Utrzymana w konwencji bestsellera Candice Millard, River of Doubt, książka Zaginione plemię to opowieść przygodowa o przetrwaniu, poszukiwaniach i odkryciach. Mówi o niezwykłej podróży w najdalsze zakątki Amazonii w poszukiwaniu jednego z ostatnich na Ziemi ?plemion bez kontaktu?. W tej pisanej w pierwszej osobie fascynującej relacji z przygód i walki o przetrwanie, fotoreporter ?National Geographic?, Scott Wallace, podąża razem z 34-osobową grupą w głąb niezbadanych rejonów Amazonii, poznając sekrety lasu deszczowego i równocześnie przybliżając się coraz bardziej do ewentualnego spotkania z tajemniczymi flecheiros ? ?Plemieniem Strzały? ? rzadko widywanym szczepem sprawnych łuczników, o których wiadomo tyle, że bronią swoich ziem deszczem śmiercionośnych strzał, a następnie wtapiają się z powrotem w cienie lasu.
Książka Zaginione plemię, bogata w informacje biologiczne i antropologiczne oraz mogąca pochwalić się gronem conradowskich bohaterów ? każdym z nich kieruje żarliwe pragnienie ocalenia dzikich terytoriów, ale każdego dręczy też strach, podejrzenia i rozpaczliwe pragnienie przetrwania ? ożywia dla nas to ostatnie pole bitwy, jakim stała się Amazonia, wyjaśniając przy tym złożone kwestie dotyczące rdzennych plemion oraz ich znaczenie dla nas wszystkich.
Patron medialny:
National Geographic Polska
Oferta last minute: załap się na podróż do nieba
Miłośnik egzotycznych lotnisk i najgorszych hoteli Szymon Hołownia ? przemierzył setki tysięcy kilometrów, aby odkryć dla nas chrześcijaństwo na nowo.
Kardynał Maradiaga, kandydat na papieża, pilotował dla niego śmigłowiec w Hondurasie. Od księdza komandora US Navy na Guam dowiedział się, że w amerykańskiej armii też można zostać świętym. Miejsca spotkania z koptyjką Mariam nie ujawni nigdy ? w Egipcie wydano na nią wyrok śmierci za porzucenie islamu.
Dotknij chrześcijaństwa w jego niezwykłej różnorodności. Poczuj się częścią wspaniałej wspólnoty, żywej 24h na dobę.
Czy ktoś wierzy, czy nie, czyta się wybornie. Jak dla mnie ? najlepsza rzecz Szymona.
Marcin Prokop
Niezwykła podróż, tak geograficzna, jak i duchowa. Szymon zagląda w zakamarki duszy swoich rozmówców i to jest prawdziwa wartość tej książki.
Kinga Baranowska, himalaistka
Złotówka ze sprzedaży każdego egzemplarza książki zostanie przeznaczona na sierociniec Kasisi Children?s Home w Zambii.
Polecieć na drugi koniec świata, aby męczyć się długą jazdą na rowerze i żywić się kolejnymi porcjami makaronu z makaronem? Pedałować wiele dni przez zaśnieżone góry Alaski, czujnie rozglądając się za głodnymi niedźwiedziami? I w dodatku robić to za własne pieniądze, a co gorsza, dla przyjemności? Dla większości z nas to czyste szaleństwo, ale na szczęście nie dla Piotra Strzeżysza!Rozsiadłem się na niedużym placyku. Zajadałem konserwę, popijając jęczmienną nalewką, kiedy przysiadł się do mnie postawny, barczysty mężczyzna.
(...) skąd jesteś?
Z Polski.(...)
A sól w Polsce jest?
Sól? Tak, mamy sól. Dużo soli.
Dużo macie soli? Ale nie tyle, co w Boliwii, tutaj wszędzie sól.
Tak, tyle to pewnie nie mamy, ale też mamy dużo, tylko że nie w jeziorach.
Nie w jeziorach? Hmmm... A po ile w Polsce kilo soli?
Dwa dolary - mówię i patrzę, jak mężczyźnie zaświeciły się oczy.
Dwa dolary!! Puta madre! Jak mówiłeś? Polska? Jaki piękny kraj! Jadę, dwa dolary!
Puta madre! Daleko do tej Polski? Ile dni samochodem? Sąsiad ma ciężarówkę, załadujemy ją solą i wrócimy bogaci! Dwa dolary za kilogram! Tutaj całe jeziora soli, po horyzont! Powiedz, jak się jedzie do tej Polski? (fragment rozdziału Podróż przez Andy)
O książce:
Polecieć na drugi koniec świata, aby męczyć się długą jazdą na rowerze i żywić się kolejnymi porcjami makaronu z makaronem? Pedałować wiele dni przez zaśnieżone góry Alaski, czujnie rozglądając się za głodnymi niedźwiedziami? I w dodatku robić to za własne pieniądze, a co gorsza, dla przyjemności? Dla większości z nas to czyste szaleństwo, ale na szczęście nie dla Piotra Strzeżysza!
