Clayton Anthony Fountain był uznawany za najbardziej niebezpiecznego przestępcę, z jakim kiedykolwiek musiał się zmierzyć system federalny Stanów Zjednoczonych. Skazany za morderstwo, za więziennymi murami dokonał czterech następnych. Specjalnie dla niego została zbudowana cela wyposażona w system zabezpieczeń, który miały zapobiec atakowi ze strony osadzonego. Fountain nigdy już jej nie opuścił. Przeszedł jednak głęboką duchową przemianę, która zaowocowała przyjęciem go do zakonu trapistów. W Celi ojciec W. Paul Jones, który przez sześć lat był duchowym przewodnikiem Fountaina - aż do chwili jego nagłej śmierci w 2004 roku, ze szczerością i współczuciem dzieli się zdumiewającą opowieścią o tym niezwykłym nawróceniu.
Clayton Fountain był uważany za bezlitosnego zabójcę, którego nikt nie jest w stanie ocalić. Jednak w ciszy samotnego osadzenia ? tam, gdzie był żywcem pogrzebany w żelbetonowej celi ? Bóg wypełniał swoje dzieło odkupienia i odnowienia Claytona Fountaina. Jestem wdzięczny ojcu Paulowi za to, że z tak wielkim współczuciem służył człowiekowi mającemu wartość tylko w oczach Boga ? i za to, że podzielił się ze światem tą niesamowitą opowieścią.
Martin Sheen, aktor
Krytyczne głosy o Janie Pawle II
Krytyczne głosy o Janie Pawle II
Zbiór sensacyjnych wywiadów ze znanymi postaciami polskiego życia publicznego na temat mrocznych stron pontyfikatu Jana Pawła II.
Pomiędzy rozmówców Piotra Szumlewicza są dziennikarze, politycy i naukowcy, przedstawiciele różnorakich wyznań i opcji światopoglądowych, m.in. Joanna Senyszyn, Magdalena Środa, Janusz Palikot, Jerzy Urban, Stanisław Obirek. Prawie każdy z bohaterów książki mówi o innym aspekcie działalności i nauczania Jana Pawła II.
Piotr Szumlewicz pyta o podejście Karola Wojtyły do kobiet, gejów i lesbijek, protestantów, otwartych katolików. Wiele spośród poruszonych tu problemów to tematy od dawna obecne na łamach europejskiej i światowej prasy, która nie żywiła obaw przed krytykowaniem Jana Pawła II. Jednakże w polskiej debacie publicznej tematyka nadal jest naznaczona piętnem tabu i prawie że nieobecna ze względu na niepisany zakaz poważnej krytyki Karola Wojtyły.
W książce znajdują się rozmowy o pedofilii w strukturach Kościoła Katolickiego, praniu brudnych gotówki i współpracy Watykanu z krwawymi dyktatorami. Skupiając się na faktach i merytorycznych opiniach, Szumlewicz i jego rozmówcy nie dają powodu do oskarżeń o „tańszy” antyklerykalizm. Po raz 1szy ukazuje się w Polsce całościowa krytyczna analiza pontyfikatu polskiego papieża. Powstała w ten metodę książka, która wielu z pewnością się nie spodoba, ale osobom ceniącym sobie świecki światopogląd i niezależność myślenia z pewnością otworzy oczy, zaś tych, którzy od dawna patrzyli sceptycznie na pontyfikat Jana Pawła II, zachęci do otwartego wyrażenia swych poglądów.
Piotr Szumlewicz – socjolog, filozof, publicysta, dziennikarz TVP. Redaktor kwartalnika „Bez Dogmatu” i serwisu www.lewica.pl. Publikował między innymi w „Trybunie”, „Przeglądzie”, „Gazecie Wyborczej”, polskiej edycji „Le Monde diplomatique”, „Krytyce Politycznej”, „Etyce”, „Przeglądzie Filozoficznym”, „Res Publice Nowej”. Autor książki Niezbędnik ateisty (2010) i współredaktor książek: Stracone szanse? Bilans transformacji 1989–2009 (2009) oraz PRL bez uprzedzeń (2010).
Fragment książki Ojciec nieświęty
Wywiad z Joanną Senyszyn
Toksyczny i przereklamowany
Czy spotkała się Pani kiedyś z Janem Pawłem II? Jakie były wrażenia?
Osobiście nigdy. Nie odczuwałam takiej potrzeby. Dzięki temu mam nieskażone spojrzenie na osobę i działalność Jana Pawła II. Podobno w bezpośrednich kontaktach potrafił być ujmujący, więc opinie tych, którzy się z nim zetknęli, są w znacznej mierze wypaczone i nieobiektywne. Z zasady nie dostrzegają oni, że polski papież, od politycznego wyboru do transmitowanej na żywo, teatralnej śmierci, jest produktem marketingowym. W dodatku mocno przereklamowanym.
A jak wspomina Pani pielgrzymki do Polski Jana Pawła II? Co Pani czuła, kiedy papież przyjeżdżał do Polski?
Papieskie pielgrzymki wspominam jako imprezy kosztowne dla państwa i obywateli oraz powodujące wiele zamieszania. Najgorzej wyszli na nich polscy emeryci. Pieniądze na podwyżki ich świadczeń premier Suchocka przeznaczyła w 1993 roku na sfinansowanie pielgrzymki na Litwę. Imprezy te robiły naturalnie wrażenie, gdyż poprzednicy Jana Pawła II poza Watykanem byli praktycznie niedostępni dla wiernych. Msze odprawiane na specjalnie w tym celu wybudowanych ołtarzach gromadziły tłumy. Zwłaszcza że były to starannie wyreżyserowane spektakle, a papież świetnie odgrywał rolę zatroskanego ojca narodu. Niemniej jednak nie czarujmy się, żadne z pielgrzymkowych spotkań z JPII nie było tak liczne jak wiec, który odbył się dwudziestego czwartego października 1956 roku na placu Defilad w Warszawie. Wówczas na cześć Gomułki entuzjastycznie skandowano: „Wiesław! Wiesław!". Potem do papieża: „Zostań z nami!". Wyjaśnienie jest proste: Polacy kochają bohaterów. A z jakiej bajki, to już inna sprawa. Najważniejsze, by byli żywi, bo wtedy można ich dotknąć, zrobić sobie fotkę do rodzinnego albumu, a na starość opowiadać wnukom, że brało się udział w historycznym wydarzeniu. Część wiernych pewnie odczuwała dumę, wzruszenie czy też religijną ekstazę, ale mnie jako ateistki to nie dotyczyło.
A jak Pani, jako wieloletnia uczestniczka polskiego życia publicznego, ocenia stosunek polskich polityków do papieża? Czy jest w nim zawarte kunktatorstwo, czy realny szacunek i uznanie dla papieża? Kim Jan Paweł II jest dla polskich parlamentarzystów?
