Przez kontynenty ze zwierzętamiCzy wiecie, po co koala schodzi z drzewa? Czy wiewiórka zbiera grzyby? Komu gościny w swoim futrze udziela leniwiec? Dlaczego nie warto drażnić lamy? Odpowiedzi na te pytania i wiele innych, fascynujących ciekawostek ze świata zwierząt kryją w sobie Kontynenty nowa seria wydawnictwa TASHKA.Niewielkich rozmiarów książki zostały pomyślane jako miniprzewodniki po świecie najbardziej charakterystycznych zwierząt zamieszkujących wybrane lądy. Każda z nich, a jest ich sześć, w krótkich opisach przedstawia ciekawostki i mało znane informacje o ich życiu. Są one podane w prosty, zrozumiały sposób, przez co stają się łatwe do zapamiętania przez dzieci. Mogą być zachętą do poszukiwania obszerniejszej wiedzy o zwierzętach i środowisku, w którym żyją w naturze, a także stać się pretekstem do zabaw (np. quizów) z rodzicami i rówieśnikami. Na każdy kontynent pojedynczą książeczkę przypada osiem zwierząt.Siłą Kontynentów są ilustracje, których autorem jest Piotr Nowacki, znany twórca komiksów. Dzięki niemu książki nie są statycznym zbiorem ciekawych informacji z obrazkami, lecz wypełniają je żywe, kolorowe historie. Sylwetki zwierząt zostały ukazane w kontekście informacji na ich temat, ale też każdemu nadana została osobowość. Nikt nie mógł zrobić tego lepiej niż osoba, której talentem jest przemawianie rysunkiem. Dzięki wprawnej ręce rysownika zwierzęta żyją, a każde z nich jest rozpoznawalnym indywidualistą. Na ilustracjach dużo się dzieje, pełno tu ruchu, akcji, uchwyconych w locie sytuacji.Seria daje nieograniczone możliwości wykorzystania jako materiał edukacyjny (np. w dziedzinie ekologii). To niebanalny pomysł na zainteresowanie dzieci pięcio- czy sześcioletnich przyrodą i geografią, obudzenie fascynacji zwierzętami. Dzięki wiele mówiącym, dbającym o detal ilustracjom to również świetna pozycja dla młodszych dzieci, którym śledzenie obrazków postaci i akcji z pewnością dostarczy wiele radości, ale też korzystnie wpłynie na ich ogólny rozwój.Czymś, co dodatkowo wyróżnia Kontynenty, jest ich wielojęzyczność: opisy podane są w wersji polskiej, angielskiej i niemieckiej. Mogą więc być pomocne nie tylko w nauce czytania, ale i w poznawaniu języków obcych.Komplet Kontynentów (jak i każdą książkę z osobna) śmiało można potraktować jako zajmujący miniatlas zwierząt, rozbudzający dziecięcą ciekawość, jako zachętę do czytania, nauki języków, pretekst do zabaw w zgadywanie i zapamiętywanie, a także oryginalny pomysł na prezent dla dzieci obcojęzycznych, mieszkających w Polsce lub za granicą.
Przez kontynenty ze zwierzętamiCzy wiecie, po co koala schodzi z drzewa? Czy wiewiórka zbiera grzyby? Komu gościny w swoim futrze udziela leniwiec? Dlaczego nie warto drażnić lamy? Odpowiedzi na te pytania i wiele innych, fascynujących ciekawostek ze świata zwierząt kryją w sobie Kontynenty nowa seria wydawnictwa TASHKA.Niewielkich rozmiarów książki zostały pomyślane jako miniprzewodniki po świecie najbardziej charakterystycznych zwierząt zamieszkujących wybrane lądy. Każda z nich, a jest ich sześć, w krótkich opisach przedstawia ciekawostki i mało znane informacje o ich życiu. Są one podane w prosty, zrozumiały sposób, przez co stają się łatwe do zapamiętania przez dzieci. Mogą być zachętą do poszukiwania obszerniejszej wiedzy o zwierzętach i środowisku, w którym żyją w naturze, a także stać się pretekstem do zabaw (np. quizów) z rodzicami i rówieśnikami. Na każdy kontynent pojedynczą książeczkę