Autorka zaprasza czytelnika na chwilę do staropolskiej alkowy, gdzie działo się naprawdę wiele. Nasi pradziadowie podlegli tym samym słabościom i pragnieniom, co my: potrzebie miłości, bliskości drugiego człowieka, pożądaniu. Pod aksamitnym kubrakiem zdobionym drogimi kamieniami, pod pancerzem zbroi dokładnie tak sam biło i pękało z miłości serce jak pod wiejską koszulą czy współczesnym garniturem.
W tej książce nie znajdą czytelnicy ani królów w koronie, ani wielkich magnatów w kontuszach. Nie będzie też nic o marsowych zwycięzcach, którym bliżej do pomników ze spiżu niż do żywego człowieka. Odnajdą za to zwykłych ludzi z ich namiętnościami - w sypialni, w nocnej koszuli, w plątaninie wątpliwości.
W czasach staropolskich, podobnie jak i dziś, każda dziewczyna marzyła o wielkiej dozgonnej miłości. Śpiewano o niej piosenki, zaczytywano się w romansach, korzystano z porad wróżek. Niestety nie każdej pannie dane było wyjść za mąż z wielkiej miłości. O zamęściu bowiem decydowała zasadniczo wola rodziców, którzy z racji wieku i doświadczenia lepiej wiedzieli, kto będzie właściwym kandydatem do ręki córki. Dokonując wyboru, nie zawsze miano przy tym na względzie dobro dziecka.
Co zyskujesz po przesłuchaniu tej książki?
Dowiesz się jak działa pamięć;
Nauczysz się ćwiczeń usprawniających Twój mózg;
Poznasz kluczowe pojęcia dotyczące pamięci;
Odkryjesz tempo własnej nauki;
Znajdziesz nieocenioną pomoc przy nauce do egzaminów, testów, itp.;
Zaczniesz lepiej zapamiętywać twarze, nazwiska, przemówienia;
Poznasz i zrozumiesz, na czym polegają najlepsze techniki zapamiętywania;
Carol Turkington podaje ćwiczenia pobudzające pamięć związaną z umiejętnościami uczenia się. Przedstawione techniki umożliwią każdemu, bez względy na wiek, zwiększenie siły pamięci ? dzięki wykorzystywaniu kluczy do pamięci zaprezentowanych przez autorkę ? rozwinięcie narzędzi do lepszego zapamiętywania, które będzie trwać przez całe życie. Materiały przedstawione są krok po kroku, w łatwej do zrozumienia formie, a konstrukcja książki jest jasna i w pełni przystępna.
Ludzie często mówią o pamięci tak, jakby była rzeczą, jak bolące kolano, czy bujna czupryna, ale w rzeczywistości pamięć nie funkcjonuje w taki sam sposób, w jaki funkcjonują przedmioty. Pamięć odnosi się raczej do procesu zapamiętywania.
Carol Turkington jest pisarką zajmującą się tematyką zdrowia i psychologii napisała ponad dwadzieścia pięć książek. Pisała do gazet, spędziła także trzy lata jako autor/redaktor medyczny w Duke University Medical Center i pięć lat jako starszy autor w zakresie psychologii klinicznej Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego w Waszyngtonie.
Savoir vivre nowoczesnego mężczyzny
Książki zawierają zbiór zasad dobrego wychowania obowiązujących bez względu na wiek, zawód, narodowość, wyznanie. Podstawowym jej walorem jest uwzględnienie nowych warunków cywilizacyjnych i nowych ról spełnianych przez mężczyznę w dzisiejszym społeczeństwie, o czym nie ma mowy w tradycyjnych podręcznikach savoir vivre’u. Mężczyzna dowie się na przykład nie tylko, jak zacząć rozmowę na przyjęciu, kiedy włożyć czarny krawat i jakiego podczas obiadu użyć widelca, ale także czy wypada napisać list z podziękowaniami w formie e-maila albo jak korzystać we właściwy sposób z internetowych komunikatorów.
Zasady dotyczące ubioru zmieniają się co rusz w zależności od tego, czy któraś ze sław pokaże się na czerwonym dywanie w koszuli wpuszczonej w spodnie czy też wypuszczonej na wierzch. Jednak pewne zasady pozostają niezmienne, tak jak niezmiennie potrzeba nam dżentelmeńskich zachowań. Niezależnie od tego, jak bardzo zmienia się świat, mężczyzna musi znać zasady dobrego wychowania. Książka Johna Bridgesa zawiera zbiór takich zasad obowiązujących bez względu na wiek, zawód, narodowość czy wyznanie. Podstawowym jej walorem jest uwzględnienie nowych warunków cywilizacyjnych, które zmieniły życie współczesnego mężczyzny, a nie ma o nich mowy w tradycyjnych podręcznikach savoir vivre’u. Mężczyzna dowie się na przykład nie tylko, jak zacząć rozmowę na przyjęciu, kiedy włożyć czarny krawat i jakiego podczas obiadu użyć widelca, ale także jak zachować się na siłowni, jak stosownie korzystać z telefonu komórkowego i czy wypada napisać list z podziękowaniami w formie e-maila.
Książka Gminna komisja rozwiązywania problemów alkoholowych zawiera kompleksową prezentację regulacji prawnych dotyczących działalności tej komisji. W pracy wskazano na zakres obowiązywania przepisów normujących jej działalność, komentując odpowiednie przepisy ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, a także na przepisy aktów wykonawczych ? rozporządzeń oraz zarządzeń organów centralnych. Nie pominięto problematyki regulacji wewnętrznego kierownictwa wydawanych przez Państwową Agencję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.
Autorzy skoncentrowali się na ustroju gminnej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych (jej genezie, zakresie działania, składzie i sposobie wyłaniania), na organizacji działania komisji (regulaminie, organach wewnętrznych i aparacie wykonawczym), statusie członka komisji (aktach powołania, odwołania, wynagrodzeniu za pracę i uprawnieniach policyjno-kontrolnych) oraz poszczególnych kompetencjach komisji, obejmujących w szczególności: funkcje orzecznicze w postępowaniu administracyjnym w sprawach indywidualnych, funkcje socjalno-pomocowe oraz kontrolne.
Publikacja jest adresowana do członków gminnych komisji rozwiązywania problemów alkoholowych, pracowników socjalnych organów pomocy społecznej, pracowników samorządowych zatrudnionych w urzędach gmin (miast), funkcjonariuszy Policji oraz pracowników izb wytrzeźwień.
Praca przedstawia dzieje warstw wykształconych we Francji, Niemczech, Polsce i Rosji od połowy XVIII do połowy XIX w. Autor analizuje procesy, które doprowadziły do rozwoju świadomości inteligencji jako grupy społecznej, jej stosunek do państwa, modernizacji i najważniejszych ideologii owych czasów, a także realia życia inteligentów: ich sytuację materialną. zainteresowania i fascynacje, mody i aspiracje. Książka zawiera też katalog głównych problemów teoretycznych badań nad inteligencją i jej samoświadomością.
Klio w Niemczech, t. XVI
Nie musisz być agresywny, żeby odnosić sukcesy w sprzedaży
Przewidywana data wydania: 05-09-2011
Gdy byłem dzieckiem, mówiono mi, że jeżeli chcę być zamożny, muszę się nauczyć, jak pracować z ludźmi i jak sprzedawać. Wraz z umiejętnością sprzedawania możesz także posiąść zdolność do generowania przychodu w każdym miejscu i czasie. Sprzedaż jest niezbędna do właściwego funkcjonowania każdego biznesu. Opanowując jej tajniki, poznasz kilka doskonałych sposobów na to, aby dostać od życia to, czego chcesz ? zarówno pod względem finansowym, jak i emocjonalnym. Książka Psy sprzedaży: - Przedstawia pięć ras psów sprzedaży! - Ujawnia pięć prostych, ale niezmiernie ważnych umiejętności, które są potrzebne do generowania zysków; jeśli zdobędziesz te umiejętności, zapewnisz sobie niekończący się napływ dobrych klientów oraz źródła sprzedaży do końca życia. - Uczy, jak rozpoznać swoją ?rasę? i wykorzystać swoje mocne strony. - Da Ci narzędzia, dzięki którym pokierujesz swój zespół sprzedażowy, zainspirujesz i zmienisz go w sforę pędzących czempionów sprzedaży. - Pokaże Ci, jak możesz zmniejszyć wysiłek towarzyszący sprzedaży, zwiększając przy tym swoje wyniki. - Nauczy Cię, jak radykalnie zmienić swoją postawę w niecałe 30 sekund, tak abyś mógł przejąć kontrolę nad swoimi wynikami finansowymi.
