Tom "Na marginesie życie", zamykający wspomnieniową trylogię, to dramatyczna opowieść o tym, jak przebiegała nierówna walka Grzesiuka z gruźlicą. Jak przystało na twardziela, nie poddawał się chorobie. Zachował poczucie humoru, optymizm, zadziorność i czerpał z życia pełnymi garściami, mimo pogarszającego się stanu zdrowia. Wielomiesięczne pobyty w sanatorium i operacje nie spełniły, niestety,, pokładanej w nich nadziei.
Unikalny zbiór gawęd, artykułów i wystąpień dowódcy Akcji pod Arsenałem i naczelnika Szarych Szeregów. Spisywane lub wygłaszane na przestrzeni niemal pół wieku — w latach 1943–1989 — łączy wspólny temat: wychowanie młodzieży i nieprzemijające poczucie odpowiedzialności za przyszłość Polski.
W książce znajdują się teksty w większości niepublikowane dotąd lub publikowane tylko w wydawnictwach niskonakładowych. Znaczna ich część pochodzi z przekazanych NWH amatorskich nagrań gawęd „Orszy” oraz z kilku nagrań video — ich treść została spisana i zamieszczona w książce.
Oprócz tekstów „Orszy” i wywiadów z nim przeprowadzonych, m.in. przez Ewę Berberyusz i Tomasza Jastruna, książka zawiera wstęp autorstwa prof. Grzegorza Nowika, życiorys Autora napisany przez dr. Adama F. Barana oraz wspomnienie o Stanisławie Broniewskim pióra Jana Englerta, który grał „Orszę” w filmie „Akcja pod Arsenałem”.
Do książki dołączona jest płyta z oryginalnymi nagraniami audio wybranych wystąpień — można nie tylko poczytać, ale i posłuchać samego „Orszy”. Książka wydana jest we współpracy ze Stowarzyszeniem Szarych Szeregów i z Fundacją Harcerstwa Drugiego Stulecia. Publikację patronatem objęło Muzeum Powstania Warszawskiego.?
Większość chrześcijan jest świadomych faktu, że to, co przeżywamy z Bogiem w swoim wnętrzu jest o wiele ważniejsze od tego, co na zewnątrz. Przesłanie "Piękna z popiołów" pochodzi od osoby, która przemoc seksualną, fizyczną i psychiczną zna z autopsji. Joyce mówi o sobie, że jest absolwentką "szkoły życia", a za swój dyplom uważa słowa proroka Izajasza 61.1-3.
Oswoić swojego raka to autobiograficzna opowieść o zmaganiach młodej kobiety z chorobą nowotworową. Autorka dzieli się swoimi wspomnieniami i przemyśleniami, aby dać nadzieję i siłę osobom chorym. Książka ta ma być wsparciem dla tych, u których stwierdzono nowotwór, i ich rodzin, lecz może stać się także źródłem inspiracji i motywacji dla każdego. Oswoić swojego raka to również rodzaj poradnika, w którym autorka opisuje swoją reakcję na wieść o nieuleczalnej chorobie, codzienne zmagania z chorobą, rehabilitację, badania i operacje, a następnie kolejne wizyty kontrolne. Zawarte są w niej także porady dotyczące odżywiania, żywności ekologicznej, zdrowego trybu życia. Dzięki chorobie autorka odkryła w sobie artystyczną pasję – zajęła się decoupage’em, malowaniem, fotografią. Swoim optymizmem i determinacją próbuje oswoić innych z rakiem oraz zmotywować ich do walki. W tym wszystkim towarzyszą jej przyjaciele, rodzina i wierny miś Stefan oraz pies Puma. To książka o tym, jak chęć życia, wiara w Boga i pasja pomagają pokonywać przeszkody.
"Jest to saga rodzinna, nie da się ukryć. Autorka potrafiła wszystko opowiedzieć dowcipnie, bez wygłupów, bez starych anegdot, po prostu z poczuciem humoru. Jak mogło być inaczej, skoro na tym drzewie genealogicznym siedzą i Jan Kobuszewski, i Wiktor Zborowski".
Stefania Grodzieńska
Czytają Zofia i Wiktor Zborowscy - wnuczka i syn autorki.
