Szesnastoletni Jan Michalak w styczniu 1943 r. został wraz z rodzicami aresztowany za działalność konspiracyjną i osadzony w więzieniu gestapo na Pawiaku w Warszawie. Po kilkunastu dniach wszystkich przewieziono do niemieckiego obozu koncentracyjnego na Majdanku w Lublinie. W kwietniu 1944 r. deportowano go do KL Gross-Rosen, a następnie do obozu w Leitmeritz.W obozie nie dzień, ale każda chwila decydowała o życiu.Po latach Michalak spisał swoje wojenne przeżycia i przekazał maszynopis do Państwowego Muzeum na Majdanku. Na 923 kartach przedstawił to, co przeżył podczas 840 dni uwięzienia w kacetach, w tym 445 dni - w KL Lublin.Byłem bardzo chudy. [] Wielka głowa, a właściwie czaszka obciągnięta skórą. Odstające uszy, oczy zapadłe. Szyja cienka, na której widać było każde ścięgno. Koszula osłaniała wystające żebra; zamiast brzucha był dół, a spodnie obwiązane sznurkiem ledwo trzymały się wystających kości.To jedno z najbardziej poruszających świadectw wojennych losów nastolatka osadzonego w nazistowskich obozach koncentracyjnych.Chcę opowiedzieć, jak żyli i ginęli w obozach moi rówieśnicy, ich ojcowie i matki.Niniejsze, trzecie wydanie wspomnień poddano redakcji merytorycznej, wzbogacono o życiorys autora i niepublikowane dotychczas materiały - fotografie i dokumenty. Czytelnikowi udostępniono także fragmenty nagranej przed laty relacji wideo Jana Michalaka, dzięki której możemy nie tylko wysłuchać jego opowieści, ale też poczuć towarzyszące mu emocje.Jan Michalak (1926-2000) - urodził się i mieszkał w Warszawie. W czasie okupacji aktywnie działał w akcjach dywersyjnych drużyny harcerskiej, za co został w styczniu 1943 r. aresztowany wraz z rodzicami i osadzony na Pawiaku, po czym wysłany do Konzentrationslager Lublin, skąd został w kwietniu 1944 r. przewieziony do obozu KL Gross-Rosen, a następnie do Leitmeritz. Po wojnie zeznawał jako świadek w procesach zbrodniarzy niemieckich, m.in. w procesie załogi KL Lublin w Dsseldorfie w 1978 r. Udzielał się w związku byłych więźniów i w Towarzystwie Opieki nad Majdankiem. Był członkiem Harcerskiego Kręgu Seniorów Szarych Szeregów. Uhonorowany wieloma odznaczeniami, w tym: Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi i Złotym Medalem Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej.
Dlaczego nenufary?Nawet jeśli wszyscy rozumieją, co Nenufary Moneta oznaczają dla historii sztuki, to co znaczyły dla niego? Co on w nich widział, co takiego widział tylko on? Jaki sekret im przypisywał?Pod wrażeniem Wielkich Płócien Claude'a Moneta oglądanych w paryskiej Oranżerii autor odkrywa mroczne tajemnice i echa osobistych doświadczeń malarza skrywanych przez lilie wodne i stawy, które obsesyjnie malował.W powieści pełnej humoru, intrygujących pytań i inspirujących refleksji o sztuce prowadzi fascynujące dochodzenie, by wyjaśnić własny "syndrom nenufarów", a czytelnik nie może się oprzeć wrażeniu, że dzieło sztuki tyle samo zawdzięcza twórcy, co odbiorcy.Dlaczego nenufary?Po co przez trzydzieści lat malować te same wodne kwiaty ze swojego ogrodu, choćby pod różnymi kątami i w bezustannie zmieniającym się świetle?Po co czynić z nich swój ulubiony temat? Swój lejtmotyw, swój kwiatowy fetysz, swój obiekt przejściowy? Centralny temat swojej twórczości i swojego malarskiego życia?Po co w ogóle robić z nich temat?Czy tylko mnie to intryguje?Dlaczego nenufary, a nie tulipany, margerytki, rododendrony? Maki też są ładne!
