Wielogatunkowa książka odsłaniająca tajemnice handlu kokainą, ukazująca imponujący wymiar społeczno-ekonomiczny rozprowadzania narkotyku, który opanował cały świat.
Zdaniem autora kokaina to odpowiedź na najbardziej naglącą potrzebę naszej epoki – brak ograniczeń. Liczy się tylko tu i teraz. Z kokainą możesz być taki, jak chcesz, oczywiście do czasu „zanim rozsadzi ci serce, zanim rozmiękczy ci mózg na papkę”. „Polityka”
O narkotykach pisze się wiele i z różnych pozycji. Saviano zajmuje się aspektem społeczno-kulturowo-politycznym tego problemu i podchodzi do niego z demaskatorską pasją. „Tygodnik Powszechny”
(…) koka. Roślina, która idealnie łączy Amerykę Południową z Włochami. Która przemierza Atlantyk niczym guma. Guma, którą można rozciągać bez końca, a ona nigdy się nie zerwie. Korzenie tu, liście tam. Koka jest tym składnikiem, bez którego żadne ciasto nie mogłoby istnieć. Tak samo jak mąka, którą we Włoszech i w Ameryce Południowej określa się za pomocą tym większej liczby zer, im wyższy jest stopień jej czystości. Zer, przez które można oglądać świat jak przez rany. Zer niczym otchłanie, w których można się pogrążyć. Zero niczym soczewka lunety, przez którą można oglądać miraż białego złota, najlepszej koki: 000. (fragment książki)
Ta historia zelektryzowała Holandię, ale to młody polski reporter napisał o niej najpełniej.Podczas swojego drobiazgowego reporterskiego śledztwa Kamil Bałuk szukał odpowiedzi na pytanie, jak doszło do tego, że jeden człowiek został ojcem ponad dwusetki dzieci i kim są dziś te dorosłe już dzieci.Reporter mnoży pytania:Czy każdy człowiek ma prawo do posiadania dziecka?Czy każde dziecko ma prawo do wiedzy o swoich biologicznych korzeniach?Czy dawca nasienia ma prawo do anonimowości?Wszystkie dzieci Louisa to pasjonująca i trudna do uwierzenia opowieść o kraju, w którego języku nie funkcjonuje słowo rodzeństwo, a także o kraju niewielkim gdzie żyją ponad dwie setki braci i sióstr. To również opowieść o lekarzu, który chciał być Bogiem, i o anonimowym dawcy nasienia, który ukrywał nie tylko swoją tożsamość, ale również tajemnicę, którą przekazał ponad dwustu potomkom
- Puk puk.
- Kto tam?
- To my, więcej niż połowa Kościoła!
Taki improwizowany dialog krzyczały kobiety w stronę hierarchów udających się na synod w 2018 roku.
Ruch równouprawnienia w Kościele to nie tylko ostatnich pięćdziesiąt lat, to cała historia chrześcijaństwa, w której kobiety odgrywały ważną, acz często niezauważaną czy marginalizowaną rolę. Nigdy jednak, dla wielu kobiet, doświadczenie powszechności Kościoła i siły wzajemnego wsparcia nie było tak mocne i realne jak dziś.
Zuzanna Radzik, teolożka, kreśli przed czytelnikiem obraz niezwykle dynamicznego i różnorodnego środowiska kobiet, dla których Kościół to dom, w którym chciałyby mieć głos. I będą o ten głos walczyć. To młode teolożki, siostry zakonne pracujące z wykluczonymi, żony i matki zaangażowane w we wspólnoty religijne. Odważne, silne, inspirujące.
Obecne, drugie poszerzone wydanie książki zawiera nowe rozmowy z katolickimi feministkami z całego świata i analizę zmian w równouprawnieniu, jakie pojawiły się w Kościele w ciągu ostatnich pięciu lat.
