Wielokrotnie wypierałem się nawet tej religii, którą wpojono mi w dzieciństwie. Otwarcie się z niej wyśmiewałem, nie stroniąc od ironii. Wówczas miałem po cichu za złe Kościołowi, że zmusza mnie do tego rodzaju sarkazmu,
pozostając religią staroświecką, która wśród osób przyznających się do wszechobecnej, przyzwoitej lewicy nie jest w stanie pociągnąć za sobą nikogo. Przyznanie się do katolicyzmu jest dzisiaj czymś wstydliwym. W środowisku, w którym ja się obracam, katolik jest kimś śmiesznym, groteskowym, żałosnym, naiwnym i zacofanym. Nosi kalesony i koszule z krótkim rękawem, ma żonę z owłosionymi nogami i błyszczącym czołem, po cichu głosuje na skrajną prawicę, jego horyzonty są ciasne, a paznokcie brudne, upaja się swoimi drażniącymi dobrymi intencjami, nigdy nie poszedł na dyskotekę i wozi swoim rozklekotanym Renault Espace gromadę dzieciaków, którym cieknie z nosa… Jest to dokładne przeciwieństwo wrażenia, jakie powinien sprawiać przebojowy producent telewizyjny, jakim jestem! Spróbujcie wyjaśnić dyrektorowi programowemu stacji dla nastolatków lub modnej prezenterce, że wybieracie się na Mszę św., a zobaczycie efekt! „Jakie to interesujące…” – powiedzą z grzecznym wyrazem twarzy. Ale całkiem przez przypadek okaże się, że projektu,
który im zaproponowaliście, nie da się zrealizować. W telewizji przyznawanie się do katolicyzmu, z całą jego aurą statyczności i anachronizmu, wydaje się samobójstwem.
Thierry Bizot, którego tu cytujemy, nie jest żadną osobą no-name; to bardzo ważna postać francuskich mediów, wieloletni dyrektor jednej z tamtejszych stacji telewizyjnych, utalentowany i popularny realizator, człowiek powszechnie rozpoznawalny. We Francji takie określenia oznaczają zazwyczaj kogoś o mniej lub bardziej lewackich poglądach. Nie tym razem jednak, Bizot przeżył bowiem zachwycające nawrócenie, które opisał w „Anonimowym katoliku” w sposób dramatyczny, pełen refleksji, czasem żartobliwy. Powstała urocza opowieść o człowieku mediów, o jego rodzinie i środowisku, o drodze do spokoju i równowagi. Thierry Bizot może dziś powiedzieć o sobie:
Stopniowo moje spojrzenie samoistnie zwraca się ku postaci, która zaczyna mnie wzruszać. Jezus.
Sączy się teraz z Niego czysta i drogocenna radość. Kiedy o Nim myślę, wymyka mi się łza wdzięczności. Jest tak, jak gdybym znał Go osobiście, a On pomógł mi dorosnąć, wyrwać się z kolein, tak jak mógłby to zrobić ojciec, starszy brat, przyjaciel. Oto, kim jest dla mnie Jezus. Być może jestem szalony… ale co z tego, skoro jestem szczęśliwy?
Odwołując się do swojego kilkudziesięcioletniego doświadczenia jako pioniera w dziedzinie przedsiębiorczości oraz inwestowania, Steve Case oświadcza, że wkraczamy w nową erę. Nadchodzi trzecia fala internetu, która radykalnie zmieni najważniejsze gałęzie gospodarki i doprowadzi do odrodzenia przedsiębiorczości.
Podczas pierwszej fali AOL i inne firmy zapewniły konsumentom połączenia internetowe. W trakcie drugiej fali takie firmy jak Google czy Facebook wyposażyły internet w nowe możliwości wyszukiwania informacji i budowy sieci kontaktów, a takie aplikacje jak Snapchat czy Instagram umożliwiły błyskawiczny sukces smartfonowej rewolucji. Zdaniem Case’a teraz wkraczamy w trzecią falę: okres, w którym przedsiębiorcy posłużą się technologią, by dokonać przełomu w najważniejszych gałęziach realnej gospodarki – m.in. w ochronie zdrowia, edukacji, transporcie, energetyce i żywieniu – i aby radykalnie przekształcić nasze życie.
"Trzecia fala" to częściowo pamiętnik, częściowo manifest, a częściowo instrukcja na przyszłość, to ważna lektura dla każdego, kto chce przetrwać – i rozwijać się – w tej szybko zmieniającej się epoce cyfrowej.