Prezentowany Dzienniczek ks. Stanisława Bełcha (1904-1989), pochodzącego z diecezji przemyskiej niezłomnego kapłana, który przeszło połowę życia spędził poza Polską, wybitnego historyka (autora m.in. monumentalnych prac o Pawle Włodkowicu i św. Stanisławie ze Szczepanowa) oraz katolickiego wydawcy (założyciela Katolickiego Ośrodka Wydawniczego "Veritas" w Londynie, inicjatora przetłumaczenia z łaciny i wydania w języku polskim Sumy teologicznej św. Tomasza z Akwinu), jest niezwykle interesującym źródłem historycznym do dziejów polskiego wychodźstwa w Wielkiej Brytanii w latach II wojny światowej.Dzienniczek ks. Bełcha nie jest typowym diariuszem, w którym autor regularnie, dzień po dniu, starał się zapisywać najważniejsze wydarzenia, jakich był świadkiem. Składają się nań niejednolite i rozproszone zapiski o różnorodnej formie, sporządzane na osobnych kartkach papieru w okresie od 27 stycznia 1942 do 15 grudnia 1943 r. Częstotliwość zapisów jest różna, najczęściej dokonywane były co kilka dni, choć zdarzają się dłuższe, nawet dwumiesięczne luki. Zapiski te zostały uporządkowane chronologicznie i przepisane na maszynie przez ks. Bełcha w maju i czerwcu 1987 r. - na krótko przed jego powrotem do Polski - zapewne z myślą o przygotowaniu ich do druku.Uzupełnieniem Dzienniczka są aneksy, w których zamieszczono dziewięć artykułów i listów ks. Bełcha opublikowanych na łamach tygodnika "Jestem Polakiem" (1940-1941), dwutygodnika "Myśl Polska" (1942-1943) i pisma "Ognisko Harcerskie" (1943) oraz fragment jego książki Papiestwo i Polska. Niektóre fakty i dokumenty z historii Polski dawnej i bieżącej, zaczepiane przez nieuczciwą publicystykę polską, zebrał i ocenił x. Stanisław Bełch (1943), a także przedmowę do pierwszego tomu skryptów, zawierającego wykłady wygłaszane na spotkaniach założonego przez ks. Stanisława w lutym 1943 r. Koła Tomistycznego.
Nowe wydanie na 30. rocznicę przyznania Wisławie Szymborskiej literackiej Nagrody Nobla wzbogacone o niepublikowane dotąd fotografie „Piętnaście lat sekretarzowania takiej osobie? Doprawdy nie było w tym nic zwyczajnego”. Michał Rusinek z czułością, humorem i taktem o Wisławie Szymborskiej Ona – poetka, oszołomiona rozmiarem „tragedii sztokholmskiej”. On – świeżo upieczony absolwent polonistyki. Ona – chciała pozostać zwykłą osobą, nie osobistością. On – zgodził się jej w tym pomóc, choć posadę Pierwszego Sekretarza przyjął z zawahaniem. Do końca mówiła mu per „pan”, co z czasem stało się znakiem bliskości i zaufania. Obdarzyła nimi w życiu nielicznych. Michał Rusinek, literaturoznawca, pisarz, prezes Fundacji Wisławy Szymborskiej, odkrywa przed Czytelnikami prywatną twarz Noblistki. Nieco ekscentrycznej damy, u której powaga i humor były „dwiema stronami tej samej kartki”. Zaskakujące anegdoty, prywatne, nieznane fotografie i osobiste historie układają się w opowieść opiętnastu latach sekretarzowania Noblistce.
Prezentowana praca stanowi zapis rozmów, które przeprowadził Błażyński ze zbiegłym z PRL zastępcą dyrektora X Departamentu MBP Józefem Światłą. Informacje Światły ujawnione na falach RWE doprowadziły do zmian w kraju i stały się drugim po śmierci Stalina i likwidacji Berii wydarzeniem, które umożliwiło odwilż i otworzyło drogę do polskiego Października. W aneksie przedstawiono wybór dokumentów dotyczących J. Światły znajdujących się w zbiorach IPN.
