Swym debiutanckim tomikiem autor wtrąca się w zwyczajowy tryb użycia języka, wytrąca – a zatem wyodrębnia z zastygłej całości – kolejne składniki rzeczywistości i języka, dzięki czemu my, czytelnicy, choć tracimy na chwilę bezpieczne modele interpretacji, możemy się tym odzyskanym przez poetę elementom przyjrzeć jak dzieci, od nowa. Nie jest to jednak skrajnie radykalny zamach na wszystko, raczej sokratejskie dziwienie się własnej niewiedzy. U Suchaneckiego praca rewolucji przebiega w sferze mikro (np. jako „cisza podczas łączenia wagonów w rękawicach”), filozoficzną wykładnię trzeba sobie perypatetycznie (bo nigdy patetycznie!) wychodzić, a błysk wizji zjawia się w tym, co przyziemne – poeta bowiem, po „mironowemu”, proponuje nam „leżeć widzenie”. Jeśli pragniesz medytować w niespokojnych składniach, ten debiut jest dla ciebie.
Książka kontynuuje - realizowaną już w trylogii ""Powinni się nie urodzić"" - strategię prowadzenia poetyckiego notatnika o sytuacjach granicznych i skrajnych w duchu ""Obrazów mimo wszystko"" Didi-Hubermana i ""Umarłych ze Spoon River"" Edgara Lee Mastersa. Kwiatkowski przenosi czytelników z terenu historii na obszar tragedii domowej i pytań o antynatalizm. W minimalistycznych tekstach można usłyszeć głosy ofiar eugeniki, projektu T4, tragicznych rozbitków ""Shoah"" Claude'a Lanzmanna.
Obszerny zbiór, w którym to, co banalne i zwyczajne, odsłania swą najdziwniejszą, niekiedy śmiertelną czy złowieszczą stronę. Wiersze składające się na tom powstawały głównie w rozjazdach między Warszawą a rezydencjami stypendialnymi, co pozwoliło autorowi spojrzeć również na własny kraj z dystansu, „spoza orbity”. Dehnel z kolekcjonerską pasją wyłuskuje z rzeczywistości drobiazgi i rupiecie, które za sprawą kunsztownej obróbki poetyckiej zyskują niespotykany polor. Czytelnik co chwila dzieli z poetą uczucie dziwności – zwłaszcza wtedy, gdy w opisanym kawałku świata, jak w urokliwej „zabawce Kurfürsta”, zacina się mechanizm, a na wierzch wychodzą zagadkowe układanki z piszczeli i czaszek.
Zbiór blisko pięćdziesięciu wierszy jednej z najwybitniejszych, a zarazem najbardziej tajemniczych poetek światowej literatury.Za wybór i przekład odpowiedzialny jest śląski eseista i tłumacz Tadeusz Sławek. Dzięki jego tłumaczeniu pozornie nieskomplikowane, kunsztowne utwory XIX-wiecznej poetki zadziwiają swą nowoczesnością oraz intelektualną głębią, która ujawnia się w specyficznie ujmowanych pojęciach i błyskotliwych paradoksach. Duet Dickinson-Sławek należy do najszczęśliwszych mariaży, jakie można sobie na niepewnym gruncie tej niepowtarzalnej poezji wyobrazić.
Almanach z wierszami 6 najlepiej rokujących poetów, będących przed debiutem książkowym. W edycji 2018 znaleźli się: Maria Halber, Marcin Pierzchliński, Marcin Podlaski, Katarzyna Szaulińska, Antonina M. Tosiek i Aleksander Trojanowski.Wyborem oraz redakcją zajęli się Dawid Mateusz oraz Joanna Mueller.
Ten, kto żyje „któryś rok w państwie zmarłych”, a nie chce oślepnąć od odwracania oczu, pisze wiersze odważne i pełne oskarżeń. To wiersze dedykowane świniom, ale zwrócone przeciw ludzkiemu świństwu. Nie odmawia się ich jak pacierzy, lecz odmawia się nimi – sobie i innym – prawa do bezprawia: zarówno tego wprowadzanego przez rządzących, jak i tego wyrządzanego w drobnych codziennych krzywdach. Konrad Góra w swojej piątej książce poetyckiej znowu mówi „Nie” – i ryzykuje wszystko.
