Biografia Charlotte Brontë pióra angielskiej powieściopisarki Elizabeth Cleghorn Gaskell należy w do klasyki światowej literatury. Zachwyca czytelników Charlotte, Emily i Anne Brontë, stanowiąc naturalne dopełnienie ich powieści, ponadto wciąż pozostaje głównym punktem odniesienia dla tych, którzy chcieliby poznać życie tej niezwykłej pisarskiej rodziny. Tak jest ponieważ Biografia Charlotte Brontë opowiada losy wielkiej pisarki, jej sióstr i brata, słowami jej listów, słowami jej ojca oraz przyjaciół, a należała do nich również Elizabeth Gaskell. Książka ukazała się 25 marca 1857 roku, w drugą rocznicą śmierci Charlotte Brontë. W tym czasie sława jej i jej sióstr była już dawno ugruntowana po obu stronach Atlantyku. Wszystko zaczęło się dziesięć lat wcześniej, kiedy to jesienią 1847 roku ukazała się pierwsza z powieści sygnowanych pseudonimem Currer Bell - Jane Eyre. Niebywała popularność tego dzieła z miejsca uczyniła z autorki, której prawdziwe nazwisko nie było znane wówczas nawet wydawcy, ,,jedną z największych znakomitości, trzymającą w małych rączkach potężną dźwignię, którą wprowadzała cały świat literacki w drżenie"". Jednak Brontë, dla której ten nieoczekiwany sukces był spełnieniem marzeń, wzbraniała się przed ujawnieniem tożsamości. Wolała przeżywać swoje uniesienia w ukryciu, z dala od londyńskiej socjety, która jej wyglądała. Jedyne, na co się w owym czasie zdobyła, to przyznanie się ojcu i przyjaciółce do tego, że napisała powieść...
Dwudziestojednoletnia Kylie Bisutti olśniła branżę mody i świat, gdy zamiast sławy i bogactwa wybrała wiarę. Porzuciła karierę przynoszącą wiele milionów dolarów zysku i najbardziej prestiżowy tytuł w świecie mody - tytuł Anioła Victoria’s Secret.
W książce Nie jestem Aniołem Kylie przedstawia swoją historię kariery. Opowiada o tym, jak – będąc nastolatką – przedzierała się przez morderczy świat mody, jak wygrała konkurs na Anioła Wybiegu Victoria’s Secret oraz dzieli się przeżytymi rozczarowaniami i doznawanymi rozterkami duchowymi. Opisuje także swoje nawrócenie – niezwykłą chwilę, w której uświadomiła sobie, że nie może dłużej godzić kariery modelki z wiarą chrześcijańską. Postanowiła więc zrezygnować z życia w świetle jupiterów i poświęcić się głoszeniu prawdy o znaczeniu skromności i wewnętrznego piękna.
Kylie odkrywa tajemnice brutalnego świata mody. Przedstawia swoje zmagania z brakiem poczucia własnej wartości i nieustannym poszukiwaniem aprobaty w świecie, w którym nigdy nie jest się wystarczająco szczupłym, pięknym i seksownym. Sama odkrywa i pomaga czytelnikom zrozumieć, że…
Poruszająca historia człowieka, który tak wiele wygrał, ale jeszcze więcej przegrał. Andrzej Iwan z przejmującą szczerością opowiada o uzależnieniach od alkoholu, hazardu, a nawet o próbach samobójczych. Tłem dla jego historii pozostaje piłka nożna - widziana od środka, oczami wybitnego zawodnika, reprezentanta Polski w finałach mistrzostw świata w 1978 i 1982 roku. Iwan oddaje klimat czasów komuny, przedstawia życie całego pokolenia zawodników, których do tej pory - poza nielicznymi wyjątkami - widzieliśmy jako idealnych herosów. Jest to książka, przy której czytelnik wielokrotnie powinien się roześmiać - i to na głos, ale też kilka razy zapłakać. Iwan dzięki fotograficznej pamięci oddaje szczegóły zdarzeń sprzed dwudziestu czy trzydziestu lat, odkłamuje historię polskiego futbolu, rzuca nowe światło na największe piłkarskie nazwiska, ale przede wszystkim ukazuje zawodników jako zwykłych ludzi - z poplątanymi losami, lękami, fobiami, problemami czy chorobami, często niestety śmiertelnymi. Opisuje to wszystko, czego zwykli ludzie nie mieli szans zobaczyć - opisuje, co dzieje się, gdy gasną jupitery, a noc jest jeszcze młoda. - To nie będzie książka o triumfach, chociaż i one się zdarzały. Więcej znajdziecie tu upadków, bo moje życie naznaczone jest upadkami, po których nieporadnie próbowałem się pozbierać. Ale będzie to też książka z moim prywatnym happy-endem: dziś, kiedy patrzę w przeszłość, wiem jedno - mogło być gorzej. Upadałem, ale stoję. Tutaj, przed wami. Stoję, odarty z tajemnic, obnażony, żebyście mnie wszyscy usłyszeli. Opowiem historię - swoją, swoich przyjaciół, swojej rodziny, swojego miasta, historię naszej piłki też. Może ku przestrodze, może dla samego siebie, dla pewnego oczyszczenia, dla wyrzucenia na zewnątrz tego całego syfu, który noszę w sobie. A może też dla rozrywki? Może ktoś z was po prostu się uśmiechnie? Dużo widziałem, bardzo dużo. Jeśli byliście kiedyś w wesołym miasteczku, a na pewno byliście, wyobraźcie sobie największy możliwy roller-coaster. Z nieba aż do piekła, i nie do końca z powrotem. Tak właśnie wyglądało moje pieprzone życie. Roller-coaster, bez pasów i po torach, które gwarantowały mnóstwo adrenaliny, ale w gruncie rzeczy prowadziły krętą drogą donikąd - napisał we wstępie.
