Zając o bursztynowych oczach to niezwykła synteza powieści detektywistycznej, rodzinnych wspomnień i wykładu z historii sztuki. Odziedziczywszy po wujecznym dziadku wyjątkowy zbiór 264 maleńkich japońskich figurek, autor rozpoczyna pasjonujące śledztwo. Zgłębiając historię tej szczególnej kolekcji, poznaje dzieje swoich przodków — kilku pokoleń arystokratycznej rodziny Ephrussich. Nurtuje go pytanie, jak to się stało, że z całej ogromnej fortuny właśnie te drobne i kruche przedmioty przetrwały kataklizmy XX wieku.
Książka otrzymała wiele nagród i wyróżnień, m.in. Nagrodę Literacką Costa, Nagrodę Galaxy, Nagrodę Brytyjskich Księgarzy i Nagrodę im. Christophera Ondaatje przyznawaną przez Brytyjskie Królewskie Towarzystwo Literackie. Była także nominowana do Nagrody im. Harolda Hyama Wingate’a, Nagrody BBC im. Samuela Johnsona i Nagrody PEN/Ackerley.
„De Waal wyrusza w podróż, która zaprowadzi go do nieoczekiwanych miejsc i odciśnie na nim piętno, jakiego się nie spodziewał. Podążając tropem kolekcji netsuke, dotrze nie tylko do paryskich i wiedeńskich salonów, lecz i do ubogiego pokoju starej służącej. W trakcie swej wędrówki przeżyje sprawę Dreyfusa i narodziny antysemityzmu, Anschluss i wybuch wojny, a wreszcie zagładę wielu krewnych i rozproszenie się innych. Na sam koniec trafi do zrujnowanego przez wojnę Tokio i stanie się świadkiem odrodzenia i odbudowy tego miasta, a wraz z nim całej Japonii. Niesłychana przygoda. Pasjonująca lektura.” Antoni Libera „We wstępie de Waal zanotował: „Nie jest moim zamiarem pisanie rodzinnej sagi, a tym bardziej utrzymanej w nostalgicznym tonie opowieści o Mitteleuropie”. I – na szczęście – poległ na całej linii, bo jego książka wpisuje się w najlepsze tradycje gatunku: oto wielkość i upadek rodu Ephrussich, odeskich handlarzy zbożem jak z opowiadania Babla, między którymi pojawia się pierwowzór Proustowskiego Swanna i uczennica Rilkego, Francja z czasów Dreyfusa i nazistowski Wiedeń, nieprzebrane bogactwa i niepowetowane straty, poważni bankierzy i kochliwe elegantki. To prawda, że w „Zającu o bursztynowych oczach” chodzi o coś więcej. Ale w każdej dobrej sadze o Mitteleuropie chodzi o coś więcej.” Jacek Dehnel „To znacznie więcej niż tylko historia rodziny – to przepięknie odmalowany obraz dawnego świata. De Waal, uznany ceramik, bez wątpienia będzie także cenionym pisarzem.” Antonia Fraser „Mail on Sunday” „To zaskakujące połączenie mikroprzedmiotu z makrohistorią daje wspaniały efekt.” Julian Barnes, „Guardian” „Wyjątkowa opowieść de Waala to podróż w poszukiwaniu minionego czasu, ale także refleksja nad jego upływem. (…) Niewielu prozaików potrafiło opisać historię rodziny z większą wnikliwością, zachwytem i powściągliwością.” Eileen Battersby „Irish Times” „De Waal jest ceramikiem; potrafi przepięknie przywoływać doznania płynące z dotyku drobnych japońskich figurek, które w jego kieszeniach z Paryża przez Wiedń i Odessę zawędrowały z powrotem do Japonii.” Ed Hollis, „Scotsman” „W waszych rękach znajduje się arcydzieło. (…) Tak pięknie i elegancko opowiedziana historia to rzadka przyjemność.” Frances Wilson, „Sunday Times” „Wyrafinowany opis poszukiwania utraconej rodziny i straconego czasu. De Waal przenosi nas do starej Europy, którą odmalowuje w całym jej bogactwie.” Colm Tóibín, „Irish Times”
Dom pod wiecznym piórem Jana Polewki toprawdziwa skarbnica wiedzy: opowiada o mieszkańcach budynku przy ulicyKrupniczej, który w 1945 roku stał się azylem dla pisarzy, poetów idramaturgów, a później przez ponad 50 lat jako Dom Literatów gromadził podswoim dachem niezwykłe literackie środowisko. Dużą część książki stanowialfabet-leksykon, w którym autor skrupulatnie zestawia najważniejsze informacjeo lokatorach mieszkań i pokoi: dane biograficzne, tytuły publikowanych książekoraz miejsca ich wydania. Barwne uzupełnienie stanowią fragmenty wspomnień czyartykułów o opisywanych postaciach, świetnie dobrane, zawsze ciekawe, nierazpełne humoru i emocji. Kolejne rozdziały, tytułowane na kolejne literyalfabetu, przedstawiają różne aspekty życia, jakie toczyło się w domu naKrupniczej.
