KATEGORIE [rozwiń]

Rodzina

Rodzina jest dla nas niezmiennie ważna, a nawet najważniejsza. Rodzina jest wyzwaniem. W tej sferze zapraszamy po mnóstwo książek psychologicznych właśnie o rodzinie, roli rodziny w naszym życiu. Proponujemy szereg poradników, podręczników , powieści i opowieści opowiedzianych z dużym wyczuciem i wrażliwością, poruszajacych problemy zdrowia psychicznego dzieci i rodziców. Prezentowane publikacje opisują jak takie problemy, których jest przecież niemało w rodzinie są postrzegane i rozwiązywane. Autorzy proponowanych przez nas publikacji przedstawiają ciekawe pomysły na mierzenie się z problemami typowo małżeńskimi: seks, finanse, wychowywanie dzieci. Polecamy książki dla każdego, kto chce przyglądnąć się swojemu funkcjonowaniu w rodzinie. Polecamy ciekawą lekturę Anny Bimer dla wszystkich kobiet, bo wszystkie jesteśmy córkami : Być córką i nie zwariować.

Okładka książki Matka, która nie miała matki

49,90 zł 25,95 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 25,95 zł

Różne kobiety, które w różnych okolicznościach straciły w dzieciństwie lub młodości matkę, natrafiają potem na podobne problemy we własnym macierzyństwie. Ponieważ zabrakło im modelu macierzyństwa, czują się zagubione w wielu sytuacjach, które są dla ich rówieśniczek oczywiste. Autorka kontynuuje tu temat podjęty we wcześniejszej, pionierskiej książce "Córki, które zostały bez matki" - książce, która wzbudziła gorące emocje i głębokie refleksje u tysięcy czytelniczek identyfikujących się z przeżyciami kobiet opisanymi przez autorkę. Matka która nie miała matki Wstęp W moim domu mieszkają teraz dwie małe dziewczynki. Ośmiolatka ma w sobie duszę chochlika; czterolatka — spokój anioła. Gdy wracam do domu po pracy, starsza już od progu rzuca się na mnie, krzycząc „Mamusia!", i ciasno oplata się wokół mojego ciała w małpiej manifestacji jedności. Za chwilę z uniesionymi rękoma nadbiega też druga, wołając: „Mama! Mama! Mama!", a aureola jej ciemnozłotych włosów pobłyskuje w ostrym, zachodzącym słońcu Kalifornii. Schylam się do tej młodszej, próbując utrzymać równowagę, gdy starsza owija się wokół mojej prawej nogi. „Jak się ma mój króliczek?" — pytam Eden, ocierając się twarzą ojej gładką szyjkę. Mocno przyciskam patykowate ciało Mai, trzecioklasistki, cło swojego uda, ofiarowując jej najlepszy odpowiednik uścisku, na jaki mnie stać w tej sytuacji. „A jak tam mój Miś?" Jest to niczym nieskrępowany spektakl uwielbienia, niemal zawstydzająca manifestacja obfitości uczuć. Dwie małe dziewczynki, których popołudnie nagle przepełnia radość i poczucie ulgi, ponieważ zobaczyły mnie w progu. Czy można czuć się bardziej potrzebnym, bardziej kochanym? Moja mama też kiedyś tego doświadczała. Musiała. Przynajmniej mam taką nadzieję. Wychowywała trójkę dzieci, które witały ją, gdy wracała z zebrania komitetu rodzicielskiego w szkole lub z wyjazdu na długi weekend z ojcem, choć nie pamiętam, aby którekolwiek z nas rzucało się na nią tak jak moje dzieci na mnie. Nie byliśmy skłonni do fizycznego okazywania sobie uczuć czy mówienia o miłości. Pamiętam tylko jeden jedyny raz, kiedy powiedziałam matce, że ją kocham. Było to latem 1981 roku. Miałam wtedy siedemnaście lat. Mama leżała w szpitalnym łóżku, a na dźwięk tych słów mocniej zacisnęła dłonie na jego prętach. - leż cię kocham — powiedziała, ale jej głos był przytłumiony, jakby już była w drodze do innego świata. Dwa dni później zmarła na raka, który zaatakował najpierw pierś, a później także wątrobę. Było to ponad dwadzieścia lat temu, ale obraz jej ostatnich dni nigdy nie stracił dla mnie wyrazistości. To moje wspomnienia związane z nią jako matką zaczęły blednąc. Nie potrafię sobie przypomnieć żadnej z lekcji gry na fortepianie, których mi udzielała, ani nawet tego, czy kiedykolwiek dostrzegłam jej twarz pośród publiczności na szkolnym przedstawieniu. Czyżbym nie była w stanie przywołać tych obrazów7, ponieważ momenty spędzane razem stały się tak odległe? A może zastępuję je wspomnieniami, które każdego dnia tworzę z własnymi dziećmi? Przez długi czas, gdy proszono mnie, żebym opowiedziała o sobie, w pierwszym odruchu zawsze miałam ochotę powiedzieć: „Gdy miałam siedemnaście lat, zmarła moja matka". Wydawało mi się to najbardziej adekwatnym opisem mojej osoby, jaki można zaoferować. Gdy teraz słyszę to pytanie, bez zastanowienia odpowiadam najpierw: „Mam dwie córki. Jedna ma osiem lat, druga cztery". Niewiele momentów w życiu kobiety jest nasyconych taką mocą, by określać jej tożsamość, ale niewątpliwie utrata matki oraz własne macierzyństwo do nich należą. Oczywiście rola matki nie jest jedyną, jaką odgrywam. Jestem też żoną, autorką książek, wykładowcą, panią domu, a od kwietnia do czerwca entuzjastycznym projektantem przydomowego ogrodu. Jednak ponieważ bard/o świadomie zdecydowałam się umieścić córki w centrum swojego świata, rola matki przyćmiewa niemal wszystko inne, co robię. Kiedyś wydawało mi się, że określa mnie brak czyjejś obecności. Teraz zaś twierdzę, że definiuje mnie obecność dwóch małych istotek, które potrzebują większości mojego czasu. Jednak moją tożsamość matki kształtuje coś więcej niż tylko relacje między naszą trójką. Funkcjonuje ona w zagmatwanym układzie międzypokoleniowej miłości i straty, znaczona wspomnieniami związanymi z życiem oraz śmiercią mojej matki i komplikowana technikami przetrwania, na których się opierałam, gdy musiałam sobie radzie sama. Moja niezłomna samowystarczalność, strach przed przedwczesną śmiercią, uwielbienie tego, co przewidywalne i bezpieczne — wszystkie te myśli i zachowania, od których przez lata próbowałam wybawić się na kozetkach u rozmaitych terapeutów, jak na złość zagościły na stałe w moim życiu po narodzinach pierwszej córki. Niektóre nieraz stawały mi na drodze. Można by myśleć, że powinnam się tego spodziewać. W końcu przez poprzednie trzy lata prowadziłam prelekcje i pisałam teksty o istocie takich przełomowych wydarzeń jak ślub czy narodziny dziecka w życiu kobiety, która straciła matkę. Mimo wszystko jednak w 1997 roku nie byłam przygotowana na to, jak bardzo frustracja i złość, które miotały mną, gdy Maya przez pierwsze dziesięć tygodni nieustannie płakała, będą przypominać mi moją bezdenną rozpacz po śmierci matki w 1981 roku. Nie spodziewałam się też ogromu egzystencjalnej samotności, której miałam doświadczyć w okresie poporodowym mimo pomocy kuzynki i teściowej. Gdy zostałam mamą, nagle moja matka była wszędzie wokół mnie i jednocześnie nigdzie. Nawet najbardziej prozaiczne elementy opieki nad niemowlęciem sprawiały, że od razu pojawiała się w pokoju. Jak ona sobie dawala radę z tymi tetnnvymi? — zastanawiałam się, walcząc z pieluchą jednorazową. Pewnie w taki sposób mnie trzymala. gdy budzilamją w środku nocy - przelatywało mi mimowolnie przez głowę, gdy o trzeciej nad ranem spacerowałam z Mayą po pokoju. Kiedy we wczesnych latach dziewięćdziesiątych pracowałam nad książką Córki, które zflstaly bez matki, postanowiłam zawrzeć w niej rozdział na temat matek, które same straciły matkę, lecz pisanie go było dla mnie raczej zadaniem intelektualnym niż okazją do wydobycia z siebie emocjonalnej prawdy. Będąc samotna i bezdzietna, nie spodziewałam się jeszcze - i jakże mogło być inaczej? - że doświadczenie wczesnej utraty matki pewnego dnia ukształtuje mnie samą niemal w każdym aspekcie roli matki. Miało ono wpływ na wszystko, począwszy od wyboru partnera (musiałam mieć pewność, że mój wybranek zaopiekuje się dziećmi, gdyby mi coś się stało), przez obsesję na punkcie dokumentacji wydarzeń z życia dziewczynek (odnotowywałam każdy najdrobniejszy szczegół, żeby dzieciom nic nie umknęło, gdyby coś mi się stało), decyzję, aby zabrać Mayę do Francji, gdy miała trzy latka (aby miała wczesne wspomnienia z podróży z mamą, nawet gdyby potem coś mi się stało), a skończywszy na sposobie, w jaki każdego ranka czeszę dziewczynkom włosy (wybieram proste dyżurki, które będzie w stanic ułożyć także mój mąż, gdyby coś złego miało mnie wkrótce spotkać). Uważam też, że to doświadczenie sprawiło, iż jestem bardziej uważna jako matka - usiłuję przewidywać potrzeby dzieci i chronić je przed rozczarowaniami i smutkami. Ponieważ wiem, czym jest tęsknota za matką, staram się, aby wiedziały, że zawsze przy nicłi jestem. To prawda, że dla osoby pracującej próby zasłużenia na miano „supermamy" mogą być wykańczające, a poświęcanie godziny dziennie na zawiezienie dzieci do szkoły i przywiezienie ich do domu (mimo że mąż lub opiekunka chętnie sami by to zrobili) niewątpliwie dezorganizuje pracę. Wiem jednak, jak cenny jest czas spędzony razem, głównie dlatego, że rozumiem, jak szybko może się skończyć. Mam teraz czterdzieści jeden lat, czyli o rok mniej, niż miała moja mama, gdy umarła; ta mentalna matematyka stanowi kontekst większości moich decyzji związanych z macierzyństwem. Steruje mną nie tyle jakiś uchwytny strach przed przedwczesną śmiercią, ile towarzysząca mi nieustannie świadomość, iż jest ona możliwa. Podobnie jak większość matek, z którymi rozmawiałam w trakcie przygotowywania tej książki, nie zamartwiam się całymi dniami swoim stanem zdrowia i kruchością życia; przestałam nawet zbyt restrykcyjnie podchodzić do comiesięcznej samokontroli piersi. Kto ma teraz na to wszystko czas? Mimo to jednak instynkt samozachowawczy trawi spore zasoby mojej energii. Pewna moja znajoma, matka trójki dzieci, która w wieku ośmiu lat straciła ojca w wypadku samochodowym, opisując swój styl rodzicielstwa, używa sformułowania „oszczędność ruchów". Ponieważ od najmłodszych lat wie, że nieszczęścia mogą spaść jak grom z jasnego nieba, unika niepotrzebnego ryzyka. Doskonale ją rozumiem. Nigdy nie przekraczam dozwolonej prędkości na drodze. Nie latam małymi samolotami. Nieszczęścia chodzą po matkach, wiem o tym. A najistotniejszym elementem mojej roli jest być.  Matka która nie miała matki Spis treści:   Podziękowania Wstęp 1. Macierzyństwo i żałoba. Uzdrawiająca moc Naprawa historii Odnowienie dawnej więzi z matką Zastępowanie straconej opieki Powrót do przeszłości Opieka nad pasierbami Rola babci. Druga szansa na macierzyństwo 2. Ciąża. Czas na przygotowania Sekretna strona ciąży - psychiczna, emocjonalna, intensywna Kluczowa decyzja Bezpłodność - inna forma straty Kwestia preferencji - chłopiec czy dziewczynka? 3. Poród i narodziny. Przestąpienie progu Od teraz jest ich dwoje Dlaczego przebieg porodu ma znaczenie? 4. Okres poporodowy. Pierwsze sześć tygodni Hipersamowystarczalność Utrzymująca się lojalność w stosunku do matki Te „drugie" babcie Mit natychmiastowej więzi 5. Przywiązywanie się. Powstawanie więzi między matką a dzieckiem Krótkie podsumowanie problematyki przywiązania i straty 6. Do lat czterech. Opieka nad dziećmi w wieku niemowlęcym, poniemowlęcym i wczesnoprzedszkolnym Szok macierzyństwa Myśli na temat własnej śmierci Nauka samodzielnego zasypiania Rozłąka fizyczna Pierwszy dzień w przedszkolu (żłobku) Złość i odrzucenie Rozwijanie niezależności Kolejne dzieci 7. Nieobecna babcia. Zapełnienie pustki Niewiadoma Wcale nie tak nieobecna babcia 8. Babcia w niebie. Rozmowa z dziećmi o śmierci Dzieci w wieku poniemowlęcym. - od osiemnastu miesięcy do trzech lat Dzieci w wieku przedszkolnym od trzech do pięciu lat Dzieci w wieku szkolnym od pięciu do jedenastu lat Dzieci w wieku dojrzewania i starsze Jak mówić o trudnych sprawach śmierć gwałtowna lub samobójcza 9. Rodzina pod specjalnym nadzorem Żeby tylko nikomu nic się nie stało „Nadopiekuńczy rodzice Jeśli realizuje się czarny scenariusz 10. Pięć do dwunastu lat. Lata szkolne Sprawy domowe Gniew, odrzucenie, dyscyplina Żcie szkolne 11. Matka pod specjalnym nadzorem. Żeby tylko nic mi się nie stało Migająca liczba. Kolejna migająca liczba Plan idealny Fotografie i wspomnienia 12. Tu chodzi o dziecko. Zachowanie ostrości spojrzenia No pain, no gain wartość cierpienia 13. Nastolatki w domu. Strefa nieznanego Mit 1. Rozłąka jest niezbędna Mit 2. Konflikty, bunt i odrzucenie oznaczają, że popełniłam jakiś błąd Mit 3. Naszym dzieciom jest dużo łatwiej niż nam, gdy byłyśmy w ich wieku Mit 4. Wystarczy kochać Mit S. Są już dorosłe moja rola się skończyła Epilog Dodatek A. Kwestionariusz Motherless Mothcr Survey Dodatek B. Kwestionariusz grupy kontrolnej Dodatek C. Przydatne adresy Przypisy bibliograficzne Bibliografia
Okładka książki Jedz pysznie... razem z dzieckiem

