Ta książka jest rozmową i spotkaniem dwóch osób, które wiele różni, ale łączy wola dialogu, pragnienie poznania i zrozumienia. To zetknięcie się dwóch światów, dwóch punktów widzenia i dwóch osobowości, które podejmują próbę określenia, czym w istocie jest niepełnosprawność i wykluczenie.
Kristeva i Vanier wierzą w potrzebę dokonania cywilizacyjnej korekty. Oboje zdają sobie sprawę, że ?Kościół podupada i zajmuje coraz mniej miejsca w naszych społeczeństwach i w umysłach ludzi?. Trzeba budować nowy humanizm, taki, w którym ?wiara religijna niekoniecznie będzie miała swoje miejsce?. Będą go tworzyć ateiści razem z wierzącymi, w imię wartości wspólnych dla humanizmu i Ewangelii. O tym mówi ta książka. Na tym polega jej rewelacyjność. Ten dwugłos nie ma odpowiedników na polskim gruncie. Vanier mówi głosem, jakiego nie słychać w naszym Kościele. Kristeva ma inną perspektywę niż polski neo-ateizm. To są głosy przyszłości, w które warto się wsłuchać.
z przedmowy Tadeusza Sobolewskiego
Julia Kristeva znana lewicowa intelektualistka pisząca po francusku i mieszkająca we Francji, zainteresowana szczególnie rolą kobiety, a także opcją na rzecz ubogich i niepełnosprawnych obecną na różne sposoby w historii Kościoła. Zaangażowana w ruch społeczny walczący o podmiotowość osób niepełnosprawnych. Prywatnie matka upośledzonego umysłowo mężczyzny.
Jean Vanier założyciel rozsianych po całym świecie wspólnot L?Arche, w których osoby upośledzone żyją i pracują razem z opiekunami różnych narodowości, kultur i wyznań. L?Arche dokonała ?przewrotu kopernikańskiego?: Do tej pory mówiliśmy, że należy pomagać ludziom ubogim, lecz L?Arche daje świadectwo o tym, że to ubodzy nam pomagają.
„Święte szyfry” Adama Szostkiewicza to książka dla wierzących i niewierzących. Dla religijnych i bezreligijnych. Autor nie nawraca ani na wiarę, ani na niewiarę. Bez gniewu i uprzedzenia, lecz z ciekawością zagląda z czytelnikiem za zasłonę mitu, legendy, filozofii i historii religii, proponując rozmowę o jej różnych kształtach i rozumieniu. Teksty zawarte w książce są próbą lektury „świętych szyfrów”, która szanuje tożsamość i wrażliwość wierzących i niewierzących. W tym sensie książka jest „ekumeniczna”, nieniszcząca swojej tożsamości, lecz promująca rozmowę o jej różnych kształtach i rozumieniach.
?Autor mówi o miłości wzniośle, ale nie patetycznie, z powagą, ale bez dostojeństwa, obrazowo, ale bez przerysowań. Można powiedzieć, że jest to książka o naszej zwykłej, ludzkiej miłości, w której jest coś niezwykłego i tajemniczego".
(z recenzji wydawniczej prof. dr. hab. Marka Szulakiewicza)
"Drodzy Czytelnicy, Artur Schopenhauer, wielki Gdańszczanin - filozof i uczony, urodził się w 1788 roku. Do dnia dzisiejszego niewiele zachowało się dokumentów i materiałów na temat jego życia. To jednak, co udało mi się zebrać i stworzyć - wycinki z gazet, fragmenty listów, pamiętników i wypisy z notatnika samego Filozofa - wklejam do tej książki, czyniąc z niej jakby album jego życia."
Anna Czerwińska-Rydel
Autorka w szerokim kontekście historycznym i kulturowym rekonstruuje strategie badawcze Franza Boasa oraz jego wpływ na rozwój poznania antropologicznego. Był on nie tylko ?ojcem założycielem? tej dyscypliny, ale przede wszystkim nauczycielem całego pokolenia badaczy, którzy tak jak on próbowali zrozumieć siebie poprzez poznanie Innego.