Książka jest źródłem wiedzy faktograficznej i bibliograficznej, ale jest także zaproszeniem do pięknej, nostalgicznej podróży do miejsca o niepowtarzalnej atmosferze, miejsca które pamięta Różewicza, Mrożka, Szymborską i innych wybitnych twórców, a samo też jest jeszcze pamiętane – przez młodsze pokolenia mieszkańców, czasem jako świat dziecięcych zabaw. Jest zapisem fragmentu historii polskiej literatury i – polskiej historii po prostu, próbą uchwycenia, zatrzymania na kartkach papieru świata, który właśnie znika
TO NIE JEST TYLKO OPOWIEŚĆ O SPORCIE I WIELKICH IDEACH. TO WCIĄGAJĄCA HISTORIA LUDZKICH NADZIEI I AMBICJI, LĘKÓW, SŁABOŚCI I DRAMATYCZNYCH WYBORÓW ORAZ NAJTRUDNIEJSZYCH WALK, KTÓRE TOCZĄ SIĘ POZA STADIONAMI. Na pierwszym planie walka Polaków o złoto, srebro lub brąz, a w tle – wielka historia i wielki teatr kolejnych olimpiad. Legionista Adam otrzepał się z pyłu wojennego i bierze przeszkody na paryskim hipodromie, oszczepniczka Marysia przemawia się z Hitlerem w loży honorowej, sędzia sportowy Jakub z Kalisza – Jakow z Izraela ginie w zamachu terrorystycznym w Monachium. Detektywistyczne rekonstrukcje, nowe, żywe wiadomości o wydarzeniach i charakterach. Czytam i zamieniam się w świadka. Gorąco polecam.
Małgorzata Szejnert Daniel Lis od lat jest redaktorem moich książek, najlepszym z trenerów. Tym razem to on startował w zawodach, pisząc książkę, a ja dopingowałam, ile wlezie. Dobiegł do mety ze znakomitym wynikiem. „Stulecie przeszkód” jest świetnie napisane, a dbałość autora o szczegół, wyciąganie na światło dzienne faktów zapomnianych, choć fascynujących, i prostowanie przekłamań zasługują na złoty medal. Proszę też przygotować chusteczki, bo jest tu masa wzruszeń. A poza tym trudno nie płakać, kiedy na olimpijskim podium staje polski sportowiec.
Magdalena Grzebałkowska Książka Daniela Lisa daje niespotykanie szeroki i świeży wgląd w historie polskich olimpijczyków i paraolimpijczyków. Autor konfrontuje z sobą źródła, wyszukuje nieznane dokumenty i rzuca nowe światło na historie – wydawałoby się – już opowiedziane. Jako pierwszy opisuje polski wątek najkrwawszego wydarzenia w historii igrzysk – zamachu w Monachium. Zastanawia się z polskimi narciarkami, czy wesprzeć radziecki protest i dostać medal, czy powiedzieć prawdę i zająć czwarte miejsce. Tropi wojenne losy mistrza boksu, które ten w czasach stalinizmu wolałby przemilczeć: siedział w więzieniu, obozie, pracował na kolei, a może służył w Wehrmachcie? Ze sztangistą Ryszardem Tomaszewskim, multimedalistą paraolimpijskim, wraca do stanu wojennego i uścisku dłoni z księciem Karolem.
Tadeusz Borowski, poeta, wraca z piekła obozu zagłady. Witają go przyjaciele, zapraszają przedstawiciele władz, z przekonaniem włącza się budowę nowej socjalistycznej Polski. Jako dziennikarz obsługuje procesy „antykomunistycznych bandytów”, jako literat spotyka się z czytelnikami różnych miast i pokoleń, nawet współpracuje z wywiadem. Powoli dociera do niego prawda, że trafił znów do łagru - tym razem jako członek załogi obozu. Sowiecki wariant obozu jest lepiej zamaskowany, ludzie nie chodzą w pasiakach, zamiast bunkrów śmierci są cele UB, dla mieszkańców wymyśla się pełne wzniosłych haseł pochody, elity oprawców spotykają się na przyjęciach i balach. W sposób niepostrzeżony cała Polska jest zamieniana w jeden wielki obóz. Wędrówka poety po Polsce to wędrówka po kolejnych kręgach piekła. Symbolem nowej rzeczywistości jest bal u więziennego kata. Poeta traci ostatnią ze swych wiar.