Szukając prądu jak wody na pustyniArkady Paweł Fiedler, wnuk jednego z najsłynniejszych polskich podróżników, lubi zaskakiwać. Po spektakularnych wyprawach Maluchem przez Afrykę i Azję, osiągnął kolejny, równie ryzykowny cel. Jako pierwszy człowiek na świecie przejechał Afrykę, z południa na północ, samochodem elektrycznym. Pokonał ponad 15 tysięcy kilometrów, odwiedzając 14 państw, m.in. Angolę, Nigerię, Kongo, Senegal, Mauretanię. W poszukiwaniu źródeł prądu, które przypominało niekiedy szukanie wody na pustyni, przemierzył bezkresne pustkowia, szutrowe drogi pośród buszu, tradycyjne wioski i pogrążone w chaosie wielkie miasta. Był bacznym obserwatorem nie tylko bujnej afrykańskiej przyrody, lecz także życia mieszkańców, z którymi rozmawiał o ich problemach i zagrożeniach związanych z wewnętrznymi konfliktami.Jak poradził sobie z ograniczoną dostępnością prądu, z afrykańskimi bezdrożami i przede wszystkim, jak reagowali mieszkańcy Afryki na widok elektrycznego auta w miejscach, gdzie elektryczności często nie ma? Czy mógł liczyć na ich pomoc?Reportaż Fiedlera to nie tylko relacja z niezwykłego podróżniczego wyczynu, to również próba wyjścia poza utarte schematy i ważny głos w sprawie ochrony środowiska.
28 lutego 1955 roku dowiedzieliśmy się, że ośmiu członków załogi niszczyciela Caldas, należącego do kolumbijskiej marynarki wojennej, wypadło za burtę i zginęło podczas sztormu na Morzu Karaibskim. Natychmiast rozpoczęto poszukiwania rozbitków, przy współpracy z jednostkami amerykańskimi ze strefy Kanału Panamskiego, przeprowadzającymi kontrolę wojskową oraz inne miłosierne akcje na południu Karaibów. Po czterech dniach zaniechano poszukiwań i oficjalnie uznano marynarzy za zmarłych. A jednak w tydzień potem jeden z nich, na wpół żywy, pojawił się na jednej z bezludnych plaż północnej Kolumbii, po dziesięciu dniach dryfowania na tratwie bez jedzenia i picia. Nazywał się Luis Alejandro Velasco. Książka ta jest dziennikarskim zapisem tego, co mi opowiedział i co ogłosiłem w miesiąc po katastrofie w bogotańskim dzienniku El Espectador.
Fascynująca osobista opowieść, ale też bardzo wnikliwa analiza sił, które mogą zniszczyć nasz świat. Książka opowiada o Facebooku i jego twórcach, a zarazem ukazuje historię biznesu związanego z nowymi technologiami oraz ludzi, którzy je tworzyli, a teraz zabrakło im odwagi, by stanąć oko w oko z demonami, które sami powołali do życia. Autor, Roger McNamee, doradca Zuckerberga w pierwszych latach działania Facebooka, potrzebował trochę czasu, by zrozumieć, co tak naprawdę się stało i co z tym zrobić. W rezultacie otrzymaliśmy książkę, która jasno i precyzyjnie wyjaśnia, dlaczego nowe technologie mogą zagrażać demokracji.
Podróż do Ziemi Świętej można odbyć na różne sposoby. Zależy to od wielu okoliczności, oczekiwań, przygotowań i wewnętrznej formacji pielgrzyma, jako że pątnictwo do ziemskiej ojczyzny Jezusa winno być czymś więcej aniżeli zwykłym podróżowaniem po miejscach ciekawych i egzotycznych. Winno być nawiedzaniem miejsc, które chrześcijaninowi, nawet gdy nigdy wcześniej tam nie był, są przecież mniej lub bardziej znane z tytułu jego przynależności do chrześcijańskiego kręgu kulturowego.Owocem licznych pobytów autora książki w Ziemi Świętej jest próba otwarcia się na wewnętrzną mowę nawiedzanych tam miejsc. Ażeby dane miejsce posiadło moc pełniejszego przemówienia do intelektu człowieka podróżującego, należy w tym konkretnym wojażowaniu wypracować w sobie świadomość biblijną, nie wystarczy posiąść wiedzę archeologiczną i historyczną. Tę świadomość biblijną kształtuje lektura Pisma Świętego. I z takim to przewodnikiem odbywał autor podróże po kraju będącym ziemską ojczyzną Jezusa.Tytuł książki Moja Ziemia Święta sugeruje, że jest to bardzo osobisty zapis relacji zadzierzgniętych pomiędzy autorem a nawiedzanymi miejscami biblijnymi. Podróż tę odbywamy w kontekście archeologicznym i historycznym, ale też w oprawie piękna przyrody, czemu autor poświęca wiele miejsca dla podkreślenia, jak fascynującym miejscem jest ziemska ojczyzna Jezusa.
