To nie jest zwykła książka i przede wszystkim nie jest dla każdego.To opowieść o niesamowitej przemianie człowieka, jego symbolicznej podróży przez warstwy świadomości: od mechanicznej egzystencji opartej na nakazach i nieświadomości w świecie pełnym pułapek do pełni istnienia poza schematami.Od przetrwania do prawdziwego smaku życia.Ta książka jest dla tych, którzy czują, że zasługują na coś więcej i są gotowi przejść przez własne ciemności, by narodzić się na nowo."Papillon" (fr. motyl) nie daje prostych odpowiedzi, lecz prowadzi cię przez labirynt pełen sprytnie ukrytych pułapek, ale także piękna, abyś to właśnie ty zobaczył to wszystko swoimi oczyma.Każdy następny rozdział to kolejny etap metamorfozy - od gąsienicy zamkniętej w ciasnym kokonie utkanym z bólu i cierpienia do motyla, który już wie, jak latać.To nie jest historia o zmianie.To doświadczenie zmiany.Swoisty przewodnik dla odważnych dusz, dla tych, którzy są gotowi zejść w ciemność, aby zobaczyć światło.Bądź motylem, rozwiń skrzydła i unieś się tam, gdzie zawsze chciałeś być, albo na zawsze zostaniesz uwięziony w kokonie.ELIANA - nie przyszła, by podobać się światu, tylko go obudzić, nie podąża za tłumem, nie obiecuje cudów, wyznaje zasadę - odwaga zaczyna się tam, gdzie kończy się strach przed byciem innym.
Pod koniec ubiegłego roku skończyłem 67 lat. Po ukończeniu szkoły podstawowej podjąłem naukę w średnim studium zawodowym o profilu społeczno-prawnym. Następnie odbyłem dwuletnią służbę w OHP. Później rozpocząłem pracę w Hucie Warszawa.Resztę życia wyobrażałem sobie jako niekończącą się podróż dookoła świata własnym jachtem. Zamierzałem podróżować samotnie. To być może istotna cecha mojej osobowości, zwykle określana mianem mizantropii - choć zapewne nie jest to określenie do końca trafne. Nawet rozpocząłem budowę jachtu. Prace były już mocno zaawansowane - gotowy stał kadłub. Niestety okoliczności zmusiły mnie do porzucenia planów związanych z morzem. Ich realizacja ograniczyła się do kilku rejsów po naszych wodach przybrzeżnych i osłoniętych.Później podjąłem pracę w niewielkiej firmie nagrywającej kasety z muzyką z gatunku pop-jazz. Przede wszystkim projektowałem okładki, ale zajmowałem się także wieloma innymi rzeczami. We wczesnych latach 90. wstąpiłem do szkoły o profilu ezoterycznym. Jej dźwięczna nazwa brzmiała Akademia Astrobiologii. Wbrew pozorom nie wykładano tam niczego na temat życia w kosmosie.Pod koniec lat 90. pojawiły się u mnie ciężkie i przewlekłe choroby - problemy żołądkowe oraz choroby stawów. Jeszcze później opiekowałem się matką, która z wiekiem zniedołężniała i popadła w chorobę psychiczną.Od chwili jej śmierci zajmuję się psychotroniką, ezoteryką i oczywiście pisaniem. Cokolwiek opisuję, miało miejsce w rzeczywistości. Choć niektóre sprawy mogą wydawać się mało wiarygodne i część osób uważa zapewne, że co najmniej przesadziłem - zwłaszcza jeśli chodzi o bardziej niezwykłe wydarzenia - takie opinie są mi nawet na rękę. Niech sobie myślą, że zmyśliłem. Tymczasem za każdym razem dochodzę do wniosku, że zdarzenia, które naprawdę miały miejsce, są ciekawsze od czegokolwiek, co mógłbym wymyślić.Rodziny nie założyłem i nie noszę się z takim zamiarem.Przed kilkunastoma laty przeniosłem się z Warszawy do Żyrardowa, gdzie na razie pozostaję. Na przeprowadzkę wpłynęły względy ekonomiczne. Mieszkam sam z dwoma kotami. Nie chciałem żadnego, a mam dwa. O tym, w jaki sposób wszedłem w ich posiadanie, również pisałem. Ten kot, o którym była mowa w opowiadaniu zatytułowanym "Mrówki", zamieszczonym w książce "Dzień jak co dzień", już nie żyje - miał raka. Zamiast niego jest inny. Koty muszą być dwa.