O autorze:
Autor po raz kolejny zadziwia nas swoim zapałem, energią i żelazną konsekwencją w dążeniu do celu. Jest przy tym rzadkim przykładem osoby wręcz emanującej otwartością na wszelkie przygody i chęcią poznawania nowych ludzi. Tym razem postanowił wyruszyć do obu Ameryk, a plonem tych wypraw jest książka opisująca, co przeżył, kogo spotkał na swojej drodze i dlaczego w życiu rowerzysty tak ważny jest tytułowy makaron.
Makaron w sakwach - fragment książki
Rozdział 2
Rankiem, po szybkim śniadaniu, zabrałem się za przygotowanie roweru do dalszej jazdy. Odczepiłem zbędne elementy, takie jak nóżka, dzwonek, światła z dynamem, przymocowałem bagażnik, prędkościomierz, zamocowałem sakwy, torbę na kierownicę i trąbkę. Część rzeczy, takich jak śpiwór, namiot i statyw, upchałem do dużego plecaka. Początkowo myślałem, że plecak zostawię komuś w parku, ale po namyśle postanowiłem go zabrać i większe gabarytowo rzeczy wieźć na plecach.
Na południe od Puerto Montt miałem do wyboru dwie drogi. Albo jechać bezpośrednio trasą zwaną Carretera Austral w stronę Argentyny, albo zwiedzić jeszcze po drodze wyspę Chiloe. Wybrałem tę drugą opcję, kierując się sugestiami sprzedawcy ze sklepu rowerowego, jak też informacjami z przewodnika. Czekał mnie krótki odcinek asfaltowej drogi na południe od miasta i potem kilkaset kilometrów bezdroży już po samej wyspie.
Głębszy oddech, kilka podskoków, parę wymachów ramionami i wreszcie ruszyłem. Obciążony rower nie sunął zbyt lekko. Pocieszałem się w myślach, że pierwsze metry zawsze są najgorsze. Wyjechałem za miasto. Ciepło, zdecydowanie zbyt ciepło i za zielono. Przecież miały być puste przestrzenie, skały i wiatr, jakaś egzotyka, namiastka chociaż, a tutaj krajobraz jak na Mazowszu.
Przerzutki w rowerze działały topornie, ale długich i stromych podjazdów na razie nie oczekiwałem, koła kręciły się znośnie, jechało się całkiem komfortowo. Nawet plecak na ramionach zbytnio nie przeszkadzał, pewnie zacznie po kilku dniach, wtedy go przepakuję.
Po kilkudziesięciu pierwszych kilometrach trzeba wreszcie się zatrzymać, rozprostować kości i coś zjeść. Siedziałem pod sklepem wgryzając się w wielką bułkę, gdy usiadł obok mnie mężczyzna. Miły, subtelny, po raz setny zasłyszane zdania jeszcze nie drażnią, tchną świeżością, człowiek chce odpowiedzieć, porozmawiać, usłyszeć, dowiedzieć się, posiedzieć chwilę, przystanąć, nie ma potrzeby się spieszyć, życie jest za krótkie, żeby się spieszyć.
Widzę, że słowo Polska wzbudziło w nim jakieś wspomnienia.
- Jesteś' z Polski? Dobrzy piłkarze, Deyna, Lato, pamiętam mecz z 1978, spuściliśmy wam wtedy lanie...
Mówię, że wtedy byłem jeszcze mały, do tego nie mieliśmy w domu telewizora i że teraz polscy piłkarze już nie tak dobrzy, zresztą, nie znam się.
— Tak, tak, to był piękny mecz — mężczyzna wyraźnie się ożywił. — Deyna nie strzelił karnego, gdyby strzelił, kto wie, może i byśmy przegrali wtedy.
Mówię, że kompletnie nie wiem i że to mnie naprawdę w ogóle nie interesuje.
- Nie interesuje cię piłka? A Maradonę znasz? Musiałeś coś słyszeć.
— Tak, słyszałem, Maradona bardzo znany w Polsce — odpowiadam.
- A widzisz, to trochę się jednak interesujesz piłką - pan znów się ożywił. - Maradona już nie ten sam, narkotyki go wykończyły, ale wyszedł na prostą, stary jestem, a jeszcze jego plakat w pokoju mam. Sport to piękna rzecz, nawet jak brudny, to i tak piękny.
