Książka ,,Ocean Niespokojny"" jest relacją z próby przejścia Oceanu Spokojnego łodzią wiosłową na trasie z Japonii do wybrzeża Ameryki. Książka nie jest zredagowanym dziennikiem pokładowym... To opis niedokończonego rejsu, przez pryzmat przeciwności podróżniczego losu, jak również przedstawienie świata oceanu i walki z żywiołem. To także opowieść o tym, że naszym życiem rządzi przeznaczenie i nieuchronność, na które tak naprawdę nie mamy żadnego wpływu. W treści nie brak refleksji autora, które mogły się nasunąć tylko w samotności i obliczu otaczającego bezmiaru, jakim jest ocean. Książka bardzo ekskluzywnie wydana: twarda oprawa, 216 stron w tym 64 strony z fotografiami.
Pielgrzymka dwóch młodych kobiet do Santiago - czyli przemierzenie piechotą Europy praktycznie bez przygotowania logistycznego, z niewielką ilością środków finansowych - to robi wrażenie. Jednak ten zbiór opowiadań nie powstał po to, by wzbudzać podziw, lecz z potrzeby serca. Nie bez znaczenia była też zachęta ze strony osób znających tę historię do przelania jej na papier. Sama Autorka nigdy nie przedstawiała swej pielgrzymki w kategorii wyczynu (choć liczba przemierzonych kilometrów nasuwa takie skojarzenie!). Pielgrzymka do grobu św. Jakuba była wyrazem jej pokory, zawierzenia Bogu i pragnienia, by doświadczyć Jego bliskości. Już samo wysłuchanie bezpośredniej relacji od osoby, która dotarła piechotą do Santiago de Compostela, jest niezwykłym przeżyciem. Dla wielu Czytelników, którzy być może nie mają takiej możliwości, równie cenna i ubogacająca będzie lektura opowiadań z tej pielgrzymki, które zawiera ten tom.
Zaczynam o siódmej: inspekcja słoni, szczotkowanie, podanie leków, zabiegi kosmetyczne i krótki trening. Potem na każdego słonia wsiada jeden jeździec i rusza się z nimi na wyżerkę do dżungli. Pracuję w Elephant Whispers– ośrodku pomocy i tresury dla słoni „z problemami” i zwierząt osieroconych.Gdyby nie on, wszystkie te słonie zostałyby odstrzelone jako nadwyżka niemieszcząca się już w Parku Narodowym.
By uniknąć różnych, czasem nawet zabawnych, nieporozumień, muszę zacząć uczyć się tutejszego języka. Pierwszy problem polega na tym, że rodzimych języków jest wiele i nie wiem, od którego zacząć. Dziewczyny doradziły mi zuluski, najpopularniejszy w regionie. Wiem już, że „witaj” to po zulusku kusile, a „dziękuję” nja-bąga. Jednak to nie wystarczy…
Tutejsze władze, próbując pomóc najuboższym, zakupiły dla nich stado krów. Jednak miejscowym nie chciało się nimi zajmować i puścili je wolno. Nikt ich nie leczy ani o nie nie dba. Można powiedzieć, że krowy te żyją prawie dziko. Łapie się je i zawiesza im na szyi dzwonek jedynie po to, by można je było odróżnić z daleka od jakiegoś niebezpiecznego zwierzęcia. Inaczej konie mogłyby się łatwo spłoszyć, dostrzegając jakiś podejrzany ruch w krzakach, a tak słyszą dzwonek i wiedzą, że to bydło.
Zadziwiające jest, jak wyglądają tu rodziny. Od pokoleń jest tak, że młoda kobieta zachodzi w ciążę, a potem zostawia dziecko dziadkom i w ogóle nie bierze za nie odpowiedzialności. Poznałam taką dziewczynę pomagającą w kuchni. W wieku 21 lat ma już trójkę dzieci. Pierwsze urodziła, będąc 14-latką. Każde dziecko ma innego ojca. Dzieci zostawia pod opieką swojej matki, a sama zarabia w kuchni tyle, że ledwie starcza na wyżywienie rodziny. Żaden z ojców dzieci jej nie pomaga, ale ona – choć nie stać jej na zapewnienie choćby podstawowej edukacji swych pociech – marzy już o kolejnym dziecku.