przypada osiem zwierząt.Siłą Kontynentów są ilustracje, których autorem jest Piotr Nowacki, znany twórca komiksów. Dzięki niemu książki nie są statycznym zbiorem ciekawych informacji z obrazkami, lecz wypełniają je żywe, kolorowe historie. Sylwetki zwierząt zostały ukazane w kontekście informacji na ich temat, ale też każdemu nadana została osobowość. Nikt nie mógł zrobić tego lepiej niż osoba, której talentem jest przemawianie rysunkiem. Dzięki wprawnej ręce rysownika zwierzęta żyją, a każde z nich jest rozpoznawalnym indywidualistą. Na ilustracjach dużo się dzieje, pełno tu ruchu, akcji, uchwyconych w locie sytuacji.Seria daje nieograniczone możliwości wykorzystania jako materiał edukacyjny (np. w dziedzinie ekologii). To niebanalny pomysł na zainteresowanie dzieci pięcio- czy sześcioletnich przyrodą i geografią, obudzenie fascynacji zwierzętami. Dzięki wiele mówiącym, dbającym o detal ilustracjom to również świetna pozycja dla młodszych dzieci, którym śledzenie obrazków postaci i akcji z pewnością dostarczy wiele radości, ale też korzystnie wpłynie na ich ogólny rozwój.Czymś, co dodatkowo wyróżnia Kontynenty, jest ich wielojęzyczność: opisy podane są w wersji polskiej, angielskiej i niemieckiej. Mogą więc być pomocne nie tylko w nauce czytania, ale i w poznawaniu języków obcych.Komplet Kontynentów (jak i każdą książkę z osobna) śmiało można potraktować jako zajmujący miniatlas zwierząt, rozbudzający dziecięcą ciekawość, jako zachętę do czytania, nauki języków, pretekst do zabaw w zgadywanie i zapamiętywanie, a także oryginalny pomysł na prezent dla dzieci obcojęzycznych, mieszkających w Polsce lub za granicą.
Decydując się na wyjazd z dziećmi w wakacje, ferie czy na weekend, gdy celem jest ciekawe pod względem turystycznym miasto, zwykle dorośli opiekunowie mają już gotowy plan zwiedzania. Dzieci mniej lub bardziej chętnie w tych wycieczkach biorą udział, a ich rola najczęściej sprowadza się tylko do uczestnictwa. A co by było, gdyby to one były organizatorami wypraw? Cóż, potrzebowałyby tylko przewodnika!Kazimierz Dolny, Kraków, Wrocław, Warszawa i Zakopane tych pięć miast zostało wytypowanych jako atrakcyjne turystycznie dla najmłodszych. Każdemu z nich poświęcona jest wygodnych rozmiarów książeczka przewodnik. W nim zaś cele podróży wskazuje sympatyczny królik bohater powołany do życia przez niezawodnego ilustratora, Roberta Romanowicza.Przewodniki praktycznie nie zawierają tekstu, nie licząc nazw obiektów, przetłumaczonych na trzy języki: angielski, niemiecki i hiszpański. Operują obrazem, który jest najcelniejszym przekazem dla dzieci nieumiejących jeszcze czytać lub dopiero tę umiejętność nabywających.Zwiedzanie, które dzięki Przewodnikom może przybrać formę interaktywnej zabawy, to znakomity pomysł na wycieczki z dziećmi, aktywizujący je i dostarczający dużo satysfakcji, a także okazja do wspólnego zdobywania wiedzy o odwiedzanych miejscach.Publikacja w czterech językach: polskim, angielskim, niemieckim i hiszpańskim.
Kto nie lubi świąt Bożego Narodzenia? Choć wydaje się, że kochają je wszyscy, to w rzeczywistości jest wiele osób, które zatraciły poczucie ich niezwykłości, którym doskwiera towarzysząca im komercyjna otoczka lub kontestują sens bożonarodzeniowych zwyczajów i tradycji. Czy trzeba takie osoby ratować? Nie trzeba... Ale można. Bo oto pojawiła się książka wyjątkowa: tych, którzy stracili zapał, na powrót rozkocha w świętach, a wątpiącym przywróci wiarę w ich magię.
