Tam w kościele modli się po polsku, a w domu rozmawia „po prostemu.”
Gdzie jest to magiczne „Tam?” Gdy ruszasz w wędrówkę po Grodnie z Wiktorem Szałkiewiczem, wszystko może się zdarzyć. W piątkowe popołudnie rabin obwieszcza nadejście szabatu. Ściskasz dłoń króla Stefana Batorego, a chwilę potem ubogi Żyd częstuje cię śledziem wprost z beczki. Na Wysokim Rynku grają „Czerwone Gitary” – tak głośno, że gipsowemu Leninowi odpada wskazujący palec. Patrzysz, jak Niemnem suną do Prus Wschodnich ciężkie wiciny, idziesz dalej.
Przed dworcem kolejowym widzisz tyle taksówek, że zaczynasz się zastanawiać, czy – aby nie skisnąć z nudy – jedni taksówkarze nie wożą przypadkiem innych taksówkarzy? Na peronie, łowiąc nozdrzami wiatr dolatujący „z Polszczy”, kłębi się tłum przemytników. W jednej walizce trzydzieści par banalnych kalesonów, w innej odświętne spodnie Jana Nowaka-Jeziorańskiego, w kolejnej papierosy, mydło włoskie i maść na korzonki …
Grodna i okolicznych miasteczek, opiewanych przez Orzeszkową i Czeczota, Mickiewicza i Kondratowicza daremnie szukać na mapie. Chyba, że mówimy o mapie pamięci Wiktora Szałkiewicza. Wtedy - owszem, wtedy – tak.
Michał Androsiuk
„Fizycy, o ile wiemy, nie pokusili się jeszcze o zbadanie mocy wybuchu, do którego dochodzi, kiedy niewłaściwa książka trafia w ręce właściwego czytelnika” – czytamy we wstępie do Przewodnika dla dryfujących. Zbioru sytuacjonistycznych tekstów o mieście pod redakcją Mateusza Kwaterko i Pawła Krzaczkowskiego.
Książka prowadzi czytelników szlakiem, który przetarli dawni psychogeografowie z Międzynarodówki Letrystycznej i Sytuacjonistycznej – od pierwszych eksploracji (i modyfikacji) przestrzeni miejskich aż po rewolucyjną krytykę urbanistyki. Ostatnia część poświęcona jest manifestom architektów, którzy „otarli się” o Międzynarodówkę Sytuacjonistyczną i w swojej pracy pozostawali pod wpływem Guy Deborda, Constanta oraz innych miejskich poszukiwaczy przygód.
Człowiek samoistnie wykształcił i w dalszym ciągu tworzy różne udoskonalenia, tak aby żyło mu się wygodnie. Człowiek od zarania dziejów zmienia swoje otoczenie. Stał się więc w pewnym sensie twórcą nowego świata. Efektem tego jest fakt, że rozróżniamy środowisko naturalne i środowisko antropogenicznie zmienione. Żaden z gatunków żyjących na Ziemi nie ma takiej zdolności.Fragment książki
Źródło i mielizny"" to kontynuacja zbioru esejów zatytułowanego ""Dla Sprawy"". Tym razem autor zamierzał pisać w tonie zupełnie poważnym, ale i tak wkradło się do tej książki sporo lekkiego humoru. Chesterton z właściwą sobie przenikliwością przygląda się rozmaitym przejawom współczesnego życia i kryjącym się za nimi ideom. Opisuje komunizm jako rozpasany ascetyzm, a kapitalizm jako głównego wroga rodziny. Chwali uroki pustelnictwa, wyjaśnia, czemu dzisiejsza ekonomia jest chora i czemu każdy powinien żyć trzysta lat. Zajmuje się historiografią i aliteracją, krytykuje fanatyczną pasję zakazywania oraz kontrolę urodzeń. We wszystkich tych kwestiach pokazuje, że ilekroć cywilizacja odchodzi od katolicyzmu, prędzej czy później odchodzi też od zdrowego rozsądku i popada w taką czy inną ideologiczną obsesję. Wiara katolicka, twierdzi Chesterton, jest wiecznym źródłem, podczas gdy wiele nowoczesnych trendów to tylko zwodnicze mielizny.
