`Gospodin Gepin żyje szczęśliwie z żoną w Epoce Tęczy. Jest rok Osiemdziesiątego Ósmego Fioletu i wyniszczające wojny o powietrze są niemalże zapomniane. Na Ziemi mieszka tylko garstka prawdziwych ludzi. Hologramy i klony zaludniają świat, śmierci nie ma. Kiedy Gepin w wieku 128 lat postanawia spisać swoje wspomnienia, w złudnej idylli życia we dwoje pojawia się rysa i świat staje na głowie. Z dnia na dzień bohater zostaje przeniesiony do kwatery pracy twórczej w południowej Norwegii, gdzie ma pracować nad memuarami, używając do tego martwego języka, jakim stał się niemiecki. Retrospekcja Gepina jest jednak sprzeczna z oficjalną historiografią. Nikt już nie chce wiedzieć, jak brutalne i okrutne były wojny o powietrze, w których Gepin brał udział, jako członek ruchu oporu. Fantastyczno-komiczna powieść Dariusza Muszera o miłości, prawdzie, kłamstwie i manipulacji w epoce informacji pokazuje bezlitośnie odbicie naszych twarzy w krzywym zwierciadle.` Z noty wydawcy niemieckiego, A1 Verlag
Niezależnie od zmiennych inspiracji, tematem ponadczasowym poezji pozostać może Kosmos z jego patosem niewyczerpanych tajemnic, wywołujących wciąż nienasycony głód metafizyczny pomimo zaawansowanej eksploracji naukowej i świetlanych perspektyw astronautyki. Ten zaniedbany dziś obszar lirycznych podróży w sposób osobliwy przybliżają wiersze Ewy Elżbiety Nowakowskiej, w których obserwujemy rozmaite próby oswajania dzikich gwiazd na podobieństwo udomowiania zwierząt i meblowania pokoju. Stosunek do ciał niebieskich tak czuły, jak do najbliższych stworzeń i przedmiotów codziennego użytku znosi dystans między ziemską codziennością a trudnym do ogarnięcia ogromem Wszechświata. Oto poezja pozwala z gwiazdami rozmawiać, dotykać ich i pieścić, a nawet spożywać jak pokarm.z posłowia Piotra Michałowskiego
Killer Eugeniusza Sobola, to zbiór opowiadań, w którym autor ukazuje współczesne problemy Rosjan, Ukraińców oraz Polaków i dokonuje analizy przemian ustrojowych, zachodzących w opisywanych przez niego krajach. Czerpie przy tym zarówno ze swoich reporterskich jak i podróżniczych doświadczeń oraz z wiedzy czujnego obserwatora i znawcy współczesnej literatury, a także kultury rosyjskiej i ukraińskiej. Dzięki temu otrzymujemy niezwykle sugestywny, wielowymiarowy portret – portret, by tak rzec, odwrócony. Bo w opowiadaniach Eugeniusza Sobola to nie tyle Polacy patrzą na Wschód, ile mieszkańcy dawnego Związku Radzieckiego przyglądają się krytycznie Polakom. Takie odwrócenie narracyjnej perspektywy wydaje się chwytem nieco ryzykownym, jednak dzięki temu, iż autor odważnie wykracza poza obiegowe stereotypy narodowe i nie stroni od zadawania drażliwych i niewygodnych pytań, zabieg ów odczuwamy jako w pełni wiarygodny. To zaś sprawia, że możemy poznać lepiej nie tylko naszych najbliższych sąsiadów, ale i samych siebie.
Sięgając po najnowszą książkę Andrzeja Turczyńskiego, powinniśmy być gotowi do wyruszenia w podróż. Ekscytującą peregrynację w głąb czasów i kultur, do miejsca, gdzie Wschód i Zachód, Rosja i Europa, wzajemnie się przyglądają, ?dziwiąc się sobie?. Meandryczny szlak, jaki wytycza autor, prowadzi nas jednak w jeszcze jednym kierunku ? do wnętrza bibliotecznego labiryntu. To właśnie ów tekstowy gąszcz, wypełniony przez echa dzieł kanonicznych, i tych zapoznanych, dzieł pisarzy i filozofów, teologów i mistyków, stanowi właściwy matecznik, monumentalne Muzeum Kultury, którego autor stara się nie opuszczać. Wszystko to razem sprawia wszakże, iż proza Turczyńskiego jest pożywką dla czytelników niezwykle wymagających, gotowych na najbardziej ryzykowne intelektualne wyzwania.
