Książka Jewheniji Podobnej jest lekturą do głębi poruszającą. Praca nad jej przekładem okazała się psychicznie bardzo wymagająca. Na książkę składają się świadectwa kobiet, które po wybuchu wojny pozostały w Ukrainie. Opowiadają o sile i bezsilności, o podejmowaniu decyzji, rodzinie, miłości, opiece nad innymi, o trwaniu w zawieszeniu pomiędzy „żyje” a „zginął”. Dwadzieścia pięć niezwykłych historii kobiet walczących.Katarzyna Gach
Na wyzwolone ziemie wracają dzieci i wiosna. Lecz wojna przypomina o sobie na każdym kroku: pola są zaminowane, domy bez dachów, ludzkie losy złamane. Wśród pogorzelisk i ruin, przy wtórze eksplozji nieustannie pobrzmiewają pytania: Czym jest zwycięstwo? Co to znaczy „po wojnie”? Co utrzymuje na powierzchni człowieka, którego zewsząd otacza śmierć?W zbiorze dokumentalno-lirycznej prozy Łowcy szczęścia Wałerij Puzik odmalowuje frontową codzienność żołnierzy oraz zmagania mieszkańców, którzy na przekór wojnie usiłują żyć i patrzeć w przyszłość. „Niczego nie trzeba wymyślać. Po prostu siadaj i pisz”.Katarzyna Fisze
Gdy książka ta powstawała, napaść Rosji na Ukrainę, choć już trwająca, wydawała mi się częściowa i powolna. Wojna w Gazie też jakby się tliła. Dziś wojny te osiągnęły pełnię, pokazały właściwe im brutalność
i bezwzględność. Trudno od nich oderwać wzrok, łudzić się, że się uspokoją. Przemoc domaga się odpowiedzi, od rzucenia, protestu. Matka Hanny Arendt uczyła ją, że gdy atakują cię jako Żydówkę, musisz się
bronić jako Żydówka, a nie jako człowiek czy obywatel. To samo można powiedzieć o wojnie: jeśli cię atakują zbrojnie, musisz się bronić zbrojnie.
Jak wszystkie zasady, ta także ma wyjątki. I różne są rodzaje broni. Tej kwestii dotyczy seria pytań postawionych tu wokół postaci Czesława Miłosza.
Irena Grudzińska-Gross
Czas cudów to debiutancka powieść Catalina Doriana Florescu, która od razu przyniosła mu zasłużony rozgłos. Jej akcja, zawierająca wiele wątków autobiograficznych, rozpoczyna się w Rumunii (pisarz mieszka od lat w Zurychu, pisze wyłącznie po niemiecku, ale urodził się w Timișoarze). W celu uleczenia małego Alina z rzadko spotykanej i bardzo uciążliwej choroby, ojciec zabiera go za granicę. Kuracja się nie udaje. Obaj wracają do Rumunii, ku zaskoczeniu i niezadowoleniu matki chłopca oraz jego krewnych. Ojciec jednak nie rezygnuje…Jak na Florescu przystało, powieść jest napisana bardzo żywo, ciekawie i z dużym poczuciem humoru. Stosunki w komunistycznej Rumunii, opisane z punktu widzenia dziesięcioletniego chłopca, śmiało mogą służyć jako doskonały pamflet reżimu Ceaușescu. Czas cudów jest trzecią powieścią Florescu wydaną w Polsce. Wcześniej w serii „Meridian” ukazały się Jacob postanawia kochać i Człowiek, który przynosi szczęście.Maria Przybyłowska
Zaczęła się ciężka codzienność okupacji… Nie było ani strachu, ani nienawiści, tylko po prostu pustka. Krewni, wliczając w to i ojca, przez cały czas aktywnych działań wojennych ukrywali się w zimnej piwnicy, a ja zostałem, żeby grzać i pilnować domu, nocując z dzieckiem na korytarzu, tam, gdzie nie ma okien. Jak tylko ostatni wrogi KraZ przejechał obok mojego podwórka, pobiegłem ogrodami, by ostrzec krewnych…
fragment Dziennika okupacyjnego
Dziennik, który udało się wydobyć z ziemi 24 września 2022 roku, ma tylko trzydzieści sześć stron. Papier jest zawilgocony i w żaden sposób nie umiem go wyprostować. Nierówny charakter pisma, wiele skreśleń, czarny i czerwony atrament. Pierwsze odczytuję słowa na ostatniej stronie: „Wierzę w zwycięstwo”. Usłyszał je Wakułenko w klangorze żurawi nad okupowaną ziemią 21 marca 2022 roku. Właśnie wtedy powstał ostatni zapis.
