Rodzina jest dla nas niezmiennie ważna, a nawet najważniejsza. Rodzina jest wyzwaniem. W tej sferze zapraszamy po mnóstwo książek psychologicznych właśnie o rodzinie, roli rodziny w naszym życiu. Proponujemy szereg poradników, podręczników , powieści i opowieści opowiedzianych z dużym wyczuciem i wrażliwością, poruszajacych problemy zdrowia psychicznego dzieci i rodziców. Prezentowane publikacje opisują jak takie problemy, których jest przecież niemało w rodzinie są postrzegane i rozwiązywane. Autorzy proponowanych przez nas publikacji przedstawiają ciekawe pomysły na mierzenie się z problemami typowo małżeńskimi: seks, finanse, wychowywanie dzieci. Polecamy książki dla każdego, kto chce przyglądnąć się swojemu funkcjonowaniu w rodzinie. Polecamy ciekawą lekturę Anny Bimer dla wszystkich kobiet, bo wszystkie jesteśmy córkami : Być córką i nie zwariować.
Miałam 13 lat, kiedy zgwałcili mnie po raz pierwszy. Gwałcili mnie przez następne trzy lata. Wreszcie odważyłam się pójść na policję. Ale wtedy moje życie stało się jeszcze większym koszmarem…
Bo ośmieliłam się złamać omertŕ – kalabryjski nakaz milczenia…
Wstrząsająca historia dziewczyny podwójnie skrzywdzonej:
dręczonej przez gwałcicieli, wyklętej przez całe miasto
To historia trzynastoletniej dziwki. Moja historia. Nie jest łatwo ją pisać. Ani jej słuchać. Zdecydujcie więc teraz, czy chcecie ją poznać. Jeśli tak, to miejcie odwagę wysłuchać jej do końca, tak jak ja miałam odwagę przejść przez to, o czym wam opowiem...
To historia trzynastoletniej dziwki. Moja historia. Nie jest łatwo ją pisać. Ani jej słuchać. Zdecydujcie więc teraz, czy chcecie ją poznać. Jeśli tak, to miejcie odwagę wysłuchać jej do końca, tak jak ja miałam odwagę przejść przez to, o czym wam opowiem...
W miasteczku San Marti no di Taurianova w Kalabrii jest wiosna. Anna Maria ma trzynaście lat i zakochuje się po raz pierwszy – w chłopaku starszym od siebie. Jest zachwycona, kiedy ukochany zaprasza ją na przejażdżkę. Śni o miłości, ale ten samochód zawiezie ją do piekła. Zatrzymuje się przed opuszczonym
domem. W środku są trzej mężczyźni....
Tak zaczyna się jej długa, ciemna noc – gwałtów, bólu i milczenia. Trzy lata, podczas których Anna Maria zostaje odarta z dzieciństwa, z chęci życia, z godności. Dopiero kiedy jej oprawcy chcą skrzywdzić jej ukochaną młodszą siostrę, Anna Maria znajduje w sobie odwagę, by zacząć mówić.
Sędzia jej wierzy, skazuje jej dręczycieli.
Ale miasto wydaje inny wyrok. Za to, że odważyła się ujawnić prawdę, Anna Maria zostaje napiętnowana.
Od tej pory jest „Malanova” – złym omenem, dziwką, co „sama się prosiła”, zdrajczynią, która pogwałciła omerta – kalabryjską zmowę milczenia. I musi za to zapłacić...
W środkach masowego przekazu, dyskusjach autorytetów w dziedzinie wychowania i nauczania coraz częściej słyszy się głosy o kryzysie współczesnej szkoły w aspekcie jej funkcji wychowawczej. Odbiorca masmediów jest wręcz bombardowany informacjami na temat niewłaściwych zachowań uczniów, naruszających nie tylko reguły obowiązujące w szkole, ale również powszechnie uznawane normy społeczne. Tego typu informacje kończą się najczęściej pytaniami „co będzie dalej z polską szkołą?”, „w jakim kierunku ona zmierza?” Jedną z przyczyn takiej sytuacji jest najprawdopodobniej fakt, że współczesna polska szkoła nastawiona jest w przeważającej mierze na nauczanie nie zaś na wychowanie, które jest realizowane niejako „po drodze”, może trochę „na siłę”.
Konsekwencją postrzegania szkoły jedynie przez pryzmat jej funkcji kształcącej jest fakt, że nauczyciele czują się niejednokrotnie zwolnieni od prowadzenia działalności wychowawczej. Wychowanie staje się jedynie domeną wychowawcy klasy (ma on „wychować” ucznia w trakcie jednej godziny wychowawczej w tygodniu!) bądź pedagoga szkolnego. Zwłaszcza ten ostatni staje się w szkole swego rodzaju „specjalistą od spraw wychowawczych”, co z jednej strony należy uznać za właściwe, jednak oczekiwanie, iż „załatwi” on wszelkie problemy wychowawcze wydaje się już być mało realne.
Prezentowana publikacja dostarczy wskazówek, jak prowadzić działania o charakterze wychowawczym z uczniem. Książka zainteresuje wychowawców, studentów pedagogiki, psychologii i kierunków studiów nauczycielskich.
Komunikacja jest fundamentem – przypomina nam w Przedmowie prof. Krystyna Ferenz. Czy rzeczywiście trzeba nam o tym przypominać? Czy w czasach, gdy wszystkie dziedziny życia podporządkowane są ściśle wymogowi szybkiej i skutecznej komunikacji, potrzebne są jeszcze powroty do podstaw? Okazuje się, że tak. Komunikacja, sprowadzona do swych fundamentów, a więc języka i towarzyszących mu kodów, nie jest tylko sposobem na wyrażenie/przekazanie informacji. Tkwiące w języku czy komunikacji możliwości stanowią bazę, nad którą nadbudowywana jest kultura i – szerzej – cywilizacja. Język jako źródło ikon i symboli, język jako zbiór norm i nakazów/zakazów, wreszcie – język jako odbicie doświadczeń pokoleniowych, staje się podstawową tkanką tradycji i przekazu kulturowego, niezbędnych do określenia własnej tożsamości oraz odnalezienia swego miejsca w wybranej społeczności. Jeśli więc z jakichkolwiek przyczyn rozwój umiejętności komunikacyjnych zostanie zakłócony, zaburzeniu ulega cała osobowość, co skazuje jednostkę na społeczne wyobcowanie – i tu bije źródło, z którego powstała najnowsza książka doktor Winczury, stanowiąca wyraz troski o dzieci, które z racji różnego rodzaju zaburzeń mają utrudniony proces przyswajania reguł komunikacji.
W niniejszej publikacji przedstawiamy profesje psychologa, pedagoga specjalnego, logopedy, fizjoterapeuty, terapeuty integracji sensorycznej, muzykoterapeuty jako te, które są dla nas najistotniejszymi, jeśli chodzi o wsparcie dziecka. To ci specjaliści posiadają kompetencje potrzebne doprowadzenia oddziaływań terapeutycznych. Na takich kierunkach w Polsce kształci się kadrę zawodową zajmującą się pracą z dzieckiem. Prezentujemy podejście terapeutów do usprawniania rozwoju dziecka zgodnie z ich profesjami, zwracając uwagę na ich osobowość, obciążenia związane z wykonywanym zawodem, aby w końcu wspomnieć o najważniejszych terapeutach, czyli rodzicach – ich postawach wobec dzieci i konsekwencjach codziennych trudów.
Niech ta książka będzie poradnikiem o spostrzeganiu rozwoju dziecka, jego ewentualnych zaburzeń i wybranych przez autorów przykładowych form terapii dziecka od jego urodzenia do rozpoczęcia nauki w szkole.
Dorota Kohut
Prawdziwa historia jednego człowieka, który zmienił życie grupy dzieci specjalnej troski.
Wzruszające wspomnienia mężczyzny, który prowadził przedszkole dla dzieci z niepełnosprawnością fizyczną i intelektualną.
Gdy Shane Dunphy zaczynał pracę w ośrodku wychowawczym dla dzieci Małe Urwisy, nie miał pojęcia, z czym przyjdzie mu się zmierzyć. Od wielu lat nie pracował w instytucjach opieki przedszkolnej, a gdy przybył na miejsce, od razu się okazało, że dwie pracujące tam kobiety, Susan i Tush, są już na skraju wytrzymałości i zamierzają zrezygnować z pracy, zaś same dzieci są rozpuszczone i nie słuchają nikogo. W centrum tego chaosu Shane natyka się na Tammy, śliczną jak laleczka pięciolatkę, która dla wszystkich stanowi zagadkę. Dziewczynka nie mówi, ani nawet się nie uśmiecha, ale wykazuje oznaki niezwykłej inteligencji.