Dziedzictwo Orła Białego to fascynujšca, prawdziwa historia Juliana E. Kulskiego, młodego żołnierza podziemia i bohatera Powstania Warszawskiego, który dzięki ogromnej pasji, inteligencji oraz darowi nawiązywania przyjaźni stał się jednym z czołowych architektów Ameryki. Jako konsultant Banku Światowego odwiedzał najodleglejsze zakątki świata, spotykał na swej drodze królów, szejków i prezydentów. Jako człowiek o nieposkromionej energii przyciągał niesamowite zdarzenia i intrygujące okoliczności, wierząc jednak w przeznaczenie, o czym w pasjonujący sposób opowiada w swojej książce. Arcybogaty i sensacyjny życiorys zilustrowany licznymi fotografiami jest materiałem na kilka filmów (i książek!). Ale jedno ŻYCIE! Książka została poprzedzona przedmową Jana Nowaka-Jeziorańskiego.
Dziedzictwo Orła Białego to fascynująca, prawdziwa historia Juliana E. Kulskiego, młodego żołnierza podziemia i bohatera Powstania Warszawskiego, który dzięki ogromnej pasji, inteligencji oraz darowi nawiązywania przyjaźni stał się jednym z czołowych architektów Ameryki. Jako konsultant Banku Światowego odwiedzał najodleglejsze zakątki świata, spotykał na swej drodze królów, szejków i prezydentów. Jako człowiek o nieposkromionej energii przyciągał niesamowite zdarzenia i intrygujące okoliczności, wierząc jednak w przeznaczenie, o czym w pasjonujący sposób opowiada w swojej książce. Arcybogaty i sensacyjny życiorys zilustrowany licznymi fotografiami jest materiałem na kilka filmów (i książek!). Ale jedno ŻYCIE! Książka została poprzedzona przedmową Jana Nowaka-Jeziorańskiego.
Czy spełniłeś swoje marzenia z dzieciństwa? To miał być zwykły, pożegnalny wykład nieznanego szerzej profesora kończącego pracę na prestiżowym amerykańskim uniwersytecie Carnegie Mellon w Pittsburghu. I pewnie przemówienie zapamiętałaby jedynie grupka najwierniejszych studentów, gdyby nie to, że zostało ono umieszczone w internecie. Ostatni wykład pod tytułem ""Jak spełniłem swoje marzenia z dzieciństwa"" błyskawicznie stał się jednym z najchętniej oglądanych nagrań w serwisie YouTube. Bo wykład, który uczynił ze skromnego specjalisty od programów komputerowych osobę znaną i podziwianą, nie był jednak całkiem zwykły - pisze Renata Kim, publicystka Dziennika.
Rzecz o górach, wspinaczce, towarzyszących jej sytuacjach absurdalno-ekstremalnych, o naturze ludzkiej, o głupocie i błędach młodości, o ambicji, uporze i strachu... Napisane lekkim piórem, błyskotliwie i z humorem, inteligentnie, ale bez patosu.,,W ciągu tych kilkunastu lat ,,Zwoje: to zaledwie czwarta polska książka w tej serii. Nijakość jakaś wokół nas - zresztą nie tylko w literackim sensie. I miło jest, gdy coś/ktoś się znienacka objawi... "" Stanisław Pisarek
W mglisty poranek Hape Kerkeling - znany niemiecki komik, zaprzysięgły piecuch - wyrusza w drogę. Czeka go sześć tygodni marszu legendarnym Szlakiem Jakubowym, przez ośnieżone szczyty Pirenejów, Kraj Basków, Nawarrę... Sam na sam ze sobą i jedenastokilogramowym plecakiem zmierza do grobu apostoła Jakuba. Z humorem i wyjątkowym zmysłem dostrzegania tego, co szczególne, Kerkeling opisuje swoje przeżycia. Poznaje zarówno tubylców, jak i współczesnych pątników. Doświadcza samotności i ciszy, wycieńczenia i wątpliwości, ale również gotowości do niesienia pomocy. Zawiera przyjaźnie, przeżywa chwile wynagradzające wszystkie wyrzeczenia i na swój sposób odkrywa zaskakującą bliskość Boga.
W Niemczech sprzedano ponad 2 000 000 egzemplarzy tej książki!