Przytaknąłem i wgryzłem się w kanapkę.
- A po co ty tutaj właściwie przyjechałeś? - mężczyzna zmienił temat.
- W sumie to tak bez większego celu, ot tak, przejechać się kawałek rowerem w obcym kraju.
— To nie lepiej w domu zostać?
Patrzę na spalony nadgarstek, jakbym miał na nim znaleźć odpowiedź, łydka nie lepsza, wiatr niby chłodny, ale słońce pali mocno.
Opowiadam jeszcze trochę o Polsce, nie, wulkanów nie mamy, tak, morze jest, ale mniejsze, nie, na statkach nie pływałem, choć będąc dzieckiem rysowałem statki na mapie, nie wiem, chyba raczej nie chciałem być marynarzem, bardziej lotnikiem, ale uparcie rysowałem statki na mapie i kiedyś wypatrzyłem taki długi kraj na końcu świata, opływałem go in my mind's eyes, miał żółty kolor, nie wiem, czemu żółty, przemalowałem go na czerwony, może dlatego, że wulkany, a może dlatego, że po tamtej stronie, a zaświaty zawsze częściej kojarzyłem z l'enfer niż le ciel.
Kilka słów na pożegnanie, czas w drogę. Niby nie ma co się spieszyć, ale samo się nie przejedzie. I w końcu sam nie wiem, dlaczego nie skorzystałem z zaproszenia na nocleg, coś mnie pchało dalej, na południe.
W Pargua przesiadłem się na prom, który miał mnie zawieźć na wyspę Chiloe. Wsiadłem na pomarańczowy stateczek i szybko znalazłem się po drugiej stronie wąskiej cieśniny. Tego dnia nie przejechałem już zbyt wielu kilometrów. Skręciłem na zachód, w stronę Caulin i jadąc szutrową drogą, pokonywałem mozolnie dość strome, krótkie
wzniesienia. Zakres przełożeń nie był wystarczający na tyle, abym mógł podjeżdżać, często więc musiałem zsiadać z roweru i pchać go pod górę.
Przenocowałem pod Caulin, na łące, by następnego dnia ruszyć w stronę Ancud. Miasteczko, podobnie jak poprzednie, które mijałem, pełne było tęczowych domków / przepięknymi gontami z drzew araukariowych. Fioletowe, żółte, pistacjowe czy czerwone, mieniły się w słońcu wielobarwnymi kolorami. Siedziałem na nadbrzeżu i chłonąłem spokój płynący z morza.
Może się przejdę, spacer dobrze mi zrobi,-plaża cała pokryta algami i małżami. Może to przez te algi albo małże, ale nagle pomyślałem o jedzeniu, a potem przypomniałem sobie, że miałem przecież w Ancud spróbować miejscowego specjału, czyli curanto.
Curanto to lokalny przysmak, przyrządzany z małży, boczku, kurczaka, kiełbasy, ziemniaków i placków kukurydzianych, do tego przygotowywany w dość szczególny sposób. Otóż najpierw należy wykopać duży dół, którego dno wypełnia się rozżarzonymi do czerwoności kamieniami. Następnie kładzie się na nie owoce morza i ryby, które przykrywa się liśćmi rośliny zwanej pangue, choć podobno zamiennie można też użyć liści kapusty. Potem tworzy się kolejne warstwy, układając jeden po drugim składniki, takie jak mięso, warzywa i ziemniaki, pamiętając, by każdą z nich oddzielić liśćmi pangue. Na koniec wszystko szczelnie się przykrywa i dusi, jak w ciśnieniowym garnku.
Podejrzewam, że curanto, które zamówiłem w niedużej restauracji, było przygotowane mniej wyszukanymi metodami, ale i tak smakowało wyśmienicie. Wygrzebałem tylko niektóre owoce morza, które nie wiem czemu, wyglądały, jakby jeszcze żyły, a resztę pochłonąłem ze smakiem.
I kto wie, może to dzięki małżom na obiad, a może to wiatr tak mi sprzyjał, ale tego dnia udało się pokonać aż dziewięćdziesiąt pięć kilometrów, co napawało mnie wielkim optymizmem, zważywszy, że część drogi, z uwagi na brak odpowiednich przełożeń, pokonywałem pchając rower pod strome wzniesienia.
Miasteczko Castro miało zakończyć moją przejażdżkę po wyspie Chiloe. Według informacji z jednego z przewodników powinny z niego odpływać promy na główny ląd. Niestety, połączenie pomiędzy wyspą a lądem zostało zawieszone, a kiedy próbowałem dowiedzieć się czegoś konkretnego w biurze informacyjnym, pan poradził, abym sobie wyszukał informacje w internecie, dodatkowo płatnym.