Tę książkę szpitale powinny dołączać do każdego noworodka! Przyjście na świat pierwszego dziecka jest szokiem — i to dużym — a udane rodzicielstwo to najtrudniejszy egzamin w życiu. Chcecie, by pociechy Was słuchały i byście mogli się nimi cieszyć? Pragniecie wychować je na wesołych, pewnych siebie i kompetentnych ludzi? A jednocześnie słowo "dyscyplina" kojarzy Wam się z zimnym chowem cieląt? Autor tej książki podchodzi z humorem, wyrozumiałością oraz wieloletnim doświadczeniem do niełatwego zadania utrzymania dzieci w ryzach. Przedstawiony w niej program opiera się na założeniu, że wychowywanie dzieci powinno się traktować co najmniej z taką samą starannością, jak pracę zawodową. Nie ulega kwestii, że pewne przeszkolenie znacznie ułatwi nam to zadanie. Nie potrzebujesz grubego podręcznika, według którego musisz zachowywać się jak geniusz, święty lub psycholog, aby wychować emocjonalnie inteligentne dzieci. Odkryj, że cisza może przemawiać głośniej niż słowa — i odzyskaj radość z posiadania rodziny! Opanuj niepożądane zwyczaje swojego dziecka. Naucz się zdumiewająco prostej techniki, aby przekonać dzieci do zaprzestania pewnych czynności (marudzenie, kłótnie, napady złości, rywalizacja pomiędzy rodzeństwem). Zachęcaj do zachowań, które wniosą spokój do Waszego domu. Poznaj kilka efektywnych metod, które przekonają Twoje dzieci do podjęcia oczekiwanych przez Ciebie działań (sprzątanie po sobie, jedzenie obiadu, kładzenie się do łóżka i zostawanie tam do rana, obowiązki domowe). Wzmacniaj więzi. Opanuj skuteczne techniki utrzymywania bliskości pomiędzy Tobą a Twoimi dziećmi.
Jesteś, albo wkrótce będziesz rodzicem niemowlaka?
Przeraża cię ilość sprzecznych idei i rad na temat pielęgnacji i wychowania twojego malucha?
Poszukujesz rozsądnego przewodnika, który przedstawi ci klarowną wizję tego, co powinieneś robić, a czego nie robić?
Oczekujesz, że wizja ta będzie zakorzeniona w praktycznym doświadczeniu osoby, która zajmowała się wieloma dziećmi – zarówno swoimi, jak i innych rodziców?
Jeśli tak, to ta książka jest właśnie dla Ciebie. Rachel Waddilove jest dyplomowaną położną, wychowała trójkę swoich dzieci, a przez wiele lat pracowała jako ciesząca się znakomitą opinią opiekunka niemowląt. Z jej pomocy korzystali m.in. parlamentarzyści i znane postaci mediów, np. aktorka Gwyneth Paltrow. Na skutek ponawianych sugestii swoich klientek postanowiła podzielić się swym ogromnym doświadczeniem i praktyczną mądrością w postępowaniu z niemowlętami i uczyniła to w tej właśnie książce, która stała się wielkim bestsellerem.
Wskazówki Rachel są jasne i przedstawione prostym, zrozumiałym dla wszystkich językiem. Dotyczą one m.in.:
przygotowania do przyjścia na świat nowego dziecka,
karmienia niemowlaka i wprowadzania stałych pokarmów,
jego snu i usypiania,
płaczu i sposobów uspokajania dziecka,
wprowadzania stałego rozkładu dnia,
najczęściej spotykanych chorób niemowlaków,
duchowych i emocjonalnych potrzeb dziecka.
Dorośli – rodzice, dziadkowie, nauczyciele – dbają o twoje bezpieczeństwo. To zrozumiałe, że chcą cię chronić. Jednak sam też możesz na siebie uważać. Wystarczy, że poznasz zasady bezpieczeństwa i zaczniesz się do nich stosować. To jest naprawdę proste! Przedstawiamy wspaniałą książkę, dzięki której dziecko dowie się, jak bezpiecznie zachowywać się na ulicy, na podwórku i w lesie. Książka zawiera mnóstwo kolorowych zdjęć i ilustracji!
Wrażliwy, kochający ojciec, choć niedoskonały – takim jawi się Herbert Brokering, charyzmatyczny pastor z Minnesoty – w nowo wydanej przez wydawnictwo „Warto” książce pt. „Listy do moich dzieci”. W formie listów Brokering zawarł doświadczenia swojego życia dotyczące relacji między rodzicami i dziećmi oraz przenikające całe jego życie doświadczenie wiary.
Ojcowska miłość przejawia się poprzez wszystkie rozdziały książki, autor nie ukrywa, że rodzicielstwo to pasmo zwycięstw i sukcesów wychowawczych, ale uczy, że z niepowodzeń czy porażek można wyjść silniejszym. Przyznaje, że nie był ojcem idealnym:
„Mój ojciec także nie był idealny. Ale nie jestem ofiarą jego niepowodzeń. Nie pogrążam się w błędach swojego dzieciństwa. Wiele lat zabrało mi zaakceptowanie błędów, przebaczenie ran i pójście wzmocnionym do przodu; jednak miało to miejsce. Lubię siebie takim, jakim jestem dzisiaj. Mam nadzieję, że ze swoimi brakami i ranami z dzieciństwa zrobicie to samo. Nie pozostańcie ofiarami niepowodzeń ojca”.
Do czytelnika autor często kieruje apel, by wyartykułować, wypowiedzieć to, co się w człowieku dzieje, powiedzieć dzieciom, że się myliło, powiedzieć rodzicom, co się czuło. Dobrze wie bowiem, jak bardzo żałować można nigdy nie przeprowadzonej rozmowy.
„Listy do moich dzieci” to prosta i wzruszająca książka o miłości w rodzinie, o tym, że przyjemnie jest mieć dla siebie czas, przyjemnie jest być w domu, z najbliższymi. Brokering pokazuje na przykładzie swoich relacji, jak ewoluowała rola ojca z tradycyjnej, oparta na władzy, lęku i dystansie, po pełną troski, czuwającą i akceptującą rolę, jaką chciał w swoim życiu pełnić.
Nikt jak Brokering nie mówi tak przekonująco, że wszystkie chwile spędzone z dziećmi są święte, a pamiątki rodzinne, do gromadzenia których gorąco zachęca czytelników, tak wartościowe. Z perspektywy starości wspomnienia coraz bardziej go cieszą, a pielęgnowane z troską relacje rodzinne są źródłem siły, dumy i radości.
Brokering uczy, jak w prostych czynnościach dostrzegać sacrum i jak żyć, by życie nigdy się nie znudziło.?
Niezależnie, czy wyszło nam „macierzyństwo czarne”, czy „różowe”, to pojawienie się dzieci w domu jest jak wyprawa w inny kosmos. Dzieci mają swoje niezwykłe pomysły, inny niż dorośli sposób porozumiewania się, a nawet odmienne systemy wartości. Warto nie tylko zagłębiać się w te nadzwyczajne światy, ale też spisywać pojedyncze słowa, zdarzenia, obserwacje... Tak jak zrobiła to Małgorzata Kalicińska z pomocą Marka Knapa-Zagóry. Ta książka jest zaproszeniem do intymnej części życia pisarki, więc jeśli zaprosiła, to może warto zajrzeć?
Prezentowana książka stanowi zbiór tekstów poświęconych wybranym dyskursom kobiecości w epoce wiktoriańskiej. Wyłaniający się z nich wizerunek kobiety nie pretenduje do miana całościowego czy nawet wielokontekstowego. Jestem świadoma, że epoka wiktoriańska - wyznaczona oficjalnie przez daty narodzin i śmierci królowej Wiktorii (1837-1901) - była wewnętrznie zróżnicowana zarówno w aspekcie czasowym, jak i przestrzenno-geograficznym. Dyskursy kobiecości zmieniały się przez dekady XIX wieku, choć - od razu wyrażę swoje przekonanie - w bardzo niewielkim stopniu na płaszczyźnie społeczno-kulturowych relacji między kobietami i mężczyznami. W pewnym, lecz także małym zakresie można również obserwować odmienności w zależności od tego, czy bierze się pod uwagę Anglię, czy Stany Zjednoczone (względnie - co niekiedy czynię w swoich tekstach - Australię lub nawet Francję, z tym jej historycznym odpowiednikiem epoki wiktoriańskiej, jakim była La Belle Époque). (Nie)akceptowane wersje i warianty kobiecości różniły się natomiast zdecydowanie w odniesieniu do różnych klas czy warstw społecznych, a pozostawały relatywnie stabilne w przypadku kobiet z wyższych klas społecznych, które są obiektem mojego zainteresowania w tej książce. Jestem więc całkowicie świadoma, że obraz, który wyłania się z moich narracji, jest z pewnością przynajmniej do pewnego stopnia jednostronny - zarówno w kontekście doboru analizowanych problemów, jak i grupy społecznej, która była przedmiotem mojego zainteresowania. Nie miałam jednak aspiracji do pokazania całości obrazu...
Autorka od wielu lat zajmuje się pracą z dziećmi, pomaga im za pomocą sztuki, czyli stosuje techniki arteterapii, takie jak: rysownie mandali, relaksację, wizualizację, zabawę z kolegom, dramę, teatr terapeutyczny. Książka jest owocem jej wieloletnich doświadczeń, znajdziecie w niej Państwo mnóstwo praktycznych porad, kolorowych zdjęć, technik i pomysłów na pracę z dziećmi.
Fragment książki
1. REMINISCENCJE AUTORA
Mija 20 lat mojej pracy zawodowej. Jest ona ukierunkowana na rozwój osobowości twórczej dziecka. Dziecka z innymi potrzebami rozwojowymi, zaburzonego emocjonalnie, dziecka z rodziny patologicznej, dziecka dysfunkcyjnego, dziecka z nowotworem. Dziecka, dla którego edukacja i rozwój mają być jedynie przyjemnością, a nie przymusem.
