Dziś nad śmiercią zapadło milczenie. Konstatacja tego faktu skłoniła Philippe?a Ariesa (1914?1984) do napisania swego opus magnum. Aries, jeden z najwybitniejszych historyków francuskich w XX wieku, autor m.in. słynnej Historii dzieciństwa (Paris 1960; wyd. pol. Warszawa 2010), opisuje w swojej monografii (1977) stosunek człowieka do śmierci w ciągu ostatniego tysiąclecia. Wraz z rosnącą prywatyzacją i indywidualizacją ludzkiego życia śmierć przestaje być czymś ?wspólnym?, bliskim, z czym społeczeństwo obcuje w zażyły sposób, i staje się sprawą osobistą. Współczesny człowiek odrzuca samoistność zła, a wraz z tym ratunek przed nim w postaci ?dobrej śmierci?. Wiara w zło była niezbędna do oswojenia kresu życia, który teraz nabiera ?dzikiego? charakteru: jest przerażającą, irracjonalną wyrwą. Powrót śmierci do ?stanu dzikości? sprawia, że dzisiejszy człowiek usiłuje ją przemilczeć. Tę ewolucję Aries wykazuje na podstawie fascynującego (jak zwykle w jego książkach) materiału historycznego z poszczególnych epok. Śmierć, choć tak dojmująca egzystencjalnie, stanowi w jego ujęciu pewien konstrukt społeczny. Badanie jej losów pomogłoby może dzisiejszemu człowiekowi na nowo się z nią ?oswoić?.
Dzieła Gershoma Scholema (1897-1982) należą dziś do najwybitniejszych osiągnięć historii judaizmu zwłaszcza w dziedzinie kabały i mistyki. Wystarczy wspomnieć Mistycyzm żydowski (wyd. pol. 2007). W O mistycznej postaci... (1962) Scholem opisuje fascynujący moment w dziejach judaizmu, gdy mityczne obrazy przechodzą w mistyczną symbolikę. Na podstawowe pytanie, czy Bóg ma jakąś postać, czy też raczej jest bezpostaciowy, usiłowano najpierw odpowiedzieć w sferze egzoterycznej za pomocą naiwnych antropomorfizmów. Wraz z nadejściem kabały w epoce średniowiecza jej ezoteryka skorzystała z tych wizji, adaptując je w charakterze mistycznych symboli. Bóg zajął nowe miejsce w świecie, inne niż odległy starotestamentowy Jahwe, ale też odmienne od miejsca abstrakcyjnego Boga filozofów. Stawał się żywym bóstwem ściśle związanym z własnym dziełem stworzenia. Scholem analizuje głównie okres rozwoju kabały, ale poświęca też wiele miejsca chasydyzmowi na ziemiach polskich i mistycznemu sensowi określeń "cadyk" i "chasyd". Książka jest zarazem przewodnikiem po głównych pojęciach mistyki żydowskiej, takich jak ciało astralne, wędrówka dusz czy imiona Boga.
Georges Bataille (1897–1962), francuski pisarz i filozof, uchodził za „metafizyka zła”, który fascynował się śmiercią, cierpieniem i ofiarami z ludzi, ale przez większość życia był bibliotekarzem. Również „Historia erotyzmu” (należąca do ineditów z lat 1950–1951) nie jest dziełem skandalizującym, lecz esejem o „ekonomii” w specyficznym, szerokim sensie tego pojęcia nadanym mu przez Bataille’a. Na historię erotyzmu składają się próby „transgresji”, przekraczania ustanawianych zakazów. Książka Bataille’a jest w zasadzie właśnie esejem historycznym, choć także „fenomenologią erotyczną”. Wydaliny, czystość, nagość, przedmiot pożądania, małżeństwo znajdują tu pełne pasji i świeżości analizy. Trzeba bowiem mimo wszystko pamiętać, że bibliotekarz po pracy zwykł był odwiedzać paryskie zamtuzy.