Po godzinie poszukiwań udało mi się ustalić, że na szczęście nie muszę wracać do Puerto Montt. Leżące na południu wyspy miasteczko Quellon oferowało połączenia promowe ze stałym lądem. Należało tylko mieć nadzieję, że uda mi się kupić bilet, bowiem według informacji z internetu, wyprzedano już wszystkie na najbliższe dwa tygodnie. [...]
Autor uczestniczył w wyprawie "Long Walk Plus Expedition" śladami polskiego oficera, Witolda Glińskiego i jego towarzyszy, którzy w lutym 1942 roku uciekli z syberyjskiego łagru przez Mongolię, Tybet, Nepal. Podróżując pieszo, konno oraz rowerem trzej reporterzy przebyli trasę, którą siedemdziesiąt lat temu przebyli uczestnicy wielkiej ucieczki.
Wyprawa miała za cel przywrócić pamięć o tej niezwykłej historii, a także oddać hołd wszystkim Polakom, zesłanym na "nieludzką ziemię", z których wiele pozostało tam na zawsze.
Tomasz Grzywaczewski ? łodzianin, z rozsądku absolwent prawa, a z pasji dziennikarz i podróżnik. Z Berberami w górach Atlas jadał kuskus z jednej miski, a na bezkresnych stepach zażywał mongolską tabakę. Rzecznik prasowy Explorers Festival, jednego z największych na świecie festiwali gór, przygody i sportów ekstremalnych. Stały współpracownik działów podróżniczych we "Wprost" oraz "Dzienniku. Gazecie Prawnej". Wraz z Bartoszem Malinowskim i Filipem Drożdżem uczestniczył w wyprawie "Long Walk Plus Expedition", śladami polskiego oficera, Witolda Glińskiego i jego towarzyszy, którzy w lutym 1942 roku uciekli z syberyjskiego łagru przez Mongolię, Tybet, Nepal.
Przepis na rower to relacja z podróży, której celem jest zaprojektowanie i skonstruowanie roweru marzeń. Po drodze Robert Penn zgłębia kulturę, naukę i historię roweru. Od Stoke-on-Trent, gdzie w rzemieślniczym warsztacie budują dla niego ramę, przez Kalifornię, ojczyznę roweru górskiego, gdzie Robert szuka idealnego koła, po Portland, Mediolan i Coventry, miejsc narodzin współczesnego roweru - w każdym punkcie podróży snuje opowieść o miłości do jazdy na rowerze. To historia o doskonałych częściach ? takich, które wyznaczają standardy niezawodności, kunsztu i piękna. Książka opowiada o tym, jak rower zmienił bieg ludzkich dziejów, począwszy od wynalazku ?rumaka ludu? po jego rolę w emancypacji kobiet, i od inżynierskiego geniuszu koła ze szprychami po nieprzemijający urok wyścigu Tour de France. To opowieść o tym, dlaczego jeździmy na rowerze i czemu ta prosta maszyna nadal ma tak wielkie znaczenie w naszym życiu.
W tej fascynującej książce dr Sanjay Gupta – neurochirurg, główny korespondent medyczny stacji CNN oraz poczytny autor – opisuje niewiarygodne fakty naukowe, dzięki którym te niemal cudowne uzdrowienia mogły nastąpić. Grupa śmiałych lekarzy w zadziwiający sposób ratuje pacjentów, nie przyjmując do wiadomości faktu, że ich życie na zawsze się skończyło. Przedłużone zatrzymanie akcji serca, „śmierć mózgowa”, brak oddechu przez ponad godzinę – wszystkie te stany były kiedyś uznawane za nieodwracalnie śmiertelne, dziś jednak jest inaczej. Rewolucyjne postępy w medycynie w fascynujący sposób umożliwiają zacieranie granicy między życiem a śmiercią.
Posługując się przykładami z życia oraz korzystając z szerokiego dostępu do najnowszych badań medycznych, dr Gupta przedstawia dramatyczne relacje z pionierskich prac lekarzy i naukowców, którzy zmieniają nasze postrzeganie mechanizmów funkcjonowania ludzkiego organizmu w obliczu śmierci. Dr Gupta opisuje eksperymenty z terapeutyczną hipotermią umożliwiające ratowanie znajdujących się w śpiączce ofiar udarów i ataków serca, operacje ratujące życie, prowadzone jeszcze w łonie matki, oraz badania nad hibernacją zwierząt, która w przyszłości mogłaby pomóc w ratowaniu życia rannych żołnierzy na odległych polach bitew. Autor przedstawia niesamowite opisy przypadków, które odmienią i wzbogacą nasze postrzeganie prawdziwej natury życia i śmierci.