Książka stanowi niezwykle ważny głos w dyskusji dotyczącej profilaktyki, diagnozy oraz leczenia alkoholowego zespołu płodowego. Warto pamiętać, że nadal wiedza na ten temat w polskim społeczeństwie jest zbyt mała. Wszelkie teksty, które przybliżają omawianą problematykę, zasługują na uwagę i uznanie, a także promocję.
Niewątpliwie ta książka należy do publikacji, które warto zareklamować i polecić każdemu czytelnikowi.
Z recenzji ks. prof. dr hab. Janusza Mastalskiego
Co warto zrobić teraz i z myślą o wnukach
Oddajemy w ręce Czytelników książkę „wybuchową” i „wyzywającą” . Wybuchową, w tym sensie, że powinna wywołać dyskusje i spory, i wyzywającą, ponieważ wymaga od nas, abyśmy zastanowili się nad jutrem. Nie nad przyszłością za dwadzieścia czy trzydzieści lat, którą z trudem sobie wyobrażamy, ale nad perspektywą tuż za progiem – najbliższych trzech do siedmiu lat. Nad tym, co możemy zrobić w tym czasie – jeśli zechcemy. Jeśli autorzy nas przekonają, że warto i można.
CO WARTO ZROBIĆ?
Równe czterdzieści lat temu udało nam się opublikować książkę, wymierzoną przeciw panującemu wówczas zastojowi. W miesiąc po ukazaniu się książki sekretarz KC, towarzysz Bolesław J., kazał wycofać ją z księgarń – na szczęście, za późno, bo już się rozeszła. Książka nosiła tytuł „Gra o jutro” i stała się sensacją, choć mówiła jedynie o tym, co się dzieje i co się robi w gospodarkach zachodnich, ukazywała ówczesny przewrót w zarządzaniu przemysłem i gospodarką. Ale przekonywała też (argumentacją wówczas wywrotową), że tylko sprzedaż i pieniądz mogą sprawdzać efekty działalności gospodarczej, a nie wskaźniki czy wykonanie planu. Chodziło, innymi słowy, o zainstalowanie rynku… Po dwudziestu latach Leszek Balcerowicz przy poparciu pierwszego demokratycznego rządu Polski zainstalował w Polsce rynek.
Jak wówczas, tak i w tej książce nie zajmiemy się wszystkimi problemami. Skupimy się na tym tylko, na czym się znamy – na czym znają się nasi bliscy przyjaciele, koledzy i znajomi, a my dzięki nim. Przez ponad czterdzieści lat staraliśmy się utrzymywać na różne sposoby kontrakt z fachowcami z wielu dziedzin ważnych dla rozwoju Polski – i z niemałą satysfakcją możemy powiedzieć, że współpracowaliśmy z najciekawszymi ludźmi naszego kraju, kompetentnymi i twórczymi. Im dedykujemy tę książkę – dziś zatytułowaną: „Gra o jutro 2”.
Czujesz, że świat przytłacza Cię kolejnymi wyzwaniami? Nie jesteś w stanie pozbyć się zgubnych przekonań zakorzenionych w Twojej świadomości? A może po prostu myślisz, że nie zasługujesz na prawdziwe szczęście? Nie musisz udawać się do sanatorium, psychoanalityka, psychologa czy też specjalisty od oczyszczania karmy. Wystarczy, że we własnym mieszkaniu skorzystasz z przełomowego dla Twojego dalszego życia programu oczyszczania świadomości. Już trzy tygodnie wystarczą, by odbudować intymny związek ze swoją duszą i zacząć w pełni doceniać dar życia. Umożliwi Ci to hit bestsellerowej autorki New York Timesa, uznawana za jednego z najwybitniejszych psychologów i znakomitą specjalistkę od ludzkiej duszy. Znajdziesz w nim szczegółowy opis procesu, który uwolni Cię od cierpień i urazów, dotychczas wpływających na Twój sposób postrzegania świata. Od tej chwili będziesz w stanie obiektywnie ocenić swoją przeszłość, z dystansem spojrzeć na teraźniejszość oraz zaplanować lepszą przyszłość. Program oczyszczania świadomości opisany w tej publikacji pozwoli Ci także skoncentrować się na swoim wnętrzu i oderwać myśli od tego, co Cię otacza i może rozpraszać. Wprowadzenie porad w życie ułatwią praktyczne rytuały kończące każdy rozdział. Wystarczy 30 minut dziennie, aby w ciągu najbliższych 21 dni w pełni zregenerować swoje wnętrze. Można powiedzieć, że dokonasz swoistego detoksu duszy. Każdemu z nas od czasu do czasu przyda się przecież oczyszczenie - także duchowe.
Oczyszczanie świadomości, jak żyć w zgodzie z samym sobą
Spis Treści:
21-DNIOWE OCZYSZCZANIE ŚWIADOMOŚCI
Przygotowania do gry
Obietnica
Proces
Przygotowanie
Praktyka
Narzędzia oczyszczania
PRZESZŁOŚĆ
Dzień Pierwszy: Dar Pragnienia
Dzień Drugi: Dar Samoświadomości
Dzień Trzeci: Dar Wyzwolenia
Dzień Czwarty: Dar Przebaczenia
Dzień Piąty: Dar Czci
Dzień Szósty: Dar Uległości
Dzień Siódmy: Dar Uznania Samego Siebie
TERAŹNIEJSZOŚĆ
Dzień ósmy: Moc Wyzwolenia
Dzień Dziewiąty: Moc Odpowiedzialności
Dzień Dziesiąty: Moc Pokory
Dzień Jedenasty: Moc Akceptacji
Dzień Dwunasty: Moc Ryzyka
Dzień Trzynasty: Moc Teraźniejszości
Dzień Czternasty: Moc Prawdy
PRZYSZŁOŚĆ
Dzień Piętnasty: Światło Zrozumienia
Dzień Szesnasty: Światło Woli Bożej
Dzień Siedemnasty: Światło Poświęcenia
Dzień Osiemnasty: Światło Przejścia
Dzień Dziewiętnasty: Światło Przeznaczenia
Dzień Dwudziesty: Światło Współczucia
Dzień Dwudziesty Pierwszy: Światło Możliwości
ZAKOŃCZENIE: MOC DUSZY
Relacja Christiane jest wstrząsająca. Pokazuje, jak od eksperymentowania z miękkimi narkotykami przechodzi się do najtwardszych. Jak łatwo jest ugrzęznąć w nałogu i jak trudno się z niego wyrwać. Do czego zdolni są ludzie uzależnieni od narkotyku, aby zdobyć pieniądze na kolejną "działkę".
Książka okazała się bestsellerem. W 1981 roku Uli Edel nakręcił na jej podstawie film o tym samym tytule "My, dzieci z dworca ZOO".
Czyta Aleksandra Tomaś
Odkryj duchowy sens swego życia! Czy wiesz, kim są odważne dusze? Czy myślisz, że mógłbyś być jedną z nich? Opowiadane tu historie na zawsze zmienią to, co myślałeś o znaczeniu doświadczeń, które Cię spotykają. Spojrzysz na wszystko z drugiej strony lustra i przejrzysz się w nim tak, jak zrobili to bohaterowie książki. Niekiedy prawda może być smutna, ale jest wyzwalająca. Odważne dusze to ludzie, którzy odkryli sens tego, co ich spotkało. Przyjęli to, co dobre i zaakceptowali to, co mogło być trudne i bolesne. Rozpocznij duchową podróż i poznaj odpowiedzi na pytania, które zadajesz od dawna: ?Dlaczego tak się stało??; ?Dlaczego ja??; ?Czym sobie na to zasłużyłem??. Prawda będzie zaskakująca. Ty sam jesteś autorem tego, co Cię spotkało. Życie to część planu, który powzięła Twoja dusza na długo przed narodzinami, aby wypełnić Twoje istnienie miłością i zrozumieniem. Niech ta uzdrawiająca wiedza pomoże oczyścić Twój umysł i duszę.