Pewnego dnia rozkochane we Włoszech warszawskie małżeństwo postanawia zrealizować tlące się w głębi serca marzenie o zamieszkaniu w Toskanii. Po wielu perypetiach znajdują i zaczynają remontować stary młyn pod Cortoną, z którego roztacza się widok na porośnięte oliwkami wzgórza oraz na willę Bramasole, należącą do Frances Mayes, autorki powieści Codzienność w Toskanii. Będą teraz sąsiadami. Mogłaby się tak rozpoczynać fikcyjna opowieść, jednak w tym wypadku jest to zapis faktycznych wydarzeń, które pokazują, że `chcieć to móc`, a słoneczna Italia otwiera się nie tylko przed Amerykanami.
Historia podróży brytyjskiego małżeństwa , ich drogi do odnalezienia własnego miejsca – domu w południowej, słonecznej części Włoch w Kalabrii. Barwna opowieść o ich podróży, życiowych decyzjach, przeprowadzce i związanej z nią nie zawsze prostą logistyką i dalszym życiu w nowym, wymarzonym miejscu na ziemi. Głównych bohaterów poznajemy w momencie kiedy w nich samych powoli rodzi się decyzja o zmianie dotychczasowego życia. Kiełkujący pomysł szybko zaczyna nabierać realnych kształtów. Dotychczasowe życie spakowali w kilka kartonów i rozpoczęli nową przygodę w innym kraju. Pełna optymizmu opowieść, która przypomina nam, że nigdy nie jest za późno by spełniać swoje marzenia.
-Jedziecie na TEN Madagaskar? - z niedowierzaniem dopytywali nasi znajomi, gdy poinformowaliśmy ich o swoich zamiarach.
- Podróż dookoła świata na rowerach wam nie wystarczyła?
Kto raz zaznał prawdziwego życia w siodełku wie, że nawet stukrotne objechanie świata nie zaspokoi głodu podróży - bo przecież we włóczędze nie chodzi o bicie rekordów czy wypełnianie statystyk, ale o to, by nieustanie gonić za horyzontem. Tak, brakowało nam drogi. Tak, postanowiliśmy pojechać na TEN Madagaskar.
Dlaczego tam? A czyż jest jakieś inne miejsce na Ziemi, gdzie ludzie odkopują kości zmarłych w radosnej ceremonii, tańcząc przy tym i śpiewając? Gdzie od milionów lat w konarach drzew skaczą lemury, a od czasu do czasu (od lat kilkunastu) wskakują i na plecaki turystów, jeśli ci ma-ją w nich banana lub mandarynkę? Czynie chce się człowiekowi udać w miejsce, gdzie poranki pachną wanilią, w prastarym lesie łatwiej wypatrzyć kameleona niż rozbitą butelkę po piwie, a nawet najwytrawniejszy lingwista połamie sobie język, próbująć nauczyć się lokalnego narzecza lub choćby wymówić imię popularnego mal-gaskiego króla Andrianampoinimerinan-driantsimitoviaminandriampanjaka?Któż wkońcu nie chciałby pojechać do miejsca, którego już sama nazwa, jak pisał Arkady Fiedler, „jest jak magiczne hasło, jak nie-zwalczona pokusa, jak wyzwanie do szaleństw"?
Czy mogliśmy wybrać inne równie fascynujące miejsce jako cel swojej kolejnej podróży? Teoretycznie tak, ale dopóki nie zostaną uruchomione połączenia pasażerskie z Alfa Centauri pozostał nam „ósmy kontynent". - ze wstępu do ksiażki "Przez Madagaskar na rowerach"
Wstęp
W drodze na „Ósmy kontynent”
Madagaskar – Antananarivo
Madagaskar – Część południowa
Madagaskar – część północna
To i owo dodatkowo
Krótki informator praktyczny
Druga, wyczekiwana część Przez świat na rowerach w dwa lata . Nie pamiętam, kiedy dokładnie zdaliśmy sobie z tego sprawę. Wiem, że nastąpiło to jednego z tych dni, gdy byliśmy sami na drodze, mieliśmy przed sobą otwartą przestrzeń, a wiatr trochę ucichł, pozwalając pozbierać myśli. A z tych wynikło, że wielka część naszej wycieczki była pogonią za uciekającym czasem. Dotrzeć do miasta przed zmierzchem, opuścić kraj przed upływem ważności wizy, zdążyć przed zimą. Właśnie wtedy zrozumieliśmy, że ten pośpiech nie ma sensu, upływających godzin i dni i tak nie dogonimy. Lepiej zwolnić. Wszystko przemija, nowe nie zawsze przynosi lepsze. Carpe diem?