Nie chcemy seryjnej produkcji magistrów stanowi zbiór relacji dotyczących strajku studentów uczelni łódzkich, jednego z najdłuższych strajków okupacyjnych młodzieży akademickiej w powojennej Europie, który przeprowadzono na przełomie stycznia i lutego 1981 r. Protestujący domagali się m.in. wprowadzenia autonomii uczelni w kwestiach naukowych i dydaktycznych, wydłużenia studiów do 5 lat, zniesienia obowiązkowego nauczania języka rosyjskiego, zmian w odbywaniu służby wojskowej studentów oraz ograniczenia cenzury i uwolnienia więźniów politycznych. Jednakże najważniejszym postulatem studentów było żądanie rejestracji nowej ogólnopolskiej organizacji - Niezależnego Zrzeszenia Studentów.Tom skomponowano w formie kolażu złożonego z fragmentów różnych relacji, nadając zebranym reminiscencjom cechy opowieści fabularnej o charakterze reportażowym. Sprawiło to, że wypowiedzi interlokutorów, często występujących po dwóch stronach politycznego w istocie sporu, nie tylko ze sobą dialogują lub sobie zaprzeczają, lecz także w bezpośrednim zestawieniu prezentują często wielce odmienne perspektywy spojrzenia na te same kwestie. Jednocześnie tworzą przy tym obraz fragmentaryczny i całościowy zarazem, są źródłową opowieścią historyczną, zyskując również walor dynamicznej narracji literackiej.
Matka Aniołów" brzmi pięknie, prawda?Tak określa autorka kobiety, które doświadczyły poronienia. Jej głos to głos wszystkich kobiet - często pozostawionych samych ze swoim bólem, niezrozumianych, narażonych na nieświadome, raniące komentarze i brak odpowiedniego wsparcia medycznego. To opowieść, która łamie tematy tabu i z odwagą zagląda w sferę psychiczną oraz intymną kobiety roniącej.Autorka dzieli się swoim osobistym doświadczeniem poronień, ukazując bezradność wobec polskiego systemu medycznego. Pisze językiem żywym, emocjonalnym, pełnym ironii, goryczy i wzruszeń. To historia, którą momentami czyta się z bólem, ale i z poczuciem, że uczestniczy się w czymś niezwykle prawdziwym - w drodze od nadziei, przez rozczarowanie i żałobę, aż po spełnienie i szczęście macierzyństwa.
Odkryj moc wewnętrznej przemiany. „Duchowy Dziennik Jak człowiek myśli” to wyjątkowy przewodnik inspirowany mądrością Jamesa Allena. Pomaga zatrzymać się, spojrzeć w głąb siebie i odzyskać kontakt z własnym światłem. Każda strona prowadzi Cię przez refleksję, praktykę wdzięczności i świadome tworzenie życia w obfitości. To nie tylko dziennik — to Twoja codzienna rozmowa z duszą.
W Rzezi Wołyńskiej wielu ludzi umarło podwójnie - raz w trakcie eksterminacji, a potem gdy zaginęła pamięć o nich i o miejscach ich spoczynku. Starają się ją przywracać ci, którzy ocaleli.Blizny po przeżyciu własnej śmierci; ucieczka przed ukraińskimi bandami - nawet "pod opiekę" Niemców; pamięć o tych, którzy podjęli czynny opór wobec rezunów; wdzięczność akowcom i sprawiedliwym Ukraińcom; wreszcie żal po Janowej Dolinie - nowoczesnym ośrodku zwanym wołyńską Gdynią - to wątki, wokół których swoje opowieści snuje pięcioro bohaterów książki. Ich beztroskie dzieciństwo skończyło się jednym momencie. Większość podobnych im ocaleńców na swoją opowieść czekała kilkadziesiąt lat, bo zawsze była "nie w porę" - ani za czasów PRL i jego "bratniego" ZSRR, ani po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej w 2022 r. Warto zauważyć, że wśród ocalałych z Rzezi nie brakuje osób, które przyjęły pod swój dach uciekinierów z zaatakowanej ostatnio Ukrainy. W wołaniu skrzywdzonych Wołyniaków i ich potomków nie o zemstę chodzi, ale o pamięć, prawdę i godne pochówki, których przecież nie odmówiono ofiarom Katynia, Holocaustu czy Wehrmachtu.Monika Odrobińska (1978)- dziennikarka prasowa, autorka książek Dzieci wygnane (Znak 2020) i Dzieci ocalone (Znak 2022). W reportażach "dużą historię" opowiada z perspektywy "małych historii" poszczególnych osób, rodzin, społeczności.