Jon Gabriel nie tylko stracił ponad 100 kilogramów bez diet i operacji, ale – co niespotykane – nie ma na ciele żadnych śladów dawnej otyłości. Metoda Gabriela
Pamiętam wyraźnie chwilę, która na zawsze odmieniła moje życie. Było to w sierpniu 2001 roku. Ważyłem prawie 186 kilogramów. Przez poprzednie 12 lat przytyłem ponad 90.
Zjechałem właśnie z trasy numer 4 w New Jersey, na Para-mus/River Edge. Przy zjeździe z autostrady uderzyła mnie pewna myśl, zupełnie jak porażenie prądem: „Moje ciało chce być grube i dopóki ten stan trwa, nie mogę w żaden sposób stracić na wadze". Skręciłem w najbliższą przecznicę i po prostu siedziałem w samochodzie.
Przez następne 20 minut w mojej głowie panowała pustka.
Przez 12 lat, kiedy to przybyło mi 90 kilo, próbowałem wszystkiego, co tylko się dało, aby schudnąć. Wypróbowałem każdą dietę pod słońcem - od niskotłuszczowych po niskocu-krowe? I wszystkie po drodze. Byłem zarówno w Instytucie Nathana Prinkinsa w Kalifornii, jak i u samego śp. doktora Atkinsa w Nowym Jorku.
U doktora Atkinsa wydałem ponad 3000 dolarów, a ostatecznie był on w stanie jedynie nakrzyczeć na mnie za to, że jestem taki gruby. Kilka innych małych fortun wydałem na wszelkie dostępne terapie holistyczne i alternatywne. Bez względu na to, co robiłem, moje ciało nadal tyło.
Każda dieta czy program, za które się brałem, wyglądały tak samo: zaczynało się od konieczności liczenia - kalorii, tłuszczów, węglowodanów, soli, czegoś tam jeszcze - oraz listy zakazów. Przestrzegałem wskazówek co do joty. Zazwyczaj najpierw szybko chudłem, ale później spadek masy ciała spowalniał. Aż w końcu waga stawała w miejscu. W tym momencie trwałem przy diecie już nie po to, aby schudnąć, ale by utrzymać wagę.
Przez cały ten czas mój apetyt na produkty, których nie wolno mi było jeść, wzrastał. Zniechęcony i przygnębiony, zbyt zmęczony walką z wilczym apetytem, zaczynałem w końcu się objadać. Kilogramy stracone w ciągu miesiąca wracały w kilka dni. Parę tygodni później ważyłem od 4 do 6 kilo więcej niż w chwili rozpoczęcia diety.
W odpowiedzi na wszystko, co robiłem, by stracić na wadze, moje ciało walczyło ze mną zębami i pazurami - i zawsze wygrywało. Po całych latach bicia głową w mur i odchudzania się na siłę musiałem przyznać w końcu, że dopóki moje ciało chce być grube, sytuacja jest beznadziejna.
Z chwilą, kiedy to do mnie dotarło, rzuciłem odchudzanie raz na zawsze. Postanowiłem, że zamiast zmuszać się do utraty wagi wbrew mojej woli, postaram się zrozumieć, dlaczego moje ciało w ogóle chce być grube.
Na poszukiwanie odpowiedzi ruszyłem, zagłębiając się godzinami w studiowanie wszelkich dostępnych materiałów z dziedziny biochemii, żywienia, neurobiologii i psychologii. W latach 80. uczyłem się w Szkole Biznesu Wartona przy Uniwersytecie Pensylwanii, gdzie bardzo zainteresowałem się biochemią i skończyłem szereg kursów z biologii. Przez rok u doktora Jose Rabinowitza w Szpitalu Weteranów w Filadel-
fii prowadziłem też badania nad syntezą cholesterolu. Wszystko to dało mi solidne podstawy do zrozumienia współczesnych badań nad otyłością.
Przekopywałem się przez 20 do 30 raportów badawczych dziennie, a po przeczytaniu kilkuset, jeśli nie kilku tysięcy z nich, stałem się już specjalistą w dziedzinie najnowszych badań nad chemią otyłości i odchudzania. Zająłem się także medytacją, hipnozą, programowaniem neurolingwistycznym, psycholingwistyką, terapią pola myśli, tai-chi, chi kung oraz badaniami nad świadomością. Wziąłem się nawet za fizykę kwantową. Byłem pewien, że odpowiedzi leżą gdzieś pomiędzy umysłem i ciałem.
Najintensywniej badałem jednak własne ciało. Przestałem postrzegać je jako wroga, który po prostu nie chce mnie słuchać; zrozumiałem, że to nie ono jest moim problemem, ale nieumiejętność posługiwania się nim. Od tamtego momentu zacząłem dokładnie go słuchać. Przestałem przestawiać je z kąta w kąt i zmuszać do postępowania wbrew jego woli. Zamiast tego stałem się jego uczniem.
A ponieważ byłem spragniony wiedzy, okazało się ono bardzo skutecznym nauczycielem. Nauczyło mnie, dlaczego chce być grube i co mam robić, aby zapragnęło być szczupłe.
Kiedy tylko zrozumiałem, że moje ciało ma powody, aby chcieć być grube, odrzuciłem diety. Po co być na diecie, skoro to nie rozwiąże problemu? Później odkryłem, że stosowanie diet nie tylko nie działa, ale jeszcze skłania ciało, które chce być grube do tego, że zechce być jeszcze grubsze.
Odpuszczenie sobie diet było najwspanialszą i najbardziej wyzwalającą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłem.
Nienawidziłem tego.
Nienawidziłem swojej obsesji jedzenia i traktowania każdej oznaki głodu jako bitwy, którą trzeba stoczyć. Nienawidziłem oceniania kolejnych dni pod kątem tego, czy byłem grzeczny: „O, to był dobry dzień!". Albo w kiepski dzień: „Okej, dzisiaj było źle, więc co mi tam. Chodźmy do sklepu wykupić wszystkie ciasta, ciastka, ciasteczka i wszystkie rodzaje lodów. Nie, czekolady nie! Ma za dużo kalorii. O, to jest beztłuszczowe -słoneczny waniliowy sorbet mleczny z bananami. A przy okazji można by też spróbować passiflory i brzoskwini. Aaa, co tam! Jak już to wszystko kupujemy, to może jeszcze lody o smaku ciastek czekoladowych z podwójną polewą, prawdziwe lody. Ale nie tylko te jedne, dzisiaj i tak już jest z głowy. A skoro już pozwoliłeś sobie na tyle, to spróbujmy jeszcze tego, na co od dawna też miałeś ochotę".
Dieta, a potem odpuszczanie sobie stało się moim stylem życia, ale po olśnieniu, jakiego doznałem, skończyłem z tym. Dałem sobie spokój i nie było już dobrych i złych dni; przestałem traktować każdy atak głodu jak bitwę. Jeśli zgłodniałem, jadłem, a jeśli nie byłem głodny - nie jadłem. Jeśli chciałem coś tam z podwójną polewą, to brałem sobie. Kęs, dwa, dziesięć albo wszystko, co było. Ponieważ przestałem liczyć kalorie, nie zależało mi; zdałem sobie sprawę, że mnóstwo ludzi nie oblicza tego, co jedzą. Nie przywiązują wagi do tego, co jedzą, a nigdy nie tyją. Nazywam tych ludzi „szczupłymi z natury".
Naturalnie szczupli nie trwają w patologicznych relacjach z jedzeniem. Nie mają dobrych ani złych dni. Nie mają zakazanych potraw. Jedzą, co chcą i kiedy chcą. Nie zadręczają się rozmyślaniem, co jest dla nich najlepsze. Po prostu nie zależy im. Jedzą, kiedy są głodni - koniec, kropka.
Zacząłem więc tak żyć. Zacząłem żyć tak jak osoba szczupła z natury, jedząc to, co chciałem, kiedy tylko chciałem; z jedną tylko różnicą - pilnowałem, aby jeść także takie potrawy, które zawierają składniki odżywcze potrzebne mojemu ciału, w formie strawnej i przyswajalnej.
