Nareszcie wakacje! Zuzia cieszy się, bo w tym roku spędzi je z rodzicami i kuzynem Michałem nad Morzem Bałtyckim. Będą mieszkali na kempingu pod namiotem! Jakie przygody czekają na nich na plaży?
Zuzia spędza wakacje na plaży. Naturalnie, nie sama, jedzie z nią mama, tata i duży, zielony plastikowy krokodyl. A morze jest niebezpieczne dla krokodyli. Czy podczas tych wakacji pogoda dopisze? Będzie gorąco?
Zuzia chciałaby upiec ciastka, ale mama nie ma czasu. Zuzia postanawia więc spróbować sama... Rozbijanie jajek, przesiewanie mąki, ratowanie ciasta przed kotkiem Mruczkiem - to wszystko nie jest takie łatwe.
Kicia Kocia wraz z przyjaciółmi przeżywa burzę. Dzieci trochę się boją, ale tata Kici Koci je uspokaja i uczy, jak należy się zachować, gdy burza zaskoczy nas na dworze.Kicia Kocia w kolejnych częściach będzie dzieliła się z nami swoimi przygodami.
Trwa budowa domu. Zanim wprowadzą się pierwsi lokatorzy, Łukasz zdąży dokładnie obejrzeć wielkie maszyny budowlane - od koparki po sadzarkę drzew. Ale najfajniejszy i tak jest buldożer!
Marzec 1938 roku. Niemcy zajmują Austrię, w Moskwie trwają procesy pokazowe, a Poznań żyje spotkaniem Warty z sowiecką drużyną z Charkowa. I tylko komisarz Zbigniew Kaczmarek nie ma głowy do sportu. Gdy w zakładach Cegielskiego zostaje zamordowany Walery Barszcz, śledczy zaczyna podejrzewać, że do Poznania zawitała cosa nostra. Aby odkryć tajemnicę denata i zapobiec dalszym śmierciom, musi przystąpić do meczu z mordercą. Meczu, który zaprowadzi go na stadion.
Szósty już książka z serii o Panu Kuleczce, kaczce Katastrofie, psu Pypciu i musze Bzyk-Bzyk! Z Panem Kuleczką jak zawsze wszystko staje się możliwe - zwykła pusta kartka stwarza naprawdę dużo możliwości, a banalny spacer do parku zamienia się w fascynującą wyprawę. Można też puszczać kaczki albo bawić się w piratów - nasi bohaterowie nigdy się nie nudzą, bo ich życie tylko z pozoru jest zwyczajne.
Kicia Kocia wybrała się na plac zabaw. Trochę się bała obcych dzieci, bała się też wysokiej zjeżdżalni. Jednak przezwyciężyła te strachy i znalazła nowych przyjaciół. Kicia Kocia w kolejnych częściach będzie dzieliła się z nami swoimi przygodami.
Jak ewolucja kształtuje nasze dzieci
Rozwojowi dziecka towarzyszymy z radością i zdumieniem - choć w większości również z bezradnością. Dlaczego dziecko nie zasypia? Dlaczego bez przerwy się budzi? Dlaczego tak w bardzo wielu przypadkach płacze? Dlaczego zachowuje się jak tyran? Dlaczego tak nie dobrze je? Dlaczego jeszcze nie korzysta z nocnika? Dlaczego nieustannie trzyma się matczynej spódniczki? Dlaczego jest takie, a nie inne? Czy za tym Kobiety i mężczyźni kryją się błędy wychowawcze? Nieoczekiwane odpowiedzi wyłaniają się z punktu widzenia ewolucji: dzieci posiadają słuszne powody, aby tak się w tej chwili zachowywać. Kilka z tego, co dla nas jest aktualnie problemem albo wydaje się nieproste do przyjęcia, kiedyś pomagało dzieciom utrzymać się przy życiu. Wiedząc, że dzieci rozwijają się w zgodzie z naturą, będziemy umieli traktować je naturalnie. Rozumiejąc sens kryjący się za ich zachowaniem, łatwiej będzie je wychowywać.
Dzieci często zachowują się nie tak, jak oczekiwaliby ich rodzice: niemowlęta płaczą, nie mając ku temu żadnych powodów, tygodniami mają kolki i za żadne skarby nie chcą spać we własnych łóżeczkach, maluchy nie jadają warzyw, za to słodycze pochłaniają bez opamiętania, mają problemy z zasypianiem i regularnie budzą się w nocy, albo ni z tego, ni z owego wpadają w złość, a na naukę korzystania z nocniczka ciągle mają jeszcze czas. Takie zachowania przyjęło się traktować jako zaburzenia, a przecież dzieci w tym wieku nie są jeszcze w stanie wyrażać się zrozumiale, ich pęcherz jest na tyle „niedojrzały", że nie może normalnie funkcjonować, a mózg to jeden ogromny plac budowy. Dzieci próbują rozwiązywać swoje problemy — na przykład konflikt ze sobą samym, ze swoją mamą lub z superego — na swój sposób. Albo są zbyt nieśmiałe, a może po prostu niewychowane.
U podstaw tej książki leży jednak inny punkt widzenia. Zamiast szukać tego, czego naszym pociechom brakuje, zapytajmy o korzyści, jakie niesie ze sobą takie, a nie inne ich zachowanie. Dlaczego dziecko jest takie, jakie jest, a nie inne? Tak więc, co ma z tego, że nie jada warzyw? Co ma z tego, że nie zjada całej nałożonej porcji? Co mu daje sprzeciw, co płacz i krzyk, gdy nie chce samo zasypiać? W naszej książce zakłada się, że dzieci mają własne, słuszne powody, choć dla ich rodziców są one zagadkowe.