Wiktoria Amelina, ze wstępu Historia pewnego zwycięstwa
Książka Arama Paczjana P/F to opowieść o zanikaniu pamięci Erywania, miasta, które powoli ściera się z powierzchni istnienia. Najpierw odjeżdża ostatni tramwaj, potem zamknięta zostaje rzeka Getar. Wszystko zaczyna topnieć: ulice, koty, modlitwy, wojna, język. Kawiarnia wciąż podaje kawę, a bohater miesza ją ogonem martwego psa. Miasto istnieje tylko dlatego, że ktoś je jeszcze pamięta. W tej przestrzeni rozpadu porusza się nierzetelny narrator o wielu imionach: Pacz, Fil, Czarny, „ja”, które natychmiast się unieważniają. Pisze, by istnieć i istnieje tylko wtedy, gdy pisze. Gdy milknie, znika. Tu nic nie jest pewne: ani ciało, ani pamięć, ani miłość, ani śmierć. Porządek się przesuwa, fragmenty zamieniają się miejscami, sens pęka. Zdania zaczynają się jak opowieści, a kończą jak urwane myśli albo nie kończą się wcale.Rozpadowi ulega również język. Nie tyle opowiada, co rozmontowuje. Staje się błędem, szeptem; zdania urywają się, powracają, zapętlają. Czytelnik nie podąża za fabułą, lecz dryfuje w jej nielinearności jak w rzece, która zbiera wszystko: okruchy codzienności, śmieci, resztki szczęścia, martwe zwierzęta, a nawet Buddę, który skacze z mostu i przeprasza komara za to, że go obudził.To świat, w którym rozpad nie jest końcem, lecz formą trwania. Ta książka nie zamyka się i nie prowadzi do rozwiązania, lecz otwiera przestrzeń, w której można jeszcze przez chwilę patrzeć na znikanie, palić cygaro i mieć wrażenie, że jest się częścią czegoś niezwykle realnego.
Ślepy Zaułek Niezapominajki to zbiór poruszających opowiadań z życia mieszkańców współczesnej Armenii, ich tożsamości i pamięci zbiorowej. Lusine Charatian stawia pytania od pokoleń towarzyszące narodowi o bogatej i trudnej historii, niegdyś posiadającemu potężną ojczyznę, a dziś mierzącemu się z konsekwencjami kolejnych dziejowych katastrof. W cieniu geopolitycznych napięć między Wschodem a Zachodem ormiańscy bohaterowie Charatian poszukują własnego miejsca, próbując przełamać narzucone ograniczenia. Towarzyszą im traumy przeszłości, silne pragnienie sprawiedliwości oraz głęboka tęsknota za wolnością i światem bez granic. W rzeczywistości naznaczonej tradycją i patriarchatem szczególnie wybrzmiewa głos kobiecy – przenikliwy i pełen wrażliwości, zdolny uchwycić wewnętrzny świat marzycieli żyjących w coraz bardziej kurczącej się ojczyźnie. Tatew Chaczatrian
Saga opisująca losy bliźniąt, Serafimy i Bogdana. Przy tej okazji Vahur Afanasjev tworzy unikalny w literaturze portret miejscowej społeczności staroobrzędowców, pod koniec XVII wieku osiadłych nad jeziorem Pejpus na pograniczu estońsko-rosyjskim. Akcja powieści rozgrywa się między rokiem 1944 a latami dziewięćdziesiątymi XX wieku. Jest gęsta od emocji i wydarzeń: przeplatają się w niej tragizm i komizm, faktografia i mistyka, historia oraz podróże w głąb ludzkiej psychiki.
Wyróżniona najważniejszymi nagrodami literackimi w Estonii, zaadoptowana przez Uus Teater w Tartu, stała się testamentem przedwcześnie zmarłego pisarza.
