Celem przedstawianego czytelnikowi zbioru źródeł do dziejów chasydyzmu w Królestwie Polskim w latach 1815?1867 jest wpisanie się we współczesną tendencję rozszerzania granic badań nad tym zjawiskiem. Jeśli bowiem jedną z największych bolączek wcześniejszych studiów nad chasydyzmem było zawężenie bazy źródłowej do klasycznych tekstów hebrajskich i jidyszowych, to wprowadzenie nowych, nieznanych dotąd źródeł o innej proweniencji wydaje się mieć zasadnicze znaczenie dla powodzenia podjętego przez historyków przedsięwzięcia. Nowy typ źródeł nie tylko bowiem rozszerza bazę materiałową studiów nad chasydyzmem, lecz także zmienia gruntownie jego postrzeganie. Zgromadzone w tym tomie dokumenty dostarczają przede wszystkim informacji o politycznych dziejach ruchu chasydzkiego, ale też wielu danych o społecznej strukturze ruchu, o relacjach z innymi grupami ludności żydowskiej i nieżydowskiej, o mentalności, życiu codziennym czy wreszcie liczebności zwolenników chasydyzmu w Królestwie Polskim.
Oto więc kolejny, specjalny wybór wierszy Zuzanny Ginczanki, zatytułowany (z ginczańska) Krzątanina mglistych pozorów. Powstały na pamiątkę, jak kamyk kładziony żydowskiej autorce. Bez napuszenia, mimo że w tej specjalnej formie. Tym ciekawiej jest, że to wydanie dwujęzyczne (polsko-włoskie) wierszy znakomitej poetki (i polskiej, i żydowsko-polskiej, i żydowskiej), żyjącej przed inaczej, niestety, być nie chciało Zagładą.Prezentuje się monumentalnie: wielka, biała, jakby niewymiarowa stela z papieru. Drukowana odpowiednio, ostrożnie (ręcznie numerowane egzemplarze), ale z mocą. Ogromna i niezwykła. Wychodząca na przeciw (i trochę na przekór) wszystkim tym osobom, dla których niepotrzebność (np. następnego wyboru wierszy) jest kategorią nadrzędną i, przecież, nieprzemyślaną.Oto więc kolejny, specjalny wybór wierszy Zuzanny Ginczanki, zatytułowany (z ginczańska) Krzątanina mglistych pozorów. Powstały na pamiątkę, jak kamyk kładziony żydowskiej autorce. Bez napuszenia, mimo że w tej specjalnej formie. Tym ciekawiej jest, że to wydanie dwujęzyczne (polsko-włoskie) wierszy znakomitej poetki (i polskiej, i żydowsko-polskiej, i żydowskiej), żyjącej przed inaczej, niestety, być nie chciało Zagładą.Niewątpliwie cenny jest wstęp Alessandro Amenty, owo szybkie i znakomite podsumowanie wszystkiego, co już wiemy i wiedzieć chcemy o Zuzannie Ginczance. A. Amenta korzysta zarówno z opracowań twórczości tej poetki (zwłaszcza: historyczna I. Kiec i feministyczna, psychoanalityczna A. Araszkiewicz), jak też z omówień i wspomnień krytyków i pisarzy znających artystkę. Badacz zbiera każdą drobinkę tekstu i wizerunku, by dokładnie i wielowymiarowo przedstawić sylwetkę (twórczości) tej artystki. Sytuuje poezję Ginczanki w literackiej przestrzeni międzywojnia, prezentuje różnorodne spectrum motywów, toposów i tematów poetyckich w jej twórczości. Pisze też czasem o gestach Ginczanki, które spełnione zostaną tylko w wyobraźni. Zajmuje go recepcja tekstów poetki oraz, zwłaszcza w dwudziestoleciu właśnie, problem silnego ucieleśniania jej tekstów, niemożliwość odłączenia wizerunku Żydówki/kobiety/obcej od jej twórczości. Tu zatem, we wstępie, dzieje się dużo i mądrze się dzieje.A wstęp wszakże wędrówkę rozpoczyna; wreszcie będzie się czytać Ginczankę metonimicznie, a nie chociażby orientalizująco. Każdy utwór ma tu dużo miejsca na zaistnienie, bez strachu, że umknie osobie czytającej, że zostanie wchłonięty przez papier. Ów wybór wierszy, spośród tych do dziś zachowanych i opublikowanych 160 tekstów Z. Ginczanki, jest skromny: oto w Krzątaninie zaledwie 33 utwory. Na szczęście to zbiór stawiający na zaprezentowanie różnorodności pomysłów i języka Ginczanki, ukazujący jej twórczość procesualnie, czyli prezentujący teksty z każdego okresu poetyckiego. To niewątpliwie ważny gest: wielowariantywność przeciw jednolitości interpretacji. W tym akcie demitologizacji (wizerunku twórczyni oraz samej twórczości) wydarza się wszystko, także początek: moment zachłyśnięcia się tekstem.I gdzieniegdzie zdjęcia: duże, oczywiście czarno-białe, ukazujące Zuzannę w różnych kontekstach (z przyjaciółkami i przyjaciółmi, w zabawie na plaży i na spacerze po ulicy, w ujęciu portretowym, z pieskiem). Twórczyni ta okazuje się zatem także w sferze ikonicznej wielowymiarowa, wplątana w ludzkie i nieludzkie (zwierzęce, roślinne) sprawy.
