KATEGORIE [rozwiń]

Baby Halder

Okładka książki Zapiski hinduskiej służącej

28,00 zł 21,13 zł

Artykuł chwilowo niedostępny

Indyjski bestseller! Prawdziwa opowieść o wyjątkowej kobiecie, o jej sile, odwadze i determinacji. Gdy Baby Halder była jeszcze bardzo młoda, matka pozostawiła ją pod opieką okrutnego ojca. Kiedy miała dwanaście lat, została wydana za mężczyznę dwakroć od niej starszego, który często ją bił. Dwa lata później sama urodziła dziecko. Początki jej życia były naznaczone olbrzymim cierpieniem i wyzwaniami, aż – wyczerpana i zrozpaczona – uciekła z trójką dzieci do Delhi, gdzie podjęła pracę pokojówki w najbogatszych rezydencjach miasta. Zmuszona do spełniania każdej zachcianki pracodawców, trudziła się od świtu do nocy. Do czasu kiedy podjęła pracę u pewnego emerytowanego profesora, który zachęcił ją do sięgnięcia po pióro i spisania swojej historii… tej historii. Książka napisana w szczery, prosty sposób, pozwala spojrzeć na świat biedy i podporządkowania, o którym niewiele osób z zewnątrz ma jakiekolwiek pojęcie. Poruszający obraz życia milionów ubogich mieszkanek Indii. „The New York Times” Wydarzenie przełomowe w sensie literackim i społecznym... Prawdziwa opowieść o odwadze wystawionej na ciężką próbę. „The Hindu” Baby Halder nadal pracuje u profesora, który odkrył jej talent literacki. Mieszka na przedmieściach Delhi, wraz z dziećmi. Pracuje nad kolejną książką. Fragment książki Zapiski hinduskiej służącej Do czwartego roku życia mieszkałam gdzieś w Dźammu i Kaszmirze, z ojcem i matką, z braćmi i siostrą. Ojciec miał tam pracę. Okolica była piękna, z wysokimi, potężnymi górami i wieloma gatunkami kwiatów. Stamtąd tata zabrał nas do Murśidabadu. Tam spędziliśmy jakiś czas, po czym tata został przeniesiony do Dalhousie, dokąd też się wszyscy przeprowadziliśmy. Dalhousie bardzo przypominało mi Dzammu i Kaszmir. Z nieba sypał tam śnieg, płatki wirowały jak rój pszczół i łagodnie osiadały na ziemi. A kiedy padał deszcz, nie można było wychodzić z domu. więc bawiliśmy się w środku lub oglądaliśmy ulewę przez okno. Uwielbialiśmy Dalhousie i mieszkaliśmy tam dość długo. Codziennie chodziliśmy na spacery. Byliśmy tacy szczęśliwi, choćby tylko mogąc oglądać rosnące na wzgórzach kwiaty. Zabawialiśmy się wśród nich w różne gry, a niekiedy między górskimi szczytami pojawiała się tęcza, wypełniając moje serce radością. Gdy tata zabrał nas z powrotem do Murśidabadu, bardzo płakaliśmy. Mieszkał tam mój starszy stryj. Tata wynajął dom i posłał nas - dzieci - do szkoły. Potem nas tam zostawił j wrócił do pracy. Co miesiąc przysyłał pieniądze na utrzymanie. Z początku robił to regularnie, lecz później. stopniowo, zaczęty się pojawiać kilkumiesięczne przerwy. Mama miała wiele kłopotów, by związać koniec z końcem: jakżeby inaczej? Po jakimś czasie także listy od ojca zaczęły przychodzić w długich odstępach. Mama stalą do niego list za listem, lecz nie otrzymywała odpowiedzi. Tata byt tak daleko, że mama nie mogła tam nawet pojechać. Bardzo się martwiła, ale mimo wszelkich trudności nie pozwoliła nam przerwać nauki. Zanim tata wrócił do domu, minęło kilka lat. Jakże się ucieszyliśmy na jego widok! Jednak po miesiącu lub dwóch znowu wyjechał. Przez jakiś czas przysyłał pieniądze regularnie. Potem jednak powtórzyła się dawna historia. Mama była tak zła i podminowana, że często wyżywała się na nas. Prosiła o pomoc naszego starszego stryja, lecz on miał wystarczająco wiele kłopotów z utrzymaniem swoich bliskich. Tymczasem Didi", moja starsza siostra, zaczęta dorastać, co jeszcze przysporzyło mamie utrapień. Prosiła o pomoc przyjaciół taty, ale żaden z nich nie był w tak dobrej sytuacji, by wziąć na siebie ciężar łożenia na kolejną rodzinę. Mama myślała też o znalezieniu pracy, lecz to oznaczałoby przebywanie długo poza domem, czego nigdy nie robiła. Poza tym, jakiego zajęcia mogłaby się podjąć? Kolejnym jej zmartwieniem było: co ludzie powiedzą? Niestety przejmowanie się ludzkim gadaniem nie napełni żołądka, prawda? Pewnego dnia. zupełnie bez uprzedzenia, pojawił się tata. Mama na jego widok zalała się łzami. Wszyscy zaczęliśmy płakać. Mój starszy stryj i inne osoby z sąsiedztwa usilnie próbowały tacie wytłumaczyć, że nie powinien tak znikać, ale on nie dal się przekonać. Niebawem zostawił mamę i znowu wyjechał. Była w opłakanym stanie. Mnie było nieco lżej, gdyż miałam przyjaciółki, zwłaszcza Tutul i Doiły, z którymi zawsze mogłam porozmawiać i które bardzo mnie kochały. Niedługo po swym kolejnym wyjeździe tata przysłał nam list, w którym zapowiedział, że wkrótce przestanie pracować i wróci do domu. Nie posiadaliśmy się z radości, lecz kiedy tata w końeu wrócił, wcale nie wydawał się szczęśliwy z odejścia z pracy. Nie odnosił się do nas i mamy jak należy i z błahych powodów tracił nad sobą panowanie. Zaczęliśmy się go bać t schodziliśmy mu z drogi; gdy tylko widzieliśmy, że nadchodzi, czym prędzej czmychaliśmy. Didi dorastała i mama bez przerwy się o nią martwiła. Pewnego dnia mój młodszy stryj z Karimpuru napisał do nas, że znalazł dla niej ewentualnego kandydata na męża. Zaraz po przeczytaniu listu tata szybko spakował kilka rzeczy, zabrał siostrę i nic nikomu nie mówiąc, wyjechał do Karimpuru. Mama bardzo się tym przejęła. Powtarzała, że nie może tak dłużej żyć. „Kiedy - pytała Boga - zaznam wreszcie spokoju?". Nagle coś w niej pękło i pewnego dnia odeszła z naszego domu, z żalem w sercu i moim młodszym braciszkiem w ramionach. Początkowo myśleliśmy, że poszła jak zwykle na targ. Gdy jednak nie wróciła po kilku dniach, zrozumieliśmy, że stało się coś złego, i zaczęliśmy płakać. Nasz starszy stryj, który mieszkał po sąsiedzku, starał się nas uspokoić, mówiąc, że być może mama pojechała w odwiedziny [...]  
  • Poprzednia

    • 1
  • Następna

Promocje

Uwaga!!!
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?
TAK
NIE
Oczekiwanie na odpowiedź
Dodano produkt do koszyka
Kontynuuj zakupy
Przejdź do koszyka
Oczekiwanie na odpowiedź
Wybierz wariant produktu
Dodaj do koszyka
Anuluj