Pierwszy w Polsce wybór wierszy amerykańskiego poety, w którego praktyce zarówno literackiej, jak i naukowej teoretyk przechodzi w performera, a poetyka wychodzi z obszaru zasady i wkracza na nieobliczalny obszar poetyckiego zdarzenia.Motywem przewodnim nowiny poetyckiej, jaką głosi Bernstein, jest docieranie do oporowości tkwiącej w samym medium języka. To też nowy projekt poetyckiej polityczności, swoistej autonomii zaangażowanej: wiersz jest zawsze spleciony ze swoim kontekstem sytuacyjnym, społecznym, językowo-koncepcyjnym, ale jednocześnie pozostaje zdarzeniem osobnym. Tekst poetycki rozumiany jako nośnik, urządzenie, ustrojstwo do podglądu innych form zbiera, kondensuje i prezentuje wszystkie pasma zdarzenia dla czytelników, którzy w ten sposób biorą w nim czynny, twórczy współudział. Ten wywrotowy potencjał poezji Bernsteina czyni go ważnym kontynuatorem emancypacyjnej, ponadnarodowej tradycji historycznej awangardy.
Na antologię `Moi Moskale' składa się z 210 wierszy 65 poetów i jest swoistym podsumowaniem trwającej pięćdziesiąt lat przygody Woroszylskiego z poezją rosyjską. Pracę nad książką rozpoczął w połowie lat osiemdziesiątych i kontynuował do ostatnich dni życia. Tom ukazuje się w dziesiątą rocznicę śmierci autora.
"Książka ta jest owocem mojego aktywnego obcowania przez pół wieku - jako tłumacza, komentatora, biografa - z poezją rosyjską XIX i XX stulecia. Zawiera, oczywiście, znacznie mniej tekstów niż zdarzyło mi się w życiu przełożyć - nad ich selekcją i przypisami dotyczącymi 65 autorów (od Aleksandra Puszkina do Ireny Ratuszyńskiej i Weroniki Doliny), a także okoliczności powstania pierwszej publikacji niektórych tłumaczeń, pracowałem w ostatnich latach, uznając, że nadszedł czas, po przygotowaniu wyboru własnych wierszy (Z podróży, ze snu, z umierania; Wydawnictwo a5, 1992), a wcześniej jeszcze - wierszy dla dzieci (O Felku, żbiku i mamutku; Nasza Księgarnia 1990), na swego rodzaju zbilansowanie i tego ważnego dla mnie wątku. O niektórych z prezentowanych poetów pisałem swego czasu obszerniej, poświęcając im całe książki albo przynajmniej wstępy w antologiach i wyborach wierszy. Pewne z zawartych tam sformułowań powtórzyłem teraz w notach, składających się na coś w rodzaju prywatnego leksykonu `moich Moskali`. Pragnę zadedykować tę książkę pamięci pierwszego mistrza i przewodnika w dziedzinie tłumaczenia poezji rosyjskiej, Seweryna Pollaka, z którym nie zawsze łączyły mnie upodobania i oceny, nieraz dochodziło do sporów i zuchwałego z mojej strony współzawodnictwa, ale który mimo to uczestniczył w przyznaniu mi nagrody PEN Clubu za tłumaczenia w roku 1979 i wygłosił w trakcie jej wręczenia wspaniałomyślną laudację." Wiktor Woroszylski
Kim jest druga osoba? Czy to ukochany, czy przeciwnik? Towarzysz - czy ten, kto odszedł? Czy to ktoś należący do mniejszości, szukający schronienia? Albo agresor chcący zaanektować przestrzeń i zaatakować gospodarza? A może to dziecko?W debiutanckim tomie Katarzyna Szaulińska pyta o granice jednostki, pokazuje różne aspekty relacji między dwoma obiektami - lustrzane odbijanie, przenikanie pod powierzchnię, zniekształcanie obrazu, stopienie. Podejmuje też namysł nad tym, skąd pochodzimy i na ile jesteśmy odrębni, a na ile składamy się z części dziedziczonych jak mitochondria od naszych matek i wszystkich, którzy mieli na nas wpływ. Ta poezja wlewa się w czytelnika powodzią skojarzeń i nie pozwala zachować dystansu. Pierwsza i druga osoba w lekturze tomu zlewają się w jedno.
Poruszający portret wielokrotny ludzkiej twarzy. Intymny album z pamiątkami po najbliższych (po tych, z którymi poeta zetknął się osobiście, jak i znanych mu jedynie z historii kultury)Świadectwo załamania się wiary w człowieka i rozpadu sensu w obliczu wojny. Poetyckie próby budowania nowej komunikacji po Oświęcimiu"", ale też stawiane przez starego poetę ironicznie, w poetyce recyklingu diagnozy dotyczące nieprzejrzystości języka w płynnej nowoczesności"". Zbiór 25 wierszy i poematów Różewicza, opracowany przez długoletniego redaktora poety Jana Stolarczyka, udowadnia, że autor Niepokoju obejmował swoim spojrzeniem najważniejsze doświadczenia XX i początku XXI wieku.