Ukazujące się po 10 latach od premiery wznowienie książki jednego z największych nowatorów poezji anglosaskiej XX wieku w tłumaczeniu Julii Hartwig. Williams jako jeden z pierwszych usankcjonował estetykę brzydoty i poetykę konkretu, które później odegrały tak ważną rolę we współczesnej sztuce. Dzięki awangardowemu podejściu, zbliżającemu wiersze do malarstwa abstrakcyjnego, poeta wprowadza detale dnia codziennego w stan rozedrganej niezwykłości. Zgodnie z własną ideą: „Składaj/ nie idee, ale rzecz do rzeczy” Williams urzeka rzeczowością, poruszającą się – jak nazwała to Marjorie Perloff – w ciągłym „tańcu intelektu”. Kultowa poezja autora poematu „Paterson” stała się m.in. inspiracją filmu Jima Jarmuscha pod tym samym tytułem.
Uderzające realizmem wiersze-raporty z krainy brudu, społecznej nierówności i trującego smogu. Wierne zapisy brzydoty, która w tej turpistycznej poetyce okazuje się najbliższa krwiobiegu pod naskórkiem miasta. Debiut pisany ze szkód górniczych i śląskich ajnfartów, z lingwistyczną podejrzliwością, dzięki której nasze ugruntowane sądy o rzeczywistości stają się chybotliwe i niepewne. Wyczerpujące pytania na nasze czasy.
Monumentalny poemat będący zbiorem rozmaitych form poetyckich, które ujawniają się w rysunkach, rebusach, figurach tanecznych, notacjach muzycznych, fotografii, ale też w prozie poetyckiej czy w rożnych formułach zawiązywania wiersza. Konstrukcja książki zbudowana jest wokół swobodnie potraktowanej mapy nieba. Rolando odwołuje się do 88 gwiazdozbiorów, których znaczenia symboliczne uwarunkowane są religijnie, mitologicznie oraz kulturowo, i opowiada o nich ponownie w zupełnie swoisty sposób. To również zapis „podróży" poprzez czas, miejsca i języki w poszukiwaniu nowej formy „miłosnej", ciągle dostrajającej się i nigdy ostatecznie nieuchwyconej.
Siedemdziesiąt piosenek i wierszy największej poetki rocka, która od półwiecza przekonuje, że w niezgodzie na konformizm tkwi największa ludzka siła („People Have the Power!”). Pięknie wydaną publikację uzupełniają rękopisy poetki oraz jej fotograficzne portrety autorstwa Stevena Sebringa. Ten ostatni nazwał Patti Smith „narodowym skarbem, ikoną, Rimbaudem naszych czasów”. Dzięki polskim wersjom mniej lub bardziej znanych utworów nowojorska artystka może wreszcie stać się drogocenną inspiracją dla czytelników w Polsce, a każdy z brawurowo przetłumaczonych przez Filipa Łobodzińskiego tekstów może być zaśpiewany po polsku. Wydanie limitowane w twardej oprawie, z płótnem Cialux, obwolutą i papierem Munken Lynx.
Anna Adamowicz nie ma najlepszego zdania o gatunku ludzkim, który bezmyślnie niszczy własną planetę, kolonizuje kosmos, krzywdzi inne istoty i dławi się własnym konsumpcjonizmem. Jej tom nie jest jednak pompatyczną i łatwą deklaracją: „Oskarżam!”, ale drobiazgową, rozpisaną na wiersze analizą procesów biologicznych, ekologicznych, społecznych i kulturowych, które mogą skazać ludzkość i świat na zagładę, ale mogą też stać się dla nas ocaleniem. „Poezja mnie zbawi” – głosi bliskie Adamowicz hasło, a jej własna twórczość potwierdza, że jest na to duża szansa.
Debiut Anny Podczaszy w roli poetki dla dzieci. Rezolutne, dowcipne, niekiedy gorzko ironiczne, ale zawsze czułe wiersze to zapis doświadczenia bycia mamą. Teksty stanowią rodzaj „donosów” – tak jak synowie i córka donoszą mamie na siebie nawzajem, tak mama-poetka „donosi” na nich czytelnikom. Za dziecięce figle – ona odpłaca się wierszami-figlami. Na ich grymaszenie – ona ma cały wachlarz poetyckich min-grymasów. W pisanych z rymem, rytmem i biglem wierszach odnajdą się zarówno najmłodsi, jak i starsi obiorcy. Wierszom Podczaszy towarzyszą równie zawadiackie ilustracje Zuzanny Orlińskiej.