Dwie przyjaciółki: iberystka Justyna Minc i prawniczka Paulina Pilch zdecydowały się zrealizować swoje marzenie o podróży dookoła świata. Postanowiły, że ich podróż będzie typowym gap year - nie planowały wyjazdu na stałe, nie chciały włóczyć się po świecie kilka lat. Rzuciły dobre prace w warszawskich firmach i pod koniec sierpnia 2010 wyruszyły na wschód - pociągiem do Moskwy. Książka jest opisem rocznej podróży dookoła świata, zapisem nisamowitych doświadczeń, niezwykłych wrażeń, przygód i przemyśle autorek. Pomysł powstał podczas pisania bloga - zapisu podróży. Sam blog pisany początkowo w celu porozumiewania się z najbliższymi, szybko okazał się rewelacyjnym sposobem udokumentowania wszsytkiego tego, co się wokół obu dziewczyn działo. Ich relacje to kopalania wiedzy dla tych, którzy marzą o takiej podróży, ale nie mają pojęcia, jak się przebić przez urzędowe przeszkody, finansowe pułapki, barierę językową i różne niebezpieczeństwa. W 2010 roku blog był nominowany do nagrody Travelera National Geographic.
Drugi tom i kontynuacja podróży dwóch dziewczyn, które zrobiły sobie rok przerwy (gap year) od pracy w rozpędzonej warszawskiej korporacji i wybrały się w pełną przygód podróż. W drugiej części znajdą się w Austarlii, Nowej Zelandii, przez Pacyfik dotrą do Argentyny, Chile, Peru, Boliwii. Potem odkryjemy z nimi uroki Brazylii, trudną drogę do Panamy, bananową republikę Kostaryki, Nikaraguę, Gawtemalę, Meksyk nie tylko aztecki i na deser Nowy Jork. Przenikiwa obserwacja podróżniczek także i w tej części nas nie opuszcza , wszystko tętni życiem oraz humorem i optymizmem. Dodatkową wartością książki są praktyczne porady dla potencjalnych naśladowców (transport, noclegi, kuchnia, poziom cen).
Wyruszając z domu. miałyśmy cztery wizy w paszporcie, plecaki przeładowane niepotrzebnymi rzeczami i... strach w oczach. Po miesiącu, gdy opuszczałyśmy Mongolię, po strachu nie było śladu, duża część zbędnego bagażu została wyrzucona lub odesłana do domu, a nam wydawało się, że oto zdobywamy świat i nikt już nam nie stanie na drodze. Stanęły Chiny i ich miliard trzysta milionów mieszkańców, ale potem było już tylko łatwiej...
Z góry zakładałyśmy, że podróż ta będzie typowym gap year (roczną przerwą w życiu zawodowym, przeznaczaną zazwyczaj na podróże lub pracę w wolontariacie). Nie wyjeżdżamy z Polski na stałe ani nie zamierzamy włóczyć się latami. Zostawimy wszystko i wyruszymy w nieznane ale bez poczucia ucieczki, tylko ze świadomością, że po roku wrócimy, bogatsze o nowe doświadczenia i niezapomniane wspomnienia
Gdzie diabeł nie może Dziewczyńska podróż dookoła świata
Spis treści:
Gapjer, czyli rok w podróży
Mapka podróży opisanej w części l
Rosja
Mongolia - stiep, stiep i susliki
Chiny
Japońskie impresje
Hongkong i Makau - czyli niby Chiny, ale trochę inne
Wietnam - czyli znowu jesteśmy na krótkich wakacjach
Kambodża
Tajlandia po raz pierwszy - two nights in Bangkok
Indie
Pierwsza tercja za nami - krótkie podsumowanie
Laos - Order Miliona Stoni i Biatego Parasola
znów Tajlandia - w drodze do Bangkoku
Malezja - kokosy i multikulti
Przez Jruman Show do Indonezji
Mapka podróży opisanej w część II