Pierwsza biografia Agnieszki Holland Żadna polska reżyserka nie odniosła w kinie tak wielkiego sukcesu jak ona. Jest ikona? i – jak czasem mówią o niej młodsi – matka? chrzestna? całego pokolenia filmowców. W tej książce po raz pierwszy odsłania prawdę o swoim życiu. Jak sie? pracowało i tworzyło w męskim świecie kina? Jak wyglądało jej dzieciństwo po tragicznej śmierci ojca? Dlaczego spośród wielu utalentowanych polskich filmowców właśnie ona zrobiła kariere? na Zachodzie? Jak odnalazła się w Paryżu jako samotna matka uchodźczyni? Jak trafiła do Hollywood pod skrzydła takich sław jak Coppola? Karolina Pasternak, dziennikarka filmowa, dzięki niezwykłej relacji z bohaterką tej książki mogła stworzyć pełną nieznanych i zaskakujących faktów biografię reżyserki. Karolina Pasternak – wieloletnia dziennikarka „Newsweeka”, wykładowczyni, redaktorka naczelna. Jej materiały były publikowane w najważniejszych pismach w kraju. Przeprowadzała wywiady z czołówką światowego kina, m.in. z Quentinem Tarantino i Stevenem Spielbergiem.
Kobieta żądna przygód, obdarzona zagadkowym urokiem towarzyszka życia trzech wybitnych mężczyzn, muza, której los kształtowały jedynie namiętności... Gala pozostała tajemnicą. Dla swoich kochanków i mężów była równocześnie kochanką i matką: swoistą, potężną i niezbędną siłę do życia czerpali z niej Paul Eluard, Max Ernst i Salvador Dali, trzej spośród wielkich artystów XX wieku.Samotna i tajemnicza, Gala wychowywała się w Rosji, wyrastając na dziewczynę zbuntowana przeciw konwenansom, kochającą życie wolne od wszelkich podziałów i zaszufladkowań, migotliwe i pełne blasku. Uchodziła za femme fatale o niezaspokojonych apetytach, raz pełną żaru, kiedy indziej lodowatą.Dominique Bona przedstawiła przygodę z surrealizmem w nowym świetle: oto trzej z najsławniejszych malarzy i poetów zafascynowani kobietą, która przez całe życie zaciekle chroniła swój świat wewnętrzny. Ta kobieta była ich natchnieniem...
Myślałem do dzisiaj, że moje życie to praca przerywana okresami pijaństwa. A przecież mogę widzieć swoje życie jako pijaństwo czasem przerywane okresami pracy"", napisał autor. ""Rehab"" to przesłanie, świadectwo dla wszystkich,którzy borykają się z alkoholizmem, a także dla tych, którzy starają się tę chorobę zrozumieć. To książka o problemach czekających osobę, którachce przestać pić, o pytaniach, które musi sobie zadać, o odpowiedziach, które musi znaleźć, i o nadziei na poprawę. Pokazuje, jak trudne i powolne jestdochodzenie do prawdy o samym sobie, jak zdradliwy i podstępnypotrafi być własny umysł. Z całą surowością demaskuje ludzkie słabości,a zwłaszcza słabości alkoholika. Ale daje wiarę i wskazuje drogę wyjścia. Nagrodzona w IV konkursie miesięcznika i wydawnictwa Znak im. księdza Józefa Tichnera w kategorii publicystyki lub eseistyki na tematy społeczne.