Książka pt. Pamiętnik samobójczyni ukazuje świat widziany oczami osoby chorującej na depresję. Główną bohaterkę – Magdę – poznajemy w najtrudniejszym dla niej momencie, chwilę po tym, kiedy zrozpaczona i zrezygnowana postanowiła wszystko zakończyć…
Nieudana próba odebrania sobie życia staje się początkiem trudnej walki z chorobą. Autorka w bezpośredni, osobisty, nieraz humorystyczny sposób opisuje zmiany, które w wyniku choroby zachodzą w jej sferze emocjonalnej, poznawczej i codziennym funkcjonowaniu. Ukazuje zmagania głównej bohaterki, stawiającej czoło wyzwaniom, pokonującej krok po kroku własną niechęć, obawy, wracającej do ulubionych zajęć i odzyskującej chęć do życia.
Książka ta przekazuje informacje dotyczące różnych form terapii, etapów choroby i zdrowienia. Może także stanowić źródło wsparcia dla osób dotkniętych depresją i ich najbliższych, którym często trudno jest zrozumieć, czym jest ta choroba.
Pamiętnik samobójczyni wbrew tytułowi napawa optymizmem i wiarą, że zmiana jest możliwa.
Parkinson. Choroba Parkinsona. Parkinsonizm.
Zwyrodnieniowa choroba ośrodkowego układu nerwowego. Opisana przez specjalistów, lekarzy i neurologów. Znana od strony medycznej, pewnego rodzaju magnum ignotum dla swoich wybrańców – osób, które zmagają się z nią na co dzień, i ich rodzin. Ogranicza i zmusza do pokory. Można z nią walczyć albo spróbować się zaprzyjaźnić, zawrzeć z nią swoisty traktat pokojowy, współistnieć, by zachować spokój ducha i optymizm, tak bardzo potrzebny w codziennym życiu z panem „P”.
Tego rodzaju postawę prezentuje Autor książki Tato! – zrób sobie „z lotu ptaka”, znany dziennikarz radiowy Grzegorz Chwalibóg, u którego zdiagnozowano chorobę papieską. Pisząc swój pamiętnik, nie narzeka, nie skarży się, nie użala się nad sobą, ale pokazuje,
jak funkcjonować, nie tracić nadziei i dobrego humoru, mając u boku nieodłącznego towarzysza, pana „P”. Opowiadając o życiu i wydarzeniach opartych na bezpośredniej obserwacji, wspomnieniach i przeżyciach, pokazuje, że pomimo ograniczeń ciała, można zachować pogodę ducha, że nie muszą one blokować możliwości umysłu, że warto je przezwyciężać, by osiągnąć swój sukces.
Trwamy sobie tak w specyficznej symbiozie ja i mój pan „P”, czyli parkinson, a dokładnie, zgodnie z diagnozą neurologiczną – parkinsonizm połowiczy lewostronny. Raz on mnie, raz ja jego. Od ściany do ściany, doktor Jekyll and Mr. Hyde, Buster Keaton
z nagłośnieniem… I optymizmem mimo wszystko.
Katarzyna Rosicka-Jaczyńska - Urodzona w ciepły majowy poranek, zaczęła oddychać dopiero po silnym klapsie w tyłeczek…
Szkoła nie zostawiła właściwie żadnych wspomnień, za którymi by tęskniła… W liceum chłopcy odkryli jej urodę, a ona w sobie zdolności przywódcze i nieumiejętność podporządkowania się zakazom, rozkazom, nakazom, autorytetom…
Na Warszawskim Uniwersytecie, pośród zgiełku akademiku, dyskotek, kawiarnianych spotkań wolna od szkolnych ograniczeń wreszcie pokochała naukę, na którą rzuciła się jak wygłodniałe zwierzę… Wegetarianka z wyboru, nie pijąca, nie paląca, była w gronie studenckiej braci duszą towarzystwa… Leszek, magister prawa, został jej mężem i ojcem trójki dzieci…
Po pięciu latach niańczenia maluchów w cieple domowego ogniska, rzuciła się w wir pracy… Została bizneswomen…
Kiedy jej firma Ars-media odnosiła spektakularne sukcesy gwałtownie zachorowała… Po trzech latach dostała diagnozę… choruje na SLA – śmiertelną, nieuleczalną chorobę… I tutaj powinna się kończyć historia jej życia…, a ona właśnie teraz dopiero się zaczyna… „Zamknęłam oczy i w marzeniach i realnym świecie.