Wstrząsająca lektura. Są w niej szok, łzy i cierpienie. I bardzo istotne pytania. Czy prawda jest ważniejsza niż ""święty spokój"" najbliższych? ""Brudne serca"" to bezkompromisowa wyprawa w przeszłość, również własnej rodziny. Podziwiam autorkę - nie każdego stać na taką odwagę.Bogdan RymanowskiSpisana na podstawie zachowanych dokumentów historia dwóch młodych Polaków, którzy w pierwszych latach po II wojnie światowej prowadzą za sobą śmiertelny pościg - jeden jest funkcjonariuszem UB, drugi chłopakiem z lasu. Obraz odmalowany przez poznańską reporterkę, Annę Kłys, jest zaskakujący - ubek jest dowódcą plutonu egzekucyjnego rozstrzeliwującego politycznych wrogów, ale kilkakrotnie składa wnioski o zwolnienie ze służby; z kolei walczący wcześniej o wolną Polskę partyzant w najlepszej wierze wstępuje po wojnie do milicji. Jakby nie dość było tego zapętlenia w bratobójczej walce, w trakcie pisania książki Kłys znajduje w papierach IPN informację, która przewraca do góry nogami jej życie rodzinne - dowiaduje się, że jej ojciec był etatowym pracownikiem SB i prowadził działania w sprawie związanej z chłopakiem z lasu. Losy konkretnych ludzi w pierwszych latach wprowadzania komunizmu w Polsce, ale też dygresje do lat późniejszych, stają się w reportażu Kłys opowieścią o naszej powikłanej, często do dziś niewyjaśnionej historii najnowszej. Historii, o którą zażarcie się spieramy i która wpływa na nasze współczesne wybory.
Grażynę Jagielską przez lata paraliżował strach. Żyła problemami męża. Dla jego pasji poświęciła swoje życie. W końcu jednak musiała zawalczyć o siebie. Przeżyła własny „lot nad kukułczym gniazdem”. Spędziła pół roku w szpitalu psychiatrycznym. Poznała kobiety, które tak jak ona długo udawały, że wszystko jest w porządku. Spotkała twardzieli, którzy musieli nauczyć się płakać. Była w miejscu, w którym można było wszystko. Nie wolno było jednego – kłamać. Julia musiała być coraz lepsza, aż pod wpływem stresu odcięła sobie ucho. Ratownik wiecznie golił głowę i wierzył, że dzięki temu stanie się kimś innym. Marek wrócił z wojny jako bohater, ale nie potrafił już żyć z tym, co tam widział. Karolinka była przekonana, że jest aniołem i nikt jej nie widzi. Autorka zabiera nas w podróż pełną intymnych zwierzeń i prawdziwych emocji. W poruszający sposób opisuje azyl dla zagubionych oraz obrazy, które prześladowały ich latami. Opowiada o szczerości, potrzebie zrozumienia i bliskości.
„Zapiski z Afryki” to wciągająca, pełna przygód, ciekawostek i praktycznych informacji relacja z podróży na Czarny Ląd, a dokładniej do Kenii, Tanzanii i Zanzibaru. Autorka urzeczona Afryką postanowiła podążyć śladami podróżników i amatorów safari z Europy i Ameryki, którzy ciągnęli tutaj przez ostatnie 100 lat, ale tym, co ją najbardziej fascynowało, były zwierzęta. I tak dzięki niej możemy rozkoszować się wspaniałymi opisami afrykańskiej przyrody, poznawać zwyczaje rdzennych mieszkańców i podglądać dzikie zwierzęta. Tak, podglądać, bo tekst wzbogacony jest o wspaniałe fotografie.
Książka zawiera również informacje, które mogą się przydać każdemu, kto ma zamiar i ochotę wybrać się do Afryki. Jest to swoistego rodzaju przewodnik, pełen praktycznych porad, ciekawostek historycznych dotyczących odwiedzanych miejsc oraz tak ważnych dla przybyszów z zewnątrz opisów miejscowych zwyczajów, bez których znajomości można się czasami narazić na niebezpieczeństwo. Warto więc mieć tę książkę przy sobie, kiedy planuje się wyprawę na Czarny Ląd i kiedy się już tam jest.
Czytając „Zapiski z Afryki” czujemy się tak, jakbyśmy tam byli razem z Autorką. Wspaniałe przeżycie!
