Fascynująca opowieść o budowniczym, mordercy i wielkiej wystawie, która stała się ich wspólną obsesją. Prawdziwa historia dwóch mężczyzn, architekta i seryjnego mordercy, których losy połączyła ze sobą największa wystawa w amerykańskiej historii: Kolumbijska Wystawa Światowa z 1893 roku, zorganizowana w Chinach i nazywana 'Białym Miastem'. Daniel Hudson Burnham, wybitny dyrektor robót wystawy i twórca wielu ważnych budynków, takich jak Flatrion Building w Nowym Jorku czy Union Station w Waszyngtonie, pokonuje liczne przeszkody i wraz ze swoim zespołem stara się przekształcić podmokły park Jacksona w 'Białe Miasto'...
SZTUKA STYLU: ENCYKLOPEDIA PONAD 160 PROJEKTANTÓW. Słynny brytyjski magazyn I-D po raz kolejny przedstawia najważniejszych światowych projektantów. Od najważniejszych graczy na rynku - Karla Lagerfelda, Johna Galliano i Marca Jacobsa, po wschodzące gwiazdy - Kim Jones i Tess Giberson, marki miejskie i sportowe - A Bathing Ape, Nike, Diesel czy Silas. Moda Dzisiaj 2 jest pełnym przeglądem najlepszych współczesnych projektantów. Moda dzisiaj 2 ilustrowana jest zdjęciami pochodzącymi z archiwum magazynu. Zawiera także przedmowę założyciela I-D Terrego Jonesa oraz esej na temat tego, co kształtuje współczesną modę. Moda dzisiaj 2 jest encyklopedią osobowości mody, portfolio wyobraźni, ale przede wszystkim fotografią zmieniającego się świata ujętą obiektywem ulubionego dziś pisma
Rzecz o górach, wspinaczce, towarzyszących jej sytuacjach absurdalno-ekstremalnych, o naturze ludzkiej, o głupocie i błędach młodości, o ambicji, uporze i strachu... Napisane lekkim piórem, błyskotliwie i z humorem, inteligentnie, ale bez patosu.,,W ciągu tych kilkunastu lat ,,Zwoje: to zaledwie czwarta polska książka w tej serii. Nijakość jakaś wokół nas - zresztą nie tylko w literackim sensie. I miło jest, gdy coś/ktoś się znienacka objawi... "" Stanisław Pisarek
Janek Wiśniewski padł... Autorzy, dziennikarze, pochodzą z Trójmiasta i jako nastolatkowie widzieli te straszne wydarzenia na własne oczy. W fabularyzowanym reportażu o gdyńskiej tragedii rozmawiają z bezpośrednimi świadkami masakry. Odnaleźli też żonę Brunona Drywy, zastrzelonego portowca, ojca trojga małych dzieci, która opowiada dramatyczną historię swej rodziny. Spotkali się z rodzicami Zbigniewa Godlewskiego, zabitego osiemnastolatka, znanego ze słynnej ballady jako Janek Wiśniewski. Wstrząsająca, napisana z sercem i dbałością o szczegóły rekonstrukcja dni, których nie wolno nam zapomnieć.
"Kaprysik. Damskie historie" to sześć miniopowieści reporterskich ze wspólnym mianownikiem: kobieta.
Mariusz Szczygieł jest jednym z bardziej znanych polskich reporterów. W zeszłym roku za książkę 'Gottland" - opowieść o XX-wiecznej historii Czech - uzyskał wyróżnienie wyjątkowe: niezwykle prestiżową European Book Prize 2009 - nagrodę Unii Europejskiej za najlepszą europejską książkę roku, przyznawaną w Brukseli.
Książeczka 'Kaprysik. Damskie historie", z pięknymi zdjęciami z archiwum bohaterek, jest o sprawach niewielkich, i format też ma niewielki. Akurat do damskiej torebki. Ale do męskiej kieszeni pasuje także.