39,90 zł 24,33 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 22,74 zł

Czyli kochanie przez gotowanie. Pomysły kulinarne na pierwsze lata dziecka. Czy zdajesz sobie sprawę, że dbając o prawidłową dietę malutkiego dziecka, wpływasz jednocześnie na stan jego zdrowia w dorosłym życiu? Nawyki żywieniowe wynosi się z dzieciństwa. Można właściwie ukierunkować preferencje smakowe dziecka. Zobacz Zestaw Jedz pysznie i zdrowo w ciąży oraz Jedz pysznie razem z dzieckiem - razem taniej 15 %   Choć może trudno w to uwierzyć, posiłki, które podaje się dziecku w pierwszym roku jego życia, mogą służyć kształtowaniu odporności na choroby i wpływać na jego zdrowie w późniejszym wieku. Specjaliści nazywają to „programowaniem żywieniowym”. Okazuje się bowiem, że organizm ludzki można w pewien sposób zaprogramować. Takie kodowanie działa potem niemal przez całe życie, kierując tempem przemiany materii i wykorzystywania przez organizm środków odżywczych. Pierwszy rok życia w sporym stopniu decyduje o zdrowiu i jakości życia w kolejnych latach. Im wcześniej zadbasz o odpowiednią dietę maluszka, tym lepiej! Nawyki żywieniowe to przyzwyczajenia związane z odżywianiem, które wynosimy z dzieciństwa. Troskę o to, by dziecko nabrało dobrych nawyków, mama powinna zacząć od siebie, dbając o to, co spożywa w ciąży, oraz zapewniając dziecku możliwie jak najdłuższy (do półtora roku) okres karmienia piersią. Chroni to dzieci przed alergiami, wzmacnia odporność i zabezpiecza przed otyłością. Jak wynika z powyższego, już w okresie przed narodzinami dziecka – kiedy ukryte jest ono w naszym brzuszku – w pewnym sensie kształtują się jego preferencje kulinarne! Wydałoby się, że smak należy do doznań pojawiających się dopiero po narodzinach, podczas pierwszego karmienia, jednak dziecko już w łonie ćwiczy zmysł smaku, połykając lekko słodkawy płyn owodniowy, który ma smak charakterystyczny dla diety preferowanej przez mamę. Noworodek rozpoznaje potem podobne smaki w mleku z piersi. Doznania smakowe są mu już znane, a po smaku mleka dziecko może rozpoznać mamę. Natura zadbała o to, by maluch lubił to, co jest mu niezbędne do życia. Kilkumiesięczne dziecko rozpoznaje smak słony, ale reaguje na niego grymasem i pluciem. Nie jest jeszcze natomiast w stanie wyczuć gorzkiego i kwaśnego. Dieta niemowlęcia powinna zawierać wszystkie niezbędne składniki, ale należy uważać, by nie było w niej za dużo tłuszczów i białka. Ich nadmiar, przekraczający dzienne zapotrzebowanie organizmu, prowadzi do wzrostu liczby i objętości komórek tłuszczowych. Inaczej mówiąc, może powodować otyłość. A jeżeli brzdąc będzie miał nadwagę już w pierwszych miesiącach życia, może mieć problemy z utrzymaniem właściwej wagi również w późniejszych latach. W drugim półroczu życia gust coraz bardziej się indywidualizuje. Dziecko powinno dostawać urozmaicone potrawy, stymulujące jego mózg za pośrednictwem zmysłu smaku. W ten sposób kształtujesz jego upodobania, stwarzasz szansę, by stawało się smakoszem, pozytywnie reagującym na nowości, a przy okazji zapoznajesz malca z całym pysznym bogactwem naszego świata. Po szóstym miesiącu życia warto więc urozmaicać dietę dziecka, powoli wprowadzając takie produkty jak dynia, marchewka i ziemniak – w formie zupek ugotowanych na wywarze warzywnym bez dodatku soli. Na podwieczorek zaczynajmy podawać utarte lub uprażone jabłuszko, ryż, kaszki ryżowe i kukurydziane. Z nabiału wprowadzajmy masło. Pomiędzy porami takich posiłków maluch nie powinien otrzymywać żadnych dodatkowych pokarmów, które mogłyby zmniejszyć apetyt na podstawowe posiłki. Pomiędzy posiłkami podajemy jedynie butelkowaną wodę mineralną. Nie wolno dziecka zmuszać do jedzenia, bo przyniesie to skutek odwrotny od oczekiwanego. Jeśli dziecko mówi, że już się najadło, nie wciskamy jeszcze jednej łyżeczki za zdrowie babci. Pamiętajmy też, że podanie dziecku dodatkowo soczku owocowego i chrupek kukurydzianych sprawia, że nie ma ono potem chęci zjeść obiadu, bo takie przekąski mają dla niego wielkość posiłków podstawowych. Dziecko starsze – po skończeniu roczku – powinno jadać o stałych porach. W diecie dziecka powinno się unikać cukru. Najlepiej zrezygnować z dosładzania posiłków, a na deser podawać naturalnie słodkie owoce lub zdrowe smakołyki przeznaczone specjalnie dla małych dzieci. Dla dziecka powyżej półtora roku życia możemy brać do słodzenia odrobinę miodu (oczywiście jeśli nie ma alergii) lub melasy buraczanej. Nie zmuszajmy maluchów do jedzenia porcji przekraczających ich możliwości. Niech jedzą mniej, a częściej, i niechaj będą to potrawy przyrządzone w domu. Nie wciskajmy chrupek kukurydzianych czy gotowych soczków, bo te pozornie malutkie przekąski wypełniają żołądek dziecka jak cały obiad! Nie wpadajmy ze skrajności w skrajność, bo nie wiadomo, co lepsze: mały małojadek czy mały obżartuszek. Ja mam małojadka, ale rodzice coraz częściej martwią się dziećmi z niepohamowanym apetytem, które w wieku 7–8 lat cierpią na nadwagę 15–20 kg. Rodzice są wtedy w rozterce. Co w takiej sytuacji robić? Odmawiać dziecku jedzenia? Przechodzić na dietę odchudzającą i pozbawiać malucha dzieciństwa? Zwykle takie jest właśnie skojarzenie w związku z odchudzaniem małych grubasków. Rodzice wolą więc łudzić się, że może wyrośnie, może samo się zrobi... Niestety, konsekwencje naszego nic nierobienia takie dzieci ponoszą potem w swym dorosłym otyłym życiu, w które wchodzą z kompleksami z dzieciństwa. Na samym starcie w dorosły świat daje im to mniejsze szanse adaptacyjne, bo otyłość jest źródłem wstydu, wycofania, niskiej samooceny. A to nasza wina. Wina rodziców, którzy tłumacząc się brakiem czasu, skazują swoje pociechy na gorszy start. Co z tym fantem zrobić? Na pewno należy zacząć od edukacji, od uświadamiania rodzicom, a również dzieciom konsekwencji, jakie niesie otyłość. Są nimi groźne choroby, takie jak cukrzyca, nadciśnienie, miażdżyca z powodu nadmiaru cholesterolu, niewydolność serca, udar. Trzeba sprawić, żeby rodzice wręcz wstydzili się mieć otyłe dzieci. Dzieci to przecież inwestycja w przyszłość. Każdy prawdziwie kochający rodzic powinien należycie dbać o zdrowie swych pociech, a otyłość to świadome skazywanie ich na chorobę. Z kolei u dzieci warto pobudzić wyobraźnię i w ten sposób uświadomić im, co to znaczy być otyłym dorosłym, z czym to się wiąże, a także nauczyć je rozsądnie wybierać produkty spożywcze i widzieć niekorzystny wpływ fast foodów na zdrowie. W tym roku prowadziłyśmy z przyjaciółką projekt w przedszkolu zatytułowany Rosnę zdrowo, bo wiem, co jem. Podczas omawiania tematu o śmieciowym jedzeniu zrobiłyśmy trzy doświadczenia, które unaoczniły maluchom skład coli, chipsów i kolorowych soków z butelek. Prosty eksperyment z colą i jajkiem. Jajko zanurzone w coli po paru dniach zaczyna mięknąć, aż w końcu traci skorupkę. Pokazuje to, że zawarte w coli kwasy (głównie ortofosforanowy) rozpuszczają wapń ze skorupki. Podobnie dzieje się z wapniem z ząbków dzieci. Zrobiłyśmy mieszankę przypraw w proszku z olejem i wyjaśniłyśmy, że to właśnie oprócz ziemniaków wchodzi w skład chipsów. Pokazałyśmy, ile cukru dodaje się do napojów potocznie uznawanych za zdrowe dla dzieci, ustawiając odpowiedni stos kostek cukru. Dzieciaki zrozumiały, że często jedzą śmieciowe jedzenie, a relacje rodziców o tym, jak podczas zakupów nie wybierają już coli, bo „rozpuszcza zęby”, tylko wodę, potwierdziły skuteczność naszych działań. W odróżnieniu od takiej edukacji straszenie dzieci i karanie ich za zbytnie objadanie się nie wpływa pozytywnie na ich psychikę, a w dalszej konsekwencji może doprowadzić do zaburzeń odżywiania typu bulimii czy anoreksji. Pamiętajmy też, że nadwaga u dzieci (i dorosłych) może występować na różnym podłożu. Podstawą walki z otyłością powinno być prawidłowe zdiagnozowanie, czy wynika ona ze złych nawyków żywieniowych, z zaburzeń przemiany materii, z problemów zdrowotnych albo wiąże się może z przyjmowaniem leków (np. w przypadku astmy często podaje się kortykosteroidy, sprzyjające przybieraniu na wadze). Dlatego przed rozpoczęciem odchudzania warto wybrać się z dzieckiem na dokładne badania krwi, by dowiedzieć się, czy nie ma np. anemii lub początków cukrzycy. Jeśli otyłość dziecka wynika z przyczyn żywieniowych, a nie zdrowotnych, często wiąże się z brakiem odpowiedniej świadomości rodziców. Bombardowani zewsząd reklamami, w końcu sami nie wiedzą oni, co jest dobre dla ich pociech. Reklamy płatków czekoladowych na śniadanie czy kolorowych napoi i słodkich przekąsek zapadają w pamięć i utwierdzają w błędnym przekonaniu, że są to zdrowe produkty. Odchudzanie dziecka to w istocie odchudzanie całej rodziny. Wymaga to przyjęcia zdrowych nawyków żywienia i opanowania napadów głodu, które być może są spowodowane brakiem określonych składników w diecie. Trzeba nauczyć się gotować zdrowo i smacznie. Wizyta raz na pół roku u dietetyka na pewno nie zapewni tych rezultatów. Często pada argument, że zdrowe jedzenie jest drogie. Postaram się dalej wykazać, że można zjeść mniej, a lepiej pod względem jakościowym. Dzieci zwykle jadają to, co im damy. Dlatego od najmłodszych lat powinniśmy starać się wprowadzać produkty różnorodne, a nie skupiać się na samej ilości. Trzeba powiedzieć sobie –  a również babciom – by nie wciskać dziecku samych kluseczek, ale nauczyć je jeść także surówki i owoce, zachęcić do wspólnego przyrządzania posiłków, robienia sałatek owocowych i różnych zdrowych deserów (np. ciasta marchewkowego), do tego, by zamiast zwykłego cukru dodawać trzcinowy oraz jeść orzechy zamiast lizaczków. Nie chodzi o to, żeby dzieci w ogóle nie znały czekolady, ale żeby nie jadły jej zamiast obiadu! Przede wszystkim należy postawić na edukację – na uświadamianie, co jest zdrowe, a czego lepiej unikać, oraz na naukę dzieci i rodziców, jak przygotowywać wartościowe posiłki. Ważną sprawą w tym względzie jest wyeliminowanie z jadłospisu śmieci typu chipsów, lizaków, coli, batoników, ciasteczek. Trzeba też nalegać na wprowadzanie do szkolnych sklepików zdrowych przekąsek w miejsce śmieciowego jedzenia. W tym poradniku skupię się zarówno na kwestii niedożywienia, jak i otyłości u dzieci. Jako dietetyk, pedagog, a przede wszystkim mama postaram się Wam pomóc, Drodzy Rodzice, dokonywać właściwych wyborów. Napisałam tę książkę taką, jaką chciałam znaleźć po urodzeniu swojego dziecka, tak żebym nie musiała zastanawiać się nad różnymi aspektami odżywania, tylko mieć przed sobą twarde i przejrzyste fakty. Mam nadzieję, że będziecie z niej zadowoleni.
Okładka książki Jedz pysznie i zdrowo w ciąży