Fragment książki Na szlaku do Composteli
18 czerwca 2001 - Santo Domingo de la Calzada
Jest czwarta nad ranem. Dotychczas nie zmrużyłem oka. Wszystko mnie swędzi, chyba coś mnie pogryzło.
Chociaż skrupulatna zakonnica wie teraz, ile owieczek ma pod opieką, i prawdopodobne smacznie śpi, to jednak jagnię w łóżku numer siedem nie może zasnąć od czasu wieczornej odliczanki, tym bardziej że w pokoju wciąż jest za jasno. Wszystko jest, jak by to powiedzieć, ...syfiaste. Trudno spać w jednym pokoju z siedmioma lokatorami i słyszeć pięćdziesiąt innych osób w pozostałych salach, a jeszcze trudniej czuć ich obecność i zapachy. Na domiar złego moje łóżko stoi tuż przy drzwiach jedynej toalety. Koszmar. Co pięć minut ktoś idzie do klopa i bez przerwy rozlega się łoskot spuszczanej wody. Albo ktoś chrapie, albo wzdycha z braku powietrza, albo mówi przez sen. A jakże - „intensywne spotkanie w schronisku dla pielgrzymów", jak ujmuje to eufemistycznie mój przewodnik.
Mam wrażenie, że wyczuwam dusze innych ludzi, ich troski, pragnienia, tęsknoty. To prawdziwa katorga, jeśli chce się po prostu spać. Nie mam pojęcia, jak się przed tym obronić! Jestem zbyt otwarty!
Schroniska pielgrzymkowe powstały z myślą o tych, którzy nie mają pieniędzy. Dla tych, którzy są kompletnie bez grosza.
To najtańsza możliwość spędzenia urlopu, bo takie noclegi nic nie kosztują. Moja babcia zawsze mawiała: „Darmocha to chłam".
Na dodatek zrobiło się zimno! Chyba postradałem zmysły, decydując się na taki nocleg. Ileż ja mam lat? Piętnaście? Przecież nawet jeszcze w szkole nie cierpiałem schronisk młodzieżowych.
Niby czemu dwadzieścia lat później miałoby to być fantastycznym przeżyciem? Ta ciasnota! Te łazienki! No i pokoje... czy raczej klitki. Szkoda słów. Nie muszę tarzać się w grzybicy innych ludzi, żeby doznać olśnienia! Chociaż podobno grzybica świeci w podczerwieni!
Koniec z tym! Mogę pozwolić sobie na płatny nocleg, więc odtąd znowu będę sypiał w hotelach. Nie potrafię i nie chcę udawać biedaka. Hans Peter, bądź sobą! Ten gość tutaj to nie ty!
Ponieważ i tak nie ma szans na sen, wstaję i pakuję swoje manatki. Annę, jako jedna z niewielu, smacznie śpi. Wychodzę więc bez pożegnania. Wkrótce na pewno wzejdzie słońce. Pośpiesznie przemierzam pokręcony labirynt klasztornych korytarzy i otwieram wielką furtę, która prowadzi do murowanego łącznika do miasta. Bezmyślnie pozwalam na to, by drzwi za mną się zatrzasnęły, i stoję w ponurym tunelu, który 2 jednej strony kończy się drewnianymi wrotami wychodzącymi na ulicę, a z drugiej żelazną furtą wiodącą do klasztornego °grodu. Obydwie bramy są zamknięte na amen. No, jasne, przecież to hiszpański konwent sióstr zakonnych! Również droga powrotna do budynku jest odcięta, bo zamek można otworzyć tylko od środka. Utknąłem w klasztornych murach! A od ulicy dzieli mnie tylko jeden krok.
Miejmy nadzieje, że mniszki to ranne ptaszki. Siedem bitych godzin w łóżku bez zmrużenia oka. Czuję się, jakby wyjęli mnie z wyżymaczki. Cholera jasna!
Nie będę już nigdy nocował w klasztorze ani na podłodze; chyba że nie będzie innej możliwości! Wolę już czuwać lub zdrzemnąć się gdzieś na ławce. Nie wierzę, że Shirley MacLaine spędziła chociaż jedną noc w takim refugio. A jeśli tak, to naprawdę jest szurnięta! Chcę stąd wyjść! Naprzeciwko jest przemiły pensjonat, od którego dzieli mnie tylko pięć metrów.
Kiedy, na miłość boską, otwierają ten klasztor? Koszmar. Zupełnie jak więzienie! Zobaczymy, ile jeszcze będę siedział w tym przedsionku raju. Ani nie jestem w środku, ani na ze-
wnątrz. Zwyczajnie utknąłem. Tym razem dosłownie. Marznę tak upojne dwie godziny.
Punkt szósta jedna z zakonnic wybawia mnie z opresji i wypuszcza na wolność. Ja jednak nie mknę w siną dal, tylko idę wprost do pobliskiego pensjonatu. Tam wykończony padam na świeżo zasłane, czyściutkie, bielusieńkie łóżko i śpię kamiennym snem do jedenastej.
