Teorie symbolu – pierwsza część historyczno-teoretycznego dyptyku – nie są historią semiotyki.
Owszem, jest tu mowa o semiotyce. A raczej o całym zespole dyscyplin, które w przeszłości dzieliły między siebie dziedzinę znaku i symbolu: o semantyce, logice, retoryce, hermeneutyce, estetyce, filozofii, etnologii, psychoanalizie i poetyce. I o niektórych z ich przedmiotów, którymi były: piękno i imitacja, docere et placere, tropy i figury, kondensacja i przemieszczenie…
Czyż nie jest zresztą historią próba rekonstrukcji tych konceptualnych systemów oraz ustalenia praw, jakie rządziły dyskursem o dyskursie? Być może, z tą wszakże różnicą, że „historia” i „semiotyka” nie są jakimiś niezmiennymi zjawiskami pozwalającymi opisać pewien projekt, lecz należą do pojęć, które w toku rozważań muszą zostać zakwestionowane.
Z historii pozostaje tylko kryzys przeciwstawiający „klasyków” i „romantyków”; z semiotyki zaś – myląca być może jedność znaku i symbolu. Z ich analizy wyłania się, niczym trzecia droga, myśl o niedocenionej różnicy, o wielości i o typologii.
W serii wydawniczej "Media początku XXI wieku" ukazały się:
Tom 1 - Mechanizmy propagandy. Wizerunek konfliktu kosowskiego w publicystyce, Ł. Szurmiński
Tom 2 - Etyka w polskim public relations. Refleksje badawcze, J. Olędzki
Tom 3 - Media masowe wobec przemocy i terroryzmu, A. Kozieł, K. Gajlewicz
Tom 4 - Komunikacja sieciowa. Uwarunkowania, kategorie i paradoksy, W. Gogołek
Tom 5 - Model zinstytucjonalizowanych działań lobbingowych firm telewizyjnych wobec instytucji Unii Europejskiej, P. Stępka
Tom 6 - Aparat represji wobec inteligencji w latach 1945-1956, R. Habielski, D. Rafalska
Tom 7 - Public relations w komunikowaniu społecznym i marketingu, J. Olędzki
Tom 8 - Media a rok 1989. Obraz przemian i nowe zjawiska na rynku, Ł. Szurmiński
Tom 9 - Polityka informacyjna Polskiego Stronnictwa Ludowego (1945-1947), P. Swacha
Tom 10 ? Zawartość mediów czyli rozważania nad metodologią badań medioznawczych, T. Gackowski
Tom 11 ? Obraz muzułmanów we Francji w tamtejszych tygodnikach opinii, K. Gajlewicz-Korab
Publikacja powstała we współpracy z Instytutem Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego.
Książka jest propozycją przepisania historii Polski oraz opisania jej społeczno-kulturowej tożsamości przy pomocy narzędzi teoretycznych, które albo w ogóle albo w niewielkim tylko stopniu wykorzystano kiedykolwiek w tym celu - teologii politycznej, Lacanowskiej psychoanalizy, teorii systemów-światów, studiów postkolonialnych, ontologii wydarzenia Alaina Badiou czy teorii hegemonii. Tytułowa figura ,,fantomowego ciała króla"" nawiązuje do koncepcji ,,dwóch ciał króla"" przedstawionej niegdyś błyskotliwie przez Ernsta Kantorowicza w książce pod takim samym tytułem. Poprzez metaforę fantomowego ciała Sowa opisuje I Rzeczpospolitą, której kondycję determinował przede wszystkim szereg braków. Pokazuje, że począwszy od śmierci Zygmunta II Augusta, ostatniego dziedzicznego króla Polski i Litwy, Rzeczpospolita nie istniała jako państwo w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale była raczej fantomem, urojeniem, wyobrażeniem, uroszczeniem. Owo nieistnienie położyło się cieniem na losach Polski od wczesnej nowoczesności wieków XVI i XVII, przez rozbiory aż po czasy współczesne. Fantomowe ciało króla nie jest jednak typową pracą historyczną. Jej przedmiot to przede wszystkim współczesna Polska i jej problemy z nowoczesnością. Na kartach książki w zaskakujący i - jak się okazuje - inspirujący sposób Wallerstein spotyka się z Gombrowiczem, Brzozowski z Lacanem, Lefort z Andersonem a Gramsci i Laclau ze staropolskimi sarmatami, aby wyjaśnić zagadkę, jaką była i jest Polska.
Czy wiesz, że 70% informacji przekazujesz poprzez gesty i postawę ciała, a nie przez stówa? Nauczysz się skutecznej komunikacji, jeśli zapanujesz nad gestami w takim samym stopniu jak nad stówami. Książka jest zilustrowana rysunkami i uczy skutecznego komunikowania się poprzez:
Zauważenie i zinterpretowanie tego, co rozmówca przemilcza.
Poprawienie relacji i innymi ludźmi.
Wykreowanie swojego wizerunku w taki sposób, żeby zdobyć zaufanie innych ludzi.
Zrób z komunikacji niewerbalnej swojego sprzymierzeńca w relacjach rodzinnych, zawodowych, przyjacielskich i miłosnych! Zinterpretuj gesty swoich rozmówców i popraw relacje osobiste oraz zawodowe poprzez kreowanie własnego wizerunku!
To doskonały poradnik dla trenerów, którzy chcą, aby ich seminaria z zakresu komunikacji byty urozmaicone i przede wszystkim bardziej skuteczne. Książka stanowi wprowadzenie do pracy na seminariach z zakresu komunikacji z wykorzystaniem metod aktywizujących przeżycia. Pokazuje, jak z dala od tradycyjnych szkoleń zachowania można wybrać inną drogę nabywania społecznej kompetencji. Autorka w oparciu o dwadzieścia konkretnych przykładów wyjaśnia szczegółowo zasady, kulisy i metody pracy aktywizującej przeżycia.
O zgubnych skutkach oglądania telewizji (nie tylko przez dzieci)
Przerażająca prawda naukowa o skutkach oglądania telewizji
Sophie, 2 lata, spędza przed telewizorem godzinę dziennie – 2-krotny wzrost ryzyka zaburzeń koncentracji!
Lubin, 3 lata, spędza przed telewizorem dwie godziny dziennie – 3-krotny wzrost ryzyka nadwagi!
Kevin, 4 lata, ogląda pełne przemocy filmy dla dzieci, takie jak DragonBall Z – 4-krotny wzrost ryzyka zaburzeń zachowania!
Lina, 15 lat, ogląda seriale, takie jak Gotowe na wszystko – 3-krotny wzrost ryzyka niechcianej ciąży!
Henri, 60 lat, spędza przed telewizorem cztery godzinny dziennie. René, jego brat bliźniak, zadowala się dwiema godzinami. Henri jest 2-krotnie bardziej zagrożony zawałem serca niż René!
Co roku na całym świecie publikuje się dziesiątki tego rodzaju wyników. Naukowcy nie mają wątpliwości: telewizja stała się plagą.
Rodzi przemoc, zwiększa zagrożenie alkoholizmem, nikotynizmem i otyłością. Ma głęboko negatywny wpływ na rozwój intelektualny, wyniki w szkole, język, zdolność skupienia uwagi, wyobraźnię, kreatywność, sen, a również seksualność. Przemysł audiowizualny i jego „eksperci” negują te fakty z fascynującą zuchwałością. Strategia znana od lat – w swoim czasie stosował ją przemysł tytoniowy, przecząc doniesieniom o rakotwórczych właściwościach tytoniu…
Autor nie przedstawia problemu z jednego punktu widzenia, lecz analizuje wyniki różnych badań naukowych. Jedno jest bezdyskusyjne – środki masowego przekazu mają ogromny wpływ na nasze życie. Warto zatem poznać zagrożenia, które ze sobą niosą, i starać się je eliminować.
Michel Desmurget jest doktorem neurobiologii. Kształcił się na paru największych amerykańskich uczelniach, obecnie piastuje stanowisko dyrektora naukowego we francuskim Narodowym Instytucie Zdrowia i Badań Medycznych (INSERM).
Prehistoryczne źródła nowoczesnej seksualności
Na początku był seks przedstawia rewolucyjne spojrzenie na to, dlaczego żyjemy i kochamy tak, a nie całkiem inaczej.
Od czasów Darwina wpajano nam, że monogamia jest naturalna dla naszego gatunku. Nauka, instytucje religijne i kulturowe utrzymywały, że mężczyźni i kobiety mogą czuć się bezpiecznie w zalegalizowanych związkach, ponieważ mąż zapewnia kobiecie ochronę i byt, a żona odwdzięcza mu się płodnością i wiernością. Jednakże ta teoria nie testuje się w dzisiejszych czasach. Śluby zawiera się coraz w minimalnej liczbie przypadków, seks pozamałżeński i spadek wzajemnego pożądania dotykają wręcz pozornie dobre małżeństwa, rośnie cyfra rozwodów. Jak pogodzić z rzeczywistością tę dawno przyjętą teorię? Według myślicieli Christophera Ryana i Cacildy Jethy to niemożliwe. Obalają oni prawie wszystko, co wiemy o seksie, i przedstawiają odważne alternatywne wyjaśnienie. Splatając zbieżne, w znaczącej liczbie przypadków zapomniane dowody, których dostarczają różne dziedziny edukacji, pokazują, jak bardzo teza o ludzkiej skłonności do monogamii nie przystaje do rzeczywistości. Zastanawiają się, dlaczego tak niełatwo być wiernym i dlaczego seksualna namiętność zanika dosłownie wtedy, gdy miłość rozkwita. Dlaczego wielu facetów w średnim wieku ryzykuje krótkotrwałe romanse z młodymi kobietami, dlaczego homoseksualizm nie zanika, na przekór logice standardowego podejścia do ewolucji, co o prehistorycznych korzeniach współczesnej seksualności mówią nam nasze ciała.