Po raz pierwszy w jednym tomie meneliki prawie wszystkie!Krzysztof Daukszewicz od ponad dwudziestu lat zapisuje swoje spotkania ze smakoszami win regionalnych, które nigdy nie zdążą poleżakować. Koneserzy soczyście i bezpardonowo punktują naszą polską rzeczywistość. Czyż spostrzeżenia ludzi, którzy nigdy nie trzeźwieją, nie obnażają czasem w bezlitosny sposób także naszych wad i przyzwyczajeń, do których nawet przed sobą nie chcemy się przyznać?Drogi czytelniku, po ukazaniu się książki ""Meneliki nowe, czyli wina Tuska i logika białoruska"" na spotkaniach z czytelnikami proszono mnie o wznowienie wcześniejszych menelików. Tak też i czynię; starsze meneliki uzupełniają najnowsze, a także opowieści o murkowcach i epitafia, których sporo przybyło. Przyjemnego czytania.Krzysztof DaukszewiczLekarz do pacjenta mocno sponiewieranego przez alkohol i życie:- Za dużo pan pije, a za mało je.- Cóż zrobić, na wszystko nie wystarcza.Czas płynie tak szybko, że ledwie człowiek wytrzeźwieje po Sylwestrze, już trzeba ubierać choinkę.Tu na Wawelu spoczywaJarosław Kaczyński.Wspólnie z demokracjąrozstał się z nami.Leży też z ochroniarzami.Wawel - obojętnie, czy upałczy też siarczyste mrozy -otoczony jest przez radiowozy.A tak naprawdę,nim wieści rozejść się zdążą,nie jest pochowany na Wawelu,tylko się schował pod Łomżą.Krzysztof Daukszewicz (ur. 1947) - satyryk, felietonista, poeta, piosenkarz, gitarzysta i kompozytor. Działalność estradową rozpoczął w Szczytnie. Po przeprowadzeniu się do Warszawy bardzo szybko zdobył popularność. Z Januszem Gajosem współtworzył kabaret Hotel Nitz, od 1986 do 1990 roku występował w kabarecie Pod Egidą. Przez wiele lat realizował swoje programy satyryczne w telewizji. Od 2005 roku stały gość programu publicystyczno-satyrycznego ""Szkło kontaktowe"" w TVN24.
Pamiętnik najbliższej przyjaciółki Marii Rodziewiczówny zdeponowany w Bibliotece Jagiellońskiej a spisany z nadzieją, że kiedyś będzie mógł dotrzeć do rąk czytelników autorki.
Poznały się w czasie rodzinnych wizyt. Praca społeczna, wspólne zebrania i wycieczki zaowocowały stale pogłębiającą się przyjaźnią, na której charakter niewątpliwy wpływ miał podziw, by nie powiedzieć uwielbienie Jadwigi dla starszej o jedenaście lat Marii. Z czasem więzy przyjaźni zadzierzgnęły się jeszcze mocniej. W 1919 obie zamieszkały razem. Jadwiga stała się prawą ręką właścicielki Hruszowej, pomagała jej w prowadzeniu domu i ogrodu. Stała się dobrym i po trosze opiekuńczym duchem powieściopisarki, starającym się odsunąć od niej wszystko, co mogłoby stanowić przeszkodę w twórczej pracy. Dla siebie wybrała świadomie miejsce na drugim planie. Wszyscy zapamiętali ją jako osobę uśmiech¬niętą, pogodną...
Towarzyszyła pisarce podczas wojen i pokoju, zarówno w Warszawie, jak i w Hruszowej. Była z nią aż do chwili śmierci.
Wspomnienia spisane w niniejszej książce to zapis przepięknej przyjaźni, czy wręcz miłości dwóch niezwykłych kobiet, ale też zapis życia w wyjątkowych czasach i w wyjątkowych miejscach, które tak bardzo obie ukochały – Warszawie i Kresach.