Przez 20 lat dzieci z różnymi potrzebami psychofizycznymi kształtowały moją osobowość i mój rozwój na wielu płaszczyznach i poziomach. Za najważniejszy uznaję tu poziom emocjonalny. Mija również 20 lat od rozpoczęcia wspaniałej przygody wychowywania mojego syna, wraz z którym doświadczałam różnych technik i metod w zakresie rozwoju osobowości twórczej. On był i jest moim mistrzem i nauczycielem.
Setkom, a może tysiącom dzieci, z którymi się spotkałam, winna jestem opracowania technik, metod, form pracy, które pozwoliły im i mnie na stawianie kolejnych kroków w rozwoju.
Dedykuję tę książkę również uczestnikom moich szkoleń i warsztatów, nauczycielom, pedagogom, rodzicom, psychologom i lekarzom, terapeutom i przyjaciołom, którzy nieustannie motywowali mnie do jej opublikowania.
Istotą mojej pracy jest edukacja i terapia dziecka poprzez sztukę. Ona sama w sobie jest pięknem, które rozwija. Arteterapia posługuje się komunikatem niewerbalnym, co daje szansę na rozwój każdemu zdrowemu dziecku, ale również temu, które nie mówi, nie chodzi, nie widzi. Jest ukierunkowana na rozwój przez doświadczenie – manualne, kinestetyczne, sensoryczne, wyobrażeniowe, emocjonalne i podświadome. Ponadto tworzenie sprawia dziecku przyjemność. Daje mu cudowną radość na drodze rozwoju.
Dostępne na naszym rynku publikacje dotyczą w większości arteterapii w kontekście manualnym, zaś edukacji w kontekście werbalnym. Oddaję do Państwa dyspozycji książkę, której treści oparte są na mojej dwudziestoletniej praktyce. Z pełną odpowiedzialnością twierdzę, że wszystkie ćwiczenia „działają”. Praktykuje je już wielu terapeutów, nauczycieli i pedagogów. Przyniosły radość i poprawę w funkcjonowaniu. Wyleczyły z zaburzeń wiele dzieci, wspomogły procesy edukacyjne i stymulujące rozwój.
Każdy z rozdziałów opatrzony jest wiedzą ogólną, wyjaśnieniem i omówieniem techniki, metody czy formy pracy oraz ćwiczeniami. Niejednokrotnie pozwalam sobie na omówienie poszczególnych przypadków, które wydają mi się istotne ze względów praktycznych, co nie znaczy, że nie mogą być stosowane w wypadku innych dysfunkcji. Przypadki, o których piszę, to historie dzieci, z którymi pracowałam czy pracuję. Ćwiczenia zaś są ćwiczeniami autorskimi. W wypadku, kiedy korzystam z ćwiczeń innych autorów, zaznaczam to w tekście.
Pamiętajmy, że każde dziecko jest inne. Inaczej pracuje mózg, inna jest wrażliwość zmysłowa, inne potrzeby ruchowe. Magia pracy z dzieckiem polega na indywidualnym podejściu do jego potrzeb, upodobań, a przede wszystkim odnalezieniu jego dominującej ścieżki emocjonalnej.
Edukacja twórcza i terapia przez sztukę są podstawami mojej pracy i wieloletnich badań. Często zadawałam sobie pytanie – co jest dla mnie priorytetem. Dziś wiem, że te dwa aspekty są nierozerwalne, stanowią całość w procesie rozwoju młodego człowieka. Terapię pojmuję również jako metodę wspomagającą w rozwiązywaniu problemów. Z moich obserwacji przeprowadzonych w 2004 roku w jednej ze szkół podstawowych (rysunek arteterapeutyczny – mandala) wynika, że 80 proc. uczniów cierpi na zaburzenia w rozwoju, głównie zaburzenia emocjonalne, które są skutkiem braku czasu „pędzących rodziców”, braku rozpoznawania i diagnozowania potrzeb dziecka przez nauczycieli, traktowania jednostki zespołowo, braku umiejętności przekazywania wiedzy poprzez zabawę i doświadczenie, braku wiedzy na temat stymulacji dziecka oraz anatomii.
Książka dotyczy głównie rozwoju dziecka w wieku przedszkolnym, wczesnoszkolnym i szkolnym, co nie znaczy, że nie można praktykować tych ćwiczeń w innych grupach wiekowych czy problemowych.
Drogi rodzicu i nauczycielu, czy pamiętasz, jak przez „magiczną szczelinę przeciskałeś się do swego świata zabaw? Pamiętasz place budowy, podwórka, skraj lasu, brzeg jeziora, pustą ulicę, pola i łąki?” Tam konstruowałeś najpiękniejsze zabawki świata z kijów, kamieni, wybrakowanych desek, rur pełnych sadzy, sprężystych materacy, zdeformowanych garnków. Tam powoływałeś do życia dziką pustynię, pole bitwy, szpital, zamek i więzienie. Zdobywałeś ten świat osnuty tajemnicą ze swymi towarzyszami i najlepszymi przyjaciółmi. Ten raj osiągalny był pieszo, hulajnogą czy pierwszym rowerkiem. Szczeliny, przez którą przeciskałeś się do swojego dziecięcego raju, strzegli wartownicy, by niewyrozumiały dorosły intruz nie mógł się przedostać i wydać jakiegokolwiek zakazu. Magicznie było w przeszłości, ponuro będzie, jeśli nasze dzieci dalej będą korzystać ze schematycznych, niewyzwalających żadnych emocji miejsc zabawy i nauki.
Proponuję podróż w poszukiwaniu szczeliny do twórczej edukacji i zabawy. Podróż, w której będziemy odkrywać to, co w dziecku jest uśpione. Zrezygnujemy z akcjonizmu, planowania, schematyzmu i nadzoru w trakcie zabawy i edukacji. Pozwólmy dzieciom kształtować własną osobowość. Uszanujmy wolę, dynamikę, naturalne emocje dziecka. Koncepcja budowania przestrzeni wewnętrznej zmienia się wraz z fantazjami użytkowników. Dzieci kochają sytuacje samodzielnego budowania, tworzenia własnych ról, konstruowania zabawek.
Nasza rola będzie trudna. Będzie polegać na tym, by „nic nie robiąc” – „robić” tak, by dziecku pozostawić czas, miejsce, wybór, by zrozumieć, dodać odwagi w tym procesie budowania i wyzwalania prawdziwych emocji. Pozwolić aktywnie kształtować przestrzeń i własny świat.
Nauczymy się przy okazji czegoś niezwykłego od dziecka – prostoty pojmowania świata. Obserwujmy je – nie obserwując wcale. Nie pozwólmy na zamknięcie dziecięcej wrażliwości do starej walizki i odstawienie jej na bok. Otwórzmy magiczną szczelinę, przez którą można się przecisnąć do twórczej edukacji i zabawy.
Sztuka, która pomaga dzieciomSpis treści
1. Reminiscencje autora 7
2. Poziomy w pracy arteterapeutycznej, czyli jak efektywnie pracować z dzieckiem 10
3. Funkcje mózgu w edukacji i terapii przez sztukę, o których warto wiedzieć 17
4. Jak skutecznie komunikować się z dzieckiem 20
5. Kreatywne myślenie jako klucz do osiągania sukcesów 28
6. Ścieżki emocjonalne jako dominujący aspekt stymulacji rozwoju 36
7. Magia kolorów w pracy z dzieckiem 45
8. Relaksacja, synchronizacja i wizualizacja elementami wprowadzającymi do pracy 74
9. Twórcze malowanie i rysowanie 116
10. Mandala 137
11. Drama 166
12. Teatr Forum 186
13. Teatr jako forma pracy edukacyjnej i terapeutycznej 189
14. Kotwice arteterapeutyczne 206
15. Zawsze bądź dzieckiem 211
Bibliografia 213
Różne kobiety, które w różnych okolicznościach straciły w dzieciństwie lub młodości matkę, natrafiają potem na podobne problemy we własnym macierzyństwie. Ponieważ zabrakło im modelu macierzyństwa, czują się zagubione w wielu sytuacjach, które są dla ich rówieśniczek oczywiste. Autorka kontynuuje tu temat podjęty we wcześniejszej, pionierskiej książce "Córki, które zostały bez matki" - książce, która wzbudziła gorące emocje i głębokie refleksje u tysięcy czytelniczek identyfikujących się z przeżyciami kobiet opisanymi przez autorkę.
Matka która nie miała matki
Wstęp
W moim domu mieszkają teraz dwie małe dziewczynki. Ośmiolatka ma w sobie duszę chochlika; czterolatka — spokój anioła. Gdy wracam do domu po pracy, starsza już od progu rzuca się na mnie, krzycząc „Mamusia!", i ciasno oplata się wokół mojego ciała w małpiej manifestacji jedności. Za chwilę z uniesionymi rękoma nadbiega też druga, wołając: „Mama! Mama! Mama!", a aureola jej ciemnozłotych włosów pobłyskuje w ostrym, zachodzącym słońcu Kalifornii.
Schylam się do tej młodszej, próbując utrzymać równowagę, gdy starsza owija się wokół mojej prawej nogi. „Jak się ma mój króliczek?" — pytam Eden, ocierając się twarzą ojej gładką szyjkę. Mocno przyciskam patykowate ciało Mai, trzecioklasistki, cło swojego uda, ofiarowując jej najlepszy odpowiednik uścisku, na jaki mnie stać w tej sytuacji. „A jak tam mój Miś?"
