Świadectwo znanego włoskiego egzorcysty, opisującego swoje doświadczenia z przypadkami dręczenia i opętań demonicznych. Ojciec Benignus (Fra Benigno) pierwszą część swojej książki poświęca wprowadzeniu czytelnika w groźną rzeczywistość wpływów demonicznych. Wyjaśnia, w jaki sposób, w świetle teologii, opętanie i dręczenie diabelskie jest w ogóle możliwe, a także jakie okoliczności sprzyjają występowaniu tych zjawisk. Druga, dłuższa część książki to już dokument spotkań z ciemną stroną duchowych zjawisk. Ojciec Benignus zdaje rzeczową relację ze spotkań z ludźmi opętanymi lub udręczonymi przez szatana i przedstawia proces uleczenia za pomocą egzorcyzmów. Opisywane historie mogą szokować i budzić lęk. Autor, chociaż jest gruntownie wykształconym teologiem, pisze językiem przystępnym i zrozumiałym. Książkę, mimo że jest oparta wyłącznie na faktach i udokumentowanych rzeczywistych sytuacjach, czyta się jak dobrą powieść – i to powieść grozy. Głównym celem autora nie jest jednak chęć szokowania czytelników. Autor pragnie raczej podkreślić, że ciemna strona duchowych sił to rzeczywistość, że jak w tytule, Szatan istnieje naprawdę, i w określonych sytuacjach może zagrozić nam bardziej niż zwykle. W tym wymiarze książka może stanowić przestrogę dla czytelników, by byli ostrożni, a jeżeli już przez swoje zachowania narażą się na duchowe niebezpieczeństwo – by szukali odpowiedniej pomocy w Kościele.
Wstęp do książki napisał kardynał Salvatore de Giorgi, przewodniczący Episkopatu Sycylii.
Warto otwartym sercem wsłuchać się w wezwania naszych wielkich rodaków, których słowa, mimo upływu czasu, nie straciły na aktualności. Jako nasi pasterze, wzywali oni nas, Polaków, do mocnego trwania w wierze, życia zgodnego z prawem miłości oraz modlitwy.
Pomoc dydaktyczna przydatna w trakcie omawiania zagadnień dotyczących pierwszych wieków chrześcijaństwa. Analiza map umożliwi uczniowi lepsze zrozumienie omawianych wydarzeń. Pozwolą również na lepsze zrozumienie istoty chrześcijańskich korzeni kultury europejskiej.
Opracowanie graficzne Katarzyna Issmer
W mglisty poranek Hape Kerkeling - znany niemiecki komik, zaprzysięgły piecuch - wyrusza w drogę. Czeka go sześć tygodni marszu legendarnym Szlakiem Jakubowym, przez ośnieżone szczyty Pirenejów, Kraj Basków, Nawarrę... Sam na sam ze sobą i jedenastokilogramowym plecakiem zmierza do grobu apostoła Jakuba. Z humorem i wyjątkowym zmysłem dostrzegania tego, co szczególne, Kerkeling opisuje swoje przeżycia. Poznaje zarówno tubylców, jak i współczesnych pątników. Doświadcza samotności i ciszy, wycieńczenia i wątpliwości, ale również gotowości do niesienia pomocy. Zawiera przyjaźnie, przeżywa chwile wynagradzające wszystkie wyrzeczenia i na swój sposób odkrywa zaskakującą bliskość Boga.
W Niemczech sprzedano ponad 2 000 000 egzemplarzy tej książki!
Fragment książki Na szlaku do Composteli
18 czerwca 2001 - Santo Domingo de la Calzada
Jest czwarta nad ranem. Dotychczas nie zmrużyłem oka. Wszystko mnie swędzi, chyba coś mnie pogryzło.