Jest przyjęty wiernopoddańczy kanon wypowiedzi, zgodnie z którym o JPII można mówić tylko „na klęczkach" albo wcale. Politycy mu ulegają, gdyż nie widzą interesu w jakimkolwiek sprzeciwie. Są wręcz nadgorliwi i prześcigają się w kadzeniu. Stosunek do papieża stanowi swoistą mieszaninę podziwu, uznania, zawiści, konformizmu, strachu i nadziei na profity płynące z podporządkowania się stereotypowi wypowiedzi. Najmniej w tym wszystkim miłości. Nie tylko politycy stale powtarzają, że to autorytet moralny i że kierują się jego naukami.
A czy Pani zdaniem politycy stosują się do nauk papieża? Czy w ogóle je znają?
Może znalazłyby się nieliczne przypadki - posłowie, którzy czytali jakieś encykliki, kazania czy książki papieża, ale to zaledwie wyjątki. Nie widać, by te lektury w jakikolwiek sposób przekładały się na ich zachowanie i postępowanie. Chyba żeby uznać, że papieskie nauki są raczej nieetyczne.
Według sondażu przeprowadzonego w tym roku 28 procent parlamentarzystów uznało, że Jan Paweł II powinien być patronem Polski. Skąd taki wysoki odsetek?
Zapytałabym raczej, dlaczego tak niski. Najwyraźniej sondaż był anonimowy i dlatego zaledwie co czwarty parlamentarzysta uznał, że wypada tak powiedzieć. Reszta zachowała zdrowy rozsądek. To optymistyczne. Sześć lat temu odsetek pozytywnych odpowiedzi wynosiłby zapewne 80 procent, bo po śmierci JPII panował istny obłęd.
Matka Boska jest już patronką polskiego parlamentu...
Różne dziwne rzeczy dzieją się w polskim parlamencie. Były już modły o deszcz, relikwią jest fotel, na którym siedział Jan Paweł II. Do tej pory stoi w kaplicy sejmowej, ale kto wie - może teraz zostanie porąbany i podzielony na tysiące relikwii?
Poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego, Franciszek Stefaniuk, niedawno powiedział, że papież to „największa postać w dziejach ludzkości od czasów Jezusa Chrystusa". Jak Pani ocenia tego typu sformułowania?
Są żenujące. Wszak JPII jest pod każdym względem przeciwieństwem Chrystusa. Niemniej akurat do posła Stefaniuka taka wypowiedź bardzo pasuje. Stale jest rozmodlony i chętnie eksponuje swoją religijność. Pamiętam, że w 2006 czy 2007 roku, podczas jednego z posiedzeń Komisji do spraw Rodziny i Praw Kobiet, której był wówczas wiceprzewodniczącym, odmawiał różaniec. To tłumaczy wiele, a nawet wszystko.
A jak Pani zdaniem kult papieża wpływa na kondycję polskiej demokracji i parlamentaryzmu?
Kult jednostki zawsze wpływa niekorzystnie na demokracje, a przecież w przypadku Jana Pawła II mamy do czynienia z takim właśnie kultem. W dodatku rozpoczętym za życia i akceptowanym przez jego podmiot. Papież wręcz zachęcał do okazywania mu uwielbienia. Z rozkoszą święcił swoje pomniki, aprobował nadawanie swojego imienia wszystkiemu, co nie ucieka. Wbrew rozpowszechnianemu mitowi nie był to w żadnej mierze człowiek skromny. Konkordat, który z demokracją raczej się kłóci, był prezentem dla polskiego papieża. Bardzo kosztownym. Jego ratyfikacja nie wynikała z oceny korzyści dla Polski, bo takich nie ma, ale ze źle pojętej poprawności politycznej. Takim szkodliwym prezentem była też ustawa antyaborcyjna z 1993 roku. Swoistym zaprzeczeniem demokracji jest uczestnictwo kościelnych dostojników w uroczystościach państwowych i przyznawanie im najwyższych miejsc w precedencji stanowisk publicznych w Polsce.
Jan Paweł II uchodzi w Polsce za największy autorytet. Czy Pani zdaniem zasługuje na to miano?
Uchodzi, bo tak wypada w Polsce mówić. Jednak absolutnie nic z tego nie wynika. We współczesnym świecie w zasadzie nie ma powszechnych autorytetów. Z badań przeprowadzonych w naszym kraju wśród młodzieży wynika, że do pewnego wieku takim autorytetem jest jedynie matka, a potem panuje całkowite rozdrobnienie idoli. Jeżeli papież w ogóle jest autorytetem, to najwyżej dla mniejszości. W dodatku bez jakiegokolwiek przełożenia na ich realne życie. To zresztą akurat bardzo dobrze. Jan Paweł II propagował poglądy wsteczne, szkodliwe dla rozwoju społecznego, a nawet dla zdrowia fizycznego i psychicznego jednostek. Dopiero w 1999 roku Watykan uznał, że dążenie kobiet do kariery zawodowej nie jest grzechem. A przecież - jak wynika z badań - zwiększenie udziału kobiet w gremiach decyzyjnych jednostek gospodarczych przynosi kilkuprocentowy przyrost PKB. Trudno zliczyć, ile śmierci i nieszczęść spowodował jego zdecydowanie negatywny stosunek do edukacji seksualnej, antykoncepcji, in vitro, prawa do aborcji, a ile tolerowanie i ukrywanie pedofilii duchownych. Naturalnie papież ma prawo do głoszenia katolickich poglądów, ale niedopuszczalne, wręcz skandaliczne jest ich przedstawianie jako jedynie słusznych, a tym bardziej wymuszanie ich przestrzegania za pomocą kodeksu karnego, jak ma to miejsce w Polsce. Trudno uznać za autorytet moralny człowieka, który ma na sumieniu miliony zarażeń wirusem HIV w Afryce i nie tylko, tysiące ofiar pedofilów w sutannach, który popierał zbrodnicze reżimy, w tym między innymi dyktaturę Augusta Pinocheta, i odegrał co najmniej dwuznaczną rolę w rozpętaniu wojny w byłej Jugosławii. W dodatku nie jest nawet najwybitniejszym papieżem XX wieku, bo to miano bezapelacyjnie przypada Janowi XXIII, który zaczął reformować skostniałe kościelne struktury i formuły oraz zapoczątkował nowe spojrzenie na świat. JPII zahamował te pozytywne procesy. Do grona książąt Kościoła awansował wyłącznie wiernych sobie katolickich ortodoksów, co uwsteczniło Kościół na kolejne lata. Podsumowując, Jan Paweł II to raczej moralny antyautorytet.
A dlaczego w polskim parlamencie nie krytykuje się papieża? Dlaczego nie krytykują go media?
Dla wygody i spokoju, a przede wszystkim, by nie narazić się na zarzut obrazy uczuć religijnych, co mogłoby słono kosztować.
