Laureatka Konkursu im. Anny Świrszczyńskiej na Książkowy Debiut Poetycki 2025 Łódź miejsce urodzenia, moje miejsce na ziemi (nie tylko tej obiecanej): tu stoję, tu jestem, stąd pochodzę i stąd wychodzę. I łódź, którą płynę i którą wypłynęłam w świat. Jak się te łodzie/Łodzie mają do siebie? W ostatnim domykającym wersie książki: Łódź się przechyla wypada za burtę cóż to oznacza? Przekonajmy się, spróbujmy. Odczytajmy. Czytajmy Bronisław Majz Lutomierskiej na Bałutach
Każdej księgi jesteśmy przeżytą śmiercią jednej i tej samej księgi, mawiał. Zgłoska nas wiąże i zarazem zrywa nasze więzi. Której z nich będę zawdzięczał pewnego dnia mą wolność?Jednej tylko. Twojemu rozszarpanemu imieniu. Bóg zabił Imię, które Go zabiło.Drapieżna, o jakże drapieżna wolność. Jeśli El, lub ostatnią księgą, postawiłem ostatnią kropkę Księgi Pytań, to wraz z Księgą Podobieństw kończy się być może księga pewnego życia w księdze; lecz dokąd się zapuściłem?Wszelkie życie zderzone z wiecznością jest tylko krótkim życiem bez znaczenia. To nie życie nas pokona, lecz my je. Umrzemy z naszych rąk, naszej nicości i naszej winy.Każdy z naszych gestów jest skierowany przeciw życiu, jakkolwiek staramy się przekazać coś przeciwnego.W naszym pragnieniu życia udajemy, że nie wiemy, iż ciało i duch, za pośrednictwem zmysłów i myśli, są tylko uświęconymi chwilami śmierci; że wiedza jest tylko przynętą czuwającej pustki.A gdyby w tym leżało wyjaśnienie grzechu pierworodnego: wypalać aż do wiekowych pni zalesione aleje życia; zatykać popiołem, zgarnianym szuflami, coraz głębszy otwór śmierci?, pisał reb Assayas.Reb Simhon: Nie donosi się do końca. Znosi się zupełnie.
Antoni Zając wie chyba wszystko, co dziś można wiedzieć o Leo Lipskim. W jego osobie Niespokojni, powieść na przemian genialna i drażniąca, znaleźli wreszcie idealnego czytelnika. Anarchiwa i kryptografie po prostu kipią od najrozmaitszych odkryć: archiwalnych, interpretacyjnych, literaturoznawczych i filozoficznych. Zgłębiając tajniki przedziwnej powieści Lipskiego z tak niebywałą znajomością rzeczy, Zając napisał zarazem wielką, bardzo mądrą książkę o niepokoju, utracie i miłości no i o samym pisaniu. Adam Lipszyc Osiadły w Tel Awiwie tuż po ii wojnie światowej, schorowany i biedny, Leo Lipski miał jeden cel: ukończyć i wydać Niespokojnych powieść z czasów krakowskich, wyłącznie prawie erotyczną, w której cień katastrofy kładzie się na przedwojennym świecie młodości. Jej widmo odbiera piszącemu dostęp do czystych wspomnień naznacza piętnem zniszczenia rzeczywistość, która o swoim przyszłym losie nic jeszcze nie wie albo dopiero zaczyna go przeczuwać. Lipski dąży do rejestracji ulotnych, trudno uchwytnych w języku aspektów istnienia, które czynią je żywotnym i utrzymują w ruchu, sprawiając, że jest ono niespokojne, nieustępliwie pragnie bycia w świecie. Niespokojni to literackie archiwum przedwojennego życia, widzianego z perspektywy zmartwiałej, pogrążonej w kryzysie teraźniejszości. Pisarz posłużył się nie tylko wspomnieniami, lecz także własnymi utworami pisanymi w latach trzydziestych, czasem cytując ich długie fragmenty. Próbował w ten sposób zrekonstruować swój niewydany przedwojenny debiut.
