Literatura beletrystyczna - beletrystyka psychologiczna, religijna i filozoficzna, powieści, opowiadania, science fiction, romans, thrillery, fantazja po te wszysztkie bestsellery zapraszamy do naszej księgarni internetowej Dobreksiazki.pl
Mamy naprawdę szeroki wybów i atrakcyjne ceny. Jest w czym wybierać. Zapraszamy.
Jednym z pojęć, które zakwestionowano i poddano współcześnie dekonstrukcji jest "normalność". Jeszcze kilkadziesiąt lat temu człowiek mówiący o czymś lub o kimś, że jest "normalny", sam rozumiał, o czym mówi i był przez innych rozumiany, i nie potrzebował ozdabiać swej wypowiedzi ani tysiącem przykładów, ani przypisami odsyłającymi do rozstrzygnięć filozofów, psychologów, prawników albo nawet socjologów i politologów. Dziś treść tego pojęcia jest tak rozciągnięta i zarazem tak niejasna, że przestała cokolwiek określać. Wszystko jest "normalne" i zarazem "nienormalne". Ten chaos próbuje się opanować wprowadzając zastępcze niejako pojęcie "normatywności" - ktoś jest tak czy inaczej "normatywny, coś jest tak czy inaczej "normatywne". To pojęcie odsyła nas jednak do obszaru prawa, które decyduje, stanowi w zasadzie "normy" i przez to ustala "normatywność". Ale co w sytuacji, gdy prawników stanowiących normę uznamy nie tylko za "nienormatywnych", ale wprost "nienormalnych" uzurpatorów, pragnących rozstrzygać i stanowić w dziedzinach, o których nie mają pojęcia? Czyż bowiem można uznać za normalnych biskupów kościoła anglikańskiego przegłosowujących większością nieistnienie piekła? Czy normalny jest sędzia, który w dwóch identycznych sprawach, różniących się tylko datą wejścia na wokandę, przy czym między datami nie zaszły żadne zmiany prawne, uznaje racje powoda, a w drugiej pozwanego? Czyż "normalny" jest polityk, który sądom powierza ustalenie prawdy o wydarzeniach przeszłych, i domaga się sekowania tych, którzy te sądownie ustalone "prawdy" kwestionują, podczas gdy składają się one na dziedzinę przynależną dociekaniom historyków? Czy "normalne" jest sformułowanie przez dyrekcję jednej ze szkół średnich w Warszawie i skierowane do uczniów wymaganie - ale należy podejrzewać, że takich dyrektorów i i szkół jest w Polsce i na świecie zdecydowanie więcej - by do swojego kolegi zwracali się od tej chwili imieniem żeńskim, bo osoba jest w okresie tzw. tranzycji płciowej? A jeśli to jest "normalne", bo wszelako jest "normatywne" (dyrekcja jest do tego zmuszona jeśli nie normą prawną wprost, to strachem przed oskarżeniem o transfobię itp.), to dlaczego właściwie izolowane, a przynajmniej poddawane leczeniu są osoby podające się za Napoleona, Jezusa z Nazaretu albo Buddę? Dlaczego dyskredytuje się osoby twierdzące, że KGB podłączyło się panu Wałęsie do szczęki? Czy tylko dlatego, że jeszcze nie pojawił się sędzia?Autor niniejszej książki próbuje znaleźć we współczesnym świecie sens, który pozwoli mu trwać i uchronić nas, nasze dzieci i wnuki przed obłędem, który niesie zgubę. Jest bowiem ten obłęd nie tylko zagrożeniem dla naszych umysłów, ale wprost zagraża już naszemu istnieniu, nie tylko istnieniu cywilizacji, którą odziedziczyliśmy i którą powinniśmy nadal rozwijać, i przekazać przeszłym pokoleniom, ale wprost zagraża istnieniu ludzkości jako ludzkości, skoro nie dotyczy on tylko Polski, ale - i to jest szczególnie ważne - USA, i blisko jesteśmy ustanowienia norm zrównujących życie ludzi, zwierząt, roślin
Dotychczasowym graczom na arenie międzynarodowej - przede wszystkim Stanom Zjednoczonym Ameryki oraz Unii Europejskiej - wyrośli w ostatnim ćwierćwieczu nowi konkurenci. Przede wszystkim pojawił się BRICS, a także przyspieszył proces odchodzenia od pełnej globalizacji na rzecz tworzenia się regionalnych ośrodków siły. Ponieważ polityka nie znosi próżni, jasnym było, iż organizacje, takie jak BRICS, nie są ciałami stosunków międzynarodowych, jakie wyrosły nagle i ex nihilo. Wiadomym było, iż ich podbudowa ideowa jest pewnym modelem kontynuacji współpracy państw Trzeciego Świata, jaki po raz pierwszy został