W tej strefie proponujemy bardzo szeroką ofertę z dziedziny psychologii oraz dziedzin powiązanych: astronomii i astrofizyki, ekologii, filozofii, kultury, podróżnictwa, religii, socjologii, sztuki. Szczególnie polecamy z tej kategorii bestseller pt. Księga Urantii. Księga Urantii podaje jasną i zwięzłą integracją nauki, filozofii i religii. Ci, którzy ją czytali i zgłębiali, wierzą, że Księga Urantii może wnieść bardzo wiele wartości do religijnej i filozoficznej myśli ludzi tego świata.
Wszystko, co żyje - podobnie jak my, ludzie - do czegoś dąży. Uznanie tego stanu rzeczy należy do istoty człowieczeństwa i w liczącej przeszło dwa tysiące lat tradycji filozoficznego myślenia zadomowiło się jako stały temat refleksji. Poznanie dziejów Ideologicznego myślenia, które w tej książce zostały po raz pierwszy tak obszernie, wnikliwie i dokładnie przedstawione, pozwoli podważyć scjentystyczny przesąd, przywracając naturalnemu podejściu do przyrody poczucie pewności. Stawianie pytania "Po co?", za którego sprawą czujemy się zadomowieni w przyrodzie, nie jest kwestią przymusu, ale też nie jest mniej uprawnione niż pytania "Skąd?" i "Jak?", które musimy sobie stawiać, aby móc nasze panowanie nad przyrodą utrzymać i potęgować. Pogląd, że interpretowanie naturalnych procesów jako ukierunkowanych na cel jest niedopuszczalnym przenoszeniem charakteru kierowanych przez wolę działań człowieka na dziedzinę życia organicznego, jest przesądem tyleż nieuzasadnionym, co zatwardziałym. Ustanawianie z rozmysłem celów możliwe jest dlatego tylko - to jedna z głównych tez Roberta Spaemanna - że z samej natury jesteśmy już tacy, że do czegoś dążymy. Wykazuje on Jasno, że wszelkie próby wyeliminowania teleologii, lub też zastąpienia jej tolerowaną przez scjentyzm formułą "Jak-gdyby", wikłają się nieuchronnie w sprzeczności, obciążając nasz stosunek do przyrody zgubnymi konsekwencjami. Przemawia więc za tym, by leżące u podłoża tych prób scjentystyczne przesądy przemyśleć na nowo. s. 158-160
Przełożyła Krystyna Krzemieniowa"Co przychodzi po postmodernie? Ja sądzę, że moderna. Formuła "postmoderna" jest hasłem albo antymodernistycznym, albo pluralistycznym. Jako hasło antymodernistyczne byłoby niebezpieczną iluzją: odrzucenie świata nowoczesnego nie jest przecież czymś pożądanym".
"Po co sztuka? Krytycy sztuki, ci nastawieni poważnie, czyli (...) socjodyletanci pośród estetyków, tylko różnie odpowiadali na to pytanie - ze szkodą sztuki i jej pogodności. Chodzi zaś o to, aby stawić im czoła. (...) Po co żądza stawiania wszystkiego pod osąd trybunału właśnie w estetyce (...)
Nasza epoka naznaczona jest wyraźnie spuścizną XX wieku, który był stuleciem manipulacji i kłamstwa. Piętnem tym odcisnęła się przede wszystkim wojenna funkcja kłamstwa. W czasie dwu wielkich wojen światowych kłamstwo było orężem podstawowym.
Człowiek jest swego rodzaju nieszczęśliwą amfibią, która żyje w dwóch światach, ale nie jest zadomowiona w żadnym z nich. Próbujemy uwolnić się myślowo od naszych zwierzęcych warunków życia, ale mimo to nadal pozostajemy w nie uwikłani.
Przełożył Jarosław MereckiCzłowiek jest swego rodzaju nieszczęśliwą amfibią, która żyje w dwóch światach, ale nie jest zadomowiona w żadnym z nich. Próbujemy uwolnić się myślowo od naszych zwierzęcych warunków życia, ale mimo to nadal pozostajemy w nie uwikłani.