Czy to takie ważne, czy lubi się święta? Tym którzy zastanawiają się nad sensem gorączki przygotowań, powtarzalności zwyczajów „Bombka z gwiazdką” przypomni, czym one w istocie są i na czym polega ich siła i nadzwyczajność. Bo to przecież dzięki nim bliscy sobie ludzie – rodzina, przyjaciele – chcą znaleźć czas na spotkanie i celebrowanie swojej obecności. To one dostarczają dzieciom przeżyć i emocji, które zapadną w nich na długo i ukształtują ich stosunek do wzajemnych relacji i wspólnego spędzania czasu. Jeśli bowiem spojrzeć na istotę świąt, przedrzeć się przez wszystkie skrywające ją zasłony, chodzi w nich o poczucie bezpieczeństwa, wewnętrznej siły i wartości każdego z nas. Buduje się ono poprzez dobry kontakt z bliskimi, wspólnotę doświadczeń, kultywowanie tradycji, a także wyzwalaną w tym szczególnym czasie pełną czułości akceptację.
Dlatego aby święta były lubiane i udane, trzeba mieć na nie sposób. „Bombka z gwiazdką” to swoisty instruktaż, co należy zrobić, aby misja „Święta” się powiodła. Autorka w żartobliwy sposób podaje przepisy na realizację poszczególnych etapów wigilijnego wieczoru. W wierszach, opowiadaniach i miniaturach przygląda się świątecznym zwyczajom, przyjmując punkt widzenia „bohaterów drugiego planu”: pierwszej gwiazdki, świątecznego prezentu, bombki zawieszonej na gałązce świerku, wigilijnego sianka. Z czułością pochyla się nad pozornie nieistotnymi rzeczami czy niezauważalnymi zjawiskami, poświęcając im uwagę, dając im osobowość, opowiadając historię z ich perspektywy (przykładem niech będzie przepiękny i wzruszający „Płatek śniegu”). Dzięki takiemu zabiegowi można zobaczyć rzeczywistość z innej strony i dostrzec w niej wartość, odnaleźć utracony zachwyt nad nią.
„Bombka z gwiazdką” wydawnictwa TASHKA jest książką wybitnie świąteczną, a przy tym absolutnie wyjątkową wśród publikacji o tej tematyce. Zawdzięcza to swojej autorce, Malinie Prześludze, pisarce, której twórczość daleka jest od podążania wytyczonymi szlakami. Wyróżnia ją zainteresowanie uznawanymi za typowe czy zwykle pomijanymi jako nieistotne elementami rzeczywistości, a także wielkie ciepło, uwaga, prosty język i nieprzeciętne poczucie humoru. Powszechnie znaną i utrwaloną w odbiorze rzeczywistość Malina Prześluga nie tyle opisuje, co – poprzez indywidualny sposób jej postrzegania – na nowo stwarza. Dzięki temu zwyczajne przedmioty zyskują rangę, typowe zjawiska – magiczną moc, a przyzwyczajenia domagają się rewizji. Z takim widzeniem świata spotkały się wrażliwość i kunszt Jagi Słowińskiej, artystki, która „Bombkę z gwiazdką” zilustrowała. Oszczędność kolorów (biały, odcienie niebieskiego i miedziano-złoty), geometryczne kształty, wprowadzająca ład powtarzalność elementów oraz dbałość o najdrobniejsze szczegóły budujące wiarygodne obrazy – wszystko to złożyło się na zachwycające ilustracje. Każda z autorek w swej sztuce pozostała sobą, co nie przeszkodziło im w stworzeniu pełnej harmonii i piękna książki.
„Bombka z gwiazdką” ma szansę uratować niejedne święta. A co z tymi osobami, których o wyjątkowości świąt nie trzeba przekonywać? Dla nich ta książka będzie najpiękniejszym prezentem, jaki będą mogli sprawić sobie i swoim bliskim.
Od zawsze każdym miejskim podwórkiem rządzi jakaś banda gołębi. Waleczne, odważne, honorowe, co chwila wznoszą dumne okrzyki: ""Rządzą gołębie, zawsze gołębie, tylko gołębie!"". Przerywają tylko wtedy, gdy ktoś sypnie bułką... Albo gdy na rewir wkroczy ich odwieczny wróg - kot. I to właśnie kot rozbił Bandę Zbigniewa: pożarł gołębia Janusza! Nikt tego nie widział. Nie było śladów. Dowodów brak. Ale gołębie nie potrzebują dowodów, by się zemścić. Na szczęście w odpowiednim (a może najmniej odpowiednim?) momencie na podwórko wkracza Przemek - samotny, młody wróbel. Przemek jest dobroduszny i niewinny. Słabeusz bez własnej Zgrai. Nigdzie nie pasuje i nie ma prawa głosu, bo przecież nie jest gołębiem! A jednak jego dobre serce i wiara w ptaki pozwala mu uchronić Bandę przed katastrofą i dociec prawdy. Przemek raz na zawsze zmieni zasady i udowodni, że warto iść przez życie razem, dziób w dziób. Bo przecież ptak to ptak, a każdy problem da się rozwiązać pokojowo... Albo można odkryć, że tak naprawdę problem nie istnieje!