29,90 zł 17,34 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 17,34 zł

Większość z nas przynajmniej raz w życiu doznaje tego cudownego uczucia bycia w ciąży. U każdej kobiety ciąża objawia się inaczej, ale mimo to zawsze poznajemy odmienność tej sytuacji. U mnie na przykład objawiła się ona miłością do znienawidzonych wcześniej ogórków kiszonych, u mojej przyjaciółki - odruchem wymiotnym na aromat ukochanej wcześniej kawy. W każdym razie jesteśmy w stanie zawsze odróżnić to uczucie. Zobacz Zestaw Jedz pysznie i zdrowo w ciąży oraz Jedz pysznie razem z dzieckiem - razem taniej 15 % Kiedy już wiemy na pewno, że jesteśmy w ciąży, wpadamy w panikę: „Co mi teraz wolno robić, a czego nie? Czy mogę jeść to, co dotychczas? Czy muszę uwielbianą jogę puścić w odstawkę?". Panika powoli przeradza się w przewrażliwienie i paranoję. Zaczynamy obchodzić się ze sobą jak z jajkiem lub efekt jest zupełnie odwrotny i mówimy sobie: „Trudno, stało się, nic nie zmieniam". W ciąży, zarówno tej zaawansowanej, jak i na samym początku możemy sobie i bardzo pomóc, i bardzo zaszkodzić. Chociaż musimy przyznać, że „ciąża to nie choroba", to jednak pamiętajmy, że nosimy pod sercem nowego człowieka. Dlaczego by tego nie wykorzystać i przez te dziewięć miesięcy nie wyposażyć malucha w świetny pakiet startowy? Wiele kobiet w ciąży miewa zachcianki i traktuje ten okres jako czas dla siebie, okazję do popuszczania sobie pasa i pozwalania na wszystko, na co ma się ochotę, często także niezdrowe fast foody, napoje gazowane, słodycze itp. Tymczasem zdrowe odżywianie się jest jednym z najważniejszych elementów dla życia i rozwoju jeszcze nienarodzonego dziecka. Oczywiście, hormony szaleją i lody truskawkowe zimą bywają niezbędnym elementem nowej diety, ale warto te dwie sprawy pogodzić. Po co potem, po ciąży narzekać, że „po dziecku zostały nam zbędne kilogramy" ? To przecież nie wina dziecka, ale naszego podejścia do całej sytuacji. „Jedz za dwoje, nie odmawiaj sobie", „Pozwól sobie na lampkę wina", „Jeden kebab ci nie zaszkodzi", „Możesz jeść słodycze, bo i tak przecież przytyjesz"... Dobre rady zawsze w cenie... Ale czy na pewno warto poddawać się pierwotnym instynktom i jeść, co popadnie? Przecież w dzisiejszych czasach nie panuje głód, nie musimy robić zapasów na gorsze czasy... „Jedz dla dwojga, nie za dwoje". Warto ten czas poświęcić sobie i dziecku, to będzie korzyść dla obojga. W tym cudownym i wyjątkowym dla kobiety okresie warto wczuć się w potrzeby swojego organizmu i wtedy na pewno prawidłowo odczytamy wysyłane przez nasze ciało sygnały. Nagłe ochoty na kiszone ogórki czy buraki to właśnie te sygnały, zdradzające ukryte potrzeby. To, co jemy, wpływa na rozwijającego się w naszym łonie malucha, i to w ogromnym stopniu. A co ciekawsze, na każdym etapie swojego rozwoju ma on inne potrzeby i warto o tym wiedzieć, warto skoncentrować się na całości ciążowego menu, bo to inwestycja w zdrowie i dziecka, i nasze. Po co mamy sobie potem pluć w brodę, że nie zrobiłyśmy dla naszego malucha wszystkiego, co było w naszej mocy? Niejedna z nas pomyśli: „No tak, ale przecież wiele kobiet w ciąży je, co chce, spełnia swoje zachcianki, pije hektolitry kawy i coli, a i tak rodzą zdrowe dzieci!". Czy na pewno? Czy zdajemy sobie sprawę z tego, jak te najważniejsze miesiące życia dziecka w naszym brzuchu wpływają na jego zdrowie? Większość alergii, dziecięcej nadwagi czy gorszy rozwój psychoruchowy ma swoje podłoże właśnie na tle żywieniowym. Pomyśl o tym, zanim sięgniesz po lampkę wina czy puszkę coli, mając zaokrąglony brzuszek. Ja uważam, że ciąża nas do czegoś zobowiązuje. Na początku wszyscy pytają, czy będzie chłopczyk, czy dziewczynka, my same też zadajemy sobie to pytanie, ale już po pierwszym USG, na którym dostrzegamy bijące serce małej fasolki, jedyne, czego sobie życzymy, to aby tylko dziecko było zdrowe. Zróbmy więc wszystko, co w naszej mocy, aby tak było. Aby dziecko było zdrowe i dobrze odżywione, bo to będzie mieć wpływ na jego dalsze życie, zdolności, a nawet inteligencję! Ale po kolei... - fragment wprowadzenia Jedz pysznie i zdrowo w ciąży    
Okładka książki Kalendarz mojej ciąży