Prozatorskie miniatury Turczyńskiego przypominają nieco akwaforty słynnego Włocha ? Piranesiego. Myślę tu o onirycznej aurze, z jakiej wyłaniają się wykreowane przez obu twórców światy, ale i o czymś więcej, o przenikaniu się, jakby się na pozór wydawało, antynomicznych ?żywiołów?. Turczyńskiemu udaje się bowiem to, co nieomal niewykonalne, chirurgiczna precyzja erudycyjnej i z lekka archaicznej frazy spotyka się z nieograniczonym bogactwem wyobraźni. Dzięki temu proza autora Znużenia jawi się jako zdecydowanie osobna wyspa na morzu współczesnej polskiej literatury.
Piotr Krupiński
Iluzje są zbiorem dwunastu opowiadań opisujących zdarzenia rozgrywające się na pograniczu jawy i snu. Przedstawione realia mieszają się z fikcją bliską mistyce, zaś niejednoznaczne zakończenia mają pobudzać fantazję czytelnika, umożliwiając dopełnienie fabuły jej magiczną mocą.
utorka wprowadza czytelnika w świat zwykłych, codziennych czynności, a pomiędzy nimi próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, co kształtuje współczesną rzeczywistość, czy świat miniony (w tym kultura i religia), czy tylko my sami – pozbawieni korzeni, a przez to tożsamości. Jest więc w tym tomie refleksja na temat kondycji człowieka, przyczyny samotności i powody zagubienia.
Ameryka! Ziemia Obiecana, Eldorado. Mit...Zanim Maria Towiańska-Michalska postawiła na tamtym kontynencie nogę, miała tu, na polskich Kresach, swoje Macondo. Urodziła się w Lidzie, wychowała w Łunińcu na Polesiu, i w swojej pierwszej książce Engram (FORMA 2015) opisała świat, którego już nie ma. Jej talent narracyjny przemienił klasyczny tekst wspomnieniowy w fascynującą i mądrą opowieść. Jeszcze jedna aura zaginionego świata została ocalona.W pewnym miejscu autorka pisze: Mam bardzo dobrą pamięć wsteczną, która niestety zbyt często przeszkadza cieszyć się teraźniejszością. Może i dobrze? Dzięki temu opowiada minione lata z zadziwiającymi szczegółami. Jej wehikuł pamięci jest imponujący.Z Ameryką w tle Marii Towiańskiej-Michalskiej ogarnia już lata powojenne, kiedy autorka z kresów wschodnich trafiła na kresy zachodnie aż do Szczecina. Tak się złożyło, że część rodziny znalazła się w Stanach Zjednoczonych. Pani Maria podróżowała tam wielokrotnie. Te wszystkie przemiany cudownie nakładają się na siebie i ilustrują melanże ludzkiego żywota. Cymes w tym, że autorka, nie odbiegając od szczegółów, komentuje je z niezwykłą mądrością życiową, otacza refleksjami, które mają walor niemalże filozoficzny. Często także wręcz powieściowy. Tak, sztuka życia i dar narracji czynią tę książkę nie tylko wspomnieniową znajdziecie w niej jakiś osobliwy fluid imponujący stoicką i pogodną mądrością.
Utwory Lenca charakteryzuje niepoślednia dbałość o szczegóły i misterne wykończenie frazy, zarówno w płaszczyźnie stylistycznej, jak kompozycyjnej. To proza gęsto utkana, bogata w aluzje biblijne, filozoficzne i mitologiczne. Ważną jej cechą jest intertekstualność, a nawet swoisty recykling różnych tropów kulturowych.
Pan Bóg z Czeremchy
Chi
Kropla
Chimera
Patchwork
Dwie książki
Oblicze chwały
Doktor V.St.