Darowując książkę Dziadku, opowiedz o sobie, dajesz swojemu dziadkowi więcej niż pięknie wydaną, ładnie oprawioną, nienapisaną jeszcze historię. Dajesz mu poczucie, że jest dla Ciebie ważny. Dzięki odpowiedziom na proste i wnikliwe, zawarte w dzienniku pytania dajesz dziadkowi możliwość spisania losów i wspomnień, przelania uczuć co sprawi, że dotąd puste strony dziennika staną się dla niego podarunkiem bardzo osobistym, a dla Ciebie i całej rodziny będą stanowić bezcenną pamiątkę.Pomocą dla dziadka w spisywaniu dziejów są zawarte w książce inspirujące, krótkie teksty dotyczące obyczajów, kuchni, kultury, mody itd. z czasów jego młodości.Daj swojemu dziadkowi tę książkę jako prezent.Pokaż mu, że chcesz wiedzieć wszystko o jego wspomnieniach, marzeniach i pragnieniach. Odpowiadając na nieoczekiwane i czasami zabawne pytania dotyczące takich tematów, jak dzieciństwo, szkoła, hobby, przyjaźń, pierwsza miłość, ojcostwo, kariera zawodowa, twój dziadek krok po kroku spisze historię swojego życia. Stworzy wyjątkową i osobistą książkę, dzięki której naprawdę go poznasz.Dla przyszłych pokoleń cenne będzie nie to, co posiadamy, lecz świadectwo, kim byliśmy i opowieść, jak żyliśmy. Tym, co należy uwiecznić, są rodzinne historie.Ellen Goodman
Okruchy większej całości są podróżą w krainie pamięci naznaczonej psychiczną chorobą ojca i matczynym sklejaniem rodziny. Wchodzimy w labirynt malowany emocjami dziecka, ale naszym przewodnikiem jest dojrzały mężczyzna. Frymorgen emigruje w przeszłość z fotograficzną precyzją. Odwiedza wiejski krajobraz PRL-u eksponując w kadrze jego obrazy, zapachy i dźwięki. Nie poleruje wspomnień. Zachowuje proste, lakoniczne pióro. To jego debiut literacki. Zawodowo od lat zajmuje się dziennikarstwem. Jest brytyjskim korespondentem radia RMF FM. Jak podkreśla autor, do pisania skłoniła go pandemia, a zainspirowała psychoanaliza jungowska, której poddał się w dorosłym wieku. Z krótkich miniatur wyłania się celebracja życia. Z wdzięcznością miesza się szorstka ocena przeszłości. Frymorgen zaznacza w tekście, że pamięć nie jest bliźniaczą siostrą prawdy. Okruchy są bardzo subiektywnym śladem pozostawionym na własnym kawałku ziemi. A może uniwersalnym świadectwem człowieka?
Zbiór wspomnień i relacji Polaków wysiedlonych ze Stanisławowa po II wojnie światowej. Przez pryzmat ich losów poznajemy dzieje tego miasta i jego mieszkańców na przestrzeni ostatnich stu lat. Książka ukazuje ich codzienne życie, domy i rodziny, bliskie im miejsca, uczucia smutku i radości, strachu i odwagi, zachwytu i tęsknoty. Liczne fotografie wzgobacają wzruszającą opowieść.
Ta historia jest trochę jak baśń. Są w niej poszukiwacze skarbów i ich strażnicy. Jest pełna klejnotów cukiernica Rosenthala, dwanaście złotych jaj i tajemnicza mapa dziadka Pinchasa. Jest podróż w głąb czasu tropem utraconego dziedzictwa. W 2017 roku Patrycja Dołowy została poproszona o pomoc - jej amerykańska przyjaciółka Michelle Levy chciała dowiedzieć się czegoś o swojej prababci Salomei. Tak zaczęła się wędrówka, która potoczyła się w niespodziewany sposób i poprowadziła w nieoczekiwanych kierunkach. W jej trakcie Dołowy spotkała innych poszukiwaczy - amerykańskich potomków polskich Żydów, których przywiodła do Polski legenda o rodzinnym skarbie lub wizja utraconego raju. Trafiła też na Polaków, którzy stali się lokalnymi strażnikami żydowskiej pamięci. Zaintrygowało ją, co tak naprawdę popycha ich do działania. Co znaczy wciąż żyć na grobach, a co znaczy żyć zupełnie bez nich? Polska pełna jest żydowskich rzeczy. Porzuconych, wziętych pod opiekę, przywłaszczonych, przejętych, znalezionych i takich, które wciąż czekają na odkrycie. Nie jest to złoto, lecz coś cenniejszego od złota: to ślady milionów żyć, o których musimy pamiętać.
Ojciec folkowych pieśniarzy, kronikarz klasy pracującej, naczelny hobo Ameryki. Woody Guthrie to jedna z najciekawszych postaci w historii muzyki, a jego piosenki uczyniły z niego rzecznika ubogich pracowników i bezrobotnych biedaków. Guthrie wędrował przez Stany i rozmawiał z mieszkańcami tego kraju jak równy z równym, a zasłyszane historie przekuwał w protest songi, które ukształtowały kolejne pokolenia zaangażowanych twórców.To jest wasz kraj, to jest mój kraj ukazał się po raz pierwszy w 1943 roku. Guthrie opisuje w tej książce swoje losy, zaczynając od dzieciństwa na równinach Oklahomy, przez lata spędzone w drodze, w pociągach towarowych i na tylnych siedzeniach autostopu, aż po Nowy Jork i próby dotarcia do większej publiczności. Śpiewał o trudzie, zwykłym życiu i ciężkiej pracy, a także o pięknie Stanów Zjednoczonych, które obserwował z otwartych drzwi wagonów, pędząc przez kraj od oceanu do oceanu. A wszystko to na tle najważniejszych wydarzeń amerykańskiej historii czasów prohibicji, wielkich burz pyłowych, odkrywania złóż ropy i ataku na Pearl Harbor.To jest wasz kraj, to jest mój kraj to porywająca autobiograficzna podróż przez życie największego barda Ameryki i poruszająca wyprawa do korzeni współczesnych Stanów Zjednoczonych. Do kraju, który był jego krajem.