Rozwój jako program uwieńczony sukcesem
Jakie to są powody? Skąd się biorą tak osobliwe zachowania? Aby zrozumieć postępowanie dzieci, trzeba wiedzieć, że ich reakcje rozwijały się w toku ewolucji, służąc im do lepszego funkcjonowania w środowisku, w którym żyły przez tysiąclecia! Karol Darwin w stworzonej przez siebie teorii ewolucji wychodził z założenia, że wszystkie żyjące obecnie istoty tak wyglądają, jak wyglądają, i tak się zachowują, jak się zachowują, ponieważ tym właśnie cechom zawdzięczają sukces, który osiągnęły w przeszłości.
To samo dotyczy naszych dzieci. Powód, dla którego w procesie dorastania wybierają określony repertuar zachowań, często irytujących rodziców, jest bardzo prosty. Właśnie one, w takiej właśnie formie pomogły im na przestrzeni wieków odpowiednio się wyposażyć i z powodzeniem dojść do dorosłości! Umożliwia to całkowicie inne spojrzenie na rozwój dzieci, które zakłada, że nie mają żadnych deficytów. Mogą być niedojrzałymi dorosłymi, ale są w stu procentach przygotowane do bycia d z i e ć m i. A my, rodzice, powinniśmy wreszcie poznać ich ekwipunek.
Co nam daje oglądanie się do tyłu?
Jaki jest sens analizowania czasów przedpotopowych podczas szukania odpowiedzi na kwestie dzisiejszego wychowania? Przecież nasze dzieci nie muszą się już przedzierać przez dzikie knieje, lecz powinny umieć swobodnie się poruszać w Internecie. A tak w ogóle, to predyspozycje, które posiadają od urodzenia, to jeszcze nie wszystko. Sam fakt, że mały Kubuś wyjdzie z łóżeczka po raz pierwszy lewą nogą, może uczynić go zupełnie innym człowiekiem.
To prawda. Nasze predyspozycje nie determinują naszego losu. Do rozwoju dziecka potrzebne jest dużo więcej niż naturalne skłonności. Nie zmienia to jednak faktu, że przeszłość i jej dziedzictwo oddziałują na kolejne pokolenia i do dzisiaj wyznaczają ramy w ich wychowaniu. Dzieci są rzeczywiście born to be wild
O potędze tych ram świadczy następujący przykład. W zamierzchłych czasach, gdy ludzkość — wówczas łowcy i zbieracze — żyła z tego, co wpadło jej w ręce, wiecznie głodna komórka tłuszczowa człowieka, przewidziana jako rodzaj spiżarni, okazała się sukcesem. W dzisiejszym świecie, w którym dzieci rosną właściwie obok lodówki, to dobrodziejstwo stało się przekleństwem. W komórkach tłuszczowych gromadzą się zapasy na gorsze czasy, które nigdy nie nadejdą. Można się więc dziwić, że dzieci stają się coraz grubsze?
Piętno przeszłości łatwo daje się zauważyć przy okazji innych zachowań. Dla małych dzieci noc jest pełna nieprzyjemnych wrażeń, nawet gdy ich łóżeczka stoją za bezpiecznymi oknami, a rodzice pilnie czuwają, mając przy sobie elektroniczną nianię. Dzieci nadal boją się węży, chociaż ryzyko ukąszenia przez nie jest mniejsze niż potrącenie przez czerwone ferrari (na które niewielu z nas reaguje z paniką). Maluchy jeszcze ciągle zaglądają przed zaśnięciem pod łóżeczko, gdzie mogą pomieszkiwać potwory. To odruch uzasadniony w czasach, gdy straszliwe gady poszukiwały ciepłych legowisk.
Kwintesencja tej książki jest następująca: rozwój naszych dzieci napędzany jest przez naciągnięte w przeszłości sprężyny. Nie stosuje się do wymagań współczesnego świata i niekoniecznie do oczekiwań rodziców. Dzieci przychodzą na świat raczej ze swoimi oczekiwaniami. I byłoby dobrze, gdyby rodzice i wychowawcy znali te ich fizyczne i duchowe oczekiwania. Jeżeli najbardziej przemyślane metody i cele wychowania nie będą zgodne z naszą ewolucyjną historią, my rodzice możemy sobie jedynie połamać na nich zęby.
Nowa książka z przepisami?
Czy ta książka jest więc zagubioną ulotką, dołączaną kiedyś do paczki „dziecko"? Z pewnością nie. Traktuje między innymi o tym, że nie ma czegoś takiego jak uniwersalna instrukcja obsługi dziecka. Osiemnaście rozdziałów książki napisano z przekonania, że rodzice potrzebują czegoś więcej niż przepisów na wychowanie. Żeby zrozumieć istotę dziecięcego rozwoju i historię dziecka, dorośli potrzebują pogłębionej wiedzy, sięgającej na pewno dużo dalej, niż uwzględniają najnowsze trendy w debacie o wychowaniu. Znając tę historię, będziemy towarzyszyć rozwojowi dziecka w bardziej kompetentny i zrównoważony sposób. Wiedząc, jakie naturalne cele i motywy kierują dziećmi, być może łatwiej będzie nam podejść do nich w bardziej naturalny sposób i z większą rezerwą traktować niezliczone pedagogiczne spekulacje. Nie zakładając z góry, że są zaburzone albo mają jakieś deficyty, łatwiej odnajdziemy ich mocne strony, czego z całego serca życzę swoim czytelnikom!