Wspólny pamiętnik napisany przez wybitnego psychoterapeutę Irvina D. Yaloma i jego żonę Marilyn Yalom, gdy zachorowała na raka. To z jednej strony głęboka analiza ludzkich emocji w konfrontacji ze śmiercią, a zarazem historia wielkiej miłości.Irvin David Yalom (ur. 1931) - amerykański lekarz psychiatra i psychoterapeuta, emerytowany profesor psychiatrii na Uniwersytecie Stanforda, jeden z głównych twórców terapii egzystencjalnej i terapii grupowej, autor licznych książek psychoterapeutycznychMarilyn Yalom (1932-2019) - amerykańska feministka i historyczka, profesorka uniwersytetu Stanforda, specjalistka w zakresie kultury francuskiej. W Polsce ukazały się jej trzy książki: Historia kobiecych piersi (Instytut Psychologii Zdrowia, Warszawa 2012), Historia miłości. 9 stuleci francuskich opowieści miłosnych (Instytut Psychologii Zdrowia, Warszawa 2013) oraz Historia żony (Aletheia, Warszawa 2019).
Ilekroć jadę na Kurdwanów ulicą Starowiślną, czuję, jak za gmachem Poczty Głównej głowa automatycznie odchyla mi się w lewo: do okna. I gdy na następnym przystanku tramwaj staje, od razu widzę: to ONA. Moja kamienica. Odkąd ze szpitala Narutowicza mama przywiozła moją trzykilogramową istność, mieszkałem tu niemal siedem lat. To była wtedy wieczność. Opowiadałem o tym domu już parę razy, toteż sądziłem, że wiem o nim wszystko. Tymczasem jesienią 2020 roku napisał do mnie z Zurychu Ami Toren. Nienaganną angielszczyzną donosił, że w wychodzącym w Tel Awiwie hebrajskim piśmie o polskim tytule Nowiny Krakowskie przeczytał mój apel o informacje na temat kamienicy w Krakowie, przy ul. Dietla 99. Pytał, czemu mnie to interesuje.
Pierwszy generalny kwatermistrz, niemalże dyktatorBłyskotliwą karierę Ludendorffa w czasie wojny światowej relacjonują jego wspomnienia. Godzi się tutaj zauważyć, że choć z oczywistych względów mają one charakter propagandowy, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ich autor w propagandę tę szczerze wierzył. Nie przeszkodziło mu to zawrzeć w nich twierdzeń co najmniej wątpliwych. Będąc praktycznie dyktatorem, w wyniku stopniowej wszechstronnej mobilizacji, utrzymywał, że jego wpływ na polityczne kierownictwo Niemiec był ograniczony. Gdyby tylko, Ludendorff zadowolił się wojskowymi dokonaniami zapewne przeszedłby do historii jako jeden z najsłynniejszych dowódców. Już z tego powodu jego wojenne wspomnienia są pracą godną uwagi. Trzecia część wspomnień Ericha Ludendorffa obejmuje końcowy okres I wojny światowej – od sierpnia 1917 r. do końca wojny. W konsekwencji „zamknięcia” frontu wschodniego, II Rzesza szuka ostatecznego zwycięstwa na zachodzie. W tym samym czasie, do Europy trafiają już pierwsze dywizje amerykańskie, a więcej ma przypłynąć wiosną i latem 1918 r. Ludendorff opisuje te wydarzenia z pozycji dyktatora wojskowego, który stawia wszystko na jedną kartę. Z tą intencją, dokonuje hazardowej zagrywki, w postaci wiosennych ofensyw we Francji wykonanych siłami uzupełnionymi przez dywizje ze wschodu. Mimo sukcesów taktycznych Ludendorffowi nie udaje się pokonać aliantów a jego strategia ponosi całkowitą klęskę.Marcin Wichrowski, tłumacz książki, uzupełnił tom trzeci wstępem, w którym koncentruje się na ocenie strategii Ludendorffa w ostatnim roku wojny. Drugim interesującym uzupełnieniem jest kontynuacja wyciągu ze „Zbioru przepisów o wojnie pozycyjnej” z 10 sierpnia 1918 r. przygotowany przez Ludendorffa. Bowiem to właśnie w dziedzinie taktyki i sztuki operacyjnej Ludendorff miał okazję dowieść swojej niewątpliwej kompetencji Tekst zawiera liczne zdjęcia i szkice. W warstwie ilustracyjnej 19 map i szkiców oryginalnego wydania uzupełniono ponad 90 fotografiami.