Carlos Castaneda (1925-98) - amerykański (urodzony w Peru) antropolog, psycholog, autor bestsellerów takich jak ""Nauki Don Juana"", ""Podróż do Ixtlan"", ""Odrębna rzeczywistość"", w sumie wiele milionów sprzedanych egzemplarzy, przełożonych na 17 języków. Ale też mag, używający środków odurzających, piszący o nich, mający swoich wyznawców, wielbicieli ale też i fanatycznych wrogów. W 1960 miał on spotkać szamana z plemienia Yaqui o imieniu don Juan Matus. Jego doświadczenia z don Juanem stały się dlań bodaj najważniejszą życiową inspiracją. W książce ""Aktywna strona nieskończoności"" została napisana po 13 latach od tego pierwszego spotkania. Jest to w zasadzie ostatnia (kolejne to już w pewnym sensie rekonstrukcje jak ""Koło czasu"") i bodaj najbardziej osobista opowieść Carlosa Castanedy, wydana zresztą dopiero po jego śmierci. Czy Don Juan w ogóle istniał, czy był tylko niezwykłym wytworem wyobraźni autora - właśnie w tej książce znajdziemy szereg wyjaśnień.
26 kwietnia 1986 roku w Czarnobylu miała miejsce największa w dziejach katastrofa elektrowni jądrowej. Natychmiast rozpoczęła się gigantyczna akcja ratunkowa, a przez kolejne miesiące lekarze i niektórzy działacze partyjni z ogromnym poświęceniem walczyli o to, by zminimalizować wpływ eksplozji na zdrowie ludności zamieszkującej skażone tereny. Jednak równocześnie trwały inna akcja - propagandowa - a jej stawką były nie tylko interesy Związku Radzieckiego, lecz także wszystkich państw wykorzystujących energię jądrową.Kate Brown spędziła lata, wertując dokumenty w archiwach, przeprowadziła setki wywiadów z mieszkańcami Strefy Wykluczenia, z politykami, radzieckimi i zagranicznymi specjalistami od atomu. W efekcie szczegółowo opisała wydarzenia, które nastąpiły po katastrofie, ale przede wszystkim przygotowała wstrząsającą relację z tego, jak (i dlaczego) rządzący, ludzie nauki i media całego świata wspólnie wykreowali tę opowieść o Czarnobylu, którą znamy do dziś.
Człowiek nie jest wolny od zawiści, bez względu na miejsce, czas i środowisko, w którym się znajduje"" - otwarcie i bez ogródek pisze o. Zbigniew Frankowski w swej debiutanckiej książce pt. ""Zawiść. Utajone cierpienie"". Niezwykle szczegółowo analizuje każdy niemal aspekt tej emocji, starając się odpowiedzieć na wiele pytań z nią związanych: Jak często stykamy się z zawiścią? Czy jest konieczne przechodzenie przez przykry proces poznawania tej emocji? A może lepiej zdystansować się od niej w skuteczny sposób? Pełna przykładów z życia codziennego, książka o. Frankowskiego jest owocem jego długoletnich studiów nad tym zagadnieniem, wielogodzinnych spotkań z różnymi osobami i żywych dyskusji na temat zawiści, dlatego może być pomocna w radzeniu sobie z okolicznościami zawiści, które rzeczywiście bywają niezmiernie przykre, a czasami wręcz paraliżujące.
Eseje o japońskim druku i drzeworycie
Na Zachodzie drzeworyt japoński analizowany jest głównie przez pryzmat gatunków poświęconych scenom rodzajowym lub portretom. Tymczasem medium to obejmowało znacznie szerszą, mniej znaną tematykę i służyło rozmaitym celom. Niniejszy zbiór ośmiu esejów przybliży Czytelnikowi takie zagadnienia, jak wpływ zachodniej sztuki na drzeworyt japoński, jego rola w propagandzie, odbitki erotyczne dla armii na froncie czy związek pomiędzy sposobem przedstawiania żołnierza u progu XX wieku a klasycznym ujęciem samuraja. Jeden rozdział poświęcony jest książkom, które także miały swój niebagatelny udział w rynku wydawniczym okresu Edo.