W Apologiach zebrano kilkanaście tekstów Tadeusza Kornasia, w których powiązanie teatru i religii jest jednym z najważniejszych tematów. Jednak nie jest to książka o teatrze religijnym (przynajmniej w większości przypadków). Pośród bohaterów kolejnych tekstów znajdą się wielcy twórcy XX i XXI wieku – między innymi Tadeusz Kantor, Jerzy Grotowski, Peter Brook... Pojawią się znane spektakle, wielokrotnie już analizowane przez innych badaczy. Celem autora nie jest jednak deprecjonowanie wcześniejszych tez, przewartościowanie starych odczytań, ale wskazanie kilku drobiazgów, które od dawna domagały się wyartykułowania.
"Tadeusza Kornasia we współczesnym teatrze interesuje bardziej to, co wieczne, niż to, co doczesne – by posłużyć się przeciwstawieniem z tytułu dawnego szkicu Wilama Horzycy O wiecznym i doczesnym repertuarze teatralnym – czyli to, co prowadzi do doświadczenia duchowego, poczucia spólnotowości, transcendencji, inspiracji o charakterze religijnym.
O takim teatrze – albo jego elementach – pisze Kornaś w Apologiach, taki teatr afirmuje. Próbuje rozszyfrowywać kryptoteologiczne znaki w wielokrotnie już analizowanych arcydziełach, analizuje „liturgiczne pokusy” teatrów spoza mainstreamu, poszukujących inspiracji, zwłaszcza muzycznych, w przeszłości lub w innych kulturach, zastanawia się – w ogóle i w szczególe – nad niejednoznacznymi powiązaniami teatru i religii."
Z recenzji wydawniczej prof. dra hab. Wojciecha Dudzika
Tadeusz Kornaś – pracuje w Katedrze Teatru i Dramatu Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 1997-2009 redaktor Gazety Teatralnej „Didaskalia” (w latach 2004-2008 redaktor naczelny). Od roku 2016 w kolegium redakcyjnym kwartalnika „Teatr Lalek”. Opublikował między innymi książki: Włodzimierz Staniewski i Ośrodek Praktyk Teatralnych „Gardzienice" (2004), Between Anthropology and Politics. Two Strands of Polish Alternative Theatre (2007), Aniołom i światu widowisko (2009), Schola Teatru Węgajty. Dramat liturgiczny (2012).
Dwie kobiety rozmawiają.
O tym, że może się tak zdarzyć, że jakaś część życia upłynie bez miłości. I o tym, że to nie zniszczy doszczętnie.
O relacji z samym sobą, wyrozumiałości, przyglądaniu się sobie uważnie i z cierpliwą czułością.
O smutku nierównym rozpaczy.
O dzieciach, które biorą rodziców na wychowanie.
O równowadze, którą można pochwycić jak rzuconą z drugiego brzegu linę o mocnym splocie.
W tej rozmowie są emocje i stany, których nazwania się bałam. Niepotrzebnie. Magdalena Tulli i Justyna Dąbrowska opowiadają je dla mnie na głos. Smutek, miłość, strata, dźwiganie ciężarów (własnych i odziedziczonych), macierzyństwo, umieranie – dobrze nazwane – stały się częścią mnie, już nie obcą, nie groźną. Kiedy skończyłam czytać, świtało. Chociaż pokój był pusty, nie czułam, że jestem w nim sama.
Magdalena Kicińska
Magdalena Tulli – jedna z najważniejszych polskich pisarek, autorka m.in. powieści Sny i kamienie, Włoskie szpilki, Szum. Finalistka Nagrody Literackiej Nike, otrzymała m.in. Nagrodę Literacką Gdynia, Nagrodę Fundacji im. Kościelskich i Nagrodę Literacką im. Juliana Tuwima. Jej książki przetłumaczono na 15 języków.
Justyna Dąbrowska – psychoterapeutka i autorka wywiadów, laureatka m.in. Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej. Wydała między innymi Spojrzenie wstecz. Rozmowy oraz Nie ma się czego bać. Rozmowy z Mistrzami.
Książka z fotografiami Mikołaja Grynberga
Koszmarne istoty. Myślałeś, że mieszkają tylko w książkach fantasy i horrorach? Nie mogłeś się bardziej mylić – mieszkają wśród nas, czasem w stercie ubrań zostawionych na krześle, które wykorzystujesz tylko do tego celu, innym razem w nocnej latarni, która mruga, gdy koło niej przechodzisz.
Poznaj Zakapturzone Istoty, Niezręczną Ciszę, ludzi z kryształu, stada Pożeraczy Snów i wiele innych okropności. A może szukasz Sensu Życia? Też go tutaj znajdziesz! Ale spokojnie, to nie jest książka o tym, jak żyć. Raczej o tym, przed czym uciekać, a przed czym nie. Myślę, że ta wiedza przyda się o wiele bardziej.