Debiutant, laureat projektu Połów 2017, konfrontuje nas w swojej książce z mitotwórczymi wizerunkami tworzącymi krajobraz zbiorowej wyobraźni. W każdym wierszu rysuje przed czytelnikami „święte i drogie” obrazy, które później niszczy wedle „nieświętej” reguły ikonoklazmu. Poezja zaangażowana mocno, mądrze i wiarygodnie. Ikonoklazm na miarę czasów najnowszych.
Wybór wierszy jednej z najważniejszych postaci anglojęzycznej literatury w znakomitych przekładach Andrzeja Sosnowskiego. Poezja formalnie wyrafinowana, choć powściągliwa, osobna, wręcz awangardowa, a zarazem niesłychanie prosta, uważna, komunikująca się świetnie z każdym z nas. Zbiór udowadnia, że bez Elizabeth Bishop trudno wyobrazić sobie najnowszą poezję światową, a przekłady Sosnowskiego zaskakująco świeżo po Barańczakowskich osadzają idiom poetki we współczesnej polszczyźnie.
Najczęściej nagradzana debiutantka ostatniej dekady po raz kolejny udowadnia, że w poezji mniej znaczy więcej. Jej minimalistyczne wiersze są jak zapiski na kartkach kalendarza – gdzie to, co mamy zrobić danego dnia, za chwilę zmienia się w to, czego zrobić nie zdążyliśmy albo co zostało utracone. Ratunkiem z tej powszedniości jest wiersz: to małe święto, które nas ocala.
Wiersze jednej z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych poetek amerykańskich, uhonorowanej Nagrodą Pulitzera oraz National Book Critics Circle Award. Misternie skonstruowane aranżacje, precyzyjne poetyckie mechanizmy, które angażują szerokie spektrum pewnych siebie poglądów na temat otaczającego nas świata i poddają je przenikliwemu testowi na sens, logikę i spójność. Lektura obowiązkowa!
W powściągliwych, nowofalowych z ducha wierszach do głosu dochodzi to, co zwyczajne, codzienne, zwykle nieomiatane poetyckim opisem. Autor zgłębia w swym debiucie te rejony, w których swobodnie rozrasta się nieobecność – pochyla się na tym, co już nie istnieje albo czemu w ogóle nie było dane zaistnieć. W wierszach dominują rzeczy i wydarzenia, które odeszły, zestarzały się, przepadły – albo które trwają w martwym zawieszeniu, jednak z nadzieją na przebudzenie, podobnie jak nadmorskie kurorty „poza sezonem”.
Jarniewicz im starszy, tym poetycko młodszy: odważniejszy, bardziej brawurowy, mniej klasyczny, sięgający dalej wyobraźnią"". Sześćdziesiąt wierszy na sześćdziesiąte urodziny autora w wyborze dwojga krytyków z najmłodszej formacji pokoleniowej. Perspektywa, w jakiej ujmują twórczość Jarniewicza Marta Koronkiewicz i Paweł Kaczmarski, pozwala wyostrzyć wybrane wątki, mechanizmy i akty zaangażowania tej poezji. To bardziej ""osobny tom wierszy niż przekrojowe prawie-zebrane"".
Liryczna i halucynacyjna mieszanka prozy, poezji, tekstów piosenek oraz autobiografii będąca poszukiwaniem źródła sensu, inspiracji i miłości. Zarazem jak to określa sam Cave ""poemat drogi i horror, gdzie ""Autostopowicz"" miesza się z ""Księgą Psalmów"", z Johnem Berrymanem, z domieszką indygenizmu i ""Ziemi jałowej"", z ""Cocksucker Blues"", ""Nosferatu"", z Marilyn Monroe, Jimim Hendrixem i Janis Joplin, i z każdym, kto utonął we własnych wymiotach"".
Eksperymentalna proza laureata literackiej Nagrody Nobla z 2016 roku w kongenialnym tłumaczeniu Filipa Łobodzińskiego. Dylan bierze na warsztat amerykańskie mity, wątki z opowieści ulicznych czy doniesień medialnych, przepuszczając je przez strumień świadomości i rozbijając z parodystyczną brawurą, a tłumacz równie brawurowo wzbogaca tekst o typowo polskie skojarzenia i aktualności. Wszystko to sprawia, że lektura Tarantuli staje się ""jazdą literacką kolejką górską na oślep"", porównywalną z najdzikszymi wymysłami dwudziestowiecznej awangardy.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?