Gyula Krúdy doczekał się miana pisarza pisarzy. Jak ktoś wyliczył – ośmiu na dziesięciu pisarzy węgierskich kocha Krúdyego. Światowa recepcja jego twórczości z roku na rok jest coraz szersza. Jego nowele i niektóre powieści przełożono na wiele języków. Prezentowany polskiemu czytelnikowi tom wspaniałych krótkich utworów domaga się uwagi. Uniwersum, jakie wyłania się z tej prozy, współistnieje ze światem Brunona Schulza: oba światy nawadniane są silnym autobiografizmem, znajdujemy tu wątki erotyczne, surrealistyczne przekształcenia, nawraca topos małego miasteczka z jego „drętwiącą nudą” i charakterystycznymi postaciami osadzonymi w zmitologizowanej przestrzeni rynku, gospody, cukierni, szkoły tańca, domu uciech. Oprócz opowiadań w tomie znalazła się garść tekstów publicystycznych, które pokazują, że Krúdy nigdy nie przestawał być lirykiem, ale też ilustrują tak znamienne dla jego pisarstwa przenikanie się materii rzeczywistości z materią fikcji literackiej.
Dużym walorem tekstów zawartych w książce jest sposób pisania. Wyraźnie ujawnia się autorski podmiot: niejednokrotnie refleksja nad utworami łączy się z dygresjami autobiograficznymi, które wyjaśniają tryb lektury. To bardzo uczciwe postawienie sprawy. Autorka nie skrywa się za swoimi tekstami, pisze całą sobą, swoją osobowością, emocjami, doświadczeniem. Mamy tu różne gatunki: esej, szkic krytycznoliteracki, analizę porównawcza, polemikę, wywiad, a nawet... autokrytykę. Dzięki temu książka jest urozmaicona, nie tylko poznajemy dzieła poszczególnych twórców, ale śledzimy też rozwój myśli autorki, jej zmagania z czytanymi tekstami, wnikanie w słowa, poszukiwanie śladów światopoglądowych zmagań poetów i prozaików.
Autor w ośmiu tekstach porusza temat „nihilizmu reakcyjnego”, tak bardzo różnego od nihilizmu niemieckiego czy rosyjskiego, wyrastającego z katolicyzmu, osadzonego na cywilizacji łacińskiej i pilnującego tradycji. Porusza ten problem w znakomitej formie eseju literacko-filozoficznego.O książce Krzysztof Tyszka-Drozdowski pisze: „Śródziemnomorski nihilizm, reakcyjny nihilizm, który tu opisuję, to stan duszy narodów łacińskich. Stan duszy tych, którym tradycja wydaje się nieskończenie droga, choć wiedzą, że jest zniszczalna i kruchsza, niż się wydawało, tych, którzy pilnują jej, bo wiedzą, że Bóg przestał jej pilnować. Chwilowo, na jakiś czas… Ten czas musimy przeczekać, jako narody i jako jednostki. Starałem się poukładać wiedzę o tym, jak tę noc przetrwać”.Cóż za ciekawa, pasjonująca książka! Żuawi nicości zabierają czytelnika w niezwykłą duchową podróż do Hiszpanii i Francji, a tak naprawdę do źródeł łacińskiej cywilizacji Południa ? naszej cywilizacji. Przewodnikami w tej podróży są wyklęci pisarze francuscy, jak Maurice Barres, Henry de Montherlant czy Charles Maurras. Subtelna i empatyczna lektura ich dzieł pozwala Krzysztofowi Tyszce-Drozdowskiemu stawiać pytania zasadnicze, najważniejsze: o istotę kultury Zachodu, zaangażowanie polityczne, sens historii, wartość tradycji i o stan naszej współczesności. Autor broni klasycyzmu, odkrywa piękno katolicyzmu, opisuje fenomeny śródziemnomorskiego nihilizmu i reakcyjnego dandyzmu. Świetne, błyskotliwe, kunsztowne eseje Krzysztofa Tyszki-Drozdowskiego imponują rozległą i nieoczywistą erudycją, pięknym stylem, odwagą sądów, dojrzałością rozpoznań. Autor wydobywa z zapomnienia inną Francję, a poniekąd też inną Polskę. Marzyłem o takiej książce od dawna!- prof. Maciej Urbanowski