Przełożył Jarosław MereckiTradycyjna definicja znaku, wedle której znak "reprezentuje" jakieś "znaczenie", implikuje określoną ontologię znaczenia, która w dziejach filozofii stawała się coraz bardziej problematyczna. Przez znaki rozumiemy raczej znaki czasu, które poruszają myślenie poza przyjęty dotąd punkt widzenia - jako to, co rzeczywiste w relacji do myślenia i w relacji do pojęcia możliwych dla tego myślenia "przedmiotów doświadczenia". Znakiem jest to, co jest istotne dla doświadczenia tej rzeczywistości. Znakiem jest wszystko, co rozumiemy w nieograniczonym sensie.Filozofię znaku można jednak dzisiaj uprawiać tylko w języku metafizyki. Nie mamy zresztą żadnego innego pojęcia filozofii, jak tylko pojęcie metafizyczne.
Przełożyła Krystyna Krzemieniowa "Z [...] retorycznie ujętymi kryteriami niemetafizycznej wzniosłości łączy się pewien brak, który można przewidzieć w świetle teoretycznych aspiracji "filozofii sztuki": Kierują one uwagę na modalność świadomości estetycznej, a nie na samo to, co się przejawia. Są one "psychologią sztuk" w rozumieniu Schellinga i Hegla. Mnie natomiast zależałoby raczej na pojęciu "fenomenologii sztuk", ponieważ w ostatecznym rachunku nie chodzi o zainteresowanie psychicznymi procesami w doznającym podmiocie, co charakteryzowało moralno-pychologiczną estetykę recepcji (Arystoteles/Lessing) lub zainteresowanie transcendentalne (Kant/Schiller), przy czym obydwa te stanowiska były raczej antropologią niż estetyką, ale o stan doświadczenia estetycznego, które jest właśnie stanem estetycznym, a nie odmianą stanu psychicznego. Pojęcie doświadczenia estetycznego należałoby zbadać raz jeszcze w kontekście estetyki wzniosłości (groza, nagłość).Na wstępie powoływałem się na "sztukę" jako kryterium "teorii estetycznej". Oddzieliłem ją w ten sposób przede wszystkim od "filozofii sztuki" Teraz na koniec można wskazać na drugie oddzielenie, zapewne jeszcze bardziej prowokujące: oddzielenie od życia - tak jak wielka sztuka nie odzwierciedla życia wprost, tak też i "teoria estetyczna" nie jest adwokatem życia. Oczywiście, zachodzi pewna relacja. Jest rzeczą możliwą, że życie albo społeczeństwo na dłuższą metę nie produkuje już takiej sztuki i literatury, która by spełniała kryteria opisanej tu "teorii estetycznej". Jakkolwiek byśmy to oceniali, "teoria estetyczna" byłaby wówczas w stanie dokładnie określić taką radykalną zmianę paradygmatu kulturowego. Nie dałaby się uwieść hedonizmowi życia powszedniego ani estetyzującemu się dyskursowi, by tę zmianę teleologicznie wynieść na wyżyny procesu cywilizacyjnego, albo też metodę krytyki kultury zdewaluować jako upadek. [...] Nie dałaby się też zwieść rzekomym powrotem historii, tzn. pozornie zawartym implicite nawrotem historiozoficznych możliwości myślowych. Rzeczywista zmiana, na którą się zanosi, dotyczy aisthesis jako postrzeżenia estetycznego. O tyle "teoria estetyczna" czyli estetyka jest właściwą teorią epoki. "Zamilknięcie filozofii w obliczu sztuki" ma przyczynę nie w tym, że filozofia zachowuje milczenie wobec problemów życia, ale w tym, że sztuka a priori przewyższa ją pojęciowo bądź do niej nie dorasta".
Jerzy Kmita swą książką włącza się do toczącej się obecnie na terenie filozofii i nauk szczegółowych (głownie humanistycznych) debaty postmodernistycznej. Uczestnikami jej są z jednej strony zwolennicy modernizmu, z drugiej zaś uczeni próbujący upowszechnić nowe postmodernistyczne myślenie o świecie i o ludzkiej tożsamości. Debata ta nie ma znamion spokojnej, rzeczowej dyskusji, przeciwnie - przebiega z naruszeniem reguł racjonalności.(...) Jerzy Kmita w swej książce próbuje zracjonalizować debatę, ustawiając ją w płaszczyźnie naukowej. Zdaje się zakładać, że ma miejsce taka przemiana w kulturowym obrazie świata, że bezpośrednie porozumienie między zwolennikami dotychczasowego myślenia a rzecznikami nowego nie jest możliwe; możliwe jest jednak przeanalizowanie sytuacji i wskazanie punktów, w których myślenie o charakterze postmodernistycznym (w tym także niefundamentalistyczne) zdolne jest nawiązać do tradycyjnego, uznając niektóre z jego źródeł (z recenzji wydawniczej).