Książka kontynuuje - realizowaną już w trylogii ""Powinni się nie urodzić"" - strategię prowadzenia poetyckiego notatnika o sytuacjach granicznych i skrajnych w duchu ""Obrazów mimo wszystko"" Didi-Hubermana i ""Umarłych ze Spoon River"" Edgara Lee Mastersa. Kwiatkowski przenosi czytelników z terenu historii na obszar tragedii domowej i pytań o antynatalizm. W minimalistycznych tekstach można usłyszeć głosy ofiar eugeniki, projektu T4, tragicznych rozbitków ""Shoah"" Claude'a Lanzmanna.
Obszerny zbiór, w którym to, co banalne i zwyczajne, odsłania swą najdziwniejszą, niekiedy śmiertelną czy złowieszczą stronę. Wiersze składające się na tom powstawały głównie w rozjazdach między Warszawą a rezydencjami stypendialnymi, co pozwoliło autorowi spojrzeć również na własny kraj z dystansu, „spoza orbity”. Dehnel z kolekcjonerską pasją wyłuskuje z rzeczywistości drobiazgi i rupiecie, które za sprawą kunsztownej obróbki poetyckiej zyskują niespotykany polor. Czytelnik co chwila dzieli z poetą uczucie dziwności – zwłaszcza wtedy, gdy w opisanym kawałku świata, jak w urokliwej „zabawce Kurfürsta”, zacina się mechanizm, a na wierzch wychodzą zagadkowe układanki z piszczeli i czaszek.
Debiutancka książka Niny Manel już w tytule ostrzega: będą przekroczenia, będą operacje na mózgu, będzie ryzykowna zabawa. Przewodniczka po tych wierszach ma w sobie coś z transhumanistycznego cyborga, ale dużo też z nadwrażliwej na bodźce dziewczyny z sąsiedztwa, która lęka się wybrać na party. Manel prowadzi czytelników przez miasta i sny, w na poły mantrycznym, somnambulicznym rytmie, nie szczędząc im popu ni kiczu, bo wie, że to nieodłączne składowe współczesnych mód i mów. Hipnotyzujący debiut!
Zbiór blisko pięćdziesięciu wierszy jednej z najwybitniejszych, a zarazem najbardziej tajemniczych poetek światowej literatury.Za wybór i przekład odpowiedzialny jest śląski eseista i tłumacz Tadeusz Sławek. Dzięki jego tłumaczeniu pozornie nieskomplikowane, kunsztowne utwory XIX-wiecznej poetki zadziwiają swą nowoczesnością oraz intelektualną głębią, która ujawnia się w specyficznie ujmowanych pojęciach i błyskotliwych paradoksach. Duet Dickinson-Sławek należy do najszczęśliwszych mariaży, jakie można sobie na niepewnym gruncie tej niepowtarzalnej poezji wyobrazić.
Ten, kto żyje „któryś rok w państwie zmarłych”, a nie chce oślepnąć od odwracania oczu, pisze wiersze odważne i pełne oskarżeń. To wiersze dedykowane świniom, ale zwrócone przeciw ludzkiemu świństwu. Nie odmawia się ich jak pacierzy, lecz odmawia się nimi – sobie i innym – prawa do bezprawia: zarówno tego wprowadzanego przez rządzących, jak i tego wyrządzanego w drobnych codziennych krzywdach. Konrad Góra w swojej piątej książce poetyckiej znowu mówi „Nie” – i ryzykuje wszystko.
Ukazujące się po 10 latach od premiery wznowienie książki jednego z największych nowatorów poezji anglosaskiej XX wieku w tłumaczeniu Julii Hartwig. Williams jako jeden z pierwszych usankcjonował estetykę brzydoty i poetykę konkretu, które później odegrały tak ważną rolę we współczesnej sztuce. Dzięki awangardowemu podejściu, zbliżającemu wiersze do malarstwa abstrakcyjnego, poeta wprowadza detale dnia codziennego w stan rozedrganej niezwykłości. Zgodnie z własną ideą: „Składaj/ nie idee, ale rzecz do rzeczy” Williams urzeka rzeczowością, poruszającą się – jak nazwała to Marjorie Perloff – w ciągłym „tańcu intelektu”. Kultowa poezja autora poematu „Paterson” stała się m.in. inspiracją filmu Jima Jarmuscha pod tym samym tytułem.
Uderzające realizmem wiersze-raporty z krainy brudu, społecznej nierówności i trującego smogu. Wierne zapisy brzydoty, która w tej turpistycznej poetyce okazuje się najbliższa krwiobiegu pod naskórkiem miasta. Debiut pisany ze szkód górniczych i śląskich ajnfartów, z lingwistyczną podejrzliwością, dzięki której nasze ugruntowane sądy o rzeczywistości stają się chybotliwe i niepewne. Wyczerpujące pytania na nasze czasy.