Tylko liście Bezchmurnie Ani śladu deszczu, wiatru, mgły. Ani jednej typowo jesiennej chwili. Na termometrze stopni plus dwadzieścia trzy Dziwne Zaduszki w ten annus horribilis. Tylko liście rdzawozłote, tylko liście Tylko liście rzeczywiście się właściwie zachowały i z każdego spadły drzewa, pod stopami nam szeleszcząc martwo teraz 2022
Dlaczego więc człowiek po prostu i człowiek pogranicza zyskali w ówczesnej Rzeczypospolitej status obcych? Czyżbyśmy żyli w kraju radykalizujących się mniejszości oraz zagubionej większości, która nie jest do końca pewna swego, nie potrafi znaleźć dla siebie silnego wyrazu w przestrzeni publicznej i uwiarogodnić się jako swoja?Pytam o to ponownie 14 stycznia 2019 roku i wciskam te słowa w litą skałę polskiej ściany płaczu. Nie do Boga są adresowane. Tylko my możemy sprawić, że Paweł Adamowicz jest i będzie dla nas wszystkich swój. I to wobec jego tragicznej śmierci wszystko, co ludzkie raz na zawsze przestaje być obce. FragmentCzłowiek po prostu. Paweł Adamowicz (14 I 2019)
Skrajny eksperymentator, samotnik, pisarz niezrozumiały i hermetyczny, fikcjonalizujący swoją autobiografię do takiego wizerunku Leopolda Buczkowskiego przyzwyczaili nas i jego badacze, i on sam. Listy rodzinne pod redakcją Justyny Staroń to pierwszy tom serii książek, które mają ten obraz zweryfikować, a może nawet zmienić.Serię otwieramy edycją listów pisarza pozwalających rzucić nowe światło na tę sylwetkę, zrekonstruować na ile to możliwe biografię, odsiać legendę i fantazję od historii, osadzić tę postać i jej sztukę w życiu: zarówno tym najbardziej dramatycznym w czasach wojny i ucieczki z Podola, jak i tym wcale nie łatwym, powojennym, naznaczonym biedą, głodem, tułaczką i wieczną troską o utrzymanie rodziny. Listy wymieniane z członkami rodziny pozwalają ukazać tę postać z innej perspektywy niż dotychczas, jako osobę otoczoną kręgiem bliskich, skupioną na powszednich kłopotach i trudnościach, piszącą codziennym językiem o zwyczajnych sprawach. Przybliżają one również źródła inspiracji i sieć relacji jednego z najoryginalniejszych pisarzy i malarzy XX wieku.W kolejnych tomach będziemy docierać do archiwaliów o różnym charakterze. Koncepcje artystyczne Buczkowskiego ukażą tomy zbierające korespondencję pisarza z innymi artystami i krytykami, a także niepublikowane dotąd drobne prozy czy scenariusze filmowe oraz rozmowy i wywiady z Buczkowskim.Zebrane źródła dostarczą wiedzę o twórczości i życiu pisarza, otwierającą na jej nowe badania i próby rozumienia. Agnieszka Karpowicz, Maciej Libich, Piotr Sadzik
Ilekroć jadę na Kurdwanów ulicą Starowiślną, czuję, jak za gmachem Poczty Głównej głowa automatycznie odchyla mi się w lewo: do okna. I gdy na następnym przystanku tramwaj staje, od razu widzę: to ONA. Moja kamienica. Odkąd ze szpitala Narutowicza mama przywiozła moją trzykilogramową istność, mieszkałem tu niemal siedem lat. To była wtedy wieczność. Opowiadałem o tym domu już parę razy, toteż sądziłem, że wiem o nim wszystko. Tymczasem jesienią 2020 roku napisał do mnie z Zurychu Ami Toren. Nienaganną angielszczyzną donosił, że w wychodzącym w Tel Awiwie hebrajskim piśmie o polskim tytule Nowiny Krakowskie przeczytał mój apel o informacje na temat kamienicy w Krakowie, przy ul. Dietla 99. Pytał, czemu mnie to interesuje.
Po latach lektur zarówno świadectw Żydów, którzy w Polsce przeżyli wojnę, jak i tekstów autorstwa nie-Żydów odsłonił się przede mną obraz, z którym nie oswoiłem się do dzisiaj i który mnie przeraża – obraz głębi i zasięgu antysemityzmu polskiego społeczeństwa podczas okupacji. No i złączone z nim i równie bulwersujące zjawisko (napisałem na ten temat oddzielną książkę, pod tytułem Strach): jak można było w Polsce być antysemitą po wojnie?!