A dlaczego SLD nigdy nie krytykowało papieża? Przecież jego poglądy były sprzeczne z tym, co głosiło, a w latach dziewięćdziesiątych konflikty kulturowe były szczególnie intensywne. Czy krytykę papieża SLD uznało za zbyt ryzykowną?
Partia polityczna nie ma obowiązku odnoszenia się ani do dogmatów religijnych, ani do wypowiedzi kleru. Zdecydowanie konieczne jest natomiast dbanie o świeckość państwa i przeciwstawianie się uchwalaniu przez Sejm dziesięciu przykazań jako obowiązującego prawa.
Przejdźmy do Pani wypowiedzi o Wojtyle i reakcji, z jakimi się spotkały. W 2006 roku w czasie Parady Równości w Warszawie powiedziała Pani: „Niech ta parada zmieni oblicze ziemi. Tej ziemi". Miała Pani wtedy konflikt nawet z szefostwem SLD, które odcięło się od tej wypowiedzi. Jak Pani dziś ocenia tamto wydarzenie? Czy świadomie chciała Pani sprawdzić, jaka będzie reakcja?
Użyłam tych słów przekonana, że parady równości rzeczywiście zmieniają oblicze Polski. To słowa z Ewangelii, których w 1979 roku użył w homilii Jan Paweł II. Uznałam, że doskonale pasują do nowych czasów, bo w III RP nadal jest wiele do zmienienia. Żadne słowa nie są zarezerwowane dla kogokolwiek. Uważam wręcz, że Kościół powinien być mi wdzięczny, gdyż w nauce miarą sukcesu jest liczba cytowań.
W 1997 roku miał miejsce słynny happening posła Marka Siwca i prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, którzy naśladowali pamiętny gest papieża całowania ziemi ojczystej. Jak Pani ocenia ów happening?
Był zabawny i dowcipny. Papież, całując ziemię każdorazowo po wyjściu z samolotu, urządzał swoisty spektakl pod tubylczą publiczkę. Wzbudzał niesamowity aplauz, pokazywały to wszystkie media. Z czasem przyklęk i muśnięcie ustami ziemi stały się znakiem firmowym pielgrzymek JPII. Wzorowany na tym spektakl w wydaniu Marka Siwca wywołał ogromne oburzenie. Niesłusznie. Każdy ma prawo całować ziemię. A już szczególnie po katastrofie smoleńskiej wszyscy wysiadający z rządowego samolotu powinni robić to obowiązkowo, okazując w ten sposób radość ze szczęśliwego lądowania. Jak bowiem twierdzi prezydent Komorowski, polski lotnik poleci nawet na drzwiach od stodoły, ale - czego prezydent już nie dodaje - niekoniecznie wyląduje.
A jak to się stało, że wkrótce później Kwaśniewski uznał papieża za największy autorytet? Skąd ta zmiana?
Zapewne dla równowagi. Odbijając się od ściany ironii, poleciał do ściany konformizmu. Ale oczywiście najlepiej zapytać prezydenta Kwaśniewskiego. Warto by się też dowiedzieć, czy to w ramach dalszego odreagowywania krytyki lotniskowego incydentu, jeszcze nie znając napisanej przeze mnie ustawy liberalizującej możliwości przerywania ciąży, zapowiedział w 2004 roku, że jej nie podpisze, choć była to jedna z jego obietnic wyborczych.
Po śmierci papieża wiele osób deklarowało zmianę w swoim życiu. Czy Pani zdaniem były wymierne rezultaty tych obietnic?
Jak najbardziej wymierne - w postaci śmiechu i politowania, które wzbudziły u ludzi rozsądnych. Kibole deklarowali koniec burd na stadionach, Beata Kozidrak częstsze chodzenie do kościoła, Michał Wiśniewski czytanie papieskich encyklik, a Lech Kaczyński ograniczenie picia alkoholu. Były też ślubowania niesamowite. Osiemdziesięcio kilkuletni aktor Leon Niemczyk ślubował wstrzemięźliwość seksualną, a Dariusz Michalczewski - że nie będzie się wyżywał na narzeczonej. Z kolei Jarosław Kukulski postanowił nie bać się śmierci. Tym torem, lecz na całość, poszła szerzej nieznana pani Grażyna z Gdańska, która postanowiła nie bać się braku pieniędzy, ciężkich chorób ani głodu. Wszystkich zakasowała telewizja publiczna, ogłaszając programowe zbliżenie z TV Trwam i Radiem Maryja. To ostatnie przyrzeczenie zostało w znacznej mierze dotrzymane. Ku rozpaczy widzów.
Pamiętam, że tuż przed beatyfikacją Jana Pawła II na portalu www.youtube.com pojawiły się filmy parodiujące papieża. Doniesienia w tej sprawie trafiły do prokuratury. Jak Pani ocenia tego typu przypadki?
Jan Paweł II był papieżem, ale zarazem celebrytą. W tej drugiej roli budził znacznie większe zainteresowanie. Stąd różne, lepsze i gorsze filmy, rysunki, piosenki. Donosy zgłaszają zazwyczaj związani z Kościołem, nic nieznaczący politycy i wierni podpuszczeni przez kler, a prokuratura musi zajmować się wszystkimi doniesieniami. Nawet najgłupszymi. W 2006 roku badała moją wypowiedź z Parady Równości, ale postępowanie umorzyła z powodu braku znamion obrazy uczuć religijnych.
Czy kult Jana Pawła II nie stanowi zagrożenia dla wolności słowa? Jerzy Urban został jednak skazany.
Kult jednostki zawsze jest zagrożeniem dla wolności słowa. Zwłaszcza w powiązaniu z odpowiednimi artykułami kodeksu karnego. Często ludzie nakładają sobie kaganiec, żeby się nie narażać na postępowanie prokuratorskie czy ewentualny proces. Występuje swoista autocenzura, a niepokorni, którzy się do niej nie stosują, są ciągani po prokuraturach i sądach. Czasem przegrywają procesy. Zawsze tracą czas, pieniądze i nerwy. To zabójcze dla wolności słowa, bo uczy, że lepiej siedzieć cicho. W Polsce bezkarnie można wszystko mówić tylko w Radiu Maryja. Panuje mit, że JPII nie akceptował działań Rydzyka. W rzeczywistości popierał ojca dyrektora, gdyż jest on guru najwierniejszych hufców Kościoła, jego pierwszą kadrową. Gdyby było inaczej, Rydzyk w ciągu pięciu minut zostałby misjonarzem na Grenlandii.
A jak Pani ocenia udział wielu polityków lewicy w uroczystości beatyfikacji Jana Pawła II? Czy uważa Pani tego typu postępowanie za właściwe, czy jednak politycy lewicy powinni być bardziej zdystansowani wobec takich ceremonii?