Na początku miałem największą ochotę na te same pokarmy co wcześniej. Nadal pochłaniałem mnóstwo bezwartościowych rzeczy, co wynikało z faktu, że wcześniej tak długo ich sobie odmawiałem. Stopniowo zaczęło się to zmieniać, miałem ochotę na coraz mniejsze ilości - a także na znacznie zdrowsze potrawy Teraz jeżeli moje ciało czuje głód, to nie bez przyczyny. Szanuję to i nie oceniam. Po prostu słucham i staram się dostosować, jak tylko potrafię. Moje ciało upomina się o świeże owoce i urozmaicone kolorowe sałatki. Jedzenie, które kiedyś postrzegałem jako przymus i karę, teraz smakuje mi lepiej niż wszystko, co jadłem przez 15 lat obżarstwa i życia ponad stan w Nowym Jorku.
Całkowicie zmienił mi się smak. Większość z tego, na co dawniej miałem ochotę, nie było nawet prawdziwym pokarmem. Składało się tylko z cukru i syntetycznych aromatów. Pakowałem w swoje ciało puste kalorie i niewiele więcej. Tak naprawdę jednym z powodów nieustającego głodu był więc brak składników odżywczych.
Głodziłem swoje ciało. Nie mogło wykorzystać jedzenia, które przyjmowałem, więc było ono nieustannie niedożywione. I to niezależnie od tego, jak dużo zjadłem, bo w pokarmach, które dostawało, nie było składników odżywczych. Wyobraźcie sobie karmienie niemowlęcia samą oranżadą. Takie porównanie przychodzi mi do głowy na wspomnienie tamtego okresu mojego życia.
Niemowlę potrzebowało mleka matki, a ja dawałem mu coca-colę. Jaki więc miało wybór? Mogło jedynie ciągle płakać. Musiało coś robić. Musiało prosić o więcej tego, co mogłem mu dać, nie miało wyboru. Mimo że ważyłem 180 kilo, a dni, kiedy przyjmowałem ponad 5000 kalorii, zdarzały się często, pod względem odżywczym głodowałem.
Moje ciało trwało w stanie ciągłego niedożywienia mimo niewyczerpanych zasobów bezwartościowego pożywienia oraz zgromadzenia zapasu tłuszczu, który wystarczyłby na następne trzy życia.
Głodowało zresztą nie tylko moje ciało. Przymierałem głodem w każdym innym aspekcie. Głodowałem mentalnie, emocjonalnie i duchowo. Nie słuchałem głosu serca. Żyłem według pewnego przyjętego wzoru. Serce wskazywało mi zupełnie inny kierunek, a ja nie słuchałem. Wciąż broniłem się przed zmianami, do jakich mnie wzywało. W rezultacie z głodu umierała moja dusza - z głodu doświadczeń, których w tym życiu pragnęła.
Spędzałem czas, pracując w zamknięciu w Nowym Jorku, podczas gdy pragnąłem przebywać wśród czystej, dziewiczej przyrody. Tkwiłem w biurze na etacie 5 dni w tygodniu, przez ogromną większość dnia w świetle jarzeniówek, w zapachu wykładzin, w dźwięku tych samych dzwonków, pikania i sloganów reklamowych, które słyszałem codziennie przez 15 lat. Brakowało mi nie tylko witamin - brakowało mi życia. W głębi serca pragnąłem być gdzie indziej. Co jednak mogłem zrobić? Jako sprzedawca obligacji zarabiałem dwa lub nawet trzy razy więcej niż ktokolwiek inny, kim mógłbym zostać. A pieniędzy potrzebowałem na spłatę trzech kredytów pod hipotekę, dwóch samochodów w leasingu i trzynastu kart kredytowych, wykorzystanych prawie zupełnie. Byłem uwięziony w biurze, przykuty do zobowiązań tym, co w branży nazywaliśmy „złotymi kajdankami". Moje życie stało się więzieniem i nic nie zapowiadało wyjścia na wolność.
Kiedy zacząłem słuchać uważnie swojego ciała, w końcu usłyszałem także własne serce. Po raz pierwszy. Usłyszałem, jak mówi mi, że się duszę. Nie miałem jednak żadnego planu, więc mogłem jedynie słuchać go i marzyć.
Choć nie czułem w sobie odwagi ani siły, by zrobić coś ze swoim życiem, miało ono jednak diametralnie się zmienić.
W miesiąc po moim olśnieniu planowałem podróż do San Francisco na spotkanie biznesowe, które mogło się okazać jednym z najważniejszych w moim życiu. Chodziło o rozmowy z dużą firmą brokerską w sprawie zakupu przez nią spółki, którą zbudowałem. Był to dzień, który na zawsze mógł odmienić moje życie, a spotkanie miało moc spełnienia moich wszystkich marzeń.
Za każdym razem, kiedy leciałem do San Francisco, wybierałem bezpośredni lot z lotniska Newark. Tym razem mój partner postanowił jednak zaoszczędzić 150 dolarów i zarezerwował mi bilet na tańszy, lecz znacznie mniej dogodny lot, opuszczający nowojorskie lotnisko La Guardia po południu. Nie byłem specjalnie zachwycony perspektywą przebijania się 2 godziny przez korki, by dostać się do La Guardia, wydania 300 dolarów na parking oraz dwugodzinnego postoju w Cincinnati po to, by zaoszczędzić 150 dolarów. W innej sytuacji pewnie znalazłbym jakieś inne wyjście, ale coś mi podpowiadało, żebym sobie po prostu odpuścił. Tak też zrobiłem.
Koniec końców nigdzie nie poleciałem, bo lotnisko zamknięto. Był 11 września 2001. Nigdy nie dotarłem do San Francisco na to spotkanie służbowe, choć lot, którym pierwotnie chciałem polecieć, zdążył opuścić lotnisko. Był to Lot 93 United Airlines, który znajdował się już w powietrzu, kiedy pierwszy samolot uderzył w World Trade Center. Jego pasażerowie zdążyli o tym usłyszeć. Zdążyli zadzwonić z komórek do mężów i żon, powiedzieć im, jak wiele dla nich znaczą i że bardzo ich kochają, a później przejąć kontrolę nad sytuacją i zmusić porywaczy do rozbicia samolotu na polu w Pensylwanii. Nikt z nich nie przeżył.
Gdybym poleciał Lotem 93, pozostawiłbym za sobą moje 180-kilogramowe ciało po życiu spędzonym w biurze, pozbawione sił życiowych i więdnące w świetle jarzeniówek, zmuszone do słuchania ciągle tych samych dzwonków, pikania i sloganów reklamowych.
Taki byłby mój los, gdyby Boża Opatrzność nie dała mi drugiej szansy. Dwa tygodnie później przybyłem do biura, gotowy rozpocząć nowy dzień, z zamiarem wzięcia się z życiem za bary i maksymalnego wykorzystania wszystkiego, co ze sobą niesie. I dowiedziałem się, że moja firma upadła.
Firma brokerska, która zajmowała się naszą księgowością, splajtowała jako jedna z tych, które dotknął spadek giełdowy po 11 września. Z dnia na dzień stracili 80 milionów dolarów, przez co zostały zamrożone wszystkie aktywa nasze i naszych klientów. Przez trzy tygodnie nikt z klientów nie mógł wypłacić swoich pieniędzy z konta ani dokonywać transakcji. Pieniądze wycofali od razu, kiedy pojawiła się taka możliwość. I tak padł mój interes.
W okamgnieniu zniknęło wszystko: firma, którą tworzyłem z takim wysiłkiem, moje poświęcenia, zmagania i wyzwania, które podejmowałem. Ogłupiały usiadłem przy biurku. Nie miałem pojęcia, co robić, więc gapiłem się na monitor komputera. W końcu coś do mnie dotarło.
Znowu uratowano mi życie.
Nagle poczułem przemożne pragnienie spełnienia swoich marzeń, zrobiłem więc to, co podpowiadał mi głos z głębi serca. Kupiłem dwa bilety w jedną stronę do Australii Zachodniej, dla mojej żony i dla siebie. Marzyliśmy o tym od dawna i w końcu byłem gotów to marzenie spełnić, uzbrojony jedynie w wiarę i chęć słuchania głosu serca.
