Wręczenie kwiatów w nieodpowiednim kolorze, podarowanie Chińczykowi zegarka, czy kompletu srebrnych łyżeczek Arabowi - czynności z pozoru niewinne, które my Europejczycy uznalibyśmy za sympatyczne i stanowiące wyraz przyjaźni, w niektórych kulturach mogą zostać odebrane jako obraźliwe i świadczące o braku dobrych manier.
Ta książka umożliwia znalezienie trafnych i przekonujących odpowiedzi na następujące pytania:
- Czym są i jakie są najważniejsze różnice kulturowe?
- Jakie mają one znaczenie dla procesu komunikowania w biznesie i nie tylko?
- Jaki związek ma religia z biznesem?
- Czym jest szok kulturowy i jak go przezwyciężać?
- Czym różnią się od siebie protransakcyjne i propartnerskie kultury biznesu?
- Gdzie "czas to pieniądz", a gdzie wszyscy mają czasu pod dostatkiem?
- Dlaczego kciuk uniesiony ku górze w Grecji jest znakiem obraźliwym, a w innych krajach gestem akceptacji?
- Czy wypada Japończykowi wręczyć podarunek składający się z czterech części?
- Dlaczego w krajach Dalekiego Wschodu nie numeruje się niektórych pięter?
- Dlaczego Arabowie uwielbiają utrzymywać intensywny kontakt wzrokowy w czasie rozmowy?
- W jakich państwach kobieta nie jest równorzędnym partnerem biznesowym?
- Gdzie rozmowy biznesowe obficie "podlewa się" alkoholem, a gdzie obowiązuje wstrzemięźliwość?
- Czy prezent otrzymany od Chińczyka należy rozpakować w jego obecności?
- Jakich kwiatów nie wręczać na powitanie w poszczególnych państwach?
Najważniejszy postulat dla chrześcijańskiego postępowania brzmi: kochaj! To krótkie, proste i pozornie czytelne przesłanie wymaga wielu dopowiedzeń. Jak realizować tę ideę w życiu codziennym? Autor podjął próbę odpowiedzi na to pytanie w poniższych refleksjach. Zdolność kochania jest najwyraźniejszym znakiem naszego podobieństwa do Stwórcy. Jednym z Jego imion jest Miłość. Bóg kocha i ten potencjał przekazał człowiekowi.
Siedem rozmów, które zapewnią miłość na całe życie
Czy chcesz wzbogacić zdrową relację, odnowić nadwątloną lub uratować tę, która zmierza w złym kierunku?
Ci inni ludzie pragniemy miłości na całe życie, wsparcia oraz poza tym przyjaźni. Natomiast zdarza się, że potrzebujemy odrobiny pomocy.
Przesłanie Przytul mnie jest zwyczajne: zapomnij o uczeniu się sztuki prowadzenia sporów, analizowaniu własnego wczesnego dzieciństwa, wykonywaniu wielkich romantycznych gestów czy eksperymentowaniu z nowymi pozycjami seksualnymi. Zamiast tego weź się do emocjonalnego wzmacniania prywatnych relacji przez uświadomienie sobie, że ciebie i twojego partnera łączy emocjonalna więź i że jesteś od niego zależny/a w identyczny metodę, w jaki dziecko jest zależne od swego rodzica w dylematach karmienia, ukojenia i bezpieczeństwa.
Dzięki opisom przypadków z praktyki dr Johnson, pouczającym radom oraz praktycznym ćwiczeniom możesz nauczyć się, jak opiekować się własną relacją, chronić ją i rozwijać, zapewniając sobie miłość na całe życie.
Istnieje jeden obraz miłości, co do którego Hollywood ma rację. Jest to moment, w którym dwoje ludzi patrzy sobie głęboko w oczy, powoli się obejmuje i zaczyna tańczyć razem w idealnej synchronii. W tej samej chwili wiemy, że tych dwoje jest poważnych dla siebie nawzajem, że łączy ich więź. Te ekranowe chwile niemalże nieuchronnie sygnalizują, że para znajduje się na wczesnym, odurzającym etapie romansu. Rzadko ilustrują one bardziej dojrzałą fazę miłości. I tutaj Hollywood się myli. Ponieważ takie momenty intensywnego wyczulenia na siebie i zaangażowania są żywotne w ciągu całej relacji. W rzeczywistości są to charakterystyczne oznaki szczęśliwych, bezpiecznych par.
- fragment książki
DR SUE JOHNSON jest psycholożką kliniczną, twórczynią Terapii Skoncentrowanej na Emocjach , a ponadto znaną liderką w nowej nauce o relacjach. Autorka czterech książek i licznych artykułów; przeszkoliła tysiące terapeutów w Ameryce Północnej globalnie. Mieszka w Ottawie w Kanadzie.
Przytul mnie
Leczenie traumy -siła miłości
„Rozmowa z moją żoną daje mi taką ulgę po tym,
co się tu dzieje. (...) Jak ten pierwszy oddech, który bierzesz po tym, jak byłeś za długo pod wodą".
- Joel Buchannan, amerykański żołnierz w Iraku,
„Washington Post Magazine", 12 lutego 2006
Zawsze kiedy zbiera się grupa ludzi, żeby opowiadać sobie hi-^Ostorie i w ten sposób próbować wyjaśnia świat, pojawiają się w tych opowieściach potwory, smoki i duchy. Mają one wiele nazw: Zła Czarownica z Północy, Czterogłowy Smok, Anioł Śmierci. Bestie odzwierciedlają nasze przekonanie, jak niebezpieczny i nieprzewidywalny może być świat. Kiedy zjawiają się te potwory, możemy uciec się tylko do jednego - wsparcia i otuchy ze strony innych ludzi. Nawet kiedy sprawy wydają się beznadziejne, wciąż jeszcze możemy znaleźć pocieszenie i siłę w więzi. W swojej piosence „Goodnight Saigon" Bil-ly Joel wciela się w żołnierza w Wietnamie. „I wszyscy poleglibyśmy razem" - śpiewa chór. A piosenka kończy się raczej jako afirmacja niż pieśń żałobna. Żołnierze połączeni więzią braterstwa broni i miłości potrafią zmierzyć się z demonami, przed którymi uciekaliby, spotkawszy je w pojedynkę. Moje dzieciństwo, które upłynęło w duchu pogaństwa w pubie, a jednocześnie w duchu katolicyzmu w klasie, było całkiem bezpieczne. Mimo to miałam pewne wyobrażenia czyśćca i demona o szalonych oczach, który wyglądał trochę jak siostra Teresa, dyrektorka szkoły. Wzywała mnie ona na dywanik za przewinienia takie jak kradzież linijki Tiffany Amos i radosne spranie jej tą samą linijką, kiedy nikt nie patrzył. Kiedyś modliłam się do wszystkich świętych, mojego prywatnego zespołu wybawców. Byli ubrani na niebiesko i biało i każdy z nich wyglądał dokładnie tak jak moja angielska babcia. Zawsze mogłam liczyć na to, że mój legion babć spadnie z góry, żeby mnie uratować!