PAMIĘTAJ, NIE MA SIĘ CZEGO BAĆ. CHYBA.
Marco Kubiś – bardzo popularny youtuber, zaklinacz internetu i jego potworów. Od lat hipnotyzuje widzów swoimi filmami. Zgromadził już 300 tysięcy subskrypcji i ponad 25 milionów wyświetleń, ale jak sam twierdzi, to tylko część jego widowni. YouTube bardzo źle zlicza widzów z innych wymiarów.
W szkicach Kopcińskiego uważna interpretacja łączy się z osobistym stosunkiem autora do prezentowanych spektakli. Myśl Kierkegaarda, który uważał, że subiektywne życie jest najlepszym sprawdzianem dla prawd ogólnych, znajduje tu swoje odzwierciedlenie.
Nie miała pojęcia, że następnego dnia, zajrzy do umysłu Boga i rozwiąże największą zagadkę wszechczasów!
Na widok mieszkańców Ziemi, antenki Penetratora stanęły by dęba. Przesłał by falo-czipa do swoich: „Trzecią zaludniają elektromagnetyczne Pustaki. Gdyby z siedmiu miliardów ludzi, wycisnąć próżnię z ich atomów, powstała by kulka o wielkości poziomki…”
Wprowadzenie Oscylatora do ligowych rozgrywek w piłce nożnej uatrakcyjniło by mecze drużyn środka tabeli i ograniczyło by skutki nadciągającego tsunami korupcji…
„Kobiety są jak galaktyki, których czarne centra posiadają ogromną siłę przyciągania, skutkującą ciążeniem. Osobliwością mężczyzn, są ich żółte karły, które w odpowiednim momencie, potrafią przeobrazić się w czerwone olbrzymy…” mówiła zaśmiewając się Krystyna, której wszystko kojarzyło się z kosmosem.
W grudniu 2000 roku Real Madryt został uznany przez FIFA za najlepszy klub XX wieku. To, co najciekawsze, miało jednak dopiero nadejść. Florentino Pérez stworzył projekt, który rozpalił umysły milionów kibiców na całym świecie i wyniósł Los Blancos na zupełnie nowy poziom: finansowy i sportowy.
W tej książce Leszek Orłowski przygląda się narodzinom, rozwojowi i triumfowi idei Galácticos. Przybliża zakulisowe gierki prezydentów, charakteryzuje kolejnych trenerów i ocenia piłkarzy. Zarówno galaktycznych, którzy łącznie zdobyli 11 Złotych Piłek, jak i tych, którzy okazali się rozczarowaniem lub zupełnie niespodziewanie zostali filarami zespołu.
Wszystko to składa się na fascynującą opowieść o szalonej erze Galácticos, obfitującej w spektakularne transfery, wielkie triumfy, ale też bolesne porażki. Cokolwiek jednak by się na Santiago Bernabéu działo, jedno pozostaje niezmienne: Real zawsze wraca tam, gdzie jego miejsce:
NA SZCZYT FUTBOLOWEGO ŚWIATA
O tym także jest ta książka.
***
Real Madryt to osobny rozdział w historii futbolu, prawdopodobnie największy klub w dziejach. A opis wzlotów i upadków Los Blancos w XXI wieku pióra Leszka Orłowskiego to także rzecz bez precedensu. Wciąga, intryguje, momentami drażni. I chyba właśnie to jest w sportowej literaturze najcenniejsze.
- Adam Godlewski, redaktor naczelny „Piłki Nożnej”
Raptem kilka lat temu niektórzy uśmiechali się złośliwie, drwiąc z Realu Madryt i jego tytułu najlepszego klubu XX wieku. Cóż, ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Ja uśmiechnąłem się, gdy tylko zacząłem czytać tę książkę. Bo to... czysta przyjemność!
- Rafał Wolski, komentator NC+
Real Madryt i Florentino Pérez to mariaż bardziej z rozsądku niż z miłości, ale ten związek wychodzi obu stronom na dobre. W czym tkwi ich sukces? Autor szuka odpowiedzi, zabierając nas w podróż przez kulisy galaktycznych transferów i tajemnice konsekwentnie budowanej piłkarskiej marki.
- Jolanta Zasępa, Sport.pl
Podczas mojego pobytu w Madrycie poczułem, co to znaczy być częścią królewskiej drużyny. W tej książce Leszek Orłowski świetnie oddaje klimat Realu i magię, która otacza ten klub. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich madridistas!