34,90 zł 18,15 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 18,15 zł

"Kalendarz mojej ciąży" to osobisty "dziennik podróży", a także piękna pamiątka dla kobiety pragnącej poszerzyć swą wiedzę o fizycznych i emocjonalnym zmianach wywołanych ciążą i wczesnym macierzyństwem."Kalendarz mojej ciąży" to osobisty "dziennik podróży", a także piękna pamiątka dla kobiety pragnącej poszerzyć swą wiedzę o fizycznych i emocjonalnym zmianach wywołanych ciążą i wczesnym macierzyństwem. Szczegółowy, podzielony na tygodnie opis zmian, którym podlegają kobieta i dziecko a także liczne porady zdrowotne pomogą w przygotowaniu się do porodu i życia tuż po nim.Kalendarz mojej Ciąży Spis Treści   Planowanie z wyprzedzeniem Zanim zajdziesz w ciążę, weź pod uwagę ogólny stan swojego zdrowia, ubezpieczenie medyczne, swoją sytuację finansową oraz zawodową Pierwszy trymestr Dowiedz się o ogromnych zmianach, które zajdą w twoim organizmie podczas pierwszych 13 tygodni ciąży Drugi trymestr W tygodniach od 14 do 26 przeżyjesz emocje związane z pierwszymi wyczuwalnymi ruchami twojego dziecka Trzeci trymestr Podczas gdy w tygodniach od 27 do 40 twoje dziecko intensywnie rośnie, ciebie rozpiera radość, ale jednocześnie jesteś wyczerpana Po porodzie Znajdziesz tu informacje o tym, czego można się spodziewać w pierwszyt sześciu tygodniach macierzyństwa - od radości z urodzenia dziecka po przyuczanie się do nowej życiowej roli Dziennik noworodka Zapisuj tutaj wszelkie informacje dotyczące narodzin dziecka oraz kolejny przełomowych etapów w jego rozwoju; zaplanuj uroczystość chrztu Słownik terminów medycznych Ten rozdział zawiera listę powszechnie używanych pojęć medycznych  
Okładka książki Instrukcja obsługi Twojego faceta

22,90 zł 14,88 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 14,88 zł

Wymiana samochodu, kiedy ten się popsuje, jest stosunkowo łatwa. Niestety sama wiesz, że wymiana mężczyzny jest bardzo trudna. Dlatego przygotowaliśmy dla Ciebie instrukcje, pozwalające usprawnić funkcjonowanie najczęściej występujących w przyrodzie modeli facetów: Pedanticus Nervus, Empaticus Rzepus, Figofago Bestus, Dramaticus Histericus, Encyklopedicus Mondralus, Scpeticus Strachus, Cokietus Energeticus, Generalissimus Kontrolus, Cluchus Lenius. Książka szokuje bezpośredniością, bezpretensjonalnością, czasami bolesną prawdą. Ale - jak twierdzą autorzy - tylko prawda może nas wyzwolić ze sztuczności i pozoranctwa, zrywa maski, powoduje, że łatwiej zrozumieć sposób myślenia i zachowania mężczyzn.
Okładka książki Jak radzić sobie z alergią u dziecka

19,90 zł 13,05 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 13,05 zł

Co się dzieje z naszymi dziećmi? Sięgając pamięcią do własnego dzieciństwa, raczej nie stwierdzimy, że problemy z alergiami były wtedy równie powszechne. Oczywiście obecnie poprawie ulega diagnostyka, np. takie choroby jak astma w przeszłości nie zawsze wykrywano. Mimo to wydaje się, że liczba występowania reakcji alergicznych u dzieci wykazuje tendencję rosnącą, niekiedy nawet w stopniu, uznawanym przez fachowców za epidemiczny. U niektórych dzieci reakcja uczuleniowa ma łagodny przebieg. Być może dostają wysypki po zjedzeniu truskawek albo przez moment oddychają z trudem po wejściu do kwiaciarni albo pogłaskaniu kota. W innych, znacznie rzadszych przypadkach alergie mogą poważnie utrudnić życie - nie tylko samemu dziecku, ale także całej jego rodzinie. Trzeba przygotowywać oddzielne posiłki oraz stosować specjalną dietę, restrykcjom podlega dobór odzieży oraz domowych sprzętów. Pocieszający jest fakt, że nad większością stanów uczuleniowych można zapanować. Intencją tej książki jest przyjście z pomocą rodzicom, opiekunom i wszystkim tym, którzy mają kontakt z dziećmi alergicznymi, by cel ten osiągnąć. Wzięcie w karby alergii to zadanie wspólne, w którym uczestniczą lekarze, pielęgniarki i inny personel medyczny, rodzice, nauczyciele oraz same dzieci i młodzież. Skuteczna terapia jest możliwa w odniesieniu do kilku typów reakcji alergicznych, takich jak astma (dychawica) oskrzelowa, egzema oraz katar sienny. W przypadku innych schorzeń - np. anafilaksji, która bywa groźna dla życia - podstawową strategią jest unikanie kontaktu z alergenem.
Okładka książki Jak rozmawiać z dziećmi kiedy ktoś umiera

22,90 zł 11,91 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 11,91 zł

Odpowiedzi na pytania dzieci o śmierć w rodzinie, w gronie przyjaciół, w szkole Śmierć to trudny i delikatny temat w rozmowie z dzieckiem. Często dorośli nie znajdują odpowiednich słów. Nie wiedząc, co powiedzieć i jak to zrobić, wielu rodziców i wychowawców unika udzielania odpowiedzi na pytania dzieci. Niektórzy zupełnie na nie nie reagują. Ośmioletnia Alicja opisała stresujące zdarzenie, jakie ją spotkało. W pierwszym tygodniu szkoły powiedziała nauczycielce 0 śmierci swojego taty, a nauczycielka nie skomentowała tego ani słowem. Przytaczając tę sytuację, rozzłoszczona i zasmucona Alicja powtarzała raz za razem: „Dlaczego nauczycielka nic mi nie odpowiedziała?" Dziewczynki i chłopcy często mówią o złości i poczuciu osamotnienia, które czują, gdy ich pytania o zaznaną bolesną stratę są zbywane milczeniem czy ignorowane. „Gdzie jest teraz moja mama?", „Dlaczego tata musiał umrzeć?", „Czy mój piesek cierpiał?", „Czyja też umrę?" - to powszechne pytania kłębiące się w umysłach dzieci. Troskliwa reakcja na nie może uporządkować przykre myśli i uczucia. Już samo uszanowanie pytania jest ważnym sposobem podbudowania dziecka i zaoferowania mu większego poczucia bezpieczeństwa. Uszanowanie pytań dzieci Niekiedy w obliczu pytania dziecka o śmierć ogarnia nas panika, która sprawia, iż możemy świadome lub nieświadome wysyłać sygnały powstrzymujące dalszą rozmowę. Jeśli dorośli odpowiadają w sposób bardziej zawiły niż to konieczne, dzieci mogą poczuć się zdezorientowane. Jeśli odpowiadają zaś zdawkowo lub wcale tego nie robią, dzieci otrzymują wiadomość: „Śmierć to temat zamknięty. Nie pytaj więcej". Kiedy matka Kuby chciała wiedzieć, co robić, gdy jej pięciolatek pyta o śmierć, pewna pracowniczka służby zdrowia poradziła jej w taki sposób: „Moja córka Ania też ma pięć lat i za dużo pytała o śmierć. Powiedziałam jej, że może zadać tylko dwa takie pytania dziennie. Jeśli zapyta więcej razy, będzie musiała pójść do swojego pokoju na pół godziny i to przemyśleć. Znakomicie to zadziałało. Od miesiąca nie zadała już żadnego pytania o umieranie". Ania dostała niedwuznaczny sygnał: nie pytaj o śmierć. Narzucanie takich restrykcji i zniechęcanie dzieci sprawi oczywiście, że przestaną zadawać te pytania. Naszym celem jest jednak stworzenie otoczenia, w którym wszelkie pytania są dozwolone, akceptowane oraz traktowane w sposób otwarty i pozbawiony krytycznych ocen. Zamierzeniem tej książki jest ukazanie prostych, bezpośrednich dialogów na temat śmierci, które ułatwią otwarty przebieg komunikacji. Taki niewymuszony język pozwala troskliwym dorosłym na okazanie właściwych reakcji, które spełnią potrzeby małych ludzi i będą ich wzmacniać. Etapy rozwoju Dzieci ponownie przeżywają żałobę na różnych etapach rozwoju. We wczesnym dzieciństwie zwykle zadowalają się prostymi definicjami i wyjaśnieniami. Traktują śmierć jako coś odwracalnego oraz rozumują w sposób egocentryczny, w którym zawiera się myślenie magiczne. Często wierzą, iż to przez nie nastąpiła śmierć danej osoby. W miarę dorastania chcą coraz lepiej poznać fakty związane z okolicznościami śmierci. Mogą wracać do tego tematu w wieku ośmiu, dziewięciu i dziesięciu lat z ponownie rozbudzoną ciekawością i dociekliwością. Potem w okresie dojrzewania mają silną potrzebę, by liczyć na wartościowe reakcje od swojej grupy rówieśniczej. W tym wieku dziewczęta i chłopcy zaczynają postrzegać śmierć jako zdarzenie nieodwracalne. Życie ma kres. Młodzi ludzie zaczynają kształtować swój system przekonań, oczekując wsparcia i zrozumienia od swoich rówieśników. Często czują się też upoważnieni do tego, by prowadzić działania uświadamiające innych o niebezpieczeństwach, które spowodowały śmierć ich ukochanej osoby. Co i jak mówić? Sześcioletni Samek zapytał mamę: „Dlaczego tata musiał umrzeć?" Mama odpowiedziała: „A jak ty myślisz?" Zamiast podsunąć mu gotową odpowiedź, stworzyła niekry-tyczną przestrzeń do wysłuchania myśli i odczuć synka. „Myślę, że tata umarł, bo byłem niegrzeczny i Bóg się na mnie pogniewał" - usłyszała. Samek wyjawił charakterystyczny dla swego wieku magiczny sposób myślenia, zgodnie z którym on sam był powodem śmierci ojca. Poznawszy tę myśl wyrażoną na głos, mama mogła powiedzieć o faktach dotyczących śmierci ojca. „Tata umarł na chorobę serca. Jego serce było słabe przez wiele lat i lekarze pomagali mu już od bardzo dawna. To nie była twoja wina." Pytania, które dzieci zadają na temat śmierci, ukazują samo jądro ich wewnętrznego świata oraz dają głęboki wgląd w przebiegający u nich proces żałoby. Często odzwierciedlają lęki i obawy, o które łatwiej jest im zapytać, niż byłoby wyrazić je wprost.. Słuchanie tych pytań wewnętrznym uchem wyczulonym na uczucia skryte w tle sformułowań jest bezcennym instrumentem ujawniania niewypowiedzianych myśli i emocji, które w ten sposób mają większą możliwość bezpiecznego wyładowania. Kolejne stronice zawierają sugestie na temat użytecznego języka, którym możemy posługiwać się w odniesieniu do kwestii śmierci. W każdym rozdziale przytoczono praktyczny, dostosowany do wieku dialog, który zapewnia poszanowanie pytań dziecka na ten temat. Dialogi te otwierają pole do dalszej rozmowy. Dorośli opiekunowie mogą rozmawiać z dziećmi o śmierci w sposób, który złagodzi ich lęk i wzmocni poczucie pewności siebie, dając fundament do dalszego zgłębiania swoich myśli. Pytania dzieci są kluczem, który otwiera drzwi do zrozumienia istoty ich żałoby, dzięki czemu możemy im pomóc. Z Przedmowy Jak rozmawiać z dziećmi kiedy ktoś umiera Spis Treści   Przedmowa 1. Dlaczego mama musiała umrzeć? 2. Co to znaczy „umarł"? Jak ludzie umierają? 3. Gdzie był Bóg, kiedy Go potrzebowałem? Jak mógł pozwolić, żeby mój brat zginął? 4. Gdzie jest zmarły? Co to jest niebo? 5. Moja mama umiera. Co mogę zrobić? 6. Jestem ciężko chory Z kim mogę porozmawiać o umieraniu? 7. Bardzo się martwię Czy i ja umrę? Czy i ty umrzesz? 8. Czy zapomnę tatę? Co będzie, jeśli go zapomnę? Jak mogę zachować go w pamięci? 9. Czy mama umarła przeze mnie? Czy bardzo cierpiała? 10. Jak inne dzieci znoszą żałobę? Czasem czuję się taki samotny 11. Boję się. Co mogę zrobić, żeby poczuć się bezpieczny? 12. Jak mogę uczcić zmarłego z kolegami i rodziną? Czy pójdę na pogrzeb? Ostatnie słowo Dla dzieci Dla dorosłych opiekunów Wybrane tematyczne portale internetowe w języku angielskim
Okładka książki Córki, które zostały bez matki. Dziedzictwo straty