Nie wiem czy przeświadczenie, że takie pytanie jest urgujące wymaga w ogóle uzasadnienia, już choćby dlatego, że przecież połowa, z grubsza biorąc, trzech milionów polskich Żydów została wymordowana w miejscu zamieszkania, albo tuż obok, to znaczy na widoku okolicznej ludności. Czyż tego rodzaju krwawy spektakl, którego byli świadkami, nie powinien był raz na zawsze wyleczyć Polaków z antysemickich uprzedzeń? Ale żeby nie potraktowali Państwo mojego zdumienia za dowód pięknoduchostwa oderwanego od realiów i konkretów życia społecznego, pozwolę sobie zacytować polskiego chłopa, który większą część okupacji spędził w podrzeszowskiej wsi, z której pochodził, a poza tym, zasłużył się literaturze polskiej jako jeden z ważniejszych poetów XX wieku.
Arktyka baśń i marzenie XIX wieku. Bieguna północnego nie dało się wówczas osiągnąć, ani nawet sobie wyobrazić, więc wciąż wyprawiano się do niego: w pustkę, ciemność, mróz, wicher i lód, gdzie wmarznięte okręty tkwiły nieraz latami. Zbiegały się tu interesy mocarstw i osobiste ambicje, mistyka i technologia; szukano wiedzy, technik przetrwania i sensu egzystencji. Wobec próżni każdy daje własny występ: relacje z tych występów drukowano masowo, przetwarzano w fikcji, słowie i obrazie; nic dziwnego w końcu, że na przykład małe rodzeństwo Bront w zabawach i fantazjach przybierało imiona sławnych polarnych zdobywców: bohaterów dziecięcej wyobraźni To książka niezwykła! Książka znakomita! [] Tomasz Kubikowski napisał utwór z pogranicza gatunków. Ta książka jest opowieścią, powieścią, esejem, relacją z podróży; sama jest pasjonującą wyprawą do bieguna opowiadania, niezwykle udaną podróżą po tajemnych fiordach i cieśninach (samo)świadomości. Krzysztof Rutkowski Temat do rozmyślań nad tym, [] jak przetrwać w otaczającym nas świecie, jak ułożyć sobie relacje z innymi przedstawicielami naszego gatunku (a też przyrodą ożywioną i nieożywioną) i jak w ogóle pojąć, co i dlaczego się z nami dzieje. Joanna Szczęsna, Dwutygodnik Jest to dzieło zdumiewające i w jakiś sposób totalne. Teoretyczny szkielet, który zresztą odsłania się stopniowo, obleczony został w ciało niezliczonych postaci o mniej lub bardziej dramatycznych losach. Niebywała galeria postaci Ross, wielki przegrany; Parry; Franklin; Kane. No i oczywiście Nansen, bohater główny. [] Niemal powieść przygodowa i kawał historii kultury. Lektor, Tygodnik Powszechny
Krajobraz światłoczuły ten koncept w tytule przekazuje jednocześnie kilka znaczeń. W świetlistości piękno rzeczy ulega spotęgowaniu, gdyż jawią się one w pełnych kształtach i barwach, opisywane pejzaże przyciągają światło, nie tylko reprezentują same siebie, ale też zawierają w sobie emocje patrzącego zachwyt i dziękczynienie, a nade wszystko pozwalają przetrwać chwilom, tak przecież ważnym, choć ulotnym. Mgnienia fascynacji objawiają się zatem w blasku. Domeną cienia są natomiast doznania utraty, kiedy u Eligiusza Dymowskiego radosne obietnice lata przechodzą w jesienny smutek. Fragment Wstępu Wojciecha Ligęzy
Międzynarodowa Karta PEN
Literatura, aczkolwiek w swojej genezie narodowa, nie zna granic i winna pozostać wspólną własnością narodów, bez względu na polityczne czy narodowościowe wstrząsy.
W żadnych okolicznościach, a zwłaszcza podczas wojny, dziełom sztuki i bibliotekom – spuściźnie całej ludzkości – nie powinna zagrażać zaciekłość narodowa czy polityczna.