Kiedy życie staje się niebezpieczne i nieprzewidywalne, zdajemy sobie sprawę, jak bardzo potrzebujemy pomocy innych ludzi w zmaganiach z wyzwaniem, jakie przyniósł los. Po walce, kiedy jesteśmy obolali lub poranieni i fasada samowystarczalności, którą udawało się nam utrzymać, zawaliła się, na pierwszy plan wysuwa się nasza potrzeba innych, którzy się o nas zatroszczą. Jakość naszych centralnych relacji wpływa na to, jak mierzymy się z traumą i wychodzimy z niej, a ponieważ wszystko porusza się po kole, traumą ma wpływ na nasze relacje z ludźmi, których kochamy.
Słowo „traumą" pochodzi z łacińskiego wyrazu oznaczającego ranę. Dawna koncepcja psychologiczna głosiła, że tylko niewielu z nas doświadcza prawdziwej traumy w swoim życiu. Ale obecnie zaczynamy zdawać sobie sprawę, że traumatyczny stres jest prawie tak powszechny jak depresja. Ponad 12% Amerykanek w ostatnim obszernym badaniu doniosło o przejściu poważnego stresu posttraumatycznego w którymś momencie swojego życia.
Traumą jest to każde przerażające wydarzenie, które nagle zmienia znany nam świat, pozostawiając nas w poczuciu bezradności i emocjonalnego przytłoczenia. W rozdziale 5, „Wybaczanie krzywd", wspominaliśmy już o traumach relacyjnych spowodowanych, aczkolwiek mimowolnie, przez ukochane osoby. Teraz zajmiemy się jeszcze poważniejszymi ranami zadawanymi przez ludzi i wydarzenia spoza naszej relacji miłosnej. Na przestrzeni wielu lat moi współpracownicy i ja widzieliśmy osoby, które w dzieciństwie doświadczyły molestowania seksualnego, przeżyły gwałt lub napaść; rodziców, którzy cierpieli z powo-
du straty dziecka; mężczyzn i kobiety, którzy zmierzyli się z brutalną chorobą lub przeżyli straszny wypadek. Mieliśmy również do czynienia z policjantami, którzy stracili kolegów, strażakami wciąż przeżywającymi niemożność uratowania wszystkich z niebezpieczeństwa i żołnierzami dręczonymi przez echa walki.
Jeśli masz wrażliwego, kochającego partnera, posiadasz bezpieczną bazę w całym tym chaosie. Jeśli cierpisz na emocjonalną samotność, znajdujesz się w stanie swobodnego spadania. Posiadanie kogoś, na kogo i wsparcie można liczyć, sprawia, że podnoszenie się po traumie staje się łatwiejsze. Chris Fraley i jego współpracownicy na University of Illinois udowodnili to w swoim badaniu przeprowadzonym wśród ludzi, którzy 11 września byli w budynkach Word Trade Center lub w ich pobliżu. Osiemnaście miesięcy później ci, którzy unikali poszukiwania oparcia w innych, w większym stopniu zmagali się z wspomnieniami, hiperdrażliwością i depresją niż osoby, które znalazły poczucie bezpieczeństwa w swoich relacjach z najbliższymi. Tak naprawdę osoby, które posiadały bezpieczną więź, jak zapewniali ich przyjaciele i krewni, wydawały się lepiej przystosowane po ataku niż przed. Jak gdyby były w stanie wznieść się ponad sytuację, a nawet rozwinąć się dzięki niej.
Jeśli nie potrafimy skutecznie tworzyć więzi z innymi ludźmi, nasze próby radzenia sobie z traumą są mniej skuteczne, a nasz główny zasób, czyli bliższa relacja, często zaczyna tonąć pod jej ciężarem. Z drugiej strony mierzenie się z potworem ze świadomością, że ukochana osoba zabezpiecza tyły, maksymalizuje nasze szansę w poszukiwaniu siły i wytrwałości. A wspólna walka wzmacnia więź z partnerem.
Więzienie uczuć
Nawet jeśli na poziomie instynktownym wiemy, że potrzebujemy miłości, aby wyleczyć rany po traumie, nie zawsze łatwo jest się otworzyć i poszukać opieki.
Aby przeżyć, w momencie niebezpieczeństwa musimy zamrozić nasze uczucia i po prostu działać. Sprawdza się to w szczególności w odniesieniu do osób, które są narażone na niebezpieczeństwo w codziennej pracy. Oto, co usłyszałam od nowojorskiego strażaka: „Kiedy jedziemy do pożaru, szczególnie dużego, jestem nakręcony. Włączamy syrenę, pędzimy przez ulice, żeby ratować ludzi. Wiemy, jak to robić. W ogniu po prostu działasz. Nie ma miejsca na strach czy wątpliwości. A jeśli nawet je czujesz, po prostu odsuwasz to na bok".
Problem pojawia się potem. Czasami trudno jest nam uświadomić sobie, że jesteśmy zranieni. Myślimy, że to czyni nas gorszymi. Wielu z nas trzyma te lęki i wątpliwości w zamknięciu, wierząc, że pozwalanie sobie na ich odczuwanie jest objawem słabości, która podkopie naszą siłę, kiedy potwór powróci. Niektórzy z nas myślą, że zamykanie potwora i trzymanie go w izolacji, w skrzyni, jest jedynym sposobem na chronienie naszego życia domowego. Żołnierze mówią o kodzie milczenia i o tym, że muszą grzebać swoje doświadczenia, aby chronić nie tylko siebie, ale również swoich najbliższych. Są wręcz do tego zachęcani. Kapelan wojskowy powiedział mi: „Zachęcamy żołnierzy do niewy-jawiania swoim żonom złych doświadczeń. Mówimy im, że to tylko je przestraszy i zrani. A żonom radzimy: »Nie zadawaj pytań o walkę. To tylko przypomni bolesne momenty twojemu mężowi«".
Ale potwory nie chcą siedzieć w skrzyniach. Wydostają się. Takie wydarzenia na zawsze zmieniają to, jak postrzegamy świat i samych siebie. Trauma niweczy nasze założenia, że świat jest sprawiedliwy, a życie przewidywalne. Po takich doświadczeniach nasze interakcje z ukochanymi i emocjonalne sygnały, które im wysyłamy, będą inne. Zostajemy zmienieni przez gorący oddech smoka.
Kanadyjski rozjemca w Afryce, który musiał stać i patrzeć na masakrę kobiet i dzieci, odkrywa, że po powrocie do domu nie potrafi przytulić własnej żony i dzieci. Jego pociechy wydają się mieć twarze tych, które zginęły. Jest zbyt zmieszany i skrępowany, aby powiedzieć to żonie. Zamyka się w sobie. Jego żona wyraża swoją frustrację płynącą z tego, że „on wcale nie wrócił do domu". Skarży się, że mąż jest emocjonalnie nieobecny. Nie może go „odnaleźć".
Żołnierz, który niedawno wrócił z Iraku i powraca do zdrowia w domu po poważnej operacji, wpada w niewytłumaczalną wściekłość, kiedy jego żona wychodzi zrobić zakupy. Mówi, że nigdy już jej nie zaufa; ich relacja jest skończona. Ona jest totalnie zdezorien-
towana i zrozpaczona. Wszystko zmienia się, kiedy on wreszcie mówi jej o ranie, jaką otrzymał na polu walki, ranie, którą bagatelizował w obecności rodziny. Kiedy leżał na noszach, które były całe we krwi w większości nie jego, otrzymał ostatnie namaszczenie i zostawiono go samego. Teraz żona rozumie już, jak jej nagła nieobecność mogła go „zranić". Rozumie również jego odmowę brania lekarstw przeciwbólowych, kiedy wyznaje jej, że wierzy, iż ból jest sprawiedliwą karą za jego „błędy" podczas misji.