Tego wieczoru przyniosłem do domu dwie wiadomości dla żony. Jedną było to, że nie mam pracy, a drugą, że przenosimy się w najbliższym półroczu do Australii. Dwa tygodnie później to ona miała wieści dla mnie - spodziewaliśmy się naszego pierwszego dziecka.
Po upływie pół roku siedzieliśmy już w samolocie do Australii. Nie mieliśmy pojęcia, co będziemy robić przez resztę życia, i nie obchodziło nas to. Wierzyłem, że coś mnie prowadzi i idę właściwą drogą, póki słucham swego serca. Po dziś dzień słucham głosu serca i podążam właśnie za nim.
Transformacja ciała była dla mnie w bardzo dużym stopniu także transformacją całego mojego życia. Pojawiły się jednak także inne problemy, którymi musiałem się zająć. Żyłem w ogromnym stresie, a jak wyjaśnię później, niektóre rodzaje stresu potrafią zwabić ciało w pułapkę pragnienia bycia grubym, aktywując coś, co nazywam mechanizmami FAT. Cierpiałem na „otyłość na tle emocjonalnym", która występuje, kiedy dana osoba czuje się bezpieczniej, będąc grubą. Musiałem uporać się z wieloma problemami.
Poniżej omawiam wiele powodów, dla których nasze ciała mogą pragnąć tycia. Większość czytelników będzie musiała skupić się na 1-2 z nich. Trzeba po prostu je zrozumieć, a następnie nauczyć się sposobów ich eliminowania. Cały proces może okazać się bardzo prosty, a po lekturze tej książki będziesz dokładnie wiedzieć, co należy robić.
Na razie musisz jedynie zrozumieć, że jeśli masz ponad 5 kilogramów nadwagi, których w żaden sposób nie możesz się pozbyć, to znaczy, że twoje ciało ma swój powód, by utrzymywać tę dodatkową masę. Chce być grube i dopóki ten stan trwa, nie ma sensu z nim walczyć.
To twoje ciało rozdaje karty. Ono kontroluje apetyt. Jeżeli chce, może sprawić, że będziesz czuć niepohamowany głód niewłaściwych pokarmów w przesadnych ilościach. Ono kontroluje twój metabolizm, więc nawet jeśli uważasz, że potrafisz ograniczać ilość przyjmowanego jedzenia, to pamiętaj, że ono steruje spalaniem energii i gromadzeniem zapasów.[...]Pamiętam wyraźnie chwilę, która na zawsze odmieniła moje życie. Było to w sierpniu 2001 roku. Ważyłem prawie 186 kilogramów. Przez poprzednie 12 lat przytyłem ponad 90.
Zjechałem właśnie z trasy numer 4 w New Jersey, na Para-mus/River Edge. Przy zjeździe z autostrady uderzyła mnie pewna myśl, zupełnie jak porażenie prądem: „Moje ciało chce być grube i dopóki ten stan trwa, nie mogę w żaden sposób stracić na wadze". Skręciłem w najbliższą przecznicę i po prostu siedziałem w samochodzie.
Przez następne 20 minut w mojej głowie panowała pustka.
Przez 12 lat, kiedy to przybyło mi 90 kilo, próbowałem wszystkiego, co tylko się dało, aby schudnąć. Wypróbowałem każdą dietę pod słońcem - od niskotłuszczowych po niskocu-krowe? I wszystkie po drodze. Byłem zarówno w Instytucie Nathana Prinkinsa w Kalifornii, jak i u samego śp. doktora Atkinsa w Nowym Jorku.
U doktora Atkinsa wydałem ponad 3000 dolarów, a ostatecznie był on w stanie jedynie nakrzyczeć na mnie za to, że jestem taki gruby. Kilka innych małych fortun wydałem na wszelkie dostępne terapie holistyczne i alternatywne. Bez względu na to, co robiłem, moje ciało nadal tyło.
Każda dieta czy program, za które się brałem, wyglądały tak samo: zaczynało się od konieczności liczenia - kalorii, tłuszczów, węglowodanów, soli, czegoś tam jeszcze - oraz listy zakazów. Przestrzegałem wskazówek co do joty. Zazwyczaj najpierw szybko chudłem, ale później spadek masy ciała spowalniał. Aż w końcu waga stawała w miejscu. W tym momencie trwałem przy diecie już nie po to, aby schudnąć, ale by utrzymać wagę.
Przez cały ten czas mój apetyt na produkty, których nie wolno mi było jeść, wzrastał. Zniechęcony i przygnębiony, zbyt zmęczony walką z wilczym apetytem, zaczynałem w końcu się objadać. Kilogramy stracone w ciągu miesiąca wracały w kilka dni. Parę tygodni później ważyłem od 4 do 6 kilo więcej niż w chwili rozpoczęcia diety.
W odpowiedzi na wszystko, co robiłem, by stracić na wadze, moje ciało walczyło ze mną zębami i pazurami - i zawsze wygrywało. Po całych latach bicia głową w mur i odchudzania się na siłę musiałem przyznać w końcu, że dopóki moje ciało chce być grube, sytuacja jest beznadziejna.
Z chwilą, kiedy to do mnie dotarło, rzuciłem odchudzanie raz na zawsze. Postanowiłem, że zamiast zmuszać się do utraty wagi wbrew mojej woli, postaram się zrozumieć, dlaczego moje ciało w ogóle chce być grube.
Na poszukiwanie odpowiedzi ruszyłem, zagłębiając się godzinami w studiowanie wszelkich dostępnych materiałów z dziedziny biochemii, żywienia, neurobiologii i psychologii. W latach 80. uczyłem się w Szkole Biznesu Wartona przy Uniwersytecie Pensylwanii, gdzie bardzo zainteresowałem się biochemią i skończyłem szereg kursów z biologii. Przez rok u doktora Jose Rabinowitza w Szpitalu Weteranów w Filadel-
fii prowadziłem też badania nad syntezą cholesterolu. Wszystko to dało mi solidne podstawy do zrozumienia współczesnych badań nad otyłością.
Przekopywałem się przez 20 do 30 raportów badawczych dziennie, a po przeczytaniu kilkuset, jeśli nie kilku tysięcy z nich, stałem się już specjalistą w dziedzinie najnowszych badań nad chemią otyłości i odchudzania. Zająłem się także medytacją, hipnozą, programowaniem neurolingwistycznym, psycholingwistyką, terapią pola myśli, tai-chi, chi kung oraz badaniami nad świadomością. Wziąłem się nawet za fizykę kwantową. Byłem pewien, że odpowiedzi leżą gdzieś pomiędzy umysłem i ciałem.
Najintensywniej badałem jednak własne ciało. Przestałem postrzegać je jako wroga, który po prostu nie chce mnie słuchać; zrozumiałem, że to nie ono jest moim problemem, ale nieumiejętność posługiwania się nim. Od tamtego momentu zacząłem dokładnie go słuchać. Przestałem przestawiać je z kąta w kąt i zmuszać do postępowania wbrew jego woli. Zamiast tego stałem się jego uczniem.
A ponieważ byłem spragniony wiedzy, okazało się ono bardzo skutecznym nauczycielem. Nauczyło mnie, dlaczego chce być grube i co mam robić, aby zapragnęło być szczupłe.
Kiedy tylko zrozumiałem, że moje ciało ma powody, aby chcieć być grube, odrzuciłem diety. Po co być na diecie, skoro to nie rozwiąże problemu? Później odkryłem, że stosowanie diet nie tylko nie działa, ale jeszcze skłania ciało, które chce być grube do tego, że zechce być jeszcze grubsze.
Odpuszczenie sobie diet było najwspanialszą i najbardziej wyzwalającą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłem.
Nienawidziłem tego.