Niniejsza jubileuszowa monografia wydana została z okazji 10-lecia funkcjonowania w Polsce osobnej dyscypliny naukowej, jaką są nauki o bezpieczeństwie. Jej pierwsze strony poświęcamy wspomnieniu o osobie blisko związanej z tematyką podejmowaną w tej publikacji dr. hab. Bolesławie Sprengelu, który odszedł od nas w październiku 2020 roku.
Pisany w ukryciu, w latach 1943-1944 pamiętnik Moszego Meira Bauma. Z bratem i szwagrem znalazł kryjówkę na strychu u znajomego w podkieleckiej wsi."Teraz, kiedy w gorące letnie dni słońce pali dojrzałe już do zżęcia zboże, teraz, kiedy człowiek rwie się ku życiu [...], siedzimy na gorącym strychu obory, wdychając odór krowy, prosięcia i kilku królików. [...] zastanawiamy się, jak to się stało, że z tak wielkiej rodziny, jaką byliśmy, nikt się nie uratował poza jednym tylko Bejniszem, który cztery lata przed wojną [...] wyjechał do Brazylii. No i nasza trójka, która stoi tutaj, na strychu, miotając się między śmiercią a życiem. Stoimy i nie wiemy, co przyniesie nam kolejna godzina. Prawdą jest, że już odechciewało nam się żyć, bo straciliśmy wszystko, dla czego warto byłoby to ciągnąć, ale jest jedna rzecz, która nas jeszcze trzyma. Chcemy się zobaczyć z moim szwagrem, Bejniszem [...], i opowiedzieć mu o losie jego rodziców i sióstr oraz o losie narodu żydowskiego".W zapiskach autor wspomina bliskich: pokolenie młodych Żydów z ich nadziejami, ambicjami i marzeniami, zakładających rodziny i pełnych planów na dalsze życie. Baum opisuje życie pod okupacją niemiecką, energię i determinację Żydów, by przetrwać, umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach, wzajemną solidarność i troskę. Niestety, jego rodzice i sześcioro rodzeństwa, a także rodzice i siedmioro rodzeństwa szwagra - wszyscy z licznymi rodzinami - zginęli w Treblince.
Niejeden raz trzymałam w ręku ten plik kilkudziesięciu kartek, zapisanych wspomnieniami mojego Taty z okresu wojny i uwięzienia w sowieckim łagrze. W miarę jak powstawał ich zapis, przepisywałam jego treść z rękopisu na maszynie, później na komputerze. Któregoś wieczoru, gdy kilkuletnia praca Taty została ukończona, wielokrotnie przeczytana i poprawiona, wręczył mi go w sposób szczególny, niemal uroczyście.-- Zrób coś z tymi moimi notatkami. Najważniejsze, to nazwiska wywiezionych ze mną do łagrów kolegów i to, przez co razem przeszliśmy -- poprosił.Zrozumiałam, że w moje ręce oddaje bardzo ważną dla niego rzecz zobowiązując mnie jednocześnie, by za moją sprawą to jego świadectwo przetrwało jako rozdział fragmentu naszej historii. Leżało mu na sercu ocalenie od zapomnienia ludzi, z którymi zetknął go los, zwłaszcza kolegów z Armii Krajowej, więźniów NKWD, zesłanych do stalinowskich obozów pracy. Był świadkiem, że wielu zostało w Rosji na zawsze.
„Ostatnia kampania konna" to wspomnienia dotyczące działań podczas wojny polsko-bolszewickiej na froncie południowo-wschodnim. Zwieńczeniem walk przeciwko 1 Armii Konnej Budionnego był bój pod Komarowem 31 sierpnia 1920 r., który „nie miał sobie równego od czasu wojen napoleońskich”. Nim jednak zwarły się z sobą nieprzyjacielskie szwadrony w tej największej bitwie konnicy tamtych czasów, wiele innych miejsc stawało się placem zaciekłego boju i wielu doń ruszało mężnych kawalerzystów… „Wspomnienia niniejsze są […] jednocześnie pożegnaniem kawalerii, tej tradycyjnej broni polskiej, oraz wiernego nam przez tysiąclecia, pięknego i dzielnego towarzysza broni – konia”, gdyż nigdy już później jej szwadrony tak wielkiej roli w dziejach Europy nie odegrały.