Ze wstępu do książki Zrozumieć dzieci
Zrozumieć dzieci
Spis treści
Wstęp
Zrozumieć dzieci — prolog
Mała instrukcja obsługi
Jak dzieci uczą się jeść
Poglądy i perspektywy. Niedojrzałość jako zaleta
Karmienie piersią — najbardziej naturalna czynność pod słońcem?
Poglądy i perspektywy. Konflikty — pomyłka w planie matki natury?
Dokarmianie — z perspektywy natury
Poglądy i perspektywy. Dlaczego dzieci nie zjadają wszystkiego z talerzyka?
Jak dzieci uczą się spać
Poglądy i perspektywy. Po co jest nam potrzebny sen?
Czy spać razem?
Poglądy i perspektywy. Fetyszyzacja samodzielności?
Płacz też do tego należy?
Poglądy i perspektywy. Czy łzy mogą kłamać?
Dlaczego dzieci się buntują
Poglądy i perspektywy. Potrzeby — wytyczne do wychowania?
Trening czystości
Poglądy i perspektywy. Wychowanie bez pieluszek?
Intermezzo: Zrozumieć ewolucję
Nowe spojrzenie na przywiązanie
Poglądy i perspektywy. Po co niemowlętom tłuszczyk?
Dlaczego dzieci boją się obcych
Poglądy i perspektywy. Żłobki — wbrew naturze?
Naturalne metody postępowania z niemowlętami
Poglądy i perspektywy. Czy wolno rozpieszczać dzieci?
Jak dzieci stają się indywidualnościami
Poglądy i perspektywy. Grupa dzieci — naturalna ostoja?
Wychowywać w sposób kompetentny — dlaczego nie wystarcza sama miłość
Poglądy i perspektywy. Ewolucyjny wizerunek rodziców
Wsparcie z punktu widzenia ewolucji
Poglądy i perspektywy. Wrodzone czy wpojone przez wychowanie?
Jak powstaje przyzwoitość i moralność
Poglądy i perspektywy. Moralność — przeciwieństwo ewolucji?
Czy uczyć się od innych kultur?
Poglądy i perspektywy. Zagadka dzieciństwa.
Po co jesteśmy dziećmi?
Wychowywać w sposób naturalny?
Suplement
Podziękowania
Przypisy
Książki na ten temat
Wykaz ilustracji
Indeks
Marzena Filipczak, dziennikarka i podróżniczka, autorka wydanej w 2009 roku
książki „Jadę sobie. Azja. Przewodnik dla podróżujących kobiet” tym razem
zabiera nas w fascynujący świat tanich lotów.
„Lecę dalej. Tanie podniebne podróże” to książka składającą się z dwóch
części. W pierwszej autorka opisuje dwanaście podróży, które odbyła w ciągu
nieco ponad roku (jedna w 2010, i jedenaście w 2011 r.): korzystając z
promocji w tanich i regularnych liniach lotniczych Cześć druga to nieocenione kompendium wiedzy na temat tanich lotów, z którego można się dowiedzieć min. gdzie i kiedy szukać promocji; jak kupić bilet za 3 euro do Fezu i dlaczego na Ibizę najlepiej lecieć przez
Sztokholm; jak płacić, żeby nie przepłacić; co zrobić, żeby nie musieć urywać kółek od walizki; jak się wyspać na terminalu; dlaczego warto czytać regulaminy oraz do czego może służyć płachta budowlana i ołówki.
Lecę dalej – Fragment książki
W drodze do domu, czyli dróg królowa
Rzymskie lotnisko Ciampino jest doskonałym przykładem na to, dlaczego warto dokądś przylecieć choćby na parę godzin. Wcale nie mam zamiaru wybierać się do centrum Wiecznego Miasta, choć teoretycznie byłoby to możliwe - gdybym po spędzonej na terminalu nocy (przyleciałam z Fezu tuż przed północą) wsiadła w pierwszy poranny autobus, zdążyłabym zobaczyć Koloseum o wschodzie słońca, Palatyn bez codziennych tłumów i wrócić na kolejny południowy lot. Ale po co? Wystarczy wyjść z lotniska i przejść przez rondo, by dostać się na Via Appia Antica - najstarszą drogę rzymską (jej budowę rozpoczęto w IV wieku p.n.e.), przez starożytnych nazywaną królową dróg, od terminalu dzieli ją kilkaset mętów.
Byłam na Via Appia sama. Ten jej kawałek leży z dala od antycznych budowli Rzymu i turyści tu raczej nie zaglądają. Spotkałam tylko dwóch rowerzystów, jednego amatora biegania i kilku robotników pracujących przy konserwacji zabytków, a nad głową słyszałam odgłosy kolejnych startujących maszyn - na Ciampino trwał poranny szczyt.
Najpierw poszłam w lewo, w kierunku Neapolu i Brindisi, bo tak przed wiekami wytyczono tę trasę. Wiódł mnie piaszczysty dukt, na którym tylko czasami między kałużami widziałam resztki bazaltowych bloków. W trawie leżały pozostałości kolumn i płyty o dziwnie regularnych kształtach. Kiedy się nad nimi pochyliłam, zobaczyłam, że to omszały marmur, czasem nawet z pozostałościami zdobień sprzed wieków.