Pod koniec ubiegłego roku skończyłem 67 lat. Po ukończeniu szkoły podstawowej podjąłem naukę w średnim studium zawodowym o profilu społeczno-prawnym. Następnie odbyłem dwuletnią służbę w OHP. Później rozpocząłem pracę w Hucie Warszawa.Resztę życia wyobrażałem sobie jako niekończącą się podróż dookoła świata własnym jachtem. Zamierzałem podróżować samotnie. To być może istotna cecha mojej osobowości, zwykle określana mianem mizantropii - choć zapewne nie jest to określenie do końca trafne. Nawet rozpocząłem budowę jachtu. Prace były już mocno zaawansowane - gotowy stał kadłub. Niestety okoliczności zmusiły mnie do porzucenia planów związanych z morzem. Ich realizacja ograniczyła się do kilku rejsów po naszych wodach przybrzeżnych i osłoniętych.Później podjąłem pracę w niewielkiej firmie nagrywającej kasety z muzyką z gatunku pop-jazz. Przede wszystkim projektowałem okładki, ale zajmowałem się także wieloma innymi rzeczami. We wczesnych latach 90. wstąpiłem do szkoły o profilu ezoterycznym. Jej dźwięczna nazwa brzmiała Akademia Astrobiologii. Wbrew pozorom nie wykładano tam niczego na temat życia w kosmosie.Pod koniec lat 90. pojawiły się u mnie ciężkie i przewlekłe choroby - problemy żołądkowe oraz choroby stawów. Jeszcze później opiekowałem się matką, która z wiekiem zniedołężniała i popadła w chorobę psychiczną.Od chwili jej śmierci zajmuję się psychotroniką, ezoteryką i oczywiście pisaniem. Cokolwiek opisuję, miało miejsce w rzeczywistości. Choć niektóre sprawy mogą wydawać się mało wiarygodne i część osób uważa zapewne, że co najmniej przesadziłem - zwłaszcza jeśli chodzi o bardziej niezwykłe wydarzenia - takie opinie są mi nawet na rękę. Niech sobie myślą, że zmyśliłem. Tymczasem za każdym razem dochodzę do wniosku, że zdarzenia, które naprawdę miały miejsce, są ciekawsze od czegokolwiek, co mógłbym wymyślić.Rodziny nie założyłem i nie noszę się z takim zamiarem.Przed kilkunastoma laty przeniosłem się z Warszawy do Żyrardowa, gdzie na razie pozostaję. Na przeprowadzkę wpłynęły względy ekonomiczne. Mieszkam sam z dwoma kotami. Nie chciałem żadnego, a mam dwa. O tym, w jaki sposób wszedłem w ich posiadanie, również pisałem. Ten kot, o którym była mowa w opowiadaniu zatytułowanym "Mrówki", zamieszczonym w książce "Dzień jak co dzień", już nie żyje - miał raka. Zamiast niego jest inny. Koty muszą być dwa.
Pod koniec ubiegłego roku skończyłem 67 lat. Po ukończeniu szkoły podstawowej podjąłem naukę w średnim studium zawodowym o profilu społeczno-prawnym. Następnie odbyłem dwuletnią służbę w OHP. Później rozpocząłem pracę w Hucie Warszawa.Resztę życia wyobrażałem sobie jako niekończącą się podróż dookoła świata własnym jachtem. Zamierzałem podróżować samotnie. To być może istotna cecha mojej osobowości, zwykle określana mianem mizantropii - choć zapewne nie jest to określenie do końca trafne. Nawet rozpocząłem budowę jachtu. Prace były już mocno zaawansowane - gotowy stał kadłub. Niestety okoliczności zmusiły mnie do porzucenia planów związanych z morzem. Ich realizacja ograniczyła się do kilku rejsów po naszych wodach przybrzeżnych i osłoniętych.Później podjąłem pracę w niewielkiej firmie nagrywającej kasety z muzyką z gatunku pop-jazz. Przede wszystkim projektowałem okładki, ale zajmowałem się także wieloma innymi rzeczami. We wczesnych latach 90. wstąpiłem do szkoły o profilu ezoterycznym. Jej dźwięczna nazwa brzmiała Akademia Astrobiologii. Wbrew pozorom nie wykładano tam niczego na temat życia w kosmosie.Pod koniec lat 90. pojawiły się u mnie ciężkie i przewlekłe choroby - problemy żołądkowe oraz choroby stawów. Jeszcze później opiekowałem się matką, która z wiekiem zniedołężniała i popadła w chorobę psychiczną.Od chwili jej śmierci zajmuję się psychotroniką, ezoteryką i oczywiście pisaniem. Cokolwiek opisuję, miało miejsce w rzeczywistości. Choć niektóre sprawy mogą wydawać się mało wiarygodne i część osób uważa zapewne, że co najmniej przesadziłem - zwłaszcza jeśli chodzi o bardziej niezwykłe wydarzenia - takie opinie są mi nawet na rękę. Niech sobie myślą, że zmyśliłem. Tymczasem za każdym razem dochodzę do wniosku, że zdarzenia, które naprawdę miały miejsce, są ciekawsze od czegokolwiek, co mógłbym wymyślić.Rodziny nie założyłem i nie noszę się z takim zamiarem.Przed kilkunastoma laty przeniosłem się z Warszawy do Żyrardowa, gdzie na razie pozostaję. Na przeprowadzkę wpłynęły względy ekonomiczne. Mieszkam sam z dwoma kotami. Nie chciałem żadnego, a mam dwa. O tym, w jaki sposób wszedłem w ich posiadanie, również pisałem. Ten kot, o którym była mowa w opowiadaniu zatytułowanym "Mrówki", już nie żyje - miał raka. Zamiast niego jest inny. Koty muszą być dwa.