?Ulica jednokierunkowa? (1928), jedyny czysto literacki utwór Waltera Benjamina (1892?1940), ma postać ?montażu? z krótkich, oryginalnych, często enigmatycznych felietoników, sentencji i aforyzmów skupionych wokół życia nowoczesnej metropolii, zza którego prześwieca głębsze doświadczenie filozoficzne. Benjamina, zapoznanego za życia i przedwcześnie zmarłego, zalicza się dziś do najwybitniejszych pisarzy i intelektualistów XX wieku. Berlińczyk z asymilowanej zamożnej rodziny żydowskiej, w 1933 roku wyjechał do Francji, a zagrożony aresztowaniem podczas próby wydostania się z niej, popełnił w 1940 roku samobójstwo. Za życia ukazało się zaledwie kilka jego książek, a monumentalna, niedokończona księga ?Pasaże? ? dopiero w 1982 roku. Jego styl znany dziś głównie z ?Berlińskiego dzieciństwa na przełomie wieków? (za życia fragmenty w czasopismach, potem 1987, 2000) ukształtował się właśnie w ?Ulicy??, która stanowi intelektualne zwierciadło złotych lat dwudziestych, a fascynację nowoczesnością podbudowuje zapomnianym doświadczeniem kosmosu. To niewielkie objętościowo dzieło Benjamina należy do najsłynniejszych utworów niemieckiego pisarstwa w XX wieku.
Robert Graves (1895-1985) był poetą z przekonania, powieściopisarzem dla zarobku i badaczem tradycji z namiętności. "Biała Bogini" (1948, wydanie rozszerzone: 1961) powstała między dwoma najbardziej znanymi u nas dziełami tego angielskiego twórcy: powieścią "Ja, Klaudiusz" (1934) i "Mitami greckimi"(1955). Graves wysuwa kontrowersyjne hipotezy, które nadają jego dziełu wprost sensacyjny charakter. Czytelnik wraz z autorem tropi ślady domniemanej tytułowej bogini w obrzędach i mitach starożytnej Irlandii i Brytanii. Te kruchy tradycji zawierają, zdaniem Gravesa, przekaz o pradawnym powszechnym kulcie tego bóstwa: bogini o wielu imionach, swoistej prototypowej religii. "Biała Bogini" to dzisiaj dzieło "kultowe", które niezależnie od kontrowersyjnej tezy jest prawdziwą kopalnią wiedzy o mitologii różnych kultur i o historii religii.
W O wierze Slavoj Zizek, znany w świecie słoweński filozof uprawiający krytykę kultury z pozycji psychoanalitycznych, podejmuje kwestię wiary, głównie chrześcijańskiej, w dzisiejszym świecie.
Zizek, choć zdeklarowany materialista (dialektyczny) i ateista walczący, podchodzi do sprawy wiary z całą powagą. Niejako w imię chrześcijaństwa odrzuca z jednej strony inwazję spirytualizmu New Age, a z drugiej schematyzm chrześcijańskiej teologii. W wierze atrakcyjna jest moc zmieniania (wewnętrznego) świata - nie w sensie samorealizacji, lecz nowego początku, możliwości rozpoczęcia od punktu zerowego. Jako naturalna skłonność ludzkiego umysłu wiara jest bardziej fundamentalna niż ateizm, o który trzeba dopiero walczyć. Jej akt przerywa etykę - jak akt seksualny rozmowę - i wprowadza inny porządek. Ten potencjał wiary Zizek analizuje z bardzo szerokiej, wprost ekstrawaganckiej perspektywy, włączając do niej cyberprzestrzeń, film i literaturę, Lenina, Żydów i buddyzm. Paradoksalność wszakże stanowi samo jądro wiary.
Jest to książka o religii, a ściślej przeciw religii (chrześcijańskiej) i o (pocieszającej) możliwości samobójstwa. Hasło "Bóg umarł" jest dla Ciorana eufemizmem i w rzeczywistości oznacza: umarła religia, zwłaszcza chrześcijańska, choć zachodzi podejrzenie demiurgicznej manipulacji już u początku świata.
?O haszyszu? to niepowtarzalna dokumentacja narkotycznych doświadczeń Waltera Benja-mina (1892?1940) uzupełniona jego tekstami literackimi oraz rysunkami i skomentowana przez lekarzy. Benjamin, urodzony w Berlinie wybitny intelektualista niemiecki z asymilowanej rodziny żydowskiej, na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych przeprowadzał z grupą przyjaciół eksperymenty z haszyszem i meskaliną. Interesowało go postrzeganie świata w stanie narkotycznego odurzenia, a spisane obserwacje wykorzystywał w swoich utworach literackich. Mimo ?naukowego? zamysłu uderza w protokołach odkrywcza poezja, oryginalna postać rzeczywistości zmuszająca do namysłu nad zasadnością naszego ?trzeźwego? jej widzenia. Już więc sama lektura tego materiału wprawia czytelnika w stan niejakiego odurzenia, a typowy obraz realności zaczyna budzić wątpliwość. Ten intelektualno-poznawczy charakter eksperymentów Benjamina odróżnia go od tradycyjnych użytkowników haszyszu, stanowiąc istotny przyczynek do XX-wiecznych badań nad świadomością i jej ?poszerzaniem?.