zaprezentowany na sławnej Konferencji w Bandungu w roku 1955. Dlatego właśnie należy dziś stwierdzić, iż warto przypomnieć założenia, historię i perspektywy Ruchu Państw Niezaangażowanych, bo to właśnie zalążkiem BRICS są wspomniane Idee Bandungu.Komentując odbywający się w 2003 roku Szczyt Ruchu Państw Niezaangażowanych w Kuala Lumpur, administracja amerykańska nazwała owe wydarzenie zbiorowiskiem przeszłych i aktualnych wrogów Stanów Zjednoczonych, szukających poparcia lub współczucia. Ponad 20 lat temu, kiedy po zimnej wojnie USA pełniły rolę jedynego światowego mocarstwa, słowa te, wypowiadane z emfazą, dość dokładnie opisywały zaistniały stan rzeczy. Mało kto wówczas jednak zwracał uwagę, iż ówczesne stosunki międzynarodowe wyewoluować mogą do postaci wielobiegunowości, jaką obserwujemy właśnie dziś. Podstawą tej wielobiegunowości są nowe organizacje międzynarodowe, w dużej części przypadków opierające się jednak na pryncypiach, na jakich zbudowany został ponad 70 lat temu Ruch Państw Niezaangażowanych.Ruch Państw Niezaangażowanych istnieje dalej, tak samo jak istnieją jego idee. Sceptycy, powątpiewający w konieczność istnienia zinstytucjonalizowanych form współpracy państw tzw. Globalnego Południa, którzy nieco ponad 20 lat temu szyderczo opisywali RPN, obecnie są świadkami gwałtownego i bezprecedensowego wzrostu znaczenia państw, pozostających poza blokami, we współczesnych stosunkach międzynarodowych. Miarą tego jest fakt, iż Ruch Państw Niezaangażowanych pozostaje drugą pod względem liczebności - po Organizacji Narodów Zjednoczonych - organizacją międzynarodową na świecie. To siła, z jaką należy bezwzględnie się liczyć. Brać ją pod uwagę, podobnie jak państwa, które znalazły wspólną płaszczyznę w porozumieniu Brazylii, Rosji, Indii, Chin i Republiki Południowej Afryki, powinny Stany Zjednoczone, które weszły na drogę prowadzącą na margines. Od reszty świata bowiem zależy, czy utrata roli hegemona przez USA odbędzie się w sposób pokojowy, czy na zbliżający się nieuchronnie pogrzeb jankeskiego mocarstwa ściągnie cały świat do grobu.
Czy prawo może być apolityczne, obiektywne i neutralne? Te fundamentalne pytania pobrzmiewają coraz częściej na sali sądowej i w debacie publicznej. Wierzymy, że sędziowie "odkrywają" znaczenie przepisów; choć czasami nieśmiało podejrzewamy, że w rzeczywistości je "tworzą", uwikłani w gąszcz społecznych i politycznych sporów. Książka Jakuba Łakomego podejmuje ten problem, demaskując mit interpretacji jako czysto technicznej operacji dokonywanej przez prawników- -rzemieślników. Autor dowodzi, że każda próba nadania sensu tekstowi prawnemu jest aktem głęboko osadzonym w strukturze wartości, ideologii i napięć politycznych.Książka zestawia krytyczną jurysprudencję Duncana Kennedy'ego z neopragmatyzmem Stanleya Fisha. Centralne miejsce zajmuje koncepcja hermeneutycznego uniwersalizmu oraz koncepcja polityczności Chantal Mouffe. Według autora każda interpretacja jest nieuchronnie polityczna, a znaczenie tekstu prawnego nie istnieje poza wspólnotą interpretacyjną. Łakomy nie przedstawia kolejnej instrukcji interpretowania prawa, lecz ujawnia uwikłania polityczne procesu jego stosowania. Porządkuje chaos pojęciowy i wyjaśnia, dlaczego odwołanie do "samego tekstu", czy też "intencji autora" okazuje się niewystarczające do rozstrzygania sporów interpretacyjnych.Monografia Jakuba Łakomego wypełnia istotną lukę w polskiej teorii prawa i oferuje nie tylko oryginalną koncepcję teorii wykładni prawa, ale również nowe narzędzia do analizy praktyki orzeczniczej oraz analizy sporów interpretacyjnych. Książka zainteresuje badaczy prawa, praktyków stosowania prawa i dydaktyków prawa pragnących świadomie wykorzystywać argumenty językowe i polityczne w sporach o właściwe znaczenie tekstów prawnych. Autor nie poprzestaje na diagnozie - proponuje precyzyjny język, który pozwala dyskutować o sporach interpretacyjnych bez uproszczeń oraz publicystycznych etykiet, z pełną świadomością ich społecznej doniosłości.