Członkowie PEN Clubu winni zawsze wszelkim dostępnym im wpływem przyczyniać się do porozumienia i wzajemnego szacunku między narodami. Zobowiązują się czynić wszystko, co w ich mocy, by przeciwdziałać nienawiści rasowej, klasowej i narodowej, i bronić ideału jednej ludzkości żyjącej w pokoju na świecie.
PEN Club opowiada się za zasadą nieskrępowanego przekazu myśli wewnątrz każdego narodu i między wszystkimi narodami, a jego członkowie zobowiązują się w swoim kraju lub społeczności, do której należą, występować przeciwko wszelkim formom tłumienia wolności słowa.
PEN Club opowiada się za wolnością prasy i przeciwstawia się arbitralnej cenzurze w czasach pokoju – w przeświadczeniu, że nieuchronne dążenie świata ku wyższym formom organizacji politycznej i gospodarczej wymaga swobody krytyki władz, urzędów i instytucji. Ponieważ zaś wolność zakłada dobrowolne ograniczenie, członkowie zobowiązują się występować przeciwko takim nadużyciom wolności prasy, jak kłamliwe publikacje, rozmyślne fałsze lub wypaczanie faktów dla celów politycznych i osobistych.
Międzynarodowa karta PEN prowadzi, jednoczy i inspiruje członków od ponad 70 lat. Została zatwierdzona na Kongresie PEN w Kopenhadze w 1948 r.
Antychryst, późny tekst Josepha Rotha, wówczas już wygnańca z hitlerowskich Niemiec, nie jest podobny do niczego, co ten wcześniej napisał; nie jest ani powieścią, ani felietonową obserwacją. Obcy jest mu też charakterystyczny styl Rotha, czyli ostry niczym brzytwa groteskowy realizm, portretujący rzeczywistość w szybkim ekspresjonistycznym skrócie. Bo też Antychryst to zupełnie inny gatunek literacki, wywodzący się z rejestru religijnego. Jego prototypem jest Księga Objawienia, czyli dzieło obwieszczające nadejście końca świata. To tam pojawia się tytułowy Antychryst jako Bestia o imieniu 666, która wychodzi z morskich otchłani, by zalać świat błotem bluźnierstwa i kłamstwa. Antychryst-Arcywróg pojawia się jako oszust, którego uwodzicielska siła polega na tym, że zaspokaja on powszechne pragnienie sprawiedliwości, ale czyni to na opak i perwersyjnie: to duch, który zawsze dobra pragnąc (bądź twierdząc, że go pragnie), zawsze czyni zło. ze wstępu Agaty Bielik-Robson
Szukam siebie w czasie, kiedy nie było mnie jeszcze na świecie. Szukam siebie poprzez miejsce, pierwsze miejsce, w którym przyszedłem na świat, a dziś jest być może najmniej rozpoznanym, z tych w jakich miałem okazję się zadomawiać.Jakie było Węgorzewo i kim byli węgorzewiacy w pierwszej dekadzie powojnia? Chciałbym dorzucić swoją perspektywę, inną w sposobie narracji i interpretacji źródeł niż dotychczasowe. ROBERT TRABA Jak na starych rękopisach, powstających na zapisanym już wcześniej materiale, nakładają się na siebie kolejne warstwy pamięci mieszkańców mazurskiego miasta, z ich odmiennymi biografiami, doświadczeniami, wspomnieniami. Wsłuchanie się w polifoniczny głos, w którym odbija się niejednorodna, złożona tożsamość indywidualna i zbiorowa, pozwala lepiej zrozumieć przeszłość miejsca i ludzi dawniej i dziś związanych z Węgorzewem. HANNA ANTOS
[Jakub] Ciećkiewicz jest jak nieco szalony filmowiec, który poraża nas serią obrazów, zagadkowych, intrygujących, dziwnych i ma ten dar, który w eseju o sztuce fotografii opisał kiedyś Roland Barthes: potrafi w budowanych obrazach umieszczać dla czytelnika punctum, owo ukłucie, które ma przyprawić oglądającego/czytającego o drżenie, a być może i zachwyt. Krzysztof Lisowski
Wśród wierszy Gałczyńskiego mam „swoje” wiersze. Gdy natrafiam na nie w książce, wspominam ich wygląd pierwotny. Ich ojcostwo i macierzyństwo skupione są w jednej osobie, w osobie Poety. Oprócz jednak rodziców i piastunka patrzy na dorastające dziecko trochę jak na swoje. Byłem piastunką kilku nie najmniej ważnych satyrycznych wierszy Gałczyńskiego, pamiętam je, jak były noworodkami, niepodobnymi, oczywiście tylko zewnętrznie, do tych, które dziś znajdujemy w książkach. Wiersze Gałczyńskiego, gdy się rodziły, miały kolor zielony, kolor zielonego atramentu, kształt wielkich i bardzo czytelnych liter, z których specjalną uwagę zwracało „z”, ciągnące za sobą długi ogonek.
