Skrajny eksperymentator, samotnik, pisarz niezrozumiały i hermetyczny, fikcjonalizujący swoją autobiografię do takiego wizerunku Leopolda Buczkowskiego przyzwyczaili nas i jego badacze, i on sam. Listy rodzinne pod redakcją Justyny Staroń to pierwszy tom serii książek, które mają ten obraz zweryfikować, a może nawet zmienić.Serię otwieramy edycją listów pisarza pozwalających rzucić nowe światło na tę sylwetkę, zrekonstruować na ile to możliwe biografię, odsiać legendę i fantazję od historii, osadzić tę postać i jej sztukę w życiu: zarówno tym najbardziej dramatycznym w czasach wojny i ucieczki z Podola, jak i tym wcale nie łatwym, powojennym, naznaczonym biedą, głodem, tułaczką i wieczną troską o utrzymanie rodziny. Listy wymieniane z członkami rodziny pozwalają ukazać tę postać z innej perspektywy niż dotychczas, jako osobę otoczoną kręgiem bliskich, skupioną na powszednich kłopotach i trudnościach, piszącą codziennym językiem o zwyczajnych sprawach. Przybliżają one również źródła inspiracji i sieć relacji jednego z najoryginalniejszych pisarzy i malarzy XX wieku.W kolejnych tomach będziemy docierać do archiwaliów o różnym charakterze. Koncepcje artystyczne Buczkowskiego ukażą tomy zbierające korespondencję pisarza z innymi artystami i krytykami, a także niepublikowane dotąd drobne prozy czy scenariusze filmowe oraz rozmowy i wywiady z Buczkowskim.Zebrane źródła dostarczą wiedzę o twórczości i życiu pisarza, otwierającą na jej nowe badania i próby rozumienia. Agnieszka Karpowicz, Maciej Libich, Piotr Sadzik
Od pierwszych wierszy poetyckie i surrealistyczne obrazy Lipskiej proponują niezwykłe zestawienia, stawiając na równi rzeczywistości na ogół nie do pogodzenia, pozornie obce sobienawzajem. Dzięki swojej oryginalności przełamują wszelkie schematy myślowe i wywołują uczucie zagubienia, podważając i zaprzeczając każdej pewności. Zdrowy rozsądek zostaje wywrócony do góry nogami, podczas gdy z nową siłą wyłania się nowa wizja świata, filtrowana przez język który tworzy poetycki wszechświat pełen analogii, metafor, paradoksów i frazeologizmów, stosowanych poprzez przesuwanie lub wymuszanie ich znaczeń i umieszczanie ich w osobnym kontekście. W tej rzeczywistości przedmioty i rzeczy dematerializują się i zyskują duszę, podczas gdy idee, uczucia i emocje nabierają ciała, stają się konkretne, obdarzone ludzkimi cechami, w wirze wzajemnych i niespodziewanych przenikań. Jako figury niemożliwego i niekonwencjonalnego, te liryki stanowią traumatyczne zerwanie z wszelką strukturą czy ochronną barierą sensu i demaskują złudzenia możliwych oczyszczających katharsis oraz jakiejkolwiek wizji spójności i ciągłości. Jak w projekcie rzeczywistości wirtualnej, przenoszą czytelnika do równoległego wymiaru, w którym można interagować wyłącznie za pomocą narzędzi poetyckiego słowa i wyobraźni potężnych instrumentów naszego świata, jedynego i nieuchwytnego. Fin dalle poesie dellesordio, le immagini poetiche e surreali di Lipska propongono accostamenti inconsueti, mettono sullo stesso piano realta di solito inconciliabili, apparentemente estranee luna allaltra che, con la loro originalita, forzano ogni schema mentale e provocano una sensazione di spaesamento che mette in discussione e contraddice ogni certezza. Il senso comune ne esce stravolto, mentre emerge con vigore una nuova esperienza del mondo, filtrata da un linguaggio che tesse un universo poetico ricco di analogie, metafore, paradossi e fraseologismi utilizzati spostando o forzando il significato e inserendoli in un contesto a s stante: in questa cornice gli oggetti, le cose si smaterializzano e assumono unanima, mentre le idee, i sentimenti, le emozioni acquistano corpo, divengono concreti, dotati di qualita umane, in un turbine di contaminazioni reciproche e inaspettate. Figure dellimpossibile e del non convenzionale, queste liriche rappresentano la rottura traumatica di ogni assetto o barriera protettiva di senso e smascherano gli inganni di possibili catarsi redentive e di qualsiasi universo di coerenza e continuita. Come in un progetto di realta virtuale, trasportano chi legge in una realta parallela in cui interagire usando i soli dispositivi della parola poetica e dellimmaginazione, potenti strumenti del nostro mondo, unico ed inafferrabile.