– Boże - wyszeptałam – jeżeli kiedykolwiek będziesz chciał mnie uzdrowić, obiecuję, że docenię najmniejszy okruszek podarowanego mi życia.” – doceniać każdą chwilę życia, bo jutra może nie być – to chyba najważniejsze przesłanie „Ołówka” .
Fragment Książki Ołówek
Wstęp pierwszy - do ludzi
Dzisiaj całuje mnie tylko osiemdziesięciodwuletnia ciocia. Jeszcze sześć lat temu całowałam się jak szalona z nowym facetem w moim życiu. Miałam czterdzieści lat, wyglądałam na trzydzieści, czułam się na dwadzieścia parę. Nie byłam piękna, ale znałam siłę swojej kobiecości i bezwzględnie ją wykorzystywałam. Czułam się przede wszystkim kobietą, później właścicielką znanej agencji modelek, na samym końcu matką trójki dzieci. Byłam samodzielna, niezależna, podziwiana. Miałam duże mieszkanie, gosposię zajmującą się dziećmi i domem, dobry samochód, pomarszczonego psa i wakacje za granicą. Dzieci chodziły do prywatnej szkoły, na basen i zajęcia tenisa, uczyły się dwóch języków. Rok wcześniej pozbyłam się z domu faceta bezskutecznie próbującego zastąpić dzieciom ojca, a mnie męża, od którego uwolniłam się z kolei parę lat wcześniej. Od trzech lat byłam szaleńczo zakochana, z wzajemnością, w jednym ze stu najbogatszych Polaków. Oczywiście był żonaty, tajemniczy i niespotykanie inteligentny. Nie wiem, czy bardziej kochałam jego ciało czy mózg, wiem, że nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa i równocześnie obolała.
Właściwie nie wiem, o czym chcę pisać, czuję tylko, że jeżeli nie wyrzucę z siebie emocji, rozsadzą mi głowę i serce. Czasem myślę, że z perspektywy wózka inwalidzkiego stać mnie jedynie na napisanie nudnego kazania umoralniającego zdrowych ludzi. Czasami czuje, że mogę przekazać swoje najbardziej osobiste przeżycia, doświadczenia i myśli, tworząc mądrą i wrażliwą książkę. Kiedyś łysy profesor filologii klasycznej, wymownie wskazując na siebie i stukając palcem w mój indeks, powiedział, że moimi włosami mogłabym obdzielić kilku łysych. Może napiszę tandetną telenowelę, bo tak jak moimi włosami nadal mogę obdzielić łysych, tak moim losem mogę obdarzyć paru nudziarzy. Jeżeli wytrwam i napiszę historię mojego życia, to będzie tak samo nierówna jak ja, pogmatwana jak moje myśli, porwana jak moje wspomnienia, ale na pewno prawdziwa. Paulo Coelho napisał w „Alchemiku", że każdy w życiu musi odnaleźć swoją legendę i za nią podążać. Podobno dziecko bardzo dokładnie wie, jakie jest jego przeznaczenie, zna własną legendę, dopiero oczekiwania rodziców, wyobrażenia dziadków, uwagi nauczycieli czy kolegów zaciemniają obraz. Wbrew własnym przeczuciom, wychowaniu, wygłaszanym poglądom, wbrew wszystkiemu, co miałam i kochałam, pewnego dnia porzuciłam drogę mojego przeznaczenia. Porzuciłam wszystko, w co wierzyłam, dla coraz większych emocji i coraz silniejszych doznań. Pracowałam nie po to, żeby zarabiać na utrzymanie domu, ale żeby czuć adrenalinę kolejnych wyzwań. Jechałam samochodem, nawet odwożąc dzieci do szkoły, nie po to, żeby dojechać, ale żeby jechać. Kochałam tym mocniej, im więcej było bólu, niepewności i nienormalności. Jeżeli przez chwilę było spokojnie, robiłam wszystko, żeby życie nabrało przyspieszenia. Moi pracownicy, znajomi, a przede wszystkim faceci mówili, że nie mogą za mną nadążyć. Byłam nieprzewidywalna dla innych i dla siebie. Moja ciocia, ta sama, która dziś jako jedyna mnie całuje, z niezadowoleniem powtarzała: „Z tego nie będzie nic dobrego". No... i wykrakała. Dzisiaj tkwię w bezczasie, bezruchu i bezrobociu. Jestem nieuleczalnie chora. Stopniowo traciłam pracę, pieniądze, urodę, przyjaciół, wreszcie dzieci, aż zaskoczona i przerażona chorobą zamknęłam się w swoim własnym świecie. Zmęczona obojętnością najbliższych przestałam prosić, żeby mnie dostrzegali, a oni zaczęli mnie traktować jak mebel, ciężką szafę, której nie da się przesunąć. I tak oto utknęłam w wózku inwalidzkim na środku dywanu w moim pokoju. Dostaję jeść, jestem myta, czesana i... to wszystko. Przekonuję siebie, że nie powinnam narzekać, bo inni mają gorzej. Zawsze może być jeszcze gorzej, tylko... gdzie jest koniec tego gorzej...?
