KATEGORIE [rozwiń]

Wydawnictwo Media Rodzina

Okładka książki Kicia Kocia na placu zabaw

6,90 zł 4,26 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 4,26 zł

Kicia Kocia wybrała się na plac zabaw. Trochę się bała obcych dzieci, bała się też wysokiej zjeżdżalni. Jednak przezwyciężyła te strachy i znalazła nowych przyjaciół. Kicia Kocia w kolejnych częściach będzie dzieliła się z nami swoimi przygodami.
Okładka książki Zrozumieć dzieci

49,00 zł 32,34 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 32,34 zł

Jak ewolucja kształtuje nasze dzieci Rozwojowi dziecka towarzyszymy z radością i zdumieniem - choć w większości również z bezradnością. Dlaczego dziecko nie zasypia? Dlaczego bez przerwy się budzi? Dlaczego tak w bardzo wielu przypadkach płacze? Dlaczego zachowuje się jak tyran? Dlaczego tak nie dobrze je? Dlaczego jeszcze nie korzysta z nocnika? Dlaczego nieustannie trzyma się matczynej spódniczki? Dlaczego jest takie, a nie inne? Czy za tym Kobiety i mężczyźni kryją się błędy wychowawcze? Nieoczekiwane odpowiedzi wyłaniają się z punktu widzenia ewolucji: dzieci posiadają słuszne powody, aby tak się w tej chwili zachowywać. Kilka z tego, co dla nas jest aktualnie problemem albo wydaje się nieproste do przyjęcia, kiedyś pomagało dzieciom utrzymać się przy życiu. Wiedząc, że dzieci rozwijają się w zgodzie z naturą, będziemy umieli traktować je naturalnie. Rozumiejąc sens kryjący się za ich zachowaniem, łatwiej będzie je wychowywać. Dzieci często zachowują się nie tak, jak oczekiwaliby ich rodzice: niemowlęta płaczą, nie mając ku temu żadnych powodów, tygodniami mają kolki i za żadne skarby nie chcą spać we własnych łóżeczkach, maluchy nie jadają warzyw, za to słodycze pochłaniają bez opamiętania, mają problemy z zasypianiem i regularnie budzą się w nocy, albo ni z tego, ni z owego wpadają w złość, a na naukę korzystania z nocniczka ciągle mają jeszcze czas. Takie zachowania przyjęło się traktować jako zaburzenia, a przecież dzieci w tym wieku nie są jeszcze w stanie wyrażać się zrozumiale, ich pęcherz jest na tyle „niedojrzały", że nie może normalnie funkcjonować, a mózg to jeden ogromny plac budowy. Dzieci próbują rozwiązywać swoje problemy — na przykład konflikt ze sobą samym, ze swoją mamą lub z superego — na swój sposób. Albo są zbyt nieśmiałe, a może po prostu niewychowane. U podstaw tej książki leży jednak inny punkt widzenia. Zamiast szukać tego, czego naszym pociechom brakuje, zapytajmy o korzyści, jakie niesie ze sobą takie, a nie inne ich zachowanie. Dlaczego dziecko jest takie, jakie jest, a nie inne? Tak więc, co ma z tego, że nie jada warzyw? Co ma z tego, że nie zjada całej nałożonej porcji? Co mu daje sprzeciw, co płacz i krzyk, gdy nie chce samo zasypiać? W naszej książce zakłada się, że dzieci mają własne, słuszne powody, choć dla ich rodziców są one zagadkowe. Rozwój jako program uwieńczony sukcesem Jakie to są powody? Skąd się biorą tak osobliwe zachowania? Aby zrozumieć postępowanie dzieci, trzeba wiedzieć, że ich reakcje rozwijały się w toku ewolucji, służąc im do lepszego funkcjonowania w środowisku, w którym żyły przez tysiąclecia! Karol Darwin w stworzonej przez siebie teorii ewolucji wychodził z założenia, że wszystkie żyjące obecnie istoty tak wyglądają, jak wyglądają, i tak się zachowują, jak się zachowują, ponieważ tym właśnie cechom zawdzięczają sukces, który osiągnęły w przeszłości. To samo dotyczy naszych dzieci. Powód, dla którego w procesie dorastania wybierają określony repertuar zachowań, często irytujących rodziców, jest bardzo prosty. Właśnie one, w takiej właśnie formie pomogły im na przestrzeni wieków odpowiednio się wyposażyć i z powodzeniem dojść do dorosłości! Umożliwia to całkowicie inne spojrzenie na rozwój dzieci, które zakłada, że nie mają żadnych deficytów. Mogą być niedojrzałymi dorosłymi, ale są w stu procentach przygotowane do bycia d z i e ć m i. A my, rodzice, powinniśmy wreszcie poznać ich ekwipunek. Co nam daje oglądanie się do tyłu? Jaki jest sens analizowania czasów przedpotopowych podczas szukania odpowiedzi na kwestie dzisiejszego wychowania? Przecież nasze dzieci nie muszą się już przedzierać przez dzikie knieje, lecz powinny umieć swobodnie się poruszać w Internecie. A tak w ogóle, to predyspozycje, które posiadają od urodzenia, to jeszcze nie wszystko. Sam fakt, że mały Kubuś wyjdzie z łóżeczka po raz pierwszy lewą nogą, może uczynić go zupełnie innym człowiekiem. To prawda. Nasze predyspozycje nie determinują naszego losu. Do rozwoju dziecka potrzebne jest dużo więcej niż naturalne skłonności. Nie zmienia to jednak faktu, że przeszłość i jej dziedzictwo oddziałują na kolejne pokolenia i do dzisiaj wyznaczają ramy w ich wychowaniu. Dzieci są rzeczywiście born to be wild O potędze tych ram świadczy następujący przykład. W zamierzchłych czasach, gdy ludzkość — wówczas łowcy i zbieracze — żyła z tego, co wpadło jej w ręce, wiecznie głodna komórka tłuszczowa człowieka, przewidziana jako rodzaj spiżarni, okazała się sukcesem. W dzisiejszym świecie, w którym dzieci rosną właściwie obok lodówki, to dobrodziejstwo stało się przekleństwem. W komórkach tłuszczowych gromadzą się zapasy na gorsze czasy, które nigdy nie nadejdą. Można się więc dziwić, że dzieci stają się coraz grubsze? Piętno przeszłości łatwo daje się zauważyć przy okazji innych zachowań. Dla małych dzieci noc jest pełna nieprzyjemnych wrażeń, nawet gdy ich łóżeczka stoją za bezpiecznymi oknami, a rodzice pilnie czuwają, mając przy sobie elektroniczną nianię. Dzieci nadal boją się węży, chociaż ryzyko ukąszenia przez nie jest mniejsze niż potrącenie przez czerwone ferrari (na które niewielu z nas reaguje z paniką). Maluchy jeszcze ciągle zaglądają przed zaśnięciem pod łóżeczko, gdzie mogą pomieszkiwać potwory. To odruch uzasadniony w czasach, gdy straszliwe gady poszukiwały ciepłych legowisk. Kwintesencja tej książki jest następująca: rozwój naszych dzieci napędzany jest przez naciągnięte w przeszłości sprężyny. Nie stosuje się do wymagań współczesnego świata i niekoniecznie do oczekiwań rodziców. Dzieci przychodzą na świat raczej ze swoimi oczekiwaniami. I byłoby dobrze, gdyby rodzice i wychowawcy znali te ich fizyczne i duchowe oczekiwania. Jeżeli najbardziej przemyślane metody i cele wychowania nie będą zgodne z naszą ewolucyjną historią, my rodzice możemy sobie jedynie połamać na nich zęby. Nowa książka z przepisami? Czy ta książka jest więc zagubioną ulotką, dołączaną kiedyś do paczki „dziecko"? Z pewnością nie. Traktuje między innymi o tym, że nie ma czegoś takiego jak uniwersalna instrukcja obsługi dziecka. Osiemnaście rozdziałów książki napisano z przekonania, że rodzice potrzebują czegoś więcej niż przepisów na wychowanie. Żeby zrozumieć istotę dziecięcego rozwoju i historię dziecka, dorośli potrzebują pogłębionej wiedzy, sięgającej na pewno dużo dalej, niż uwzględniają najnowsze trendy w debacie o wychowaniu. Znając tę historię, będziemy towarzyszyć rozwojowi dziecka w bardziej kompetentny i zrównoważony sposób. Wiedząc, jakie naturalne cele i motywy kierują dziećmi, być może łatwiej będzie nam podejść do nich w bardziej naturalny sposób i z większą rezerwą traktować niezliczone pedagogiczne spekulacje. Nie zakładając z góry, że są zaburzone albo mają jakieś deficyty, łatwiej odnajdziemy ich mocne strony, czego z całego serca życzę swoim czytelnikom! Ze wstępu do książki Zrozumieć dzieci Zrozumieć dzieci Spis treści   Wstęp Zrozumieć dzieci — prolog Mała instrukcja obsługi Jak dzieci uczą się jeść Poglądy i perspektywy. Niedojrzałość jako zaleta Karmienie piersią — najbardziej naturalna czynność pod słońcem? Poglądy i perspektywy. Konflikty — pomyłka w planie matki natury? Dokarmianie — z perspektywy natury Poglądy i perspektywy. Dlaczego dzieci nie zjadają wszystkiego z talerzyka? Jak dzieci uczą się spać Poglądy i perspektywy. Po co jest nam potrzebny sen? Czy spać razem? Poglądy i perspektywy. Fetyszyzacja samodzielności? Płacz też do tego należy? Poglądy i perspektywy. Czy łzy mogą kłamać? Dlaczego dzieci się buntują Poglądy i perspektywy. Potrzeby — wytyczne do wychowania? Trening czystości Poglądy i perspektywy. Wychowanie bez pieluszek? Intermezzo: Zrozumieć ewolucję Nowe spojrzenie na przywiązanie Poglądy i perspektywy. Po co niemowlętom tłuszczyk? Dlaczego dzieci boją się obcych Poglądy i perspektywy. Żłobki — wbrew naturze? Naturalne metody postępowania z niemowlętami Poglądy i perspektywy. Czy wolno rozpieszczać dzieci? Jak dzieci stają się indywidualnościami Poglądy i perspektywy. Grupa dzieci — naturalna ostoja? Wychowywać w sposób kompetentny — dlaczego nie wystarcza sama miłość Poglądy i perspektywy. Ewolucyjny wizerunek rodziców Wsparcie z punktu widzenia ewolucji Poglądy i perspektywy. Wrodzone czy wpojone przez wychowanie? Jak powstaje przyzwoitość i moralność Poglądy i perspektywy. Moralność — przeciwieństwo ewolucji? Czy uczyć się od innych kultur? Poglądy i perspektywy. Zagadka dzieciństwa. Po co jesteśmy dziećmi? Wychowywać w sposób naturalny? Suplement Podziękowania Przypisy Książki na ten temat Wykaz ilustracji Indeks
Okładka książki Lecę dalej. Tanie podniebne podróże