Jest to niczym nieskrępowany spektakl uwielbienia, niemal zawstydzająca manifestacja obfitości uczuć. Dwie małe dziewczynki, których popołudnie nagle przepełnia radość i poczucie ulgi, ponieważ zobaczyły mnie w progu. Czy można czuć się bardziej potrzebnym, bardziej kochanym?
Moja mama też kiedyś tego doświadczała. Musiała. Przynajmniej mam taką nadzieję. Wychowywała trójkę dzieci, które witały ją, gdy wracała z zebrania komitetu rodzicielskiego w szkole lub z wyjazdu na długi weekend z ojcem, choć nie pamiętam, aby którekolwiek z nas rzucało się na nią tak jak moje dzieci na mnie. Nie byliśmy skłonni do fizycznego okazywania sobie uczuć czy mówienia o miłości. Pamiętam tylko jeden jedyny raz, kiedy powiedziałam matce, że ją kocham. Było to latem 1981 roku. Miałam wtedy siedemnaście lat. Mama leżała w szpitalnym łóżku, a na dźwięk tych słów mocniej zacisnęła dłonie na jego prętach.
- leż cię kocham — powiedziała, ale jej głos był przytłumiony, jakby już była w drodze do innego świata.
Dwa dni później zmarła na raka, który zaatakował najpierw pierś, a później także wątrobę. Było to ponad dwadzieścia lat temu, ale obraz jej ostatnich dni nigdy nie stracił dla mnie wyrazistości. To moje wspomnienia związane z nią jako matką zaczęły blednąc. Nie potrafię sobie przypomnieć żadnej z lekcji gry na fortepianie, których mi udzielała, ani nawet tego, czy kiedykolwiek dostrzegłam jej twarz pośród publiczności na szkolnym przedstawieniu. Czyżbym nie była w stanie przywołać tych obrazów7, ponieważ momenty spędzane razem stały się tak odległe? A może zastępuję je wspomnieniami, które każdego dnia tworzę z własnymi dziećmi?
Przez długi czas, gdy proszono mnie, żebym opowiedziała o sobie, w pierwszym odruchu zawsze miałam ochotę powiedzieć: „Gdy miałam siedemnaście lat, zmarła moja matka". Wydawało mi się to najbardziej adekwatnym opisem mojej osoby, jaki można zaoferować. Gdy teraz słyszę to pytanie, bez zastanowienia odpowiadam najpierw: „Mam dwie córki. Jedna ma osiem lat, druga cztery". Niewiele momentów w życiu kobiety jest nasyconych taką mocą, by określać jej tożsamość, ale niewątpliwie utrata matki oraz własne macierzyństwo do nich należą.
Oczywiście rola matki nie jest jedyną, jaką odgrywam. Jestem też żoną, autorką książek, wykładowcą, panią domu, a od kwietnia do czerwca entuzjastycznym projektantem przydomowego ogrodu. Jednak ponieważ bard/o świadomie zdecydowałam się umieścić córki w centrum swojego świata, rola matki przyćmiewa
niemal wszystko inne, co robię. Kiedyś wydawało mi się, że określa mnie brak czyjejś obecności. Teraz zaś twierdzę, że definiuje mnie obecność dwóch małych istotek, które potrzebują większości mojego czasu.
Jednak moją tożsamość matki kształtuje coś więcej niż tylko relacje między naszą trójką. Funkcjonuje ona w zagmatwanym układzie międzypokoleniowej miłości i straty, znaczona wspomnieniami związanymi z życiem oraz śmiercią mojej matki i komplikowana technikami przetrwania, na których się opierałam, gdy musiałam sobie radzie sama. Moja niezłomna samowystarczalność, strach przed przedwczesną śmiercią, uwielbienie tego, co przewidywalne i bezpieczne — wszystkie te myśli i zachowania, od których przez lata próbowałam wybawić się na kozetkach u rozmaitych terapeutów, jak na złość zagościły na stałe w moim życiu po narodzinach pierwszej córki. Niektóre nieraz stawały mi na drodze.
Można by myśleć, że powinnam się tego spodziewać. W końcu przez poprzednie trzy lata prowadziłam prelekcje i pisałam teksty o istocie takich przełomowych wydarzeń jak ślub czy narodziny dziecka w życiu kobiety, która straciła matkę. Mimo wszystko jednak w 1997 roku nie byłam przygotowana na to, jak bardzo frustracja i złość, które miotały mną, gdy Maya przez pierwsze dziesięć tygodni nieustannie płakała, będą przypominać mi moją bezdenną rozpacz po śmierci matki w 1981 roku. Nie spodziewałam się też ogromu egzystencjalnej samotności, której miałam doświadczyć w okresie poporodowym mimo pomocy kuzynki i teściowej. Gdy zostałam mamą, nagle moja matka była wszędzie wokół mnie i jednocześnie nigdzie. Nawet najbardziej prozaiczne elementy opieki nad niemowlęciem sprawiały, że od razu pojawiała się w pokoju. Jak ona sobie dawala radę z tymi tetnnvymi? — zastanawiałam się, walcząc z pieluchą jednorazową. Pewnie w taki sposób mnie trzymala. gdy budzilamją w środku nocy - przelatywało mi mimowolnie przez głowę, gdy o trzeciej nad ranem spacerowałam z Mayą po pokoju.
Kiedy we wczesnych latach dziewięćdziesiątych pracowałam nad książką Córki, które zflstaly bez matki, postanowiłam zawrzeć w niej rozdział na temat matek, które same straciły matkę, lecz pisanie go było dla mnie raczej zadaniem intelektualnym niż okazją do wydobycia z siebie emocjonalnej prawdy. Będąc samotna i bezdzietna, nie spodziewałam się jeszcze - i jakże mogło być inaczej? - że doświadczenie wczesnej utraty matki pewnego dnia ukształtuje mnie samą niemal w każdym aspekcie roli matki. Miało ono wpływ na wszystko, począwszy od wyboru partnera (musiałam mieć pewność, że mój wybranek zaopiekuje się dziećmi, gdyby mi coś się stało), przez obsesję na punkcie dokumentacji wydarzeń z życia dziewczynek (odnotowywałam każdy najdrobniejszy szczegół, żeby dzieciom nic nie umknęło, gdyby coś mi się stało), decyzję, aby zabrać Mayę do Francji, gdy miała trzy latka (aby miała wczesne wspomnienia z podróży z mamą, nawet gdyby potem coś mi się stało), a skończywszy na sposobie, w jaki każdego ranka czeszę dziewczynkom włosy (wybieram proste dyżurki, które będzie w stanic ułożyć także mój mąż, gdyby coś złego miało mnie wkrótce spotkać).
Uważam też, że to doświadczenie sprawiło, iż jestem bardziej uważna jako matka - usiłuję przewidywać potrzeby dzieci i chronić je przed rozczarowaniami i smutkami. Ponieważ wiem, czym jest tęsknota za matką, staram się, aby wiedziały, że zawsze przy nicłi jestem. To prawda, że dla osoby pracującej próby zasłużenia na miano „supermamy" mogą być wykańczające, a poświęcanie godziny dziennie na zawiezienie dzieci do szkoły i przywiezienie
ich do domu (mimo że mąż lub opiekunka chętnie sami by to zrobili) niewątpliwie dezorganizuje pracę. Wiem jednak, jak cenny jest czas spędzony razem, głównie dlatego, że rozumiem, jak szybko może się skończyć. Mam teraz czterdzieści jeden lat, czyli o rok mniej, niż miała moja mama, gdy umarła; ta mentalna matematyka stanowi kontekst większości moich decyzji związanych z macierzyństwem.
Steruje mną nie tyle jakiś uchwytny strach przed przedwczesną śmiercią, ile towarzysząca mi nieustannie świadomość, iż jest ona możliwa. Podobnie jak większość matek, z którymi rozmawiałam w trakcie przygotowywania tej książki, nie zamartwiam się całymi dniami swoim stanem zdrowia i kruchością życia; przestałam nawet zbyt restrykcyjnie podchodzić do comiesięcznej samokontroli piersi. Kto ma teraz na to wszystko czas? Mimo to jednak instynkt samozachowawczy trawi spore zasoby mojej energii. Pewna moja znajoma, matka trójki dzieci, która w wieku ośmiu lat straciła ojca w wypadku samochodowym, opisując swój styl rodzicielstwa, używa sformułowania „oszczędność ruchów". Ponieważ od najmłodszych lat wie, że nieszczęścia mogą spaść jak grom z jasnego nieba, unika niepotrzebnego ryzyka. Doskonale ją rozumiem. Nigdy nie przekraczam dozwolonej prędkości na drodze. Nie latam małymi samolotami. Nieszczęścia chodzą po matkach, wiem o tym. A najistotniejszym elementem mojej roli jest być.
Matka która nie miała matki
Spis treści:
Podziękowania
Wstęp
1. Macierzyństwo i żałoba. Uzdrawiająca moc
Naprawa historii
Odnowienie dawnej więzi z matką
Zastępowanie straconej opieki
Powrót do przeszłości
Opieka nad pasierbami
Rola babci. Druga szansa na macierzyństwo
2. Ciąża. Czas na przygotowania
Sekretna strona ciąży - psychiczna, emocjonalna, intensywna
Kluczowa decyzja
Bezpłodność - inna forma straty
Kwestia preferencji - chłopiec czy dziewczynka?