Musimy potrafić rozmrażać nasze uczucia i dzielić się nimi z najbliższymi. Oznacza to, że ukochane osoby również będą musiały, choć na chwilę, ujrzeć pysk smoka. Jest to jedyny sposób, w jaki mogą naprawdę zrozumieć nasz ból i potrzebę, przytulić nas mocno i pomóc nam wyzdrowieć. Kanadyjski działacz pokojowy i żołnierz ranny w Iraku zrobili to, co należy robić zgodnie z zaleceniami tej książki. Przy wsparciu swoich partnerek pozwolili sobie dotknąć swoich emocjonalnych światów i podzielić się nimi. Nie wyjawili wszystkich szczegółów ciężkich przeżyć, ale nauczyli się wyrażać istotę swojego bólu i zmagań przed ukochanymi osobami.
Pary te były w stanie dostrzec to, jak doświadczenie męża zmieniło go, czego potrzebuje, aby wyzdrowieć, i jak może najlepiej poprosić swoją małżonkę o więź i pocieszenie. Żony były w stanie dzielić się tym, jak trudny był dla niech czas rozłąki i jak zdesperowane czuły się, kiedy ich partnerzy po powrocie okazali się tacy zdystansowani i źli. Kiedy pracujemy z żołnierzami i ich żonami, postrzegamy ich wszystkich jako wojowników - jedni walczyli na obcym terytorium, drudzy na froncie domowym.
Niezależnie od tego, czy dzielimy się otwarcie tym, co dzieje się z nami, czy też nie, trauma jest zawsze sprawą pary. Partnerzy czują ból i są zestresowani, kiedy patrzą, jak ich ukochane osoby zmagają się ze swoimi ranami, a także opłakują zmienioną relację. Marcie, której mąż jest strażakiem, mówi mi: „Po tym wielkim pożarze, w którym zginęło czterech jego kolegów, miałam koszmary. Zawsze zaczynały się od tego, że odbierałam telefon albo policjant dzwonił do naszych drzwi. I wiedziałam, że Hal nie żyje. Budziłam się zlana potem i przytulałam się do jego pleców. Płakałam po cichu, żeby go nie obudzić. Wiedziałam, że jest mu naprawdę ciężko po tym, co się stało. Bardzo nam pomogło, kiedy zaczęliśmy się otwierać i rozmawiać o tym. Powiedział mi, że cierpi, ale wciąż kocha swoją pracę. Wtedy ja powiedziałam mu, jak trudno jest czasami być żoną strażaka".
Carol, która dwa lata temu przeżyła groźny wypadek samochodowy, wciąż cierpi na chroniczny ból. Nie wróciła też do pełnej sprawności. Niecierpliwi się bardzo, kiedy jej partnerka, Laura, płacze po kryjomu, ale nie chce rozmawiać o swoich uczuciach. Carol oskarża ją o oziębłość. Wreszcie Laura jest w stanie cichym głosem przyznać: „Okay, jestem zagubiona. Nie mogę dać sobie rady ze wszystkimi tymi wizytami u lekarza, prawnikami, różnymi diagnozami i opieką nad dziećmi. I jestem taka zestresowana tym, że poczuję do ciebie urazę za ten wypadek. Jak mogę ci powiedzieć, że ja również cierpię, kiedy tak cię boli? I że kiedy się irytujesz, wszystko, co mogę zrobić, to wyjść z pokoju, żeby nie eksplodować i nie zranić cię jeszcze bardziej. Może potrzebuję, żebyś uświadomiła sobie, że to nie przydarzyło się tylko tobie. To się przydarzyło nam. Ten wypadek na zawsze zmienił moje życie. Ja też potrzebuję wsparcia". [...]
Przytul mnie
Spis treści:
Wstęp
CZĘŚĆ PIERWSZA
Miłość w nowym świetle
Miłość - rewolucyjne spojrzenie
Gdzie się podziała nasza miłość? Tracenie więzi
Wyczulenie emocjonalne - klucz do życia pełnego miłości
CZĘŚĆ DRUGA
Siedem rozmów na drodze do transformacji
Rozmowa 1: rozpoznawanie szatańskich dialogów
Rozmowa 2: znajdowanie czułych miejsc
Rozmowa 3: powrót do trudnego momentu
Rozmowa 4: przytul mnie mocno - angażowanie się
i zbliżanie
Rozmowa 5: wybaczanie krzywd
Rozmowa 6: zacieśnianie więzi poprzez seks i dotyk
Rozmowa 7: utrzymywanie miłości przy życiu
CZĘŚĆ TRZECIA
Siła „Przytul mnie mocno"
Leczenie traumy - siła miłości
Ostateczne połączenie - miłość jako ostatnia granica
Podziękowania
Słowniczek
Źródła
O autorce
Każdy z nas odczuwa czasem lęk. Jednak co zrobić, gdy owe uczucie wymyka się nam spod kontroli, ogranicza nasze możliwości i satysfakcję z codziennego życia?
"Pokonać lęki i fobie" skierowana jest do osób, które poszukują sposobów radzenia sobie z nadmiernymi lękami i atakami paniki. Obok podstawowych informacji na temat przyczyn zaburzeń lękowych, autorzy zamieścili także opis kilku z nich. Książka zawiera wypowiedzi tych, którzy kiedyś zmagali się z lękiem oraz opisy ćwiczeń umożliwiających opanowanie paniki, pomagających zmienić sposób myślenia i zachowania. Dzięki praktycznym wskazówkom czytelnik uczy się akceptować odczuwane emocje i odbudowywać poczucie własnej wartości. Autorzy zachęcają go do pracy nad sobą i pokazują, jak wykorzystywać nowo nabyte umiejętności w rozmaitych sytuacjach społecznych.
Słowo "Singiel" nabiera dziś szczególnego znaczenia. Oznacza osobę żyjącą samotnie; ale nabiera takiego znaczenia w naszych czasach bynajmniej nie dlatego, że kiedyś osoby samotne nie istniały i pojawiły się nagle, lecz dlatego, że słowo to oznacza życie w pojedynkę. Istnieje dyskretna różnica pomiędzy życiem samotnym a życiem w pojedynkę, choć na pozór wydaje się, że różnicy nie ma. W świadomości współczesnego człowieka "singiel" oznacza osobę żyjącą samotnie, ale też osobę wyzwoloną, żyjącą "na luzie", czasem bez trosk i problemów; podczas gdy "osoba samotna" kojarzy się z całkowitą samotnością połączoną z refleksją o życiu, cierpieniem, wyrzeczeniem, jakąś "głębią życia".
Bez względu na słownikowe ujęcie czy powszechnie panujące przekonanie książka jest niezwykła. Jest piękną duchową refleksją nad życiem "singla"
Maniacy kontroli, tyrani, nieudacznicy… Każdy z nas zna osoby, które potrafią podnieść ciśnienie już pierwszym słowem, ledwie otworzą usta. Czasem jest to pod szef tyran, czasem agresywny kolega, czasem koleżanka potrafiąca doskonale manipulować innymi. Zmagamy się z nimi mniej lub bardziej regularnie. Dobra wiadomość jest taka, że bez względu na to, co robią, nie musimy się godzić z taką sytuacją. Poradnik ten zawiera praktyczne wskazówki pomagające radzić sobie z najczęściej spotykanymi przyczynami irytacji. Autor w prosty, jasny sposób tłumaczy, jak oddzielać to, co robią inni, od tego, jak sami reagujemy. Każdy, kto przeczyta tę książkę, prawdopodobnie już nigdy więcej nie da się nikomu wyprowadzić z równowagi.