W Polsce co dziesiąty noworodek przychodzi na świat przedwcześnie. Dzięki postępowi neonatologii przeżywają dzieci, których jeszcze dekadę temu nie można było uratować – urodzone w dwudziestym drugim czy dwudziestym czwartym tygodniu ciąży (próg przeżycia). Jeśli – dzięki rehabilitacji – rozwijają się prawidłowo, mówi się o cudzie. Jeśli ciężko chorują, ich życie zamienia się w uporczywą terapię. Nikt w chwili narodzin nie wie, jak będzie. To, czego doświadczają matki wcześniaków, można porównać ze stresem bojowym. Są słabe, bezsilne, pełne poczucia winy, dręczone wątpliwościami. Muszą szybko zapomnieć o sobie, by pomóc dziecku, które zaczyna najcięższą walkę – o życie. Na Oddziale Intensywnej Terapii Noworodka wcześniaki spędzają nieraz wiele tygodni, a nawet miesięcy. Najgorsze są poranki i wieczory. Poranki – bo trzeba wejść na oddział i dowiedzieć się, czy przez noc nie stało się nic złego. Wieczory – bo zostawia się dziecko. Rodzicom każdego dnia towarzyszą niepewność i poczucie zagrożenia. Jedno i drugie może już nigdy ich nie opuścić.
Słynna książka Magdy Dygat-Dudzińskiej Historia rodzinna, a zarazem barwny obraz życia artystycznego lat 50., 60. i 70. XX wieku Wśród wielu pojawiających się na rynku książek wspomnieniowych Rozstania Magdy Dygat-Dudzińskiej są pozycją wyjątkową i oryginalną. Autorka - córka zmarłego w 1978 roku znanego pisarza Stanisława Dygata - opowiada bowiem niełatwą historię rodzinną, układając ją nie tylko z własnych przeżyć i przemyśleń, ale także z bezpośrednich świadectw osób, które w tej historii brały udział. Bohaterowie dramatu - Dygat, matka Magdy - aktorka Władysława Nawrocka i druga żona pisarza - Kalina Jędrusik - żyją na kartach książki w dużej mierze dzięki swoim słowom. Obszerne fragmenty bardzo nieraz osobistych i zaskakujących listów krążących między Stanisławem Dygatem a jego rodzicami, pierwszą żoną, córką, przyjaciółmi mówią tak dużo, że powierzchowna warstwa książki - opowieść o dorastaniu małej Magdy w domu dwojga zajętych sobą artystów, potem o rozwodzie rodziców, małżeństwie ojca z Kaliną Jędrusik, jej zabiegach, by zniechęcić go do córki - to tylko pomost do zrozumienia istoty ich skomplikowanych związków. Temu samemu służą też cytaty z utworów Dygata, jak również z jego prywatnych notatników. Korespondencja z Kazimierzem Brandysem, Tadeuszem Brezą, Markiem Hłaską, listy Adolfa Rudnickiego, Sławomira Mrożka, Romana Polańskiego, Andrzeja Wajdy, Jerzego Stempowskiego dostarczają barwnych szczegółów dotyczących samego Dygata, a ponadto kreślą ciekawy obraz życia polskich środowisk twórczych lat 50., 60. i 70. Magda Dygat nie boi się ani powagi i wzruszeń, ani zabawnych anegdot, w jej relacji ciepło sąsiaduje z ironią, określenia zaś dalekie są od czarno-białego wartościowania. Każdy dzień to inny pryzmat, przez który patrzeć można na przeszłość i rzeczywistość.