Wojciech Cejrowski - trzeci w historii Polak przyjęty do Royal Geographical Society (Królewskie Towarzystwo Geograficzne) w Londynie. Od dwudziestu lat organizuje wyprawy w najdziksze zakątki kuli ziemskiej. W serii programów telewizyjnych ""Boso przez świat"" z fantazją i niezwykłym poczuciem humoru oprowadza po egzotycznych zakamarkach świata. Tym razem zaprasza do Amazonii: Miasto w dżungli Amazonka Oaza wolności Życie codzienne w Amazonii Obrzęd żaby Israelitas
Fascynująca i poruszająca historia błyskotliwie opisująca jedno z najniezwyklejszych miejsc na ziemi - Arktykę. Kari Herbert miała zaledwie dziesięć miesięcy, gdy jej rodzice, Mari i sir Wally Herbert, zabrali ją w jedną z najważniejszych podróży jej życia. Jej celem była Arktyka, gdzie dziewczynka pośród ostatnich tradycyjnych myśliwskich plemion, Inughuitów, spędziła dwa lata.Książka opowiada historię powrotu Kari Herbert do miejsc, gdzie jej przyjaciele z dzieciństwa i przybrana rodzina nadal zajmują się latem polowaniem z harpunami w kajakach ze skór, przemierzają setki kilometrów z psimi zaprzęgami i gdzie zapada czteromiesięczna noc. Autorka przedstawia mity i wierzenia Eskimosów, obserwuje swych przyjaciół rozdartych między wiernością tradycji a nowoczesnością
Fryderyk Chopin zgodnie uznawany jest za największego polskiego kompozytora i jednego z największych w historii muzyki światowej. Na amerykańskiej liście największych geniuszy ludzkości końca II tysiąclecia sąsiaduje z Szekspirem i Dantem. Wielki, genialny, niezwykły...Był zarazem człowiekiem z krwi i kości - dowcipnym, czarującym, lecz nie pozbawionym normalnych ludzkich wad i słabości. O takim właśnie Chopinie traktuje ta opowieść.
W mglisty poranek Hape Kerkeling - znany niemiecki komik, zaprzysięgły piecuch - wyrusza w drogę. Czeka go sześć tygodni marszu legendarnym Szlakiem Jakubowym, przez ośnieżone szczyty Pirenejów, Kraj Basków, Nawarrę... Sam na sam ze sobą i jedenastokilogramowym plecakiem zmierza do grobu apostoła Jakuba. Z humorem i wyjątkowym zmysłem dostrzegania tego, co szczególne, Kerkeling opisuje swoje przeżycia. Poznaje zarówno tubylców, jak i współczesnych pątników. Doświadcza samotności i ciszy, wycieńczenia i wątpliwości, ale również gotowości do niesienia pomocy. Zawiera przyjaźnie, przeżywa chwile wynagradzające wszystkie wyrzeczenia i na swój sposób odkrywa zaskakującą bliskość Boga.
W Niemczech sprzedano ponad 2 000 000 egzemplarzy tej książki!
Fragment książki Na szlaku do Composteli
18 czerwca 2001 - Santo Domingo de la Calzada
Jest czwarta nad ranem. Dotychczas nie zmrużyłem oka. Wszystko mnie swędzi, chyba coś mnie pogryzło.
Chociaż skrupulatna zakonnica wie teraz, ile owieczek ma pod opieką, i prawdopodobne smacznie śpi, to jednak jagnię w łóżku numer siedem nie może zasnąć od czasu wieczornej odliczanki, tym bardziej że w pokoju wciąż jest za jasno. Wszystko jest, jak by to powiedzieć, ...syfiaste. Trudno spać w jednym pokoju z siedmioma lokatorami i słyszeć pięćdziesiąt innych osób w pozostałych salach, a jeszcze trudniej czuć ich obecność i zapachy. Na domiar złego moje łóżko stoi tuż przy drzwiach jedynej toalety. Koszmar. Co pięć minut ktoś idzie do klopa i bez przerwy rozlega się łoskot spuszczanej wody. Albo ktoś chrapie, albo wzdycha z braku powietrza, albo mówi przez sen. A jakże - „intensywne spotkanie w schronisku dla pielgrzymów", jak ujmuje to eufemistycznie mój przewodnik.
Mam wrażenie, że wyczuwam dusze innych ludzi, ich troski, pragnienia, tęsknoty. To prawdziwa katorga, jeśli chce się po prostu spać. Nie mam pojęcia, jak się przed tym obronić! Jestem zbyt otwarty!
Schroniska pielgrzymkowe powstały z myślą o tych, którzy nie mają pieniędzy. Dla tych, którzy są kompletnie bez grosza.
To najtańsza możliwość spędzenia urlopu, bo takie noclegi nic nie kosztują. Moja babcia zawsze mawiała: „Darmocha to chłam".