"Aktorka ze spalonego teatru", debiutancka książka Magdy Goc, to bardzo osobista, esencjonalna opowieść o własnym życiu. Życiu barwnym, intensywnym, roztańczonym i rozśpiewanym, ale i niewątpliwie naznaczonym dramatami, wyniszczającą walką o życie i zdrowie najukochańszej osoby, a wreszcie zmaganiem z własną chorobą, tak mało prawdopodobną, że zdaniem niektórych - po aktorsku zagraną, udawaną.Książka Magdy Goc w pewnych aspektach przywodzi na myśl autobiograficzną prozę francuskiej pisarki, laureatki literackiej Nagrody Nobla - Annie Ernaux, a zwłaszcza jej powieść "Bliscy".Podobnie jak Ernaux, autorka tworzy swój intymny, szczery portret, opisując różne relacje z bliskimi, od wczesnego dzieciństwa, przez okres dorastania, aż po dojrzałość.fragment recenzji Danki ŚmigielskiejJestem debiutantką. Ośmieliłam się napisać historię swojego życia, nawiązując do miłości moich Dziadków, Rodziców i własnej.Dziadka - żołnierza dywizji gen. Maczka - pancerniaka, piekarza.Ojca - oficera Wojska Polskiego - dowódcy niejednej jednostki.Męża - syna kułaka, majętnego rolnika - ozdrowiałego z cukrzycy po przeszczepie trzustki i nerki, przeprowadzonym nowatorsko w Polsce. O ogromnej determinacji w walce o życie dla ukochanej rodziny, gdy konał nieraz na dyszlu swojego dostawczaka.TRZY RÓŻNE HISTORIE, TRZY RÓŻNE MIŁOŚCI widziane oczami wnuczki, córki i żonyMagda Goc - absolwentka V Liceum Ogólnokształcącego w Toruniu oraz Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, na kierunku resocjalizacja i wychowanie fizyczne. Pracowała jako nauczycielka, pedagożka i przedsiębiorczyni. Od 1992 roku wraz z mężem prowadzi rodzinną firmę. Od kilkunastu lat cierpi na chorobę Parkinsona.
Kraków, początek XX wieku, porządna inteligencka rodzina o tradycjach niepodległościowych – w takich warunkach dorasta Jadwiga Beaupré. Szuka swojej drogi życiowej, próbuje rozumieć świat i miejsce w nim kobiety urodzonej na przełomie epok. Choć początkowo wydaje się jej, że ma przed sobą jedynie tradycyjną drogę „panny z dobrego domu”, ostatecznie decyduje postawić na siebie. Zaczyna studia, a medycyna staje się jej życiową służbą dla drugiego człowieka. Tom 1 obejmuje młodość Autorki, jej udział w powstaniu warszawskim i pobyt w obozie jenieckim. Tom 2 z okresu powojennego ukaże się w 2026 roku.JADWIGA BEAUPRÉ (1902–1984) – doktor nauk medycznych, ginekolożka-położniczka, społeczniczka, uczestniczka powstania warszawskiego. Karierę lekarską zaczęła w 1936 roku. Po wybuchu II wojny światowej weszła do konspiracji, w czasie powstania warszawskiego dowodziła punktem łączności. Po kapitulacji powstania w niewoli niemieckiej, w obozie Zeithain (filii Stalagu IV B Mühlberg) pełniła funkcję komendantki oddziału kobiecego. Po wojnie wróciła do zawodu, była pionierką nowoczesnego położnictwa. Założyła m.in. jedną z pierwszych w Polsce szkół rodzenia, stworzyła Poradnię Świadomego Macierzyństwa, jest autorką książek z zakresu świadomego rodzicielstwa i seksuologii.
