Ja was znam krzyczy Cruella w todze, jak pieszczotliwie określa sędzie sądów rodzinnych nasz autor, do jednego z bohaterów niniejszej opowieści. Sama się rozwodziłam!. Ten jej okrzyk wojenny jest zarazem wyznaniem kobiety, kobietki, dziewczynki wprost, której cała wiedza prawnicza i takież doświadczenie, lata studiów, na które tak się lubi powoływać pokazując swój dyplom i aplikację, funkcja, jaką pełni w systemie państwowego wymiaru sprawiedliwości niczym są wobec egzystencjalnego doświadczenia, jakim jest dla niej spotkanie na sali sądowej mężczyzny, uosobienia wroga, którego nienawidzi i nad którym ma teraz suwerenną władzę. Inna tę władzę suwerenną wykorzysta podrze dokumenty, które pozwany skrupulatnie gromadził w celu dowiedzenia swej niewinności...
Feminizm, mimo że wymierzony w mężczyzn, jak każda doktryna walki, nienawiści, egzystencjalnego sporu, który angażuje człowieka w pełni i do końca, i kładzie na szali jego życie niszczy też swych wyznawców. Tezy feminizmu złamały wiele kobiet, zniszczyły im życie. Cierpią. Niektóre otwarcie, inne już po przekroczeniu granicy cierpienia, ale wciąż niepogodzone ze swym losem, niezdolne, by znaleźć jego przyczynę w chorej doktrynie, wciąż drą mordy dawno już pozbawione nie tylko uroku, ale i uzębienia. Jak w starym dowcipie: nie mogą już pogryźć, ale chciałyby jeszcze poćmokać.
Jednak ta książka nie została napisana przeciwko kobietom. Rzec można nawet, że jest napisana w obronie radosnej, upiększającej świat kobiecości. Jest więc pochwałą kobiet i kobiecości, choć zgodnie z zastrzeżeniem poczynionym przez autora nie jest dla nich pomnikiem, bo jest znacznie więcej, znacznie milszych miejsc, w których kobiety czują się znacznie lepiej niż na kamiennych cokołach. Jest też pochwałą różnorodności, a przynajmniej zasadniczych różnic między kobietą a mężczyzną i sprzeciwem wobec wszelkich, motywowanych politycznie, ideologicznie, religijnie bądź filozoficznie prób zaprowadzenia urawniłowki.
Pośród zdrady i zaprzaństwa, ale też zwykłego cwaniactwa, Michalkiewicz pozostaje prawie osamotnionym obrońcą polskiego honoru i zarazem prawdy historycznej. Większość polskich publicystów i dziennikarzy już dawno skapitulowała, bojąc się panicznie oskarżenia o antysemityzm, które w oczach wielu oznacza wyrok śmierci cywilnej, a przynajmniej burzy fundamenty godziwej egzystencji...
Zdaję sobie sprawę, że lektura nie nastraja optymistycznie, że książka jest rodzajem kroniki agonii, ale trudno - moim celem jest przede wszystkim przedstawienie sytuacji i kierunku jej ewolucji, ponieważ warunkiem podjęcia skutecznego remedium - o ile jest ono jeszcze w ogóle możliwe - jest trafna diagnoza. Być może z tego powodu książka wzbudzi sprzeciw, zwłaszcza wśród ludzi przekonanych, że wszystko powinno się zakończyć wesołym oberkiem...
NOWOŚĆ! Skąd się wziął kryzys gospodarczy i kto jest temu winien? W prosty sposób autor wyjaśnia przyczyny dzisiejszego załamania gospodarczego.
Dominacja na polskiej scenie politycznej partii lewicowych lub kryptolewicowych, także związków zawodowych, jest jedną z przyczyn porażająco niskiego poziomu wiedzy ekonomicznej Polaków. Przeważa przeświadczenie, że niskie płace, renty, emerytury itp. może podnieść dodrukowanie złotówek. Pogląd taki wyrażają nawet uznani ekonomiści z dyplomami najlepszych polskich uczelni.
Także w środowiskach patriotycznych, szczerze zmartwionych stanem polskiej gospodarki i zasobnością obywateli, dominuje przekonanie, że lepiej jest, aby nikt nic nie miał, niż gdyby jeden miał więcej od drugiego.
