W tej strefie polecamy książki o zdrowym trybie życia - zmianie stylu życia, detoksach, odstresowaniu, profilaktyce chorób, właściwym i zdrowym odżywianiu, zbilansowanej diecie, ćwiczeniach, relaksacji, zapobieganiu chorobom cywilizacyjnym. Polecamy poradniki znanych i cenionych autorów o zdrowym trybie życia. Dowiesz się o sposobach radzenia sobie ze stresem oraz jak zmiana nawyków żywieniowych i trybu życia zmieni twoje życie na lepsze. Dzięki temu zyskasz wyższą jakość życia w każdym jego aspekcie.
Jon Gabriel nie tylko stracił ponad 100 kilogramów bez diet i operacji, ale – co niespotykane – nie ma na ciele żadnych śladów dawnej otyłości. Metoda Gabriela
Pamiętam wyraźnie chwilę, która na zawsze odmieniła moje życie. Było to w sierpniu 2001 roku. Ważyłem prawie 186 kilogramów. Przez poprzednie 12 lat przytyłem ponad 90.
Zjechałem właśnie z trasy numer 4 w New Jersey, na Para-mus/River Edge. Przy zjeździe z autostrady uderzyła mnie pewna myśl, zupełnie jak porażenie prądem: „Moje ciało chce być grube i dopóki ten stan trwa, nie mogę w żaden sposób stracić na wadze". Skręciłem w najbliższą przecznicę i po prostu siedziałem w samochodzie.
Przez następne 20 minut w mojej głowie panowała pustka.
Przez 12 lat, kiedy to przybyło mi 90 kilo, próbowałem wszystkiego, co tylko się dało, aby schudnąć. Wypróbowałem każdą dietę pod słońcem - od niskotłuszczowych po niskocu-krowe? I wszystkie po drodze. Byłem zarówno w Instytucie Nathana Prinkinsa w Kalifornii, jak i u samego śp. doktora Atkinsa w Nowym Jorku.
U doktora Atkinsa wydałem ponad 3000 dolarów, a ostatecznie był on w stanie jedynie nakrzyczeć na mnie za to, że jestem taki gruby. Kilka innych małych fortun wydałem na wszelkie dostępne terapie holistyczne i alternatywne. Bez względu na to, co robiłem, moje ciało nadal tyło.
Każda dieta czy program, za które się brałem, wyglądały tak samo: zaczynało się od konieczności liczenia - kalorii, tłuszczów, węglowodanów, soli, czegoś tam jeszcze - oraz listy zakazów. Przestrzegałem wskazówek co do joty. Zazwyczaj najpierw szybko chudłem, ale później spadek masy ciała spowalniał. Aż w końcu waga stawała w miejscu. W tym momencie trwałem przy diecie już nie po to, aby schudnąć, ale by utrzymać wagę.
Przez cały ten czas mój apetyt na produkty, których nie wolno mi było jeść, wzrastał. Zniechęcony i przygnębiony, zbyt zmęczony walką z wilczym apetytem, zaczynałem w końcu się objadać. Kilogramy stracone w ciągu miesiąca wracały w kilka dni. Parę tygodni później ważyłem od 4 do 6 kilo więcej niż w chwili rozpoczęcia diety.
W odpowiedzi na wszystko, co robiłem, by stracić na wadze, moje ciało walczyło ze mną zębami i pazurami - i zawsze wygrywało. Po całych latach bicia głową w mur i odchudzania się na siłę musiałem przyznać w końcu, że dopóki moje ciało chce być grube, sytuacja jest beznadziejna.
Z chwilą, kiedy to do mnie dotarło, rzuciłem odchudzanie raz na zawsze. Postanowiłem, że zamiast zmuszać się do utraty wagi wbrew mojej woli, postaram się zrozumieć, dlaczego moje ciało w ogóle chce być grube.
Na poszukiwanie odpowiedzi ruszyłem, zagłębiając się godzinami w studiowanie wszelkich dostępnych materiałów z dziedziny biochemii, żywienia, neurobiologii i psychologii. W latach 80. uczyłem się w Szkole Biznesu Wartona przy Uniwersytecie Pensylwanii, gdzie bardzo zainteresowałem się biochemią i skończyłem szereg kursów z biologii. Przez rok u doktora Jose Rabinowitza w Szpitalu Weteranów w Filadel-
fii prowadziłem też badania nad syntezą cholesterolu. Wszystko to dało mi solidne podstawy do zrozumienia współczesnych badań nad otyłością.
Przekopywałem się przez 20 do 30 raportów badawczych dziennie, a po przeczytaniu kilkuset, jeśli nie kilku tysięcy z nich, stałem się już specjalistą w dziedzinie najnowszych badań nad chemią otyłości i odchudzania. Zająłem się także medytacją, hipnozą, programowaniem neurolingwistycznym, psycholingwistyką, terapią pola myśli, tai-chi, chi kung oraz badaniami nad świadomością. Wziąłem się nawet za fizykę kwantową. Byłem pewien, że odpowiedzi leżą gdzieś pomiędzy umysłem i ciałem.
Najintensywniej badałem jednak własne ciało. Przestałem postrzegać je jako wroga, który po prostu nie chce mnie słuchać; zrozumiałem, że to nie ono jest moim problemem, ale nieumiejętność posługiwania się nim. Od tamtego momentu zacząłem dokładnie go słuchać. Przestałem przestawiać je z kąta w kąt i zmuszać do postępowania wbrew jego woli. Zamiast tego stałem się jego uczniem.
A ponieważ byłem spragniony wiedzy, okazało się ono bardzo skutecznym nauczycielem. Nauczyło mnie, dlaczego chce być grube i co mam robić, aby zapragnęło być szczupłe.
Kiedy tylko zrozumiałem, że moje ciało ma powody, aby chcieć być grube, odrzuciłem diety. Po co być na diecie, skoro to nie rozwiąże problemu? Później odkryłem, że stosowanie diet nie tylko nie działa, ale jeszcze skłania ciało, które chce być grube do tego, że zechce być jeszcze grubsze.
Odpuszczenie sobie diet było najwspanialszą i najbardziej wyzwalającą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłem.
Nienawidziłem tego.
Nienawidziłem swojej obsesji jedzenia i traktowania każdej oznaki głodu jako bitwy, którą trzeba stoczyć. Nienawidziłem oceniania kolejnych dni pod kątem tego, czy byłem grzeczny: „O, to był dobry dzień!". Albo w kiepski dzień: „Okej, dzisiaj było źle, więc co mi tam. Chodźmy do sklepu wykupić wszystkie ciasta, ciastka, ciasteczka i wszystkie rodzaje lodów. Nie, czekolady nie! Ma za dużo kalorii. O, to jest beztłuszczowe -słoneczny waniliowy sorbet mleczny z bananami. A przy okazji można by też spróbować passiflory i brzoskwini. Aaa, co tam! Jak już to wszystko kupujemy, to może jeszcze lody o smaku ciastek czekoladowych z podwójną polewą, prawdziwe lody. Ale nie tylko te jedne, dzisiaj i tak już jest z głowy. A skoro już pozwoliłeś sobie na tyle, to spróbujmy jeszcze tego, na co od dawna też miałeś ochotę".
Dieta, a potem odpuszczanie sobie stało się moim stylem życia, ale po olśnieniu, jakiego doznałem, skończyłem z tym. Dałem sobie spokój i nie było już dobrych i złych dni; przestałem traktować każdy atak głodu jak bitwę. Jeśli zgłodniałem, jadłem, a jeśli nie byłem głodny - nie jadłem. Jeśli chciałem coś tam z podwójną polewą, to brałem sobie. Kęs, dwa, dziesięć albo wszystko, co było. Ponieważ przestałem liczyć kalorie, nie zależało mi; zdałem sobie sprawę, że mnóstwo ludzi nie oblicza tego, co jedzą. Nie przywiązują wagi do tego, co jedzą, a nigdy nie tyją. Nazywam tych ludzi „szczupłymi z natury".
Naturalnie szczupli nie trwają w patologicznych relacjach z jedzeniem. Nie mają dobrych ani złych dni. Nie mają zakazanych potraw. Jedzą, co chcą i kiedy chcą. Nie zadręczają się rozmyślaniem, co jest dla nich najlepsze. Po prostu nie zależy im. Jedzą, kiedy są głodni - koniec, kropka.
Zacząłem więc tak żyć. Zacząłem żyć tak jak osoba szczupła z natury, jedząc to, co chciałem, kiedy tylko chciałem; z jedną tylko różnicą - pilnowałem, aby jeść także takie potrawy, które zawierają składniki odżywcze potrzebne mojemu ciału, w formie strawnej i przyswajalnej.
Na początku miałem największą ochotę na te same pokarmy co wcześniej. Nadal pochłaniałem mnóstwo bezwartościowych rzeczy, co wynikało z faktu, że wcześniej tak długo ich sobie odmawiałem. Stopniowo zaczęło się to zmieniać, miałem ochotę na coraz mniejsze ilości - a także na znacznie zdrowsze potrawy Teraz jeżeli moje ciało czuje głód, to nie bez przyczyny. Szanuję to i nie oceniam. Po prostu słucham i staram się dostosować, jak tylko potrafię. Moje ciało upomina się o świeże owoce i urozmaicone kolorowe sałatki. Jedzenie, które kiedyś postrzegałem jako przymus i karę, teraz smakuje mi lepiej niż wszystko, co jadłem przez 15 lat obżarstwa i życia ponad stan w Nowym Jorku.