Przełożył Andrzej Maciej Kaniowski"Filozofii przypada pewien formalny priorytet: filozofia jest teorią rozumowej struktury wiedzy skończonej, realizowaną środkami pojęciowej refleksji. Zgodnie ze swą zarazem historyczną i systematyczną samokrytyką nie może ona uważać się za rozum absolutny, lecz już tylko za rozum krytyczny, który sam z siebie potrafi zaprojektować jedynie ramy określające inne postaci ducha, ale nie ich treści. Dlatego w stosunku do nauki, sztuki i religii filozofia może występować tylko jako krytyczny, ale nie jako sprawujący kuratelę. Inne postacie ducha są zatem samodzielnymi współkonkurentami w interpretowaniu sensu ludzkiego życia".
Filozofia i metodologia nauk ekonomicznych to unikatowa monografia ekonomiczna, w której prof. dr hab. Jan Burnewicz kompleksowo wyjaśnia, skąd się bierze prawda o prawidłowościach życia gospodarczego. Przedstawia systematyzację ewoluującej w czasie metodologii badań ekonomicznych, a także charakterystykę istoty najważniejszych metod oraz instrumentów wyjaśniania ekonomicznych tajemnic.Czytelnik otrzymuje w tej książce wszechstronną i szczegółową interpretację filozoficznych i pragmatycznych przyczyn różnorodności myśli ekonomicznej. Znajdzie też pomoc w trudnych kwestiach, a zwłaszcza w zakresie: sztuki formułowania istotnych problemów, doboru metod badania, dowodzenia słuszności twierdzeń ekonomicznych, weryfikacji prawdziwości istniejących teorii, wyrażania obiektywnych opinii o innych dziełach.Monografia stanowi ukoronowanie ponad 45-letniej pracy naukowej prof. dr. hab. Jana Burnewicza, który w tym czasie m.in. wykładał metodologię ekonomii dla doktorantów na Uniwersytecie Gdańskim. Przed jej napisaniem zrealizował wieloletnie badania polegające na zgromadzeniu, krytycznej analizie i uporządkowaniu różnorodnych nurtów myślenia ekonomicznego na świecie.
Dlaczego na Zachodzie czyni się znak krzyża od lewej do prawej strony? W jakich okolicznościach przed chrześcijaństwem używano zawołania Kyrie eleison? Co miał na myśli Jezus, mówiąc o ciele i krwi? Czy podczas Modlitwy Pańskiej wierni mogą rozkładać ręce, podobnie jak robi to celebrans? Czego nie powinno się głosić z ambony?Jeśli chce się autentycznie doświadczyć liturgii, to warto jak najlepiej ją poznać. Powyższe pytania to tylko nieliczne spośród tych, na które odpowiadają autorzy Modlić się mszą świętą. Tomasz Grabowski OP, Dominik Jurczak OP, ks. Krzysztof Porosło, ks. Piotr Roszak i ks. Maciej Zachara MIC specjaliści w dziedzinie liturgii przeprowadzają przez wszystkie części mszy świętej. Zwięźle opisują najdrobniejsze jej aspekty, które często umykają uwadze podczas zwykłego niedzielnego nabożeństwa, a których docenienie pozwala o wiele głębiej przeżyć liturgię. Obok kwestii ponadczasowych dotykają również spraw głęboko aktualnych, takich jak przyjmowanie komunii świętej na rękę czy dopuszczanie kobiet do posług lektoratu i akolitatu.Nie chodzi o to, aby modlić się w czasie liturgii, jakby jedną rzeczą było wypełnianie rytuału, a drugą modlitwa, o którą trzeba niejako zawalczyć w międzyczasie. Rzecz w tym, żeby modlić się liturgią, a więc tak wypowiadanymi słowami modlitw, jak śpiewami, gestami i postawami ciała wszystkimi zmysłami zaangażowanymi w odbiór bogactwa liturgicznych symboli.