Z recenzji prof. dr hab. Marii Flis
O. Wojciech Giertych OP w pracy "Fides et actio" podejmuje refleksję nad tym, czym była i jest moralność. W pełnych erudycji esejach stawia czytelnika przed najważniejszymi problemami współczesności. Pisze o korzeniach moralnych ekonomicznego kryzysu, o pokorze, o nowej formule kultury czy choćby o sensie dziejów, który nam pędzącym na oślep ku przyszłości zdaje się umykać.
Pytanie o sens bycia Martina Heideggera, ucieczka od wolności Ericha Fromma, przebudzenie Buddy. Autor ukazuje swe doświadczanie związane z fenomenem tworzenia siebie wedle idei pochodzących z czystego kantowskiego rozumu. Doświadczenia z własnego życia, absurd, alienacja, patetyczność, pytanie ?kim jestem, skąd pochodzę??, zrzucenie pancerza, martwej powłoki, iluzji. Dzięki wyborom, sile i intuicji doszukuje się ludzkiego bytu. Forma dzieła koresponduje z otwartością oraz przekonaniem, że nie ma wartości stałych i należy wybierać w nieskończoność, nie zwracając uwagi na przeszłość, żyć w niepewności, być obecnością, istnieniem. Książka jest zapowiedzią kolejnych przemyśleń, już nie tyle związanych z losem jednostki, tylko z otoczeniem, z jakim przychodzi jej się zmierzyć.
Teologia ciała Jana Pawła II to arcydzieło. Jednak arcydzieło wymagające. Zgłębiając je, wielu ""ma poczucie, jakby płynęli przez otwarte morze, nie wiedząc dokładnie, gdzie się znajdują ani dokąd zmierzają"". Niniejszą książkę zaś śmiało można porównać do kompasu dla pasjonatów filozofii i teologii. Dzięki niej nie tylko nie zabłądzisz w meandrach papieskiej myśli, ale też zrozumiesz jej głębię i zachwycisz się jej pięknem. Autor to wybitny znawca tematu, który jako tłumacz i badacz Mężczyzną i niewiastą stworzył ich Jana Pawła II sam zmagał się z każdym słowem papieskiego nauczania o ludzkiej seksualności. Rzetelnie więc wprowadza czytelnika w szeroki kontekst teologii ciała, ukazując ją jako przewrót kopernikański w filozofii. Oto bowiem okazuje się, że w ludzkie ciało - często pomijane lub pogardzane w rozważaniach wielkich myślicieli nowożytnych - wpisany został głęboki sens! A zatem ""podróż wiodąca przez teologię ciała jest długa i czasami bardzo trudna, ale sowicie ci wynagrodzi [.] włożony w nią czas i wysiłek"".
Autorka analizuje filozofię zen, czyniąc punktem wyjścia dla swoich rozważań tezę Kitaro Nishidy, że kluczem do rozumienia nauk mistrzów zen jest filozofia paradoksu. Wiele uwagi poświęca teorii i praktyce zen, a także etyce, wykraczającej poza dualizm dobra i zła. Przedstawia typologię sądów paradoksowych, które są charakterystyczną cechą koanów, oraz omawia najczęściej spotykane metafory i symbole.
?Niepochwytny. Niby jest osobą, ale piekielnie rozmnożoną? - mówi Zbigniew Mikołejko. ?Przychodzi codziennie?, jak twierdzi Tomasz Budzyński. Kim jest diabeł? Skąd wzięło się zło i czemu Bóg na nie pozwala? Dlaczego sami mamy tak wielką skłonność do złego? Pytania te nękają ludzi właściwie od zawsze. Rozmówcy Tomasza Ponikły patrzą na nie z różnych perspektyw: okiem teologa, psychologa, filozofa, krytyka sztuki, spowiednika. Do dyskusji na temat zła wnoszą nie tylko profesjonalną wiedzę, ale także swoje życiowe doświadczenia.
Wśród osób, z którymi rozmawia Tomasz Ponikło, znaleźli się:
Ks. Grzegorz Strzelczyk
Maria Dzielska
Ewa Woydyłło
O. Piotr Jordan Śliwiński
Bogdan de Barbaro
Jacek Filek
Tomasz Budzyński
Zbigniew Mikołejko
Krystyna Czerni
Ks. Robert J. Woźniak
Dzięki różnorodności perspektyw otrzymujemy w rozmowach Tomasza Ponikły coś na kształt ?myślenia rozszerzonego? o problemie, który wciąż na nowo zmusza nas do oceny samych siebie i zła, jakie widzimy w świecie. Nie zabraknie w tej książce pytań o zło rozumiane osobowo, o Złego ? jako szatana czy diabła.