Nieufność do słów, kultury i Boga każe autorowi marzyć o przedsłownym "raju otępienia", o świecie "radosnego osłupienia". Są to więc tyleż sylogizmy goryczy, zgorzknienia, co zachwytu. Nie służą do wywodzenia, lecz do zestawiania jak w przesłankach sylogizmu, bo zdaniem autora filozof nie ma dyskutować świata, lecz go wyrażać.
Zbiór mitów, rytuałów oraz symboli związanych z zawodami górnika, hutnika i kowala widzianych oczami historyka religii, system ideowy i techniki alchemii są głównym tematem części drugiej.
Muttavali, czyli "sznur pereł", to wybór najbardziej reprezentatywnych fragmentów kanonu Therawady - najstarszej znanej nam tradycji buddyjskiej z nurtu Hinajany. Kanon ten, spisywany w języku palijskim (pokrewnym sanskrytowi) od III w p.n.e., został tu przedstawiony w formie dwujęzycznej (w transkrypcji łacińskiej), a przekład opatrzono obszernym komentarzem. Tym samym tom sięga do źródeł buddyzmu poprzedzających nowszą tradycję Mahajany, która obejmuje na przykład zen czy buddyzm tybetański. Publikacje dotyczące tego kanonu są zarówno w Polsce, jak i na świecie znacznie rzadsze niż prace o bardziej popularnym na Zachodzie nurcie Mahajany. Całość składa się z krótkich, za to licznych tekstów ułożonych w porządku tematycznym nauczyciel-nauka-wspólnota.
Teksty wybrał, przełożył i skomentował z ogromną erudycją i starannością Ireneusz Kania, znakomity i zasłużony tłumacz, znawca wielu literatur i języków, od kilkudziesięciu lat popularyzujący kulturę krajów buddyjskich.
Tytułowy „bunt mas” książki hiszpańskiego filozofa José Ortegi y Gasseta (1883–1955) stał się globalnym hasłem na oznaczenie zjawiska specyficznego dla XX wieku. Esej powstał w 1929 roku. Autor był wtedy profesorem metafizyki w Madrycie, aktywnym politycznie do wybuchu wojny domowej, kiedy jako przeciwnik faszyzmu (i komunizmu) opuścił kraj na ponad dekadę. Z tej, pełnej pasji, lecz także kontrowersyjnej książki Ortega jest najlepiej znany. Fenomen „człowieka masowego” objaśniał utratą świadomości historycznej, „rozumu historycznego”, w obliczu eksplozji innowacji technologicznych. Człowiek-masa to pewien twór psychiczny w sensie psychologii mas, który zawłaszczył styl życia elitarnych mniejszości, a także ich władzę, paradoksalnie nadużywając osiągnięć demokracji liberalnej. Podział na ludzi „doskonałych” i ludzi-masę nie jest klasowy, lecz przebiega w umysłach. Nie tyle jednostki addytywnie składają się na masę, ile jednostka JEST masą w sensie mentalnym. Władza ahistorycznych mas, uważa Ortega, jest zagrożeniem dla ludzkości: wykorzeniony z historii człowiek-masa zamyka proces cywilizacyjny, gdyż jest niezdolny go kontynuować. Niniejszy tom obejmuje też kilka późniejszych tekstów z 1937 roku, a więc z początku nowej rzeczywistości politycznej Europy. Był to dla niej okres naznaczony politycznymi katastrofami. Mimo to (lub może właśnie dlatego) autor występuje w tych tekstach z nowatorskimi lub nawet proroczymi ideami zjednoczonej europejskiej wspólnoty wolnej od nacjonalizmów.
