Wzruszające świadectwo rodziny, która powiedziała TAK życiu.
Constanze i Tibor otrzymują wspaniałą wiadomość – nareszcie zostaną rodzicami. Podczas rutynowego badania okazuje się jednak, że ich synek Julius cierpi na nieuleczalną chorobę.
Rodzice stają wobec dramatycznego pytania: czy urodzić niezdolne do życia dziecko czy też przedwcześnie zakończyć ciążę?
Podjęcie decyzji zajmuje małżonkom cztery i pół tygodnia, w ciągu których zmagają się oni z samymi sobą, swoją wiarą, swoim życiem i swoim otoczeniem.
Kinga potrzebowała psychoterapeuty, ale o tym nie wiedziała. Do momentu, gdy poznała Małgosię. Po ich pierwszej rozmowie przyszły kolejne – o mężczyznach, miłości, kobiecej przyjaźni, dzieciach, karierze, życiowych wyborach, zwycięstwach i porażkach...
Przez telefon, w samochodzie, na mieście, w nocy, w chwilach trudnych i przy lampce wina, w nerwach i na spokojnie, czasem przez zaciśnięte zęby...
Dlaczego się kochamy, a potem tak łatwo nienawidzimy? Dlaczego boimy się wyjść z niechcianych związków? Dlaczego tak trudno jest zacząć życie od nowa? Co z tym życiem?
Druga cześć reporterskiej trylogii zapoczątkowana przez bestsellerowe IGŁY
„Polki, które nazwano zbrodniarkami”. Kto tak naprawdę jej nazwał?
Julię Brystygier – współtwórczynię aparatu bezpieczeństwa PRL , znajomą Pabla Picassa, która w dorosłym życiu osobiście znęcała się nad Żołnierzami Wyklętymi, a na starość wspierała Kościół i była inwigilowana przez funkcjonariuszy departamentu założonego przez nią samą – nazwały zbrodniarką jej ofiary.
Siostrę Zdzisława Marchwickiego – Wampira z Zagłębia – nazwał tak wymiar sprawiedliwości w czasach PRL-u. Szybko jednak się z tego wycofał.
A czy może nie być zbrodniarką młodziutka dziewczyna, która bez emocji zabija siekierą swoją matkę, ćwiartuje jej ciało, a potem przyznaje: „kiedy umyłam w wannie korpus, przestałam mamę nienawidzić”? Prawdopodobnie może. Nawet jeśli sąd i opinia publiczna tak ją nazwały.
Zimne to zbiór reportaży poświęconych historiom zbrodni, o których wszyscy sądzą, że zostały zamknięte, ocenione, wyciszone... Lub nie miały dalszego ciągu.
Daniela, jak setki kobiet, ma problem ze znalezieniem pracy. Pewnego dnia otrzymuje propozycję pracy we Włoszech jako opiekunka osób starszych (badante). Niewiele się namyślając, wsiada w autobus i już po kilku dniach jest u swojej pierwszej nonny, czyli po włosku babci.
„Badante. Opiekunka we Włoszech” Danieli Wójcik to osobista opowieść o doświadczeniu opieki nad starszymi ludźmi. Książka pasjonująca, bo zawiera praktyczne porady, ale też nie szczędzi gorzkich słów prawdy o relacjach polsko-włoskich, o trudnych stosunkach między opiekunem a podopiecznym. Lektura zdecydowanie obowiązkowa dla zastanawiających się nad tymczasową emigracją zarobkową...
– Daj, poprawię ci tę chustkę, źle ją założyłaś – mówię kiedyś na spacerze do mojej podopiecznej.
– Nie dotykaj mnie! Niewolnicą jesteś!
Takie wspomnienia powinno się jak najszybciej wymazać z pamięci, ale ja postanowiłam je utrwalić. Chociaż w moim przypadku wyjazd do pracy za granicę w charakterze opiekunki miał też jasną stronę. Zwiedzanie! Każdą wolną chwilę przeznaczałam na zwiedzanie. Wybierałam pracę w coraz to innych ciekawych zakątkach włoskich, aby jak najwięcej zobaczyć, dotknąć, sfotografować. Przywiozłam kilka tysięcy zdjęć, poznałam dużo ciekawych ludzi. Wyjeżdżając do Włoch, nie znałam języka, teraz czytam włoskie książki w oryginale. Dużo przeżyć, wspomnień, tysiące fotografii...
fragment
Kontynuacja światowego bestsellera „Kot Bob i ja” – ciąg dalszy prawdziwej historii niezwykłego rudego kota i jego człowieka.