3. Poród i narodziny. Przestąpienie progu
Od teraz jest ich dwoje
Dlaczego przebieg porodu ma znaczenie?
4. Okres poporodowy. Pierwsze sześć tygodni
Hipersamowystarczalność
Utrzymująca się lojalność w stosunku do matki
Te „drugie" babcie
Mit natychmiastowej więzi
5. Przywiązywanie się.
Powstawanie więzi między matką a dzieckiem
Krótkie podsumowanie problematyki przywiązania i straty
6. Do lat czterech. Opieka nad dziećmi w wieku niemowlęcym, poniemowlęcym i wczesnoprzedszkolnym
Szok macierzyństwa
Myśli na temat własnej śmierci
Nauka samodzielnego zasypiania
Rozłąka fizyczna
Pierwszy dzień w przedszkolu (żłobku)
Złość i odrzucenie
Rozwijanie niezależności
Kolejne dzieci
7. Nieobecna babcia. Zapełnienie pustki
Niewiadoma
Wcale nie tak nieobecna babcia
8. Babcia w niebie. Rozmowa z dziećmi o śmierci
Dzieci w wieku poniemowlęcym.
- od osiemnastu miesięcy do trzech lat
Dzieci w wieku przedszkolnym
od trzech do pięciu lat
Dzieci w wieku szkolnym
od pięciu do jedenastu lat
Dzieci w wieku dojrzewania i starsze
Jak mówić o trudnych sprawach
śmierć gwałtowna lub samobójcza
9. Rodzina pod specjalnym nadzorem
Żeby tylko nikomu nic się nie stało
„Nadopiekuńczy rodzice
Jeśli realizuje się czarny scenariusz
10. Pięć do dwunastu lat. Lata szkolne
Sprawy domowe
Gniew, odrzucenie, dyscyplina
Żcie szkolne
11. Matka pod specjalnym nadzorem. Żeby tylko nic mi się nie stało Migająca liczba.
Kolejna migająca liczba Plan idealny
Fotografie i wspomnienia
12. Tu chodzi o dziecko. Zachowanie ostrości spojrzenia No pain, no gain wartość cierpienia
13. Nastolatki w domu. Strefa nieznanego
Mit 1. Rozłąka jest niezbędna
Mit 2. Konflikty, bunt i odrzucenie oznaczają, że popełniłam jakiś błąd
Mit 3. Naszym dzieciom jest dużo łatwiej niż nam,
gdy byłyśmy w ich wieku
Mit 4. Wystarczy kochać
Mit S. Są już dorosłe moja rola się skończyła
Epilog
Dodatek A. Kwestionariusz Motherless Mothcr Survey
Dodatek B. Kwestionariusz grupy kontrolnej
Dodatek C. Przydatne adresy
Przypisy bibliograficzne
Bibliografia
Czyli kochanie przez gotowanie. Pomysły kulinarne na pierwsze lata dziecka.
Czy zdajesz sobie sprawę, że dbając o prawidłową dietę malutkiego dziecka, wpływasz jednocześnie na stan jego zdrowia w dorosłym życiu? Nawyki żywieniowe wynosi się z dzieciństwa. Można właściwie ukierunkować preferencje smakowe dziecka.
Zobacz Zestaw Jedz pysznie i zdrowo w ciąży oraz Jedz pysznie razem z dzieckiem - razem taniej 15 %
Choć może trudno w to uwierzyć, posiłki, które podaje się dziecku w pierwszym roku jego życia, mogą służyć kształtowaniu odporności na choroby i wpływać na jego zdrowie w późniejszym wieku. Specjaliści nazywają to „programowaniem żywieniowym”. Okazuje się bowiem, że organizm ludzki można w pewien sposób zaprogramować. Takie kodowanie działa potem niemal przez całe życie, kierując tempem przemiany materii i wykorzystywania przez organizm środków odżywczych. Pierwszy rok życia w sporym stopniu decyduje o zdrowiu i jakości życia w kolejnych latach. Im wcześniej zadbasz o odpowiednią dietę maluszka, tym lepiej!
Nawyki żywieniowe to przyzwyczajenia związane z odżywianiem, które wynosimy z dzieciństwa.
Troskę o to, by dziecko nabrało dobrych nawyków, mama powinna zacząć od siebie, dbając o to, co spożywa w ciąży, oraz zapewniając dziecku możliwie jak najdłuższy (do półtora roku) okres karmienia piersią. Chroni to dzieci przed alergiami, wzmacnia odporność i zabezpiecza przed otyłością.
Jak wynika z powyższego, już w okresie przed narodzinami dziecka – kiedy ukryte jest ono w naszym brzuszku – w pewnym sensie kształtują się jego preferencje kulinarne! Wydałoby się, że smak należy do doznań pojawiających się dopiero po narodzinach, podczas pierwszego karmienia, jednak dziecko już w łonie ćwiczy zmysł smaku, połykając lekko słodkawy płyn owodniowy, który ma smak charakterystyczny dla diety preferowanej przez mamę. Noworodek rozpoznaje potem podobne smaki w mleku z piersi. Doznania smakowe są mu już znane, a po smaku mleka dziecko może rozpoznać mamę. Natura zadbała o to, by maluch lubił to, co jest mu niezbędne do życia.
Kilkumiesięczne dziecko rozpoznaje smak słony, ale reaguje na niego grymasem i pluciem. Nie jest jeszcze natomiast w stanie wyczuć gorzkiego i kwaśnego.
Dieta niemowlęcia powinna zawierać wszystkie niezbędne składniki, ale należy uważać, by nie było w niej za dużo tłuszczów i białka. Ich nadmiar, przekraczający dzienne zapotrzebowanie organizmu, prowadzi do wzrostu liczby i objętości komórek tłuszczowych. Inaczej mówiąc, może powodować otyłość. A jeżeli brzdąc będzie miał nadwagę już w pierwszych miesiącach życia, może mieć problemy z utrzymaniem właściwej wagi również w późniejszych latach.
W drugim półroczu życia gust coraz bardziej się indywidualizuje. Dziecko powinno dostawać urozmaicone potrawy, stymulujące jego mózg za pośrednictwem zmysłu smaku. W ten sposób kształtujesz jego upodobania, stwarzasz szansę, by stawało się smakoszem, pozytywnie reagującym na nowości, a przy okazji zapoznajesz malca z całym pysznym bogactwem naszego świata. Po szóstym miesiącu życia warto więc urozmaicać dietę dziecka, powoli wprowadzając takie produkty jak dynia, marchewka i ziemniak – w formie zupek ugotowanych na wywarze warzywnym bez dodatku soli. Na podwieczorek zaczynajmy podawać utarte lub uprażone jabłuszko, ryż, kaszki ryżowe i kukurydziane. Z nabiału wprowadzajmy masło.
Pomiędzy porami takich posiłków maluch nie powinien otrzymywać żadnych dodatkowych pokarmów, które mogłyby zmniejszyć apetyt na podstawowe posiłki. Pomiędzy posiłkami podajemy jedynie butelkowaną wodę mineralną.
Nie wolno dziecka zmuszać do jedzenia, bo przyniesie to skutek odwrotny od oczekiwanego. Jeśli dziecko mówi, że już się najadło, nie wciskamy jeszcze jednej łyżeczki za zdrowie babci.
Pamiętajmy też, że podanie dziecku dodatkowo soczku owocowego i chrupek kukurydzianych sprawia, że nie ma ono potem chęci zjeść obiadu, bo takie przekąski mają dla niego wielkość posiłków podstawowych.
Dziecko starsze – po skończeniu roczku – powinno jadać o stałych porach.
W diecie dziecka powinno się unikać cukru. Najlepiej zrezygnować z dosładzania posiłków, a na deser podawać naturalnie słodkie owoce lub zdrowe smakołyki przeznaczone specjalnie dla małych dzieci. Dla dziecka powyżej półtora roku życia możemy brać do słodzenia odrobinę miodu (oczywiście jeśli nie ma alergii) lub melasy buraczanej.
Nie zmuszajmy maluchów do jedzenia porcji przekraczających ich możliwości. Niech jedzą mniej, a częściej, i niechaj będą to potrawy przyrządzone w domu. Nie wciskajmy chrupek kukurydzianych czy gotowych soczków, bo te pozornie malutkie przekąski wypełniają żołądek dziecka jak cały obiad! Nie wpadajmy ze skrajności w skrajność, bo nie wiadomo, co lepsze: mały małojadek czy mały obżartuszek. Ja mam małojadka, ale rodzice coraz częściej martwią się dziećmi z niepohamowanym apetytem, które w wieku 7–8 lat cierpią na nadwagę 15–20 kg.