Nienawidziłem swojej obsesji jedzenia i traktowania każdej oznaki głodu jako bitwy, którą trzeba stoczyć. Nienawidziłem oceniania kolejnych dni pod kątem tego, czy byłem grzeczny: „O, to był dobry dzień!". Albo w kiepski dzień: „Okej, dzisiaj było źle, więc co mi tam. Chodźmy do sklepu wykupić wszystkie ciasta, ciastka, ciasteczka i wszystkie rodzaje lodów. Nie, czekolady nie! Ma za dużo kalorii. O, to jest beztłuszczowe -słoneczny waniliowy sorbet mleczny z bananami. A przy okazji można by też spróbować passiflory i brzoskwini. Aaa, co tam! Jak już to wszystko kupujemy, to może jeszcze lody o smaku ciastek czekoladowych z podwójną polewą, prawdziwe lody. Ale nie tylko te jedne, dzisiaj i tak już jest z głowy. A skoro już pozwoliłeś sobie na tyle, to spróbujmy jeszcze tego, na co od dawna też miałeś ochotę".
Dieta, a potem odpuszczanie sobie stało się moim stylem życia, ale po olśnieniu, jakiego doznałem, skończyłem z tym. Dałem sobie spokój i nie było już dobrych i złych dni; przestałem traktować każdy atak głodu jak bitwę. Jeśli zgłodniałem, jadłem, a jeśli nie byłem głodny - nie jadłem. Jeśli chciałem coś tam z podwójną polewą, to brałem sobie. Kęs, dwa, dziesięć albo wszystko, co było. Ponieważ przestałem liczyć kalorie, nie zależało mi; zdałem sobie sprawę, że mnóstwo ludzi nie oblicza tego, co jedzą. Nie przywiązują wagi do tego, co jedzą, a nigdy nie tyją. Nazywam tych ludzi „szczupłymi z natury".
Naturalnie szczupli nie trwają w patologicznych relacjach z jedzeniem. Nie mają dobrych ani złych dni. Nie mają zakazanych potraw. Jedzą, co chcą i kiedy chcą. Nie zadręczają się rozmyślaniem, co jest dla nich najlepsze. Po prostu nie zależy im. Jedzą, kiedy są głodni - koniec, kropka.
Zacząłem więc tak żyć. Zacząłem żyć tak jak osoba szczupła z natury, jedząc to, co chciałem, kiedy tylko chciałem; z jedną tylko różnicą - pilnowałem, aby jeść także takie potrawy, które zawierają składniki odżywcze potrzebne mojemu ciału, w formie strawnej i przyswajalnej.
Na początku miałem największą ochotę na te same pokarmy co wcześniej. Nadal pochłaniałem mnóstwo bezwartościowych rzeczy, co wynikało z faktu, że wcześniej tak długo ich sobie odmawiałem. Stopniowo zaczęło się to zmieniać, miałem ochotę na coraz mniejsze ilości - a także na znacznie zdrowsze potrawy Teraz jeżeli moje ciało czuje głód, to nie bez przyczyny. Szanuję to i nie oceniam. Po prostu słucham i staram się dostosować, jak tylko potrafię. Moje ciało upomina się o świeże owoce i urozmaicone kolorowe sałatki. Jedzenie, które kiedyś postrzegałem jako przymus i karę, teraz smakuje mi lepiej niż wszystko, co jadłem przez 15 lat obżarstwa i życia ponad stan w Nowym Jorku.
Całkowicie zmienił mi się smak. Większość z tego, na co dawniej miałem ochotę, nie było nawet prawdziwym pokarmem. Składało się tylko z cukru i syntetycznych aromatów. Pakowałem w swoje ciało puste kalorie i niewiele więcej. Tak naprawdę jednym z powodów nieustającego głodu był więc brak składników odżywczych.
Głodziłem swoje ciało. Nie mogło wykorzystać jedzenia, które przyjmowałem, więc było ono nieustannie niedożywione. I to niezależnie od tego, jak dużo zjadłem, bo w pokarmach, które dostawało, nie było składników odżywczych. Wyobraźcie sobie karmienie niemowlęcia samą oranżadą. Takie porównanie przychodzi mi do głowy na wspomnienie tamtego okresu mojego życia.
Niemowlę potrzebowało mleka matki, a ja dawałem mu coca-colę. Jaki więc miało wybór? Mogło jedynie ciągle płakać. Musiało coś robić. Musiało prosić o więcej tego, co mogłem mu dać, nie miało wyboru. Mimo że ważyłem 180 kilo, a dni, kiedy przyjmowałem ponad 5000 kalorii, zdarzały się często, pod względem odżywczym głodowałem.
Moje ciało trwało w stanie ciągłego niedożywienia mimo niewyczerpanych zasobów bezwartościowego pożywienia oraz zgromadzenia zapasu tłuszczu, który wystarczyłby na następne trzy życia.
Głodowało zresztą nie tylko moje ciało. Przymierałem głodem w każdym innym aspekcie. Głodowałem mentalnie, emocjonalnie i duchowo. Nie słuchałem głosu serca. Żyłem według pewnego przyjętego wzoru. Serce wskazywało mi zupełnie inny kierunek, a ja nie słuchałem. Wciąż broniłem się przed zmianami, do jakich mnie wzywało. W rezultacie z głodu umierała moja dusza - z głodu doświadczeń, których w tym życiu pragnęła.
Spędzałem czas, pracując w zamknięciu w Nowym Jorku, podczas gdy pragnąłem przebywać wśród czystej, dziewiczej przyrody. Tkwiłem w biurze na etacie 5 dni w tygodniu, przez ogromną większość dnia w świetle jarzeniówek, w zapachu wykładzin, w dźwięku tych samych dzwonków, pikania i sloganów reklamowych, które słyszałem codziennie przez 15 lat. Brakowało mi nie tylko witamin - brakowało mi życia. W głębi serca pragnąłem być gdzie indziej. Co jednak mogłem zrobić? Jako sprzedawca obligacji zarabiałem dwa lub nawet trzy razy więcej niż ktokolwiek inny, kim mógłbym zostać. A pieniędzy potrzebowałem na spłatę trzech kredytów pod hipotekę, dwóch samochodów w leasingu i trzynastu kart kredytowych, wykorzystanych prawie zupełnie. Byłem uwięziony w biurze, przykuty do zobowiązań tym, co w branży nazywaliśmy „złotymi kajdankami". Moje życie stało się więzieniem i nic nie zapowiadało wyjścia na wolność.
Kiedy zacząłem słuchać uważnie swojego ciała, w końcu usłyszałem także własne serce. Po raz pierwszy. Usłyszałem, jak mówi mi, że się duszę. Nie miałem jednak żadnego planu, więc mogłem jedynie słuchać go i marzyć.
Choć nie czułem w sobie odwagi ani siły, by zrobić coś ze swoim życiem, miało ono jednak diametralnie się zmienić.
W miesiąc po moim olśnieniu planowałem podróż do San Francisco na spotkanie biznesowe, które mogło się okazać jednym z najważniejszych w moim życiu. Chodziło o rozmowy z dużą firmą brokerską w sprawie zakupu przez nią spółki, którą zbudowałem. Był to dzień, który na zawsze mógł odmienić moje życie, a spotkanie miało moc spełnienia moich wszystkich marzeń.
Za każdym razem, kiedy leciałem do San Francisco, wybierałem bezpośredni lot z lotniska Newark. Tym razem mój partner postanowił jednak zaoszczędzić 150 dolarów i zarezerwował mi bilet na tańszy, lecz znacznie mniej dogodny lot, opuszczający nowojorskie lotnisko La Guardia po południu. Nie byłem specjalnie zachwycony perspektywą przebijania się 2 godziny przez korki, by dostać się do La Guardia, wydania 300 dolarów na parking oraz dwugodzinnego postoju w Cincinnati po to, by zaoszczędzić 150 dolarów. W innej sytuacji pewnie znalazłbym jakieś inne wyjście, ale coś mi podpowiadało, żebym sobie po prostu odpuścił. Tak też zrobiłem.
Koniec końców nigdzie nie poleciałem, bo lotnisko zamknięto. Był 11 września 2001. Nigdy nie dotarłem do San Francisco na to spotkanie służbowe, choć lot, którym pierwotnie chciałem polecieć, zdążył opuścić lotnisko. Był to Lot 93 United Airlines, który znajdował się już w powietrzu, kiedy pierwszy samolot uderzył w World Trade Center. Jego pasażerowie zdążyli o tym usłyszeć. Zdążyli zadzwonić z komórek do mężów i żon, powiedzieć im, jak wiele dla nich znaczą i że bardzo ich kochają, a później przejąć kontrolę nad sytuacją i zmusić porywaczy do rozbicia samolotu na polu w Pensylwanii. Nikt z nich nie przeżył.