39,90 zł 22,54 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 22,22 zł

Marzena Filipczak, dziennikarka i podróżniczka, autorka wydanej w 2009 roku książki „Jadę sobie. Azja. Przewodnik dla podróżujących kobiet” tym razem zabiera nas w fascynujący świat tanich lotów. „Lecę dalej. Tanie podniebne podróże” to książka składającą się z dwóch części. W pierwszej autorka opisuje dwanaście podróży, które odbyła w ciągu nieco ponad roku (jedna w 2010, i jedenaście w 2011 r.): korzystając z promocji w tanich i regularnych liniach lotniczych Cześć druga to nieocenione kompendium wiedzy na temat tanich lotów, z którego można się dowiedzieć min. gdzie i kiedy szukać promocji; jak kupić bilet za 3 euro do Fezu i dlaczego na Ibizę najlepiej lecieć przez Sztokholm; jak płacić, żeby nie przepłacić; co zrobić, żeby nie musieć urywać kółek od walizki; jak się wyspać na terminalu; dlaczego warto czytać regulaminy oraz do czego może służyć płachta budowlana i ołówki. Lecę dalej – Fragment książki W drodze do domu, czyli dróg królowa Rzymskie lotnisko Ciampino jest doskonałym przykładem na to, dlaczego warto dokądś przylecieć choćby na parę godzin. Wcale nie mam zamiaru wybierać się do centrum Wiecznego Miasta, choć teoretycznie byłoby to możliwe - gdybym po spędzonej na terminalu nocy (przyleciałam z Fezu tuż przed północą) wsiadła w pierwszy poranny autobus, zdążyłabym zobaczyć Koloseum o wschodzie słońca, Palatyn bez codziennych tłumów i wrócić na kolejny południowy lot. Ale po co? Wystarczy wyjść z lotniska i przejść przez rondo, by dostać się na Via Appia Antica - najstarszą drogę rzymską (jej budowę rozpoczęto w IV wieku p.n.e.), przez starożytnych nazywaną królową dróg, od terminalu dzieli ją kilkaset mętów. Byłam na Via Appia sama. Ten jej kawałek leży z dala od antycznych budowli Rzymu i turyści tu raczej nie zaglądają. Spotkałam tylko dwóch rowerzystów, jednego amatora biegania i kilku robotników pracujących przy konserwacji zabytków, a nad głową słyszałam odgłosy kolejnych startujących maszyn - na Ciampino trwał poranny szczyt. Najpierw poszłam w lewo, w kierunku Neapolu i Brindisi, bo tak przed wiekami wytyczono tę trasę. Wiódł mnie piaszczysty dukt, na którym tylko czasami między kałużami widziałam resztki bazaltowych bloków. W trawie leżały pozostałości kolumn i płyty o dziwnie regularnych kształtach. Kiedy się nad nimi pochyliłam, zobaczyłam, że to omszały marmur, czasem nawet z pozostałościami zdobień sprzed wieków. W prawo prosta jak strzała droga prowadziła - odnowionym fragmentem - do serca Wiecznego Miasta. Szłam nią dobrych kilka kilometrów, nie mogąc uwierzyć w to, co widzę: wyglądała jak droga przez polską prowincję, ale po obu jej stronach co chwila wyrastały mniejsze lub większe fragmenty ścian, a odbijające na boki, okolone cyprysami dukty prowadziły do widocznych w oddali willi. Czasem o miejscu, w którym stała antyczna budowla, świadczyły tylko regularne zarysy dawnych murów, a czasem trafiałam na resztki tablicy z zatartym łacińskim napisem albo fragmenty starych zdobień. Im było bliżej Rzymu, tym więcej pozostałości po starożytnym świecie - po obu stronach pojawiły się kolumny, kawałki płaskorzeźb i pojedyncze figury bez głów. Weszłam na niewysoką górkę oddzielającą Via Appia od sąsiedniego gospodarstwa. Za płotem stało kilka uli, w śmieciach grzebały kury, a ja przysiadłam na fragmencie ściany liczącym sobie kilka tysięcy lat. Widok z tego kamienia miałam niespotykany: po lewej na bloki na przedmieściach Rzymu, a po prawej - na akwedukt kończący się w czyimś polu. Lecę dalej Spis Treści Część I Lecę sobie Zimowe truskawki w Fezie Jeśli na karnawał, to tylko do Wioch Szampan z lodem na norweskich fiordach Ibiza - sielska wyspa przed sezonem Do Portugalii na wino, i dalej na Maderę U Gruzinów w gościnie Letni bazar Ukraina Rumuńska szosa: przejezdna tylko w wakacje Laponia - złota pora roku Odessa tańczy jesienią Wyspy Kanaryjskie - spacerkiem po wulkanach Na przedświątecznym jarmarku Część II Lecę tanio Odlecieli beze mnie, czyli jak to się zaczęło Planujemy: opłaca się zawsze, czyli nie zawsze Polujemy: chcę do Afryki, ląduję w Norwegii Kupujemy: o szybkości szlachtowania barana Pakujemy się: z temperówką na koło podbiegunowe Zasypiamy: kiedy łóżkiem ci terminal Reklamujemy: prawa pasażera Jak może wyglądać twój dzień, gdy skończysz czytać tę książkę
Okładka książki Igrzyska śmierci okł. Filmowa

29,90 zł 15,55 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 15,55 zł

Igrzyska śmierci"", pierwszy tom bestsellerowej trylogii Suzanne Collins, trafia do kin! To opowieść o świecie Panem rządzonym przez okrutne władze, w którym co roku dwójka nastolatków z każdego z dwunastu dystryktów wyrusza na Głodowe Igrzyska, by stoczyć walkę na śmierć i życie.Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny - musi troszczyć się, by zapewnić byt młodszej siostrze i chorej matce, a już to zasługuje na miano prawdziwej walki o przetrwanie...Trylogia Suzanne Collins to prawdziwy bestseller: wszystkie trzy tomy utrzymywały się w czołówce listy bestsellerów magazynu ,,The New York Times"" przez wiele tygodni!Prawo do sfilmowania trylogii wykupiła wytwórnia Liongates.23 marca 2012 roku odbędzie się premiera ekranizacji pierwszej części.
Okładka książki Różowy mózg, niebieski mózg