Na dodatek zrobiło się zimno! Chyba postradałem zmysły, decydując się na taki nocleg. Ileż ja mam lat? Piętnaście? Przecież nawet jeszcze w szkole nie cierpiałem schronisk młodzieżowych.
Niby czemu dwadzieścia lat później miałoby to być fantastycznym przeżyciem? Ta ciasnota! Te łazienki! No i pokoje... czy raczej klitki. Szkoda słów. Nie muszę tarzać się w grzybicy innych ludzi, żeby doznać olśnienia! Chociaż podobno grzybica świeci w podczerwieni!
Koniec z tym! Mogę pozwolić sobie na płatny nocleg, więc odtąd znowu będę sypiał w hotelach. Nie potrafię i nie chcę udawać biedaka. Hans Peter, bądź sobą! Ten gość tutaj to nie ty!
Ponieważ i tak nie ma szans na sen, wstaję i pakuję swoje manatki. Annę, jako jedna z niewielu, smacznie śpi. Wychodzę więc bez pożegnania. Wkrótce na pewno wzejdzie słońce. Pośpiesznie przemierzam pokręcony labirynt klasztornych korytarzy i otwieram wielką furtę, która prowadzi do murowanego łącznika do miasta. Bezmyślnie pozwalam na to, by drzwi za mną się zatrzasnęły, i stoję w ponurym tunelu, który 2 jednej strony kończy się drewnianymi wrotami wychodzącymi na ulicę, a z drugiej żelazną furtą wiodącą do klasztornego °grodu. Obydwie bramy są zamknięte na amen. No, jasne, przecież to hiszpański konwent sióstr zakonnych! Również droga powrotna do budynku jest odcięta, bo zamek można otworzyć tylko od środka. Utknąłem w klasztornych murach! A od ulicy dzieli mnie tylko jeden krok.
Miejmy nadzieje, że mniszki to ranne ptaszki. Siedem bitych godzin w łóżku bez zmrużenia oka. Czuję się, jakby wyjęli mnie z wyżymaczki. Cholera jasna!
Nie będę już nigdy nocował w klasztorze ani na podłodze; chyba że nie będzie innej możliwości! Wolę już czuwać lub zdrzemnąć się gdzieś na ławce. Nie wierzę, że Shirley MacLaine spędziła chociaż jedną noc w takim refugio. A jeśli tak, to naprawdę jest szurnięta! Chcę stąd wyjść! Naprzeciwko jest przemiły pensjonat, od którego dzieli mnie tylko pięć metrów.
Kiedy, na miłość boską, otwierają ten klasztor? Koszmar. Zupełnie jak więzienie! Zobaczymy, ile jeszcze będę siedział w tym przedsionku raju. Ani nie jestem w środku, ani na ze-
wnątrz. Zwyczajnie utknąłem. Tym razem dosłownie. Marznę tak upojne dwie godziny.
Punkt szósta jedna z zakonnic wybawia mnie z opresji i wypuszcza na wolność. Ja jednak nie mknę w siną dal, tylko idę wprost do pobliskiego pensjonatu. Tam wykończony padam na świeżo zasłane, czyściutkie, bielusieńkie łóżko i śpię kamiennym snem do jedenastej.
Gdy otwieram oczy, słońce stoi już bardzo wysoko i praży niemiłosiernie. Postanawiam odpocząć jeden dzień w Santo Domingo. Dalszy marsz w tej spiekocie i tak byłby szaleństwem. Włóczę się więc beztrosko cienistymi zaułkami tego cudownego hiszpańskiego miasta i trochę żałuję, że nie mogłem porządnie pożegnać się z Annę.
Nagle w oknie wystawowym jakiejś apteki dostrzegam przypadkiem swoje odbicie. Parskam śmiechem. Niezłe dziwadło! Chude, zarośnięte indywiduum w wyświechtanej, brudnej czapeczce. Nic dziwnego, że Annę się mnie boi! Muszę sobie zaraz kupić nowy kapelusz!
Szukam więc odpowiedniego sklepu i wreszcie znajduję go na obrzeżu starówki. Sympatyczny, żwawy staruszek sprawia takie wrażenie, jakby za szklaną ladą swego wielobranżowego salonu czekał na mnie od lat. Po krótkiej rozmowie natychmiast przystępuje do mierzenia mojej głowy. Nietypowy rozmiar nie pozostawia mi zbyt wielkiego wyboru i po krótkiej naradzie ze sprzedawcą wybieramy zielony bawełniany kapelusz z szerokim rondem.