Nie tylko politycy lewicy powinni się dystansować wobec uroczystości typowo religijnych, a taką jest beatyfikacja. Można brać udział w pogrzebie papieża, bo to głowa obcego państwa, ale nie w beatyfikacji. Politycy nie powinni też demonstracyjnie uczestniczyć w mszach, pielgrzymkach, procesjach Bożego Ciała, gdyż nie należy łączyć sacrum i profanum. Walczę o to w Parlamencie Europejskim jako wiceprzewodnicząca Platformy na rzecz Swieckości Polityki.
A jak Jana Pawła II postrzegają przedstawiciele innych krajów Unii Europejskiej? Jakie są Pani obserwacje jako europarlamentarzystki w odniesieniu do tej kwestii?
W Parlamencie Europejskim kultywowana jest świeckość, a nie pamięć Jana Pawła II. W dodatku nikt nie widzi powodu, dla którego akurat ten papież miałby być szczególnie honorowany. Polska stanowi pod tym względem ewenement. Niemniej nawet nasi rozmodleni w kraju, prawicowi europarlamentarzyści w swoich wystąpieniach raczej nie powołują się na papieża. Tutaj nie byłoby to dobrze widziane.
Odnosząc się do wypowiedzi arcybiskupa Stanisława Dziwisza, że „Jan Paweł II otworzył perspektywy cywilizacji życia i miłości w świecie zdominowanym przez cywilizację strachu i śmierci", napisała Pani na swoim blogu, że „ta miłość wydaje się mocno toksyczna". Co Pani miała na myśli?
Miłość toksyczna to taka, która szkodzi. Poglądy dotyczące życia seksualnego i reprodukcyjnego, głoszone i wymuszane - nie tylko na katolikach - przez Jana Pawła II, przynoszą ludziom, których papież rzekomo kochał, zdecydowanie więcej szkody niż pożytku. JPII, zabraniając edukacji seksualnej i skutecznej antykoncepcji, w tym zwłaszcza prezerwatyw, przyczynił się do zwiększenia liczby niechcianych ciąż, a tym samym aborcji, oraz do rozprzestrzenienia się epidemii HIV/AIDS. W wyniku głoszonych przez Kościół nauk katolicy żyją w poczuciu ciągłego strachu i grzechu. Frustrują się, uprawiając seks przed- i pozamałżeński, stosując antykoncepcję, korzystając z in vitro. Oznacza to, że Jan Paweł II tworzył cywilizację strachu i śmierci, a nie życia i miłości.
W innym tekście napisała Pani, że „papieska chęć dostosowania świata do Rzymu spowodowała więcej nieszczęść, niż przyniosła korzyści. Tysiącom ludzi wręcz zrujnowała życie". Kogo Pani miała na myśli?
Miałam na myśli między innymi mieszkańców Afryki, którzy w dobie epidemii HIV/AIDS uwierzyli papieżowi, że nie należy stosować prezerwatyw, katolików, którzy w imię religijnej ideologii przeciwnej in vitro zrezygnowali z radości bycia rodzicami, kobiety, które w wyniku nielegalnych aborcji straciły życie lub zdrowie, księży zmuszonych do celibatu, a wreszcie tysiące ofiar duchownych pedofilów. Nie wolno zapomnieć, że za pontyfikatu Jana Pawła II obowiązywała tajna instrukcja nakładająca ekskomunikę na tych, którzy ujawnią przypadki pedofilii popełnianej przez kler. Ofiary miały z pokorą przyjmować swój los i milczeć. Jan Paweł II moralność miał za nic. Dla niego liczył się tylko interes Kościoła i jego własny. Popierał wzrost wpływów półtajnej integrystycznej organizacji Opus Dei. Zwalczał teologię wyzwolenia w Ameryce Łacińskiej, czyli tak zwany Kościół ubogich, gdyż jako zawzięty antykomunista, wbrew pozorom, zawsze trzymał z bogatymi. Tolerował wszelkie obyczajowe patologie i finansowe przekręty. Za jego pontyfikatu wzrosło rozpasanie i rozbestwienie kleru, bo sutanna dawała ochronę przed prawem.
Jak Pani zdaniem będzie ewoluowało podejście do Jana Pawła II w polskim społeczeństwie? Czy ten kult będzie jeszcze długo trwał?
Źle się stało, że Jan Paweł II został błogosławionym, mimo wątpliwości, które budziła jego osoba, życie i postępowanie, a nawet sam proces beatyfikacyjny. Mówi się żartobliwie, że są dwa cudy związane z Janem Pawłem II: pierwszy to uzdrowienie francuskiej zakonnicy, a drugi - uznanie tego faktu za cud. Zasadniczą kwestią będzie kanonizacja. Im później, tym lepiej. Błogosławiony oznacza bowiem, że kult jest dopuszczony tylko regionalnie. Trudno dociec, jakiego regionu u nas dotyczy. Skoro ogarnął całą Polskę, najwyraźniej sami się uważamy za zaścianek. Warto zauważyć, że beatyfikacja wzbudziła nieporównanie mniejsze emocje niż śmierć JPII. Wtedy przez wiele dni panował istny obłęd podsycany przez media. Ludzie autentycznie płakali, ulice miast zastawione były zniczami. ówczesny prezydent stolicy, Lech Kaczyński, zabronił wyrzucania wypalonych skorup, gdyż uznał je za relikwie godne przerobienia. Sprawa oczywiście się rozmyła. Podobnie jak natychmiastowe uświęcenie papieża Polaka. Proces beatyfikacyjny na tyle się przeciągnął, że większość straciła zainteresowanie.
A myśli Pani, że możliwy jest w Polsce proces podobny do tego, który ma miejsce w Irlandii, gdzie ludzie masowo występują z Kościoła? Stopniowo zmienia się tam również ocena pontyfikatu Jana Pawła II - od pozytywnej po niezwykle krytyczną.
Taki proces już postępuje. Wprawdzie jeszcze niewielu katolików dokonuje apostazji i zaledwie kilku znanych duchownych odeszło z Kościoła, ale większość wiernych nie uczestniczy w niszach i nie stosuje się do katolickich nauk, zwłaszcza w sprawach seksu, antykoncepcji, in vitro, aborcji. Życie biegnie własnym torem. Coraz częściej z dala od papieskich zaleceń, by nie powiedzieć: wbrew tym zaleceniom. Zmiana oceny pontyfikatu Jana Pawła II to tylko kwestia czasu. Polacy kochają go jedynie za to, że jest ich rodakiem. Coraz częściej uświadamiają sobie, że poza odrobiną nacjonalistycznej dumy nie wniósł do ich życia niczego, co byłoby warte choćby zapamiętania. Każda ujawniona afera pedofil-ska polskiego kleru przybliża dzień krytycznej oceny pontyfikatu. Prawda ostatecznie wyzwoli Polaków z miłości do santo subito.