Całkowicie zmienił mi się smak. Większość z tego, na co dawniej miałem ochotę, nie było nawet prawdziwym pokarmem. Składało się tylko z cukru i syntetycznych aromatów. Pakowałem w swoje ciało puste kalorie i niewiele więcej. Tak naprawdę jednym z powodów nieustającego głodu był więc brak składników odżywczych.
Głodziłem swoje ciało. Nie mogło wykorzystać jedzenia, które przyjmowałem, więc było ono nieustannie niedożywione. I to niezależnie od tego, jak dużo zjadłem, bo w pokarmach, które dostawało, nie było składników odżywczych. Wyobraźcie sobie karmienie niemowlęcia samą oranżadą. Takie porównanie przychodzi mi do głowy na wspomnienie tamtego okresu mojego życia.
Niemowlę potrzebowało mleka matki, a ja dawałem mu coca-colę. Jaki więc miało wybór? Mogło jedynie ciągle płakać. Musiało coś robić. Musiało prosić o więcej tego, co mogłem mu dać, nie miało wyboru. Mimo że ważyłem 180 kilo, a dni, kiedy przyjmowałem ponad 5000 kalorii, zdarzały się często, pod względem odżywczym głodowałem.
Moje ciało trwało w stanie ciągłego niedożywienia mimo niewyczerpanych zasobów bezwartościowego pożywienia oraz zgromadzenia zapasu tłuszczu, który wystarczyłby na następne trzy życia.
Głodowało zresztą nie tylko moje ciało. Przymierałem głodem w każdym innym aspekcie. Głodowałem mentalnie, emocjonalnie i duchowo. Nie słuchałem głosu serca. Żyłem według pewnego przyjętego wzoru. Serce wskazywało mi zupełnie inny kierunek, a ja nie słuchałem. Wciąż broniłem się przed zmianami, do jakich mnie wzywało. W rezultacie z głodu umierała moja dusza - z głodu doświadczeń, których w tym życiu pragnęła.
Spędzałem czas, pracując w zamknięciu w Nowym Jorku, podczas gdy pragnąłem przebywać wśród czystej, dziewiczej przyrody. Tkwiłem w biurze na etacie 5 dni w tygodniu, przez ogromną większość dnia w świetle jarzeniówek, w zapachu wykładzin, w dźwięku tych samych dzwonków, pikania i sloganów reklamowych, które słyszałem codziennie przez 15 lat. Brakowało mi nie tylko witamin - brakowało mi życia. W głębi serca pragnąłem być gdzie indziej. Co jednak mogłem zrobić? Jako sprzedawca obligacji zarabiałem dwa lub nawet trzy razy więcej niż ktokolwiek inny, kim mógłbym zostać. A pieniędzy potrzebowałem na spłatę trzech kredytów pod hipotekę, dwóch samochodów w leasingu i trzynastu kart kredytowych, wykorzystanych prawie zupełnie. Byłem uwięziony w biurze, przykuty do zobowiązań tym, co w branży nazywaliśmy „złotymi kajdankami". Moje życie stało się więzieniem i nic nie zapowiadało wyjścia na wolność.
Kiedy zacząłem słuchać uważnie swojego ciała, w końcu usłyszałem także własne serce. Po raz pierwszy. Usłyszałem, jak mówi mi, że się duszę. Nie miałem jednak żadnego planu, więc mogłem jedynie słuchać go i marzyć.
Choć nie czułem w sobie odwagi ani siły, by zrobić coś ze swoim życiem, miało ono jednak diametralnie się zmienić.
W miesiąc po moim olśnieniu planowałem podróż do San Francisco na spotkanie biznesowe, które mogło się okazać jednym z najważniejszych w moim życiu. Chodziło o rozmowy z dużą firmą brokerską w sprawie zakupu przez nią spółki, którą zbudowałem. Był to dzień, który na zawsze mógł odmienić moje życie, a spotkanie miało moc spełnienia moich wszystkich marzeń.
Za każdym razem, kiedy leciałem do San Francisco, wybierałem bezpośredni lot z lotniska Newark. Tym razem mój partner postanowił jednak zaoszczędzić 150 dolarów i zarezerwował mi bilet na tańszy, lecz znacznie mniej dogodny lot, opuszczający nowojorskie lotnisko La Guardia po południu. Nie byłem specjalnie zachwycony perspektywą przebijania się 2 godziny przez korki, by dostać się do La Guardia, wydania 300 dolarów na parking oraz dwugodzinnego postoju w Cincinnati po to, by zaoszczędzić 150 dolarów. W innej sytuacji pewnie znalazłbym jakieś inne wyjście, ale coś mi podpowiadało, żebym sobie po prostu odpuścił. Tak też zrobiłem.
Koniec końców nigdzie nie poleciałem, bo lotnisko zamknięto. Był 11 września 2001. Nigdy nie dotarłem do San Francisco na to spotkanie służbowe, choć lot, którym pierwotnie chciałem polecieć, zdążył opuścić lotnisko. Był to Lot 93 United Airlines, który znajdował się już w powietrzu, kiedy pierwszy samolot uderzył w World Trade Center. Jego pasażerowie zdążyli o tym usłyszeć. Zdążyli zadzwonić z komórek do mężów i żon, powiedzieć im, jak wiele dla nich znaczą i że bardzo ich kochają, a później przejąć kontrolę nad sytuacją i zmusić porywaczy do rozbicia samolotu na polu w Pensylwanii. Nikt z nich nie przeżył.
Gdybym poleciał Lotem 93, pozostawiłbym za sobą moje 180-kilogramowe ciało po życiu spędzonym w biurze, pozbawione sił życiowych i więdnące w świetle jarzeniówek, zmuszone do słuchania ciągle tych samych dzwonków, pikania i sloganów reklamowych.
Taki byłby mój los, gdyby Boża Opatrzność nie dała mi drugiej szansy. Dwa tygodnie później przybyłem do biura, gotowy rozpocząć nowy dzień, z zamiarem wzięcia się z życiem za bary i maksymalnego wykorzystania wszystkiego, co ze sobą niesie. I dowiedziałem się, że moja firma upadła.
Firma brokerska, która zajmowała się naszą księgowością, splajtowała jako jedna z tych, które dotknął spadek giełdowy po 11 września. Z dnia na dzień stracili 80 milionów dolarów, przez co zostały zamrożone wszystkie aktywa nasze i naszych klientów. Przez trzy tygodnie nikt z klientów nie mógł wypłacić swoich pieniędzy z konta ani dokonywać transakcji. Pieniądze wycofali od razu, kiedy pojawiła się taka możliwość. I tak padł mój interes.
W okamgnieniu zniknęło wszystko: firma, którą tworzyłem z takim wysiłkiem, moje poświęcenia, zmagania i wyzwania, które podejmowałem. Ogłupiały usiadłem przy biurku. Nie miałem pojęcia, co robić, więc gapiłem się na monitor komputera. W końcu coś do mnie dotarło.
Znowu uratowano mi życie.
Nagle poczułem przemożne pragnienie spełnienia swoich marzeń, zrobiłem więc to, co podpowiadał mi głos z głębi serca. Kupiłem dwa bilety w jedną stronę do Australii Zachodniej, dla mojej żony i dla siebie. Marzyliśmy o tym od dawna i w końcu byłem gotów to marzenie spełnić, uzbrojony jedynie w wiarę i chęć słuchania głosu serca.
Tego wieczoru przyniosłem do domu dwie wiadomości dla żony. Jedną było to, że nie mam pracy, a drugą, że przenosimy się w najbliższym półroczu do Australii. Dwa tygodnie później to ona miała wieści dla mnie - spodziewaliśmy się naszego pierwszego dziecka.
Po upływie pół roku siedzieliśmy już w samolocie do Australii. Nie mieliśmy pojęcia, co będziemy robić przez resztę życia, i nie obchodziło nas to. Wierzyłem, że coś mnie prowadzi i idę właściwą drogą, póki słucham swego serca. Po dziś dzień słucham głosu serca i podążam właśnie za nim.
Transformacja ciała była dla mnie w bardzo dużym stopniu także transformacją całego mojego życia. Pojawiły się jednak także inne problemy, którymi musiałem się zająć. Żyłem w ogromnym stresie, a jak wyjaśnię później, niektóre rodzaje stresu potrafią zwabić ciało w pułapkę pragnienia bycia grubym, aktywując coś, co nazywam mechanizmami FAT. Cierpiałem na „otyłość na tle emocjonalnym", która występuje, kiedy dana osoba czuje się bezpieczniej, będąc grubą. Musiałem uporać się z wieloma problemami.
Poniżej omawiam wiele powodów, dla których nasze ciała mogą pragnąć tycia. Większość czytelników będzie musiała skupić się na 1-2 z nich. Trzeba po prostu je zrozumieć, a następnie nauczyć się sposobów ich eliminowania. Cały proces może okazać się bardzo prosty, a po lekturze tej książki będziesz dokładnie wiedzieć, co należy robić.
Na razie musisz jedynie zrozumieć, że jeśli masz ponad 5 kilogramów nadwagi, których w żaden sposób nie możesz się pozbyć, to znaczy, że twoje ciało ma swój powód, by utrzymywać tę dodatkową masę. Chce być grube i dopóki ten stan trwa, nie ma sensu z nim walczyć.