45,00 zł 23,40 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 23,40 zł

W końcu mamy okazję poznać nowych sąsiadów. Wprowadzili się tydzień temu, ale nie było czasu, żeby pogadać, więc zapewne dlatego nie zauważyliśmy, że kobieta jest w ciąży. I to bardzo zaawansowanej. - Cudownie! - zachwycamy się, podchodząc do ogrodzenia. -Wie już pani, czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka? Dlaczego właśnie o to pytamy? Odpowiedź jest prosta - ponieważ płeć ma duże znaczenie. Ma olbrzymi wpływ na przyszłe związki, osobowość, umiejętności, pracę, zainteresowania, zdrowie, a nawet na to, jakim dane dziecko będzie rodzicem. Dlatego 68 procent przyszłych matek i ojców chce znać płeć dziecka przed jego urodzeniem. I dlatego tak naiwna wydaje nam się odpowiedź: - Nie, jest nam wszystko jedno. Byle tylko było zdrowe. Większość partnerów w Ameryce pragnie mieć co najmniej dwoje dzieci różnej płci. Cieszą nas różnice między nimi, nawet jeśli trochę się przejmujemy związanymi z tym problemami. Czy ten ruchliwy chłopczyk, który tak wylewnie okazuje swoje uczucia, zdoła się na tyle powściągnąć, by uważać na lekcjach? Czy uda mu się nawiązać dobre relacje z kolegami i nauczycielami? Czy kiedy dorośnie, wciąż będzie okazywał uczucia lub choćby z nami rozmawiał? Gdy chodzi o dziewczynkę obawy, dotyczą czegoś innego. Teraz jest taka pewna siebie i ciekawa życia. Czy w gimnazjum też będzie szukać owadów i myśleć o dalekich planetach? Czy będzie równie asertywna w swojej pierwszej pracy? Czy kobietom z jej pokolenia łatwiej będzie łączyć obowiązki domowe i zawodowe? Chłopcy różnią się od dziewczynek. I chociaż w przeszłości było to oczywiste, obecnie staje się to niemal objawieniem dla wielu rodziców. Ponieważ wychowaliśmy się w epoce równych praw, zakładamy - lub przynajmniej mamy nadzieję - że różnice mają charakter społeczny, a nie wrodzony. Nie mamy przecież problemów w kontaktach z osobami przeciwnej płci, możemy rozmawiać o sporcie i o gotowaniu i rywalizować w pracy - co daje nam poczucie, że mężczyźni niewiele różnią się od kobiet. Zmienia się to jednak zasadniczo, kiedy sami mamy dzieci. Rozbieżności są tak wielkie, że nie sposób nie zwrócić na nie uwagi. Jak wielu rodziców mogłabym podać mnóstwo przykładów różnic między moją córką a dwoma synami: Julia uwielbia zakupy, a Sama iToby'ego trudno namówić na to, żeby raczyli przymierzyć dżinsy. Nie tak dawno Julia przez cały wieczór rysowała wróżki, a chłopcy biegali po domu, walcząc na miecze z pianki. Nawet we wczesnym dzieciństwie Julia układała swoje pluszaki na ręcznikach, żeby „im zmienić pieluszki". Natomiast Toby'ego i Sama w tym wieku zajmowało na przykład to, ile rzeczy uda im się wsadzić do wnętrza naszego magnetowidu. W dodatku, jak wielu współczesnych rodziców, chcę podkreślić, że wcale nie zachęcaliśmy naszych dzieci do angażowania się w takie typowe dla określonej płci zabawy. Wręcz przeciwnie, wiele z zabawek konstrukcyjnych, takich jak drewniane czy plastikowe klocki, kupiliśmy dla Julii, która jest naszym najstarszym dzieckiem. Staram się też chwalić opiekuńcze zachowania chłopców, kiedy na przykład Sam tuli Toby'ego albo głaszcze naszego myszoskoczka, i nigdy nie protestuję, kiedy chcą mi pomóc gotować. Oczywiście, rodzice nie mogą zachować pełnej neutralności, gdy chodzi o płeć dziecka. Niezależnie od tego, jakie zabawki czy ubranka im kupujemy, i tak inaczej traktujemy synów i córki - być może dlatego, że sami dysponujemy długim doświadczeniem związanym z płcią. Jednak wydawało mi się, że z moimi dziećmi będzie inaczej. Jestem neurobiologiem, kiepsko gotuję i trudno mnie uznać za typową kobietę. Mój mąż, który też jest naukowcem, bardziej pasuje do roli typowego mężczyzny (naprawia na przykład różne rzeczy w domu, pod warunkiem, że w telewizji nie ma akurat meczu), ale jest milszy i bardziej czuły niż wiele znanych mi kobiet. Mimo to, proszę: Julia w skupieniu robi kwiaty z papieru i bawi się domkiem playmobil, a Sammy korzysta z wyrzutni samochodów hot wheels i chce koniecznie zagrać w przydomową odmianę bejsbolu. Nawet malutki Toby z cienkim głosikiem staje się ostatnio coraz bardziej chłopięcy, gdyż fascynują go ciężarówki, samoloty, piłki i różnego rodzaju elektryczne urządzenia. Tak, chłopcy różnią się od dziewczynek. Mają inne zainteresowania, poziomy aktywności, progi czuciowe, możliwości fizyczne, reakcje emocjonalne, sposoby nawiązywania kontaktów, możliwości skupiania uwagi i uzdolnienia. Te różnice nie są duże i w wielu przypadkach znacznie mniejsze niż u dorosłych. Mali chłopcy płaczą, małe dziewczynki kopią i popychają. Jednak kontrasty pogłębiają się wraz z wiekiem, na co wskazują coraz bardziej alarmujące statystyki, które mają tak duży wpływ na nasze podejście do wychowywania dzieci. Oto najbardziej oczywista różnica: chłopcy znacznie częściej mają problemy z nauką i rozwojem i czterokrotnie częściej zapadają na takie choroby jak autyzm, ADHD czy dysleksja. Z kolei dziewczynki są dwa razy bardziej narażone na depresję, stany lękowe i zaburzenia jedzenia. Prawdopodobieństwo, że chłopcy zginą w wypadkach, jest o 73 procent wyższe, a dwa razy wyższe, że staną się celem brutalnych ataków (pomijając te o charakterze seksualnym). Prawdopodobieństwo targnięcia się na własne życie jest u dziewcząt dwa razy większe niż u chłopców, ale prawdopodobieństwo powodzenia takiego aktu jest trzykrotnie większe u chłopców. W szkole i na studiach to dziewczęta zwykle dostają lepsze stopnie. Większość studentów w USA to obecnie kobiety - bo aż 57 Procent. Mimo to mężczyźni zdobywają średnio o dwadzieścia pięć punktów więcej na egzaminie SAT, który sprawdza przydatność do studiów, i jest ich cztery razy więcej na kierunkach politechnicznych. I chociaż kobiety są ogólnie lepiej wykształcone, to zarabiają zwykle o ponad 20 procent mniej niż mężczyźni. Płeć* ma znaczenie. I chociaż możemy próbować traktować dzieci tak samo, to jednak dziewczynki i chłopcy dysponują zupełnie innymi cechami i w czasie dorastania muszą stawić czoło różnym wyzwaniom. Chłopcy są na początku słabsi, wolniej dojrzewają i częściej chorują. Trudniej przychodzi im nauczenie się języka, bardziej skomplikowanych czynności motorycznych, a także panowanie nad swoimi zachowaniami, co jest bardzo potrzebne, by mieć dobry start w szkole. Ostatnio z powodu olbrzymiego nacisku na osiągnięcia szkolne te cechy stanowią poważne upośledzenie nawet w gimnazjach i liceach, gdzie dziewczynki biją ich na głowę, jeśli idzie o stopnie, osiągnięcia naukowe i pozalekcyjne. Dziewczynki mają łatwiej na początku szkoły i zmienia się to dopiero w okresie dojrzewania, kiedy tracą pewność siebie i zainteresowanie ścisłymi przedmiotami, a ich kobiecość wyznaczają uroda i uległość. Następnie, kiedy przejdą już pole minowe, jakim jest ten okres, czekają na nie jeszcze większe wyzwania, kiedy to muszą godzić swoje ambicje z kobiecymi potrzebami, a potem wychowanie dzieci z pracą zawodową. Te różnice mają więc swój rzeczywisty wymiar i stanowią prawdziwe wyzwanie dla rodziców. Musimy nauczyć się tego, jak wspierać nasze córki i synów i pomagać im, a także wiedzieć, jak ich traktować, chociaż mają tak różne potrzeby. Sama zajmuję się badaniem mózgu i uważam, że nie poradzimy sobie z tym problemem, jeśli nie zrozumiemy, skąd biorą się owe rozbieżności. Co w mózgu chłopców i dziewczynek wywołuje takie a nie inne predyspozycje, reakcje czy możliwości? Czy mózgi kobiet i mężczyzn różnią się czymś zasadniczym? Czy chłopcy i dziewczynki mają już od urodzenia inne „oprogramowanie"? Kiedy zabierałam się do opisywania tych różnic, wydawało mi się to łatwe. Sądziłam, że wystarczy znaleźć badania porównujące dwa typy mózgów, a następnie powiązać je z różnicami językowymi, emocjonalnymi, matematycznymi i innymi, dotyczącymi obu płci. W ten sposób powinno mi się udać jasno wytłumaczyć czytelnikom, na czym polegają różnice. Jako biolog wiem, że dziewczynki i chłopcy jeszcze w fazie płodowej podlegają działaniu innych hormonów, które mają olbrzymi wpływ na ich późniejsze zachowania. Receptory tych hormonów pojawiają się bardzo wcześnie w mózgu płodu, gdzie zapewne tworzą (wraz z różnymi u obu płci genami) obwody neuronów, które ostatecznie określają te uzależnione od płci różnice. Jednak po wyczerpujących poszukiwaniach okazało się, że istnieje bardzo mało dowodów na to, że mózgi dziewczynek i chłopców się różnią. Oczywiście, niektóre badania wykazały odmienności, kiedy jednak przyjrzałam się uważnie wszystkim danym - nie tylko tym, które potwierdzają istnienie znanych różnic, ale naprawdę wyważonym wynikom naukowych badań - musiałam przyznać, że do tej pory udowodniono jedynie dwie rzeczy. Po pierwsze to, że mózgi chłopców