Kto powinien sięgnąć po książkę:
- każdy, kto nie boi się szukać prawdy o sobie i innych, a przede wszystkim stara się świadomie kształtować własne relacje międzyludzkie,
- osoby zajmujące stanowiska kierownicze, terapeuci, psychologowie, trenerzy interpersonalni.
Dlaczego warto przeczytać tę książkę?
- jej autor współpracował z Albertem Ellisem w pierwszych latach rozwoju terapii racjonalno-emotywnej (REBT), a jego kilkudziesięcioletnie doświadczenie zawodowe jest najlepszą gwarancją skuteczności udzielanych porad i wskazówek,
- wnioski płynące z kilku typowych przykładów, przytoczonych i dokładnie przeanalizowanych w tej książce, każdemu pomogą lepiej ułożyć sobie relacje z osobami wyzwalającymi zazwyczaj wściekłość i pozwolą uczynić swoje życie spokojniejszym.
Fragment książki Jak radzić sobie z ludźmi którzy doprowadzają nas do wściekłości
Wstęp
Oto ja, z piórem w dłoni, piszący wstęp do tej książki, choć poprzysiągłem sobie, że nigdy jej nie napiszę. To samo przyrzekałem przy dwóch poprzednich, ale znowu ogarnęło mnie dręczące przeczucie, że bez względu na moje deklaracje, w tym temacie jest coś głębokiego. Mam do powiedzenia coś zbyt ważnego, żebym zabrał to ze sobą do grobu.
Czy brzmi to patetycznie, zarozumiale, chełpliwie? Mam nadzieję, że nie. Jestem od tego daleki, ponieważ otrzymałem wszystkie zaszczyty i honory, na jakie mogłem liczyć jako psycholog, pisarz i wykładowca. To prawda, nie jestem powszechnie rozpoznawany, ale w środowiskach profesjonalistów i grup cieszę się poważaniem, które wykracza daleko poza moje marzenia.
Nie, to nie ma nic wspólnego z podróżą ego. Napisałem tę książkę nie dlatego, że chciałem, ale dlatego, że czułem taki przymus. Pisanie to wyczerpujące doświadczenie. Pozostawia niewiele miejsca na lektury lekkie, łatwe i przyjemne. Kiedy myślę o książce, nie jestem w stanie czytać niczego, co wykracza poza moją dziedzinę. Kiedy pogrążam się w myślach o tytule rozdziału, o jego zawartości oraz o przykładach, których powinienem użyć, aby wyjaśnić mój punkt widzenia, to zapewniam was, że czasami wpadam w rodzaj transu i może się wydawać, że uczestniczę w rozmowie, ale w rzeczywistości nie widzę mojego rozmówcy i nie słyszę ani słowa. Moja żona nieraz już kłóciła się ze mną o to, że wciąż przynoszę do domu sprawy zawodowe.
To cena, jaką pisarz płaci za tworzenie książki. Tego procesu nie może wyznaczać zegar, on toczy się kapryśnie jak rzeka, we własnym rytmie i w nieoczekiwanych kierunkach. Dobrym przykładem jest pisanie przeze mnie tego wstępu. Początkowo zamierzałem zrobić z tego tekstu początek pierwszego rozdziału. Nagle jednak, w tajemniczy i niezrozumiały dla mnie sposób, zadecydowałem o umieszczeniu go we wstępie.
Wróćmy jednak do początkowego pytania o to, dlaczego zdecydowałem się napisać moją piętnastą książkę? Odpowiedź jest prosta: uważam, że należy wyraźnie pokazać, jak skomplikowana i bolesna jest ludzka natura. Co więcej, słabo tę naturę rozumiemy i kiepsko sobie z nią radzimy.
Zatem w tej książce, prawdopodobnie już ostatniej w moim życiu, chcę zmierzyć się z tą problematyką w otwarty i odważny sposób, w jaki jeszcze nie pisano o ludziach zwanych przeze mnie „wyzwalaczami wściekłości". Jak się wkrótce dokładniej przekonacie, tacy ludzie są wszędzie, a gdziekolwiek się pojawią, wywołują problemy, i - co najgorsze - w pewnych kręgach są nie tylko tolerowani, lecz wręcz admirowani.
Wszyscy od czasu do czasu bywamy ofiarami wyzwalaczy wściekłości. Zdarza się też, sami się nimi stajemy. Celem tej książki jest uświadomienie wam tego stanu, sposobów i form jego funkcjonowania oraz oddziaływania, a także skutecznych metod radzenia sobie z nim.[...].
Kim są ci ludzie?
Niosą ze sobą wszystkie poziomy zaburzeń. Niektórzy są nieszkodliwymi flejtuchami, którzy nigdy po sobie nie sprzątają i ustawiają w zlewach sterty brudnych naczyń. Możecie sobie wyobrazić, co się dzieje z ich partnerami.
Powaga sytuacji wzrasta, kiedy przyjrzymy się smarkaczom, potem nieudacznikom, maniakom kontroli, a na koniec najgorszym ze wszystkich wyzwalaczy wściekłości - tyranom. Będzie o nich mowa dokładniej na kolejnych stronach, choć w odwrotnej kolejności.
Wyzwalaczy wściekłości spotykamy wszędzie. W każdej firmie jest nieznośny szef, kierownik albo dyrektor. Mogą też być waszymi sąsiadami. Najgorzej jednak, gdy znajdziecie ich we własnych domach. Wyzwalaczami wściekłości mogą być wasi partnerzy, rodzice albo dzieci. Nie ma znaczenia płeć, wiek, poziom wykształcenia czy klasa społeczna. Są wszędzie. Nie zapominajcie jednak, że od czasu do czasu stajemy się nimi i ja, i wy.
Z oczywistych przyczyn nie mogę opisać wszystkich typów wyzwalaczy wściekłości; powstałaby księga tak wielka, że na pewno nikt z was by jej nie przeczytał. Skupię się na kilku typach osobowości, które są tak powszechne i tak wkurzające, że powinniście wiedzieć, jak je rozpoznawać i z nimi sobie radzić.
To ludzie, którzy nauczyli się pewnych zachowań w okresie dorastania i tak się z nimi zżyli, że bardzo trudno ich zmienić. To przede wszystkim ich można nazwać wyzwalaczami wściekłości, a nie tych, którzy nie mają stałego nawyku wyprowadzania z równowagi swoich partnerów. Są sztywni, zadufani i nie dbają o to, co inni o nich myślą.
Skąd się biorą wyzwalacze wściekłości?