49,90 zł 29,64 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 29,64 zł

Oczekując, że żałoba ma przebiegać szybko i w sposób przewidywalny, doszliśmy do tego, że postrzegamy ją niejako w kategoriach choroby - myślimy o niej jako o czymś, z czego można się „wykaraskać". W rezultacie postrzegamy naturalne reakcje jako oznaki chorobliwych emocji. Ale czy kobieta, która płacze w Boże Narodzenie, ilekroć pomyśli o matce, nie potrafi rozstać się z przeszłością, czy też po prostu zawsze w święta odczuwa brak matczynego ciepła i radości? Gdy miałam dwadzieścia pięć lat, moja matka umarła na raka. Chorobę wykryto u niej w kwietniu, a w lipcu umarła. Nie byłam przygotowana ani na ból, ani na skalę tej straty. To wszystko, co pisze Pani o żałobie trwającej całe życie, to prawda, l prawdą jest również to, co mówi Pani o nabywaniu mentalnej siły z tego powodu, że nie ma matki, która by nam pomagała. Mam teraz trzydzieści osiem lat i chociaż ten ból nie dokucza mi teraz w każdej minucie dnia tak jak kiedyś, na dnie duszy wciąż odczuwam brak matki i to, że do niej tęsknię. Z listu autorki Hope Edelman, która w w wieku siedemnastu lat straciła matkę, przez wiele lat szukała książki jak ta, która pomogłaby jej zrozumieć swoją sytuację i pokierować życiem. Nie znajdując jej, postanowiła już jako dojrzała kobieta napisać ją sama. Zebrała w tym celu relacje od setek kobiet, które straciły matkę, oraz opinie psychologów, psychoterapeutów i socjologów zajmujących się tematyką żałoby. Rezultatem jest książka, której głębia, otwartość i autentyzm pomagają zrozumieć siebie oraz - o ile to potrzebne - otworzyć się na emocje i refleksje procesu żałoby, który po śmierci matki nigdy nie dobiega kresu. N/e potrafię o tej książce powiedzieć nic innego, jak „Kobieto, przeczytaj!" - nawet jeśli Twoja matka żyje. Przeczytaj, żeby zrozumieć siebie, bo śmierci nie da się inaczej pojąć, niż znajdując sens własnego życia. Rozpaczy po odejściu matki nie da się opowiedzieć ani zamknąć w kilku miesiącach żałoby. Ono wraca przy porodzie twojego dziecka, przy wyborze partnera, jest z Tobą zawsze, jak matka która jest częścią Ciebie i dyktuje pośmiertne warunki, o których w tak prosty i mądry sposób pisze Hope Edelman Manuela Gretkowska  Córki które zostały bez matki Spis Treści: Listy od czytelniczek Podziękowania Wstęp CZĘŚĆ I: STRATA Rozdział 1: Żałoba pojawia się jak pory roku. Opłakiwanie straty musi trwać Rozdział 2: Okresy zmian Etapy rozwoju w życiu córki Rozdział 3: Przyczyna i skutek Najlepszy sposób nie istnieje Rozdział 4: Późniejsze straty Nauka rozstawania się CZĘŚĆ II: ZMIANA Rozdział 5: Córusia tatusia Diada „ojciec-córka" Rozdział 6: Siostra i brat. Siostra i siostra Relacje między rodzeństwem Rozdział 7: W poszukiwaniu miłościl Związki uczuciowe Rozdział 8: Kiedy kobieta potrzebuje kobiety. Płeć ma znaczenie CZĘŚĆ III: ROZWÓJ Rozdział 9: Kim była ona, kim jestem ja Rozwój odrębnej tożsamości Rozdział 10: Losy śmiertelników Życie, śmierć, choroba, zdrowie Rozdział 11: Córka zostaje matką Przedłużenie linii Rozdział 12: Feniks Kreatywność, dokonania i sukces Zakończenie Dodatek A Dodatek B Bibliografia Przypisy bibliograficzne
Okładka książki Gdy przestają być grzeczne...

16,90 zł 12,51 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 12,51 zł

Przekleństwa w telewizji, niecenzuralne teksty piosenek, konkursy wulgaryzmów między satyrykami... - moda na mocny język rozprzestrzenia się w najlepsze (często również w rodzinie), a dzieci szybko ją przyjmują, by poczuć się dzięki temu doroślej i pewnej. Rodzice mają niekiedy wątpliwości: Jak interpretować tę eksplozję niekulturalnej mowy i słownej agresji w codziennym życiu? Czy należy narzucać ,,staromodne"" normy językowe? Jak znaleźć złoty środek między zakazami a pobłażliwością, między represjami a przymykaniem oka? Książka ""Gdy przestają być grzeczne, czyli kto Cię nauczył tych brzydkich rzeczy?"" Nessia Laniado
Okładka książki Panowie, bądźmy Czechami ...

39,90 zł 28,72 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 28,72 zł

,,Celem książki Marcina Filipowicza jest prześledzenie konstrukcji czeskiej XIX-wiecznej męskości z uwzględnieniem różnych uwikłań kulturowych czeskiego projektu narodowego. [...] Problematyka czeskiej kultury XIX wieku została w niej ukazana od strony dotychczas nieprezentowanej w spójnym, całościowym tekście. To zdecydowanie duży walor książki, której Autor zdecydował się na sięgnięcie, po części, do materiału wydawałoby się już wyeksploatowanego, ale zarazem uzupełnił go o teksty dotychczas niebadane [...]. W swoich analizach koncentruje się na różnego typu dyskursach: lingwistycznym, literackim i masowym [...]. Książka zawiera bardzo wartościowy ogląd XIX-wiecznej kultury czeskiej pod względem kreowanych w niej wzorców męskości. Stanowiące jej zaplecze szerokie tło oraz dyscyplina metodologiczna sprawiają, że z pewnością zainteresuje nie tylko specjalistów, ale też szerszy krąg czytelników."" Z recenzji prof. dr hab. Joanny Goszczyńskiej Marcin Filipowicz - pracownik Instytutu Slawistyki Zachodniej i Południowej Uniwersytetu Warszawskiego oraz Katedry Języka Czeskiego i Literatury Uniwersytetu Hradec Králové. Zajmuje się problematyką różnych aspektów płciowości w kulturze czeskiej XIX wieku. Jest autorem książki Roditelky národů (Hradec Králové 2007, polska wersja: Urodzić naród, Warszawa 2008), poświęconej czeskiej i słowackiej literaturze kobiecej XIX wieku, oraz współautorem książki Rod w memoárech. Případ Hradec Králové (Červený Kostelec 2009), która podejmuje temat konstruowania męskości i kobiecości w tekstach pamiętnikarskich. Współredagował również tom studiów poświęconych zachodniosłowiańskim modelom ojcostwa Od patriarchy k tatínkovi (Hradec Králové 2008, polska wersja: Od patriarchy do tatusia, Warszawa 2009).
Okładka książki Położna. 3550 cudów narodzin

39,90 zł 25,53 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 25,53 zł

„Położna. 3550 cudów narodzin” to autobiograficzna opowieść Jeannette Kalyty, najbardziej znanej polskiej położnej. Wzruszająca, momentami zabawna, głęboko prawdziwa historia jej życia i pracy. Niezwykły dokument cudu narodzin dziecka i mocny głos w społecznej dyskusji na temat podmiotowości kobiety w czasie porodu. Historie par i matek rodzących pod opieką Jeannette Kalyty wywołują żywe emocje i skłaniają do refleksji. To książka i dla rodziców, i tych, którzy chcą nimi zostać.
Okładka książki Biała Masajka CD MP3 - Audiobook
audiobook

9,99 zł 6,89 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 6,89 zł

Planowała wprawdzie tylko dwutygodniowy urlop, ale po przybyciu do Mombasy, Szwajcarka, Corinne Hofmann, poznała mężczyznę swojego życia - wojownika masajskiego. Została na Czarnym Lądzie ponad cztery lata, decydując się zamieszkać wraz z jego szczepem w kenijskim buszu. Musiała pokonać wiele biurokratycznych barier, zanim zdecydowała się go poślubić."Jest to relacja z czterech lat, które spędziłam w buszu. Kierowana wielką miłością, wyszłam za mąż za Lketingę, Masaja z Kenii. Tam doświadczyłam nieba i piekła..." - pisze autorka. Książkę w wersji audio czyta Katarzyna Żak.
Okładka książki Klasyfikacja diagnostyczna DC:0-3R

36,00 zł 19,94 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 19,94 zł

„Publikacja DC:0-3R daje klinicystom, lekarzom, psychologom, pedagogom i badaczom zajmującym się rozwojem psychicznym i jego zaburzeniami niemowląt i małych dzieci, niezwykle cenne narzędzie pomocne zarówno w opisie jak i diagnozie oraz w konsekwencji w planowaniu postępowania terapeutycznego uwzględniającego tak istotną perspektywę rozwojową. Klasyfikacja Diagnostyczna DC:0-3R stanowi istotny krok naprzód w porównaniu z obowiązującymi systemami klasyfikacyjnymi takimi jak DSM IV i ICD 10. Ma szansę stać się bardzo ważnym uzupełnieniem lub być może nawet zastąpić dotychczasowe systemy klasyfikacyjne poszerzając je o nie tylko szczegółowe opisy i wprowadzenie nowych kategorii, ale także co ważniejsze uzupełniając diagnozę wczesnych zaburzeń rozwojowych o niezwykle istotny kontekst relacji rodzic-dziecko.” z recenzji: prof. dr hab. IRENY NAMYSŁOWSKIEJ, , kierownik Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie
Okładka książki Dziecko dla odważnych. Szkoła przetrwania