Wychowany w wierze, że Zachód to ostoja wolności i demokracji, w najbardziej pijanym widzie nie wyobraziłbym sobie, że ledwie trzydzieści lat po tym, jak komunistyczna zaraza haniebnie wygasła w swym kacapskim mateczniku, opanuje ona umysły Zachodu wolnego świata, jak nazywało się go za moich czasów.
Nie sztuka czuć, że świat się psuje czy wariuje, nie sztuka zauważyć, że nadchodzi koniec świata, sztuka ten koniec świata przeżyć, zrozumieć i w świecie kolejnym znaleźć to, co będzie dobre, co da się wykorzystać i co trzeba rozwijać.
W zalewie informacji o rewolucyjnych zmianach, pandemicznych restrykcjach, politycznych przewrotach, ulicznych zamieszkach, obalaniu pomników i stawianiu nowych, potępianiu tego, co do niedawna było święte i uznawaniu za świętości tego, co do niedawna otaczano pogardą albo lekceważeniem ustalić, co jest skutkiem, a co przyczyną.
Rewolucji, udanych i nie, mieliśmy w dziejach jeszcze więcej, niż końców świata. Wydaje się więc, że z takim materiałem porównawczym intelektualiści powinni tę dzisiejszą rozebrać na czynniki pierwsze i objaśnić bez żadnego problemu, błyskawicznie. A jednak jakoś nie potrafią.
Moi zdaniem dlatego, że tym razem mamy do czynienia z rewolucją, mimo wszelkich pozorów, zupełnie inną, bezprecedensową.
Strollowaną.
Pełne, świadome i czynne uczestnictwo w liturgii nie polega na gorliwym, ale jedynie zewnętrznym odprawianiu wszystkich rytuałów. Nie polega ono na wykonywaniu odpowiednich gestów, mówieniu, śpiewaniu i robieniu wokół siebie szumu, ale na zanurzeniu własnej wyobraźni, a także całego ciała, w historię zbawienia, którą objawia nam liturgia.Pragnienie, aby liturgia obejmowała wszystkie aspekty naszego życia małżeństwo, rodzinę, pracę, edukację, politykę, czas wolny może wydawać się idealistyczne. W rzeczywistości taki stan rzeczy jest całkowicie osiągalny. Timothy O'Malley proponuje, aby spojrzeć na przebieg mszy świętej w inny sposób niż dotychczas czynnie uczestnicząc w dziele nowej ewangelizacji. Nie ogranicza się do teoretycznych rozważań, ale daje praktyczne rady dotyczące m.in. rozeznawania, z których mogą skorzystać zarówno świeccy, jak i duchowni.Realizowanie misji nowej ewangelizacji, będącej zadaniem każdego chrześcijanina, ułatwi osiągnięcie właściwego celu liturgii, którym jest aktywne uczestniczenie w Bożej miłości oraz praktykowanie sztuki ofiarnej miłości na wzór Chrystusa. Jednocześnie przyczyni się do odnowienia osobistej relacji z Bogiem.Timothy P. O'Malley amerykański teolog i liturgista. Pełni funkcje dyrektora Centrum Liturgii oraz dyrektora ds. nauki na Uniwersytecie Notre Dame w South Bend. Doktorat z teologii uzyskał na Boston College za pracę na temat myśli św. Augustyna i jej wpływu na formację liturgiczną. W swoich badaniach koncentruje się na teologii liturgiczno-sakramentalnej, małżeństwie i rodzinie, katechezie i duchowości.
Energetyka: fotowoltaika i energia wiatrowa, elektromobilność, telekomunikacja i technologia 5G, dialog społeczny, bezpieczeństwo publiczne
Pojawienie się technologicznych nowości zawsze niosło za sobą wiele emocji. Z jednej strony towarzyszył im entuzjazm zwolenników postępu, a z drugiej lęk przed nieznanym ze strony zachowawczej części społeczeństwa. Obawy przed światłem latarni ulicznych czy szczepieniami przeciw ospie, podsycane przez Kościół katolicki w pierwszych dekadach XIX wieku, mogą współcześnie uchodzić za niedorzeczność. Podobnie odnieść można się do obarczania winą twórców pierwszych połączeń kolejowych za niższą cielność i mleczność krów czy zmniejszoną nośność jaj przez kury.