są od 8 do 11 procent większe od mózgów dziewczynek. Ta różnica utrzymuje się przez całe życie i w zależności od płci może być źródłem żartów lub defensywnych zachowań, ale ma to wyraźny związek z większą wagą i wzrostem mężczyzn przy urodzeniu i w dorosłości. Druga różnica ujawnia się na początku okresu dojrzewania, kiedy to można zauważyć, że mózg dziewczynek dojrzewa od roku do dwóch lat wcześniej niż chłopców. I znowu odzwierciedla to ogólne tendencje rozwoju płciowego, gdyż dziewczynki o rok lub dwa lata wcześniej rozpoczynają okres dojrzewania. Zapewne można wysnuć różnego rodzaju teorie na temat tego, jak większy mózg powoduje, że chłopcy są bardziej aktywni, agresywni i lepsi w zadaniach technicznych i wymagających orientacji przestrzennej. Trudno jednak zrozumieć, jak mniejszy mózg miałby wpływać na interpersonalną i werbalną przewagę kobiet. Fakt, że mniejszy mózg pierwszy osiąga pełną dojrzałość, może wskazywać na ogólnie szybszy program dojrzewania. Jednak nie mamy wielu dowodów, z badań elektroenfalograficznych (EEG) czy innych mierzących rzeczywistą aktywność mózgu, które potwierdzałyby tę tezę. Jeśli weźmiemy pod uwagę najnowsze wyniki badań, należy założyć, że różnice między mózgami są znacznie mniejsze niż ogólnie znane różnice w zachowaniu. Oczywiście, opisano badania dzieci potwierdzające istnienie niewielkich rozbieżności w przetwarzaniu danych zmysłowych, a także w obwodach odpowiedzialnych za pamięć i mowę, rozwój płatów czołowych oraz w szybkości i skuteczności opracowywania informacji w układzie nerwowym. Dlatego będę chciała poddać je ocenie i wyjaśnić, jaki mają wpływ na zachowanie chłopców i dziewczynek. Jednak ogólnie rzecz biorąc, ich mózgi są zadziwiająco podobne. Mózgi dzieci są bardzo do siebie zbliżone - tak jak ich androgyniczne ciała - co zmienia się dopiero w dorosłości. Nie znaczy to jednak, że neurobiologia nie ma nam nic do powiedzenia na temat różnicy płci u dzieci. Wręcz przeciwnie. By się o tym przekonać, musimy zająć się nowszą jej gałęzią. Tak się składa, że właśnie na tej dziedzinie koncentrują się moje badania. Zajmuje się ona plastycznością układu nerwowego. Ten niezbyt poetycki termin kryje prawdziwą poezję związaną z tym, że nasz mózg zmienia się pod wpływem doświadczeń. Tak jak z wytworzonego z ropy naftowej plastiku można formować torby na zakupy, butelki, rury, zabawki czy inne przedmioty, tak też nasze mózgi mogą w niemal cudowny sposób zmieniać się w zależności od zadań, jakie przed nimi stoją. Wszystkie elementy naszego systemu nerwowego, takie jak neurony odpowiedzialne za przekazywanie sygnałów, ich aksony i dendryty, dzięki którym neurony łączą się ze sobą, synapsy stanowiące miejsca tych połączeń i komórki glejowe uczestniczące w procesach metabolicznych, odpowiadają na doświadczenia życiowe i ulegają ciągłym przekształceniom, by się do nich dostosować. Mózg zmienia się, gdy uczymy się chodzić i mówić, kiedy zapamiętujemy, kiedy dojrzewamy, gdy się zakochujemy lub pogrążamy w depresji i wówczas, gdy zostajemy rodzicami. Plastyczność stanowi podstawę uczenia się, a także kompensacji uszkodzonych funkcji po urazie mózgu. A w dzieciństwie mózg jest znacznie bardziej plastyczny czy też giętki niż kiedykolwiek później. Jego oprogramowanie następuje w dużej mierze pod wpływem najwcześniejszych doświadczeń - w fazie prenatalnej po okres dojrzewania. Mówiąc krótko, nasz mózg będzie taki, jakim go ukształtujemy. Wszystkie nasze czynności, na przykład czytanie, bieganie, wybuchy śmiechu, liczenie, dyskusje, oglądanie telewizji, zbieranie prania, koszenie trawy, śpiewy, płacz, całowanie i tak dalej, stanowią wzmocnienie aktywnych obwodów mózgu kosztem tych nieaktywnych. Uczenie się i ćwiczenia przeprogramowują nasz mózg. Biorąc więc pod uwagę to, że chłopcy i dziewczęta spędzają zupełnie inaczej czas w okresie dojrzewania, należy się spodziewać sporych różnic w funkcjonowaniu ich mózgów w dorosłości. Wszystko więc sprowadza się do biologii, niezależnie od tego, czy wynika z samej natury, czy wychowania. Różnica płci widoczna w zachowaniu musi być odzwierciedlona w mózgach, ale wraz z dorastaniem dzieci te dysproporcje w coraz mniejszym stopniu wynikają z genów i hormonów. Istnieją oczywiście różnice, które biorą się z biologii - tempo dojrzewania, przetwarzanie informacji sensorycznych, poziom aktywności, skłonność do grymaszenia oraz (jak najbardziej!) typy zabaw. Postaram się je opisać szczegółowo w następnych rozdziałach. Jednak najbardziej znane różnice między mężczyznami i kobietami dotyczące zdolności poznawczych, takich jak mówienie, czytanie, liczenie, a także zdolności interpersonalnych, takich jak agresja, empatia, skłonność do podejmowania ryzyka i potrzeba współzawodnictwa, w dużym stopniu wynikają z uczenia się. To prawda, że wyrastają one z podstawowych instynktów i są zakorzenione w sposobie funkcjonowania mózgu, ale można je znacznie rozszerzyć poprzez różne ćwiczenia, modele do naśladowania i wzmocnienia, którym już od urodzenia podlegają dziewczynki i chłopcy. Sami naukowcy przestali traktować naturę i wychowanie jako wrogie, zwalczające się siły i uważają, że muszą one współdziałać. Oczywiście, chłopcy i dziewczynki przychodzą na świat wyposażeni w różne geny i hormony. Jednak to, czy z zygoty o kariotypie XY rozwinie się chłopiec, a z zygoty XX dziewczynka, zależy od stałej interakcji genów i środowiska, która zaczyna się już w wodach płodowych i trwa odmierzana lekcjami tańca, meczami, zajęciami z matematyki i fizyki, a także towarzyskimi dramatami, które wciąż potwierdzają to, że nasze społeczeństwo jest podzielone pod względem płci. Biologowie określają tę interakcję mianem epigenetyki - kiedy to środowisko działa na lub przez geny. Tak właśnie kształtują się wszystkie nasze cechy. Na przykład wzrost jest w dużym stopniu określony przez geny, ale niezależnie od potencjału genetycznego dziecko i tak nie urośnie, jeśli będzie niedożywione. Podobnie dzieje się w przypadku wagi, która ostatecznie zależy od sposobu odżywiania, nawyków jedzeniowych i środowiska (obecnie w wielu częściach świata absurdalnie nasyconego kaloriami). W jeszcze mniejszym stopniu dziedziczymy cechy psychiczne - zwykle w 50 procentach, jeśli idzie o inteligencję i osobowość - ale tutaj również bardzo istotne jest środowisko, w którym się rozwijamy. Weźmy na przykład pod uwagę język, czyli to, co nas najbardziej odróżnia od innych stworzeń. Wszystkie zdrowe dzieci rodzą się z takimi strukturami w mózgu, zwykle w lewej półkuli, które dają im wrodzoną zdolność rozumienia i tworzenia mowy. Jednak kształtowanie tych obszarów w sprawne obwody odbywa się pod wpływem samego języka - dziecko w czasie pierwszych lat życia słyszy przecież miliony słów w znaczących kontekstach. Wiemy 0 tym, ponieważ dzieci głuche od urodzenia cierpią później przez całe życie na niewydolność mowy, jeśli deprywacja słuchowa trwa dłużej niż kilka pierwszych lat życia. Te części mózgu, które odpowiadają za mowę, po prostu nie tworzą u nich odpowiednich obwodów neuronalnych ze względu na brak doświadczeń językowych. Głuchota jest przykładem skrajnym, jednak ogromne znaczenie doświadczeń językowych jest widoczne u wszystkich dzieci. Język i dialekty, w jakich je wychowano, znajdują swoje odzwierciedlenie w oprogramowaniu ich mózgów. Dlatego można adoptować dziecko z bardzo odległego kraju, a kiedy dorośnie, będzie mówiło dokładnie tak jak osoby, z którymi przebywało.Tę fazę wczesnego uczenia się nazywamy okresem krytycznym, zaczyna się on w momencie urodzin i trwa do dojrzewania. Dorośli mogą się oczywiście też nauczyć nowego języka, ale wiąże się to z ciężką pracą i w niczym nie przypomina prostej, instynktownej nauki małego dziecka, zaś rezultaty są zwykle znacznie gorsze. Dorastanie jako chłopiec lub dziewczynka oznacza, że w pewnym sensie jest się od urodzenia poddanym oddziaływaniu różnych języków. Ich mózgi od początku nie są jednakowe - dodatkowe geny w chromosomie Y u chłopców mają zatem olbrzymi wpływ na pozostałe (co odbija się na ich późniejszym zachowaniu), a także podstawową strukturę mózgu. Jednak pełny rozwój męskich albo żeńskich cech charakteru zależy również od stopnia uczestnictwa dzieci w typowo męskiej lub kobiecej kulturze. Jest to tak ważne jak wybór kołysanek czy też jedzenia, które dajemy swoim pociechom. […] Fragment wstępu Różowy mózg niebieski mózg Spis treści: Podziękowania Wstęp 1. Różnice w zarodku 2. Pod różowym lub niebieskim kocykiem 3. Uczenie się przez zabawę w latach przedszkolnych 4. Początek szkoły 5. Cudowne słowa 6. Płeć, matematyka i fizyka 7. Miłość i wojna 8. Czas na rozejm Przypisy Bibliografia Ilustracje Indeks
Okładka książki Mądra mysz - Zuzia idzie do lekarza