Jedna z najbardziej nietypowych książek, jakie czytałem w ciągu minionych lat. Autorzy wykazują się zarówno erudycją, jak również wyjątkowym poczuciem humoru. Ryan i Jethá prześlizgują się bez wysiłku przez miliony lat, od prehistorycznej Afryki do współczesnej sypialni, prezentując najnowsze badania w sposób jasny i dowcipny. Tony Perrottet, autor Napoleon's Privates
„Na początku był seks” to książka, która przewartościowuje nasze podejście do początków i natury ludzkiej seksualności. Przekonująca i oparta na szeroko zakrojonych badaniach interdyscyplinarnych... pełna humoru, pasji i zrozumienia.
Stanley Krippner, profesor psychologii na Saybrook University
Christopher Ryan – literaturoznawca, psycholog. Przez 20 lat podróżował po świecie i podejmował się niekonwencjonalnych zajęć (m.in. patroszył pstrągi na Alasce, uczył angielskiego prostytutki w Bangkoku i samoobrony działaczy politycznych w Meksyku). Wielokulturowe doświadczenie wykorzystał w pracy naukowej. Jego rozprawa doktorska dotyczy prehistorycznych korzeni ludzkiej seksualności i powstała pod kierunkiem światowej sławy psychologa, Stanleya Krippnera.
Cacilda Jethá – psychiatra w Hospital San Joan de Déu. Ma twarz Hinduski, wykształcenie Europejki i duszę Afrykanki. Urodziła się w Mozambiku w rodzinie Hindusów. Jako młoda dziewczyna wyjechała do Portugalii, gdzie zdobyła wykształcenie medyczne. Pod koniec lat 80. wróciła do Mozambiku i tam jako jedyna lekarka na rozległym wiejskim obszarze przez 7 lat leczyła 50 tys. osób. Powadziła również badania nad zrachowaniami seksualnymi mieszkańców wiejskich terenów Mozambiku. Badania te miały na celu opracowanie skuteczniejszych metod zapobiegania AIDS.
Praktyczny podręcznik adresowany do psychiatrów i psychologów dziecięcych, a w nim:
?ocena diagnostyczna i zasady efektywnej terapii
?opis objawów psychopatologicznych
?przypadki kliniczne
?metody postępowania podczas badania psychiatrycznego szczególnych populacji młodych pacjentów
?zasady komunikacji z rodziną
Ujęcie poznawczo-behawioralno-społeczne
Psychodrama to powszechnie stosowana technika terapeutyczna, ale i metoda samorozwoju wykorzystywana między innymi podczas szkoleń czy w procesie edukacji. Katarzyna Tomczak i Sylwia Stankiewicz przedstawiają jej podstawy teoretyczne, opisują szczegółowe techniki psychodramatyczne, uzupełniając całość przykładami z praktyki klinicznej. Niniejsza książka to dokonały przewodnik po meandrach psychodramy w ujęciu poznawczo-behawioralno-społecznym.
Autorki (…) przedstawiają mechanizmy działania technik psychodramatycznych w odniesieniu do jednostki (…) oraz do grupy. Nie zamykają się w kręgu jednej teorii psychologicznej, co pozwala zrozumieć wielostronne działanie odgrywania ról. (…) To źródło wiedzy dla osób prowadzących różne grupy pomagające w osiąganiu zmian, nie tylko grupy terapeutyczne w ścisłym sensie, a więc dla psychologów, pedagogów, pracowników społecznych i psychiatrów.
Z recenzji prof. Maria Siwiak-Kobayashi
Fragment Książki Psychodrama w psychoterapii
Czym jest psychodrama? Charakterystyka wstępna
Psychoterapia jest sztuką, a jej prowadzenie wymaga nieustannego doskonalenia, weryfikowania swoich umiejętności oraz nabywania nowych. Aby była skuteczna, musi być dostosowana do oczekiwań, możliwości i ograniczeń osoby lub grupy, która korzysta z tej formy pomocy. Sposoby efektywnego oddziaływania terapeutycznego mogą okazać się wysoce nieadekwatne i nieskuteczne w stosunku do innego człowieka lub w odmiennej sytuacji, stąd psychoterapeuta winien zmieniać je i dopasowywać do aktualnych potrzeb.
Celem terapii jest wywołanie zmiany poprzez poszerzenie u pacjenta perspektywy widzenia rzeczywistości, co prowadzi do poprawy codziennego funkcjonowania, na przykład poprzez zwiększenie repertuaru zachowań czy uzyskanie emocjonalnego wglądu. Ze względu na unikalność każdej relacji i każdego spotkania z drugim człowiekiem, terapeuta elastycznie dobiera stosowane techniki.
Jedną z możliwości jest wykorzystanie technik psychodramatycznych, które od lat 20. ubiegłego stulecia stają się coraz bardziej powszechne (Bie-lańska, 2009; Galińska, 2003; Pytko, 2001; Sikorski, 1998) i mają szerokie zastosowanie w psychoterapii. W Polsce wiele ośrodków psychoterapeutycznych stosuje różne formy psychodramy. Jest to metoda terapii, która ma na celu m. in. redukcje napięcia poprzez działanie. Uczestnik psychodramy zamiast opisywać swoje stany, przeżywa je tu i teraz. Wgląd dokonuje się nie w drodze intelektualnych interpretacji lecz poprzez rozpoznanie i zrozumienie swoich reakcji, zachowań i postaw oraz wymianę doświadczeń z innymi uczestnikami terapii (por. Duszyńska, Kowal, Krop, Przybylska-Matula i Skiba, 2001). Samo słowo „psychodrama" składa się z greckich stów/«yyfife i drama, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza „działanie duszy".
Psychodrama ma za zadanie rozwijać spontaniczność pozwalającą na poszerzanie granic własnych możliwości i wewnętrznego potencjału, a ograniczaną przez utarte schematy, ustalone reguły czy niepisane obyczaje. Terapeuta odnosi się do tego, co tu i teraz pojawia się na scenie. Pracuje zarówno z cechami osobowości klienta, jego konfliktami wewnętrznymi, jak i relacjami z ludźmi. W psychodramie nie analizuje się przeszłości, lecz przede wszystkim wykorzystuje się zasoby oraz usuwa występujące deficyty, tak emocjonalne, jak i behawioralne (Galińska, 2003).
muszą znać cel, któremu ona służy. Właściwa gra psychodramatyczna to praca nad przedstawionymi problemami grupy bądź poszczególnych jej członków. Terapeuta występuje w roli reżysera, pacjent - głównego aktora zwanego protagonistą, a pozostali uczestnicy stanowią Ja pomocnicze, wcielając się w role wybierane przez głównego bohatera psychodramy. Materiałem do pracy psychodramatycznej może być traumatyczne zdarzenie z przeszłości jednej osoby lub dotycząca całej grupy bieżąca sprawa wywołująca silne emocje (Galiiiska, 2006). Materiał mogą również stanowić sny i fantazje, które dostarczają często cennych informacji na temat tego, co się dzieje w przeżyciach uczestników poza warstwą rzeczywistych zdarzeń (Roine, 2005). Grupa, stanowiąca często tło dla odgrywanego przez protagonistę problemu, doświadcza rozmaitych emocji na skutek własnych, otwierających się wspomnień i skojarzeń wywołanych grą psychodramatyczna, co również jest materiałem do dalszej pracy. Niewskazanym byłoby pozostawienie uczestników z ich niewypowiedzianymi myślami. Dlatego kolejnym etapem jest omówienie odbywające się na przykład w formie dyskusji, podczas której pacjenci dzielą się (tzw. sharing) swoimi refleksjami i przeżyciami dotyczącymi tego, w czym uczestniczyli (Galińska, 2004). Najczęściej wszyscy uczestnicy i prowadzący grupę siedzą w kręgu i omawiają to, co się wydarzyło na scenie i w nich samych. Stosuje się tu metodę tak zwanej rundki swobodnej (wypowiadają się w dowolnej kolejności te osoby, które chcą) bądź kontrolowanej (wypowiada się każdy po kolei).
