Kwestie dyskutowane O mocy Boga (De potentia Dei) św. Tomasza z Akwinu należą do najbardziej znaczących tekstów średniowiecznych. Są zapisem dysput, które odpowiadają we współczesnym systemie nauczania seminariom uniwersyteckim.
Kwestie powstały w dojrzałym okresie twórczości Akwinaty – po Summie przeciw poganom a bezpośrednio przed Summą teologii. Praca nad nimi stała się dla dominikańskiego mistrza okazją, by przemyśleć najważniejsze opcje doktrynalne, które zamierzał przyjąć w swej ostatniej i najsłynniejszej syntezie. Problematyka De potentia koncentruje się na nauce o Bogu. Tomasz zajmuje się w swym dziele m.in.: Bożą wszechmocą, stworzeniem i rządami Boga nad światem, cudami, prostotą istoty boskiej, wreszcie teologią Trójcy.
"Zaletą jego książki jest jej erudycyjny charakter i świadome unikanie akcentów polemicznych w wolteriańskim duchu libertyńskim, jako że tematyka, którą podjął, temu sprzyjała. Dulaure wykazał przy tym niepospolity zmysł pisarski, dzięki któremu przytaczane wręcz lawinowo fakty zaczerpnięte z naukowej literatury nie przytłaczają i nie nużą czytelnika. Przeciwnie, tę erudycyjną książkę czyta się jednym tchem. A jaki z tej lektury może być pożytek? Ano taki, że pozwoli ona czytelnikowi zapoznać się z peryferyjną religijnością antyku i czasów nowożytnych stanowiącą ważny element kultury. Przecież kultura ta jest wielowarstwowa, a folklor jest jej częścią wyjątkowo barwną i intrygującą, bo eksterioryzują się w nim najbardziej zagadkowe meandry ludzkiej mentalności."
Marian Skrzypek
Periphyseon Eriugeny ma formę dialogu, który się rozgrywa pomiędzy Wychowawcą (Nutritor) a Uczniem (Alumnus) i został zamknięty w pięciu księgach, choć początkowo Autor zamierzał przygotować cztery księgi. Forma dialogu, mająca swoje antyczne korzenie w filozofii Platona, w tradycji chrześcijańskiej znalazła znakomitego kontynuatora w osobie św. Augustyna, aw czasach karolińskich praktykował ją w tekstach o charakterze dydaktycznym Alkuin.
Autorka przedstawia dzieła sztuki poświęcone psom począwszy od starożytności, przez średniowiecze, renesans i barok do czasów współczesnych, pokazuje przykłady wyobrażeń psa z różnych kultur.
Marcin z Bragi żył w VI wieku, pochodził z głębokiej prowincji Panonii, a działał również w nie mniej głębokiej prowincji, w odległej od jego ojczyzny - Galicji. Znał nieźle język grecki, rzecz rzadka w tamtych czasach na Zachodzie, przybył do Galicji wioząc ze sobą rękopisy greckie, a Kościoł w tej prowincji starał się zreformować przy pomocy pism ascetycznych mnichów Pustyni Egipskiej i kanonów soborów oraz synodów wschodnich, ale także dzieł pogańskiego pisarza - Seneki.
W trakcie rozwoju swej myśli teoretycznej Radcliffe-Brown doszedł do wniosku, że spekulatywna historia nie wnosi nic istotnego do zagadnień antropologicznych ani też nie proponuje istotnych rozwiązań z zakresu wiedzy o kulturze. To właśnie te nowe idee umożliwiły Radcliffe’owi-Brownowi porzucenie zainteresowania pochodzeniem danej instytucji i zajęcie się strukturą i funkcją systemów społecznych. Stąd właśnie wynikało również jego poszukiwanie funkcji dla elementów składowych kultury.
Należało więc odnaleźć funkcję i określić jej rolę w podtrzymywaniu systemów społecznych.