Z Przedmowy Jacka Prusaka SJ
Traktat o postrzeganiu świata ? percepcji, oraz o jej zmianach wywołanych substancjami psychoaktywnymi. Autor opisał w niej dokładnie swój eksperyment z meskaliną. Starał się jak najdokładniej zinterpretować swoje wizje. Książka ta stała się "biblią" hippisów. Tytuł książki został zaczerpnięty z utworu Williama Blake'a The Marriage of Heaven and Hell. Do koncepcji "drzwi percepcji" nawiązuje również nazwa grupy The Doors.
Nowy, znakomity przekład Uczty Platona autorstwa Andrzeja Serafina, z komentarzami: Alexandra Nehamasa, Ivana Chvatika, Davida M. Halperina, Jonathana Leara, Waltera Benjamina, Hansa Georga Gadamera i Piotra Nowaka. Tom pod redakcją Piotra Nowaka, wydany w serii "Wielcy pisarze w nowych przekładach".
Trzeci tom opowieści Jerzego Besali obejmuje okres od narodzenia się chrześcijaństwa do czasów odrodzenia. Poświęcony jest też islamowi. Okres ten był niezwykle ważny dla dziejów ludzkich uczuć, gdyż greckie i rzymskie ideały nieokazywania emocji oraz kojarzenie miłości i współczucia ze słabością zostały przezwyciężone przez naukę miłosierdzia. Nauka Jezusa nakazywała bowiem widzieć w innym człowieku brata i siostrę, bez względu na jego społeczny status, w sensie psychologicznym i socjologicznym była więc rewolucją.
W książce Jerzego Besali jak zwykle znajduje się wiele zajmujących przykładów ekspresji i represji uczuć, ukazanych na tle uwarunkowań religijnych, społecznych i intelektualnych epoki. Autor przedstawia spojrzenie ojców i doktorów Kościoła na małżeństwo, miłość, sprawy ciała i seksu, pisze, jak kochano w kalifatach i emiracie Kordoby oraz tureckich wsiach i miastach. Ukazuje tajniki dworskiej miłości oraz pełne okrucieństwa postępki feudalnych władców oraz bezwzględność ich żon, opowiada o pierwszej feministce i zawodowej literatce Christine de Pizan, przyczynach emocjonalnych, kulturowych i duchowych wykolejenia François Villona oraz miłości Abélarda do nastoletniej Heloizy.
Viktor Frankl znany jest milionom czytelników na całym świecie jako autor Człowieka w poszukiwaniu sensu, wstrząsającego świadectwa czasu Holokaustu. „Czytelnicy tej krótkiej autobiograficznej relacji często prosili mnie o pełniejszy i bardziej szczegółowy wykład” – przyznał niegdyś Frankl i tym właśnie jest niniejsza książka. Autor Boga ukrytego wyjaśnia założenia filozofii, dzięki której wbrew wszystkim przeciwnościom losu udało mu się przeżyć w kolejnych obozach koncentracyjnych. Z wiarą, że egzystencja człowieka to coś więcej niż tylko zewnętrzne pozory, Frankl daje wyraz głębokiemu przekonaniu, iż nie jesteśmy szlachetnymi bestiami, lecz spętanymi aniołami. Frankl pochyla się nad najważniejszymi kwestiami w życiu człowieka, poczynając od analizy snów aż po kwestię istnienia Boga, by na koniec wskazać drogę do odnalezienia prawdziwego sensu i udowodnić, że życie ma nam do zaoferowania o wiele więcej, niż mogłoby się komukolwiek wydawać. Znakomita książka! Dzięki niej otrzymujemy wyjątkową szansę uczestniczenia w bogatym doświadczeniu Frankla i obcowania z jego mądrością. Elisabeth Kübler-Ross, autorka Rozmów o śmierci i umieraniu Viktor Frankl twierdzi, że zło i cierpienie nie mogą nas zniszczyć w sensie ostatecznym. Brian Keenan, irlandzki pisarz, autor An Evil Cradling Bardzo