Chociaż skrupulatna zakonnica wie teraz, ile owieczek ma pod opieką, i prawdopodobne smacznie śpi, to jednak jagnię w łóżku numer siedem nie może zasnąć od czasu wieczornej odliczanki, tym bardziej że w pokoju wciąż jest za jasno. Wszystko jest, jak by to powiedzieć, ...syfiaste. Trudno spać w jednym pokoju z siedmioma lokatorami i słyszeć pięćdziesiąt innych osób w pozostałych salach, a jeszcze trudniej czuć ich obecność i zapachy. Na domiar złego moje łóżko stoi tuż przy drzwiach jedynej toalety. Koszmar. Co pięć minut ktoś idzie do klopa i bez przerwy rozlega się łoskot spuszczanej wody. Albo ktoś chrapie, albo wzdycha z braku powietrza, albo mówi przez sen. A jakże - „intensywne spotkanie w schronisku dla pielgrzymów", jak ujmuje to eufemistycznie mój przewodnik.
Mam wrażenie, że wyczuwam dusze innych ludzi, ich troski, pragnienia, tęsknoty. To prawdziwa katorga, jeśli chce się po prostu spać. Nie mam pojęcia, jak się przed tym obronić! Jestem zbyt otwarty!
Schroniska pielgrzymkowe powstały z myślą o tych, którzy nie mają pieniędzy. Dla tych, którzy są kompletnie bez grosza.
To najtańsza możliwość spędzenia urlopu, bo takie noclegi nic nie kosztują. Moja babcia zawsze mawiała: „Darmocha to chłam".
Na dodatek zrobiło się zimno! Chyba postradałem zmysły, decydując się na taki nocleg. Ileż ja mam lat? Piętnaście? Przecież nawet jeszcze w szkole nie cierpiałem schronisk młodzieżowych.
Niby czemu dwadzieścia lat później miałoby to być fantastycznym przeżyciem? Ta ciasnota! Te łazienki! No i pokoje... czy raczej klitki. Szkoda słów. Nie muszę tarzać się w grzybicy innych ludzi, żeby doznać olśnienia! Chociaż podobno grzybica świeci w podczerwieni!
Koniec z tym! Mogę pozwolić sobie na płatny nocleg, więc odtąd znowu będę sypiał w hotelach. Nie potrafię i nie chcę udawać biedaka. Hans Peter, bądź sobą! Ten gość tutaj to nie ty!
Ponieważ i tak nie ma szans na sen, wstaję i pakuję swoje manatki. Annę, jako jedna z niewielu, smacznie śpi. Wychodzę więc bez pożegnania. Wkrótce na pewno wzejdzie słońce. Pośpiesznie przemierzam pokręcony labirynt klasztornych korytarzy i otwieram wielką furtę, która prowadzi do murowanego łącznika do miasta. Bezmyślnie pozwalam na to, by drzwi za mną się zatrzasnęły, i stoję w ponurym tunelu, który 2 jednej strony kończy się drewnianymi wrotami wychodzącymi na ulicę, a z drugiej żelazną furtą wiodącą do klasztornego °grodu. Obydwie bramy są zamknięte na amen. No, jasne, przecież to hiszpański konwent sióstr zakonnych! Również droga powrotna do budynku jest odcięta, bo zamek można otworzyć tylko od środka. Utknąłem w klasztornych murach! A od ulicy dzieli mnie tylko jeden krok.
Miejmy nadzieje, że mniszki to ranne ptaszki. Siedem bitych godzin w łóżku bez zmrużenia oka. Czuję się, jakby wyjęli mnie z wyżymaczki. Cholera jasna!
Nie będę już nigdy nocował w klasztorze ani na podłodze; chyba że nie będzie innej możliwości! Wolę już czuwać lub zdrzemnąć się gdzieś na ławce. Nie wierzę, że Shirley MacLaine spędziła chociaż jedną noc w takim refugio. A jeśli tak, to naprawdę jest szurnięta! Chcę stąd wyjść! Naprzeciwko jest przemiły pensjonat, od którego dzieli mnie tylko pięć metrów.