W prawo prosta jak strzała droga prowadziła - odnowionym fragmentem - do serca Wiecznego Miasta. Szłam nią dobrych kilka kilometrów, nie mogąc uwierzyć w to, co widzę: wyglądała jak droga przez polską prowincję, ale po obu jej stronach co chwila wyrastały mniejsze lub większe fragmenty ścian, a odbijające na boki, okolone cyprysami dukty prowadziły do widocznych w oddali willi. Czasem o miejscu, w którym stała antyczna budowla, świadczyły tylko regularne zarysy dawnych murów, a czasem trafiałam na resztki tablicy z zatartym łacińskim napisem albo fragmenty starych zdobień. Im było bliżej Rzymu, tym więcej pozostałości po starożytnym świecie - po obu stronach pojawiły się kolumny, kawałki płaskorzeźb i pojedyncze figury bez głów.
Weszłam na niewysoką górkę oddzielającą Via Appia od sąsiedniego gospodarstwa. Za płotem stało kilka uli, w śmieciach grzebały kury, a ja przysiadłam na fragmencie ściany liczącym sobie kilka tysięcy lat. Widok z tego kamienia miałam niespotykany: po lewej na bloki na przedmieściach Rzymu, a po prawej - na akwedukt kończący się w czyimś polu. Lecę dalej Spis Treści
Część I Lecę sobie
Zimowe truskawki w Fezie
Jeśli na karnawał, to tylko do Wioch
Szampan z lodem na norweskich fiordach
Ibiza - sielska wyspa przed sezonem
Do Portugalii na wino, i dalej na Maderę
U Gruzinów w gościnie
Letni bazar Ukraina
Rumuńska szosa: przejezdna tylko w wakacje
Laponia - złota pora roku
Odessa tańczy jesienią
Wyspy Kanaryjskie - spacerkiem po wulkanach
Na przedświątecznym jarmarku
Część II Lecę tanio
Odlecieli beze mnie, czyli jak to się zaczęło
Planujemy: opłaca się zawsze, czyli nie zawsze
Polujemy: chcę do Afryki, ląduję w Norwegii
Kupujemy: o szybkości szlachtowania barana
Pakujemy się: z temperówką na koło podbiegunowe
Zasypiamy: kiedy łóżkiem ci terminal
Reklamujemy: prawa pasażera
Jak może wyglądać twój dzień, gdy skończysz czytać tę książkę
Igrzyska śmierci"", pierwszy tom bestsellerowej trylogii Suzanne Collins, trafia do kin! To opowieść o świecie Panem rządzonym przez okrutne władze, w którym co roku dwójka nastolatków z każdego z dwunastu dystryktów wyrusza na Głodowe Igrzyska, by stoczyć walkę na śmierć i życie.Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny - musi troszczyć się, by zapewnić byt młodszej siostrze i chorej matce, a już to zasługuje na miano prawdziwej walki o przetrwanie...Trylogia Suzanne Collins to prawdziwy bestseller: wszystkie trzy tomy utrzymywały się w czołówce listy bestsellerów magazynu ,,The New York Times"" przez wiele tygodni!Prawo do sfilmowania trylogii wykupiła wytwórnia Liongates.23 marca 2012 roku odbędzie się premiera ekranizacji pierwszej części.
W końcu mamy okazję poznać nowych sąsiadów. Wprowadzili się tydzień temu, ale nie było czasu, żeby pogadać, więc zapewne dlatego nie zauważyliśmy, że kobieta jest w ciąży. I to bardzo zaawansowanej.
- Cudownie! - zachwycamy się, podchodząc do ogrodzenia. -Wie już pani, czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka?
Dlaczego właśnie o to pytamy? Odpowiedź jest prosta - ponieważ płeć ma duże znaczenie. Ma olbrzymi wpływ na przyszłe związki, osobowość, umiejętności, pracę, zainteresowania, zdrowie, a nawet na to, jakim dane dziecko będzie rodzicem. Dlatego 68 procent przyszłych matek i ojców chce znać płeć dziecka przed jego urodzeniem. I dlatego tak naiwna wydaje nam się odpowiedź:
- Nie, jest nam wszystko jedno. Byle tylko było zdrowe. Większość partnerów w Ameryce pragnie mieć co najmniej dwoje
dzieci różnej płci. Cieszą nas różnice między nimi, nawet jeśli trochę się przejmujemy związanymi z tym problemami. Czy ten ruchliwy chłopczyk, który tak wylewnie okazuje swoje uczucia, zdoła się na tyle powściągnąć, by uważać na lekcjach? Czy uda mu się nawiązać dobre relacje z kolegami i nauczycielami? Czy kiedy dorośnie, wciąż będzie okazywał uczucia lub choćby z nami rozmawiał?
Gdy chodzi o dziewczynkę obawy, dotyczą czegoś innego. Teraz jest taka pewna siebie i ciekawa życia. Czy w gimnazjum też będzie szukać owadów i myśleć o dalekich planetach? Czy będzie równie asertywna w swojej pierwszej pracy? Czy kobietom z jej pokolenia łatwiej będzie łączyć obowiązki domowe i zawodowe? Chłopcy różnią się od dziewczynek. I chociaż w przeszłości było to oczywiste, obecnie staje się to niemal objawieniem dla wielu rodziców. Ponieważ wychowaliśmy się w epoce równych praw, zakładamy - lub przynajmniej mamy nadzieję - że różnice mają charakter społeczny, a nie wrodzony. Nie mamy przecież problemów w kontaktach z osobami przeciwnej płci, możemy rozmawiać o sporcie i o gotowaniu i rywalizować w pracy - co daje nam poczucie, że mężczyźni niewiele różnią się od kobiet.
Zmienia się to jednak zasadniczo, kiedy sami mamy dzieci. Rozbieżności są tak wielkie, że nie sposób nie zwrócić na nie uwagi.