Od dnia gdy James Bowen, muzyk uliczny i były narkoman, znalazł bezdomnego rudego kota skulonego na wycieraczce, minęło trochę czasu. Dwaj przyjaciele nadal żyją na marginesie społeczeństwa, doświadczając niechęci, pogardy, a nawet przemocy. Wkrótce jednak ręka w rękę czy raczej łapa w łapę będą musieli się zmierzyć z zupełnie nowym wyzwaniem. Jak sobie poradzą ze zdumiewającą odmianą losu, kiedy James otrzyma propozycję napisania książki?
Poruszająca opowieść o tym, że każdy z nas dostaje od życia drugą, trzecią, a nawet czwartą szansę. Wystarczy tylko jednej z nich nie zmarnować…
James Bowen jest brytyjskim muzykiem i pisarzem od wielu lat mieszkającym w Londynie. W 2007 roku w tajemniczych okolicznościach znalazł rudego kocura, którego nazwał Bob. Od tamtej pory są nierozłączni.
Wojciech Cejrowski - ekscentryk z fantazją i niezwykłym poczuciem humoru. Podróżnik, fotograf. Autor cyklu filmów dokumentalnych ""Boso przez świat"". Z wykształcenia antropolog kultury. Od 25 lat organizuje wyprawy w najdziksze zakątki kuli ziemskiej. Przyjęty do Royal Geographical Society (Królewskie Towarzystwo Geograficzne) w Londynie oraz do Explorers Club w Nowym Jorku. Mieszka na rancho w Arizonie. Tam pisze swoje książki.""Jestem wydawcą od wielu lat, przeczytałem tysiące maszynopisów. Ten zrobił na mnie ogromne wrażenie. Río Anaconda to opowieść przygodowo-podróżnicza. Trzyma w napięciu jak kryminał, a jednocześnie rozśmiesza do łez. I zapewniam Was: w trakcie lektury będziecie się śmiać na głos! A przy okazji jest to historia prawdziwa. Nie trzeba lubić Autora, żeby polubić tę książkę, bo czy się komu Cejrowski podoba, czy nie, trzeba przyznać, że opowiada bardzo ciekawie. Fantastyczne dialogi! Doskonałe zdjęcia! A wady? Jeżeli są, szukajcie ich sami, ja nie znalazłem. No, może poza jedną: po czterystu stronach opowieść się kończy"".Tadeusz Zysk, wydawca
Prawdziwa historia kobiety przez 10 lat więzionej w domu psychopaty.
To, co spotkało Michelle, mogło przydarzyć się każdemu.
Nie zachowała się nierozważnie, nie zaufała nieznajomemu, nie prowokowała. Po prostu pewnego dnia spotkała ojca swojej koleżanki, który zaproponował, że ją podwiezie.
Dopiero po 10 latach świat poznał losy jej i dwóch innych młodych kobiet więzionych przez niepozornego kierowcę autobusu – Ariela Castro.
Michelle doświadczyła najgorszych okropności, jakie mogą spotkać istotę ludzką.
A jednak jej historia to przede wszystkim opowieść o nadziei.
Nigdy nie pozwoliła się złamać. Wciąż na nowo podnosiła się i wybierała życie. Jej książka jest nie tylko świadectwem tego, co przeżyła, ale też apelem, byśmy reagowali, gdy obok dzieje się coś niepokojącego.