Wtedy to możliwe stało się wytłumaczenie znaczenia mitów i rytuałów w kontekście pełnionej przez nie funkcji społecznej, która polegała na podtrzymaniu i przeka-
zywaniu z pokolenia na pokolenia dyspozycji emocjonalnych, owych sentymentów, od których to zależało istnienie danej społeczności.
W Wyspiarzach z Andamanów Radcliffe-Brown zapropo-
nował więc model interpretacji znaczenia rytuałów poprzez pełnione przez nie funkcje i wartości dla społeczeństwa jako całości, a nie poszczególnych jednostek.
(fragment Przedmowy do wydania polskiego Arkadiusza Bentkowskiego)
Dyskusje na temat kształtu Europy, stylu życia, aborcji, eutanazji, homoseksualizmu itp. są w gruncie rzeczy sporem o człowieka. Żyjemy w czasach - pisał Karol Wojtyła - "wielkiego sporu o człowieka, sporu o sam sens jego istnienia, a przez to samo o naturę i znaczenie jego bytu". Pytam: Kim jestem: wiązka genów, czy kimś więcej? Jakie jest moje miejsce w kosmosie: takie jak innych istot, czy wyróżnione? Czy jestem czystym faktem czy jakimś dobrem? Jakie znaczenie ma dla mnie więź z innymi osobami: nieistotne czy fundamentalne? Na czym polega sens mojego istnienia i moje spełnienie? Czy mam szansę na szczęście?
(...) Pytanie o Boga od starożytności należy do wielkich obszarów systemowo ujmowanej tematyki filozoficznej. Bynajmniej nie wprowadza w nią jakiejś problematyki, która by była filozofii obca. Przeciwnie: dopiero w zetknięciu z przekazem religijnym i jego teologią filozofia zyskuje pełny wymiar i właściwy radykalizm stawianych przez siebie pytań. W takim samoukształtowaniu tworzy z kolei normy argumentacji, od których teologia nie może się po prostu uchylić, jeśli ma brać serio logos. W ten sposób filozofia stawia teologii wyzwania. Wzajemne oddziaływanie obydwu nie jest wolne od napięć ani załamań. W całości okazuje się jednak dla obu korzystne, czego dowodem ich rozwój w kulturze Zachodu. Ponieważ ten wzajemny pozytywny wpływ wydaje się popadać w zapomnienie, warto sobie zdać z niego sprawę na nowo, uczynić go znów żywym. Niniejsza książka, napisana nie tylko z myślą o filozofach, którym prezentuje tematykę Boga jako wartościową i prawdziwie filozoficzną, lecz i o teologach, zainteresowanych ważnymi także w filozofii aspektami ich dyscypliny naukowej, próbuje do tego zachęcić.
(ze Wstępu autora)
Nasuwa się pytanie, ilu w literaturze polskiej od XV wieku zaistniało fraszkopisarzy. Myślę, że na to pytanie nikt z historyków literatury nie jest w stanie odpowiedzieć. Nawet Józef Bułatowicz, który od trzydziestu lat zajmuje się dziejami fraszki polskiej i jest autorem kilku antologii dawnych i współczesnych przykładów tego gatunku. Wydawać by się więc mogło, że każda nowa antologia, która wychodzi spod jego pióra, jest ostatnia. Okazuje się jednak, że Bułatowicz, sam piszący fraszki, jest niezmordowany w tropieniu i odkrywaniu innych fraszkopisarzy. Owocem tych żmudnych, wieloletnich poszukiwań jest prezentowana obecnie czytelnikowi nowa antologia „Z fraszką przez stulecia (XV-XX wiek)". Najobszerniejsza spośród wszystkich, jakie dotychczas ukazały się w dziejach polskiej literatury. Ostatnia, zbliżona do tej pod względem ilości nagromadzonego materiału, w wyborze Juliana Tuwima, zatytułowana „Cztery wieki fraszki polskiej", ukazała się niemal pół wieku temu. Fragment Wstępu Tadeusz J. Żółciński
Książka jest tak zbudowana, że każda z jej części zawiera dwa skorelowane ze sobą działy: jeden, w którym stawia się filozoficzno-egzystencjalne pytania, i drugi, w którym udziela się teologicznych odpowiedzi. Głębokie i oryginalne dociekania teologiczne idą tu w parze z dużą przejrzystością wywodu i literacką umiejętnością prezentacji niełatwych często tez.