Niektórzy badacze (Czapów i Czapów, 1969) wyróżniają trzy nieco inne fazy psychodramy: pierwszą — fazę terapeutyczną, gdzie pacjent odgrywa swoje przeżycia i fantazje; drugą - stadium przemieszczenia, podczas którego uczestnicy grupy terapeutycznej odgrywają role reprezentowane przez pacjenta oraz trzecią - fazę wyklarowania, kiedy to pacjentowi dostarczane zostają korektywne doświadczenia mające lub mogące mieć wpływ na jego zachowania w sytuacjach społecznych.
O jakich elementach należy jeszcze pamiętać? Istotne znaczenie w psychodramatycznej grze ma wyodrębnienie przestrzeni, w której będzie działa się akcja, ponieważ scena w symboliczny sposób oddziela realny świat od fikcji. Niemniej ważne są oświetlenie i rekwizyty pełniące rolę pomocniczą w odgrywaniu psychodramy przez protagoniste i pozostałych członków grupy. Dzięki nim łatwiej jest odtworzyć i wyobrazić sobie to, co jest przedstawiane na scenie, wczuć się w odgrywane role. Poza przestrzenią istotny jest czynnik czasu, którego musi być wystarczająco dużo, by można było zlikwidować lub zmniejszyć zahamowania i wywołać gotowość do spontanicznego reagowania podczas sesji. Grupa psychodramatyczna powinna być także środowiskiem zapewniającym jej członkom poczucie bezpieczeństwa. Z tego powodu zwykle zawiera maksymalnie od dziesięciu do dwunastu uczestników (Kratochvil, 1988). Psychodrama w psychoterapii Spis Treści
Przedmowa Podziękowania
Część i: Zarys teorii psychodramy
Rozdział l
Wprowadzenie
Sylwia Stankiewicz
Czym jest psychodrama? Charakterystyka wstępna
Początki psychodramy. Koncepcja J. L. Moreno
Jak korzystać z tej książki
Rozdział 2
Psychodrama w kategoriach społecznego uczenia się Katarzyna Tomczak
Gotowość do pracy metodą psychodramy
Elementy uczenia się w psychodramie
Rozdział 3
Metody poznawczo-behawioralne wykorzystywane w psychodramie Katarzyna Tomczak
Instrukcje
Modelowanie
Wpływanie na pobudzenie fizjologiczne
Ekspozycja
Utrwalanie umiejętności w psychodramie Generalizacja umiejętności
Rozdział 4
Funkcje psychodramy w kontekście społecznego uczenia się Katarzyna Tomczak
Modulacja emocji
Uprawomocnianie w psychodramie
Motywowanie do zmiany
Rozdział 5
Psychodrama jako trening umiejętności Katarzyna Tomczak
Regulacja emocji
Sfera poznawcza
Dostosowanie zachowania do bieżącej sytuacji Skuteczność w relacjach interpersonalnych
Rozdział 6
Rola psychodramy w pracy grupowej
Katarzyna Tomczak
Fazy rozwoju grupy
Role grupowe
Część li: Techniki psychodramatyczne
Rozdział 7
Zasady pracy technikami psychodramatycznymi Katarzyna Tomczak
Fazy Liczba i częstotliwość spotkań oraz czas pracy grupy
Długość sesji, termin, przerwy w pracy, miejsce
Tajemnica zawodowa, superwizja, udostępnianie danych
Spóźnienia, nieobecności
Aktywność pacjenta i terapeuty
Specyficzne ustalenia
Honorarium, należność za opuszczone sesje Renegocjacja zasad
Rozdział 8
Podział technik
Sylwia Stankiewicz, Katarzyna Tomczak Charakterystyka poszczególnych grup technik Uwagi techniczne
Rozdział 9
Techniki psychodramatyczne — opis szczegółowy Sylwia Stankiewicz, Katarzyna Tomczak
Techniki rozpoczynające
Techniki pobudzające aktywność
Techniki integrujące grupę
Techniki uwalniające emocje
Techniki skoncentrowane na rolach grupowych
Techniki socjometryczne
Techniki pogłębiające wiedzę o sobie
Techniki treningowe
Techniki kończące
Część III: Przykłady kliniczne
Rozdział 10
Praca z indywidualnymi problemami na tle grupy Sylwia Stankiewicz
Anna
Karolina
Magdalena
Rozdział 11
Problematyczne sytuacje grupowe Sylwia Stankiewicz
Powstawanie podgrup
Kozioł ofiarny w grupie
Przedłużanie się fazy pracy w grupie
Aneksy
1. Spór konstruktywny Sylwia Stankiewicz
2. Asertywność Sylwia Stankiewicz
3. Analiza transakcyjna Katarzyna Tomczak
4. Spis zadań psychodramatycznych
Bibliografia
zamieszczone w publikacji artykuły są zróżnicowane tematycznie, ale łączy je próba zrozumienia istoty zaburzeń psychicznych oraz poszukiwania idealnego modelu opieki i ochrony praw osób niepełnosprawnych.
Nie jest to wprawdzie opracowanie, które w sposób pełny i wyczerpujący prezentowałoby tak wieloaspektowe zjawisko, jego celem jest bowiem bardziej uporządkowanie dotychczasowego stanu wiedzy oraz wskazanie kierunków, w których powinna podążać reforma.
Ze Wstępu
W końcu mamy okazję poznać nowych sąsiadów. Wprowadzili się tydzień temu, ale nie było czasu, żeby pogadać, więc zapewne dlatego nie zauważyliśmy, że kobieta jest w ciąży. I to bardzo zaawansowanej.
- Cudownie! - zachwycamy się, podchodząc do ogrodzenia. -Wie już pani, czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka?
Dlaczego właśnie o to pytamy? Odpowiedź jest prosta - ponieważ płeć ma duże znaczenie. Ma olbrzymi wpływ na przyszłe związki, osobowość, umiejętności, pracę, zainteresowania, zdrowie, a nawet na to, jakim dane dziecko będzie rodzicem. Dlatego 68 procent przyszłych matek i ojców chce znać płeć dziecka przed jego urodzeniem. I dlatego tak naiwna wydaje nam się odpowiedź:
- Nie, jest nam wszystko jedno. Byle tylko było zdrowe. Większość partnerów w Ameryce pragnie mieć co najmniej dwoje
dzieci różnej płci. Cieszą nas różnice między nimi, nawet jeśli trochę się przejmujemy związanymi z tym problemami. Czy ten ruchliwy chłopczyk, który tak wylewnie okazuje swoje uczucia, zdoła się na tyle powściągnąć, by uważać na lekcjach? Czy uda mu się nawiązać dobre relacje z kolegami i nauczycielami? Czy kiedy dorośnie, wciąż będzie okazywał uczucia lub choćby z nami rozmawiał?
Gdy chodzi o dziewczynkę obawy, dotyczą czegoś innego. Teraz jest taka pewna siebie i ciekawa życia. Czy w gimnazjum też będzie szukać owadów i myśleć o dalekich planetach? Czy będzie równie asertywna w swojej pierwszej pracy? Czy kobietom z jej pokolenia łatwiej będzie łączyć obowiązki domowe i zawodowe? Chłopcy różnią się od dziewczynek. I chociaż w przeszłości było to oczywiste, obecnie staje się to niemal objawieniem dla wielu rodziców. Ponieważ wychowaliśmy się w epoce równych praw, zakładamy - lub przynajmniej mamy nadzieję - że różnice mają charakter społeczny, a nie wrodzony. Nie mamy przecież problemów w kontaktach z osobami przeciwnej płci, możemy rozmawiać o sporcie i o gotowaniu i rywalizować w pracy - co daje nam poczucie, że mężczyźni niewiele różnią się od kobiet.
Zmienia się to jednak zasadniczo, kiedy sami mamy dzieci. Rozbieżności są tak wielkie, że nie sposób nie zwrócić na nie uwagi.
Jak wielu rodziców mogłabym podać mnóstwo przykładów różnic między moją córką a dwoma synami: Julia uwielbia zakupy, a Sama iToby'ego trudno namówić na to, żeby raczyli przymierzyć dżinsy. Nie tak dawno Julia przez cały wieczór rysowała wróżki, a chłopcy biegali po domu, walcząc na miecze z pianki. Nawet we wczesnym dzieciństwie Julia układała swoje pluszaki na ręcznikach, żeby „im zmienić pieluszki". Natomiast Toby'ego i Sama w tym wieku zajmowało na przykład to, ile rzeczy uda im się wsadzić do wnętrza naszego magnetowidu.
W dodatku, jak wielu współczesnych rodziców, chcę podkreślić, że wcale nie zachęcaliśmy naszych dzieci do angażowania się w takie typowe dla określonej płci zabawy. Wręcz przeciwnie, wiele z zabawek konstrukcyjnych, takich jak drewniane czy plastikowe klocki, kupiliśmy dla Julii, która jest naszym najstarszym dzieckiem. Staram się też chwalić opiekuńcze zachowania chłopców, kiedy na przykład Sam tuli Toby'ego albo głaszcze naszego myszoskoczka, i nigdy nie protestuję, kiedy chcą mi pomóc gotować.