Gdy otwieram oczy, słońce stoi już bardzo wysoko i praży niemiłosiernie. Postanawiam odpocząć jeden dzień w Santo Domingo. Dalszy marsz w tej spiekocie i tak byłby szaleństwem. Włóczę się więc beztrosko cienistymi zaułkami tego cudownego hiszpańskiego miasta i trochę żałuję, że nie mogłem porządnie pożegnać się z Annę.
Nagle w oknie wystawowym jakiejś apteki dostrzegam przypadkiem swoje odbicie. Parskam śmiechem. Niezłe dziwadło! Chude, zarośnięte indywiduum w wyświechtanej, brudnej czapeczce. Nic dziwnego, że Annę się mnie boi! Muszę sobie zaraz kupić nowy kapelusz!
Szukam więc odpowiedniego sklepu i wreszcie znajduję go na obrzeżu starówki. Sympatyczny, żwawy staruszek sprawia takie wrażenie, jakby za szklaną ladą swego wielobranżowego salonu czekał na mnie od lat. Po krótkiej rozmowie natychmiast przystępuje do mierzenia mojej głowy. Nietypowy rozmiar nie pozostawia mi zbyt wielkiego wyboru i po krótkiej naradzie ze sprzedawcą wybieramy zielony bawełniany kapelusz z szerokim rondem.
Gdy decyduję się wyjść stąd już w nowym nakryciu głowy, sklepikarz zaskakuje mnie pytaniem:
- Czy mógłbym zatrzymać pański stary kapelusz? I tak nie będzie pan przecież go już nosić.
Prośba wydaje mi się wprawdzie dziwna, ale skoro nalega... Muszę jednak najpierw zaspokoić ciekawość:
- Co pan zamierza z nim zrobić?
Trochę zażenowany spogląda w sufit:
- Ach, wie pan, zbieram znoszone kapelusze pielgrzymów! Szczęka mi opada, gdy podążam za jego wzrokiem: Nad
nami wisi około setki starych czapek i kapeluszy. Sprzedawca podaje mi flamaster:
- Musiałby go pan podpisać... z datą. W przeciwnym razie będzie bezwartościowy. Ma pan coś przeciwko temu?
Umieszczam więc autograf i datę na swojej spłowialej ba-seballówce, nie mogąc powstrzymać się od komentarza:
- Może uzna pan to za szpanerstwo, ale... to nie pierwszy autograf, jaki daję. W Niemczech jestem postrzegany jako... hm.... gwiazda, to zbyt wiele powiedziane, ale...
- Pan jest znany? To wspaniale. Dzięki temu moja kolekcja będzie jeszcze bardziej wartościowa! - Natychmiast dokonuje dokładnych oględzin nowego eksponatu i jak mały chłopiec cieszy się z czytelności mojego charakteru pisma! - Będę to pokazywać wszystkim Niemcom. Ta czapeczka zawiśnie na honorowym miejscu!
A ponieważ handluje nie tylko kapeluszami, lecz także kosmetykami, daje mi w prezencie dwie tubki kremu Yves Rocher i żegna mnie słowami:
- To zabawne, że wszyscy Niemcy mają tak wielkie głowy jak pan. Za dużo, za dużo myślicie!
I ma rację. Ta przeklęta myśląca maszyna, która bez przerwy usiłuje kontrolować żołądek i serce.
Spróbuję teraz wyłączyć głowę. Pstryk i już. Pójdę do katedry i zaczekam na pianie koguta. Stop, szlaban na myślenie. Dzisiaj liczy się tylko serce!
Podczas mszy w katedrze podobnie jak inni pielgrzymi całuję relikwię świętego Hieronima; nie mam pojęcia, po co. Dziś przecież nie myślę.
Hiszpanie potrafią celebrować mszę! Ale kogut znów milczy jak zaklęty!
Wciąż ciągnie mnie do kościołów, oczywiście również dlatego, że to jedyne chłodne miejsca - żadna klimatyzacja nie może się z nimi równać. Podczas mszy szlifuję przy okazji swój hiszpański; nawet jeśli nie wszystko rozumiem - do czego nota bene niechętnie się przyznaję - wizyta w świątyni działa na mnie krzepiąco.
W drodze powrotnej do hotelu nagle słyszę głośny klakson. Obok mnie zatrzymuje się samochód. To sprzedawca kapeluszy zaprasza mnie do swojej hacjendy na butelkę wina no/a. Serce mi się raduje: chętnie bym z nim pojechał. Ale taka biesiada oznaczać może długą noc, a ja chcę jutro rano wyruszyć dalej. Dziękuję więc za zaproszenie i uprzejmie odmawiam.
Trochę rozczarowany sklepikarz odjeżdża, tymczasem ja wkurzam się na siebie: Dlaczego z nim nie pojechałem? Przecież miałem na to ochotę. Znowu w podjęciu decyzji przeważyła durna głowa!