Miałem kilka listów od Gałczyńskiego i autografy tych jego „moich” wierszy. Zabrała je wojna. Mam je już tylko w pamięci, widzę je dobrze, pisane na dużych, nieliniowanych kartkach papieru formatu staroświecko zwanego kancelaryjnym, zawsze ręcznie i zawsze chyba zielonym atramentem. Nawet do ostatnich czasów, już w okresie realizacji planu sześcioletniego, gdy tak trudno było wybierać co się chce, Poeta w niewiadomy mi sposób umiał zaopatrzyć się w zielony atrament. Nie wynaleziono jeszcze sposobu kopiowania obrazów z ludzkiej pamięci. Takiego na przykład sposobu, że kładzie się na noc papier do odbitek fotograficznych pod głowę, a rano wyjmuje się z ramek kopię obrazu zachowanego już tylko w ludzkim mózgu. Gdyby taki wynalazek uczyniono, mógłbym ozdobić to wspomnienie licznymi autografami Gałczyńskiego. W mojej redaktorskiej praktyce rękopisy (zawsze rękopisy) dwóch autorów tak odbiły się w pamięci. To rękopisy Tuwima i Gałczyńskiego.
Skarby Literatury Złotego Wieku w Al-Andalus. Antologia. Tom 5 W Kiedy wieczór zapada, niechybnie mnie czekaj prezentujemy wybór poezji arabskiej pochodzącej z XI-wiecznej muzułmańskiej Hiszpanii (Al-Andalus). Tom zawiera oryginalne arabskie wersje utworów oraz opatrzone komentarzem polskie przekłady literackie sporządzone przez Mateusza Wilka. Poezja złotego wieku Al-Andalus zrodziła się w epoce niepokoju po rozpadzie kalifatu kordobańskiego, w czasach walki o władzę i postępującej rekonkwisty. Znajdziemy w niej zatem nie tylko liczne głosy rozczarowania i goryczy, lecz także opisy splendoru dworów XI-wiecznych emirów Sewilli i innych miast regionu. Zebrane tu poezje układają się w wielogłosową opowieść o muzułmańskiej Hiszpanii w epoce przełomu od szoku, jakim był upadek kalifatu, poprzez stosunkowo krótki rozbłysk kultury dworskiej, aż po definitywny koniec złotego wieku. Tom oferuje reprezentatywny wybór różnorodnej twórczości tamtych czasów: elegie przeplatają się tu z erotykami, panegiryki z satyrami i poezją metafizyczną. Znajdziemy w nim wiersze najsłynniejszych poetów tego okresu, jak Ibn Zaydun, Al-Mu?tamid czy Ibn ?afaga, ale również autorów mniej znanych, w tym poetek, których twórczość śmiała, bezkompromisowa, nieraz zaskakująco bezpośrednia do dziś zadziwia intensywnością wyrazu. Antologia stanowi zaproszenie do świata literatury zrodzonej na pograniczu kultur i religii niezwykle różnorodnej pod względem formy i tematyki, a przy tym wciąż żywej i poruszającej. Zapraszamy do lektury! Seria powstała w ramach grantu Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki (NPRH; Uniwersalia 2.2) przyznanego na realizację projektu Hebrajska poezja złotego wieku w al-Andalus. Antologia (20182024; nr 22H/18/0199/86), kierowanego przez Marzenę Zawanowską.