Trzech na Skyros
Wieża. Dyptyk babiloński
Piąta Księga
Sen w Konstantynopolu
Pielgrzym
Sześć kryształowych rzek
Plac Różany
Murren
Twórczością Małgorzaty Południak rządzi chaotyczna dynamika zmienności. Są w niej obrazy przemijania i destrukcji oraz rozliczne choroby przygodnie dotykanego świata. Jest skarga na życie i melancholia, jest lament i ból, tęsknota i samotność. Obcość między zastygłą przestrzenią wspomnień a odrażającą teraźniejszością. Zewsząd wyziera brak i niespełnienie. Tymczasem gdzieś między przyrodą, nauką, filozofią, sztuką i codziennością przepływa życie, między wiedzą a doznaniem, koniecznością a pragnieniem kwitną wiersze jak róże: efemeryczne dowody piękna i bólu. Dowody chwilowej zgody i stałej nieufności, nieustannych przeczuć i przelotnej prawdy. z posłowia Piotra Michałowskiego?
Akcja powieści toczy się w latach 1947-1980, a kończy w momencie wybuchu strajku w stoczni szczecińskiej. Bohaterowie spędzają w Szczecinie dzieciństwo, potem wyjeżdżają na studia do różnych miast. Część z nich powraca, część osiedla się poza Szczecinem, niektórzy emigrują, także wskutek wydarzeń roku 1968, niemniej cały czas pozostają ze sobą w kontakcie.
Splatające się losy bohaterów tworzą fabularną osnowę powieści, stanowiącą tło dla dyskusji i refleksji poświęconych przede wszystkim kwestiom tożsamościowym, ale też zagadnieniom związanym z losami Szczecina, Polski oraz z historią.
Jednym z głównych motywów tych rozmów jest dążenie do przezwyciężenia poczucia prowincjonalności i uczynienia ze Szczecina centrum własnego, suwerennego świata, w którym przeszłość miasta włączona zostaje w jego życie współczesne.
Splątanie kwantowe, którego idea jest osią książki, to niezwykła teoria sugerująca, że upływ czasu jest złudzeniem, a co więcej, że czas płynie tylko wtedy, gdy istniejemy w konkretnym wszechświecie. Z perspektywy mieszkańców innych wszechświatów, nasz czas stoi w miejscu. Ta koncepcja wielości światów i czasu, który biegnie w różny sposób (a czasem w odmiennym kierunku), jest dla Autorki świetną pożywką, by snuć historie o splątanych losach bohaterów zmagających się ze swoją historią, stratą, poczuciem sensu, miłością i śmiercią, a przede wszystkim z paradoksem pamięci, którą czas potrafi wycierać jak gumka ślady ołówka. Splątanie Agnieszki Masłowieckiej to także opowieść o pisaniu, które wydarza się wyłącznie wtedy, gdy „jest tak cicho, że słychać litery wyrastające na kartce jak tropy zająca na zaśnieżonej ścieżce”. Owo snucie historii zaplątuje pisarza w szczególnym uścisku ze światami, które tworzy – na tyle intensywnym, że ostatecznie nie można mieć pewności, czy jest jeszcze jakaś droga wyjścia i dokąd prowadzi?
Agrestowych snach Jakub Michał Pawłowski nie tyle śni, ile lunatykuje. W somnambulicznym transie literackim przemierza sferę tego, co w człowieku najbardziej tajemnicze wyobraźni. Raz prowadzi go ona ku po swojemu przerobionej krainie mitu, legendy, kiedy indziej wiedzie w doczesność podszytą mrokiem, niepokojem i Nieodgadnionym. Doczesność rozszerzoną o poczucie drzemiące w niedostępnych na co dzień, a i też nie każdej nocy, zakamarkach naszych jaźni, mówiące, że rzeczywistość wcale nie składa się li tylko z tego, co realne, że jest w niej jakieś pękniecie. Z reguły je przed nami wstydliwie ukrywa jak oszpecający liszaj, obleśną kurzajkę, kompromitujące znamię. Zahipnotyzowana prozą Pawłowskiego traci czujność i odsłania się. Czy raczej objawia. Boimy się nieco tego jej nieznanego oblicza. Jest jednak przede wszystkim fascynująca. Zagłębiając się w nią, zagłębiamy się w siebie.