Ponad trzydzieści dni spędzonych za murami szpitala psychiatrycznego. Z własnymi myślami, lękami, demonami. Wśród szeptów, czasem krzyków, spojrzeń, niejasnych pytań. Gdzie każdy jest tylko kolejnym przypadkiem do omówienia, a nie człowiekiem z krwi i kości. Pamiętnik schizofreniczki to szczere, pełne emocji wspomnienia pokazujące różne oblicza walki ze schizofrenią paranoidalną. To opowieść o strachu, samotności, ale też o sile i nadziei, która pozwala przetrwać kolejne momenty. To pamiętnik, który porusza i otwiera oczy na to, jak naprawdę wygląda życie z chorobą psychiczną. Nie jest to wyłącznie historia choroby. To próba odnalezienia światełka w najciemniejszych chwilach, gdy wszystko, co znane, zdaje się bezpowrotnie znikać, próba dostrzeżenia go pomimo bólu i dezorientacji.
Andrzej Karbownik urodził się w 1947 r. w Orzeszu. Jest profesorem nauk technicznych, a zarazem specjalistą do spraw górnictwa węgla kamiennego. W latach 2002-2008 był dziekanem Wydziału Organizacji i Zarządzania Politechniki Śląskiej w Gliwicach, a w latach 2008-2016 rektorem tej uczelni. Przez pięć lat pełnił również funkcję prezesa zarządu Państwowej Agencji Restrukturyzacji Górnictwa Węgla Kamiennego w Katowicach oraz był wiceministrem gospodarki w rządzie Jerzego Buzka. Obecnie, mimo możliwości przejścia na emeryturę, nadal prowadzi zajęcia na politechnice, dzieląc się wiedzą i doświadczeniem ze studentami, a także stoi na czele rady Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii im. prof. Zbigniewa Religi w Zabrzu.
Na początku 2024 r. – jak sam mówi: „z długo dojrzewającej w nim potrzeby wewnętrznej” – rozpoczął pisanie dziennika, którego celem była dokumentacja życia codziennego w otoczeniu rodziny, przyjaciół i znajomych, ale też próba dodania własnego, subiektywnego komentarza do aktualnych wydarzeń w Polsce oraz podjęcia polemiki z osobami z tzw. „świecznika”. Wyważone, choć czasami cięte i dowcipne oraz zabarwione ironią przemyślenia, nieraz w odniesieniu do felietonów i artykułów innych, znanych autorów, stanowią silny głos w przetaczającej się przez kraj dyskusji na tematy zarówno polityczno-gospodarcze, jak i światopoglądowe. Swoje zapiski Andrzej Karbownik nazwał „Dziennikiem harnasia”. Dlaczego tak? Bo „harnaś to mężczyzna ślebodny”, czyli niezależny i wolny. A takim właśnie czuje się autor niniejszej publikacji.
„Wielkimi zaletami książki, poza wciągającymi opisami codzienności, przybliżeniem ludzi i miejsc bliskich autorowi oraz dosadnymi komentarzami na temat polityki, gospodarki czy świata akademickiego, są jej styl i walory literackie. Andrzej Karbownik wyróżnia się wyjątkową umiejętnością snucia narracji – pisze dynamicznie, z wyczuciem języka, nie unikając ostrych sądów i opinii. Jego oceny są jednoznaczne, bezpośrednie, czasem bezkompromisowe… Język, jakim operuje, jest barwny, wartki i pełen sarkazmu, co sprawia, że »Dziennik harnasia« czyta się gładko i z dużym zainteresowaniem. Obok rozbudowanej warstwy dotyczącej życia publicznego, czytelnik uzyskuje wgląd w intymny świat autora, który nadaje książce wyjątkowy charakter”.