Oczywiście, rodzice nie mogą zachować pełnej neutralności, gdy chodzi o płeć dziecka. Niezależnie od tego, jakie zabawki czy ubranka im kupujemy, i tak inaczej traktujemy synów i córki - być może dlatego, że sami dysponujemy długim doświadczeniem związanym z płcią. Jednak wydawało mi się, że z moimi dziećmi będzie inaczej. Jestem neurobiologiem, kiepsko gotuję i trudno mnie uznać za typową kobietę. Mój mąż, który też jest naukowcem, bardziej
pasuje do roli typowego mężczyzny (naprawia na przykład różne rzeczy w domu, pod warunkiem, że w telewizji nie ma akurat meczu), ale jest milszy i bardziej czuły niż wiele znanych mi kobiet. Mimo to, proszę: Julia w skupieniu robi kwiaty z papieru i bawi się domkiem playmobil, a Sammy korzysta z wyrzutni samochodów hot wheels i chce koniecznie zagrać w przydomową odmianę bejsbolu. Nawet malutki Toby z cienkim głosikiem staje się ostatnio coraz bardziej chłopięcy, gdyż fascynują go ciężarówki, samoloty, piłki i różnego rodzaju elektryczne urządzenia.
Tak, chłopcy różnią się od dziewczynek. Mają inne zainteresowania, poziomy aktywności, progi czuciowe, możliwości fizyczne, reakcje emocjonalne, sposoby nawiązywania kontaktów, możliwości skupiania uwagi i uzdolnienia. Te różnice nie są duże i w wielu przypadkach znacznie mniejsze niż u dorosłych. Mali chłopcy płaczą, małe dziewczynki kopią i popychają. Jednak kontrasty pogłębiają się wraz z wiekiem, na co wskazują coraz bardziej alarmujące statystyki, które mają tak duży wpływ na nasze podejście do wychowywania dzieci.
Oto najbardziej oczywista różnica: chłopcy znacznie częściej mają problemy z nauką i rozwojem i czterokrotnie częściej zapadają na takie choroby jak autyzm, ADHD czy dysleksja. Z kolei dziewczynki są dwa razy bardziej narażone na depresję, stany lękowe i zaburzenia jedzenia. Prawdopodobieństwo, że chłopcy zginą w wypadkach, jest o 73 procent wyższe, a dwa razy wyższe, że staną się celem brutalnych ataków (pomijając te o charakterze seksualnym). Prawdopodobieństwo targnięcia się na własne życie jest u dziewcząt dwa razy większe niż u chłopców, ale prawdopodobieństwo powodzenia takiego aktu jest trzykrotnie większe u chłopców.
W szkole i na studiach to dziewczęta zwykle dostają lepsze stopnie. Większość studentów w USA to obecnie kobiety - bo aż 57 Procent. Mimo to mężczyźni zdobywają średnio o dwadzieścia pięć punktów więcej na egzaminie SAT, który sprawdza przydatność do studiów, i jest ich cztery razy więcej na kierunkach politechnicznych. I chociaż kobiety są ogólnie lepiej wykształcone, to zarabiają zwykle o ponad 20 procent mniej niż mężczyźni.
Płeć* ma znaczenie. I chociaż możemy próbować traktować dzieci tak samo, to jednak dziewczynki i chłopcy dysponują zupełnie innymi cechami i w czasie dorastania muszą stawić czoło różnym wyzwaniom. Chłopcy są na początku słabsi, wolniej dojrzewają i częściej chorują. Trudniej przychodzi im nauczenie się języka, bardziej skomplikowanych czynności motorycznych, a także panowanie nad swoimi zachowaniami, co jest bardzo potrzebne, by mieć dobry start w szkole. Ostatnio z powodu olbrzymiego nacisku na osiągnięcia szkolne te cechy stanowią poważne upośledzenie nawet w gimnazjach i liceach, gdzie dziewczynki biją ich na głowę, jeśli idzie o stopnie, osiągnięcia naukowe i pozalekcyjne.
Dziewczynki mają łatwiej na początku szkoły i zmienia się to dopiero w okresie dojrzewania, kiedy tracą pewność siebie i zainteresowanie ścisłymi przedmiotami, a ich kobiecość wyznaczają uroda i uległość. Następnie, kiedy przejdą już pole minowe, jakim jest ten okres, czekają na nie jeszcze większe wyzwania, kiedy to muszą godzić swoje ambicje z kobiecymi potrzebami, a potem wychowanie dzieci z pracą zawodową.
Te różnice mają więc swój rzeczywisty wymiar i stanowią prawdziwe wyzwanie dla rodziców. Musimy nauczyć się tego, jak wspierać nasze córki i synów i pomagać im, a także wiedzieć, jak ich traktować, chociaż mają tak różne potrzeby.
Sama zajmuję się badaniem mózgu i uważam, że nie poradzimy sobie z tym problemem, jeśli nie zrozumiemy, skąd biorą się owe rozbieżności. Co w mózgu chłopców i dziewczynek wywołuje takie a nie inne predyspozycje, reakcje czy możliwości? Czy mózgi kobiet i mężczyzn różnią się czymś zasadniczym? Czy chłopcy i dziewczynki mają już od urodzenia inne „oprogramowanie"?
Kiedy zabierałam się do opisywania tych różnic, wydawało mi się to łatwe. Sądziłam, że wystarczy znaleźć badania porównujące dwa typy mózgów, a następnie powiązać je z różnicami językowymi, emocjonalnymi, matematycznymi i innymi, dotyczącymi obu płci. W ten sposób powinno mi się udać jasno wytłumaczyć czytelnikom, na czym polegają różnice.
Jako biolog wiem, że dziewczynki i chłopcy jeszcze w fazie płodowej podlegają działaniu innych hormonów, które mają olbrzymi wpływ na ich późniejsze zachowania. Receptory tych hormonów pojawiają się bardzo wcześnie w mózgu płodu, gdzie zapewne tworzą (wraz z różnymi u obu płci genami) obwody neuronów, które ostatecznie określają te uzależnione od płci różnice.
Jednak po wyczerpujących poszukiwaniach okazało się, że istnieje bardzo mało dowodów na to, że mózgi dziewczynek i chłopców się różnią. Oczywiście, niektóre badania wykazały odmienności, kiedy jednak przyjrzałam się uważnie wszystkim danym - nie tylko tym, które potwierdzają istnienie znanych różnic, ale naprawdę wyważonym wynikom naukowych badań - musiałam przyznać, że do tej pory udowodniono jedynie dwie rzeczy.
Po pierwsze to, że mózgi chłopców są od 8 do 11 procent większe od mózgów dziewczynek. Ta różnica utrzymuje się przez całe życie i w zależności od płci może być źródłem żartów lub defensywnych zachowań, ale ma to wyraźny związek z większą wagą i wzrostem mężczyzn przy urodzeniu i w dorosłości.
Druga różnica ujawnia się na początku okresu dojrzewania, kiedy to można zauważyć, że mózg dziewczynek dojrzewa od roku do dwóch lat wcześniej niż chłopców. I znowu odzwierciedla to ogólne tendencje rozwoju płciowego, gdyż dziewczynki o rok lub dwa lata wcześniej rozpoczynają okres dojrzewania.
Zapewne można wysnuć różnego rodzaju teorie na temat tego, jak większy mózg powoduje, że chłopcy są bardziej aktywni, agresywni i lepsi w zadaniach technicznych i wymagających orientacji przestrzennej. Trudno jednak zrozumieć, jak mniejszy mózg miałby wpływać na interpersonalną i werbalną przewagę kobiet. Fakt, że mniejszy mózg pierwszy osiąga pełną dojrzałość, może wskazywać na ogólnie szybszy program dojrzewania. Jednak nie mamy wielu dowodów, z badań elektroenfalograficznych (EEG) czy innych mierzących rzeczywistą aktywność mózgu, które potwierdzałyby tę tezę.
Jeśli weźmiemy pod uwagę najnowsze wyniki badań, należy założyć, że różnice między mózgami są znacznie mniejsze niż ogólnie znane różnice w zachowaniu. Oczywiście, opisano badania dzieci potwierdzające istnienie niewielkich rozbieżności w przetwarzaniu danych zmysłowych, a także w obwodach odpowiedzialnych za pamięć i mowę, rozwój płatów czołowych oraz w szybkości i skuteczności opracowywania informacji w układzie nerwowym. Dlatego będę chciała poddać je ocenie i wyjaśnić, jaki mają wpływ na zachowanie chłopców i dziewczynek. Jednak ogólnie rzecz biorąc, ich mózgi są zadziwiająco podobne. Mózgi dzieci są bardzo do siebie zbliżone - tak jak ich androgyniczne ciała - co zmienia się dopiero w dorosłości.
Nie znaczy to jednak, że neurobiologia nie ma nam nic do powiedzenia na temat różnicy płci u dzieci. Wręcz przeciwnie. By się o tym przekonać, musimy zająć się nowszą jej gałęzią. Tak się składa, że właśnie na tej dziedzinie koncentrują się moje badania.