Jean-Pierre Bois (ur. 1945), francuski historyk, napisał drugą część cyklu Historia starości (pierwsza część: Georges Minois, Historia starości. Od starożytności do renesansu, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2025), obejmującą okres od XVI wieku po wiek XX. To praca bardzo bogato udokumentowana, zarówno wyposażona w aparat statystyki, która narodziła się w XVIII wieku, jak i oparta na rozważaniach dotyczących literatury, sztuki czy polityki. Wydawałoby się, że społeczna „recepcja” starczego wieku przebiega w historii liniowo w kierunku coraz lepszego traktowania ludzi starych. Istotnie, czasy nowożytne i współczesne, jak to Bois przekonująco wykazuje, szukały systemowego rozwiązania problemu opieki nad seniorami. Wbrew przyjętemu przekonaniu to nie Bismarck wymyślił emerytury; takie próby podejmowano już w poprzednich stuleciach. Autor śledzi tę ewolucję od czasów pogardy dla starców po „czasy przychylności” jako zależną od przemian demograficznych związanych z postępem medycyny: pod koniec XIX wieku w Europie było już 30 milionów starych ludzi. Niepomiernie wzrosła oczekiwana długość życia. W średniowieczu, zwłaszcza nękanym epidemiami, nie było problemu starości, bo nie było starców. To jednak społeczno-gospodarczo-medyczna strona historii starości. Jej głębszy aspekt nie jest tak jednoznaczny. Starość nieodłącznie wiąże się z problemem śmierci, od którego współczesność, w odróżnieniu od dawnych społeczności, umierających młodo, ucieka i który pomija milczeniem.
Tą dość wczesną (1957) książką Jacques Le Goff (1924-2014), francuski klasyk historii średniowiecza, wzbudził spore kontrowersje, zwłaszcza wśród historyków i filozofów chrześcijańskich. Dokonał tu - jak zwykle we frapujący sposób - opisu pewnej formacji społecznej, która narodziła się jego zdaniem w XII-XIII wieku wraz z rozwojem miast i podziału pracy. To intelektualiści, których trzeba wyraźnie odróżniać od szerszej kategorii inteligencji. Specyfiką tej jej podgrupy jest określony rodzaj pracy umysłowej: połączenie nauczania z badaniami, które dziś uznalibyśmy za naukowe, i z pracą nad metodyką nauczania. Naturalnym środowiskiem intelektualistów były korporacje uniwersyteckie, które zaczęły powstawać w XIII wieku. Rewolucyjna zmiana polegała na przeniesieniu życia umysłowego z klasztoru do miasta i na narodzinach nowej drogi do władzy - przez egzamin (edukację). Cały ów proces musiał powodować napięcia i konflikty, których dramatyczny przebieg ta opowieść o życiu średniowiecznych intelektualistów eksponuje od strony społecznej i personalnej - jak w przypadku tragicznego losu Abelarda. Jako myśliciele z natury rzeczy starali się oni wybić na niezależność, ale jako chrześcijanie podlegali zewnętrznym i wewnętrznym ograniczeniom: władzy kościelnej i własnych przekonań. Le Goff doprowadza swoją historię do czasów odrodzenia, gdy chrześcijańskiego intelektualistę zastąpił intelektualista o innej formacji: humanista.
Pierre Hadot (1922-2010) wybitny francuski historyk filozofii i starożytnik, tą pracą o "Rozmyślaniach" Marka Aureliusza dał wyraz swoim zainteresowaniom filozofią jako "sztuką życia". Tak rozumiano filozofię w greckiej i rzymskiej starożytności, która obfitowała w nurty myślowe mówiące "jak żyć", a ich twórcy własnym przykładem "ilustrowali" swoje recepty na sposób życia. Filozofia nie była teorią, lecz dziedziną służących samodyscyplinie ćwiczeń duchowych (por. Pierre Hadot, "Ćwiczenia duchowe i filozofia starożytna", Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2019). Marek Aureliusz (121-180), cesarz rzymski, erudyta i pisarz, jest autorem (napisanych po grecku) Rozmyślań, zbioru stoickich refleksji, które powstały prawdopodobnie w ostatniej dekadzie życia autora, lecz najwcześniejsza wzmianka o nich pochodzi z IV wieku. Czytelnicy zapoznali się z tym dziełem dopiero w epoce renesansu. Tematyka zapisków skupia się wokół kwestii moralnych. Hadot gruntownie odtwarza i interpretuje myśl Marka Aureliusza. Tytułowa "twierdza wewnętrzna" chroni mnie od udręk namiętności, ale stanowi też mój punkt skupienia i punkt wyjścia w świat. Ukazując autora Rozmyślań od strony jego stoicyzmu i na tle innych stoickich doktryn, Hadot podkreśla aktualność tej myśli sprzed dwóch tysięcy lat, aktualność i świeżość zapewnianą przez to, że autor mówi do siebie i pisze dla siebie, a to "siebie", mimo wszelkich kulturowych zmian, pozostaje w nas ciągle to samo.