Jak wielu rodziców mogłabym podać mnóstwo przykładów różnic między moją córką a dwoma synami: Julia uwielbia zakupy, a Sama iToby'ego trudno namówić na to, żeby raczyli przymierzyć dżinsy. Nie tak dawno Julia przez cały wieczór rysowała wróżki, a chłopcy biegali po domu, walcząc na miecze z pianki. Nawet we wczesnym dzieciństwie Julia układała swoje pluszaki na ręcznikach, żeby „im zmienić pieluszki". Natomiast Toby'ego i Sama w tym wieku zajmowało na przykład to, ile rzeczy uda im się wsadzić do wnętrza naszego magnetowidu.
W dodatku, jak wielu współczesnych rodziców, chcę podkreślić, że wcale nie zachęcaliśmy naszych dzieci do angażowania się w takie typowe dla określonej płci zabawy. Wręcz przeciwnie, wiele z zabawek konstrukcyjnych, takich jak drewniane czy plastikowe klocki, kupiliśmy dla Julii, która jest naszym najstarszym dzieckiem. Staram się też chwalić opiekuńcze zachowania chłopców, kiedy na przykład Sam tuli Toby'ego albo głaszcze naszego myszoskoczka, i nigdy nie protestuję, kiedy chcą mi pomóc gotować.
Oczywiście, rodzice nie mogą zachować pełnej neutralności, gdy chodzi o płeć dziecka. Niezależnie od tego, jakie zabawki czy ubranka im kupujemy, i tak inaczej traktujemy synów i córki - być może dlatego, że sami dysponujemy długim doświadczeniem związanym z płcią. Jednak wydawało mi się, że z moimi dziećmi będzie inaczej. Jestem neurobiologiem, kiepsko gotuję i trudno mnie uznać za typową kobietę. Mój mąż, który też jest naukowcem, bardziej
pasuje do roli typowego mężczyzny (naprawia na przykład różne rzeczy w domu, pod warunkiem, że w telewizji nie ma akurat meczu), ale jest milszy i bardziej czuły niż wiele znanych mi kobiet. Mimo to, proszę: Julia w skupieniu robi kwiaty z papieru i bawi się domkiem playmobil, a Sammy korzysta z wyrzutni samochodów hot wheels i chce koniecznie zagrać w przydomową odmianę bejsbolu. Nawet malutki Toby z cienkim głosikiem staje się ostatnio coraz bardziej chłopięcy, gdyż fascynują go ciężarówki, samoloty, piłki i różnego rodzaju elektryczne urządzenia.
Tak, chłopcy różnią się od dziewczynek. Mają inne zainteresowania, poziomy aktywności, progi czuciowe, możliwości fizyczne, reakcje emocjonalne, sposoby nawiązywania kontaktów, możliwości skupiania uwagi i uzdolnienia. Te różnice nie są duże i w wielu przypadkach znacznie mniejsze niż u dorosłych. Mali chłopcy płaczą, małe dziewczynki kopią i popychają. Jednak kontrasty pogłębiają się wraz z wiekiem, na co wskazują coraz bardziej alarmujące statystyki, które mają tak duży wpływ na nasze podejście do wychowywania dzieci.
Oto najbardziej oczywista różnica: chłopcy znacznie częściej mają problemy z nauką i rozwojem i czterokrotnie częściej zapadają na takie choroby jak autyzm, ADHD czy dysleksja. Z kolei dziewczynki są dwa razy bardziej narażone na depresję, stany lękowe i zaburzenia jedzenia. Prawdopodobieństwo, że chłopcy zginą w wypadkach, jest o 73 procent wyższe, a dwa razy wyższe, że staną się celem brutalnych ataków (pomijając te o charakterze seksualnym). Prawdopodobieństwo targnięcia się na własne życie jest u dziewcząt dwa razy większe niż u chłopców, ale prawdopodobieństwo powodzenia takiego aktu jest trzykrotnie większe u chłopców.
W szkole i na studiach to dziewczęta zwykle dostają lepsze stopnie. Większość studentów w USA to obecnie kobiety - bo aż 57 Procent. Mimo to mężczyźni zdobywają średnio o dwadzieścia pięć punktów więcej na egzaminie SAT, który sprawdza przydatność do studiów, i jest ich cztery razy więcej na kierunkach politechnicznych. I chociaż kobiety są ogólnie lepiej wykształcone, to zarabiają zwykle o ponad 20 procent mniej niż mężczyźni.
Płeć* ma znaczenie. I chociaż możemy próbować traktować dzieci tak samo, to jednak dziewczynki i chłopcy dysponują zupełnie innymi cechami i w czasie dorastania muszą stawić czoło różnym wyzwaniom. Chłopcy są na początku słabsi, wolniej dojrzewają i częściej chorują. Trudniej przychodzi im nauczenie się języka, bardziej skomplikowanych czynności motorycznych, a także panowanie nad swoimi zachowaniami, co jest bardzo potrzebne, by mieć dobry start w szkole. Ostatnio z powodu olbrzymiego nacisku na osiągnięcia szkolne te cechy stanowią poważne upośledzenie nawet w gimnazjach i liceach, gdzie dziewczynki biją ich na głowę, jeśli idzie o stopnie, osiągnięcia naukowe i pozalekcyjne.
Dziewczynki mają łatwiej na początku szkoły i zmienia się to dopiero w okresie dojrzewania, kiedy tracą pewność siebie i zainteresowanie ścisłymi przedmiotami, a ich kobiecość wyznaczają uroda i uległość. Następnie, kiedy przejdą już pole minowe, jakim jest ten okres, czekają na nie jeszcze większe wyzwania, kiedy to muszą godzić swoje ambicje z kobiecymi potrzebami, a potem wychowanie dzieci z pracą zawodową.