Zajmuje się ona plastycznością układu nerwowego. Ten niezbyt poetycki termin kryje prawdziwą poezję związaną z tym, że nasz mózg zmienia się pod wpływem doświadczeń. Tak jak z wytworzonego z ropy naftowej plastiku można formować torby na zakupy, butelki, rury, zabawki czy inne przedmioty, tak też nasze mózgi mogą w niemal cudowny sposób zmieniać się w zależności od zadań, jakie przed nimi stoją. Wszystkie elementy naszego systemu
nerwowego, takie jak neurony odpowiedzialne za przekazywanie sygnałów, ich aksony i dendryty, dzięki którym neurony łączą się ze sobą, synapsy stanowiące miejsca tych połączeń i komórki glejowe uczestniczące w procesach metabolicznych, odpowiadają na doświadczenia życiowe i ulegają ciągłym przekształceniom, by się do nich dostosować. Mózg zmienia się, gdy uczymy się chodzić i mówić, kiedy zapamiętujemy, kiedy dojrzewamy, gdy się zakochujemy lub pogrążamy w depresji i wówczas, gdy zostajemy rodzicami.
Plastyczność stanowi podstawę uczenia się, a także kompensacji uszkodzonych funkcji po urazie mózgu. A w dzieciństwie mózg jest znacznie bardziej plastyczny czy też giętki niż kiedykolwiek później. Jego oprogramowanie następuje w dużej mierze pod wpływem najwcześniejszych doświadczeń - w fazie prenatalnej po okres dojrzewania.
Mówiąc krótko, nasz mózg będzie taki, jakim go ukształtujemy. Wszystkie nasze czynności, na przykład czytanie, bieganie, wybuchy śmiechu, liczenie, dyskusje, oglądanie telewizji, zbieranie prania, koszenie trawy, śpiewy, płacz, całowanie i tak dalej, stanowią wzmocnienie aktywnych obwodów mózgu kosztem tych nieaktywnych. Uczenie się i ćwiczenia przeprogramowują nasz mózg. Biorąc więc pod uwagę to, że chłopcy i dziewczęta spędzają zupełnie inaczej czas w okresie dojrzewania, należy się spodziewać sporych różnic w funkcjonowaniu ich mózgów w dorosłości.
Wszystko więc sprowadza się do biologii, niezależnie od tego, czy wynika z samej natury, czy wychowania. Różnica płci widoczna w zachowaniu musi być odzwierciedlona w mózgach, ale wraz z dorastaniem dzieci te dysproporcje w coraz mniejszym stopniu wynikają z genów i hormonów. Istnieją oczywiście różnice, które biorą się z biologii - tempo dojrzewania, przetwarzanie informacji sensorycznych, poziom aktywności, skłonność do grymaszenia oraz (jak najbardziej!) typy zabaw. Postaram się je opisać szczegółowo w następnych rozdziałach.
Jednak najbardziej znane różnice między mężczyznami i kobietami dotyczące zdolności poznawczych, takich jak mówienie, czytanie, liczenie, a także zdolności interpersonalnych, takich jak agresja, empatia, skłonność do podejmowania ryzyka i potrzeba współzawodnictwa, w dużym stopniu wynikają z uczenia się. To prawda, że wyrastają one z podstawowych instynktów i są zakorzenione w sposobie funkcjonowania mózgu, ale można je znacznie rozszerzyć poprzez różne ćwiczenia, modele do naśladowania i wzmocnienia, którym już od urodzenia podlegają dziewczynki i chłopcy. Sami naukowcy przestali traktować naturę i wychowanie jako wrogie, zwalczające się siły i uważają, że muszą one współdziałać. Oczywiście, chłopcy i dziewczynki przychodzą na świat wyposażeni w różne geny i hormony. Jednak to, czy z zygoty o kariotypie XY rozwinie się chłopiec, a z zygoty XX dziewczynka, zależy od stałej interakcji genów i środowiska, która zaczyna się już w wodach płodowych i trwa odmierzana lekcjami tańca, meczami, zajęciami z matematyki i fizyki, a także towarzyskimi dramatami, które wciąż potwierdzają to, że nasze społeczeństwo jest podzielone pod względem płci.
Biologowie określają tę interakcję mianem epigenetyki - kiedy to środowisko działa na lub przez geny. Tak właśnie kształtują się wszystkie nasze cechy. Na przykład wzrost jest w dużym stopniu określony przez geny, ale niezależnie od potencjału genetycznego dziecko i tak nie urośnie, jeśli będzie niedożywione. Podobnie dzieje się w przypadku wagi, która ostatecznie zależy od sposobu odżywiania, nawyków jedzeniowych i środowiska (obecnie w wielu częściach świata absurdalnie nasyconego kaloriami). W jeszcze mniejszym stopniu dziedziczymy cechy psychiczne - zwykle w 50 procentach, jeśli idzie o inteligencję i osobowość - ale tutaj również bardzo istotne jest środowisko, w którym się rozwijamy.
Weźmy na przykład pod uwagę język, czyli to, co nas najbardziej odróżnia od innych stworzeń. Wszystkie zdrowe dzieci rodzą się z takimi strukturami w mózgu, zwykle w lewej półkuli, które dają im wrodzoną zdolność rozumienia i tworzenia mowy. Jednak kształtowanie tych obszarów w sprawne obwody odbywa się pod wpływem samego języka - dziecko w czasie pierwszych lat życia
słyszy przecież miliony słów w znaczących kontekstach. Wiemy
0 tym, ponieważ dzieci głuche od urodzenia cierpią później przez całe życie na niewydolność mowy, jeśli deprywacja słuchowa trwa dłużej niż kilka pierwszych lat życia. Te części mózgu, które odpowiadają za mowę, po prostu nie tworzą u nich odpowiednich obwodów neuronalnych ze względu na brak doświadczeń językowych.
Głuchota jest przykładem skrajnym, jednak ogromne znaczenie doświadczeń językowych jest widoczne u wszystkich dzieci. Język i dialekty, w jakich je wychowano, znajdują swoje odzwierciedlenie w oprogramowaniu ich mózgów. Dlatego można adoptować dziecko z bardzo odległego kraju, a kiedy dorośnie, będzie mówiło dokładnie tak jak osoby, z którymi przebywało.Tę fazę wczesnego uczenia się nazywamy okresem krytycznym, zaczyna się on w momencie urodzin i trwa do dojrzewania. Dorośli mogą się oczywiście też nauczyć nowego języka, ale wiąże się to z ciężką pracą i w niczym nie przypomina prostej, instynktownej nauki małego dziecka, zaś rezultaty są zwykle znacznie gorsze.
Dorastanie jako chłopiec lub dziewczynka oznacza, że w pewnym sensie jest się od urodzenia poddanym oddziaływaniu różnych języków. Ich mózgi od początku nie są jednakowe - dodatkowe geny w chromosomie Y u chłopców mają zatem olbrzymi wpływ na pozostałe (co odbija się na ich późniejszym zachowaniu), a także podstawową strukturę mózgu. Jednak pełny rozwój męskich albo żeńskich cech charakteru zależy również od stopnia uczestnictwa dzieci w typowo męskiej lub kobiecej kulturze. Jest to tak ważne jak wybór kołysanek czy też jedzenia, które dajemy swoim pociechom. […]
Fragment wstępu
Różowy mózg niebieski mózg
Spis treści:
Podziękowania
Wstęp
1. Różnice w zarodku
2. Pod różowym lub niebieskim kocykiem
3. Uczenie się przez zabawę w latach przedszkolnych
4. Początek szkoły
5. Cudowne słowa
6. Płeć, matematyka i fizyka
7. Miłość i wojna
8. Czas na rozejm
Przypisy
Bibliografia
Ilustracje
Indeks
Jest to bez wątpienia książka w pedagogice polskiej nowatorska, niezwykle ważna w filozofii i teorii wychowania, doskonale rekonstruująca źródła i główne idee etyki Józefa Tischnera oraz ogarniająca całościowo implikacje jego filozofii dla podstaw teoretycznych i zasad realizacji pedagogiki dobra (agatologicznej), książka napisana gruntownie, przejrzyście, jasno, przekonywająco i pięknie. Jest to wzorcowy przykład odczytania dla pedagogiki pism filozofa, nie pisanych z myślą o przeznaczeniu ich i umiejscowieniu w pedagogice i wychowaniu, a zatem rekonstrukcji pedagogii „implicite", dyskretnej, odczytanej pośrednio, nie wprost z pism filozoficznych, „zobaczenie - jak pisze Autorka - wychowana w filozofii bezpośrednio z nim nie związanej".
z recenzji prof. zw. dra hab. Zbigniewa Kwiecińskiego
W umawianiu się na randki, podobnie jak w innych dziedzinach życia, nie chodzi po prostu o "trudny rynek".
Nie jest to głównie sprawa liczby i dostępności mężczyzn i kobiet do wzięcia. To w dużo większym stopniu sprawa twojej dostępności i tego, czy jesteś otwarty na tworzenie związku.
Taki jest mój punkt widzenia i tego się trzymam. Moja misją w tej książce jest pomóc ci w odzyskaniu zdrowia i otwartości w tej dziedzinie życia, tak że będziesz w stanie nie tylko znaleźć kogoś, z kim się umówisz na randkę, ale i będzie to ktoś wart podjęcia z nim wspólnego życia.