- Kamil Glik
Pierwsza książka o Realu Madryt napisana przez polskiego autora to interesujące rozliczenie z epoką „galaktycznych”, która nadal budzi kontrowersje. To także liczne anegdoty, ciekawostki i historia ostatnich sezonów Los Blancos, naznaczonych zarówno wielkimi sukcesami, jak i porażkami, przedstawiona z kronikarską starannością.
- Łukasz Gąsiorek, Aguila Blanca
Fragment książki - Real Madryt. Królewska era Galácticos issuu.com/wydawnictwosqn/docs/real_w_erze_ronaldo_issuu
Gdzie tak naprawdę tkwią korzenie współczesnej Europy?Wizyta w ruinach starożytnego miasta Timgad, położonego w północnej Afryce, na terenie dzisiejszej Algierii, skłania autora do rozważań nad dziedzictwem kulturowym współczesnej Europy. Tytułowy Timgad to modelowy przykład architektury rzymskiej na terenach podbitych, jedno z wielu miast, w których Rzymianie odtworzyli wszelkie instytucje kulturalne i wygody dostępne w stolicy, a wszystko po to, by zintegrować miejscową ludność z mieszkańcami imperium rzymskiego. Nigdy później w historii żaden zdobywca nie postępował w ten sposób na terenach podbitych. Antyk i chrześcijaństwo to odwieczny antagonizm w dziejowej burzy, która na przestrzeni wieków ukształtowała Europę. Autor porusza wiele nieznanych powszechnie wątków, często sensacyjnych, oraz komentuje najnowsze wydarzenia polityczne, kreśląc subiektywny, acz niezwykle sugestywny obraz historii, a przy okazji demitologizuje kilka faktów z naszych narodowych dziejów.Miasta rzymskie były wręcz programowo nastawione na integrację. W Timgadzie musieli mieszkać weterani legionów, ale też wielce prawdopodobne jest zasiedlenie miasta grupą proletariatu rzymskiego (). Nie wybudowano też bez powodu biblioteki przeznaczonej na użytek publiczny, za czym przemawia kamienna inskrypcja (). Wszystko to zmierzało do usatysfakcjonowania tubylców i pokazania, do jakiego świata zostają zaproszeni, i co świat ten im oferuje.Stanisław SałapaUrodził się w 1947 roku. Z wykształcenia prawnik z praktyką zawodową obejmującą także prawo publiczne. Naturalną konsekwencją profesji autora są zainteresowania historią państwa i prawa oraz historią doktryn polityczno-prawnych. Daleko od Timgadu jest debiutem literackim, w którym wydarzenia opowiedziane są w sposób odbiegający od utartych ścieżek postrzegania dziejów.
Dalsze losy bohaterów książek: „ŚWIAT WEDŁUG MARKA” i „TYLKO TERAZ”, okażą się w książce: CIEŃ KUNY.
Świat idzie naprzód! „Dobra zmiana” w sporcie może polegać na:
- wprowadzeniu „Oscylatora” do rozgrywek ligowych w piłce nożnej.
- karaniu fauli taktycznych, rzutami karnymi z 20 metrów.
- eliminacji strącania poprzeczek w skokach wzwyż i o tyczce oraz – spalonych skoków i rzutów.
Bez dobrej zmiany „Dobrej zmiany”, pozostaniemy zaściankiem Europy. Nasz Statek zdryfował za bardzo na lewo. Musimy wrócić do korzeni! Gospodarkę i światopogląd – skierować ku CENTRUM. W rezultacie pokład zaroi się od wykształciuchów. Wśród nich będzie wielu jajogłowych. Co ty na to?
Wielkie plany, piękne wizje. Otaczają nas wielkie stada drapieżników. Wykorzystają każde potknięcie…
Duży wpływ na kształtowanie opinii naszego społeczeństwa, ma obcy kapitał i obce interesy! To było by nie do pomyślenia w takich krajach, jak Niemcy, Francja i Anglia.
Za nami udany start, ale „tu na razie jest ściernisko…!”
„Przypadkowo się dowiedziałam o tym, co teraz dzieje się w pracowni pani męża. Kiedyś nikt by o czymś takim nawet nie pomyślał... Teraz tam Sodoma i Gomora! Jakaś blondynka podobno zaliczyła już wszystkich kolegów, a taką rudą kasztankę, dosiadają na zmianę dwa żonate i dzieciate ogiery! Jeden młody, a drugi stary…”
Jak wielkie pieniądze zabijają sportową rywalizację
Czym jest nowoczesny sport? Czy chodzi w nim o szlachetną rywalizację i bicie rekordów? A może stał się już wyłącznie biznesem? We wnikliwym i przystępnie napisanym eseju autorzy przyglądają się (głównie na przykładzie piłki nożnej) transformacji sportu w absurdalnie kosztowny spektakl. W takim ujęciu sport okazuje się częścią przemysłu rozrywkowego, a zarazem soczewką skupiającą niemal wszystkie najważniejsze procesy współczesnego świata.