9,40 zł 4,97 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 4,96 zł

Zuzia wcale nie jest chora. Podobnie jak wszystkie dzieci idzie do lekarza na badania kontrolne. Na początku jest trochę dziwnie, ale potem wizyta u lekarza robi się bardzo ciekawa. Książeczka opowiada o przygodach Zuzi w gabinecie doktora Niedzielskiego.
Okładka książki Mądra mysz - Zuzia pierwszy raz leci samolotem

9,40 zł 4,97 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 4,96 zł

Zuzia wybiera się z rodzicami na wakacje. Ta wycieczka będzie wyjątkowa, ponieważ dziewczynka nie leciała jeszcze samolotem. Nad chmurami Zuzia zjada spagehtti i dowiaduje się, co to jest dziura powietrzna. Latanie jest takie przyjemne, że Zuzia już cieszy się na lot powrotny do domu!
Okładka książki Mądra mysz - Zuzia śpi w przedszkolu

9,40 zł 4,97 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 4,96 zł

To dopiero przygoda! Dzieci z grupy Jeżyków będą nocować w przedszkolu. Zuzia najchętniej wzięłaby ze sobą kotka Mruczka. Ale gdzie będą spać? I kto będzie spał obok kogo?
Okładka książki Mądra mysz - Zuzia się zgubiła

9,40 zł 4,97 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 4,96 zł

Zuzia jest bardzo podekscytowana. Jedzie z mamą na zakupy do miasta. I nagle, w wielkim centrum handlowym? Zuzia nie może znaleźć mamy! Czy teraz będzie musiała zostać tam sama? Na szczęście pani kasjerka ma mikrofon, który słychać w całym sklepie?
Okładka książki Bajki terapeutyczne CD mp3 - Audiobook
audiobook

29,00 zł 18,63 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 18,63 zł

Konstruując świat na poły realny, na poły fantastyczny, bajki te tworzą najbliższą rozumieniu dziecka rzeczywistość, dają wsparcie w sytuacjach kryzysowych i pomagają uporać się z trudnymi emocjonalnie zdarzeniami.Jeżeli chcesz pomóc dziecku w przezwyciężeniu lęku, gdy boi się przedszkola, szpitala, porzucenia, kompromitacji, gdy ciężko przeżywa konflikty w rodzinie lub pierwszy raz zetknęło się ze śmiercią, słuchaj z nim bajek terapeutycznych. Konstruując świat na poły realny, na poły fantastyczny, bajki te tworzą najbliższą rozumieniu dziecka rzeczywistość, dają wsparcie w sytuacjach kryzysowych i pomagają uporać się z trudnymi emocjonalnie zdarzeniami.
Okładka książki Księga dżungli. Książka audio CD MP3 - Audiobook
audiobook

29,00 zł 19,14 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 19,14 zł

"Księga dżungli"  to porywająca powieść przygodowa, ulubiona lektura wielu pokoleń czytelników. Teraz możemy poznać losy Maugliego, chłopca wychowywanego w dżungli przez wilki, historię fok napadanych przez ludzi czy też dzieje małego bohaterskiego ichneumona Riki-tiki-tawi w nowym,   znakomitym tłumaczeniu Andrzeja Polkowskiego oraz w błyskotliwej interpretacji aktorskiej Mariana Opani.
Okładka książki Pinokio. Historia pajacyka Media Rodzina

59,00 zł 36,28 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 36,28 zł

Pinokio to kolejna dobrze znana książka, która przedstawimy w nowym współczesnym tłumaczeniu oraz z ilustracjami znakomitego włoskiego ilustratora, znanego z dużej troski o realizm szczegółów. Któż lepiej potrafi wczuć się w klimat tej włoskiej opowieści o drewnianym pajacyku, który bardzo chciał stać się prawdziwym chłopcem, niż urodzony w pobliżu Florencji Innocenti?Ta malarska interpretacja opowieści o Pinokio uznana została przez ""New Yorkera"" za z pewnością najpiękniejszą edycję.
Okładka książki Psychowzroczność

39,00 zł 25,35 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 25,35 zł

Przekształć własny umysł zgodnie z regułami nowej wiedzy o empatii Przełomowa książka pioniera w dziedzinie pielęgnacji zdrowia psychicznego, który tym razem poświęcił uwagę "psychowzroczności", która jest zdolnością spoglądania w głąb własnego umysłu i odczuwania empatii w celu wprowadzenia pozytywnych zmian. Doktor na Uniwersytecie Harvarda i profesor psychiatrii Akademii Medycznej UCLA, Daniel Siegel stworzył pojęcie psychowzroczności w celu opisania innowacyjnej metody połączenia neurologii z praktyką psychoterapeutyczną. Dzięki bogactwu doświadczenia i dostępowi do rezultatów najświeższych badań, doktor Siegel z powodzeniem przedstawia szerokiej publiczności nowe, terapeutyczne narzędzie. Używając m.in. historię konkretnych przypadków ze indywidualnej praktyki klinicznej, autor demonstruje, jak stosować psychowzroczność do rozwiązywania wielu problemów psychologicznych i międzyosobowych, począwszy od zaburzeń o charakterze lękowym, a skończywszy na wpojonych schematach zachowań.
Okładka książki Współuzależnienie. Przewodnik młodego pokolenia

29,00 zł 17,92 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 17,92 zł

To książka dla tych wszystkich, którzy nie mogą pogodzić się z uzależnieniem swoich bliskich i cierpią z tego powodu. W pierwszej książce Melody Beattie, Koniec współuzależnienia, wiele takich osób odnalazło własne problemy i wskazówki, jak je rozwiązać. Teraz, po latach, mogą się przekonać, w jakim miejscu się znajdują i czy współuzależnienie nadal jest ich zmorą. Przede wszystkim jednak jest to książka ?dla nowego pokolenia? ? tych, którzy w momencie publikacji Końca współuzależnienia byli jeszcze dziećmi.
Okładka książki Pełnia życia