Czytając niesamowicie opowiedziane historie ludzi, którzy wygrali z przeciwnościami losu – a to coś, o czym chyba wiem całkiem sporo – nie będziesz mógł spokojnie usiedzieć w fotelu. Dr Sanjay Gupta, mój przyjaciel i lekarz Ameryki, napisał doskonałą książkę. W tym fascynującym thrillerze medycznym uwidaczniają się współczucie, nadzieja, fascynacja i aspiracje, tak charakterystyczne dla Sanjaya.
– Lance Armstrong
Sanjay Gupta opisuje dramatyczne historie ludzi, którzy znaleźli się na granicy śmierci, jednak dzięki najnowszym odkryciom medycznym jej nie przekroczyli. Niniejsza książka głęboko porusza serce i rozjaśnia umysł.
– Dr Jerome Groopman, profesor w Harvard Medical School, autor książki Jak myśli lekarz
Swój powrót do zdrowia zawdzięczam postępom w dziedzinie medycyny oraz niesamowitym pionierom, którzy są jego twórcami. W swojej nowej książce Sanjay Gupta - Lekarz Świata, przedstawia zapierającą dech w piersiach zapowiedź nadchodzącej medycznej rewolucji, która rzuci nowe światło na niemal wszystko, co wiemy o życiu i umieraniu. To naprawdę fascynująca i dająca do myślenia lektura.
– prezydent Bill Clinton
Nowa książka dr. Gupty to fascynująca lektura, która przypomina trzymającą w napięciu powieść przygodową. To pełna zapierających dech w piersiach momentów opowieść o współczesnych cudach naukowych, których większość jeszcze dziesięć lub dwadzieścia lat temu byłaby zupełnie nie do pomyślenia, a które dziś znacząco poszerzyły granice życia.
– Oliver Sacks
Dr Sanjay Gupta jest praktykującym neurochirurgiem i zastępcą szefa neurochirurgii w Grady Memorial Hospital. Pracuje również jako profesor w Emory University Hospital w Atlancie. Pisuje artykuły do magazynu „Time”, jest także głównym korespondentem medycznym stacji telewizyjnej CNN.
Niezwykła historia kobiety, która na krańcach świata poszukuje szczęścia.
Jestem współczesną koczowniczką. Podróżuję od dwudziestu sześciu lat. Nie mieszkam nigdzie na stałe, mam tylko to, co mogę ze sobą zabrać. Często nie wiem, gdzie będę za pół roku. Wiedziona instynktem podróżuję po świecie bez żadnego planu.
Poznawanie ludzi to moja pasja. Nawiązuję kontakt z miejscowymi i osiadam wśród nich, zyskując z czasem ich zaufanie. Mieszkałam pod strzechami szałasów i sypiałam w olśniewających pałacach, w towarzystwie tubylców brałam udział w religijnych ceremoniach i zapuszczałam się na terytoria czarnej magii.
W wieku czterdziestu ośmiu lat, znalazłam się na krawędzi rozwodu, rozejrzałam się wokół siebie i stwierdziłam, że muszą istnieć jakieś inne sposoby na życie. I tak właśnie jest.
Czasami szczęście czeka tuż za rogiem. Czasem trzeba poszukać go w egzotycznym miejscu.
Czy Rita niczym Elizabeth z Jedz, módl się i kochaj odnajdzie je podczas swojej podróży?
Emigracja — gasi ducha czy zmienia perspektywę?
Wody Atlantyku to podnoszą się o kilka metrów, atakując wybrzeże Irlandii, to znów opadają. Zjawisko pływów ma odzwierciedlenie w falach ludzi, opuszczających i napływających na Zieloną Wyspę. W tę podwójną falę — przypływu i odpływu — włączyli się niedawno Polacy. Niektórzy rozbijają się o obce brzegi, inni jednak szybko odnajdują się w nowych realiach. Z jednym może wyjątkiem: znacznie bardziej niż innym, grozi im samotność i wewnętrzna pustka.
Z perspektywy posługi kapłańskiej, umożliwiającej obserwację zarówno kondycji psychicznej rodaków, jak i meandrów wiary w nowoczesnym, coraz bardziej świeckim świecie, Marcin Lisak upomina się przede wszystkim o dwie rzeczy. Po pierwsze, nieporzucanie duchowego wymiaru życia. Po drugie, o bardziej ludzkie, rozumniejsze, mocniej stojące na ziemi chrześcijaństwo. Jeśli wiara ma ostać się — i być ostoją — we współczesnym świecie, definiowanym często przez pogoń za pieniądzem, rozłąkę z rodziną i obojętność otoczenia, musi wyjść mu naprzeciw i rozsadzić granice wyuczonych regułek. Jeśli ma być światłem, zdaje się mówić Lisak, to latarnią w ciemności, nie oślepiającym reflektorem w pokoju przesłuchań.