Spotkać można przedsiębiorców działających z umiarkowanym powodzeniem, którzy nie rozumieją i nie dostrzegają różnicy między kredytem a kapitałem. Powszechne jest niezro-zumienie przyczyn obecnego kryzysu finansowego i gospodarczego, a przedstawiciele mainstreamu mają w tym względzie tyle tylko do powiedzenia, że „jak coś rosło wiele lat, to musi teraz maleć”.
Książka zawiera zebrane felietony wygłaszane na antenie Radia Maryja.
Michalkiewicz nie boi się poruszać drażliwe tematy polityczne i gospodarcze. Omawia wszystkie za i przeciw przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, krytykuje manipulowanie państwa przy gospodarce i udowadnia, że liberalizm gospodarczy nie kłóci sie z zasadami chrześcijańskimi.
Ujmuje się za najsłabszymi - przy pomocy logiki i zdrowego rozsądku udowadnia, że zgoda na aborcję z powodów tzw. społecznych jest złem - celowo nie używa przy tym argumentów wiary, aby trafić także do niewierzących.
Czytelnicy, którzy znają inne książki Michalkiewicza, z łatwością zauważą konsekwencję autora i dar przewidywania, który można nazwać po prostu umiejętnością myślenia i zdrowego rozsądku.
W dziesiątą rocznicę śmierci abp. Dąbrowskiego Raina zdecydował się opublikować nieznaną szerszym kręgom biografię duszpasterza - długoletniego Sekretarza Konferencji Episkopatu Polski, oddanego współpracownika kardynała Wyszyńskiego, twardego negocjatora z władzami PRL.
Nie wszyscy wiedzą, że abp Dąbrowski był zakonnikiem - orionistą, opiekunem chorych. Niestety, nie zachowało się wiele zapisków z tej dziedziny działalności arcybiskupa, ale możemy się przekonać, jak bardzo był on wierny swemu powołaniu do końca życia, jak dbał o zgromadzenia zakonne w Polsce, troszczył się o rozwój powołań - była to praca bardzo cicha, ale dająca wielkie efekty.
Teczki wciąż wstrzasają polskim życiem społecznym i politycznym, dotykają świat kultury, boleśnie ranią polski Kościół. Od upadku komunizmu kolejne ekipy rządzące nie potrafią skutecznie przeciąć tego węzła niemożności, złej woli i oportunizmu. Obrońcy tajnych współpracowników gotowi są nawet wywrócić tradycyjny porządek moralny, donosicieli i zdrajców nazwać ofiarami, a ofiary ich agenturalnej działalności "moralnymi prymitywami". Stanisław Michalkiewicz od samego początku był i pozostaje nadal niezwykle konsekwentnym zwolennikiem przeprowadzenia w Polsce lustracji. Zgromadzone w tym tomie felietony poświadczają jego zdecydowanie w tym względzie. Dowodzą także, że konieczności przeprowadzenia lustracji nie warunkuje zaspokojenie ciekawości czy nawet poznanie prawdy, to przede wszystkim warunek "sine qua non" sanacji Rzeczypospolitej, państwa, które w ostatnich trzech wiekach zaledwie przez trzydzieści kilka lat aspirowało do suwerenności i niepodległości, podlegając poza tym wpływom obcych tajnych policji i wywiadów...
W czerwcu 1987 roku Jan Paweł II miał po raz trzeci odwiedzić swoją ojczyznę. Polska była wtedy zupełnie innym krajem, zupełnie inni ludzie sprawowali w nim władzę...
Książka, choć jest zapisem kilku miesięcy poprzedzających ową pielgrzymkę, nie opowiada o radosnym oczekiwaniu na przybycie Ojca Świętego. Jest opowieścią o pracy ludzi służących tamtemu systemowi, spisaną przez nich samych w meldunkach, raportach, ściśle tajnych rozkazach i zarządzeniach, po spotkaniach jawnych i tajnych, oficjalnych i konfidencjonalnych...
Przeraża, fascynuje, ale i śmieszy, bo jakiż inny system mógł marnować tyle ludzkich talentów wprzęgając je w swoją nienawiść do Boga, Kościoła i wierzących. Jakiż inny system poświęcał tyle sił i środków, by śledzić, inwigilować, infiltrować...? By swych funkcjonariuszy skazywać na udział we Mszach św. i Nabożeństwach?