To twoje ciało rozdaje karty. Ono kontroluje apetyt. Jeżeli chce, może sprawić, że będziesz czuć niepohamowany głód niewłaściwych pokarmów w przesadnych ilościach. Ono kontroluje twój metabolizm, więc nawet jeśli uważasz, że potrafisz ograniczać ilość przyjmowanego jedzenia, to pamiętaj, że ono steruje spalaniem energii i gromadzeniem zapasów.[...]Pamiętam wyraźnie chwilę, która na zawsze odmieniła moje życie. Było to w sierpniu 2001 roku. Ważyłem prawie 186 kilogramów. Przez poprzednie 12 lat przytyłem ponad 90.
Zjechałem właśnie z trasy numer 4 w New Jersey, na Para-mus/River Edge. Przy zjeździe z autostrady uderzyła mnie pewna myśl, zupełnie jak porażenie prądem: „Moje ciało chce być grube i dopóki ten stan trwa, nie mogę w żaden sposób stracić na wadze". Skręciłem w najbliższą przecznicę i po prostu siedziałem w samochodzie.
Przez następne 20 minut w mojej głowie panowała pustka.
Przez 12 lat, kiedy to przybyło mi 90 kilo, próbowałem wszystkiego, co tylko się dało, aby schudnąć. Wypróbowałem każdą dietę pod słońcem - od niskotłuszczowych po niskocu-krowe? I wszystkie po drodze. Byłem zarówno w Instytucie Nathana Prinkinsa w Kalifornii, jak i u samego śp. doktora Atkinsa w Nowym Jorku.
U doktora Atkinsa wydałem ponad 3000 dolarów, a ostatecznie był on w stanie jedynie nakrzyczeć na mnie za to, że jestem taki gruby. Kilka innych małych fortun wydałem na wszelkie dostępne terapie holistyczne i alternatywne. Bez względu na to, co robiłem, moje ciało nadal tyło.
Każda dieta czy program, za które się brałem, wyglądały tak samo: zaczynało się od konieczności liczenia - kalorii, tłuszczów, węglowodanów, soli, czegoś tam jeszcze - oraz listy zakazów. Przestrzegałem wskazówek co do joty. Zazwyczaj najpierw szybko chudłem, ale później spadek masy ciała spowalniał. Aż w końcu waga stawała w miejscu. W tym momencie trwałem przy diecie już nie po to, aby schudnąć, ale by utrzymać wagę.
Przez cały ten czas mój apetyt na produkty, których nie wolno mi było jeść, wzrastał. Zniechęcony i przygnębiony, zbyt zmęczony walką z wilczym apetytem, zaczynałem w końcu się objadać. Kilogramy stracone w ciągu miesiąca wracały w kilka dni. Parę tygodni później ważyłem od 4 do 6 kilo więcej niż w chwili rozpoczęcia diety.
W odpowiedzi na wszystko, co robiłem, by stracić na wadze, moje ciało walczyło ze mną zębami i pazurami - i zawsze wygrywało. Po całych latach bicia głową w mur i odchudzania się na siłę musiałem przyznać w końcu, że dopóki moje ciało chce być grube, sytuacja jest beznadziejna.
Z chwilą, kiedy to do mnie dotarło, rzuciłem odchudzanie raz na zawsze. Postanowiłem, że zamiast zmuszać się do utraty wagi wbrew mojej woli, postaram się zrozumieć, dlaczego moje ciało w ogóle chce być grube.
Na poszukiwanie odpowiedzi ruszyłem, zagłębiając się godzinami w studiowanie wszelkich dostępnych materiałów z dziedziny biochemii, żywienia, neurobiologii i psychologii. W latach 80. uczyłem się w Szkole Biznesu Wartona przy Uniwersytecie Pensylwanii, gdzie bardzo zainteresowałem się biochemią i skończyłem szereg kursów z biologii. Przez rok u doktora Jose Rabinowitza w Szpitalu Weteranów w Filadel-
fii prowadziłem też badania nad syntezą cholesterolu. Wszystko to dało mi solidne podstawy do zrozumienia współczesnych badań nad otyłością.
Przekopywałem się przez 20 do 30 raportów badawczych dziennie, a po przeczytaniu kilkuset, jeśli nie kilku tysięcy z nich, stałem się już specjalistą w dziedzinie najnowszych badań nad chemią otyłości i odchudzania. Zająłem się także medytacją, hipnozą, programowaniem neurolingwistycznym, psycholingwistyką, terapią pola myśli, tai-chi, chi kung oraz badaniami nad świadomością. Wziąłem się nawet za fizykę kwantową. Byłem pewien, że odpowiedzi leżą gdzieś pomiędzy umysłem i ciałem.
Najintensywniej badałem jednak własne ciało. Przestałem postrzegać je jako wroga, który po prostu nie chce mnie słuchać; zrozumiałem, że to nie ono jest moim problemem, ale nieumiejętność posługiwania się nim. Od tamtego momentu zacząłem dokładnie go słuchać. Przestałem przestawiać je z kąta w kąt i zmuszać do postępowania wbrew jego woli. Zamiast tego stałem się jego uczniem.
A ponieważ byłem spragniony wiedzy, okazało się ono bardzo skutecznym nauczycielem. Nauczyło mnie, dlaczego chce być grube i co mam robić, aby zapragnęło być szczupłe.
Kiedy tylko zrozumiałem, że moje ciało ma powody, aby chcieć być grube, odrzuciłem diety. Po co być na diecie, skoro to nie rozwiąże problemu? Później odkryłem, że stosowanie diet nie tylko nie działa, ale jeszcze skłania ciało, które chce być grube do tego, że zechce być jeszcze grubsze.
Odpuszczenie sobie diet było najwspanialszą i najbardziej wyzwalającą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłem.
Nienawidziłem tego.
Nienawidziłem swojej obsesji jedzenia i traktowania każdej oznaki głodu jako bitwy, którą trzeba stoczyć. Nienawidziłem oceniania kolejnych dni pod kątem tego, czy byłem grzeczny: „O, to był dobry dzień!". Albo w kiepski dzień: „Okej, dzisiaj było źle, więc co mi tam. Chodźmy do sklepu wykupić wszystkie ciasta, ciastka, ciasteczka i wszystkie rodzaje lodów. Nie, czekolady nie! Ma za dużo kalorii. O, to jest beztłuszczowe -słoneczny waniliowy sorbet mleczny z bananami. A przy okazji można by też spróbować passiflory i brzoskwini. Aaa, co tam! Jak już to wszystko kupujemy, to może jeszcze lody o smaku ciastek czekoladowych z podwójną polewą, prawdziwe lody. Ale nie tylko te jedne, dzisiaj i tak już jest z głowy. A skoro już pozwoliłeś sobie na tyle, to spróbujmy jeszcze tego, na co od dawna też miałeś ochotę".
Dieta, a potem odpuszczanie sobie stało się moim stylem życia, ale po olśnieniu, jakiego doznałem, skończyłem z tym. Dałem sobie spokój i nie było już dobrych i złych dni; przestałem traktować każdy atak głodu jak bitwę. Jeśli zgłodniałem, jadłem, a jeśli nie byłem głodny - nie jadłem. Jeśli chciałem coś tam z podwójną polewą, to brałem sobie. Kęs, dwa, dziesięć albo wszystko, co było. Ponieważ przestałem liczyć kalorie, nie zależało mi; zdałem sobie sprawę, że mnóstwo ludzi nie oblicza tego, co jedzą. Nie przywiązują wagi do tego, co jedzą, a nigdy nie tyją. Nazywam tych ludzi „szczupłymi z natury".
Naturalnie szczupli nie trwają w patologicznych relacjach z jedzeniem. Nie mają dobrych ani złych dni. Nie mają zakazanych potraw. Jedzą, co chcą i kiedy chcą. Nie zadręczają się rozmyślaniem, co jest dla nich najlepsze. Po prostu nie zależy im. Jedzą, kiedy są głodni - koniec, kropka.
Zacząłem więc tak żyć. Zacząłem żyć tak jak osoba szczupła z natury, jedząc to, co chciałem, kiedy tylko chciałem; z jedną tylko różnicą - pilnowałem, aby jeść także takie potrawy, które zawierają składniki odżywcze potrzebne mojemu ciału, w formie strawnej i przyswajalnej.
Na początku miałem największą ochotę na te same pokarmy co wcześniej. Nadal pochłaniałem mnóstwo bezwartościowych rzeczy, co wynikało z faktu, że wcześniej tak długo ich sobie odmawiałem. Stopniowo zaczęło się to zmieniać, miałem ochotę na coraz mniejsze ilości - a także na znacznie zdrowsze potrawy Teraz jeżeli moje ciało czuje głód, to nie bez przyczyny. Szanuję to i nie oceniam. Po prostu słucham i staram się dostosować, jak tylko potrafię. Moje ciało upomina się o świeże owoce i urozmaicone kolorowe sałatki. Jedzenie, które kiedyś postrzegałem jako przymus i karę, teraz smakuje mi lepiej niż wszystko, co jadłem przez 15 lat obżarstwa i życia ponad stan w Nowym Jorku.
Całkowicie zmienił mi się smak. Większość z tego, na co dawniej miałem ochotę, nie było nawet prawdziwym pokarmem. Składało się tylko z cukru i syntetycznych aromatów. Pakowałem w swoje ciało puste kalorie i niewiele więcej. Tak naprawdę jednym z powodów nieustającego głodu był więc brak składników odżywczych.