Anna-Sophie Roberts (Nieckula) – podróżnik, fotograf, pisarka. Studiowała filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, a także języki obce na Uniwersytecie w Port Elizabeth w Południowej Afryce. Na stałe mieszka w Nowym Jorku. Zwiedziła dziesiątki krajów na wielu kontynentach. Nie jest jej obca amazońska dżungla czy złote piaski Sahary, europejskie zabytki, a także nieprzyjazne Himalaje. Choć rodzima Europa czy nowoczesny Nowy Jork stały się jej domem, to nieodkryta Afryka jest miejscem najbliższym jej sercu. Jest autorką wielu publikacji i fotografii poświęconych podróżom. Poza eksplorowaniem nowych miejsc i spotkaniami z nieznanymi kulturami jej wielką pasją są wędrówki po górach, a wolny czas uwielbia spędzać z ukochanymi psami...
Niektóre marzenia przez całe życie nie wychodzą z ukrycia. Jednak są też takie, które dojrzewają długo i spokojnie, by pewnego dnia z całą mocą upomnieć się o spełnienie.I wtedy świat zaczyna się zmieniać. Tak było w przypadku moim i Jarka. Zdarzyło się coś, co pomogło nam podjąć decyzję tak, w końcu chcemy zrobić to, co nas kręci naprawdę! Nie przewidzieliśmy tylko, że potem nasze poukładane życie wywróci się do góry nogamiZ Jarkiem i Dragonem starym land roverem ruszyliśmy z warszawskiej Pragi. Przemierzyliśmy Europę. Dotarliśmy do Maroka. Objechaliśmy je dookoła. Co można zobaczyć podczas takiej włóczęgi? Kogo spotkać? O co się pokłócić? I w końcu dlaczego warto się w Maroku zakochać? Zapraszam!Joanna Grzymkowska-PodolakZorganizowana wycieczka nawet na drugi koniec świata to nic strasznego, właściwie normalka. Ale podróż tylko we dwoje, własnym samochodem, bez opieki biura podróży, do egzotycznego kraju, to wyczyn nie lada.A jednak! Autorka udowadnia, że każdy z nas może przygotować i wybrać się na wyprawę swoich marzeń i nie potrzebuje do tego wygranej w totka! Wystarczy dobra organizacja, przemyślana trasa, trochę samozaparcia oraz marzenia i wiara we własne możliwości.I tak razem z autorką i jej mężem odwiedzamy urokliwe miejsca Maroka, poznajemy arabskie zwyczaje i Marokańczyków, zwiedzamy słynne zabytki, ale jeszcze chętniej zjeżdżamy z utartych tras. Wszystko wydaje się możliwe, na wyciągnięcie ręki. Czujemy zapach świeżego pieczywa, podziwiamy szczyty malowniczych gór i lazur oceanu, słyszymy gwar zatłoczonych miast i arabskiego suku, dotykamy gorącego piasku pustyni i marzniemy w Afryce razem z autorką. Innymi słowy: ZAKOCHUJEMY SIĘ W MAROKU.
Historia, której nie sposób nie czytać bez emocji. Historia podążania współcześnie tropami św. Jakuba. Historia konfrontowana relacjami i opiniami współczesnych nam osób – pielgrzymów.