Monumentalny poemat będący zbiorem rozmaitych form poetyckich, które ujawniają się w rysunkach, rebusach, figurach tanecznych, notacjach muzycznych, fotografii, ale też w prozie poetyckiej czy w rożnych formułach zawiązywania wiersza. Konstrukcja książki zbudowana jest wokół swobodnie potraktowanej mapy nieba. Rolando odwołuje się do 88 gwiazdozbiorów, których znaczenia symboliczne uwarunkowane są religijnie, mitologicznie oraz kulturowo, i opowiada o nich ponownie w zupełnie swoisty sposób. To również zapis „podróży" poprzez czas, miejsca i języki w poszukiwaniu nowej formy „miłosnej", ciągle dostrajającej się i nigdy ostatecznie nieuchwyconej.
Siedemdziesiąt piosenek i wierszy największej poetki rocka, która od półwiecza przekonuje, że w niezgodzie na konformizm tkwi największa ludzka siła („People Have the Power!”). Pięknie wydaną publikację uzupełniają rękopisy poetki oraz jej fotograficzne portrety autorstwa Stevena Sebringa. Ten ostatni nazwał Patti Smith „narodowym skarbem, ikoną, Rimbaudem naszych czasów”. Dzięki polskim wersjom mniej lub bardziej znanych utworów nowojorska artystka może wreszcie stać się drogocenną inspiracją dla czytelników w Polsce, a każdy z brawurowo przetłumaczonych przez Filipa Łobodzińskiego tekstów może być zaśpiewany po polsku. Wydanie limitowane w twardej oprawie, z płótnem Cialux, obwolutą i papierem Munken Lynx.
Siedemdziesiąt piosenek i wierszy największej poetki rocka, która od półwiecza przekonuje, że w niezgodzie na konformizm tkwi największa ludzka siła (People Have the Power!).Pięknie wydaną publikację uzupełniają rękopisy poetki oraz jej fotograficzne portrety autorstwa Stevena Sebringa. Ten ostatni nazwał Patti Smith narodowym skarbem, ikoną, Rimbaudem naszych czasów. Dzięki polskim wersjom mniej lub bardziej znanych utworów nowojorska artystka może wreszcie stać się drogocenną inspiracją dla czytelników w Polsce, a każdy z brawurowo przetłumaczonych przez Filipa Łobodzińskiego tekstów może być zaśpiewany po polsku.
Anna Adamowicz nie ma najlepszego zdania o gatunku ludzkim, który bezmyślnie niszczy własną planetę, kolonizuje kosmos, krzywdzi inne istoty i dławi się własnym konsumpcjonizmem. Jej tom nie jest jednak pompatyczną i łatwą deklaracją: „Oskarżam!”, ale drobiazgową, rozpisaną na wiersze analizą procesów biologicznych, ekologicznych, społecznych i kulturowych, które mogą skazać ludzkość i świat na zagładę, ale mogą też stać się dla nas ocaleniem. „Poezja mnie zbawi” – głosi bliskie Adamowicz hasło, a jej własna twórczość potwierdza, że jest na to duża szansa.
Debiut Anny Podczaszy w roli poetki dla dzieci. Rezolutne, dowcipne, niekiedy gorzko ironiczne, ale zawsze czułe wiersze to zapis doświadczenia bycia mamą. Teksty stanowią rodzaj „donosów” – tak jak synowie i córka donoszą mamie na siebie nawzajem, tak mama-poetka „donosi” na nich czytelnikom. Za dziecięce figle – ona odpłaca się wierszami-figlami. Na ich grymaszenie – ona ma cały wachlarz poetyckich min-grymasów. W pisanych z rymem, rytmem i biglem wierszach odnajdą się zarówno najmłodsi, jak i starsi obiorcy. Wierszom Podczaszy towarzyszą równie zawadiackie ilustracje Zuzanny Orlińskiej.
Debiutant, laureat projektu Połów 2017, konfrontuje nas w swojej książce z mitotwórczymi wizerunkami tworzącymi krajobraz zbiorowej wyobraźni. W każdym wierszu rysuje przed czytelnikami „święte i drogie” obrazy, które później niszczy wedle „nieświętej” reguły ikonoklazmu. Poezja zaangażowana mocno, mądrze i wiarygodnie. Ikonoklazm na miarę czasów najnowszych.
Wybór wierszy jednej z najważniejszych postaci anglojęzycznej literatury w znakomitych przekładach Andrzeja Sosnowskiego. Poezja formalnie wyrafinowana, choć powściągliwa, osobna, wręcz awangardowa, a zarazem niesłychanie prosta, uważna, komunikująca się świetnie z każdym z nas. Zbiór udowadnia, że bez Elizabeth Bishop trudno wyobrazić sobie najnowszą poezję światową, a przekłady Sosnowskiego zaskakująco świeżo po Barańczakowskich osadzają idiom poetki we współczesnej polszczyźnie.
Najczęściej nagradzana debiutantka ostatniej dekady po raz kolejny udowadnia, że w poezji mniej znaczy więcej. Jej minimalistyczne wiersze są jak zapiski na kartkach kalendarza – gdzie to, co mamy zrobić danego dnia, za chwilę zmienia się w to, czego zrobić nie zdążyliśmy albo co zostało utracone. Ratunkiem z tej powszedniości jest wiersz: to małe święto, które nas ocala.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?