Te różnice mają więc swój rzeczywisty wymiar i stanowią prawdziwe wyzwanie dla rodziców. Musimy nauczyć się tego, jak wspierać nasze córki i synów i pomagać im, a także wiedzieć, jak ich traktować, chociaż mają tak różne potrzeby.
Sama zajmuję się badaniem mózgu i uważam, że nie poradzimy sobie z tym problemem, jeśli nie zrozumiemy, skąd biorą się owe rozbieżności. Co w mózgu chłopców i dziewczynek wywołuje takie a nie inne predyspozycje, reakcje czy możliwości? Czy mózgi kobiet i mężczyzn różnią się czymś zasadniczym? Czy chłopcy i dziewczynki mają już od urodzenia inne „oprogramowanie"?
Kiedy zabierałam się do opisywania tych różnic, wydawało mi się to łatwe. Sądziłam, że wystarczy znaleźć badania porównujące dwa typy mózgów, a następnie powiązać je z różnicami językowymi, emocjonalnymi, matematycznymi i innymi, dotyczącymi obu płci. W ten sposób powinno mi się udać jasno wytłumaczyć czytelnikom, na czym polegają różnice.
Jako biolog wiem, że dziewczynki i chłopcy jeszcze w fazie płodowej podlegają działaniu innych hormonów, które mają olbrzymi wpływ na ich późniejsze zachowania. Receptory tych hormonów pojawiają się bardzo wcześnie w mózgu płodu, gdzie zapewne tworzą (wraz z różnymi u obu płci genami) obwody neuronów, które ostatecznie określają te uzależnione od płci różnice.
Jednak po wyczerpujących poszukiwaniach okazało się, że istnieje bardzo mało dowodów na to, że mózgi dziewczynek i chłopców się różnią. Oczywiście, niektóre badania wykazały odmienności, kiedy jednak przyjrzałam się uważnie wszystkim danym - nie tylko tym, które potwierdzają istnienie znanych różnic, ale naprawdę wyważonym wynikom naukowych badań - musiałam przyznać, że do tej pory udowodniono jedynie dwie rzeczy.
Po pierwsze to, że mózgi chłopców są od 8 do 11 procent większe od mózgów dziewczynek. Ta różnica utrzymuje się przez całe życie i w zależności od płci może być źródłem żartów lub defensywnych zachowań, ale ma to wyraźny związek z większą wagą i wzrostem mężczyzn przy urodzeniu i w dorosłości.
Druga różnica ujawnia się na początku okresu dojrzewania, kiedy to można zauważyć, że mózg dziewczynek dojrzewa od roku do dwóch lat wcześniej niż chłopców. I znowu odzwierciedla to ogólne tendencje rozwoju płciowego, gdyż dziewczynki o rok lub dwa lata wcześniej rozpoczynają okres dojrzewania.
Zapewne można wysnuć różnego rodzaju teorie na temat tego, jak większy mózg powoduje, że chłopcy są bardziej aktywni, agresywni i lepsi w zadaniach technicznych i wymagających orientacji przestrzennej. Trudno jednak zrozumieć, jak mniejszy mózg miałby wpływać na interpersonalną i werbalną przewagę kobiet. Fakt, że mniejszy mózg pierwszy osiąga pełną dojrzałość, może wskazywać na ogólnie szybszy program dojrzewania. Jednak nie mamy wielu dowodów, z badań elektroenfalograficznych (EEG) czy innych mierzących rzeczywistą aktywność mózgu, które potwierdzałyby tę tezę.
Jeśli weźmiemy pod uwagę najnowsze wyniki badań, należy założyć, że różnice między mózgami są znacznie mniejsze niż ogólnie znane różnice w zachowaniu. Oczywiście, opisano badania dzieci potwierdzające istnienie niewielkich rozbieżności w przetwarzaniu danych zmysłowych, a także w obwodach odpowiedzialnych za pamięć i mowę, rozwój płatów czołowych oraz w szybkości i skuteczności opracowywania informacji w układzie nerwowym. Dlatego będę chciała poddać je ocenie i wyjaśnić, jaki mają wpływ na zachowanie chłopców i dziewczynek. Jednak ogólnie rzecz biorąc, ich mózgi są zadziwiająco podobne. Mózgi dzieci są bardzo do siebie zbliżone - tak jak ich androgyniczne ciała - co zmienia się dopiero w dorosłości.
Nie znaczy to jednak, że neurobiologia nie ma nam nic do powiedzenia na temat różnicy płci u dzieci. Wręcz przeciwnie. By się o tym przekonać, musimy zająć się nowszą jej gałęzią. Tak się składa, że właśnie na tej dziedzinie koncentrują się moje badania.
Zajmuje się ona plastycznością układu nerwowego. Ten niezbyt poetycki termin kryje prawdziwą poezję związaną z tym, że nasz mózg zmienia się pod wpływem doświadczeń. Tak jak z wytworzonego z ropy naftowej plastiku można formować torby na zakupy, butelki, rury, zabawki czy inne przedmioty, tak też nasze mózgi mogą w niemal cudowny sposób zmieniać się w zależności od zadań, jakie przed nimi stoją. Wszystkie elementy naszego systemu
nerwowego, takie jak neurony odpowiedzialne za przekazywanie sygnałów, ich aksony i dendryty, dzięki którym neurony łączą się ze sobą, synapsy stanowiące miejsca tych połączeń i komórki glejowe uczestniczące w procesach metabolicznych, odpowiadają na doświadczenia życiowe i ulegają ciągłym przekształceniom, by się do nich dostosować. Mózg zmienia się, gdy uczymy się chodzić i mówić, kiedy zapamiętujemy, kiedy dojrzewamy, gdy się zakochujemy lub pogrążamy w depresji i wówczas, gdy zostajemy rodzicami.