Chciałabym wykrzyczeć wszystkim „chorym", żeby nigdy się nie poddawali, nie pozwalali się poniżać i nie dawali sobie wmówić, że są nic niewarci. Najgorsze w chorobie jest przeświadczenie, że już niewiele można zrobić, że nie wypada niczego od życia oczekiwać, że jest się osobą gorszą, niewartą miłości i uwagi. Nie pozwalajmy na odbieranie nam godności istoty żywej, czującej i myślącej. Wszystkim „zdrowym" chciałabym przypomnieć, żeby doceniali i byli prawdziwie wdzięczni za każdy krok, gest, oddech, bo jutro może wyglądać zupełnie inaczej. Życie jest cudem zawsze. Jeżeli przestanę myśleć, że mam prawo po prostu żyć i cieszyć się życiem, jeżeli pozwolę zamknąć się w domu, przykuć do wózka - symbolu mojej niemocy, już nigdy nie zobaczę słońca i rozgwieżdżonego nocą nieba. A ja chcę jeszcze poczuć zapach egzotycznego morza, wiatr od Himalajów, smak innego jedzenia. Jeśli nadal mam życie, chcę żyć!
Wstęp drugi - do Boga
Jestem na pustyni. Ty siedziałeś tam czterdzieści dni, żeby usłyszeć Boga. Mnie się wydaje, że przebywam na tym pustkowiu nieskończenie długo. Wiem, że dla Ciebie czas nie ma znaczenia, ale dla mnie ma. Mijają lata, a ja jestem coraz bardziej zagrzebana w piasku. Wołam Cię i odpowiada mi cisza. Jestem tak bardzo zmęczona, czuję się tak szaleńczo samotna, tak niezwykle opuszczona. Utknęłam na samym środku pustyni i obojętnie, w którą stronę pójdę, mam jednakowo daleko. Szłam drogą próśb, zalewałam się łzami, modliłam żarliwie, modliłam bezmyślnie wyuczonymi zdaniami, próbowałam spokojnie przedstawić swoje argumenty, krzyczałam, może nawet bluźniłam, na pewno próbowałam Cię szantażować. Myślę, że nie traktujesz mnie poważnie, że moje sposoby na to, żebyś mnie wreszcie usłyszał, odbierasz jak sztuczki małego dziecka, które chce od ojca wyłudzić zabawkę. Przecież mówisz, że mnie kochasz, że jeżeli będę prosiła, to dasz, że jeżeli będę pukała, to otworzysz. Od tak dawna dobijam się, a Ty nawet nie zapaliłeś światła przed domem, żeby było mi raźniej. Stoję tam jeszcze, mając nadzieję, że mnie usłyszysz. Każesz mieć wiarę, choć wiem, że możesz działać niezależnie od wielkości mojej wiary. Nie byłbyś Bogiem, gdybyś był od czegokolwiek uzależniony. Po co te gierki, po co ta cała cholerna nadzieja, która sprawia, że kolejny raz Ci ufam i oczekuję Twojej obecności? Przyprowadziłeś mnie do siebie swoimi boskimi metodami, szłam jak po sznurku prosto w Twoje ramiona. Co takiego zrobiłam, że mnie zostawiłeś zupełnie simą? Dlaczego Cię nie słyszę, nie widzę, nie czuję? Przecież się staram, musisz to widzieć. Próbuję odgadnąć, czego oczekujesz ode mnie, ale wiesz sam, że nie jest łatwo odgadnąć boskie zamiary. Każdy psycholog mówi, że najważniejsza jest rozmowa między rodzicami a dziećmi, wtedy można rozwiązać każdy problem. Dlaczego nie chcesz ze mną porozmawiać?! Chociaż mnie wysłuchaj! Jeśli nadal dajesz mi życie, daj żyć!