Mały plac katedralny jest najpiękniejszym zakątkiem w mieście. Siadam więc na schodach ratusza naprzeciwko świątyni i obserwuję wieczorną krzątaninę gołębi. Wśród nich rzuca mi się w oczy jednonogi, śnieżnobiały osobnik, który z powodu kalectwa nie nadąża za pierzastymi kolegami. Porusza się niezdarnie, ale zarazem tchnie - o ile to w przypadku ptaka w ogóle możliwe - dumą i dostojeństwem. Jestem pod wrażeniem. W pobliskiej piekarni kupuję trochę chleba i ostrożnie próbuję nawiązać z nim kontakt. Podczas gdy pozostałe gołębie płochliwie przede mną uciekają, biały inwalida podchodzi coraz bliżej, aż wreszcie je mi z ręki.
Potem syty radośnie grucha. Dobrze wiedział, że jeśli minio kalectwa chce przeżyć, nie pozostaje mu nic innego, jak zbliżyć się do niebezpiecznie wyglądającej wielkiej istoty. Dzielny gołąb. Wmawiam sobie, że wzbudził podziw i zazdrość wśród swoich kompanów.
Mój wszechwiedzący przewodnik mówi, że pielgrzymka tym szlakiem to droga ku oświeceniu.
Ja jednak jestem przekonany, że to droga bez gwarancji takiego oświecenia. Tak samo jak urlop nie daje gwarancji odpoczynku. Owszem, nie robię sobie zbyt wielkich nadziei, ale oświecenie nie byłoby takie złe! Cokolwiek by to oznaczało!
Wyobrażam sobie oświecenie jako bramę, przez którą trzeba przejść. Prawdopodobnie nie wolno się jej bać, a jednocześnie nie powinno się jej chcieć przekroczyć za wszelką cenę. Może im obojętniej się te podwoje mija, tym szybciej i łatwiej dokonuje się oświecenie?
Lepiej nie tęsknić za tym, co znajduje się za bramą, i nie nienawidzić tego, co jest przed nią. To nieistotne. Może radość życia to właśnie obojętność? Żadnych oczekiwań, żadnych obaw.
Obawy prowadzą do rozczarowań. Rozczarowania budzą obawy, a obawy to kolejne oczekiwania. Nadzieja powoduje strach, strach zaś rodzi nadzieję. Obojętność? Hm, filozofii mi się na starość zachciało...
Obejrzałem na mapie jutrzejszą trasę. Nie powinna być zbyt męcząca. Zajmie około siedmiu i pół godziny.
Konkluzja dnia:
Otwórz serce i ucałuj dzień!
,,Nie było mnie przy moich pierwszych narodzinach. Moje ciało przyszło na świat 26 lipca 1937 roku w Bordeaux. Tak mi powiedziano. Jestem zmuszony w to wierzyć - sam nie mam z tamtych chwil żadnych wspomnień.Pamiętam za to swoje drugie narodziny. Pewnej nocy obudziłem się, a moje łóżko otaczali uzbrojeni mężczyźni. Przyszli po mnie, chcieli mnie zabić. Tamtej nocy rozpoczęła się moja historia"".Boris CyrulnikBoris Cyrulnik po raz pierwszy zdecydował się opowiedzieć tę wstrząsającą historię. Talent pisarza przywołuje emocje ocalonego. To książka o tym, jak społeczny obraz tragedii konstruuje indywidualne wspomnienia. I o tym, jak sięganie pamięcią do złamanego przez wojnę dzieciństwa pomaga przekroczyć cierpienie i odpowiedzieć na wołanie życia.Niezwykła, przejmująca opowieść, która odbije się echem w każdym z nas.
Autoportret Marka Hłaski i jedna z najbardziej zakręconych powieści o PRL-u. Nawet esbecy szukający haków na Marka Hłaskę czytali ,,Pięknych dwudziestoletnich"" jak autobiografię. Wybrali wszystkie przestępcze czyny, które sobie przypisał, i wysłali tę litanię do Komendy Wojewódzkiej MO we Wrocławiu. Milicjanci nie znaleźli jednak żadnych śladów przestępczej działalności młodego pisarza.
Autorka ze swadą pisze o swoich hazardowych (lecz nie tylko takich...) doświadczeniach. Dowiadujemy się, jakie automaty znaleźć można było niegdyś w kasynach, które odwiedzała, jakie są zasady równych gier popularnych w jaskiniach hazardu, jakie perypetie przydarzają się grającym i jak pogodzić się ze zmiennymi humorami dobrej passy. Ruletka, blackjack, poker (ale i bingo czy kości) - a do tego masa dygresji, zabawnych anegdot i obserwacji na temat ludzkiej natury.
Rozdzierająca serce, przerażająca prawdziwa historia chłopca torturowanego przez matkę, braci i otoczenie.
A świat pozostał niemy.
To niemożliwe, żeby matka mogła tak znęcać się nad własnym dzieckiem…
A jednak to zdarzyło się naprawdę.
Kiedy Joe był mały, tata chronił go przed okrucieństwem matki, która biła go, wyzywała, raz przytknęła mu gorące żelazko do ręki, raz chciała wyrzucić go przez okno…
Kiedy Joe miał pięć lat, ukochany ojciec zginął w płomieniach na jego oczach. I Joe stracił mowę.