Międzynarodowa Karta PEN
Literatura, aczkolwiek w swojej genezie narodowa, nie zna granic i winna pozostać wspólną własnością narodów, bez względu na polityczne czy narodowościowe wstrząsy.
W żadnych okolicznościach, a zwłaszcza podczas wojny, dziełom sztuki i bibliotekom – spuściźnie całej ludzkości – nie powinna zagrażać zaciekłość narodowa czy polityczna.
Członkowie PEN Clubu winni zawsze wszelkim dostępnym im wpływem przyczyniać się do porozumienia i wzajemnego szacunku między narodami. Zobowiązują się czynić wszystko, co w ich mocy, by przeciwdziałać nienawiści rasowej, klasowej i narodowej, i bronić ideału jednej ludzkości żyjącej w pokoju na świecie.
PEN Club opowiada się za zasadą nieskrępowanego przekazu myśli wewnątrz każdego narodu i między wszystkimi narodami, a jego członkowie zobowiązują się w swoim kraju lub społeczności, do której należą, występować przeciwko wszelkim formom tłumienia wolności słowa.
PEN Club opowiada się za wolnością prasy i przeciwstawia się arbitralnej cenzurze w czasach pokoju – w przeświadczeniu, że nieuchronne dążenie świata ku wyższym formom organizacji politycznej i gospodarczej wymaga swobody krytyki władz, urzędów i instytucji. Ponieważ zaś wolność zakłada dobrowolne ograniczenie, członkowie zobowiązują się występować przeciwko takim nadużyciom wolności prasy, jak kłamliwe publikacje, rozmyślne fałsze lub wypaczanie faktów dla celów politycznych i osobistych.
Międzynarodowa karta PEN prowadzi, jednoczy i inspiruje członków od ponad 70 lat. Została zatwierdzona na Kongresie PEN w Kopenhadze w 1948 r.
Szukam siebie w czasie, kiedy nie było mnie jeszcze na świecie. Szukam siebie poprzez miejsce, pierwsze miejsce, w którym przyszedłem na świat, a dziś jest być może najmniej rozpoznanym, z tych w jakich miałem okazję się zadomawiać.Jakie było Węgorzewo i kim byli węgorzewiacy w pierwszej dekadzie powojnia? Chciałbym dorzucić swoją perspektywę, inną w sposobie narracji i interpretacji źródeł niż dotychczasowe. ROBERT TRABA Jak na starych rękopisach, powstających na zapisanym już wcześniej materiale, nakładają się na siebie kolejne warstwy pamięci mieszkańców mazurskiego miasta, z ich odmiennymi biografiami, doświadczeniami, wspomnieniami. Wsłuchanie się w polifoniczny głos, w którym odbija się niejednorodna, złożona tożsamość indywidualna i zbiorowa, pozwala lepiej zrozumieć przeszłość miejsca i ludzi dawniej i dziś związanych z Węgorzewem. HANNA ANTOS
Paul Valery zauważył kiedyś trafnie i błyskotliwie, że jest ogromna różnica pomiędzy widzeniem czegoś bez ołówka w ręce a widzeniem podczas rysowania. Każdy rysujący potwierdzi, ile odkryć dokonuje się podczas rysowania! Czasami zdarzają się momenty prawdziwego zdumienia ach, jak wcześniej mogłem nie zauważyć, że tu jest taki czy inny motyw, jeszcze taki detal
Symbol roku to gimel/kaf/hei, co oznacza, że Rosz Haszana przypada we wtorek (trzeci dzień tygodnia), miesiąc cheszwan ma 29 dni a kislew 30 dni (kesidran prawidłowo), a pierwszy dzień Pesach przypada w czwartek (piąty dzień tygodnia). Rok ma 354 dni i 50 Szabatów. Jest to dziesiąty rok w dziewiętnastoletnim cyklu księżycowym i osiemnasty rok w dwudziestoośmioletnim cyklu słonecznym.