Kartą przetargową u pracodawców niemieckich są pieniądze. Oni płacą, oni wymagają. Bohaterka będąc niewolnikiem ?na czarno?, bez umowy, jedyne, co mogła zrobić to się uśmiechać, wykonywać polecenia pracodawców, gdyż wystarczył jeden ich kaprys, żeby wylądować bez grosza na ulicy. Gdyby miała taką możliwość, rzuciłaby to wszystko i wróciła do domu. Niestety potrzebowała tej pracy i pieniędzy. Czasem zastanawia się, czy w ogóle nadaje się na opiekunkę osób starszych, ale później myśli: ?a kto w ogóle się do tego nadaje?, cieszmy się, że jest taka luka na niemieckim rynku pracy, że nas chcą?. Tym bardziej że jest spora konkurencja z Rumunii, Litwy i Słowacji. Bariera językowa utrudniała jej pracę, nie rozumiała, czego od niej chcą, co ma robić, co podać. Zgadywała ? przeważnie błędnie. Pocieszała się tym, że nie jest pierwszą i nie ostatnią opiekunką, która musi przez to przejść. Płakała po nocach, tęskniła za rodziną. Jednak wytrzymała. W opiece nad starszymi osobami w Niemczech pracuje już około 14 lat i cieszyłaby się, gdyby ta książka dotarła do opiekunek, które przeżywały te same wewnętrzne rozterki co ona. Jednocześnie podpowiada nowicjuszkom, jak uniknąć błędów, zachęcając do skorzystania z oferty nowych miejsc pracy bezpośrednio u niemieckich pracodawców oraz sprawdzonych pośredników.
To rodzaj pamiętnika, w którym autorka opisuje swoje wspomnienia i refleksje związane z psychozą maniakalno-depresyjną. Świadoma swojej choroby przekonuje o tym, jak ważne jest leczenie farmakologiczne oraz wsparcie najbliższych. Stara się pokazać, jak różne sytuacje oraz postawy i zachowania innych osób wpływały na jej stan i co pomogło jej odzyskać równowagę.
Czy 46-letnia, zupełnie przeciętna, kobieta może wejść na Kilimandżaro?
Prawie zmuszona przez swoja rodzinę, pełna obaw, pojechałam. I udało się. W swojej relacji z wyprawy opisuję, że nie było to łatwe i wymagało sporej dawki samozaparcia, ale było warto. Przy okazji udowodniłam sobie, że nadal mogę wiele osiągnąć. Oprócz niesamowitej przygody, która w pełni zasługuje na miano "wyprawy życia" były to również wspaniałe rodzinne wakacje.
Chłopiec, którego operowaliśmy, nazywa się Salomon Akwongo.
Opowiadał, kiedy do mnie trafił, że czworo uciekinierów przywiązano do drzew w pobliżu wielkich kopców termitów i wszyscy musieli się przyglądać, jak mrówki objadały na żywca tych nieszczęśników. Krzyczeli straszliwie, miotali się bezradnie, a termity wchodziły im do ust, nosa, oczu, pokrywając całe ciało.
Salomon nie wytrzymał. Jednym z pożeranych był jego kolega z wioski. Porwał swoją pangę, dobiegł do nieszczęśnika i ciął go z całej siły w szyję. Jak mi później opowiadał, cięcie było skuteczne, bo wytrysnęła smuga krwi i po chwili kolega przestał się ruszać.
Chciał to samo zrobić drugiemu, ale nie zdążył. Odciągnięto go do tyłu i tą samą pangą ucięto mu rękę w połowie ramienia, a potem rzucono go nieopodal nieszczęśników, między chwasty, aby termity dokończyły swoje dzieło. Kiedy pozostali dwaj przywiązani do drzewa przestali dawać oznaki życia i zmienieni zostali w termitowe stosy, obserwatorzy rozeszli się.