Ojciec nieświęty
Spis treści:
Piotr Szumlewicz
Wstęp. Koniec złudzeń
Stanisław Obirek
Janusowe oblicze pontyfikatu Jana Pawła II
Adam Cioch
Pedofilia za zasłoną władzy
Tomasz Żukowski
Jan Paweł II i katolicki naród polski
Joanna Senyszyn
Toksyczny i przereklamowany
Agnieszka Zakrzewicz
Nie można rządzić Kościołem samymi zdrowaśkami
Janusz Palikot
Bez papieża bylibyśmy nowocześniejsi
Katarzyna Nadana-Sokołowska
„Nowy feminizm", czyli stary dogmatyzm
Marek Balicki
Jan Paweł II grzeszył przeciwko życiu
Artur Zawisza
Ewangelizacja Ameryki Łacińskiej
Magdalena Środa
Pontyfikat straconych szans. Od personalizmu do dogmatycznego tomizmu
Jerzy Urban
Papież ludowo-obrzędowo-dekoracyjny
Jerzy Krzyszpień
Toksyczny ojciec lesbijek i gejów
Jakub Majmurek
Jan Paweł II - ślepa uliczka antykomunizmu
Tomasz Piątek
Jan Paweł II oddzielał ludzi od Boga
Jarosław Klebaniuk
Autorytarne dzieci Jana Pawła II
Pasjonująca biografia bł. Anny Katarzyny Emmerich ? mniszki z Dülmen, jednej z najbardziej niezwykłych postaci Kościoła. Kobiety, która nie jadła i nie piła, a miała dość siły, by walczyć z szatanem o zbawienie dusz. Przez 12 lat nosiła na sobie stygmaty, a w każdy piątek obserwowała w wizjach mękę Chrystusa. Oto jej niezwykła, momentami wstrząsająca biografia autorstwa człowieka, który mieszkał w jej sąsiedztwie i był wicepostulatorem w jej procesie beatyfikacyjnym.
Pisząc tę książkę, poznał naocznych świadków niezwykłego życia wizjonerki i zagłębił się w 40 tomów zapisków Clemensa Brentano, poety, który przez 5 lat trwał przy łożu błogosławionej i notował jej wizje.
Była czarnoskóra. Była piękna. Zniewalała ludzi błyskotliwością umysłu. Wojowniczka, która dziewięć wieków przed naszą erą dała pokój legendarnemu królestwu Saby, krainie złota i kadzidła. Najwspanialszą jej bitwą była jednak ta, w której miłość splotła się z inteligencją. Zagadki były wyzwaniem, jakie rzuciła królowi Salomonowi. Zwyciężona, oddała się mu na trzy cudowne noce. Trzy noce, które wersami Pieśni nad pieśniami na wieczność wpisały się w miłosnej pamięci Zachodu.
Historia mówi, że Makeda, królowa Saby, i Salomon, król Judy i Izraela, mieli syna ? Menelika, pierwszego z długiej linii królów afrykańskich. Dzięki przekazom Biblii, Ewangelii i Koranu królowa Saby stała się natchnieniem dla całych pokoleń malarzy, poetów i pisarzy. Teraz na jej spotkanie wyrusza francuski pisarz Marek Halter, który opierając się na najnowszych odkryciach archeologicznych, ukazuje królową Saby jako postać niesłychanie wręcz nowoczesną.
Marek Halter to francuski pisarz i malarz, urodzony w 1936 roku w Warszawie. Dzięki pomocy Polaków z rodziną uciekł z warszawskiego getta, przedostał się do ZSRR, skąd w 1946 roku, jako repatrianci wrócili do Polski, a w 1950 roku wyjechali do Francji.
Marek Halter jest działaczem na rzecz obrony praw człowieka, zwolennikiem dialogu polsko-żydowskiego, orędownikiem pojednania chrześcijan i Żydów. Wielokrotnie podkreślał rolę, jaką podczas wojny odegrali Polacy ratujący Żydów, jako jeden z pierwszych na zachodzie Europy przypomniał postać Ireny Sendlerowej, otwarcie mówił o polskich zakonnicach ratujących żydowskie dzieci. Należał do tych, którzy na Zachodzie od początku bardzo aktywnie pomagali powstałej w 1980 roku Solidarności.
Jest autorem ponad dwudziestu książek, w Polsce ukazały się dotąd między innymi: Ewangelia według Marii, matki Jezusa, Chazarski wiatr, Judaizm ? opowieść dla moich chrześniaków. Oprócz Królowej Saby niebawem nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka ukaże się najnowsza powieść Marka Haltera, Kabalista z Pragi.
"Co wiecie o ciemności!"
- powiedział Zły
"Nie interesuje nas wiedza na ten temat.
Wychodź i koniec!"
- odpowiedział egzorcysta
Jest to relacja na temat przypadku opętania diabelskiego, jaki wydarzył się w naszych czasach.
Świadek opisał z absolutną wiernością fakty, a przede wszystkim dialogi, jakie wystąpiły między egzorcystą i demonem, który zawładnął człowiekiem.
Pozostawiamy czytelnikowi zadanie interpretacji odpowiedzi demona sprowokowanych silnymi bodźcami, jakie wywarł na nim egzorcysta.
Corrado Augias, znany dziennikarz i ważna postać włoskiego życia publicznego, podejmuje w tej książce przeważnie pomijany milczeniem temat Watykanu jako państwa, które obok swej roli religijnej posiada także wymiar świecki: posiada terytorium, hymn i flagę, wojsko, dyplomację, bank i walutę. Jak Kościół próbował utrzymywać delikatną równowagę między swą misją duchową a polityczną naturą państwa? Jak udaje mu się to dzisiaj? W jaki metodę istnienie Kościoła jako instytucji religijnej, lecz zarazem struktury świeckiej wpływa na życie ludzi, którzy się z nim stykają? Z bogatych dziejów Watykanu autor wybrał kilkanaście znaczących historii - począwszy od czasów Nerona aż po współczesność - i w ten metodę oddaje napięcie, jakie za sprawą Stolicy Apostolskiej towarzyszy zarówno pełnym społeczeństwom, jak również pojedynczym osobom, wywierając niebagatelny wpływ na ich życie, niezależnie od wyznania i poglądów na religię. Czytelnik spotka tu Nerona, Konstantyna Wielkiego, templariuszy, jezuitów, inkwizytorów, organizację Opus Dei i papieży, jak przynajmniej pokornego Celestyna V, aroganckiego Bonifacego VIII, kontrowersyjnego Piusa XII czy cichego Jana Pawła I. Są tu też barwne postaci kobiece: papieska konkubina Marozja, całkiem możliwe, że będąca pierwowzorem legendarnej papieżycy Joanny, i Krystyna Szwedzka, która wraz z królewskim tronem porzuciła luteranizm i zamieszkała w Rzymie. Autor rekonstruuje historię morderstwa dowódcy Gwardii Szwajcarskiej Aloisa Estermanna i jego żony; opowiada o tajemniczym zniknięciu nastoletniej obywatelki Watykanu Emanueli Orlandi; mówi o międzynarodowych uwikłaniach banku watykańskiego i jego związkach z niepokojącą serią zabójstw. Wszystkie te chłopcy i dziewczęta i zdarzenia łączy jedno: zgubne w skutkach wymieszanie sfery duchowej i władzy ziemskiej. Za próby pojednania tych dwóch wymiarów Kościół katolicki płaci bardzo wysoką cenę. Corrado Augias (ur. 1935) to znany dziennikarz i publicysta telewizyjny, aktywny uczestnik włoskiego życia publicznego. Poprzez wiele lat był korespondentem zagranicznym dziennika La Repubblica, z którym do obecnie współpracuje. W latach 1994-1999 był członkiem Parlamentu Europejskiego. Jest autorem powieści, dramatów i esejów historycznych. Polski czytelnik zna jego Sekrety Rzymu i Sekrety Londynu.