W kalendarzu podano czas rozpoczęcia i zakończenia Szabatów, świąt i postów dla czterech miast Warszawy, Krakowa, Łodzi oraz Wrocławia, a także dla Syrakuz, według programu Kaluach. Czas zapalania świec przed Szabatem i świętami 18 minut przed zachodem słońca. W święta podano czas rozpoczęcia pierwszego dnia świątecznego, zakończenia pierwszego dnia świątecznego (co oznacza jednocześnie nastanie drugiego dnia) oraz czas zakończenia drugiego dnia świątecznego. Uwzględniono zmianę czasu na letni (czas przestawiany jest w ostatnią niedzielę października oraz w ostatnią niedzielę marca). W erew Pesach podano czas do kiedy dozwolone jest spożywanie chamecu oraz czas do kiedy wolno chamec posiadać.
Te kołysanki to, ma się rozumieć, zwariowanki. A wzięły się stąd, że po długim oczekiwaniu, pełnym niepokojów, moja córka Marysia urodziła Laurę. Piękną, zdrową, maleńką jak Calineczka. I wtedy naszło mnie, żeby śpiewać. Bałem się wziąć Laurę na ręce. Mój ukochany pieśniarz Fabrizio De Andr mówi, że starcy, którzy przytulają maleństwa, boją się, że przytulą za mocno i je skrzywdzą. Trudno jest wyrazić miłość, ale odkryłem, że jest to również bardzo proste. Wystarczy odpuścić sobie staranność, poprawność, i śpiewać jak leci. To znaczy jak leci woda niekontrolowanego rymu do serduszka Laury. Babcie i dziadkowie są trochę nienormalni. Chcą mówić, a nie mają języka. Chcą śpiewać, a nie mają głosu. Chcą przytulić, lecz zamiast rąk mają (zwłaszcza dziadkowie) łapy. Robią więc, co mogą, żeby wyśpiewać coś większego od nich. I dlatego stają się mali. Żeby się udało.
Dwujęzyczne polsko francuskie wydanie 20 wierszy Czesława Miłosza w tłumaczeniu Erika Veauxa. Każdemu wierszowi towarzyszy kod QR, po sczytaniu którego można odsłuchać wiersze w wykonaniu Elisabeth Dudy w obu wersjach językowych.
At the turn of the last century and this – and the last millennium and this (according to the non-Jewish calendar, of course) – I wrote the content and gathered the illustrations for a book that I wanted to call Jewish Kraków. History – legends – people – places. Circumstances at the time prevented me from having that book published, but the text of this book is largely based on the materials I prepared for it.
The void left by the Jews who were murdered in Poland during World War II or emigrated shortly afterwards is particularly palpable in the Kraków district of Kazimierz. The former Jewish quarter is always teeming with people, but essentially it is empty; its former residents are gone, not even their descendants are still here. And with them, the narrative that gave their lives meaning also evaporated.
Most tourists interested in Poland’s Jewish past visit three places: Oświęcim, Warsaw and Kraków. Oświęcim is the Auschwitz-Birkenau camp, aside from Jerusalem the place that has branded the Jewish consciousness more than any other. Warsaw is the ghetto, seen from the angle of the uprising (which in this perspective is the founding myth of the Israeli army and the State of Israel itself).
And Kraków? For centuries Jewish Kraków was one of the most important cities in the Jewish world. Home to some of Judaism’s most brilliant erudite minds, it was here, too, that the Ashkenazi identity – the identity of the Jews of Central and Eastern Europe – was formed. And yet Jewish Kraków sadly has no identity in most people’s consciousness. It is composed of empty houses, streets and squares with no narrative. There is a widespread conviction that the single greatest achievement of Kraków’s Jews in their more than 800-year history was graciously allowing themselves to be rescued by Oskar Schindler. And for this very reason, all that many people in the world know about Kraków is that it is a town, somewhere near Auschwitz and a salt mine, where the Good German Oskar Schindler saved some Jews (and where there are lots of bars and pubs for a good time).