39,00 zł 25,72 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 25,72 zł

Kolejna książka autora bestselleru Optymizmu można się nauczyć. Martin Seligman, wieloletni prezes Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego, przyczynił się do przełomu w psychologii i powstania nowego prądu naukowego i terapeutycznego znanego jako "psychologia pozytywna". Wystąpił on do psychologów z apelem, aby swój tradycyjny cel ? walkę z cierpieniem ? uzupełnili o cel nowy: badanie tego, co nadaje życiu głębszy sens , a ponadto powstawanie warunków, które pozwolą osiągać życiowy dobrostan. Ta książka też jest o tym i powinna sprawić, że życie tych, którzy zastosują się do jej zaleceń, stanie się lepsze. Fragment książki Pełnia życia Nowe spojrzenie na kwestię szczęścia i dobrego życia Dobrostan - co to takiego? Początki psychologii pozytywnej były dotąd tajemnicą. Kiedy w 1997 roku zostałem wybrany prezesem Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego, liczba e-maili w mojej skrzynce potroiła się. Rzadko odbieram telefony i w ogóle nie wysyłam już tradycyjnych listów, ale ponieważ w Internecie można przez dwadzieścia cztery godziny na dobę grać w brydża, na e-maile odpowiadam szybko i sumiennie. Moje odpowiedzi zajmują akurat tyle czasu, ile mój partner potrzebuje do rozegrania rozdania, kiedy ja sam siedzę bezczynnie na dziadku (mój e-mail to seligman@psych.upenn.edu - proszę śmiało pisać, jeśli komuś nie przeszkadzają parozdaniowe odpowiedzi). Jednak jeden e-mail, który dostałem pod koniec 1997 roku, zabił mi takiego ćwieka, że przeniosłem go do mojego folderu o nazwie „Co proszę???" Wiadomość składała się z jednego zdania - „Czy spotkałby się Pan ze mną w Nowym Jorku?" - i była podpisana samymi inicjałami. Parę tygodni później spotkałem się na przyjęciu z Judy Rodin, ówczesną rektor Uniwersytetu Pensylwanii, na którym wykładałem od czterdziestu lat. Kiedy zaczynałem studia doktoranckie, Judy (obecnie prezes Fundacji Rockefellera) była na ostatnim roku studiów licencjackich; oboje prowadziliśmy badania na zwierzętach w laboratorium profesora psychologii Richarda So-lomona. Zostaliśmy dobrymi przyjaciółmi i później z podziwem i sporą zazdrością przyglądałem się błyskawicznej karierze Judy, która w zdumiewająco młodym wieku została prezeską Eastern Psy-chological Association, a następnie kolejno dziekanem Wydziału Psychologii, dziekanem ds. administracyjnych i wicekanclerzem na Uniwersytecie Yale i wreszcie rektorem Uniwersytetu Pensylwanii. W tym czasie udało się nam nawet przeprowadzić wspólny projekt badawczy - badanie korelacji pomiędzy poziomem optymizmu a wydajnością układu odpornościowego u osób w podeszłym wieku (Judy szefowała wtedy ogromnemu projektowi badawczemu Fundacji MacArthura poświęconemu psychoneuroimmunologii, czyli badaniu ścieżek, którymi efekty psychologiczne mogą wpływać na efekty neuronalne, a te z kolei na efekty odpornościowe organizmu). - Znasz może kogoś, kto ma inicjały „P.T." i mógł mi wysłać zaproszenie do Nowego Jorku? - zapytałem Judy (jeżeli Judy kogoś nie zna, to chyba tylko dlatego, że ktoś taki nie istnieje). - Słuchaj, musisz iść na to spotkanie, żeby nie wiem co! - zawołała z zapartym tchem. Dwa tygodnie później stałem przed nieoznaczonymi drzwiami na siódmym piętrze małego, obskurnego biurowca gdzieś w trzewiach południowego Manhattanu. Wprowadzono mnie do prosto umeblowanej sali bez okien, gdzie dwaj siwowłosi mężczyźni w szarych garniturach siedzieli za stołem, na którym stał telefon z zestawem głośnomówiącym. - Jesteśmy prawnikami fundacji, która pragnie pozostać anonimowa - wyjaśnił jeden z nich, przedstawiając się jako „P.T." - Naszym zadaniem jest wybieranie zwycięzców, a pan jest jednym z nich. Proszę nam powiedzieć, jakie badanie naukowe chciałby pan przeprowadzić. Nie wnikamy w szczegóły techniczne. Musimy pana jednak od razu ostrzec, że jeśli zdradzi pan naszą tożsamość, będziemy zmuszeni wstrzymać finansowanie. Zwięźle opowiedziałem prawnikom oraz stojącemu na blacie telefonowi o pewnej inicjatywie, którą podjąłem w ramach Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego, a mianowicie badaniu etnopolitycznych aspektów działań wojennych (czyli czemuś, co z pewnością nie dałoby się podciągnąć pod pojęcie pozytywnej psychologii). Wyjaśniłem, że chciałbym zorganizować sympozjum dla czterdziestu najważniejszych osób zajmujących się zagadnieniem ludobójstwa. Chciałem porównać okoliczności, które towarzyszyły kilkunastu ludobójstwem w XX wieku, z okolicznościami pięćdziesięciu innych sytuacji, które również cechowały się wielkim natężeniem nienawiści, a jednak nieoczekiwanie nie doszło w nich do ludobójstwa. Na tej podstawie chciałem szukać odpowiedzi na pytanie, kiedy dochodzi, a kiedy nie dochodzi do ludobójstw, a po zebraniu materiału zredagować książkę pokazującą, jak unikać ludobójstw w XXI wieku. - Bardzo dziękujemy - stwierdzili prawnicy parę minut później. - Kiedy pan wróci do swojego gabinetu, czy mógłby nam pan przesłać jednostronicowe streszczenie? Niech pan nie zapomni załączyć proponowanego budżetu. Dwa tygodnie później na moim biurku wylądował czek na ponad 120 000 dolarów. Było to niezwykle przyjemne zaskoczenie, bo wcześniej moja droga do finansowania badań naukowych prawie zawsze oznaczała składanie uciążliwych wniosków o granty badawcze, denerwujące recenzje zewnętrzne, skomplikowaną biurokrację, skandaliczne opóźnienia i z bólem serca wprowadzane zmiany, a i tak wszystko kończyło się zwykle odrzuceniem wniosku, a w najlepszym razie cięciami budżetowymi, od których można było dostać zawału serca. Zorganizowałem wtedy tygodniowe sympozjum w symbolicznym miejscu: mieście Londonderry w Irlandii Północnej. Udział wzięło czterdzieścioro badaczy, samych tuzów z dziedziny badań przemocy na tle polityki etnicznej. Oprócz dwóch osób wszyscy się znali (światek socjologiczny jest mały). Jednym z dwóch outsiderów był mój teść, Dennis McCarthy, emerytowany brytyjski przemysłowiec. Drugim był skarbnik anonimowej fundacji finansującej sympozjum, emerytowany profesor inżynierii z Uniwersytetu Cornella. Dennis mówił mi później, że nigdy nie spotkał się z taką życzliwością, jak wtedy ze strony uczestników sympozjum. W 2002 roku ukazała się książka Ethnopolitical Warfare [Wojny etnopolityczne] pod redakcją Daniela Chirota i moją. To wartościowa pozycja, jednak nie o tym chciałem opowiedzieć. Zdążyłem już prawie zapomnieć o hojnej fundacji, której nazwy nadal nie znałem, kiedy jakieś pół roku później znowu zadzwonił jej skarbnik. - Martin, dziękuję ci za spotkanie, które zorganizowałeś w Londonderry, było świetne. Poznałem wtedy dwóch niesamowitych ludzi, jeden się nazywa Mel Konner i zajmuje się antropologią medyczną, a drugi to ten McCarthy, fajny facet. Co on właściwie robi? No i po drugie, czym teraz chciałbyś się zająć? - Teraz? - wyjąkałem kompletnie zaskoczony. Nie byłem przygotowany, żeby prosić o kolejne dofinansowanie. - No, chodzi mi po głowie coś, co nazywam psychologią pozytywną. - Krótko wyjaśniłem, na czym polega ten pomysł. - To może wpadnij do nas w Nowym Jorku? - odpowiedział skarbnik. W dniu wizyty moja żona Mandy przygotowała mi rano moją najlepszą białą koszulę. - Wiesz co, chyba lepiej wezmę tę ze znoszonym kołnierzykiem - powiedziałem, przypominając sobie skromne biuro na południowym Manhattanie. Biurowiec zmienił się jednak przez ten czas w jeden z najelegantszych budynków w okolicy, a nowe biuro fundacji, położone na najwyższym piętrze, było przestronne i miało okna. I tym razem jednak siedziało w nim dwóch tych samych prawników, na stole stał ten sam telefon, a na drzwiach nadal nie było szyldu. - Co to takiego, ta pozytywna psychologia? - zapytali. Przez dziesięć minut wyjaśniłem, o co mi chodzi, po czym odprowadzili mnie do drzwi i powiedzieli: - Jak pan wróci do swojego gabinetu, czy mógłby nam pan przesłać trzystronicowe streszczenie? Prosimy pamiętać o propozycji budżetu. Miesiąc później pojawił się czek na półtora miliona dolarów. Ta opowieść kończy się równie dziwnie, jak się zaczęła. Dofinansowanie pozwoliło pozytywnej psychologii stanąć na nogi, co zapewne zauważono w anonimowej fundacji, bo dwa lata później P.T. przysłał mi kolejny króciutki e-mail: „Czy linia łącząca Mandelę z Milo-śeviciem stanowi kontinuum?" „Hmmm... - pomyślałem. - Co to właściwie ma znaczyć?" Jednak tym razem wiedziałem już, że nie mam do czynienia z wariatem. Zastanowiłem się i odesłałem P.T. długą, naukową odpowiedź, w której zrelacjonowałem stan wiedzy na temat tego, jak wrodzone cechy i wychowanie wpływają na kształtowanie się świętych i potworów. „Może przyjechałbyś nas odwiedzić w Nowym Jorku?" - odpisał P.T. Tym razem włożyłem najlepszą białą koszulę, a na drzwiach wisiała tabliczka z napisem „Atlantic Philanthropies". Jak się okazało, fundacja była owocem szczodrości jednej osoby, miliardera o nazwisku Charles Feeney. Feeney dorobił się pięcio-miliardowej fortuny na handlu bezcłowym i w całości przekazał ją fundacji z przeznaczeniem na szczytne cele. Zgodnie z amerykańskimi przepisami fundacja musiała w końcu przyjąć jawną nazwę. - Chcielibyśmy, żeby pan zebrał najważniejszych naukowców i znalazł odpowiedź w kwestii Mandela-Milośević, zaczynając od genetyki aż po politologię oraz socjologię dobra i zła - stwierdzili prawnicy. Przekażemy panu na ten cel dwadzieścia milionów dolarów. Dwadzieścia milionów to ogromna suma - nigdy nie miałem z taką do czynienia - więc nie trzeba mnie było długo namawiać (tak właściwie to wcale). Kolejne pół roku spędziliśmy z obydwoma prawnikami z fundacji na spotkaniach z różnymi naukowcami. Bez końca redagowaliśmy i cyzelowaliśmy opis