Odtąd matka mogła już być bezkarna...
Kazała mu spać na podłodze w pokoju sadystycznych braci,jeść pod stołem resztki z podłogi.
Niebawem wtrąciła go do ciemnej, zimnej, cuchnącej piwnicy.
Głodny, niemyty i codziennie bity przez matkę spędził tam trzy lata…
Kiedy miał siedem lat, pojawił się przyjaciel matki.
Mężczyzna gwałcił chłopca na oczach matki.
Chłopiec krwawił, cierpiał, ale nie mógł nie tylko mówić,ale nawet krzyczeć.
Ale najgorsze miało dopiero nastąpić…
Ta wstrząsająca historia niesie pomimo wszystko nadzieję:katowany, molestowany chłopiec znalazł siłę, by przezwyciężyć niemożliwą wręcz podłość i obojętność ludzii odzyskał mowę. Teraz mówi w imieniu dzieci
wykorzystywanych seksualnie, prowadząc własną fundację.
Najgłośniejsza i najbardziej wstrząsająca autobiografia 2012 w Wielkiej Brytanii - bestseller nr 1
Blisko 25 000 egrzeplarzy sprzedanych w Polsce
Seks 30 razy na dobę przez 7 dni w tygodniu…
Ukochany zaprosił ją do Włoch. Tam zmusił ją do prostytucji.
- Właśnie po to tu jesteś – powiedział wyraźnie, jakby tłumaczył coś dziecku opóźnionemu w rozwoju. – Żeby pomóc mi spłacić ten dług. Znajdę ci miejsce do pracy – na ulicy. Chyba każdy chętnie by się tak poświęcił dla kogoś, kogo kocha.
Sophie miała dwadzieścia cztery lata, kiedy pojechała do Włoch odwiedzić chłopaka – swojego dobrego przyjaciela. Spędzili razem romantyczny weekend i Sophie uwierzyła, że to miłość jej życia.
Ale kiedy powiedziała, że musi wracać do Anglii, wszystko się zmieniło. Uroczy i troskliwy Kas pokazał swoją prawdziwą twarz: brutalną i cyniczną. I poinformował ją, że będzie dla niego pracowała.
Na ulicy…
Pierwszej nocy miała dziesięciu klientów. Potem „pracowała” bez przerwy, siedem dni w tygodniu, po trzydzieści razy dziennie. Jeśli nie dość zarobiła, była okrutnie karana. Nie mogła uciec; Kas zapowiedział, że jeśli to zrobi, zabije jej młodszych braci. Wiedziała, że nie żartuje...
Wykorzystywana, gwałcona, bita i poniżana Sophie spędziła sześć miesięcy w piekle.
Ale znalazła siłę, by wyrwać się z zaklętego kręgu strachu i przemocy.
Musiało jednak minąć kolejnych pięć lat, żeby przestała oglądać się przez ramię, poczuła się bezpieczna i opowiedziała o tym, co przeżyła – żeby żadna dziewczyna nie powtórzyła jej losu współczesnej niewolnicy.
Sophie Hayes odbudowała swoje życie. Dziś ma dwadzieścia dziewięć lat, mieszka w Londynie, pracuje dla organizacji STOP THE TRAFFIK i prowadzi własną fundację The Sophie Hayes Foundation, która współpracuje z policją i pomaga kobietom zmuszanym do prostytucji. Nadal nie może publicznie pokazać swojej twarzy. Jej oprawca jest nadal na wolności. Sprzedana, jej szokująca, brutalnie prawdziwa i przerażająca opowieść o tym, jak wbrew swojej woli znalazła się w mrocznym i niebezpiecznym świecie handlu ludźmi, była szeroko komentowana w mediach. Od razu po wydaniu w styczniu 2012 znalazła się liście bestsellerów „The Sunday Times”.
11-letni Mano Höllenreiner, niemiecki Cygan, po koszmarze obozów w Auschwitz, Ravensbrück i Sachsenhausen trafia wiosną 1945 roku do Francji. Wiadomo o nim tyle, że ma na imię Mano. On sam nie pamięta, a może nie chce powiedzieć o sobie nic więcej. Nie wie, gdzie jest, nie zna języka, dręczą go obozowe wspomnienia. Boi się, że stracił rodziców i młodszą siostrę. Pomału przywiązuje się do opiekunów, którzy robią, co mogą, by chłopiec mógł wrócić do normalnego życia, szukają jego krewnych. Tych opiekunów jest wielu – Mano poznaje kilka domów, skromnych i wytwornych, ale także sierociniec i szpital psychiatryczny. Czy powróci do rodziny? Prawdziwa historia opowiedziana w prosty i przejmujący sposób.
Zachwyciło mnie w tej książce każde słowo, każde zdanie
Ewa Woydyłło
Oparta na faktach opowieść o piciu, wychodzeniu z uzależnienia oraz o nauce normalnego życia. Alkoholizm kobiet jest tematem trudnym i wstydliwym, tymczasem pijących pań jest coraz więcej. Często nie potrafią poradzić sobie z tym problemem. Ta opowieść pokazuje, że chorobę można zatrzymać, a nawet zbudować nowe i bardziej wartościowe życie niż przed podjęciem leczenia.