Głodziłem swoje ciało. Nie mogło wykorzystać jedzenia, które przyjmowałem, więc było ono nieustannie niedożywione. I to niezależnie od tego, jak dużo zjadłem, bo w pokarmach, które dostawało, nie było składników odżywczych. Wyobraźcie sobie karmienie niemowlęcia samą oranżadą. Takie porównanie przychodzi mi do głowy na wspomnienie tamtego okresu mojego życia.
Niemowlę potrzebowało mleka matki, a ja dawałem mu coca-colę. Jaki więc miało wybór? Mogło jedynie ciągle płakać. Musiało coś robić. Musiało prosić o więcej tego, co mogłem mu dać, nie miało wyboru. Mimo że ważyłem 180 kilo, a dni, kiedy przyjmowałem ponad 5000 kalorii, zdarzały się często, pod względem odżywczym głodowałem.
Moje ciało trwało w stanie ciągłego niedożywienia mimo niewyczerpanych zasobów bezwartościowego pożywienia oraz zgromadzenia zapasu tłuszczu, który wystarczyłby na następne trzy życia.
Głodowało zresztą nie tylko moje ciało. Przymierałem głodem w każdym innym aspekcie. Głodowałem mentalnie, emocjonalnie i duchowo. Nie słuchałem głosu serca. Żyłem według pewnego przyjętego wzoru. Serce wskazywało mi zupełnie inny kierunek, a ja nie słuchałem. Wciąż broniłem się przed zmianami, do jakich mnie wzywało. W rezultacie z głodu umierała moja dusza - z głodu doświadczeń, których w tym życiu pragnęła.
Spędzałem czas, pracując w zamknięciu w Nowym Jorku, podczas gdy pragnąłem przebywać wśród czystej, dziewiczej przyrody. Tkwiłem w biurze na etacie 5 dni w tygodniu, przez ogromną większość dnia w świetle jarzeniówek, w zapachu wykładzin, w dźwięku tych samych dzwonków, pikania i sloganów reklamowych, które słyszałem codziennie przez 15 lat. Brakowało mi nie tylko witamin - brakowało mi życia. W głębi serca pragnąłem być gdzie indziej. Co jednak mogłem zrobić? Jako sprzedawca obligacji zarabiałem dwa lub nawet trzy razy więcej niż ktokolwiek inny, kim mógłbym zostać. A pieniędzy potrzebowałem na spłatę trzech kredytów pod hipotekę, dwóch samochodów w leasingu i trzynastu kart kredytowych, wykorzystanych prawie zupełnie. Byłem uwięziony w biurze, przykuty do zobowiązań tym, co w branży nazywaliśmy „złotymi kajdankami". Moje życie stało się więzieniem i nic nie zapowiadało wyjścia na wolność.
Kiedy zacząłem słuchać uważnie swojego ciała, w końcu usłyszałem także własne serce. Po raz pierwszy. Usłyszałem, jak mówi mi, że się duszę. Nie miałem jednak żadnego planu, więc mogłem jedynie słuchać go i marzyć.
Choć nie czułem w sobie odwagi ani siły, by zrobić coś ze swoim życiem, miało ono jednak diametralnie się zmienić.
W miesiąc po moim olśnieniu planowałem podróż do San Francisco na spotkanie biznesowe, które mogło się okazać jednym z najważniejszych w moim życiu. Chodziło o rozmowy z dużą firmą brokerską w sprawie zakupu przez nią spółki, którą zbudowałem. Był to dzień, który na zawsze mógł odmienić moje życie, a spotkanie miało moc spełnienia moich wszystkich marzeń.
Za każdym razem, kiedy leciałem do San Francisco, wybierałem bezpośredni lot z lotniska Newark. Tym razem mój partner postanowił jednak zaoszczędzić 150 dolarów i zarezerwował mi bilet na tańszy, lecz znacznie mniej dogodny lot, opuszczający nowojorskie lotnisko La Guardia po południu. Nie byłem specjalnie zachwycony perspektywą przebijania się 2 godziny przez korki, by dostać się do La Guardia, wydania 300 dolarów na parking oraz dwugodzinnego postoju w Cincinnati po to, by zaoszczędzić 150 dolarów. W innej sytuacji pewnie znalazłbym jakieś inne wyjście, ale coś mi podpowiadało, żebym sobie po prostu odpuścił. Tak też zrobiłem.
Koniec końców nigdzie nie poleciałem, bo lotnisko zamknięto. Był 11 września 2001. Nigdy nie dotarłem do San Francisco na to spotkanie służbowe, choć lot, którym pierwotnie chciałem polecieć, zdążył opuścić lotnisko. Był to Lot 93 United Airlines, który znajdował się już w powietrzu, kiedy pierwszy samolot uderzył w World Trade Center. Jego pasażerowie zdążyli o tym usłyszeć. Zdążyli zadzwonić z komórek do mężów i żon, powiedzieć im, jak wiele dla nich znaczą i że bardzo ich kochają, a później przejąć kontrolę nad sytuacją i zmusić porywaczy do rozbicia samolotu na polu w Pensylwanii. Nikt z nich nie przeżył.
Gdybym poleciał Lotem 93, pozostawiłbym za sobą moje 180-kilogramowe ciało po życiu spędzonym w biurze, pozbawione sił życiowych i więdnące w świetle jarzeniówek, zmuszone do słuchania ciągle tych samych dzwonków, pikania i sloganów reklamowych.
Taki byłby mój los, gdyby Boża Opatrzność nie dała mi drugiej szansy. Dwa tygodnie później przybyłem do biura, gotowy rozpocząć nowy dzień, z zamiarem wzięcia się z życiem za bary i maksymalnego wykorzystania wszystkiego, co ze sobą niesie. I dowiedziałem się, że moja firma upadła.
Firma brokerska, która zajmowała się naszą księgowością, splajtowała jako jedna z tych, które dotknął spadek giełdowy po 11 września. Z dnia na dzień stracili 80 milionów dolarów, przez co zostały zamrożone wszystkie aktywa nasze i naszych klientów. Przez trzy tygodnie nikt z klientów nie mógł wypłacić swoich pieniędzy z konta ani dokonywać transakcji. Pieniądze wycofali od razu, kiedy pojawiła się taka możliwość. I tak padł mój interes.
W okamgnieniu zniknęło wszystko: firma, którą tworzyłem z takim wysiłkiem, moje poświęcenia, zmagania i wyzwania, które podejmowałem. Ogłupiały usiadłem przy biurku. Nie miałem pojęcia, co robić, więc gapiłem się na monitor komputera. W końcu coś do mnie dotarło.
Znowu uratowano mi życie.
Nagle poczułem przemożne pragnienie spełnienia swoich marzeń, zrobiłem więc to, co podpowiadał mi głos z głębi serca. Kupiłem dwa bilety w jedną stronę do Australii Zachodniej, dla mojej żony i dla siebie. Marzyliśmy o tym od dawna i w końcu byłem gotów to marzenie spełnić, uzbrojony jedynie w wiarę i chęć słuchania głosu serca.
Tego wieczoru przyniosłem do domu dwie wiadomości dla żony. Jedną było to, że nie mam pracy, a drugą, że przenosimy się w najbliższym półroczu do Australii. Dwa tygodnie później to ona miała wieści dla mnie - spodziewaliśmy się naszego pierwszego dziecka.
Po upływie pół roku siedzieliśmy już w samolocie do Australii. Nie mieliśmy pojęcia, co będziemy robić przez resztę życia, i nie obchodziło nas to. Wierzyłem, że coś mnie prowadzi i idę właściwą drogą, póki słucham swego serca. Po dziś dzień słucham głosu serca i podążam właśnie za nim.
Transformacja ciała była dla mnie w bardzo dużym stopniu także transformacją całego mojego życia. Pojawiły się jednak także inne problemy, którymi musiałem się zająć. Żyłem w ogromnym stresie, a jak wyjaśnię później, niektóre rodzaje stresu potrafią zwabić ciało w pułapkę pragnienia bycia grubym, aktywując coś, co nazywam mechanizmami FAT. Cierpiałem na „otyłość na tle emocjonalnym", która występuje, kiedy dana osoba czuje się bezpieczniej, będąc grubą. Musiałem uporać się z wieloma problemami.
Poniżej omawiam wiele powodów, dla których nasze ciała mogą pragnąć tycia. Większość czytelników będzie musiała skupić się na 1-2 z nich. Trzeba po prostu je zrozumieć, a następnie nauczyć się sposobów ich eliminowania. Cały proces może okazać się bardzo prosty, a po lekturze tej książki będziesz dokładnie wiedzieć, co należy robić.
Na razie musisz jedynie zrozumieć, że jeśli masz ponad 5 kilogramów nadwagi, których w żaden sposób nie możesz się pozbyć, to znaczy, że twoje ciało ma swój powód, by utrzymywać tę dodatkową masę. Chce być grube i dopóki ten stan trwa, nie ma sensu z nim walczyć.
To twoje ciało rozdaje karty. Ono kontroluje apetyt. Jeżeli chce, może sprawić, że będziesz czuć niepohamowany głód niewłaściwych pokarmów w przesadnych ilościach. Ono kontroluje twój metabolizm, więc nawet jeśli uważasz, że potrafisz ograniczać ilość przyjmowanego jedzenia, to pamiętaj, że ono steruje spalaniem energii i gromadzeniem zapasów.[...]