proponowanego projektu badawczego, który zarząd fundacji miał przyklepać na spotkaniu zaplanowanym na przyszły tydzień. Nasza propozycja to był kawał bardzo solidnej nauki. - Martin, okropnie mi głupio - usłyszałem w słuchawce głos P.T. - Zarząd odrzucił naszą propozycję, coś takiego jeszcze się nie zdarzyło od początku istnienia fundacji. Nie spodobały im się te aspekty genetyczne. Zbyt kontrowersyjne z politycznego punktu widzenia... Nie minął rok, a obydwaj prawnicy - wspaniali promotorzy szlachetnych dzieł, ludzie jakby żywcem wyjęci z dawnego amerykańskiego serialu Milionerzy, który namiętnie oglądałem jako nastolatek w latach pięćdziesiątych (w każdym odcinku do drzwi innej osoby pukał człowiek z czekiem na milion dolarów) - zrezygnowali z pracy w fundacji. Przez kolejne trzy lata interesowałem się dobrymi dziełami Atlantic Philanthropies - fundacja finansowała badania na temat Afryki, starzenia się, Irlandii i szkolnictwa - po czym postanowiłem zadzwonić do nowego dyrektora. Dyrektor odebrał telefon i prawie fizycznie czułem, jak zbiera siły do odparcia kolejnej prośby o wsparcie. - Dzwonię do państwa z podziękowaniem. Proszę przekazać panu Feeneyowi wyrazy mojej najgłębszej wdzięczności - zacząłem. - Nie mogli się państwo pojawić w lepszym momencie. Zainwestowaliście w nietypową ideę psychologicznego badania rzeczy, które nadają życiu sens, i była to właściwa decyzja. Pomogliście nam w momencie, kiedy psychologia pozytywna dopiero się rodziła. Teraz pod względem finansowym stanęliśmy na nogi i już nie potrzebujemy wsparcia. Ale nigdy by nam się to nie udało, gdyby nie pomoc Atlantic Philantropies. - Jest pan pierwszą osobą, która do mnie dzwoni z czymś takim - odpowiedział ze zdziwieniem w głosie dyrektor. Narodziny nowej teorii Dla psychologii pozytywnej zetknięcie z anonimową fundacją było jednym z najważniejszych momentów ubiegłej dekady, a niniejsza książka opowiada o tym, co wyrosło z tych początków. Aby wyjaśnić, czym od tamtej pory stała się psychologia pozytywna, zacznę od opisu radykalnej przemiany, która dokonała się w myśleniu o pozytywności i pełni życia. Jednak przede wszystkim muszę opowiedzieć, jak sam widzę szczęście. Tales uważał, że wszystko bierze się z wody. Arystoteles uważał, że wszelkie ludzkie działania zmierzają do osiągnięcia szczęścia. Nietzsche uważał, że wszystkie ludzkie działania skierowane są na zdobycie mocy i władzy. Freud uważał, że wszelkie ludzkie działania mają za cel unikanie lęku. Każdy z tych tytanów intelektu popadł w wielki błąd monizmu, to znaczy sprowadzał wszystkie ludzkie motywacje do jednego wspólnego mianownika. Różne formy myślenia monistycznego pozwalają wyciągać daleko idące wnioski z jak najmniejszej liczby zmiennych, co oznacza, że doskonale wypadają pod kątem tzw. zasady ekonomii myślenia, czyli filozoficznego powiedzenia, że odpowiedź prawdziwa to odpowiedź najprostsza. Jednak zasada ekonomii myślenia ma swoje granice: kiedy zjawisko pełne skomplikowanych niuansów badamy przy użyciu zbyt małej liczby zmiennych, nie jesteśmy w stanie wyjaśnić niczego. Monizm jest fatalną słabością teorii wszystkich czterech tytanów intelektu. Gdybym musiał wybrać którąś z tych monistycznych teorii, moje pierwotne poglądy najbliższe by były poglądom Arystotelesa (wszystko, co robimy, robimy dla osiągnięcia szczęścia), jednak muszę dodać, że osobiście nie znoszę słowa „szczęście". Słowo to jest tak bardzo nadużywane, że prawie doszczętnie zatraciło swój sens. „Szczęście" jest w zasadzie bezużytecznym pojęciem zarówno z punktu widzenia nauki, jak i pod względem praktycznym, np. w edukacji, psychoterapii, polityce społecznej, czy nawet w kwestii przemiany osobistej. Pierwszym krokiem w psychologii pozytywnej jest rozłożenie monistycznego pojęcia „szczęścia" na bardziej przydatne elementy składowe. Zabieg ten to coś znacznie ważniejszego niż zwykła sztuczka semantyczna. Żeby zrozumieć, czym jest szczęście, potrzebujemy teorii. Niniejszy rozdział zawiera właśnie moją nową teorię na ten temat. - Martin, posłuchaj, teoria, którą ogłosiłeś w 2002 roku, musi być błędna - stwierdziła Senia Maymin. Było to w 2005 roku, na inauguracyjnych zajęciach studiów magisterskich z dziedziny psychologii pozytywnej stosowanej, na których właśnie omawialiśmy moją wcześniejszą teorię. Senia Maymin to chodząca reklama pozytywnej psychologii - trzydzieści dwa lata, matematyka ukończona z wyróżnieniem na Uniwersytecie Harvarda, biegła znajomość rosyjskiego i japońskiego, własny fundusz hedgingowy oraz uśmiech, który potrafi rozjaśnić najbardziej ponure sale wykładowe (nawet tę, w której siedzieliśmy, mieszczącą się w sławetnym gmachu Huntsman Hali Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Pensylwanii, który studenci nazywają „Gwiazdą Śmierci"). Uczestnicy naszych studiów magisterskich są naprawdę wyjątkowi: to trzydzieści pięć dojrzałych, aktywnych zawodowo osób z całego świata, które odnoszą sukcesy w swoich dziedzinach, a raz w miesiącu przylatują do Filadelfii, żeby przez trzy dni pochłaniać najnowsze osiągnięcia z dziedziny psychologii pozytywnej i szukać dla nich zastosowań w życiu zawodowym. - Twoja teoria z książki Prawdziwe szczęście ma być teorią ludzkich wyborów - ciągnęła Senia - ale ma wielką lukę: w ogóle nie mówi o sukcesach, o osiąganiu doskonałości w jakiejś dziedzinie. A ludzie pracują nad sobą i osiągają sukcesy właśnie dla czystej przyjemności wygrywania. W tamtej chwili moje myślenie o szczęściu zaczęło się zmieniać. Kiedy dziesięć lat temu napisałem Prawdziwe szczęście, chciałem książkę zatytułować Pozytywna psychologia, jednak wydawca uznał, że lepiej się sprzeda, jeśli w tytule pojawi się słowo „szczęście". Wygrałem w życiu niejedną potyczkę z wydawcami, jednak nie zdarzyło się jeszcze, żebym coś wskórał w sprawie tytułu. Niestety, nie inaczej było i wtedy (nawiasem mówiąc, nie jestem też zachwycony słowem „prawdziwe", które często idzie w parze z innym nadużywanym pojęciem, mianowicie „ja" - na świecie mamy nadmiar ludzi, którzy za dużo myślą o własnym „ja"). Podstawowy problem z tytułem książki (a także ze słowem „szczęście" jako takim) polega na tym, że słowo „szczęście" nie tylko nie wyjaśnia dokonywanych przez nas wyborów, ale w dodatku w naszych czasach automatycznie kojarzy się z szampańskim nastrojem, rozradowaniem, zabawą i uśmiechem. Równie denerwujący był fakt, że z tego samego powodu każdej wzmiance o pozytywnej psychologii w telewizji towarzyszyła okropna grafika promiennie uśmiechniętej gęby. Z historycznego punktu widzenia „szczęście" nie ma większego związku z takimi hedonizmami - wesołość ma niewiele wspólnego z tym szczęściem, o którym Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych mówi, że jego swobodne poszukiwanie jest prawem każdego człowieka. Szampański nastrój tym bardziej nie ma wiele wspólnego z tym, jak rozumiem zadania psychologii pozytywnej. Pełnia życia Nowe spojrzenie na kwestię szczęścia i dobrego życia Spis treści: PRZEDMOWA część I. nowa psychologia pozytywna Rozdział 1. Dobrostan — co to takiego? Narodziny nowej teorii Poprzednia teoria: „prawdziwe szczęście" Od teorii prawdziwego szczęścia do teorii dobrostanu Teoria dobrostanu Elementy dobrostanu Osobisty rozkwit jako cel psychologii pozytywnej Rozdział 2. Tworzenie szczęścia: naprawdę skuteczne ćwiczenia z psychologii pozytywnej Odwiedziny z podziękowaniem Czy poziom dobrostanu da się zmienić? Ćwiczenie: Co poszło dobrze? Psychologia pozytywna: interwencje i przypadki Ćwiczenie: Zalety szczególne Psychoterapia pozytywna Rozdział 3. Mały szpetny sekret związany z psychoterapią i środkami farmakologicznymi Wyleczenie czy usunięcie objawów Bariera 65 procent Reakcja aktywna i konstruktywna Radzenie sobie z negatywnymi emocjami Leczenie: nowe podejście Psychologia stosowana kontra psychologia fundamentalna, czyli problemy kontra zagadki Wittgenstein — Popper — Uniwersytet Pensylwanii Rozdział 4. Uczenie dobrostanu: magia magistra psychologii pozytywnej stosowanej Początki programu MAPP Składniki stosowanej psychologii pozytywnej Przemiany Psycholog pozytywny z powołania Rozdział 5. Pozytywna edukacja: jak uczyć młodych ludzi dobrostanu Czy dobrostanu powinno się uczyć w szkole? Psychologia pozytywna w szkole: Geelong Grammar School Project Komputeryzacja psychologii pozytywnej Nowa miara zamożności Cząść II. rodzaje rozkwitu Rozdział 6. Zacięcie, charakter i osiągnięcia: nowa teoria inteligencji Powodzenie a inteligencja Pozytywny charakter Co to jest inteligencja Budowanie elementów sukcesu Rozdział 7. Silna armia: kompleksowa sprawność bojowa Armia z zaprawa psychologiczną Kwestionariusz oceny globalnej (Globar Assessment Tool, GAT) Szkolenia internetowe Rozdział 8. Od traumy do wzrostu Zespół stresu pourazowego (Post-Traumatic Stress Disorder, PTSD) Wzrastanie po doświadczeniu traumy (Post-Traumatic Growth, PTG) Kurs wzrastania po traumatycznych przeżyciach Szkolenie instruktorskie odporności psychicznej (Master Resilience Training) Wdrożenie programu Rozdział 9. Pozytywne zdrowie fizyczne: biologia optymizmu Jak wywrócić medycynę do góry nogami Początki teorii wyuczonej bezradności Choroby układu krążenia Choroby zakaźne Nowotwory i śmiertelność z dowolnych przyczyn Czy dobrostan jest przyczyną? Jaki jest mechanizm ochrony? Pozytywne zdrowie Atuty dotyczące chorób układu krążenia Ćwiczenia fizyczne jako atut zdrowotny Rozdział 10. Polityczne i gospodarcze wymiary dobrostanu Pieniądze to nie wszystko Na rozstajach: PKB a poziom dobrostanu Kryzys finansowy 51 procent ZAŁĄCZNIK. TEST „WARTOŚCI W DZIAŁANIU: ZALETY SZCZEGóLNE" (VIA) PODZIĘKOWANIA PRZYPISY
Okładka książki Dziadek do orzechów i król myszy