Henry Cloud
zmień swoje życie (i swoją organizację) budując trwałe i szczere relacje z innymi ludźmi
Sukces – zarówno w biznesie, jak i w życiu – jest oparty na relacjach. W swoim znakomitym przewodniku Spaulding przenosi klasyczną filozofię Dale’a Carnegiego na następny poziom – opisuje, jak tworzyć trwałe relacje, które wychodzą poza powszechne powierzchowne kontakty i relacje „drugiego piętra”.
Książka Nie chodzi tylko o to, kogo znasz Tommy’ego Spauldinga – byłego dyrektora generalnego Up with People – to nowa wersja Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi Dale’a Carnegiego na dwudziesty pierwszy wiek.
Tommy Spaulding w bardzo młodym wieku zdał sobie sprawę, że nie jest mu dane zostać gwiazdą nauki. Średnią ocen 4,0 uzyskiwał tylko pod warunkiem, że dodał do siebie średnie ze szkoły średniej i college’u. Powodem jego trudności w szkole była, jak odkrył później, dysleksja. Ale dolegliwość ta tak naprawdę nie powstrzymała go, a wręcz przeciwnie – pomogła mu rozwinąć talenty, które rzeczywiście posiadał. Tommy jest naturalnym liderem; bardzo wcześnie uświadomił sobie, że ma unikalną zdolność do nawiązywania kontaktu z ludźmi, bez względu na ich wiek czy pochodzenie. Jako nastolatek dostał od ojca egzemplarz Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi i książka ta szybko stała się jego biblią. W szkole średniej był krajowym finalistą konkursu na Przedsiębiorczą Firmę DECA (Distributive Education Clubs of America) i wygrał wybory na przewodniczącego klasy maturalnej. Jakiś czas później został dyrektorem generalnym Up with People, jednej z największych międzynarodowych organizacji non-profit zajmujących się liderstwem na świecie.
Na każdym kroku Tommy Spaulding uczył się, że sekretem odnoszenia sukcesu jest proszenie o wsparcie, zdanie i wpływ innych ludzi. Nikt z nas nie osiągnął wielkiego sukcesu w pojedynkę. Potrzebujemy pomocy innych osób.
W tej bezstronnej, odkrywczej książce Tommy wzbogaca zasady, które Dale Carnegie naszkicował siedemdziesiąt pięć lat temu, i pokazuje, jak przesunąć je o krok dalej, aby dokonać niemożliwego w życiu i karierze. Aby zaprosić innych ludzi do autentycznego partnerstwa w naszym życiu, tłumaczy Tommy, najpierw trzeba wykazać zainteresowanie innymi ludźmi.
Nie chodzi tylko o to, kogo znasz czy co ktoś może zrobić dla ciebie, ale o to, co ty możesz zrobić dla nich. Ważne są motywy. W ustanawianiu głębszej więzi chodzi o:
autentyczność, nie manipulację;
wzajemność, nie egoizm;
zrozumienie, iż każda relacja jest jak droga prowadząca w dwie strony;
świadomość, że przypadkowo spotkana osoba może zmienić kierunek naszego życia.
W duchu bestsellerowej tradycji klasycznej już publikacji Dale’a Carnegiego książka Nie chodzi tylko o to, kogo znasz pokazuje, jak każdy z nas może wykorzystywać moc netgivingu – pomagania innym – do powiększania swoich światów i osiągania celów oraz zmieniania pracy, kariery i społeczności.
O AUTORZE
Tommy Spaulding jest prezesem Spaulding Companies LLC, organizacji zajmującej się rozwojem liderów w całym kraju, consultingiem, coachingiem i sztuką przemawiania. Był najmłodszym prezesem i dyrektorem generalnym znanej na całym świecie organizacji liderskiej Up with People (2005–2008). W 2000 roku Spaulding założył Leader’s Challenge, która stała się największym obywatelskim i liderskim programem przeznaczonym dla szkół średnich w Kolorado. Jest również prezesem The Spaulding Leadership Institute, założonej przez siebie organizacji non-profit, która realizuje programy Center for Third Sector Competence (Centrum Kompetencyjne Trzeciego Sektora), Globar Challenge (Globalne Wyzwanie), Colorado Close-Up (Bliżej Kolorado), Kid’s Challenge (Dziecięce Wyzwanie) i National Leadership Academy (Krajowa Akademia Liderów). Wcześniej był menedżerem sprzedaży ds. partnerów biznesowych w IBM/Lotus Development i uczestnikiem programu Japan Exchange and Teaching (JET). Spaulding zdobył tytuł licencjata w dziedzinie nauk politycznych na East Carolina University (1992) i dyplom MBA na Bond University w Australii (1998), gdzie był na Stypendium Ambasadorskim Rotary Foundation; oraz tytuł magistra z zarządzania organizacjami non-profit na Regis University (2005), gdzie był stypendystą stanu Kolorado. W 2007 roku otrzymał honorowy doktorat z nauk humanistycznych od Instytutu Sztuki Kolorado. W 2002 roku wygrał nagrodę Czterdziestu poniżej Czterdziestki „Denver Business Journal”. W 2006 roku został nagrodzony tytułem Najwybitniejszego Absolwenta East Carolina University, najwyższym wyróżnieniem przyznawanym absolwentom uniwersytetu. Spaulding jest przewodniczącym Zewnętrznego Zarządu Doradczego ds. Liderów East Carolina University i pierwszym „liderem-rezydentem” uniwersytetu. Jako znany na całym świecie mówca w dziedzinie liderstwa, Spaulding przemawiał do setek organizacji, szkół i korporacji na całym globie. Mieszka w Denver z żoną i dziećmi.
Fragment książki Nie chodzi tylko o to kogo znasz
Nieoczekiwany cud
Każdy ojciec ma nadzieję na cudowne dziecko - kolejnego wielkiego fizyka, muzyka, artystę, sportowca czy uczonego - i jak mi się wydaje, mój ojciec nie stanowił tu wyjątku. Jednak jako mądry człowiek wcześnie zdał sobie sprawę, że mój bilet do sukcesu dotyczy innego pociągu.
Całkiem jasne było dla niego, że nie zapowiadam się na zdobywcę Nagrody Nobla z fizyki, autora arcydzieła malarstwa współczesnego, twórcę uznanego przez krytykę koncertu czy zawodnika w którejś z wielkich lig. jednak dostrzegł we mnie przebłyski innego daru. I dlatego, kiedy wchodziłem w wiek nastolatka, wręczył mi pewna książkę. Wtedy właśnie inni chłopcy zaczęli gwałtownie dorastać, a ja nie. I to wtedy test, który przeprowadzili moi rodzice, potwierdził, że cierpię na zaburzenia uczenia się i jestem aż dwa lata w tyle w stosunku do moich rówieśników w takich sferach jak czytanie ze zrozumieniem. Rzeczywistość podszepnęła mojemu ojcu pomysł. Tata, nauczyciel szkolny, wiedział, jakie lekcje powinienem sobie przyswoić przede wszystkim i miały one niewiele wspólnego z odmianą czasowników, rozwiązywaniem złożonych problemów matematycznych czy zapamiętywaniem historycznych dat.
„Synu - powiedział - twoja matka naciska, abyś przeczytał jedną książkę - Biblię. A ja chcę poprosić cię o przeczytanie tej". I mówiąc to, wręczył mi egzemplarz Dale'a Carnegiego.
Byłem już w college'u, kiedy eksperci dokładnie zdiagnozowali moje problemy jako dysleksję. W związku z tą dolegliwością czytanie każdej książki w gimnazjum prowadziło w moim przypadku do zawrotów głowy. Wątpię, czy przed ukończeniem szkoły średniej przeczytałem więcej niż trzy lub cztery książki. Ponieważ jednak był to prezent i prośba mojego ojca, przeczytałem Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi od odeski do deski, a sugestywne zasady i intuicje zawarte w tym klasycznym poradniku Dale'a Carnegiego dały mi dokładnie to, czego potrzebowałem, przedzierając się przez szkołę średnią i co chwila napotykając nowe przeszkody na naukowej drodze. Książka ta zapewniła mi mapę, która ostatecznie doprowadziła mnie do sukcesu na niewyobrażalnym dla mnie poziomie. Jednak aby zrozumieć znaczenie książki Carnegiego dla mojego życia, musicie pojąć, skąd pochodzę i poznać kilka relacji, które mnie ukształtowały.
Moja podróż - po edukacji, biznesie i życiu - miała kilka interesujących, nietypowych i, szczerze mówiąc, dość bolesnych zwrotów. Zmagałem się (i nadal zmagam) z wieloma rzeczami, które większość ludzi uważa za kluczowe dla odniesienia sukcesu - na samym początku z czytaniem, pisaniem i arytmetyką. Jednak już w młodym wieku nauczyłem się, jak wykorzystywać moje silne strony i przełamywać słabe. Poznałem wartość kluczowego „R" w moim alfabecie - relacji.