Jak skonstruować system reagowania kryzysowego, który nie narusza fundamentów demokratycznego porządku? W obliczu rosnącej liczby zagrożeń - od katastrof naturalnych po napięcia geopolityczne - Adrian Szumski i Marcin Szydzisz przedstawiają systemową analizę obowiązujących w Polsce regulacji dotyczących stanów nadzwyczajnych, ukazując ich strukturę, logikę oraz praktyczne konsekwencje dla funkcjonowania państwa.Autorzy podejmują próbę oceny efektywności polskich rozwiązań dotyczących stanów nadzwyczajnych, wskazując na jego niedoskonałości, rozbieżności interpretacyjne oraz ryzyka związane z ograniczaniem praw obywatelskich. Analiza obejmuje zarówno aspekty konstytucyjne, jak i ustawowe, uwzględniając kontekst historyczny oraz współczesne przykłady zastosowania przepisów - w tym kontrowersje wokół stanu wyjątkowego z 2021 roku. Opracowanie łączy precyzję języka prawniczego refleksją nad społecznymi skutkami decyzji podejmowanych w warunkach kryzysu. Porządkuje wiedzę, ale też inicjuje debatę o granicach władzy i odpowiedzialności państwa.Bezpieczeństwo państwa w stanach nadzwyczajnych. Naukowa analiza polskiego prawodawstwa łączy walory naukowe z praktycznym zastosowaniem, odpowiadając na realne potrzeby otoczenia społeczno-gospodarczego. Książka adresowana jest do osób zatrudnionych w administracji rządowej i samorządowej, funkcjonariuszy służb realizujących zadania w ramach stanów nadzwyczajnych, a także do studentów kierunków takich jak bezpieczeństwo narodowe, prawo czy administracja. To wartościowe źródło wiedzy dla tych, którzy dopiero zaczynają interesować się problematyką bezpieczeństwa publicznego, i dla specjalistów poszukujących pogłębionej, krytycznej analizy funkcjonowania państwa w sytuacjach szczególnych.
Sztuczna inteligencja przestała być domeną futurystów i informatyków. Dziś przenika niemal każdą dziedzinę życia - od codziennych decyzji po zaawansowane badania naukowe - zmuszając nas do przewartościowania dotychczasowego sposobu myślenia o nauce, danych i człowieku. BadAI to książka, która pokazuje, jak AI zmienia oblicze akademii - nie jako moda, lecz jako narzędzie rewolucji metodologicznej, element warsztatu naukowego dostępny dla badaczy wszystkich specjalizacji.Zebrane teksty pokazują, że sztuczna inteligencja to nie tylko zaawansowane modele językowe, ale cała rodzina metod - od klasycznych algorytmów po sieci neuronowe - które pozwalają analizować dane, odkrywać wzorce i formułować nowe hipotezy. Autorzy stawiają pytania, które warto dziś zadawać. Nie unikają dyskusji o granicach automatyzacji, etyce algorytmów, pytają o przyszłość naukowca w świecie, gdzie maszyny uczą się szybciej niż ludzie. Książka pokazuje, co znaczy być badaczem w epoce AI, a jednocześnie zachęca do krytycznego namysłu nad rolą technologii w świecie akademickim i poza nim.To okazja do poznania AI w jej wielowymiarowym kontekście. Publikacja skierowana jest do badaczy z różnych dziedzin, którzy szukają nowych metod i do czytelników, którzy chcą wiedzieć, co naprawdę kryje się za hasłem "sztuczna inteligencja". Do humanistów, którzy nie boją się danych i do inżynierów, którzy chcą rozumieć kontekst. To zaproszenie do wspólnego namysłu nad tym, jak badać, uczyć się i tworzyć w epoce algorytmów. Dla jednych będzie to inspiracja do zmiany metod badawczych, dla innych - okazja do zrozumienia, jak AI wpływa na rozwój w rozmaitych dziedzinach życia.