„Od dawna czytam felietony Krzysztofa Orzechowskiego z wielką uwagą. Teraz, zebrane w jeden tom, brzmią jeszcze inaczej. Widać, że jest w nich i zapis otaczającego nas świata, i osobliwa empatia kogoś, kto widział i przeżył wiele. Pisane są na dodatek z tak niemodną dziś elegancją, którą bardzo lubię i cenię. Książka dla ludzi myślących i – wrażliwych”.
Józef „Żuk” Opalski
„Felietony Krzysztofa Orzechowskiego pisane są z miłości do teatru. Autor porusza tematy bardzo różne – czy będą to np. zwyczaje świąteczne, czy los osób niepełnosprawnych – lecz zawsze rozpatruje je w aspekcie sztuki teatralnej. Czerpiąc z wieloletniego doświadczenia, stawia pytania zasadnicze, trudne, nieraz mówi ostro, ale zawsze życzliwie – z troską o dziedzinę sztuki, której poświęcił życie”.
Zofia Gołubiew
„Krzysztof Orzechowski zna teatr od tylu podszewek, że każdy jego tekst odsłania kulisy jakiegoś zwykle słabo dostrzeganego problemu. Równocześnie Orzechowski nie jest fundamentalistą, teoretykiem, zwolennikiem jedynej słusznej estetyki. Reaguje spontanicznie: jeśli coś go zachwyca – to zachwyca, jeśli irytuje – to irytuje. Jego felietony to felietony praktyka, który szuka źródeł awarii i pomyłek, ale z radością wita sukcesy i udane spektakle. Książka dla tych, którzy lubią myśleć o teatrze jako o wielu zwierciadłach, w których przegląda się świat”.
Maciej Wojtyszko
„Książka Krzysztofa Orzechowskiego to niezwykła wyprawa nie tylko w cenną i godną utrwalenia przeszłość teatru, ale także w jego równie ważną aktualność. To właśnie z połączenia tych dwóch czasów – minionego i dzisiejszego – rodzi się głęboki sens zapisanych tu przemyśleń”.
Anna Burzyńska
Struktura świadomości Koreańczyków Lee Gyutae to zbiór ukazujących się w gazetach artykułów, których tematem jest nieustannie zmieniające się w granicach świadomości historycznej środowisko socjalne, a w szczególności struktura jego świadomości.
Seria wydawnicza „Przywrócić Pamięć” ma przybliżyć współczesnemu społeczeństwu publikacje założycieli ruchu skautowego, twórców rozwoju idei i metodyki harcerskiej z lat 1911–1939.
Reprint z 1929-1933. "Harcerstwo żywe i radosne (Felietony harcerskie z tygodnika „Iskry” z lat 1929–1933)".
„Iskry” 1929, R. 7, nr 42, 5 października, s. 643.
Ten harcerz miał 13-cie lat.
Pan Prezydent Rzeczypospolitej odbywa obecnie jesienną podróż po wschodnich województwach Rzeczypospolitej. Ludność i władze miast, miasteczek, wsi, któremi przejeżdża Głowa Państwa, starają się przez budowę pięknych bram, uroczyste powitania i manifestacje uliczne dać dowód swego przywiązania i miłości dla Państwa. Taką właśnie uroczystą chwilę przeżywał przed kilkoma dniami Skurcz, przez który miał przejeżdżać Pan Prezydent. Wzdłuż głównej ulicy ustawiły się szpalery dzieci szkolnych, organizacje młodzieży i dorosłych i cała ludność miasteczka. Na przedzie burmistrz i duchowieństwo oczekiwało Dostojnego Gościa z chlebem i solą.
Zbliżała się godzina przyjazdu. Setki ócz niespokojnie wyczekiwało na szosie charakterystycznego kłębu kurzu. Dzieci przestały ze wzruszenia rozmawiać, a policjanci usuwali z drogi przejeżdżające jeszcze prywatne powozy. Już ktoś krzyknął: — Jedzie! — I tłum, jak dotknięty iskrą elektryczną poruszył się niespokojnie. Gdy wtem nieoczekiwanie i nagle stała się rzecz straszna. Ognisty, młody koń ziemianina p. Splitzera, spłoszony nerwowemi ruchami ludzi, stanął dęba, szarpnął się wprzód, a potem wbok i, nim zaskoczony woźnica pojął sytuację, koń runął z błędnym wzrokiem wzdłuż drogi. Wszystko to stało się tak nagle, że publiczność nie zorjentowała się nawet, o co chodzi, i tylko straszny głos jakiejś kobiety: dzieci, dzieci! wskazał grozę sytuacji. Oszalały koń, gryząc wędzidła, z pianą w pysku pędził wprost na gromadkę dzieci szkolnych, stojących na zakręcie w szeregu. Przerażenie wionęło w tłum. Usta, zdawało się, przestały oddychać. Za sekundę stanie się rzecz straszna.