ważna książka. Harold Kushner, amerykański rabin, autor bestsellera Kiedy złe rzeczy zdarzają się dobrym ludziom Prawdziwy skarb dla (…) wszystkich zmagających się z kwestiami ostatecznymi, którzy szukają Boga zarówno w pytaniach, jak i w odpowiedziach. Michael Berenbaum, amerykański rabin, uczony, pisarz, reżyser filmowy, autor After Tragedy and Triumph Viktor Frankl to jeden z autorytetów moralnych XX wieku. Jego przemyślenia związane z zagadnieniami wolności człowieka, jego godności oraz poszukiwania sensu życia mają głęboki wymiar humanitarny i moc przemieniania ludzkich serc i umysłów. dr Jonathan Sacks, Naczelny Rabin Wielkiej Brytanii Viktor E. Frankl (1905–1997) – profesor neurologii i psychiatrii na wydziale medycznym Uniwersytetu Wiedeńskiego, twórca trzeciej wiedeńskiej szkoły psychoterapii (obok psychoanalizy Freuda i psychologii indywidualnej Adlera) – logoterapii. U jej podstaw leży przekonanie, że każdy człowiek poszukuje w życiu sensu, a jego odnalezienie ma uzdrawiający wpływ na ludzką psychikę. Więzień niemieckich obozów koncentracyjnych Auschwitz i Dachau. Jest autorem 32 książek, które przetłumaczono na wiele języków. Jego najsłynniejsza książka, Człowiek w poszukiwaniu sensu, sprzedała się w milionach egzemplarzy.
Fragment książki Bóg Ukryty
Istota analizy egzystencjalnej
Arthur Schnitzler, słynny wiedeński poeta współczesny Zygmuntowi Freudowi, powiedział kiedyś, że istnieją tylko trzy cnoty: obiektywizm, odwaga oraz poczucie odpowiedzialności. Byłoby interesujące przyporządkować każdej z tych cnót filozofię jednej z trzech szkół psychoterapii zrodzonych na gruncie wiedeńskim.
Jeśli chodzi o cnotę odwagi, niewątpliwie najłatwiej przypisać jej założenia psychologii adlerowskiej. Wyznawcy tej szkoły całe postępowanie terapeutyczne sprowadzają przecież do próby ośmielenia pacjenta. Ośmielenie to ma służyć jednemu celowi: przezwyciężeniu przez pacjenta poczucia niższości, które psychologia adlerow-ska uważa za czynnik zdecydowanie chorobotwórczy.
W podobny sposób psychoanalizie Freuda możemy przyporządkować inną cnotę - cnotę obiektywizmu. Co innego niż obiektywizm mogło skłonić Zygmunta Freuda, żeby niczym współczesny Edyp spojrzał w oczy Sfinksa -ludzkiej duszy - i podjął próbę rozwikłania jej zagadek, nie zważając na to, że odkrycie może się okazać w najwyższym stopniu przerażające? W owym czasie było to niezwykłe przedsięwzięcie i równie niezwykły sukces. Psychologia, a zwłaszcza tak zwana psychologia akademicka, odrzucała wcześniej to wszystko, co Freud uczynił głównym przedmiotem zainteresowania swojej filozofii. Tak jak anatom Julius Tandler żartobliwie określał nauczaną w wiedeńskich szkołach średnich „somatologię" mianem „anatomii z wyłączeniem narządów płciowych", tak Freud mógłby powiedzieć, że psychologia akademicka to psychologia z wyłączeniem kwestii libido.
Jednakże psychoanaliza nie tylko przyjęła cnotę obiektywizmu za swoją, ona się jej podporządkowała. Obiektywizm doprowadził koniec końców do obiektywizacji czy inaczej urzeczowienia. Innymi słowy, z żywej istoty, jaką jest człowiek, uczyniono obiekt, rzecz. Z punktu widzenia psychoanalizy pacjentem rządzą „mechanizmy", terapeuta zaś to ktoś, kto posiadł odpowiednią technikę doprowadzania do porządku zakłóconych mechanizmów.