Początkiem każdego twórczego działania jest pomysł. Wspomagany wyobraźnią i talentem może rozwinąć się z jednego obrazu w ciekawą opowieść.
Tak było w przypadku Miszy i Griszy – bohaterów powołanych do życia przez Roberta Romanowicza, artystę malarza, grafika, twórcę ilustracji do książek dla dzieci, fotografika i rzeźbiarza. Jego obraz stał się inspiracją do opowiedzenia o przyjaźni, odwadze i oddaniu. O tym, że przygoda może zdarzyć się wszędzie, a bohaterem może zostać każdy – nawet mały pluszowy miś.
Wykonana ręcznie, a następnie sfotografowana scenografia złożyła się na niezwykłe ilustracje. Do jej stworzenia posłużyły różne, z pozoru nieprzydatne już materiały: skrawki tkanin, fragmenty nici, muliny, kawałki drewna, korka, druciki, gałązki, resztki filcu... Recyklingowy rodowód mają też główni bohaterowie.
Historia Miszy i Griszy pobudza dziecięcą wyobraźnię, rozwija kreatywność, uczy wrażliwości na przyrodę i pomaga w nauce liczenia.
Tekst: Redakcja
--------------------
Razem łatwiej
Nie zostawia się przyjaciela w potrzebie, nie można być obojętnym na fakt, że przyroda jest zagrożona… Tak w skrócie można podsumować treść najnowszej książki wydawnictwa Tashka. Choćby się było pluszowym misiem i choćby przyjaciela poznało się kilka chwil temu. Niedźwiadek o imieniu Misza, wiedziony głodem, rusza na spacer po lesie. Zamiast ulubionego miodku znajduje… pszczółkę Griszę, która opowiada mu o swoim zmartwieniu. Razem postanawiają uratować świat przed wielką burą chmurą (smogiem?).
Ta prosta historia z łatwością trafi do dzieci. Pomogą w tym przepiękne ilustracje Roberta Romanowicza. Artysta ręcznie wykonał trójwymiarowych bohaterów i scenografię, a następnie to wszystko sfotografował, kreując poszczególne kadry. Świat zbudowany z nieskomplikowanych przedmiotów, może nawet takich, które wielu uznałoby za bezwartościowe, jest dowodem na to, że tworzyć można ze wszystkiego; że najważniejszy jest pomysł, a materiały właściwie każdy znajdzie u siebie w domu lub podczas jednego spaceru: nici, skrawki materiałów, patyczki, guziki… Fotografie sprawiają, że postacie stają się niemal realne, a książka nosi znamiona quasi-reportażu. Aż chciałoby się misia pogłaskać, aż chciałoby się wejść do tego świata…
Tekst Anny Stasiak jest rymowany, melodyjny. Oprócz optymistycznej fabuły niesie w sobie jeszcze walor edukacyjny – troskę o środowisko naturalne i naukę liczenia do dwunastu. Misza i Grisza przejęli się losem świata i postanowili go uratować przed czymś, co w języku dorosłych moglibyśmy nazwać katastrofą ekologiczną. Powtarzalne czynności lub przedmioty – można liczyć wszystko. Autorka umiejętnie wplotła w tekst kolejne cyfry. Małe dzieci z radością je śledzą i podejmują zabawę, a każde dobrze wykonane rachowanie sprawia im wiele satysfakcji.
Książeczkę można czytać i oglądać wielokrotnie, a pomoże w tym jej kartonowa forma. By zabawa mogła trwać dłużej… Polecam!
Recenzja: Agata Hołubowska
Jak pożegnać się z pieluchą.
Małe dzieci uwielbiają odkrywać i poznawać nowe rzeczy. Każda kolejna zabawka dostarcza wielkich emocji, nieznane wcześniej działanie wywołuje zaciekawienie. Wiele dzieci uparcie ćwiczy nowo nabyte umiejętności, ciesząc się z możliwości wypróbowywania ich raz za razem. Jest jednak moment, kiedy większość maluchów odmawia rodzicom współpracy w dalszym rozwoju i wykonywaniu pewnej czynności. Ten bunt trwa nierzadko nawet kilkanaście tygodni i mimo że w tym czasie dzieci potrafią nauczyć się innych rzeczy, tej jednej – nie chcą. Co stwarza napięcie między rodzicami a ich pociechą. Proszę Państwa, jeśli nie chcecie poróżnić się ze swoim maluchem, nie rozpoczynajcie nocnikowej edukacji bez pomocy Pana Pieluchy.