I wtedy — „w ostatniej chwili“, jak podają świadkowie — wyrwał się z szeregu 13-letni harcerz, Leon Rawka, i skoczył naprzeciwko konia. On jeden, malec, brzdąc, trzynastoletni pędrak, gdy mężczyźni stali ze spuszczonemi rękami, a z oczu kobiet wyglądało bierne przerażenie, on jeden w ciągu ułamka sekundy pojął grozę sytuacji, zdecydował się na czyn i chwycił myślą sposób działania. W tej samej sekundzie mały harcerz wisiał już u mordy rozszalałego zwierzęcia, zaciskając kurczowo palce na lejcach, i całym ciężarem ciała szarpał wędzidła. Fizyczny ból i nagłość szarpnięcia musiały wstrząsnąć psychiką konia, gdyż ten w jednej chwili zarył się czterema nogami w ziemię i, drżąc nerwowo na całem ciele, parskał pianą wprost na głowy wylęknionej gromady dzieciaków. Wtedy dopiero ruszyli się mężczyźni, kilku z nich podbiegło na pomoc malcowi, który blady i wyczerpany wysiłkiem uspokajał delikatnemi klapsami rozedrgane chrapy zwierzęcia.
Gazety, opisujące ten wypadek, podają, że: „publiczność zgotowała śmiałemu druhowi spontaniczną owację“.
Czytałem w dziennikach ten opis ze wzruszeniem. Jestem dumny, że należę do tej samej organizacji, której członkiem jest druh Leon Rawka.
Bambaju
Seria wydawnicza „Przywrócić Pamięć” ma przybliżyć współczesnemu społeczeństwu publikacje założycieli ruchu skautowego, twórców rozwoju idei i metodyki harcerskiej z lat 1911–1939.
Reprint z 1928-1929. "Wstępuję do harcerstwa (Felietony harcerskie z tygodnika „Iskry” z lat 1928–1929)".
„Iskry” 1928, R. 6, nr 18, 14 kwietnia, s. 295.
Prawdziwe imię.
Jak to się wszystko zmienia na świecie! Spójrz na podpis pod tym artykułem. Widzisz? Nie ma „10“-ki. Zjawiło się nowe indywiduum — „Bambaju“, by też wam opowiadać o tem, co dostrzeże „na tropie harcerskim“.
A z tem „Bambaju“ było tak:
Mój zastęp Psów (byłem wtedy zastępowym) starał się pełznąć jaknajciszej. Wiatr szumiał po lesie, zagłuszając niepotrzebny szmer i trzask gałązek, wieczorny zmrok otulał dobroczynną ciemnością ledwo poruszające się sylwetki. I zresztą — nikczemne, tchórzliwe Wrony zachowywały się jak niemądre żółtodzioby; hałas, śmiechy, żarciki głośnemi krzykami wyrywały się z dwóch wronich namiotów, a jedynej warcie znakomicie udawało się naśladować swój zwierzęcy pierwowzór — gawrona.Gdyśmy byli już zaledwie o parę kroków od Wron, szczeknąłem bojowem szczeknięciem; w jednej chwili wojenne wycie mych Psów zagłuszyło rozpaczliwe wrzaski nieroztropnych Wron.
Obóz wroga został zdobyty!
Wtedy, w triumfie zwycięstwa, rozstawiłem szeroko nogi, wzniosłem zaciśnięte pięści wysoko w górę, a z piersi, dumą rozpieranej, uderzył w drzewa trzykrotny zwycięski hymn. „Bambaju!.. Bambaju!.. Bambaju!..“
I odtąd zostałem „Bambaju“. Niezrozumiałe, tajemnicze „bambaju“ stało się mojem imieniem harcerskiem.
Bracie drogi, siostro kochana! Chcę ci coś powiedzieć — i boję się. Boję się, żeby nie wynikła stąd jaka herezja harcerska. Powiem wreszcie — ale pamiętaj: ani mru-mru drużynowemu i drużynowej!