Lektura tej książki obudziła wiele wspomnień – czasem zabawnych, czasem trochę strasznych, ale zawsze ważnych, dotyczących ludzi i wydarzeń, które ukształtowały nie tylko mnie, ale i sporą część mojego pokolenia, dorastającego w generalnie mało pociągającej rzeczywistości późnego PRL-u. Wojtek Lis wykonał tytaniczną pracę, by zachować dla potomności historię polskiej undergroundowej sceny metalowej, odszukał jej bohaterów i udokumentował jej kluczowe momenty, zapełniając tym samym istotną lukę; podjął temat pomijany dotąd przez historiografię kultury głównego nurtu. Serdecznie polecam „Festiwal szaleństwa” wszystkim tym, którzy pamiętają tamte niezwykłe czasy, a także – a może przede wszystkim – tym, którzy są za młodzi, by je pamiętać. Dla tych pierwszych będzie to sentymentalny tour de force, dla tych drugich podręcznik duchowej i kulturowej niezależności, samoorganizacji i bezinteresownego współdziałania – etosu, który pozostaje aktualny do dziś.- Marcin Wawrzyńczak - dziennikarz i tłumacz, twórca Eternal Torment zine, jednego z pierwszych fanzinów metalowych w Polsce i zarazem jednego z najbardziej rozpoznawalnych, polskich tytułów na undergroundowej mapie świata lat 80. i początku 90. Łezka w oku kręci się czytając „Festiwal szaleństwa”. Opisu tylu kultowych imprez, czasu narodzin i rozkwitu polskiej metalowej sceny koncertowej, bezcennych wspomnień artystów, organizatorów, dziennikarzy i fanów nie ma w żadnej innej rodzimej publikacji książkowej. Pierwsze największe rodzime festiwale rockowe i metalowe, kulisy pierwszych występów w Polsce, jeszcze w czasach słusznie minionych, takich wykonawców jak choćby Metallica, Iron Maiden, Slade, Budgie, UFO, Helloween, Running Wild, Kreator, Samael i wielu innych, to zaledwie część opisu krajobrazu raczkującego show-biznesu w Polsce opartego głównie na dobrych relacjach organizatorów i muzyków, a nie na twardym kapitalizmie i konsumpcjonizmie. Opowieść o czasach, kiedy każdy koncert się przeżywało, a nie biegało od sceny do sceny z aparatem, żeby pochwalić się znajomym. I tylko jeden zarzut: wielki niedosyt. Samych wypowiedzi Andrzeja Marca chciałoby się przeczytać z 200 stron, bo to prawdziwa skarbnica kuluarowej wiedzy muzycznej i okołomuzycznej. Piotr Luczyk kończy tam, gdzie historia dopiero się rozwija. Opowieści Jarosława „Mistera” Misterkiewcza chciałoby się czytać więcej i więcej, podobnie jak Jarosława Rybskiego i wielu innych. Tak udanego powrotu do przeszłości nie zapewniłaby nawet nowa produkcja z Michaelem J. Foxem i Christopherem Lloydem. „Festiwal szaleństwa” wypełnia lukę muzycznie dzikich czasów i zaostrza apetyt na więcej. Czyta się jednym tchem.- Jacek Nizinkiewicz - dziennikarz i publicysta związany z "Rzeczpospolitą", autor audycji „Radioaktywni” w Radiu Nowy Świat, współpracownik miesięcznika „Teraz Rock”.Wojtek Lis wyrósł na klasycznego historyka, kronikarza, dziejopisarza czasów niby współczesnych, a już zgoła zamierzchłych i zrozumiałych głównie dla nas. Dorosłych, starych wilków, nierzadko już nieco wyleniałych. To, co robi Mistrz Lis jest bardzo ważne dla naszej kultury. Bo to było. To się wydarzyło. Nie można tego wymazać, ani przemilczeć. W tych trudnych, pionierskich czasach znaleźli się ludzie to robiący, tworzący i tak zostało. Pro memoria. Pozostały cudne wspomnienia i stare fotografie z młodymi twarzami. Większości tzw. „normalnych ludzi” nic nie powiedzą te dziwne nazwy, loga nieczytelne i terminy. To samo z dźwiękiem szorstkim i niedoskonałym technicznie. Dla nas, czyli pokolenia lat 80. i 90. to część życia. Piękne to było. O latach świetności metalowego rękodzieła drzewiej pisał już sam Jan Długosz. Liczę na to, że kilka wieków później dzieła Woja Ciecha herbu Lis zajmą miejsca godne w lekturach szkolnych, albo i na cokołach zaszczytnych. Bo obaj opiewają, wychwalają kunszt i sukcesy rycerzy metalem się parających i sprawnie władających. Amen.