Jak każdy przewodnik — to lektura dla zagubionych lub po prostu ciekawych, niestrudzonych wagabundów lub dopiero wyprawiających się w nieznane. Raz na fali, raz pod falą.
Upadek guru psychoanalizy
Światowy bestseller!
Michel Onfray z chirurgiczną precyzją demaskuje Zygmunta Freuda i jego „niebezpieczną metodę”. Obala mity narosłe wokół ojca psychoanalizy, w znaczącej liczbie sytuacji produkowane poprzez niego samego, a również podważa naukowość i oryginalność sądów Freuda. Wskazuje masowe „zapożyczenia” pojęciowe z koncepcji innych filozofów, nadużycia i sprzeczności na gruncie teoretycznym, a też zmyślenia dotyczące biografii. Autor powtarza argumenty krytyczne pod adresem psychoanalizy jako terapii i formułuje nowe wymierzone przeciw skuteczności i rzekomej uniwersalności tej metody. Onfray doskonale zdaje sobie sprawę z ogromnego wpływu, jaki psychoanaliza wywarła na dwudziestowieczną filozofię, antropologię, socjologię, teorię literatury i inne dziedziny europejskiej humanistyki, a również na współczesne kino i sztukę.
Książka we Francji wywołała burzę nie jedynie w środowiskach akademickim i praktykujących psychoanalityków, ale również w mediach, rozpoczynając dyskusję nad obecnością pojęć i psychoanalitycznych schematów interpretujących ludzkie zachowania w codziennym życiu.
W niniejszej książce staramy się spojrzeć na psychoanalizę w podobny sposób, jak w „Traktacie teologicznym” patrzeliśmy na trzy religie monoteistyczne, czyli jak na rodzaj zbiorowej halucynacji. W tym momencie dlatego dedykuję tę książkę Diogenesowi z Synopy…
Michel Onfray
MICHEL ONFRAY urodził się 1 stycznia 1959 roku. Po dwudziestu latach pracy nauczyciela filozofii w liceum porzucił państwową posadę, żeby w 2002 roku wyprodukować Uniwersytet Ludowy w Caen. Napisał przeszło pięćdziesiąt książek przetłumaczonych na ponad dwadzieścia pięć języków. Autor „Antypodręcznika filozofii” (Wydawnictwo Jacek Santorski & Co, 2009).
Oczami radzieckiej zabawki to barwna opowieść o rosyjskiej alternatywnej scenie muzycznej od początków punk rocka i nowej fali, aż po najnowsze produkcje z pogranicza hip-hopu, electro i innych stylów muzycznych. Z tekstów piosenek i ludzkich życiorysów, opisanych na tle społeczno-politycznej zawieruchy, wyłania się obraz współczesnej Rosji widzianej oczami pokolenia urodzonego w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Autor opowiada o bohaterach radzieckiej i rosyjskiej offowej sceny muzycznej, notując na marginesie własne wspomnienia jako uczestnik i naoczny świadek wielu opisanych wydarzeń.
Route 66 nie istnieje?
Wojciech Orliński przemierza legendarną drogę po wersach i w rytm klasycznej kompozycji Bobby?ego Troupa (Get Your Kicks on) Route 66. Cytaty z piosenki są tytułami kolejnych rozdziałów.
It winds from Chicago... początek Route 66
Now you go through Saint Louis... dawny matecznik Ala Capone w Cicero
Joplin, Missouri... most w Saint Louis: finał Ucieczki z Nowego Jorku
and Oklahoma City looks oh so pretty? Ma Baker
You will see Amarillo... Rzeka czerwona
Gallup, New Mexico... małe breaking bad w Albuquerque
Flagstaff , Arizona (don?t forget Winona)? Archiwum X, IX Księga Tytusa,
Romka i A?Tomka, Dyliżans, 15:10 do Yumy, Złamana strzała
Kingman, Barstow, San Bernardino... Auta studia Pixar
...to LA... Żyć i umrzeć w Los Angeles, Chinatown
Drogowe skrzyżowanie relacji z podróży, przewodnika i popkulturowego reportażu. Książka, której pomysł zrodził się podczas rozmowy Orlińskiego z Larsem von Trierem, tak mówiącym o drodze-matce:
To jak Kraina Czarów ? nikt z nas tam nie był, ale wszyscy wiemy, jak powinien wyglądać Biały Królik.