z recenzji Iwony Flanczewskiej-Rogalskiej
Pierwszy tom wspomnień gen. Ludendorffa obejmujący lata 1914–1916, czyli okres, kiedy duet Hindenburg-Ludendorff, odnosił największe zwycięstwa w polu. Książka jest bogato ilustrowana i zawiera 14 map oraz 170 zdjęć. "Błyskotliwą karierę Ericha Ludendorffa w czasie wojny światowej relacjonują jego wspomnienia. […] Jego fachowych umiejętności nie kwestionuje przecież nikt, a gdyby zadowolił się dokonaniami na wojskowej niwie, zapewne przeszedłby do historii jako jeden z najsłynniejszych dowódców. Już z tego powodu jego wojenne wspomnienia są pracą godną uwagi. […] Generał zmarł w Monachium 20 grudnia 1937 r. Kandydat na pomnik skończył jako postać nieomalże kabaretowa". (fragment Wstępu)
Moje wojenne wspomnienia t. II 1916–1917Pierwszy generalny kwatermistrz, niemalże dyktatorBłyskotliwą karierę Ludendorffa w czasie wojny światowej relacjonują jego wspomnienia. Godzi się tutaj zauważyć, że choć z oczywistych względów mają one charakter propagandowy, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ich autor w propagandę tę szczerze wierzył. Nie przeszkodziło mu to zawrzeć w nich twierdzeń co najmniej wątpliwych. Będąc praktycznie dyktatorem, w wyniku stopniowej wszechstronnej mobilizacji, utrzymywał, że jego wpływ na polityczne kierownictwo Niemiec był ograniczony. Gdyby tylko, Ludendorff zadowolił się wojskowymi dokonaniami zapewne przeszedłby do historii jako jeden z najsłynniejszych dowódców. Już z tego powodu jego wojenne wspomnienia są pracą godną uwagi.Druga część wspomnień Ericha Ludendorffa obejmuje ponadroczny okres I wojny światowej – od sierpnia 1916 r. do końca 1917 r. Był to dla Niemiec czas trudny, ale pełen sukcesów. Na Zachodzie Alianci przeprowadzają mordercze ofensywy materiałowe i II Rzesza zaczyna odczuwać wyczerpanie wojenne. Jednak na innych frontach armia cesarska zwycięża kolejnych przeciwników. W rzeczy samej, Ludendorff opisuje te wydarzenia z pozycji prawie dyktatora wojskowego. Znajduje to odzwierciedlenie w języku, który zmienia się na bardzo brutalny, pełen groźby, złości i represji. Tego charakterystycznego stylu oddać w przekładzie w pełni nie sposób.Marcin Wichrowski, tłumacz książki, uzupełnił tom drugi arcyciekawym wstępem, w którym koncentruje się na światopoglądzie Ludendorffa. Światopogląd ten ma odzwierciedlenie w zmianie języka Ludendorffa i jego brutalizacji. Drugim interesującym uzupełnieniem jest wyciąg ze „Zbioru przepisów o wojnie pozycyjnej” z 10 sierpnia 1918 r. przygotowany przez Ludendorffa. Bowiem to właśnie w dziedzinie taktyki i sztuki operacyjnej Ludendorff miał okazję dowieść swojej niewątpliwej kompetencji. Tekst wiodący zawiera liczne zdjęcia i szkice. Zapraszamy do lektury
BREAK POINT to chwila, w której decydujesz, że nic nie stanie między tobą a twoim celem. Moment, w którym wychodzisz ze swojej strefy komfortu, aby iść naprzód. Żołnierze sił specjalnych nie są nadludźmi. Nie trafiają w cel z każdym strzałem. Kule się od nich nie odbijają. Mają takie same słabości i wątpliwości jak każdy z nas. Ale zwykli ludzie też mogą robić rzeczy niezwykłe, pod największą presją, w najtrudniejszych sytuacjach. W życiu Olliego Ollertona wszystko było ekstremalne, nie chodził na skróty. Jest byłym żołnierzem Sił Specjalnych. W wieku 18 lat wstąpił do Royal Marine Commandos. Brał udział w misjach w Irlandii Północnej i Iraku w ramach operacji Pustynna Burza. Po ukończeniu wyczerpującego 6-miesięcznego procesu selekcji SAS Ollie dołączył do Special Boat Service (SBS), gdzie służył 6 lat. Jego życie to dowód na to, że każdy może zrobić coś niesamowitego, ponieważ dopiero wtedy, gdy nadchodzi czas kryzysu, kiedy jesteś w punkcie załamania – dowiadujesz się, kim naprawdę jesteś. A jaki jest twój BREAK POINT? Co musi się stać, żebyś odbił się od dna? Pamiętaj, że sekunda jest tylko tak długa albo tak krótka, jak czuje człowiek, który ją przeżywa.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?