Oddajemy do rąk Czytelnika dzieło niezwykłe, skreślone z bólem i we łzach, ale napisane z wiarą, nadzieją i miłością, które przebijają ze wszystkich jego kart. Literatura pamiętnikarska ma w naszym kraju długą tradycję, naznaczoną cierpieniem jednostek, rodzin czy całych grup społecznych, wśród których poczesna rola przypada zesłańcom syberyjskim podczas II wojny światowej. Hekatomba wywiezionych uwieczniona została w wielu utworach. Niniejsze zapiski są szczegółowym i mozolnym świadectwem rzeczywistości oglądanej praktycznie dzień po dniu, sporządzonym w zeszytach, na luźnych kartkach, a nawet na kawałkach tapety, opisującym okrutną rzeczywistość, jakiej Autor doświadczył w sowieckiej niewoli. To opis wydarzeń od chwili rozpoczęcia wojny, przez wywózkę do Rosji Sowieckiej, surowe życie w tajdze i dramatyczną podróż do Uzbekistanu, aż do wstąpienia do armii Andersa. Książka opracowana skrupulatnie przez dr. Bartłomieja Czech-Kosińskiego przenosi nas w odległy zarówno pod względem geograficznym, jak i mentalnym świat, ukazuje fascynujący punkt widzenia Polaka zagubionego w meandrach historii.
[...] rozbudowany głos w specjalistycznej dyskusji teoretycznoliterackiej, toczącej się aktualnie na międzynarodowym forum, w kwestii niebagatelnej, bo decydującej o przyszłym kształcie dyscypliny, w dużej mierze całego literaturoznawstwa. Autor przedstawia w gruncie rzeczy dyskutantom szczegółowo rozwiniętą i bogato udokumentowaną propozycję, aby rozważyć możliwość skonstruowania nowej teorii w oparciu o kategorię symbolu, tak bardzo produktywną i wydajną w polskim romantyzmie [vide Adam Mickiewicz], konstytuującą to, co Autor nazywa romantycznym symbolizmem.z recenzji rozprawy doktorskiej prof. dr hab. Eugeniusza Czaplejewicza, Uniwersytet Warszawski [...] śmiała próba całościowego pokazania, jak to było z symbolami w twórczości naszego najwybitniejszego poety epoki. Włodzimierz Śmieciński zaproponował prezentację systematyczną tego wszystkiego, co w jego mniemaniu zasługuje na miano symbolu od najwcześniejszych utworów Mickiewicza po liryki lozańskie. Rozprawa przynosi bogatą dokumentację analityczną i argumenty na rzecz hipotezy o intensywnej obecności pierwiastków symbolicznych w poezji Adama Mickiewicza. Autor dysponuje w tej mierze rozległym oczytaniem zarówno w utworach Mickiewicza, jak i w nagromadzonym wokół nich piśmiennictwie naukowym, wspierającym jego wywód. [] Nie manifestuje przynależności do jakiejś jednej szkoły, ale rozważnie wykorzystuje rozmaite narzędzia eksplikacyjne. Umiejąc doceniać to, co o czytanych przezeń utworach napisali poprzednicy, chce być i nierzadko osiąga tu bardzo dobre rezultaty samodzielnym obserwatorem i interpretatorem badanych tekstów, czemu sprzyja nie tylko jego dociekliwość, ale i rzetelnej próby sprawność pisarska, widoczna w wielu partiach wykładu prawdziwie efektownego.z recenzji rozprawy doktorskiej prof. dr hab. Józefa Bachórza, Uniwersytet Gdański
Mosze (Mojżesz) Josel (Józef) Fajgenbaum urodził się 2 czerwca 1908 r. w Białej Podlaskiej. Przed wojną poznał i pokochał pochodzącą z Siedlec Mindlę-Ides Zatorską, Po ślubie, od maja 1937 r. oboje mieszkali w Białej przy ul. Grabanowskiej 6 a potem przy Grabanowskiej 10, gdzie przebywali do grudnia 1941 r.. Trzydziestego kwietnia 1942 r. na świat przyszła córka Fajgenbaumów, Bajla. Po łapankach w Białej Mosze zawiózł swoją żonę i córeczkę do jej rodziny w położonym nieopodal Międzyrzecu. Stamtąd zostały wywiezione do Treblinki gdzie zginęły. Zginęła także jego najbliższa rodzina.Od 1943 do 1944 r. Mosze Fajgenbaum ukrywał się w bunkrze, w ogrodzie Józefa Czatyrko; miejsce ostatecznie zidentyfikowano dopiero w 2024 roku. Po