Jeden z najpopularniejszych pisarzy. Pół miliona sprzedanych egzemplarzy. Uznanie polskich i zagranicznych krytyków. Wiele nagród i liczne nominacje. A niewiele brakowało, by wszystko potoczyło się zupełnie inaczejPewnego dnia, w latach dziewięćdziesiątych, długowłosy nastolatek w ciężkich butach wchodzi do klubu gliwickich poetów, by przekonać się, jak ocenione zostaną jego wiersze. Efekt? Wiele lat później do księgarń trafia Jak nie zostałem poetą Szczepana Twardocha. A w książce? Historia i codzienność. Tożsamość i autorefleksja. Bardzo serio i z przymrużeniem oka.Ciągle nie zdecydowałem, czy uprawianie literatury jest dla mnie po prostu zawodem, czy może raczej czymś w rodzaju choroby psychicznej pisze autor. I opowiada historie, które mogłyby dać początek nowym powieściomKtóregoś dnia, w czasie II wojny światowej, do jednej ze śląskich wsi nagle przestały przychodzić listy miłosne, które chłopcy z frontu słali do swoich ukochanych. Zapomnieli? Przestali kochać? Spotkało ich coś strasznego? I dlaczego tak nagle? A może ma z tym coś wspólnego młoda listonoszka?
Własny pokój, Virginia Woolf, tłumaczenie Agnieszka Graff, O stawaniu się kobietą mówią: Edyta Bartosiewicz, Joanna Bator, Magdalena Cielecka, Katarzyna Kozyra, Martyna Wojciechowska, Ewa Woydyłło. Piszą: Sylwia Chutnik, Karolina Sulej Legendarny esej Virginii Woolf ""Własny pokój"" obchodzi w tym roku dziewięćdziesiątą rocznicę. Czytając go po latach w tłumaczeniu Agnieszki Graff dowiadujemy się, jak wiele postulatów zapisanych przez brytyjską pisarkę nadal jest aktualnych. O własnej drodze do niezależności opowiadają też sławne Polki: Edyta Bartosiewicz, Joanna Bator, Magda Cielecka, Katarzyna Kozyra, Martyna Wojciechowska, Ewa Woydyłło. Virginia Woolf żyła w innym świecie, ale jej esej nadal pozostaje perłą. Udowadniają to także rozmowy o nim sławnych i przebojowych kobiet.
Trenerzy, doradcy, coachowie i instruktorzy, strzeżcie się! Michał Rusinek, przenikliwy i niestrudzony tropiciel pypciów językowych, tym razem bierze pod lupę język poradników. Czyni to z właściwą sobie maestrią, literackim kunsztem i intelektualną swadą, bawiąc się poradniczymi kuriozami. Jak podrywać? Jak sprzedawać? Jak się leczyć? Jak tatuować?
A jak się nie dać poradnikom, które robią z nas niedorajdy? Prosta rada: czytać Rusinka.
Zjawisko dżihadu zbrojnego w ostatnich latach z impetem wkroczyło do naszych domów za sprawą licznych zamachów, wzbudzając również w świecie islamskim bardzo szeroką dyskusję.
Aby nie oskarżać całego islamu ani – przeciwnie – nie zwalniać go z odpowiedzialności, wyobrażając sobie istnienie jakiegoś „wypaczonego” skrzydła, warto zrekonstruować znaczenie terminu dżihad, wychodząc od doktryny. Następnie autorka bada historię jego rozwoju, dochodząc do naszych czasów, w których męczeństwo-samobójstwo, nieznane islamowi sunnickiemu aż do XX wieku, stało się szczególnym narzędziem walki.