To bodaj najsłynniejsze dzieło francuskiego mediewisty Jacques'a Le Goffa (1924-2014) zrewidowało nasz obraz średniowiecza zniekształcony zarówno przez krytyczne wobec niego oświecenie, jak i przez entuzjastyczny romantyzm. Dla Le Goffa czasy te to ani nie "wieki ciemne", ani nie wyidealizowana "złota legenda", "mit założycielski" niejednego europejskiego narodu. Jego monumentalna, encyklopedyczna praca z 1964 roku podejmuje całościowe badanie epoki wprawdzie historyczne, ale przy zastosowaniu wyników badań z innych dziedzin, datowanie C14 włączywszy (przeszłość należy do przyszłości, do nowych odkryć o starych dziejach). Charakteryzuje średniowiecze jako bliższe społeczeństwom pierwotnym niż współczesnym ze względu na powolność zmian, swoistą pozaczasowość, "długie trwanie" wskutek "przywiązania do ziemi". Jest to "społeczeństwo gruntu", bardziej wiejskie niż miejskie. Jego statyczność nie oznacza jednak regresu. Wyspy ludzi wykształconych na morzu niepiśmiennej ludności rozwijały technikę i powołały do życia uniwersytety. To właśnie średniowiecze, rzecz znamienna, wynalazło czyściec między skrajnościami nieba i piekła. Le Goff starał się ujrzeć w tej epoce narodziny Europy, zwłaszcza jej części dziedziczącej kulturę po zachodnim cesarstwie rzymskim. W późnych latach rozciągnął to dziedzictwo - i średniowiecze - na okres aż po nowożytność, nie uznając renesansu za osobną epokę. Jedności tych stuleci pośredniczących między starożytnością a współczesnością upatrywał w ludzkiej obróbce ziemi ze spojrzeniem skierowanym w niebo.
Francuski intelektualista Alexis de Tocqueville (1805–1859), jeden z ojców założycieli współczesnej socjologii, jest znany z dwóch słynnych dzieł. Są to O demokracji w Ameryce (1835/1840, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2019) i właśnie "Dawny ustrój i Rewolucja" (1856).
Kilkadziesiąt lat po rewolucji francuskiej z 1789 roku Tocqueville zastanawia się nad przyczynami, dla których wybuchła. Z niezwykłą przenikliwością tropi w niej pozostałości ancien régime’u, a nawet średniowiecznego feudalizmu. Okazuje się, że wbrew powszechnemu przekonaniu rewolucja przejęła, a nawet wzmocniła te elementy – takie jak centralizacja władzy, ubezwłasnowolnienie obywatela itd.
Rewolucja niejako odsłoniła organiczną ułomność państwa francuskiego: niedowład tego, co dziś nazwalibyśmy społeczeństwem obywatelskim. O ile amerykańską „rewolucję” przeprowadzali wszyscy Amerykanie oddolnie, o tyle rewolucja francuska mimo chwilowego wybuchu dążeń wolnościowych była zdaniem Tocqueville’a „zamianą miejsc” klas rządzących nad głowami biernych mas.
Zgromadzony przez autora materiał faktograficzny sprzed rewolucji – który zresztą jest wartością samą w sobie i składa się na fascynujący obraz życia w tamtym okresie – ilustruje jego słynne odkrycie, że rewolucja nie wybucha w momencie najbardziej krytycznym, lecz właśnie wtedy, gdy reformy podjęte przez starą władzę są na zaawansowanym etapie. Tocqueville, jak sto lat później Hannah Arendt, jest życzliwym, choć krytycznym recenzentem obu rewolucji ze wskazaniem raczej na amerykańską.
Philippe Aries (1914–1984), jeden z najwybitniejszych w XX wieku francuskich mediewistów, był „odkrywcą dziecka” jako tematu badań historycznych. Niniejsza książka, opublikowana w 1960 roku, stanowi właśnie pionierskie dzieło w tej dziedzinie, kanon, do którego nadal odwołują się zarówno historycy, jak i socjologowie. Dzieciństwo bowiem, jak wynika z badań autora, nie jest „naturalną” formą biologiczną, lecz konstrukcją społeczną dość niedawnego pochodzenia. Średniowiecze nie znało jeszcze dzieciństwa ani wieku młodzieńczego, bo życie rodzinne we współczesnym sensie – oparte na intymności i uczuciach – pojawiło się dopiero w późniejszych stuleciach. Tę tyleż słynną, co radykalną i kontrowersyjną tezę autor uzasadnia na fascynującym materiale historycznym i ikonograficznym. „Odkrycie” dziecka miało istotne konsekwencje cywilizacyjne: lawinowy rozwój edukacji. Lektura książki jest przy tym pouczająca i pocieszająca, gdyż okazuje się, że to, co dziś uważamy za przejawy dawnego prymitywizmu – brak więzi uczuciowej z dzieckiem i swoisty „kolektywizm” życia rodzinnego – nie musi wynikać z ułomności ludzkiej natury, lecz ma swoją historię, my zaś żyjemy w szczęśliwych czasach odzyskanego – lub pozyskanego – dzieciństwa.