Antoni Winch
Zagadkowa wyprawa najstarszych świrów świata w rejs do końca jego albo ich, a nawet i dalej. Podróż osiemdziesięciolatków bez zawijania do portu, dokąd/dopóki wystarczy załogi, a według planu ostatni zgasi światła pozycyjne...Początek dramatu ma miejsce na pirsie starego portu rybackiego w Montevideo; ukrywający się tam pomiędzy fragmentami ciętych na złom trawlerów, ścigany i postrzelony przez gangsterów-przemytników Jose Artigas, jest świadkiem morderstwa. Nieco wcześniej nieopodal rzuca kotwicę chroniący się przed sztormem jacht, którego załoga będzie wkrótce podejrzewana zarówno o udział w owej zbrodni, jak też o szmuglowanie kokainy.Świat zbrodni, dyplomacji i handlu narkotykami, wojny gangów, kanały przerzutowe do Europy, w tym do Polski, akcje specjalne policyjnych oddziałów do walki z przemytem, korupcja wśród polityków i agentów tajnych służb; a wewnątrz tego brudnego tygla załoga polskiego jachtu, który nieskazitelną biel na pokładzie dawno już zatracił. Nim dotrze do celu, opłynie Horn i nie tylko...Kryminał z kluczem, wykorzystujący grę gatunkowych konwencji do budowy świata niestroniącego od głębszych sensów, wewnętrznych dylematów i etycznych motywacji. Ujęty w barwnym i szerokim powieściowym horyzoncie perypetii oraz bogatej galerii bohaterów. Co łączy postępki gangsterów, przemytników i pospolitych zbrodniarzy, jak i walczących z nimi agentów, policjantów, służb specjalnych? Czy tak skomplikowana ludzka partytura tworzy wyłącznie dysonans splątanych losów, czy może ujawnia echo powracającego nieprzypadkowo tematu, dającej się wychwycić wspólnej melodii?
Mistyczna emfaza trafiająca we właściwą emocję, podobną do zwarzonej goryczy, trafiająca w punkt. I tak trafiając, zgłoski bytują w rzeczach, a rzeczy w głoskach, litery są z ognia, wersy sklejają się z pomroką. Jesteśmy na rozchybotanej łodzi — bohater lekce wieszczy i gorzko śpiewa. Że też poezja może tak odstawać od przyjętej poprawności, tak po swojemu wpadać w ekstatyczną zadyszkę. Zawsze o włos dalej i mocniej od majaczącej w tle rzeczywistości. Duchowości? Obchodzi nas ten nowy Hrynacz. I to bardzo.
Karol Maliszewski
Gustaw Rajmus proponuje lekturę wymagającą, a przy tym świadomą czytelniczych potrzeb. W swoich opowiadaniach wędruje przez epoki, krainy i światy, z gotyckim rozmachem kreśląc losy uwikłanych w meandry (nie)codzienności bohaterów poszukujących nieprzypadkowo pisanej z dużej litery Prawdy. Lecz od kogo ona pochodzi i czy zawsze daje wyzwolenie? Jeśli nieobce są wam zejścia w Otchłań ani zaglądanie w oczy Wieczności, jeśli pragniecie obcować z literaturą, która niesie w sobie wartość po wielokroć dodaną, niech Królestwa przyjdą i pochłoną was!Kazimierz Kyrcz Jr
Wiersze Marii Bigoszewskiej to liryka konfesyjna. „Nie wiem, dlaczego znów zdejmuję z siebie / warstwę po warstwie. Bez pośpiechu”, mówi poetka, ofiarowując intymne wyznania, odsłonięcie traum, cierpień, blizn, tego, co wstydliwe, co się ukrywa przed obcymi. Mamy przed sobą świat psychiki zanurzonej w sobie. Psychiki mrocznej i tajemniczej. Niemal nic nie zostało tu wprost nazwane i zapisane.
Ona stoi w przeciągu, między światem żywych i zmarłych. Mówi do nieobecnych, czasami słucha ich rad, częściej napomina siebie. Nie chce przywoływać klisz pamięci, żeby było jak przedtem. Wie, że to niemożliwe. Ona, poetka, narratorka, bohaterka tych zwięzłych wierszy, nie zna pocieszenia. Jest w żałobie. Odzywa się po to, by „poczuć krew za słowami / i nie przełknąć jej. Nigdy”.