XV-wieczna Italia. Czasy Ludwika Sforzy, świetności rodu Borgów i wojen francusko-włoskich.W 1489 roku Gian Galeazzo Sforza spotyka po raz pierwszy poślubioną per procura Izabelę Aragońską, wnuczkę króla Neapolu. Młody książę Mediolanu nie kryje rozczarowania urodą małżonki, lecz docenia sto tysięcy złotych dukatów, które wniosła mu w posagu. Izabela, nieświadoma niechęci męża, pragnie go kochać i być dobrą żoną. Jednak zamiast oczekiwanej miłości poznaje smak upokorzenia i zdrady. Z czasem odkrywa także niepokojące tajemnice rodu Sforzów.Faktyczną władzę w Mediolanie sprawuje Ludwik Sforza, zwany Moro, usuwając w cień bratanka. Młoda księżna staje do walki z regentem osamotniona, pozbawiona wsparcia męża. Charakter Izabeli hartuje się w walce z przeciwnościami. Czy samotna kobieta zdoła jednak zapewnić swym dzieciom należną im schedę?
Lekcje, których udzieliło mi życie syberyjskiego zesłańca
Radykalna wdzięczność to opowieść o tym, jak bolesne i tragiczne doświadczenia mogą dać człowiekowi wewnętrzną moc i inspirację do tego, by czynił wokół siebie dobro oraz doceniał i właściwie wykorzystywał każdą chwilę swego życia.
Andrew Bienkowski, Polak urodzony we Lwowie, w wieku pięciu lat został wraz z dziadkami, matką i młodszym bratem wywieziony na Syberię. Był tam świadkiem przerażającej śmierci swojego dziadka, który zdecydował się umrzeć z głodu, by reszta rodziny miała większe szanse przeżycia. Dramatyczna kilkuletnia walka o przetrwanie, choroby, głód, zimno – wszystko to stało się dla autora bezcennymi lekcjami, które dały mu siłę, aby żyć z godnością, pomagać innym i cieszyć się każdym dniem, nie bacząc na przeciwności losu.
Teraz autor dzieli się owymi lekcjami z czytelnikiem – a pracując przez wiele lat jako psychoterapeuta, miał okazję zweryfikować ich prawdziwość. Opowiadając o swoich przeżyciach na Syberii, podkreśla, że powinniśmy być wdzięczni za to, co już mamy, że gdy okazujemy innym ludziom empatię i zrozumienie, sami stajemy się silniejsi, że nadzieja, wytrwałość, motywacja, a także poczucie humoru pomagają przetrwać najtrudniejsze sytuacje.
Fragment książki
Lekcja pierwsza Radykalna wdzięczność
Nędza nauczyła mnie, że nie wszystko pod słońcem jest dobre, ale słońce mnie nauczyło, że nędza to nie wszystko.
Albert Camus
Była zima 1940 roku. Władysław Paluchowski głodował już od wielu tygodni. Ogromny, palący głód trawił mu wnętrzności. Brak pożywienia sprawiał, że mężczyzna miał dziwne wizje, na przykład jak ciało paruje mu z kości, unosi się w powietrzu i ulatuje przez okno wraz z wiązką promieni słonecznych. Zdawał sobie sprawę, że wizje te są skutkiem głodu, ale, dziwna rzecz, przynosiły mu one ulgę.
Na zewnątrz słońce już dawno zatoczyło swoją kilkugodzinną dzienną podróż po niebie i teraz chyliło się ku jasnej rozległej szarości: zimowej Syberii. Wicher przeciął zamarzniętą równinę i z jękiem uderzył w chatę, którą rodzinie szczęśliwie udało się znaleźć i w niej zamieszkać jeszcze wtedy, gdy ten stary człowiek był silny i gdy był głową rodziny, zanim, strawił go głód.
Tego ranka, wziąwszy kilka cennych placków wysuszonego krowiego łajna, jego żona roznieciła palenisko i przysunęła bliżej słomiane posłanie starca, ale nic mu to nie pomogło. Jedyne ciepło, jakie jeszcze czuł, pochodziło z wielkiego, rozgrzanego do białości ognia w jego brzuchu i palących płomieni jego duszy.
Kiedy w ciągu tych wielu dni po raz trzynasty zobaczył jedzenie i wodę, zebrał resztki sił, żeby odwrócić głowę. Sięgnął do paska i zaciągnął go jeszcze mocniej na brzuchu, w którym już dawno przestało burczeć i tylko od czasu do czasu trzeszczało, jakby ktoś otwierał stare drzwi na zardzewiałych zawiasach. Gdy mężczyznę całkowicie opuściły siły, poczuł, jak zapada się głębiej w słomę, i pomyślał o przyszłości swoich wnuków -przyszłości, jaką im zapewni dzięki swojej śmierci.