Jego historia nie zaczyna się i nie kończy w czasie II wojny światowej. Jest 1920 rok. Mały chłopiec siedzi na kolanach ojca. Huk sowieckich dział przeplata się z błagalnymi modlitwami uczestników procesji. Żeby tylko bolszewicy nie zdobyli Warszawy... A potem służba w polskiej armii. Wojna i niemiecka niewola. Ucieczka z transportu i powrót do okupowanej stolicy. Jan Nowak (właśc. Zdzisław Jeziorański) wie, czym ryzykuje. Wie też, o co walczy. Aktywnie działa w podziemiu. Zostaje tajnym emisariuszem AK. Groźba śmierci towarzyszy mu stale w jego misjach w okupowanej Europie. W Londynie rozmawia z Winstonem Churchillem. Jako ostatni emisariusz dociera do Warszawy tuż przed wybuchem Powstania. W przeddzień kapitulacji ratuje z płonącej stolicy bezcenne dokumenty. ,,Kuriera z Warszawy"" czyta się z zapartym tchem! To nie tylko wielka opowieść o Polskim Państwie Podziemnym. To fascynująca, świetnie napisana książka. Zanim oficjalnie trafiła do naszego kraju, była najczęściej przemycanym przez Polaków tytułem. Teraz każdy z nas może ją mieć na półce. I powinien!
Biografia Charlotte Brontë pióra angielskiej powieściopisarki Elizabeth Cleghorn Gaskell należy w do klasyki światowej literatury. Zachwyca czytelników Charlotte, Emily i Anne Brontë, stanowiąc naturalne dopełnienie ich powieści, ponadto wciąż pozostaje głównym punktem odniesienia dla tych, którzy chcieliby poznać życie tej niezwykłej pisarskiej rodziny. Tak jest ponieważ Biografia Charlotte Brontë opowiada losy wielkiej pisarki, jej sióstr i brata, słowami jej listów, słowami jej ojca oraz przyjaciół, a należała do nich również Elizabeth Gaskell. Książka ukazała się 25 marca 1857 roku, w drugą rocznicą śmierci Charlotte Brontë. W tym czasie sława jej i jej sióstr była już dawno ugruntowana po obu stronach Atlantyku. Wszystko zaczęło się dziesięć lat wcześniej, kiedy to jesienią 1847 roku ukazała się pierwsza z powieści sygnowanych pseudonimem Currer Bell - Jane Eyre. Niebywała popularność tego dzieła z miejsca uczyniła z autorki, której prawdziwe nazwisko nie było znane wówczas nawet wydawcy, ,,jedną z największych znakomitości, trzymającą w małych rączkach potężną dźwignię, którą wprowadzała cały świat literacki w drżenie"". Jednak Brontë, dla której ten nieoczekiwany sukces był spełnieniem marzeń, wzbraniała się przed ujawnieniem tożsamości. Wolała przeżywać swoje uniesienia w ukryciu, z dala od londyńskiej socjety, która jej wyglądała. Jedyne, na co się w owym czasie zdobyła, to przyznanie się ojcu i przyjaciółce do tego, że napisała powieść...
Dwudziestojednoletnia Kylie Bisutti olśniła branżę mody i świat, gdy zamiast sławy i bogactwa wybrała wiarę. Porzuciła karierę przynoszącą wiele milionów dolarów zysku i najbardziej prestiżowy tytuł w świecie mody - tytuł Anioła Victoria’s Secret.
W książce Nie jestem Aniołem Kylie przedstawia swoją historię kariery. Opowiada o tym, jak – będąc nastolatką – przedzierała się przez morderczy świat mody, jak wygrała konkurs na Anioła Wybiegu Victoria’s Secret oraz dzieli się przeżytymi rozczarowaniami i doznawanymi rozterkami duchowymi. Opisuje także swoje nawrócenie – niezwykłą chwilę, w której uświadomiła sobie, że nie może dłużej godzić kariery modelki z wiarą chrześcijańską. Postanowiła więc zrezygnować z życia w świetle jupiterów i poświęcić się głoszeniu prawdy o znaczeniu skromności i wewnętrznego piękna.