Czytelnicy szlachetni i czuli! Wy, których ucho nigdy nie posłyszało ani słowa swawolnego, ani sprośnej frazy, miejcie odwagę mię wysłuchać! Miłość przypomina Marsa, w boju potrzeba osiłków. Wdzięk, dowcip i talenty się przydają, ale tylko moc miłość spełnić zdoła. Przeto wypełniając obowiązki gorliwego medyka, ku chwale Ojczyzny i Miłości za pióro chwytam, by najbardziej odpowiednie środki dla pobudzenia miłosnych wyczynów wykazać. Nie zamierzam zachęcać do rozpusty i libertyństwa. Odsłaniam sekrety sztuki wyłącznie dla wspomożenia zmrożonych mężów i małżonek wzdychających próżno w małżeńskim łożu. Ze wszystkich środków wywołujących miłosne podniecenie najskuteczniejszym jest biczyk zatem skutkom jego zażywania główną część mego dzieła poświęcam.
Tej wszędzie pełno, tamten ostrożny i nieśmiały. Ten wariat, ale swoje robi. A ta w ruchu i wirze, jak jej włosy. W 12 reportażach i w fotografiach Anny Bedyńskiej spotykamy bardzo różnych ludzi. Czytając książkę, widzimy, że każdy z liderów pisze niepowtarzalną, wyjątkową historię. Ma własny wzór, nie do podrobienia. Ale kiedy już tę różnorodność i niezwykłość wyraźnie zobaczymy, zaczynają wyłaniać się wspólne ślady, wątki, motywy. Trzeba szerzej otworzyć okna, będzie większy przewiew mówi jedna z bohaterek, a wraz z nią podobnie myślą pozostali. Szukają szczelin, wypatrują nowych możliwości, żeby wpuścić do swoich miejsc więcej powietrza, nową energię. Wiedzą, że nie będzie innego miasta, innej społeczności, innych mieszkańców, innej Polski i innych Polaków. A jednocześnie pootwierane przez nich okna i większy przewiew stają się szansą, żeby zrobić coś nowego, świeżego, innego. Znane historie uczynić bardziej otwartymi. I robią to. Nowy dom dla dzieci, lepsze ojcostwo, nowa szkoła, inna władza, trudna rozmowa o wspólnej historii i inne umieranie. Biorą się za wszystkie nasze ważne sprawy od dzieciństwa po śmierć. Robią to, czego nikt inny nie zrobi, rzeczy konieczne i najważniejsze, a jednocześnie powszednie, codzienne...Katarzyna Czayka-Chełmińska, fragment ze Słowa wstępnegoReporterzy mawiają, że dobro jest mało atrakcyjne jako temat na reportaż, a najtrudniej pisze się o ludziach, którym się udało. Grupa absolwentów Polskiej Szkoły Reportażu oraz jej wykładowca Filip Springer podjęli się tego niełatwego zadania i opowiedzieli o tych, którzy biorą sprawy w swoje ręce i robią coś dla innych. Powstało 12 tekstów o tym, że liczy się podejmowanie wysiłku. Nawet jeśli na końcu jest porażka. Bo najważniejsze to się nie poddawać. Doświadczenie, jak pisał Oskar Wilde, to nazwa, jaką nadajemy naszym błędom. A bez doświadczenia nie ma życia.Mariusz SzczygiełLatem 2019 roku dwanaścioro znakomitych reporterek i reporterów ruszyło w Polskę. Efektem tej podróży jest niniejsza książka portret zbiorowy ludzi, którzy działanie mają we krwi. Są w różnym wieku, mają różne przekonania, mieszkają w małych miastach i niewielkich wsiach, ale łączy ich jedno: przekonanie, że żyje się nie tylko dla siebie. To dlatego prowadzą hospicja i grupy wsparcia, organizują obozy i marsze, wyciągają ręce do osób w potrzebie. Czasem płacą za to wysoką cenę, bywają zniechęceni i zmęczeni. Jak mówi jedna