Książka prezentuje zbiór wizerunków herbów szlacheckich, ukazując ich ewolucję od średniowiecza do 1918 roku.Wobec braku polskiego urzędu heraldycznego nadzorującego i zatwierdzającego zmiany, konieczne jest graficzne zapisanie zbioru wszystkich legalnych, ale także prywatnych w istocie wersji herbów funkcjonujących urzędowo bez konkretnej podstawy prawnej.Swoboda w zakresie zmian wizerunków herbów spowodowała powstanie dziesiątków tysięcy odmian, niekiedy znanych tylko sąsiadom. Wiele takich wizerunków zaginęło. Zmiany barw, klejnotów, układu czy dodatkowych elementów służyły przede wszystkim wyróżnieniu się spośród innych przedstawicieli tego samego rodu herbowego.Ewolucja heraldyki była nieunikniona. W każdym okresie historii obraz heraldyczny szlachty był inny, zmieniał się wraz z państwami, wojnami, polityką, władzami, obyczajami i nauką. Każdy tworzony zestaw wizerunków jest odbiciem trwającej w tamtym czasie rzeczywistości.Podstawą tej pracy są źródła udokumentowane wydawniczo lub zabytki materialne (architektura, zachowane muzealne dokumenty).Najwyższa jakość druku pozwalająca rozpoznać nawet drobne detale oraz duża trwałość oprawy.Niezbędne narzędzie pracy dla antykwariuszy, konserwatorów, historyków, genealogów, heraldyków oraz badaczy przeszłości, także dla wszystkich poszukujących herbów swoich i cudzych przodków.Tadeusz Gajl (ur. 1940 r. w Wilnie) - artysta grafik, twórca współczesnych przedstawień historycznych herbów szlachty polskiej. Herby jego autorstwa zyskały powszechną akceptację.Jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi (1966).Autor herbarzy: "Herby szlacheckie Rzeczypospolitej Obojga Narodów" (Gdańsk 2003), "Herby szlacheckie Polski porozbiorowej" (Gdańsk 2005), "Herbarz polski od średniowiecza do XX A30wieku" (Gdańsk 2007, 2011), "Herby szlachty Polski" (Wydawnictwo Poligraf, 2023), "Odmiany herbów szlachty Polski" (Wydawnictwo Poligraf, 2025).Obecnie kontynuuje zadanie graficznego ukazania 600 lat ewolucji polskiej heraldyki. Za konieczną uznaje ideę dążenia do książkowego uzupełnienia braku państwowego urzędu heraldycznego.Jednocześnie pod nadzorem MSWiA projektuje herby ziemskie (województw, powiatów, miast, gmin).Prywatnie tworzy obrazy i grafiki.Wraz z informatykiem Lechem Milewskim stworzył wyszukiwarkę herbów, będącą elektronicznym uzupełnieniem herbarzy i pozwalającą wyszukiwać herb według jego graficznej zawartości.