Plastyczność stanowi podstawę uczenia się, a także kompensacji uszkodzonych funkcji po urazie mózgu. A w dzieciństwie mózg jest znacznie bardziej plastyczny czy też giętki niż kiedykolwiek później. Jego oprogramowanie następuje w dużej mierze pod wpływem najwcześniejszych doświadczeń - w fazie prenatalnej po okres dojrzewania.
Mówiąc krótko, nasz mózg będzie taki, jakim go ukształtujemy. Wszystkie nasze czynności, na przykład czytanie, bieganie, wybuchy śmiechu, liczenie, dyskusje, oglądanie telewizji, zbieranie prania, koszenie trawy, śpiewy, płacz, całowanie i tak dalej, stanowią wzmocnienie aktywnych obwodów mózgu kosztem tych nieaktywnych. Uczenie się i ćwiczenia przeprogramowują nasz mózg. Biorąc więc pod uwagę to, że chłopcy i dziewczęta spędzają zupełnie inaczej czas w okresie dojrzewania, należy się spodziewać sporych różnic w funkcjonowaniu ich mózgów w dorosłości.
Wszystko więc sprowadza się do biologii, niezależnie od tego, czy wynika z samej natury, czy wychowania. Różnica płci widoczna w zachowaniu musi być odzwierciedlona w mózgach, ale wraz z dorastaniem dzieci te dysproporcje w coraz mniejszym stopniu wynikają z genów i hormonów. Istnieją oczywiście różnice, które biorą się z biologii - tempo dojrzewania, przetwarzanie informacji sensorycznych, poziom aktywności, skłonność do grymaszenia oraz (jak najbardziej!) typy zabaw. Postaram się je opisać szczegółowo w następnych rozdziałach.
Jednak najbardziej znane różnice między mężczyznami i kobietami dotyczące zdolności poznawczych, takich jak mówienie, czytanie, liczenie, a także zdolności interpersonalnych, takich jak agresja, empatia, skłonność do podejmowania ryzyka i potrzeba współzawodnictwa, w dużym stopniu wynikają z uczenia się. To prawda, że wyrastają one z podstawowych instynktów i są zakorzenione w sposobie funkcjonowania mózgu, ale można je znacznie rozszerzyć poprzez różne ćwiczenia, modele do naśladowania i wzmocnienia, którym już od urodzenia podlegają dziewczynki i chłopcy. Sami naukowcy przestali traktować naturę i wychowanie jako wrogie, zwalczające się siły i uważają, że muszą one współdziałać. Oczywiście, chłopcy i dziewczynki przychodzą na świat wyposażeni w różne geny i hormony. Jednak to, czy z zygoty o kariotypie XY rozwinie się chłopiec, a z zygoty XX dziewczynka, zależy od stałej interakcji genów i środowiska, która zaczyna się już w wodach płodowych i trwa odmierzana lekcjami tańca, meczami, zajęciami z matematyki i fizyki, a także towarzyskimi dramatami, które wciąż potwierdzają to, że nasze społeczeństwo jest podzielone pod względem płci.
Biologowie określają tę interakcję mianem epigenetyki - kiedy to środowisko działa na lub przez geny. Tak właśnie kształtują się wszystkie nasze cechy. Na przykład wzrost jest w dużym stopniu określony przez geny, ale niezależnie od potencjału genetycznego dziecko i tak nie urośnie, jeśli będzie niedożywione. Podobnie dzieje się w przypadku wagi, która ostatecznie zależy od sposobu odżywiania, nawyków jedzeniowych i środowiska (obecnie w wielu częściach świata absurdalnie nasyconego kaloriami). W jeszcze mniejszym stopniu dziedziczymy cechy psychiczne - zwykle w 50 procentach, jeśli idzie o inteligencję i osobowość - ale tutaj również bardzo istotne jest środowisko, w którym się rozwijamy.
Weźmy na przykład pod uwagę język, czyli to, co nas najbardziej odróżnia od innych stworzeń. Wszystkie zdrowe dzieci rodzą się z takimi strukturami w mózgu, zwykle w lewej półkuli, które dają im wrodzoną zdolność rozumienia i tworzenia mowy. Jednak kształtowanie tych obszarów w sprawne obwody odbywa się pod wpływem samego języka - dziecko w czasie pierwszych lat życia
słyszy przecież miliony słów w znaczących kontekstach. Wiemy
0 tym, ponieważ dzieci głuche od urodzenia cierpią później przez całe życie na niewydolność mowy, jeśli deprywacja słuchowa trwa dłużej niż kilka pierwszych lat życia. Te części mózgu, które odpowiadają za mowę, po prostu nie tworzą u nich odpowiednich obwodów neuronalnych ze względu na brak doświadczeń językowych.
Głuchota jest przykładem skrajnym, jednak ogromne znaczenie doświadczeń językowych jest widoczne u wszystkich dzieci. Język i dialekty, w jakich je wychowano, znajdują swoje odzwierciedlenie w oprogramowaniu ich mózgów. Dlatego można adoptować dziecko z bardzo odległego kraju, a kiedy dorośnie, będzie mówiło dokładnie tak jak osoby, z którymi przebywało.Tę fazę wczesnego uczenia się nazywamy okresem krytycznym, zaczyna się on w momencie urodzin i trwa do dojrzewania. Dorośli mogą się oczywiście też nauczyć nowego języka, ale wiąże się to z ciężką pracą i w niczym nie przypomina prostej, instynktownej nauki małego dziecka, zaś rezultaty są zwykle znacznie gorsze.