(...) W prezentowanym opracowaniu umieściłem też szlachtę zubożałą, zepchniętą do warstwy chłopskiej, która wszak szlachectwa nie utraciła, a jedynym jej "grzechem" było ubóstwo. Zwykle takie gałązki rodziny pomijane były w dotychczas wydanych herbarzach, a przecież żadna rodzina, nie tylko w ziemi łukowskiej, nie była wolna od tego problemu. Takie osoby przed nazwiskiem oznaczam przymiotnikiem "zubożały". Pojawiają się też osoby, które raz pisane są jako szlachcic, a innym razem jako chłop czy też honestus. Ukazujące się obecnie poradniki genealogiczne utrzymują, że przymiotnikiem honestus obdarzono rolnika z małego miasteczka lub rzemieślnika wiejskiego.
Marek Woliński
Michael ma osiem lat i przez sześć lat opiekował się nim tylko ojciec ? jego mama zmarła, gdy miał zaledwie dwa lata. Teraz straci i ojca, który jest nieuleczalnie chory. Co wieczór chłopiec modli się i wierzy, że kiedy przyjdzie pora z nieba spłyną anioły, które zabiorą jego ukochanego tatę do mamy? Wcześniej przerażony mężczyzna chce jednak znaleźć kogoś, kto zaopiekuje się jego synkiem, kiedy on sam nie będzie już w stanie...
Jest płaszczyzna działania człowieka, na której chrześcijaństwo sprawdza się w sposób bezbłędny - to płaszczyzna spotkania z bliźnim, zwłaszcza dotkniętym biedą i cierpieniem. Uczciwie trzeba przyznać, że na tej płaszczyźnie chrześcijaństwo po wiekach wspaniałej Starożytności, kiedy miłością podbiło pogańskie imperium rzymskie dla Chrystusa, po epoce kwitnącego Średniowiecza, w czasach nowożytnych, od kilku stuleci nie odnosi sukcesów.
Tę prawdę rozumiał i głęboko przeżywał Wincenty Urban.
Fragment
Nie tylko dla alkoholików. Gawędy o trzeźwym myśleniu, odpowiedzialności i rozwoju osobistym
Dziecko jest marudne i grymasi, bo się przeziębiło, posiada gorączkę i boli je gardło. Dziadek jest zgryźliwy, sarkastyczny i złośliwy, bo go w krzyżu łupie. O zachowaniach ludzi chorych psychicznie generalnie nie ma co mówić; ale przecież jakoś je rozumiemy, uznajemy za usprawiedliwione i wybaczalne. Z alkoholizmem jest zupełnie inaczej.
Alkoholizm nie usprawiedliwia, alkoholizm zobowiązuje.
Meszuge
Nie tylko alkoholicy nie radzą sobie z czekaniem, ustalaniem priorytetów, rozterkami duchowymi, samoakceptacją czy ponoszeniem konsekwencji swoich czynów. Nie tylko alkoholicy nie radzą sobie w życiu.
Inni posiadają podobne kwestie.
Meszuge to pseudonim literacki polskiego pisarza. Jest on autorem książek, publikacji i esejów dotyczących problematyki alkoholizmu, wyzwolenia z uzależnienia, Wspólnoty AA i Programu 12 KROKÓW AA oraz szeroko pojmowanego rozwoju osobistego. Nakładem Wydawnictwa Tobie pojawiły się Alkoholik i 12 KROKÓW od dna.
Książka zawiera dodatek SPONSOROWANIE W AA
Książka Krzysztofa Meyera jest głęboko osobista, ale mówi też dużo o świecie, w którym Kompozytorowi przyszło żyć, a pośrednio o czasach Polski Ludowej. Jest też książką programowo powściągliwą. Autor koncentruje się na tych postaciach, które zaważyły na jego życiu jako muzyka, a więc na nauczycielach, przyjaciołach, dalszych kolegach. W tej relacji łączy się sztuka portretowania rozmaitych osób z opowieścią o własnym artystycznym ( i po prostu ludzkim) dojrzewaniu. To mnie właśnie szczególnie ujęło: umiejętność zarysowywania kilkoma pociągnięciami pióra sylwetek różnych osób. Są wśród nich osobistości znane i do dzisiaj pamiętane, jak choćby Eugenia Umińska i Stanisław Wiechowicz, ale i takie, które chyba nigdy sławy nie zdobyły i ich rozgłos poza Kraków nie sięgał, jak nauczycielka fortepianu, Ekierówna, pianista Hoffman czy wiolonczelista Mikulski. Pisze się o nich z sympatią i wdzięcznością, w sposób daleki od heroizowania, przeciwnie, ze skłonnością do ukazywania osobliwości i dziwactw, ale dzięki temu są to postaci wyraziste. Dotyczy to zwłaszcza sylwetek osób, z którymi Autor zetknął się w młodych latach. Mówi o nich, ale też pozwala im mówić, niejako dopuszcza ich do głosu, na postawie notatek robionych na gorąco może cytować ich wypowiedzi. Szczególną wagę mają portrety dwóch wielkich kompozytorów: Szostakowicza i Lutosławskiego. Pisze się tu o nich bez zadęcia, do jakiego prowokować mogła ich pozycja klasyków muzyki XX wieku, przedstawiani są oni w swoim dniu codziennym, ujawniają się ich sposoby bycia, zwyczaje, a nawet delikatnie sugerowane śmiesznostki. W książce tej raczej nie ma (poza nielicznymi wyjątkami) bezpośrednich ocen. Autor, subtelnymi środkami narracyjnymi, ujawnia swój stosunek do osób, o których wspomina. Przypadkiem nadzwyczaj interesującym z tego punku widzenia są wzmianki o Krzysztofie Pendereckim, w których nie kwestionuje się jego pozycji, ale zaznacza wyraźny wobec niego dystans. Autor pełnił ważne funkcje w życiu muzycznym w bardzo młodym wieku: był prorektorem krakowskiej PWSM i prezesem Związku Kompozytorów Polskich. To pozwoliło mu zetknąć się z różnymi mechanizmami działającymi w Polsce Ludowej, pokazać panującą atmosferę, a także kilkoma kreskami zarysować figury reżimowych funkcjonariuszy. Rozpatrywana z tego punktu widzenia jest to ciekawa książka o PRL-u, nie zaciemniająca obrazu, ale pokazująca, na jakie trudności natrafiali w swej pracy (zwłaszcza organizacyjnej) wybitni artyści. [Michał Głowiński]
Sztuka Artura Żmijewskiego wydaje się bezwstydna: nagie ciała, gra w berka w Auschwitz, wystawienie mszy w teatrze. A tak naprawdę bardzo wiele w niej wstydu. Naszego własnego. Przed patrzeniem na kalectwo, słuchaniem chóru głuchoniemych. Przed udziałem i zaangażowaniem. „Demonstrować? Przecież to obciach” - myślimy. Artysta konfrontuje nas z tym obciachem, ze społecznym i psychicznym oporem. Z silną pokusą cynizmu.
