos i te melodie. Marta Kozłowska-Woźniak, Wojciech Ornat
ICH TROJE 2002 Odbieram telefon Dziadek umiera krzyczy babcia Co? mówię Dziadek umiera. Wołaj tatę, niech przyjeżdża. Rozłącza się Po latach zapyta mnie, kto odebrał ten telefon Ja, czy siostra Ja odpowiadam nie pamiętasz? Pamiętam, że wsiadłem do samochodu Radio było włączone Leciało Wstań powiedz nie jestem sam Ich Troje I tylko to pamiętam
W serii Skarby Literatury Złotego Wieku w Al-Andalus prezentujemy dzieła głównie choć nie wyłącznie żydowskich twórców żyjących na terenie Półwyspu Iberyjskiego pod panowaniem muzułmańskim w czasach świetności i rozkwitu kulturalnego tego regionu.Niniejszy tom poświęcony jest twórczości lirycznej jednego z najbardziej cenionych poetów liturgicznych, Moszego ibn Ezry (1055/1060?po 1138),który zasłynął również jako teoretyk literatury hebrajskiej i autor dwóch monumentalnych dzieł na temat poetyki. Tom zawiera szeroki wybór wierszy prezentowanych przez pryzmat rozważań teoretycznych Ibn Ezry w pięknych i pełnych poszanowania dla wyrafinowanych zasad sztuki poetyckiej epoki przekładach Barbary Gryczan.Życiorys autora odzwierciedla zarówno blaski złotego wieku w Al-Andalus, jak i cienie jego schyłkowego okresu, który nieuchronnie nadchodził. Pierwsza połowa życia Ibn Ezry była bowiem naznaczona pasmem sukcesów odnoszonych wśród elit Grenady czasem dostatku, intelektualnych wzlotów i beztroskich uciech. Udokumentowana została w wirtuozerskiej liryce dworskiej, hołdującej najbardziej wyrafinowanym zasadom poetyki arabskiej i hebrajskiej, dzięki czemu Ibn Ezra zyskał miano księcia poetów. Natomiast druga połowa życia, którą spędził jako wygnaniec w północnej, chrześcijańskiej części półwyspu, była przepełniona tęsknotą i rozgoryczeniem wynikającymi z samotnej tułaczki oraz utraty nie tylko kontaktów z rodziną, lecz także domu i majątku. W tym okresie zatem powstawały głównie przejmujące elegie i lamentacje, w których Al-Andalus stawała się mitycznym rajem utraconym. Jedyne pocieszenie znajdował wówczas poeta w modlitwie, a owocem jego duchowych poszukiwań są wspaniałe utwory liturgiczne, przeważnie o charakterze pokutnym, które na stałe weszły do sefardyjskich modlitewników. Ibn Ezra śmiało łączył w nich rygorystyczne wymogi arabskiego metrum z hebrajską tradycją poezji religijnej, wprowadzając do synagogi w pełni stroficzne i sylabotoniczne dzieła o niezwykłej sile wyrazu.Prezentowany tom ukazuje przekrój twórczości poety totalnego mistrza kunsztownej formy oraz głębokiej osobistej refleksji, którego głos jest doskonałym świadectwem tamtych czasów w całej ich złożoności. Zapraszamy do lektury!
Laureatka Konkursu im. Anny Świrszczyńskiej na Książkowy Debiut Poetycki 2025 Łódź miejsce urodzenia, moje miejsce na ziemi (nie tylko tej obiecanej): tu stoję, tu jestem, stąd pochodzę i stąd wychodzę. I łódź, którą płynę i którą wypłynęłam w świat. Jak się te łodzie/Łodzie mają do siebie? W ostatnim domykającym wersie książki: Łódź się przechyla wypada za burtę cóż to oznacza? Przekonajmy się, spróbujmy. Odczytajmy. Czytajmy Bronisław Majz Lutomierskiej na Bałutach
Każdej księgi jesteśmy przeżytą śmiercią jednej i tej samej księgi, mawiał. Zgłoska nas wiąże i zarazem zrywa nasze więzi. Której z nich będę zawdzięczał pewnego dnia mą wolność?Jednej tylko. Twojemu rozszarpanemu imieniu. Bóg zabił Imię, które Go zabiło.Drapieżna, o jakże drapieżna wolność. Jeśli El, lub ostatnią księgą, postawiłem ostatnią kropkę Księgi Pytań, to wraz z Księgą Podobieństw kończy się być może księga pewnego życia w księdze; lecz dokąd się zapuściłem?Wszelkie życie zderzone z wiecznością jest tylko krótkim życiem bez znaczenia. To nie życie nas pokona, lecz my je. Umrzemy z naszych rąk, naszej nicości i naszej winy.Każdy z naszych gestów jest skierowany przeciw życiu, jakkolwiek staramy się przekazać coś przeciwnego.W naszym pragnieniu życia udajemy, że nie wiemy, iż ciało i duch, za pośrednictwem zmysłów i myśli, są tylko uświęconymi chwilami śmierci; że wiedza jest tylko przynętą czuwającej pustki.A gdyby w tym leżało wyjaśnienie grzechu pierworodnego: wypalać aż do wiekowych pni zalesione aleje życia; zatykać popiołem, zgarnianym szuflami, coraz głębszy otwór śmierci?, pisał reb Assayas.Reb Simhon: Nie donosi się do końca. Znosi się zupełnie.