- Stanisław Antośkiewicz - animator kultury muzycznej, współtwórca ciechanowskiego S’thrash’ydła - jednego z najstarszych i cyklicznych metalowych festiwali w Polsce, a także menager Smirnoff - pionierskiej grupy polskiego undergroundu.Sporo wydarzeń koncertowych zapadło mi w pamięci, mimo upływu czasem prawie 25 lat. Mogłem ten świat koncertowy oglądać od drugiej strony, pracując przy produkcji tras koncertowych. Te doświadczenia pozwoliły mi utwierdzić się w przekonaniu, że muzyka rockowa nie istnieje bez koncertów. One właśnie weryfikują, czasem brutalnie talent, charyzmę i tzw. iskrę bożą muzyków. W studio nagraniowym wszystko można poprawić, powtórzyć, dograć. Na koncercie jest tak, że albo masz wspomniane wyżej przymioty i jesteś w stanie zorganizować misterium, sztukę przez wielkie „S”, porwać ludzi i przenieść ich w inną rzeczywistość, albo po prostu jesteś jednym z tysięcy rzemieślników. Może i przebierasz paluchami po gryfie bardzo sprawnie. Tylko nic z tego kompletnie nie wynika.„Festiwal szaleństwa” to trochę taka kapsuła czasu. Przenosi nas do okresu, w którym koncerty były wydarzeniami i muzycznymi i towarzyskimi. Były także świętem. Czekało się na te koncerty. Często jechało w drugi koniec Polski, aby zobaczyć ulubionego artystę. Z drugiej strony, to bardzo dobrze, że pokazana jest druga strona tych wydarzeń, już nieco mniej chwalebna, czyli bitwy, krojenie, interwencje milicji i opresja systemu komunistycznego itp.Za największy atut książki uznaję dobór rozmówców; muzyków, organizatorów koncertów, menadżerów, dziennikarzy muzycznych. Dzięki nim poznajemy przebieg wielu koncertów i realia związane z ich realizacją. W czasach, kiedy do wielu artystów i koncertów mamy dostęp na wyciągnięcie ręki, „Festiwal szaleństwa” może być też lekturą mającą pewien walor edukacyjny. Niezależnie od tego, jakie motywacje skłoniły Was do sięgnięcia po tę książkę, gorąco polecam jej lekturę; to będzie dobrze spędzony czas!Łukasz Szurmiński - niegdyś dziennikarz muzyczny, związany z muzycznym undergroundem, autor tekstów dla taki kapel, jak: Vader, Trauma, Dies Irae. Edytor fanzina; dziś pracownik naukowy i wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego
Zsyłka na Wschód, powrót do kraju i służba dla Polski w Wietnamie, Etiopii i na Islandii. Dziennik obejmuje także okres transformacji po ’89 roku, w którym z głębokim niepokojem autor dokładnie notuje bieżące wydarzenia i rozprawia o przyszłych losach kraju. „Konsul” to idealny punkt wyjścia do rozmów o historii i bieżącej sytuacji geopolitycznej Polski.
Fragment recenzji:
„Pisane piórem szlachetnego człowieka do dziś niegodzącego się na świat upokorzeń i niesprawiedliwości, niezależnie od granic.”
Magdalena Pramfelt (Prezydent Stowarzyszenia Konsulów Honorowych w Polsce)
O autorze:
Stanisław Dąbrowa-Laskowski
Doktor nauk ekonomicznych. Emerytowany praktyk gospodarki morskiej i służby dyplomatycznej. Lwowski kresowiak. Sybirak po sowieckiej zsyłce na stepy północnego Kazachstanu. Autor książek wspomnieniowych oraz artykułów w prasie ekonomicznej. Owdowiały mąż Oleńki, ojciec Halinki i zięcia Krzysztofa, dziadek Agnieszki.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?