Nie tylko bogactwa materialne miały dla arystokracji znaczenie.Tradycja, styl życia, dobieranie małżeństw, kwestia honoru, patriotyzm, to były inne wartości i zostały nam zabrane przez komunę polską i rosyjską. Co jest smutne, że my starzy powoli wymieramy, a młodzież nie zawsze interesuje się historią rodziny. Przez małżeństwa też się to nieraz zatraca i polscy arystokraci zostaną już tylko w książkach.Antoni hrabia Potocki z Olszy
Kartą przetargową u pracodawców niemieckich są pieniądze. Oni płacą, oni wymagają. Bohaterka będąc niewolnikiem ?na czarno?, bez umowy, jedyne, co mogła zrobić to się uśmiechać, wykonywać polecenia pracodawców, gdyż wystarczył jeden ich kaprys, żeby wylądować bez grosza na ulicy. Gdyby miała taką możliwość, rzuciłaby to wszystko i wróciła do domu. Niestety potrzebowała tej pracy i pieniędzy. Czasem zastanawia się, czy w ogóle nadaje się na opiekunkę osób starszych, ale później myśli: ?a kto w ogóle się do tego nadaje?, cieszmy się, że jest taka luka na niemieckim rynku pracy, że nas chcą?. Tym bardziej że jest spora konkurencja z Rumunii, Litwy i Słowacji. Bariera językowa utrudniała jej pracę, nie rozumiała, czego od niej chcą, co ma robić, co podać. Zgadywała ? przeważnie błędnie. Pocieszała się tym, że nie jest pierwszą i nie ostatnią opiekunką, która musi przez to przejść. Płakała po nocach, tęskniła za rodziną. Jednak wytrzymała. W opiece nad starszymi osobami w Niemczech pracuje już około 14 lat i cieszyłaby się, gdyby ta książka dotarła do opiekunek, które przeżywały te same wewnętrzne rozterki co ona. Jednocześnie podpowiada nowicjuszkom, jak uniknąć błędów, zachęcając do skorzystania z oferty nowych miejsc pracy bezpośrednio u niemieckich pracodawców oraz sprawdzonych pośredników.
Ludzie dość często zadawali nam pytanie, dlaczego właśnie Mongolia: fatalne drogi, bagna, rzeki, piach, podjazdy, upał i nocny chłód. Czasem za mało mamy odwagi na taką decyzję, bo uważamy, że jest za późno, bo obowiązki, kredyty, praca. Ale to wspólny cel zmaterializował rzecz, w którą wielu nie wierzyło, a która pozwoliła wniknąć w głąb i odnaleźć siłę na dokonywanie niezwykłych rzeczy. Mongolia to kraj, w którym każdy odkrywa samego siebie. Dawaliśmy rowerom ostro popalić, a co za tym idzie i sobie. Pokonaliśmy trasę dłuższą niż planowaliśmy. Ale warto było. Bo tak naprawdę tylko ty możesz powiedzieć ?jadę dalej?.
Czy 46-letnia, zupełnie przeciętna, kobieta może wejść na Kilimandżaro?
Prawie zmuszona przez swoja rodzinę, pełna obaw, pojechałam. I udało się. W swojej relacji z wyprawy opisuję, że nie było to łatwe i wymagało sporej dawki samozaparcia, ale było warto. Przy okazji udowodniłam sobie, że nadal mogę wiele osiągnąć. Oprócz niesamowitej przygody, która w pełni zasługuje na miano "wyprawy życia" były to również wspaniałe rodzinne wakacje.
Co takiego każe pokonywać tysiące kilometrów, wabiąc człowieka w te miejsca naszego globu, gdzie wszechwładna przyroda dyktuje twarde warunki do życia, a surowy klimat nie ułatwia ludzkiej egzystencji? Odpowiedzi na to pytanie warto szukać w książce Andrzeja Grzyba „Podróże po krańcach mapy – od Syberii po Norwegię”. Autor przyzwyczaił czytelników do tego, że w niezwykle kunsztowny sposób potrafi łączyć przyjemne z pożytecznym. Ze swych licznych wypraw przywozi nie tylko nowe podróżnicze doświadczenia, wspomnienia przeżytych przygód, mądrość poznanych ludzi, utrwalone na fotografiach miejsca czy… norweskie dorsze, ale także niemal gotowy materiał na książkę.
Po raz kolejny odwiedzamy Norwegię, gdzie towarzyszymy grupie przyjaciół w połowie dorszy we fiordach i na otwartym morzu, by niebawem przenieść się na Syberię oraz nad jej błękitne oko – Bajkał. Andrzej Grzyb raczy nas opowieścią o przyjaźni, cierpliwości, gościnności, zmaganiach człowieka z naturą, o ogromnej pokusie poznawania świata i delektowania się pięknem przyrody, bo ta – choć bywa sroga i wymagająca – wynagradza to niezwykłą obfitością flory i fauny. Dzięki tej lekturze wszystkie jej cuda mamy niemal na wyciągnięcie ręki.
ANDRZEJ GRZYB - pisarz i publicysta urodzony w Złym Mięsie na Kociewiu, mieszkający w Czarnej Wodzie. Autor blisko trzydziestu książek, w tym tomików poezji, powieści, regionalnych baśni dla dzieci i reportaży z podróży wędkarskich.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?