Zapraszamy do wyprawy na drugą stronę? samochodowego lusterka!
Kilka słów o...
Jutro może już nie być Wielkich Chin. Druga potęga gospodarcza planety dzisiaj, może wkrótce stać się o wiele mniej widoczna na światowej scenie... Skąd taki scenariusz, sprzeczny ze wszystkimi prognozami? Z jednego, jedynego powodu, wyraźnie niedocenianego przez wszystkich obserwatorów: demografii, która stając się zbyt trudna do uniesienia przytnie skrzydła chińskiemu feniksowi.
Za wiele osób starych, za mało młodych. W perspektywie 2050 roku chińska siła robocza, decydująca dzisiaj o sile gospodarki kraju, zmniejszy się o 160 milionów osób. Młodzi, wysoko wykwalifikowani napotkają coraz więcej trudności w dostępie do rynku pracy, podczas gdy starsi, którym państwo ciągle nie jest w stanie zapewnić godziwych warunków życia, staną się dla następnych pokoleń ciężarem nie do udźwignięcia. Chiny staną się „stare" zanim będą bogate. A na ich coraz mniej licznych dzieciach spoczywać będą nadmierne oczekiwania.
Po dwóch latach badań Isabelle Attané daje nam precyzyjny obraz „kraju, gdzie dzieci są luksusem". Obsesja posiadania jedynaków, eliminacja dziewczynek, zniszczenia powodowane przez biedę, niedożywienie i AIDS stanowią tyle bomb z opóźnionym zapłonem… Dodajmy do tego niebezpieczeństwa stresu, związanego z edukacyjnym wyścigiem z „przeszkodami”, tradycyjnymi, skomplikowanymi stosunkami między rodzicami i dziećmi oraz poważnymi nierównościami geo-demograficznymi.
Ta daleka od banału i utartych ścieżek książka, bogata we własne spostrzeżenia autorki i liczne opinie naocznych świadków, odkrywa nam giganta na glinianych nogach.
Samotna wyprawa do Indonezji. Miesiąc spędzony w drodze przez wulkany i plaże, pola ryżowe i tropikalne lasy. Świątynie, kadzidełka, spotkanie z szamanem Ketutem i Boże Narodzenie o zapachu dojrzałych durianów. Było bosko!
P.S. Dla niewtajemniczonych: durian to najbardziej śmierdzący owoc świata, który wydziela z siebie woń zgniłych jaj, zepsutego mięsa i starego sera. Był akurat szczyt sezonu na duriany!
Chiny są niesamowite! Podczas tej wyprawy odkryłam, że wszystko, co mówi się o Chinach w Polsce to nieprawda. Ciągle więc coś mnie zdumiewało ? chińska kuchnia, sposób parzenia herbaty, styl życia, codzienna rzeczywistość i chiński sposób myślenia. Moimi przewodnikami byli: Konfucjusz, Lao Tse, przewodniczący Mao i Marco Polo.
Beata Pawlikowska ? pisarka, podróżniczka, dziennikarka. Z pasją pisze i opowiada o podróżach. Organizuje wyprawy, fotografuje, pisze książki, felietony i reportaże. W Radiu ZET prowadzi audycję ?Świat według Blondynki?.
Globtroter, alpinista i taternik, grotołaz, turysta, bywalec oraz mieszkaniec różnych miast. Skazany na wieczną wędrówkę. To najnowsze wcielenie Wojciecha Kuczoka, który przemierzył świat nie tylko wzdłuż i wszerz, lecz także? z góry na dół. Wspiął się na dach Europy, zszedł głęboko pod powierzchnię Ziemi, penetrując najbardziej niedostępne jaskinie (odkrywając kilka z nich).
W swojej książce zdaje sprawę z licznych wypraw, niejednokrotnie odbiegając przy tym od prostej relacji i anegdoty, przeplatając opowieść dygresjami na temat współczesnego podróżowania, momentami zadumy nad cudem natury czy antropologiczną refleksją o czasie, pamięci, pozostawaniu w ruchu. Wciąż wkracza przy tym na szlaki literackie, rekonstruuje kulturową mapę Europy, wkomponowuje w swoją opowieść aluzje, cytaty i kryptocytaty. Odwiedziny kolejnych miejsc i muzeów są bodźcem do przemyśleń nad sztuką i architekturą, do sporządzania notatek z lektur, wystaw, galerii. Ostateczny wymiar tytułowej włóczęgi ma związek z własną artystyczną drogą autora, bo Poza światłem to nie tylko dziennik podróży, ale także świadectwo zmagań z pisarskim rzemiosłem, z twórczą mocą i niemocą.