Rozstrząsane w tym tomie problemy stanowią samo sedno każdej chrześcijańskiej teologii - jest to pojęcie ludzkiego wyobcowania i doktryna Chrystusa. Jest przeto słuszne, by omówić je w specjalnym - stojącym w centrum systemu - tomie.
„Kandelabr” to opowieść o niewielkiej wsi we wschodniej Wielkopolsce, której dzieje splatają się z historią naszego kraju. To podróż przez wieki, ukazana z lokalnej perspektywy, gdzie losy mieszkańców i właścicieli majątku obrazują szersze procesy historyczne. Na przestrzeni lat dobra Siąszyce przechodziły zarówno okresy rozkwitu, jak i upadku. Szczególne znaczenie zyskały w XIX wieku, kiedy stały się istotnym ośrodkiem życia kulturalnego w regionie. Do siąszyckiego dworu zjeżdżali wówczas wybitni poeci, muzycy, malarze i intelektualiści – przedstawiciele polskich elit, których obecność nadawała miejscu wyjątkowy charakter. Wśród wielu wątków zaprezentowanych w pracy ważne miejsce zajmują związki Siąszyc z rodziną Kossaków oraz losy właścicieli tej posiadłości ziemskiej. Autor książki ŁUKASZ TROCHA - urodził się w 1996 roku w Koninie, absolwent: III Liceum Ogólnokształcącego w tym mieście, Instytutów Historycznego, Filologii Polskiej oraz Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii na Uniwersytecie Wrocławskim, członek Kaliskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, regionalista, przedstawiciel młodego pokolenia historyków, popularyzator wiedzy o przeszłości Siąszyc i Grochów w powiecie konińskim. Obszar jego historycznych zainteresowań wynika między innymi z faktu, że wychowywał się w budynku dawnej szkoły, która powstała z cegły pozyskanej w czasie rozbiórki dworu Gałczyńskich. Obecnie mieszka w stolicy Dolnego Śląska. Od 2019 roku pracuje w Archiwum Programowym TVP S.A. we Wrocławiu.
W latach 1941-1944 do kraju zostało skierowanych 28 kurierów i emisariuszy politycznych do Delegatury Rządu na Kraj-spadochroniarzy,którzy wykonali skok bojowy.(...) w odróżnieniu od cichociemnych spadochroniarzy ZWZ-AK,przez cały okres wojenny i powojenny w polskiej historiografii traktowani byli w pewien sposób krzywdząco.
Mieszkająca od lat w USA Zuzanna Marcinkowska-Golec – romanistka, pedagog, tłumacz – uczyniła ulicę swego dzieciństwa, słynne Wielkie Schody w Tarnowie, metaforą losu jej rodziców. Ukazała ich życie na tle dziejów rodziny, ale i w obliczu toczącej się nieubłaganej, tragicznej historii wypełniającej ubiegły wiek. Urodzeni na początku stulecia w podtarnowskim Pawęzowie, dorastali w atmosferze wiejskiego Podkarpacia (ojciec) i tarnowskiego sierocińca Sióstr Felicjanek (matka). Zmuszeni warunkami życia, szybko osiągnęli samodzielność, pokonując niełatwe schody międzywojennej, a później okupacyjnej codzienności. Odnaleźli się po wojnie, zamieszkując już jako rodzina w pobliżu tarnowskich Wielkich Schodów. Niezwykle autentyczna, szczera i wielobarwna opowieść o ich życiu przenosi czytelnika, jak wehikuł czasu, do miejsc i wydarzeń rzadko dotykanych piórem. Obrazy życia w międzywojennym, a później okupowanym Tarnowie i okolicach, w Krynicy-Zdroju, gdzie w czasie okupacji matka znalazła zatrudnienie, a wreszcie konspiracyjnej działalności ojca w szeregach WiN i tragicznych po wojnie jej konsekwencji – to bardzo skrótowe migawki tej rodzinnej epopei, której poznanie poszerza horyzonty doświadczenia polskich dziejów. To piękne i bardzo cenne świadectwo patriotyzmu i pamięci przechowywanej z myślą o przyszłych pokoleniach, aby miały świadomość wartości ożywczych soków zawartych w korzeniach ich losu.