Któż był wówczas wrogiem? Dlaczego zwykły proboszcz z Gdańska stawiał na nogi tajne, jawne i ?dwupłciowe" policje? Jaka była cena zdrady...? Paczka kawy...? Butelka brandy...? A może to nie była zdrada? Może tylko niegroźna fraternizacja, wzajemne przenikanie, a w istocie praca duszpasterska?
Był u mnie przedstawiciel Znaku, Więzi, potem przedstawiciel PAX-u. Nie mogą na siebie patrzeć, ale w gruncie rzeczy mają te same tendencje: gra polityczna, licytowanie się w zdobywaniu rozgłosu, osobiste i grupowe ambicje, dobro Narodu na końcu.
Ponadto miałem dwie długie konferencje: jedna w sprawie statutu Caritas, druga z b./yłymi/ doradcami „Solidarności", nudne, bo jednostronne i jednokierunkowe. Ci ludzie, aczkolwiek umiarkowani, to jednak natrętni, dla nich, poza „Solidarnością ", nikt i nic nie istnieje - ani wiara, ani duszpasterstwo, ani człowiek. Przestrzegają, aby się Kościół nie dał zinstrumentalizować rządowi, ale sami do tego dążą, chcieliby Kościół wprząc w swój rydwan i Kościołem kierować. Jeszcze nie otrząsnęli się z iluzji.
... Psycholog, któremu nieobca jest też twórczość literacka, przeprowadził intrygującą analizę postaci kobiet, uwikłanych w rozmaite uwarunkowania dziedzictwa kulturowego, będącego nośnikiem wartości naszej cywilizacji. Mamy tu do czynienia z dość swobodnymi acz niebanalnymi rozważaniami i refleksjami, które wzbogacają nasz obraz kobiety jako towarzyszki mężczyzny, obiektu uwielbienia lub wzgardy w zależności od tego, w jakim kontekście się pojawia.
Sprawa umieszczenia na indeksie książki Bolesława Piaseckiego Zagadnienia istotne i tygodnika Dziś i Jutro jedynie z pozoru była sprawą marginalną, dotyczącą peryferii katolickiego świata tzn.ówczesnej Polski. W istocie ta sprawa dotyczyła samej istoty katolicyzmu i jego dalszej obecności nie tylko w Polsce, ale i w Europie, a nawet w świecie.
"Jesteśmy w Roku Pańskim 1428, w dwunastym roku pontyfikatu papieża Marcina V, czterdziestym trzecim roku panowania Władysława II Jagiełły, siódmym roku od objęcia urzędu przez wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego Paula Bellitzera von Rusdorfa...Hermann Rode przez wtajemniczonych w jego profesję współbraci zakonnych zwany był "łowcą jaszczurek". Przydomek ten przylgnął do niego, gdy komtur toruński Marcin von Kemnaty zwolnił go z funkcji prokuratora komturii w Toruniu i powierzył mu stworzenie tajnej grupy, mającej zwalczać działalność Związku Jaszczurczego. Z czasem ówczesny wielki mistrz zakonu Michael Kuchmeister rozszerzył zadania zespołu o tropienie polskich i litewskich szpiegów działających na terenie państwa zakonnego. Zapewne wpływ na to miały wydarzenia z wojny golubskiej. Wtedy krzyżacy nic nie wiedzieli o polskich planach wojennych (jedyne informacje dostarczone przez ich szpiega, rycerza ziemi dobrzyńskiej Adama Świnkę, dotyczyły poczynań księcia Witolda), natomiast nieprzyjaciel - król Jagiełło - znał szczegóły ich narad wojennych szybciej, niż docierały one do poszczególnych konfraterni. Związek Jaszczurczy, choć mocno zdziesiątkowany, również na skutek działalności Rodego i jego ludzi, nadal stanowił spore zagrożenie dla interesów państwa zakonnego. Każdy przeciek do Krakowa wiarygodnych wieści o