Wypowiedziane słowa zobowiązują. Nic w tej poezji nie jest do końca oczywiste, emocje falują, a ich napięcie jest ekstremalne. Jest tu okrutna wiwisekcja uczuć i doznań, jest samoograniczenie, jest dystans do siebie samej poddanej chłodnej obserwacji, ucieczka od wszelkiego sentymentalizmu. I jest w tej liryce dramatyczna siła skondensowanego bólu.
Iwona Smolka
Wiersze Elżbiety Olak zebrane w tym tomie można czytać jak serię przygodnych epizodów autobiograficznych w luźnym układzie diarystycznym, odpowiadającym przypadkowemu następstwu życiowych zdarzeń, którego jedyny sens prócz oczywistej chronologii faktów i ich zapisu pozostaje niedocieczony. Dopiero powtarzalne motywy ujawniają konsekwencję artystycznej samoświadomości, która poszczególne przypadki życia i jego poetycką dokumentację składa w spójny, choć nie sformułowany expressis verbis, manifest poetycki, będący zarazem programem egzystencji. Jego fundamentem jest imperatyw bezwzględnego witalizmu, pełnej akceptacji życia w każdym jego przejawie, w każdej drobinie limitowanego czasu i przestrzeni.
z posłowia Piotra Michałowskiego
Autodafe 6 (każda z sześciu części cyklu stanowi odrębny materiał, łączy je wszystkie nić nostalgii, a zarazem kontestacji) przypomina murmurando dronta dodo (Raphus Cucullatus) w krytycznej fazie obłędu. Ów ptak nielotny, dzięki gatunkowi ludzkiemu, obdarzony jest wyrokiem rychłej śmierci w męczarniach eksterminacji, stąd swoisty pęd błyskawicy skorelowany ze ściąganymi na siebie kawalkadami tytanicznej pracy w imię lęku. Strumienie błyskotliwej erudycji narratora (bądź czasem podmiotu lirycznego, wszak mamy do czynienia z poematem) spływają do głębin Cienia, sam tytuł zaś może, acz nie musi, odwoływać się do cielęco-sztubackiej powieści Eliasa Canettiego ja miałem asocjację z mydłem wątpliwego trubadura Raymonda Roussela i jego równie obłąkaną powieścią Locus Solus.
Jarosław Błahy
Capcarap to zbiór krótkich opowiadań połączonych osobą narratora-bohatera; inteligenta, który usiłuje obserwować świat z dystansu. Opowiadania te składają się na sekwencje obrazków z codzienności - zabawnych i gorzkich, sarkastycznych i okrutnych, ironicznych, a często też autoironicznych. Zręczna fabuła, intrygujące narracje i zaskakujące, przewrotne pointy stanowią tu jednak ramy innej, głębszej opowieści o mrocznym, niepokojącym wymiarze rzeczywistośc
Bruliony starej ziemi, tryptyk opowiadań Andrzeja Turczyńskiego, to dzieło ze wszech miar zasługujące na uwagę. Wczytując się w te rozległe jak stepowe równiny opowiadania, musimy być gotowi, aby zanurzyć się w meandrycznie wijący się nurt narracji – spieniony strumień refleksji, dźwięków, obrazów, fragmentami bliski technice strumienia świadomości, innym razem, nieodległy od tego, co Henryk Bereza (któremu dedykowane jest pierwsze z opowiadań) określił jako "snojawa". Właśnie sen oraz muzyczność (a może muzyka snów?) to słowa kluczowe dla tej gęstej, eseistycznie opalizującej prozy. Andrzej Turczyński tworząc coś na kształt prozatorskiej synestezji, a nawet mimetyzując niejako muzyczny porządek – zdaje się częściowo naśladować muzyczny rytm. Wymaga to jednak od czytelnika najwyższego stopnia skupienia, ponieważ tylko uważne ucho jest w stanie wychwycić głosy i pogłosy – echa tradycji muzycznej, ale i filozoficznej czy literackiej. Zwłaszcza odwołania do genialnych Rosjan, mistrzów Turczyńskiego – Puszkina, Turgieniewa, Bunina oraz wielu innych.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?