W tych ciężkich czasach Władysław zawsze zwracał się myślą ku swemu wnętrzu, ku potężniejszej sile -tej, którą dawały wiara, mądrość i poświęcenie. Dawno już ocenił, ile jedzenia potrzebuje ich piątka, aby móc przeżyć zimę, i wiedział, że nie wystarczy dla wszystkich. W końcu nadeszła ta chwila. Aby uratować innych - żonę, córkę i jej dwóch synków - zrezygnował ze swoich już i tak nędznych porcji.
Kobiety - z oczami, w których zabrakło już łez, znękane zgryzotą, pracą i niedostatkiem pożywienia - nie miały sił dłużej się sprzeciwiać. Dwaj mali chłopcy szanowali decyzję dorosłych i nie odzywali się słowem. Ale patrzyli. Ten starszy człowiek był nie tylko mężem i ojcem. I nie tylko dziadkiem. Był siłą przyrody. Głodowanie było jego ostatnim życzeniem przed śmiercią i rodzina nie mogła mu tego zabronić.
Dla Władysława wszystko to sprowadzało się do odpowiedzi na pytanie: kto będzie najbardziej potrzebny tym dzieciom? Chronił je, jak tylko mógł, od chwili gdy wypędzono ich z ojczystej polskiej ziemi: w czasie długiej podróży brudnym pociągiem, która, jak sądził, na pewno ich zabije; w czasie przewożenia ich skromnego dobytku do tej małej lepianki. I teraz jego ostatnim obowiązkiem było ich uratować. Wszystkie tamte zadania wymagały wielkiego wysiłku. Wszystkie były trudne. Natomiast to obecne było proste. Miał tylko umrzeć.
Dziś, kiedy czasem życie staje się trudniejsze, myślę o tym staruszku tam na stepie, który podejmuje swoją ostatnią, dramatyczną decyzję. Poruszyła ona i zmieniła wszystkich, dla których poniósł tę ostateczną ofiarę. Myślę o tym, jak strasznie trudne było dla niego to postanowienie i zarazem, w jakiś dziwny sposób, bardzo oczywiste. Życie tego człowieka - a zwłaszcza jego śmierć - stało się dla mnie źródłem ogromnej inspiracji. Spośród pięciu osób mieszkających w tamtej chacie i spośród czterech, które to wszystko przeżyły i mogły opuścić step, jestem już jedynym, który nadal pozostaje przy życiu.
Ten człowiek był moim dziadkiem, a dzieckiem, dla którego umarł, aby ono mogło żyć, byłem ja.
Pewnie z powodu tej ofiary, którą kiedyś złożył i której byłem świadkiem jako wrażliwy pięciolatek, zawsze mam problemy z postawą typu „najpierw ja", która cechuje świat współczesny. Pomaganie samemu sobie to tylko pierwsza część równania. I w rezultacie wcale nie to podtrzymuje człowieka przy życiu.
Winston Churchill wypowiedział słynne słowa: „Żyjemy dzięki temu, co otrzymujemy; nadajemy życiu sens dzięki temu, co ofiarujemy innym".
Radykalna wdzięczność
Spis treści
Lekcja pierwsza
Radykalna wdzięczność 7
Lekcja druga
Wszyscy jesteśmy ze sobą powiązani 21
Lekcja trzecia
Słuchajcie, a dowiecie się 35
Lekcja czwarta
Zrozumienie - największy dar 45
Lekcja piąta
Pielęgnuj nadzieję, gdziekolwiek ją znajdujesz 57
Lekcja szósta
Wytrwałość: „pazur" nadziei 69
Lekcja siódma
Miej odwagę być (sobą) 83
Lekcja ósma
Poczucie humoru może ocalić życie 95
Lekcja dziewiąta
Usamodzielniaj innych 107
Lekcja dziesiąta
Uwierz 123
Lekcja jedenasta
Cud motywacji 135
Lekcja dwunasta
Bądź dobry 147
Lekcja trzynasta
Aby odzyskać spokój, puść w niepamięć 159
Lekcja czternasta
Miłość uzdrawia 175
Wnioski
Lekcje z Syberii 191
Epilog 197
Podziękowania 203
Tytułowa „Droga do Marynarza“ prowadzi przez cierpienie do spełnionej miłości. 13-letnia Karina ulega kontuzji sportowej, która staje się początkiem bardzo poważnych problemów zdrowotnych. Karina nie poddaje się jednak. Jako dojrzała kobieta postanawia opowiedzieć swoją historię. Przyświeca jej jeden cel: „Zdecydowałam się napisać tę książkę, aby wzmocnić Waszą wiarę w sens życia oraz siły, które posiada człowiek.” Patroni: Eksmagazyn, Kobietawielepiej.pl, Żona Marynarza
Poruszająca i szokująca opowieść jedynej córki słynnej aktorki. O życiu w cieniu znanej matki, a właściwie o tęsknocie za nią, rozpaczliwym poszukiwaniu kontaktu i próbach budowania więzi z kobietą, która zawsze przede wszystkim była aktorką, potem celebrytką, kochanką i przyjaciółką, dopiero na końcu bywała matką.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?