Salomon po pewnym czasie odzyskał przytomność. Był bardzo słaby, ale żywy. Kikut ramienia bolał straszliwie, ale już nie krwawił. Stracił dużo krwi. Powoli z trudem usiadł. Poczuł wtedy intensywny, gorzki zapach. Leżał w kępie afrykańskiego piołunu, którego zapachu nie znoszą ani mrówki, ani skorpiony. Gdy przestało mu się kręcić w głowie i zniknęły mroczki sprzed oczu, zobaczył pnie czterech drzew z przywiązanymi do nich szkieletami. Termity wyżarły wszystko, pozostawiły jedynie kości. Czaszki chłopców zwisały w dół i „patrzyły” pustymi oczodołami w ziemię.
"Gdziekolwiek jesteś, doktorze…" to pasjonująca relacja z życia zaprzyjaźnionych, początkowo studentów medycyny, później doświadczonych lekarzy. Zapis ich losów, pełnych przygód i emocji, pracy na różnych kontynentach świata, w misji „Lekarze bez Granic”, umiejętnie przez autora napełniony fikcją literacką stanowi fascynującą fabułę książki.
Takiej książki jeszcze na polskim rynku nie było!
Bartosz Sułkowski – mistrz przekraczania wszelkich granic – opisuje swoje podboje na popularnych portalach randkowych.
Postawił sobie za cel zaliczyć sto kobiet przed trzydziestymi urodzinami. Czy mu się to uda? Czy w polskim Internecie jest aż tyle naiwnych kobiet? Na której randce najłatwiej jest odnieść sukces? Jak zręcznie lawirować w zakamarkach kobiecej psychiki?
W tę arcyciekawą, kontrowersyjną i absolutnie niepoprawną politycznie opowieść wplecione są najciekawsze historie z życia autora. Dowiesz się, jak to się robi w Santiago de Chile, jak żyje Michelle w Zambii i co się wyprawia na Kubie. Przez trzy lata Sułkowski przebywał na emigracji w okolicach Londynu, gdzie pracował m.in. przy przeszukiwaniu kobiecych torebek (zwolniony za molestowanie seksualne) oraz w liniach lotniczych (dowiesz się, kim naprawdę są stewardesy…). W brutalny, ale i do bólu szczery sposób przedstawia obraz Polaków w Wielkiej Brytanii.
Lektura bulwersuje, rozśmiesza do łez, gorszy, wzrusza, oburza. Wieczory z tą książką są jak wieczory z Sułkowskim – gorące i pozostające w pamięci do końca życia
Duchowy pamiętnik ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego jest zapisem dziejów duszy młodego człowieka, który miał odwagę kształtować siebie w świetle powołania do świętości i kapłaństwa. Pragnienie świętości dojrzewało w nim poprzez wewnętrzne zmagania, aż pewnego dnia, w siedemnastym roku życia, stało się zasadniczym wyborem, decyzją radykalną na fascynujący program.
Jak podkreślił we wprowadzeniu do pierwszego wydania ks. Józef Augustyn SJ, lektura Pamiętnika może być wielką inspiracją we wzroście ludzkim i duchowym dla wielu: duchownych i świeckich, ludzi młodych i starszych, bez względu na stan oraz miejsce, w którym przeżywamy swoje chrześcijaństwo.
,,Dziennik pokładowy"" to wybór najciekawszych podróżniczych tekstów z blogów Seawolfa, w których dowcip, ironia i szczypta nostalgii wciągają czytelnika bez reszty. Ale tym razem nic o polityce. Bo Seawolf zabiera nas w długą podróż, trochę sentymentalną, ale też pełną niespodzianek i zaskakujących zwrotów akcji. Ta książka to w zasadzie powieść podróżnicza. Są tu chwile grozy z piratami, są momenty skrzące się humorem, szczególnie gdy wycieczkowicze dostarczają obsłudze statku wielu ,,atrakcji"". Jest przyroda, bezkres mórz i oceanów. Są wreszcie ,,Queen Elizabeth II"", ,,Prince Albert 2"", ,,Silver Wind"" i inne znakomite statki, bez których ta przygoda nie miałaby miejsca. Tomasz Mierzwiński pisał bardzo barwnym językiem. Całości dopełniają zamieszczone w ,,Dzienniku pokładowym"" zdjęcia, z których większość pochodzi z prywatnego zbioru autora. Mamy więc unikalną okazję zobaczyć świat z perspektywy ,,Wilka morskiego"", kapitana żeglugi Wielkiej.