Oto jeśli już masz trzeci stopień — to jeszcze niczego nie masz; jeśli masz drugi stopień — to posiadasz niewiele. Dopiero gdy zdobędziesz imię harcerskie, swój własny totem indyjski, wtedy dopiero będziesz w prawie przechadzać się wśród braci harcerskiej jak paw.
Ale imię harcerskie, puszczańskie, zdobyć niełatwo, oj, niełatwo. Mnie się jakoś wyjątkowo udało je okupić jednem zwycięstwem. Od ciebie twoi współtowarzysze będą więcej wymagali, będą żądali jakichś wyjątkowych zasług i czynów bohaterskich. Imię trzeba będzie wywalczyć i wypracować.
W czasie minionych wakacyj byłem w obozie, w którym na dwudziestu czterech harcerzy zaledwie dwóch dostąpiło tego zaszczytu, że zostało przyjętych do „kręgu synów puszczy“, t. j. otrzymało imiona harcerskie.
Jaka jest podwójna tożsamość bogów współczesnej popkultury?
Jeśli czytasz książki, oglądasz seriale, znasz Blade Runnera i grasz w Wiedźmina, ta książka jest dla ciebie. Jeśli nie, a chcesz po prostu się dowiedzieć, w jakim rytmie bije dziś serce kultury popularnej, także musisz zajrzeć do środka.
Podwójna tożsamość bogów to zbiór esejów, rozmów i recenzji poświęconych literaturze popularnej, kinu i komiksowi. Znalazły się tu m.in. teksty o fenomenie prozy Andrzeja Sapkowskiego, Roberta M. Wegnera i Jacka Dukaja, komiksach Alana Moore’a i Neila Gaimana, filmach fantastycznych wczoraj i dziś, książkach i autorach wartych zapamiętania. Michał Cetnarowski od lat nie tylko pisze prozę, tłumaczy komiksy i redaguje beletrystykę, ale też z fascynacją przygląda się kulturze popularnej.
Podwójna tożsamość bogów to książka, którą zawsze chcieliście przeczytać, tylko nigdzie nie mogliście jej znaleźć.
***
Właśnie na takie książki patrzyłem z zazdrością w amerykańskich księgarniach – pełne znakomicie podanej, fascynującej i merytorycznej wiedzy o popkulturze. I teraz nie dość, że mamy coś takiego po polsku, to jeszcze mamy w Polsce autora, który potrafi tak pisać.
- Kamil Śmiałkowski, publicysta, badacz kultury popularnej
Michał Cetnarowski nie tylko w świetnym stylu przekazuje swoją wiedzę, ale także – może nawet przede wszystkim – daje dowód pielęgnowanej od dzieciństwa pasji. Dla dzielących tę pasję to lektura obowiązkowa. Dla niedowiarków, którym kultura popularna w całym swoim bogactwie wciąż pachnie banałem – tym bardziej. Na Odyna! Czytajcie i doceniajcie!
- Katarzyna Borowiecka, Program III Polskiego Radia
Wyrusz z Profesorem Niczego w szaloną podróż przez epoki literackie i przekonaj się, że mogą być znacznie ciekawsze, niż ci się wydaje!
Od średniowiecza do współczesności, przez aż dziesięć epok – skonasz ze śmiechu.
W tej całkowicie (bez)użytecznej i kompletnie śmiesznej książce profesor Niczego:
• odsłonił kulisy legendarnego beefu Mickiewicza i Słowackiego
• pokazał, że Schopenhauer i Kurt Cobain mają wiele wspólnego
• zebrał cytaty ze starożytnych filozofów, napisał wiersz, omówił jedną z najbardziej olewanych lektur szkolnych…
Po raz pierwszy na liście lektur nieobowiązkowych pojawia się coś tak wesołego!
Mieciu Mietczyński – gość z butem w wazonie, naczelny internetowy krytyk słabych filmów znany jako Masochista, Profesor Niczego, specjalizujący się w streszczeniach lektur z przymrużeniem oka. Na YouTubie śledzi go już prawie pół miliona użytkowników.
"Zbiór błyskotliwych tekstów amerykańskiej feministki i historyczki.
