KATEGORIE

Kategorie

Okładka książki Ołówek - Katarzyna Rosicka-Jaczyńska

Ołówek - Katarzyna Rosicka-Jaczyńska

  • Autor: Katarzyna Rosicka-Jaczyńska
  • ISBN: 9788362752478
  • EAN: 9788362752478
  • Oprawa: Miękka
  • Wydawca: Poligraf
  • Format: 14.5x21.0cm
  • Język: polski
  • Liczba stron: 298
  • Rok wydania: 2018
  • Wysyłamy w ciągu: niedostępny
  • Brak ocen
  • 23,52

     zł

    32,00 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Wpisz e-mail, jeśli chcesz otrzymać powiadomienie o dostępności produktu
x

Katarzyna Rosicka-Jaczyńska - Urodzona w ciepły majowy poranek, zaczęła oddychać dopiero po silnym klapsie w tyłeczek…
Szkoła nie zostawiła właściwie żadnych wspomnień, za którymi by tęskniła… W liceum chłopcy odkryli jej urodę, a ona w sobie zdolności przywódcze i nieumiejętność podporządkowania się zakazom, rozkazom, nakazom, autorytetom…
Na Warszawskim Uniwersytecie, pośród zgiełku akademiku, dyskotek, kawiarnianych spotkań wolna od szkolnych ograniczeń wreszcie pokochała naukę, na którą rzuciła się jak wygłodniałe zwierzę… Wegetarianka z wyboru, nie pijąca, nie paląca, była w gronie studenckiej braci duszą towarzystwa… Leszek, magister prawa, został jej mężem i ojcem trójki dzieci…
Po pięciu latach niańczenia maluchów w cieple domowego ogniska, rzuciła się w wir pracy… Została bizneswomen…
Kiedy jej firma Ars-media odnosiła spektakularne sukcesy gwałtownie zachorowała… Po trzech latach dostała diagnozę… choruje na SLA – śmiertelną, nieuleczalną chorobę… I tutaj powinna się kończyć historia jej życia…, a ona właśnie teraz dopiero się zaczyna… „Zamknęłam oczy i w marzeniach i realnym świecie.
– Boże - wyszeptałam – jeżeli kiedykolwiek będziesz chciał mnie uzdrowić, obiecuję, że docenię najmniejszy okruszek podarowanego mi życia.” – doceniać każdą chwilę życia, bo jutra może nie być – to chyba najważniejsze przesłanie „Ołówka” .


Fragment Książki Ołówek

Wstęp pierwszy - do ludzi

Dzisiaj całuje mnie tylko osiemdziesięciodwuletnia ciocia. Jeszcze sześć lat temu całowałam się jak szalona z nowym facetem w moim życiu. Miałam czterdzieści lat, wyglądałam na trzydzieści, czułam się na dwadzieścia parę. Nie byłam piękna, ale znałam siłę swojej kobiecości i bezwzględnie ją wykorzystywałam. Czułam się przede wszystkim kobietą, później właścicielką znanej agencji modelek, na samym końcu matką trójki dzieci. Byłam samodzielna, niezależna, podziwiana. Miałam duże mieszkanie, gosposię zajmującą się dziećmi i domem, dobry samochód, pomarszczonego psa i wakacje za granicą. Dzieci chodziły do prywatnej szkoły, na basen i zajęcia tenisa, uczyły się dwóch języków. Rok wcześniej pozbyłam się z domu faceta bezskutecznie próbującego zastąpić dzieciom ojca, a mnie męża, od którego uwolniłam się z kolei parę lat wcześniej. Od trzech lat byłam szaleńczo zakochana, z wzajemnością, w jednym ze stu najbogatszych Polaków. Oczywiście był żonaty, tajemniczy i niespotykanie inteligentny. Nie wiem, czy bardziej kochałam jego ciało czy mózg, wiem, że nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa i równocześnie obolała.
Właściwie nie wiem, o czym chcę pisać, czuję tylko, że jeżeli nie wyrzucę z siebie emocji, rozsadzą mi głowę i serce. Czasem myślę, że z perspektywy wózka inwalidzkiego stać mnie jedynie na napisanie nudnego kazania umoralniającego zdrowych ludzi. Czasami czuje, że mogę przekazać swoje najbardziej osobiste przeżycia, doświadczenia i myśli, tworząc mądrą i wrażliwą książkę. Kiedyś łysy profesor filologii klasycznej, wymownie wskazując na siebie i stukając palcem w mój indeks, powiedział, że moimi włosami mogłabym obdzielić kilku łysych. Może napiszę tandetną telenowelę, bo tak jak moimi włosami nadal mogę obdzielić łysych, tak moim losem mogę obdarzyć paru nudziarzy. Jeżeli wytrwam i napiszę historię mojego życia, to będzie tak samo nierówna jak ja, pogmatwana jak moje myśli, porwana jak moje wspomnienia, ale na pewno prawdziwa. Paulo Coelho napisał w „Alchemiku", że każdy w życiu musi odnaleźć swoją legendę i za nią podążać. Podobno dziecko bardzo dokładnie wie, jakie jest jego przeznaczenie, zna własną legendę, dopiero oczekiwania rodziców, wyobrażenia dziadków, uwagi nauczycieli czy kolegów zaciemniają obraz. Wbrew własnym przeczuciom, wychowaniu, wygłaszanym poglądom, wbrew wszystkiemu, co miałam i kochałam, pewnego dnia porzuciłam drogę mojego przeznaczenia. Porzuciłam wszystko, w co wierzyłam, dla coraz większych emocji i coraz silniejszych doznań. Pracowałam nie po to, żeby zarabiać na utrzymanie domu, ale żeby czuć adrenalinę kolejnych wyzwań. Jechałam samochodem, nawet odwożąc dzieci do szkoły, nie po to, żeby dojechać, ale żeby jechać. Kochałam tym mocniej, im więcej było bólu, niepewności i nienormalności. Jeżeli przez chwilę było spokojnie, robiłam wszystko, żeby życie nabrało przyspieszenia. Moi pracownicy, znajomi, a przede wszystkim faceci mówili, że nie mogą za mną nadążyć. Byłam nieprzewidywalna dla innych i dla siebie. Moja ciocia, ta sama, która dziś jako jedyna mnie całuje, z niezadowoleniem powtarzała: „Z tego nie będzie nic dobrego". No... i wykrakała. Dzisiaj tkwię w bezczasie, bezruchu i bezrobociu. Jestem nieuleczalnie chora. Stopniowo traciłam pracę, pieniądze, urodę, przyjaciół, wreszcie dzieci, aż zaskoczona i przerażona chorobą zamknęłam się w swoim własnym świecie. Zmęczona obojętnością najbliższych przestałam prosić, żeby mnie dostrzegali, a oni zaczęli mnie traktować jak mebel, ciężką szafę, której nie da się przesunąć. I tak oto utknęłam w wózku inwalidzkim na środku dywanu w moim pokoju. Dostaję jeść, jestem myta, czesana i... to wszystko. Przekonuję siebie, że nie powinnam narzekać, bo inni mają gorzej. Zawsze może być jeszcze gorzej, tylko... gdzie jest koniec tego gorzej...?