Pod koniec ubiegłego roku skończyłem 67 lat. Po ukończeniu szkoły podstawowej podjąłem naukę w średnim studium zawodowym o profilu społeczno-prawnym. Następnie odbyłem dwuletnią służbę w OHP. Później rozpocząłem pracę w Hucie Warszawa.Resztę życia wyobrażałem sobie jako niekończącą się podróż dookoła świata własnym jachtem. Zamierzałem podróżować samotnie. To być może istotna cecha mojej osobowości, zwykle określana mianem mizantropii - choć zapewne nie jest to określenie do końca trafne. Nawet rozpocząłem budowę jachtu. Prace były już mocno zaawansowane - gotowy stał kadłub. Niestety okoliczności zmusiły mnie do porzucenia planów związanych z morzem. Ich realizacja ograniczyła się do kilku rejsów po naszych wodach przybrzeżnych i osłoniętych.Później podjąłem pracę w niewielkiej firmie nagrywającej kasety z muzyką z gatunku pop-jazz. Przede wszystkim projektowałem okładki, ale zajmowałem się także wieloma innymi rzeczami. We wczesnych latach 90. wstąpiłem do szkoły o profilu ezoterycznym. Jej dźwięczna nazwa brzmiała Akademia Astrobiologii. Wbrew pozorom nie wykładano tam niczego na temat życia w kosmosie.Pod koniec lat 90. pojawiły się u mnie ciężkie i przewlekłe choroby - problemy żołądkowe oraz choroby stawów. Jeszcze później opiekowałem się matką, która z wiekiem zniedołężniała i popadła w chorobę psychiczną.Od chwili jej śmierci zajmuję się psychotroniką, ezoteryką i oczywiście pisaniem. Cokolwiek opisuję, miało miejsce w rzeczywistości. Choć niektóre sprawy mogą wydawać się mało wiarygodne i część osób uważa zapewne, że co najmniej przesadziłem - zwłaszcza jeśli chodzi o bardziej niezwykłe wydarzenia - takie opinie są mi nawet na rękę. Niech sobie myślą, że zmyśliłem. Tymczasem za każdym razem dochodzę do wniosku, że zdarzenia, które naprawdę miały miejsce, są ciekawsze od czegokolwiek, co mógłbym wymyślić.Rodziny nie założyłem i nie noszę się z takim zamiarem.Przed kilkunastoma laty przeniosłem się z Warszawy do Żyrardowa, gdzie na razie pozostaję. Na przeprowadzkę wpłynęły względy ekonomiczne. Mieszkam sam z dwoma kotami. Nie chciałem żadnego, a mam dwa. O tym, w jaki sposób wszedłem w ich posiadanie, również pisałem. Ten kot, o którym była mowa w opowiadaniu zatytułowanym "Mrówki", zamieszczonym w książce "Dzień jak co dzień", już nie żyje - miał raka. Zamiast niego jest inny. Koty muszą być dwa.
Pod koniec ubiegłego roku skończyłem 67 lat. Po ukończeniu szkoły podstawowej podjąłem naukę w średnim studium zawodowym o profilu społeczno-prawnym. Następnie odbyłem dwuletnią służbę w OHP. Później rozpocząłem pracę w Hucie Warszawa.Resztę życia wyobrażałem sobie jako niekończącą się podróż dookoła świata własnym jachtem. Zamierzałem podróżować samotnie. To być może istotna cecha mojej osobowości, zwykle określana mianem mizantropii - choć zapewne nie jest to określenie do końca trafne. Nawet rozpocząłem budowę jachtu. Prace były już mocno zaawansowane - gotowy stał kadłub. Niestety okoliczności zmusiły mnie do porzucenia planów związanych z morzem. Ich realizacja ograniczyła się do kilku rejsów po naszych wodach przybrzeżnych i osłoniętych.Później podjąłem pracę w niewielkiej firmie nagrywającej kasety z muzyką z gatunku pop-jazz. Przede wszystkim projektowałem okładki, ale zajmowałem się także wieloma innymi rzeczami. We wczesnych latach 90. wstąpiłem do szkoły o profilu ezoterycznym. Jej dźwięczna nazwa brzmiała Akademia Astrobiologii. Wbrew pozorom nie wykładano tam niczego na temat życia w kosmosie.Pod koniec lat 90. pojawiły się u mnie ciężkie i przewlekłe choroby - problemy żołądkowe oraz choroby stawów. Jeszcze później opiekowałem się matką, która z wiekiem zniedołężniała i popadła w chorobę psychiczną.Od chwili jej śmierci zajmuję się psychotroniką, ezoteryką i oczywiście pisaniem. Cokolwiek opisuję, miało miejsce w rzeczywistości. Choć niektóre sprawy mogą wydawać się mało wiarygodne i część osób uważa zapewne, że co najmniej przesadziłem - zwłaszcza jeśli chodzi o bardziej niezwykłe wydarzenia - takie opinie są mi nawet na rękę. Niech sobie myślą, że zmyśliłem. Tymczasem za każdym razem dochodzę do wniosku, że zdarzenia, które naprawdę miały miejsce, są ciekawsze od czegokolwiek, co mógłbym wymyślić.Rodziny nie założyłem i nie noszę się z takim zamiarem.Przed kilkunastoma laty przeniosłem się z Warszawy do Żyrardowa, gdzie na razie pozostaję. Na przeprowadzkę wpłynęły względy ekonomiczne. Mieszkam sam z dwoma kotami. Nie chciałem żadnego, a mam dwa. O tym, w jaki sposób wszedłem w ich posiadanie, również pisałem. Ten kot, o którym była mowa w opowiadaniu zatytułowanym "Mrówki", zamieszczonym w książce "Dzień jak co dzień", już nie żyje - miał raka. Zamiast niego jest inny. Koty muszą być dwa.