sytuacji w państwie krzyżackim mógł zniweczyć zamierzenia zakonu. A chodziło o rzecz najwyższej wagi - o przywrócenie zakonowi prestiżu nadszarpniętego po bitwie grunwaldzkiej i wojnie golubskiej. Krzyżakom zależało więc na ciszy i na zachowaniu pozornej bezczynności, bo to one najlepiej maskują wzmożone przygotowania do wojny." (fragment książki)Bitwa pod Grunwaldem w 1410 r. złamała kręgosłup zakonu krzyżackiego, ale nie wyeliminowała go całkowicie z ówczesnej areny dziejów. Czasy wciąż były niespokojne, a kilkanaście lat po bitwie doszło do tzw. "burzy koronacyjnej", kiedy król węgierski, czeski i rzymski Zygmunt Luksemburski próbował rozerwać unię polsko-litewską i zaproponował koronę królewską Witoldowi - wielkiemu księciu litewskiemu i stryjecznemu bratu Jagiełły. Powieść historyczno-przygodowa Jana Wernika obejmuje burzliwe lata 1428-1435, szpiegowskie misje krzyżaków przeciwko Polakom i kontrwywiad Polaków z udziałem członków zwalczanego przez krzyżaków Związku Jaszczurczego. Akcja, a zwłaszcza opisy potyczek, zasadzek i starć między bohaterami, są poprowadzone z bondowską narracją, różnią się tylko "narzędzia" spiskowców, bo właściwie dlaczego umiejętności agentów specjalnych z XIV wieku miałyby być gorsze od tych z wieku XXI?Autor, uzdolniony nie tylko literacko, ale także plastycznie, zilustrował książkę własnymi rysunkami, dzięki którym łatwiej nam wyobrazić sobie realia epoki.
Dzięki tej publikacji] mamy możliwość na nowo odkrywać J. Woronieckiego, dostrzec ponadczasowość i aktualność jego poglądów w zakresie wychowania i edukacji. Poglądy dominikanina w tych kwestiach Autor publikacji konfrontuje z realiami ówczesnego szkolnictwa oraz z myślą pedagogiczną zarówno z okresu aktywności uczonego, jak i współczesną. (…) Przez zestawienia dokonane w recenzowanej pracy — z jednej strony myśli dominikanina, z drugiej zaś realiów panujących w ówczesnej szkole, czytelnik może też dostrzec ciągłość sporu, toczącego się w społeczeństwach europejskich o kształt edukacji i wychowania młodego pokolenia. (…) R. Polak przedstawia czytelnikom publikację, która może być ważnym głosem w dyskusji nad kształtem programów szkolnych i wychowawczych w naszych czasach.
(Z recenzji dr. hab. Jarosława Cabaja)
Wydanie drugie, poprawione i uzupełnione.Człowiek rzecz czy osoba?... to dzieło, w którym autorka stara się znaleźć w tradycji myśli filozoficznej koncepcję, która może być dla współczesnego człowieka terapią wydobywającą go z zagubienia w odmętach postmodernistycznego absurdu.To zarazem propozycja spojrzenia na otaczający nas świat i ludzi, na nas samych, w sposób porządkujący, umożliwiający odróżnienie tego, co ważne od tego, co nieistotne, i pozwalający poznać nie tylko kolejną postać rzeczywistości, nas samych i stosunków między nami, niczym kolejny produkt w supermarkecie, tyleż ciekawy i wywołujący pożądanie, co zarazem szybko tracący swą atrakcyjność i powodujący frustrację, ale rzeczywistość taką, jaką ona jest niezależnie od naszej woli i błędów poznawczych.To wreszcie propozycja zobaczenia siebie w sieci wzajemnej przyjaźni, a nie proponowanej nam przez postmodernizm wrogości i ciągłej walki wszystkich ze wszystkimi i wszystkiego ze wszystkim...