Kylie odkrywa tajemnice brutalnego świata mody. Przedstawia swoje zmagania z brakiem poczucia własnej wartości i nieustannym poszukiwaniem aprobaty w świecie, w którym nigdy nie jest się wystarczająco szczupłym, pięknym i seksownym. Sama odkrywa i pomaga czytelnikom zrozumieć, że…
Poruszająca historia człowieka, który tak wiele wygrał, ale jeszcze więcej przegrał. Andrzej Iwan z przejmującą szczerością opowiada o uzależnieniach od alkoholu, hazardu, a nawet o próbach samobójczych. Tłem dla jego historii pozostaje piłka nożna - widziana od środka, oczami wybitnego zawodnika, reprezentanta Polski w finałach mistrzostw świata w 1978 i 1982 roku. Iwan oddaje klimat czasów komuny, przedstawia życie całego pokolenia zawodników, których do tej pory - poza nielicznymi wyjątkami - widzieliśmy jako idealnych herosów. Jest to książka, przy której czytelnik wielokrotnie powinien się roześmiać - i to na głos, ale też kilka razy zapłakać. Iwan dzięki fotograficznej pamięci oddaje szczegóły zdarzeń sprzed dwudziestu czy trzydziestu lat, odkłamuje historię polskiego futbolu, rzuca nowe światło na największe piłkarskie nazwiska, ale przede wszystkim ukazuje zawodników jako zwykłych ludzi - z poplątanymi losami, lękami, fobiami, problemami czy chorobami, często niestety śmiertelnymi. Opisuje to wszystko, czego zwykli ludzie nie mieli szans zobaczyć - opisuje, co dzieje się, gdy gasną jupitery, a noc jest jeszcze młoda. - To nie będzie książka o triumfach, chociaż i one się zdarzały. Więcej znajdziecie tu upadków, bo moje życie naznaczone jest upadkami, po których nieporadnie próbowałem się pozbierać. Ale będzie to też książka z moim prywatnym happy-endem: dziś, kiedy patrzę w przeszłość, wiem jedno - mogło być gorzej. Upadałem, ale stoję. Tutaj, przed wami. Stoję, odarty z tajemnic, obnażony, żebyście mnie wszyscy usłyszeli. Opowiem historię - swoją, swoich przyjaciół, swojej rodziny, swojego miasta, historię naszej piłki też. Może ku przestrodze, może dla samego siebie, dla pewnego oczyszczenia, dla wyrzucenia na zewnątrz tego całego syfu, który noszę w sobie. A może też dla rozrywki? Może ktoś z was po prostu się uśmiechnie? Dużo widziałem, bardzo dużo. Jeśli byliście kiedyś w wesołym miasteczku, a na pewno byliście, wyobraźcie sobie największy możliwy roller-coaster. Z nieba aż do piekła, i nie do końca z powrotem. Tak właśnie wyglądało moje pieprzone życie. Roller-coaster, bez pasów i po torach, które gwarantowały mnóstwo adrenaliny, ale w gruncie rzeczy prowadziły krętą drogą donikąd - napisał we wstępie.
Dziedzictwo Orła Białego to fascynujšca, prawdziwa historia Juliana E. Kulskiego, młodego żołnierza podziemia i bohatera Powstania Warszawskiego, który dzięki ogromnej pasji, inteligencji oraz darowi nawiązywania przyjaźni stał się jednym z czołowych architektów Ameryki. Jako konsultant Banku Światowego odwiedzał najodleglejsze zakątki świata, spotykał na swej drodze królów, szejków i prezydentów. Jako człowiek o nieposkromionej energii przyciągał niesamowite zdarzenia i intrygujące okoliczności, wierząc jednak w przeznaczenie, o czym w pasjonujący sposób opowiada w swojej książce. Arcybogaty i sensacyjny życiorys zilustrowany licznymi fotografiami jest materiałem na kilka filmów (i książek!). Ale jedno ŻYCIE! Książka została poprzedzona przedmową Jana Nowaka-Jeziorańskiego.
Dziedzictwo Orła Białego to fascynująca, prawdziwa historia Juliana E. Kulskiego, młodego żołnierza podziemia i bohatera Powstania Warszawskiego, który dzięki ogromnej pasji, inteligencji oraz darowi nawiązywania przyjaźni stał się jednym z czołowych architektów Ameryki. Jako konsultant Banku Światowego odwiedzał najodleglejsze zakątki świata, spotykał na swej drodze królów, szejków i prezydentów. Jako człowiek o nieposkromionej energii przyciągał niesamowite zdarzenia i intrygujące okoliczności, wierząc jednak w przeznaczenie, o czym w pasjonujący sposób opowiada w swojej książce. Arcybogaty i sensacyjny życiorys zilustrowany licznymi fotografiami jest materiałem na kilka filmów (i książek!). Ale jedno ŻYCIE! Książka została poprzedzona przedmową Jana Nowaka-Jeziorańskiego.