Gdy decyduję się wyjść stąd już w nowym nakryciu głowy, sklepikarz zaskakuje mnie pytaniem:
- Czy mógłbym zatrzymać pański stary kapelusz? I tak nie będzie pan przecież go już nosić.
Prośba wydaje mi się wprawdzie dziwna, ale skoro nalega... Muszę jednak najpierw zaspokoić ciekawość:
- Co pan zamierza z nim zrobić?
Trochę zażenowany spogląda w sufit:
- Ach, wie pan, zbieram znoszone kapelusze pielgrzymów! Szczęka mi opada, gdy podążam za jego wzrokiem: Nad
nami wisi około setki starych czapek i kapeluszy. Sprzedawca podaje mi flamaster:
- Musiałby go pan podpisać... z datą. W przeciwnym razie będzie bezwartościowy. Ma pan coś przeciwko temu?
Umieszczam więc autograf i datę na swojej spłowialej ba-seballówce, nie mogąc powstrzymać się od komentarza:
- Może uzna pan to za szpanerstwo, ale... to nie pierwszy autograf, jaki daję. W Niemczech jestem postrzegany jako... hm.... gwiazda, to zbyt wiele powiedziane, ale...
- Pan jest znany? To wspaniale. Dzięki temu moja kolekcja będzie jeszcze bardziej wartościowa! - Natychmiast dokonuje dokładnych oględzin nowego eksponatu i jak mały chłopiec cieszy się z czytelności mojego charakteru pisma! - Będę to pokazywać wszystkim Niemcom. Ta czapeczka zawiśnie na honorowym miejscu!
A ponieważ handluje nie tylko kapeluszami, lecz także kosmetykami, daje mi w prezencie dwie tubki kremu Yves Rocher i żegna mnie słowami:
- To zabawne, że wszyscy Niemcy mają tak wielkie głowy jak pan. Za dużo, za dużo myślicie!
I ma rację. Ta przeklęta myśląca maszyna, która bez przerwy usiłuje kontrolować żołądek i serce.
Spróbuję teraz wyłączyć głowę. Pstryk i już. Pójdę do katedry i zaczekam na pianie koguta. Stop, szlaban na myślenie. Dzisiaj liczy się tylko serce!
Podczas mszy w katedrze podobnie jak inni pielgrzymi całuję relikwię świętego Hieronima; nie mam pojęcia, po co. Dziś przecież nie myślę.
Hiszpanie potrafią celebrować mszę! Ale kogut znów milczy jak zaklęty!
Wciąż ciągnie mnie do kościołów, oczywiście również dlatego, że to jedyne chłodne miejsca - żadna klimatyzacja nie może się z nimi równać. Podczas mszy szlifuję przy okazji swój hiszpański; nawet jeśli nie wszystko rozumiem - do czego nota bene niechętnie się przyznaję - wizyta w świątyni działa na mnie krzepiąco.
W drodze powrotnej do hotelu nagle słyszę głośny klakson. Obok mnie zatrzymuje się samochód. To sprzedawca kapeluszy zaprasza mnie do swojej hacjendy na butelkę wina no/a. Serce mi się raduje: chętnie bym z nim pojechał. Ale taka biesiada oznaczać może długą noc, a ja chcę jutro rano wyruszyć dalej. Dziękuję więc za zaproszenie i uprzejmie odmawiam.
Trochę rozczarowany sklepikarz odjeżdża, tymczasem ja wkurzam się na siebie: Dlaczego z nim nie pojechałem? Przecież miałem na to ochotę. Znowu w podjęciu decyzji przeważyła durna głowa!
Mały plac katedralny jest najpiękniejszym zakątkiem w mieście. Siadam więc na schodach ratusza naprzeciwko świątyni i obserwuję wieczorną krzątaninę gołębi. Wśród nich rzuca mi się w oczy jednonogi, śnieżnobiały osobnik, który z powodu kalectwa nie nadąża za pierzastymi kolegami. Porusza się niezdarnie, ale zarazem tchnie - o ile to w przypadku ptaka w ogóle możliwe - dumą i dostojeństwem. Jestem pod wrażeniem. W pobliskiej piekarni kupuję trochę chleba i ostrożnie próbuję nawiązać z nim kontakt. Podczas gdy pozostałe gołębie płochliwie przede mną uciekają, biały inwalida podchodzi coraz bliżej, aż wreszcie je mi z ręki.