wojnie Mosze Fajgenbaum powrócił do Białej. Od 8 sierpnia 1944 do 3 września 1945 r. mieszkał w Białej Podlaskiej przy ul. Terespolskiej 10, a następnie w Lublinie i Łodzi, W listopadzie wyjechał do Monachium. Brał aktywny udział w utworzeniu i pracach Centralnej Komisji Historycznej. Wiosną 1949 r. Mosze i Chawa Fajgenbaumowie (Chana była drugą żoną Moszego, kuzynką, którą odnalazł w Łodzi), wyjechali do Państwa Izrael. W 1956 r. Fajgenbaumowie doczekali się syna, Amira. Mosze Fajgenbaum zmarł w 1986 roku. W 1947 r. Mosze Fajgenbaum wydał drukiem po raz pierwszy swoje zapiski z bunkra z lata 19431944, które zatytułował Podlisze in umkum (Rzeź Podlasia).na podstawie Wstępu dr Justyny Majewskiej
Liliana ma już zaplanowaną przyszłość. Studia medyczne i nienaganna rola grzecznej córki wpływowych medyków to ambicje i oczekiwania matki, według której wszystko jest na odpowiednim miejscu. Liliana jednak nie potrafi odnaleźć w tym siebie.Ostatnie lato przed dorosłym życiem spędza na Cyprze, gdzie poznaje Borysa instruktora nurkowania i freedivera, dla którego cisza pod wodą jest jedyną przestrzenią wolności. Mężczyzna żyje chwilą, ryzykiem i marzeniem w pobiciu rekordu świata w najbardziej niebezpiecznej dyscyplinie nurkowania głębinowego.Ta dwójka od pierwszego spotkania czuje fascynację, której nie potrafią zignorować. To, co miało być krótkim wakacyjnym romansem, szybko przeradza się w uczucie silniejsze niż rozsądek. Zauroczeni sobą i jednocześnie targani wątpliwościami, pozwalają sobie na bliskość, wiedząc, że czas nie działa na ich korzyść.Gdy ich drogi nagle się rozchodzą, relacja, która ich połączyła, zostaje wystawiona na próbę odległości, milczenia i czasu.A może niektóre historie mają swój koniec, zanim zdążą naprawdę się zacząć?To opowieść o bliskości, na którą zabrakło czasu, ale i o wyborach, których cena okazuje się wyższa, niż można było przewidzieć.
Nowe wydanie uwzględnia więcej gatunków roślin, między innymi bylice i jałowce, zawiera przykłady pieśni i bajek poszerzających wcześniejsze analizy. Większą uwagę poświęcono też roli akuszerki i roślin wykorzystywanych w obrzędowym przywracaniu położnic do życia w wiejskiej społeczności.Sara Orzechowska
[OPIS KSIĄŻKI] Andrzej Barański tworzy kino o niekonwencjonalnej dramaturgii. Reżyser programowo unika sensacyjnych wątków i zaskakującej intrygi. Kładzie nacisk na to, co dzieje się między zdarzeniami i z pietyzmem traktuje każdy szczegół. Jak sam mówi, jego filmy należy mierzyć w centymetrach, nie metrach. Barański najczęściej opowiada historie prostych ludzi, fascynują go prowincja i codzienność oraz mikrokosmosy niewielkich społeczności. O sukcesie nigdy nie marzyłem i nie marzę. Zawsze, od samego początku, interesowało mnie tylko tworzenie filmów o doskonale mi znanych małych miasteczkach i ludziach stamtąd. A o sukcesie myślałem tylko tyle, żeby pomógł mi zrobić następny mój film. Z klęskami jakoś daję sobie radę. Kiedy dzisiaj myślę o moim niedoszłym udziale filmu „Księstwo” na Festiwalu w Gdyni, nawet dostrzegłem w tym wszystkim jakieś piękno. Mój pierwszy film, debiut „Wolne chwile”, też nie znalazł się w konkursie. Teraz razem z filmem „Księstwo”, tworzą idealną ramę dla całej mojej twórczości, ramę zbudowaną z dwóch zdyskwalifikowanych filmów: pierwszego i ostatniego. Czy jest coś piękniejszego, niż taka idealna symetria? [FRAGMENT KSIĄŻKI] Andrzej Barański (1941) – reżyser filmowy, scenarzysta. Pochodzi z Pińczowa. Absolwent technikum budowlanego w Kielcach. Studiował w Gliwicach, współtworzył Studencki Teatr Politechniki gdzie poznał Tadeusza Różewicza z którym później utrzymywał wieloletnią znajomość. Podczas studiów w PWSTiF w Łodzi