Kiedy, na miłość boską, otwierają ten klasztor? Koszmar. Zupełnie jak więzienie! Zobaczymy, ile jeszcze będę siedział w tym przedsionku raju. Ani nie jestem w środku, ani na ze-
wnątrz. Zwyczajnie utknąłem. Tym razem dosłownie. Marznę tak upojne dwie godziny.
Punkt szósta jedna z zakonnic wybawia mnie z opresji i wypuszcza na wolność. Ja jednak nie mknę w siną dal, tylko idę wprost do pobliskiego pensjonatu. Tam wykończony padam na świeżo zasłane, czyściutkie, bielusieńkie łóżko i śpię kamiennym snem do jedenastej.
Gdy otwieram oczy, słońce stoi już bardzo wysoko i praży niemiłosiernie. Postanawiam odpocząć jeden dzień w Santo Domingo. Dalszy marsz w tej spiekocie i tak byłby szaleństwem. Włóczę się więc beztrosko cienistymi zaułkami tego cudownego hiszpańskiego miasta i trochę żałuję, że nie mogłem porządnie pożegnać się z Annę.
Nagle w oknie wystawowym jakiejś apteki dostrzegam przypadkiem swoje odbicie. Parskam śmiechem. Niezłe dziwadło! Chude, zarośnięte indywiduum w wyświechtanej, brudnej czapeczce. Nic dziwnego, że Annę się mnie boi! Muszę sobie zaraz kupić nowy kapelusz!
Szukam więc odpowiedniego sklepu i wreszcie znajduję go na obrzeżu starówki. Sympatyczny, żwawy staruszek sprawia takie wrażenie, jakby za szklaną ladą swego wielobranżowego salonu czekał na mnie od lat. Po krótkiej rozmowie natychmiast przystępuje do mierzenia mojej głowy. Nietypowy rozmiar nie pozostawia mi zbyt wielkiego wyboru i po krótkiej naradzie ze sprzedawcą wybieramy zielony bawełniany kapelusz z szerokim rondem.
Gdy decyduję się wyjść stąd już w nowym nakryciu głowy, sklepikarz zaskakuje mnie pytaniem:
- Czy mógłbym zatrzymać pański stary kapelusz? I tak nie będzie pan przecież go już nosić.
Prośba wydaje mi się wprawdzie dziwna, ale skoro nalega... Muszę jednak najpierw zaspokoić ciekawość:
- Co pan zamierza z nim zrobić?
Trochę zażenowany spogląda w sufit:
- Ach, wie pan, zbieram znoszone kapelusze pielgrzymów! Szczęka mi opada, gdy podążam za jego wzrokiem: Nad
nami wisi około setki starych czapek i kapeluszy. Sprzedawca podaje mi flamaster:
- Musiałby go pan podpisać... z datą. W przeciwnym razie będzie bezwartościowy. Ma pan coś przeciwko temu?
Umieszczam więc autograf i datę na swojej spłowialej ba-seballówce, nie mogąc powstrzymać się od komentarza:
- Może uzna pan to za szpanerstwo, ale... to nie pierwszy autograf, jaki daję. W Niemczech jestem postrzegany jako... hm.... gwiazda, to zbyt wiele powiedziane, ale...
- Pan jest znany? To wspaniale. Dzięki temu moja kolekcja będzie jeszcze bardziej wartościowa! - Natychmiast dokonuje dokładnych oględzin nowego eksponatu i jak mały chłopiec cieszy się z czytelności mojego charakteru pisma! - Będę to pokazywać wszystkim Niemcom. Ta czapeczka zawiśnie na honorowym miejscu!
A ponieważ handluje nie tylko kapeluszami, lecz także kosmetykami, daje mi w prezencie dwie tubki kremu Yves Rocher i żegna mnie słowami:
- To zabawne, że wszyscy Niemcy mają tak wielkie głowy jak pan. Za dużo, za dużo myślicie!
I ma rację. Ta przeklęta myśląca maszyna, która bez przerwy usiłuje kontrolować żołądek i serce.