Osobowość rozwija się na dwa sposoby: poprzez uczenie się oraz poprzez fizyczne i/albo psychiczne wyposażenie. Pierwszy sposób to wszystko to, czego nauczyli nas rodzice w procesie wychowania. Część z nas miała rodziców, którzy ciężko pracowali, rozsądnie wydawali pieniądze, byli życzliwi i odpowiedzialni. W efekcie ta grupa wyrosła na dojrzałych i zrównoważonych dorosłych - stała się taka dzięki modelowaniu. Jak powiadają: „Niedaleko pada jabłko od jabłoni". W powszechnym rozumieniu przysłowie to oznacza, że uczymy się, nie zdając sobie z tego sprawy. Nauczyliśmy się schludności, uprzejmości, szczerości i odpowiedzialności, ponieważ często je widzieliśmy i zaadaptowaliśmy na własne potrzeby. W taki sposób uczymy się posługiwać językiem naszych opiekunów. Czy choć przez chwilę jesteście w stanie wyobrazić sobie dorastające we Włoszech dziecko włoskich rodziców, które mówi tylko po rosyjsku?
Skoro jednak pozytywne cechy zdobywamy poprzez uczenie się, to tak samo nabywany cechy negatywne. Rodzice, którzy rozwiązują każdy problem krzykiem i wyzwiskami, tego samego uczą swoje dzieci. Dzieci z takich domów, już jako dorośli, fizycznie nękają współmałżonków i dzieci, a także okazują gniew za każdym razem, gdy są sfrustrowani. Kiedy taki proces uczenia się zachodzi w okresie wczesnego dzieciństwa i jest intensywny, można mieć pewność, że tego rodzaju nawyki będą niemal nie do usunięcia.
Dlaczego tak ich nazywamy?
Nasze rozumienie szaleństwa czy obłędu, jak chcą je nazywać profesjonaliści, zmienia się w zależności od czasu i miejsca. W niektórych społeczeństwach uznają was za obłąkanych, jeśli oznajmicie, że otrzymaliście wiadomość od Boga poprzez odbiornik telewizyjny; inne uznają was za świętych, gdy opowiecie o wizji Maryi Dziewicy.
W początkach mojej kariery zawodowej pracowałem jako szef zespołu psychologów w stanowym szpitalu psychiatrycznym. Dzięki temu widziałem praktycznie każdy rodzaj skrajnie zaburzonych zachowań. Wszystkie pasowały do stereotypów wyobrażeń o zachowaniach obłąkanych ludzi - mówili niezrozumiale i cierpieli z powodu manii wielkości. A tak przecież powszechnie rozumiemy obłęd.
W znacznej mierze to rozumienie jest prawdziwe. Jednak słowo „szalony" zyskało szersze znaczenie za sprawą jego wejścia do języka potocznego, objęło bowiem zachowania irracjonalne, a nawet ewidentnie dziwaczne. Z tego powodu przestaliśmy używać terminu „szalone" na określenie zachowań wyraźnie sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem. Tym niemniej to określenie jest przydatne do opisania ludzi wysoce denerwujących, z którymi trudno wytrzymać, pomimo że są inteligentni, pracowici, towarzyscy i mają rodziny. Nie myślcie jednak, że moje podejście do tego typu osób jest przesadzone. Pokażę wam, dlaczego uważam sięganie po takie terminy za w pełni uzasadnione. Skoro na przykład zachowania takich wyzwalaczy wściekłości można łatwo znaleźć niemal w każdym podręczniku psychiatrii, czy przyniesie wam jakąkolwiek ulgę spojrzenie na te osoby jak na szaleńców? Jeśli nie, to co wam pomoże? Jak się wkrótce przekonacie, cztery typy wyzwalaczy wściekłości, które opisuję na kolejnych stronach, zdecydowanie potrzebują pomocy psychiatrycznej. Właściwie ci ludzie nie są obłąkani, ale im dłużej ich znacie, tym mocniej wam się wydaje, że owszem, są.
Jak radzić sobie z ludźmi którzy doprowadzają nas do wściekłości
Spis treści:
Podziękowania
Wstęp
1. Niewłaściwy klient
2. Maniacy kontroli
3. Tyrani
4. Smarkacze
5. Nieudacznicy
6. Flejtuchy, czyściochy i szkodnicy.
Uwagi końcowe
Niezwykła rozmowa dotycząca tego, jak widzieć i rozumieć sprzeczności, w których jest pogrążony nastolatek, jak je uszanować, nie uporządkowując ich za niego i jak ważna jest zdolność do tolerowania odmienności dziecka w okresie dojrzewania.
PHILIPPE GUTTON jest profesorem uniwersyteckim, psychoanalitykiem i psychiatrą. Pracuje także jako redaktor naczelny kwartalnika ?Adolescence?, założonego w 1983 roku, poświęconego problemom nastolatków. W swoich licznych książkach koncentruje się na kryzysie okresu dojrzewania. VINCENT VILLEMINOT jest dziennikarzem.
Twój małżonek doprowadza cię do furii, dzieciaki szaleją, szefowi całkiem możliwe, że już kompletnie odbiło – bywają takie dni, kiedy się nam wydaje, że otaczający nas ludzie, robią, co mogą, aby uprzykrzyć nam życie. Jak odpowiedzieć w takich przypadkach na wezwanie do miłowania innych tak, jak Bóg umiłował nas?
Boże, pomóż mi! Ludzie Ci doprowadzają mnie do szału to napisany z humorem, praktyczny przewodnik perfekcyjne łączący podejście psychologiczne z perspektywą wiary i religijną wrażliwością. Używając technologie utworzone poprzez Grega Popcaka na bazie jego wieloletniego doświadczenia zawodowego jako terapeuty, dowiesz się, w jaki sposób:
uzdrowić osobiste relacje z innymi,
radzić sobie z destrukcyjnymi osobami, które nie chcą się przemienić,
wyznaczać innym zdrowe granice, nie raniąc ich, kochać samego siebie tak, jak kocha cię Chrystus.
" Inni ludzie znamy takich osób, którzy sprawiają, że włosy rwiemy sobie z głowy, i całkowicie nie wiemy, jak sobie z nimi poradzić. Dzieląc się swym bogatym doświadczeniem i mądrością życiową, Greg Popcak przedstawia doskonałe lekarstwo na ten »ból głowy«, o jaki nieraz przyprawiają nas inni”. Mark P. Shea, autor Making Senses Out of Scripture
W książeczce tej zostały zebrane rekolekcje głoszone w 2011 roku w Domu Papieskim, w obecności papieża Benedykta XVI i członków Chóru Kaplicy Sykstyńskiej.
Idąc śladami dwu encyklik Benedykta XVI poświęconych tematowi miłości (Deus caritas est i Caritas in veritate), za punkt wyjścia obrałem pierwsze źródło miłości, Boga, ażeby w ten sposób ukazać piękno chrześcijańskiego ideału, godzącego w sobie eros i agape oraz konieczność przenikania nim wszystkich ludzkich relacji.
z przedmowy autora
?Komunikacja z pacjentem? to książka dla lekarzy, która uczy jak słuchać, jak rozmawiać, rozwiązywać konflikty i jaki sposób udzielać wsparcia, czyli jak budować dobre relacje z pacjentem, rozumieć jego intencje i zachowania, a także jak pokonywać pojawiające się trudności i własne słabości.
Komunikacja między lekarzem, a pacjentem to specyficzny rodzaj relacji społecznych, w której niewłaściwe postępowanie i brak zrozumienia może wręcz uniemożliwić realizację podstawowego celu medycyny ? Primum non nocere. Prezentowana publikacja powstała z uwagi na chęć ukazania właśnie tych specyficznych mechanizmów komunikacji w relacjach lekarz ? pacjent.
Książka jest bardzo praktyczna. Autorka prezentuje wiele przykładów z praktyki lekarskiej oraz przedstawia cenne rady umożliwiające skuteczną współpracę między pacjentem a lekarzem.