Rodzice są wtedy w rozterce. Co w takiej sytuacji robić? Odmawiać dziecku jedzenia? Przechodzić na dietę odchudzającą i pozbawiać malucha dzieciństwa? Zwykle takie jest właśnie skojarzenie w związku z odchudzaniem małych grubasków. Rodzice wolą więc łudzić się, że może wyrośnie, może samo się zrobi... Niestety, konsekwencje naszego nic nierobienia takie dzieci ponoszą potem w swym dorosłym otyłym życiu, w które wchodzą z kompleksami z dzieciństwa. Na samym starcie w dorosły świat daje im to mniejsze szanse adaptacyjne, bo otyłość jest źródłem wstydu, wycofania, niskiej samooceny. A to nasza wina. Wina rodziców, którzy tłumacząc się brakiem czasu, skazują swoje pociechy na gorszy start.
Co z tym fantem zrobić? Na pewno należy zacząć od edukacji, od uświadamiania rodzicom, a również dzieciom konsekwencji, jakie niesie otyłość. Są nimi groźne choroby, takie jak cukrzyca, nadciśnienie, miażdżyca z powodu nadmiaru cholesterolu, niewydolność serca, udar. Trzeba sprawić, żeby rodzice wręcz wstydzili się mieć otyłe dzieci. Dzieci to przecież inwestycja w przyszłość. Każdy prawdziwie kochający rodzic powinien należycie dbać o zdrowie swych pociech, a otyłość to świadome skazywanie ich na chorobę.
Z kolei u dzieci warto pobudzić wyobraźnię i w ten sposób uświadomić im, co to znaczy być otyłym dorosłym, z czym to się wiąże, a także nauczyć je rozsądnie wybierać produkty spożywcze i widzieć niekorzystny wpływ fast foodów na zdrowie. W tym roku prowadziłyśmy z przyjaciółką projekt w przedszkolu zatytułowany Rosnę zdrowo, bo wiem, co jem. Podczas omawiania tematu o śmieciowym jedzeniu zrobiłyśmy trzy doświadczenia, które unaoczniły maluchom skład coli, chipsów i kolorowych soków z butelek.
Prosty eksperyment z colą i jajkiem. Jajko zanurzone w coli po paru dniach zaczyna mięknąć, aż w końcu traci skorupkę. Pokazuje to, że zawarte w coli kwasy (głównie ortofosforanowy) rozpuszczają wapń ze skorupki. Podobnie dzieje się z wapniem z ząbków dzieci.
Zrobiłyśmy mieszankę przypraw w proszku z olejem i wyjaśniłyśmy, że to właśnie oprócz ziemniaków wchodzi w skład chipsów.
Pokazałyśmy, ile cukru dodaje się do napojów potocznie uznawanych za zdrowe dla dzieci, ustawiając odpowiedni stos kostek cukru.
Dzieciaki zrozumiały, że często jedzą śmieciowe jedzenie, a relacje rodziców o tym, jak podczas zakupów nie wybierają już coli, bo „rozpuszcza zęby”, tylko wodę, potwierdziły skuteczność naszych działań. W odróżnieniu od takiej edukacji straszenie dzieci i karanie ich za zbytnie objadanie się nie wpływa pozytywnie na ich psychikę, a w dalszej konsekwencji może doprowadzić do zaburzeń odżywiania typu bulimii czy anoreksji.
Pamiętajmy też, że nadwaga u dzieci (i dorosłych) może występować na różnym podłożu. Podstawą walki z otyłością powinno być prawidłowe zdiagnozowanie, czy wynika ona ze złych nawyków żywieniowych, z zaburzeń przemiany materii, z problemów zdrowotnych albo wiąże się może z przyjmowaniem leków (np. w przypadku astmy często podaje się kortykosteroidy, sprzyjające przybieraniu na wadze). Dlatego przed rozpoczęciem odchudzania warto wybrać się z dzieckiem na dokładne badania krwi, by dowiedzieć się, czy nie ma np. anemii lub początków cukrzycy.
Jeśli otyłość dziecka wynika z przyczyn żywieniowych, a nie zdrowotnych, często wiąże się z brakiem odpowiedniej świadomości rodziców. Bombardowani zewsząd reklamami, w końcu sami nie wiedzą oni, co jest dobre dla ich pociech. Reklamy płatków czekoladowych na śniadanie czy kolorowych napoi i słodkich przekąsek zapadają w pamięć i utwierdzają w błędnym przekonaniu, że są to zdrowe produkty.
Odchudzanie dziecka to w istocie odchudzanie całej rodziny.
Wymaga to przyjęcia zdrowych nawyków żywienia i opanowania napadów głodu, które być może są spowodowane brakiem określonych składników w diecie. Trzeba nauczyć się gotować zdrowo i smacznie. Wizyta raz na pół roku u dietetyka na pewno nie zapewni tych rezultatów.
Często pada argument, że zdrowe jedzenie jest drogie. Postaram się dalej wykazać, że można zjeść mniej, a lepiej pod względem jakościowym. Dzieci zwykle jadają to, co im damy. Dlatego od najmłodszych lat powinniśmy starać się wprowadzać produkty różnorodne, a nie skupiać się na samej ilości. Trzeba powiedzieć sobie – a również babciom – by nie wciskać dziecku samych kluseczek, ale nauczyć je jeść także surówki i owoce, zachęcić do wspólnego przyrządzania posiłków, robienia sałatek owocowych i różnych zdrowych deserów (np. ciasta marchewkowego), do tego, by zamiast zwykłego cukru dodawać trzcinowy oraz jeść orzechy zamiast lizaczków. Nie chodzi o to, żeby dzieci w ogóle nie znały czekolady, ale żeby nie jadły jej zamiast obiadu!
Przede wszystkim należy postawić na edukację – na uświadamianie, co jest zdrowe, a czego lepiej unikać, oraz na naukę dzieci i rodziców, jak przygotowywać wartościowe posiłki. Ważną sprawą w tym względzie jest wyeliminowanie z jadłospisu śmieci typu chipsów, lizaków, coli, batoników, ciasteczek. Trzeba też nalegać na wprowadzanie do szkolnych sklepików zdrowych przekąsek w miejsce śmieciowego jedzenia.
W tym poradniku skupię się zarówno na kwestii niedożywienia, jak i otyłości u dzieci. Jako dietetyk, pedagog, a przede wszystkim mama postaram się Wam pomóc, Drodzy Rodzice, dokonywać właściwych wyborów. Napisałam tę książkę taką, jaką chciałam znaleźć po urodzeniu swojego dziecka, tak żebym nie musiała zastanawiać się nad różnymi aspektami odżywania, tylko mieć przed sobą twarde i przejrzyste fakty. Mam nadzieję, że będziecie z niej zadowoleni.
Większość z nas przynajmniej raz w życiu doznaje tego cudownego uczucia bycia w ciąży. U każdej kobiety ciąża objawia się inaczej, ale mimo to zawsze poznajemy odmienność tej sytuacji. U mnie na przykład objawiła się ona miłością do znienawidzonych wcześniej ogórków kiszonych, u mojej przyjaciółki - odruchem wymiotnym na aromat ukochanej wcześniej kawy. W każdym razie jesteśmy w stanie zawsze odróżnić to uczucie.
Zobacz Zestaw Jedz pysznie i zdrowo w ciąży oraz Jedz pysznie razem z dzieckiem - razem taniej 15 %
Kiedy już wiemy na pewno, że jesteśmy w ciąży, wpadamy w panikę: „Co mi teraz wolno robić, a czego nie? Czy mogę jeść to, co dotychczas? Czy muszę uwielbianą jogę puścić w odstawkę?".
Panika powoli przeradza się w przewrażliwienie i paranoję. Zaczynamy obchodzić się ze sobą jak z jajkiem lub efekt jest zupełnie odwrotny i mówimy sobie: „Trudno, stało się, nic nie zmieniam".
W ciąży, zarówno tej zaawansowanej, jak i na samym początku możemy sobie i bardzo pomóc, i bardzo zaszkodzić. Chociaż musimy przyznać, że „ciąża to nie choroba", to jednak pamiętajmy, że nosimy pod sercem nowego człowieka. Dlaczego by tego nie wykorzystać i przez te dziewięć miesięcy nie wyposażyć malucha w świetny pakiet startowy?
Wiele kobiet w ciąży miewa zachcianki i traktuje ten okres jako czas dla siebie, okazję do popuszczania sobie pasa i pozwalania na wszystko, na co ma się ochotę, często także niezdrowe fast foody, napoje gazowane, słodycze itp. Tymczasem zdrowe odżywianie się jest jednym z najważniejszych elementów dla życia i rozwoju jeszcze nienarodzonego dziecka. Oczywiście, hormony szaleją i lody truskawkowe zimą bywają niezbędnym elementem nowej diety, ale warto te dwie sprawy pogodzić. Po co potem, po ciąży narzekać, że „po dziecku zostały nam zbędne kilogramy" ? To przecież nie wina dziecka, ale naszego podejścia do całej sytuacji.
„Jedz za dwoje, nie odmawiaj sobie", „Pozwól sobie na lampkę wina", „Jeden kebab ci nie zaszkodzi", „Możesz jeść słodycze, bo i tak przecież przytyjesz"... Dobre rady zawsze w cenie... Ale czy na pewno warto poddawać się pierwotnym instynktom i jeść, co popadnie? Przecież w dzisiejszych czasach nie panuje głód, nie musimy robić zapasów na gorsze czasy...
„Jedz dla dwojga, nie za dwoje".