Pojmowanie psychoterapii jako zwykłej techniki podszyte jest wszakże cynizmem. Terapeuta może być uznany za technika wyłącznie wtedy, gdy przedtem przyjmiemy, że pacjent jest swego rodzaju maszyną, albowiem tylko homme machinę - „człowiek maszyna" potrzebuje mede-cin technicien - „lekarza technika".
Jak jednak doszło do tego, że psychoanaliza przyjęła tak techniczno-mechanistyczny punkt widzenia? Łatwo to zrozumieć, jeśli weźmie się pod uwagę intelektualny klimat epoki, w której wyrosła, jak również ówczesne środowisko społeczne - pełne daleko posuniętej pruderii. Mechanistyczny punkt widzenia psychoanalizy stanowił automatyczną reakcję na ową pruderię, obecnie zaś pod wieloma względami jest przestarzały. Jednak Freud nie tylko reagował na specyfikę swoich czasów, lecz również działał w ich duchu. Tworząc swoją filozofię, pozostawał całkowicie pod wpływem rodzącego się wówczas asocja-cjonizmu, który później miał zdominować psychologię.
Sam asocjacjonizm był zaś produktem naturalizmu, ideologii końca dziewiętnastego stulecia. Naturalizm jest szczególnie widoczny w dwóch podstawowych składnikach doktryny psychoanalitycznej: jej atomizmie psychologicznym i teorii energii psychicznej.
Psychoanaliza postrzega całość ludzkiej duszy w sposób atomistyczny, jako złożoną z poszczególnych elementów, to jest rozmaitych popędów, na które z kolei składają się tak zwane popędy cząstkowe. Tym samym dusza zostaje nie tylko zatomizowana, ale także zanatomi-zowana, to znaczy analiza tego, co duchowe, zmienia się w anatomię. W ten sposób zniszczeniu ulega całość ludzkiej istoty. Można powiedzieć, że z jednej strony psychoanaliza depersonalizuje człowieka, a z drugiej - personifikuje poszczególne, pozostające często ze sobą we wzajemnym konflikcie aspekty pojmowanej jako całość struktury duchowej. Bywa, że są one nie tylko personifikowane, lecz wręcz demonizowane, jak choćby w przypadku id czy superego traktowanych tak, jakby stanowiły stosunkowo samodzielne, pseudoosobowe byty.
Psychoanaliza burzy zatem to, co jest w człowieku jednolitą całością, stawiając sobie w końcu za zadanie zrekonstruowanie go z poszczególnych części. Ten atomistyczny punkt widzenia widać szczególnie wyraźnie we freudowskiej teorii zakładającej, że ego jest zbudowane z „popędów ego". Zgodnie z nią to, co tłumi i cenzoruje popędy, samo jest popędowością. Przyjrzyjmy się następującemu stwierdzeniu Freuda zaczerpniętemu z jego Trzech rozpraw z teorii seksualnej: „Produkcja pobudzenia seksualnego (...) dostarcza zapasów energii wykorzystywanej w większości do celów innych niż seksualne, to znaczy (...) (za sprawą wyparcia (...]) do budowania późniejszych ograniczeń seksualnych". W moim odczuciu równie dobrze można by utrzymywać, że budowniczy, który wzniósł gmach z cegieł, sam jest z nich zbudowany, bowiem to, co ma ograniczać seksualność, nie może jednocześnie samo być seksualnością. W porównaniu tym uderzający jest materializm przenikający psychoanalityczny sposób myślenia, który też ostatecznie tłumaczy charakteryzujący je atomizm.
Obok atomizmu drugim ważnym elementem składowym psychoanalizy jest energetyzm. Rzeczywiście operuje ona w sposób stały pojęciami energii popędowej oraz dynamiki uczuć. Popędy oraz popędy cząstkowe działają podobnie do sił w znanym fizyce równoległoboku sił. Na co jednak oddziałują? Odpowiedź brzmi: na ego. W ujęciu psychoanalizy ego to igraszka popędów; możemy też powtórzyć za Freudem: ego nie jest panem we własnym domu.