z bohaterek: Przeszłam w życiu testy, które pokazały mi, że jest we mnie siła, z której nie zdawałam sobie sprawy. O tej sile jest ta książka.Olga GitkiewiczZaduch. Ale czasem się zdarza taka koniunkcja planet, wiesz, Merkury wejdzie w fazę Koziorożca czy coś I pojawia się szczelina. Wtedy jest szansa, żeby zrobić coś nowego, świeżego, przewiew. Ja znam siebie, znam ludzi, z którymi pracuję. To oni mnie tu trzymają. Są mądrzejsi ode mnie. To nie są osoby z pierwszego rzędu, które by się pchały na afisz, na szkło. Ale już się nauczyłam, żeby stronić od takich, którzy od początku robią świetne wrażenie. Od tych z przekonującą opowieścią. Ci moi tutaj nie mówią za dużo, ale jak już coś powiedzą, to ma to swoją treść, ma swój ciężar. I to nie są recepty na zbawienie świata, bo takich recept nie ma. I to też już wiem. (...) Więc ja bym jej powiedziała, że trzeba się po prostu przyczaić, wypatrywać możliwości. I jak się pojawi szpara w drzwiach, to wsadzać w nią nogę. To wymaga cierpliwości, jest trochę upokarzające, ale w końcu się ta szpara pojawia. I zdobywasz przyczółek, z którego możesz więcej.https://www.polskieradio.pl/10/6326/Artykul/2478648,12-historii-o-ludziach-ktorzy-dzialanie-maja-we-krwihttps://publicystyka.ngo.pl/attention-attention
Pod bezlitosnym rzymskim słońcem, dla kogoś, kto potrafi je dostrzec, kamienie żyją z taką intensywnością, że zakrawa to na halucynację. Za sprawą Carceri Piranesi staje się jedynym Włochem spoglądającym w otchłań chaosu owego chaosu, który w coraz większym stopniu będzie wyróżnikiem świata nowoczesnego. Carceri, podobnie jak Capricci, gdzie przedmioty, tabliczki, tarcze, kartusze, muszle, kapitele, hermy, tambury kolumn, palmy, sfinksy, czaszki leżą pomieszane niczym resztki zatopionej cywilizacji na dnie morza; przypadkowe warstwy zaginionego świata.Mario Praz Le Magnificenze di Roma Wspaniałości Rzymu to Rzym okiem Mario Praza (1896-1982), wielkiej postaci kultury włoskiej XX wieku, eseisty, krytyka i pisarza, profesora literatury angielskiej rzymskiego uniwersytetu La Sapienza, autora klasycznej książki La carne, la morte e il diavolo nella letteratura romantica (Rzym 1930; wyd. angielskie: The Romantic Agony, Oxford University Press 1933; wyd. polskie: Zmysły, śmierć i diabeł w literaturze romantycznej, PIW 1974, kolejne wydanie: słowo/obraz terytoria 2010), protagonisty późnego filmu Luchino Viscontiego Portret rodzinny we wnętrzu.
Na jaką zmianę czeka świat? Autorzy przepytują Olgę Tokarczuk, Martína Caparrósa, Bogdana de Barbaro, Jacka Dukaja i wiele innych autorytetów. Czy będziemy nieśmiertelni? Czy na naszych oczach rodzi się nowa kasta uprzywilejowanych? A może rozwój cywilizacji przerwie nieprzewidziana katastrofa?
W książce oprócz rozmów znajdują się opisy najważniejszych idei i myśli futurologicznych. Autorzy przywołują Lema, Harariego, Fukuyamę, Kapuścińskiego czy Houellebecqa by zweryfikować stare prognozy i zbadać nowe koncepcje wizjonerów. Czy rzeczywistość zmierza w tę samą stronę, w którą chciałby iść człowiek? Fascynuje nas sztuczna inteligencja. Niepokoi coraz większe rozwarstwienie ekonomiczne społeczeństw świata. Napawają nadzieją obietnice medycyny.