Sympatyczny bohater książki całymi dniami marzy o różnych sprawach, ale jedno pragnienie jest zawsze na pierwszym miejscu: zachowanie suchej pupy. Bez tego nie uda się ani spokojnie marzyć o innych rzeczach, ani też realizować dotychczasowych marzeń. Pan Pielucha ma dość ambitne plany na przyszłość. Są wśród nich: odnalezienie ginących w praniu skarpet, występ w japońskim teatrze, wyprawa w kosmos, ale i te mniej wymyślne – choćby wspaniała, nieograniczona niczym zabawa. Pan Pielucha jednak nic nie zdziała, dopóki dzieci nie dadzą mu odpocząć i nie zaczną korzystać z nocnika. A i samym dzieciom zabawa bardziej się spodoba, gdy nie będzie im towarzyszyła intensywnie pachnąca, ciężkawa pielucha.
Warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki tajemniczy duet Ta Tatoi i Ingakku Riukimiuki ujął temat. W wierszowanym tekście, opisującym perypetie Pana Pieluchy, nie ma moralizowania, nakazów i oceniania dziecka. Na ilustracjach nie znajdziemy ani dziecka w pieluszce, ani korzystającego z nocnika. To dobrze, bo dziecko nie odczuje presji związanej z tym, że musi pożegnać się z pieluchą. Jeśli jest na to gotowe, na pewno zrozumie treść książki i pomoże Panu Pielusze w realizacji marzeń.
Recenzja: Urszula Zimoląg
Mól, panie, jak prawdziwy! Malina Prześluga to potrafi! Jak nie pchła, to komar, jak nie komar, to... mucha i mól. Tak, tak, właśnie ten ostatni jest głównym bohaterem najnowszej książki Maliny Prześlugi, pt. ,,Bajka o starej babci i molu Zbyszku"". Co wiemy o molach? Tyle, że robią nam dziury w ubraniach lub spustoszenie w szafkach z suchym jedzeniem. Co robimy z molami? Ubijamy, jak tylko jakiegoś zobaczymy. Za co je uważamy? Za ogromne szkodniki. I nic więcej. Tymczasem... Malina Prześluga małemu molowi nadaje imię, charakter, uczucia, marzenia i wizję przyszłości. Mol Zbyszek mieszkał sobie w szafie wraz z rodziną i przyjaciółmi, gdy zjawiło się TO... zagłada w postaci kulek na mole. I po zabawie. Biedny, niedoświadczony jeszcze, mól został sam. Zaopiekowała się nim mucha Marzena. (Mucha to kolejne stworzenie, którego obecności nie możemy znieść w domu). I tak, krok po kroku, historia mola się rozwija, codzienność nabiera barw, a człowiek, ten odwieczny wróg, nie jest taki zły... Ha! Lecz człowiek nie byle jaki! Tytułowa stara babcia. Starsi ludzie też nie zawsze są traktowani z należytym szacunkiem. I tutaj Malina Prześluga pewnej staruszce dodaje lekkości i poczucia humoru, a na dodatek pewnych walorów komicznych, bo okazuje się, że zmarszczki mogą tworzyć ciekawe wzorki na twarzy, a brak sztucznej szczęki w ustach - śmieszne miny. I nie ma tutaj nic z rubasznego ośmieszania! To także niezwyczajność w zwyczajności jest bohaterką tej książki. Bowiem może się okazać, że interesujących bohaterów mamy od dawna w domu. Tylko dostrzec ich trzeba, obdarzyć sympatią... (Oj, już to widzę, jak dzieci po lekturze tej książki nie pozwolą rodzicom ubić żadnego mola i żadnej muchy!). I znów jest tak, że trudno się nie uśmiechnąć i nie polubić tych postaci. One tak ubarwiają szarą rzeczywistość! I może nie byłoby to tak oczywiste, gdyby nie fotografie Pawła Bajewa. Stworzył on Zbyszka i Marzenę, i babcię (a może dziadka w roli babci?) znalazł odpowiednią. Sfotografował ich wszystkich, a co na zdjęciu, to przecież istnieć musi naprawdę. I niech ktoś spróbuje nie uwierzyć! I wszystko się tu zgadza: i mieszkanie nienowoczesne, i szafa, i zęby w szklance. Wszystko jest i to takie, że dotknąć by się chciało i wejść do tego świata natychmiast! Recenzja: Agata Hołubowska