Anna Michalczuk-Podlecki
"W sfingowanym przez reżim Envera Hodży procesie – prowadzonym przy drzwiach zamkniętych i bez obrońców – na podstawie zeznań fałszywych świadków orzeczono kary śmierci dla Fadila Kokomaniego, Vangjela Lezho i Xhelala Koprencki. Dziewiętnastu pozostałych więźniów otrzymało kary od szesnastu do dwudziestu trzech lat więzienia. Drugi wyrok dokumentuje te wydarzenia w komunistycznej Albanii chronologicznie – od końca 1978 roku do maja 1979. Fatos Lubonja opowiada je z perspektywy uczestnika procesu. Książka jest zapisem odwagi i rozsądku, tchórzostwa i podłości, rozpaczy i nadziei. Nic tutaj nie zostało zmyślone, podkolorowane czy dodane. Prawdziwe są realia i prawdziwi protagoniści występujący pod własnymi nazwiskami: dwudziestu dwóch aresztowanych więźniów, śledczy, prokuratorzy i sędziowie, donosiciele i fałszywi świadkowie. Autentyczne są zeznania świadków, akt oskarżenia i wyroki. Prawdziwe są napięcie i niepewność, zdrada i kłamstwo, solidarność i współczucie. Prawdziwy jest także strach przed śmiercią." - Dorota Horodyska
Josef Škvorecký przez całe życie pisał właściwie jedną powieść – kronikę swego nieszczęsnego pokolenia, miażdżonego przez różne totalitaryzmy, prawe i lewe. I o tym, że jazz i literatura były jedynym azylem, pozwalającym choć przez chwilę poczuć złudzenie swobody. Takie też
są Zwyczajne żywoty – cztery utwory z różnych okresów, tematycznie odwołujące się do jazzu i bezpośrednio czy pośrednio nawiązujące do „kosteleckiego cyklu” książek, których głównym bohaterem jest Danny Smiřický.
Saksofon basowy (największy literacki sukces Škvoreckiego w USA), to – jak napisał autor – nowela „o jedynej prawdziwej sztuce, prócz której nie ma już niczego”. Bo „dla mnie literatura była zawsze grą na saksofonie”,
dodał. W Red Music widać, jak bardzo wszystkim dyktatorom świata przeszkadza wolność, którą niesie muzyka. Neuilly jest pierwszym większym utworem napisanym przez Škvoreckiego na emigracji, eksperymentem z poetyką strumienia świadomości, a zarazem czymś w rodzaju autorskiego notatnika, w którym pojawiają się rozwijane
później motywy. Natomiast tytułowa nowela Zwyczajne żywoty to ostatni dłuższy tekst autora, ostatecznie zamykający cykl przypadków Danny’ego Smiřickiego, bardziej smutny i nostalgiczny od większości innych, ale chyba równie piękny.
Andrzej S. Jagodziński
Czary szatana, przedostatnia powieść Grigorija Kanowicza, pozostaje integralną częścią wielkiej sagi Żydów litewskich. Im bliżej jej końca, tym silniej do głosu dochodzi perspektywa kobiet: ostatnia powieść Ballada o miasteczku osnuta jest wokół losów matki Henki Dudak, natomiast bohaterką tej opowieści jest Danuta-Hadassa, gojka opiekująca się żydowskim cmentarzem. Dla mieszkańców tego królestwa na pograniczu światów stolicą była Jerozolima Północy, czyli Wilno, a małym centrum świata miasteczko Miszkine, czyli Janów pod Kownem. Saga Kanowicza to jedyna w swoim rodzaju świecka literatura mądrościowa, początkami sięgająca króla Salomona i religijnej tradycji żydowskiej. Niemal każdy jej urywek skrywa życiową maksymę. „A co jest… prawdą?... Czuć ją krwią i rozkładem!” I tak od pierwszej po ostatnią stronę – mowa „świętych głupców”, zaskarbiona przez łzy i modlitwy. Od wielu lat czytamy ją niby kolejną odsłonę Komedii ludzkiej, w świecie Litwaków przeglądając się jak w zwierciadle, łącznie z tym, co chcielibyśmy ukryć.
Krzysztof Czyżewski
„Moja praca przypomina operację ‒ mówi kurator T. ‒ w której chirurg zaszywa świeżo otwartą ranę, nie usunąwszy nowotworu”. W biurokratycznej machinie tytułowy bohater jest tylko bezimiennym trybem, rozgoryczonym pracownikiem opieki społecznej, który w ramach urzędniczej służby uczestniczy w życiu swoich podopiecznych, postaci często tragicznych, niekiedy odstręczających, a bywa, że i komicznych.