Podręcznik przedstawia analizę agresywnych zachowań młodzieży oraz odrzucenia rówieśniczego, które mogą przyczynić się do zaburzeń w rozwoju dziecka, w tym do problemu niedostosowania społecznego.
Autor omawia: ¦ genezę zachowań agresywnych i odrzucenia rówieśniczego w nieformalnych i formalnych grupach młodzieży ¦ zależności między agresją a odrzuceniem ¦ wpływ tych zjawisk na inne zachowania dewiacyjne i niedostosowanie społeczne ¦ profilaktykę i resocjalizację dzieci i młodzieży.
Książka jest przeznaczona dla studentów i pracowników naukowych resocjalizacji, pedagogiki, psychologii i innych nauk społecznych. Niezbędna w pracy wychowawców ogólnych, profilaktyków i pedagogów resocjalizacyjnych oraz kuratorów.
Bronisław Urban, profesor zwyczajny, kierownik Zakładu Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autor publikacji na temat zaburzeń w zachowaniu i niedostosowaniu społecznym dzieci i młodzieży, profilaktyki w instytucjach wychowawczych i środowisku lokalnym.
Prezentowane treści są materiałem szczególnie przydatnym dla praktyki pedagogicznej zwłaszcza w kontekście aplikacyjnym rozdziału piątego, który w mojej ocenie jest ukoronowaniem poznawczo-społecznej teorii osobowości w terapii i resocjalizacji. Praca znakomita. (...) Jest propozycją ukazującą wieloznaczność, wydawać się może, prostych i już opisanych zjawisk.
Prof. dr hab. Adam Stankowski
Książka Nicolasa C. Demetry’ego poświęcona jest – najogólniej mówiąc – dynamice związków międzyludzkich. Fundamentem prowadzonych tu rozważań jest przekonanie o istnieniu energii – wszechogarniającej, przepływającej przez nasze ciało, wpływającej na jakość naszych relacji z innymi oraz na wszelkie zmiany zachodzące we wszechświecie. Prawie każdy z nas, bez względu na płeć, nosi w sobie pierwiastki męskie i żeńskie.
Z lektury tej książki dowiemy się, z jakimi cechami wiążą się oba te bieguny, jak przejawiają się w naszym życiu w postaci zdrowej i niezdrowej energii. Demetry uczy nas, jak przezwyciężać zranienia z przeszłości powodowane poprzez złą energię , ponadto jak wygenerować pozytywne elementale, które pomogą przywrócić równowagę mojej duszy. Osiągnąwszy zaś tę równowagę w sobie, możemy podnosić jakość naszych relacji z partnerem (i innymi ludźmi).
Autor uświadamia nam, w jaki metodę budujemy dysfunkcjonalne zależności między sobą, w jakie role się wcielamy, i pokazuje, jak wydostać się z błędnego koła wzajemnych uzależnień. Dzięki przedstawionym tu koncepcjom , a oprócz tego poza tym medytacjom Czytelnik zrozumie, jak odblokowywać wymianę energii w relacjach z drugim człowiekiem i jak ją ukierunkować w celu osiągnięcia duchowego zespolenia z partnerem, czego owocem będzie związek oparty na czystej miłości.
Nicholas C. Demetry - doktor med., psychiatra holistyczny. Stopień doktora medycyny uzyskał w Emory University School of Medicine. Po ukończeniu studiów medycznych kontynuował naukę na University of Hawaii, specjalizując się w psychiatrii ogólnej oraz studiach międzykulturowych. Jest dyrektorem Etherikos International School of Energy Healing and Spiritual Development (Międzynarodowej Szkoły Uzdrawiania Energią i Rozwoju Duchowego) z siedzibą w Atlancie, w Stanach Zjednoczonych. Szkoła oferuje seminaria w Stanach oraz w kilkunastu innych krajach. Dodatkowo, pełni również funkcję dyrektora Institute for Spiritual Health (Instytutu Zdrowia Duchowego), organizacji pozarządowej promującej pokój poprzez duchowe zdrowie i edukację, a także członkiem założycielem American Board of Holistic Medicine (Amerykańskiej Komisji ds. Medycyny Holistycznej). Obecnie prowadzi prywatną praktykę w Atlancie.
Praca jest zredagowana według kanonów studium naukowego, głęboka i odkrywcza. Została jednak napisana w takim stylu, że zarówno rodzinom, jak ich duszpasterzom pomoże głębiej zrozumieć wielkość, piękno i wyjątkowość tego powołania.
Uważam, że powinna stanowić obowiązkową lekturę dla wszystkich, którzy chcą posługiwać małżonkom kierownictwem duchowym. Polecam ją jako podręcznik z duchowości małżeńskiej.
Bp Stanisław StefanekTChr
Papieska Rada ds.. Rodziny
Zbyt wielu małżonków żyje tak, jakby byli współlokatorami ? zadowalając się resztkami więzi emocjonalnej, jakie im jeszcze pozostały. Jeśli małżeństwo ma przynosić spełnienie, dlaczego tak niewielu parom udało się zbudować prawdziwie namiętną relację? Taka sytuacja na pewno nie była Bożym planem wobec twojego małżeństwa. On chce, abyś cieszył się życiem w obfitości, aby twoje małżeństwo było pełne radości i miłości. Najbliższy miesiąc może tchnąć nowe życie w twoje małżeństwo i przywrócić bliskość w relacji. Wystarczy, że przeznaczysz trzydzieści dni na zastosowanie określonych zasad i rozwijanie niezbędnych umiejętności opisanych w tej książce. Podejmij decyzję, że poświęcisz ten czas na doskonalenie podstawowych umiejętności niezbędnych do tego, by cieszyć się satysfakcjonującą i trwałą bliskością w relacji ze współmałżonkiem. Wasza relacja stanie się dynamiczna i satysfakcjonująca, a do waszego życia powróci radość.
Niech to będzie udany początek najwspanialszej podróży twojego życia ? bliskiej relacji ze współmałżonkiem.
"Książka 30 dni, które odmienią twoje małżeństwo jest niezwykle cennym narzędziem. Pomoże wznieść twoje małżeństwo na nowy poziom bliskości duchowej, emocjonalnej i seksualnej, a także wzajemnej atrakcyjności i szczęścia. Autor pokazuje, jak bardzo Bóg jest zaangażowany w odbudowanie tego, co zostało zniszczone, wzbudzanie miłości, która zanikła między małżonkami. Gorąco polecamy tę wyjątkową pozycję."
Alina i Henryk Wieja
- co 7 sekund jedno dziecko umiera z głodu
- codziennie 550 dzieci ginie na wojnie
- 100 milionów dzieci żyje na ulicy
- 100 milionów dzieci prostytuuje się
- 25% dzieci korzystających z internetu otrzymuje propozycje o charakterze seksualnym
Współczesna cywilizacja na różne sposoby odbiera dzieciństwu jego blask. Dzieci skazywane są na ciężką pracę, pozbawiane domu, wciągane w spiralę przestępczości, sprzedawane i kupowane jak towar. W zastraszającym tempie rośnie liczba małoletnich samobójców.
W Polsce ponad 30% uczniów szkoły podstawowej przyznaje się do myśli samobójczych, a każdego dnia kilkanaścioro nastolatków targa się na swoje życie. 2,5 miliona dzieci w naszym kraju cierpi z powodu niedożywienia, a 400 tysięcy wychowuje się na ulicy.