Nauczyłem się nie tylko sztuki zdobywania przyjaciół i zjednywania sobie ludzi, lecz również panowania nad relacjami w życiu osobistym i zawodowym. Książka ta jest poświęcona tworzeniu takich relacji, które mogą zmienić wasze życia, wasze firmy i wasz świat. A to dlatego, że w biznesie chodzi o relacje. W sukcesie chodzi o relacje. W byciu liderem chodzi o relacje. W życiu chodzi o relacje.
Miasteczko Suffern w stanie Nowy Jork leży spokojnie u podnóża Gór Ra-mapo, zaledwie 42 kilometry na północny zachód od miasta Nowy Jork. Około jedenastu tysięcy mieszkańców tworzy wspólnotę w mozaice innych ciasno położonych miasteczek i wsi, w których mieszanka pracowników fizycznych i dojeżdżających do pracy w wielkim mieście reprezentuje najlepszą spuściznę kolonializmu i miejskiej wytrwałości.
Moi rodzice wychowali mnie na zrównoważonej diecie tradycyjnych wartości rodzinnych, która wysoko ceniła znaczenie pomagania innym i kładła duży nacisk na ciężką pracę i edukację.
Pomaganie i ciężka praca przychodziły mi łatwo. Jednak edukacja to już zupełnie inna para kaloszy - moje chęci topniały szybciej niż asfalt w upalny sierpniowy dzień.
Bałem się, że zostanę nazwany głupim przez moich nauczycieli i kolegów z klasy - ponieważ wierzyłem, że na to właśnie wskazują moje oceny. Zawalałem klasówki lub zaliczałem je ledwo, ledwo tylko po to, by nie zdać standardowego testu kończącego klasę i musieć uczęszczać na zajęcia szkoły letniej, aby poprawić punktację - a to wszystko mimo że pracowałem nad zadaniami domowymi i nauką równie ciężko co inne dzieciaki, które znałem, a zwykle nawet ciężej.
Moja pewność siebie legła w gruzach. Im bardziej byłem zawstydzony moimi ocenami, tym bardziej starałem się to kompensować poprzez osiągnięcia w sferze pozaedukacyjnej - uczestnicząc w zawodach sportowych, kandydując do szkolnego samorządu, zdobywając odznakę skauta orlego4. Bardzo podobnie do tego, jak niewidomi doświadczają wyostrzania się zmysłów, ja próbowałem radzić sobie z moimi naukowymi ograniczeniami przy pomocy zwiększonej zdolności komunikowania się i nawiązywania kontaktów z innymi ludźmi. Nie wiem, jak duża część tej umiejętności tkwiła w mojej naturze, a jaka została wyhodowana przez osoby, które mnie otaczały (oraz książkę Dale'a Carnegiego), jednak była ona tak realna jak deszcz.
Wydawało się, że mam zdolność zaprzyjaźnienia się dosłownie z każdym. Nie paliłem, nie piłem (za dużo), nie brałem narkotyków, ale z łatwością gadałem z każdym, kto to robił. Nie interesowałem się grą Dungeons & Dra-gons, ale ci, którzy to robili, traktowali mnie jak brata. (Na zajęciach wyrównawczych można zaprzyjaźnić się z każdym rodzajem dzieciaków). Nie byłem utalentowany fizycznie, ale zostałem kapitanem drużyny narciarskiej oraz grałem w piłkę nożną, bejsbol i futbol amerykański. Byłem w szkolnym zespole wokalno-tanecznym oraz występowałem w musicalach. Równie łatwo nawiązywałem kontakt z członkami klubu szachowego, co ze sportowcami. Każda grupa była moją grupą. Zostałem wybrany na przewodniczącego klasy maturalnej i wygrałem plebiscyt na „najbardziej przyjaznego" oraz „osobę, która zrobiła najwięcej dla szkoły średniej w Suffern".
I lubili mnie nie tylko uczniowie. Wszyscy nauczyciele w szkole średniej w Suffern wiedzieli, jak się nazywam, a ja znałem ich. Znałem dozorców i woźne. Znałem wszystkie sekretarki i pracowników administracji szkoły. Nawet znałem większość członków ich rodzin.
Budowanie tych relacji przychodziło mi w naturalny sposób. Jednak postrzeganie budowania relacji jako daru, a nie jako protezy kompensującej moje szkolne ułomności, było częścią procesu dojrzewania, który zajął wiele lat bolesnych zmagań.
Wcześnie zdałem sobie sprawę, że moja naukowa droga będzie inna niż większości moich przyjaciół. Już w szkole podstawowej zawarłem bliską znajomość z salą zajęć wyrównawczych - miejscem, w którym dzieci ze szczególnymi potrzebami otrzymywały dodatkową pomoc. W rzeczywistości przez trzy lata w którymś momencie szkolnego dnia odbywałem wstydliwy spacer do tej sali, próbując skorygować seplenienie poprzez umieszczanie aparatu pomiędzy koniuszkiem języka a podniebieniem.
A „normalne" lekcje również nie były dla mnie ratunkiem. Pamiętam ściskający za gardło strach, który czułem zawsze, kiedy nasz nauczyciel nakazywał klasie zrobić „rundkę czytania". Otwieraliśmy książki i pierwszy uczeń stawał na środku klasy, aby przeczytać akapit na głos. Potem kolejny czytał następny akapit i tak dalej, aż do ostatniego ucznia i końca fragmentu książki wybranego przez nauczyciela.
Kiedy inne dzieci czytały, czułem, jak pocą mi się ręce, a w żołądku rośnie supeł wielkości piłki nożnej. Wiedziałem, że będę się jąkał i zacinał i wszyscy utwierdzą się w przekonaniu, że jestem jedyną osobą w klasie, która nie potrafi czytać. Z mojego miejsca, blisko końca sali, mogłem doliczyć się szesnastu uczniów, którzy siedzieli przede mną. Następnie znajdowałem siedemnasty akapit, który miałem przeczytać. Wyłączałem się, tak aby nie słyszeć, jak inni czytają, i skupiałem całą uwagę na moim fragmencie, zmuszając się do zapamiętania każdego słowa do momentu, aż nadejdzie moja kolej. Pamięć często okazywała się moim wybawieniem. Kiedy patrzyłem na znajdujące się na kartce słowa, litery wirowały i uciekały z pola ostrości jak obrazki w kalejdoskopie. Ale jeśli miałem dość czasu, aby zapamiętać akapit, byłem w stanie czytać bez trudu i w ten sposób ukryć moją niemożność czytania. Gdy zaś nie znalazłem tyle czasu, czulem głęboki wstyd, patrząc, jak moi rówieśnicy starają się powstrzymać śmiechy, spojrzenia i zakłopotanie.
Dysleksja nie jest czymś, co można naprawić; trzeba z nią żyć każdego dnia. Szczególnie boleśnie uderzyło mnie to na przykład wtedy, kiedy w 2009
roku umarła moja babcia. Około godziny przed pogrzebem jedna z zakon-nic - moja ciotka, siostra Loreen - zapytała, czy nie przeczytałbym jednego z trzech czytań. Kiedy pokazała mi tekst, zobaczyłem tylko gromadę długich, nieznanych słów, a moje ręce natychmiast pokryły się zimnym potem. Popatrzyłem na nią przepraszająco i błagalnie i powiedziałem: „Wolałbym nie".
Zaledwie parę miesięcy przed moimi czternastymi urodzinami ja - znakomity mówca - wciąż byłem owładnięty strachem przez publicznym czytaniem. Jeśli miałbym więcej czasu, zapamiętałbym tekst i „przeczytał" go bez patrzenia na kartki. Zamiast tego straciłem możliwość uczczenia kobiety, którą bardzo kochałem.
Tymczasem z dala od książek rozkwitałem. Jak większość chłopców miałem dużo energii, ale byłem dobrze wychowany i ciężko pracowałem, dlatego moi nauczyciele uwielbiali mnie, a ja dogadywałem się ze wszystkimi w klasie.
W przedostatniej klasie stało się jasne, że przyczyną moich kłopotów z nauką nie jest po prostu opóźnienie. Cyfry i litery wyglądały tak, jakby wysypały się z woreczka do skrabli, a moje wizyty na zajęciach wyrównawczych były jak szkarłatne litery wyszyte na moim plecaku. Kiedy spoglądam na to wstecz, myślę, że prawdopodobnie miałem szczęście, że moi rówieśnicy nie dokuczali mi bardziej. Ale moje własne borykanie się z brakiem pewności siebie w tamtym czasie było dla mnie nie do zniesienia. Nawet kiedy inne dzieciaki nic nie mówiły, wiedziałem, że one wiedzą, i to mi wystarczało.
W dziewiątej, dziesiątej i jedenastej klasie, kiedy moi przyjaciele grali w bejsbol i wyjeżdżali na obozy letnie, tata zawoził mnie do szkoły letniej. Zapisywałem się na te zajęcia, ponieważ musiałem, a poza tym chciałem poprawić wyniki testu końcowego, aby zyskać jakąkolwiek nadzieję na dostanie się do college'u.