Silvia Scaranari – katolicka publicystka, uzyskała doktorat z literatury współczesnej na uniwersytetach Turynie i filozofii w Parmie, jest współzałożycielką „Centrum im. Federica Peirone” – ośrodka dialogu chrześcijańsko-islamskiego w Turynie. Współpracuje z dwumiesięcznikiem „Il Dialogo/al-hiwar”. Jest autorką licznych tekstów na temat islamu, jego historii, doktryny, relacji muzułmanów i chrześcijan.
Co powiedziałaby Polska, gdyby położyła się na kozetce u psychoanalityka?
Czy opis jej dzieciństwa i młodości pomógłby nam zrozumieć naturę jej współczesnych problemów? Czy pozwoliłby nam odpowiedzieć na pytanie o to, w jaki sposób wewnętrzne konflikty i motywacje wpływają na aktualną sytuację Polski? Eseje, które składają się na tę publikację, podejmują temat roli historii w kształtowaniu tożsamości politycznej Polaków. Stawiane w nich pytania dotyczą emocjonalnego i intelektualnego wymiaru historii oraz jej obecności w aktualnym życiu politycznym Polski.
Konstytucje bywały w przeszłości przedmiotem krwawych starć toczonych na polach bitewnych. Dziś teatrem starć o konstytucje są sądy. Te, chociaż nie kierują się względami politycznymi, podejmują rozstrzygnięcia, które mają często polityczne konsekwencje. W tych esejach staram się pokazać, w jaki sposób te rozstrzygnięcia pomagają kształtować tożsamość Polaków jako narodu politycznego, z jednej strony uwikłanego w swoją przeszłość, a z drugiej starającego się stawić czoła wyzwaniom przyszłości.
W ciągu wielu lat życia, jakimi Bóg mnie obdarzył, w różnych sytuacjach i w obliczu różnych problemów, dokonywałem wielu zapisów, bardziej całościowych, a także fragmentarycznych. Ten zbiór notatek okazuje się bardzo obszerny i w odniesieniu do niego pozostają aktualne przytoczone w tytule tej publikacji słowa łacińskie, które parafrazują znane powiedzenie, że to, co napisane, pozostaje. Parafraza dotyczy imperatywu: to powinno pozostać. Idąc po tej linii, dokonano wyboru bardzo różnych wypowiedzi, jakie zostały zapisane i znalazły się w różnych notatnikach. Są to najpierw pewne próby literackie, zazwyczaj krótkie szkice, dotyczące aktualnych problemów, mówiące o pewnych postawach życiowych. Szczególnie przyjęta została konwencja szkicu, który nie rozwiązuje całego problemu, ale w stosunkowo krótkich fragmentach porusza poszczególne aspekty zagadnienia. Daje to okazję do przemyśleń i uzupełnień, które pozostawia się czytelnikowi. Następnie umieszczono teksty o tematyce bardziej teologicznej. Na ich końcu przytoczono tekst misterium ułożonego i wykonanego w związku z poświęceniem kaplicy męczenników polskich. Uzupełnieniem jest opowiadanie, które pochodzi od mojego ojca zamordowanego w Charkowie, który pozostawił to przytoczone opowiadanie, jakie także nie powinno zaginąć.Ta różnorodna pod względem formy i tematyki antologia z pewnością jest bardzo osobista i jako taka niech będzie świadectwem, którym autor pragnie dzielić się z Czytelnikami.