Wybór tekstów Andersa Bodegarda dokonany przez dwójkę przyjaciół i kolegów po fachu Larsa Kleberga i Jana Stolpego z okazji osiemdziesiątych urodzin autora. Na język polski książkę przełożyło ośmioro tłumaczy i tłumaczek, byłych studentów, znajomych i przyjaciół Bodergarda, towarzyszy na tłumackiej ścieżce. Ze Wstępu Larsa Kleberga i Jana Stolpego Wybór bogaty i wszechstronny, a jednak daje tylko przedsmak jego pracy w roli przewodnika, wykładowcy i językoznawcy w najszerszym znaczeniu tego słowa. Teksty powstały w różnych okolicznościach jako artykuły, wprowadzenia i komentarze do książek. Tytuł książki Kontrabanda kontredans pochodzi z tekstu o karnawalistyczno-barokowej powieści Gombrowicza Trans-Atlantyk. Ale para wyrazów kontrabanda i kontredans tak naprawdę opisuje rozpiętość całej produkcji Andersa. Z jednej strony przekonanie o istotności importowania obcych, budzących lęk zagranicznych myśli, by naszą kulturę utrzymać przy życiu. Z drugiej strony radość wprawiania języka szwedzkiego, przymuszonego obcymi pierwowzorami, w nowy ruch, nowe rytmy.
Dom, który zrośnie się zdrowo Cóż mówi ta kluczowa przecież, bo dająca tytuł i otwierająca cały świat poetycki niepokojąca tajemnicza fraza? Dom, który się zrośnie? Dom trudno przecie o wyrazistszy, powszechniejszy znak, symbol ludzkiej wspólnoty na ziemi. Ale zrastanie? Dom zrośnie się: powstanie, zostanie zbudowany, ustanowiony z nieskończonej ilości, najrozmaitszej miary i z najróżniejszej materii, najczulszych szczegółów, rzeczy, emocji, historii. Lecz zrastać się wszak może coś rozbitego, rozproszonego, zniszczonego; zrastać, zabliźniać się mogą przecie także skaleczenie, blizna, rana? Bronisław Maj
Pisząc tę książkę, Xavier Farr wyprowadza czytelnika na suchego przestwór oceanu: poprzez własne zmagania z językiem, przekładanie literatury i samego siebie na obce języki, tworzy osobistą poetykę. Kataloński poeta i tłumacz literatury polskiej i słoweńskiej na kataloński i hiszpański, powtarza wyzwanie Czesława Miłosza, czym jest poezja, która nie ocala. Jego rozważania o poezji i Zagładzie, istnieniu w obcym języku i wyobcowaniu, symbolicznie otwiera obraz spadającego Ikara. Zamyka je zaś scena prawykonania Kwartetu na koniec czasu Oliviera Messiaena w obozie w Grlitz w styczniu 1941 roku, przed widownią złożoną z więźniów i strażników. Wiersz prowadzi mnie na terytoria których badanie bywa bolesne pisze Farr Są różne poetyki, najbardziej przyciągają mnie jednak te, które każą mi zaglądać w najbardziej niedostępne zakamarki samego siebie lub innego, zapuszczać się na niezrozumiałe dla mnie obszary. Nie jestem adwokatem poezji bólu, mówię raczej o poezji nieobecności. Wiersz rodzi się z nieobecności.
Symbol roku to (hei/szin/alef ), co oznacza że Rosz Haszana przypada w czwartek (piąty dzień tygodnia), miesiąc cheszwan i kislew mają po 30 dni (szlemim – pełne), a pierwszy dzień Pesach przypada w niedzielę (pierwszy dzień tygodnia). Rok ma 355 dni i 51 Szabatów. Jest to dziewiąty rok w dziewiętnastoletnim cyklu księżycowym i siedemnasty rok w dwudziestoośmioletnim cyklu słonecznym. W kalendarzu podano czas rozpoczęcia i zakończenia Szabatów, świąt i postów dla czterech miast – Warszawy, Krakowa, Łodzi oraz Wrocławia, a także dla Syrakuz, według programu Kaluach. Czas zapalania świec przed Szabatem i świętami – 18 minut przed zachodem słońca. W święta podano czas rozpoczęcia pierwszego dnia świątecznego, zakończenia pierwszego dnia świątecznego (co oznacza jednocześnie nastanie drugiego dnia) oraz czas zakończenia drugiego dnia świątecznego. Uwzględniono zmianę czasu na letni (czas przestawiany jest w ostatnią niedzielę października oraz w ostatnią niedzielę marca). W erew Pesach podano czas do kiedy dozwolone jest spożywanie chamecu oraz czas do kiedy wolno chamec posiadać.