Dorastanie jako chłopiec lub dziewczynka oznacza, że w pewnym sensie jest się od urodzenia poddanym oddziaływaniu różnych języków. Ich mózgi od początku nie są jednakowe - dodatkowe geny w chromosomie Y u chłopców mają zatem olbrzymi wpływ na pozostałe (co odbija się na ich późniejszym zachowaniu), a także podstawową strukturę mózgu. Jednak pełny rozwój męskich albo żeńskich cech charakteru zależy również od stopnia uczestnictwa dzieci w typowo męskiej lub kobiecej kulturze. Jest to tak ważne jak wybór kołysanek czy też jedzenia, które dajemy swoim pociechom. […]
Fragment wstępu
Różowy mózg niebieski mózg
Spis treści:
Podziękowania
Wstęp
1. Różnice w zarodku
2. Pod różowym lub niebieskim kocykiem
3. Uczenie się przez zabawę w latach przedszkolnych
4. Początek szkoły
5. Cudowne słowa
6. Płeć, matematyka i fizyka
7. Miłość i wojna
8. Czas na rozejm
Przypisy
Bibliografia
Ilustracje
Indeks
Zuzia wcale nie jest chora. Podobnie jak wszystkie dzieci idzie do lekarza na badania kontrolne. Na początku jest trochę dziwnie, ale potem wizyta u lekarza robi się bardzo ciekawa. Książeczka opowiada o przygodach Zuzi w gabinecie doktora Niedzielskiego.
Zuzia wybiera się z rodzicami na wakacje. Ta wycieczka będzie wyjątkowa, ponieważ dziewczynka nie leciała jeszcze samolotem. Nad chmurami Zuzia zjada spagehtti i dowiaduje się, co to jest dziura powietrzna. Latanie jest takie przyjemne, że Zuzia już cieszy się na lot powrotny do domu!
To dopiero przygoda! Dzieci z grupy Jeżyków będą nocować w przedszkolu. Zuzia najchętniej wzięłaby ze sobą kotka Mruczka. Ale gdzie będą spać? I kto będzie spał obok kogo?
Zuzia jest bardzo podekscytowana. Jedzie z mamą na zakupy do miasta. I nagle, w wielkim centrum handlowym? Zuzia nie może znaleźć mamy! Czy teraz będzie musiała zostać tam sama? Na szczęście pani kasjerka ma mikrofon, który słychać w całym sklepie?
Konstruując świat na poły realny, na poły fantastyczny, bajki te tworzą najbliższą rozumieniu dziecka rzeczywistość, dają wsparcie w sytuacjach kryzysowych i pomagają uporać się z trudnymi emocjonalnie zdarzeniami.Jeżeli chcesz pomóc dziecku w przezwyciężeniu lęku, gdy boi się przedszkola, szpitala, porzucenia, kompromitacji, gdy ciężko przeżywa konflikty w rodzinie lub pierwszy raz zetknęło się ze śmiercią, słuchaj z nim bajek terapeutycznych. Konstruując świat na poły realny, na poły fantastyczny, bajki te tworzą najbliższą rozumieniu dziecka rzeczywistość, dają wsparcie w sytuacjach kryzysowych i pomagają uporać się z trudnymi emocjonalnie zdarzeniami.
"Księga dżungli" to porywająca powieść przygodowa, ulubiona lektura wielu pokoleń czytelników. Teraz możemy poznać losy Maugliego, chłopca wychowywanego w dżungli przez wilki, historię fok napadanych przez ludzi czy też dzieje małego bohaterskiego ichneumona Riki-tiki-tawi w nowym, znakomitym tłumaczeniu Andrzeja Polkowskiego oraz w błyskotliwej interpretacji aktorskiej Mariana Opani.
Pinokio to kolejna dobrze znana książka, która przedstawimy w nowym współczesnym tłumaczeniu oraz z ilustracjami znakomitego włoskiego ilustratora, znanego z dużej troski o realizm szczegółów. Któż lepiej potrafi wczuć się w klimat tej włoskiej opowieści o drewnianym pajacyku, który bardzo chciał stać się prawdziwym chłopcem, niż urodzony w pobliżu Florencji Innocenti?Ta malarska interpretacja opowieści o Pinokio uznana została przez ""New Yorkera"" za z pewnością najpiękniejszą edycję.
Przekształć własny umysł zgodnie z regułami nowej wiedzy o empatii
Przełomowa książka pioniera w dziedzinie pielęgnacji zdrowia psychicznego, który tym razem poświęcił uwagę "psychowzroczności", która jest zdolnością spoglądania w głąb własnego umysłu i odczuwania empatii w celu wprowadzenia pozytywnych zmian.
Doktor na Uniwersytecie Harvarda i profesor psychiatrii Akademii Medycznej UCLA, Daniel Siegel stworzył pojęcie psychowzroczności w celu opisania innowacyjnej metody połączenia neurologii z praktyką psychoterapeutyczną. Dzięki bogactwu doświadczenia i dostępowi do rezultatów najświeższych badań, doktor Siegel z powodzeniem przedstawia szerokiej publiczności nowe, terapeutyczne narzędzie. Używając m.in. historię konkretnych przypadków ze indywidualnej praktyki klinicznej, autor demonstruje, jak stosować psychowzroczność do rozwiązywania wielu problemów psychologicznych i międzyosobowych, począwszy od zaburzeń o charakterze lękowym, a skończywszy na wpojonych schematach zachowań.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?