Warto przygotować się na nadejście przyszłości. Jutro jest dzisiaj.
Chciwość, brak szacunku do natury, egoizm, brak wyobraźni, niekończące się współzawodnictwo, brak odpowiedzialności sprowadziły świat do statusu przedmiotu, który można ciąć na kawałki, używać i niszczyć.
Olga Tokarczuk
Należy nieustannie apelować do ludzkich sumień, próbować przebić się przez mur obojętności i ignorancji.
Martín Caparrós
Jako społeczeństwo bierzemy właśnie ostry zakręt i jeszcze nie wiadomo, czy utrzymamy się na drodze, czy raczej wpadniemy do rowu.
Prof. Bogdan de Barbaro
Czujesz się zagubiona, zagubiony w tym, co się dzieje z naszą rzeczywistością? Zaskakuje cię to, jak bardzo się upodabnia do świata „podręcznych” z powieści Margaret Atwood? Masz rację, od kilku lat dzieje się coś bez precedensu. Czytasz wiadomości z Polski, Argentyny, ze Stanów Zjednoczonych czy Włoch i widzisz te same średniowieczne pomysły, krążące niebezpiecznie szybko po całym globie. Ktoś chce ci odebrać prawo do decydowania o intymności, o twoim ciele, o tym, jak kochać i kogo, i w ogóle jak żyć.
Ta książka opowiada o źródłach tego ciemnego, fundamentalistycznego nurtu, śledzi, kto za nim stoi. Klementyna Suchanow, autorka m.in. głośnej biografii Witolda Gombrowicza, dowodzi, że tu nic nie dzieje się przypadkiem, a kobiece ciała stały się dziś przedmiotem wielkiej politycznej rozgrywki o losy świata. Równolegle „To jest wojna” opowiada historię międzynarodowego buntu kobiet. To pisany na gorąco dziennik protestów, najnowsza historia feminizmu, który narodził się na nowo w Czarny Poniedziałek 3 października 2016, kiedy Polki, przerażone pomysłem karania za aborcję, wyszły na deszczowe ulice, by walczyć o swoje prawa. A potem szybko okazało się, że muszą tak naprawdę walczyć o wszystko.
Mówią: „to jest wojna”. Ale kto ją wygra? Im dłużej się przyglądam temu zjawisku, tym bardziej rośnie we mnie przekonanie, że wygra wolność.
Dbajcie o siebie i nie dawajcie się ani cudacznym rycerzom zła, ani zwątpieniu.
Do zobaczenia na ulicy.
Klementyna Suchanow
Warmia i Mazury to od lat raj wczasowiczów, kuszący bezkresnymi jeziorami, lokalną kulturą i obietnicą relaksu. Cud natury, którym z przyjemnością chwalimy się za granicą. Wydawać by się mogło, że to kwintesencja polskości. Jednak nie zawsze tak było. Ziemie te, przez lata niemieckie, weszły w skład państwa polskiego po II wojnie światowej. W jednej chwili zmieniło się wszystko. Mieszkańcy, którzy pozostali, musieli na nowo odnaleźć się w niełatwej rzeczywistości.Beata Szady przemierza Warmię i Mazury, szukając odpowiedzi na pytanie o tożsamość. Poznaje ludzi, z całych sił pragnących uciec z kraju, z którym nie czuli się związani, spotyka katolickich księży, którzy na Mazurach przejmowali ewangelickie kościoły, rozmawia z ludźmi, którzy bez skrupułów pozyskują budulec z zabytkowych poniemieckich domów, i z tymi, którzy tworzą własną definicję tożsamości regionalnej. Łączy ich jedno wciąż muszą zaczynać od nowa.
To opowieść o granicach ludzkich możliwości, o człowieczeństwie, które przechodzi egzamin ponad chmurami. Historia ludzi, bez których nie byłoby wśród żywych wielu z dzisiejszych herosów wysokogórskiego wspinania. Lekarze wypraw himalajskich, to bohaterowie drugiego planu. Ale często też kluczowe postaci ekspedycji, i to nie tylko wtedy gdy w ścianie wydarza się wypadek.