Czy spełniłeś swoje marzenia z dzieciństwa? To miał być zwykły, pożegnalny wykład nieznanego szerzej profesora kończącego pracę na prestiżowym amerykańskim uniwersytecie Carnegie Mellon w Pittsburghu. I pewnie przemówienie zapamiętałaby jedynie grupka najwierniejszych studentów, gdyby nie to, że zostało ono umieszczone w internecie. Ostatni wykład pod tytułem ""Jak spełniłem swoje marzenia z dzieciństwa"" błyskawicznie stał się jednym z najchętniej oglądanych nagrań w serwisie YouTube. Bo wykład, który uczynił ze skromnego specjalisty od programów komputerowych osobę znaną i podziwianą, nie był jednak całkiem zwykły - pisze Renata Kim, publicystka Dziennika.
Rzecz o górach, wspinaczce, towarzyszących jej sytuacjach absurdalno-ekstremalnych, o naturze ludzkiej, o głupocie i błędach młodości, o ambicji, uporze i strachu... Napisane lekkim piórem, błyskotliwie i z humorem, inteligentnie, ale bez patosu.,,W ciągu tych kilkunastu lat ,,Zwoje: to zaledwie czwarta polska książka w tej serii. Nijakość jakaś wokół nas - zresztą nie tylko w literackim sensie. I miło jest, gdy coś/ktoś się znienacka objawi... "" Stanisław Pisarek
W mglisty poranek Hape Kerkeling - znany niemiecki komik, zaprzysięgły piecuch - wyrusza w drogę. Czeka go sześć tygodni marszu legendarnym Szlakiem Jakubowym, przez ośnieżone szczyty Pirenejów, Kraj Basków, Nawarrę... Sam na sam ze sobą i jedenastokilogramowym plecakiem zmierza do grobu apostoła Jakuba. Z humorem i wyjątkowym zmysłem dostrzegania tego, co szczególne, Kerkeling opisuje swoje przeżycia. Poznaje zarówno tubylców, jak i współczesnych pątników. Doświadcza samotności i ciszy, wycieńczenia i wątpliwości, ale również gotowości do niesienia pomocy. Zawiera przyjaźnie, przeżywa chwile wynagradzające wszystkie wyrzeczenia i na swój sposób odkrywa zaskakującą bliskość Boga.
W Niemczech sprzedano ponad 2 000 000 egzemplarzy tej książki!
Fragment książki Na szlaku do Composteli
18 czerwca 2001 - Santo Domingo de la Calzada
Jest czwarta nad ranem. Dotychczas nie zmrużyłem oka. Wszystko mnie swędzi, chyba coś mnie pogryzło.
Chociaż skrupulatna zakonnica wie teraz, ile owieczek ma pod opieką, i prawdopodobne smacznie śpi, to jednak jagnię w łóżku numer siedem nie może zasnąć od czasu wieczornej odliczanki, tym bardziej że w pokoju wciąż jest za jasno. Wszystko jest, jak by to powiedzieć, ...syfiaste. Trudno spać w jednym pokoju z siedmioma lokatorami i słyszeć pięćdziesiąt innych osób w pozostałych salach, a jeszcze trudniej czuć ich obecność i zapachy. Na domiar złego moje łóżko stoi tuż przy drzwiach jedynej toalety. Koszmar. Co pięć minut ktoś idzie do klopa i bez przerwy rozlega się łoskot spuszczanej wody. Albo ktoś chrapie, albo wzdycha z braku powietrza, albo mówi przez sen. A jakże - „intensywne spotkanie w schronisku dla pielgrzymów", jak ujmuje to eufemistycznie mój przewodnik.
Mam wrażenie, że wyczuwam dusze innych ludzi, ich troski, pragnienia, tęsknoty. To prawdziwa katorga, jeśli chce się po prostu spać. Nie mam pojęcia, jak się przed tym obronić! Jestem zbyt otwarty!