34,90 zł 23,03 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 23,03 zł

SOS! W domu pojawia się małe stworzenie, które ryczy nie na żarty, za krótko śpi, ssie palec, robi kupy i dziwnie na ciebie patrzy. Podobno człowiek może się przyzwyczaić do wszystkiego. Więc kiedy w domu pojawił się Pitu (wtedy jeszcze nie mieliśmy pojęcia, jak się będzie nazywał), przyzwyczailiśmy się. Jakimś cudem zmieniałem pieluchę. Nie wiem, jakim cudem wkładałem mu nowe ubranko. Kolejne tego dnia. (Czy mi się wydaje, czy w książkach nic nie pisali, że przeciętny Pitulek potrafi się obrzygać dziesięć razy dziennie? Bo o tym, że w tym samym czasie dwadzieścia razy obrzyga rodziców, nie pisali na pewno). Jakim cudem ludzkość nie wymarła, skoro tyle wysiłku trzeba włożyć w wychowanie jednego dziecka? A przecież są tacy, co mają dwójkę czy, uchowaj Boże, piątkę! Więc co? Nie śpią dziesięć lat z rzędu? Nigdy byś w to nie uwierzył? Przekonaj się sam!
Okładka książki Nie podejmujcie pochopnej adopcji

25,20 zł 17,39 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 17,39 zł

Nie podejmujcie pochopnej adopcji ! to książka o charakterze przewodnika przeznaczona dla potencjalnych rodziców zmagających się z problemem niepłodności i bezpłodności, ale również dla tych którzy rozważają podjęcie adopcji, są już rodzicami adopcyjnymi lub planują założyć rodzinny dom dziecka. W opracowaniu omówione zostały dwa najczęstsze zespoły chorobowe występujące u dzieci adoptowanych, do których należą: Płodowy Zespół Alkoholowy (FASD) oraz Zespół Zaburzeń Przywiązania (RAD), a także zbliżone objawowo, pokrewne zaburzenia psychorozwojowe dzieci. Autor sam będąc ojcem adopcyjnym, dzieli się własnymi doświadczeniami i spostrzeżeniami oraz historią adopcji własnych dzieci, udziela wskazówek wychowawczych i przestrzega przed pochopną adopcją bez uprzedniej gruntownej analizy własnych możliwości, w tym ofiarowania wytrwałości, wiary i bezwarunkowej miłości mimo wszystko przed podjęciem tej życiowej decyzji. W końcowej części przewodnika zamieszczono słownik ważniejszych pojęć oraz adresy wybranych placówek diagnozujących schorzenia FASD i RAD, udzielających porad, oferujących terapię i szkolenia z tego zakresu.
Okładka książki Gotuj z nami dzieciakami

63,00 zł 46,12 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 46,12 zł

Dzięki tej książce przekonasz się, że śniadanie wcale nie musi być nudne, a kanapki to nie tylko bułki z szynką lub serem. Przy każdym przepisie podano stopień trudności oraz wypisano i zilustrowano wszystkie produkty, które w nim wykorzystano. To książka, która uczy samodzielności. Jest również doskonałym prezentem dla niejadków, ponieważ własnoręcznie przygotowanej kanapce, pierwszej zapiekance czy samodzielnie przygotowanej zupie nie sposób się przecież oprzeć.
Okładka książki Edukacja małego dziecka T.6

35,00 zł 24,15 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 24,15 zł

W tomie 6. Edukacji małego dziecka pt. Wybrane obszary aktywności kontynuowane są zagadnienia dotyczące pracy pedagogicznej z dzieckiem w wieku przed- i wczesnoszkolnym, są w nim zaprezentowane również autorskie poglądy i/lub wyniki cząstkowych badań prowadzonych w tym zakresie. Pracę otwiera część zatytułowana Aktywność językowa i literacka, w której zaprezentowano autorskie rozwiązania w zakresie wczesnodziecięcej nauki czytania, wspomagania rozwoju mowy małego dziecka przez piosenkę, literaturę dziecięcą (bajkę i baśń), swobodną twórczość literacką czy naukę języków obcych. Autorzy poszczególnych tekstów podejmują także próbę wskazania nowych strategii edukacyjnego działania ze szczególnym uwzględnieniem refleksyjności i myślenia krytycznego wobec „poszukiwania, tworzenia i zmiany” zarówno w aktywności dziecka, jak i nauczyciela. W kolejnej części – Aktywność matematyczno-przyrodnicza – zawarto opracowania nawiązujące w swych założeniach do koncepcji dyskursu szkolnego, zgodnie z którą rozwiązywanie różnego typu zadań, w tym także matematycznych, oparte na komunikacji między dziećmi oraz między dziećmi i nauczycielem może w znaczący sposób poprawić jakość i szybkość nabywania przez nie umiejętności i wiadomości. Przywołane w artykułach badania prowadzone nad procesem komunikacji wskazują jednak, iż często przebiega on w sposób nieudolny. Komunikaty werbalne kierowane przez nauczyciela do uczniów wymagają najczęściej jedynie reprodukcji nabytej wiedzy bądź są rozkazami, zakazami i żądaniami. W toku zajęć to nauczyciel wyznacza najczęściej prawie wszystkie formy aktywności dzieci, będąc zarazem osobą najbardziej aktywną werbalnie, przyczyniając się tym samym do ograniczenia wychowanków w sferze komunikacji. Trzecia część tomu – Aktywność artystyczna – obejmuje opracowania skupiające się na kwestiach wspierania różnych form aktywności artystycznej dzieci w wieku przed- i wczesnoszkolnym – muzycznej, ludowej czy teatralnej, z uwzględnieniem rozwiązań i doświadczeń zagranicznych. Ważnym wątkiem podjętym również w artykułach zawartych w tej części jest problem edukacyjnych barier kreatywności młodszych uczniów, sprowadzających się najczęściej do: faworyzowania transmisyjnej strategii kształcenia preferującej bierność uczniów; pomijania ich konfliktu poznawczego, czyli emocjonalnego zaangażowania w postaci zaciekawienia i fascynacji; rywalizacji zamiast kooperacji i współdziałania; braku okazji do organizowania kooperatywnego uczenia się, do współpracy, współdziałania oraz odpowiedzialności za podejmowane zadania; osoby nauczyciela-wychowawcy oraz niedostosowania metod i form kształcenia do właściwości i potrzeb współczesnych uczniów. Tom zamyka część czwarta – Komputerowe wspomaganie edukacji małego dziecka – w której wszyscy autorzy po pierwsze – wskazują na konieczność nauczania wspomaganego komputerowo w przedszkolu i niższych klasach szkoły podstawowej, mogącego stać się swoistą szansą w procesie wspierania rozwoju zarówno dzieci zdrowych, jak i ich niepełnosprawnych rówieśników, a po drugie – przedstawiają różne ograniczenia i bariery związane z tą formą edukacji. W tym kontekście ważne staje się rozwijanie zainteresowań dziecka i tworzenie Epizodów Wspólnego Zaangażowania oraz Scen Wspólnej Uwagi w relacjach dziecko–nauczyciel jako atrybutów efektywności edukacji wspomaganej komputerowo.
Okładka książki Mamo, tato co ty na to 2? I nauka i draka...

59,00 zł 43,06 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 43,06 zł

I Nauka i Draka, czyli Jak Zadbać o Zdrowie Przedszkolaka i Uczniaka Nowa bogato ilustrowana książka Pawła Zawitkowskiego z ponad 3 godzinnym filmem na DVD dedykowana dla rodziców dzieci od 3 do 11 roku życia. Opowiada jak w prosty, ciekawy i fascynujący sposób zaaranżować czas zabaw, czas wolny i czas pracy dla tych mniejszych i tych starszych dzieci zarówno w domu jak i poza nim, tak by mogły bawić się ucząc, uczyć się bawiąc i na dodatek nie nudzić się. Tysiące podpowiedzi jak zaaranżować miejsce do zabawy i pracy w domu, jak wspomagać i dbać o rozwój naszych najmilszych. Jak przemienić pokój dziecka w małpi gaj, jakie sporty i zabawy organizować mu poza domem, jak w końcu razem ciekawie i aktywnie spędzać czas ze swoimi pociechami. Ta książka to promocja zdrowia dzieci, która w najprostszy i ciekawy sposób opowiada jak zapobiegać rozwojowi zaburzeń wieku dziecięcego, by nie trzeba było ich leczyć.   Kup zestaw książek Mamo Tato co Ty na to?. Razem taniej! Ze wstępu Mamo tato co ty na to część 2 Od nas do Was Wyobraźcie sobie Wasze dziecko, które wraca do domu... całuje starych z dubeltówki... rzuca plecak... w biegu spadają mu buty i czapka... w locie rozpina kurtkę... a w końcu, w szalonym pędzie, ląduje na huśtającej się platformie, na piłce i drabince, i linie, i siatce rozwieszonymi pod sufitem! A potem z dzikością w sercu wariuje na tych przedziwnych urządzeniach przez następną godzinę i następną, i kolejną! Nasze dzieci są nienasycone, nieograniczone w pochłanianiu czasu, energii i uwagi swoich rodziców. To jak niekończąca się opowieść, im więcej wymyślamy, tym - owszem - więcej z tego korzystają, ale również generują coraz większy głód nowych doświadczeń, zabaw, pomysłów. Dzieciaki żyją, doświadczają, poznają i badają całym sobą, całym swoim umysłem i ciałem, wszystkimi zmysłami. Czy coś jest w stanie zaspokoić nieokiełznany głód doznań dzieciaków...? Nie? A jednak, to naprawdę jest możliwe. W książce i filmie zapraszamy do świata zabawek i zabaw, być może takich, które znacie, ale chyba ich dotychczas nie docenialiście. Zapraszamy też do świata sportowych aktywności, które chcielibyśmy zaadaptować do życia naszych dzieci. One ofiarują nam i dzieciom mnóstwo radości, poczucie spełnienia i piękne, zdrowe ciało. Ale nie tylko! Uczą wytrwałości i systematyczności w dążeniu do celu, pokonywania własnych słabości i wiary w siebie, podejmowania decyzji i dokonywania wyborów, poczucia wspólnoty i szacunku dla innych, umiejętności wygrywania i przegrywania. Dlaczego? Po co? Kiedy mówimy o zdrowiu, zaczyna być nudno i „straszno". A kiedy myślimy O zabawie, najczęściej ze zdrowiem nie ma to nic wspólnego. Zazwyczaj sprawnością i postawą naszych dzieci zaczynamy zajmować się dopiero, gdy musimy już udać się z nimi do lekarza. A przecież może być inaczej! Ta książka, a w niej setki zdjęć i 3-godzinny film, opowiadają i o zdrowiu, i o szalonej zabawie. To pozornie trudne zadanie - połączenie obu tych światów - okazuje się śmiesznie proste! A na dodatek niesłychanie atrakcyjne i wciągające po uszy, i dzieci, i dorosłych! W naturalny sposób, bez większych nakładów, w trakcie codziennej opieki I zabaw możemy rozwijać i pielęgnować ich potencjał rozwojowy, aranżować ich otoczenie i aktywność w taki sposób, który pozwoli spełniać ich marzenia, realizować zainteresowania, wykorzystywać ich umiejętności, odkrywać nowe możliwości i stymulować ich rozwój. Możemy bez trudu stworzyć maluchom świat pełen wrażeń, wspaniałej, zwariowanej zabawy, świat bogaty w przygody, w którym i dzieci, i my sami możemy aktywnie uczestniczyć, dzieląc z naszymi pociechami i wysiłek, i radość. Zapraszamy Was do wspólnej zabawy z dziećmi, a obok, mimochodem, opowiemy o tym, co i jak można zrobić, by zabawa ta stała się również promocją ich zdrowia. Paweł Zawitkowski i przyjaciele
Okładka książki Mamo tato co ty na to? 3 + DVD