Zaczyna się niewinnie, od czegoś, co przy pewnej dozie dobrej woli można by uznać za towarzyską niezręczność. Podczas przyjęcia pan domu nie przyjmuje do wiadomości, że rozmawia z autorką książki, którą właśnie jest jej łaskaw objaśniać. Rebecca Solnit widzi jednak w tym zdarzeniu coś więcej, coś, z czym stykają się na co dzień miliony kobiet na świecie: przejaw symbolicznej przemocy ze strony mężczyzn, emanację patriarchalnego systemu, w którym funkcjonujemy. To jednak zaledwie czubek góry lodowej – autorka opowiada o innych zdarzeniach (często obficie relacjonowanych przez media), w których ujawnia się symboliczna lub nawet fizyczna przemoc wobec kobiet (w Stanach Zjednoczonych co 6 minut zgłaszany jest gwałt, a są to bardzo zaniżone statystyki). Jednocześnie Solnit wpisuje sytuację i prawa kobiet w szerszy geopolityczny i kulturowy kontekst. Przywołuje też dwie inne wybitne eseistki: Virginię Woolf i Susan Sontag, z którymi podejmuje dialog i polemizuje. Lekki styl i bystrość wywodu sprawiają, że od tekstów Solnit trudno się oderwać. Z pewnością powinny one dać do myślenia zarówno kobietom, jak i mężczyznom – są aktualne aż do bólu.
Rebecca Solnit jest amerykańską eseistką, historyczką i działaczką feministyczną. Napisała kilkanaście książek z pogranicza antropologii, filozofii i polityki, m.in. wielokrotnie nagradzaną Eadweard Muybridge and the Technological Wild West oraz Wanderlust: A History of Walking. Publikuje w wielu pismach, m.in. “Harper’s Magazine” i “Guardian”.
"
Poza pisaniem wierszy, esejów, recenzji i rozpraw naukowych, poza tłumaczeniem poezji i wykładaniem Stanisław Barańczak zajmował się rzeczami na pozór mniej poważnymi – czytał kryminały, oglądał telewizję, słuchał piosenek, interesował się sportem. „Odbiorca ubezwłasnowolniony” pokazuje, jak istotna dla poznańsko-harwardzkiego autora była kultura masowa i jej krytyczna interpretacja. Krytyka nie oznacza tu bezwyjątkowego odrzucenia. Właśnie Barańczak był jednym z pierwszych polskich humanistów, którzy zobaczyli, że również w kulturze popularnej pojawiają się dokonania wybitne.
Oprócz przedruku poszukiwanej dziś książki „Czytelnik ubezwłasnowolniony” (1983) w niniejszym tomie znalazły się cykle esejów i felietonów z początku lat siedemdziesiątych, recenzje nieistniejących filmów oraz fragmenty wywiadów podejmujące temat kultury masowej i popularnej.
Barańczak był wnikliwym interpretatorem opisującym i dzieło, i jego złożony społeczny kontekst, w tym manipulacje za pomocą tego dzieła dokonywane. Co ważne, jego teksty nie mają waloru wyłącznie historycznego – są znakomitą szkołą krytycznej interpretacji. W ciągu dekad zmieniło się wiele, niemniej analityczna orientacja w świecie potrzebna jest zawsze.
„Nie uznaję podziału na kulturę wysoką i niską. Uznaję tylko podział na kulturę wartościową (w której mieszczą się moim zdaniem Bach i Szekspir, ale również Charlie Parker i Monty Python) i kulturę bezwartościową, czyli kulturę kiczu (w której mieszczą się dla mnie: piosenkarka Madonna i film «Rambo», ale również koncert fortepianowy Czajkowskiego i film «Podwójne życie Weroniki«).”
z wywiadu, 1994
Dziś Ukraina, a jutro? Możliwy scenariusz podpowiada historia, gdyż współcześni ludzie Kremla kierują się tymi samymi intencjami co Iwan Groźny, Katarzyna Wielka czy Józef Stalin.
Kreml. Historia podbijania świata to odważna i mocna opowieść o mocarstwowych dążeniach Rosji. Autor prześwietla kilkaset lat historii, obfitujących w nieustanne zażarte wojny i podboje, dzięki którym niewielkie księstwo moskiewskie rozrosło się do imperium obejmującego znaczną część Europy i Azji. Często oddaje głos uczestnikom wydarzeń, które ukształtowały współczesnych Rosjan. Ekspansyjna polityka Rosji była widoczna gołym okiem w XX wieku, choć często realizowana przez inne kraje podczas zimnej wojny. Dziś, korzystając z potężnych rezerw energetycznych i zasobów surowców naturalnych, Rosja Putina ponownie pręży muskuły. Specjalnie na potrzeby wydania polskiego Autor skomentował wydarzenia, które rozegrały się na Ukrainie w 2014 roku.
Douglas Boyd jest chyba jedynym brytyjskim pisarzem, który stanął twarzą w twarz z KGB podczas pobytu w więzieniu politycznym Stasi. Przez pewien czas również stykał się zawodowo z urzędnikami bloku radzieckiego, w tym z zakonspirowanymi oficerami wywiadu. Dzięki temu miał okazję doświadczyć zimnej wojny po obu stronach żelaznej kurtyny.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?