Fragment wprowadzenia do książki
Spis Treści:
Część l ZASADY
ROZDZIAŁ i. Mechanizmy FAT - prawdziwa przyczyna tycia
ROZDZIAŁ 2. Prawo Jessiego
Część IISTRES PSYCHICZNY POWODUJĄCY DZIAŁANIE MECHANIZMóW FAT
ROZDZIAŁ 3. Mentalne przyczyny otyłości
ROZDZIAŁ 4. Otyłość na de emocjonalnym
ROZDZIAŁ 5. Eliminowanie niefizycznych przyczyn otyłości w trybie SMART
ROZDZIAŁ 6. Wykorzystanie pozytywnych emocji do wyłączenia mechanizmów FAT
ROZDZIAŁ 7. Tworzenie wymarzonego ciała
ROZDZIAŁ 8. Proste zastosowania zasad z części II
Część III Stres fizyczny uruchamiający mechanizm FAT
ROZDZIAŁ 9. Dlaczego diety są nieskuteczne?
ROZDZIAŁ 10. Podstawy
ROZDZIAŁ 11. Życiodajność - niezbędny niekaloryczny składnik diety
ROZDZIAŁ 12. Jedzenie się nie liczy, jeśli nie wchłaniają go twoje komórki
ROZDZIAŁ 13. Inne formy niedożywienia
ROZDZIAŁ 14. Tłuszcz a toksyny
ROZDZIAŁ 15. Proste zastosowania zasad z części III
Część IV DOBROCZYNNE SIŁY, DZIĘKI KTóRYM CIAŁO CHCE CHUDNĄĆ
ROZDZIAŁ 16. Dobroczynny stres
ROZDZIAŁ 17. Im się udało - metoda Gabriela w praktyce
Część V SPEŁNIANIE MARZEŃ
ROZDZIAŁ 18. Tworzenie idealnego ciała
ROZDZIAŁ 19. Jak szybko schudnę?
DODATEK Chemia mechanizmów FAT
Problematyka Płodowego Zespołu Alkoholowego (FAS) i zaburzeń pochodnych budzi coraz szersze zainteresowanie rodziców i opiekunów, pracowników socjalnych, pedagogów, psychologów i lekarzy. Znaczna grupa dzieci dotkniętych tym problemem jest wychowywana poza rodzinami pochodzenia, w rodzinach zastępczych, adopcyjnych i w domach dziecka. Rodzice często nie radzą sobie z wychowywaniem dziecka z FAS, popadając w różne problemy materialne i w uzależnienia, sprawiając ból dzieciom i sobie.
W szkole praca z uczniem z zaburzeniami poalkoholowymi jest procesem wiążącym się z nieustannym planowaniem i organizowaniem. Stosowane strategie muszą być poddawane ciągłej kontroli i analizie. Nauczyciel powinien znaleźć czas, by móc podkreślić i uwidocznić każdy sukces ucznia.
Dzieci z FAS potrzebują naszej życzliwości, troski i uwagi. Za piętrzące się trudności odpowiedzialne jest przede wszystkim uszkodzenie mózgu. Nie szukajmy winy pośród rodziców, uczniów, instytucji. Obserwujmy, myślmy, dyskutujmy i działajmy.
Oddana do rąk Czytelników książka jest zbiorem artykułów o charakterze refleksji teoretycznej i doniesień z badań. Ich tematyka koncentruje się wokół zaburzeń w zachowaniu dzieci i młodzieży w kontekście ich uwarunkowań oraz działań zmierzających do ich zapobiegania i ograniczenia.
[?]Wiedza ta może wydatnie pomóc w podejmowaniu trafnych decyzji w sprawie działań pomocowych ukierunkowanych na poprawę sytuacji opiekuńczo-wychowawczej i społecznej uczniów nieradzących sobie z wyzwaniami stawianymi przez współczesną szkołę [?]
Fragment recenzji.
Uzależnienie i łaska to najnowsze osiągnięcie współczesnej psychologii i psychologii uzależnień. Książka ta proponuje inspirującą i pełną nadziei wizję dla wszystkich, którzy chcą zgłębić tajemnice tego, kim są naprawdę.Miłość Duchowość Uwolnienie
Uzależnienie i łaska to najnowsze osiągnięcie współczesnej psychologii i psychologii uzależnień. Książka ta proponuje inspirującą i pełną nadziei wizję dla wszystkich, którzy chcą zgłębić tajemnice tego, kim są naprawdę.
Uzależnienie i łaska jest subtelną, dojrzałą i mądrą refleksją na temat uzależnień, a zarazem pełnym wrażliwości i nadziei przewodnikiem pomagającym człowiekowi otworzyć się na działanie łaski i wypełnienie nią zamiast uzależnieniem do własnej pustki.
Uzależnienie i łask, - fragment
Pragnienie: uzależnienie a wolność człowieka
Po dwudziestu latach wsłuchiwania się w tęsknoty ludzkich serc nie mam wątpliwości, że wszyscy przynosimy ze sobą na świat pragnienie Boga. Niezależnie od tego, czy ktoś jest religijny, czy nie, pragnienie to jest najgłębszą tęsknotą i najdrogocenniejszym skarbem każdego człowieka. Nadaje ono sens i znaczenie ludzkiemu istnieniu. Niektórzy pragnienie to tłumią, chowając je pod tyloma rozmaitymi zainteresowaniami, że przestają je dostrzegać. Możemy więc być zupełnie nieświadomi tego pragnienia. Możemy też przeżywać je w innej formie niż szukanie Boga — jako tęsknotę za pełnią, dopełnieniem, spełnieniem. Jakkolwiek byśmy je opisywali, jest to zawsze tęsknota za miłością. Jest to głód miłości, pragnienie bycia kochanym i zbliżenia do źródła miłości. Tęsknota ta jest istotą ludzkiego ducha; jest źródłem naszych najgłębszych nadziei i najszlachetniejszych marzeń.
Współczesna teologia określa to pragnienie jako dar od Boga. W swej szczodrobliwości Bóg stwarza ludzi, zasiewając jednocześnie ziarno tego pragnienia. Potem, w drodze przez życie, Bóg podsyca to pragnienie, kierując nas ku spełnieniu dwóch głównych przykazań: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, a swego bliźniego jak siebie samego". Gdybyśmy mogli nazwać naszą tęsknotę za miłością prawdziwym skarbem naszych serc, bylibyśmy zdolni, z Bożą łaską, żyć wedle tych przykazań.
Coś nam jednak przeszkadza. Nie tylko nie jesteśmy zdolni do ich wypełniania, ale często wręcz nie uświadamiamy sobie naszego pragnienia, aby do tego dążyć. Owa tęsknota, zajmująca główne miejsce w naszych sercach, raz po raz umyka naszej uwagi, a całą jej energię pochłaniają siły zupełnie nie związane z miłością. Nasze pragnienia zostają usidlone i dajemy się porywać przez inne rzeczy, których naprawdę wcale nie chcemy. Są chwile, kiedy każdy z nas z łatwością utożsamia się ze słowami Apostoła Pawła: „Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego co chcę, ale to, czego nienawidzę (...) Bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać — nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę".
W słowach tych Paweł mówi o grzechu. W sensie teologicznym grzech jest tym, co odwraca nas od miłości — od miłości do samych siebie, od miłości bliźniego i od miłości Boga. Patrząc na ten problem psychologicznie, dostrzegamy dwie siły, które są za to odpowiedzialne: tłumienie i uzależnienie. I jedna, i druga przysparza nam wszystkim wiele cierpienia, przy czym znacznie łagodniejszą z tych dwóch jest tłumienie.
Tłumienie
Tłumienie polega na wypychaniu określonych pragnień czy przeżyć z pola naszej świadomości. Często tłumimy pragnienie miłości, ponieważ naraża nas ona na możliwość zranienia. Słowo pasja — namiętność — używane do określenia silnego pragnienia miłosnego, pochodzi od łacińskiego passus — „cierpiał". Wszyscy wiemy, że oprócz radości, miłość może przynieść cierpienie. Staje się tak, gdy ktoś naszą miłość odtrąci; tłumimy wtedy całkowicie pragnienie miłości i może nam zająć bardzo wiele czasu, zanim znów staniemy się zdolni kogoś pokochać. To normalna ludzka reakcja; tłumimy pragnienia, gdy powodują silny ból. Nie powinno więc nikogo zaskoczyć, że podobnie się dzieje z owym najgłębszym pragnieniem Boga. Bóg nie zawsze objawia się w najprzyjemniejszy sposób, tak jakbyśmy tego chcieli, toteż nic dziwnego, że pragnienie Boga również niekiedy tłumimy.