Do zabawy słowem i obrazemTo jest ciekawa sytuacja, gdy ilustrator zabiera się do pisania tekstów i tworzenia książek autorskich, które stają się dziełami jednolitymi i komplementarnymi. Tak stało się z Robertem Romanowiczem ,,naczelnym ilustratorem wydawnictwa Tashka"" (jeśli mogę sobie pozwolić na nadanie mu takiego tytułu), spod którego pióra, pędzla, ołówka, klawiatury i Bóg wie, czego jeszcze, powstały ostatnio dwie książki. Jedną z nich są ,,Rymowane cyferki"".Tutaj artysta wcielił się także w poetę i napisał do każdej cyfry od 1 do 10 po dwa rymowane wersy, które tworzą groteskowy opis tego, co dzieje się na ilustracji. A dzieje się sporo! Parówki w sputniku,ośmiornica licząca okna w kamienicy, jajka tańczące w wytłaczance przy dźwiękach płynących a gramofonu... A to jeszcze nie wszystko! Trudno się tu nie uśmiechnąć, a jeszcze trudniej... oprzeć urokowi ilustracji.Robert Romanowicz trafia do małego czytelnika humorem, ożywianiem rzeczy, które pozornie życia w sobie nie mają (ot, choćby takie słoiki śmiejące się z muchy), ciepłymi barwami i celowym ,,postarzeniem"" ilustracji, który to efekt sprawia, iż wydają się one stworzone dawno temu, jakby same w sobie miały bogatą historię i niejedno przeszły. Albo zostały odnalezione po latach na jakimś zakurzonym strychu. Nadaje im to rys pewnej tajemniczości, zupełnie jakby coś jeszcze mogły przed ciekawymi świata oczami ukrywać.Kartonowa książeczka będzie nie tylko impulsem do poznania cyferek przez małe dzieci, ale także zabawą słowem, szczególnie tym rymowanym. Starsze dzieci, próbujące samodzielnie składać litery, zachęci do trenowania sztuki czytania. Wreszcie będzie okazją do miłego spędzenia czasu z książką (może nawet po raz pierwszy?), która została starannie zilustrowana i wydana, z dbałością o estetyczną edukację najmłodszych.Recenzja: Agata Hołubowska
Kobiety coraz śmielej mówią o swoich potrzebach. Coraz więcej widzi swoją przyszłość nie tylko w pieluchach i domowych czterech ścianach, ale pragnie się rozwijać, realizować siebie i swoje marzenia, mówić o sobie „Kobieta Sukcesu”. Nie dziwi więc fakt, że taki temat trafił do twórczości skierowanej do dzieci.
Dokonała tego Julia Holewińska, pisząc tekst przeznaczony do wystawienia na scenę, określany jako „sztuka feministyczna”. Fabułę można streścić w kilku słowach: rzecz dzieje się w lisiej norze i w lesie; Mamalis ma już dosyć gotowania obiadów i zajmowania się dziećmi, chce założyć własną firmę. Rodzina zaś musi poradzić sobie z nową sytuacją, przewartościować pewne sprawy i podzielić się obowiązkami. Początkowo nic nie wydaje się łatwe, ale po przeczytaniu tekstu w czytelnikach zostaje nadzieja, że z czasem wszystko się ułoży…
Fragment recenzji Agaty Hołubowskiej/Tashka/Fika
Kamil Niewiński dokonał rzeczy wyjątkowej - napisał opowieść o emocjach i rozterkach, ożywił je i uczynił z nich bohaterów. Tu Troski, Wspomnienia, Miłość czy Gniew są postaciami występującymi na równi z ludźmi i przedmiotami. Tak - przedmiotami, tytułowy Kapselek jest bowiem przyjacielem chłopca. Kapselek dąży do posiadania własnego imienia, które pozwala na długo zachować przedmioty w ludzkiej pamięci i jako takie uchronić od niebytu.Daniel OdijaKsiążka zawiera wskazówki, jak napisać scenariusz filmowy.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?