Jak wychowywać dzieci z czułością, nie rezygnując ze stanowczości? Jak wyznaczać granice w świecie, który obiecuje natychmiastowe zaspokojenie każdej potrzeby?Żyjemy w czasach, w których dzieci od najmłodszych lat uczą się, że wszystko można mieć "tu i teraz". Jedno kliknięcie wystarczy, by obejrzeć ulubioną bajkę, zamówić wymarzoną rzecz czy uwolnić się na chwilę od nudy i frustracji. Tymczasem dojrzewanie wymaga czegoś zupełnie innego - cierpliwości, umiejętności radzenia sobie z trudnymi emocjami, wytrwałości oraz doświadczenia, że nie każda potrzeba może zostać zaspokojona natychmiast.BLISKOŚĆ i GRANICE to przewodnik dla rodziców i opiekunów, którzy chcą wychowywać dzieci z empatią i szacunkiem, nie rezygnując z rodzicielskiej odpowiedzialności i spokojnej stanowczości. Autorka pokazuje, że czułość nie oznacza pobłażliwości, a konsekwencja nie musi wiązać się z karą ani emocjonalnym dystansem. To właśnie połączenie bliskości i jasno wyznaczonych granic buduje w dziecku poczucie bezpieczeństwa, odporność psychiczną oraz zdolność do tworzenia zdrowych relacji.Ta książka nie oferuje prostych recept. Przynosi natomiast wiedzę opartą na psychologii rozwojowej i doświadczeniu terapeutycznym oraz praktyczne wskazówki, które pomagają odnaleźć równowagę w codziennych wyzwaniach rodzicielstwa. To zaproszenie do świadomego wychowywania dzieci, które potrafią czekać, rozumieją siebie i innych oraz z odwagą i spokojem odnajdują się w świecie natychmiastowej gratyfikacji.KATARZYNA KULAWIŃSKA psycholog, neurologopeda. Od wielu lat pracuje z dziećmi i ich rodzicami. W swojej praktyce zawodowej wspiera rodziny w wyzwaniach współczesnego rodzicielstwa, pomagając budować relacje oparte na bliskości, wzajemnym szacunku i świadomym wyznaczaniu granic. Szczególnie interesuje się wpływem nowych technologii, wszechobecnego pośpiechu i kultury natychmiastowej gratyfikacji na rozwój emocjonalny, społeczny oraz komunikacyjny dzieci.Łącząc wiedzę naukową z doświadczeniem terapeutycznym, pokazuje, jak wychowywać dzieci na samodzielnych, odpornych i empatycznych ludzi. Wierzy, że największym darem, jaki rodzic może ofiarować dziecku, jest uważna obecność, cierpliwość i mądre towarzyszenie mu w drodze do dorosłości.
Anna Olszewska (13.10.2000 r.) - urodzona na Śląsku. Pasjonatka sztuki, filozofii, kotów i oczywiście książekPiszę, bo w słowach odnajduję czułość i przestrzeń dla siebie. Z emocji, drobnych gestów i chwil, które łatwo przeoczyć, splatam wiersze. Poezja jest dla mnie formą bliskości - z własnym wnętrzem i z drugim człowiekiem.Ten tom to delikatny zapis tego, co we mnie poruszone, niedopowiedziane i prawdziwe.
Jeśli myślisz, że świat magii nie ma przed Tobą żadnych tajemnic - jesteś w błędzie!Przekonaj się, ile prawdy kryje się w prastarych legendach i co się stanie, gdy część z nich ożyje.Bracia po raz kolejny muszą stawić czoła mrocznemu Hermusowi.Wraz z wiernymi przyjaciółmi robią wszystko, co w ich mocy, by powstrzymać falę szarości, która zalewa świat. Czy im się uda?Czy zdobędą nowych przyjaciół?A może świat utracił swe barwy już na zawsze?Nie trać czasu i przekonaj się sam!P.S. Ciastka. Ciastka są dobre na wszystko.