Gdy jakieś pragnienie tłumimy, staramy się je usuwać z naszego pola widzenia. Zaczynamy zajmować się innymi rzeczami — bardziej bezpiecznymi. W psychologii nazywa się to przesunięciem lub przeniesieniem. Nic jednak, co usiłujemy stłumić, nie przestaje przez to istnieć. Pozostaje w nas, krążąc nieustannie po obrzeżach naszej świadomości. Raz po raz daje o sobie znać, jakby pytając: „Pamiętasz mnie?" I gdy tylko gotowi jesteśmy na nowo do niego powrócić, zjawia się w zasięgu naszej uwagi, jakby czekało na naszą gotowość. Tłumienie, mimo swej złowróżbnej reputacji, ma dość elastyczny charakter. Można sobie z nim poradzić. Z uzależnieniem jest inaczej; jest to druga siła, która odwraca nas od miłości — z tym, że ta jest o wiele groźniejsza. Uzależnienie i łaska Spis Treści
Do Czytelnika polskiego
Przedmowa
Rozdział pierwszy
Pragnienie: uzależnienie a wolność człowieka
Rozdzial drugi
Doświadczenie: cechy uzależnienia
Rozdzial trzeci
Umysł: psychiczna natura uzależnienia
Rozdzial czwarty
Ciało: neurobiologiczna natura uzależnienia
Rozdzial piąty
Duch: teologiczna natura uzależnienia
Rozdzial szósty
Łaska: atrybuty miłosierdzia
Rozdzial siódmy
Umocnienie: łaska i wola w pokonywaniu uzależnienia
Rozdzial ósmy
Powrót do siebie: zdolność rozróżniania i życie uświęcone
Przypisy
Pierwsza tajemnica zrzucenia zbędnych kilogramów brzmi: Przestań się odchudzać! Badania wskazują, że osoby, które są na diecie, mają gorsze samopoczucie, gorzej znoszą ćwiczenia fizyczne, a w rezultacie trudniej osiągają wymarzoną wagę, niż osoby prowadzące zdrowy tryb życia.Iskra, 4-stopniowy plan utraty wagi
Pierwsza tajemnica zrzucenia zbędnych kilogramów brzmi: Przestań się odchudzać! Badania wskazują, że osoby, które są na diecie, mają gorsze samopoczucie, gorzej znoszą ćwiczenia fizyczne, a w rezultacie trudniej osiągają wymarzoną wagę, niż osoby prowadzące zdrowy tryb życia. Dlatego zamiast odchudzania lepiej zmienić nawyki żywieniowe i styl życia.
Takie sposoby propaguje Chris Downie - założyciel i dyrektor portalu internetowego SparkPeople.com (Ludzie Iskry) skupiającego ludzi pragnących zrzucić zbędne kilogramy, bo nic nie działa tak motywująco, jak przynależności do grupy osób, które w danym momencie mają jednakowy cel. Okazuje się, że podczas procesu osiągania satysfakcjonującej wagi, wszyscy mają podobne problemy i natrafiają na takie same trudności.
Książka opisuje przełomowy program, który koncentruje się na tym, co możesz zrobić, zamiast tego, czego nie możesz robić, podczas zmiany trybu życia. To 4-stopniowy plan zawierający skuteczne metody odżywiania i zestawy ćwiczeń fizycznych skonsultowane medycznie. Dzięki książce poznasz niezwykle motywujące historie osób, które zrzuciły od 1 do 90 kilogramów oraz ich zdjęcia "przed" i "po" metamorfozie. Publikacja prezentuje także 27 sekretów sukcesu, które ułatwią Ci realizowanie życiowych celów, nie tylko tych związanych z rzucaniem zbędnych kilogramów.
Książka nie jest kolejną publikacją o diecie, to przewodnik do zdrowszego życia, którego "skutkiem ubocznym" będzie utrata wagi. Niech iskra, która pomogła milionom, także w Tobie rozpali zapał do osiągania celów.
Jesteśmy świadkami rewolucji - powstania ruchu społecznego liczącego miliony ludzi odkrywających nowe podejście oraz sposób myślenia na temat wagi ciała> zdrowia i życia. Realizują oni sprawdzony program, zwiększający pewność siebie, wspierający rozwój osobisty oraz służący utracie wagi. Program ten przynosi wspaniałe korzyści, takie jak większe poczucie szczęścia, większy poziom energii, lepsze zdrowie, pragnienie i umiejętność osiągania nowych celów oraz częstsze nawiązywanie kontaktu z innymi ludźmi.
Stare metody odchudzania się są po prostu nieskuteczne. Skomplikowane zalecenia dietetyczne, surowe zasady oraz koncentracja na ograniczeniu ilości jedzenia prowadzą do porażki - wielu odchudzających się doświadczyło jej w postaci efektu jo-jo. SparkPeople proponuje prawdziwą przemianę. Dzięki temu możesz naprawdę zacząć żyć lepiej, dokonywać zdrowszych wyborów, czuć się świetnie, schudnąć oraz utrzymać optymalną wagę ciała.
Liczba naszych członków rośnie w zaskakującym tempie. Każdego miesiąca serwis SparkPeople odwiedza ponad cztery miliony ludzi. Ich doświadczenia są tak fascynujące, że opowiadają o nich innym ludziom, polecając ten program przyjaciołom i rodzinie. Co miesiąc 175 tysięcy nowych członków dołącza do SparkPeople - co daje sześć tysięcy członków dziennie lub czworo na minutę.
Podstawą programu jest efektywne połączenie zdrowego odżywiania się i sprawności fizycznej z technikami służącymi osiąganiu celów. Prawdziwa moc tego systemu tkwi jednak w przebudzeniu naszej własnej wewnętrznej magii - elementów tajemnej formuły, która umożliwia osiągnięcie osobistych głębokich celów z radością i satysfakcją. Nasz program emanuje entuzjazmem naszego zespołu oraz świadomością, że ludzie czerpią energię nie tylko z pożywienia, ale także z kontaktu ze sobą nawzajem. Stworzyliśmy system, który promuje więzi międzyludzkie -wzajemne wsparcie i poczucie przynależności służące ciału i duchowi. Aby zrozumieć, dlaczego Program SparkPeople jest tak skuteczny i dlaczego książka ta ma tak potężny wpływ, przyjrzyjmy się królestwu zwierząt. Trenerzy słoni przywiązują małe słoniątko grubą liną do pala wbitego w ziemie, aby ograniczyć jego ruchy. Lina przytrzymuje zwierze za każdym razem, gdy próbuje uciec, wiec ma ono poczucie, że nie jest wystarczająco silne, by wyzwolić się z niewoli. W miarę jak słoń rośnie, trenerzy wzmacniają ograniczenia ustanowione przez linę. Dorosły słoń jest ogromny, waży kilka ton i ma ogromną siłę. Ale możesz przywiązać go na cienkiej linie, a zwierze nie będzie nawet próbowało uciec. Przyzwyczaiło się do ograniczeń i nie jest świadome tego, że dysponuje siłą potrzebną do wyzwolenia się.
Wszyscy przyzwyczailiśmy się do ograniczonego postrzegania własnej mocy przemiany swojego życia. Podążamy przez życie przywiązani własnymi, niewidzialnymi linami, które uniemożliwiają nam bycie naprawdę sobą. Pozostające w niewoli słonie biernie poddają się ograniczeniom, ale my możemy spełniać swoje marzenia. Możemy wyswobodzić się z własnych ograniczeń, przełamać się i wkroczyć w obszar ogromnego potencjału. Możemy rozpalić ogień z tlącej się w nas iskry i zacząć przejawiać swoje prawdziwe, najlepsze ja. Wiem o tym, ponieważ sam to osiągnąłem, podobnie jak miliony innych ludzi.
Szokująca relacja piętnastoletniej narkomanki z Berlina Zachodniego.
Jako dwunastoletnia dziewczynka zaczęła palić haszysz, mając trzynaście lat sięgnęła po heroinę.
101 rzeczy lepszych od diety, czyli jak schudnąć bez odchudzania?Poradnik, który wyzwoli cię z tyranii diet... i odchudzi o kilka kilogramów!,,To świetny, pełen poczucia humoru poradnik z pogranicza dietetyki i mody, napisany z myślą o kobietach, które chcą zmienić swój wygląd. Myślę, że dla czytelniczek, oprócz oczywiście rad dietetycznych, ciekawe będą proponowane przez autorkę triki, które pomogą dobrze wyglądać każdej z nas. Co ważne, bez nadmiernych wyrzeczeń.""- Anna Guzik, aktorka,,Wspaniała lektura dla wszystkich, którzy mają już dość życia o liściu sałaty i grejpfrucie!""- F. Wells, Amazon.co.uk
Niezwykłe wyznania księży alkoholików
Zakrapiane wizyty duszpasterskie u gościnnych parafian, jazda samochodem po kieliszku, a nawet msze święte sprawowane „pod wpływem”. Potem kolejne odwyki, kolejne przenosiny na inną parafię. Wyznania księży alkoholików to wstrząsające historie o wstydliwie skrywanych sekretach wielu polskich parafii: odważne świadectwa upadków, nadziei, powstawania i ciągłej walki - już do końca życia.
Alkoholizm księży to temat tabu w polskim Kościele. Po kilku latach od wydania książki Porzucone sutanny. Opowieści byłych księży Wydawnictwo Znak zapełnia kolejną białą plamę, podejmując tematykę niezwykle trudną, ale też bardzo ważną. Autor porusza temat bardzo kontrowersyjny, czyni to jednak w sposób wyważony i uczciwy.