Od Autorki:
Wielkie schody to wspomnienia o Rodzicach. Starałam się w nich zapisać wszystko, co podyktowała mi pamięć – to niedoskonałe źródło wiedzy o przeszłości. Spora część tekstu to próba oddania głosu samym Rodzicom. Przytaczam ich własne słowa, rozmowy, gawędy i opowiadania, którymi raczyli często mnie i moją siostrę. Są też w książce echa moich lektur i te oficjalne źródła zostały wskazane w przypisach.
Książka dzieli się na trzy części: pierwsza jest poświęcona Mamie, druga – wraz z Aneksem – Tacie, a trzecia ludziom, którzy ich otaczali. Niemożliwe było dla mnie uniknięcie zazębień historii ze świata Mamy i Taty, przedstawienie ich życiorysów jako całkowicie rozłącznych. W końcu ich losy były nierozerwalnie splecione.
Fragment książki:
„Inne wczesne wspomnienie Taty z okresu pierwszej wojny światowej to obraz armii maszerującej polną drogą od Lisiej Góry w stronę Pawęzowa. Był rok 1914. Pasł krowy. Wojsko ciągnęło cały dzień, bez końca, a Tato, który wczesnym rankiem wygnał krowy na pastwisko za wsią, stał i patrzył. Żołnierze szli równym, zwartym szykiem, nie dało się więc przepędzić krów na drugą stronę drogi i nie było jak wrócić do domu na obiad. Czasem czekał tak godzinami na dziurę w pochodzie. Na tej drodze po raz pierwszy widział samochód. Jechało to dziwo samo, bez konia, na czterech kołach ze szprychami i podskakiwało na wybojach. Jechał nim generał z gęstą miną ze swoim adiutantem. Tak wkradała się w życie Taty historia. Złowróżbnym, wężowym ruchem maszerującej armii wpełzała w losy zwykłych ludzi, których potrzeby były proste: być wśród swoich i cieszyć się każdym dniem”.
Zakochany Mickiewicz to opowieść oparta na faktach. Jedynymi elementami fabularnymi są dialogi bohaterów oraz ich krótkie refleksje. Dzięki nim – dialogom i refleksjom – możemy poczuć smak epoki; przeżycia wieszcza i bliskich mu kobiet nie są pomnikowe. Książka może być „zakazaną” lekturą dla uczniów szkół średnich i ciekawym pendant dla studentów i starszych miłośników poety.
Adam Mickiewicz kochał ród niewieści, co było dla niego źródłem wielu radości, ale i gorzkich przeżyć. „Kobiety czarował uczuciowością [...]. Zawsze wydawał się być zakochanym w każdej młodej osobie, do której mówił, tak że babcia drżała o spokój córek, bo wszystkie kobiety bałamucił w czasie kilkudniowego pobytu” – zanotowała Konstancja, wnuczka Józefa i Pauli Morawskich, u których przebywał w wielkopolskiej Luboni w 1831 roku.