Autor pisze o złożonym zjawisku krzywdzenia dzieci w naszych czasach, przytaczając dane statystyczne. Otwiera oczy na niebezpieczeństwa, jakie czyhają na najmłodszych, i wskazuje sposoby ich ochrony przed zagrożeniami.
Otóż jest to proste jak... jazda na rowerze. I tak samo można się tego nauczyć. Jednak działanie bez odpowiedniej teorii może poprowadzić Cię w złym kierunku. Natomiast odpowiednia teoria bez działania da Ci jedynie poczucie tego, że dużo wiesz.""Flirt"" ze starofrancuskiego znaczy zarówno ""kusić"", jak i ""próbować"". No to próbuj, miły kolego -- w barach, klubach, na dworcach. Z tym poradnikiem możesz wreszcie z góry uznać Twoje próby za zaliczone.Jesteś dojrzałym mężczyzną. Ja także. I nie mamy się co oszukiwać - na co dzień wyjątkowo często myślimy o najbardziej pociągającym obiekcie naszego pożądania, czyli o kobietach. Chcemy je poznawać, podrywać, uwodzić i flirtować z nimi. Spędzać z nimi czas, śmiać się, tańczyć, jeść, uprawiać seks. Jednak na drodze do tego wszystkiego stoi skomplikowana rzeczywistość relacji damsko-męskich. Stoi mnóstwo zagadek, barier, lęków. W naszych głowach pojawia się mnóstwo pytań. Jak podejść, zagadać, oczarować, zaprosić na kawę, poprosić o numer telefonu i wiele więcej. A gdyby tak za jednym zamachem odpowiedzieć na większość pytań, najczęściej nurtujących naszą płeć?Ta książka jest swoistym know-how w świecie relacji damsko-męskich nastawionych na podryw! Nie czekaj, nie rozmyślaj - działaj!
Znani ojcowie, m.in. Andrzej Grabowski, Tomasz Karolak, Przemysław Saleta i Michał Wiśniewski, opowiadają o swoich ojcach i własnym ojcostwie.
Po co dziecku ojciec? A może wystarczy mu sama matka, która dziś przecież może już na niego zarobić? Co zamiast patriarchatu? Jak kształtuje się nowy tata: wrażliwy, i niewymierzający fizycznych razów? Gdzie młody ojciec ma szukać wskazówek, skoro stare zasady nie działają w nowym świecie? Ojcowie znani i popularni ze świata kultury, sportu i polityki opowiadają o tym, co się zmieniło, o nowych zadaniach ojca w rodzinie, społeczeństwie i życiu. O tym, czy ojciec jest zawsze tatą i który jest ważniejszy. Historie zaskakujące, ważne, ciekawe i warte refleksji.
W tej książce nie uda się znaleźć wszystkich odpowiedzi na te pytania. Jej bohaterowie cały czas ich szukają. Ale może po przeczytaniu tych rozmów łatwiej będzie wpaść na jakiś trop? Tata, który zastanawia się nad swoja rolą, to dla dziecka najlepszy prezent. Zaryzykowałabym nawet, że lepszy niż play station.
Sonia Ross
Sonia Ross – dziennikarka, autorka bajek dla dzieci, scenarzystka. Publikowała w magazynach dla kobiet, przez kilka lat związana z Magazynem Rodzinnym „Polska The Times”. Specjalność: reportaż psychologiczny. Świat ma dla niej wymiar metafizyczny. Prywatnie mama trzech córek.
Fragment książki Tata
Prolog
Po co dziecku ojciec? Znajomi mężczyźni, których znienacka o to indagowałam w kawiarniach, redakcjach, sklepach, mówili: „a bo ja wiem", „no chyba po to, żeby miało poczucie bezpieczeństwa", „żeby je nauczyć żyć", „ojciec musi zarabiać kasę", „yyyyyy", „no, musi być matka i ojciec, bo jak inaczej", „a idźżesz do diabła, coś się uczepiła", „dla równowagi", „dziecku potrzebny jest mądry przewodnik".
Po co? To naiwne z pozoru pytanie budzi w męskich głowach popłoch i panikę. Budzi również irytację. Bo co to za głupota pytać, po co dziecku ojciec? Ojcowie byli, są i będą. No tak, ale... po co?
Dziś, gdy tradycyjny model patriarchalny jest w odwrocie, kiedy jasny podział na domową matkę i zewnętrznego ojca przestaje obowiązywać, i ludzie muszą dogadywać się w partnerskich związkach, rola ojca jest szczególnie trudna. Już nie autorytarny ton i skórzany pas ze sprzączką, czyli popularne gadżety ojców z poprzednich dekad, wyznaczają drogę wychowania. Już nie da się powiedzieć domownikom: zarabiam, więc o wszystkim decyduję. Ty do kąta, a ty klęczeć na grochu! Pensje są dwie, decyzja musi być wspólna. A jeśli nawet nie dwie, to praca w domu stała się choć w pewnym stopniu doceniona i postawiona na równi z robotą wykonywaną gdziekolwiek indziej. Skoro więc dzielimy życie, dzielimy też obowiązki. Pchanie wózka, zmianę pieluch. Kupowanie tenisówek, chodzenie na wywiadówki. W bólach rodzi się nowy tata. Wrażliwszy niż jego ojciec i dziadek. Taki, który nie wstydzi się pleść córce warkoczy i umie przeprosić swoje dziecko, gdy pojmie, że zrobił błąd. Ale ten ojciec jest pogubiony, bo świat wymaga od niego bycia jednocześnie miękkim i twardym, a rady przodków nie przydają się w cybernetycznej rzeczywistości.
Piotr Pietucha, pisarz i psychoterapeuta, w długiej rozmowie przy kawie wyjaśnia, że mężczyźni jeszcze nigdy nie byli tak bezradni, zarówno jako partnerzy wymagających, współczesnych kobiet, jak i ojcowie dzieci, którym nie mogą dać jasnych wskazówek. Nie mogą, bo jeszcze nigdy wcześniej życie nie zmieniało się tak gwałtownie jak dziś. To, co dekadę temu było solidnym drogowskazem, dziś może służyć tylko za podpórkę, po której pnie się powój.
- Wychowanie to jedno z najtrudniejszych zadań, jakie powierzono nam na tej ziemi - mówi. - Znacznie trudniejsze niż życie w związku. A w dzisiejszych czasach nie ma już żadnej obiektywnej wiedzy, ustalonych reguł pedagogicznych, które zawsze się sprawdzają. Mamy więc w głowach taki mętlik, taką mieszaninę bezradności, złości, urojeń i uprzedzeń, jakie nałożyli na nas zarówno rodzice, jak i kultura, że brniemy jak we mgle.
Podaje własny przykład obsesji wykształcenia, Zawsze chciał, aby jego dzieci miały wyższe studia. To było ważne. Nobilitujące.