Barki, plecy i krzyż - całość czynnościowa
Bóle krzyża - główne przyczyny oraz obraz chorobowy
Uszkodzenia kręgów i krążków międzykręgowych
Schorzenia poza kręgosłupem
Psychiczne przyczyny bólów kręgosłupa
Leczenie podstawowe przewlekłych chorób kręgosłupa
Łagodzenie bólu bez stosowania chemii
Terapia metodą Alta-Major
Terapia żywieniowa św. Hildegardy to całościowy program, kierowany do pacjentów cierpiących na najbardziej zróżnicowane dolegliwości i choroby.Terapia żywieniowa św. Hildegardy z Bingen
Przepisy, lekarstwa, diety
Terapia żywieniowa św. Hildegardy to całościowy program, kierowany do pacjentów cierpiących na najbardziej zróżnicowane dolegliwości i choroby. Rady świętej uzdrowicielki z Bingen, opracowane współcześnie przez lekarzy różnych specjalności, to alternatywa dla wszystkich tych, którzy chcieliby żyć zdrowo, rezygnując z tabletek przeciwbólowych, antybiotyków i innych środków, które obok działania leczniczego wywierają niszczący wpływ na naturalną równowagę organizmu. Terapia przez odżywianie pozwala zachować dobre zdrowie, wykorzystując substancje lecznicze zawarte w dostępnych na co dzień produktach spożywczych. To łatwa w zastosowaniu, przyjemna, a przede wszystkim skuteczna recepta na zdrowe życie!
W książce znajdziecie:
opis działania środków leczniczych stosowanych w medycynie Hildegardy
wskazówki dietetyczne
przepisy na domowe środki lecznicze
podstawowe zasady zdrowego życia, które w połączeniu z dietą składają na program zdrowego życia ze św. Hildegardą
Książka ta jest obszernym podsumowaniem wszystkich sposobów odżywiania opisanych przez Hildegarde z Bingen oraz poradnikiem ukazującym wspaniałe możliwości odzyskiwania i pielęgnowania zdrowia dzięki zastosowaniu prostej i smacznej diety. Tym samym w medycynie zaczyna się nowa era, w której zainteresowanie skupia się na artykułach spożywczych traktowanych jako lekarstwa mogące radykalniej niż kiedykolwiek wcześniej zapobiegać chorobom i przywracać zdrowie.
Pod wieloma względami to nie przypadek, że kuchnia Hildegardy jest prosta, zdrowa i wciąż atrakcyjna dla kolejnych pokoleń. Dieta zapewniająca zdrowie musi nie tylko gwarantować dobry smak, lecz także stanowić orzeźwienie dla duszy i ciała. Oprócz przeszło trzystu przepisów oraz osiemnastu kuracji i diet w niniejszej książce znajdziecie informacje na temat duchowego wymiaru spożywanych przez nas artykułów i ich uzdrawiających sił oraz delikatnych materii, które Hildegarda określa mianem subtelności. Jako pierwsza i jedyna opisała uzdrawiające siły drzemiące w ziołach i przyprawach pochodzących z całego świata, opierając się przy tym na swoich wizjach. Dzięki tej wiedzy mogliśmy udowodnić na podstawie osiemnastu diet, że uzdrawianie za pomocą artykułów spożywczych jest realne. Tysiące osób zdrowych i chorych osobiście doświadczyło i doceniło zalety Hildegardowej diety podczas pobytu w domu uzdrowiskowym, prowadzonym według wskazań świętej z Bingen. Przedstawione tu propozycje śniadań, obiadów i kolacji są przepisami na kluski, makarony, chleb, ciasta, wegetariańskie pasty kanapkowe, zupy i sałatki z dodatkiem orkiszu. Uzdrawiające potrawy mięsne z Hildegardowej kuchni mogą trwale i zasadniczo zmienić Wasz stan zdrowia i Wasze życie.
Najnowsze wyniki badań, zwłaszcza te dotychczas najobszerniejsze, dotyczące profilaktyki raka i odżywiania „Food, Nutricion and the Prevention ofCancer, a Global Perspective", przeprowadzone przez znanych na całym świecie naukowców z ośmiu krajów i czterech kontynentów, potwierdzają to, co Hildegarda opisała już osiemset pięćdziesiąt lat temu.
Wykorzystaj 120 programów treningowych, aby pozbyć się nadmiaru tłuszczu, ujędrnić ciało i cieszyć się doskonałym wyglądem. Dowiedz się, jak zagospodarować każdą wolną chwilę, aby poprawić sprawność fizyczną i utrzymać ją, nie płacąc ani grosza. Domowy fitness. Zapomnij o siłowni - Wykorzystaj 120 programów treningowych, aby pozbyć się nadmiaru tłuszczu, ujędrnić ciało i cieszyć się doskonałym wyglądem - Dowiedz się, jak zagospodarować każdą wolną chwilę, aby poprawić sprawność fizyczną i utrzymać ją, nie płacąc ani grosza - Zapoznaj się z przedstawionymi krok po krok ćwiczeniami służącymi kształtowaniu różnych partii ciała Dbaj za darmo o kondycję i pożegnaj się z siłownią
Złe miłego następstwa ? kac, kociokwik, katzenjammer, glątwa ? zjawisko ośmieszane w literaturze, lekceważone przez encyklopedystów nie zasłużyło sobie na poważne potraktowanie także przez medycynę.
O kacu naukowcy piszą rzadko i raczej niechętnie, nie prowadzi się też badań klinicznych umożliwiających opracowanie skutecznych leków, wypada więc sięgnąć po stare, sprawdzone sposoby walki z nim.
Za przestrzeganie wprowadzonego w 2010 roku zakazu palenia w miejscach publicznych odpowiada wiele podmiotów - zarówno publicznych, jak i prywatnych. Ich obowiązki związane są z informowaniem o nowych przepisach, przestrzeganiem zakazu palenia oraz ewentualnym udostępnieniem miejsc, w których palenie byłoby dozwolone. Stąd pojawiła się potrzeba wskazania podstawowych zadań wynikających z wprowadzenia ustawy antynikotynowej, spoczywających na jednostkach samorządu terytorialnego, ich jednostkach organizacyjnych oraz na prywatnych przedsiębiorcach i dystrybutorach wyrobów tytoniowych.
Nowojorski kardiolog i lider w dziedzinie medycyny integracyjnej, doktor Alejandro Junger, dokonuje ważnego przełomu w dziedzinie medycyny.Przełomowy program, dzięki któremu twoje ciało odzyska naturalną zdolność do samouzdrawiania
Kto z nas może uczciwie powiedzieć, że nigdy nie zmagał się z choćby jednym z poniższych problemów:
• Coroczne przeziębienia i infekcje wirusowe.
• Alergie albo katar sienny.
• Zbędne kilogramy, których nie sposób się pozbyć.
• Źle przespane noce.
• Nawracające problemy trawienne, zaparcia albo zespół jelita drażliwego.
• Swędzenie skóry, trądzik albo inne niepokojące objawy skórne.
• Depresja, niepokój, częste uczucie zmęczenia.
Jeżeli zdarzyło ci się zwrócić z którymkolwiek z tych problemów do lekarza, prawdopodobnie zalecono ci przyjmowanie tabletek, miejscowe stosowanie maści, zastrzyki albo nawet zabieg chirurgiczny. Tego typu terapie koncentrują się na objawach, nie prowadzą natomiast do usunięcia przyczyny problemu. Nazbyt często lekarze traktują te typowe dolegliwości jako nieunikniony koszt współczesnego życia.
Nowojorski kardiolog i lider w dziedzinie medycyny integracyjnej, doktor Alejandro Junger, dokonuje ważnego przełomu w dziedzinie medycyny. Jego zdaniem większość wspomnianych powyżej dolegliwości stanowi bezpośredni skutek gromadzenia się w organizmie człowieka toksycznych związków, z którymi stykamy się w toku naszego codziennego życia. Poziom zatrucia i obciążenie dla organizmu rośnie, a my nie nadążamy z przystosowywaniem się do nowych wyzwań. Toksyny są wszędzie. Na szczęście Clean przedstawia nam rozwiązanie.
Clean to program reaktywujący i wspierający nasz naturalny system detoksykacji. Realizację tego programu można bez problemu pogodzić z wymaganiami współczesnego zabieganego życia. Rezultaty są wspaniałe: irytujące problemy zdrowotne nagle ustępują, zbędne kilogramy znikają, a my po raz pierwszy w życiu doświadczamy, co to znaczy naprawdę czuć się zdrowo.
Zastosuj program Clean i odzyskaj młodość, witalność i zdrowie!
Alejandro Junger, M.D., specjalista medycyny wewnętrznej i kardiologii, odebrał wykształcenie i obecnie praktykuje w Nowym Jorku. Po zakończeniu szkolenia medycznego zdobywał w Indiach wiedzę z zakresu medycyny Wschodu. Był dyrektorem medycznym We Care Holistic Health Center w Palm Springs, słynnego na całym świecie ośrodka organizującego posty, oczyszczanie i detoksykację. Obecnie prowadzi prywatną praktykę w renomowanym Eleven Eleven Wellness Center i pełni funkcję dyrektora ds. medycyny integracyjnej w Lenox Hill Hospital w Nowym Jorku.
Clean to arcydzieło na temat uzdrawiania. Doktor Junger pokazuje, że nie musimy już cierpieć, zmagać się z uczuciem zmęczenia i chorobami, że możemy wygrzebać się z bagna współczesnego życia. Twoje ciało należy do ciebie, zadbaj o nie.
– Mark Hyman, M.D., autor książki The UltraMind Solution
W swojej książce Clean doktor Junger wyjaśnia, jak wielka siła może tkwić w codziennym dążeniu do najlepszego zdrowia, najbardziej pozytywnego doświadczenia i najpełniejszego piękna, jakie tylko jest dla nas osiągalne.