Potem syty radośnie grucha. Dobrze wiedział, że jeśli minio kalectwa chce przeżyć, nie pozostaje mu nic innego, jak zbliżyć się do niebezpiecznie wyglądającej wielkiej istoty. Dzielny gołąb. Wmawiam sobie, że wzbudził podziw i zazdrość wśród swoich kompanów.
Mój wszechwiedzący przewodnik mówi, że pielgrzymka tym szlakiem to droga ku oświeceniu.
Ja jednak jestem przekonany, że to droga bez gwarancji takiego oświecenia. Tak samo jak urlop nie daje gwarancji odpoczynku. Owszem, nie robię sobie zbyt wielkich nadziei, ale oświecenie nie byłoby takie złe! Cokolwiek by to oznaczało!
Wyobrażam sobie oświecenie jako bramę, przez którą trzeba przejść. Prawdopodobnie nie wolno się jej bać, a jednocześnie nie powinno się jej chcieć przekroczyć za wszelką cenę. Może im obojętniej się te podwoje mija, tym szybciej i łatwiej dokonuje się oświecenie?
Lepiej nie tęsknić za tym, co znajduje się za bramą, i nie nienawidzić tego, co jest przed nią. To nieistotne. Może radość życia to właśnie obojętność? Żadnych oczekiwań, żadnych obaw.
Obawy prowadzą do rozczarowań. Rozczarowania budzą obawy, a obawy to kolejne oczekiwania. Nadzieja powoduje strach, strach zaś rodzi nadzieję. Obojętność? Hm, filozofii mi się na starość zachciało...
Obejrzałem na mapie jutrzejszą trasę. Nie powinna być zbyt męcząca. Zajmie około siedmiu i pół godziny.
Konkluzja dnia:
Otwórz serce i ucałuj dzień!
,,Nie było mnie przy moich pierwszych narodzinach. Moje ciało przyszło na świat 26 lipca 1937 roku w Bordeaux. Tak mi powiedziano. Jestem zmuszony w to wierzyć - sam nie mam z tamtych chwil żadnych wspomnień.Pamiętam za to swoje drugie narodziny. Pewnej nocy obudziłem się, a moje łóżko otaczali uzbrojeni mężczyźni. Przyszli po mnie, chcieli mnie zabić. Tamtej nocy rozpoczęła się moja historia"".Boris CyrulnikBoris Cyrulnik po raz pierwszy zdecydował się opowiedzieć tę wstrząsającą historię. Talent pisarza przywołuje emocje ocalonego. To książka o tym, jak społeczny obraz tragedii konstruuje indywidualne wspomnienia. I o tym, jak sięganie pamięcią do złamanego przez wojnę dzieciństwa pomaga przekroczyć cierpienie i odpowiedzieć na wołanie życia.Niezwykła, przejmująca opowieść, która odbije się echem w każdym z nas.
Autoportret Marka Hłaski i jedna z najbardziej zakręconych powieści o PRL-u. Nawet esbecy szukający haków na Marka Hłaskę czytali ,,Pięknych dwudziestoletnich"" jak autobiografię. Wybrali wszystkie przestępcze czyny, które sobie przypisał, i wysłali tę litanię do Komendy Wojewódzkiej MO we Wrocławiu. Milicjanci nie znaleźli jednak żadnych śladów przestępczej działalności młodego pisarza.
"Widmo krąży po Europie - widmo komunizmu" - tym słynnym zdaniem rozpoczyna się "Manifest komunistyczny", napisany wspólnie przez Karola Marksa i Fryderyka Engelsa. Nowe wydanie ukazuje się z uwspółcześnionym tłumaczeniem i obszernym wstępem dr Edwarda Karolczuka. "Manifest" został po raz pierwszy wydany drukiem w lutym 1848 roku w Londynie. "Czymś naprawdę niezwykłym w "Manifeście" jest to, że w ogóle ma jakiś oddźwięk współcześnie. W księgarni w Londynie doliczyłem się ostatnio ni mniej, ni więcej, tylko dziewięciu angielskich wydań. Nawet Karol Marks, który nigdy nie grzeszył przesadną skromnością, nie przypuszczałby, że pod koniec tysiąclecia jego nieduży traktat wciąż będzie bestsellerem" - napisał w jednej z najnowszych biografii Marksa Francis Wheel. Publikacja adresowana głównie do studentów nauk politycznych i osób zainteresowanych historią myśli społecznej.