Gdybym poleciał Lotem 93, pozostawiłbym za sobą moje 180-kilogramowe ciało po życiu spędzonym w biurze, pozbawione sił życiowych i więdnące w świetle jarzeniówek, zmuszone do słuchania ciągle tych samych dzwonków, pikania i sloganów reklamowych.
Taki byłby mój los, gdyby Boża Opatrzność nie dała mi drugiej szansy. Dwa tygodnie później przybyłem do biura, gotowy rozpocząć nowy dzień, z zamiarem wzięcia się z życiem za bary i maksymalnego wykorzystania wszystkiego, co ze sobą niesie. I dowiedziałem się, że moja firma upadła.
Firma brokerska, która zajmowała się naszą księgowością, splajtowała jako jedna z tych, które dotknął spadek giełdowy po 11 września. Z dnia na dzień stracili 80 milionów dolarów, przez co zostały zamrożone wszystkie aktywa nasze i naszych klientów. Przez trzy tygodnie nikt z klientów nie mógł wypłacić swoich pieniędzy z konta ani dokonywać transakcji. Pieniądze wycofali od razu, kiedy pojawiła się taka możliwość. I tak padł mój interes.
W okamgnieniu zniknęło wszystko: firma, którą tworzyłem z takim wysiłkiem, moje poświęcenia, zmagania i wyzwania, które podejmowałem. Ogłupiały usiadłem przy biurku. Nie miałem pojęcia, co robić, więc gapiłem się na monitor komputera. W końcu coś do mnie dotarło.
Znowu uratowano mi życie.
Nagle poczułem przemożne pragnienie spełnienia swoich marzeń, zrobiłem więc to, co podpowiadał mi głos z głębi serca. Kupiłem dwa bilety w jedną stronę do Australii Zachodniej, dla mojej żony i dla siebie. Marzyliśmy o tym od dawna i w końcu byłem gotów to marzenie spełnić, uzbrojony jedynie w wiarę i chęć słuchania głosu serca.
Tego wieczoru przyniosłem do domu dwie wiadomości dla żony. Jedną było to, że nie mam pracy, a drugą, że przenosimy się w najbliższym półroczu do Australii. Dwa tygodnie później to ona miała wieści dla mnie - spodziewaliśmy się naszego pierwszego dziecka.
Po upływie pół roku siedzieliśmy już w samolocie do Australii. Nie mieliśmy pojęcia, co będziemy robić przez resztę życia, i nie obchodziło nas to. Wierzyłem, że coś mnie prowadzi i idę właściwą drogą, póki słucham swego serca. Po dziś dzień słucham głosu serca i podążam właśnie za nim.
Transformacja ciała była dla mnie w bardzo dużym stopniu także transformacją całego mojego życia. Pojawiły się jednak także inne problemy, którymi musiałem się zająć. Żyłem w ogromnym stresie, a jak wyjaśnię później, niektóre rodzaje stresu potrafią zwabić ciało w pułapkę pragnienia bycia grubym, aktywując coś, co nazywam mechanizmami FAT. Cierpiałem na „otyłość na tle emocjonalnym", która występuje, kiedy dana osoba czuje się bezpieczniej, będąc grubą. Musiałem uporać się z wieloma problemami.
Poniżej omawiam wiele powodów, dla których nasze ciała mogą pragnąć tycia. Większość czytelników będzie musiała skupić się na 1-2 z nich. Trzeba po prostu je zrozumieć, a następnie nauczyć się sposobów ich eliminowania. Cały proces może okazać się bardzo prosty, a po lekturze tej książki będziesz dokładnie wiedzieć, co należy robić.
Na razie musisz jedynie zrozumieć, że jeśli masz ponad 5 kilogramów nadwagi, których w żaden sposób nie możesz się pozbyć, to znaczy, że twoje ciało ma swój powód, by utrzymywać tę dodatkową masę. Chce być grube i dopóki ten stan trwa, nie ma sensu z nim walczyć.
To twoje ciało rozdaje karty. Ono kontroluje apetyt. Jeżeli chce, może sprawić, że będziesz czuć niepohamowany głód niewłaściwych pokarmów w przesadnych ilościach. Ono kontroluje twój metabolizm, więc nawet jeśli uważasz, że potrafisz ograniczać ilość przyjmowanego jedzenia, to pamiętaj, że ono steruje spalaniem energii i gromadzeniem zapasów.[...]
Fragment wprowadzenia do książki
Spis Treści:
Część l ZASADY
ROZDZIAŁ i. Mechanizmy FAT - prawdziwa przyczyna tycia
ROZDZIAŁ 2. Prawo Jessiego
Część IISTRES PSYCHICZNY POWODUJĄCY DZIAŁANIE MECHANIZMóW FAT
ROZDZIAŁ 3. Mentalne przyczyny otyłości
ROZDZIAŁ 4. Otyłość na de emocjonalnym
ROZDZIAŁ 5. Eliminowanie niefizycznych przyczyn otyłości w trybie SMART
ROZDZIAŁ 6. Wykorzystanie pozytywnych emocji do wyłączenia mechanizmów FAT
ROZDZIAŁ 7. Tworzenie wymarzonego ciała
ROZDZIAŁ 8. Proste zastosowania zasad z części II
Część III Stres fizyczny uruchamiający mechanizm FAT
ROZDZIAŁ 9. Dlaczego diety są nieskuteczne?
ROZDZIAŁ 10. Podstawy
ROZDZIAŁ 11. Życiodajność - niezbędny niekaloryczny składnik diety
ROZDZIAŁ 12. Jedzenie się nie liczy, jeśli nie wchłaniają go twoje komórki
ROZDZIAŁ 13. Inne formy niedożywienia
ROZDZIAŁ 14. Tłuszcz a toksyny
ROZDZIAŁ 15. Proste zastosowania zasad z części III
Część IV DOBROCZYNNE SIŁY, DZIĘKI KTóRYM CIAŁO CHCE CHUDNĄĆ
ROZDZIAŁ 16. Dobroczynny stres
ROZDZIAŁ 17. Im się udało - metoda Gabriela w praktyce
Część V SPEŁNIANIE MARZEŃ
ROZDZIAŁ 18. Tworzenie idealnego ciała
ROZDZIAŁ 19. Jak szybko schudnę?
DODATEK Chemia mechanizmów FAT
Czy można na nowo odnaleźć miłość po rozpadzie związku, śmierci ukochanej osoby lub bolesnym rozwodzie? Koniec miłości to czasami koniec świata. Wstrząs, zdruzgotanie, samotność, gorycz to uczucia, które towarzyszą tej dramatycznej sytuacji życiowej.Czy można na nowo odnaleźć miłość po rozpadzie związku, śmierci ukochanej osoby lub bolesnym rozwodzie? Koniec miłości to czasami koniec świata. Wstrząs, zdruzgotanie, samotność, gorycz to uczucia, które towarzyszą tej dramatycznej sytuacji życiowej. W tym napisanym z ogromnym wyczuciem poradniku John Gray stwierdza jednoznacznie, że można ją przetrwać, i pokazuje, co zrobić, by uleczyć złamane serce i znaleźć nową miłość. Choć kobiety i mężczyźni cierpią po utracie miłości podobnie, to jednak różnie sobie radzą z pokonywaniem bólu. Dzięki temu poradnikowi znajdą w sobie siły, by przebaczyć, przetrwać traumę rozstania, znaleźć na nowo chęć do życia i otworzyć się raz jeszcze na miłosne uczucie. John Gray jest ekspertem w dziedzinie związków międzyludzkich, autorem kilkunastu światowych bestsellerów, które przetłumaczono na 45 języków i wydano w nakładzie przekraczającym 50 milionów egzemplarzy. Przez trzydzieści lat był terapeutą małżeńskim i rodzinnym. Ogromną popularność przyniósł mu tytuł Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus - w ciągu ostatnich kilkunastu lat najlepiej sprzedająca się na świecie książka o stosunkach damsko-męskich.