Sefer sziwchej ha ?Beszt jest bez wątpienia najważniejszym źródłem do badań nad początkami chasydyzmu besztiańskiego. Długotrwały monopol na przekaz hagiograficzny (następne książki tego gatunku zaczęły ukazywać się dopiero 50 lat później) sprawił, że książka ta zyskała niemal kanoniczny charakter a zawartych w niej opowieści nie był w stanie podważyć żaden inny przekaz.
Ozjasz (Abraham Jo szua) Thon urodził się we Lwowie w 1870 r. Od wczesnej młodości był zagorzałym aktywistą syjonistycznym. W 1890 r. przeprowadził się do Berlina, aby tam rozpocząć studia filozoficzne i socjologiczne, które zakończył uzyskując tytuł doktora. Podczas pobytu w Berlinie uczęszczał także do Instytutu Nauk Judaistycznych i otrzymał tytuł rabina. W czasie studiów przyłączył się do zwolenników Teodora Herzla, któremu pomagał przy organizacji Pierwszego Kongresu Syjonistycznego. W 1897 roku przyznano mu rabinat Krakowa w Postępowej Synagodze Tempel, który piastował aż do śmierci w 1936 roku. Członkowie jego gminy, zasymilowani Żydzi, choć nie byli wówczas antysyjonistami, krytycznie odnosili się do koncepcji stworzenia państwa żydowskiego. Pomimo tego Thon w kazaniach nigdy nie ukrywał swoich syjonistycznych poglądów. W 1919 roku wybrano go na posła do pierwszego polskiego Sejmu. Niniejsza antologia jego kazań z lat 1895-1906 po raz pierwszy opublikowana była w 1938 roku. To wielka zasługa wydawnictwa Austeria, że podjęło się wydania tych kazań po tak wielu latach. Książka ta stanowi bardzo ważną pozycję dla współczesnego czytelnika. Ukazuje Ozjasza Thona jako religijnego a zarazem liberalnego Żyda, myśliciela i człowieka czynu, filozofa i rabina, zagorzałego syjonistę a jednocześnie entuzjastycznego zwolennika polskiego języka i literatury. Osobowość skomplikowaną, łączącą w sobie pozorne sprzeczności, ale faktycznie dającą przykład na jedyne w swoim rodzaju polsko-żydowskie współistnienie.
Shoshana Ronen
Zakład Hebraistyki UW
Na zadane pytanie: "Czym jest dialog i w jaki sposób może nawiązać się między dwoma nieznajomymi"? - odpowiedział: "Naprzód jest przed-dialog, będący naszym powolnym albo gorączkowym przygotowaniem do dialogu. Nie wiemy, oczywiście, jak się potoczy, ani jaką przybierze formę, nie mogąc go wszakże wyrazić, z góry jesteśmy przekonani, że już się nawiązał: milczący dialog z nieobecnym rozmówcą.
E.J.
Król rybak jest pierwszym i jedynym utworem scenicznym Juliena Gracq'a. Sztuka, wystawiona 25 kwietnia 1949 roku w Teatrze Montparnasse w Paryżu, mimo wspaniałych dekoracji i kostiumów Lenor Fini, nie porwała publiczności. Uznana została za mało teatralną. Jej wyrafinowany język, głębia i subtelność w kreśleniu sytuacji dramatycznych zyskały znanie dopiero po latach, po ukazaniu się sztuki w wydaniu książkowym. Tłumaczona na wiele języków, w polskim ukazuje się po raz pierwszy.