Kampania wyborcza przed wyborami prezydenckimi w 2010 roku była wyjątkowa z wielu powodów. Poprzedzające ją tragiczne wydarzenia warunkowały jej specyficzny charakter. Podczas „kampanii w cieniu zdarzeń nadzwyczajnych” wizerunki pretendentów do urzędu prezydenta odgrywały nie mniej ważną rolę jak ich poglądy i programy wyborcze. W książce omówiono dwa kluczowe aspekty kampanii wyborczej: kreowanie wizerunków kandydatów przez sztaby wyborcze oraz sposób prezentowania kandydatów przez media. Autor uwypuklił rolę mediów, będących zarówno narzędziem sztabów wyborczych, jak i samodzielnym podmiotem kampanii.
W małym kościółku tuż za polską granicą z Ukrainą, całkiem niedawno, bo w 2005 roku, zapłakała figura Matki Bożej. Nie towarzyszyły temu objawienia, nie było orędzi, były tylko łzy…
Na początku 2014 roku świat stanął na krawędzi globalnego konfliktu zbrojnego. Oczy wszystkich zwrócone zostały na Ukrainę.
Czy te dwa wydarzenia są ze sobą związane? Dlaczego Maryja zapłakała na tamtej ziemi? Czy Matka Boża płakała tylko nad Ukrainą, czy może nad całym światem? Czy Jej łzy były zapowiedzią wydarzeń, do których niedawno doszło za naszą wschodnią granicą?
Troje dziennikarzy pojechało na miejsce cudownych wydarzeń, by szukać odpowiedzi na te pytania. Ta książka jest owocem ich dziennikarskiego śledztwa prowadzonego w Niżankowicach i pierwszą publikacją na ten temat.
24 godziny przed otwarciem Lech Kaczyński odwiedził plac budowy. Był przerażony. – Wyszedł stąd blady – zdradzi po latach Lena Dąbkowska-Cichocka. Zadanie wydawało się niewykonalne – w trzynaście miesięcy zbudować i uruchomić nowoczesne muzeum.
Udało się. Grupa kilkunastu osób, zwanych później „muzealnikami”, utworzyła placówkę, na którą Warszawa czekała od kilkudziesięciu lat. Byli niewiele starsi od powstańców, mieli upór, determinację i pełne zaufanie prezydenta Warszawy.
Sukces przerósł ich marzenia. Muzeum Powstania Warszawskiego odwiedziło w ciągu 10 lat cztery i pół miliona osób. Miejsce tętni życiem. Przyciąga młodzież.
Prezentujemy raport z karkołomnej operacji Muzeum.
Książkę poleca Muzeum Powstania Warszawskiego.
Autorka ze swadą pisze o swoich hazardowych (lecz nie tylko takich...) doświadczeniach. Dowiadujemy się, jakie automaty znaleźć można było niegdyś w kasynach, które odwiedzała, jakie są zasady równych gier popularnych w jaskiniach hazardu, jakie perypetie przydarzają się grającym i jak pogodzić się ze zmiennymi humorami dobrej passy. Ruletka, blackjack, poker (ale i bingo czy kości) - a do tego masa dygresji, zabawnych anegdot i obserwacji na temat ludzkiej natury.
Bezkompromisowo krytyczna analiza spuścizny polskiego papieża, który nie tylko nie wyprowadza wiernych z labiryntu ciała, ale wręcz wypycha z chrześcijaństwa.