Drugi tomik Biblioteki Rocznika Tomistycznego porusza kwestię zainteresowania św. Tomasza Boecjuszem, a szczególnie jego rozumieniem bytu. Wizja bytu Tomasza składa się z dwóch pryncypiów istoty i istnienia. Nie można w tym miejscu także udzielić jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy przypadkiem Tomasz, wyjaśniając ten niewielki traktat Boecjusza, nie miał okazji do doprecyzowania własnych rozstrzygnięć i zmierzenia się za pomocą własnych narzędzi konceptualnych z neoplatońską zawartością problemową tego traktatu.Pytań, które się rodzą, gdy spotykamy się z tymi dwoma autorami, nie należy mnożyć, gdyż czytelnik mógłby zgubić się w ich gąszczu, zanim rozpocząłby lekturę ich dzieł. Należy rozpocząć od pewnych kluczowych ustaleń, aby można było udzielić odpowiedzi na fundamentalne pytania kim był Boecjusz i dlaczego jego dzieło było ważne w średniowieczu, a następnie z jakich powodów Akwinata podjął się komentowania jego traktatów i czy efekt tego komentarza był ważny dla uprawianej przez niego metafizyki? (Ze Wstępu prof. Michała Zembrzuskiego)
Żniwiarz zebrał z rozległego pola uprawy polskiego ducha to, co jego zdaniem dla tego ducha najcenniejsze, co go zbudowało i nadal, mimo przeciwności i burz dziejowych, rozwija. Żniwa nie są ukończone ani ostateczne, nie były też systematycznie przeprowadzone, zapewne będą kontynuowane, ale ujawniły odrębną, polską myśl o wspólnocie politycznej, o narodzie i państwie. Jej swoistość ujawnia się już na poziomie przedwerbalnego rozumienia rzeczywistości, a następnie ujmowania rezultatu poznania i refleksji w typowych dla niej pojęciach.
Dzięki tej swoistości ujęć możemy mówić o Polakach jako narodzie, który – wbrew obiegowym dziś przekonaniom – jest organizmem, a więc czymś daleko więcej niż tylko podatnikami, poddanymi władzy centrum fiskalnego i zmasowanymi na terytorium oddzielonym granicami od mas obcych, lecz niemal identycznych. Truizmem jest powiedzieć, że myśl istotnie polska jest przesiąknięta duchem chrystianizmu, że sytuuje się w samym centrum Christianitas – jest bowiem przez tę cywilizację zarówno stworzona, jak i ją współtworzy, i wciąż jeszcze próbuje z niej czerpać, ale i ją wzbogacać.
Przez wieki, idąc ku golgocie swego odkupienia, kolejne pokolenia upadają i powstają wciąż nie tracąc nadziei zbudowania ojczyzny „tych, co mają tak za tak – nie za nie, Bez światło-cienia” – przedsionka Ojczyzny Wiecznej; jak ona, ufundowanej na sprawiedliwości, lecz i miłosierdziu, równoważącej wolność i porządek, równość i hierarchię…
Poznałem ją przypadkiem na przyjęciu u mojego kolegi, studenta Uniwersytetu Warszawskiego. Elegancko ubrana, skromna, dowcipna, wesoła...
Pobraliśmy się i byliśmy razem ponad czternaście lat. Zmarła nieoczekiwanie mając 40 lat. Jej śmierć przeżyłem bardzo mocno...
Niedawno dowiedziałem się, że w okresie naszego małżeństwa była tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa PR, i że przez cały ten czas donosiła na mnie...
Tomasz z Akwinu (1224/25–1274) jako etyk jest kontynuatorem najbardziej tradycyjnej i najstarszej szkoły etycznej, mającej swój początek w nauczaniu Sokratesa (ok. 470 BC – 399 BC) oraz w pismach Arystotelesa (384 BC – 322 BC), który z etyki uczynił systematyczną „filozofię moralną”.
Nie jest więc Tomasz autorem jakieś nowej etyki, wywracającej do góry nogami odwieczne przekonania ludzi o dobru i złu, nie szokuje, nie bulwersuje, ale też nie szasta potępieniami, obcy jest mu elitaryzm moralny, przemawianie do czytelników czy słuchaczy z moralną wyższością. Pozostaje przede wszystkim uczniem Arystotelesa, o którym mówiono, że jest „umiarkowany do przesady”. Właśnie tego filozofa Tomasz wybrał na swego mistrza.
Jednakże, podobnie jak ma to miejsce w innych działach filozofii, także i w etyce Akwinata nie ogranicza się do powtarzania tez Greka, ale stara się je zinterpretować po swojemu i – bardzo wyraźnie to widać w przypadku etyki – wbudować w gmach myśli chrześcijańskiej. Nie jest to jednak – o co często Tomasza oskarżano – prymitywne „przygięcie” myśli Arystotelesa do ortodoksji chrześcijańskiej, ale raczej ukazanie i rozwinięcie punktów zbieżnych obu doktryn. Zbieżności dostrzegał Doktor Anielski bardzo dużo, czego wyjaśnienie jest proste: właśnie filozofię Arystotelesa uważał Tomasz za najbliższą prawdzie, czyli najbardziej adekwatnie opisującą rzeczywistość.