Spróbuję teraz wyłączyć głowę. Pstryk i już. Pójdę do katedry i zaczekam na pianie koguta. Stop, szlaban na myślenie. Dzisiaj liczy się tylko serce!
Podczas mszy w katedrze podobnie jak inni pielgrzymi całuję relikwię świętego Hieronima; nie mam pojęcia, po co. Dziś przecież nie myślę.
Hiszpanie potrafią celebrować mszę! Ale kogut znów milczy jak zaklęty!
Wciąż ciągnie mnie do kościołów, oczywiście również dlatego, że to jedyne chłodne miejsca - żadna klimatyzacja nie może się z nimi równać. Podczas mszy szlifuję przy okazji swój hiszpański; nawet jeśli nie wszystko rozumiem - do czego nota bene niechętnie się przyznaję - wizyta w świątyni działa na mnie krzepiąco.
W drodze powrotnej do hotelu nagle słyszę głośny klakson. Obok mnie zatrzymuje się samochód. To sprzedawca kapeluszy zaprasza mnie do swojej hacjendy na butelkę wina no/a. Serce mi się raduje: chętnie bym z nim pojechał. Ale taka biesiada oznaczać może długą noc, a ja chcę jutro rano wyruszyć dalej. Dziękuję więc za zaproszenie i uprzejmie odmawiam.
Trochę rozczarowany sklepikarz odjeżdża, tymczasem ja wkurzam się na siebie: Dlaczego z nim nie pojechałem? Przecież miałem na to ochotę. Znowu w podjęciu decyzji przeważyła durna głowa!
Mały plac katedralny jest najpiękniejszym zakątkiem w mieście. Siadam więc na schodach ratusza naprzeciwko świątyni i obserwuję wieczorną krzątaninę gołębi. Wśród nich rzuca mi się w oczy jednonogi, śnieżnobiały osobnik, który z powodu kalectwa nie nadąża za pierzastymi kolegami. Porusza się niezdarnie, ale zarazem tchnie - o ile to w przypadku ptaka w ogóle możliwe - dumą i dostojeństwem. Jestem pod wrażeniem. W pobliskiej piekarni kupuję trochę chleba i ostrożnie próbuję nawiązać z nim kontakt. Podczas gdy pozostałe gołębie płochliwie przede mną uciekają, biały inwalida podchodzi coraz bliżej, aż wreszcie je mi z ręki.
Potem syty radośnie grucha. Dobrze wiedział, że jeśli minio kalectwa chce przeżyć, nie pozostaje mu nic innego, jak zbliżyć się do niebezpiecznie wyglądającej wielkiej istoty. Dzielny gołąb. Wmawiam sobie, że wzbudził podziw i zazdrość wśród swoich kompanów.
Mój wszechwiedzący przewodnik mówi, że pielgrzymka tym szlakiem to droga ku oświeceniu.
Ja jednak jestem przekonany, że to droga bez gwarancji takiego oświecenia. Tak samo jak urlop nie daje gwarancji odpoczynku. Owszem, nie robię sobie zbyt wielkich nadziei, ale oświecenie nie byłoby takie złe! Cokolwiek by to oznaczało!
Wyobrażam sobie oświecenie jako bramę, przez którą trzeba przejść. Prawdopodobnie nie wolno się jej bać, a jednocześnie nie powinno się jej chcieć przekroczyć za wszelką cenę. Może im obojętniej się te podwoje mija, tym szybciej i łatwiej dokonuje się oświecenie?
Lepiej nie tęsknić za tym, co znajduje się za bramą, i nie nienawidzić tego, co jest przed nią. To nieistotne. Może radość życia to właśnie obojętność? Żadnych oczekiwań, żadnych obaw.
Obawy prowadzą do rozczarowań. Rozczarowania budzą obawy, a obawy to kolejne oczekiwania. Nadzieja powoduje strach, strach zaś rodzi nadzieję. Obojętność? Hm, filozofii mi się na starość zachciało...
Obejrzałem na mapie jutrzejszą trasę. Nie powinna być zbyt męcząca. Zajmie około siedmiu i pół godziny.