Większości ludziom, którzy znali mnie i moje naukowe dokonania, idea college'u wydawała się marzeniem ściętej głowy. Na początku klasy maturalnej znalazłem się w biurze Davida Tiltona, jednego z doradców szkolnych. Ponieważ nigdy nie przychodził on na zajęcia wyrównawcze, a ja nie miałem żadnych kłopotów jako uczeń, spotkaliśmy się po raz pierwszy. [...]
Nie chodzi tylko o to kogo znasz
Spis treści:
Przedmowa
Wstęp. Wspierając się na barkach Carnegiego
CZĘŚĆ PIERWSZA. Relacyjne odkrycia
1. Nieoczekiwany cud
2. Barman
3. Gospodarka relacji
CZĘŚĆ DRUGA. Jak zbudować kapitał relacyjny
4. Pięć pięter relacji
5. To, co robisz
6. Nie strzelaj do łosia
7. Odrabiaj pracę domową
8. Przełamywanie lodów... i ich tworzenie
9. Tylna strona wizytówki
10. Wykorzystywanie filantropii
11. Nigdy nie całuj się na pierwszej randce
12. Nie bądź ćwierkającym ptaszkiem
13. Przepraszam, ale rozmawiam z twoją żoną
14. Bezustanna komunikacja
15. Graj w szachy, a nie monopol
16. Zamiast ubijać interesy, poszukaj rady
17. On po prostu do mnie nie pasuje
CZĘŚĆ TRZECIA. Potęga netgivingu
18. Jak uczynić biznes sprawą osobistą
19. Wyjść poza networking
20. Autentyczność: jak sprawić, aby relacje były prawdziwe
21. Empatia: budowanie podstawy zaufania
22. Wrażliwość: otwieranie okna na swój wewnętrzny świat
23. Poufność: kierowanie się prawem skarbca
24. Ciekawość: potęga zadawania pytań
25. Hojność: wpływanie na świadomość
26. Pokora: dar dystansu
27. Poczucie humoru: beztroskie życie
28. Wdzięczność: sztuka bycia wdzięcznym
CZĘŚĆ CZWARTA. Zmiana relacji: życie w penthausie
29. Wycieczka do penthouse'u
30. Jerry Middel: najlepszy nauczyciel
31. Denver Moore: więcej niż można dostrzec
32. Kolekcjonowanie ważnych rzeczy
33. Dawcy piątego piętra
34. Życie według praw dawania/dostawania i na zewnątrz/w środku
35. Podwyższenie: rozwój, połączenie i wyniesienie
36. Służenie udziałowcom
37. Przestrogi
CZĘŚĆ PIĄTA. Stawianie celu na pierwszym miejscu
38. Relacje + Wizja = Wpływ
39. Pas Oriona
40. Jak sprawić, aby świat kręcił się lepiej
Każdy z nas nosi w sobie pragnienie cieszenia się życiem. Często stajemy w obliczu wyzwania: jak pokonywać trudności i problemy, które pojawiają się na naszej drodze, by nie utracić radości życia? Albo jak odzyskać radość i nadzieję, gdy ich zabraknie?
Nagromadzenie wielu różnych problemów i wyzwań sprawia, że miejsce radości coraz częściej wypełniają zmartwienia prowadzące do zniechęcenia. A zniechęcenie okrada nas nie tylko z radości życia, lecz i z siły oraz energii, potrzebnych, by skutecznie zmierzyć się z przeciwnościami. Pozbawia także nasz organizm naturalnych możliwości pokonywania chorób fizycznych, wirusów i bakterii.
Zniechęcenie jest jak gęsta mgła. Przestajemy widzieć otaczające nas piękno życia i tracimy orientację w stosunku do przyszłości. Zniechęcenie kradnie nasze marzenia, wiarę i nadzieję. Aby ruszyć w dalszą drogę, musimy wyjść z tej mgły.
Jak zatem pokonywać zniechęcenie w praktyczny sposób? Jak odzyskać utraconą radość i energię, by żyć pełnią życia? Na te pytania każdy powinien znać odpowiedzi oraz wiedzieć, jak działać, kiedy zniechęcenie na nas napiera.
Nie pozwól, by zniechęcenie okradło cię z tego, co w życiu najważniejsze.
Żyj pełnią radości każdego dnia!
Co musi wiedzieć dziecko, aby było bardziej bezpieczne wśród ludzi? Rozmawianie z dziećmi na trudne tematy sprawia nam kłopot. Szczególnie wtedy, gdy mamy mówić o zagrożeniach. Obawiamy się, że sama rozmowa może krzywdzić. A jednak, dla bezpieczeństwa dziecka, rozmawiać trzeba...""Powiedz komuś!"" to książka, która podnosi poczucie wartości dziecka i uczy je najważniejszego - szacunku dla siebie i dla innych. Jednocześnie przekazuje niezbędną wiedzę. Dziecko musi znać swoje prawa i umieć powiedzieć ""Nie!"" w obronie tych praw i własnego ciała. Trzeba je nauczyć, aby ufało własnym odczuciom. Kiedy czuje się zaniepokojone lub zakłopotane, musi nauczyć, aby ufało własnym odczuciom. Kiedy czuje się zaniepokojone lub zakłopotane, musi o tym Powiedzieć Komuś, kto wysłucha i pomoże. Książka pokazuje pozytywny obraz świata i mówi, jak zachować, stosując się do mądrych zakazów.
Czy większość populacji Europy będzie miała wkrótce problemy z seksem? W przeszłości mężczyzna czuł się komfortowo w sypialni. On był "nauczycielem miłości". Nie czuł się zagrożony w roli kochanka, bowiem nie był porównywany z innymi mężczyznami. Obecnie coraz częściej ma do czynienia z doświadczoną i rozbudzoną seksualnie partnerką, oczekującą "domyślenia się tego, czego chce i potrzebuje", zaspokojenia jej upodobań, doprowadzenia jej do orgazmu. Dla wielu mężczyzn taki model sztuki miłosnej wiąże się z odczuwaniem lęku przed rozczarowaniem partnerki, porównywaniem z jej ekskochankami, niesprawdzeniem się w roli kochanka. Gorzej, jeżeli partnerka ma równy lub wyższy od niego poziom potrzeb seksualnych. Pojawia się wtedy dylemat - czy będzie w stanie zaspokoić jej potrzeby. Do tego wszystkiego doszedł nowy istotny czynnik w naszej obyczajowości seksualnej - moda na partnerstwo, asertywność, otwartość. Hasła piękne i oczywiste, ale mogące wywoływać problemy w sypialni.
Piąta część cyklu powieści o słynnej kamienicy przy Scotland Street 44 w Edynburgu. Kolejna porcja pogodnej literatury McCall Smith to istny geniusz w przedstawianiu jasnej strony codziennego życia. W kolejnym tomie sześcioletni Bertie wstępuje do scautów; Matthew próbuje na nowo odkryć uroki życia małżeńskiego; narcystyczny Bruce z przerażeniem odkrywa swoją pierwszą zmarszczkę, a bandzior z Glasgow, Smalec OConnor, przybywa z darami... Co z tego wyniknie Odpowiedź znajdziemy w kolejnej książce ulubionego autora naszych czytelników.
Poradnik dla kobiet, które chcą więcej od życia.
Żaden autorytet nie ma prawa mówić nam, jak mamy żyć. Tylko my same możemy dać sobie zgodę na korzystanie z naszej wolności. Ale czy naprawdę wiemy, czego chcemy?
Wiele kobiet wątpi w swoje mocne strony i zdolności. Czy ja to potrafię? Czy to naprawdę jestem ja? Czy dam radę? Szybko może też pojawić się obawa, że będziemy postrzegane jako aroganckie egoistki.
Pójście własną drogą nie jest łatwe. Ta książka jest rodzajem trenera, który ma inspirować na co dzień i wspierać w realizacji skrytych marzeń, na co do tej pory nie miałyśmy odwagi. Sabine Asgodom, znana trenerka kadry menedżerskiej, pokazuje drogi, które mają moc odmieniania naszego życia.
Jesteście w środku nurtu złotonośnej rzeki, jaką jest wasze życie. Nie czekajcie, aż przypłynie do was ciężka bryła złota, ale zbierajcie codziennie małe drobiny, które dadzą wam szczęście.
Fragment
Katolicki ruch Odnowy w Duchu Świętym w Polsce wpisuje się w szeroki nurt rozważań nad oddolną aktywnością laikatu katolickiego. Zrodzony z zielonoświątkowych doświadczeń ruch Odnowy w Duchu Świętym wprowadził nową jakość w obszar życia współczesnych katolików także w polskich parafiach. Specyfika ruchów charyzmatycznych odwołujących się do darów Ducha Świętego charakteryzuje się spontanicznością zachowań kultowych oraz wiarą w moc uzdrowień w imię Jezusa. Grupy odnowowe skupiają w swoich szeregach przeważnie ludzi młodych, wykraczających w duchowych poszukiwaniach poza utarte kanony cotygodniowych, niedzielnych nabożeństw. Rozpoznanie tego środowiska, opisanie go w języku współczesnych teorii socjologicznych jest cennym wyzwaniem, którego podjęła się Ewa Miszczak.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?