Ta pełna namiętności i polityki powieść przenosi nas do Palestyny w okresie brytyjskiego protektoratu. Arabowie, Brytyjczycy i Żydzi żyjący obok siebie ukazani są na tle kolonialnego przepychu i niepokojów społecznych.Jest rok 1924. Mark Bloomberg, niespełniony londyński artysta, zachęcony syjonistyczną kampania propagandową, przyjeżdża do Jerozolimy. Wraz z żoną Joyce są świadkami morderstwa prominentnego ortodoksyjnego Żyda. Udział w śledztwie okaże się próbą dla ich małżeństwa i charakterów.To niezwykła historia, w której miłość okazuje się być nie mniej potężna niż polityka.
Julien Gracq zmarł 22 grudnia 2007 roku w swoim rodzinnym domu w Saint Florent- le- Veil. Z okien domu widać zielone brzegi Sekwany i ujście Evrw, bohaterski poetyckiego eseju Les eaux etroites, który w polskim przekładzie - za zgodą autora- nosi tytuł Bliskie wody.
Dybuk. Na pograniczu dwóch światów. Przypowieść dramatyczna w czterech aktach według hebrajskiej wersji dramatu Chaima Nachmana Bialika.Andrzej WajdaZ notatnika reżysera.Książka """"podwójna"""" - z jednej strony znajduje się sztuka autorstwa An-skiego, poprzedzona esejem Anny Madeyskiej-Pawlikowskiej. Gdy zaś tom obrócimy, znajdziemy słowo wstępne Andrzeja Wajdy, a potem jego rysunki, sporządzone podczas przygotowań do krakowskiej inscenizacji Dybuka.""PODWÓJNY ŚWIATNa pograniczu dwóch światów. Dybuk - zdumiewające są zarówno losy tego dramatu, jak i powikłana biografia jego autora. Urodzony w 1863 r., pochodził z ortodoksyjnej rodziny żydowskiej spod Witebska. W młodości zwolennik haskali (oświecenia żydowskiego), związał się następnie z rosyjskimi radykałami z Narodnej Woli; zagrożony aresztowaniem, wyjechał na Zachód. Początkowo pisał w języku rosyjskim; pod wpływem Bundu, partii żydowskich socjalistów, zwrócił się ku jidysz, i w tym języku napisał tekst hymnu Bundu. W 1905 r. wrócił do Rosji, sześć lat potem stanął na czele wyprawy etnograficznej badającej folklor Żydów na Wołyniu i Podolu.Zorganizowano ją jakby w ostatniej chwili, u progu wojny światowej, która miała się okazać początkiem końca świata sztetli i chasydzkich wspólnot na tamtych ziemiach. Przesuwające się fronty, pogromy, wreszcie rewolucja w Rosji zmieniły ten świat nieodwracalnie, choć ostateczny kres przyniosła mu Zagłada. An-ski organizował pomoc dla żydowskich ofiar wojny, dokumentował zniszczenia, jakie przyniosła żydowskiej kulturze, a rewolucja bolszewicka zmusiła go członka partii eserów (socjalistów-rewolucjonistów) do wyjazdu do Polski, najpierw do Wilna, potem do Warszawy, gdzie zmarł w 1920 r.Historia Dybuka, którego źródeł szukać trzeba w etnograficznych zainteresowaniach An-skiego i w materiale zebranym podczas trzyletniej wyprawy, jest dość skomplikowana. Wiadomo, że dramat powstał w dwóch wersjach, rosyjskiej i jidysz, że wpływ na jego ostateczny kształt miały rady Konstantina Stanisławskiego, słynnego dyrektora Chat-u, czyli Moskwowskogo Chudożestwiennogo Akadiemiczeskogo Tieatra, że jedyny egzemplarz w jidysz zaginął i An-ski odtwarzał tekst w oparciu o przekład na hebrajski, dokonany przez wskrzesiciela hebrajskiej poezji Chaima Nachmana Bialika. Wiadomo też, że początkowo uznano Dybuka za rzecz nienadającą się na scenę, co podobno miało przyspieszyć śmierć załamanego tym werdyktem autoraIronia losu sprawiła, że inscenizacja Dawida Hermana, której premiera odbyła się niedługo po pogrzebie An-skiego, stała się największym sukcesem Trupy Wileńskiej żydowskiego teatru założonego przez Hermana. Sukcesem był też spektakl w wersji hebrajskiej, przygotowany w moskiewskim teatrze Habima. W cztery lata po premierze teatr ten wyjechał w tourne po Europie, z którego już nie wrócił, a zespół Habimy dał początek działającemu dziś w Tel-Awiwie narodowemu teatrowi izraelskiemu o tej samej nazwie. Posypały się przekłady w Polsce w Dwudziestoleciu trzy, jeden dostępny dziś w Internecie i premiery na deskach polskich już teatrów, a przedwojenna ekranizacja Dybuka, dokonana w 1937 r. przez Michała Waszyńskiego, jest nie tylko jednym z najważniejszych osiągnięć kina jidysz, ale być może najlepszym filmem zrealizowanym w II Rzeczypospolitej
Pretekst włoski to wybór wierszy, który wyłonił się nagle jako coś w rodzaju półwyspu z kontynentu kilkunastu tomików opublikowanych przez Alfreda Marka Wierzbickiego w ciągu czterech dekad. Nie jest to reportaż z podróży, tematy włoskie stanowią inspirację, a czasem tylko pretekst do konstruowania świata poetyckiego.