Chciałabym wykrzyczeć wszystkim „chorym", żeby nigdy się nie poddawali, nie pozwalali się poniżać i nie dawali sobie wmówić, że są nic niewarci. Najgorsze w chorobie jest przeświadczenie, że już niewiele można zrobić, że nie wypada niczego od życia oczekiwać, że jest się osobą gorszą, niewartą miłości i uwagi. Nie pozwalajmy na odbieranie nam godności istoty żywej, czującej i myślącej. Wszystkim „zdrowym" chciałabym przypomnieć, żeby doceniali i byli prawdziwie wdzięczni za każdy krok, gest, oddech, bo jutro może wyglądać zupełnie inaczej. Życie jest cudem zawsze. Jeżeli przestanę myśleć, że mam prawo po prostu żyć i cieszyć się życiem, jeżeli pozwolę zamknąć się w domu, przykuć do wózka - symbolu mojej niemocy, już nigdy nie zobaczę słońca i rozgwieżdżonego nocą nieba. A ja chcę jeszcze poczuć zapach egzotycznego morza, wiatr od Himalajów, smak innego jedzenia. Jeśli nadal mam życie, chcę żyć!

Wstęp drugi - do Boga

Jestem na pustyni. Ty siedziałeś tam czterdzieści dni, żeby usłyszeć Boga. Mnie się wydaje, że przebywam na tym pustkowiu nieskończenie długo. Wiem, że dla Ciebie czas nie ma znaczenia, ale dla mnie ma. Mijają lata, a ja jestem coraz bardziej zagrzebana w piasku. Wołam Cię i odpowiada mi cisza. Jestem tak bardzo zmęczona, czuję się tak szaleńczo samotna, tak niezwykle opuszczona. Utknęłam na samym środku pustyni i obojętnie, w którą stronę pójdę, mam jednakowo daleko. Szłam drogą próśb, zalewałam się łzami, modliłam żarliwie, modliłam bezmyślnie wyuczonymi zdaniami, próbowałam spokojnie przedstawić swoje argumenty, krzyczałam, może nawet bluźniłam, na pewno próbowałam Cię szantażować. Myślę, że nie traktujesz mnie poważnie, że moje sposoby na to, żebyś mnie wreszcie usłyszał, odbierasz jak sztuczki małego dziecka, które chce od ojca wyłudzić zabawkę. Przecież mówisz, że mnie kochasz, że jeżeli będę prosiła, to dasz, że jeżeli będę pukała, to otworzysz. Od tak dawna dobijam się, a Ty nawet nie zapaliłeś światła przed domem, żeby było mi raźniej. Stoję tam jeszcze, mając nadzieję, że mnie usłyszysz. Każesz mieć wiarę, choć wiem, że możesz działać niezależnie od wielkości mojej wiary. Nie byłbyś Bogiem, gdybyś był od czegokolwiek uzależniony. Po co te gierki, po co ta cała cholerna nadzieja, która sprawia, że kolejny raz Ci ufam i oczekuję Twojej obecności? Przyprowadziłeś mnie do siebie swoimi boskimi metodami, szłam jak po sznurku prosto w Twoje ramiona. Co takiego zrobiłam, że mnie zostawiłeś zupełnie simą? Dlaczego Cię nie słyszę, nie widzę, nie czuję? Przecież się staram, musisz to widzieć. Próbuję odgadnąć, czego oczekujesz ode mnie, ale wiesz sam, że nie jest łatwo odgadnąć boskie zamiary. Każdy psycholog mówi, że najważniejsza jest rozmowa między rodzicami a dziećmi, wtedy można rozwiązać każdy problem. Dlaczego nie chcesz ze mną porozmawiać?! Chociaż mnie wysłuchaj! Jeśli nadal dajesz mi życie, daj żyć!


Uwaga!!!
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?
TAK
NIE
Oczekiwanie na odpowiedź
Wybierz wariant produktu
Dodaj do koszyka
Anuluj