Must have dla wszystkich fanów One Direction! Jedyna oficjalna książka One Direction po polsku! Wstęp do książki: Witamy w naszej drugiej książce! Aż trudno nam w to uwierzyć. Wielkie dzięki za to, że kupowaliście w Anglii poprzednią i wywindowaliście ją na pierwsze miejsce listy bestsellerów. Mamy nadzieję, że ta będzie się Wam tak samo podobała. Pisanie jej było dla nas prawdziwą przyjemnością, bo przypominaliśmy sobie różne zwariowane, zabawne czy wzruszające momenty ze swojego życia. A wierzcie nam, było tego trochę. Chcemy podzielić się z Wami jak największą ilością rzeczy o sobie, więc przeczytacie tu wszystko o naszych wzlotach i upadkach, przekonacie się, jak nam naprawdę idzie dogadywanie się ze sobą, oraz poznacie nasze wielkie plany na przyszłość. To niesamowite, jak dużo zdarzyło się u nas w tak krótkim czasie. O tej porze w zeszłym roku (czyli 2010) dostawaliśmy się do X Factora. Od tamtego czasu odbyliśmy mnóstwo podróży, nieprawdopodobnie dużo się nauczyliśmy oraz stworzyliśmy muzykę, z której jesteśmy naprawdę dumni i która – mamy nadzieję – Wam odpowiada. Można bez przesady powiedzieć, że przechodzimy właśnie najlepszy okres w swoim życiu i że nie byłoby go, gdyby nie Wy. Dzięki za całe niesamowite wsparcie od Was! Ma ono dla nas szalone znaczenie. Po prostu Was kochamy. Oby wszystkim nam się bardzo, bardzo szczęściło!
Czyż nie przeraża was i nie nawiedza we snach wilcze, beznadziejne zbratanie samobójców i owadzi, napowietrzny taniec wisielców? A jeśli... Kontynuacja książki o wszechmocy wisielca w wyobraźni i praktyce Zachodu. Zbigniew Mikołejko opowiada między innymi o wieszaniu angielskich czarownic w Starym i Nowym Świecie, o przeobrażeniu figury wisielca w anonimowego, stadnego trupa bez twarzy poprzez mechanikę nowoczesnej wojny, o szaleństwie linczowania w Stanach Zjednoczonych, a także o wisielcu jako postaci z powieści i filmów przygodowych i kryminalnych.
Wielu z nas zadaje sobie to samo fundamentalne pytanie. Jeśli i Ty zastanawiałeś się, dokąd trafia dusza po śmierci, ta książka jest właśnie dla Ciebie.
Theresa Caputo jest gwiazdą programu „Medium z Long Island”, który to bazuje na jej fascynującym, odbiegającym od zwyczajnego życiu. Urodzona i wychowana w Nowym Jorku, mieszka tam wraz z mężem i dwójką dzieci. Od ponad dekady pracuje jako medium. Jej sztandarową specjalnością jest komunikowanie się ze zmarłymi. W swojej książce zdradza nam sekrety, jakimi się z nią dzielą. Jakkolwiek to brzmi, nasi przyjaciele, bliscy, anioły, prWielu z nas zadaje sobie to samo fundamentalne pytanie. Jeśli i Ty zastanawiałeś się, dokąd trafia dusza po śmierci, ta książka jest właśnie dla Ciebie.
Theresa Caputo jest gwiazdą programu „Medium z Long Island”, który to bazuje na jej fascynującym, odbiegającym od zwyczajnego życiu. Urodzona i wychowana w Nowym Jorku, mieszka tam wraz z mężem i dwójką dzieci. Od ponad dekady pracuje jako medium. Jej sztandarową specjalnością jest komunikowanie się ze zmarłymi. W swojej książce zdradza nam sekrety, jakimi się z nią dzielą. Jakkolwiek to brzmi, nasi przyjaciele, bliscy, anioły, przewodnicy, dusze oraz sam Bóg obecni są nie tylko w zaświatach, ale również tu, na Ziemi. Wielość ról, w jakich ich doświadczamy, jest niemal tak samo zaskakująca jak fakt, że towarzyszą nam w życiu doczesnym. Zmarli mogą być szczęśliwi i bezpieczni po Tamtej Stronie, mogą być nawet spokojni i pogodzeni ze wszystkim, co ich dotyczyło, ale nie zapominają o bliskich, których zostawili na Ziemi, oraz opiekują się nimi w subtelny, ledwo dostrzegalny sposób.
Wzruszająca i pełna miłości opowieść o tym, że nigdy nie jesteśmy sami. zewodnicy, dusze oraz sam Bóg obecni są nie tylko w zaświatach, ale również tu, na Ziemi. Wielość ról, w jakich ich doświadczamy, jest niemal tak samo zaskakująca jak fakt, że towarzyszą nam w życiu doczesnym. Zmarli mogą być szczęśliwi i bezpieczni po Tamtej Stronie, mogą być nawet spokojni i pogodzeni ze wszystkim, co ich dotyczyło, ale nie zapominają o bliskich, których zostawili na Ziemi, oraz opiekują się nimi w subtelny, ledwo dostrzegalny sposób.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?