Główny niemiecki filozof-diagnosta czasów współczesnych Peter Sloterdijk (ur. 1947) rozważa w tym tomie najnowszych tekstów zróżnicowaną tematykę skupioną wokół pytania o koniec historii. Pytanie nie brzmi jednak, jak u Fukuyamy, czy jest nadzieja na koniec historii pojętej jako walka o optymalny kształt życia, lecz czy jest nadzieja, że końca historii nie będzie – czy „statek kosmiczny Ziemia”, którego istnienie odkrył XX wiek, przetrwa wbrew instynktom samozagłady rozpowszechnionym wśród załogi. Tą próbą „krytyki ekstremistycznego rozumu”, jak głosi tytuł głównego eseju tego tomu, Sloterdijk nawiązuje do swojego słynnego traktatu z wczesnej fazy twórczości Krytyka cynicznego rozumu (1983). Znany z takich m.in. publikacji, jak Gorliwość Boga, W cieniu góry Synaj czy Stres a wolność, podejmuje z wysokiej, filozoficznej perspektywy podstawowe kwestie dzisiejszego monogeizmu. Choć trudno wskazać konkretne procesy definiujące XX wiek, jego niewątpliwym odkryciem jest ów monogeizm – świadomość, że Gea, Ziemia, jest jedna i jako taka wymaga poszanowania i ochrony. Filozoficzne problemy globalizacji (od „globusa”, nie od „globalności”) w epoce człowieka – antropocenie – autor rozważa w różnych kontekstach historycznych, od Odyseusza przez Boccaccia, Kolumba po Heideggera i Derridę, od literatury przez ekonomię, geografię, ekologię po prawo konstytucyjne. Sloterdijk, nazywany „alchemikiem ducha”, zapewnia w tym tomie czytelnikowi duchowy destylat najwyższej mocy.
Henryk Paprocki (ur. 1946), duchowny prawosławny, wykładowca wielu uczelni, autor książek, artykułów i przekładów z dziedziny teologii prawosławnej i filozofii, w niniejszej pracy kontynuuje poszukiwania rozpoczęte w książce Czas. Eseje o wieczności (2018), tym razem w odniesieniu do przestrzeni, pytając, „czym jest przestrzeń?”. Autor przedstawia rozległy obraz problematyki przestrzeni w mitologiach, filozofii, teologii i literaturze. Te fascynujące zagadnienia rozpatruje w kluczu pustki, nicości i niebytu, by ostatecznie dojść do pojęcia bezkresu bezprzestrzennego. Jak sam pisze we wstępie „Rozważania nad przestrzenią zrodziły się podczas lektury zbioru opowiadań Brunona Schulza Sanatorium pod klepsydrą, a konkretnie zdania: «Cały ten ciemny krajobraz, pełen powagi, zdawał się ledwie dostrzegalnie płynąć sam w sobie, przesuwać się mimo siebie jak chmurne i spiętrzone niebo pełne utajonego ruchu». Istotną rolę odegrało też stwierdzenie ks. Pawła Fłorienskiego, że zagadnienie nieskończoności świata w przestrzeni trzeba oddzielić od problemu jego nieskończoności w czasie, co dopiero pozwoli zrozumieć zarówno jeden, jak i drugi problem. Omawiając problematykę przestrzeni, należało poza tym dokonać selekcji różnorodnych poglądów – podobnie jak w pracy o czasie – by nie zamienić jej w rodzaj leksykonu i by przedstawić jedynie te teorie, które odegrały znaczącą rolę w rozwoju myśli”. Autor zaznacza, że „nie jest to koniec wędrówki w poszukiwaniu czasu i przestrzeni. Dotychczasowe badania są potrzebne do opracowania nowej teorii przestrzeni, w tym wypadku teorii pustki”.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?