Sławomir Koper, autor bestsellerowej serii książek o elitach II Rzeczpospolitej rozpoczyna kolejną serię. Tym razem o elitach PRL. Pierwsza książka to fascynująca opowieść o kobietach władzy. O wpływowych komunistycznych działaczkach i o żonach pierwszych sekretarzy. Jak zwykle u Kopra książka jest błyskotliwie napisana i odsłania wcześniej nieznane fakty.
Opowieści znanych podróżników, pisarzy i krytyków kulinarnych ukazują całą gamę niezwykłych doznań umysłu, serca i podniebienia.
Od nietoperza na wyspie Fais przez baraninę w mongolskiej jurcie aż po tacos w Tijuanie ? na wszystkich szerokościach geograficznych jedzenie karmi nie tylko ciało, ale i duszę. Posiłek może być podarunkiem, który pozwala podróżnikowi przetrwać, nicią, będącą zaczątkiem nierozerwalnej więzi, kluczem do poznania innych kultur. Odkryj bogactwo jedzenia podczas literackiej uczty złożonej z trzydziestu ośmiu dań ? niezapomnianych podróży kulinarnych z całego świata.
Tym razem jeden z największych podróżników wszech czasów dzieli się z nami pełnymi emocji i barw wspomnieniami z podróży po Algierii i Tunezji.
Ossendowski z wnikliwością naukowca i wrażliwością poety wprowadza nas w idyllę egzotycznych lądów, bogactwo kultur i zwyczaje arabskiego świata, uczestniczy w pulsującym własnym rytmem życiu tubylców, zachwyca się tańcem i muzyką. Zagłębia się w labirynt uliczek i zaułków starych miast, wsłuchuje w opowieści i legendy, spotyka wojowniczych potomków Fenicjan.
Tak fascynujący i odległy kontynent, dawniej obcy i nieprzyjazny, dzięki Ossendowskiemu staje się coraz bliższy. Jego magia pochłania bez reszty.
Książka opowiada niezwykłą historię Alice Herz-Sommer, która wraz z dzieckiem i mężem trafiła w 1943 do obozu koncentracyjnego w Terezinie, z którego miała trafić w dalszą drogę – do Auschwitz. Udało jej się uniknąć takiego losu dzięki muzycznemu talentowi i razem z synkiem przeżyła wojnę. Niestety podobne szczęście nie spotkało jej męża; zginął w obozie w Dachau.
Książka Melissy Muller i Reinharda Piechockiego to nie tylko wstrząsające świadectwo Holocaustu. To również opowieść o barwnym życiu w Pradze w latach 20. ubiegłego wieku.
Zakopane Odkopane to pierwsza tak lekko i dowcipnie napisana książka o Zakopanem. O mieście, gdzie turystyka zabija oryginalność, bogaci stawiają wielkie gargamele, a kłótnie górali kończą się zamknięciem stoku na Gubałówce. Autorki „odkopują” cudowne miejsca, w których bywał Witkacy, a doktor Chałubiński leczył wielkomiejskich pacjentów. Tytuł książki wymyślił sam Wojciech Młynarski, który w Zakopanem napisał niejedną piosenkę.
Czego nie kupować pod Gubałówką? Kim jest Pan Rysio z kawiarni Europejska? Dlaczego w obecności górali lepiej nie śpiewać „Góralu, czy ci nie żal”? Jak bawił się półświatek pod Tatrami? Dlaczego miś na Krupówkach ma białe futro? Czy przez halny górale popełniają samobójstwa?... Odpowiedzi na te pytania i dużo, dużo więcej znajdziesz w tej książce.
Można? Można! Napisać książkę, która nie jest zbiorem suchych faktów i jedną wielką nudą. Można zebrać anegdoty i ciekawostki, żeby nawet ten, który do Zakopanego nie pojedzie, poczuł, że tam jest. Można zatęsknić za Witkacym i atmosferą górskich schronisk. Czytałam jednym tchem. Gratuluję i góralce, i ceperce. Beato, Paulino, nadjeżdżam! Poproszę o herbatę z prądem.
Dorota Wellman
Chyba tylko Polana Pisana jest tak świetnie napisana jak ta książka. Gdzie trzeba z sentymentem, gdzie trzeba niezbyt sympatycznym atramentem, ale zawsze z miłością do Zakopanego. Drogi Czytelniku, tu nie ma lipy. Brawo dziewczyny!
Jacek Cygan
Mam silne przekonanie, że autorkom udało się Zakopane odkopać. Od serca dziękuję Wam za możliwość „powrotu” w nieznane i bardzo bliskie „moje Zakopane”. Góral z miasta. Z wyboru ceper, Bartek Topa
Bartek Topa
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?