"Jagododowa wojowniczka" to niezwykle osobista opowieść o stracie mojej ukochanej sześciomiesięcznej córeczki Jagódki, która zmagała się z mutacją genetyczną na 9. i 13. chromosomie, kraniostenozą, wytrzeszczem gałek ocznych, niedomykalnością zastawek, ubytkiem w przegrodzie międzyprzedsionkowej oraz wieloma innymi zaburzeniami, o których przeczytacie w książce.To historia o macierzyństwie, miłości i poszukiwaniu siły po śmierci upragnionego dziecka. Poznacie również najbliższe mi osoby - córkę, męża i wiernego pieska - a także dowiecie się, co robię na co dzień, czym się zajmuję i w jakie projekty się angażuję.To prawdziwy wyciskacz łez - wzruszający hołd dla zmarłej córki, a zarazem przewodnik dla rodziców zmagających się z podobnymi zaburzeniami. Wierzę, że moja Jagodziana, patrząc na mnie z góry, jest moją wierną fanką, kibicuje mi w moich działaniach, jest ze mnie dumna i kocha mnie bezgranicznie tak samo, jak ja kocham ją.Monika Szyszka-Mnich ukończyła studia na kierunkach ochrona środowiska oraz biologia człowieka. Pracuje w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym w Poznaniu - zarówno jako pracownik administracyjny, jak i kierowca autobusu. Od 2009 roku mieszka w Poznaniu. Jest szczęśliwą żoną, matką oraz opiekunką najwierniejszej psiej towarzyszki o imieniu Bella. Jest honorową dawczynią krwi i bierną instruktorką nauki jazdy.W wolnych chwilach uwielbia podróżować, gotować, spacerować i spędzać czas z najbliższymi. Interesuje się medycyną i literaturą - sama tworzy wiersze oraz pisze artykuły do firmowej gazetki. Zamiłowanie do tworzenia towarzyszyło jej od najmłodszych lat, dopiero jednak śmierć córki stała się natchnieniem do napisania debiutanckiej książki opowiadającej o jej losach.
"Światłocienie macierzyństwa" to zbiór krótkich, poetyckich refleksji poświęconych różnym wymiarom i doświadczeniom macierzyństwa.Tomik otwiera głos kobiety ceniącej świadomy wybór, a zarazem zachwyconej tajemnicą pojawienia się nowego życia i jego wzrastania - także wtedy, gdy nie towarzyszy mu w pełni świadoma decyzja. Choć autorka nie podejmuje wprost rozważań nad wolną wolą, napięcie między ludzką sprawczością a pokorą wobec praw życia stanowi ważne tło wielu utworów.Szczególne miejsce zajmują tu matki - zwłaszcza te, które swoje cierpienie przeżywają w milczeniu, często nie znajdując wystarczającego zrozumienia ani w społecznym dyskursie, ani we współczesnych uproszczonych narracjach psychologicznych. Autorka pisze o macierzyństwie, które nie kończy się wraz z dorastaniem dziecka i którego granice nie zawsze dają się wyraźnie określić. Nie pomija przy tym także trudnych doświadczeń i bolesnych prawd.W tomiku wybrzmiewa także głos rodzącego się życia, pożegnania matki, refleksje i uczucia towarzyszące jej utracie. Autorka dostrzega macierzyństwo też poza światem ludzi wskazując na jego przejawy w naturze i w duchowym wymiarze istnienia.
ODŁÓŻ TĘ KSIĄŻKĘ, JEŚLI CHCESZ NADAL ŚNIĆ.OTWÓRZ JĄ, JEŚLI JESTEŚ GOTÓW ODZYSKAĆ TO, CO ZAWSZE NALEŻAŁO DO CIEBIE."Teza niewiedzy" to metafizyczny traktat o upadku i przebudzeniu. Głównym założeniem dzieła jest stwierdzenie, że ludzkość znajduje się w stanie narzuconej amnezji, a świat, który postrzegamy zmysłami, jest jedynie uproszczoną, stłumioną wersją rzeczywistości.
"Przez pryzmat życia" jest luźną kontynuacją mojego poprzedniego tomiku "Wino poezji" (2021). Podejmuję w nim między innymi takie tematy, jak miłość, mądrość i przyjaźń. Położyłem nacisk przede wszystkim na treść i przesłanie, a nie na artystyczne ornamenty. Dla jednych tomik będzie łatwy w odbiorze, dla innych bardziej wymagający, jednak każdy powinien znaleźć w nim coś dla siebie. Serdecznie zachęcam do lektury.Maciej S. ŚwistakMaciej S. Świstak (ur. 1977) w latach 1997-1998 należał do Klubu Literackiego Aspekt działającego przy Miejskim Centrum Kultury w Ostrowcu Świętokrzyskim. Studiował filozofię, socjologię i informatykę, nie ukończył jednak żadnego z tych kierunków. Uważa się za artystę z powołania - przede wszystkim poetę, a w dalszej kolejności pisarza.Dotychczas opublikował tomik poetycki "Wino poezji" (2021) oraz powieść "Skansen Europy" (2023).