Zjawiska psychologiczne zostały tym samym sprowadzone do popędów i instynktów, a co za tym idzie, są przez nie całkowicie determinowane, czyli powodowane. Psychoanaliza z założenia interpretuje byt człowieka jako byt poddany popędom, jest to także zasadniczy powód, dla którego należy następnie zdekonstruowane ego ponownie z tych popędów rekonstruować.
Przyjmując taką atomistyczną, energetyczną i mechanistyczną koncepcję człowieka, psychoanaliza postrzega go w ostatecznym rozrachunku jako automatycznie działający aparat duchowy. I to jest właśnie ten moment, kiedy na scenę wkracza analiza egzystencjalna. Przyjmuje ona obraz człowieka całkowicie odmienny od koncepcji
psychoanalitycznej. Zamiast jak psychoanaliza koncentrować się na automatyzmie aparatu duchowego, skupia się raczej na autonomii egzystencji duchowej (używając w tym miejscu przymiotnika „duchowy", chciałbym uniknąć jakichkolwiek skojarzeń religijnych; chodzi mi wyłącznie o podkreślenie faktu, iż mamy do czynienia ze zjawiskiem właściwym człowiekowi, w przeciwieństwie do doświadczeń będących udziałem wszystkich zwierząt. Innymi słowy, poprzez „duchowy" należy rozumieć to, co ludzkie w człowieku).
W ten sposób powróciliśmy do naszego punktu wyjścia, to znaczy listy cnót Schnitzlera. I tak jak psychoanalizie mogliśmy przyporządkować cnotę obiektywizmu, zaś cnotę odwagi psychologii adlerowskiej, tak samo możemy do analizy egzystencjalnej odnieść cnotę odpowiedzialności. W ostatecznym rozrachunku postrzega ona bowiem egzystencję człowieka i samej istoty ludzkiej w kategorii bycia odpowiedzialnym. Kiedy w 1938 roku po raz pierwszy wprowadzaliśmy pojęcie „analizy egzystencjalnej", ówczesna filozofia posługiwała się słowem „egzystencja" dla określenia szczególnego sposobu istnienia człowieka, charakteryzującego się poczuciem odpowiedzialności.
Gdybyśmy mieli pokrótce prześledzić drogę, jaka doprowadziła do uznania przez analizę egzystencjalną poczucia odpowiedzialności za istotę egzystencji, musielibyśmy zacząć od odwrócenia pytania o sens życia człowieka. Dokonałem tego w swojej pierwszej książce, Arz-tliche Seelsorge, gdzie przekonywałem, że rolą człowieka nie jest zadawać pytanie: „Jaki jest sens mojego życia?", lecz na nie odpowiadać, ponieważ pytanie to stawia mu samo życie, człowiek zaś musi na nie odpowiedzieć, odpowiadając za swoje życie - musi na nie odpowiedzieć, będąc odpowiedzialnym. Innymi słowy, jest to siłą rzeczy „odpowiedź poprzez działanie".
Odpowiadając „czynem" na stawiane nam przez życie pytania o sens naszego istnienia, odpowiadamy zarazem „tu i teraz", zawsze jako konkretna osoba, która znalazła się w konkretnej sytuacji. Tym samym nasza odpowiedzialność za byt jest zawsze odpowiedzialnością ad per-sonam i as situationem.