Żmijewski to jeden z najbardziej kontrowersyjnych współczesnych twórców, wywołujący gorące dyskusje. Pole sztuki okazało się dla niego za ciasne, dlatego czerpie z polityki, dyskursu naukowego i doświadczenia ruchów społecznych. Eksperymentuje?—?z publicznością i z innymi twórcami.
Przewodnik Krytyki Politycznej pokazuję drogę artystyczną Artura Żmijewskiego - od sztuki krytycznej, przez głośny manifest Stosowane sztuki społeczne, aż po rolę kuratora Biennale w Berlinie.
Artur Żmijewski - artysta i filmowiec związany z Fundacją Galerii Foksal. Redaktor artystyczny „Krytyki Politycznej”. Kurator 7. Biennale Sztuki Współczesnej w Berlinie.
SPIS TREŚCI
WSTĘP
Fałszywe odpolitycznienie. Z Arturem Żmijewskim rozmawia Sławomir Sierakowski
MŁODA SZTUKA POLSKA
W sposób czujny, cwany i mądry. Z Arturem Żmijewskim rozmawia Piotr Kosiewski
Maciej Gdula, Dwie sztuki krytyczne
Andrzej Turowski, Sztuka, która wzbudza niepokój. Manifest artystyczno-polityczny sztuki szczególnej (fragment)
STOSOWANE SZTUKI SPOŁECZNE
Artur Żmijewski, Stosowane sztuki społeczne
Piotr Szenajch, Jak być skutecznym i nie stracić esencji
DEMOKRACJE
Ekstaza pamięci. Z Arturem Żmijewskim rozmawia Rafał Jakubowicz
Ekstremalna codzienność. Z Arturem Żmijewskim rozmawia
Sławek Belina
Demokracje. Z Arturem Żmijewskim rozmawia Piotr Kosiewski
Artur Żmijewski, Bronię Solidarnych
CIAŁA I URZĄDZENIA
Terror sprawnych. Z Arturem Żmijewskim rozmawia Sebastian Cichocki
Artur Żmijewski, Sens powtarzania
Znaki niebezpieczeństwa. O filmie Powtórzenie z Pawłem Moczydłowskim rozmawiają Sebastian Cichocki i Artur Żmijewski
KINO
Filmowcy u bram. Z Arturem Żmijewskim rozmawia Łukasz Maciejewski
Ludzie uważają, że jestem politrukiem. Z Arturem Żmijewskim
o filmie i prawdzie w sztuce rozmawia Jakub Majmurek
Jakub Majmurek, Pozorna przezroczystość albo pragnienie skutku. Kilka uwag o filmach Artura Żmijewskiego
ZAKOŃCZENIE
Zaczarowując świat społeczny. Ze Sławomirem Sierakowskim rozmawia Artur Żmijewski
Szczegółowy opis czynności pasterskich(dzień po dniu) Prymas Polski w latach 2001-2007
Podjąłem się spisać czynności ostatniego okresu mojej posługi prymasowskiej, to znaczy do końca marca 2007 roku. Ten tom, dość obszerny, może posłużyć do ustalania daty i okoliczności danej czynności, a także do naprowadzenia na poszerzenie wątku w innych źródłach. Może być przydatny do odczucia klimatu prac duszpasterskich na samym początku XXI stulecia.
Józef Kardynał Glemp Prymas Polski
Czy upadek komunizmu pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku był Bożym planem? Czy dlatego w jednym czasie w sferze publicznej pojawiły się takie postacie jak Jan Paweł II, Ronald Reagan i wielu innych, którzy mieli pewność, że Bóg chce zrobić coś szczególnego właśnie w tamtym momencie i za sprawą tych ludzi? Cechowała ich zdolność proroków z Biblii - poprawnie odczytywali wydarzenia im współczesne. Sądzę, że warto to podkreślić: Jan Paweł II i Ronald Reagan wiedzieli, że tylko Bóg może coś zmienić. Zmiany były jednym z najbardziej widocznych znaków ingerencji Boga w historię w naszych czasach. Bardzo mi zależało, by spojrzeć właśnie na to wszystko przez ten pryzmat - mówi Autor.
W ?Armii Boga kontra Imperium Zła? autor ukazuje empatię Jana Pawła II w stosunku do żydów, która wyraża się m.in. w zdecydowanym, bezprecedensowym w historii kościoła, potępieniu antysemityzmu. Autor wyjaśnia kwestię wyjątkowości miasta Jerozolimy. I przypomina o tym, że gdy większość polityków zachodnich wahała się jak postąpić względem reżimu Jaruzelskiego, który narzucił Polakom stan wojenny, ówczesny minister spraw zagranicznych Izraela Icchak Szamir udzielił zdecydowanego poparcia Solidarności w swoim przemówieniu na forum Knessetu w 1982 roku.
W roku stulecia urodzin i w pierwszą rocznicę śmierci o. Joachima Badeniego Wydawnictwo Literackie proponuje niezwykłą książkę: zapis rozmów, jakie Artur Sporniak i Jan Strzałka przeprowadzili z o.Joachimem Badenim, na kilka miesięcy przed jego śmiercią.Refleksje sędziwego dominikanina - dotyczące problemów wiary i Kościoła, mistycznego obcowania z Bogiem i rutynowego odprawiania mszy świętej, prawdziwej i dewocyjnej pobożności - składają się naswoisty testament duchowy, przesłanie, które ojciec Badeni chciał nam zostawić.Swego czasu pojawiły się pogłoski, że o. Badeni posiadł zdolność cudownego uzdrawiania chorych. Sam dominikanin na ten temat oficjalnie wypowiedział się tylko raz. Pierwszy i ostatni. Właśnie na kartachtej książki.O autorzeJoachim Badeni OP, właśc. Kazimierz Stanisław hrabia Badeni herbu Bończa (1912-2010), duchowny, dominikanin - o niezwykłej powiązanej z historią Polski biografii i zaskakujących poglądach, słynący zgłębokiej wiedzy, pogody ducha i wyjątkowego poczucia humoru.