Z kolei w doktrynie katolickiej uznawał prawdę, którą objawił sam Bóg. Nie oznaczało to jednak bezkrytycznego przyjmowania wszystkich tez i poglądów Filozofa. Tomasz bowiem powtarzał, że „studium filozofii nie jest po to, aby poznać to, co ludzie myśleli, lecz jakby to się miało do prawdy rzeczy”. Ta „prawda rzeczy” jest także najważniejsza dla Tomasza w jego etyce. Wszystko to staramy się w tej książce ukazać.
„Psychologia ma długie dzieje, lecz krótką historię”. Jej „historia” rozpoczyna się bowiem w XVI wieku wraz z terminem „psychologia”, upowszechnionym dopiero dwa stulecia później przez niemieckiego filozofa Christiana Wolffa (1679–1754). Z kolei następne sto lat (1889) przyszło poczekać na wyodrębnienie się psychologii jako osobnej dziedziny wiedzy.
Długie dzieje psychologii to natomiast wielowiekowe rozważania o duszy – ???? ????? (peri psychés) – de anima. Arystoteles (384 BC –322 BC), autor pierwszego w dziejach traktatu O duszy, wiąże duszę z życiem i przypisuje jej posiadanie wszystkim istotom żywym: roślinom – wegetatywną, zwierzętom – zmysłową, a człowiekowi – rozumną.
Tomasz z Akwinu (1224/25–1274) nawiązuje wyraźnie w swojej filozofii do ujęć Arystotelesa, ale znacznie rozbudowuje teorię człowieka, opierając się na swojej nowatorskiej wizji rzeczywistości (w której dominuje akt istnienia) oraz uwzględniając osiągnięcia kilku kolejnych stuleci refleksji (filozofów chrześcijańskich, arabskich i żydowskich).
Jak zauważyła w swej recenzji dr Teresa Stankiewicz, ""w wieku XIX neoscholastyka weszła w polemikę i dyskurs z ówczesną filozofią. Wskazywała i krytykowała jej błędy stojąc na straży realizmu, obiektywizmu i realistycznej koncepcji człowieka. Jednym z bohaterów tego okresu był polski tomista, profesor Franciszek Gabryl"". Był zarazem jednym z tych uczonych, którzy odpowiedzieli na wezwanie papieża Leona XIII dostrzegającego szybkie zmiany cywilizacyjne i kulturowe, które rozpoczęły się już w okresie renesansu i reformacji, ale w wiekach bezpośrednio poprzedzających pontyfikat tego papieża nabrały rozmachu i wzmogły swe tempo. Szybko zachodziły zmiany gospodarcze i społeczne, w szybkim tempie rodziła się świadomość przynależności do narodu, a zarazem uniwersalny charakter chrystianitas wyradzał się w swą karykaturę. Drogi wiary i nauki wydawały się rozchodzić. W tej sytuacji Leon XIII wezwał uczonych katolickich, głównie filozofów, teologów i psychologów, by starali się reagować na zachodzące zmiany, wyjaśniać jej, wskazywać dobro, ale i zło, które z sobą niosą.Ks. Gabryla interesował przede wszystkim człowiek. Zajął się więc głównie antropologią filozoficzną, czerpiąc z metafizyki, teologii i nowoczesnej psychologii. Formułował więc odpowiedź na pytanie o to, kim jest człowiek. Jego badania, ukazane przez dr. hab. Krasnodębskiego są o tyle dla nas interesujące, że rodziły się w momencie dominacji pozytywizmu i modernizmu, których ustalenia stara się dziś kontynuować i rozwijać postmodernizm i marksizm kulturowy. Już z tego względu warto do tej książki sięgnąć. Jej dodatkową, ale istotną zaletą jest Aneks, w którym znajdziemy korespondencję między ks. Gabrylem a ówczesnym dziekanem Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Lwowskiego Kazimierzem Twardowskim. Ta korespondencja pokazuje, jak bardzo jesteśmy podobni do naszych przodków sprzed ponad stu lat, jak bardzo jesteśmy obarczeni podobnymi słabościami, jak podobne gryzą nas zmory i przenikają lęki, w jakże podobnych, a wydawałoby się, że różnych, warunkach żyjemy.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?