Gdybym był filozofem, napisałbym rozprawę o uśmiechu o tym, jak zmienia twarz kobiety czy mężczyzny, jak sprawia, że twarde rysy twarzy kogoś nieuważnego, nieobecnego, wycofanego, niekiedy może pełnego niechęci, albo po prostu głęboko obojętnego, zmęczonego, zdeprymowanego, nagle miękną i ślą do innych sygnał mówiący: jestem człowiekiem, nie jestem taki zły. Może nawet mówi coś więcej: jestem wolny.[fragment]Adam Zagajewski w zbiorze Substancja nieuporządkowana prowadzi czytelnika drogą swoich myśli: od życia w wolności i prawie po symfonie Mahlera. Zagląda do korespondencji Czapskiego z Heringiem i daje się porwać niezrównanej sile ich rozmowy. Z nostalgią zerka w stronę Schulzowskiego irracjonalnego Drohobycza. Podgląda Herberta skupionego nad swoim notatnikiem w zapomnianym już muzeum w Dahlem. Skłania czytelnika do uważności. Poddaje pod rozważania tematy praw i zadziwienia. Wspomina artystów, których już nie ma wielkich poetów naszych czasów i zastanawia się nad ich przesłaniem w chaotycznym świecie dzisiaj. Próbuje zapanować nad nieuporządkowaną substancją literatury.Adam Zagajewski (ur. 1945) jeden z najbardziej znanych, cenionych i nagradzanych za granicą współczesnych polskich pisarzy. Jego książki tłumaczone są na najważniejsze języki świata. Poeta, prozaik, eseista, krytyk, tłumacz. Redaktor Zeszytów Literackich od 1983. Członek Polskiego PEN Clubu i Polskiej Akademii Umiejętności. Od 1988 prowadzi zajęcia z creative writing na uniwersytecie w Houston w Teksasie.Powyższy opis pochodzi od wydawcy.
W pierwszej części tej nietypowej książki odnajdziesz słowa Kasi. Druga część czeka na wypełnienie twoimi słowami. Niech ta pusta przestrzeń stanie się dla ciebie inspiracją do zapisywania zwykłych momentów niezwykłej codzienności: spotkań z ludźmi, spontanicznych wielkich myśli wypowiedzianych w biegu do tramwaju, wzruszającego wiersza wymyślonego przy kubku z kawą…
Teraz ty jesteś autorem. Nie zwlekaj. Usiądź i pisz. Dokończ tę niezwykłą opowieść o Nim i o sobie.
Będzie piękna!
Dzielę się z tobą moimi chwilami szukania, ważnymi momentami, słowami, które dają nadzieję i siłę. Ale przede wszystkim chcę ci podarować wyjątkową przestrzeń do rozpoczęcia własnych poszukiwań, zanotowania nurtujących cię pytań, zapisania ulotnych chwil oraz tęsknot, które zmieniają twoje życie.
A jeśli te kilka zdań ode mnie w jakiś sposób sprawi, że spojrzysz dziś w niebo, uśmiechniesz się i przypomnisz sobie o miłości, jaką obdarował cię Bóg, to znaczy, że warto było je spisać.
Kasia
"Gdy ktoś Cię skrzywdził, nie życz mu nic złego. Nawet nie życz mu, żeby żył długo i pamiętał o tym, co Ci zrobił. Życz mu samych dobrych chwil, przydadzą mu się".
Na początku jeszcze o tym nie wiedziałem, nie rozumiałem, jak ważną podróż odbyłem. Kilka tygodni życia w Tybecie sprawiło, że napisałem tam książkę. Jest ona wypadkową historii ludzi, których spotkałem w swoim życiu, własnych porażek, przemyśleń oraz podróży na około góry Kajlas.
Teraz, gdy się obnażam przez Tobą, czuję, że granice wszystkiego się rozmywają. Wstydu, niemożności, zasad, głupoty, uśmiechów, opinii. Mądrości, podziwu, niewiedzy, zafajdanego społeczeństwa, spojrzenia w oczy. Ludzie odradzają się na nowo, nie z pięknych rzeczy i wzniosłych ideałów, lecz z sytuacji dla nich najbardziej słabych, wstydliwych i takich, o których chcieliby zapomnieć. Często z popełnionych błędów. Lecz nie należy się tego wypierać,bo to jest część nas i właśnie z niej powstaliśmy. To porażki nas wzmocniły, a nie sukcesy.
Przyszedł czas, żeby tworzyć coś nowego, a nie utrzymywać to, co stare. Cóż znaczy to, co przeżyliśmy, w porównaniu z tym, co jest przed nami?
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?