Konkluzja dnia:
Otwórz serce i ucałuj dzień!
Książka jest przeznaczona dla dzieci, które chcą poznać historię życia Karola Wojtyły od momentu narodzin do 1978 roku, kiedy to został on wybrany na papieża. Pełna rysunków książeczka zrobi wrażenie na każdym dziecku.
Ciało jest twoja ziemią, jesteś w nim zakorzeniony. Świadomość jest drzewem twojego ciała. Myśli są jak owoce. Medytacja jest jak kwiaty. Twoje ciało wspiera ciebie i wszystko, co robisz: kiedy kochasz, nienawidzisz, współczujesz czy przeżywasz złość – wspiera cię za każdym razem. Kiedy zaczniesz rozumieć, kim jesteś, ciało także cię wesprze.
Mądrość ciała jest dużo głębsza niż mądrość umysłu, który nie jest równie dojrzały. Ciało funkcjonowało bez umysłu przez całe tysiąclecia.
Zatem nie szukaj powodów, aby coś zrobić, po prostu daj upust swoim potrzebom. Dziel się z innymi, rozdawaj swoje dobra – niebo jest dla tych, którzy umieją delektować się życiem i ofiarować je innym.
Kolejny wykład Osho, z którego dowiesz się, że twoim prawdziwym przewodnikiem po świecie i życiu jest twoje własne ciało. Jemu ufaj, jego słuchaj, ono nigdy cię nie zawiedzie! Naucz się przyjmować jego wskazówki, odczytywać sygnały i za nimi podążać, a nigdy nie zbłądzisz!
Do książki dołączona jest płyta CD z medytacjami „Rozmowa z ciałem”.
Co zrobić, gdy chce nam się śmiać w kościele?
Czy nieskorzystanie z wody święconej jest grzechem?
Dlaczego przy ołtarzu nie może się palić więcej niż siedem świec?
Kim jest turyferariusz, a kim nawikulariusz?
Kiedy uklęknąć na jedno, a kiedy na dwa kolana?
Wydaje się, że aby dobrze zachować się w kościele, musimy dużo wiedzieć. Tu odpowiedni gest liturgiczny, tu jakiś znak, tam jakiś symbol... Tu przyklęknąć, tam się skłonić. Tu podnieść wzrok, a tam śpiewać, tu siedzieć, tam bić się w piersi... Można się całkiem pogubić.
W liturgii – jak w życiu – istnieje określony kanon zachowań, którego warto przestrzegać. To, czy umiemy w konkretnej sytuacji odpowiednio się zachować, świadczy o naszej kulturze, o szacunku do ludzi, z którymi się spotykamy, i do instytucji, w której się znajdujemy. A to, jak zachowujemy się w świątyni, ma podwójne znaczenie...
Zatwierdzenie przez komisję wychowania katolickiego:Podręcznik nr KR-23-01/10-KR-5/14 do nauczania religii rzymsko-katolickiej w klasie VI szkoły podstawowej na terenie archidiecezji krakowskiej, zgodne z programem nauczania nr AZ-1-01/10.
Zatwierdzenie przez komisję wychowania katolickiego:Ćwiczenia do podręcznika nr KR-13-01/10-KR-4/14 do nauczania religii rzymsko-katolickiej w klasie III szkoły podstawowej na terenie archidiecezji krakowskiej, zgodne z programem nauczania nr AZ-1-01/10.
W małym kościółku tuż za polską granicą z Ukrainą, całkiem niedawno, bo w 2005 roku, zapłakała figura Matki Bożej. Nie towarzyszyły temu objawienia, nie było orędzi, były tylko łzy…
Na początku 2014 roku świat stanął na krawędzi globalnego konfliktu zbrojnego. Oczy wszystkich zwrócone zostały na Ukrainę.
Czy te dwa wydarzenia są ze sobą związane? Dlaczego Maryja zapłakała na tamtej ziemi? Czy Matka Boża płakała tylko nad Ukrainą, czy może nad całym światem? Czy Jej łzy były zapowiedzią wydarzeń, do których niedawno doszło za naszą wschodnią granicą?