Warto ten czas poświęcić sobie i dziecku, to będzie korzyść dla obojga. W tym cudownym i wyjątkowym dla kobiety okresie warto wczuć się w potrzeby swojego organizmu i wtedy na pewno prawidłowo odczytamy wysyłane przez nasze ciało sygnały. Nagłe ochoty na kiszone ogórki czy buraki to właśnie te sygnały, zdradzające ukryte potrzeby.
To, co jemy, wpływa na rozwijającego się w naszym łonie malucha, i to w ogromnym stopniu. A co ciekawsze, na każdym etapie swojego rozwoju ma on inne potrzeby i warto o tym wiedzieć, warto skoncentrować się na całości ciążowego menu, bo to inwestycja w zdrowie i dziecka, i nasze. Po co mamy sobie potem pluć w brodę, że nie zrobiłyśmy dla naszego malucha wszystkiego, co było w naszej mocy?
Niejedna z nas pomyśli: „No tak, ale przecież wiele kobiet w ciąży je, co chce, spełnia swoje zachcianki, pije hektolitry kawy i coli, a i tak rodzą zdrowe dzieci!". Czy na pewno? Czy zdajemy sobie sprawę z tego, jak te najważniejsze miesiące życia dziecka w naszym brzuchu wpływają na jego zdrowie? Większość alergii, dziecięcej nadwagi czy gorszy rozwój psychoruchowy ma swoje podłoże właśnie na tle żywieniowym. Pomyśl o tym, zanim sięgniesz po lampkę wina czy puszkę coli, mając zaokrąglony brzuszek.
Ja uważam, że ciąża nas do czegoś zobowiązuje. Na początku wszyscy pytają, czy będzie chłopczyk, czy dziewczynka, my same też zadajemy sobie to pytanie, ale już po pierwszym USG, na którym dostrzegamy bijące serce małej fasolki, jedyne, czego sobie życzymy, to aby tylko dziecko było zdrowe.
Zróbmy więc wszystko, co w naszej mocy, aby tak było. Aby dziecko było zdrowe i dobrze odżywione, bo to będzie mieć wpływ na jego dalsze życie, zdolności, a nawet inteligencję! Ale po kolei...
- fragment wprowadzenia Jedz pysznie i zdrowo w ciąży
"Kalendarz mojej ciąży" to osobisty "dziennik podróży", a także piękna pamiątka dla kobiety pragnącej poszerzyć swą wiedzę o fizycznych i emocjonalnym zmianach wywołanych ciążą i wczesnym macierzyństwem."Kalendarz mojej ciąży" to osobisty "dziennik podróży", a także piękna pamiątka dla kobiety pragnącej poszerzyć swą wiedzę o fizycznych i emocjonalnym zmianach wywołanych ciążą i wczesnym macierzyństwem. Szczegółowy, podzielony na tygodnie opis zmian, którym podlegają kobieta i dziecko a także liczne porady zdrowotne pomogą w przygotowaniu się do porodu i życia tuż po nim.Kalendarz mojej Ciąży
Spis Treści
Planowanie z wyprzedzeniem
Zanim zajdziesz w ciążę, weź pod uwagę ogólny stan swojego zdrowia, ubezpieczenie medyczne, swoją sytuację finansową oraz zawodową
Pierwszy trymestr
Dowiedz się o ogromnych zmianach, które zajdą w twoim organizmie podczas pierwszych 13 tygodni ciąży
Drugi trymestr
W tygodniach od 14 do 26 przeżyjesz emocje związane z pierwszymi wyczuwalnymi ruchami twojego dziecka
Trzeci trymestr
Podczas gdy w tygodniach od 27 do 40 twoje dziecko intensywnie rośnie, ciebie rozpiera radość, ale jednocześnie jesteś wyczerpana
Po porodzie
Znajdziesz tu informacje o tym, czego można się spodziewać w pierwszyt sześciu tygodniach macierzyństwa - od radości z urodzenia dziecka po przyuczanie się do nowej życiowej roli
Dziennik noworodka
Zapisuj tutaj wszelkie informacje dotyczące narodzin dziecka oraz kolejny przełomowych etapów w jego rozwoju; zaplanuj uroczystość chrztu
Słownik terminów medycznych
Ten rozdział zawiera listę powszechnie używanych pojęć medycznych
Wymiana samochodu, kiedy ten się popsuje, jest stosunkowo łatwa. Niestety sama wiesz, że wymiana mężczyzny jest bardzo trudna.
Dlatego przygotowaliśmy dla Ciebie instrukcje, pozwalające usprawnić funkcjonowanie najczęściej występujących w przyrodzie modeli facetów:
Pedanticus Nervus, Empaticus Rzepus, Figofago Bestus, Dramaticus Histericus, Encyklopedicus Mondralus, Scpeticus Strachus, Cokietus Energeticus, Generalissimus Kontrolus, Cluchus Lenius.
Książka szokuje bezpośredniością, bezpretensjonalnością, czasami bolesną prawdą. Ale - jak twierdzą autorzy - tylko prawda może nas wyzwolić ze sztuczności i pozoranctwa, zrywa maski, powoduje, że łatwiej zrozumieć sposób myślenia i zachowania mężczyzn.
Co się dzieje z naszymi dziećmi? Sięgając pamięcią do własnego dzieciństwa, raczej nie stwierdzimy, że problemy z alergiami były wtedy równie powszechne. Oczywiście obecnie poprawie ulega diagnostyka, np. takie choroby jak astma w przeszłości nie zawsze wykrywano. Mimo to wydaje się, że liczba występowania reakcji alergicznych u dzieci wykazuje tendencję rosnącą, niekiedy nawet w stopniu, uznawanym przez fachowców za epidemiczny. U niektórych dzieci reakcja uczuleniowa ma łagodny przebieg. Być może dostają wysypki po zjedzeniu truskawek albo przez moment oddychają z trudem po wejściu do kwiaciarni albo pogłaskaniu kota. W innych, znacznie rzadszych przypadkach alergie mogą poważnie utrudnić życie - nie tylko samemu dziecku, ale także całej jego rodzinie. Trzeba przygotowywać oddzielne posiłki oraz stosować specjalną dietę, restrykcjom podlega dobór odzieży oraz domowych sprzętów. Pocieszający jest fakt, że nad większością stanów uczuleniowych można zapanować. Intencją tej książki jest przyjście z pomocą rodzicom, opiekunom i wszystkim tym, którzy mają kontakt z dziećmi alergicznymi, by cel ten osiągnąć. Wzięcie w karby alergii to zadanie wspólne, w którym uczestniczą lekarze, pielęgniarki i inny personel medyczny, rodzice, nauczyciele oraz same dzieci i młodzież. Skuteczna terapia jest możliwa w odniesieniu do kilku typów reakcji alergicznych, takich jak astma (dychawica) oskrzelowa, egzema oraz katar sienny. W przypadku innych schorzeń - np. anafilaksji, która bywa groźna dla życia - podstawową strategią jest unikanie kontaktu z alergenem.
Odpowiedzi na pytania dzieci o śmierć w rodzinie, w gronie przyjaciół, w szkole
Śmierć to trudny i delikatny temat w rozmowie z dzieckiem. Często dorośli nie znajdują odpowiednich słów. Nie wiedząc, co powiedzieć i jak to zrobić, wielu rodziców i wychowawców unika udzielania odpowiedzi na pytania dzieci. Niektórzy zupełnie na nie nie reagują. Ośmioletnia Alicja opisała stresujące zdarzenie, jakie ją spotkało. W pierwszym tygodniu szkoły powiedziała nauczycielce 0 śmierci swojego taty, a nauczycielka nie skomentowała tego ani słowem. Przytaczając tę sytuację, rozzłoszczona i zasmucona Alicja powtarzała raz za razem: „Dlaczego nauczycielka nic mi nie odpowiedziała?"
Dziewczynki i chłopcy często mówią o złości i poczuciu osamotnienia, które czują, gdy ich pytania o zaznaną bolesną stratę są zbywane milczeniem czy ignorowane. „Gdzie jest teraz moja mama?", „Dlaczego tata musiał umrzeć?", „Czy mój piesek cierpiał?", „Czyja też umrę?" - to powszechne pytania kłębiące się w umysłach dzieci.
Troskliwa reakcja na nie może uporządkować przykre myśli i uczucia. Już samo uszanowanie pytania jest ważnym sposobem podbudowania dziecka i zaoferowania mu większego poczucia bezpieczeństwa.
Uszanowanie pytań dzieci
Niekiedy w obliczu pytania dziecka o śmierć ogarnia nas panika, która sprawia, iż możemy świadome lub nieświadome wysyłać sygnały powstrzymujące dalszą rozmowę. Jeśli dorośli odpowiadają w sposób bardziej zawiły niż to konieczne, dzieci mogą poczuć się zdezorientowane. Jeśli odpowiadają zaś zdawkowo lub wcale tego nie robią, dzieci otrzymują wiadomość: „Śmierć to temat zamknięty. Nie pytaj więcej".
Kiedy matka Kuby chciała wiedzieć, co robić, gdy jej pięciolatek pyta o śmierć, pewna pracowniczka służby zdrowia poradziła jej w taki sposób: „Moja córka Ania też ma pięć lat i za dużo pytała o śmierć. Powiedziałam jej, że może zadać tylko dwa takie pytania dziennie. Jeśli zapyta więcej razy, będzie musiała pójść do swojego pokoju na pół godziny i to przemyśleć. Znakomicie to zadziałało. Od miesiąca nie zadała już żadnego pytania o umieranie".