Antoni Zając wie chyba wszystko, co dziś można wiedzieć o Leo Lipskim. W jego osobie Niespokojni, powieść na przemian genialna i drażniąca, znaleźli wreszcie idealnego czytelnika. Anarchiwa i kryptografie po prostu kipią od najrozmaitszych odkryć: archiwalnych, interpretacyjnych, literaturoznawczych i filozoficznych. Zgłębiając tajniki przedziwnej powieści Lipskiego z tak niebywałą znajomością rzeczy, Zając napisał zarazem wielką, bardzo mądrą książkę o niepokoju, utracie i miłości no i o samym pisaniu. Adam Lipszyc Osiadły w Tel Awiwie tuż po ii wojnie światowej, schorowany i biedny, Leo Lipski miał jeden cel: ukończyć i wydać Niespokojnych powieść z czasów krakowskich, wyłącznie prawie erotyczną, w której cień katastrofy kładzie się na przedwojennym świecie młodości. Jej widmo odbiera piszącemu dostęp do czystych wspomnień naznacza piętnem zniszczenia rzeczywistość, która o swoim przyszłym losie nic jeszcze nie wie albo dopiero zaczyna go przeczuwać. Lipski dąży do rejestracji ulotnych, trudno uchwytnych w języku aspektów istnienia, które czynią je żywotnym i utrzymują w ruchu, sprawiając, że jest ono niespokojne, nieustępliwie pragnie bycia w świecie. Niespokojni to literackie archiwum przedwojennego życia, widzianego z perspektywy zmartwiałej, pogrążonej w kryzysie teraźniejszości. Pisarz posłużył się nie tylko wspomnieniami, lecz także własnymi utworami pisanymi w latach trzydziestych, czasem cytując ich długie fragmenty. Próbował w ten sposób zrekonstruować swój niewydany przedwojenny debiut.
Tylko liście Bezchmurnie Ani śladu deszczu, wiatru, mgły. Ani jednej typowo jesiennej chwili. Na termometrze stopni plus dwadzieścia trzy Dziwne Zaduszki w ten annus horribilis. Tylko liście rdzawozłote, tylko liście Tylko liście rzeczywiście się właściwie zachowały i z każdego spadły drzewa, pod stopami nam szeleszcząc martwo teraz 2022
Dlaczego więc człowiek po prostu i człowiek pogranicza zyskali w ówczesnej Rzeczypospolitej status obcych? Czyżbyśmy żyli w kraju radykalizujących się mniejszości oraz zagubionej większości, która nie jest do końca pewna swego, nie potrafi znaleźć dla siebie silnego wyrazu w przestrzeni publicznej i uwiarogodnić się jako swoja?Pytam o to ponownie 14 stycznia 2019 roku i wciskam te słowa w litą skałę polskiej ściany płaczu. Nie do Boga są adresowane. Tylko my możemy sprawić, że Paweł Adamowicz jest i będzie dla nas wszystkich swój. I to wobec jego tragicznej śmierci wszystko, co ludzkie raz na zawsze przestaje być obce. FragmentCzłowiek po prostu. Paweł Adamowicz (14 I 2019)
Ilekroć jadę na Kurdwanów ulicą Starowiślną, czuję, jak za gmachem Poczty Głównej głowa automatycznie odchyla mi się w lewo: do okna. I gdy na następnym przystanku tramwaj staje, od razu widzę: to ONA. Moja kamienica. Odkąd ze szpitala Narutowicza mama przywiozła moją trzykilogramową istność, mieszkałem tu niemal siedem lat. To była wtedy wieczność. Opowiadałem o tym domu już parę razy, toteż sądziłem, że wiem o nim wszystko. Tymczasem jesienią 2020 roku napisał do mnie z Zurychu Ami Toren. Nienaganną angielszczyzną donosił, że w wychodzącym w Tel Awiwie hebrajskim piśmie o polskim tytule Nowiny Krakowskie przeczytał mój apel o informacje na temat kamienicy w Krakowie, przy ul. Dietla 99. Pytał, czemu mnie to interesuje.