Czym dla polskiej literatury są Ballady i romanse, tym dla brytyjskiej – Ballady liryczne: manifestem romantyzmu. Wspólny tomik Williama Wordswortha i Samuela Coleridge’a ukazał się anonimowo w roku 1798 – czyli osobliwym trafem w roku narodzin Mickiewicza. Coleridge miał wtedy dwadzieścia pięć lat, Wordsworth był dwa i pół roku starszy. Mieszkali niedaleko siebie na wsi w północnozachodniej Anglii, tak zwanej krainie jezior – Lake District. Potem będzie się ich więc nazywać „poetami jezior”. Odwiedzali się często, chodzili na długie spacery we trójkę, bo jeszcze z siostrą Wordswortha, rozmawiali o powstających wierszach, dzielili się lekturami; inspirowali się nawzajem, inspirowali się piękną w tych okolicach przyrodą. Myśleli o niej coraz więcej. Tomik stał się naturalnym wynikiem tych spacerów i kontaktów.
[…]
Rymy o starodawnym żeglarzu stały się w angielszczyźnie skarbnicą cytatów („a painted ship upon a painted ocean”, „water, water, everywhere, nor any drop to drink”, „a sadder and a wiser man”) i frazeologizmów („albatross around one’s neck” – jak nasza „kula u nogi”), przedmiotem nieustannych odniesień i napomknień, źródłem utrwalonych poetyckich obrazów. Nawiązywała do nich już jak do loci communes Mary Shelley w późniejszym o ledwie dwadzieścia lat Frankensteinie. Potem przyszli młodsi romantycy, w Wielkiej Brytanii i za oceanem. A potem poszło strumieniem, pod strzechy – poprzez kulturę wysoką aż do popularnej. W abstrakcjonistycznych szkicach Alexandra Caldera, absurdalnych skeczach Monty Pythona, kolażowych animacjach Lawrence’a Jordana i pop-artowych – Raúla daSilvy; w heavy-metalowej kantacie Iron Maiden, w kampowym teledysku Tiger Lilies, w dziesiątkach innych masowo znanych dzieł widać, że starodawny żeglarz po dziś zachował „dziwną siłę mowy”
Przyjął się pogląd, że dzieci nie rozróżniają faktów od fikcji, nie rozumieją, że film, nawet gdy rysunkowy, dzieje się na niby. Obserwujemy więc dzieci bawiące się w wojnę czy w złodziei i policjantów, często z troską, na ile grają, a na ile „żyją” tę rolę? Jak bardzo wierzą w tę wykreowaną zabawą tożsamość? A przecież wystarczy cofnąć się myślami we własne dzieciństwo: Bawiliśmy się i my w złodziei i policjantów, zabijaliśmy podczas zabawy w wojnę, uczestniczyliśmy w rytuale wróżb zakopując polne kwiatki pod kawałkiem stłuczonego szkiełka, przebieraliśmy za księżniczki i czarownice, zakładaliśmy sobie na głowę tekturowe korony, by w słoneczne letnie popołudnie przez kilka godzin b y ć królem i królową. Co więcej: czyż my, już dorośli, zawsze umiemy oddzielić realność od fikcji? Czyż nie przejmujemy się do łez oglądaną w kinie lub w teatrze historią? Czyż nie praktykujemy guseł, nie czytamy z zawsze taką samą ciekawością horoskopów, nie słuchamy przepowiedni, nie wierzymy w skuteczność zaklęć?
Pewnego wieczoru, po kolacji, podczas jednej z moich comiesięcznych wizyt w domu rodziców w Durbanville, w Cape Town, mój ojciec Gustaw wręczył mi odręcznie narysowaną mapę wraz z wystukanymi na maszynie wskazówkami, prowadzącymi do skarbu, o którym słyszałem od dzieciństwa. Zrobił to zaraz po kawie, kiedy przeszliśmy do gabinetu, gdzie jak zwykle usiadł przy swoim biurku z rolowanym blatem, podczas gdy Kathleen, moja macocha, krzątała się, zbierając ze stołu naczynia i myjąc je po posiłku. Pewnie z powodu nieczytelnego pisma, ojciec przepisał odręczne instrukcje na starej maszynie Olivetti. Pamiętam ją z dzieciństwa z jej wytartą literą a.