Oto współbohaterki opowieści, panny i damy, przy których ożywiał się niepomiernie, ubóstwiał, kochał, cierpiał i opiewał:
Johasia – z której „tyle [...] wionęło świeżości i życia”;
Aniela z Żytomierza – co „umiała pięknymi kolorami malować przyszłe szczęście nasze!”;
Eleonora Nieławicka – której „czarne oczko przypadło [mu] do smaku”;
Antoninka – panna o kruczych włosach, z ustkami jak malinki;
Karolina Kowalska – żona powiatowego doktora, najpiękniejsza kobieta w Kownie; Franciszek Malewski oślepiony jej fizjonomią, bał się na nią dłużej patrzeć;
Maryla Puttkamerowa z d. Wereszczaka – największa miłość wieszcza; „więcej urocza, niż piękna”, panna o jasnych włosach, kształtnej kibici i pogodnej twarzy;
Joanna Zaleska – hrabina z Odessy, żona Bonawentury, podobająca się „więcej z charakteru i rozumu, bo wcale niepiękna”;
Karolina Sobańska – hrabina z Odessy, żona Hieronima, kochanka generała Witta, zachwycająca i urokliwa; z myślą o niej poeta napisał kilka najpiękniejszych wierszy miłosnych;
Zenaida Wołkońska – księżniczka rosyjska, emanująca niewysłowionym powabem chwytającym za serce;
Pani Krassowska, o nieznanym imieniu, w książce występuje jako Eufrazja, żona Ksenofonta Polewoja, moskiewskiego dziennikarza i pisarza;
Karolina Jaenisch – dziewiętnastoletnia malarka z Moskwy, ładna, inteligentna;
Maria Szymanowska – wybitna pianistka i kompozytorka, przyjaciółka Adama;
Henrietta Ewa Ankwiczówna – dziewiętnastoletnia hrabianka, ładna i mądra;
Konstancja Łubieńska – hrabina z Wielkopolski, żona Józefa, postawna, o uderzającej urodzie;
Celina Mickiewiczowa – córka pianistki, Marii Szymanowskiej, „ładna dziwaczka”, żona wieszcza;
Ksawera Deybel – panna o palącym wzroku, wywierająca swym wdziękiem urok niebezpieczny, nie piękna, ale i nie brzydka, „podła towianica”.
Góry są dla wielu osób miejscem symbolicznego przekraczania siebie, swoich ograniczeń – tych fizycznych, ale i wewnętrznych. Sporo osób marzy o zdobywaniu szczytów, ale przerasta je szereg trudności. Uważam, że najlepszą motywację stanowią żywe przykłady osób, które te lęki przełamują, a ograniczenia traktują jako wyzwania. Ania Makowska mogłaby się poddać i z powodu swojej niepełnosprawności wrzucić górskie szaleństwa do szuflady z podpisem „niemożliwe”, a zamiast tego żyje w pełni – na równinach i na górskich szlakach. Może być inspiracją zwłaszcza do zrobienia tego pierwszego kroku, do wyjścia z domu i zawędrowania jak najdalej. Bo pomagać można mądrze, budując sprawczość, a nie wyręczając.
To książka również o tym, że warto podejmować najśmielsze wyzwania, bo mając obok siebie pomocne osoby, można dokonywać rzeczy z pozoru niemożliwych. To dla mnie zaszczyt, że ekipa „Razem na szczyty” trafiła do Fundacji Poza Horyzonty, tworząc ważną jej część.
A co do Ani – 27 szczytów Polski? Nie ma sprawy! Ograniczenia są głównie w naszej głowie.