Troje dziennikarzy pojechało na miejsce cudownych wydarzeń, by szukać odpowiedzi na te pytania. Ta książka jest owocem ich dziennikarskiego śledztwa prowadzonego w Niżankowicach i pierwszą publikacją na ten temat.
Jest to pierwsza tego typu publikacja, która w tak obszerny sposób prezentuje ponad 300 świątyń, klasztorów, domów modlitwy i kalwarii znajdujących się na terenie całej Polski. Poza kościołami, które zapisały się w naszej kulturze jako perły architektury, tj. katedry w Krakowie, Warszawie, Wrocławiu, Gnieźnie czy Kościoły Pokoju w Jawornie i Świdnicy wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, Autorka opisuje zabytki do tej pory mniej znane, a równie ważne i warte uwagi. Wśród nich są najcenniejsze obiekty wszystkich wyznań religijnych, których miejsca kultu znajdują się na terenie naszego kraju. Są to m.in.: synagogi we Włodawie i Łańcucie, bożnice w Rzeszowie i Szydłowie, cerkwie w Piątkowie i Kostomłotach, meczety w Bohotnikach i Kruszynianach i kościół mennonitów w Nowym Wymyślu. Walorem książki są także opisy najważniejszych kościołów i zespołów klasztornych wszystkich zgromadzeń zakonnych funkcjonujących w Polsce. Wśród nich m.in. klasztor karmelitów w Czernej i zespół klasztorny bazylianów w Supraślu. Tekst uzupełniają kolorowe i archiwalne ilustracje, mapy i rzuty obiektów architektonicznych.
Książka jest zapisem decydujących zmagań Teresy z Lisieux w obliczu nadchodzącej śmierci. Postawa chorej zdumiewa, intryguje i porusza. Uważnego czytelnika naprowadza na sekret terezjańskiego utożsamienia się z Ukochanym. Rzeczowy język autora i jego kompetencja idą w parze z nieukrywanym oczarowaniem osobą Świętej. Pozycja bezcenna dla tych, którzy chcą poznać Teresę rzeczywistą. "Dla mnie to książka wielkiej nadziei", Wojciech Prus OP
Podręcznik dla klasy piątej szkoły podstawowej, do nauczania religii rzymskokatolickiej na terenie całej Polski, z zachowaniem praw biskupów diecezjalnych.
Ćwiczenia duchowe na każdy dzień to zbiór pojedynczych ćwiczeń ułożonych na podstawie tradycji świętego Ignacego Loyoli. Możesz je dostosować do własnego trybu życia i korzystać z nich w dowolny dla siebie sposób.Opakowanie zawiera:56 kart z pojedynczymi, prostymi ćwiczeniami, podzielonymi na osiem kategorii;4 karty ze wskazówkami, które pomogą Ci lepiej korzystać z pozostałych kart.
Każda przestrzeń pograniczna jest terenem skłaniających do twórczych poszukiwań — filozoficznych, antropologicznych, artystycznych. Niniejsza książka pióra wybitnego oksfordzkiego uczonego to syntetyczne opracowanie jednego z takich tematów, mianowicie kwestii postaw religijnych i społecznych w „epoce niepokoju”, czyli w okresie schyłku starożytności, od panowania Marka Aureliusza do czasów Konstantyna Wielkiego. Autor opisuje i analizuje swoistą walkę o ludzkie umysły, która zachodziła między coraz bardziej podatnym na przemiany systemem wierzeń pogańskich a zdobywającą sobie coraz więcej wyznawców religią chrześcijańską. Szuka wytłumaczenia dla rewolucyjnej przemiany, którą przeszła cywilizacja śródziemnomorska. Porównuje doświadczenia religijne i systemy wiedzy o świecie zachowane w pismach pogańskich i chrześcijańskich, zestawiając np. Ojców Kościoła z pitagorejczykami, by w rezultacie ukazać bogatą perspektywę religijnych odczuć i poszukiwań, będących udziałem ludzi tamtego przełomowego okresu.