Schroniska pielgrzymkowe powstały z myślą o tych, którzy nie mają pieniędzy. Dla tych, którzy są kompletnie bez grosza.
To najtańsza możliwość spędzenia urlopu, bo takie noclegi nic nie kosztują. Moja babcia zawsze mawiała: „Darmocha to chłam".
Na dodatek zrobiło się zimno! Chyba postradałem zmysły, decydując się na taki nocleg. Ileż ja mam lat? Piętnaście? Przecież nawet jeszcze w szkole nie cierpiałem schronisk młodzieżowych.
Niby czemu dwadzieścia lat później miałoby to być fantastycznym przeżyciem? Ta ciasnota! Te łazienki! No i pokoje... czy raczej klitki. Szkoda słów. Nie muszę tarzać się w grzybicy innych ludzi, żeby doznać olśnienia! Chociaż podobno grzybica świeci w podczerwieni!
Koniec z tym! Mogę pozwolić sobie na płatny nocleg, więc odtąd znowu będę sypiał w hotelach. Nie potrafię i nie chcę udawać biedaka. Hans Peter, bądź sobą! Ten gość tutaj to nie ty!
Ponieważ i tak nie ma szans na sen, wstaję i pakuję swoje manatki. Annę, jako jedna z niewielu, smacznie śpi. Wychodzę więc bez pożegnania. Wkrótce na pewno wzejdzie słońce. Pośpiesznie przemierzam pokręcony labirynt klasztornych korytarzy i otwieram wielką furtę, która prowadzi do murowanego łącznika do miasta. Bezmyślnie pozwalam na to, by drzwi za mną się zatrzasnęły, i stoję w ponurym tunelu, który 2 jednej strony kończy się drewnianymi wrotami wychodzącymi na ulicę, a z drugiej żelazną furtą wiodącą do klasztornego °grodu. Obydwie bramy są zamknięte na amen. No, jasne, przecież to hiszpański konwent sióstr zakonnych! Również droga powrotna do budynku jest odcięta, bo zamek można otworzyć tylko od środka. Utknąłem w klasztornych murach! A od ulicy dzieli mnie tylko jeden krok.
Miejmy nadzieje, że mniszki to ranne ptaszki. Siedem bitych godzin w łóżku bez zmrużenia oka. Czuję się, jakby wyjęli mnie z wyżymaczki. Cholera jasna!
Nie będę już nigdy nocował w klasztorze ani na podłodze; chyba że nie będzie innej możliwości! Wolę już czuwać lub zdrzemnąć się gdzieś na ławce. Nie wierzę, że Shirley MacLaine spędziła chociaż jedną noc w takim refugio. A jeśli tak, to naprawdę jest szurnięta! Chcę stąd wyjść! Naprzeciwko jest przemiły pensjonat, od którego dzieli mnie tylko pięć metrów.
Kiedy, na miłość boską, otwierają ten klasztor? Koszmar. Zupełnie jak więzienie! Zobaczymy, ile jeszcze będę siedział w tym przedsionku raju. Ani nie jestem w środku, ani na ze-
wnątrz. Zwyczajnie utknąłem. Tym razem dosłownie. Marznę tak upojne dwie godziny.
Punkt szósta jedna z zakonnic wybawia mnie z opresji i wypuszcza na wolność. Ja jednak nie mknę w siną dal, tylko idę wprost do pobliskiego pensjonatu. Tam wykończony padam na świeżo zasłane, czyściutkie, bielusieńkie łóżko i śpię kamiennym snem do jedenastej.
Gdy otwieram oczy, słońce stoi już bardzo wysoko i praży niemiłosiernie. Postanawiam odpocząć jeden dzień w Santo Domingo. Dalszy marsz w tej spiekocie i tak byłby szaleństwem. Włóczę się więc beztrosko cienistymi zaułkami tego cudownego hiszpańskiego miasta i trochę żałuję, że nie mogłem porządnie pożegnać się z Annę.
Nagle w oknie wystawowym jakiejś apteki dostrzegam przypadkiem swoje odbicie. Parskam śmiechem. Niezłe dziwadło! Chude, zarośnięte indywiduum w wyświechtanej, brudnej czapeczce. Nic dziwnego, że Annę się mnie boi! Muszę sobie zaraz kupić nowy kapelusz!