- Dziś moje dorosłe dzieci czasem się z tego śmieją. - On też się uśmiecha. - Jednak, o ile kilkanaście lat temu rada:
„Synu powinieneś skończyć prawo, bo to ci zapewni bezpieczeństwo", miała jakiś sens, tak dziś nie ma żadnego. A jeśli za pięć lat prawnicy w ogóle przestaną być potrzebni? Współczesne życie niezwykle się indywidualizuje - kontynuuje. - Każdy na własną rękę szuka swojego stylu, wyrazu, swojej opcji. Trudno więc generalizować i antycypować w drugiego człowieka, narzucając mu własną wizję. To, co cenne i wartościowe dla nas, nie jest obiektywnie cenne i wartościowe. To jest jedynie subiektywne. Jak więc możemy powiedzieć swojemu dziecku: „A teraz dam ci swoją mądrość". I tu wymienić wszystko, czego nauczyło nas życie. Dziecko może wtedy na nas spojrzeć z politowaniem i skomentować: „Tato, ty jesteś z XIX wieku, kompletnie nic nie rozumiesz. To tak nie działa". I to będzie prawda. Dzieci muszą żyć na własną odpowiedzialność, próbować nowych praw sami na sobie. To często jest dla rodzica bolesne, bo widzi, jak dziecko się męczy i boryka z życiem na własny rachunek, ale nic na to nie może poradzić.
Współczesny ojciec też próbuje nowych praw sam na sobie. Kiedyś męski kodeks honorowy zabraniał pchania dziecięcego wózka, nie mówiąc już o siedzeniu na brzegu piaskownicy i stawianiu babek z piasku. Albo dźwiganiu siatek z kalafiorem, bułkami, masłem i płatkami owsianymi. Dziś niehonorowo jest nie dźwigać. Niehonorowo jest nie pchać. I niehonorowo nie wytrzeć dziecku nosa. Ale czy chodzi tylko o modne męskie noszenie niemowlęcia w chuście na plecach? Póki jest małe, taka bliskość wystarcza. Im dalej, tym trudniej.
- Podczas mojej wieloletniej pracy psychoterapeutycznej nigdy nie przyszedł do mnie żaden mężczyzna i nie powiedział, że ma problemy w związku, a cóż dopiero, że nie wyrabia się w roli ojca, że mu ciężko - mówi Piotr Pietucha.
- Polscy mężczyźni, przynajmniej do tej pory, nie przeżywali tej roli emocjonalnie ani nie zauważali, żeby bycie tatą niosło w sobie możliwość rozwoju, kultywowania, budzenia refleksji. To nie była ich najważniejsza życiowa rola. Dziecko po prostu było i już. Mężczyzna namaszczony boską rolą posiadania potomka uznawał, że to status quo. Taki stan rzeczy bezpośrednio wiąże się jednak z naszą, pełną dramatów, historią. Przez całe wieki mężczyźni musieli się zajmować głównie sprawami patriotycznymi, odzyskiwaniem niepodległości, a potem całe lata trwać w komunizmie, który był systemem tak represyjnym i hańbiącym, że na egzystencjalne refleksje typu: jak dobrze żyć, jak budować dobry związek, jak tworzyć prawidłowe relacje, jak być dobrym ojcem, nie było już miejsca.
Teraz nie ma go z innego powodu. Pogoń za najnowszym modelem mercedesa zmieniła się niepostrzeżenie w nierówną walkę z bankami, które bawią się kursem franka niczym zręczny sztukmistrz talią kart.
To, że żyjemy w bezpiecznej Europie, to luksus, jakiego nie znali nasi ojcowie, dziadkowie i dziadkowie naszych dziadków. Ale choć młodzi ojcowie już nauczyli się przytulać i odkryli, niczym brylant w kaszance, dar zwany intuicją, nie wiadomo, czy będą mieli teraz szansę z niej korzystać. Tę szansę może zabrać im czas, a raczej jego brak. To on jest teraz towarem najcenniejszym.
Mężczyźni mówili mi to nagminnie nie tylko w wywiadach, ale i w prywatnych rozmowach. Czułam przez skórę, że chcą zadać mi kultowe już pytanie: „Jak żyć?".
Jak żyć, czyli jak się odnaleźć w nowej roli nowego ojca. Wojciech Eichelberger w książce Zdradzony przez ojca pisze, że istnienie i trwanie współczesnej rodziny w coraz większym stopniu zależy od siły duchowej i więzi emocjonalnej tych, którzy ją tworzą. Tradycyjna rola ojca, który broni, buduje, hoduje, zanika. Rodzina staje się źródłem rozwoju przymiotów serca: kochania, współczucia, dzielenia się, troski. Według autora, w tym właśnie współczesny ojciec mógłby się realizować. W tym mógłby starać się być dobry.
Piotr Pietucha ma sobie, jako ojcu, wiele do zarzucenia. Dlatego koryguje mnie, mówiąc, nie jakim jest, ale jakim chciałby być ojcem. Ale w końcu (szczęśliwie dla jego dzieci) okazuje się, że te dwie wersje są jednak w miarę zbieżne.
- Dziś wychowywałbym synów tak, by nie byli odcięci od swoich uczuć i wrażliwości, aby potrafili wzbudzić w sobie czułość - zamyśla się - a córki na ludzi samodzielnie myślących. Kobiety wciąż są niepewne tożsamościowo, bo przez całe wieki miały być grzeczne i spolegliwe. Dlatego chętnie utożsamiają się z autorytetami, choćby męża lub kościoła. Mimo że nie byłem ojcem doskonałym, pod tym względem moim dzieciom udało się uciec od stereotypu. Chłopcy nie wstydzą się emocji, a dziewczyny, z czego jestem bardzo dumny, są wolnomyślicielkami. Mają własną mądrość, własne racje, zdecydowane poglądy. I ufają sobie.
Być może właśnie zaufanie jest kluczem do nowego ojcostwa? Ufanie dziecku, że wie, co dla niego najlepsze, i ufanie własnym uczuciom, jeśli tylko potrafimy być na tyle uczciwi, by przyznać, co naprawdę czujemy.
Cecylia Poli to kochająca taniec młoda kobieta, od dwóch lat żona, a od trzech miesięcy szczęśliwa matka, która dowiaduje się, że jest chora na groźną odmianę białaczki. Gdy trafia do szpitala i rozpoczyna leczenie, postanawia pisać pamiętnik: w prostych i mocnych słowach przedstawia swoją historię.
Ta książka jest opowieścią osoby, która nigdy nie porzuciła nadziei, która prosi o pocieszenie i odpowiedź na jej fizyczne i duchowe cierpienie. To hymn miłości i życia ? delikatny, poruszający, rozbrajająco świeży, utkany z tanecznych kroków wśród szpitalnych sal, wyczerpujących terapii i uśmiechów dziecka.
Dla uzależnionej od narkotyków i chorej psychicznie Leah jej mała córeczka jest całym światem – kiedy więc opieka społeczna chce umieścić ją w rodzinie zastępczej zdesperowana kobieta porywa dziewczynkę z domu swych rodziców i znika. Zagubiona i bezbronna 4-letnia Alice nie rozumie, dlaczego nie wolno jej zostać u kochających dziadków. Cathy, która będzie teraz rodzicem zastępczym Alice, też tego nie pojmuje – to po prostu nie ma sensu…
Człowiek inaczej zachowuje się wówczas, gdy nikt go nie obserwuje, a inaczej, gdy świadkami jego zachowań są inni ludzie. Choć twierdzenie to wydaje się oczywiste, stosunkowo długo psychologia nie interesowała się tym, dlaczego właściwie taka różnica występuje, jakie czynniki ją potęgują i jakie są jej konsekwencje. Książka Marka Leary’ego poświęcona jest tym właśnie zagadnieniom.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?