Richard Marcinko - kontrowersyjny twórca SEAL Team Six, pogromców Bin Ladena - zdradza kulisy swojej niezwykłej kariery w służbach specjalnych.
Miejsce: wyspa Vieques, Morze Karaibskie
Zadanie: obezwładnić 40 uzbrojonych terrorystów, odbić zakładnika i odzyskać skradzioną broń jądrową
Oddział: SEAL Team Six
Dowódca: Richard Marcinko
Z raportu misji: Podczas desantu nie otwiera się spadochron dowódcy. Zapasowy spadochron również nie zadziałał. Odległość od ziemi: 3,5 kilometra. Marcinko nie ma więcej zapasowych spadochronów...
Tak rozpoczyna się książka jednego z najniezwyklejszych amerykańskich komandosów.
Richard Marcinko pisze tak, jak działa: od razu wciska gaz do dechy i nie zwalnia do ostatniej strony. Od opisu pierwszej misji SEAL Team Six poprzez walkę z Wietkongiem i starcia z waszyngtońską administracją do kulisów tajnych operacji w najbardziej zapalnych punktach świata.
Kontrowersyjny i nie przebierający w metodach Marcinko nie udaje, że wojna jest zabawą dla chłopców z dobrego domu. Nie może taka być, bo po drugiej stronie są prawdziwi dranie. I tylko ludzie tacy jak Richard Marcinko mogą nas przed nimi obronić.
„W Wietnamie to w boju dowiadywałem się, kto potrafi zabijać, a kto nie. Ale to było przed piętnastu laty, a spośród członków SEAL Team Six mniej niż połowa miała jakiekolwiek doświadczenie bojowe. Wobec tego był tylko jeden sposób, by się przekonać, kto pociągnie za spust, a kto zastygnie w bezruchu. Sposobem tym było zagranie tej akcji i sprawdzenie, kto wykonał zadanie, a kto nie. W końcu wojna to nie nintendo. Wojna to nie supertechnologia i zabawki dla dużych chłopców. Wojna to zabijanie”.
Komandos pokazuje, jak się tworzy najskuteczniejszy oddział sił specjalnych - elitę elit pokazaną w bestsellerowym Snajperze.
„Twórca legendarnego SEAL Team Six komandor Dick Marcinko to prawdziwy wojownik, który nie bał się nikogo! Gdy pokazał wady systemu bezpieczeństwa USA, naraził się odpowiedzialnym za to politykom. Z pewnością ma wady, jak każdy człowiek, ale jego podwładni, z którymi działałem, poszliby za nim w ogień!”
Sławomir Petelicki, generał GROM-u
"Kiedy wynosiłam się z mojego kraju, nie mogłam sobie wyobrazić, że może być coś gorszego od tej biedy, od choroby umysłowej mojej mamy, od szturchańców taty, pijaństwa braci. Byłam jedyną córką, ich niewolnicą. Wyjechałam bez oglądania się wstecz i znalazłam się w jeszcze gorszej niewoli ? w niewoli u mojego ?opiekuna?, w niewoli przemocy".
Irina, Rumunka
"Czasami już nie wiesz, kim jesteś. Szczególnie kiedy klienci cię maltretują i okradają. Chciałabyś uciec, ale nie wiesz, dokąd możesz iść. Czujesz się przedmiotem, którego inni używają dla swoich potrzeb albo dla zarobku".
Natasza, Albanka
"Pewnej nocy, kiedy byłam w pracy, jakiś włoski klient strzelił do mnie z broni palnej i na wpół umarłą zostawił na drodze".
Mercy, Nigeryjka
Ely, Gloria, Lucy, Linda, Irina, Natasza, Dora, Gladis, Wirginia? imiona ofiar handlu żywym towarem można by wymieniać bez końca. Codziennie tysiące kobiet jest sprzedawanych do niewoli. Nazywa się je prostytutkami, ale lepiej byłoby powiedzieć: prostytuowane. Czasami zdradzone nawet przez najbliższych, rodzinę, przyjaciół przechodzą przez prawdziwe piekło. Osobami, które poświęcają się, by pomóc przymusowym prostytutkom, często są inne kobiety.
Książka ta opowiada historie skrzywdzonych kobiet, ale także ludzi idących im z pomocą. Jej celem jest skupienie uwagi na tym skandalicznym procederze i na nieludzkim dramacie jego ofiar.
Książka „Dziecko autystyczne. Prawdziwa opowieść o Maciusiu” porusza trudny temat autyzmu dziecięcego.
Chociaż na rynku wydawniczym jest wiele poradników poświęconych tej problematyce, jednak ich autorzy to najczęściej lekarze, psycholodzy i pedagodzy. Książka Beaty Zawiślak to pozycja szczególna. Jego autorka jest pedagogiem, ale przede wszystkim mamą sześcioletniego chłopca, która towarzyszy dziecku autystycznemu w każdej chwili jego życia, na każdym etapie jego rozwoju, w każdym momencie jego zmagań z chorobą. Autorka jest nie tylko osobą, która aktywnie uczestniczy w terapii dziecka autystycznego, ale także kreuje tę terapię, od kilku lat poszukując różnych możliwości pomocy.
W pracy znajdziemy dokładne omówienie przejawów autyzmu oraz opis sytuacji dziecka niepełnosprawnego i jego rodziny (rodziców, rodzeństwa). Autorka wskazuje także sposoby radzenia sobie w tej sytuacji, z uwzględnieniem wielu form terapii.
Poruszane w pierwszej części książki kwestie zostały poszerzone o opis doświadczeń i działań podejmowanych przez Autorkę i jej rodzinę, co jest dużym atutem pracy.
Książka ta to niezwykle przydatny poradnik, który może służyć rodzinom dzieci autystycznych oraz specjalistom i studentom zainteresowanym autyzmem.
dr Agata Chudzicka-Czupała
Ojciec Pio z Pietrelciny (1887-1968) - mistyk z zakonu kapucynów, charyzmatyczny kapłan, niestrudzony kierownik duchowy i spowiednik czytający w ludzkich sercach. Swą ofiarną służbą zyskiwał miłość wiernych. Miał dar uzdrawiania, walczył z demonami i doświadczał nadzwyczajnych zjawisk, budzących wiele kontrowersji. Zawsze wierny Kościołowi, pokornie poddawał się decyzjom jego pasterzy. W roku 2002 Jan Paweł II dołączył go do grona świętych.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?