35,00 zł 21,69 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 21,69 zł

Opis serdecznych relacji z dziećmi przyjaciela, które bardzo ceniły nie tylko opowiadane przez Hoffmanna bajki, ale też konstruowane przez niego zabawki, odnaleźć można w wielu szczegółach opowieści, a sam autor, zgodnym zdaniem historyków literatury, nadał postaci ojca chrzestnego Drosselmeiera wiele cech własnych. Drosselmeier, radca sądu najwyższego, jest urzędnikiem i prawnikiem, tak jak sam autor. I podobnie jak Hoffmann, który jako pisarz, kompozytor, rysownik żył poniekąd w innym świecie: świecie sztuki, również Drosselmeier jest nie tylko sędzią, ale i zegarmistrzem oraz "arkanistą", a zatem zna się na rzeczach tajemnych i magicznych. Z Posłowia tłumaczki
Okładka książki O skrytości zdrowia

25,00 zł 16,50 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 16,50 zł

Zmarły w 2002 roku Hans-Georg Gadamer był jednym z najwybitniejszych dwudziestowiecznych myślicieli. Rozwinął tzw. hermeneutykę filozoficzną, czyli sposób uprawiania refleksji, który w centrum zainteresowania stawia człowieka wraz z jego osobistym doświadczeniem i rozumieniem historii. O tajnikach zdrowia to zbiór trzynastu esejów, w których niemiecki filozof z dużą przenikliwością porusza tematykę dokonujących się przemian medycyny oraz pojęć pacjenta, zdrowia, choroby. Według Gadamera powinniśmy rozpoznać ograniczenia współczesnej technologii w lecznictwie, jak również bardziej docenić rolę samorozumienia siebie i własnego ciała w procesie zdrowienia.
Okładka książki Żarty po czterdziestce

19,95 zł 12,33 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 12,33 zł

Dla każdego, kto ma już za sobą czterdzieste urodziny, zbiór niezwykle zabawnych cytatów i dowcipnych powiedzonek o klęskach i triumfach wieku średniego.
Okładka książki Niesamowicie rozkoszne koty

19,95 zł 12,44 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 12,44 zł

Koty rządzą światem, ludzie są naszymi niewolnikami… Jesteśmy niezależne, dumne, pogardliwe i… bardzo, bardzo przymilne. Musicie to przyznać. Jesteśmy zachwycające.
Okładka książki Harry Potter 5 Zakon Feniksa mp3 - Audiobook
audiobook

59,00 zł 36,04 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 36,04 zł

Piąta część przygód młodego czarodzieja w wydaniu audio - dowiadujemy się w niej o tajemniczych snach Harryego, towarzyszymy mu podczas lekcji oklumencji ze Snapeem, a także uczestniczymy w zmaganiach Zakonu Feniksa, dla którego powrót Lorda Voldemorta jest trudnym wyzwaniem... Czyta: Piotr Fronczewski. Czas trwania: 30h 30 min.
Bestsellery
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 40,48 zł
Okładka książki Kuracja Breussa

2. Kuracja Breussa

Rudolf Breuss

33,90 zł
49,90 zł

Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 33,90 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 62,63 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 26,95 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 26,45 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 29,10 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 28,04 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 129,90 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 69,00 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 69,00 zł
Okładka książki Kapłanka Tafti

35,90 zł
49,49 zł

Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 35,90 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 34,74 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 69,00 zł
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 27,90 zł

Promocje

Uwaga!!!
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?
TAK
NIE
Oczekiwanie na odpowiedź
Dodano produkt do koszyka
Kontynuuj zakupy
Przejdź do koszyka
Oczekiwanie na odpowiedź
Wybierz wariant produktu
Dodaj do koszyka
Anuluj