– Donna Karan
Czy czujesz czasami, że tracisz kontrolę nad swoim życiem i wyborami, jakie podejmujesz? Dostrzegasz, że jest Ci coraz trudniej zrezygnować z rzeczy, które niekoniecznie są dla Ciebie dobre? A może nie wyobrażasz już sobie wieczora bez rozluźniającego drinka?Kontroluj alkohol zanim on zacznie kontrolować Ciebie
Czy czujesz czasami, że tracisz kontrolę nad swoim życiem i wyborami, jakie podejmujesz? Dostrzegasz, że jest Ci coraz trudniej zrezygnować z rzeczy, które niekoniecznie są dla Ciebie dobre? A może nie wyobrażasz już sobie wieczora bez rozluźniającego drinka?
Życie jest zbyt krótkie, by pozwalać używkom na odbieranie nam kontroli nad nim. Poznaj unikalny system odzyskiwania władzy nad swoimi wyborami opierający się na trzech technikach łączących ciało i umysł - NLP, EFT i TFT. Pozwolą one na podejmowanie w pełni świadomych wyborów i unikanie uzależnień - nie tylko od alkoholu.
Wystarczy, że opukasz palcami kilka istotnych punktów na swoim ciele, a zakodujesz sobie limit spożycia alkoholu na dany wieczór. Twoja podświadomość uchroni Cię przed sięgnięciem po kolejne piwo, a Ty nie będziesz nawet odczuwał takiej potrzeby. Autor ukazuje także korzyści z ograniczania alkoholu, o których nie miałeś dotychczas pojęcia. Wszystkie one przedstawione są w formie inspirujących historii ludzi, którzy już zwyciężyli ze swoimi uzależnieniami.
Poznasz także metody radzenia sobie ze stresem, bólem, traumami, gniewem i depresją za pomocą pobudzania punktów meridianowych w ciele. Czytelne ilustracje ułatwią skorzystanie z każdego z nich. Już nie musisz się wstydzić picia. Od teraz będzie to dla Ciebie w pełni kontrolowane i pozytywne doświadczenie.
Pozytywne picie
Spis treści:
Podziękowania
Dla kogo jest ta książka?
Czy jesteś uzależniony?
1. Totalna kontrola „na puknięcie"
2. Jekyll i Hyde
3. Mieć mocno w czubie
4. Stan, do którego dążysz
5. Ciśnienie na skraju pomostu
6. Wagi i miary
7. Nic na drogę
8. Słodkich snów
Przywrócenie kontroli!
Przyszłe lektury i teksty źródłowe
Dowody uznania
Dlaczego palimy? Co skłania nas do sięgnięcia po papierosa? Z czego bierze się siła naszego nałogu? Dlaczego palenie tak szybko uzależnia i jakie zmiany wywołuje w organizmie?
Nikotynizm coraz częściej uznawany jest za chorobę. Ciężką, ale uleczalną, Jednak żeby z nią walczyć, trzeba ją najpierw zrozumieć. Z naszej książki dowiesz się, jak skutecznie zerwać z nałogiem oraz odzyskać zdrowie i dobrą kondycję. Autorzy podpowiadają też, jak zachować zgrabną sylwetkę po kuracji antynikotynowej.
Zawarty w niej wielostopniowy program – introspekcja, kuracja odwykowa, stabilizacja i profilaktyka nawrotów – pomoże na stałe przejść na stronę niepalących.
Autorzy nie zapomnieli również o ryzyku powrotu do nałogu. Dowiemy się, jak postępować w sytuacjach, które wiążą się z największym ryzykiem nawrotów i w jaki sposób bronić się przed pokusą „dymka”.
ALKOHOLIK to autobiograficzna opowieść o piciu, uzależnieniu i wyzwoleniu; tragiczna historia nieodwzajemnionej i zdradzonej miłości, którą tylko życie mogło napisać.Autobiograficzna opowieść o życiu, piciu, uzależnieniu i wyzwoleniu
W alkoholu zakochałem się będąc mężczyzną trzydziestoletnim. Nie była to więc miłość od pierwszego wejrzenia. Jednak nie mam najmniejszej wątpliwości, że szukałem jej, w pewnym sensie, od wczesnego dzieciństwa.
Podczas wesela w Kanie Galilejskiej Jezus zamienił wodę w wino. Ja byłem lepszym magikiem. Całymi latami, z morderczą skutecznością, tysiące razy zamieniałem w alkohol prawie wszystko, bo przecież nie tylko dobra tak przyziemne, jak pieniądze, firmy, czy stanowiska, ale także szacunek, godność, zaufanie, a nawet miłość dziecka i własne sumienie. Cudotwórcą przestałem być 15 stycznia 1999.
Meszuge
ALKOHOLIK to autobiograficzna opowieść o piciu, uzależnieniu i wyzwoleniu; tragiczna historia nieodwzajemnionej i zdradzonej miłości, którą tylko życie mogło napisać.
Nazywają mnie Meszuge. Jestem alkoholikiem. W chwili obecnej alkohol nie stanowi problemu w moim życiu. Jeśli mówię coś takiego podczas mityngu AA, to zwykle znajdzie się ktoś, kto ironicznie spyta, po co w takim razie nadal tutaj przychodzę. Odpowiadam, że głównie po to, żeby znowu nie mieć problemu z alkoholem.
Może ciągle żyję niedaleko dna, ale jednak w takiej odległości, która zapewnia mi względne poczucie bezpieczeństwa, a nawet satysfakcjonujący komfort psychiczny. Wynosi ona dokładnie dwanaście kroków. Dwanaście Kroków Anonimowych Alkoholików.
Książka pomoże ci wyzwolić się z dyktatu diet, tabletek z kaloriami i wartościami odżywczymi oraz pozwoli skoncentrować się na prawidłowym odżywianiu.Książka pomoże ci wyzwolić się z dyktatu diet, tabletek z kaloriami i wartościami odżywczymi oraz pozwoli skoncentrować się na prawidłowym odżywianiu.
Pokaże ci też, że jedzenie i aktywność fizyczna są przyjemnością, gdy podchodzi się do nich w zdrowy sposób. Rozdziały teoretyczne uzupełniono przepisami na pyszne i pożywne dania, a także opisami ćwiczeń wytrzymałościowych, siłowych i rozciągających dla każdego.
Książka składa się z czterech części: Myśl, Odżywiaj się, Żyj oraz Jedz. Część 1. - Myśl— pokaże ci, jak zadawać sobie pytania, żeby zrozumieć, dlaczego, kiedy, co i jak powinnaś jeść oraz w jakiej ilości, a także jak zarządzać energią. Dzięki temu łatwiej będzie ci znaleźć sposób na osiągnięcie celu. Zbudujesz solidne podstawy świadomego kierowania życiem i wagą. Nauczysz się sposobów odżywiania ciała, umysłu, serca i duszy — bez odchudzania się. To, czego się dowiesz z tych rozdziałów, odróżnia właśnie tę książkę od innych poradników. Nie oznacza to jednak, że zdrowe odżywianie ł ruch nie są ważne dla zachowania zdrowia i witalności.
Część 2. - Odżywiaj się — została napisana z myślą o wszelkich możliwych stylach odżywiania. Wierzę, że wiedza na temat jedzenia powinna być narzędziem, a nie bronią. Każda decyzja będzie słuszna, jeżeli ma się na celu świadome żywienie. Może zabrzmiało to rewolucyjnie, ale przecież wiele diet opartych jest na restrykcjach albo zasadach o negatywnym przesłaniu: „im tłuściej, tym gorzej" lub „jeśli się objadasz, musisz ćwiczyć". Zapomnij o surowych i skomplikowanych regułach i poszerz swoją wiedzę dotyczącą odżywiania, by móc samodzielnie o sobie decydować.
Część 3. - Żyj — pokaże ci, w jaki sposób dopasować aktywność fizyczną do twojego stylu życia oraz styl życia do aktywności fizycznej. Jestem przekonana, że stopniowe wprowadzanie niewielkich zmian jest skuteczniejsze niż jednorazowe wywracanie wszystkiego do góry nogami. Drobne precyzyjne sugestie stanowią odejście od typowego nastawienia „wszystko albo nic". Mam nadzieję, że przynajmniej je wypróbujesz.
Część 4. — Jedz — zawiera przepisy na potrawy idealne dla całej rodziny. Mój mąż Owen jest profesjonalnym szefem kuchni. Naszą pasją jest gotowanie smacznych i zdrowych potraw. W części Odżywiaj się znajdziesz wiele odniesień do konkretnych przepisów. Wszystkie oznaczone są ikonką talerza - taką jak ta obok.
Warsztaty Am I Hungry? odbywają się na terenie całych Stanów Zjednoczonych i są prowadzone przez licencjonowanych doradców. Pracowaliśmy już z tysiącami słuchaczy. W książce Jedz to co kochasz kochaj to co jesz znajdują się ich historie - niektóre niepowtarzalne, inne z kolei bardzo do siebie podobne. Stanowią one ilustrację najistotniejszych idei, które chcę przekazać. Mam nadzieję, że przedstawione opowieści przekonają cię, że nie jesteś jedyną osobą z takimi zmartwieniami i że możesz swoje problemy pokonać.
Każdy rozdział otwiera opis moich doświadczeń. Na początku zdradzę ci, jak to się stało, że napisałam książkę Jedz to co kochasz kochaj to co jesz.
Tomek i jego mama to dwie strony barykady. Ona walczy o to, by przestał brać. On wciąż próbuje wyzwolić się od narkotyków, lecz ciągle powraca do nałogu.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?