Szukam więc odpowiedniego sklepu i wreszcie znajduję go na obrzeżu starówki. Sympatyczny, żwawy staruszek sprawia takie wrażenie, jakby za szklaną ladą swego wielobranżowego salonu czekał na mnie od lat. Po krótkiej rozmowie natychmiast przystępuje do mierzenia mojej głowy. Nietypowy rozmiar nie pozostawia mi zbyt wielkiego wyboru i po krótkiej naradzie ze sprzedawcą wybieramy zielony bawełniany kapelusz z szerokim rondem.
Gdy decyduję się wyjść stąd już w nowym nakryciu głowy, sklepikarz zaskakuje mnie pytaniem:
- Czy mógłbym zatrzymać pański stary kapelusz? I tak nie będzie pan przecież go już nosić.
Prośba wydaje mi się wprawdzie dziwna, ale skoro nalega... Muszę jednak najpierw zaspokoić ciekawość:
- Co pan zamierza z nim zrobić?
Trochę zażenowany spogląda w sufit:
- Ach, wie pan, zbieram znoszone kapelusze pielgrzymów! Szczęka mi opada, gdy podążam za jego wzrokiem: Nad
nami wisi około setki starych czapek i kapeluszy. Sprzedawca podaje mi flamaster:
- Musiałby go pan podpisać... z datą. W przeciwnym razie będzie bezwartościowy. Ma pan coś przeciwko temu?
Umieszczam więc autograf i datę na swojej spłowialej ba-seballówce, nie mogąc powstrzymać się od komentarza:
- Może uzna pan to za szpanerstwo, ale... to nie pierwszy autograf, jaki daję. W Niemczech jestem postrzegany jako... hm.... gwiazda, to zbyt wiele powiedziane, ale...
- Pan jest znany? To wspaniale. Dzięki temu moja kolekcja będzie jeszcze bardziej wartościowa! - Natychmiast dokonuje dokładnych oględzin nowego eksponatu i jak mały chłopiec cieszy się z czytelności mojego charakteru pisma! - Będę to pokazywać wszystkim Niemcom. Ta czapeczka zawiśnie na honorowym miejscu!
A ponieważ handluje nie tylko kapeluszami, lecz także kosmetykami, daje mi w prezencie dwie tubki kremu Yves Rocher i żegna mnie słowami:
- To zabawne, że wszyscy Niemcy mają tak wielkie głowy jak pan. Za dużo, za dużo myślicie!
I ma rację. Ta przeklęta myśląca maszyna, która bez przerwy usiłuje kontrolować żołądek i serce.
Spróbuję teraz wyłączyć głowę. Pstryk i już. Pójdę do katedry i zaczekam na pianie koguta. Stop, szlaban na myślenie. Dzisiaj liczy się tylko serce!
Podczas mszy w katedrze podobnie jak inni pielgrzymi całuję relikwię świętego Hieronima; nie mam pojęcia, po co. Dziś przecież nie myślę.
Hiszpanie potrafią celebrować mszę! Ale kogut znów milczy jak zaklęty!
Wciąż ciągnie mnie do kościołów, oczywiście również dlatego, że to jedyne chłodne miejsca - żadna klimatyzacja nie może się z nimi równać. Podczas mszy szlifuję przy okazji swój hiszpański; nawet jeśli nie wszystko rozumiem - do czego nota bene niechętnie się przyznaję - wizyta w świątyni działa na mnie krzepiąco.
W drodze powrotnej do hotelu nagle słyszę głośny klakson. Obok mnie zatrzymuje się samochód. To sprzedawca kapeluszy zaprasza mnie do swojej hacjendy na butelkę wina no/a. Serce mi się raduje: chętnie bym z nim pojechał. Ale taka biesiada oznaczać może długą noc, a ja chcę jutro rano wyruszyć dalej. Dziękuję więc za zaproszenie i uprzejmie odmawiam.
Trochę rozczarowany sklepikarz odjeżdża, tymczasem ja wkurzam się na siebie: Dlaczego z nim nie pojechałem? Przecież miałem na to ochotę. Znowu w podjęciu decyzji przeważyła durna głowa!