Analiza egzystencjalna stosowana w formie logotera-pii jest metodą psychoterapeutyczną, ponieważ w sposób szczególny dotyczy neurotycznego sposobu istnienia, a jej celem jest uświadomienie człowiekowi - szczególnie neurotykowi - jego odpowiedzialności. Zarówno w wyniku psychoanalizy, jak i analizy egzystencjalnej człowiek staje się czegoś świadomy. Dzięki psychoanalizie uświadamia sobie swoje popędy, a dzięki analizie egzystencjalnej albo logoterapii staje się świadomy tego, co duchowe, swojej duchowej egzystencji. Postrzeganie bytu ludzkiego w kategorii odpowiedzialności jest bowiem możliwe wyłącznie z punktu widzenia ludzkiej duchowości czy wymiaru egzystencjalnego. A zatem tym, co uświadamiamy sobie dzięki analizie egzystencjalnej, nie są popędy ani instynkty, nie to, co przynależy do id albo do ego, ale nasze „ja". W tym przypadku to nie id zostaje uświadomione ego, lecz raczej ego staje się świadome samego siebie. Bóg ukryty W poszukiwaniu ostatecznego sensu Spis treści
Przedmowa Claudii Hammond
Słowo wstępne Swanee Hunt
Wstęp
Wstęp do pierwszego wydania anglojęzycznegc
Podziękowania
1. Istota analizy egzystencjalnej
2. Nieświadomość duchowa
3. Egzystencjalna analiza sumienia
4. Egzystencjalna analiza snów
5. Transcendencja sumienia
6. Nieuświadomiona religijność
7. Psychoterapia a teologia
8. Nowe badania w dziedzinie logoterapii około roku 1975
9. W poszukiwaniu ostatecznego sensu
Posłowie Alexandra Batthyany'ego
Bibliografia
O autorze
Inne książki Yiktora E. Frankla
Przypisy
Indeks haseł
Jest to pierwsza polska książka poświęcona roli gestu w tłumaczeniu ustnym. Przekład międzyjęzykowy kojarzy się zwykle z dylematami w zakresie słów: jak wiernie oddać pewne idiomy, frazeologizmy itp. W przekładzie ustnym, oprócz występowania warstwy werbalnej, dochodzi do pozasłownego spotkania mówcy i tłumacza. Jeśli ów drugi nie jest zamknięty w kabinie i jeśli patrzy na osobę, której słowa przekłada ? lepiej ją rozumie i lepiej tłumaczy. Widzi to, co umożliwia bezpośredni kontakt: mimikę, gesty i inne znaki niewerbalne. Dzięki temu może odczytać uczucia, ironię czy żarty częstokroć niewidoczne w słowach. Współpraca mówcy i tłumacza, którą śmiało można nazwać interakcją między nimi, wielorako służy efektom tłumaczenia. Studium Amelii Kiełbawskiej zarysowuje główne problemy komunikacji niewerbalnej w tłumaczeniu ustnym w sposób rzetelny i lapidarny. Dzięki analizie kilkudziesięciu przykładów pokazuje wagę bezpośredniego kontaktu mówcy i tłumacza. Praca, wpisując się w myśl kognitywną i translatologiczną, uzasadnia potrzebę ?wypuszczenia tłumacza z kabiny?. Dużą wartość ma załączenie płyty CD z analizowanymi nagraniami filmowymi, dzięki której czytelnik sam może śledzić i weryfikować prowadzone badania. Niniejsza książka z pewnością zaciekawi szerokie kręgi odbiorców i przyda się lingwistom, tłumaczom, neofilologom, badaczom gestów, psychologom, studentom filologii obcych oraz wszystkim innym, zainteresowanym rolą środków niewerbalnych w procesie komunikacji. W dobie intensywnych kontaktów międzynarodowych może okazać się szczególnie cenna i pomocna.
Pewność upewnia mnie, że Prawda, jeśli zostanie przeze mnie osiągnięta, rzeczywiście jest tym, czego szukałem. Ale czego szukałem? Co rozumiałem przez słowo "Prawda"? W każdym wypadku coś tak pełnego, że zawiera w sobie wszystko i w związku z tym jedynie warunkowo, częściowo, symbolicznie wyraża się w swojej nazwie. Dla filozofa prawda jest "jednością wszystkiego, co istnieje". Ale wówczas słowo "prawda" nie pokrywa się ze swoją treścią...