Autorzy przybliżają ich rolę, opisują najbardziej dramatyczne wypadki w historii polskiego himalaizmu, ale też codzienność, często zabawną, w bazie. Rozmawiają ze wspinaczami i z samymi lekarzami, sięgają do historii, by pokazać jak rozwijało się ratownictwo oraz medycyna górska. Nie brak tu bolesnych opowieści, gdy na ratunek było już za późno.
W złotych latach polskiego himalaizmu niewiele było wypraw bez udziału lekarza. Dziś zmienia się charakter wspinaczki i choć ratownictwo oraz medycyna górska zrobiły ogromny postęp, to coraz częściej, małe zespoły nie mają w składzie doktora, a co najwyżej mail i telefon do niego. Czy to dobrze?
Na pierwszych wyprawach w góry najwyższe nasi lekarze uprawiali takie medyczne judo, udo się albo nie udo. Z czasem zdobyli wiedzę, nabrali wprawy ratując zdrowie i życie wielu z nas. Ich zadania nie sprowadzały się do wydawania pigułek. Jedni świetnie się wspinali, inni w bazie robili za psychologa, a czasem i spowiednika. O tym też jest ta książka.
Krzysztof Wielicki, himalaista
Każdemu, kto się wspina może przytrafić się wypadek - podobno to tylko kwestia czasu. Wtedy wiele, bo nawet całe życie, zależy od lekarza. Szybka diagnoza, odpowiednie działanie, to klucz do uratowania życia. Autorzy opisując autentyczne wypadki, omawiają problemy z jakimi my lekarze wypraw zetknęliśmy się w bazie, w ścianie, a czasem w karawanie.
prof. dr hab. n. med. Lech Korniszewski
Gdy czytałem rękopis „Lekarzy w górach” wtopiłem się w świat himalajskich wypraw, podczas których kluczowa jest, tak rzadka dziś na nizinach, wszechstronność medyczna. I nagle zamarzyłem, by pojechać na taką ekspedycję.
Dr n. med. Cezary Goławski, konsultant medyczny książki
Wyobraź sobie co byłoby, gdyby obywatele mogli inicjować i realizować wielkie wizje urbanistyczne zupełnie oddolnie? I gdyby dysponowali środkami, by swoje plany skutecznie wdrażać i chronić? Czy byłoby to zagrożeniem, czy nową szansą dla planowania miast? Jak stworzyć narzędzie, które pozwalałoby zrzeszać koalicjantów, budować trwałe relacje z lokalnymi władzami publicznymi, współdecydować o wydatkowaniu miejskich środków? Dzisiaj każda grupa kombinuje, jak może: zawiązując nieformalne porozumienia, podpisując listy intencyjne, odwołując się do lokalnych partnerstw i inicjatyw. Czy możliwe jest jednak wprowadzenie współzarządzania jako narzędzia urbanistycznego?Od zapowiedzi podważenia powszechnie panującego przekonania, przez szczegółową analizę przypadku, do prawdziwego spotkania z bohaterami, autentycznymi twórcami Szlaku, Artur Jerzy Filip zamienia na ogół nudnawą dla nieprofesjonalnego czytelnika pracę naukową w trzymającą w napięciu lekturę na pograniczu literatury faktu i fascynującej wizji.Profesor Konrad Kucza-Kuczyński, Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej (fragment recenzji)
Zdecydowana większość pozycji książkowych traktujących o Europie Wschodniej koncentruje się na podkreślaniu dziwności, nienormalności, a nawet pewnej patologii tego obszaru. Autorzy opisują oczywiście uroki oraz piękno zwiedzanych miejsc, ale czytelnik po zakończeniu lektury rzadko kiedy miałby odwagę tam pojechać.