Mały plac katedralny jest najpiękniejszym zakątkiem w mieście. Siadam więc na schodach ratusza naprzeciwko świątyni i obserwuję wieczorną krzątaninę gołębi. Wśród nich rzuca mi się w oczy jednonogi, śnieżnobiały osobnik, który z powodu kalectwa nie nadąża za pierzastymi kolegami. Porusza się niezdarnie, ale zarazem tchnie - o ile to w przypadku ptaka w ogóle możliwe - dumą i dostojeństwem. Jestem pod wrażeniem. W pobliskiej piekarni kupuję trochę chleba i ostrożnie próbuję nawiązać z nim kontakt. Podczas gdy pozostałe gołębie płochliwie przede mną uciekają, biały inwalida podchodzi coraz bliżej, aż wreszcie je mi z ręki.
Potem syty radośnie grucha. Dobrze wiedział, że jeśli minio kalectwa chce przeżyć, nie pozostaje mu nic innego, jak zbliżyć się do niebezpiecznie wyglądającej wielkiej istoty. Dzielny gołąb. Wmawiam sobie, że wzbudził podziw i zazdrość wśród swoich kompanów.
Mój wszechwiedzący przewodnik mówi, że pielgrzymka tym szlakiem to droga ku oświeceniu.
Ja jednak jestem przekonany, że to droga bez gwarancji takiego oświecenia. Tak samo jak urlop nie daje gwarancji odpoczynku. Owszem, nie robię sobie zbyt wielkich nadziei, ale oświecenie nie byłoby takie złe! Cokolwiek by to oznaczało!
Wyobrażam sobie oświecenie jako bramę, przez którą trzeba przejść. Prawdopodobnie nie wolno się jej bać, a jednocześnie nie powinno się jej chcieć przekroczyć za wszelką cenę. Może im obojętniej się te podwoje mija, tym szybciej i łatwiej dokonuje się oświecenie?
Lepiej nie tęsknić za tym, co znajduje się za bramą, i nie nienawidzić tego, co jest przed nią. To nieistotne. Może radość życia to właśnie obojętność? Żadnych oczekiwań, żadnych obaw.
Obawy prowadzą do rozczarowań. Rozczarowania budzą obawy, a obawy to kolejne oczekiwania. Nadzieja powoduje strach, strach zaś rodzi nadzieję. Obojętność? Hm, filozofii mi się na starość zachciało...
Obejrzałem na mapie jutrzejszą trasę. Nie powinna być zbyt męcząca. Zajmie około siedmiu i pół godziny.
Konkluzja dnia:
Otwórz serce i ucałuj dzień!
,,Nie było mnie przy moich pierwszych narodzinach. Moje ciało przyszło na świat 26 lipca 1937 roku w Bordeaux. Tak mi powiedziano. Jestem zmuszony w to wierzyć - sam nie mam z tamtych chwil żadnych wspomnień.Pamiętam za to swoje drugie narodziny. Pewnej nocy obudziłem się, a moje łóżko otaczali uzbrojeni mężczyźni. Przyszli po mnie, chcieli mnie zabić. Tamtej nocy rozpoczęła się moja historia"".Boris CyrulnikBoris Cyrulnik po raz pierwszy zdecydował się opowiedzieć tę wstrząsającą historię. Talent pisarza przywołuje emocje ocalonego. To książka o tym, jak społeczny obraz tragedii konstruuje indywidualne wspomnienia. I o tym, jak sięganie pamięcią do złamanego przez wojnę dzieciństwa pomaga przekroczyć cierpienie i odpowiedzieć na wołanie życia.Niezwykła, przejmująca opowieść, która odbije się echem w każdym z nas.
Autoportret Marka Hłaski i jedna z najbardziej zakręconych powieści o PRL-u. Nawet esbecy szukający haków na Marka Hłaskę czytali ,,Pięknych dwudziestoletnich"" jak autobiografię. Wybrali wszystkie przestępcze czyny, które sobie przypisał, i wysłali tę litanię do Komendy Wojewódzkiej MO we Wrocławiu. Milicjanci nie znaleźli jednak żadnych śladów przestępczej działalności młodego pisarza.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?