Opisane przykłady trudno jednak uznać za nietypowe i łatwo można wskazać przejawy podobnych postaw wobec współczesnych wynalazków. Obawa przed tym, co nowe i jeszcze nierozpoznane – jest elementem zarówno ludzkiej natury, jak i powszechnie przyjmowanych kanonów postępowania. Wizja zachwiania znanego porządku budzi niepokój i skłania do umacniania się w już zakorzenionych przekonaniach, tradycjach lub wierzeniach – które nie dostarczają jednak narzędzi, by lepiej zrozumieć pojawiające się nowe technologie.
Mechanizm oporu przed implementacją nowoczesnych technologii stanowi poważną barierę rozwoju gospodarczego, a nierzadko także społecznego. Czynnik ten odpowiedzialny jest za spowolnienie procesów inwestycyjnych oraz niższą niż pozwalałby na to stan wiedzy efektywność i jakość produkcji. Znajduje to swoje odzwierciedlenie na rynku i determinuje jego kształt w każdym z możliwych wymiarów – od ekonomicznego począwszy, a na społecznym skończywszy.
W Polsce problem ten szczególnie mocno daje o sobie znać administracji samorządowej. Dąży ona do poprawy kondycji gospodarczej pozostającego pod jej pieczą obszaru, a tym samym do poprawy jakości życia mieszkańców. Samorząd eksponuje swe zalety dla potencjalnych inwestorów, zachęcając ich do pozostania na swym terenie. Każda taka udana próba generuje impuls rozwojowy, który dynamizuje przemiany gospodarcze. Niestety, niemal zawsze działania takie napotykają na opór samych potencjalnych beneficjantów, czyli mieszkańców. Nie zawsze są oni gotowi na sąsiedztwo nowych technologii – szczególnie, gdy ich istota jest dla nich niezrozumiała.
(...) Na barkach lokalnych władz spoczywa nawiązanie konstruktywnego dialogu społecznego z mieszkańcami terenów, na których planowane są nowe inwestycje. Sposób, w jaki włodarze przedstawią informacje i zareagują na zgłaszane przez społeczność lokalną obawy, ma ogromne znaczenie nie tylko dla pomyślnej realizacji planów, ale także dla bezpieczeństwa publicznego.
(...) Niniejsza publikacja prezentuje stan istniejącej wiedzy oraz kierunki badań, jakie są prowadzone w technologicznych i społecznych dziedzinach nauki. Ich związek ze źródłami wytwórczymi, magazynowaniem energii, elektromobilnością i telekomunikacją oraz samym procesem inwestycyjnym w obszarze elektroenergetyki i informatyzacji, jest jednoznaczny.
Fragment wstępu
Jan Englert mówi o sobie, że jest złożony z wielu Englertów. Jest romantyczny i analityczny, niegodziwy i szlachetny, bezwzględny i empatyczny, a jednocześnie pozbawiony wydawałoby się niezbędnego w wypadku aktorstwa szaleństwa.Ponad pięćdziesiąt lat na scenie i piastowanie ważnych funkcji pozwoliło mu poznać dobrze własną naturę, nabrać dystansu do rzeczywistości i z ironią spojrzeć na siebie sprzed lat.Do tej pory pisali o nim inni. Kamili Dreckiej jako pierwszej udało się nakłonić go do szczerej rozmowy. Jakiego Jana Englerta poznamy z ich dialogu?