Miliony ludzi na całym świecie po przeczytaniu książki Napoleona Hilla “Myśl i bogać się” zachwyciło się jej lekturą i postanowiło się z nią już nie rozstawać. Miliony ludzi na całym świecie po przeczytaniu książki Napoleona Hilla “Myśl i bogać się” zachwyciło się jej lekturą i postanowiło się z nią już nie rozstawać. Teraz, dla sprawniejszego obcowania z ponadczasowymi myślami geniusza z Wirginii otrzymują Państwo do rąk wspaniałe uzupełnienie tego wielkiego bestsellera – książkę ćwiczeń, swego rodzaju suplement dzieła Hilla.
„Myśl i bogać się”, książka tłumaczona na szereg języków, wydawana w milionowych nakładach w wielu krajach świata stała się niekwestionowanym, klasycznym dziełem literatury motywującej ludzkie działania. Napisana z inspiracji Andrew Carnegiego, przez swych niezliczonych czytelników uznawana jest za swoistą „kartę powołania”, która – na przekór trudnościom, ocenianym przez inne systemy motywacyjne jako niepokonalne – skierowała ich na drogę wiodącą do sławy i bogactwa.
Dla przypomnienia - „Myśl i bogać się” złożona jest z 13 etapów nazywanych przez autora krokami.
„Książka ćwiczeń” idzie podobnym tropem i zawiera:
- ponad pięćdziesiąt ćwiczeń obejmujących wszystkie trzynaście etapów (kroków)
- krótkie, cenne, trafne cytaty wyjęte z „Myśl i bogać się”
- myśli wielkich ludzi, osobowości światowego formatu
- kopalnią pomysłów, porad, podpowiedzi
- miejsca na notowanie własnych przemyśleń, planów, osiągnięć.
„Książka ćwiczeń” jest doskonałym przewodnikiem dla wszystkich tych, którzy chcą przekuć swe marzenia w rzeczywistość.
LUDZIE NIE MOGĄ UWIERZYĆ, ŻE MATEMATYKA JEST PROSTA,
BO NIE ZDAJĄ SOBIE SPRAWY JAK SKOMPLIKOWANE JEST ŻYCIE
Z pomocą matematyki można opisać nasz świat w niepowtarzalny sposób!
Zabawna i niezwykle pouczająca książka profesora Barrowa daje odpowiedź na 100 pytań dotyczących naszej codzienności.
Od spraw dotyczących wygrywania na loterii, poprzez sportowe zakłady, sposoby ucieczki przed niedźwiedziem, tajemnice Szekspira, firmy Google, pijaków, teorie gier, aż po udane rozwody i
odpowiedź na pytanie: ile osób dzieli nas od poznania Madonny lub Królowej Elżbiety?...
Savoir vivre nowoczesnej kobiety
W dzisiejszych czasach damą jest kobieta, której walory towarzyskie i poczucie pewności siebie płyną ze zdobywanej na każdym kroku wiedzy: od studiów poczynając, na znajomości zdrowych obyczajów kończąc. Prawdziwa wartość kobiety przejawia się w okazywanej innym uprzejmości i wielkim szacunku, jakim obdarza siebie i innych. Ta książka zawiera zbiór zasad dobrego wychowania obowiązujących bez względu na wiek, zawód, narodowość, wyznanie. Podstawowym ich walorem jest uwzględnienie nowych warunków cywilizacyjnych i nowych ról spełnianych przez kobietę w dzisiejszym społeczeństwie, o czym nie ma mowy w tradycyjnych podręcznikach savoir vivre’u. Po lekturze tej książki każda kobieta nie tylko będzie wiedziała, jak się zachować w teatrze czy na pogrzebie, ale dowie się też, że damie w żadnym wypadku nie wypada jadać lunchu lub nakładać makijażu za kierownicą samochodu. Będzie wiedziała nie tylko, jak wydać przyjęcie i jak nakryć do stołu, ale także jak się ubrać i zachować na audiencji u papieża, w pałacu prezydenckim czy na spotkaniu z innymi ważnymi osobistościami życia publicznego.
Książka zawiera 550 ćwiczeń, zadań, zagadek i łamigłówek logicznych o zróżnicowanej trudności, pogrupowanych w 55 zestawów. Ma ona stanowić pomoc w nauczaniu logiki i matematyki na studiach, w liceach i gimnazjach oraz starszych klasach szkół podstawowych; przeznaczona jest dla nauczycieli logiki i matematyki, dla studentów i uczniów, a także tych wszystkich, którzy lubią bawić się myśleniem.
Samodzielną prace z książką ułatwią zamieszczone w trzeciej części rozwiązania, mogące także stanowić wskazówkę, jak rozwiązywać podobne problemy.
Odkryj Magię Seksu i miłości !
Dzięki metodom zawartym w poradniku Szczęście wzbogacisz swoje życie erotyczne i nauczysz się łączyć miłość z seksem. Rozwiniesz się duchowo i osiągniesz spełnienie we wszystkich dziedzinach życia.
Czy istnieje sposób na osiągnięcie miłosnej ekstazy niezależny od trwania związku?
Czy można na nowo wskrzesić pociąg seksualny do długoletnich partnerów?
Czy problemy w życiu we dwoje można rozwiązać dzięki czarodziejskiej sztuce seksu?
Naucz się technik masażu i stosowania olejków eterycznych, a także wizualizacji w celu pogłębienia więzi z osobą, którą kochasz. Poznaj medytacje dla par oraz metody, które pozwolą na nowo rozbudzić miłość i odkryć tajemnice idealnego życia erotycznego.
Problematyka Płodowego Zespołu Alkoholowego (FAS) i zaburzeń pochodnych budzi coraz szersze zainteresowanie rodziców i opiekunów, pracowników socjalnych, pedagogów, psychologów i lekarzy. Znaczna grupa dzieci dotkniętych tym problemem jest wychowywana poza rodzinami pochodzenia, w rodzinach zastępczych, adopcyjnych i w domach dziecka. Rodzice często nie radzą sobie z wychowywaniem dziecka z FAS, popadając w różne problemy materialne i w uzależnienia, sprawiając ból dzieciom i sobie.
W szkole praca z uczniem z zaburzeniami poalkoholowymi jest procesem wiążącym się z nieustannym planowaniem i organizowaniem. Stosowane strategie muszą być poddawane ciągłej kontroli i analizie. Nauczyciel powinien znaleźć czas, by móc podkreślić i uwidocznić każdy sukces ucznia.
Dzieci z FAS potrzebują naszej życzliwości, troski i uwagi. Za piętrzące się trudności odpowiedzialne jest przede wszystkim uszkodzenie mózgu. Nie szukajmy winy pośród rodziców, uczniów, instytucji. Obserwujmy, myślmy, dyskutujmy i działajmy.
Bądź idealną kochanką
Bądź idealnym kochankiem, bądź idealną kochanką. Poznaj magię i moc seksualności!
Namiętność jest ściśle związana z udanym seksem. Jeśli tej intensywnej zmysłowości i pożądania doświadczysz w związku pełnym bliskości, możesz odkryć nieznaną dotychczas rozkosz i osiągnąć spełnienie uczuciowe.
Miłość to poradnik dla tych, którzy pragną, aby ich związek się rozwijał, a także chcą odkryć źródło olbrzymiej mocy, przyjemności i intymności. Dzięki niemu znajdziesz swoją drugą połówkę oraz poznasz zasady i ćwiczenia – zarówno starożytne, jak i nowoczesne – prowadzące do harmonii duszy i ciała.
Siedem reguł udanego związku.
Magiczne techniki zwiększające atrakcyjność.
Wskazówki, jak podsycić płomień namiętności w obecnym związku.
Ćwiczenia pomagające osiągnąć spełnienie seksualne.
Porady dla kobiet i mężczyzn, jak doświadczyć wielokrotnego orgazmu oraz jak znaleźć i pieścić punkt G.
Ilustracje oraz opisy pozycji Kamasutry służące pogłębieniu bliskości i spotęgowaniu rozkoszy.
Mabel Iam jest uznaną psychoterapeutką i autorką kilkunastu cenionych poradników. Prowadzi warsztaty i seminaria dotyczące seksu i związków, technik taoistycznych oraz wizualizacji. Publikuje artykuły w prestiżowych czasopismach. Jej poradnik „Szczęście” był nominowany do Latino Book Award.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?