Zazdroszczę profesorowi Łukaszowi Tomaszowi Sroce i pomysłu i determinacji (częścią składową determinacji jest spolszczę pisownię tzw. zicflajsz, czyli umiejętność przysiadania się do tematu). Po drugiej wojnie światowej przebywałem na pobytach studyjnych w wielu nowo powstałych państwach, jak Bangladesz, Pakistan, Izrael. Obserwowałem narodziny nowych państw i społeczeństw już po dłuższym pobycie stypendialnym w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie, a więc po zapoznaniu się ze zjawiskiem amerykańskiego tygla. Wtedy też obejrzałem klasyczny film z 1915 r., który utkwił w mojej wyobraźni The Brith of a Nation D.W. Grifitha. (Smutna dla ludzi pióra refleksja: kto dziś zna lub pamięta nazwisko autora powieści, z której wykrojono scenariusz wspomnianego filmu, a mianowicie Thomasa Dixona?). Po tych moich podróżach nęcił mnie właśnie temat badawczy: narodziny narodów. Nie potrafiłem wszakże przysiąść fałdów, nie miałem też pomysłu jak zaciekawić Czytelnika. A prof. Łukasz Tomasz Sroka znalazł sposób i rozprowadził temat w sposób fascynujący. Wybrał jeden kraj, jeden naród, jedną rodzinę i jedną osobę z tej rodziny. Protagonistką książki jest Lili Haber (z domu: Leser). Marian TurskiPrezydent Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego
Każdy, kto ma do czynienia z filozofią, wie jak szybko wyparowuje jej potężny niegdyś autorytet. Od wielu lat wykłada się filozofię głównie jako naukę historyczną poświęconą swego rodzaju zabytkom kultury, jakimi są dzieła wielkich filozofów. Mało kto zaś wierzy, że filozofowie wciąż zdolni są naprawdę powiększyć naszą wiedzę zadanie to niemal w całej rozciągłości powierzamy naukowcom. Nie spodziewamy się już również od filozofów, aby pouczali nas, jak mamy żyć bądź jak powinniśmy się rządzić. Dobrych rad oczekujemy raczej od psychologów, a nauk moralnych od kapłanów (jeśli jesteśmy wierzący). Książka Jana Hartmana, profesora filozofii z UJ, autora wielu filozoficznych rozpraw i traktatów, objaśnia procesy kulturowe i społeczne, które doprowadziły wielki projekt Filozofia do kresu jego możliwości. Przede wszystkim jednakże uwaga autora skupia się na wyjątkowych i charakterystycznych dla filozoficznego sposobu myślenia koncepcjach i pojęciach, które albo wyczerpały już swój potencjał oddziaływania na naukę i kulturę, albo są zbyt ezoteryczne i dziwne, by zostać przez kulturę zaadaptowane i wykorzystane. Tym samym Zmierzch filozofii jest nie tylko opowieścią o pewnej pięknej katastrofie, lecz również wycieczką z przewodnikiem po rzadko odwiedzanych przez postronnych arkanach filozoficznego teatru myśli.
Być może jednym z najpoważniejszych zadań, jakich może podjąć się literatura, jest uruchomienie gry, w której zdoła ona zasugerować, że chodzi w niej o coś więcej niż ona sama. Nie da się chyba więcej osiągnąć w tej dziedzinie, niż przekonać czytających, choćby na chwilę, że stawka pisarstwa jest większa niż samo pisanie, że tekst może dotykać Sprawy, która każe mu wykroczyć poza własne ograniczenia. Oczywiście literatura spełnia się wtedy, gdy wygrywa tę grę dzięki własnym środkom, pisarstwu i jego technikom. Czy jednak oprócz tego nie trzeba czegoś jeszcze, czego w ramach poetyki nie sposób precyzyjnie nazwać, a co wypełniałoby machinę literacką odpowiednim żarem? Czegoś, co sprawi, że środki literackie będą więcej niż techniką. Wydaje się, że literatura nie ma szans na inne zwycięstwo, niż roztoczyć wokół siebie aurę takiej wątpliwości. Pisanie o niej musi nieustannie lokalizować miejsce styku między nią samą i czymś innym, co pozwala jej przebierać się za coś, czym nie jest. (ze wstępu autora)
Uczę się. Uczę się zgody na niezgodę, przetrwania pomimo, przewidywania nieprzewidywalnego, żegnania oczekiwań i witania niespodzianek. Uczę się tego, jak zbawiać świat i żeby nie jeść nieekologicznie łowionego tuńczyka. Lekcje są bezpłatne, obowiązkowe. Uczę się od własnych dzieci.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?