Mimo wielu lat, jakie upłynęły od wydania oryginału, myśli zawarte w konferencjach Casela nie tracą na aktualności. Wciąż zbyt mało jest ludzi Kościoła, którzy z taką pasją potrafiliby dzielić się swym odkryciem liturgicznego misterium, prowadzić uczestniczących w nim ku prawdziwemu spotkaniu z Chrystusem-Arcykapłanem i odważnie podnosić ich duchowy wzrok ku kontemplacji Jego tajemnic.
Praca ta jest hymnem pochwalnym życia poświęconego Bogu. Ojciec Larkin zmarł wkrótce po jej ukończeniu. Wierzył, że nie ma większej służby niż prowadzenie ludzi do spotkania z Bogiem w ich własnych sercach. Książka ta jest jego dziedzictwem dla potomnych i ukazuje mądrość i miłość Tego, z którym o. Larkin jest już w pełni zjednoczony.
Medytacja Chrześcijańska. Kontemplatywna modlitwa na dziś zawiera kilka wcześniej publikowanych artykułów na temat osobistej podróży duchowej o. Larkina do praktyki modlitwy prowadzącej do środka i Medytacji Chrześcijańskiej. Książka jest dialogiem dziedzictwa Karmelu z innymi współczesnymi wykładniami mądrości Ojców Pustyni. Zawiera wiele pomocnych rad dla początkujących na drodze kontemplacji i odkrywa nowe głębiny dla tych, którzy się już na niej znajdują.
Casel żył tym, o czym pisał i co głosił, aczkolwiek przyszło mu żyć w czasach szczególnego nasilenia się zła, i to przede wszystkim w jego własnej ojczyźnie. Nie tracił czasu na dyskusje z nazizmem. Jego teologia była zapisem światła, jakiego Bóg udziela duszy w ciemnościach wiary, z którą szedł ku nowym horyzontom współczesnego Kościoła. Autor umarł już po wojnie, w 1948 r., kiedy śpiewał Exultet podczas Wigilii Paschalnej. Tak niegdyś - śpiewając psalmy - umierał założyciel jego zakonu - święty Benedykt z Nursji, mąż, który uczynił swe życie liturgią i zdobył nią serca narodów zachodniej Europy. Mamy nadzieję, że ta mała książeczka zachęci wielu do studiów nad liturgią, do odnalezienia w sobie tego liturgicznego ducha, który ożywiał pierwotny Kościół i - jeśli się dobrze przyjrzeć - każdą poważniejszą odnowę w Kościele w całej jego historii. Nasze czasy nie są pod tym względem wyjątkiem, choć - jak zwykle - szukają nowych form i nowego zrozumienia.
The work of Karolina Aszyk and Zbigniew Treppa is an import ant, well documented and scientifically verified contribution to research on acheiropoietos images. The research which uses a specific illumination method is an innovative attempt to prove that the fabric bearing the face of Jesus is byssus. The analysis of photographs taken by the researchers in February 2011 with illumination at a very small angle highlighting the smallest details of folds and creases of the fabric, seems to suggest that the fabric is in fact byssus although there is no certainty, of which the scholars from Gdansk meticulously inform. They also take into consideration the possibility that the fabric used for the image might have been linen, but one thing is undeniable in either case – there is no other rational explanation of the method in which the image originated than a transcendental one.
It is almost certain and clearly indicated by the work reviewed, that some icon artists and painters presenting images of Christ were inspired by the Manoppello Veil, which was kept between 8th and 16th century in Rome as “Veronica” (Vera icon), the most precious Roman relic. The research is continued to establish which concrete images of Christ known from various iconographic traditions were inspired by the image of the Manoppello Veil and which by the Turin Shroud. In both cases, however, we deal with the same face of the Savior reflected on the Shroud and on the Veil and rendered there in a way excluding activity of the human hand.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?