Ania dostała niedwuznaczny sygnał: nie pytaj o śmierć. Narzucanie takich restrykcji i zniechęcanie dzieci sprawi oczywiście, że przestaną zadawać te pytania. Naszym celem jest jednak stworzenie otoczenia, w którym wszelkie pytania są dozwolone, akceptowane oraz traktowane w sposób otwarty i pozbawiony krytycznych ocen. Zamierzeniem tej książki jest ukazanie prostych, bezpośrednich dialogów na temat śmierci, które ułatwią otwarty przebieg komunikacji. Taki niewymuszony język pozwala troskliwym dorosłym na okazanie właściwych reakcji, które spełnią potrzeby małych ludzi i będą ich wzmacniać.
Etapy rozwoju
Dzieci ponownie przeżywają żałobę na różnych etapach rozwoju. We wczesnym dzieciństwie zwykle zadowalają się prostymi definicjami i wyjaśnieniami. Traktują śmierć jako coś odwracalnego oraz rozumują w sposób egocentryczny, w którym zawiera się myślenie magiczne. Często wierzą, iż to przez nie nastąpiła śmierć danej osoby.
W miarę dorastania chcą coraz lepiej poznać fakty związane z okolicznościami śmierci. Mogą wracać do tego tematu w wieku ośmiu, dziewięciu i dziesięciu lat z ponownie rozbudzoną ciekawością i dociekliwością. Potem w okresie dojrzewania mają silną potrzebę, by liczyć na wartościowe reakcje od swojej grupy rówieśniczej.
W tym wieku dziewczęta i chłopcy zaczynają postrzegać śmierć jako zdarzenie nieodwracalne. Życie ma kres. Młodzi ludzie zaczynają kształtować swój system przekonań, oczekując wsparcia i zrozumienia od swoich rówieśników. Często czują się też upoważnieni do tego, by prowadzić działania uświadamiające innych o niebezpieczeństwach, które spowodowały śmierć ich ukochanej osoby.
Co i jak mówić?
Sześcioletni Samek zapytał mamę: „Dlaczego tata musiał umrzeć?" Mama odpowiedziała: „A jak ty myślisz?" Zamiast podsunąć mu gotową odpowiedź, stworzyła niekry-tyczną przestrzeń do wysłuchania myśli i odczuć synka.
„Myślę, że tata umarł, bo byłem niegrzeczny i Bóg się na mnie pogniewał" - usłyszała. Samek wyjawił charakterystyczny dla swego wieku magiczny sposób myślenia, zgodnie z którym on sam był powodem śmierci ojca. Poznawszy tę myśl wyrażoną na głos, mama mogła powiedzieć o faktach dotyczących śmierci ojca. „Tata umarł na chorobę serca. Jego serce było słabe przez wiele lat i lekarze pomagali mu już od bardzo dawna. To nie była twoja wina."
Pytania, które dzieci zadają na temat śmierci, ukazują samo jądro ich wewnętrznego świata oraz dają głęboki wgląd w przebiegający u nich proces żałoby. Często odzwierciedlają lęki i obawy, o które łatwiej jest im zapytać, niż byłoby wyrazić je wprost.. Słuchanie tych pytań wewnętrznym uchem wyczulonym na uczucia skryte w tle sformułowań jest bezcennym instrumentem ujawniania niewypowiedzianych myśli i emocji, które w ten sposób mają większą możliwość bezpiecznego wyładowania.
Kolejne stronice zawierają sugestie na temat użytecznego języka, którym możemy posługiwać się w odniesieniu do kwestii śmierci. W każdym rozdziale przytoczono praktyczny, dostosowany do wieku dialog, który zapewnia poszanowanie pytań dziecka na ten temat. Dialogi te otwierają pole do dalszej rozmowy. Dorośli opiekunowie mogą rozmawiać z dziećmi o śmierci w sposób, który złagodzi ich lęk i wzmocni poczucie pewności siebie, dając fundament do dalszego zgłębiania swoich myśli.
Pytania dzieci są kluczem, który otwiera drzwi do
zrozumienia istoty ich żałoby, dzięki czemu
możemy im pomóc.
Z Przedmowy
Jak rozmawiać z dziećmi kiedy ktoś umiera
Spis Treści
Przedmowa
1. Dlaczego mama musiała umrzeć?
2. Co to znaczy „umarł"?
Jak ludzie umierają?
3. Gdzie był Bóg, kiedy Go potrzebowałem? Jak mógł pozwolić, żeby mój brat zginął?
4. Gdzie jest zmarły? Co to jest niebo?
5. Moja mama umiera. Co mogę zrobić?
6. Jestem ciężko chory
Z kim mogę porozmawiać o umieraniu?
7. Bardzo się martwię
Czy i ja umrę? Czy i ty umrzesz?
8. Czy zapomnę tatę?
Co będzie, jeśli go zapomnę?
Jak mogę zachować go w pamięci?
9. Czy mama umarła przeze mnie? Czy bardzo cierpiała?
10. Jak inne dzieci znoszą żałobę? Czasem czuję się taki samotny
11. Boję się. Co mogę zrobić, żeby poczuć się bezpieczny?
12. Jak mogę uczcić zmarłego z kolegami i rodziną? Czy pójdę na pogrzeb?
Ostatnie słowo
Dla dzieci
Dla dorosłych opiekunów
Wybrane tematyczne portale internetowe w języku angielskim
Oczekując, że żałoba ma przebiegać szybko i w sposób przewidywalny, doszliśmy do tego, że postrzegamy ją niejako w kategoriach choroby - myślimy o niej jako o czymś, z czego można się „wykaraskać". W rezultacie postrzegamy naturalne reakcje jako oznaki chorobliwych emocji. Ale czy kobieta, która płacze w Boże Narodzenie, ilekroć pomyśli o matce, nie potrafi rozstać się z przeszłością, czy też po prostu zawsze w święta odczuwa brak matczynego ciepła i radości?
Gdy miałam dwadzieścia pięć lat, moja matka umarła na raka. Chorobę wykryto u niej w kwietniu, a w lipcu umarła. Nie byłam przygotowana ani na ból, ani na skalę tej straty. To wszystko, co pisze Pani o żałobie trwającej całe życie, to prawda, l prawdą jest również to, co mówi Pani o nabywaniu mentalnej siły z tego powodu, że nie ma matki, która by nam pomagała. Mam teraz trzydzieści osiem lat i chociaż ten ból nie dokucza mi teraz w każdej minucie dnia tak jak kiedyś, na dnie duszy wciąż odczuwam brak matki i to, że do niej tęsknię.
Z listu autorki
Hope Edelman, która w w wieku siedemnastu lat straciła matkę, przez wiele lat szukała książki jak ta, która pomogłaby jej zrozumieć swoją sytuację i pokierować życiem. Nie znajdując jej, postanowiła już jako dojrzała kobieta napisać ją sama. Zebrała w tym celu relacje od setek kobiet, które straciły matkę, oraz opinie psychologów, psychoterapeutów i socjologów zajmujących się tematyką żałoby. Rezultatem jest książka, której głębia, otwartość i autentyzm pomagają zrozumieć siebie oraz - o ile to potrzebne - otworzyć się na emocje i refleksje procesu żałoby, który po śmierci matki nigdy nie dobiega kresu.
N/e potrafię o tej książce powiedzieć nic innego, jak „Kobieto, przeczytaj!" - nawet jeśli Twoja matka żyje. Przeczytaj, żeby zrozumieć siebie, bo śmierci nie da się inaczej pojąć, niż znajdując sens własnego życia. Rozpaczy po odejściu matki nie da się opowiedzieć ani zamknąć w kilku miesiącach żałoby. Ono wraca przy porodzie twojego dziecka, przy wyborze partnera, jest z Tobą zawsze, jak matka która jest częścią Ciebie i dyktuje pośmiertne warunki, o których w tak prosty i mądry sposób pisze Hope Edelman
Manuela Gretkowska
Córki które zostały bez matki
Spis Treści:
Listy od czytelniczek Podziękowania
Wstęp
CZĘŚĆ I: STRATA
Rozdział 1: Żałoba pojawia się jak pory roku. Opłakiwanie straty musi trwać
Rozdział 2: Okresy zmian
Etapy rozwoju w życiu córki
Rozdział 3: Przyczyna i skutek
Najlepszy sposób nie istnieje
Rozdział 4: Późniejsze straty
Nauka rozstawania się
CZĘŚĆ II: ZMIANA
Rozdział 5: Córusia tatusia
Diada „ojciec-córka"
Rozdział 6: Siostra i brat. Siostra i siostra
Relacje między rodzeństwem
Rozdział 7: W poszukiwaniu miłościl
Związki uczuciowe
Rozdział 8: Kiedy kobieta potrzebuje kobiety. Płeć ma znaczenie
CZĘŚĆ III: ROZWÓJ
Rozdział 9: Kim była ona, kim jestem ja
Rozwój odrębnej tożsamości
Rozdział 10: Losy śmiertelników
Życie, śmierć, choroba, zdrowie
Rozdział 11: Córka zostaje matką
Przedłużenie linii
Rozdział 12: Feniks
Kreatywność, dokonania i sukces
Zakończenie
Dodatek A
Dodatek B
Bibliografia
Przypisy bibliograficzne
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?