59,00 zł 41,29 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 41,29 zł

Joanna Szulc: Zaskakujące dla mnie było to, że gdy zostałam mama, większość znanych mi dotąd słów nabrała nowego znaczenia, dodatkowego wymiaru. Wcześniej nie wiedziałam, co to naprawdę znaczy „zmęczenie", „strach", „czułość", „ulga". Nie miałam też pojęcia, ile zależy od tego, nr jaki sposób ktoś - lekarz, terapeuta - ze mną porozmawia i jak spojrzy na mój problem. Paweł Zawitkowski: Problem? Masz przecież zdrowe, fajne córki. Wariatki, oczywiście, ale w granicach normy. Pewnie po mamie ©. J.Sz.: Młoda miała cztery tygodnie, gdy zaproponowano jej rehabilitację z powodów zaburzeń napięcia mięśniowego. Lekarka jednym tchem wymieniła parę terminów, które kojarzyłam z poważnymi schorzeniami neurologicznymi, a na zakończenie zdiagnozowała u niej skazę białkową. Badanie trwało 5 minut. Wyszłam z gabinetu zdruzgotana. P.Z.: Ale potem dowiedziałaś się tego, czego zaraz dowiedzą się także czytelnicy. Że przez pierwsze parę miesięcy niedojrzałe niemowlęta mają prawo, w różnych stresujących je sytuacjach albo wykończone dolegliwościami wieku niemowlęcego, prezentować spektakularne, niepokojące nas zachowania. I że jednym z takich objawów jest prężenie się, a raczej usztywnianie. I pewnie ta właśnie sztywność była źródłem zastrzeżeń lekarza. Problem w tym, że to nie jest żadne zaburzenie. O tym również piszemy w książce. Inna sprawa, że w ciągu 5 minut nie da się ocenić niemowlęcia. Na to składają się dziesiątki czynników, nie mówiąc już o potrzebie spokojnej rozmowy z rodzicami. Rozmowy pozwoliły mi uniknąć wielu błędów, a wierz mi, wiem, jak takie błędy smakują. Nie ma nic gorszego niż popełnić błąd, którego konsekwencją jest czyjeś zdrowie. Podczas trwającej 5 minut wizyty specjalista może, co najwyżej, się przywitać i pogratulować rodzicom, że urodziło im się dziecko ©. J.Sz.: Pogratulować? P.Z.: Tak, często tak robię, gdy dzwonią do mnie rodzice i głosem pełnym napięcia informują, że mają kilkutygodniowe niemowlę. Zanim zdołają powiedzieć, że ktoś coś złego odnalazł w ich dziecku - gratuluję, że zostali rodzicami. I zwykle po drugiej stronie zapada cisza. W tej ciszy często jest i zaskoczenie, i normalny uśmiech, i głośne opadanie emocji. Potem rozmowa toczy się już inaczej. Za pierwszym razem to był przypadek, odruch, nie zdawałem sobie sprawy, jak wiele to zmienia. Teraz uważam, że to najważniejsza chwila rozmowy. Ktoś nareszcie rozmawia z rodzicami jak z rodzicami i o ich dziecku, a nie „co mu dolega?" albo „czego Pani ode mnie oczekuje?". Zresztą podobnie się dzieje, kiedy witam się z dzieciakami. To jedna z najfajniejszych chwil w tej pracy, dla mnie też do niej klucz - widzieć dziecko i jego rodziców, a nie problem. Nie wyszukiwać dziury w całym, tylko wysłuchiwać. Potem oceniać sytuację. J.Sz.: Jest takie powiedzenie: szukaj złota, a nie błota. P.Z.: Urocze. Ale o to mniej więcej chodzi. Przychodzą do mnie rodzice z niemowlęciem. Chwilę się bawimy, patrzę, co i jak robią z nim rodzice, jak reaguje zaskoczone dziecko, od którego nikt nic nie chce. Mówię, co mnie cieszy. Często, kompletnie zdumieni, stwierdzają: „Jest pan pierwszą osobą, która o naszym dziecku powiedziała coś pozytywnego". Nie chodzi o zaskarbianie sobie sympatii, tylko o ludzkie warunki, normalność. Zresztą, dzięki temu dowiaduję się więcej, dzieciaki też się otwierają. Tego właśnie byłem uczony - najpierw poznać i ocenić możliwości, potencjał, otoczenie, dopiero potem ograniczenia i problemy. Nawet jeśli są one naprawdę poważne, trzeba się skoncentrować na tym, by nie sparaliżowały do reszty rodziców. Jeśli im na to pozwolimy, tracimy i ich, i dziecko. Kiedyś „w modzie" była taka właśnie strategia: najpierw przedstawić sprawę w czarnych barwach, a jak się okaże, że jest już dobrze, to wszyscy będą w dwójnasób się cieszyli. Problem w tym, że wielu nie umiało się już cieszyć. To straszliwa w skutkach strategia. J.Sz.: Rodzice boją się, że coś przeoczą, a potem ich dziecko będzie musiało nadrabiać braki albo przechodzić jakieś długie leczenie. P.Z.: Po pierwsze - w naszych czasach znacznie bardziej prawdopodobne jest ryzyko nadinterpretacji, nadrozpoznawalności niż przeoczenia czegokolwiek. To kwestia mody na „doskonałość" i nierealny wzorzec idealnego niemowlęcia, które osiąga wszelkie umiejętności z dokładnością co do godziny i jakością androida. Po drugie - większość dzieci jest zdrowa i nie ma mowy o żadnych „brakach". To wręcz kwestia statystyki. Kiedyś na jednym ze spotkań z rodzicami, ktoś z nich zapytał się, jak mają ćwiczyć z dziećmi. Poprzedniego dnia zbadano dwie grupy czterolatków na okoliczność wad postawy. Wyniki badań? 95 proc. ma wadę postawy! Trzydzieścioro dzieci! Do tego czterolatków!? To wręcz statystycznie niemożliwe! Zresztą, w tym wieku większość maluchów jest w okresie bardzo dynamicznych zmian adaptacyjnych. Ich ciała zmieniają się i dojrzewają. Każde z nich ma własne tempo i charakterystykę rozwoju. Zgodne ze swoimi możliwościami i uwarunkowaniami, a nie tabelą, skalą czy schematem. Jeśli przestaniemy oceniać dzieci według tego, co „powinny", według niemożliwego wzorca niklowego androida, który na sygnał staje prosto z wciągniętym brzuchem i ściągniętymi łopatkami, a zaczniemy przyglądać się temu, w jaki sposób adaptują się do warunków otoczenia, jak zdobywają kolejne umiejętności, przekonamy się, że w przeważającej większości nie mają żadnych problemów ani braków, l jedyne, czego potrzebują do szczęścia, to bliskość i uwaga rodziców. Spokojnych rodziców i izolacji od służby zdrowia ©. J.Sz.: Moi znajomi przeszli ze swoim niemowlęciem dziesiątki specjalistycznych badań i na koniec usłyszeli opinię lekarza wypowiedziana tonem rezygnacji: „Niestety, nic u Państwa dziecka nie znaleźliśmy". Było zdrowe. „Niestety"! P.Z.: Pytanie tylko, jaki ślad w psychice dziecka i rodziców zostawił ten korowód badań. Nie można badać ani leczyć, ani nawet rehabilitować „na wszelki wypadek", bez ważnych wskazań. Nie można pochopnie nakręcać spirali lęku w rodzinie. Czasem trzeba diagnozować, szukać, ale cały ten proces musi mieć jakieś podstawy, przynajmniej znaczące prawdopodobieństwo potwierdzenia podejrzeń. To musi być świadomy wybór - lekarza i rodziców. Na zasadzie optymalnych środków. Tu przydaje się umiejętność racjonalizacji problemu, dedukcja i doświadczenie. Psychika dziecka i rodziny nie toleruje „strzelania kulą w płot". Postępowanie, jakie opisałaś, jest na granicy eksperymentu medycznego, i to wątpliwej jakości. Zarówno wybór ścieżki postępowania, jak i końcowa konkluzja w szczególności są po prostu nieetyczne. J.Sz.: Myślisz, że rodzice mogą wybrać w takiej sytuacji świadomie? Sam mówisz, że często są sparaliżowani lękiem. Nie są specjalistami, chcieliby móc zaufać specjaliście i zdać się na jego decyzję. P.Z.: Ale on także nie jest nieomylny. I bardzo dobrze, jeśli mówi o swoich wątpliwościach, jeśli szuka hipotez, a nie wygłasza swoją opinię tonem nieznoszącym sprzeciwu, wypisuje receptę i wzywa następnego pacjenta. Medycyna nie jest zbiorem prostych prawd. Jeśli ktoś postępuje bezrefleksyjnie i rutynowo, w najgorszym tego słowa znaczeniu, to znaczy, że zagubił się w jakiejś innej epoce. Mamy szczęście, bo jesteśmy świadkami etapu, kiedy medycyna, po latach poszukiwania swej tożsamości, znów przyzwoliła sobie na bycie nauką humanistyczną. Była nią i jest, tylko się tego przez lata wstydziła ©. Rodzice nie muszą być lekarzami, by uczestniczyć w procesie podejmowania decyzji i aktywnego leczenia. Są zdewastowani świadomością problemu i oczekują, że ktoś im pomoże go rozwiązać, najczęściej - że ktoś rozwiąże go za nich. Nasze zadanie, by pozostali rodzicami, a nie komandosami walczącymi do krwi ostatniej o zdrowie swego dziecka. Jeśli zdobędę w rodzicach partnerów i uszanuję ich pragnienie dobrego doświadczenia, po prostu szczęścia i dobrostanu, czynią prawdziwe cuda, nie zmieniając drastycznie swego życia. Staramy się robić wszystko, by mimo traumy choroby, rodzice potrafili się śmiać, a dzieciaki, mimo ciężkich nieraz schorzeń, funkcjonowały normalnie. A jak fajnie reagują na terapię ©! Naprawdę są wspaniałe. Wystarczy w nich nie stłamsić radości życia. J.Sz.: Brzmi to pięknie, ale w praktyce jest tak, że rodzice, słysząc różne teorie na temat ich dziecka, różne - często sprzeczne - opinie, po prostu głupieją. Czym mają się kierować? Komu zaufać? P.Z.: Ideałem byłoby, gdyby udało się skonfrontować ze sobą specjalistów wygłaszających rozbieżne opinie. Niech sami się dogadają i przekażą rodzicom, do czego doszli. To mało realne. Trzeba spróbować czegoś innego. Nauczony przez rodziców moich pacjentów sugerowałbym takie rozwiązanie: domagać się do bólu zrozumiałego, spójnego uzasadnienia. Rodzice mają prawo zastanawiać się, która z podanych hipotez i propozycji do nich najbardziej trafia. Czym ich ujmuje, co za nią przemawia. Warto przy tym zdobyć się na szczerość wobec siebie samych. Jeśli pociąga nas jakiś wybór, poszukajmy przyczyny. Może wybieramy tak z własnej wygody? Dla świętego spokoju? Z uległości wobec autorytetu? A może z jeszcze innego powodu. W medycynie istnieją ściśle określone procedury, normy postępowania, określona hierarchia. Ale jest też lęk sumienia i poczucie wspólnoty ponad chorobą, nie z jej powodu. To chyba największe osiągnięcie nowoczesnej medycyny. J.Sz.: O etyce kiedy indziej ©. Powiedz, a jeśli mam mętlik w głowie? Przecież nie sposób dostrzec tego, co słuszne i uzasadnone, nie wiem, co do mnie przemawia, bo się po prostu boję o swoje dziecko? P.Z.: Warto wtedy pytać specjalistę do skutku. Poprosić o logiczne wyjaśnienie, dlaczego proponuje nam dany sposób postępowania. Nie zadowalać się lakonicznymi odpowiedziami. I nigdy nie zadowalać się powoływaniem na autorytety. Medycyna opiera się na naukach biologicznych, nie na autorytetach, Zresztą one są po to, by je obalać. W Polsce mamy łatwiej, mamy wielowiekowe tradycje partyzanckie ©, i łatwiej nam podważać autorytety. W medycynie to zaleta. Choć to niełatwe. Pomyśl - organizacja WHO potrzebowała dwudziestu lat by dojść do wniosku - na podstawie badań sprzed ćwierć wieku - że karmienie smoczkami nie zaburza karmienia naturalnego, a w niektórych sytuacjach wręcz w powrocie karmienia piersią pomaga (sic!). Taka inercja poglądów i mód zabija medycynę. Na szczęście jest też inna jej twarz. Taką chcemy Warn pokazać w tej książce. Nie znajdziesz tu wytartych sloganów ani do znudzenia powtarzanych od lat, wyświechtanych, jedynie słusznych teorii ©. J.Sz.: Warto być tak zwanym trudnym rodzicem? P.Z.: Tak, to jedyne wyjście, nawet wbrew swojej naturze, rodzinie, otoczeniu. Drążyć, dociekać. Uwielbiam „trudnych rodziców" ©. Jeśli specjalista jest szczery, uważny, poszukujący, jeśli wie, o czym mówi, będzie odpowiadał składnie i logicznie, między nim, a rodzicami nie powinna powstać jakaś bariera, niezdrowe relacje. Z tymi „trudnymi" rodzicami często najlepiej się współpracuje. To prosty układ. Zawsze proponuję strategię małych kroków i tzw. zadania do wykonania - aktywnego, ciągłego rozwiązywania problemów, bez koncentrowania się na domniemanych konsekwencjach zaburzeń czy choroby. Jeśli „zawiesimy" się na dramatycznych perspektywach, przestajemy funkcjonować i zamykamy sobie możliwość poprawy sytuacji. Tu chodzi o to, by dowiedzieć się, co leży u podstaw oceny stanu dziecka i decyzji o leczeniu. Nie stoimy po różnych stronach barykady - rodzice i specjaliści. Potrzebujemy współpracy. Dociekliwe pytania nie zabijają i nie zrażą dobrego specjalisty. Ten, kto tego nie rozumie, wyłoży się na nich jak długi. J.Sz.: W naszej książce czytelnicy nie znajdą prostych recept. Nie znajdą jedynie słusznych odpowiedzi na wszystkie możliwe pytania dotyczące rozwoju niemowląt i małych dzieci. Ale znajdą to, czego prawdopodobnie - jako rodzice małych dzieci - właśnie szukają: wiedzę, która pomoże im zrozumieć swoje dziecko, ukoić nerwy, oprzeć się na opiniach i obserwacjach bardzo dobrych, mądrych specjalistów. P.Z.: Czytelnicy znajdą tu mnóstwo odpowiedzi i często mało znanych, a przecież aktualnych teorii i danych. Znajdą również pewien model myślenia, dociekania i rozwiązywania problemów. Nie wzorzec, bo wzorce zamyka się w Sevres i skazuje tam na dożywocie w kurzu. Ten model ma pomóc rodzicom w podejmowaniu decyzji i odnajdowaniu się w trudnych sytuacjach. Od początku ta książka miała być swego rodzaju rozmową specjalistów z rodzicami. Dlatego taka długa, akurat na zimowe wieczory ©. Nie ma obowiązku przeczytać jej od deski do deski, ale chyba każdy znajdzie tu coś, co właśnie go zastanawia czy trapi. Jego czyjego bliskich. Każdego z rozmówców prosiliśmy o to, by sam powiedział, jakie obszary rodziców szczególnie niepokoją, są dla nich niejasne, trudne. Albo obrosłe mitami. Ta książka jest też próbą przedstawienia innego modelu relacji między kadrą medyczną i pacjentami. Specjaliści, których zaprosiliśmy do rozmów, idealnie się do tego nadają. To ludzie doświadczeni i poszukujący. Właśnie odpowiadając na nasze pytania, pokazali ten inny sposób rozumienia i rozwiązywania problemów. J.Sz.: Choćby to, że jeśli dziecko ma pewną fizjologiczną niedoskonałość, taką jak znacząco silne ulewania, ale jednocześnie dobrze przybiera na wadze, jest zdrowe i pogodne - nie ma powodu go męczyć długotrwałą diagnostyką i obciążającym leczeniem. Nie leczy się wyników badań, tylko pacjenta. P.Z.: Podobnie jak nie leczy się torbieli odkrytej w USG główki dziecka, tylko patrzy się, jak dziecko funkcjonuje. Czy to, że jeśli próbuje się prowadzić terapię „na wszelki wypadek", to można dziecku zaszkodzić. Nieuzasadniona rehabilitacja niemowlęcia i małego dziecka może spowolnić, zakłócić harmonię jego rozwoju. J.Sz.: Chyba w każdej rozmowie powtarzało się takie zalecenie: najpierw poobserwować. P.Z.: Potem zastanowić się nad przyczynami. Później zaś uznać, czy potrzebna jest interwencja medyczna i jak to zrobić, by nie zaburzyła funkcjonowania dziecka, jego normalnego życia. Dziecko przecież nie przebywa w szklanej kuli, tylko w swoim świecie, w rodzinie, w środowisku. Ma się tu czuć szczęśliwe i bezpieczne, a jego rodzice mają się czuć spokojni i spełnieni. J.Sz.: Czasem jednak terapia jest konieczna. P.Z.: To oczywiste. Ale sensowna i dostosowana do problemu. Najbliższy mi przykład - wady postawy. Mamy dysfunkcję, która dotyczy całego skomplikowanego układu ruchu, czyli nie tylko mięśni, kości, stawów, więzadeł itd., ale także zarządzającego nimi układu nerwowego. Czy możemy wadę postawy „wyleczyć", proponując nawet kilka razy w tygodniu nudne ćwiczenia, angażujące tylko skrawek ciała? Nie! To musi być walka totalna, zaangażowanie umysłu dziecka, całego organizmu, wszystkich jego części i układów, przeorganizowanie ich funkcjonowania, a przy okazji znalezienie takiej formuły, by dziecko ćwiczyło spontanicznie, samo z siebie, chętnie i nieustająco. J.Sz.: Efekt uboczny terapii - kiedy dzieci wy szalej ą się i wybawia, łatwiej się z nimi dogadać. P.Z.: Bo czują się zrozumiane, a ich potrzeby są spełnione. I widzą, że my właśnie te potrzeby rozumiemy. Zresztą tego pragnie każdy z nas. No, to spróbujmy je zrozumieć jeszcze lepiej. Przechodzimy do pytań. - zamiast wstępu  
Okładka książki Młodość przeżywa się raz!