Skarby Literatury Złotego Wieku w Al-Andalus. Antologia. Tom 2 W serii Skarby Literatury Złotego Wieku w Al-Andalus prezentujemy dzieła głównie choć nie wyłącznie żydowskich twórców żyjących na terenie Półwyspu Iberyjskiego pod panowaniem muzułmańskim w czasach świetności i rozkwitu kulturalnego tego regionu. Niniejszy tom poświęcony jest twórczości lirycznej wielkiego żydowskiego poety i filozofa Szlomo ibn Gabirola (1021/22po 1050?), w średniowiecznej Europie znanego też jako Awicebron. Obejmuje bogaty wybór jego wierszy w pięknych i pełnych poszanowania dla wyrafinowanych zasad sztuki poetyckiej epoki przekładach Barbary Gryczan. Przepełnione dowcipem, ale także goryczą liryki dworskie i pieśni wina przeplatają się tu ze zjadliwymi, nierzadko brutalnymi satyrami. Obok nich zaś pojawiają się również utwory będące wyrazem głębokiej filozoficznej zadumy lub mistycznych uniesień. Uważany za geniusza Ibn Gabirol od najmłodszych lat otaczany był opieką najbardziej wpływowych ludzi epoki. Jako pełen pogardy dla otoczenia narcyz, tracił jednak ich protekcję równie szybko, jak ją pozyskiwał. Rozgoryczenie, u którego podstaw leżała zapewne nękająca go przewlekła choroba, w końcu sprawiło, że w wieku niespełna trzydziestu lat zdecydował się na pustelniczy żywot, po czym słuch o nim zaginął. Mimo to zdążył pozostawić po sobie imponujący dorobek intelektualny. Nic zatem dziwnego, że przez stulecia jawił się jako postać na wpół legendarna, a jego dzieło wywarło ogromny wpływ na późniejsze pokolenia. Prace filozoficzne Ibn Gabirola, pisane po arabsku i tłumaczone na łacinę, zyskały w średniowieczu ogromną popularność, cechował je bowiem tak uniwersalny charakter, że autora uważano za uczonego muzułmańskiego albo chrześcijańskiego. Najbardziej ponadczasowy charakter zachowała jednak jego liryka równie intelektualna, co emocjonalna, a przede wszystkim na wskroś osobista. W poezji Ibn Gabirol potrafił bowiem przekuć swoją udrękę oraz poczucie wyobcowania na utwory o niespotykanym wcześniej poziomie ekspresji. Do dziś poruszają więc one czytelnika siłą wyrazu i zaskakują uniwersalnością treści. Zapraszamy do lektury! Seria powstała w ramach grantu Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki (NPRH; Uniwersalia 2.2) przyznanego na realizację projektu Hebrajska poezja złotego wieku w al-Andalus. Antologia (20182024; nr 22H/18/0199/86), kierowanego przez Marzenę Zawanowską.
In my mind I count all the names, browse through all the faces. The children, grandchildren, now even great grandchildren and even the little grandson of a granddaughter, so a great great grandson. Cousins… a great clan. One big Israeli family. From Jerusalem to the Negev desert. They are far away, and to tell you the truth, I visit them less and less often. And as far as the great grandchildren are concerned, I can’t say I know them. But I have them, and they have themselves. They are alive. All this because their ancestor, the family sage, Warsaw lawyer Zerach Warhaftig, father, grandfather and great grandfather, was on Sugihara’s list. The now famous and at the time life-saving visas were issued by the Japanese consul to him, his wife and half-year-old son in Kaunas. Together with other immigrants they traversed Siberia and reached a welcoming Japan before traveling further on to America and, finally, once the war was over, settling down in Jerusalem. A trip around the world. And with a great sense of timing – in 1948, Zerach Warhaftig, together with thirty other founding fathers and mothers, signed Israel’s declaration of independence. He served the country for another half a century as a politician, lawyer and professor. He was the first to write the story of the Jewish refugees who emigrated from Kaunas and of the noble personage of the Japanese consul who saved people’s lives by breaking with procedures. Personally, Zerach was my uncle, the brother of my grandmother, one of the most important people in my life. In his Jerusalem apartment, I absorbed Judaism and Hebrew, we spoke about family and Jewish history. If not for him, I wouldn’t be a translator or a rabbinic literature lecturer today. And so, I too am greatly in debt to Chiune Sugihara.
Piotr Paziński
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?