Cóż począć z takim nadmiarem gości
kiedy przychodzisz ty i ty
i jest wesoło
jak podczas karnawału w Wenecji
jeśli pomyliłem twarz
przyjdź jeszcze raz
(Zaproszenie)
Kilka lat temu Bogdan Frymorgen opublikował album fotograficzny o Lanckoronie. Teraz ubrał ją w słowa. Nie jest to jednak przewodnik ani esej historyczny. Autor zaprasza czytelników do bardzo intymnej przestrzeni, w której czas i życie mieszają się w równych proporcjach. Frymorgen kieruje mikroskop swojej prozy także na siebie i na rodzinną historię związaną z Lanckoroną. Jak to zazwyczaj bywa w przypadku twórczości autora, rzeczy pozornie oczywiste nabierają nowego znaczenia. W ten sposób tytułowa bohaterka książki staje się pretekstem do szerszych rozważań na temat zjawisk, które w swojej bliskości mogą stać się odległe. Zawsze jednak pozostają uniwersalne – jak miłość i przyjaźń. „Lanckorona” to apoteoza miejsca na Ziemi i mikroskopijna oda do człowieczeństwa.
Jaka była i jest moja Litwa? A dokładniej mówiąc: moje Litwy, gdyż jawiła się ona w moim życiu w różnych jego okresach i w zmieniających się z czasem przebraniach i odsłonach. Poprzez wielorakie, powikłane związki literatury z rzeczywistością; tego, co wyobrażone – z tym, co zobaczone i dotknięte; świata przetworzonego w fikcję, nierzadko poddanemu rytmowi poetyckiej składni, a z drugiej strony – realnych faktów i konkretnych postaci; dokumentów historycznych, odsyłających ten kraj w zamgloną przeszłość, a także dotkliwej, raniącej aktualności, która wdzierała się i nieustannie wdziera z ekranów telewizora, z mediów społecznościowych, z gazet, z zasłyszanych wieści. Przejechałem Litwę wielokrotnie, wzdłuż i wszerz, zaglądając nawet do jej mniej znanych zakątków. Zwiedziłem jej zabytki, przeczytałem o niej dużo i sporo napisałem. Znalazłem również w tym kraju wielu oddanych przyjaciół. A jednak w tych wędrówkach imaginacyjnych i rzeczywistych najważniejsze pozostały dla mnie szlaki wyznaczone przez kilka lektur. Pewnie zbiegiem okoliczności owe wtajemniczenia w Litwę odbywały się u mnie wpierw poprzez opowieści inicjacyjne wygnańców, przywołujących pamięcią swoje dzieciństwo i młodość, które osnuwa rzednąca z upływem czasu mgła nostalgii. Poprzez Pana Tadeusza, Dziurę w niebie i Dolinę Issy. Przy czym niezależnie od przygód poznawczych głównych bohaterów równie ważną rolę odgrywało dla mnie społeczno-kulturowe tło, na którym się pojawili.