W tomie II "Byłem więźniem" autor opisuje swoje dalsze losy w łódzkim areszcie, proces pod dyktando Prokuratury Krajowej Ziobry oraz pobyt w więzieniach w Iławie i we Wrocławiu. Tematem przewodnim książki jest jednak życie po życiu, a dokładnie przekonanie, że nasza egzystencja i świadomość nigdy się nie kończą. Niby nic nowego, lecz autor w unikalny sposób udowadnia tę Prawdę, zestawiając relacje osób, które doświadczyły śmierci klinicznej, z relacjami tych, którzy podczas regresji hipnotycznych widzieli swoje poprzednie wcielenia. Opisuje również okresy pomiędzy kolejnymi wcieleniami, czyli czas przebywania w naszym prawdziwym Domu."Maniuś był z nami pół roku. Za nieodpowiedni żart skazano go na sześć lat więzienia i wywieziono do Zakładu Karnego w Sieradzu. Tam umarł na atak serca"."Wszyscy słyszeli o Tomaszu Komendzie czy Arkadiuszu Krasce, ale mało kto na wolności wyobraża sobie, że takich jak oni w polskich więzieniach gniją tysiące. Całkiem niewinnych lub winnych częściowo ()"."Lokal wynajmowali studenci. Skarżyli się na smród, który rzekomo wydobywał się ze ścian. Okazało się, że wnęka przy balkonie była mniejsza od tych, które zrobiono w identycznych mieszkaniach w kamienicy. Pod tynkiem i warstwą cegły spoczywał martwy Mieczysław"."Macie () okazję przeczytać o tym, co z ogromną dozą pewności stanie się z wami na progu i za progiem śmierci ciała"."() dopóki nie wróciłem z martwych, nigdy wcześniej tak naprawdę nie widziałem kwiatu. () Teraz patrzę na las, na kwiat, na ptaka i mówię: To jestem ja, to jest część mnie!"."Poddawani regresji opisują Dom Ojca - w którym żyjemy na stałe pomiędzy kolejnymi wcieleniami, zintegrowani z naszym wyższym Ja - jako odwzorowanie ziemskich miast, budynków, ludzi, przyrody - fauny i flory. Jednak każdy z tych elementów jest tam doskonały i posiada więcej wymiarów niż na Ziemi".
Podstawowym przesłaniem książki pt. "Ratunek dla Polski i świata – intronizacja Jezusa Chrystusa na Króla Polski" jest uzmysłowienie moim rodakom – często o niewystarczającej świadomości duchowej i społecznej – jak ważna jest intronizacja Jezusa Chrystusa na Króla Polski.
Polska i cały świat pogrążają się dziś w chaosie o niespotykanej dotąd skali, co prowadzi do nieuniknionych tragedii. Zarówno Polsce, jak i światu bardzo potrzebni są mądrzy oraz odważni przywódcy, którzy będą potrafili wyprowadzić współczesny świat z tego kryzysu.
Polacy wybrali mądrego i odważnego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej i istnieje nadzieja, że to właśnie z Polski wyjdzie wreszcie oczekiwana iskra, która odmieni losy świata.
Nie przyszłaś tu, by stać się kimś innym. Przyszłaś, by przestać od siebie odchodzić.
Są książki, które się czyta. I są takie, do których się wraca - jak do miejsca, w którym ktoś naprawdę Cię widzi.
"Witaj w Domu" to nie opowieść o duchowości. To zapis drogi kobiety, która przeszła przez znaki, ciszę, stratę, przebudzenie i codzienność, by odkryć, że to, czego szukała w świecie, od zawsze mieszkało w niej.
To książka o rozpoznaniu. O godności bycia. O miłości, która nie krzyczy, lecz prowadzi. O cudach, które nie zawsze są spektakularne, ale zawsze są precyzyjne.
To zaproszenie, by się zatrzymać. By wsłuchać się w szepty duszy. By odważyć się stanąć w prawdzie - bez udowadniania, bez pośpiechu, bez masek.
Dom nie jest miejscem.
Dom jest chwilą, w której przestajesz ze sobą walczyć.
Ta książka nie daje gotowych odpowiedzi.
Ona przypomina.
Bo oświecenie nie jest celem. Oświecenie jest codziennością,
gdy pozwalasz sobie po prostu być.
Jeśli coś w Tobie drgnęło, jeśli poczułaś, że te słowa są o Tobie -
to znaczy, że już jesteś w drodze.
Witaj w Domu!
Urodziłem się w Łodzi w roku 1942. Ponure czasy okupacji niemieckiej. Mieszkałem na Bałutach, na terenie dawnego Litzmannstadt Ghetto - co nie było dla mnie bez znaczenia. Potem były szkoły, liceum, Wydział Aktorski w PWSTiF. I praca w teatrze: Kalisz, Lublin, Wrocław, Jelenia Góra i znów Wrocław - Teatr Współczesny.
W Lublinie, a potem we Wrocławiu dyrektorem był Kazimierz Braun, doskonały Mistrz teatru. To pod Jego "batutą" grałem Konrada w "Dziadach" A. Mickiewicza i w "Wyzwoleniu" S. Wyspiańskiego. Kazimierz wystawiał wiele sztuk T. Różewicza, który przychodził na próby, rozmawiał z nami, doradzał, a ja w "Akcie przerywanym" grałem postać Poety.