Oscylujący między chłodnym obiektywizmem a fantasmagorią kurator przygląda się człowiekowi z jego eskapistycznymi odruchami, a także społeczeństwu, nazbyt chętnie dzielącemu jednostki na „lepsze” i „gorsze”, „zdrowe” i „niepełnowartościowe”. Niemniej nawet tam, w bezdusznym urzędzie i w rzeczywistości zdominowanej przez pragmatyczność i materializm, dochodzi do głosu ludzka solidarność.
Karolina Wilamowska
Szczęśliwe Tbilisi, które ma Słonia południowego. Powieść Arczila Kikodze ofiaruje kaukaskiej metropolii potęgę mitu. Przez jeden dzień towarzyszymy peregrynacjom gruzińskiego flâneura. Od podszewki poznajemy życie miasta, ciągnie się za nami cień Berii, zaglądamy za kulisy historii miłosnych, chodzimy po kręgach traumatycznych przeżyć z dzieciństwa, oddajemy się nostalgii, dopada nas postsowiecka chandra i kac nieodrobionych lekcji z historii, śmiejemy się przez łzy, nasze marzenia stają się zakładnikami cynicznych nuworyszy, rozglądamy się za lekarstwem na samotność, szybko się starzejemy, za późno odkrywamy, co prawdziwie ważne w życiu, aż odzywają się w nas człowiek i miasto, warci miłości.
„Podążaj za mną” – tak Birute Jonuškaite wprowadza nas do świata Maranty. Akcja powieści toczy się w przestrzeni pamięci głównej bohaterki i narratorki, młodej kobiety, pielęgniarki i malarki, wywodzącej się, podobnie jak Autorka, znad jeziora Sejwy, z litewskiej krainy na północno-wschodnim krańcu Polski. To tam powstaje bieżnik, a właściwie: kobierzec, arras fabuły, utkany z równoległych, przenikających się czasów, z rozpisanych na biograficzne krzyżyki tradycji i obyczajów puńsko-sejneńskich Litwinów, naznaczony printami dalekiego świata – Rosji, Ameryki, Warszawy, Paryża, Słowacji, Ziemi Świętej. Głosy odchodzących, zmarłych i „wszystkich, którzy żyją” przeplatają się z melodiami miejscowych pieśni i ze wspólnymi motywami kultury.
Agnieszka Rembiałkowska
W świat prozy Filipa Davida czytelnik wchodzi jak w przestrzeń fantastyczną, a jednak rzeczywistą, w której krążą postacie zarówno żywych, jak umarłych. Dom pamięci i zapomnienia kontynuuje literacką tradycję spod znaku Szymona Anskiego i Izraela Joszuy Singera, w oryginalny sposób łącząc europejski romantyzm z mistyką żydowską.
Księgi przeciwko śmierci Elias Canetti nigdy nie napisał. Pod datą 15 lutego 1942 roku zanotował: „Postanowiłem dziś, że będę spisywał swoje myśli przeciwko śmierci”. Stał się człowiekiem głęboko religijnym, w sensie, jaki sam nadawał temu słowu: poczucia związku ze zmarłymi. Wierzył, że w pozostających przy życiu są dusze zmarłych, potrzebujące pokarmu. Upatrując największe zagrożenie w przyczajaniu się do śmierci, całe dorosłe życie przygotowywał się do napisania "Księgi" w której miał z nią stoczyć ostateczną walkę. Przysięgi składane sobie po śmierci matki, setki wypisanych ołówków, tysiące kartek zapisków, z których jedna trzecia, czyli blisko dwa tysiące dotyczyła tematu śmierci... I po kres jego dni niemożliwość napisaniea pierwszego zdania "Księgi". Odszedł pozostawiwszy po sobie jedynie teczkę z kilkunastoma kartkami zatytułowaną "Księga zmarłych" oraz zapiski, w części publikowane w książkach które sam przygotował do druku, w części niepublikowane, notowane odręcznie, codziennie przez wszystkie lata współ-życia ze śmiercią. Czy to mało? Oszczędne w słowa, skondensowane myśli które latami obrabiał niby szlifierz kryształów
Miastem Dragana Velikicia jest Pula. Dzięki niemu znalazła się na literackiej mapie naszych języków, a potem też na książkowej mapie Europy. Joyce zbudował Dublin, by potem, jak Odyseusz, wędrować po południowej Europie na próżno szukając ratunku. Andrić zbudował Trawnik, Wyszechrad i Sarajewo, w końcu zbudował też Belgrad, bo brakowało mu własnego miasta. Velikić już od trzydziestu lat, od książki do książki, wznosi dla siebie Pulę, miasto, które w rzeczywistości, z przyczyn politycznych, historycznych i rodzinnych, utracił na zawsze. Powieść jest próbą odzyskania tego, co zostało w życiu stracone. Gdyby było inaczej, gdyby nadal żył w tym mieście i gdyby dzisiaj pracował, powiedzmy, w miejskich wodociągach albo w policji, nie przyszłoby mu do głowy, by napisać taką książkę.