44,10 zł 30,86 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 30,86 zł

Unikalny zbiór gawęd, artykułów i wystąpień dowódcy Akcji pod Arsenałem i naczelnika Szarych Szeregów. Spisywane lub wygłaszane na przestrzeni niemal pół wieku — w latach 1943–1989 — łączy wspólny temat: wychowanie młodzieży i nieprzemijające poczucie odpowiedzialności za przyszłość Polski. W książce znajdują się teksty w większości niepublikowane dotąd lub publikowane tylko w wydawnictwach niskonakładowych. Znaczna ich część pochodzi z przekazanych NWH amatorskich nagrań gawęd „Orszy” oraz z kilku nagrań video — ich treść została spisana i zamieszczona w książce. Oprócz tekstów „Orszy” i wywiadów z nim przeprowadzonych, m.in. przez Ewę Berberyusz i Tomasza Jastruna, książka zawiera wstęp autorstwa prof. Grzegorza Nowika, życiorys Autora napisany przez dr. Adama F. Barana oraz wspomnienie o Stanisławie Broniewskim pióra Jana Englerta, który grał „Orszę” w filmie „Akcja pod Arsenałem”. Do książki dołączona jest płyta z oryginalnymi nagraniami audio wybranych wystąpień — można nie tylko poczytać, ale i posłuchać samego „Orszy”. Książka wydana jest we współpracy ze Stowarzyszeniem Szarych Szeregów i z Fundacją Harcerstwa Drugiego Stulecia. Publikację patronatem objęło Muzeum Powstania Warszawskiego.?
Bestsellery
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 5,00 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 28,44 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 59,85 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 28,15 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 29,93 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 28,15 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 39,33 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 27,21 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 116,59 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 63,11 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 37,61 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 31,44 zł
Okładka książki W głębi kontinuum

34,50 zł
59,90 zł

Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 34,15 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 64,99 zł

Promocje

Uwaga!!!
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?
TAK
NIE
Oczekiwanie na odpowiedź
Dodano produkt do koszyka
Kontynuuj zakupy
Przejdź do koszyka
Oczekiwanie na odpowiedź
Wybierz wariant produktu
Dodaj do koszyka
Anuluj