Kaziemierz Braun wystawił też "Dżumę" wg A. Camusa, która cieszyła się dużą popularnością, a Kazimierz "w nagrodę" został zwolniony z teatru. Był to czas stanu wojennego, gdy "dżuma" jak intruz panoszyła się w naszym kraju.
W tym czasie graliśmy też "Sztukmistrza z Lublina" wg prozy Isaaca Singera. Jan Szurmiej, reżyser, przeniósł nas i publiczność do świata barwnej i niezwykłej kultury żydowskiej, braci naszych starszych. Piosenki A. Osieckiej i Z. Koniecznego swoją urodą cieszyły nie tylko wrocławian.
A poezja? Przecież "mówiłem poezją", grając Konrada, Guślarza, poetę Norwida... Poezja chroniła, ocalała... I rozbudzała świadomość.
Jak pisał J.J. Rousseau:
"O świadomości! Boski instynkcie, sędzio nieomylny, rozpoznający dobro od zła, który czynisz człowieka podobnego Bogu".
Poezja... czy będzie wiatykiem, pomocą w drodze do tej krainy, skąd nikt dotąd nie wrócił?
Oto jest pytanie.
Przymierze to porywająca opowieść fantasy o świecie pogrążonym w ciemności, gdzie ostatnią nadzieją ludzkości pozostaje tajemnicze Przymierze. Wśród plugastwa, bestii i ruin dawnego porządku pojawia się on Bezimienny. Nie pamięta, kim jest ani skąd przybył, lecz jego siła i niezwykłe znaki na ciele mogą skrywać odpowiedź na pytanie, od którego zależą losy świata. Odnaleziony na skraju śmierci przez mieszkańców ukrytej wioski, stopniowo odzyskuje siły, poznaje smak zwyczajnego życia oraz rodzące się uczucie do Melissy dziewczyny, która ocaliła mu życie. Jednak przeznaczenie nie pozwala mu pozostać w cieniu spokoju. Czy Bezimienny odkryje prawdę o sobie? Czy zdoła przeciwstawić się mrokowi i zjednoczyć to, co zostało rozbite? Przymierze to historia o walce dobra ze złem, sile miłości, odwadze i nadziei, która potrafi rozbłysnąć nawet w najgłębszej ciemności.
Odkryj przestrzenie, w których sacrum spotyka się z codziennością.Czy poezja może być jednocześnie intymnym wyznaniem, lekcją historii i filozoficznym drogowskazem? Agnieszka Seremet udowadnia, że tak. Jej tomik "Przestrzenie" to wielowymiarowa podróż przez życie, w którym dojrzałość "rozsiada się w ciszy", a każde doświadczenie staje się cennym "kapitałem", z którego odsetki czerpie się przez lata.Głęboka duchowość bez patosu: Autorka przekłada wielkie tajemnice wiary na język konkretu - miłość, nadzieję i wiarę odnajduje w zapachu trzech bochenków chleba krojonych przy rodzinnym stole.Poruszająca historia lokalna: W cyklu poświęconym bł. Karolinie Kózce autorka rezygnuje z pomnikowości na rzecz przejmujących obrazów- od krwi na mroźnym trakcie po zdeptaną "kajzerkę", symbol przerwanego niewinnie życia.Zachwyt nad naturą: Wiersze takie jak "Krokusówka" czy "Szafrany" to barwne pocztówki z brzeźnickich pól, które uczą uważności na "dar od wiosny doskonały".Ciepło i uśmiech: Obok trudnych pytań o sens cierpienia czytelnik znajdzie tu radosną krainę pluszowego misia, który potrafi rozproszyć każdą złą myśl."Poezja to bezwstydne duszy obnażenie" - pisze autorka, zapraszając nas do świata pełnego autentyczności, gdzie słowa stają się "ożywczym deszczem" dla ludzkich serc.Dla kogo jest ten tomik? Dla poszukujących chwili wytchnienia w pędzie "karuzeli życia", dla wrażliwych na piękno detalu i dla każdego, kto wierzy, że życie to "cud niezaprzeczony".Agnieszka Seremet - pisze od kilkunastu lat z potrzeby serca. Jej krótkie, proste wiersze powstawały między 2009 a 2022 rokiem jako zapis zachwytu nad naturą, słowem i duchową głębią codzienności. Laureatka konkursów poświęconych błogosławionej Karolinie, publikowana w antologiach pokonkursowych oraz w kwartalniku "Radło". Na co dzień uczy młodych ludzi wrażliwości na piękno i dobro. Tomik "Przestrzenie" jest jej debiutem książkowym.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?