Natomiast moje odczucia wyniesione z kilkunastu lat podróżowania po Europie Wschodniej są zupełnie inne. Jadę tam zawsze z radością. Gdybym chciał opisać mrożącą krew w żyłach historię, to musiałbym ją wymyślić.
Swoje wrażenia i przemyślenia zawarłem w dwudziestu ośmiu rozdziałach traktujących o: Gruzji, Armenii, Rosji, Krymie, Ukrainie, Białorusi i Rumunii.
Chciałem nadać tym tekstom charakter opowieści i gawędy. Nie są to więc typowe relacje czy dzienniki podróży, pisane na gorąco dzień po dniu. Czytelnik znajdzie natomiast relacje z tego, co mnie tam spotkało – w zdecydowanej większości były to przygody pozytywne – bo takie właśnie mi się przydarzają. Nic przecież nie poradzę na to, że naprawdę kocham ten Wschód i że dla mnie Wschód is good!
Paweł Krysa
„Tajne Archiwum Watykańskie. Nieznane karty z historii Kościoła” to najbardziej intrygująca książka w dorobku Grzegorza Górnego i Janusza Rosikonia, autorów bestsellerowych pozycji przetłumaczonych na osiem języków (w tym pięciu bogato ilustrowanych śledztw dziennikarskich wydanych w Stanach Zjednoczonych).
Tym razem reportażysta i fotograf wchodzą do środka jednej z najbardziej strzeżonych instytucji na świecie – Tajnego Archiwum Watykańskiego. Opowiadają o jego burzliwej historii oraz docierają do przechowywanych tam unikalnych dokumentów. Dzięki temu przybliżają nam z mało znanej strony kulisy najbardziej kontrowersyjnych wydarzeń z dziejów Kościoła, takich jak np. proces templariuszy, wyprawy krzyżowe, działalność inkwizycji, proces Galileusza czy postawa Piusa XII wobec Holokaustu.
Prócz kwerendy w archiwach odbywają podróże do kilkunastu krajów, docierając do miejsc opisywanych w dokumentach oraz spotykając się z wieloma historykami. Efektem ich kilkuletniej pracy jest błyskotliwie napisana książka, ilustrowana wieloma unikalnymi zdjęciami. Obowiązkowa lektura dla tych, których pasjonują zagadki historii.
Patroni medialni:
TVP Historia, Gość Niedzielny, wiara.pl, Niedziela
Opisane w książce obserwacje z różnych stron świata, ich interpretacje, konkluzje dotyczą prawie wyłącznie tematów, które uznalibyśmy za wrażliwe politycznie. W takiej sytuacji najłatwiej jest wybrać jedną z dwóch dróg: politycznej poprawności albo niepoprawnego skandalu. A jednak... Autor, chcąc pozostać sobie wiernym, wielokrotnie cytuje niepoprawne politycznie myśli, opisuje wydarzenia, które doprowadziły do przewartościowania procesów i ostatecznej interpretacji faktów, których był świadkiem. Pewnie czasem Czytelnik żachnie się, czytając wstęp którejś opowieści, by pod koniec przyznać, że przecież jego droga wyzwalania się z pewnych negatywnych stereotypów też była daleka od politycznej poprawności. Ta jest rezultatem, a nie początkiem szlaku, którym idzie obserwator czy badacz.
Wiedza poszerza się z reguły wtedy, gdy pogłębiamy obserwacje, a nie wtedy, gdy je rozszerzamy. Janusz Gudowski ma swoje kraje, swoje miejsca, swoje procesy i swoje obserwacje, które lubi powtarzać, porównywać w czasie, tak aby zamknąć wątek, mówiąc: tak, teraz rozumiem. Czasem trzeba na to dziesięcioleci, ażeby móc powiedzieć: tak, rozumiem więcej. Regionem, gdzie dusza Janusza Gudowskiego zamieszkała od dziesięcioleci, jest Bliski Wschód. Są to także Indie. Serce jednak zostało na Ukrainie. Czytelnicy po przeczytaniu książki w Poprzek Kultur nie będą mieli co
do tego wątpliwości.
Izabella Łęcka, Zanim to przeczytasz
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?