współpracował ze Zbigniewem Rybczyńskim. Przed debiutem filmowym był asystentem Kazimierza Kutza w którego Zespole też zrobił swój pierwszy film: “W domu” (1975). Wyreżyserował filmy fabularne m.in.: “Kobieta z prowincji”, “Kramarz”, “Nad rzeką, której nie ma”, “Dwa księżyce”, “Parę osób, mały czas”, “Braciszek”, “Księstwo”. Realizował też filmy krótkometrażowe, reżyserował spektakle Teatru Telewizji. W roku 2015 za wybitne osiągnięcia artystyczne otrzymał „Platynową Taśmę”, Nagrodę Specjalną polskiej sekcji Stowarzyszenia Krytyków Filmowych FIPRESCI przyznaną z okazji 40. edycji Festiwalu filmowego w Gdyni. W roku 2020 na 45 Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni otrzymał „Platynowe Lwy” za całokształt twórczości. W roku 2024 został laureatem Złotego Medalu Zasłużony Kulturze „Gloria Artis”. Publikacja została dofinansowana ze środków Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej
Na antologię złożyły się nietłumaczone dotąd na język polski baśnie wiktoriańskie. Książka powinna znaleźć miejsce na półce obok Pierścienia i róży, Alicji w Krainie Czarów, Kubusia Puchatka i Harry’ego Pottera, ponieważ pulsuje esencją angielskości w najlepszym rozumieniu tego słowa.
W 2024 roku minęło trzysta trzydzieści lat od pierwszej publikacji zbioru baśni wierszem, których autorem był Charles Perrault. Ich wydanie z Przedmową i dedykacjami nigdy nie ukazało się w Polsce: przetłumaczone zostały tylko baśnie prozą, bez wierszowanej Oślej Skórki oraz Gryzeldy. Po trzech wiekach funkcjonowania w kulturze światowej przyszła wreszcie pora na to, aby baśnie Charles’a Perraulta ukazały się także w Polsce w wersji integralnej, porównywalnej do francuskiego oryginału i w pełnym opracowaniu naukowym. Niniejszy tom został podzielony na dwie części. W pierwszej znajduje się wstęp, którego autorką jest francuska literaturoznawczyni i komparatystka Anne-Marie Monluçon. Przybliża on powody – związane zarówno z samym tekstem, jak i kontekstem historycznym oraz kulturowym – dla których baśnie Perraulta pozostają słabo znane pomimo pozornej sławy ich twórcy. […] Część druga to przekład baśni Perraulta opatrzony odpowiednim aparatem krytycznym, ułatwiającym lekturę oraz przybliżającym niezbędne konteksty historycznoliterackie, komparatystyczne i przekładoznawcze.
Baśnie Wilhelma Hauffa są ukoronowaniem dorobku tego przedwcześnie zmarłego pisarza niemieckiego (1802-1827). W swojej formie nawiązują one do znanych podówczas tekstów tego gatunku ze zbioru Braci Grimmów oraz do tradycji XVIII-wiecznych francuskich contes des fees. Ogromny wpływ na kształtowanie się warsztatu pisarza miały Baśnie z tysiąca i jednej nocy, upowszechnione w Niemczech u progu lat dwudziestych XIX w., a więc wtedy, gdy Hauff wkraczał w wiek twórczy. Autor zapożycza z wielkich wzorów jedynie drobiazgi, takie jak imiona postaci czy nazwy miejsc akcji; fabuła i sposób jej językowej realizacji są już jego oryginalnym osiągnięciem. Wymieszanie elementów świata realnego i królestwa fantazji nadaje baśniom Hauffa wymiar uniwersalny i zachęca do ich lektury zarówno dzieci, jak i dorosłego odbiorcę. Stworzony przezeń typ narracji ma jednocześnie bawić i pouczać.
Baśnie reńskie Clemensa Brentano (1778-1842) są kolejną próbą przybliżenia polskiemu czytelnikowi dokonań niemieckiego baśniopisarstwa romantycznego. Brentano, jeden z czołowych przedstawicieli romantyzmu niemieckiego, przyczynił się znacząco do powstania powszechnie znanych baśni braci Grimmów. Jego własna twórczość – osadzone w reńskim krajobrazie baśnie prezentujące wyjątkowo optymistyczną wizję świata – była dotychczas mało znana w Polsce.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?