Miljenko Jergović
„Śladami…” okrzyknięte zostało na Bałkanach mianem najlepszego jak dotąd dzieła Dragana Velikicia, będącego kwintesencją jego kunsztu literackiego. Najnowsza powieść pisarza to historia o matce i dorastaniu, nie tylko poetycka spowiedź, ale też opowieść o kraju, miastach i ludziach, którzy odeszli, o ucieczkach, emigracjach i wędrówkach. Poruszająca do szpiku i przywracająca wiarę w zasadność poszukiwań. Bo ślady zawsze dokądś nas poprowadzą.
Aleksandra Wielemborek
Księga o cmentarzu rozpętała na Słowacji burzę. Kiedy 1 kwietnia 2000 roku ukazała się po raz pierwszy jako powieść autorstwa Samka Tale, lekko upośledzonego mieszkańca słowacko-węgierskiego Komarna, zrazu wzięto ją za primaaprilisowy żart.
Drukować bełkot cofniętego w rozwoju zbieracza makulatury? – pisali pierwsi krytycy, pomijając lekturę. Inni z kolei od razu ochrzcili książkę środkowoeuropejskim Forrestem Gumpem, słowackim Szwejkiem czy komarniańskim Idiotą.
Outsiderowi Samkowi Tale bliżej do Oskara Matzeratha z Blaszanego bębenka czy Mariana Osucha z filmu Z punktu widzenia nocnego portiera. Kto przeczyta książkę od deski do deski, kto przebrnie do końca przez jej okaleczone zdania, powykręcane słowa i przepadliska hybrydowego stylu, kto wytrzyma przyprawiający o zawrót głowy rytm spiralnej kompozycji, pojmie zabójczo infantylną logikę narracji, przejrzy całą galerię portretów i wysłucha wszystkich opowiastek o komunie i nowym, wcale nie tak wspaniałym świecie, który nastał po niej, ten ujrzy w końcu postać Samka Tale w niepokojącym światłocieniu, niejednoznacznego jak wspomniani bohaterowie Grassa i Kieślowskiego.
Powieść Catalina Doriana Florescu jest sagą rodziny Obertinów, osadników zwanych w Banacie Szwabami, choć od schyłku XVIII wieku przybywali tam z różnych regionów Europy zachodniej, tworząc barwny krąg kulturowy z Niemcami, Rumunami, Węgrami, Serbami, Cyganami… Wszystko zaczyna się od wielkiej burzy w lipcu 1924 roku, kiedy to nikomu nie znany Jakob bez nazwiska, „wyłania się z nawałnicy”, przybywając do wsi Triebswetter, by się tam osiedlić, z mocnym postanowieniem, że zdobędzie upragnioną kobietę, ziemię i dom, co mu się udaje. Ale historia Triebswetter sięga w jeszcze dalszą przeszłość, aż do roku 1772, kiedy to wieś „powstała z niczego”, a kończy się już po drugiej wojnie światowej przeprowadzoną przez rumuńskich komunistów deportacją osadników jako wrogów ludu, ich wywózką na „koniec świata”, czyli na puste, nieurodzajne tereny Rumunii, gdzie będą musieli zaczynać wszystko od nowa.
To jest książka głęboko „miłosna”, dowód miłości późnej, ale wiernej i bezwarunkowej.
Pisałem ją kilka lat, podróżując po Peloponezie, greckich i chorwackich wyspach, Azji Mniejszej, odwiedzając historyczne miejsca, sławne miasta, znakomite muzea archeologiczne i wioseczki trudne do odszukania na mapie, czytając dzieła klasyczne i te współczesne, w których objawia się fascynacja Grecją i mitem Śródziemnomorza.
Towarzyszyła mi myśl Borgesa, że „wszyscy jesteśmy Grekami na wygnaniu”, i że kilku jeszcze czytelników może uda się zachęcić do tej, niekończącej się nigdy podróży.
Krzysztof Lisowski
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?