Mówią, że mężczyźni nie płaczą, a kapłani szybko oswajają się z cierpieniem i śmiercią. Czy to prawda? Być może w wielu przypadkach tak, ale moje doświadczenia są zgoła odmienne. Jestem mężczyzną i kapłanem, który nie oswaja się z cierpieniem. Choć widywałem je codziennie, nie potrafiłem się do niego przyzwyczaić. o. Marek DonajProboszcz parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Krakowie, kapelan krakowskiego hospicjum, lecz przede wszystkim człowiek o wielkim sercu. Augustianin o. Marek Donaj w przejmującym wyznaniu opisuje swoją pracę w szpitalu i pokazuje, że każde cierpienie ma konkretne imię.To opowieść o utracie, pamięci, a w pierwszej kolejności spotkaniach z drugim człowiekiem, które stają się przestrzenią obecności Boga. O. Marek wspomina początki swojego kapłaństwa oraz szpitalne rozmowy z ks. Józefem Tischnerem, prof. Andrzejem Szczeklikiem czy Czesławem Miłoszem. Pogodne anegdoty z tych spotkań przenikają się z medytacjami o wierze, bólu i największej chorobie człowieka miłości.Ta książka udowadnia, że pożegnanie nie jest końcem, a człowieczeństwo nie podlega śmierci choćby wszystko inne umarło.Powyższy opis pochodzi od wydawcy.
Trzydzieści lat temu, w czerwcu 1991 roku, u progu odzyskanej wolności, do Polski, swojej Ojczyzny, przybył Jan Paweł II, by w tym szczególnym momencie dziejów przypomnieć rodakom prawdy Dekalogu. Był niczym Mojżesz niosący swojemu ludowi kamienne tablice z wyrytymi przykazaniami. I podobnie jak Mojżesz zastał nas czczących złotego cielca... Wygłoszone wtedy przez Ojca Świętego nauki pozostały nieodrobioną do dziś katechezą.Do rozważań nad papieskimi katechezami dla Polaków o Dekalogu wracamy dziś wraz z ks. prof. Edwardem Stańkiem, który prostym językiem próbuje z nich wydobyć i ukazać nam ich sedno. Autorowi bardzo zależało, by zanim czytelnicy pochylą się nad jego tekstem, zaznajomili się z wygłoszonymi wówczas wyjątkowymi homiliami Ojca Świętego. W pierwszej części książki przypominamy więc pełne teksty katechez Jana Pawła II o Dekalogu wygłoszone podczas pielgrzymki do Polski w 1991 roku Mamy nadzieję, że ciągle, a właściwie nigdy nie jest za późno, aby stały się fundamentem życia osobistego każdego z nas i kamieniem węgielnym budowania relacji społecznych.
Wydanie Modlitewnika ukazuje się w wyjątkowych okolicznościach: oto 12 września 2021 Prymas Tysiąclecia zostaje wyniesiony na ołtarze.Beatyfikacja Stefana Wyszyńskiego jest ukoronowaniem życia tego wielkiego człowieka i od dawna wyczekiwaną chwilą dla wszystkich Polaków.Modlitwy zebrane w modlitewniku zostały tak dobrane, by najpełniej oddać duchowe przesłanie Prymasa Tysiąclecia, a także by w najpiękniejszy sposób wyrazić swoją ufność w jego niezwykłe orędownictwo u Boga. Dla wszystkich modlitewnik będzie niepowtarzalnym źródłem natchnienia do gorliwej modlitwy, dziękczynienia i prośby o potrzebne łaski.
Jak to możliwe, że walizkę na kółkach wynaleziono później, niż wysłano człowieka w kosmos? Dlaczego samochody elektryczne były przeznaczone dla kobiet? I co sprawiło, że dzierganie pończoch przeistoczyło się z ważnego męskiego zajęcia w niskopłatną pracę dla kobiet, a programowanie awansowało z nieistotnego kobiecego zadania w najważniejszą męską profesję w Dolinie Krzemowej?Historia techniki z definicji jest historią męskich wynalazków. Źródłem problemów z nowymi technologiami jest nasze wyobrażenie o płci i podziale na umysł i ciało: ten pierwszy - męski, to drugie - kobiece. Czas to zmienić.Szwedzka dziennikarka Katrine Marçal błyskotliwie i ze swadą rozkłada na czynniki pierwsze stulecia ignorowania kobiet w dziedzinie technologii i udowadnia, że przyszłość techniki należy właśnie do nich. Bo przecież kiedy funkcjonuje się w świecie skonstruowanym dla kogoś innego, dużo bardziej prawdopodobne, że wpadnie się na pomysł, jak go ulepszyć.W końcu potrzeba jest matką wynalazku. Tą potrzebą jest kobieta.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?