Twórczość Paula Celana jest efektem potężnej traumy oraz próbą osadzenia się w systemie jej destrukcyjnego działania. Stąd bierze się również myślenie o charakterze wpływu, jaki Celan wywarł na tych, którzy przyszli po nim. Oddziaływanie poety na późniejszych twórców związane jest z traumatyzującą siłą przekazu jego wierszy. Jest w pisarstwie autora Maku i pamięci coś hipnotyzującego i zagarniającego, jakiś krystaliczny odłamek, który tkwi głęboko w podskórnym doświadczeniu literatury drugiego (i trzeciego) pokolenia, a działanie owego odłamka jest symptomatyczne i odczuwalne []. Można powiedzieć: Celan to ciało obce literatury po Zagładzie, które wniknęło głęboko w tkankę tekstową i pozornie się z nią zrosło. Wystarczy jednak naruszyć to miejsce i okaże się, że w istocie chodzi o obszar wciąż bolesny i niezasklepiony. []
To nie jest wędrówka po rzeczywistych miejscach, lecz ich literackich przedstawieniach, nawarstwianiu się obrazów, a także stereotypów, tworzących palimpsesty Wenecji i Sycylii. Obraz Rzymu, któremu poświęcony jest środkowy rozdział, widziany oczami Chateaubrianda, mniej znany być może od opisów Goethego, Stendhala, Byrona, zadziwia mrocznymi barwami. Śmierć jakby narodziła się w Rzymie, pisze Chateaubriand w Pamiętnikach zza grobu, lecz żałobna natura miasta dominuje również w innych relacjach z romantycznych podróży. Zbyteczne wydaje się zapewnianie czytelnika, że autorka nie zamierzała rywalizować z Rzym, Neapol, Florencja Stendhala, a z powodu bezmiaru podróży włoskich starała się unikać jak tylko to możliwe zaimka ja.
Dzięki wyjazdom Polaków na Zachód zaprzyjaźniłem się między innymi z Józefem Opalskim, który przyjechał z Krakowa do Neapolu, żeby uczyć polskiego na tutejszym uniwersytecie, i miał odwagę się ze mną spotkać.
Fotografia z 1902 roku, na niej kamienica. I jej mieszkańcy, którzy niebawem znikną z pamięci. Dziadek wiedział tylko, że jego ojciec kupił kamienicę od Żyda, który potem wyjechał do Berlina. Nawet nazwisko poprzednich właścicieli domu nie zachowało się w rodzinnej pamięci. Gdy więc Michał Kuźmiński odkupił od niemieckiego antykwariusza starą fotografię rynku Golubia w ówczesnych Prusach Zachodnich, a widoczni na niej ludzie jakby na moment wrócili do życia wiedział już, że nie może przestać szukać. Z metryk, ksiąg wieczystych, archiwaliów i map, z odkrytych wspomnień i świadectw, odtworzył losy Israela Isacsohna i jego rodziny.To mikrohistoria na tle epoki o kupcu, który w XIX wieku budował w miasteczku swoją pozycję; o jego dzieciach, które przeżyły I wojnę światową i hiperinflację; o wnukach, które dosięgnęła Zagłada; i o odysei ocalałych. O oglądanej przez pryzmat maleńkiego Golubia i metropolitalnego Berlina katastrofie tamtego świata. I o poszukiwaniu jego okruchów.
Symbol roku to gimel/kaf/hei, co oznacza, że Rosz Haszana przypada we wtorek (trzeci dzień tygodnia), miesiąc cheszwan ma 29 dni a kislew 30 dni (kesidran prawidłowo), a pierwszy dzień Pesach przypada w czwartek (piąty dzień tygodnia). Rok ma 354 dni i 50 Szabatów. Jest to dziesiąty rok w dziewiętnastoletnim cyklu księżycowym i osiemnasty rok w dwudziestoośmioletnim cyklu słonecznym.
W kalendarzu podano czas rozpoczęcia i zakończenia Szabatów, świąt i postów dla czterech miast Warszawy, Krakowa, Łodzi oraz Wrocławia, a także dla Syrakuz, według programu Kaluach. Czas zapalania świec przed Szabatem i świętami 18 minut przed zachodem słońca. W święta podano czas rozpoczęcia pierwszego dnia świątecznego, zakończenia pierwszego dnia świątecznego (co oznacza jednocześnie nastanie drugiego dnia) oraz czas zakończenia drugiego dnia świątecznego. Uwzględniono zmianę czasu na letni (czas przestawiany jest w ostatnią niedzielę października oraz w ostatnią niedzielę marca). W erew Pesach podano czas do kiedy dozwolone jest spożywanie chamecu oraz czas do kiedy wolno chamec posiadać.
Dwujęzyczne polsko – francuskie wydanie 20 wierszy Czesława Miłosza w tłumaczeniu Erika Veaux’a.
Każdemu wierszowi towarzyszy kod QR, po sczytaniu którego można odsłuchać wiersze w wykonaniu Elisabeth Dudy w obu wersjach językowych.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?