Słowo staje się w człowieku. Ulegamy mu, ponieważ jesteśmy zdani na głęboką niepewność... Mit jest lub może być dwuznaczny, jak pytia delficka albo jak sen. Nie możemy ani nie powinniśmy zrezygnować z posługiwania się rozumem, nie powinniśmy się też wyrzec nadziei, że instynkt pospieszy nam na pomoc... Wszystko bowiem, w czym wyraża się "inna wola", jest uformowane przez człowieka, to jego myślenie, jego słowa, jego obrazy i wszystkie ograniczenia, którym podlega. Toteż gdy człowiek zaczyna, nie najzręczniej, myśleć w kategoriach psychologicznych, wtedy wszystko odnosi do siebie, sądzi bowiem, że wszystko dzieje się wedle tego, co postanowił, że wynika "z niego samego". Nie pojmuje jednak, że tym, co przeszkadza mu odróżnić to, co istotnie sam wymyślił mając określone zamiary, od tego, co przyszło doń z innego źródła - i to zupełnie spontanicznie - jest słabość świadomości i związany z nią lęk przed nieświadomością. Człowiek nie może zdobyć się na obiektywizm wobec samego siebie i nie umie jeszcze spojrzeć na siebie jak na coś danego, z czym jest tożsamy for better od worse. Zrazu wszystko spada na niego, przytrafia się mu i napiera nań, toteż z najwyższym trudem udaje mi się w końcu zdobyć dla siebie i utrzymać jakąś sferę względnej wolności. Carl Gustav Jung: Wspomnienia, sny, myśli
Czy to Ja? Czy nie ja? Staję bezradny wobec lat, wydarzeń i tych wszystkich słów, które może miały jakiś sens a może nie miały. Jakże mogłem uniknąć straszliwej pychy i wiary w samego siebie, jak mogłem nie odrzucić lęku przed śmiesznością? To prawda, wierzyłem w siebie, rościłem sobie prawo do własnego losu, a moje psychiczne napięcie wciąż było wzmagane przez jakiś wir, w którym były i dzikość, i wyrafinowanie.
Na kartach tej książki paradują niezwykli bogowie: spłodzony przez węża Aleksander Wielki, Juliusz Cezar z ogonem komety, przebrany w strój Wenery Kaligula, Święty Napoleon, Lenin większy „niż owa góra świetlista, za którą znaleziono diabła”, Mussolini-Herkules wzrokiem powstrzymujący erupcję Etny, mesjański Hitler, błogosławiący Stalin, Ceauşescu z kłami wampira i rozpromieniony jak słońce Kim Dzong Il.
Książka opowiada o glinianych bogach, których ludzkość przez wieki lepiła na własną zgubę. O odwiecznym dążeniu człowieka do boskości i o – jakże często niebezpiecznych – związkach między władzą a sacrum. Próbując uchwycić fenomen kultu jednostki, prezentuje mity, które napędzają historię od czasów antycznych aż po naszą współczesność.
Wśród dzisiejszych anglojęzycznych krytyków kultury nie sposób znaleźć kogoś ważniejszego niż Eagleton.
?The Guardian?
To wyjątkowa okazja, by rozkoszować się sztuką krytyki kultury społeczeństwa w najczystszej postaci! [...] Koniec teorii wskazuje nie tylko na to, co nastąpi po zmierzchu ponowoczesnych studiów kulturowych. To też wspaniały przykład teorii, która będzie żyła jeszcze długo po ?śmierci teorii?. Slavoj Žižek
Ogłosiliśmy już śmierć Boga, człowieka, podmiotu i autora ? czy nadszedł też czas na ogłoszenie śmierci teorii? Czy po postmodernizmie, postkolonializmie, poststrukturalizmie żyjemy w epoce post-teoretycznej? Terry Eagleton odpowiada: ?Nie możemy być nigdy ?po teorii?, ponieważ nie istnieje refleksyjne ludzkie życie bez niej?.
Koniec teorii to polemika ze współczesną fantazją o niezależnym, kierowanym wolą mocy podmiocie. Jest to też próba opisu świata globalnego kapitalizmu i ?wojny z terrorem?, w którym postęp ciągle oznacza przede wszystkim postęp technik panowania i wyzysku. Eagleton przystępuje do tego poważnego zadania z lekkością felietonisty, swadą gawędziarza i pasją zaangażowanego intelektualisty.
Brytyjski profesor rozprawia się z ograniczeniami współczesnej myśli, krążącej ciągle jałowo wokół problemów ?klasy, rasy i genderu?. Sięga po Arystotelesa i Marksa, Freuda i św. Augustyna. Upomina się o wspólnotowy wymiar ludzkiej egzystencji. I o miłość. Miłość stawia ponad autonomię, Jezusa ? ponad Fausta, dobre życie we wspólnocie ? ponad wolę mocy. Łącząc Marksa z Grekami, socjalizm z chrześcijaństwem Eagleton stawia nas wszystkim przed fascynującym wyzwaniem. Nie tylko intelektualnym.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?