Po latach lektur zarówno świadectw Żydów, którzy w Polsce przeżyli wojnę, jak i tekstów autorstwa nie-Żydów odsłonił się przede mną obraz, z którym nie oswoiłem się do dzisiaj i który mnie przeraża – obraz głębi i zasięgu antysemityzmu polskiego społeczeństwa podczas okupacji. No i złączone z nim i równie bulwersujące zjawisko (napisałem na ten temat oddzielną książkę, pod tytułem Strach): jak można było w Polsce być antysemitą po wojnie?!
Nie wiem czy przeświadczenie, że takie pytanie jest urgujące wymaga w ogóle uzasadnienia, już choćby dlatego, że przecież połowa, z grubsza biorąc, trzech milionów polskich Żydów została wymordowana w miejscu zamieszkania, albo tuż obok, to znaczy na widoku okolicznej ludności. Czyż tego rodzaju krwawy spektakl, którego byli świadkami, nie powinien był raz na zawsze wyleczyć Polaków z antysemickich uprzedzeń? Ale żeby nie potraktowali Państwo mojego zdumienia za dowód pięknoduchostwa oderwanego od realiów i konkretów życia społecznego, pozwolę sobie zacytować polskiego chłopa, który większą część okupacji spędził w podrzeszowskiej wsi, z której pochodził, a poza tym, zasłużył się literaturze polskiej jako jeden z ważniejszych poetów XX wieku.
Arktyka baśń i marzenie XIX wieku. Bieguna północnego nie dało się wówczas osiągnąć, ani nawet sobie wyobrazić, więc wciąż wyprawiano się do niego: w pustkę, ciemność, mróz, wicher i lód, gdzie wmarznięte okręty tkwiły nieraz latami. Zbiegały się tu interesy mocarstw i osobiste ambicje, mistyka i technologia; szukano wiedzy, technik przetrwania i sensu egzystencji. Wobec próżni każdy daje własny występ: relacje z tych występów drukowano masowo, przetwarzano w fikcji, słowie i obrazie; nic dziwnego w końcu, że na przykład małe rodzeństwo Bront w zabawach i fantazjach przybierało imiona sławnych polarnych zdobywców: bohaterów dziecięcej wyobraźni To książka niezwykła! Książka znakomita! [] Tomasz Kubikowski napisał utwór z pogranicza gatunków. Ta książka jest opowieścią, powieścią, esejem, relacją z podróży; sama jest pasjonującą wyprawą do bieguna opowiadania, niezwykle udaną podróżą po tajemnych fiordach i cieśninach (samo)świadomości. Krzysztof Rutkowski Temat do rozmyślań nad tym, [] jak przetrwać w otaczającym nas świecie, jak ułożyć sobie relacje z innymi przedstawicielami naszego gatunku (a też przyrodą ożywioną i nieożywioną) i jak w ogóle pojąć, co i dlaczego się z nami dzieje. Joanna Szczęsna, Dwutygodnik Jest to dzieło zdumiewające i w jakiś sposób totalne. Teoretyczny szkielet, który zresztą odsłania się stopniowo, obleczony został w ciało niezliczonych postaci o mniej lub bardziej dramatycznych losach. Niebywała galeria postaci Ross, wielki przegrany; Parry; Franklin; Kane. No i oczywiście Nansen, bohater główny. [] Niemal powieść przygodowa i kawał historii kultury. Lektor, Tygodnik Powszechny
Krajobraz światłoczuły ten koncept w tytule przekazuje jednocześnie kilka znaczeń. W świetlistości piękno rzeczy ulega spotęgowaniu, gdyż jawią się one w pełnych kształtach i barwach, opisywane pejzaże przyciągają światło, nie tylko reprezentują same siebie, ale też zawierają w sobie emocje patrzącego zachwyt i dziękczynienie, a nade wszystko pozwalają przetrwać chwilom, tak przecież ważnym, choć ulotnym. Mgnienia fascynacji objawiają się zatem w blasku. Domeną cienia są natomiast doznania utraty, kiedy u Eligiusza Dymowskiego radosne obietnice lata przechodzą w jesienny smutek. Fragment Wstępu Wojciecha Ligęzy
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?