Anna Makowska:
Urodziłam się z mózgowym porażeniem dziecięcym, wskutek tego jestem osobą niepełnosprawną z niedowładem kończyn dolnych. […]
Moją pasją są też wycieczki po górach. W latach 2012-2014 brałam udział w projekcie „Niepełnosprawni w górach – Razem na szczyty”. Był to projekt realizowany przez Fundację Jaśka Meli Poza Horyzonty. W ramach tego projektu wraz z wolontariuszami oraz górskimi przewodnikami zdobyłam 27 z 28 szczytów Korony Gór Polski (nie zdobyłam tylko Rysów – najtrudniejszego ze szczytów). Na szczyty Korony Gór Polski wchodziłam we wszystkich porach roku i w różnych warunkach pogodowych. […]
Długo dojrzewałam do tego, aby ostatecznie podjąć decyzję o napisaniu tej książki. Zaczęłam pisać, bo chciałam, aby:
– książka była wspomnieniem, pamiątką pięknej górskiej przygody, w której miałam szczęście uczestniczyć;
– książka była też podziękowaniem dla twórców projektu „Niepełnosprawni w górach – Razem na szczyty”, uczestników, wolontariuszy, przewodników górskich i wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób pomogli mi spełnić moje marzenia o pieszych wycieczkach w góry;
– książka stała się motywatorem dla tych niepełnosprawnych i pełnosprawnych, którzy myślą o wybraniu się w góry, ale jeszcze boją się różnych przeciwności.
Książkę Mój Mount Everest czyli Korona Gór Polski napisałam również dlatego, żeby opowiedzieć czytelnikom o tym, że góry są dostępne dla osób z niepełnosprawnością, że osoby mające niepełnosprawność ruchową czy sensoryczną radzą sobie w górach nie gorzej niż osoby pełnosprawne. Wystarczy tylko dać im szansę i pomóc w realizacji celu.
(fragmenty książki)
W czerwcu 1921 roku koninianie już wiedzieli, ze do ich miasteczka przyjedzie Józef Piłsudski. Rada Miasta w czasie posiedzenia 8 czerwca podjęła decyzję o wyasygnowaniu dziesięciu tysięcy marek polskich na uroczystości związane z przyjazdem Naczelnika Państwa do Konina. Oczywiście gościnności nie da się przeliczyć na pieniądze, koninianie zadbali o to, by wszystko odbyło się w odpowiedniej, godniej niecodziennego gościa atmosferze.(...)
Nie wiemy, kiedy salonka z naczelnikiem wyruszyła z Kórnika w dalszą drogę, aby punktualnie o 10.00 rano być na prowizorycznej - jak można przypuszczać - ale odświętnie przybranej konińskiej stacji kolejowej w Czarkowie (budynek dworca z prawdziwego zdarzenia zostanie oddany do użytku dopiero w lutym 1929 roku). Tutaj Józef Piłsudski nie musiał obawiać się chłodnego przyjęcia. (...)
Wizyta Piłsudskiego 10 lipca 1921 roku w Koninie była zwieńczeniem i ważną cezurą pierwszego etapu wchodzenia w niepodległość miasta i powiatu. Na wizytę czekano z niecierpliwością i wielkim entuzjazmem. Nie jesteśmy dzisiaj chyba w stanie wyobrazić sobie, jak ważne było to dla naszych przodków wydarzenie i jakim kultem otaczali oni naczelnika.
Alan Silverstone jest zwykłym nastolatkiem,ale pewnego dnia spotyka tajemniczego Drake'a,który oznajmia mu,że jest...magiem.Od tej pory życie chłopca diametralnie się zmienia.Wyrusza do świata pełnego magii i licznych niebezpieczeństw.Wraz z nowymi przyjaciółmi musi stawić czoła tajemniczej Mrocznej Trójcy,by udaremnić zdobycie prastarej księgi,która skrywa magię tak potężną,że w niepowołanych rękach może siać grozę i zniszczenie.
Opowieść o szalonej namiętności do morza-spokojnego,wzburzonego,nieprzwidywalnego w swym żywiole.To opowieść o fascynacji ciałem kobiecym i męskim,o namiętności i pożądaniu.Autorka w sposób subtelny opisuje sceny erotyczne na plaży i na pokładzie statku.Prozę uzupełnia wykonanymi szkicami z anatomii ciała ludzkiego.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?