Tyrmand warszawski to zbiór felietonów Leopolda Tyrmanda o Warszawie. Teksty te nigdy dotąd nie były wydane w formie książkowej. Autor drukował je głównie w ,,Stolicy"", ale także w ,,Tygodniku Powszechnym"". Leopold Tyrmand powrócił po wojnie do Polski - głównie z miłości do Warszawy. I właśnie ta miłość, z którą się bynajmniej nie krył, jest osnową wszystkich jego tekstów na temat naszej stolicy, takiej jaką była w latach 1946-1953. Okazuje się jednak, że wiele z jego obserwacji aktualnych jest do dziś. Przywołując słowa Autora: ...wszystko, dziejące się poza Warszawą, było niedobre, nudne, niewłaściwe i pozbawione wdzięku. Tak samo wszystko, dziejące się w Warszawie, jest dobre, interesujące, właściwe i pełne czaru i uroku. Przykład - proszę bardzo: gdy w Łodzi pada deszcz w Wielkanocne święta, jest to tylko i wyłącznie winą Łodzi, bo tylko w takim mieście może w Wielkanoc padać deszcz. Gdy natomiast Warszawa ma nad sobą złą pogodę w każde święta, można, a nawet należy to wybaczyć. Bowiem winna jest pogoda, a nie miasto. Na pewno. A zresztą w Warszawie, na Wielkanoc musi być ładnie...
W książce tej jest wszystko, czego można chcieć się dowiedzieć o życiu w socjalizmie. Oczywiście życiu inteligenta. A szczególnie inteligenta Warszawiaka. Na kartach Dziennika 1954 spotkamy Herberta, Jasienicę, Kisiela, Turowicza, by wspomnieć tylko tych, których wspominać warto. Poznajemy też prozę i poezję bytowania młodego pisarza, świetnego obserwatora, znakomitego stylisty, którego wkrótce pozbyto się z Polski na stałe. Nie przypadkiem w tytule tej książki znalazła się data jej powstania. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że Dziennik 1954 jest kroniką określonego czasu, i to czasu jak na dziennik wyjątkowo krótkiego: nie jednego roku nawet, lecz zaledwie jednego kwartału, okresu od 1 stycznia do 2 kwietnia 1954. Stało się tak też dlatego, że w postaci książki dziennik Tyrmanda ukazał się po raz pierwszy po ćwierćwieczu od napisania, w roku 1980 i autor pragnął zaznaczyć ten dystans. Stało się tak wreszcie chyba dlatego, że rok 1954 był w biografii i twórczości Tyrmanda rokiem przełomowym.
Travels with Herodotus records how Kapuscinski set out on his first forays – to India, China and Africa – with the great Greek historian constantly in his pocket. He sees Louis Armstrong in Khartoum, visits Dar-es-Salaam, arrives in Algiers in time for a coup when nothing seems to happen (but he sees the Mediterranean for the first time). At every encounter with a new culture, Kapuscinski plunges in, curious and observant, thirsting to understand its history, its thought, its people. And he reads Herodotus so much that he often feels he is embarking on two journeys – the first his assignment as a reporter, the second following Herodotus’ expeditions.
Gandhi's non-violent struggles against racism, violence, and colonialism in South Africa and India had brought him to such a level of notoriety, adulation that when asked to write an autobiography midway through his career, he took it as an opportunity to explain himself. He feared the enthusiasm for his ideas tended to exceed a deeper understanding of his quest for truth rooted in devotion to God. His attempts to get closer to this divine power led him to seek purity through simple living, dietary practices, celibacy, and a life without violence. This is not a straightforward narrative biography, in The Story of My Experiments with Truth, Gandhi offers his life story as a reference for those who would follow in his footsteps.
Maria Izabela Karpowicz ma 62 lata. W 1974 roku ukończyła Wydział Poligrafii na Politechnice Warszawskiej. W wieku 39 lat zachorowała na SM, rok później wykryto u niej nowotwór. Postanowiła podzielić się swoimi przeżyciami z innymi chorymi. Chce pokazać, że świat nie zamknął się przed nią z chwilą ogłoszenia wyroku ma pani stwardnienie rozsiane czy też ma pani nowotwór złośliwy. Nadal żyje pełnią życia. W przerwach między leczeniem zwiedziła Stany Zjednoczone, Rygę, Pragę, Dortmund, Paryż, Rzym, Barcelonę i Londyn. Jej kolejne podróże świadczą o chęci realizowania swoich marzeń. Jak mówi Pani Maria: Najważniejsza jest chęć do działania.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?